Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 9 0

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Anoreksja: Pytania do specjalistów

Spadek wagi - postrzeganie własnego ciała

Witam. Mierzę 166 cm i ważę 60kg. Przez 2 miesiące schudłam 16 kg i nadal się odchudzam, ponieważ wciąż wydaje mi się, że jestem za gruba. Czy faktycznie jestem za gruba i czy to nie obsesja? Sara

Nie akceptuję swojego wyglądu

Zanim zacznę od opisania swojego problemu, radzę osobie, która będzie to czytać, usiąść wygodnie, wytężyć "mózgowie" i dokładnie wczytać się w istotę mojego problemu... hm... albo problemów. Oczywiście postaram się jak najbardziej skrócić moją opowieść. Ach więc, mam 16 lat,...

Zanim zacznę od opisania swojego problemu, radzę osobie, która będzie to czytać, usiąść wygodnie, wytężyć "mózgowie" i dokładnie wczytać się w istotę mojego problemu... hm... albo problemów. Oczywiście postaram się jak najbardziej skrócić moją opowieść. Ach więc, mam 16 lat, rocznikowo 17, wzrost 167-166 cm, waga 53 kg, dokładniej 53,3, chociaż z rana było 53,0 kg. Cała historia ma swój początek w mojej młodości. Od zawsze miałam problem z wagą - przeglądając bilanse szkolne widziałam tylko raz zaznaczone "waga prawidłowa", ponieważ zwykle była to nadwaga, raz nawet otyłość...

Bawiąc się na podwórku często dochodziło do sytuacji, kiedy wytykano mi moją 'inność', przez co cierpiałam... Pod uśmiechem od ucha do ucha ukrywała się mała dziewczynka, która wychodząc z domu błagała Boga, by nikt nie nazwał jej "grubaską" lub kimś podobnym. Później rodzice kupili maszynę do biegania - postanowiłam, że zacznę biegać, lecz nie wychodziło mi to... Mama zawsze przesadnie mnie dokarmiała - widząc, że jem OGROMNĄ porcję obiadu, cieszyła się, jakby jej ktoś w kieszeń narobił. W skrócie do wakacji w 2010 roku - byłam GRUBA, ważyłam 69-67 kg.

W wakacje 2009 roku zaczęłam biegać przez miesiąc po 1 h na maszynie i schudłam bez diety ok. 4 kg, ale później wróciły te kilogramy... A co do wakacji w roku 2010, wyjechałam z 2 koleżankami na wioskę, wiadomo - świeże powietrze, jakoś nawet nie miałam tam apetytu, jadłam rzeczy, których w domu w sumie unikałam np. kotlet schabowy i po 10-dniowym pobycie wróciłam do domu, stanęłam na wadze i ona mi pokazała 62,9 (ale to był dzień, w którym bardzo mało zjadłam). Wtedy poczułam niewyobrażalną radość i jakąś nadzieję. Jak wróciłam do domu byłam wiecznie głodna, nie mogłam pozbyć się tzw. ssania w żołądku i po jakimś czasie waga pokazywała 64-63 kg. Nawet się tym nie przejmowałam, bo w swoim 'nowym' ciele czułam się świetnie, jakbym z brzydkiego kaczątka przeobraziła się w łabędzia. Chodziłam dumna, nawet zaczęłam chodzić z pewnym chłopakiem. Wagę trzymałam aż do 1 września.

Kiedy zaczęła się szkoła miałam często lekcje od 11.45-17.00, zjadałam śniadanie przed wyjściem, a w szkole nic, bo po prostu nie lubię jadać w szkole... czuję jakiś dyskomfort. No i jak wracałam do domu zjadałam obiad, który był często również kolacją. Wtedy zaczęłam ważyć się codziennie i waga spadała. Zaczęło mi się to podobać, chciałam więcej. Po pewnym czasie zauważyłam, że trochę za wolno chudnę i zrezygnowałam z jadania śniadania. Jadłam tylko 1 BARDZO DUŻY posiłek po powrocie ze szkoły i tyle. Cieszyłam się, że byłam chudsza, lecz jak nadchodził weekend siedziałam w domu i nie mogłam zaspokoić głodu, co kończyło się atakami na lodówkę i przesadnym obżarstwem - ale nie przejmowałam się, bo wiedziałam, że przez 5 dni w tygodniu spadnie moja waga... To trwało przez ok. miesiąc, później się opamiętałam, ponieważ mój organizm nie wydalał przetworzonego pokarmu, więc jadłam śniadania, ale skromne...

24 grudnia ważyłam równo 56,6, a od 1 września ważyłam się po KILKANAŚCIE, może nawet KILKADZIESIĄT razy dziennie. Co do 24 grudnia, wiadomo, WIGILIA, powiedziałam sobie - JESZ CO CHCESZ, i tak też było - niby chciałam jeść skromnie, ale nie udało się, przy stole troszkę poskubałam, lecz na słodycze dosłownie się rzuciłam i tym o to sposobem wieczorem ważyłam 57,7. Nie pamiętam dokładnie, ale wiem, że z rana ważyłam 57,2. Drugi dzień świąt to samo, z tym że doszło obżeranie się ciastem i jedzenie mięsa, chociaż od pół roku go nie jadłam. Nie miałam ochoty jeść, a jadłam i w ciągu 2 dni przytyłam do 58,8 kg. Byłam przerażona, powiedziałam sobie KONIEC. Jestem w sumie silną osobą i chciałam zwalczyć to sama... Do sylwestra udało mi się wrócić do tych 57 kg, ale był to mój najgorszy sylwester w życiu, bo co chwilę biegłam do łazienki się zważyć i albo się cieszyć, iż waga nie pokazała choćby 10 dag więcej, albo popaść w dołek, że jestem 20 dag na plusie... Miałam tego serdecznie dość...

No i po całym tym świątecznym szaleństwie próbowałam na nowo schudnąć. Do ferii ważyłam lekko ponad 55 kg. Nawet nie pamiętam jak schudłam, ale wiem, że w tym czasie nachodziła mnie silna chęć zjedzenia czegoś słodkiego i koniecznie czekoladowego. Codziennie jadłam mniej lub więcej jakiegoś batonika itd., tym samym rezygnując np. z kolacji. Później nastały ferie, po rozmowach z koleżanką postanowiłam zacząć jeść zdrowo i regularnie. Któregoś dnia rozpoczęłam śniadanie od owsianki i to wywołało eksplozję, w ciągu jednego ranku waga spadła do 54 kg "z groszami", pomyślałam... hm... metabolizm przyspieszył pracę, jelita pracują w tempie ekspresowym - SUPER, ale już nie powtórzyła się ta eksplozja. Przez ferie utrzymałam wagę, chociaż wciąż jadłam słodycze, przez które czułam, że tyję, mimo iż waga pokazywała ten sam stan. Często również wspomagałam się środkami przeczyszczającymi, ale były za słabe i nic mi nie dawało ich stosowanie, więc je odrzuciłam póki co.

Teraz dalej jem w miarę normalnie, ale czuję, że mam problem, jedzenie nie sprawia mi przyjemności. Jedząc kolację, myślę co zjem na śniadanie. I od razu nachodzą myśli, że mam zjeść coś, co nie spowoduje, że waga wzrośnie. Cały czas nie mogę pozbyć się tej chęci jedzenia czekolady, lecz ostatnio trochę się powstrzymałam i przez jakieś 3 dni nie jadłam czekoladowych wyrobów, bo obiecałam sobie, że jeśli wytrzymam ten czas, na weekend mogę sobie coś tam poskubać słodkiego, no i poskubałam kilka łyżek nutelli i jakieś ciasteczka, no i oczywiście pojawiły się wyrzuty sumienia, ale nie takie jak kiedyś... już trochę mijają mi te dołki związane z wagą.

Ogólnie nie rozmawiam z nikim o tym, bo wiem, że muszę sama sobie z tym poradzić, a o rozmowie z mamą nie ma mowy, do niej nie dotrze, że mam problem. Jeżeli jej wszystko opowiem, ona zacznie na siłę mnie karmić, przez co jeszcze bardziej mnie skrzywdzi, bo ja nie chcę wrócić do poprzedniego wyglądu. Wciąż jak staję przed lustrem widzę tłustą kluchę. Jak coś zjem, wydaje mi się, że moje nogi robią się grubsze. Jak ktoś mi mówi, że jestem chuda, ja czerpię z tego jakąś radość, dążę, żeby mieć niedowagę - bo lepiej mieć niedowagę niż nadwagę. Na początku chciałam schudnąć do 55 kg, teraz jest 53, w tygodniu było nawet 52,8. Ostatnio pomyślałam - a może tak 49 kg? Ale nie, jedyne co mnie powstrzymuje to to, że mam mały biust, a przy 49 kg w ogóle go nie będzie. Cały czas widzę swoje grube i brzydkie nogi, co sprawia, że prawie codziennie mam zły humor... Obżarstwo już zwalczyłam, chęć sięgania po coś słodkiego jest w trakcie zwalczania, lecz wciąż czekam, aż będę mogła jeść tak, by mieć pewność, że moja waga jest ustabilizowana. Dodatkowo bardzo mało piłam przez cały ten czas, bo im więcej wody, tym więcej dag na wadze... PROSZĘ O POMOC...

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak naprawić szkody wyrządzone w organizmie?

Mam 17 lat, 177 cm wzrostu, ważę na dzień dzisiejszy 65 kg. Może zacznę od początku. Moja sytuacja jest dość skomplikowana i pomimo prób nie umiem sobie sama z tym poradzić. Jako mała dziewczynka, rzecz jasna, byłam szczupła, choć...

Mam 17 lat, 177 cm wzrostu, ważę na dzień dzisiejszy 65 kg. Może zacznę od początku. Moja sytuacja jest dość skomplikowana i pomimo prób nie umiem sobie sama z tym poradzić. Jako mała dziewczynka, rzecz jasna, byłam szczupła, choć zjadałam nieprzyzwoite ilości jedzenia, bo wciąż rosłam i rosłam. W końcu jednak ten proces się zatrzymał. W 5 klasie podstawówki co tydzień lądowałam w Macdonaldzie, no i z chudziny stałam się całkiem sobie przy kości nastolatką. Początkowo nie przeszkadzało mi to ani trochę, potem jednak ktoś zwrócił mi uwagę i nawet nie pamiętam jak, ale przez wakacje sporo zrzuciłam. Jednak od tego czasu bacznie się sobie przyglądałam. Może zbyt się tym zapatrywaniem w lustro przejęłam.

W 2 gimnazjum przestałam jeść. Podobno miałam anoreksję, choć moja waga, mało którą anorektyczkę by usatysfakcjonowała. Ważyłam wówczas około 54 kg. Oczywiście stosowałam środki przeczyszczające, nawet kilka razy w tygodniu. Rodzice się zorientowali i rzekomo zostałam cudownie wyleczona. Fakt utyłam - do 78 kg, potem oczywiście schudłam i od tego czasu tak się męczę. Albo nie jem nic, albo jem za dużo! Potrafię przez kilka dni pod rząd najeść się wodą i plastrem szynki, aż w końcu pękam i pochłaniam na raz ponad 1000 kcal. Próbowałam zabrać się za "zdrowe odżywianie". Jadłam grzecznie co 3 godziny, trzymałam się 1100 kcal i co? i po tygodniu zamiast schudnąć przybyło mi 1,5 kg... Załamałam się rzecz jasna i wróciłam do starych nawyków - albo nic, albo za dużo. Jednak nie przynosi to upragnionych efektów.

Czuję się źle psychicznie, fizycznie. Nie oczekuję cudów. Chcę zgubić góra 5 kg! Chociaż 3 kg już by było dobrze i żyć jak każdy normalny człowiek, jeść i nie martwić się, że zaraz będzie 2 kg więcej! Czy to normalne, że nie jem nic, a potem dopiero o 14 zjem obiad (1/2 worka kaszy gryczanej, kawałek mięsa, surówka, parę frytek) i waga rośnie o 2,5 kg?! A takie coś przeżyłam dokładnie wczoraj! Niszczy to mnie i nie daje mi spać. Bardzo, bardzo proszę o pomoc, bo już nie wiem, co robić i jak swój organizm uzdrowić. Wiem, że bardzo w nim namieszałam, ale chcę to naprawić!

W jaki sposób poradzić sobie z zaburzeniami odżywiania?

Mam 17 lat! 164 cm wzrostu i ważę 47 kg, ważyłam już 46,3, ale przytyłam. Chociaż w ostatnich dniach waga znowu waha się ku dołowi. Cały czas kurczowo ją kontroluję, obawiam się, że przytyję za dużo. Mam dziwne zachowania, które...

Mam 17 lat! 164 cm wzrostu i ważę 47 kg, ważyłam już 46,3, ale przytyłam. Chociaż w ostatnich dniach waga znowu waha się ku dołowi. Cały czas kurczowo ją kontroluję, obawiam się, że przytyję za dużo. Mam dziwne zachowania, które sprawiają, że obawiam się, że mam zaburzenia odżywiania. Muszę dodać, że jakieś pół roku przed tym, jak zaczęłam się odchudzać, moja siostra zachorowała na cukrzycę typu 1, wtedy w tydzień schudłam 4 kg, później przybrałam 5 kg. Wszystko to z nerwów. I wtedy postanowiłam, że od wakacji się odchudzam. Źle się ze sobą czułam, chciałam lepiej się czuć, na dodatek miałam pójść do nowej szkoły i udało się. Przez rok schudłam 11 kg.

Teraz całkiem dobrze czuję się w swoim ciele chociaż stale widzę mankamenty, które staram się naprawić. Muszę dodać, że od pół roku (po konsultacji z lekarzem) biorę codziennie leki, które mają mnie uspokoić, bo jestem strasznie wrażliwą, emocjonalną osobą. Leczenie nie ma nic wspólnego z zaburzeniami, o które siebie podejrzewam. Tylko te moje zachowania, to co siedzi mi w głowie, utrudnia mi codzienne życie. Np. z nawet kilkudniowym wyprzedzeniem, obsesyjnie planuję co zjem, sprawdzam kaloryczność, indeks glikemiczny, liczę kalorie nawet w soku, 'wzrokowo' oceniam ile zjadłam, pamiętam co do jednego ciastka, produkty, który zjadłam w ciągu dnia lub nawet przedwczoraj, ważę produkty, wszystkich dookoła oceniam, że są chudzi i czuję złość, kiedy ktoś inny się odchudza, nader często wpatruję się w lustro, cały czas myślę i mówię o jedzeniu, krytykuję nawyki innych ludzi.

Co dziwne, swoją przyszłość chciałabym związać z dietetyką. Ostatnio też zainteresowałam się gotowaniem. Tylko, że nie chcę tego wszystkiego próbować i dlatego nie gotuję. Na co dzień jem przynajmniej 4 posiłki, ale są one skąpe, jak najchudsze. Często chodzę głodna. Ale w moim mniemaniu nie jest to jakaś rygorystyczna dieta, kiedy porównuję ją z wypowiedziami innych dziewczyn tutaj na forum. Moja codzienna dieta opiera się na produktach: mleko sojowe w proszku, jogurt owocowy, ciemne pieczywo, musli, owoce, warzywa, jogurty (tylko naturalne) + obiad jem w miarę normalny, w zależności od tego co przygotuje mama, bo posiłki jemy razem, ale często rezygnuje z czegoś co mama ugotuje, bo boję się, że przytyję. Wymiguję się jakimiś pretekstami, że niedawno jadłam, nie jestem głodna itp. Ale nigdy nie chowam czy nie wyrzucam jedzenia. Ale potrafię czasem najeść się do syta, zjeść pizzę, kawałek ciasta, lody, pierogi czy wypić kawę! Bo ja lubię jeść. Tylko się bardzo ograniczam. A jak już zjem jakiś produkt z typu wymienionych wyżej to później mam ogromne wyrzuty sumienia i np. na następny posiłek jem mniej.

Zazwyczaj, jeśli już uprawiam sport, za którym nie przepadam, to tylko i wyłącznie z myślą o spaleniu kalorii. Na początku liceum, we wrześniu, kiedy mocno się odchudzałam, przez 3 miesiące nie miałam okresu. Ale może to kwestia silnego stresu? Nadal mam jednak nieregularne miesiączki. Mam za niskie żelazo, czuję się zmęczona, czasami bolą mnie jakby kości, mam bardzo mało siły i dosyć często mam za niski cukier (mierze glukometrem np. gdy silnie drżą mi ręce albo kręci mi się w głowie), jestem bardzo blada, czasami pękają mi kąciki ust. Lekarz rodzinny kazał mi przytyć i niby przytakuję, niby mówię, że się zgadzam, ale jakoś nie biorę sobie tego do serca. Jest czas, że jem więcej, normalnie, ale później znowu, jakby z przyjemnością, wracam do odchudzania. I tak się powtarza. Jest mi z tym ciężko, ale z drugiej strony czuję się atrakcyjna, koleżanki na każdym kroku podkreślają, że jestem chuda i pozbyłam się wielu kompleksów.

Jest jeszcze inna kwestia. Ta cukrzyca, która jest u nas w domu obecna sprawia, że jedzenie jest ważnym tematem. Trudno przed nim uciec. Wiem, że jestem w grupie ryzyka, ale nie boję się tego. Jednak choroba siostry wpływa na nasze życie. Przeliczanie WW, WBT, czekanie z posiłkami, podawanie insuliny, duże wahania cukrów, rozmowy o jedzeniu, książki i tablice z kcal w kuchni to u nas chleb powszedni. Może to też miało na mnie wpływ? Bez przerwy o tym wszystkim myślę i już nie wiem, czy mam te zaburzenia, czy po prostu sobie wmawiam, że je mam. Proszę o poradę

Wahania wagi - dlaczego tak jest?

Mam 15 lat, 170 cm wzrostu i ważę 37-38 kg. Wiem, że moje BMI wynosi ok. 13 (anoreksja i leczenie szpitalne). Owszem, schudłam w ciągu 2 miesięcy ok. 8 kg i swoją obecną wagę utrzymuję już przez ok. 2...

Mam 15 lat, 170 cm wzrostu i ważę 37-38 kg. Wiem, że moje BMI wynosi ok. 13 (anoreksja i leczenie szpitalne). Owszem, schudłam w ciągu 2 miesięcy ok. 8 kg i swoją obecną wagę utrzymuję już przez ok. 2 miesiące. Nie czuję się chora. Mam dużo siły, energii, włosy mi nie wypadają. Ostatnio miałam robione wszystkie badania - wszystko wyszło w porządku, serce też. Miesiączki jeszcze w ogóle nie dostałam. Nie chodzę nigdy głodna, jem normalnie. Rano śniadanie - mleko lub jogurt z płatkami + 2 kromki z serem bądź szynką lub serem białym. Potem obiad - 2 dania, zupa i drugie (mięso, ryba, ziemniaki, kasza, ryż + surówka). Potem jakiś deser, lody, budyń, owoce lub coś innego słodkiego. I kolacja - taka sama, jak śniadanie.

Rodzice uważają, że jestem chora na anoreksję. Ja jednak nie czuję się chora (tak, wiem, że każda anorektyczka tak mówi). Odżywiam się normalnie, nie ćwiczę, wszystkie badania w porządku, siły też mam dużo. Owszem, nie powiem, że taka waga mi przeszkadza, odpowiada mi. Bardzo ciężko byłoby mi teraz utyć. Uważam, że nie jestem w stanie jeść więcej. Chciałabym się dowiedzieć, czy coś mi grozi, jakie mogą być konsekwencje wagi takiej, jaką mam teraz? Podkreślam - pod względem badań jestem zdrowa, odżywiam się normalnie, mam dużo siły. Dlaczego np. w jeden dzień ważę 37 kg rano, a w drugi 38 kg (nie zmieniając swojego dziennego jadłospisu, tj. jedząc tyle samo)? Bardzo chciałabym się dowiedzieć, dlaczego tak jest?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Agnieszka Barchnicka
Lek. Agnieszka Barchnicka

Już od roku zmagam się z anoreksją bulimiczną - jak z tego wyjść?

Zaczęło się od wakacji zeszłego roku. Postanowiłam schudnąć, ale nie nazywać tego szumnie dietą, nie ogłaszać się z tym zbytnio nikomu - niech widoczne będą efekty. Najpierw po prostu ograniczałam porcje. Siedziałam dużo w internecie, dużo czytałam na temat...

Zaczęło się od wakacji zeszłego roku. Postanowiłam schudnąć, ale nie nazywać tego szumnie dietą, nie ogłaszać się z tym zbytnio nikomu - niech widoczne będą efekty. Najpierw po prostu ograniczałam porcje. Siedziałam dużo w internecie, dużo czytałam na temat zdrowego odżywiania itp. Z czasem coraz łatwiej było mi dotrzymywać pór jedzenia, dokładnie wyliczonej liczby kalorii, która przypada na każdą z nich. Wtedy, na początku, czułam się lepiej, niż kiedyś. Twierdziłam, że to jest takie megazdrowe. Obsesyjnie czytałam fora, artykuły o zdrowym odżywianiu, jakie produkty mają jaki wpływ na nasz organizm. Myślałam o tym często. Za często. Siedząc na lekcji, wracając ze szkoły, idąc do szkoły, czasami nawet rozmawiając z kimś. Odsunęłam się od ludzi, tą sferą swojego życia, którą miałam zarezerwowaną dla innych, bliskich zaniedbałam i znikła. Znikły też jakieś spontaniczne, głupkowate zachowania. Często spadał mi cukier, więc ta moje nagłe zmęczenie, niechęć do rozmów czy czegokolwiek odbijała się na innych. O te dwie wyżej opisane sprawy mam do siebie największy żal, poczucie winy, wyrzuty sumienia. Staram się to jakoś odbudować, ale wychodzi mi rzadko.

Schudłam 15 kg pół roku. Na początku wszyscy mi gratulowali, chwalili samozaparcie, ładną sylwetkę. Z czasem jednak zauważyłam, że patrzą na mnie jak na coś przerażającego. Trochę czasu potrwało zanim sama zobaczyłam, jak naprawdę wyglądam. Wychudzona, płaska, z wystającymi obojczykami, żebrami i kośćmi biodrowymi, z kostuszą twarzą. Próbowałam zwiększać porcje, kaloryczność posiłków - obiecałam swojej mamie po pewnej długiej, płaczliwej rozmowie – ale nie miałam serca. Pamiętam, jak pierwszy raz od dłuższego czasu nie jadłam na śniadanie stałej mieszanki płatków pełnoziarnistych z mlekiem, ale te (obrzydliwie czekoladowe, obrzydliwie słodkie) chocapiki. "Jesteś tym, co jesz" słyszałam wraz z uniesieniem do ust kolejnej łyżki płatków. No trudno, mam przytyć (chociaż i tak nie zamierzam) to przytyję, będę jadła śmietnik, zrobię z siebie śmietnik, mam wszystko głęboko gdzieś (tak sobie wtedy mówiłam). Z przerwami, kiedy miałam nawroty i znów liczyłam kalorie, ograniczałam porcje, próbowałam przytyć. Nie przytyłam ani grama, z czego się cieszyłam, ale też nie schudłam, z czego cieszyli się bliscy.

Przez kolejne kilka dobrych miesięcy głównie przyjaciółka powtarzała mi, że muszę przytyć. Zdałam sobie sprawę z tego, że chyba faktycznie - chociaż kilogram. Jadłam co dwie godziny, ale i tak ćwiczyłam. Miałam po tym okropne wiatry, przez straciłam do siebie szacunek jeszcze bardziej. I tak z przerwami próbowałam przytyć, ale i tak nie chciałam. No byłam rozdarta. Któregoś razu stanęłam w kuchni, byłam sama, powiedziałam, że ja kocham jedzenie, jest tyle różnych pysznych dań, to jest coś fajnego,nie ma co po tym mieć wyrzutów sumienia. Myślałam, że zadziała autosugestia itp. No i od tamtej pory coś się zmieniło. Doszło do tego, że moje obsesyjne myślenie o jedzeniu zmieniło się. Teraz co kilka dni muszę się objeść, obeżreć. Po prostu - kiedy zaczynam jeść muszę zjeść albo dość mało - wtedy jest okej, czekam cierpliwie do kolejnej pory jedzenia, ale jak tylko zapomnę się, podjem coś, to nie mogę się opanować - stoję w kuchni jem, mieszając słodkie ze słonym i tak dalej.

Od jakiegoś miesiąca próbuję z tym skończyć, oczywiście na kilka dni. Chciałabym jeść, jak normalni ludzie, ale jak tak próbuję, to najczęściej wpadam w ten trans obżarstwa. Tydzień temu spróbowałam wymiotów. Wymiotowałam jakieś cztery razy. Nie wiem dlaczego, wczoraj przyznałam się do tego przyjaciółce, jakoś tak głupio chciałam, być chociaż z jedną osobą fair. Powiedziała, że powie o tym mojej matce, że to dla mojego dobra. Ja wiem, że ja wtedy zawiodę. Cholernie i po całości. Po długiej rozmowie dała szansę. Chcę z tego wyjść, ale trochę już nie mam siły. Mam dość takiego życia. Czasami jak zjem takie duże śniadanie, to nie mogę przestać myśleć o jedzeniu, najchętniej położyłabym się wtedy i przespała ten dzień.

Nie czuję się osobą, którą byłam jeszcze rok temu, nie lubię siebie, wiem że często zachowuję się jak chora psychicznie. Do tego dochodzi zanik okresu i problemy z hormonami, czyli totalna huśtawka nastrojów. Źle mi ze sobą. Wspomnę jeszcze o wiatrach, których nabawiłam się przez mój sposób jedzenia oraz problemach jelitowych. Przez nie czasami czuję do siebie obrzydzenie, to one są ostatnio moim największym problemem. Czuję, że mam tam, mówić dosadnie, syf. Piję herbatki, ostatnio próbowałam trochę z syropem na przeczyszczenie, jednak rozleniwił mi jelita, od wczoraj piję herbatę z pokrzywy i chyba jest ok. No właśnie, zapomniałam o czymś ważnym. Przemiana materii, defekacja. Robię wszystko, wszystko zagryzam majerankiem, ziołami prowansalskimi, cynamonem, piję dużo wody, żeby przyspieszyć procesy trawienne w moim organizmie. Do połowy wakacji, nie mogłam wyjść z domu przed poranną toaletą. Teraz już nie, ale do niedawna jedząc coś, myślałam o tym, że zaraz to strawię. To brzmi pewnie megagłupio. Ale tak, ponadto mam trochę obsesje na punkcie mojego układu pokarmowego. Teraz namawiam rodziców do lewatyw. Ich kategoryczne nie mnie nie przekonuję. Oczywiście mówię im, że to dla zdrowia, że przecież mam problemy z jelitami. Jestem zmęczona. Mam dość jedzenia i wszystko co z nim związane, bo to przejęło kontrolę nad moim życiem...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Ciągle się odchudzam: czy to początki anoreksji?

Witam :) Od ponad roku sie odchudzam. Przez ten czas schudłam 14 kg. Od pól roku zauważyłam, że strasznie się ograniczam i ostatnie dwa miesiące jem tyle co nic. W ciągu tygodnia schudłam 1,5 kg. Nie mam ochoty na jedzenie,... Witam :) Od ponad roku sie odchudzam. Przez ten czas schudłam 14 kg. Od pól roku zauważyłam, że strasznie się ograniczam i ostatnie dwa miesiące jem tyle co nic. W ciągu tygodnia schudłam 1,5 kg. Nie mam ochoty na jedzenie, gdy każe mi ktoś coś zjeść, płaczę i nie jem. Gdy jem, dużo się ruszam, by spalić, bądź wymiotuję. Starałam się jeść 1000 kcal dziennie. Teraz jem okolo 100 kcal dziennie. Obecnie ważę 51 kg przy 170 cm wzrostu. Rodzina mówi, że za mało. Jednak ja w sobie wciąż widzę grubę dziewczynę, która się opycha czymś niezdrowym. Od dwóch miesięcy nie pojawil się u mnie okres. Nie współżyłam z chłopakiem, więc ciąża zostaje automatycznie wykluczona. Nigdy nie miałam opóźnień w miesiączkowaniu. Miesiączkuję od 11 roku życia. Zauważyłam także, że co chwilę myślę tylko o wadze. Ważę sie kilka razy na dzień. Czy bez wizyty u lekarza uda mi się z tego wyjść?
odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Ile powinienem spożywać kcal dziennie w wieku 17 lat?

Dziennie spożywam ok. 700-800kcal i wystarcza mi to dodatkowo ćwiczę ok. 1,5h i chudnę. Ile mogę spożywać kcal bez żadnego wysiłku fizycznego. Teraz mam wakacje i mogę sobie pozwolić na to, ale podczas roku szkolnego nie będę miał na to...

Dziennie spożywam ok. 700-800kcal i wystarcza mi to dodatkowo ćwiczę ok. 1,5h i chudnę. Ile mogę spożywać kcal bez żadnego wysiłku fizycznego. Teraz mam wakacje i mogę sobie pozwolić na to, ale podczas roku szkolnego nie będę miał na to czasu. Jaka jest najlepsza dla mnie alternatywa jeśli chodzi o ilość kalorii?

W jaki sposób zacząć normalnie jeść, żeby nie przytyć?

Witam! Zacznę od tego, iż w wieku 13 lat zachorowałam na anoreksję. Przez około 5 miesięcy schudłam 20 kg. Gdy osiągnęłam wagę 32 kg przy wzroście 160 cm, zaczęłam jeść pod nadzorem rodziców. Nie przychodziło mi to łatwo, często...

Witam! Zacznę od tego, iż w wieku 13 lat zachorowałam na anoreksję. Przez około 5 miesięcy schudłam 20 kg. Gdy osiągnęłam wagę 32 kg przy wzroście 160 cm, zaczęłam jeść pod nadzorem rodziców. Nie przychodziło mi to łatwo, często płakałam nad jedzeniem, ale z czasem zaczęłam jeść normalnie. Jadłam normalnie do czasu. Po miesiącu, może dwóch, zaczęłam się obżerać. Pochłaniałam jedzenie, nawet gdy nie byłam głodna. Taka sytuacja trwała około pół roku. Przytyłam do wagi 57 kg. Załamałam się wtedy. Uświadomiłam sobie, że to całe moje odchudzanie nie miało sensu, gdyż przed odchudzaniem ważyłam znacznie mniej. Wtedy przestałam się obżerać, zaczęłam jeść normalnie i dużo ćwiczyć. Chciałam troszkę schudnąć, bo nie odpowiadała mi taka waga. Po miesiącu moja waga nie zmalała, stała w miejscu. Postanowiłam jeść tylko jedną bułkę ziarnistą dziennie i owoce do woli. Czasami zdarzało mi się zjeść obiad. W ciągu roku schudłam 8 kg.

Miesiąc temu ważyłam 48 kg. Taka waga mnie satysfakcjonowała, więc zaczęłam jeść troszkę więcej. I teraz po miesiącu ważę 51 kg i jestem załamana. Nie chcę tyć. Proszę o pomoc. Czy jeśli będę stopniowo dostarczać więcej kalorii to nie przytyję? Czytałam, że jeśli co tydzień będę dodawać po 100 kcal to organizm się przyzwyczai. Chciałabym jeść normalnie. Nie chcę się roztyć. Czy są jakieś sposoby, by z tego wyjść?

Unikam słodyczy - czy to anoreksja?

Mam 27 lat, wzrostu mam 155, ważę 45kilo. Na myśl o jedzeniu wszystko mi podchodzi do gardła. Nie jem już od 3 miesięcy ziemniaków, rzadko jem owoce, unikam jedzenia słodyczy od dłuższego czasu. Pije dużo zielonej herbaty, ćwiczę na rowerze...

Mam 27 lat, wzrostu mam 155, ważę 45kilo. Na myśl o jedzeniu wszystko mi podchodzi do gardła. Nie jem już od 3 miesięcy ziemniaków, rzadko jem owoce, unikam jedzenia słodyczy od dłuższego czasu. Pije dużo zielonej herbaty, ćwiczę na rowerze treningowym, dużo chodzę, zażywam aqua slim do tego. Staram się już nie jadać obiadów. Nie jem kolacji w ogóle. Na myśl, że mam coś zjeść mdli mnie podczas jedzenia to samo.Wszyscy mówią, że jestem za chuda i powinnam przytyć, ale ja tak nie uważam, chcę schudnąć jeszcze 10 kilo.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Moje BMI wynosi 14,3 - czy mam anoreksję?

Mam 13 lat, ważę 34 kg, a mój wzrost to 154 cm. Moje BMI wynosi 14.3 - to oznacza, że mam wyniszczony organizm? Czy to już anoreksja?
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Zaburzenia odżywiania, niskie poczucie własnej wartości - jak sobie z tym poradzić?

Witam, mam 24 lata, jestem studentką 5 roku na UM. Mój problem zaczął się tak naprawdę 6 lat temu, gdy postanowiłam w liceum schudnąć, głównie ze względu na udowodnienie sobie i innym, że jestem warta być kochaną (po rozstaniu z...

Witam, mam 24 lata, jestem studentką 5 roku na UM. Mój problem zaczął się tak naprawdę 6 lat temu, gdy postanowiłam w liceum schudnąć, głównie ze względu na udowodnienie sobie i innym, że jestem warta być kochaną (po rozstaniu z chłopakiem). Okazało się to prostsze niż myślałam, w szybkim czasie schudłam ponad 13 kg: przy wzroście 160 cm ważyłam 44 kg. Rodzice, nauczyciele, znajomi bardzo się zaniepokoili, uważali, że mój styl zachowania, jedzenia bardzo odpowiada obrazowi anoreksji. Ja czułam się świetnie w swoim ciele, miałam kontrolę nad nim, nad jedzeniem.

W 3 klasie liceum w związku z wyborem trudno dostępnych studiów bardzo dużo się uczyłam, dodatkowo miałam chłopaka, który nie przywiązywał uwagi do tego, czy jestem szczupła czy grupsza, kochał bezwarunkowo, dlatego przytyłam ok. 20 kg w niedługim czasie, głównie przez kompulsywne objadanie się, stres związany z maturą. Po dostaniu się na wymarzony kierunek, rodzice bardzo naciskali, bym wzięła się za siebie, bym nie popadała zawsze w skrajności. Ja natomiast zaczęłam po napadach obżarstwa zwracać wszystko. Niekiedy jak byli rodzice w domu stosowałam silne środki przeczyszczające z racji tego, że nie chciałam, by się dowiedzieli, że prawdopodobnie wpadam w bulimię.

Rok temu, gdy nareszcie poznałam osobę, z którą planuję wspólną przyszłość (rodzice są bardzo za poprzednią osobą, ze względu na lepsze studia, większą znajomość jego rodziców itd.) zgłosiłam się za namową tej osoby do psychologa. Problem z brakiem akceptacji partnera przez rodziców nasilił moje problemy do tego stopnia, że potrafiłam przyjąć po 8 tabletek na odchudzanie, objadać się, wymiotować i biegać na kilka godzin na siłownię. Psycholog wyjaśniła, że problem w moim domu wynika z despotycznej mamy, że mam objawy psychosomatyczne dodatkowo przeżywanych emocji (zespół jelita drażliwego). Po paru spotkaniach, ze względu na ich koszt i brak większego efektu, zaniechałam spotkań.

Obecnie najbardziej doskwiera mi brak totalnie kontroli nad własnym życiem. Jestem dobrą studentką, jednak do wszystkiego podchodzę, że udało mi się to przypadkiem, że nie dostanę się do wymarzonej pracy, bo zabraknie mi wiary w siebie, że może dla osób, które obżerają się bez opamiętania nie należy się lepsze życie. Mam brak kontroli nad jedzeniem - albo nic nie jem i trzymam dietę (już n-tą od poprzedniego roku) albo obżeram się i potem głoduję (udało mi się, ze względu na leczenie martwego zęba, przekonać się do niezwracania). Bardzo dużo czasu rozmyślam o dietach, jedzeniu, formach ruchu, dużo planuję, czytam, a potem nie mogę w ogóle funkcjonować po napadzie. Nie mogę tak dalej funkcjonować, powoli mam poczucie stracenia 6 lat z życia na myśleniu grubasa o lepszym życiu. Będę bardzo wdzięczna za jakąkolwiek odpowiedź. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Wstręt do jedzenia: czy to zaburzenia odżywiania?

Witam. Mam 11 lat, w tym roku kończę 12 lat. Obawiam się, że mam wstręt do jedzenia, gdyż od jakiegoś czasu, gdy na nie patrzę, obrzydza mnie i wymiotować mi się chce non stop. Mam bóle brzucha i głowy. Kolacji...

Witam. Mam 11 lat, w tym roku kończę 12 lat. Obawiam się, że mam wstręt do jedzenia, gdyż od jakiegoś czasu, gdy na nie patrzę, obrzydza mnie i wymiotować mi się chce non stop. Mam bóle brzucha i głowy. Kolacji czy śniadań albo nie jem, albo bardzo mało... Tylko obiady też dość małe. Mam wzrost około 163-164 cm i kiedyś ważyłam około 60 kg, gdyż miałam nadwagę. Teraz nie wiem ile ważę, ponieważ schudłam. Potrzebuję pomocy...

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Brak miesiączki: czy to już objawy wyniszczenia?

Mam 15 lat 170 cm i od dwóch miesięcy ważę 37 kilo. Moje BMI wynosi 13 co wskazuje na wyniszczenie organizmu. Przez 2 miesiące schudłam ok. 8 kilo. Nie mam jeszcze w ogóle miesiączki. Jestem drażliwa, nie cieszę się z...

Mam 15 lat 170 cm i od dwóch miesięcy ważę 37 kilo. Moje BMI wynosi 13 co wskazuje na wyniszczenie organizmu. Przez 2 miesiące schudłam ok. 8 kilo. Nie mam jeszcze w ogóle miesiączki. Jestem drażliwa, nie cieszę się z życia, nie mam chęci, by rano wstać, najlepiej ciągle bym spała, ciągle kłócę się z mamą, ona ciągle mnie denerwuje tak samo jak pozostała część rodziny. Nie chcę jeść, boję się przytyć, wypadają mi włosy, czasem bolą mnie zęby, mam zaparcia. Czy to już są objawy mojego za niskiego BMI? Czy mój mozg nie pracuje normalnie?

Dodam tylko, że mam dużo siły, bardzo dobrze się uczę, mam dużo energii by ćwiczyć. Nie czuję się chora. Aktualnie jem normalnie (bo teoretycznie muszę przytyć, ale cały czas utrzymuje wagę na tym samym poziomie) - śniadanie, obiad, podwieczorek, kolacja, ale bardzo mało piję. Badania ostatnio robiłam- krew w porządku, serce też. Czy rzeczywiście wyniszczam swój organizm? Jakie mogą być jeszcze konsekwencje tak niskiej wagi? Chcę wiedzieć wszystko, co mi grozi, ile jeszcze tak dam rade żyć? Chcę, żeby w końcu ktoś mi uświadomił czy są jakieś konsekwencje takiego BMI.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Agnieszka Barchnicka
Lek. Agnieszka Barchnicka

Strach przed przytyciem - jak sobie z nim radzić?

Witam. Potrzebuję porady. Rok temu wykryto u mnie cukrzycę i od tego momentu ciągle jestem na diecie, a po jakimś czasie mam napady głodu. Nie chcę przytyć, chociaż mam już 5 kg więcej (171 cm i 61 kg). Również...

Witam. Potrzebuję porady. Rok temu wykryto u mnie cukrzycę i od tego momentu ciągle jestem na diecie, a po jakimś czasie mam napady głodu. Nie chcę przytyć, chociaż mam już 5 kg więcej (171 cm i 61 kg). Również martwię się hiperglikemią, która da się we znaki w przyszłości. Mam 19 lat, od jakiegoś czasu biorę tabletki przeczyszczające, przerywając dietę napadem głodowym. Mam wyrzuty sumienia, które próbowałam kilka razy załagodzić wymiotami, lecz raczej nie będę tego sposobu praktykowała często. Proszę o odpowiedź, gdyż każda próba diety kończy sie tak samo, a nie chcę dalej tyć. Nie potrafię tego powstrzymać, to jest silniejsze ode mnie. Nie radzę sobie.

Czy moja kobiecość wróci?

Witam, jestem osobą, u której zdiagnozowano anoreksję (44kg/167cm/16 lat) i która podjęła się leczenia. Zastanawiam się tylko czy w miarę jak będę przybierać na wadze mogę liczyć na to, że z powrotem urosną mi piersi i jak szybko mogę spodziewać...

Witam, jestem osobą, u której zdiagnozowano anoreksję (44kg/167cm/16 lat) i która podjęła się leczenia. Zastanawiam się tylko czy w miarę jak będę przybierać na wadze mogę liczyć na to, że z powrotem urosną mi piersi i jak szybko mogę spodziewać się powrotu miesiączki? Internista powiedział, że gdy unormuję wagę to dostanę skierowanie do endokrynologa, który zajmie się moimi hormonami. Ile więc mogłoby to potrwać?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Chcę jeszcze schudnąć - czy to anoreksja?

Witam, mam 16 lat i ważę 63 kg przy wzroście 172 cm. Odchudzam się od końca maja 2010 roku. Schudłam 17 kg. Wszyscy moi znajomi mówią mi, że jestem idealna, ale ja im nie wierzę. Mam wrażenie, że po każdym...

Witam, mam 16 lat i ważę 63 kg przy wzroście 172 cm. Odchudzam się od końca maja 2010 roku. Schudłam 17 kg. Wszyscy moi znajomi mówią mi, że jestem idealna, ale ja im nie wierzę. Mam wrażenie, że po każdym posiłku zaczynają mi grubieć uda i brzuch. Także kiedy coś zjem, mam od razu wyrzuty sumienia, że za dużo zjadłam. Najgorzej jest, kiedy w domu są jakieś słodycze, walczę z niejedzeniem ich. Normalnie wariuję przy tym. Ważę się co godzina, sprawdzając czy nie przytyłam. Mam zamiar schudnąć do 58 kg. Ilość posiłków: staram się jeść 3 razy dziennie. Ciągle się porównuję do różnych kobiet i mówię sobie: ja też chcę mieć takie uda. Wszyscy mi mówią, że to jest nienormalne. Po części też tak sądzę. Co do ćwiczeń fizycznych, ćwiczę codziennie 3 godz. Te 63 kg nie dają mi spokoju.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak poradzić sobie samodzielnie z zaburzeniem odżywiania?

Witam! Mam 17 lat, aktualnie ważę 47,7 kg przy 154 cm wzrostu. Czytałam wiele na temat zaburzeń odżywiania - jednak nie wiem czy cierpię na bulimię, kompulsywne objadanie się, a może nic mi nie dolega. Rok temu, dokładnie w...

Witam! Mam 17 lat, aktualnie ważę 47,7 kg przy 154 cm wzrostu. Czytałam wiele na temat zaburzeń odżywiania - jednak nie wiem czy cierpię na bulimię, kompulsywne objadanie się, a może nic mi nie dolega. Rok temu, dokładnie w wakacje zaczęłam się odchudzać. Straciłam 10 kg i ważyłam 42 kg i w końcu czułam się świetnie. Kosztowało mnie to wiele. Nie mam tu na myśli ograniczeń związanych z dietą, a raczej o ciągłe wykłócanie się z babcią (tam byłam na wakacjach), że nie chcę czegoś zjeść, czy ukrywanie jedzenia. I to wtedy rozpoczęły się moje problemy. Zdarzało się, że cały dzień nic nie jadłam, gdy tylko mnie nikt nie pilnował, po to by spalić wczorajszy obfity obiad. W końcu zaczęłam sobie robić dni, gdy jak sobie mówiłam "mogę sobie pofolgować'. Wtedy jadłam wszystko, co wpadło mi pod rękę. Nie wymiotowałam, ale już następnego dnia wracałam do swojej wcześniejszej diety - często głodówki.

Kiedy wróciłam z wakacji przestałam się "niby" odchudzać. Wiedziałam, że osiągnęłam wagę taką, jaką chciałam i nie muszę już aż tak ograniczać jedzenia. Straciłam w końcu nad nim kontrolę. Zaczęło się niewinnie, gdy poszłam do babci to zjadałam trochę ciastek, a w domu kilka lub kilkanaście kanapek. Zaczęło się pojawiać poczucie winy. I w końcu któregoś dnia postanowiłam zwymiotować. Tę praktykę stosuję bardzo rzadko, bo prawie nigdy nie jestem sama w domu. Jednak wtedy u babci był remont, więc całymi dniami siedziałam sama. Później było coraz gorzej. Poszłam do szkoły i któregoś dnia zważyłam się. Przytyłam (44 kg). Niby to nieznacznie, no ale uda jakieś większe się zrobiły. Musiałam schudnąć. No i to wtedy rano oczywiście dieta, a wieczorem, gdy wszyscy spali objadałam się. A co potem? Rzadko wymiotowałam, bo ktoś mógł usłyszeć (choć czasem wciskałam mamie kit, że to przez mleko - bo zawsze się po nim źle czuję), przez pewien okres jakieś środki przeczyszczające, otręby, ciągle "cudowne środki"- te wciąż reklamowane, ćwiczenia, a pomiędzy diety - 800 kcal max, często zjadałam na obiad brokuły (oczywiście bez bułki bo ta jest przecież z masłem). Jednak często olewałam to, bo od jutro rozpocznę dietę de nowo. Jednak nie wychodziło.

W końcu ważę się - 49,6 kg. Czułam się brzydka, tłusta, przestałam interesować się moim wyglądem (a wcześniej 2h minimum szykowałam się do wyjścia). Nakładałam jak największe ubranie, by przykryć moje ciało. Przestałam się spotykać z moimi znajomymi. Wszystko mnie drażni. Od roku już nie mam miesiączki. Są wakacje, a ja nie chcę nigdzie wyjeżdżać, wstydzę się sama siebie. Do tego czasu schudłam (teraz 47,7). Jednak wciąż towarzyszą mi takie napady objadania się. Próbuję sobie jakoś z tym poradzić. Ustaliłam sobie godzinowo posiłki, piszę w dzienniczku. Postanowiłam sama poradzić sobie z tym wszystkim. Jednak nie potrafię. Są okresy, że już wszystko jest w porządku (jednak cały czas jestem na diecie, by wrócić do poprzedniej wagi), a tu 2, 3, 6 dni minie i znowu pojawia się napad obżarstwa.

Postanowiłam o tym wszystkim powiedzieć mamie. Jednak ona nie rozumie tego. Nie zauważyła w sumie żadnych zmian od ok. 2 miesięcy ważę tyle samo. Nie wie o tym objadaniu się, bo się z tym ukrywam. Każda rozmowa na ten temat kończy się kłótnią. Chciałam pójść do psychologa - jednak nie mam na to pieniędzy. Chcę z tym skończyć już w te wakacje. Nie chcę męczyć się z tym jeszcze w 3 klasie. Jestem dobrą uczennicą i pragnę dostać się na medycynę. Zdaję sobie z tego sprawę, że nie wytrzymam dłużej takiego stanu. Mam depresję, mam ochotę płakać i nikomu się nie pokazywać. Wykończę się, jeśli to będzie dłużej trwać. Dlatego proszę o podpowiedzenie mi, co zrobić, by samemu sobie z tym wszystkim poradzić; jakieś porady; co robić gdy czuję, że zaraz zacznę się objadać? Jeśli chodzi o przyczyny tego wszystkiego to jest raczej dosyć niska samoocena oraz duże wymagania do samej siebie.

Jak już wcześniej mówiłam, pragnę schudnąć, czy mogłaby mi Pani poradzić, ile kalorii powinnam dziennie spożywać (aktywność fizyczność jest niewielka; siedzę ciągle w domu; jednak codziennie staram się jeździć na rowerku - 1h, robię brzuszki, różne ćwiczenia tak około 1,5h). Ile kalorii powinien mieć każdy dokładnie z tych 5 posiłków. Obecnie jem 3 posiłki i wiem, że popełniam tu błąd, jednak chyba inaczej nie potrafię (śniadanie-250, obiad-200, kolacja o godz. 15.30 około 500). Jeszcze raz proszę o pomoc.

Nie chcę jeść - czy to choroba?

Witam serdecznie! Pokrótce opiszę swoją historię. Otóż w roku 2008 ważyłem jeszcze 104,5 kg przy wzroście +/- 185 cm. Byłem strasznie otłuszczonym chłopakiem. Grube uda, duża pupa, duży brzuch i piersi jak u nastolatki. Pewnego dnia, nawet nie pamiętam kiedy,...

Witam serdecznie! Pokrótce opiszę swoją historię. Otóż w roku 2008 ważyłem jeszcze 104,5 kg przy wzroście +/- 185 cm. Byłem strasznie otłuszczonym chłopakiem. Grube uda, duża pupa, duży brzuch i piersi jak u nastolatki. Pewnego dnia, nawet nie pamiętam kiedy, odstawiłem wszystkie słodycze, gazowane napoje, fast foody, i waga leciała. Do tego stopnia, że dzisiaj (26.07.2011r) przy wzroście 189/190 cm (różnie mierzą) ważę od 67,5 kg do 69 kg, w zależności w jakiej porze dnia się zważę, po jedzeniu czy przed, czy na czczo. Mam 20 lat, widać mi kości na klatce piersiowej, na plecach żebra. Skóra wisi praktycznie wszędzie niemiłosiernie. Jak wyjdę np. z basenu to widać jak skóra na brzuchu leci w dół.

Mam straszne ograniczenia żywieniowe, tzn. nie, żebym czegoś nie mógł jeść, ale mam taką "blokadę psychiczną", i nie potrafię się przemóc do słodyczy, tłustych rzeczy itd. Od jakiegoś roku, zacząłem jadać ziemniaki bez sosu, to samo ryż czy makarony. Mięsa obieram z panierek. Twarogi, serki wiejskie itd., wszystko chude/light. Słodyczy to się boję tykać! Czasem nawet chce mi się płakać jak widzę masę słodyczy w domu, czuje ich zapach itp., ale nie mogę się przemóc, żeby je zjeść. Bardzo bym chciał zjeść jakieś parówki na kolację, jakieś sandwiche czy na śniadanie bułkę z kremem czekoladowym albo jogurt owocowy, bo wszystko naturalne jem. Przykładowy jadłospis jednego dnia: 1. 5:00 - 40/50 g płatków owsianych + 250 ml maślanki. 2. 8:00 - grahamka z margaryną, plaster sera gouda i szynki sopockiej/filetu z kurczaka, sałata, pomidor, ogórki konserwowe, ogórek zielony, jajko na twardo/jogurt naturalny 420 g. 3. 12:30 - ryż pół woreczka/ziemniaki + - 100-150 g, mięso bez panierki 150 g, surówki 4. 15:00 - owoce 5. to samo co w posiłku numer 2. W międzyczasie pijam 2 kawy rozpuszczalne z odrobiną mleka. I to tyle. Nawet 2000 kcal nie wychodzi tutaj, a mam 20 lat, 189/190 cm i powinienem jeść dużo!

Jest mi zimno, nawet jak domownikom ciepło mi jest wręcz przeciwnie. Jak na dworze jest 20 stopni, to ja chodzę w bluzie. Jestem bardzo zmęczony, nie potrafię spać dłużej niż 5/5.30. Nie mam praktycznie sił na nic. Kiedyś chodziłem regularnie na siłownię i wyglądałem bardzo dobrze, obecnie nie mam na nią siły. Mam straszne zaparcia, nie potrafię skorzystać z wc nawet po tydzień czasu. Brałem preparat na zaparcia 2/3 razy pomogło, obecnie już niezbyt. Dodam, że mierzę obwody swojego ciała 2/3 razy dziennie, ważę się około 10 razy dziennie po każdym posiłku, na czczo itd. Bardzo proszę o fachową poradę, na wszelkie pytania z Pani strony odpowiem na co będzie trzeba. Chciałbym normalnie zacząć jeść wszystko, jakieś słodycze, normalny obiad z sosem, jogurt owocowy zjeść sobie, czy coś, ale nie potrafię. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy mam anoreksję lub bulimię?

Witam serdecznie.  Mam 13 lat zauważyłam że mam problemy z odżywianiem się. Mianowicie zaczęło się od minionych wakacji. W tym okresie zaczęłam dojrzewać i przybierać na wadzę i związku z tym zaczęły mi się rozrastać biodra i niestety, co gorsza,...

Witam serdecznie.  Mam 13 lat zauważyłam że mam problemy z odżywianiem się. Mianowicie zaczęło się od minionych wakacji. W tym okresie zaczęłam dojrzewać i przybierać na wadzę i związku z tym zaczęły mi się rozrastać biodra i niestety, co gorsza, pojawiły mi się rozstępy. Bardzo mi się to nie spodobało, ponieważ od zawsze miałam niedowagę i nie rozumiałam, dlaczego to mi się przytrafiło. Zaczęło to się stawać moją obsesją, przeglądałam wszystko na ten temat i najbardziej się bałam tego, że przez to nie znajdę żadnego chłopaka i nie będę mogła się pokazać na plaży, ponieważ chłopakom to się nie podoba. Zaczęłam uważać, że jestem za gruba, mam za grube nogi i brzuch... Zaczęłam popadać w depresję doszło aż do tego, że zaczęłam mieć zawroty głowy, podwyższoną temperaturę ciała i było mi często niedobrze.

Wakacje się skończyły i nadszedł czas na I klasę gimnazjum. I wtedy zaczęły się problemy z odżywianiem, straciłam apetyt, postanowiłam wybrać się do lekarza otrzymałam skierowanie na morfologię oraz poziom hormonów i ob. Gdy otrzymałam wyniki, nic nie było niepokojącego, jedynie pani doktór powiedziała mi, że mam infekcję i gdy będę miała podwyższoną temperaturę mam przyjść i dostanę skierowanie do poradni immunologiczne. Po tej wizycie nie miałam już problemów z podwyższoną temperaturą, lecz z jej obniżeniem... Zapragnęłam schudnąć z moich znienawidzonych części ciała, czyli łydek ud oraz brzucha. Zaczęłam intensywnie ćwiczyć brzuszki. Od tego czasu minęło kilka tygodni.

Obecnie dalej stosuję głodówkę, nie potrafię już bez niej żyć. Zjadam 2 bułki w ciągu dnia, a reszta to tylko napoje. Nie piję napojów wysoko kalorycznych. Wczoraj <23.02.11> Napadło coś na mnie, aby zjeść bardzo dużo czekolady. Rzuciłam się na nią jak nigdy, po czym miałam wyrzuty sumienia i chciałam koniecznie to zwymiotować. Niestety nie udawało mi się tego wywołać i miałam z tego bardzo duże wyrzuty sumienia, że przytyję przez to. Od pewnego czasu zaczęłam liczyć kalorie, kiedyś nie zwracałam uwagi na to co jem, a teraz staram się ograniczyć do 500 kalorii chociaż i tak zjadam mniej od tej ilości, ale z tego powodu, że kontroluję co jem i stosuję głodówkę, odczuwam z tego satysfakcję, że coś mi się w końcu udaję zrobić, nie tak jak zawsze.

Teraz dotyka mnie wyczerpanie mojego organizmu, od miesiąca odczuwam braki, o które mój organizm się domaga, ale nie potrafię mu tego dać. Zaczęłam również zauważać, że jestem strasznie zmęczona zawsze. Mam również problemy z żołądkiem i lekarz zakazał mi jeść rzeczy smażone. I tak bym ich nie tknęła, niedobrze mi się robi na sam widok jedzenia ociekającego tłuszczem. Niestety o tych problemach nie mogę porozmawiać z rodzicami, ponieważ nie mam dobrego kontaktu z nimi.

Obecnie mam 168 cm wzrostu, a wagę ok. 45 kg, niestety nie mogę podać dokładnej, ponieważ nie mam wagi domu. Moi rodzice się boją, że jak dostanę wagę, to popadnę w jeszcze większą depresję... Znalazłam również na tej stronie pytania, po których można określić czy ma się zaburzenia odżywiania. Miałam tylko jedną negatywną odpowiedz... Nie wiem, co mam dalej robić, nie potrafię zacząć jeść normalnie. Próbowałam, ale od razu dotykało mnie sumienie z tego powodu. Nie mam pojęcia dlaczego tak zapragnęłam schudnąć. W szkole wszyscy mnie lubią i uważają, że jestem ładna i chuda, chociaż ja tak siebie nie postrzegam, widzę brzydką dziewczynę, w dodatku z odstającym brzuchem i grubymi udami.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Patronaty