Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Depresja: Pytania do specjalistów

Leki przeciwdepresyjne i bezpłatna psychoterapia

Witam! Mam 20 lat, od półtora roku leczę się psychiatrycznie - początkowo setaloft, teraz faxolet. Moja diagnoza to depresja/ zespół depresyjny z poważnymi zaburzeniami osobowości. Mój lekarz obecnie jest na chorobowym. Nie mogę się z nim skontaktować, do tego jest...

Witam! Mam 20 lat, od półtora roku leczę się psychiatrycznie - początkowo setaloft, teraz faxolet. Moja diagnoza to depresja/ zespół depresyjny z poważnymi zaburzeniami osobowości. Mój lekarz obecnie jest na chorobowym. Nie mogę się z nim skontaktować, do tego jest problem taki, że dojeżdżam do niego - zmieniłam miejsce zamieszkania, ale nie chciałam zmieniać lekarza. Więc jeżdżę przeważnie raz na 2 tygodnie. W tej chwili już nie byłam na konsultacji od 6 tygodni. Ostatnio zaczęłam zauważać, że jestem osowiała i ospała prawie cały czas, czasami dostaję ataku mobilizacji i chce mi się żyć - ale takie stany mnie irytują. Są nienaturalne i czekam, aż mi przejdzie.

Kolejną rzeczą, którą zauważyłam, są godzinne, czasami 20-minutowe ataki histerii. Wszystko jest tak tragiczne, okrutne i okropne, że płaczę, dostaję spazmów, cała drżę i chcę sobie coś zrobić. Krzyczę, wrzeszczę, bądź bujam się i płaczę do utraty tchu. Potem przychodzi takie zobojętnienie, relaks, ale obniżony nastrój jest dalej. Tylko problemy wydają się trochę mniejsze. Właśnie wczoraj miałam taki atak - a kilka godzin wcześniej byłam u lekarza - zastępcy mojego, rozmowa była w sumie miła, ogólna, a lekarz kazał mi się zastanowić nad psychoterapią. Tylko, że we Wrocławiu, gdzie teraz mieszkam, ciężko jest znaleźć psychoterapeutę dobrego, który przyjmuje na NFZ. A moja sytuacja finansowa nie jest zbyt przyjazna takim zabiegom. Właśnie wysyłając te poradę pozbawiam się 20 zł, z 50, które mam do świąt. Więc chciałabym coś z tym zrobić, ale nie mam możliwości. Znaczy, najgorsze jest to, że ja się lubię dobijać, mentalny masochizm to moja specjalność. Problemem jest to, że ranię tym bliskich, których kocham, ale coraz mniej mnie to rusza. Pół roku nie mieszkam w domu, więc to nie ma związku z separacją. Mama mówi, że odkąd pamięta moje liceum, to miałam takie stany psychozy, w której właśnie dostawałam ataku takiej histerii i zachowywałam się tak, jak wyżej napisane.

Ostatnio spożywam sporo alkoholu, ale to nie ma związku z lekami - w sensie, że nie odnotowałam ani ja, ani moja współlokatorka zmiany u mnie po alkoholu poza ogólnym rozbawieniem i spokojem. Bardzo proszę o poradę. PS: dawka faxoletu ER to 150 mg na dobę. Objawy depresji mam od 6 lat. 4 lata temu byłam u psychologów, jak ukończyłam 18 lat poszłam do psychiatry, bo nie chciałam w to mieszać rodziców. Ich reakcje są dla mnie ważne, a nie chciałam ich zawodzić swoją 'nienormalnością'... PS2: Mam także problem, jeżeli chodzi o orgazm. Niestety, po jednym całkowicie mam wyrzuty sumienia, odrzuca mnie wszystko, sprawa seksualności. Po godzinie przechodzi, czasem mniej. Do tego jestem osobą, której bardzo ciężko o jakiekolwiek kontakty cielesne. Plus odnotowałam u siebie wielki lęk przed dużymi skupiskami ludzi. W centrum handlowym, na ulicy, na wykładzie...

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Brak chęci do życia i myśli samobójcze

Jestem 14-letnią dziewczyną i straciłam chęć do życia. Nie wiem, co się ze mną dzieje: wszystko olewam, nic mi się nie chce, mam poczucie bezsilności, napady niekontrolowanego płaczu, nie chcę chodzić do szkoły i udaję różne choroby (potem mam paskudne...

Jestem 14-letnią dziewczyną i straciłam chęć do życia. Nie wiem, co się ze mną dzieje: wszystko olewam, nic mi się nie chce, mam poczucie bezsilności, napady niekontrolowanego płaczu, nie chcę chodzić do szkoły i udaję różne choroby (potem mam paskudne wyrzuty sumienia i sprzątam wybrany pokój w domu na glanc), chociaż nic złego mnie w niej nie spotyka (nie licząc tego, że nazywają mnie dziwadłem, ale już się przyzwyczaiłam i olewam to), nienawidzę wychodzić z domu, nie lubię przebywać w tłumie (źle się wtedy czuję), nienawidzę kiedy ludzie na mnie patrzą, nienawidzę siebie (choć czasami jest odwrotnie), uważam, że jestem okropnym człowiekiem, który nigdy nie powinien się urodzić, nie mam ambicji, wszystko mnie przygnębia, często się irytuję, ostatnio mam problemy z koncentracją, ciągłe problemy ze wstawaniem i zasypianiem, czuję się pusta w środku i niekochana przez nikogo, chociaż dobrze wiem, że rodzice mnie kochają, ale i tak mam wrażenie, że wolą ode mnie moje dwie młodsze siostry, i że nie dostrzegają tego, że coś jest ze mną nie tak. A, i nie jestem pewna swojej orientacji...

Uważam, że nie powinnam być członkiem tej wspaniałej i kochającej się rodziny. Nie zasługuję na nią. Czasami przez to płaczę i uważam, że ktoś inny zasługuje na to miejsce. Nieraz próbowałam dać do zrozumienia rodzicom, że jestem inna i że chyba potrzebuję pomocy, ale kiedy tylko mama zaczynała mnie pytać, czy chcę wizytę u psychologa... Jestem nieśmiała (bardzo), więc pękałam i odpowiadałam przecząco. Martwię się o siebie. Jestem strasznie nietowarzyska i właściwie nie mam przyjaciół tylko trzy koleżanki, z którymi po szkole w ogóle nie rozmawiam. Właściwie nie mam nikogo, komu mogłabym się zwierzyć, dlatego zaczęłam prowadzić pamiętnik. Niedawno przez prawie miesiąc w nim nie pisałam i dusiłam w sobie wszystkie uczucia. Miałam paskudny humor i byłam agresywna, a kiedy wreszcie sporządziłam wpis... ciągle płakałam przy jego pisaniu (na szczęście było to po godz. 23, więc nikt tego nie widział). Tnę sobie ręce i muszę to ukrywać przed rodziną i nauczycielami (jestem bojaźliwa). Bardzo się boję reakcji rodziców... Już kiedyś widzieli moje poharatane ręce i zrobili mi wykład na ten temat. Nienawidzę okłamywać innych ludzi, a zwłaszcza rodziców, ale muszę to robić, żeby nie odkryli, że mam myśli samobójcze...

Kiedyś prawie udało mi się zabić. Przygotowywałam się do tego od kilku dni. Poczekałam, aż rodzice usną i wymknęłam się oknem na dwór. Było zimno. Poszłam do stodoły mojej babci, gdzie miałam schowany kabel. Niestety był za długi i nie udało mi się go skrócić, więc postanowiłam, że zamarznę (była jesień). O 6 rano nie wytrzymałam i poszłam do babci się ogrzać. Potem bałam się wrócić do domu, a kiedy wróciłam, był tam ojciec mojego taty (nie lubię tego dziadka), który na mnie nawrzeszczał. Potem zrobił to tata, później mama do mnie przyszła i płakała... Bolało. Do tej pory na to wspomnienie mam łzy w oczach. Do dzisiaj prawie nikt nie wie o moim nieudanym samobójstwie... (wie o nim ksiądz, u którego się spowiadałam w tamtym roku). Wiem, że skrzywdzę moich rodziców, jeśli popełnię samobójstwo, ale ja nie widzę sensu mojej egzystencji. Mam wrażenie, że jestem plamą na ścianie, że tylko przeszkadzam... Nie chcę ranić moich rodziców, ale to chyba jedyne wyjście w tej sytuacji... Chyba mam depresję, ale dobrze mi z tym. I dlatego myślę, że coś jest ze mną nie tak. Nie wiem gdzie szukać pomocy. Muszę wszystko ukrywać przed rodziną. Źle się z tym czuję. Może mi pani poradzić, co mam ze sobą zrobić? Ale tak, żeby rodzice się nie dowiedzieli, że mamy psychola w rodzinie. Bardzo proszę o pomoc!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Stany depersonalizacji przy depresji lękowej

Witam! Od 4 lat leczę się na depresję lękową. W tym roku miałam przerwy ze względu na ciążę. Po ciąży musiałam wrócić do leczenia, ponieważ depresja wróciła. Leki pomogły i czułam się dobrze do czasu sprzed miesiąca. Miesiąc temu...

Witam! Od 4 lat leczę się na depresję lękową. W tym roku miałam przerwy ze względu na ciążę. Po ciąży musiałam wrócić do leczenia, ponieważ depresja wróciła. Leki pomogły i czułam się dobrze do czasu sprzed miesiąca. Miesiąc temu moje stany lękowe pomimo brania leków powróciły, nie wiem dlaczego. Poszłam do psychiatry i zwiększył mi dawkę leków V*** z 75 na 150, T*** 50 dawka taka jak brałam oraz dodała mi nowy lek C*** 2 razy dziennie po 12,5 mg. Po ok. 2 tygodniach czułam się lepiej, oczywiście nie tak jakbym chciała, ale tydzień temu samopoczucie się pogorszyło. Męczy mnie stan depersonalizacji, boję się, że zwariuję. Jestem załamana, mam 2 dzieci i wspaniałego męża. Czy ten stan minie, a może jestem chora psychicznie? Depersonalizacja objawia się u mnie obcością ciała i myślę, że zaraz zwariuję. Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Leczenie depresji z atakami paniki

Witam, mam 28 lat i od 5 lat borykam się z atakami paniki. Wszystko zaczęło się od tego, kiedy jechałem w nocy autostradą z dużą prędkością, po kilku kawach, red bullach, oczywiście co chwilę papieros. Poczułem wtedy, jak...

Witam,

mam 28 lat i od 5 lat borykam się z atakami paniki. Wszystko zaczęło się od tego, kiedy jechałem w nocy autostradą z dużą prędkością, po kilku kawach, red bullach, oczywiście co chwilę papieros. Poczułem wtedy, jak zaczyna kręcić mi się w głowie i tracę kontrolę nad sytuacją, jednak udało mi się zjechać na pas do postoju i po kilku minutach wszystko się unormowało. Przez kilka tygodni było dobrze, na tyle, że zapomniałem o tej sytuacji. Jednak w momencie, kiedy znalazłem się w podobnej sytuacji, stres powrócił, wysokie ciśnienie, zawroty głowy, duszności. Było coraz gorzej. Nerwica przeniosła się na przełykanie (miałem problem z jedzeniem, nie mogłem przełykać swobodnie). Jednak najgorsza była jazda samochodem. Uwielbiałem to wcześniej, a teraz był i jest to dla mnie czasami koszmar, kiedy jadę drogą o dużej intensywności ruchu i myślę tylko o tym, że jak mi się zrobi źle, to nie będę miał gdzie zjechać, żeby się zatrzymać i zabiję się.

Miałem swego czasu bardzo dużo stresu związanego z prowadzeniem działalności gospodarczej, rozwód rodziców, śmierć przyjaciela itd... Byłem dwa razy u psychiatry, kiedy już wykluczyłem wszelkie inne choroby robiąc szereg badań i lekarz stwierdził u mnie depresję z atakami paniki, po czym przepisał mi R***, który zażywałem dwa lata, powoli zmniejszając dawki, aż przestałem brać to lekarstwo w ogóle. Było w miarę OK przez dłuższy czas, jednak znowu od kilku miesięcy powróciły te same objawy i jestem lekko załamany, tym bardziej, że spodziewam się dziecka i nie chciałbym tego okresu przechodzić na prochach. Istnieją jakieś inne metody leczenia, niż tylko farmakologiczne? Słyszałem o terapiach, o hipnozach, ale jakoś nie mam w sobie wiary i siły, że to pomoże. Z góry dziękuję za poradę i jakieś wskazówki.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Ataki gniewu podczas stosowania leków przeciwdepresyjnych

Witam, mam bardzo poważny problem z moim tatą. Dziś właśnie miał kolejny z wielu ataków gniewu i złości, wyzwał mnie i moją mamę, wyrzucił mnie z domu, popłakał się i wyglądał jakby miał stan przedzawałowy, zanosił się od gniewu. Tata...

Witam, mam bardzo poważny problem z moim tatą. Dziś właśnie miał kolejny z wielu ataków gniewu i złości, wyzwał mnie i moją mamę, wyrzucił mnie z domu, popłakał się i wyglądał jakby miał stan przedzawałowy, zanosił się od gniewu. Tata ma 66 lat, ja 26. Zawsze był nerwowy, często awantury w naszym domu były duże, głośne, czasami z wyzwiskami, ale nigdy nie doprowadzał się aż do takiego stanu. Tata wczoraj także pokłócił się ze mną, po czym płakał (co nigdy wcześniej, jak mówi mama mu się nie zdarzało). Przyjaciel taty, który jest internistą przepisał mu łagodne leki antydepresyjne, gdyż tata już od paru miesięcy coraz gorzej się czuje. Problemy się gromadzą, niezałatwione sprawy piętrzą. Mimo że tata wiele z nich stara się załatwić. Ostatnio nie ma pieniędzy, ale nie chce mu się pracować. Zawsze radził sobie z pracą, zarabiał raz bardzo dobrze, raz w ogóle (Tata jest artystą, robił różne rzeczy, malował, był scenografem, dekoratorem wnętrz, konserwował zabytki, prowadził renowację mebli, jest człowiekiem wykształconym i inteligentnym). Traci kontakt z przyjaciółmi, źle mówi o mojej mamie (co towarzyszy nam całe życie, więc nie wiem czy w tej sytuacji ma to jakieś znaczenie), źle zaczyna mówić już nawet o mnie (wcześniej byłam jego oczkiem w głowie).

Nie wiem, czy jest to rzeczywiście depresja, czy coś gorszego (ataki gniewu są nie do powstrzymania, nie działają żadne argumenty, nie chce rozmawiać, mama nawet nie może go przytulić), czy jest to zwykłe nie radzenie sobie z życiem i nagromadzeniem problemów, czy zły charakter (choć tata potrafi okazywać, że mu zależy, nigdy nie mówi tego wprost, ale robi wiele, przy czym jednocześnie nie dba o przyszłość - nie składał na emeryturę, ubezpieczenie zdrowotne, ma długi, sprawa mieszkania nie jest załatwiona itd., mi nie zapewnia poczucia materialnego bezpieczeństwa ani mamie, ale nigdy, nawet w najczarniejszych czasach niczego nam nie brakowało).

Tata miał 2 lata temu operację, bo nastąpiła u niego perforacja żołądka, później odstawił wódkę i papierosy, był na diecie, nadal nie do końca czuje się dobrze z żołądkiem. Ostatnio dopiero zrobił sobie zęby, gdyż od wielu lat nie miał ich po wypadku, ma skrzywiony kręgosłup po wielu wypadkach motocyklowych i samochodowych (ma garba, i zmalał ze 186 cm wzrostu do 170). Zawsze był towarzyski, elokwentny, miał też napady złości, różne wyskoki, ale teraz jest gorzej, mówi cały czas o śmierci, wyzywa mamę, mówi do siebie, ciągle śpi, nie pracuje, nie odbiera często telefonów, czasem boi się prowadzić samochód, nie załatwia wielu spraw, łatwo wpada w ogromy gniew i nie potrafi mówić o tym, co go boli. Błagam proszę o jakąś pomoc. Bardzo kocham tatę i nie wiem jak mu pomóc, czuję że jest z nim bardzo źle i boję się, że jego organizm tego nie wytrzyma albo on sam zrobi sobie jakoś krzywdę, poza tym boję się o moją mamę, która także jest bardzo znerwicowana...

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Próba samobójcza męża

Witam. Wczoraj mój mąż chciał popełnić samobójstwo (chciał się powiesić). Weszłam w porę i nie trzeba było wzywać pogotowia, nadmienię, że był pod wpływem alkoholu. W sumie myślę, że to moja wina, bo bardzo go zbluzgałam za to, że...

Witam. Wczoraj mój mąż chciał popełnić samobójstwo (chciał się powiesić). Weszłam w porę i nie trzeba było wzywać pogotowia, nadmienię, że był pod wpływem alkoholu. W sumie myślę, że to moja wina, bo bardzo go zbluzgałam za to, że był pijany i obsługiwał klientów (mamy własną działalność). Właściwie to tak się wkurzyłam, że wykrzyczałam mu wszystko, co leży mi na wątrobie. Gdy już wytrzeźwiał, zapytałam, czy zdał sobie sprawę z tego, co chciał zrobić, przepraszał mnie za to i powiedział, że ma już wszystkiego dosyć, że nie radzi sobie już z niczym, że wszystko robi źle, że nie umie dać rodzinie poczucia bezpieczeństwa. W sumie takie myślenie jego znów spowodowane jest przeze mnie, bo od paru miesięcy zwracam mu uwagę, że wiele rzeczy źle robi w firmie, że nie słucha moich rad jak powinien ją prowadzić. Pomagam mężowi w prowadzeniu firmy i to na mnie spoczywa wielka odpowiedzialność za jej byt (dbam o płynność i finanse firmy, jak i domowy budżet, do tego mamy dwójkę małych dzieci i cały dom na głowie - też jest mi ciężko to wszystko ogarnąć).

Mąż jest osobą niezorganizowaną i niesystematyczną, co powoduje, że nie może zrobić czegoś na czas, klienci się denerwują, a on jest na wszystko potem nerwowy. Przez cały czas proszę go, żeby zrezygnował z wielu spraw, bo dezorganizuje tylko pracę i nie skupia się na sprawach ważniejszych. Jakiś czas temu mąż bardzo mnie zawiódł, obiecywał poprawę, ale nic z tej poprawy nie wynikło, tylko to, że zawiódł mnie kilka razy ponownie. Miałam dość wyprowadziłam się na kilka dni, żeby się wreszcie opamiętał. Prosił, żebym się nie wyprowadzała, bo kocha mnie i dzieci, i zrobi sobie coś złego. Prosiłam, żeby mnie nie szantażował emocjonalnie i wyjechałam. Oczywiści wróciłam, bo zależy mi na naszej rodzinie. Chciałam mu pokazać, że jak się nie opamięta, to może dożo stracić. Tak jak wspomniałam, prowadzimy firmę i od czterech lat żyjemy z mężem w wielkim stresie, bo sąsiadowi przeszkadza nasza działalność i przysyła nam ciągle jakieś kontrole. Oboje jesteśmy psychiczne wyczerpani tą całą sytuacją, boimy się, że możemy stracić pracę przez sąsiada (strasznie jest zawzięty i powiedział, że nas zniszczy i tak sobie myślę, że mu dobrze idzie niszczenie nas i całego naszego związku). Staram się pocieszać męża, że będzie dobrze, ale ta sytuacja też przyczyniła się do tego desperackiego kroku.

Biegam ciągle po urzędach, staram się, żebyśmy tej pracy nie stracili i jak zobaczyłam, że zamiast zajmować się firmą popija, to nie wytrzymałam i wygarnęłam mu wszystko, że ja staram się, a niweczy moje starania, że nie radzi sobie z niczym i na koniec dowaliłam mu, że mam już dosyć bycia z nim i radzenia sobie, że wszystkim sama, bo na niego nigdy nie można liczyć i najlepiej, żeby się wynosił. Jak tak teraz myślę, co zrobiłam, to jestem na siebie zła, bo zdaję sobie sprawę, że strasznie przyczyniłam się do tego, co chciał zrobić. Przeprosiłam go za to, ale i tak czuję sie z tym bardzo źle. Myślę, że oboje potrzebujemy pomocy, żeby naprawdę nie stało się coś złego. Proszę o poradę, jak mam pomóc sobie i mężowi. Pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Ośrodki leczenia depresji bez stosowania farmakologii

Witam serdecznie, szukam pomocy w leczeniu depresji. Chodzi o mojego partnera. Już 3 miesiąc jest na L4 i nie ma poprawy. Dopiero kilka razy był na spotkaniu z terapeutą, ale kiedy idzie na spotkanie nie pamięta (jak twierdzi) o złym...

Witam serdecznie, szukam pomocy w leczeniu depresji. Chodzi o mojego partnera. Już 3 miesiąc jest na L4 i nie ma poprawy. Dopiero kilka razy był na spotkaniu z terapeutą, ale kiedy idzie na spotkanie nie pamięta (jak twierdzi) o złym samopoczuciu i bardzo możliwe, że opowiada na tych spotkaniach same pozytywne rzeczy. Wygląda to tak, jakby nie chciał się wyleczyć i stanąć na własnych nogach. Ostatnio pomyślał o pójściu do szpitala, aby ktoś intensywnie się za niego wziął. Pomyślałam, że może są ośrodki leczenia depresji bez farmakologii. Miejsca, gdzie można pojechać na miesiąc. Mam prośbę o wskazanie, czy takie miejsca są w Polsce i gdzie. Będę wdzięczna za podpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Dotyczy: Neurologia Depresja

Brak chęci do życia i myśli samobójcze w okresie dojrzewania

Witam, od paru lat mam pewien problem. Okres dojrzewania nie był dla mnie zbytnio udany, 3 razy rzucałem szkołę, nie mogłem przystosować się do rzeczywistości, zwłaszcza do ludzi. Od 13 lat dostałem mocnego trądziku, nie raz byłem przez to...

Witam, od paru lat mam pewien problem. Okres dojrzewania nie był dla mnie zbytnio udany, 3 razy rzucałem szkołę, nie mogłem przystosować się do rzeczywistości, zwłaszcza do ludzi. Od 13 lat dostałem mocnego trądziku, nie raz byłem przez to upokarzany przez innych. W wieku 17 lat zauważyłem u siebie, że coraz bardziej dopadają mnie stany przygnębienia. Najgorszy mój okres to jesień i zima, w tym właśnie czasie, mam jakby słabą pamięć, brak chęci do działania i problemy z koncentracją. Zauważyłem też zmiany moich nastrojów, zazwyczaj są to stany średnie, czasem wręcz beznadziejne aż do rozpaczy. Pojawiały się nie raz myśli o śmierci i samobójstwie. A co jeszcze, ja często myślę, że śmierć opętała mój umysł, jestem w niej nie raz zakochany, często o niej myślę i pragnę jej. Nie raz modliłem się do Boga o uwolnienie od tego koszmaru. Był taki okres, że poszedłem na cmentarz i chciałem dołączyć do zmarłych moich przodków.

Często mam taki plan, aby zniszczyć swoje zdrowie, byle śmierć wcześniej zapukała do moich drzwi. Wiosna i lato, to pory roku, które lepiej na mnie sprzyjają, w tym okresie, mam jakby większą chęć do działania, mam jakby motywację, potrafię czytać książkę jedną za drugą, a w okresie jesienno-zimowym nie czytam prawie w ogóle. Mam często skoki nastrojów, a myśli samobójcze mogą pojawić się w przeciągu 1 godziny, tak samo jak nastrój potrafi się zmienić w parę godzin. Przez 4 dni mogę mieć stany dobrego nastroju, a następie 4 dni stanu beznadziejnego. Podejrzewam też u siebie nerwicę, czuję zaburzenia lękowe, nie jestem odporny na stres, często zamykam się w sobie. Czasem czuję ataki duszności, wymiotów, i jestem jakby przelękniony wszystkim.

W moim umyśle nieraz dzieją się dziwne rzeczy, np. nieraz miałem myśli o utopieniu się albo zastrzeleniu, albo wpadnięciu w jakiś alkoholizm. Życie przestało mnie zbytnio interesować, w przyszłości nie widzę nic, jedynie czarny tunel. Zbytnio nie działa na mnie poczucie humoru innych osób, często muszę udawać, że się śmieję, a tak naprawdę jestem już tym wszystkim znudzony. Pojawia się nie raz u mnie irytacja, zwłaszcza jak jest pełno ludzi wokół mnie, uczucie agresji nieraz powoduje, że zaczynam przeklinać. Moja matka już nie raz miała dość moich narzekań, gdyby nie była silna psychicznie, to pewno wpadłaby w depresję przez moje gadanie jakie to życie w ogóle jest szare i beznadziejne. Chciałem się tylko dowiedzieć, co mi w ogóle dolega, sam nie wiem co mi jest, ale często sobie mówię, że moje życie skończy się w przeciągu 10 lat.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Zwolnienie od psychiatry dla chorej na depresję

Dzień dobry! Mam pytanie dotyczące zwolnienia od psychiatry. Od pewnego czasu (ponad rok) podejrzewam u mojej mamy depresję. Jest pracownikiem naukowym. Zauważam niepokojące objawy, tj. gwałtowna zmiana nastroju, bardzo niska samoocena, płaczliwość (nawet w miejscach publicznych), brak chęci do działania,... Dzień dobry! Mam pytanie dotyczące zwolnienia od psychiatry. Od pewnego czasu (ponad rok) podejrzewam u mojej mamy depresję. Jest pracownikiem naukowym. Zauważam niepokojące objawy, tj. gwałtowna zmiana nastroju, bardzo niska samoocena, płaczliwość (nawet w miejscach publicznych), brak chęci do działania, silne zwrócenie się w stronę religijną aż po dewocję (nigdy wcześniej nie była aż tak religijna), nerwowe bóle serca i wątroby, wymioty, biegunka, brak łaknienia. Mama jest osobą bardzo obowiązkową, ale wydajność jej pracy (mimo starań) znacznie zmalała, co jest dodatkowym czynnikiem stresogennym. Mama zawsze miała pesymistyczne usposobienie, jednak nie przeszła żadnych traumatycznych przeżyć - jesteśmy kochającą się, stabilną finansowo, wspierającą się rodziną. Dodam, że mamie nie przysługuje na razie dłuższy urlop - dwa lata temu wykorzystała cały. Namawiam ją do pójścia do psychiatry i zwolnienie od psychiatry - jednak mama boi się, że po powrocie zostanie zwolniona z pracy. Jak długo może trwać zwolnienie wystawione przez lekarza? I czy koniecznie musi to być zwolnienie od psychiatry? Czy podczas takiego zwolnienia pracodawca może zwolnić pracownika? Jak wyglądałoby ewentualne leczenie? Dziękuję za odpowiedź.
odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Joanna Gładczak
Lek. Joanna Gładczak
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Leki na depresję i psychoterapia nie działają

Od 7 lat leczę się z depresji. Brałam kilka rodzajów leków, próbowałam też psychoterapii, nic nie pomaga. Nie mogę normalnie funkcjonować ani pracować. Wszędzie piszą, że depresja jest uleczalna, lecz ja już w to nie wierzę. Mam myśli samobójcze. Czy...

Od 7 lat leczę się z depresji. Brałam kilka rodzajów leków, próbowałam też psychoterapii, nic nie pomaga. Nie mogę normalnie funkcjonować ani pracować. Wszędzie piszą, że depresja jest uleczalna, lecz ja już w to nie wierzę. Mam myśli samobójcze. Czy ja mam jeszcze szanse na normalne życie czy już zawsze będę tylko wegetować? Dlaczego leki nie działają?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Brak remisji depresji po leczeniu farmakologicznym i psychoterapii

Od 7 lat leczę depresję, cały czas biorę leki, korzystałam z psychoterapii, ale nic nie pomaga. Wciąż czuję się bardzo źle, nie pracuję, bo czuję, że nie dałabym rady. Czy mam depresję lekooporną? Dlaczego jeszcze nie miałam remisji tzn. ustąpienia...

Od 7 lat leczę depresję, cały czas biorę leki, korzystałam z psychoterapii, ale nic nie pomaga. Wciąż czuję się bardzo źle, nie pracuję, bo czuję, że nie dałabym rady. Czy mam depresję lekooporną? Dlaczego jeszcze nie miałam remisji tzn. ustąpienia objawów i krótkich chociażby okresów zdrowia. Jestem zmęczona chorobą i czekaniem na zdrowie. Czy jeszcze kiedyś będę w ogóle zdrowa?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Smutek i częste napady płaczu

Witam, od kilku miesięcy jestem prawie, że wiecznie smutna, bez nastroju, co chwilę płaczę, choć nie należę do osób płaczliwych, wręcz przeciwnie. Nie radzę sobie z problemami, są one dla mnie nie do przejścia, ciągle się zadręczam, a negatywne myśli...

Witam, od kilku miesięcy jestem prawie, że wiecznie smutna, bez nastroju, co chwilę płaczę, choć nie należę do osób płaczliwych, wręcz przeciwnie. Nie radzę sobie z problemami, są one dla mnie nie do przejścia, ciągle się zadręczam, a negatywne myśli coraz bardziej mi dokuczają, a podczas nich mam takie wrażenie jakby mnie coś od środka ściskało, Wydaje mi się, że nikomu nie jestem potrzebna ani nikomu na mnie tak naprawdę nie zależy, gdy spotykam się z innymi, praktycznie sie nie odzywam. Jakiś czas temu przy innych potrafiłam dobrze udawać, że jestem szczęśliwa, teraz już tego nie potrafię... Zastanawiam się, co mogłabym z tym zrobić, gdzie się zgłosić, bym znowu mogła się cieszyć, gdy jest powód do tego. Z góry dziękuję za odpowiedź.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Magdalena Szymańska
Lek. Magdalena Szymańska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Zawroty głowy, natrętne myśli i bezsenność

Witam! Mam 22 lata. Bardzo martwię się o swoje zdrowie psychiczne i dlatego postanowiłam zwrócić się również do Państwa o pomoc. Od kiedy pamiętam byłam osobą bardzo wrażliwą i podatną na krytykę, komentarze, a do tego wstydliwą. Czułam się źle...

Witam! Mam 22 lata. Bardzo martwię się o swoje zdrowie psychiczne i dlatego postanowiłam zwrócić się również do Państwa o pomoc. Od kiedy pamiętam byłam osobą bardzo wrażliwą i podatną na krytykę, komentarze, a do tego wstydliwą. Czułam się źle wśród rówieśników i zamykałam się w sobie. Zawsze miałam nadzieję i tak to sobie tłumaczyłam, że z wiekiem to się zmieni i stanę się bardziej pewna siebie, ale z czasem moje samopoczucie się tylko pogarszało. Nie mówiłam nikomu o swoich zmartwieniach, bo wydawało mi się, że wyolbrzymiam i za bardzo wszystko przeżywam. A teraz mając 22 lata, nie daję już z tym wszystkim rady. Wszystko mnie przerasta i czuję się bardzo zagubiona w tym wszystkim. Nie umiem radzić sobie ze stresem, którego mam dużo na studiach i w pracy.

Mój stan psychiczny od 4 m-c bardzo się pogorszył. Mam problemy z koncentracją i snem. Nie mogę zasnąć i budzę się w nocy z lękiem i dziwnym uczuciem samej siebie, do tego dochodzi natłok myśli, które są chaotyczne i nie mogę nad nimi zapanować i zawroty głowy. Praktycznie nachodzą mnie przez cały dzień i są one takiego typu jak: że jestem chora psychicznie i nic mi nie pomoże, że wszystko co robię nie ma sensu, po co żyję i kim tak naprawdę jestem. Czuję zmęczenie zarówno psychiczne, jak i fizyczne. Stałam się przez to nerwowa i szybko można wyprowadzić mnie z równowagi. Najgorsze są te stany odrealnienia, które nasilają się w sytuacjach stresowych, a czasem przychodzą samoistnie, kiedy siedzę w pracy, jestem w szkole itp. Czuję wtedy pustkę i nie wiem, co się ze mną dzieje, a tym bardziej jak się podczas tego zachować i najchętniej chciałabym znaleźć się już w domu. Nie poznaję samej siebie w tym stanie, jakby mój umysł stanowił jedność i był oddzielony od ciała.

Zaczynam się bać sama siebie. Bardzo się boję, że to może być schizofrenia, ale nie mam żadnych urojeń i omamów, tylko te stany odrealnienia, które są bardzo męczące i czuję wtedy, że zwariuje. Od 3 m-c zażywam lek z grupy SSRI w najwyższej dawce, ale widzę tylko niewielką poprawę. Lekarz, u którego byłam stwierdził depresję i zaburzenia osobowości. Bardzo proszę o pomoc, co mi jest i jak mogę sobie pomóc, bo tracę już nadzieję, że będzie dobrze i że kiedyś z tego wyjdę. Boję się również, że z bezsilności zrobię coś sobie (choć nigdy wcześniej nic sobie nie robiłam), bo nie wytrzymam tego napięcia psychicznego. Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Złe samopoczucie i depresja

Witam serdecznie, mam 31 lat. Opiszę pokrótce, jakie choroby przeszłam w ciągu ostatnich 14 lat, może ma to jakiś wpływ na mój obecny stan. W wieku 16 lat zaczęłam bardzo tyć, zrobiłam się ospała, słaba fizycznie i zaczęły się moje...

Witam serdecznie, mam 31 lat. Opiszę pokrótce, jakie choroby przeszłam w ciągu ostatnich 14 lat, może ma to jakiś wpływ na mój obecny stan. W wieku 16 lat zaczęłam bardzo tyć, zrobiłam się ospała, słaba fizycznie i zaczęły się moje problemy z nauką. Mogłam spać ciągle, nawet w autobusie jadąc do szkoły. Stosowałam różne diety i nic (zaczęłam wymiotować po każdym posiłku). W wieku 17 lat znajomy lekarz zasugerował moim rodzicom, by zaprowadzili mnie do endokrynologa. Okazało się, że najprawdopodobniej od dwóch/trzech lat choruję na młodzieńczą niedoczynność tarczycy. Zaczęłam brać Jodit i Letrox. Na początku efekty były rewelacyjne, waga spadła, a ja znowu stałam się bystrą dziewczyną pochłaniającą książki i dostającą dobre oceny. Wreszcie byłam szczęśliwa. Jakkolwiek po mniej więcej roku, mimo że nadal intelektualnie byłam sprawna, znowu zaczęłam tyć - puchnąć. Endokrynolog kazał jeść 600 kalorii i zwiększył dawkę do 100mg Letroxu (Eutyroxu). Moje serce waliło jak szalone, zresztą od początku brania tych leków, już nie wspomnę jakie miałam sny... Najlepszy reżyser horrorów by mi pozazdrościł. Do tego borowanie jak młotem pneumatycznym w głowę w czasie snu. Koszmary non stop. Aha, w międzyczasie pani doktor przepisała mi Propranolol i kazała brać co rano 10 mg, ponieważ byłam strasznie nerwowa.

Okazało się też, że mam tężyczkę, więc robiono mi specjalnie w aptece mieszankę wapniowo-magnezową w postaci proszku - łyżeczka dziennie. Ach, jeszcze w wieku 17 lat miałam mechaniczne zapalenie wątroby. W końcu zmieniłam lekarza, nowa pani doktor powiedziała, że leki - hormony - były brane przynajmniej dwa lata za długo, żeby teraz zostać tylko przy jodzie. W ciągu roku z 80 kilo spadłam do 55, byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Byłam zdrowa, nawet się nie przeziębiałam! Byłam tak szczęśliwa i śliczna, że po prostu kochałam siebie i wszystkich dookoła, byłam najbardziej pozytywną osobą jaką można sobie wyobrazić. Kreatywna i głodna życia. W połowie 2008 roku, po stresach trzymiesięcznych wywołanych przez życie osobiste zaczęłam mieć bóle w prawym boku, na wysokości żołądka, takie aż do łopatki i bardzo zmieniły mi się oczy. Zaczęłam gorzej widzieć, na białkach, spojówkach narosły mi tłuszczyki, oczy zrobili się jakieś smutne i bez życia. Zrobiłam usg brzucha, okazało się, że są lekkie zastoiny zółci w woreczku i jakby blizny na opuszce dwunastnicy. Ból złagodził trochę Cholestil, ale trwał do 2010 roku. Potem jakby się trochę uspokoił, ale oczy dalej jakby się pogarszały.

W 2010 roku, w grudniu przeszłam świńską grypę i cały rok, to były przeziębienia co dwa tyg. Czułam się fatalnie, brak chęci do życia, depresje, nerwy. Jednocześnie wyjechałam do Anglii, żeby zmienić coś w swoim życiu i wyzwolić się od człowieka, który zmarnował mi kilka lat życia. W Anglii poznałam kogoś, z kim jestem do dziś, właśnie mieszkając z nim na angielskiej ziemi. Nie pracuję tam w zawodzie i trochę mnie to przygnębia, jestem po studiach, a wykonuję pracę fizyczną i mieszkamy w kilka osób. Przyjechałam kilka tygodni temu do Polski i postanowiłam sobie zrobić szereg badań, ponieważ w 2011 roku czułam się fatalnie. Ból kości, mięśni, głowy i ogólnie depresja non stop, czasami po prostu taki dół na dzień dobry, że żyć się nie chce. Męczy mnie to ponieważ jestem z człowiekiem, z którym czuję się przecież szczęśliwa. W ostatnich badaniach z grudnia 2011 roku wyszedł za wysoki o 20 parathormon. Byłam u endokrynologa, zlecił badania, ale stwierdził, że przede wszystkim mam nerwicę. I ja to czuję, te lęki przed ciemnością, budzenie się w nocy, jak uda mi się zasnąć i rozglądanie po pokoju. Już nie wspomnę o przejściu przez korytarz po ciemku, serce wali jak oszalałe, a do tego mam wrodzone wypadanie płatka zastawki i ciągle zaparcia, że bez czopka się nie obejdzie. Co mam robić z tą nerwicą? Czy reszta chorób ma jakiś wpływ na moje samopoczucie? Bardzo proszę o odpowiedź. Dziękuję!

odpowiada 2 ekspertów:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Myśli samobójcze i wahania nastroju

Mam problem, a dokładniej nie ja, lecz mój bliski przyjaciel. Jest to mój bardzo bliski przyjaciel, znam go od roku, ma bardzo słabą psychikę. Najbardziej złamała go pewna sytuacja - ktoś próbował go kiedyś udusić. Był zastraszany i wyśmiewany w...

Mam problem, a dokładniej nie ja, lecz mój bliski przyjaciel. Jest to mój bardzo bliski przyjaciel, znam go od roku, ma bardzo słabą psychikę. Najbardziej złamała go pewna sytuacja - ktoś próbował go kiedyś udusić. Był zastraszany i wyśmiewany w szkole. Wyniósł się z niej. Była też dziewczyna, która robiła dla niego wszystko, a on ją odtrącał, a po tym, jak ją odtrącił, zrozumiał, że ją kochał. Strasznie wini się, że ją skrzywdził. W każdym razie co jest nie tak. Czasami jest zupełnie normalnie sobą. Ale dosłownie - czasami. Dwa dni w tygodniu? Pozostałe, zawsze coś zepsuje mu humor. Może to być coś, co skojarzy mu się z tym duszeniem i innymi takimi, czasem to po prostu coś przykrego albo jak mama na niego w domu nakrzyczy, albo on czegoś nie zrobi w domu i czuje się winny i zły jednocześnie. I często mówi, że chce się zabić, ma takie tantrum smutku po prostu - przez jakiś okres, gdy jest najgorzej, nic do niego nie dociera, nawet ja, a mi mówi wszystko. Mówi, że jest mu wszystko obojętne, że ma dosyć, że chciałby zasnąć i się nie obudzić, łyknąć tabletki, zniknąć, przestać istnieć, że docenia to, że np. ja tak dbam o niego i martwię się, ale nie potrafi teraz tego doceniać. Ma za sobą jedną próbę samobójczą, dodatkowo często robi lekkomyślne rzeczy. Jest astmatykiem, ostatnio wziął prawie całe opakowanie tabletek, podczas gdy powinien brać jedną na dwa dni, popił wódką. Na szczęście nic mu się nie stało, moja mama jest farmaceutką, dzięki czemu po zadzwonieniu do niej wiedziałem, co mam robić. W sumie to nic takiego, bo tylko dużo mleka i patrzeć, co się dzieje.

W każdym razie ma te takie strasznie humory, jest wtedy ponury, nic go nie interesuje, wszystko go załamuje, zniechęca... to jest poza normalnymi dołami, poza normalnością jakąkolwiek. Mówi, że wie, że ma problem - nawet powiedział ostatnio, że podejrzewa u siebie depresję! - i że potrzebuje pomocy, ale skwitował to tak, że on tej pomocy nie chce. Dodatkowo był kiedyś w śpiączce z powodu wypadku na górce lodowej na 2 miesiące oraz miał wypadek samochodowy, który skończyłby się jego śmiercią, gdyby nie odsunął swojego siedzenia 10 min. wcześniej. Ma o sobie zerowe poczucie wartości, mimo że jest przystojny, ciągle mówi, że nie będzie nigdy w stanie nikogo pokochać, bo bałby się, że skrzywdzi tę osobę tak, jak tamtą dziewczynę. Często przerywa leczenie astmy, bo ma ochotę, to znaczy wziewny, które powinien brać codziennie - nie bierze ich nagle ni stąd ni zowąd przez kilka dni albo pomija jedną dawkę. Jest strasznie emocjonalny, strasznie wrażliwy, uczuciowy, często nie sypia po nocach.

Jest dosyć inteligentny, ale szkoła sprawia mu problem, bo ostatnio, to jest chyba najtrafniejszy przykład do pokazania zależności. Miał nauczyć się 50 słówek na angielski. Odkładał to... odkładał... mimo że miał na to tydzień, mimo że JA wszystko mu na kartce ładnie napisałem, przetłumaczyłem w ogóle... przypominałem. Uznawał, że to nie dużo, że ma czas, ostatniego dnia przed szkołą przeczytał te słówka, załamał się, zaczął mówić, że nie ma szans, nie zdąży się nauczyć, że się poddał, że jest za głupi. Znowu wróciły jego myśli samobójcze, postawił sobie też założenie, że jeśli będzie kiblował w tym roku szkolny (1 klasa liceum, jednakże on ma 18 lat, bo dwa lata ma w tył z powodu astmy i tego, że zlikwidowali mu poprzednią szkołę). Poddał się także na takiej zasadzie, że... hm. Porzucił swoje marzenie. Nie obchodzi go już szkoła, weterynaria, wybrał pierwsze lepsze liceum po prostu. Przepraszam za chaotyczność, trudno to wszystko złożyć w kupę, bo i on jest okropnie złożony. Już dwa razy powstrzymałem go przed połykaniem tabletek i walczyłem z jego humorami. Często poświęcałem na to całe noce, zawsze byłem przy nim, niby mu pomagałem, ale prawda jest taka, że jest ok póki jest przy mnie, ale później i tak wszystko go dołuje, wraca do tej ciemności, nic, co robię, nie jest długotrwałe.

Powtórzę jego objawy: Częste zmiany nastrojów spowodowane różnymi czynnikami - szkołą, sytuacją w domu, prawie zawsze wynikające z jego lenistwa czy odkładania wszystkiego na później, czasem nawet braku odpowiedzialności. Myśli samobójcze, chęci. Okropnie zaniżone poczucie własnej wartości. Nie rozumie, jak ktoś może coś w nim dostrzegać. Obojętność. Nie obchodzi go nic. Jeśli mówię mu np., że zabijając się, zraniłby okropnie wiele osób - w trakcie tantrum humoru odpowiada, że wie, ale nie myśli teraz o tym, nie obchodzi go to, nie ma ochoty oddychać... Momentami mam wrażenie, że cierpi na prokrastynację. Odkłada wszystko na później, wymówki, niewymówki, później nerwy... tak więc - lenistwo w pewnym sensie, odkładanie wszystkiego na później. Coraz mniej rzeczy go cieszy, a te, które go cieszą są nieoczekiwane drobnostki, zaskakujące. Ostatnio poprawił mu się humor, bo obejrzał film, który pozytywnie mu się skojarzył bądź - to dopiero mnie wbiło w fotel - bo zdobył jednorożca w jakiejś durnej grze. Natomiast gdy ma zły humor, taki zły zły, nic nie jest w stanie mu pomóc, a ja zawsze przy nim jestem i wychodzę z siebie. Dodam, że jestem w liceum o profilu psychologiczno-pedagogicznym, wiele osób się do mnie zwracało z problemami, ten osobnik jest dla mnie najważniejszą osobą, a jednocześnie tylko do niego nie mogę dotrzeć. Zaburzenia snu - czasem nie sypia wcale, później ma okres, że więcej niż zwykle, jakby odsypiał. Lęk. Właśnie. Kiedyś jego kuzyn (przepraszam, że tak ni z gruchy ni pietruchy) dał mu jakąś tabletkę, podejrzewamy, że narkotyk i kazał popić piwem, mówiąc, że to na ból głowy. A może to rzeczywiście tabletka była, ale zmieszana z alkoholem dała taki efekt. W każdym razie nie zachowywał się jak on. W ogóle. To znaczy, na początku był normalny. Później nie ma jak tego nie napisać, zaczął się do mnie przystawiać, to było dziwne, mówił sprośne rzeczy, później, gdy go uspokajałem, wiedząc, że coś jest nie tak, zaczął płakać, że inaczej się zachowuje, że co on robił, mówił... ten stan trwał całą noc. Był wtedy dobitnie szczery i mówił właśnie.. Boję się... Czego? Nie wiem, ale ogarnia mnie strach, boję się.... Cały czas był do mnie przytulony przez całą noc. Sam go rozebrałem, ubrałem w coś wygodniejszego, kazałem wypić herbatę, spać. I ten lęk czasem wraca. Zauważyłem, że często gdy śpi trzęsie się przez sen albo drga. I może nie tak panicznie, ale mówi czasem, że się boi np. że ktoś go odrzuci, albo że coś się powtórzy albo że coś napiszę za chwilę itp. albo czasem po prostu - że się boi, nie wie czego.

Zaczynam tęsknić za tym wesołkiem, jakim jest, z bujnymi gestami rąk, ciekawymi opowieściami rodzinnymi, tego, kim jest, coraz częściej widzę go zdołowanego, przygnębionego przez rzeczy, które sam sobie zgotował. A najgorsze jest to - on wie, że coś jest nie tak, ale boi się skierować do lekarza. Jego podejście do lekarzy jest straszne. Ma dziurę w zębie nieleczoną, niedawno zemdlał z bólu z jej powodu, a dopiero po świętach pójdzie (bo go na siłę zapisałem) do dentysty, wcześniej przez 3 miesiące mi obiecał, że to zrobi, że się zapisze, a nie zapisał, mało tego, przez pewien okres miał zadatki na wpadnięcie w lekomanię, natomiast ja mu to z głowy skutecznie wybiłem. Kontroluję teraz co bierze, zgodził się, nawet leki na astmę ja mu dawkuję... Często mówi też, że chciałby się zakochać, ale nadal odrzuca dziewczyny, które są mu obojętne mimo że widzi, że się o niego starają, mówi, że wystarczy mu taki przyjaciel jak ja i że nie chce nikogo już zranić. Jak mam go wysłać do specjalisty na diagnozę (i do jakiego)? Jak mu skutecznie pomóc, co może mu dolegać? Boję się, że coś sobie zrobi. Choć jestem na tyle przekonujący, że ostatnio powiedział, że żyje dla mnie, że już coraz rzadziej ma myśli samobójcze i to jest fakt, teraz te humory po prostu są bez tego, bo zawsze mówi mi, jak się czuje i na co ma ochotę, więc jestem spokojniejszy, ale boję się, że pewnego dnia po prostu coś zrobi. Dosyć łatwo go zdenerwować, opinia obcych ludzi strasznie mu dokucza, wszystko bierze do siebie. Dziękuję za wysłuchanie, przeczytanie mam nadzieję, że nie było zanadto chaotycznie...

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Dziwny wzrok, wycofanie, brak reakcji na kontakt u męża

Mój mąż co jakiś czas staje się nieobecny, jakby go nie było, a fizycznie jest. Ma wtedy dziwny wzrok, nie odzywa się, śpi. Jakby ucieka przed światem. Po kilku dniach mu to mija i jest znowu ok. Stroni wtedy od...

Mój mąż co jakiś czas staje się nieobecny, jakby go nie było, a fizycznie jest. Ma wtedy dziwny wzrok, nie odzywa się, śpi. Jakby ucieka przed światem. Po kilku dniach mu to mija i jest znowu ok. Stroni wtedy od kontaktów fizycznych, sprawia wrażenie nieobecnego. Przez ostatnie 2 lata rok był ok, nie zdarzyło się to ani razu, jednak od kilku miesięcy powróciło!!! Pierwszy raz 2 miesiące temu i znowu teraz. Boję się, że on kiedyś nie wróci. Jest wtedy totalnie pasywny, wycofany. Nie wiem co robić? I to ciągłe zmęczenie. Jak ma coś powiedzieć, to mam wrażenie, że ma sztywny język i dosyć ciężko mu to przychodzi. Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Czy to depresja, załamanie nerwowe, czy działanie hormonów?

Witam, mam 26 lat. W sierpniu wróciłam z zagranicy, tam było zimno, brak słońca, bo to na hali. Od tamtego czasu źle się czuję, jestem jakaś inna, a są dni, kiedy mi się nic nie chce. Na początku tylko spałam,...

Witam, mam 26 lat. W sierpniu wróciłam z zagranicy, tam było zimno, brak słońca, bo to na hali. Od tamtego czasu źle się czuję, jestem jakaś inna, a są dni, kiedy mi się nic nie chce. Na początku tylko spałam, płakałam, miałam jakiś lęk w sobie, nie mogłam jeść, miałam szum w uszach i głowie, piersi nabrzmiałe i bolące, trzęsłam się, myślałam, że wariuję. Brałam tabletki depresyjne ziołowe, ale to z 3 dni, bo mi przeszło, ale powtarza się to przed miesiączką albo po miesiączce. Konkretnie mam bóle brzucha silne, piersi bolą i są nabrzmiałe i tak jak dzisiaj, jestem 2 dni po miesiączce i na płacz mnie zbiera. Brak chęci do życia, ale to tylko chwilami. Możliwe jest też załamanie miłosne nieodwzajemnione. Nie widziałam w tym sensu od początku, a brnęłam w to dalej. Akurat ta sytuacja dla mnie jest bardzo skomplikowana. Nie wiem, czy to depresja, załamanie, czy to przez hormony, bo tak na ogół dobrze się czuję, tylko myśli krążą wokół tego chłopaka. Nie widzę sensu bez niego, dodam, że rok temu miałam wypadek samochodowy, kolega zginął, ja miałam wstrząs mózgu, ale dobrze się potem czułam. Jeszcze dodam, że robiłam badania, takie podstawowe - krew itd. - wszystko ok! Proszę mi coś doradzić, gdzie mam z tym się zgłosić? Dziękuję z góry!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Nieudane małżeństwa, kryzys wieku średniego i objawy depresji

Witam, przypuszczam, iż mój 40-letni ojciec ma depresję. Opis jego sytuacji życiowej. Jest po trzech nieudanych związkach, z każdego z nich ma dziecko. Ja jestem najstarsza córką 20- letnią, oprócz tego ma jeszcze 12-letnią córkę i 3-letnią córkę. Obecnie jest...

Witam, przypuszczam, iż mój 40-letni ojciec ma depresję. Opis jego sytuacji życiowej. Jest po trzech nieudanych związkach, z każdego z nich ma dziecko. Ja jestem najstarsza córką 20- letnią, oprócz tego ma jeszcze 12-letnią córkę i 3-letnią córkę. Obecnie jest w drugim związku małżeńskim z 30-letnią kobietą. Wcześniej był żonaty jedynie z moją matką, ich związek zakończył się po 5 latach nieudanego małżeństwa (a ślub wziął w wieku 19 lat ze względu na mające pojawić się dziecko). Najbardziej jednak żałuje związku z ostatnią matką jego dziecka - 3-letniej Ani, z którą walczył o samodzielne prawo do jej wychowania. Niestety sprawę przegrał, dziecko zostało przy matce (mieszkają w innym mieście, więc kontakt z nim jest rzadki). Oprócz tego nie udało mu się ukończyć żadnej szkoły wyższej - próbował różnych kierunków. tj. prawo czy też informatyka, lecz zawsze rezygnował po paru zaliczonych semestrach. Od zawsze pracował w firmie rodzinnej swego ojca związanej z budowlanką, był wraz z nim i swoim bratem w wspólnej spółce. Ostatnio firma przestała funkcjonować ze względu na brak pracy, a także zaniedbanie, które zostało popełnione w sumie przez niego. W związku z tym dziadek odciął jego możliwość korzystania z wspólnego rodzinnego konta. Nie ma żadnych pieniędzy. Próbował szukać innej pracy, lecz szybko się poddał.

Wynik obserwacji jego zachowania w przeciągu dwóch miesięcy: - nie wychodzi z domu, siedzi w ciemnym pokoju wpatrując się w sufit; - prawie w ogóle nie rozmawia ze swoją obecną żoną; - nie odbiera telefonów od nikogo z rodziny; - nie chce widywać się ze swoją 3-letnią córką w momencie, gdy jest przywożona do dziadków (jego rodziców); - uważa, że kontaktują się z matką dziecka za jego plecami, w ten sposób odwracają się przeciwko niemu; - dowiedział się, że zostanie dziadkiem; (muszę dodać, iż nie jest zadowolony ze związku z moim narzeczonym i przyszłym ojcem naszego dziecka - nawet wcześniej, gdy było z nim lepiej - nie odzywał się do niego, nie odpowiadał na powitania itp.) - często płacze; - ma wahania nastrojów; - gdy jego 12-letnia córka odwiedza go u niego, nie nawiązuje z nią żadnego kontaktu; - na propozycje udania się z nim do lekarza, odpowiada negatywnie; - ostatnio coraz częściej mówi, że do niczego się nie nadaj (do żadnej pracy) oraz zdarzyło się mu powiedzieć z dwa razy, że jak tak dalej będzie coś sobie zrobi; - wczoraj wyszedł z domu po chleb o 18 przez całą noc nie pojawił się w domu (oczywiście nie odbierał od nikogo telefonów, nie odpisywał na esemesy) okazało się w końcu, że całą noc przesiedział na dworcu kolejowym.

Prośba o wskazanie rady Piszę do Państwa, gdyż chciałabym mu pomóc i przywrócić do normalnego stanu. Uważam, że brak pieniędzy jest jedną z większych przyczyn obecnego stanu mojego ojca. Sądzę jednak, że całokształt jego przeżyć i obecnie już kryzys wieku średniego spowodowały taką, a nie inną sytuację. Obawiam się, że mogą pojawić się myśli samobójcze, wycieczki nocne się powtórzą. Kiedyś był to naprawdę wesoły i pogodny człowiek, obecnie nie da się z nim nawet porozmawiać. Nie jest głupi, bo zna się na różnych rzeczach, choćby ma rozległą wiedzę związaną ze sztuką i kulturą. Boję się o niego. Boję się, że pewnego dnia wyjdzie i nie wróci. Wcześniej już uczęszczał do psychologa po rozstaniu z matką swojego drugiego dziecka. Brał leki, gdyż nie mógł sobie z tym poradzić. Z góry dziękuje za odpowiedź! Pozdrawiam - zmartwiona córka

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Rozstanie z przyjacielem powodem epizodu depresyjnego

Witam, nie wiem od czego zacząć, chyba od tego, że ostatnio wszystko się posypało. Zawsze uważałam siebie za pogodnego lekkoducha i tak też odbierało mnie otoczenie. Dziś nie wiem ile w tym prawdy, a ile mojej gry. Jedno jest pewne,...

Witam, nie wiem od czego zacząć, chyba od tego, że ostatnio wszystko się posypało. Zawsze uważałam siebie za pogodnego lekkoducha i tak też odbierało mnie otoczenie. Dziś nie wiem ile w tym prawdy, a ile mojej gry. Jedno jest pewne, od dwóch miesięcy nie jestem szczęśliwa na pewno. Siedzę w domu, rozmawiam sama ze sobą, czasami wydaje mi się, że wszystko jest wspaniale, że jakoś się ułoży, a za chwilę marzę, aby już nigdy się nie obudzić. Ciągle mi się wydaje, że będzie jeszcze gorzej. Parę dni temu straciłam przyjaciela, na własne życzenie. Znamy się od 15 lat, a ja to zniszczyłam. Trzy lata temu zmyśliłam pewną historie, czułam się taka znudzona swoim błahym życiem, dlatego to zrobiłam. Wydało się i kiedy wreszcie się przyznałam, z czasem mi wybaczył. Teraz zrobiłam to znowu, motyw ten sam. Powiedział, że teraz podejrzewa mnie o wszystko, że jestem może manipulantką, wariatką i wszystkim, co najgorsze. To boli, ale sama jestem sobie winna.

Analizuję teraz całe swoje życie i naprawdę ja już nie nie wiem, czy kiedykolwiek byłam szczęśliwa czy wiecznie mi czegoś brakowało? Teraz czuję się kompletnie zagubiona, stresuje mnie każde wyjście z domu, unikam zajęć na uczelni, bo muszę się udzielać, rozmawiać z ludźmi, już nawet nie jestem pewna tego, czego byłam od wielu lat, że chcę studiować, to co studiuję. Zupełnie nie chce mi się żyć, nie widzę w niczym sensu. Ciągle sobie wyobrażam różne sytuacje, które chciałabym, aby miały miejsce i przez chwile jestem szczęśliwa, chodzę po domu jak nakręcona, za chwilę znowu płaczę. Czuję, że powoli wariuje. Nie mogę jeść, jak już zgłodnieję mam poczucie winy, marzę tylko żeby się napić i zasnąć bez problemu. Co mi jest?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Jak pozbyć się myśli samobójczych?

Już bardzo długo mam myśli samobójcze, ponieważ czuję, że nikt mnie nie lubi i nikt mnie nie kocha. Jak rozwiązywałam test na depresję na tej stronie, to wyszło mi, że mam ciężką depresję. Co mam robić, żeby nie mieć myśli...

Już bardzo długo mam myśli samobójcze, ponieważ czuję, że nikt mnie nie lubi i nikt mnie nie kocha. Jak rozwiązywałam test na depresję na tej stronie, to wyszło mi, że mam ciężką depresję. Co mam robić, żeby nie mieć myśli samobójczych i żeby sprawdzić czy naprawdę mam depresję? A do psychologa bardzo nie chcę iść.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja
Patronaty