Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Depresja: Pytania do specjalistów

Zmiana leków nasennych i uspokajających

74-letnia kobieta, wcześniej nieleczona psychiatrycznie, wypowiadała urojenia, nie mogła spać.
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Nikt mnie nie rozumie - nie wiem co zrobić ze swoim życiem

Witam. Mam nadzieję, że ktoś mi tu pomoże, bo już nie wiem co dalej robić:( Otóż moje życie od małego było już nie fajne, kiedy się urodziłam rodzice mało czasu mi poświęcali. Mama opowiadała mi jak musiałam leżeć sama w...

Witam. Mam nadzieję, że ktoś mi tu pomoże, bo już nie wiem co dalej robić:( Otóż moje życie od małego było już nie fajne, kiedy się urodziłam rodzice mało czasu mi poświęcali. Mama opowiadała mi jak musiałam leżeć sama w łóżeczku, nikt się mną nie zaopiekował, bo rodzice musieli iść rąbać drzewo na zimę. Odkąd pamiętam, w podstawówce, byłam już troszkę nieśmiała, byłam bardziej ''doroślejsza'' od innych. Byłam pilną uczennicą, ale pamiętam, że w 6 klasie zaczęli się wszyscy zmieniać, zaczęłam mieć mniej koleżanek, ale od 1 klasy gimnazjum się zaczęło najgorsze. Miałam nową klasę i jedynie zakumplowałam się z 2 koleżankami, ale klasa zaczęła mi dokuczać, byłam spokojna, dobrze się uczyłam, nie kręciły mnie zabawy, picie, palenie papierosów, byłam tak jakby ''ułożona'', zawsze dobra coreczka, wszystko trwało 2 lata. Rano budziłam się o 5 rano rozmyślałam nad życiem, a gdy o 7 wszyscy wstawali zaczęłam robić awantury, że nie pójdę do szkoły, płakałam, wrzeszczałam, nawet sugerowałam mamie, że popełnię samobójstwo i czasem było tak, że nie chodziłam po 2 tyg. do szkoły, ale na szczęście zadawalam z klasy do klasy. Jeszcze wspomnę, że chodziłam do dyrektorki żeby przepisać się już w 1 klasie, ale mnie dopiero w 3 klasie przepisała do innej klasy. Trafiłam do dobrej klasy gdzie się dobrze wszyscy uczyli, miałam 3 dobre koleżanki, lubiły mnie, cieszę się. Potem po tych wszystkich trudach, czyli w ubiegłym roku w wakacje, dostałam szanse pojechać do mojej rodziny do USA i mój pobyt tam trochę mnie zmienił, nie widziałam mojej rodziny od paru lat, a gdy pojechałam doznałam tam miłości, czułości, wsparcia opieki, z kim porozmawiałam czy z ciocią, czy wujkiem, drugą ciocią, bratem. Dla każdego byłam ważna, każdy mnie słuchał, moja ciocia Asia była jeszcze mi nawet bliższa niż moja mama (tez przeżyła depresję). Wiem to przykre gdyż nawet do snu byłam ucałowana na dobranoc i mówiła „śpij mój dzieciaku”, gdzie powinna tak robić własna matka. Może to dla kogoś być śmieszne, ale jednak to dużo daje. Wróciłam do Polski w ubiegłym roku, poszłam do technikum i znowu się zaczęło. Miałam 2 koleżanki, gadałyśmy tylko o szkole, klasa mnie nie lubiła choć już mi praktycznie nie dokuczali, inni woleli iść na imprezę, palić, pić i nikt nie chciał się ze mną zadawać, dlatego w te wakacje znowu byłam w Paryżu i w Barcelonie. Wszyscy mi zazdroszczą, jakie ty masz fajne życie, chciałabym być na twoim miejscu. A ja tak naprawdę się denerwuję, bo rożnie się  od innych, nie mam przyjaciół, gdyż nie jestem imrezowiczką, moja mama nie rozumie co ja przeżyłam, gdyż ona nie miała depresji. Najgorsze jest to, że sama z tego wyszłam, nawet nie mogłam iść do psychologa, gdyż to kosztuje, tata tez ciągle pracuje, babcia to się kłóci z mamą, też nie mam nikogo. Zawsze jeśli coś powiem to ktoś mnie ignoruje (moja rodzina, najbliżsi). Czuję, że ta depresja coraz bardziej powraca do mnie. Moje życie to Porażka, nie mam nikogo komu mogłabym się  wyżalić, nikt mnie nie kocha. Nie chce mi się już żyć. Proszę o pomoc. Przepraszam, że się tak rozpisałam.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Obniżenie nastroju i problemy z nauką a depresja

Witam! Mam 19 lat i od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy nie popadam w depresję. Sytuacja wygląda tak, że mieszkam w Polsce sama. Moi rodzice pracują w Niemczech, ok. 800 km od mojej miejscowości, a rodzinę najbliższą mam 400...

Witam! Mam 19 lat i od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy nie popadam w depresję. Sytuacja wygląda tak, że mieszkam w Polsce sama. Moi rodzice pracują w Niemczech, ok. 800 km od mojej miejscowości, a rodzinę najbliższą mam 400 km od siebie. W wieku 12 lat przeprowadziliśmy się wszyscy do Polski, ale sytuacja zmusiła rodziców do powrotu za granicę. Każdego dnia mam możliwość wykupienia biletu autobusowego i ich odwiedzenia, kiedy tylko chcę, jednak przyłapuję się na tym, że uciekam od problemów. Tu w Polsce jestem sama, mimo że mam mnóstwo znajomych, z którymi mogłabym się spotkać, ale nie daje mi to czego bym oczekiwała, więc często pakuję walizki i jadę nawet na dwa lub trzy dni. Stamtąd uciekam znów do Polski, ponieważ nie czuję się tam dobrze, mimo że tam się urodziłam nie czuję się u siebie... Dlatego zdecydowałam o pozostaniu w Polsce.

Studiuję zaocznie we Wrocławiu, ok. 120 km od mojej miejscowości, tam nocuję w hotelach z piątku na sobotę oraz z soboty na niedzielę i te wieczory są najgorsze, płaczę w poduszkę, chcę wrócić do swojego domu i leki ziołowe uspokajające nie dają mi ulgi, nauka mi idzie gorzej niż kiedy podchodziłam do matury. Przeżywam wieczne załamania i raz już nie wytrzymałam, uciekłam z Wrocławia do siebie do domu. Nie potrafię się za nic zabrać, jest mi ciężko zrobić cokolwiek, a kiedy po prostu leżę u siebie w łóżku, czuję, że upadam na dno. Dom, do którego się tak przywiązałam został przez moich rodziców jakiś czas temu wystawiony na sprzedaż. Kiedy się sprzeda, ja nie mam gdzie mieszkać, pozostaje mi pokój, który jak się okazało muszę już znaleźć do końca tego roku, wynikło to z kłótni z moją mamą.

Duże wsparcie i radość dawał mi mój przyjaciel, jednak od osób trzecich się dowiedziałam, że jego przyjaźń wobec mnie nie była tym, czym moja dla niego, o czym świadczyło jego zachowanie. Teraz, kiedy bym kogoś potrzebowała, nie ma nikogo. Zniknęło moje największe wsparcie i radość. Przy przyjacielu bywałam szczęśliwa, uśmiechnięta, wspólny czas spędzany na wycieczkach, ta radość oczekiwania spotkania była wielka, miałam zapał, uśmiech na twarzy. Teraz jestem pozbawiona radości, chęci życia, jutro wyjeżdżam do Wrocławia na kolejny zjazd, zero przygotowań, zero sensu w tym co robię, a na dodatek bardzo mnie boli świadomość, że miesięcznie idzie bardzo dużo pieniędzy na moją naukę (dojazdy, czesne, nocleg), na co moja mama pracuje za granicą, wszystko jak na razie, pieniądze wyrzucone w błoto. Miewam myśli samobójcze, choć nie wiem czy byłabym do tego zdolna. Zamartwiam się, nie potrafię się wyrwać do życia, załamuję i nie widzę w niczym sensu. Jestem szczęśliwa kiedy śpię, choć śpię bardzo niespokojnie, jestem nieszczęśliwa kiedy się budzę. Jak postępować dalej?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Po jakim czasie poziom cytochromu P-450 wraca do normy?

Chciałem zapytać po jakim czasie od odstawienia paroksetyny poziom cytochromu P-450 wraca do normy?
odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Huśtawki nastroju a podwyższona prolaktyna

Witam! Potrzebuję pomocy, bo nie radzę sobie sama ze sobą i nienawidzę siebie za to. Od długiego czasu mam problem z zachowaniem, czuję się jak na huśtawce, ze stanu euforii mogę bardzo łatwo przejść do gniewu. Przez moje zachowanie rozpadł...

Witam! Potrzebuję pomocy, bo nie radzę sobie sama ze sobą i nienawidzę siebie za to. Od długiego czasu mam problem z zachowaniem, czuję się jak na huśtawce, ze stanu euforii mogę bardzo łatwo przejść do gniewu. Przez moje zachowanie rozpadł się właśnie mój związek, bo mój mężczyzna nie wytrzymał kłótni. Przez przypadek skontaktowałam się z endokrynologiem, polecił wykonanie badań na prolaktynę, no i okazało się, że mam ją 30 razy wyższą niż jest norma, TSH. Otrzymałam N***, biorę go od miesiąca i czuję się trochę lepiej, ale jednak w sytuacjach stresujących nadal nie mogę zareagować spokojnie i wszczynam kłótnie, analizuję wszystko i wszystko widzę w czarnych barwach. Mojemu byłemu już chłopakowi zarzucam, że znajdzie sobie lepszą, doszukiwałam się wszędzie podstępu. Otrzymałam skierowanie na badania na testosteron, jeszcze raz prolaktynę, DHEA SO 4, TPO i TG. Ja nie wiem co mam robić, czuję lęk i strach, obwiniam siebie o wszystko, nie mogę racjonalnie myśleć, ciągle płaczę, zachowuję się jak 15-latka, mam 29 lat. Boże, co mi jest? Czy ja mam taki charakter, czy jestem chora, czy te hormony? POMOCY!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Smutek i przygnębienie - skąd te objawy?

Witam serdecznie. Moja dziewczyna ma 16 lat. Od około tygodnia jest często smutna i przygnębiona. Mówi, że nie ma na nic siły i ochoty. Na jej twarzy dawno nie widziałem uśmiechu. Nie chce iść na badanie do lekarza. Jej matka...

Witam serdecznie. Moja dziewczyna ma 16 lat. Od około tygodnia jest często smutna i przygnębiona. Mówi, że nie ma na nic siły i ochoty. Na jej twarzy dawno nie widziałem uśmiechu. Nie chce iść na badanie do lekarza. Jej matka z ojcem są bardzo nerwowi. Każda rzecz, którą zrobi nie tak, jak sobie wyobrażają, wyprowadza ich z równowagi, co kończy się kłótnią. Często krzyczą nawet bez powodu. Proszę mi powiedzieć, jak ma sobie z tym poradzić. Co znaczą jej objawy? Jak jej pomóc? Z góry bardzo dziękuję, Desperados

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Chorobliwa zazdrość - co robić, by związek przetrwał?

Chciałbym się poradzić pewnej sprawy. Jestem w szczęśliwym związku od prawie dwóch miesięcy, jednak moim najpoważniejszym problemem jest zazdrość. Jestem świadomy, że to jest choroba i że da się to leczyć, ale sam nie potrafię sobie z tym poradzić....

Chciałbym się poradzić pewnej sprawy. Jestem w szczęśliwym związku od prawie dwóch miesięcy, jednak moim najpoważniejszym problemem jest zazdrość. Jestem świadomy, że to jest choroba i że da się to leczyć, ale sam nie potrafię sobie z tym poradzić. Jestem zazdrosny dosłownie o wszystko: o przyjaciół, o koleżanki/kolegów, o to, że z kimś pisze, rozmawia lub się widuje. Rozmawialiśmy o tym, że mam taki problem, ona o tym wie, tłumaczy mi, że dla niej liczę się tylko ja, że nie potrafiłaby mnie skrzywdzić, że jest jej ze mną dobrze, że jest szczęśliwa, że jej niczego nie brakuje. Mimo to ja nadal jestem zazdrosny. W każdym słowie, które wypowie/napisze doszukuje się zdrady. Ona jest moją przeciwnością w tej sprawie, ufa mi w 100% i mówi, że nie ma powodu do zazdrości, dlatego nie jest wcale zazdrosna. Rozmawialiśmy o tym tyle razy. Mówiłem, że postaram się z tym walczyć, ale gdy tłumię to w sobie, to robię się agresywny, wulgarny, palę lub biorę walerianę na uspokojenie (otępienie). Zazdrość mnie wykańcza i wiem, że jeśli będę taki dalej, to zniszczę ten piękny związek, bo ona będzie miała dość. Teraz odpowiem na pytania, które może będziecie chcieli mi zadać: nie, nigdy nie dawała mi powodów do zazdrości, nigdy nie widziałem, jak rozmawia z obcym facetem, większość czasu spędza z rodziną, ze mną albo z przyjaciółkami, o które też jestem zazdrosny (bo sam przyjaciół nie mam). Zawsze, jak poruszamy ten temat, to zapewnia mnie, że jestem tylko ja. Oczywiście staram się panować nad zazdrością na tyle, że dla niej jestem okej, nie obrażam, nie wyzywam, nie biję (nigdy bym nie uderzył kobiety). Jednak ciągle czuje ten niepokój, do tego dochodzi nerwica lękowa (budzę się z kołatającym sercem, przez sen jęczę i śpię bardzo płytko). Jestem świadomy, że to jest złe i chciałbym się z tego wyleczyć, aby nie zniszczyć tej pięknej miłości, jaka jest między nami. Potrzebuję pilnie pomocy. Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Ciągłe uczucie smutku - czy to już jest depresja?

Witam, wydaje mi się, że w moim życiu jest coś nie tak. Nie jestem jednak w stanie określić, czy to jest mój wymysł, czy rzeczywiście coś złego się we mnie dzieje. Mam 22 lata. Mimo pozytywnie zdanej sesji (trzeci rok...

Witam, wydaje mi się, że w moim życiu jest coś nie tak. Nie jestem jednak w stanie określić, czy to jest mój wymysł, czy rzeczywiście coś złego się we mnie dzieje. Mam 22 lata. Mimo pozytywnie zdanej sesji (trzeci rok studiów), pozytywnie zdanego egzaminu na prawo jazdy, pozytywnie zdanego egzaminu na pilota wycieczek, udanej kolonii z dziećmi jako wychowawca kolonijny (od kilku lat jest to moją pasją i "spełnieniem marzeń" co do pracy), wydawałoby się, że posiadania kilkorga przyjaciół oraz najwspanialszego chłopaka na świecie (z którym jestem ponad sześć lat i planujemy się wkrótce zaręczyć i pobrać), nie potrafię sobie poradzić ze sobą. Ciągle czuję smutek (spowodowane jest to głównie wyjazdem chłopaka na cały semestr na wymianę studencką), nie potrafię sobie poradzić ze sobą. Codziennie płaczę, co wieczór się upijam. Tracę kontakt z przyjaciółmi, nie mam ochoty się z nikim spotykać. Do tego sama się okaleczam (znowu - zdarzało się to, gdy miałam 18 lat, gdy byłam w liceum, jednak w ciągu kilku miesięcy udało mi się z tym uporać). Wiem, że to jest bez sensu, ale mimo to robię to ciągle, ponieważ przynosi mi to pewnego rodzaju ulgę. Najgorsze jest to, że powinnam pisać pracę licencjacką, by w najbliższym miesiącu się obronić, ale nie jestem w stanie. Całymi dniami się obijam, rozmyślam i płaczę na zmianę udając, że piszę, by rodzice niczego nie zauważyli. Pisanie mi nie idzie i wiem, że teraz nie dam rady. Co zrobić? Co zmienić, by poczuć się w końcu lepiej, a ostatecznie dobrze? Jak nie zaprzepaścić tych trzech lat studiowania (na dosyć dobrym poziomie, bo moja średnia zawsze była powyżej 4,5, więc byłam prymuską)? Czekam na porady i pomoc. Pozdrawiam! i.w.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Ogólne zniechęcenie - czy mogę cierpieć na depresję?

Witam, mam 17 lat, więc jest to wiek dosyć niespokojny, choć po swoich najburzliwszych okresach. Od kiedy pamiętam przeżywałam wszystko głębiej niż inni, dostrzegając takie aspekty spraw, jakich inni nie mogli lub nie chcieli zobaczyć, w związku z tym miałam...

Witam, mam 17 lat, więc jest to wiek dosyć niespokojny, choć po swoich najburzliwszych okresach. Od kiedy pamiętam przeżywałam wszystko głębiej niż inni, dostrzegając takie aspekty spraw, jakich inni nie mogli lub nie chcieli zobaczyć, w związku z tym miałam trudności ze znajdywaniem sobie przyjaciół bądź po prostu kolegów. Zawsze, od kiedy pamiętam, byłam tak zwaną "lwicą salonową" - umiałam świetnie zabawiać towarzystwo, wynajdować tematy do rozmów lub po prostu całą uwagę skupiać umiejętnie na sobie. Zawsze też uważałam się za osobę inteligentną, a na pewno nie przerażająco głupią i nie doświadczałam żadnych wątpliwości z tym związanych. Nigdy nie lubiłam swojej figury. Byłam nastawiona dość optymistycznie w stosunku do świata, wierzyłam w ludzi i to, że są zdolni do wspaniałych i pięknych emocji, gdy nadchodziły gorsze chwile starałam się myśleć o przyszłości i to dla niej żyć, gdyż przyszłość była moim domniemanym spełnieniem wszystkiego. Jednak w przeciągu ostatniego roku mój stan z miesiąca na miesiąc ulegał coraz większym zmianom. Teraz wrażliwość na świat zaczęła mnie przerastać. Czuję sie nieprzystosowana do życia, uważam dzień swoich narodzin za największą krzywdę, jaka mnie spotkała. Mam wrażenie, że otaczający mnie świat jest żałosny i beznadziejny, straciłam wiarę w ludzi, zaczęłam wręcz nimi gardzić (poza pewnymi jednostkami), uważając, że będąc tak marnymi bytami nie zasługują w ogóle na nic, bo ich życie jest nic niewarte. Praktycznie co wieczór, choć w szkole i w towarzystwie zdarza mi się często tryskać energią, dowcipem, wygadaniem, czuję smutek i apatię, miewam gwałtowne huśtawki nastrojów, mam wrażenie, że wszystko mnie przerasta i z niczym nie dam sobie rady, że nie będzie żadnej przyszłości, która cokolwiek odmieni. obsesja na punkcie sylwetki stała się chorobliwa do tego stopnia, że znajomi mówią, jak bardzo schudłam, a ja nie widzę żadnych zmian, nieustannie się nad sobą użalając ("jestem za gruba"). Stałam się wobec siebie krytyczna, poddałam w wątpliwość swoją kreatywność, czyli jedyną rzecz, jaka sprawia mi przyjemność, odeszła ochota na spotkania z przyjaciółmi, imprezy. Co wieczór potrafię wylać powódź łez z bliżej nieokreślonych powodów. Regularnie mam myśli samobójcze. Życie mnie przygnębia, otaczający mnie ludzie też. Przeraża mnie to, że nie mam wsparcia - tata nie umie radzić sobie z problemami, mama ciągle próbuje wychować mnie na "silną kobietę", nie rozumiejąc, że silniejsza już być nie mogę, a wrażliwości, która nie objawia się jako siła zewnętrzna, we mnie nie zabije. Nie bierze pod uwagę tego, że moje zmartwienia są faktem i uważa, że tylko sobie wymyślam. Ciągle mi to powtarza, a ja powoli zaczynam już w to wierzyć. Nie wiem, czy to kwestia wieku, wmawiania sobie, głupoty, czy mogę istotnie mieć depresję. Proszę o pomoc w zweryfikowaniu mojego problemu. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Ciągłe zmęczenie i lęk przed pracą - czy mam depresję?

Witam. Od jakiegoś czasu mam problem z własnym Ja, z którym coraz bardziej nie mogę sobie poradzić. Boję się mojej pracy, tzn. każdego dnia, gdy wstaję, mam problemy żołądkowe, ciagle myślę, gdzie mogłam popełnić błąd. Wydaje mi się, że jestem...

Witam. Od jakiegoś czasu mam problem z własnym Ja, z którym coraz bardziej nie mogę sobie poradzić. Boję się mojej pracy, tzn. każdego dnia, gdy wstaję, mam problemy żołądkowe, ciagle myślę, gdzie mogłam popełnić błąd. Wydaje mi się, że jestem do niczego i że na pewno wszyscy dookoła są lepsi ode mnie. Każdego dnia myślę o pracy i o tym, gdzie mogłam zrobić coś źle. W weekend zamiast odpocząć, cały czas rozmyślam na ten sam temat. Ostatnio czuję się jak więzień moich obsesyjnych myśli o rzekomych błędach, jakich mogłam się dopuścić. Często okazuje się, że nie miałam nawet podstawy, by się czymś martwić, ale i tak się zamartwiam. Czasem czuję, że za chwilę zwariuję. Chciałabym najchętniej to rzucić i nie wracać. Przez to wszystko ciągle chce mi się płakać, zaniedbuję swoje obowiązki i mam ogólną niechęć do wszystkiego, nie wspomnę o tym, że najchętniej, to bym tylko spała (przynajmniej nie myślę wtedy o tych wszystkich rzeczach). Zastanawiam się, czy w ten sposób da sie w ogóle przeżyć życie? Nic mnie nie cieszy, ciągle boli mnie głowa. Tak bardzo chciałabym nauczyć się pewności siebie (której nie mam praktycznie wcale) i zaufania do tego, co robię. Brak tych rzeczy powoduje, że stoję w miejscu. Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Zmienne nastroje a depresja

Witam, mam ogromny problem i zaczynam martwić się sama o siebie. Dwa lata temu koleżanka powiedziała mi, że mam skłonności depresyjne i nerwicowe, po czym na chama wciągnęła mnie do apteki i kazała kupić leki bez recepty na nerwy. Kupiłam...

Witam, mam ogromny problem i zaczynam martwić się sama o siebie. Dwa lata temu koleżanka powiedziała mi, że mam skłonności depresyjne i nerwicowe, po czym na chama wciągnęła mnie do apteki i kazała kupić leki bez recepty na nerwy. Kupiłam je dla świętego spokoju, ale nie dopuszczałam do siebie myśli, że mogła mieć rację, swoje nastroje tłumaczyłam swoim charakterem. Rok po tym pokłóciłam się z tatą, który mnie wychowywał. Spakowałam wszystkie swoje rzeczy i wyprowadziłam się do mamy. Wpadłam w taki smutek i żal, że nie wychodziłam z łóżka przez ponad tydzień, nie chciało mi się jeść i na nic nie miałam ochoty. Siedziałam cały dzień w domu, nic nie robiłam, zmuszałam się, by się umyć. Mama, widząc mnie, nawrzeszczała na mnie, bym wzięła się w garść.

Dostałam ofertę pracy, skorzystałam i pojechałam za granicę. Tam miałam dalej problem, ukrywałam się z tym, ale wybuchy nastroju jednak były silniejsze. Jedna dziewczyna to zauważyła, po czym pomogła mi zwyczajną rozmową. Rozmawiała ze mną, zwyczajnie się zaprzyjaźniłyśmy i złe samopoczucie zaczęło odchodzić. Poczułam się normalnie, zaczęłam wierzyć w siebie i doceniać swoją wartość. Wróciłam do Polski i do ojca, choć wszyscy mnie prosili, bym nie wracała. Powiedzieli – zobaczysz, znowu cię ograbi i zwyczajnie powie wynocha - tak też było. Wiem, że mieli rację, miałam nadzieję, że jednak tak nie będzie na chwilę obecną. Mieszkam sama, mama wyjechała do pracy, znowu ogarnął mnie smutek, żal do samej siebie. Nie wychodziłam przez miesiąc z domu, nie jadłam, nie odbierałam telefonów, płakałam, nie widziałam celu w moim życiu. Wszystko co miałam, poświęciłam ojcu, wszystko co zarobiłam, dałam ojcu. Dzisiaj za te kwoty miałabym własne mieszkanie, a muszę mieszkać z mamą. Nie chciało mi się zwyczajnie żyć, jak pomyślałam, że muszę zaczynać od nowa wszystko. Koleżanka powiedziała mi, że jakbym w danym momencie nie odebrała telefonu, to przyszłaby z policją, że co ja robię, że inni martwią się o mnie. Moje pytanie brzmi: co to jest, co mnie ogarnia? Bo to nie pierwszy raz. Mam się zgłosić do psychiatry? Oszalałam? Czy to depresja? Jak tak, czy jest możliwe, że wraca? Skoro zwalczyłam ją sama nieraz, to dlaczego wraca do mnie ten stan? Co mam robić?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Jak żyć z depresją?

Od kilku lat cierpię na tzw. globus histericus. Jest to opinia kilku lekarzy różnych specjalności, u których szukałam pomocy i wyjaśnienia. Choruję na serce - kilka operacji zastawki mitralnej, niewydolność dolno-korzeniową kręgosłupa szyjnego i depresję. Uzależniłam się od L***...

Od kilku lat cierpię na tzw. globus histericus. Jest to opinia kilku lekarzy różnych specjalności, u których szukałam pomocy i wyjaśnienia. Choruję na serce - kilka operacji zastawki mitralnej, niewydolność dolno-korzeniową kręgosłupa szyjnego i depresję. Uzależniłam się od L*** i T***, gdyż tylko wtedy czuję ulgę i mogę funkcjonować w życiu. Jestem samotna i obecnie stoję u progu zdecydowania jak żyć dalej. Niepokoi mnie fakt, że systematycznie tracę na wadze i słabnę fizycznie. Leki antydepresyjne nie pomagają mimo stosowania od 2 lat. Po za tym każdy nowy lek muszę przymierzać do antykoagulantów, które biorę dożywotnio ze względu na zastawkę. A marzę tylko o tym, żeby budząc się rano, nie czekać na ból i po prostu wstać i cokolwiek robić. Choćby śniadanie. Coraz częściej myślę o śmierci jako wyjściu z sytuacji, z którą nie radzę sobie, a nie mam nikogo bliskiego kto powiedziałby mi: jestem i nie zostaniesz sama w żadnej sytuacji. NIE BÓJ SIĘ! Nie załączam żadnych wyników, ponieważ rozumiem swoją sytuację od strony medycznej, ale żyć nie potrafię.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Dotyczy: Neurologia Depresja

Długotrwałe przygnębienie - nerwica czy depresja?

Witam. Mam 18 lat, ale z trudem przychodzi mi dalsze życie. Straciłam sens istnienia kilka lat temu i od tamtej pory jedynym moim uczuciem jest przygnębienie. Nie widzę już niczego pozytywnego, nie wierzę w siebie i sobie nie ufam. Straciłam...

Witam. Mam 18 lat, ale z trudem przychodzi mi dalsze życie. Straciłam sens istnienia kilka lat temu i od tamtej pory jedynym moim uczuciem jest przygnębienie. Nie widzę już niczego pozytywnego, nie wierzę w siebie i sobie nie ufam. Straciłam nadzieję na jakąś "normalną" przyszłość. Niska samoocena jest u mnie na porządku dziennym. Mam zaburzenia snu - tzn. do tygodnia mogę nie spać dobę w dobę, później śpię po 5-6 godzin. Nie lubię wychodzić z domu, ale muszę jakoś funkcjonować, by zdać chociaż maturę. Mam za sobą dwie próby samobójcze. Czasami widzę wszędzie otaczające mnie koszmarne twarze, słyszę głosy. Codziennie myślę o samobójstwie, jestem nadwrażliwa. Zarzucam sobie, że ciągle udaję przed rodzicami, znajomymi, że wszystko jest w najlepszym porządku. Agresję wyładowuję na sobie, za każde niepowodzenie, kłótnię rodziców (bo myślę, że to przeze mnie), samookaleczeniem. Nie potrafię cieszyć się z pozytywnych chwil. Najchętniej skończyłabym ze sobą teraz, w tym momencie. Ale wiem, że nie mogę, że muszę na razie żyć. Błagam pomóżcie, poradźcie coś. Ja już jestem wycieńczona. Chcę się poddać.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Obniżony nastrój i brak mobilizacji - jak poradzić sobie z depresją?

Witam! Uważam, że mój przypadek jest specyficzny, dlatego postanowiłem założyć własny wątek. Jestem studentem, mam 21 lat i podejrzewam u siebie depresję. Od około 3 lat, po zdaniu matury i wyjechaniu z rodzinnego miasta na studia, mam nieustannie obniżony...

Witam! Uważam, że mój przypadek jest specyficzny, dlatego postanowiłem założyć własny wątek. Jestem studentem, mam 21 lat i podejrzewam u siebie depresję. Od około 3 lat, po zdaniu matury i wyjechaniu z rodzinnego miasta na studia, mam nieustannie obniżony nastrój. Początkowo był to jedynie nastrój posępny, który poprawiał się po powrotach do domu. Nie lubiłem nowego miasta, nowej uczelni, nie miałem znajomych, ale w końcu się zaklimatyzowałem i wydawało mi się, że sobie poradziłem. Jednak nadal mój zły nastrój się pogarszał. Doszło do tego, że nie byłem w stanie nic robić. Jakakolwiek aktywność była ponad moje siły. Przytyłem, a aby zabić smutek, jadłem słodycze, piłem alkohol. W niespełna 2 lata przytyłem 15 kg. Unikałem znajomości, cały świat wydawał mi się podły, wszystkich ludzi oceniałem źle, wydawało mi się, że wszyscy są przeciwko mnie. Miałem co prawda kilku znajomych, z którymi utrzymywałem kontakt oraz dziewczynę (którą nadal mam i która jest dla mnie jedynym wsparciem), ale ich również traktowałem podejrzliwie i z góry. Mój stan ciągle się pogarszał, doszły myśli samobójcze. Gdy nadeszła sesja, czułem, że to jest ponad moje siły i nie potrafiłem się zmobilizować do pracy. Jednocześnie presja, która na mnie ciążyła, sprawiała, że wizja oblania studiów wydawała mi się nie do przyjęcia i jedynym z niej wyjściem jest samobójstwo. Opublikowałem w internecie list pożegnalny, ale zanim zdążyłem cokolwiek zrobić zjawiła się u mnie w akademiku policja i zostałem przewieziony do szpitala psychiatrycznego. Właściwie mogłem się spodziewać, że po zamieszczeniu takiego listu w internecie tak się to skończy, widocznie mój organizm się bronił. Niestety w szpitalu zrobiłem coś, czego teraz żałuje. Szpital psychiatryczny mnie przeraził i czułem się tam strasznie, więc robiłem wszystko, aby się stamtąd czym prędzej wydostać. I pani doktor wyznałem, że to wszystko nie było poważne, tak naprawdę czuję się świetnie i nigdy nie miałem takich myśli... Jako diagnozę dostałem DDA (dorosłe dzieci alkoholików - mój ojciec nadużywał kiedyś alkoholu, co się zgadza). Obecnie, nadchodzi kolejna sesja i znowu przechodzę przez to samo. Na obecną chwilę nie mam myśli samobójczych, ale poziom mojego życia jest dramatycznie niski. Nie potrafię się do niczego zmusić, nic zrobić ciągle mam czarne wizje przyszłości, leżę całymi dniami na łóżku i gapię się w ścianę wymyślając kolejne czarne scenariusze swojej przyszłości. Nie potrafię zasnąć, bo zadręczam się myślami, śpię tylko po kilka godzin, raz na tydzień zdarza mi się pospać dłużej. Ostatnio zdałem sobie sprawę z mojego stanu, kiedy pomyślałem sobie, że zazdroszczę innym normalnego życia. Wstać rano, zrobić sobie kawę, zabrać się do obowiązków - to dla mnie jakaś abstrakcja - pomyślałem, i poczułem, że chciałbym tak żyć, ale nie potrafię. Kiedy próbuję coś zrobić, czuję bezsens, beznadzieję, po co mam cokolwiek robić. Codzienna higiena to dla mnie wyzwanie, a co dopiero uczenie się czy chodzenie na wykłady. Wiem, że to wygląda jak zwykłe lenistwo i wstyd mi przed samym sobą. Nikomu nie mówiłem o swoich problemach, poza moją dziewczyną, której i tak nie mówiłem wszystkiego. I tutaj pojawia się właściwy problem. Jak mogę sobie pomóc? Jak dostać się do lekarza psychiatry? Po pobycie w szpitalu dostałem skierowanie do psychologa, który jednak również mi nie pomógł i dalej mówił, że to DDA i zalecał terapię grupową, ale tak naprawdę to ja sam muszę z tym walczyć. Czy to depresja, czy DDA? Od tamtej pory nie mam zaufania do psychologów. Zapomniałem dodać, że mam również napady paniki, mam wtedy całą lawinę myśli, nie potrafię usiedzieć w miejscu itp. Próbowałem pomocy psychiatrycznej, ale prywatnie, ponieważ nie wiedziałem dokąd iść i jak dostać tę pomoc. Niestety prywatny lekarz również mi nie pomógł, zlecił test osobowości MPI (chyba), który kosztował 200 zł. Przepisał dodatkowo H***, która początkowo pomagała mi zasnąć, ale już nie daje rezultatów. Czy po tym opisie mogą państwo stwierdzić, czy słusznie podejrzewam depresję? Gdzie w takim razie mogę szukać pomocy? Bardzo dziękuję za odpowiedź i przepraszam za nieco chaotyczny i przydługi opis. Tomasz21

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
mgr Magdalena Rachubińska
mgr Magdalena Rachubińska

Chłopak próbował popełnić samobójstwo - co robić?

Witam, mój chłopak próbował wczoraj popełnić samobójstwo. Wczoraj sądziłam, że to poważna sprawa, dziś uważam, że to była chyba taka pokazówka. Nawet trudno mówić, że się pokłóciliśmy. Pisał ze swoją była dziewczyną smsy i rozmawiali przez telefon. Nie...

Witam, mój chłopak próbował wczoraj popełnić samobójstwo. Wczoraj sądziłam, że to poważna sprawa, dziś uważam, że to była chyba taka pokazówka. Nawet trudno mówić, że się pokłóciliśmy. Pisał ze swoją była dziewczyną smsy i rozmawiali przez telefon. Nie są para od 2 lat, zostawił ją dla mnie, ale ona przez długi czas nie mogła się z tym pogodzić, pisała dzwoniła, a on odpisywał i oddzwaniał i ciągle powtarzał, że chce się od niej uwolnić. Doradziłam, by zaprzestał kontaktu. Podobno zaprzestał (teraz niczego pewna nie jestem). Po jakimś czasie zadzwoniła do niego zapłakana, a on tak się zmartwił o nią, że pojechał w nocy do niej. Chciała mu wmówić, że ma raka i zostało jej pół roku życia (minęły 2 i całkiem nieźle się ma), więc powiedziałam, że jak chce jej pomóc, niech jej pomaga. Zastanawiał się długo. W końcu stwierdził, że poczeka na rozwój wypadków. Po miesiącu zażądała od niego pieniędzy, około 20 000 zł, za wydatki, które ona poniosła gdy byli razem. Zapłacił jej część, potem ona nękała go, by oddał jej resztę. Nie mógł wziąć kredytu, ja wzięłam, by jej oddał. Oddał ( w trakcie podniosła swoje żądania, a on bez żadnego „ale” je spełnił – mówił, że po to, by dała mu spokój). Był w tym czasie bardzo rozdrażniony, zdenerwowany co wpłynęło źle na nasz związek. Ogólnie przyjęliśmy zasadę, że jak się odzywa jego była lub mój były - bo na ogół coś chcieli i źle to wpływało na nas - mówimy sobie o tym. Minął rok czasu. Od czasu do czasu padały pytania, czy się odzywają i ja przynajmniej od roku słyszałam że nie. W sumie to uwierzyłam mu - zmienił numer telefonu, podobno jej go nie dał. Miesiąc temu dowiedziałam się, że jednak się kontaktują - on zapewniał, że nie – stwierdziłam, że ktoś się pomylił i uwierzyłam. Dwa dni temu przejrzałam jego telefon - były smsy od niej, była rozmowa 10-minutowa. Zapytałam, czy ma z nią kontakt, on że nie. Numer nie był zapisany ani imieniem, ani nazwiskiem. Zadzwoniłam i poprosiłam o rozmowę z nią. Powiedziała, że przy telefonie. Pytałam go dalej. Twierdził, że wymyślam, szukam pretekstu, pewnie kogoś mam (sam mnie podejrzewa, że ja kogoś mam ), że byłaby ostatnią osobą, z którą ukrywałby kontakt. W końcu jak zacytowałam mu treść smsa i podałam numer telefonu i powiedziałam, że zadzwoniłam i że to ona - zamilkł, nie miał nic do powiedzenia. Poprosiłam, by wyjaśnił mi od jak dawna mnie oszukuje. Nie chciał nic powiedzieć. Po powrocie do domu nie odezwał się słowem, ale ja mu powiedziałam, jak bardzo mnie zranił i że to koniec. Poszedł do łazienki, siedział ze 20 minut, w końcu zaczęłam coś podejrzewać i okazało się, że próbuje podciąć sobie ręce, przerwałam mu, przepychałam się z nim chwilę, powiedział że i tak to zrobi, że jestem tylko ja i w ten sposób mi to udowodni. Płakałam, błagałam, by nic sobie nie robił, przestał. Miał iść do wieczornej pracy nie wypuściłam go, bo powtarzał że już nie wróci. Zadzwoniłam do jego szefa i usprawiedliwiłam go, a potem chciał się wódki napić, a ja poleciałam po nią, by być pewną, że nic sobie nie zrobi. Po 2 godzinach mówił o weekendowych planach z kolegami. Alkohol w ilości 200 ml codziennie i 2-3 piwa to dla niego już codzienność. Próbowałam z tym walczyć, ale z marnym skutkiem. Ostatnio zrobił się ciągle narzekający i ciągle mnie krytykuje i uważa, że on pokazuje mi jak bardzo mu zależy. Nie wiem, czy mam rację, ale obawiam się, że choć ma 31 lat, to nie dojrzał do życia. Przypomina mi zagubionego chłopca, który nabroił i unika ze wszystkich sił konsekwencji. Jest najmłodszy ze swojego rodzeństwa (10 lat różnicy od najstarszego) i ciągle w oczach rodziców rywalizuje o pierwsze miejsce, które zajmuje jego brat. Robi wszystko, co rodzice sobie zażyczą, przywozi obiadki od mamusi, a jak ja ugotuję, to nie je, bo przecież zmarnuje się to, co jego mama zrobiła. Gdy mam inne zdanie z jego mamą, to ma pretensje do mnie, że ciągle musi godzić to, co ja chcę z tym, co chce jego mama. Choć mieszkamy razem, to jego mama czy tata w mojej obecności potrafią go zapytać, czy nie potrzebuje on jakiegoś jedzenia. Odeszłam od tematu, ale obawiam się, że to może mieć wpływ na jego zachowania. Chcę mu pomóc. Martwię się i boję, że coś mu się stanie, chcę go wyciągnąć. Zapytałam go dlaczego mnie oszukiwał - nie odpowiedział na pytanie, ale powiedział, że chce być albo ze mną albo z nikim. Im dłużej z nim jestem, tym bardziej tracę szacunek do siebie (już ciężko mi z tym żyć) , pochodzę z rodziny, gdzie ojciec był alkoholikiem. Proszę pomóżcie mi znaleźć odpowiedź na 2 pytania: 1. Co robić, gdy on grozi śmiercią, jak się zachować? 2. Jak mam odzyskać szacunek dla siebie, bo ja już nie wytrzymuję.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Brak poczucia własnej wartości a depresja

Witam! Zdecydowałam się napisać o swoim problemie, ponieważ już od dłuższego czasu jestem zaniepokojona swoim stanem w jakim tkwię i jestem kompletnie bezradna. Martwi mnie to co się ze mną dzieje, wręcz frustruje, przygnębia, a nie potrafię sama temu podołać....

Witam! Zdecydowałam się napisać o swoim problemie, ponieważ już od dłuższego czasu jestem zaniepokojona swoim stanem w jakim tkwię i jestem kompletnie bezradna. Martwi mnie to co się ze mną dzieje, wręcz frustruje, przygnębia, a nie potrafię sama temu podołać. Dlatego zwracam się o pomoc, o wsparcie, tym bardziej, że nie posiadam wsparcia od nikogo w swoim otoczeniu, komu mogłabym się wygadać, zrzucić z siebie balast. Wydaje mi się, że powinnam zostać zrozumiana i uzyskałabym w jakiś sposób pomoc. Mój problem polega na tym, że chyba jakaś depresja mnie dopadła i tak mi towarzyszy już od dłuższego czasu. Wszystko, cały ten świat, moje życie nie ma najmniejszego sensu i nic nie ma znaczenia. Czuję się zdruzgotana, wypalona kompletnie. Nie ma we mnie chęci do działania, do dążenia do tego, by żyło mi się lepiej, brak chęci do walki o siebie dla siebie. Zwątpiłam w siebie. Do tego mam takie przekonanie, że z góry jestem przegrana, przez co zrezygnowana odpuszczam wszystkie swe plany. Siła wewnętrzna, jaką kiedyś potrafiłam się posłużyć i nigdy jej brak nie było, zupełnie tak jakby przepadła bez śladu, bez możliwości jej odzyskania.

Kiedyś było we mnie życie, entuzjazm, ambicje, chęci do realizowania się w życiu, do osiągania najwyższych szczytów, ale mój punkt widzenia się zmienił. Nastała pustka, wszechogarniająca pustka, smutek, rozdrażnienie, gniew, bezsilność. Kiedyś posiadałam zapał, aż bił on ode mnie, ta energia z odległości była przez innych dostrzegana, a w chwili obecnej jestem jak szary, ponury człowiek. Chciałam tak bardzo dążyć do niezależności, ale to chyba słomiany zapał mnie złapał, bo jak na razie to jedynie regularnie palę za sobą wszystkie mosty. Na chwilę obecną to już nie gra dla mnie żadnej roli, z tego względu, że wypalił się we mnie ten płomień. Zawiodłam siebie, a nie mam siły, by stanąć na nogi i iść w kierunku przez siebie obranym. Mimo tego, że może gdzieś w głębi tego chcę to nie mam zaparcia, bo w sumie po co się starać, jak i tak człowiek sam siebie zawodzi. Jestem mistrzem w stwarzaniu sobie samej problemów, wszystkiemu jestem sobie sama winna. W duszy burzę się i kipię, głosem samokrytyki dobijam własną osobę, to tak jakbym żyła w zmowie przeciw sobie. Brakuje mi samozaparcia, coś mnie ciągnie w odwrotną stronę, w tę nicość gdzie ciemno i smutno. Coś czy ktoś odbiera mi nadzieję, a ja temu stawić oporu nie potrafię, uległam i poległam, bo naprawdę ciężko mi się wyrwać, odbić.

Jestem zagubiona... Samotna... A dopiero taka młoda, 20 lat mam. Właściwie to jeśli tak moje życie miałoby wyglądać, to nie wahałabym się w odebraniu sobie życia, bo w sumie nic mnie tu nie trzyma, jedynie grawitacja, a tak to nic poza tym. Brak mi osoby, która byłaby moim cieniem, pokazała jak żyć, podniosła na duchu, ku górze, bo sama przezwyciężyć nie mogę tego co w głębi tak dręczy, tego złego samopoczucia co się tam w środku wierci. Tak bym chciała od tego uciec, bo dobrego nic z tego nie ma i już nie chcę grzęznąć w tym zamęcie. Nie byłam w porządku w stosunku do swoich najbliższych, na każdym kroku sprawiałam im cierpienie, wybaczali, ale nadal nie liczyłam się z tym, że postępowaniem swoim zadaję im ciosy poniżej pasa i teraz to mnie strasznie gryzie. Z tym się też pozbierać nie mogę, sumienia głos mnie zżera. Byłam perfidnym zwyrodnialcem, egoistycznym, nieliczącym się z ludźmi. Jestem do niczego. Ale to nie o tym chciałam pisać... Szczerze, to żyć mi się odechciewa, powątpiewając sama w siebie, nie żyjąc ze sobą w zgodzie. Czuję do siebie urazę, że sama nie potrafię nic zrobić ze swoim życiem. Sama zgotowałam sobie taki stan, bo gdybym nie zawodziła pod żadnym względem, może miałabym uśmiech na twarzy i chęci do wstawania z łóżka każdego ranka.

Następny problem, choć w sumie niczym nie odbiega od tematu, to jest to, że zaniedbuję wiele rzeczy, obowiązków takich jak szkoła, praca. Uczę się od tego roku zaocznie, bo musiałam zrezygnować ze szkoły dziennej, z tego względu, że przez ostatnie 2 lata nie popisałam się zbyt swoją dojrzałością i totalnie olałam szkołę. Poza tym nie czułam się w niej najlepiej, byłam spięta zawsze, gdy moja noga tam stanąć musiała. Odnosiłam wrażenie, że inni mnie odbierają jakbym przybyła z innej planety, więc nie czułam się z tym komfortowo. Bardzo rzadko pojawiałam się w szkole i tak stopniowo przez jakiś okres coś wysysało ze mnie energię, więc postanowiłam zmienić szkołę, bo wiedziałam, że nic z tego nie będzie, że nie będę się potrafiła wziąć w garść, by przebrnąć jakoś do matury. Z początku myślałam, że to lenistwo mnie dopadło, ale coraz intensywniej ten leń na mnie oddziaływał, więc zrozumiałam, że coś jest nie tak. Teraz szkołę unikam, pracę tym bardziej, mimo tego że jestem pod straszną presją ze strony mamy, która twierdzi, że to najwyższy czas, bym ruszyła swoje zwłoki, bo ona dłużej nie ma obowiązku mnie utrzymywać. Przeszywa mnie niewyjaśniony strach, lęk, niepewność, z którymi walczyć nie potrafię, więc tkwię w tym jednym punkcie, bez możliwości postawienia kroku przed siebie. Najchętniej zaszyłabym się w swoich czterech ścianach, bo czuję się bezpiecznie. Próbowałam się mobilizować, zapiąć w sobie, ale nie wiem jak zrobić, by się nie wyłamać, by zacisnąć zęby i iść do przodu i nigdy się sama nie powstrzymywać. Potrzebuję w tej sprawie od Pani rady, wsparcia. Jakie ma Pani zdanie? Co mi dolega? Jak temu zaradzić? Bardzo proszę o pomoc. Przepraszam za chaos jaki zapewne panuje w moich wypocinach, ale starałam się jak najdokładniej opisać towarzyszące mi ograniczenia i uczucia. Czekam na odpis. Pozdrawiam, Urszula

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Kłucie w sercu i drętwienie mięśni w klatce piersiowej

Witam, w Polsce brałem leki typu H*** i inne tego typu leki, moja pani psychiatra przepisywała mi te leki, mimo wszystko nie działały one jak należy, objawem były: drętwienia mięśni w klatce piersiowej z prawej i lewej strony i kłucia...

Witam, w Polsce brałem leki typu H*** i inne tego typu leki, moja pani psychiatra przepisywała mi te leki, mimo wszystko nie działały one jak należy, objawem były: drętwienia mięśni w klatce piersiowej z prawej i lewej strony i kłucia w sercu, po których nie mogłem zasnąć, mówiłem pani żeby zmieniła mi leki, ale uparła się i powiedziała, że czasem leki zaczynają działać. Po pół roku więc muszę czekać, ale przepisała mi lek C*** i mi pomogło, niestety nie na długo, bo zacząłem odczuwać to samo, postanowiłem że wyjadę na stale do Londynu. Nie brałem tabletek przez około 4 miesiące i było ciężko, ale w momencie gdy pomyślałem, że już się od tego uwolniłem, po paru dniach dostałem drgawek całego ciała i to trwało ponad godzinę. Zamknąłem oczy i zobaczyłem tunel, przestraszyłem się tak bardzo, że zaczęło mną drgać i nie wiedziałem co robić, zadzwoniłem po pogotowie i powiedzieli, że miałem atak paniki i że jest dużo takich osób. Dodatkowo pani z karetki (jak się okazało Polka) powiedziała mi, że jej mąż miał to samo, a ja niestety ukończyłem studia z psychologii, tak więc wiem, że pomoc osobie w takim wypadku, jest powiedzenie, że ktoś z rodziny na to cierpiał i to nie jest nic groźnego, więc to jeszcze bardziej mnie dobiło, spytali czy chcę jechać na pogotowie, powiedziałem, że tak bo się boję, bo nie spałem cała noc, bo nie mogłem oddychać, wzięli mnie na pogotowie i tam lekarz dał mi D*** (Polski V***) dał mi 4 tabletki 5 mg i miałem wziąć na raz dwie i jak pójdę spać następne dwie. Pomogło mi to i to bardzo, ale niestety po jakimś czasie (tygodniu) objawy wróciły, miałem problem z zaśnięciem i jak próbowałem zasnąć, to otwierałem oczy, bo miałem jakby lęk przed czymś, czego nie jestem w stanie opisać, stwierdziłem więc że pójdę do lekarza prywatnego (bo na rodzinnego czeka się do 2 tygodni) i tam lekarz powiedział, że może mi przepisać D*** 2 razy dziennie po 1 tabletce, przepisywali mi go 3-4 miesiące i czułem się dobrze, ale nagle zabrakło mi tych tabletek i dowiedziałem się, że lekarz wyjechali na przerwę wakacyjną i muszę czekać ponad 2 tygodnie aż wrócą. Wtedy znalazłem innego lekarza, bo miałem objawy odstawienne tego leku po 2-3 dniach brania, więc musiałem zapłacić kolejny raz za wizytę tym razem u innego prywatnego lekarza, przepisał mi D*** 36 sztuk 5 mg co pozwoliło mi przetrwać, gdy moi lekarze wrócili, wymyślili sobie że muszę po raz kolejny płacić za wizytę 60 funtów (300 zł) i 20 funtów (100 zł) za receptę. Niestety nie mam tyle pieniędzy, powiedziałem że już miałem badania kontrolne, ale powiedzieli, że trzeba zrobić jeszcze raz, ale zrezygnowałem z tego względu, że nie mają tam lekarza psychiatry i neurologa, więc diagnoza byłaby taka sama jak za pierwszym razem, że to nerwica (po prostu chcieli mnie wykorzystać na kasę) dziś mija około 1,5 miesiąca odkąd nie biorą żadnych tabletek, ale objawy się nasilają z dnia na dzień. Poza tym od ponad 2,5 roku robią mi się pryszcze na klatce piersiowej, które bolą i które cały czas dotykam i tylko pogłębiają uczucie lęku, którego nie jestem w stanie zatrzymać. Bardzo proszę o odpowiedź co mógłbym zrobić w sytuacji w której się znajduję, bo wiem że mimo wszystko D*** mi pomaga, ale gdy napisałem,  że biorę D*** na jednym z forum, to nazwano mnie narkomanem, nic nie pomogły wypowiedzi, że po prostu ten lek pozwala mi normalnie żyć, powiedziano mi że mam brać P*** i postarać się o jego przepisanie, ale moi lekarze prywatni żądają ode mnie wizyty, a lekarz który wypisuje recepty jest drogi i jest w Londynie, a ja mieszkam od Londynu ponad godzinę jazdy autobusem ( trzeba doliczyć również dojazd do lekarza metrem, czyli następne pół godziny i  30 funtów za receptę), nie wiem co robić. Proszę o pomoc, dziękuję i pozdrawiam. Radek 25 lat (dodam jeszcze, że mam nadwagę, ważę 145kg przy wzroście 186 cm i pale papierosy - paczkę dziennie).

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Czy moje objawy to początek depresji?

Witam, mam 26 lat i niedawno skończyłam studia. Nie mogąc znaleźć pracy, wróciłam do rodzinnego domu. Już od dłuższego czasu nie czułam się szczęśliwa. Miałam problemy ze snem, bywałam apatyczna, często brakowało mi motywacji do podjęcia jakiejkolwiek aktywności. Po powrocie...

Witam, mam 26 lat i niedawno skończyłam studia. Nie mogąc znaleźć pracy, wróciłam do rodzinnego domu. Już od dłuższego czasu nie czułam się szczęśliwa. Miałam problemy ze snem, bywałam apatyczna, często brakowało mi motywacji do podjęcia jakiejkolwiek aktywności. Po powrocie do domu było tylko gorzej. Wciąż borykam się ze sprawą zatrudnienia, wyjazd pozbawił mnie obecności przyjaciół i ciężko mi się zaaklimatyzować do ponownego mieszkania z rodzicami. Nie jestem w stanie zmusić się do niczego - wstanie rano z łóżka jest już problemem. Mam myśli samobójcze, choć wiem, że do samego aktu nie jestem zdolna. Poza ogólną apatią bywam czasami niezwykle drażliwa i wpadam w bezzasadny gniew. Czy powinnam się skonsultować z psychologiem bądź psychiatrą? Mieszkam w małym mieście, dostęp do pomocy mam dość ograniczony.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Lek przeciwdepresyjny a sterydy - jaki wpływ mają na zdrowie?

Witam, Od 4 miesięcy zażywam S*** 10 mg dziennie. Chciałem się dowiedzieć, czy leki tego rodzaju mogą być łączone razem z W*** (substancja aktywna stanazolol)? Chodzi mi o zdrowie fizyczne.
odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Obawa o nieskuteczność leczenia depresji lękowej i strach przed schizofrenią

Witam, leczę się na depresję lękową od czterech lat, rok przerwy z powodu ciąży. Gdy urodziłam, depresja wróciła i musiałam kontynuować leczenie.Wszystko było dobrze, aż do teraz. Depresja i stany lękowe wróciły pomimo brania leków. Psychiatra zamienił dawkę V***...

Witam, leczę się na depresję lękową od czterech lat, rok przerwy z powodu ciąży. Gdy urodziłam, depresja wróciła i musiałam kontynuować leczenie.Wszystko było dobrze, aż do teraz. Depresja i stany lękowe wróciły pomimo brania leków. Psychiatra zamienił dawkę V*** z 75 na 150, biorę również T*** 50 oraz dostałam nowy lek C***, który biorę 2 razy dziennie 12,5 mg. Po ok. 2 tygodniach nastąpiła poprawa, ale do dobrego samopoczucia jeszcze dużo brakuje. Teraz na 5 dni przed miesiączką czuję się znowu gorzej. Nie wiem, czy to z powodu PMS, czy po prostu leki nie działają. Męczy mnie depersonalizacja, lęki i strach przed schizofrenią. Ciągle czytam o tej chorobie i boję się, że ją dostanę. Czy po miesiącu zwiększenia dawki i nowego leku powinnam czuć się lepiej? Martwi mnie, że nie ma znacznej poprawy.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Patronaty