Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 9 0

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Depresja: Pytania do specjalistów

Jestem smutna i nic mnie nie cieszy - czy mam depresję?

Jestem 43-letnią kobietą, od dłuższego czasu bardzo źle się czuję. Wciąż chce mi się spać, nie mam na nic siły i ochoty, kręci mi się w głowie, pocą mi się ręce i chodzę wciąż smutna. Nic mnie nie cieszy. Mam...

Jestem 43-letnią kobietą, od dłuższego czasu bardzo źle się czuję. Wciąż chce mi się spać, nie mam na nic siły i ochoty, kręci mi się w głowie, pocą mi się ręce i chodzę wciąż smutna. Nic mnie nie cieszy. Mam takie pytanie: czy moje objawy mają coś wspólnego z tym, że nie żyjemy z mężem 10 lat? Czy to ma z tym coś wspólnego? Dziękuję za odpowiedź.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Odrzucenie partnera i bardzo nagła zmiana zachowania - czy to może być poważna depresja?

Witam Piszę o tym, ponieważ desperacko próbuję znaleźć jakieś wytłumaczenie dla zaistniałej sytuacji. Byłam w ponad 7letnim związku, który rozpadł się z dnia na dzień (ja 30, on 32 lata). Wyjechałam ze swoim partnerem za granicę w celu zarobkowym. Oboje...

Witam Piszę o tym, ponieważ desperacko próbuję znaleźć jakieś wytłumaczenie dla zaistniałej sytuacji. Byłam w ponad 7letnim związku, który rozpadł się z dnia na dzień (ja 30, on 32 lata). Wyjechałam ze swoim partnerem za granicę w celu zarobkowym. Oboje jesteśmy bardzo wykształceni i rozpoczęliśmy pracę w bardzo stresującym sektorze prawno-finansowym. Z powodu kryzysu gospodarczego przeszliśmy przez bardzo wiele stresujących sytuacji, każdy dzień był walką o byt. Co jest jednak bardzo ważne to fakt, iż byliśmy bardzo dobrą parą, niesamowicie związaną i nic nie mogło nas rozdzielić. Mój partner był niesamowicie opiekuńczy i dobry - przejawiało się to na co dzień, w jego sposobie mówienia i czynach. Ja też byłam taka dla niego, gdyż był dla mnie całym światem. Niestety z powodu bardzo trudnego życia i wielu trudności finansowych, popadłam w pewnego rodzaju "stan smutku" - nie mięliśmy kontaktu fizycznego, ewentualnie był to kontakt sporadyczny raz na kilka miesięcy/nawet lat. Partner sygnalizował problem, ale ja z powodu swego złego nastroju nie umiałam się przemoc. Niedawno straciłam pracę i znalezienie nowej było trudne, sama miałam wygórowane oczekiwania i byłam przeambicjonowana - okrutnie męczyłam partnera ciągłym krzykiem, płaczem i brakiem ochoty do życia. W tym samym czasie on pracował pod dużą presją i miał też wiele trudności w pracy, o których nawet nie mówił. Dźwigał brzemię za dwojga. Był dla mnie jednak wielkim wsparciem i robił wszystko bym nie czuła się źle. Jednak dało się zauważyć, że ten brak kontaktu fizycznego i marazm, który nas ogarniał, spowodował "zgnuśnienie i smutek w związku". Pewnego dnia słonecznego, gdy postanowiłam, iż nie będę już taka smutna i spróbuję go nie zatruwać, wyszłam z propozycją pójścia na spacer. On w ten dzień odciął się ode mnie i zaszył się gdzieś z książką. Ja w smutku wybiegłam z domu i wróciłam po 2 godzinach, zamknęłam się w pokoju. Potem wieczorem, on wyszedł z domu i nie wracał przez kilka godzin do północy, nie wiedziałam co się stało - dzwoniłam, szukałam, smsowałam. Myślałam, że nie żyje... gdy wrócił to już nie była ta sama osoba - od tej pory stal się zimny, bez uczuć jak głaz. Błagałam o wyjaśnienie, w końcu po paru dniach powiedział "nic już nie czuję, nie umiem odczuwać żadnych emocji, nic mnie nie obchodzi, jestem pusty". Na następny dzień znalazłam się w szpitalu, dostałam szoku emocjonalnego. Gdy zadzwonili do niego ze szpitala, nawet się nie wzruszył. Kiedyś rzuciłby pracę w popłochu...teraz nic go nie obchodziło. Zaczęłam z nim rozmowy, powoli na spokojnie - powiedział, że chce być sam, że nie może znieść pracy i presji, że myślał, że udźwignie ciężar, ale się przeliczył. Coś mu się stało, nie potrafi tego nazwać, powiedział, że to nasza wspólna wina, że nie zauważyliśmy błędów i coś w nim pękło, nie może być już ze mną, nie chce nic prócz samotności, a życie jego i tak nie ma sensu... chce tylko wyjechać gdzieś do innego kraju, gdzie jest słońce i poprosił szefa o przeniesienie do Hiszpanii. Ja byłam strzępem, wrakiem człowieka, osobą, która była całym światem i jak mi się wydawało ja dla niego też, związek, tak dla mnie pewny i bezpieczny znikł... nagle... a on pozwolił a nawet chciał, abym opuściła kraj i wróciła do domu. Tonęłam w bólu i łzach, on pomógł mi się spakować i pozwolił odejść... Nigdy wcześniej nie zrobiłby nic takiego, wiem, że byłam dla niego bardzo ważna, tyle dla nas robił, a ja o niego - tak dbałam jak tylko mogłam. Co się stało... minął już a może dopiero miesiąc, jestem już w kraju a on nadal w takim stanie. Proszę mi powiedzieć co się stało? Czy on po prostu mógł się załamać, czy po prostu odechciało mu się mnie? Dodam, że był osobą niezmiernie odpowiedzialna i dojrzałą. Wiem, że w grę nie wchodzi zdrada. On stał się zimny, potwornie smutny, czasem lekko zły, otępiały, bardzo schudł. Nadal jednak bardzo obowiązkowo chodził i chodzi do pracy i mówi bardzo logicznie, to nie jest jakaś "psychoza". Mówił, że można było temu zapobiec, gdyby tylko wiedział, ze coś w nim pęknie. On sam nie rozumie co się z nim stało, powiedział, że niczego takiego nigdy nie doświadczył. Patrzył na maile, które wysłał do mnie z pracy parę dni przed tym zdarzeniem i mówił, że nie rozumie czego coś w nim pękło..

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Nie panuję nad swoimi myślami - czy to depresja?

Witam was wszystkich! Mam 18 lat i od niedawna mam taki problem i nie wiem sam, co się dzieje ze mną, i szukam odpowiedzi, i bardzo bym prosił o odpowiedź, o jakieś porady. Wcześniej wszystko mi się układało, wiązałem koniec...

Witam was wszystkich! Mam 18 lat i od niedawna mam taki problem i nie wiem sam, co się dzieje ze mną, i szukam odpowiedzi, i bardzo bym prosił o odpowiedź, o jakieś porady. Wcześniej wszystko mi się układało, wiązałem koniec z końcem i jakoś dawałem sobie radę w życiu - aż do dziś. Jakiś czas temu siedziałem sobie w domu przed komputerem i nagle znikąd takie uczucie smutku i głupie myśli, żeby sobie coś zrobić. Nie wiem, jak panować nad tym. Czytałem w Internecie, że może to być depresja, tylko z tego, co zauważyłem, nie rzuciła mnie dziewczyna i nikt nie umarł, nie mam takich bólów itp. Nic takiego. Mam czasem tak, że nie chce mi się już żyć - jakbym nie miał dla kogo. Staram się o tym nie myśleć, jakoś daję radę, żeby mnie tak myśli nie łapały. Nie mam za wielu przyjaciół, żeby porozmawiać z nimi o tym. Z nikim nie mogę tak porozmawiać szczerze i mam czasem takie odczucie, że po co żyć, żeby coś zrobić z tym, i czasem jest to silne, ale nie ulegam, staram się coś robić z czasem: zacząłem biegać, ćwiczyć i jest dobrze, bo nie myślę o tym. Słucham muzyki itp., ale czasem mam tak, że mnie złapie taki dołek właśnie i jest naprawdę ciężko. Nikt mi ręki nie poda i nie wyciągnie mnie z tego. Muszę sam sobie z tym radzić. Nie chcę chodzić do psychologa ani brać jakichś tabletek. Szukam sposobu, żeby to jakoś przeszło, chcę coś zrobić ze sobą. Myśli te mam rzadko i umiem jakoś z nimi walczyć, ale jest i tak ciężko. Bardzo bym prosił o pomoc, żebyście mogli mi doradzić coś, żeby już taki dołek zniknął. Nie płaczę, nic takiego z tych objawów, tylko czasem mam właśnie taki dołek konkretny i szukam wyjścia, żeby sobie jakoś poradzić. Bardzo proszę, jeśli ktoś ma tak podobnie albo miał, proszę o pomoc. Czy można to jakoś szybko wyleczyć? Bardzo bym prosił o odpowiedź i z góry dziękuję!  

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Wszystko jest mi obojętne - czy to choroba?

Witam, jestem kobietą i mam 18 lat. Mój problem wygląda następująco: jestem człowiekiem, który nie ufa ludziom, jednak się do nich szybko przywiązuje. Zawsze uważałam, że w domu nie ma dla mnie zbyt wiele miłości i jakimś cudem udało mi...

Witam, jestem kobietą i mam 18 lat. Mój problem wygląda następująco: jestem człowiekiem, który nie ufa ludziom, jednak się do nich szybko przywiązuje. Zawsze uważałam, że w domu nie ma dla mnie zbyt wiele miłości i jakimś cudem udało mi się stworzyć "mój świat" w którym pozbyłam się potrzeby miłości od innych (potrzeba co prawda była, ale głęboko ukryta) oraz innych 'słabości'. Nauczyłam się, jak być twardą dziewczynką... Tyle, że przy tym wyzbyłam się wielu cech... przykładowo takich jak uczucie przyjemności... Teraz jest tylko obojętność... Wszystko, co mnie otacza, jest mi obojętne... Czy można jakoś wrócić do stanu pierwotnego? Tego zanim nauczyłam się, jak być obojętną..? Wiem, że brzmi to co najmniej dziwnie, ale problem jest poważny...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

Jak można pomóc mojemu tacie i czy to jest depresja?

Witam! Problem, który tutaj opiszę dotyczy mojego Ojca, ma on 53 lata, w małżeństwie z moją Matką jest już ponad 25 lat. Proszę się nie zrażać długością opisu, sprawa jest pilna, chodzi tu nawet o życie mojego Ojca.  Ja jestem...

Witam! Problem, który tutaj opiszę dotyczy mojego Ojca, ma on 53 lata, w małżeństwie z moją Matką jest już ponad 25 lat. Proszę się nie zrażać długością opisu, sprawa jest pilna, chodzi tu nawet o życie mojego Ojca.  Ja jestem jego młodszym, dorosłym synem. Pochodzę z rodziny normalnej, otaczającej miłością, o sytuacji materialnej zawsze w granicach normy klasy średniej (kiedyś nawet rodzice byli bogaci). Ojciec miał zawsze bardzo towarzyskie usposobienie, dusza towarzystwa, liczne znajomości, bardzo duża umiejętność właściwej rozmowy z każdym. To jego największy żywioł. Przyjemność sprawiają mu rozmowy, opowiadania, perswazja. Słowem: Potrafi gadać. Niestety, jego towarzyskość połączona była często z alkoholem. Piwo pijał przy wielu okazjach. Zresztą, niegdyś nie odróżniał się tym specjalnie od reszty znajomych rodziców. Jego pasją jest polityka, historiozofia i tym podobne, to typ „arystokraty”. Rodzice obracają się w sferach polityki i mimo tego, że żyjemy w bloku i nie wyróżniamy się specjalnie niczym, rodzice mają dużo wpływowych znajomości: lekarze, adwokaci, biznesmeni, stara koleżanka ze szkoły to posłanka itp. Mama prowadzi małą firmę, ale Ojciec zawsze nadrabiał swoimi „kontaktami”. Mam tu na myśli to, że jego wkład w pracę dla domu był zawsze nikły. Pod tym względem żył zawsze w cieniu Matki, jako pomocnik, wypełniający faktury, odwożącym ją do pracy. Jego skłonność do „podpijania”, lenistwa, ostentacyjnego leżenia przed telewizorem, zaniedbywania higieny i w dodatku nazywania się na wizytówkach filozofem wywoływały u nas pobłażliwy śmiech. Tak na serio, Ojciec nie miał prawie nigdy żadnej oficjalnej pracy, wywinął się od wojska, długo studiował filozofię. Zawsze miał skłonność do prokrastynacji , „jakoś” nigdy nie mógł znaleźć sobie zawodu. Dawniej, nie było to, aż tak wielkim problemem. Jednak w firmie mamy nadszedł kryzys i zaistniała potrzeba drugiego źródła zarobku. Od tego momentu bardzo stopniowo sytuacja robiła się poważniejsza. Mimo ciągłych próśb mamy (i nas), kiedyś jeszcze połączonych z czarującym uśmiechem z pogrążonego w błogiej drzemce „filozofa”, później już pretensji (ale wszystko na przestrzeni lat): „Znajdź wreszcie pracę, rusz się” - Ojciec nie zmieniał się. Załatwiał tylko wiecznie różne „sprawy”, jeździł na pocztę, po zakupy, a to naprawić coś, a to porozsyłać, zawsze z przerwami na pobyt w barze. Sukcesem było otrzymanie przez niego mandatu radnego dzielnicy. Niestety praca to nie znaczna, dla innych radnych raczej działalność poza zawodem. Najczęściej sesje były „zakrapiane”, zawsze zebrania kończyły się w barze. Po czterdziestce Ojciec stawał się zaniedbany, ”obleśny”. Mimo jego mandatu radnego, zbiednieliśmy. Wydaje się, że był taki zawsze, a przynajmniej miał takie skłonności, od dawniej był bardzo sentymentalny, żył swoimi „starymi” czasami, chodził w starych ubraniach z „Pewexu” , słuchał zawsze muzyki z przed lat i panicznie bał się nowości. Te skłonności, jak i lenistwo pogłębiały się z czasem, i jakby wprost proporcjonalnie do spadku naszej sytuacji finansowej. Z roku na rok, z miesiąca na miesiąc jego twarz robiła się coraz bardziej czerwona, jego ubrania brudne (ma absolutnie zawsze możliwość wyprania), samochód zalepiony taśmami. Jakby zatrzymał się w czasie. Nie potrafił przystosować się do żadnej ze zmian. Wszystkie sprawy odkładał na „Jutro”, wiecznie „Jutro” i „Jutro”. W zasadzie przez całe życie wszyscy te jego cechy traktowaliśmy jako trudny jego charakter. Przyzwyczailiśmy się z tym żyć, tym bardziej, że Ojciec zręcznie uchylał się od tych działań, które przyczyniłyby się do dania mu zawodu. Zawsze wykręcał się zręcznymi wymówkami: „Przecież mam już pracę”, „Przecież pomagam Mamie w prowadzeniu firmy”, (niestety, bez tej pomocy Mama poradziłaby sobie) ironizował: „Zgnębcie mnie, skopcie”, uważał, że wszystkie nasze pretensje to wina teściowej. Potrafił zachowywać się jak zapracowany Mąż, który wykonuje obowiązki w równym nasileniu, co jego żona. Niekiedy nawet zabierał się za trudniejsze i dłuższe zajęcia, za ten sam wkład pracy w zawodzie, mógłby zarobić. Chcę tu zwrócić uwagę, na to, że nigdy nie miał normalnej, regularnej pracy, do której musiałby się dostosować, podporządkować. Na sugestię, że powinien, na mnie i brata się darł, że to nie nasze sprawa, Mamie obiecywał, że już niedługo, w następnym tygodniu,” jestem umówiony”, jutro, jutro… Przez cały czas pił piwo. To z kolegami, to już sam, w obawie przed pretensjami Mamy poczynał robić to przed wejściem do domu, na klatce schodowej. To co kiedyś było śmieszne, teraz stawało się niepokojące i odrzucające. Na przestrzeni lat robił coraz mniej, on i jego rzeczy starzały się i psuły. Miał problemy z ciśnieniem, wątrobą, brał dużo leków (trawiennych i na ciśnienie), które po chwili mieszał z alkoholem. Czasami wracał z „narad” i przyjęć ostro zalany, włączał swoje stare koncerty i gadał sam do siebie. Dniami polegiwał, w nieskończoność robiąc małe „kliny”. Zalegał na kanapie, podchmielony. Jego śmieszne wymówki i te ciągłe „małe kłamstewka”, że nie pił nic, że” czyśmy powariowali?”, niby bardzo zdziwiony, że myślimy, że jest pod wpływem alkoholu, niby to takie niedorzeczne, że „Może się wyprowadzę, wyrzućcie mnie z domu najlepiej!”. Oczywiście, czuć było od niego piwo i co dzień chodził podpity. Tak wyglądało życie mojego Ojca do teraz. Nie wiem kiedy to się zaczęło, ale stał się jakiś… otępiały. Może stopniowo, może nagle stał się jeszcze inny niż dotychczas. Zobojętniał, stał się przygnębiony, dziwny. Już wcześniej momentami spostrzegaliśmy na nim to nieznane otępienie, dosłownie przebłyskami, wtedy, kiedy był „podpity”. Teraz jest to na nim ciągle. Jego zaniedbanie osiągnęło jakieś nowe nieznane stadium. Przestał wykonywać dawne czynności, zmieniło się jego zachowanie, wygląd. Napuchł, zsiniał, to są zupełnie inne zmiany, od tych „odalkoholowych”, które dotąd na nim widzieliśmy. Stał się niedołężny, bardzo apatyczny, obojętny, cierpiący. Od razu poznałem depresję. Jednocześnie Mama zaczęła mieć do niego awersję. Zaczęło się to od tego, jak wyczyścił jej całkowicie konto (przez ostatnie pół roku zrobił tak kilka razy, ale nigdy nie była to, aż tak duża suma). Wtedy to zaczęła być na niego bardzo zła, przestała się do niego odzywać, widząc to, jak często teraz kłamie (a może nie poznaje w nim już w ogóle swojego męża?). Dowiadujemy się, że pożycza kolejno od różnych osób z rodziny duże sumy pieniędzy, jednocześnie nie płacąc czynszu, rachunków (co do niego należy), nie robiąc już żadnych zakupów (przestał w ogóle funkcjonować). Na pytania, czy ma jakiś dług stanowczo zaprzecza, nieudolnie już próbuje kłamać, że spłacił czynsz, uregulował opłaty, a te wszystkie pieniądze rozchodzą się na zakupy… których i tak już nie robi (pomagają nam Dziadek i Babcia). Ma jakiś dług, to jest prawie pewne. Kłopot w tym, że nikt nie potrafi z nim rozmawiać. Kłamie, a nawet, tak dobiera ton mówienia, żebyśmy myśleli, że „wszystko jest w porządku”, nie dokończy czy ostatecznie zapłacił regulację długu, rachunek… Tę jego umiejętność „gadania” wykorzystuje do „obrony” w wielu sprawach. Jego odpowiedzi są od lat niezmienne, tak jak stare filmy, które w kółko ogląda. Co byśmy się nie spytali, słyszymy monotonną, tę samą formułkę, w stylu: ”Wszystko już załatwione, jutro zapłacę”, „pieniądze rozeszły się na różne rzeczy…”, ”ale czego wy ode mnie chcecie, przecież ja normalnie ten… ten…”, „nie teraz, źle się czuję, to pewnie to ciśnienie i te sprawy” ,no właśnie „te sprawy…”,” te rzeczy”, ”różne historie…”, używa tych samych formułek, nie mówiąc prawdy w ważnych sprawach. Mi jednak chodzi przede wszystkim o jego stan zdrowia. Nieraz robimy z nim poważne rozmowy, kiedyś (jeszcze przed depresją) darł się na nas i krzyczał, że to nie nasza sprawa. Teraz, może ze względu na zachowanie Mamy wobec niego „wykręca” się w powyżej opisany sposób. Wszystko uogólnia. Posługuje się nieadekwatnym, oszukanym tonem, jakbyśmy wychodzili z nim na jakiś kompromis, w którym nic się nie zmieni i wszystko będzie po dawnemu. A my chcemy mu pomóc. Znamy go dobrze, wiemy, że prawie wszystko z tego co mówi, że „wszystko jest w porządku”, że on musi „tylko odpocząć i to tylko sprawy żołądkowe…” to nie prawda. Nie znamy już sposobu, żeby do niego dotrzeć. Ja już sam niestety przestałem z nim rozmawiać. Razem z mamą izolujemy się od niego, mamy dosyć nieszczerych rozmów. Często, myślę, że potrzebna jest jakaś umiejętna rozmowa, z całkowitego dala od tego krzyku, jaki Mama na nim stosuje, bardzo pretensjonalnym tonem ostatnio. Nie silimy się o diagnozowanie jego problemu samemu, ani przez Internet. Nie wiem, czy mój ojciec ma depresję, czy coś na sumieniu, jakiś tajemniczy dług (może w coś się wpakował? Alimenty?, potrącił kogoś i musi płacić za coś? Nie wiem) , czy to wina mamy, która jest ostatnio bardzo ostra i niemiła dla niego (paradoksalnie-jeżeli ma depresję). Ale chodzi o to, że ogólnie nie dajemy sobie z tym rady. Ten człowiek jest w bardzo złym stanie psychicznym i to nie jest już udawanie, czy zwykła wymówka. Jego kłamstwa doprowadzają do tego, że nie można rozróżnić, czy on jest winny, czy cierpiący. Objawy, które u niego zauważam, to: bezsenność, apatia, otępienie (mina trupa), przygnębienie, ogólny fatalny stan zdrowia: bóle głowy, brzucha, bardzo częste biegunki - wręcz ciągłe, samotniczość, spowolnienie, utrata zainteresowań jakimikolwiek czynnościami, spędzanie już dosłownie całej doby leżąc, budzi się w nocy, otwiera balkon i chodzi w kółko po salonie, rozedrgany, narzeka na ucisk w mostku (skojarzyłem to sam z lękiem depresyjnym), całkowite zaniedbanie, wspominał coś (kiedy mama robiła mu pretensje o kolejne nie spłacenie zaległych rachunków) o poważnym kryzysie psychicznym, fizycznym i moralnym, przy tym wszystkim absolutnie nie zwraca uwagi na to co Mama do niego mówi, na choćby najmniejsze obowiązki, jakie mu wyznacza, czym pogarsza jeszcze bardziej ich stosunki małżeńskie. Jego sprawność intelektualna bardzo osłabła. List ten jest skupiony na wadach mojego Ojca, na jego problemach i negatywnych cechach. Poza nimi jest to człowiek bardzo inteligentny, empatyczny, rozumiejący. Ma rozwinięty światopogląd moralny, służy radą. Niestety dobre cechy jego rozumu zanikają, kiedy chodzi o niego samego. Proszę, więc o radę. Jak namówić Ojca na wizytę u psychiatry? Jak zapobiec oszustwom w trakcie ewentualnej terapii? Jak pomóc mu zrozumieć, że powinien zacząć zmieniać całkowicie swoje życie? Czy to rzeczywiście może być depresja maskowana? Jak skłonić go do wyjaśnienia prawdy o jego osobistym długu? Proszę o porady, wskazówki pisemnie; jak mamy się zachowywać od teraz? Jakim dla niego być? A wreszcie proszę o hipotezę diagnozy, jakieś ewentualne wyjaśnienie, prawdopodobne rokowania. Przede wszystkim chodzi mi o to, jak skłonić go do wizyty u specjalisty, jak otworzyć mu drogę do diagnozy i leczenia? Przepraszam, za długość tego listu. Wiem, że napisałem opowiadanie, a Pani zapewne nie ma czasu czytywać tak długich anonimowych próśb, ale myślę, że w ten sposób najlepiej ukażę jak sprawa wygląda. Mamy już dosyć czekania i patrzenia na staczanie się człowieka - mojego Ojca.  Z poważaniem, Krzysztof

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak uchronić się przed następną próbą samobójczą?

Witam serdecznie!  Mam 33 lata i nie będę pytał czy mam depresję, bo właśnie do mnie dotarło, a raczej dopiero, o czymś takim przeczytałem i wiem, że to głęboka depresja. Od dłuższego czasu w moim związku przestało się układać,...

Witam serdecznie!  Mam 33 lata i nie będę pytał czy mam depresję, bo właśnie do mnie dotarło, a raczej dopiero, o czymś takim przeczytałem i wiem, że to głęboka depresja. Od dłuższego czasu w moim związku przestało się układać, do tego doszła masa innych problemów, które tylko skumulowały nasze problemy. Moja była partnerka nie była przeze mnie prawidłowo doceniana, tak jak na to zasługiwała. Przez 7 lat związku zawsze mogłem na nią liczyć w każdej sytuacji, od drobnych rzeczy po naprawdę poważne sprawy, łącznie z opieką po poważnym wypadku, przy którym straciłem prawie życie. Powrót do zdrowia trwał bardzo długo i cały ten okras wspierała mnie jak tylko mogła, a ja tego nie doceniałem.  Następnym moim pechem życiowym było odwieszenie wyroku z przed 7 lat za niedopłatę alimentacyjną. Odsiedziałem w areszcie 6 miesięcy, był to oczywiście pierwszy taki incydent w moim życiu i nigdy wcześniej nie siedziałem w więzieniu i to był gwóźdź do mojej trumny. W więzieniu również moja miłość mnie nie opuściła i dbała o mnie jak mogła i niczego mi tam nie brakowało, poza kontaktem z nią. Najbardziej brakowało mi rozmów, które były bardzo ograniczone. Z tego powodu praktycznie przez cały okres pobytu w areszcie były kłótnie, gdyż nie potrafiłem zrozumieć prostych rzeczy, takich jak to, że ona została równie samotna tu na wolności, jak i ja tam w zamknięciu. Po prostu sama nie dawała sobie rady ze swoimi problemami, a miała dwa razy więcej, bo jeszcze moje.  Dwa miesiące po moim wyjściu z wiezienia rozstaliśmy się. Nie było to rozstanie w złości, a poprzedzone jak nigdy przez całe 7 lat, szczerą rozmową. Niestety dla mnie zakończyło się to próbą samobójczą i pobytem w szpitalu psychiatrycznym.  To co czułem przez ostatnie 8 miesięcy idealnie pasuje do opisu stanów depresyjnych. Jak przeczytałem definicje depresji, to aż się popłakałem i trudno wyjaśnić czemu tak zareagowałem, ale jak przeczytałem objawy, które jak z szablonu były wyjęte z mojego przypadku to poczułem wielką ulgę, że nie jestem sam i że na pewno ktoś mnie zrozumie. Moje problemy są związane właśnie z rozpadem związku i z tym faktem nie potrafię sobie poradzić. Jedyną osobą przy której nie czułem lęków i czułem się bezpiecznie była właśnie ona.  Nigdy wcześniej nie podejrzewałem, że to choroba, a raczej było dla mnie to normalne, że tak czuję. Problem się nasilił jak przestaliśmy się często spotykać. Problemy ze snem, brak apetytu strach przed zamknięciem oczu w samotności choćby na chwilę doprowadził do próby samobójczej. Ona chce mi pomóc wyjść z tego, ale tylko w roli przyjaciółki, rozmawia ze mną towarzyszy i jest mi wtedy bardzo dobrze. Czuję się jak kiedyś bezpiecznie i że nic mi nie grozi.  Problem w tym, że gdy tylko się rozstajemy po kilku godzinach znowu dopada mnie to coś. Ponownie mam myśl, że szkoda, że jednak moje męki się nie zakończyły i machina rusza od nowa. Nie mogę zasnąć, czekam tylko aż się obudzi i napisze do mnie choćby SMS. Nie wiem co z tym zrobić? Czy zerwać wszelkie kontakty z nią, czy jednak nalegać i prosić o pomoc? Mam takie wahania, że raz błagam o SMS, o jakikolwiek kontakt a kilka chwil później nie chce więcej jej widzieć. Boję się sam siebie. Ze szpitala wypisałem się na własną prośbę, gdyż przebywanie z ludźmi tam chorymi pogarszał tylko moje samopoczucie i choć wiem, że bez pomocy sobie nie poradzę do szpitala na pewno nie wrócę. Może uraz przed zamknięciem po odbytym wyroku, a może po prostu jestem za normalny na takie towarzystwo.  Proszę niech mi ktoś podpowie co robić? Jak się ratować? I przede wszystkim jak nie wykończyć nerwowo mojej byłej miłości, która z mojego powodu jest już sama kłębkiem nerwów. Nadal bardzo Ją kocham, ale nie wiem czy łatwiej będzie mi bez niej stanąć na nogi, czy jednak z nią? A co jeśli to nigdy nie minie? Wiecznie przy mnie nie będzie i nie mogę tego wymagać. Na razie odczuwam wielką chęć odpoczynku, wyspania się choćby tylko czy to coś zmieni? Proszę o wszelkie rady.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Brak koncentracji i złe samopoczucie - co mam zrobić?

Witam Mam ostatnio jakiś dziwny problem. Chyba ze sobą. Od jakiegoś czasu ok. 5-6 miesięcy nie czuję się dobrze! Zaczęło się to, a przynajmniej tak mi się wydaje od dziwnego spadku energii w pracy! Z dobrego nastawienia i dobrego samopoczucia,...

Witam Mam ostatnio jakiś dziwny problem. Chyba ze sobą. Od jakiegoś czasu ok. 5-6 miesięcy nie czuję się dobrze! Zaczęło się to, a przynajmniej tak mi się wydaje od dziwnego spadku energii w pracy! Z dobrego nastawienia i dobrego samopoczucia, które towarzyszyło mi tego dnia nagle zrobiło mi się jakoś dziwnie słabo! Zrobiłem się blady na twarzy i bałem się, że coś mi jest! Zwolniłem się do domu! Myślałem, że to przemęczenie albo jakiś szok przez to, że byłem w trakcie rzucania palenia jakieś 1.5 miesiąca. Potem myślałem, że może za dużo kawy piłem i w ogóle zacząłem się zastanawiać co jest grane! Przy tym ciągle towarzyszył mi jakiś niepokój. Miałem problemy ze snem. Brak apetytu. Brak zadowolenia i spokoju. Serce jakoś głośniej biło, kiedy próbowałem zasnąć. W głowie czułem jakiś ucisk. Co chwile dochodziły jakieś zmartwienia. Próbowałem znaleźć coś na necie odnośnie takich objawów i oczywiście miliony choróbsk może powodować takie objawy! Robiłem to codziennie i to też już mnie wkurzało, bo miałem świadomość, że nawet jak jestem zdrowy to przez takie zachowanie się będę sam nakręcać:///   Najdziwniejsze jest to, że wcześniej nie miałem takich problemów i że nawet jak cos mi dolegało to było zdrowo przeze mnie odbierane! Nie zwracałem uwagi na to co jem, co pije czy co robię, bo jakoś zawsze dobrze się czułem. A po tym zdarzeniu zacząłem bać się pić kawę. Myślałem, że może jakiś witamin mi brakuje. W tydzień moja szuflada wypełniła się tabletkami (witaminami)! Nie wiedziałem co robić! W głowie pojawiły się głupie myśli, które mimo że niby wiem, że są głupie to moja głowa potraktowała je poważnie. Przez co jakby sam ze sobą się kłóciłem w myślach. Teraz jest niby lepiej! W miarę normalnie się odżywiam. Nie mam już kołatań serca. Śpię nawet dobrze, tyle że ciągle jakoś nie jestem sobą! Nie jest tak jak było wcześniej! Nie odczuwam chęci do robienia czegoś! Wszystko co robię to jakoś na siłę:/ Mam wrażenie, że jestem jakiś ociężały! Ciągle narzekam na brak energii! Najgorsze po tym wszystkim jest to, że nie mogę się odnaleźć w towarzystwie i wyluzować! Nie mam pomysłów na przyszłość! Ciężko mi coś wymyślić, bo mam jakiś taki brak koncentracji, jakby pamięć mi uciekła! Byłem obecnie u 2 lekarzy takich zwykłych rodzinnych i oboje twierdzą, że to depresja, więc przepisali mi leki antydepresanty, a ja nie wiem co mam zrobić? Szczerze mówiąc jakoś boję się! Co powinienem zrobić? Mam 28 lat, jestem jeszcze młody. Nie chce zrobić jakiegoś błędu! Czy powinienem posłuchać doktora rodzinnego i zacząć brać te tabletki? Czy po nich energia, koncentracja i pamięć powróci do normy, jak było wcześniej? Dziękuję za dobre i szczere chęci pomocy i odpowiedzi! Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Magdalena Szymańska
Lek. Magdalena Szymańska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Problemy po przeprowadzce - czy to depresja?

Mam 15 lat. Zawsze mieszkałam z tatą, mama była za granicą, ale od września przeprowadziłam się do mamy aż do Londynu... W Polsce byłam zawsze w centrum uwagi, miałam, można powiedzieć, dobre oceny (3, 4), miałam pełno znajomych, najlepsze ciuchy,...

Mam 15 lat. Zawsze mieszkałam z tatą, mama była za granicą, ale od września przeprowadziłam się do mamy aż do Londynu... W Polsce byłam zawsze w centrum uwagi, miałam, można powiedzieć, dobre oceny (3, 4), miałam pełno znajomych, najlepsze ciuchy, ogólnie nie miałam chwili wytchnienia. Po przeprowadzce wszystko się zmieniło. Nie jestem żadną lansiarą, po prostu lubię słuchać hip-hopu i jestem sobą, lecz nikt nie chce mnie zaakceptować. Jest mi z tym bardzo źle. Na początku było strasznie dziwnie, chłopaki, choć młodsi, próbowali mną zawładnąć, a ja nie dałam się, więc zaczęli mi robić na złość: pluli na mnie itd. Oczywiście zgłosiłam to do szkoły. Z nikim nie wychodzę, siedzę w domu, całkiem inne życie. Nie mam ochoty na nic. Wracam ze szkoły, u mnie nie ma nikogo w domu, siadam w pokoju, włączam muzykę, siedzę po prostu, nic mi się nie chce. Gdy mama przychodzi z pracy, robi obiad, ja nie jem, nie mam na to ochoty. Zamykam się w pokoju, mama traktuje mnie jak powietrze albo jak szkodnika. Usunęłam wszystkie zdjęcia z np. NK bądź Facebooka, po prostu nie pasowało mi to, nie wiem, jak to określić. Nawet jeżeli moja mama chce gdzieś wyjść na zakupy czy gdzieś indziej, nie chce z nią iść. Co gorsza, nie chcę już jeździć do Polski, po prostu jest mi tak źle, że nie chcę wracać. Często zastanawiam się, co by było, gdyby mnie nie było. Czy to może być depresja?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Depresja czy kryzys emocjonalny?

Mój problem, jeśli w ogóle to jakiś problem, może wydawać się błahy, ale skoro odczuwam że takowy istnieje, to pewnie znaczy, że go mam na płaszczyźnie emocji. No więc chodzi mi o mnie i o stan świadomości. Przez długi czas...

Mój problem, jeśli w ogóle to jakiś problem, może wydawać się błahy, ale skoro odczuwam że takowy istnieje, to pewnie znaczy, że go mam na płaszczyźnie emocji. No więc chodzi mi o mnie i o stan świadomości. Przez długi czas byłem, albo nadal jestem neurotykiem (zresztą sam to sobie wkręciłem). Przez kilka lat żyłem w rozdarciu między psyche i somą, nie dawno je zintegrowałem. Do tego czasu miałem po drodze różne etapy związane z zabijaniem swojego zakłamanego, poplątanego emocjami i marzeniami ego i uzyskiwania samoświadomości, w zależności od kontekstu mojego życia, czy egzystencji gubiłem systemy wartości, co innego wpływało na mnie z poza mnie i we mnie, chodzi mi o takie podstawowe egzystencjalne sprawy jak frustracja seksualna, brak zaufania do partnerki i brak takiej normalnej miłości - szczerej wymiany uczuć, poczucie że partnerka chce wykorzystywać moje „męskie słabości” i manipulować moją wolą, gdy przymykałem na to oko ona tak robiła, nie wiem po co ale tłumaczę to pięknym słowem - „natura”.   Wiele spraw międzyludzkich widzę bardzo mechanistycznie, nie lubię wymieniać się z ludźmi negatywnymi emocjami, a widzę że np. w kontekście relacji w mojej pracy ludzie windują poczucie swojego miejsca w hierarchii, w sposób negatywny - cudzym kosztem (dogryzają sobie, zamiast się wspierać), robią to często z przymrużeniem oka, ale jednak. Podobnie widzę relacje, że często ludzie manipulują cudzym systemem wartości lub samooceną by zyskać dla siebie jakieś profity związane z ich własnymi systemami wartości, wnioskuje że z budowaniem systemu wartości związane są emocje (ktoś może zakochać się w reklamowanym robocie kuchennym lub markowym ciuchu). Sam już nie wiem co jest moimi mocnymi stronami, jeśli to że coś umiem robić dobrze, może być zarazem moją słabością, bo ktoś kto nie umie tego robić, tylko chce mieć poczucie dominacji nad naiwniakiem i wrzuca mu w ego pochlebstwa. Nie potrafię siebie w tych relacjach dookreślić i zbudować swojej samooceny, innymi słowy rozpływam się w relatywizmie, brakuje mi ambicji, nie wiem w czym mam szukać życiowych satysfakcji. Mam pracę i pieniądze, które mi starczą na podstawy egzystencji, spotykam się ze znajomymi, ale brak mi priorytetu w życiu, celowości, nie potrafię żyć ideami materialistycznymi, bo to mnie nie kręci, a przecież żyjemy w społeczeństwie konsumpcyjnym i naprawdę czasami niektórzy ludzie są szczęśliwi z wymiany usług i towarów między sobą, podziwiam ich za to, że się potrafią z tego cieszyć i ich mózg dzięki temu wydziela więcej serotoniny. Wiem że trochę chaotycznie to napisałem, ale liczę na to że osoba która może być bardziej świadoma wyczyta ze mnie, gdzie jest problem. Nie dodałem, że skończyłem studia artystyczne i od jakiegoś czasu nie mam woli twórczej do tego co mnie zajmowało i nawet sprawiło mi przyjemność, a poczucie, że komuś innemu jest to potrzebne przeminęło, mimo że wiem że są ludzie, którzy pasjonują się odbiorem sztuk plastycznych.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Ciągle towarzyszy mi uczucie zmęczenia i senności - czy mam depresję?

Mam 21 lat i sześć operacji za sobą (od nowotworu jajnika, przez migdały, wyrostek, po zrosty i skracanie jelit). Za każdym razem, żeby udowodnić komuś, że naprawdę jest coś nie tak, musiałam długo walczyć, ale nigdy się nie pomyliłam. Teraz...

Mam 21 lat i sześć operacji za sobą (od nowotworu jajnika, przez migdały, wyrostek, po zrosty i skracanie jelit). Za każdym razem, żeby udowodnić komuś, że naprawdę jest coś nie tak, musiałam długo walczyć, ale nigdy się nie pomyliłam. Teraz znowu potrzebuję pomocy, gdyż męczą mnie znów zrosty na jelitach - to tak wstydliwa i trudna do zbadania sprawa... Czasem naprawdę już nie mam siły, by z tym walczyć. Zastanawia mnie to, że od ok. 3 miesięcy ciągle śpię przez dzień i jestem strasznie zmęczona. Wcześniej takie uczucie mi również towarzyszyło, tylko teraz jest tak, że gdy poczuję potrzebę snu, to zasypiam wszędzie i nie umiem nad tym zapanować. Do tego mam zimne i gorące dreszcze, ogromne osłabienie, jakby ktoś wypompował ze mnie powietrze, nagle muszę usiąść, a najlepiej spać, robi mi się tak słabo, jakbym miała stracić za chwilę przytomność (ale to nie następuje). Nie jestem wtedy w stanie myśleć, w ogóle nic nie dam rady zrobić. Śpię długo (ok. 9 godzin w nocy), a rano wstaję zmęczona, kryzys przychodzi zawsze od 10 do 14. Jeśli się prześpię, to wstaję już w miarę dobrej formie. Zastanawiam się, czy spowolnienie pracy jelit może dać taki efekt, czy to wina czegoś innego. Czytałam o tarczycy i wszystko by pasowało, poza nadwagą - czy to jest warunek? Ważę ok. 40-41 kg. Proszę mi powiedzieć, jak mogę sobie z tym radzić. W moim życiu nie ma czasu na chorobę, mam zbyt dużo do zrobienia, senność i inne problemy zabierają mi go. Bardzo proszę o odpowiedź.

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

W jaki sposób zmobilizować męża do działania?

Witam, mam na imię Kasia i jestem mężatką od 2 lat. Na początku związku mąż był zupełnie innym człowiekiem, prowadził swoją działalność, satysfakcjonowało go to, był pełen życia, radosny, zadbany. Potem nastąpił kryzys i wszystko się ucięło, zamknął firmę i...

Witam, mam na imię Kasia i jestem mężatką od 2 lat. Na początku związku mąż był zupełnie innym człowiekiem, prowadził swoją działalność, satysfakcjonowało go to, był pełen życia, radosny, zadbany. Potem nastąpił kryzys i wszystko się ucięło, zamknął firmę i postanowił poszukać czegoś innego w czym się będzie realizował. Znalazł pracę, ale nie potrafił się zmobilizować i zmusić do działania. Po kilku miesiącach stracił całkowicie chęć do pracy i nie widział żadnych możliwości do poprawienia tego stanu rzeczy, mimo mobilizacji i namawiania z mojej strony. Uświadamiałam mu czym to się skończy, ale groźba utraty stanowiska nic nie wskórała. W tym momencie strasznie się zaniedbał, pracuje dorywczo w domu co nie daje mu ani satysfakcji ani pieniędzy, nigdzie nie wychodzi, całe dnie spędza przed komputerem. Jedyną rozrywką jest spacer z psem. Moje wszelkie próby rozmowy na ten temat nie mają żadnego sensu ponieważ, zazwyczaj kończy się to stwierdzeniem, że się "czepiam". Stara się poszukiwać nowej pracy, ale kończy się zazwyczaj tylko na przeglądaniu ogłoszeń i wysłaniu CV "na odczepnego". Nie wiem już co mam robić. Incydent trwa już około pół roku. Jestem osobą z reguły zaradną i przedsiębiorczą, wszędzie jest mnie pełno i nie wyobrażam sobie, siebie w takiej sytuacji, tym bardziej ciężko zrozumieć mi Jego. Czasem wydaje mi się, że to w jaki sposób ja sobie radzę bardziej go dołuje. Proszę o informację w jaki sposób mam mu pomóc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Cały czas jestem smutna - czy to możliwe, że powraca u mnie depresja?

Witam! Hmm, nie wiem, od czego zacząć... Jakieś 2 lata temu miałam depresję i chodziłam do psychologa. Miałam ją przez chłopaka, który zniszczył mi bardzo psychikę... Uwierzyłam mu, że jestem głupia i nic nie potrafię... Troszkę mi z tego...

Witam! Hmm, nie wiem, od czego zacząć... Jakieś 2 lata temu miałam depresję i chodziłam do psychologa. Miałam ją przez chłopaka, który zniszczył mi bardzo psychikę... Uwierzyłam mu, że jestem głupia i nic nie potrafię... Troszkę mi z tego zostało, bo teraz mam chłopaka, który jest wspaniały, a mimo tego boję się coś zrobić, żeby nie było źle... Mam jakąś blokadę! Ale nie o tym chciałam pisać! Ten mój obecny chłopak musiał wyjechać za granicę na 2 miesiące. Wraca w maju, a ja od paru dni ciągle płaczę, chodzę smutna. Wiem, że to też jest tęsknota, ale boję się, że może wrócić ta depresja. Nie wiem, co mam zrobić... On pisze, dzwoni, ale mimo to jestem cały czas smutna i łzy mi same lecą! Czy to jest możliwe, że ta choroba powraca? Boję się, bo nie chcę znowu tego przeżywać. Spotkania z przyjaciółmi nic mi nie dają! Bardzo proszę o poradę.  

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Czy to depresja po rozstaniu i chorobach?

Witam Od nowego roku borykam się ciągle z problemami i mam podejrzenia, że jest coraz gorzej ze mną. I fizycznie i psychicznie. Na początku roku miałem problemy zdrowotne (bolesny problem z kręgosłupem, potem zaraz miałem półpaśca i brałem antybiotyk). Od...

Witam Od nowego roku borykam się ciągle z problemami i mam podejrzenia, że jest coraz gorzej ze mną. I fizycznie i psychicznie. Na początku roku miałem problemy zdrowotne (bolesny problem z kręgosłupem, potem zaraz miałem półpaśca i brałem antybiotyk). Od dłuższego czasu przestawałem się dogadywać z dziewczyną i skutkiem tego rozstaliśmy się pod koniec stycznia - bardzo ją kochałem, ale nie chciałem, aby związek zaczął być "toksyczny". Związek trwał 2 lata. Myślałem że to właśnie Ona, ta jedyna. W dwa tygodnie po rozstaniu przeziębiłem się.. jak tylko wyszedłem z przeziębienia to zachorowałem na mononukleozę. Siedziałem 3 tyg. w domu i psychicznie zacząłem czuć się coraz gorzej - myśli o mojej byłej, wspomnienia itp. nie dawały mi spokoju... W końcu jakoś wyzdrowiałem i nabrałem sił żeby wyjść z domu... no i po chwili okazało się że z powodu osłabienia organizmu mononukleozą wdał się stan zapalny gardła i zatok. No i kolejne 2 tyg. w domu... Wtedy się właśnie chyba załamałem. Nawet raz wybuchłem płaczem, co wcześniej nigdy mi się nie zdarzało. Teraz czuje się fatalnie.. nie mam chęci do życia, zrywam się rano, mało jem, często mnie suszy, nic mnie nie bawi, czuję się cały czas zmęczony i zniechęcony do wszystkiego. Najgorzej czuję się rano, kiedy to zrywam się, skręca mnie w żołądku, telepie mną tak w środku, takie dziwne uczucie w rękach (jakby odrętwienie), niepokój. W pracy sobie nie radzę, nie mam ochoty pracować, ale w domu też nie umiem wysiedzieć, bo myślę tylko o najgorszym. Im bliżej wieczora tym tak jakby lepiej ze mną i moją psychiką. Ale cały czas czuje niepokój, zmartwienie. Nie mam kompletnie sił na nic. Jest mi cholernie smutno i czasami mam ochotę płakać. Tak po prostu, bez powodu. I często myślę o niej. Choć walczę z tym, aby nie myśleć i nie żyć już przeszłością. Choroby mnie wykończyły fizycznie i rozpad związku psychicznie. Wszystko się nałożyło w tak krótkim czasie. :( Boje się że popadam w jakiś stan depresyjny. Nie wiem co mam robić. Pomocy, Tomek  

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Dystymia - jak mam sobie z tym poradzić?

Dzień dobry, nie muszę państwu pisać, bo pewnie nikt, kto nie ma ze sobą problemów, tu nie zagląda, ale jestem na zakręcie. Mam 25 lat. Mieszkam na wsi. Jestem, a właściwie byłam zawsze bardzo ambitna. Liceum skończyłam z dobrymi wynikami,...

Dzień dobry, nie muszę państwu pisać, bo pewnie nikt, kto nie ma ze sobą problemów, tu nie zagląda, ale jestem na zakręcie. Mam 25 lat. Mieszkam na wsi. Jestem, a właściwie byłam zawsze bardzo ambitna. Liceum skończyłam z dobrymi wynikami, co przepłaciłam niezłym wysiłkiem i tuż przed maturą - wycieńczeniem organizmu, jak stwierdził lekarz. Później poszłam do szkoły kosmetycznej, bo to było moje marzenie. Tu jeszcze sobie dawałam radę. Następnie - studia fizjoterapia, by rodzice nie musieli się tłumaczyć, dlaczego nie studiuję. Od 18 roku życia pracuję, bo rodziców nie było stać na utrzymanie mnie. Po pierwszym roku studiów, odczułam pierwsze oznaki „nie bycia sobą”. Mimo tego że studia powinnam ukończyć w tym roku... mam zaliczone tylko 3 semestry. Wstydzę się tego. Odwlekam to, jak tylko się da. Szukam kolejnych wymówek. Jestem w związku, w którym się duszę. Czuję się ograniczona, kontrolowana. Praca - nieustanny stres, zero satysfakcji... a przecież kiedyś ją miałam! Jestem nieustannie zmęczona, zestresowana, bez jakiejkolwiek chęci do życia. Rano myślę o tym, by dobić do wieczora. Nie mam planów, marzeń i pasji. Ostatnio chyba zaczyna się coś w rodzaju bulimii. Jestem wykończona rzeczywistością. Nie widzę szansy na zmianę. Coś jest nie tak. Gdzie powinnam się udać? Gdzie szukać pomocy? Sama sobie nie umiem poradzić.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy podczas przyjmowania leku przeciwdepresyjnego mogę korzystać z solarium?

Lekarz przepisał mi 100 mg leku przeciwdepresyjnego zawierającego sertralinę.  Czy mogę korzystać z solarium?  (Mam skłonność do brązowych przebarwień na twarzy od ekspozycji na słońce, dlatego zawsze na solarium zakrywam twarz ręcznikiem). 
odpowiada 1 ekspert:
Lek. Maja Sidor-Lenkiewicz
Lek. Maja Sidor-Lenkiewicz

Jestem bardzo nieśmiała - czy to objaw depresji?

Mam 17 lat i od dłuższego czasu coś jest ze mną nie tak. Należę do osób nieśmiałych, przez co jest mi ciężko w życiu. Oprócz tego, że jestem nieśmiała, z byle powodu się czerwienię, co bardzo mnie krępuje. Nie potrafię...

Mam 17 lat i od dłuższego czasu coś jest ze mną nie tak. Należę do osób nieśmiałych, przez co jest mi ciężko w życiu. Oprócz tego, że jestem nieśmiała, z byle powodu się czerwienię, co bardzo mnie krępuje. Nie potrafię na luzie rozmawiać z ludźmi. Każdy coś opowiada, a ja zawsze siedzę cicho. Kiedy ktoś mówi, że ja zawsze taka cicha jestem, żebym coś mówiła, od razu chce mi się płakać. Chciałabym być śmielsza i tak jak inni śmiać się ze wszystkiego, ale nie potrafię. Od dłuższego czasu nic mnie nie cieszy, ciągle płaczę, nie mam ochoty na nic, nawet na wyjścia z przyjaciółmi. Kiedy już dam się namówić, siedzę, mało co się odzywam i jestem smutna. Cały czas czuję strach, bardzo się boję, że nie poradzę sobie w życiu. Mam bardzo niskie poczucie wartości. Mogę powiedzieć, że nienawidzę siebie. Mam obawy przed wszystkim, stresuję się tym, że ktoś się na mnie popatrzył, od razu robię się czerwona i czuję się strasznie... Pójście do szkoły, kościoła czy sklepu jest dla mnie ciężkie. Dwa lata temu się przeprowadziłam, nie znam stąd prawie nikogo - przez to, że jestem nieśmiała. Znam parę osób, ale zawsze jak z nimi jestem, to nawet się nie odzywam... Wiem, że pewnie wiele osób tak ma, ale naprawdę nie daję już sobie z tym rady. Przyjaciółkom nic nie mówię, ponieważ one są wygadane, wyluzowane i uśmiechnięte. Myślę, że by nie zrozumiały... Dodam jeszcze, że kiedy jestem z przyjaciółmi, jestem normalna, śmieję się, wygłupiam, chociaż w głębi serca jest mi źle, a kiedy tylko wracam do domu, jest mi smutno i płaczę. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Nawrót depresji - jak pomóc chorej osobie?

Mój mąż około 2,5 roku temu przeszedł, podobno wg lekarza łagodny, epizod depresyjny połączony z kompletną negacją mojej osoby i dobrych intencji w stosunku do niego. Przez dwa miesiące z błahego powodu był na mnie obrażony, nie odzywał się, nic...

Mój mąż około 2,5 roku temu przeszedł, podobno wg lekarza łagodny, epizod depresyjny połączony z kompletną negacją mojej osoby i dobrych intencji w stosunku do niego. Przez dwa miesiące z błahego powodu był na mnie obrażony, nie odzywał się, nic nie robił w domu. W pracy funkcjonował w miarę normalnie, ale w domu głównie spał lub patrzył w telewizor albo okno. Mówił o wyprowadzce i rozwodzie, ale nic w tym kierunku nie zrobił. Potem za namową osób trzecich poszedł do lekarza psychiatry i dostał leki antydepresyjne. Po około 2 tygodniach bez problemu pogodziliśmy i zaczęliśmy w miarę zgodnie funkcjonować. Mąż chodził do lekarza i zażywał lek cilon przez około pół roku, pod koniec mniejsze dawki. Potem lekarz zalecił całkowite odstawienie leku. Lekarz namawiał męża na terapię psychologiczną, ale mąż się na nią nie zdecydował. Ten epizod depresyjny zaczął się w listopadzie, a ja wyczytałam, że okres jesienno-zimowy wyjątkowo sprzyja depresji. Leki były odstawione latem, więc kiedy przyszła kolejna jesień, drżałam czy choroba nie wróci. Objawów apatii i nadmiernej senności nie zauważyłam, ale znowu z zupełnie błahego powodu (spór polityczny na imieninach) na 4 miesiące mąż obraził się i nie utrzymywał żadnych kontaktów ze swoimi rodzicami i bratem. Ze mną na ten temat nie chciał w ogóle rozmawiać, ale poza tym nasze relacje były OK. Dopiero po 4 miesiącach, po szoku związanym z katastrofą smoleńską, udało mi sie go namówić na odnowienie kontaktów. Kolejna jesień przeszła bez problemów, ale teraz mąż stanął w pracy przed wyzwaniem, które go bardzo zestresowało. Wspominał mi, że boi się, że znowu popadnie w depresję, ale nie widziałam żadnych objawów w tym kierunku. Kilka dni temu coś w nim pękło. Znowu z zupełnie błahego powodu się na mnie obraził i nie odzywa się ani do mnie, ani do dzieci. Przy czym następnego dnia rano po tym obrażeniu się, do dzieci jeszcze się normlanie odzywał i jak co dzień obudził je rano, pościelił łóżka i zawiózł do szkoły, a wieczorem już się też do nich nie odzywał. Nie kontynuował też swoich porannych obowiązków związanych z dziećmi. Znowu tylko śpi albo oglada telewizję. Przeniósł się spać na kanapę, ale nawet się nie rozbiera do snu. Na noc nie wyłącza światła ani telewizora. Rano nie reaguje na budzik. Mówi niegrzecznie, aby go zostawić w spokoju. Jestem prawie pewna, że to nawrót depresji, ale zastanawiam się, jaki ma ona związek z tym dziwnym obrażaniem się na osoby najbliższe. Czy to jakiś rodzaj fobii i czy same leki wystarczą, aby z tym walczyć. Zastanawiam się też nad nagłością początku takiego stanu oraz, że dotyczy on tylko domu, bo mąż cały czas chodzi do pracy i prawdopodobnie normalnie tam funkcjonuje. Nie do końca pasuje mi to do tego co przeczytałam na temat typowej depresji. Chcę jeszcze dodać, że skłonność do wielomiesięcznego obrażania się na ludzi i niereagowanie na ich chęć pogodzenia mąż miał od zawsze. Jako 20 kilkuletni chłopak tak obraził się na swoją babcię, że przez długi czas się nie odzywał do niej i kontakty zostały odnowione dopiero przy okazji naszego ślubu. Uznałabym, że to po prostu taki trudny charakter, ale zastanawia mnie, że to obrażenie przynajmniej na mnie idzie w parze z objawami depresyjnymi oraz że mąż kompletnie odmawia rozmowy na temat problemu czy swoich uczuć. A nadto, że po lekach powód obrażenia przestał być ważny. Wierzę w to, że mąż zdecyduje sie wrócić do leków, ale pewnie nie da rady go przekonać do terapii psychologicznej. Spodziewam się więc w przyszłości nawrotów choroby, nawet gdy z tego obecnego problemu wyjdziemy. Czy na przyszłość można jakoś z wyprzedzeniem przewidzieć nawrót choroby, żeby chociaż tego wielotygodniowego obrażania nie było ?

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

W jaki sposób poprowadzić terapię, żeby wyleczyć się z depresji i podnieść niską samoocenę?

Szanowni Państwo! Powodem mojego maila jest depresja, która towarzyszy mi już od kilkunastu lat życia. Zmieniałam lekarzy już kilkukrotnie i cały czas przebywam pod stałą opieką. Niestety mam nawroty, pomimo iż biorę lekisystematycznie. Mam odpowiedzialną pracę i w... Szanowni Państwo! Powodem mojego maila jest depresja, która towarzyszy mi już od kilkunastu lat życia. Zmieniałam lekarzy już kilkukrotnie i cały czas przebywam pod stałą opieką. Niestety mam nawroty, pomimo iż biorę lekisystematycznie. Mam odpowiedzialną pracę i w obecnym stanie trudno mi jej sprostać. Moja praca wymaga częstych kontaktów z klientem. Pracy tej nie chciałabym stracić. Jestem obecnie na skraju wyczerpania, ponieważ coraz gorzej się czuję. Coraz gorzej się wysławiam, zapominam się, nie mogę skoncentrować się na przeprowadzanych rozmowach telefonicznych z klientem, często jąkam się i nie potrafię klientowi pomóc jasno, jak ma jakiś problem. Ponieważ nawroty depresji zawsze utrzymują około 2 - 3 miesięcy w moim przypadku, tym razem postanowiłam podjąć walkę nie tylko poprzez środki farmakologiczne, tym bardziej, że biorąc je okazuje się, depresja wraca jak bumerang. Wiem na pewno jedno, że od dzieciństwa mam problemy z poczuciem własnej wartości, z odnajdywaniem się w grupie. Zawsze kiedy jestem w nowym środowisku pełnię rolę cichego słuchacza i nie umiem odważyć się cokolwiek powiedzieć. Powinnam nad tym popracować, szczególnie, ze moja praca również wymaga kontaktów z ludźmi. Nie wiem, jakich technik mogłabym zastosować, żeby sobie pomóc. Proszę o wskazanie godnych polecenia warsztatów, terapii w tym zakresie.   Za odpowiedź na mojego maila będę bardzo wdzięczna. Serdecznie pozdrawiam, Irena.
odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Hanna Markiewicz
Mgr Hanna Markiewicz

Mam niską samoocenę - czy moje problemy są związane z depresją?

Witam. Mam 16 lat i jestem dziewczyną. Nie wiem, co się ostatnio ze mną dzieje. Może zacznę od mojej historii. Pierwszym problemem - i sądzę, że to właśnie to jest jednym z głównych źródeł mojego złego samopoczucia - jest rozstanie...

Witam. Mam 16 lat i jestem dziewczyną. Nie wiem, co się ostatnio ze mną dzieje. Może zacznę od mojej historii. Pierwszym problemem - i sądzę, że to właśnie to jest jednym z głównych źródeł mojego złego samopoczucia - jest rozstanie z dwoma przyjaciółkami, jedna z nich była dla mnie bardzo ważna. W pierwszej kasie gimnazjum nie byłyśmy tolerowane przez resztę klasy. Zawsze byłyśmy nazywane: te nowe. Prawie nikt nie chciał z nami rozmawiać, ale głównie z tego powodu - czego się dowiedziałam niedawno - którym była właśnie moja przyjaciółka. Zaliczała się do tzw. lizusów, których nikt nie lubił. Ja jej nigdy nie opuściłam, zawsze ze mną wszędzie chodziła i mogła liczyć na moje wsparcie. Jednak w tym roku szkolnym wszystko się zmieniło. Wpadła w wir naszych koleżanek i kolegów i o mnie i wszystkim, co dla niej zrobiłam, niestety zapomniała. Teraz mówimy sobie tylko "cześć". Została mi tylko jedna przyjaciółka. Na początku było wręcz wspaniale, spędzałyśmy razem dużo czasu, rozmawiałyśmy nawet po nocach, jednak ludzie się zmieniają i zaczęły się sprzeczki; mam tego już pomału dość. W zeszłym roku ważyłam 80 kg. Nie wyglądałam zbyt atrakcyjnie. Koledzy wykorzystali moje kompleksy i zaczęli się ze mnie wyśmiewać. Przez nich w ciągu roku schudłam ponad 10 kg, jednak oni dalej, jednak już mniej mnie wyzywają, ale to rani mnie wciąż tak samo. Jestem w ostatniej klasie gimnazjum, więc mamy sporo nauki. Uczę się dużo, jednak moje stopnie bardzo się pogorszyły i tracę ochotę, by się poprawić. Bardzo zależy mi na tym, aby dostać się do mojego wymarzonego liceum, jednak z takimi ocenami mogę się nie dostać. Cierpię na atopowe zapalenie skóry i podczas tzw. ataku "wysypka" pojawia się tylko na twarzy, co strasznie mnie oszpeca. To jest tylko część moich problemów, jednak te uważam za największe. Oto moje objawy: od pewnego czasu nie mam ochoty na nic, płaczę z byle powodu i w ciągu ostatnich dni zauważyłam, że mam duszności. Jest coraz gorzej. Wszystko mogę znieść, ale najgorsze są te napady płaczu, których nie umiem powstrzymywać. Dzisiaj omal nie popłakałam się na lekcjach, chociaż nie było powodu. Przetrzymałam jakoś te godziny i po dzwonku szybko wybiegłam ze szkoły. Zaczęłam chodzić codziennie po lekcjach do kościoła, który sąsiaduje z moją szkołą. Odczuwam, że mi to pomaga, ale i tak nie do końca. Pójście do lekarza nie wchodzi w grę, ponieważ wiem, że moi rodzice mnie wyśmieją, że na siłę wymyślam sobie problemy. Co mam zrobić? Czy to depresja? Może są na to jakieś inne sposoby niż pójście do lekarza?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty