Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 9 0

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Depresja: Pytania do specjalistów

Stabilność uczuć w związku przy depresji partnera

Od półtora roku jestem w związku z chłopakiem, który od wielu lat choruje na depresję. Początkowo podjął leczenie, jednak później zaniechał jakiejkolwiek pomocy. Od kiedy jesteśmy razem zdarzały się chwile tragiczne (dopuścił się zdrady i kłamstwa) ale i piękne...

Od półtora roku jestem w związku z chłopakiem, który od wielu lat choruje na depresję. Początkowo podjął leczenie, jednak później zaniechał jakiejkolwiek pomocy. Od kiedy jesteśmy razem zdarzały się chwile tragiczne (dopuścił się zdrady i kłamstwa) ale i piękne (tak rzadkie, w stanach chwilowego 'przejaśnienia'). Ostatnio słyszę coraz częściej, że uczucie, które do mnie żywił (o którym kiedyś mówił z pewnością jako o jedynym i prawdziwym) było może efektem choroby i że teraz zupełnie nie czuje, że mnie kocha. Jestem zdruzgotana. Kiedyś planowaliśmy wspólną przyszłość, mówił, że wie na pewno, że chce spędzić ze mną życie, miał mi się oświadczać. Nie wiem, jak mogę mu pomóc. Bardzo go kocham i zależy mi na nim. Jesteśmy w trakcie leczenia jednak czuję, że on coraz bardziej się ode mnie oddala.    

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego ostatnio mam często mysli samobójcze i sobie nie radzę?

Witam, mam 17 lat. Od około 2 lat moje życie bardzo się zmieniło, czasem już mam dosyć samej siebie, nienawidzę swojej osoby. Często płaczę, wkurzam się na siebie i na innych tak naprawdę nie znajdując żadnego konkretnego powodu. Nie miałam...

Witam, mam 17 lat. Od około 2 lat moje życie bardzo się zmieniło, czasem już mam dosyć samej siebie, nienawidzę swojej osoby. Często płaczę, wkurzam się na siebie i na innych tak naprawdę nie znajdując żadnego konkretnego powodu. Nie miałam za wesołego dzieciństwa, moi rodzice praktycznie ciągle się kłócili. Wiele razy słyszałam od nich, że jestem beznadziejna, jestem nikim i nic w życiu nie osiągnę. Przez moją głupotę straciłam dwie najważniejsze osoby w moim życiu, na których mogłam zawsze polegać, zawsze mi pomagały, do czasu… Nie potrafię o sobie powiedzieć nic dobrego, jestem tak bardzo niezadowolona z siebie. Chciałabym to zmienić lecz nie wiem jak, chyba już nie umiem. To zaszło za daleko, nie mam pojęcia dlaczego tutaj to piszę, ale proszę o pomoc, bo czuję, że już sobie nie radzę, nie mam siły. Ostatnio bardzo często mam myśli samobójcze, to wszystko mnie przerasta. Z góry dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mam myśli samobójcze, jak sobie z tym radzić?

Mam 20 lat, jestem studentką, mam kochających rodziców, chociaż nie żyją ze sobą w zgodzie, to potrafią okazać mi miłość. Gdy byłam młodsza moi rodzice chcieli się rozwieść, strasznie przeżywałam tę trudną sytuacje w domu razem z moim starszym bratem,...

Mam 20 lat, jestem studentką, mam kochających rodziców, chociaż nie żyją ze sobą w zgodzie, to potrafią okazać mi miłość. Gdy byłam młodsza moi rodzice chcieli się rozwieść, strasznie przeżywałam tę trudną sytuacje w domu razem z moim starszym bratem, miałam dzięki niemu wsparcie dopóki później się nie ożenił, mimo to w tym okresie pojawiały się u mnie myśli samobójcze (siedząc w kuchni i patrząc się na nóż wyobrażałam sobie jak wbijam go sobie w ciało i jak się wykrwawiam, zastanawiając się czy ktoś by mnie znalazł, czy ktoś by przyszedł na mój pogrzeb, czy komuś byłoby żal). Gdy miałam 8 lat przeżyłam straszną traumę gdyż na moich oczach próbowano zabić mojego ojca, gdyby nie moja babcia pewnie już bym go nie miała, zamiast myśleć trzeźwo i pomóc zaczęłam uciekać i drzeć się jak oszalała. Nie wiem co we mnie wtedy wstąpiło. Później zaczęłam mieć objawy hipochondrii, doszło do tego, że potrafiłam wywołać stan podgorączkowy, cały czas wydawało mi się, że mam zapalenie wyrostka robaczkowego (mimo młodego wieku interesowałam się medycyną, sporo wiedziałam o różnych urazach), dochodziło do tego, że bałam się zasnąć tak bardzo, że dochodziło u mnie do lekkich wstrząsów epileptycznych, nie potrafiłam ich powstrzymać, nikomu o tym nie mówiłam. Później zaczęłam sama z tym walczyć, rodzice ciągle mi mówili, że nie jestem chora, że nie mam objawów wyrostka. I jakoś z tego wyrosłam. W szkole ciągle mi dokuczano, bo miałam inne podejście do życia, inaczej się ubierałam, w podstawówce chłopcy się ze mną bili i rzucali obelgi, dzięki takim doświadczeniom stałam się twardsza no i za taką mnie uważano, nie dawałam sobie w "kaszę dmuchać". W gimnazjum marzyłam o tym, że zmieniając szkołę (przechodząc do liceum) zmieni się także moje życie, że z brzydkiego kaczątka zmienię się w łabędzia, wszyscy uważali mnie bowiem bardziej za chłopczycę niż za dziewczynę, z którą można było się związać. Po przejściu do liceum, niestety pojawiły się problemy w rodzinie, z nikim nie dzieliłam się tym, wszystko zostawało w ścianach domu. Zaczął się alkohol i ucieczka od wszystkiego, zaczęły się myśli samobójcze… Można powiedzieć, że alkohol odciągał złe myśli. Bałam się także zbliżyć do kogoś obcego, bałam się odtrącenia, niepowodzenia i braku odwzajemnienia mojej miłości. Dużo chłopaków zabiegało o mnie, ale wszystkich odtrącałam, dopiero w drugiej liceum znalazł się ktoś, komu zaufałam, niestety źle ulokowałam swoje uczucia. Mimo iż wspierał mnie w trudnych chwilach, był przy mnie kiedy uciekałam z domu, bo nie mogłam wytrzymać krzyków rodziców, niestety później sam zaczął mnie krzywdzić ograniczeniami, odciął mnie od znajomych i przyjaciół mówiąc i wpierając mi, że go zdradzam, doszło nawet do tego, że nie mogłam się odezwać do żadnego chłopaka, a nawet umówić z koleżanką, bo węszył w tym wszystkim jakiś spisek, a ja, żeby go nie ranić, nie wychodziłam nigdzie. Po 1,5 roku rozeszliśmy się, ciągle ze mną zrywał i do mnie wracał, moja cierpliwość miała swoją granicę, poczułam, że znajduję się w chorym punkcie, przez niego także miałam stany depresyjne i próby samobójcze - w zimie chciałam skoczyć do rzeki, ale jakby to powiedzieć on wiedział gdzie mnie szukać i w ostatniej chwili wszystkie moje plany zniwelować. Zaraz po rozstaniu poznałam wspaniałego chłopaka, można powiedzieć, że dla niego trochę przyspieszyłam rozstanie. Był dla mnie prawdziwą ostoją i wsparciem, przy nim nigdy nie czułam się samotna, zawsze mnie wspierał, wtedy wreszcie poczułam, że znalazłam sens i miejsce w swoim życiu. Jeszcze zanim staliśmy się parą miał dziewczynę, zdradził ją ze mną tzn. wyznał mi miłość i powiedział, że może ją zostawić dla mnie, a ja jak to młoda nastolatka, która poczuła się w końcu ważna dla kogoś zgodziłam się. Czekałam na niego dwa miesiące aż rozstanie się ze swoją dziewczyną, później musieliśmy ukrywać nasz związek w szkole, żeby ta dziewczyna się nie dowiedziała, strasznie mnie to dobijało, znowu popadałam w alkoholizm, dochodziło do tego, że piłam sama w domu. Po maturze doczekałam się wolności wyznawania swoich uczuć, ale sielanka nie trwała długo. Po wakacjach chłopak mnie zostawił, przez to że miałam zmienne nastroje, popadałam ze skrajności w skrajność i nie potrafiłam okazać mu uczucia tak, jak on sobie tego życzył, to był straszny cios. Mimo to walczyłam o niego aż pół roku, gdyż wmawiał mi, że nie wie czy mnie kocha, w sumie do teraz mi to mówi, dalej mam z nim kontakt i bardzo go potrzebuję, mimo to on mnie nie chce i woli ograniczyć spotkania po to by móc się uczyć na studia i zając pracą. Zrozumiałam po jakimś czasie, że inne rzeczy są ważniejsze niż ja, także dałam sobie trochę spokoju i już o niego nie walczę, a mimo to cierpię niezmiernie. W tym czasie zaczęły się myśli samobójcze, samookaleczenia (tnę się żyletką) aż któregoś dnia nie wytrzymałam i powiedziałam mamie, że chce iść do psychologa. Chodzę, ale to nic mi nie daje, pani psycholog każe mi iść do psychiatry, ale boje się, że okaże się, że jestem jakaś niepełnosprawna psychicznie i będę musiała przyjmować leki - już wolę skończyć z tym życiem niż się faszerować jakimiś chemicznymi specyfikami. Przez to wszystko zmieniłam się z pogodnej osoby na zrzędliwą i cyniczną. Czy jest dla mnie jakiś ratunek?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Brak chęci do życia - co się ze mnę dzieje?

Witam. Na początku napiszę, że mam 15 lat. 15 lat i zero chęci do życia. Ciągle się tnę i okaleczam. Wiem co sobie pomyślicie, "trudny wiek" itd. Tylko że to dojmujące poczucie pustki i bezsensu gości we mnie prawie od...

Witam. Na początku napiszę, że mam 15 lat. 15 lat i zero chęci do życia. Ciągle się tnę i okaleczam. Wiem co sobie pomyślicie, "trudny wiek" itd. Tylko że to dojmujące poczucie pustki i bezsensu gości we mnie prawie od zawsze. Czasem było tłumione, spychane na dalszy plan lecz zawsze było. Było i jest we mnie do dzisiaj. Odkąd pamiętam zawsze miałam bardzo niską samoocenę, czułam się gorsza od innych, wszystkim zazdrościłam. Byłam i jestem nadal dość wrażliwą osobą, co ukrywam. Ukrywam swoje uczucia. Każdy dzień jest taki sam. Pustka, ból, bezsens, blizny, cierpienie i samotność. Samotność, która przeszywa na wskroś. Są wokół mnie ludzie, ale nie dają mi poczucia bezpieczeństwa, nie czuję, że jestem dla nich kimś ważnym. Nie mam i nigdy nie miałam chłopaka. Wątpię żebym w ogóle komukolwiek i kiedykolwiek się podobała. Wiem, mam to na własne życzenie. Może gdybym była bardziej otwarta, chodziła na imprezy to ktoś by się mną zainteresował. Ale ja nie chcę byle kogo, z łapanki, byle by był. Chcę miłości, szczerej i prawdziwej. Boję się, że nigdy jej nie zaznam, boję się, że już zawsze będę tak żyć. Żyję choć coraz bardziej czuję, że się staczam. Po każdej choćby najmniejszej porażce chcę to skończyć. Skończyć to życie, które do niczego nie prowadzi. Pogardzam sobą. Nienawidzę każdego skrawka mojego ciała, nienawidzę każdego swojego słowa, nienawidzę każdego swojego fałszywego uśmiechu. Mam dwie przyjaciółki, ale oddalamy się od siebie, przestaje mi zależeć, im też nie chce się użerać z ponurą przyjaciółką. Tylko przy nich nie mam siły udawać, że jest dobrze. Myślałam, że zrozumieją. Nie zrozumiały. Rodzice myślą, że jestem bezproblemową, szczęśliwą dziewczyną. Nie chcę im sprawiać kłopotów, dlatego nic nie mówię. Zresztą myślę, że nie zrozumieliby. No bo dlaczego dziewczyna, która jest zdrowa, ma rodziców i dach nad głową , jest smutna i się tnie i okalecza? Być może się użalam nad sobą, czuję się naprawdę żałośnie, że to piszę, ale mam nadzieję, że choć jedna osoba to przeczyta i mnie zrozumie...    

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to wszystko przez depresję?

Witam, Jestem młodą, 25-letnią dziewczyna. Od dłuższego już czasu nic mnie nie obchodzi, nie interesuje, niczym się nie przejmuję. Dzisiaj otrzymałam informację o skreśleniu z listy studentów, niedawno straciłam też pracę, chłopaka... I niestety żadna z tych rzeczy nie motywuje...

Witam, Jestem młodą, 25-letnią dziewczyna. Od dłuższego już czasu nic mnie nie obchodzi, nie interesuje, niczym się nie przejmuję. Dzisiaj otrzymałam informację o skreśleniu z listy studentów, niedawno straciłam też pracę, chłopaka... I niestety żadna z tych rzeczy nie motywuje mnie do działania. Wręcz przeciwnie, jest mi to obojętne. A co najgorsze nie mam siły i ochoty, żeby to zmienić. Poza tym miewam zmienne nastroje. Są takie wieczory, że zamykam się w pokoju, tak żeby nikt nie słyszał i po prostu płaczę i zastanawiam się co jest nie tak, co się ze mną dzieje. Chciałabym cofnąć czas i wrócić do tej dziewczyny, która miała marzenia, plany na przyszłość, którą cieszyły rożne rzeczy, do dziewczyny sprzed nawet nie pamiętam kiedy... Ostatnio do mojego "dziwnego" samopoczucia doszły jeszcze inne symptomy - zapominam o drobnych sprawach, bolą mnie też nogi, czasami nie umiem usiedzieć czy ustać spokojnie, ponieważ tak mnie boli. Miewam też problemy z brzuchem - bóle, biegunka, nie mogłam nic jeść. W zeszłym roku z tego powodu miałam robione badania w szpitalu. Jak się okazało wszystko to działo się na tle nerwowym, tylko, że ja niczym się nie denerwowałam i nie przejmowałam. Zapewne jest to spowodowane tym, że mój ojciec jest alkoholikiem. Od roku się leczy, moja mama też chodzi na spotkania dla współuzależnionych. Często namawia mnie - a raczej krzyczy na mnie i brata, że też powinniśmy chodzić, ale nawet to mnie nie rusza. Proszę o radę i dziękuję, zaniepokojona

odpowiada 3 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Mgr Monika Prus
Mgr Monika Prus

Nadmierne fantazjowanie

Witam, dość ciężko piszę mi się o moim problemie, bo to dla mnie dość żenujące, ale chciałbym żeby ktoś spojrzał na to obiektywnym okiem. Mam depresje,leczę się u psychiatry, teraz mam też podejrzenia o CHAD. Studiuję ale idzie mi to...

Witam, dość ciężko piszę mi się o moim problemie, bo to dla mnie dość żenujące, ale chciałbym żeby ktoś spojrzał na to obiektywnym okiem. Mam depresje,leczę się u psychiatry, teraz mam też podejrzenia o CHAD. Studiuję ale idzie mi to dość opornie, w dużej mierze dlatego, że marnuję dużo czasu, bo ciągle fantazjuje. Zawsze lubiłem marzyć ale od jakiegoś 1,5 roku zaczęło mnie to za bardzo wciągać. Zdarza mi się zaniedbywać obowiązki, bo zamiast je wykonywać fantazjowałem. Jeśli nie mam nic do roboty mogę fantazjować cały dzień. Zaczyna mi to utrudniać życie, chciałem z tym zerwać ale nie wychodzi mi. Nie powiedziałem o tym psychiatrze ale teraz zaczynam podejrzewać, że powinienem, bo wydaję mi się to nienormalne. Nie mam urojeń ale moje fantazje są bardzo silne. Właście problem z nadmiernym fantazjowaniem zaczął się wtedy gdy życie mi się przewróciło przez depresję. Może to taka forma ucieczki. Nie do końca wiem co powinienem robić, dlatego proszę o radę, Czy takie fantazjowanie może być objawem choroby i czy powinienem powiedzieć o tym psychiatrze?Czy da się to leczyć jeśli to objaw choroby bo naprawdę utrudnia mi to normalne funkcjonowanie?    

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak mogę pomóc koledze w silnej depresji?

Witam, Chciałbym prosić o radę jak mogę pomóc koledze, który przechodzi załamanie nerwowe, a może to coś innego? Mianowicie jego przypadek charakteryzuje się w ten sposób, że z wyciszonego, opanowanego człowieka zmienił się w osobę nadpobudliwa i agresywna. Muszę...

Witam, Chciałbym prosić o radę jak mogę pomóc koledze, który przechodzi załamanie nerwowe, a może to coś innego? Mianowicie jego przypadek charakteryzuje się w ten sposób, że z wyciszonego, opanowanego człowieka zmienił się w osobę nadpobudliwa i agresywna. Muszę przy tym dodać, że kolega ma problemy z alkoholem. Od pewnego czasu nie możną się z nim w normalny sposób porozumieć, podczas rozmowy często wraca do czasów dzieciństwa lub późniejszych, nie zauważa dnia codziennego, jest łatwowierny i często bywa naciągany przez pseudo znajomych. Nie potrafi usiedzieć w miejscu, szuka rozmówców, nachodzi sąsiadów, z którymi wcześniej nie zamówiłby ani słowa. Kilka lat temu przechodził identyczny stan, nie leczył się w żaden sposób, po jakimś czasie wszystko wróciło do normy. On sam nie zauważa w sobie zmian jakie nim kierują. Jak mogę mu pomóc?

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Mgr Edyta Szafran
Mgr Edyta Szafran

Czy moje objawy mogą być związane z depresją?

Witam, Praktycznie nie czuję żadnych emocji (od jakiegoś roku), po prostu nic mnie nie rusza. Nie miałem dziewczyny od 10 miesięcy i wcale mnie do tego nie ciągnie (a mam powodzenie w miarę), gdy oglądam coś w tv/na internecie to...

Witam, Praktycznie nie czuję żadnych emocji (od jakiegoś roku), po prostu nic mnie nie rusza. Nie miałem dziewczyny od 10 miesięcy i wcale mnie do tego nie ciągnie (a mam powodzenie w miarę), gdy oglądam coś w tv/na internecie to praktycznie nie czuję żadnych emocji (jak np. litość czy coś takiego), przestałem się spotykać ze znajomymi (doszło do tego, że teraz ze znajomymi widzę się tylko w szkole na przerwach), bo nie mam żadnej chęci do życia i w ogóle, po prostu żyję jak roślina. Czasami mam bez powodu myśli samobójcze, niedawno podciąłem sobie żyły na ramieniu tylko po to żeby poczuć jak to jest, kiedy się "odjeżdża" (wiem, teraz to głupio brzmi, ale wtedy o tym nie myślałem) i po prostu nie widzę żadnego sensu egzystencji. Nie mam żadnych większych problemów w życiu ani nic, co by mogło mnie dołować, ale jednak to się dzieje... Nikomu jeszcze nie mówiłem o moich problemach natury egzystencjalnej i staram się to jakoś maskować, boję się, że coś sobie zrobię, bo nie chce mi się po prostu tak żyć ze świadomością, że i tak to nie ma sensu (i tak w końcu umrę, a 20 lat po tym nikt nie będzie o mnie pamiętam, będę tylko kolejnym z miliardów na tej ziemi, którzy nic nie znaczyli). Na co dzień staram się tego nie okazywać ale nie wiem czy długo tak wytrzymam...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Moje życie się zawaliło. Co robić?

Witam, Mam 29 lat i od pewnego momentu mam poczucie jakby moje życie się zawaliło bądź skończyło. W pracy straciłam szanse na upragniony awans, po części z mojej winy, bo być może nie zrobiłam wszystkiego co w mojej mocy, ale...

Witam, Mam 29 lat i od pewnego momentu mam poczucie jakby moje życie się zawaliło bądź skończyło. W pracy straciłam szanse na upragniony awans, po części z mojej winy, bo być może nie zrobiłam wszystkiego co w mojej mocy, ale też z przyczyn niezależnych ode mnie. Obecnie zajmuję się w biurze sprawami, które nie są moją domeną. W pościgu za awansem zaniedbałam swoich znajomych, a przede wszystkim straciłam kontakt z fajnym, wartościowym chłopakiem z którym nawet myślałam o wspólnej przyszłości. Teraz staram się odbudować nasze stosunki, ale nie jest to proste. Coś straciłam. Dodatkowo pogrąża mnie fakt, że muszę mieszkać z rodzicami, co wydaje mi się już grubą przesadą w tym wieku. Czuje, że odniosłam prawdziwą życiową klęskę, a miało być tak wspaniale. Wszyscy mi kibicowali. Teraz nie mam nic, a mam wrażenie, że moi znajomi porobili kariery, mają ustabilizowane życie, bądź pozakładali rodziny. Mnie się nie ułożyło. Klęska w każdej dziedzinie. Ostatnio mam przez to kłopoty ze zdrowiem, strasznie schudłam, nie mogę spać, często płaczę. Nie jestem w stanie podjąć jakiejkolwiek decyzji (choćby o kupnie butów). Teraz żałuje każdej decyzji podjętej w moim życiu. A wcześniej uchodziłam za osobę śmiałą odważną i zdecydowaną. Martwię się co dalej. Czy zmienić pracę, od czego zacząć? Czy może się to wszystko uda odbudować? Jak odzyskać samą siebie? Odczuwam prawdziwy lęk przed przyszłością i myślę, że tak już zostanie na zawsze. Boję się zmian. Czuje, że wszystko już się dla mnie skończyło. Przestałam siebie lubić.

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Wahania nastroju i bardzo niska samoocena

Witam, Mam 17 lat i uczę się w LO. 2 lata temu miałam ciężką depresję zakończona nieudaną próbą samobójczą. Nie odwiedziłam wtedy żadnego psychologa ani psychiatry. Obecnie miewam dziwne wahania nastroju. Potrafię mieć dobry humor, a parę minut później...

Witam, Mam 17 lat i uczę się w LO. 2 lata temu miałam ciężką depresję zakończona nieudaną próbą samobójczą. Nie odwiedziłam wtedy żadnego psychologa ani psychiatry. Obecnie miewam dziwne wahania nastroju. Potrafię mieć dobry humor, a parę minut później wpaść w stan totalnego przygnębienia, z którego nie jestem w stanie wyjść. Mam b. niską samoocenę, pomimo dość dobrych ocen zamartwiam się o maturę, czasem czuję się poniżająco głupia. Dążę do perfekcyjności we wszystkich aspektach życia. Rozpamiętuje własne wpadki, nie pozwalają mi one funkcjonować, czuję potrzebę ukarania się za nie. Nienawidzę siebie. Straciłam zupełnie apetyt, bliscy znajomi twierdzą, że kompletnie przestałam się przejmować swoim zdrowiem. Mam problemy ze snem, czuję się senna, zmęczona. Gdy nie zrobię czegoś co zaplanowałam odczuwam silne wyrzuty sumienia. Odczuwam potrzebę okaleczania własnego ciała, lecz tego nie robię. Nachodzą mnie natrętne myśli, w których wydaje mi się, że ludzie tacy jak ja nie zasługują aby żyć. Rzadko miewam myśli samobójcze, gdyż zależy mi na przyjacielu, którego nie chcę zostawić samego. Bardzo proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to juz poczatki depresji?

Witam, Chciałabym wiedzieć czy mam początki depresji. Nic mnie już nie obchodzi, kłócę się z każdym, nie mam ochoty na nic, plączę po kilkanaście razy dziennie, mam myśli typu samobójstwo, cięcie itp., nie wiem co mam robić, ciągnie...

Witam, Chciałabym wiedzieć czy mam początki depresji. Nic mnie już nie obchodzi, kłócę się z każdym, nie mam ochoty na nic, plączę po kilkanaście razy dziennie, mam myśli typu samobójstwo, cięcie itp., nie wiem co mam robić, ciągnie się to od dłuższego czasu. Mam problemy z matką - ona mnie wyzywa, śmieje się ze mnie, to mnie boli i to bardzo. Nikt nie umie ze mną porozmawiać, wyżywam się na ludziach, na chłopaku, mam ochotę zniknąć - siedzę i plączę, wybucham płaczem w każdej chwili, nie mam dosłownie na nic ochoty, wszystko jest takie bez sensu, mam ochotę uciec jak najdalej nikomu o tym nie mówiąc, nikt się ze mną nie potrafi porozumieć, bo jestem jak znajomi mówią, że zachowuje się bardzo dziwnie to sama o tym wiem, wybucham płaczem i jestem taka zdenerwowana, a jak mnie o coś pytają to odpowiadam „noo, taaa, yhyy, tssaaa” i tyle, już się w ogóle nie uśmiecham, nie wiem co robić a naprawdę chciałabym być szczęśliwa, a nie potrafię. Mam dość tego życia, żyje się raz, chciałabym je wykorzystać jak najlepiej, ale daje mi kopa, nic mi się nie udaje, nie wychodzi, mam ciągle pecha, ciągle, i jestem tylko na nie. Udaję, że jest dobrze - po co, to sama nie wiem. Pytam się sama siebie co się ze mną dzieje, ale nie umiem sobie odpowiedzieć na to pytanie. Chcę wiedzieć czy to początki depresji, czy powinnam iść do jakiegoś specjalisty zanim będzie za późno, chcę wiedzieć co mam dalej robić, a sama nie umiem, nie wiem czemu. Jestem wrażliwa, jak ktoś podniesie ciut głos ja wybucham płaczem albo jak ktoś mnie skrzyczy ja plączę jak małe dziecko. Nie wiem co mam robić piszę, bo chciałabym dostać jakąś poradę, co mam robić żeby to zniknęło, żebym nie płakała i nie myślała, że lepiej jakby mnie nie było? Ranię tym najbliższych, jestem tego świadoma, ale z każdym dniem jest coraz gorzej. Chcę jakąś podpowiedź co dalej mam robić. Mam te 17 lat, ale od 5 lat jest tak samo, czyli źle, z początku dawałam radę, ale potem zaczęło się picie, narkotyki, ciecia itp. Chcę żeby było dobrze, tak bardzo pragnę, żeby matka była ze mnie dumna, żeby w końcu powiedziała, że mnie kocha a nie, że mnie z przymusu urodziła i że mnie nie chce - to boli. Strasznie zazdroszczę znajomym ich rodziców, tak bardzo im zazdroszczę wszystkiego, są szczęśliwi, a ja nie umiem powiedzieć tego. Dziękuję za rozważenie mojego problemu i czekam na odpowiedź. Pozdrawiam, Daria

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Nie mam na nic ochoty: czy to depresja?

Witam. Mam 34 lata i w ostatnim czasie dziwnie się czuję. 3 lata temu zmarł mój tato, w tym samym tez roku dziadek a rok później babcia. Ja 5 lat temu otarłam się o śmierć przy porodzie i wraz z...

Witam. Mam 34 lata i w ostatnim czasie dziwnie się czuję. 3 lata temu zmarł mój tato, w tym samym tez roku dziadek a rok później babcia. Ja 5 lat temu otarłam się o śmierć przy porodzie i wraz z córeczką mogłyśmy umrzeć. Jakoś to wszystko wydawało mi się, że znoszę. Ale to mnie chyba przerasta. Jestem bardzo nerwowa. Czasami mam napady płaczu i żal do wszystkiego w koło. Nie mam ochoty na spacery, na prace, ani inne zwykłe czynności, które jakoś do tej pory wykonywałam. Mogłabym cały dzień przeleżeć w łóżku. Boję się, że mogę umrzeć. Często myślę co będzie gdybym nagle umarła, jak to zniosą moje dzieci i bliscy. Bo utrata bliskiej osoby to straszny ból. Mi do dziś strasznie brakuje taty. Nie mam ochoty sprzątać, gotować, nie mam tez ochoty na seks. To wszystko robię z przymusu bo mam dzieci i męża, ktoś musi o nich dbać lecz bez żadnego zadowolenia. Proszę mi poradzić czy to są objawy jakieś depresji? Jak to długo potrwa? Dziękuję za pomoc. Magda  

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Mam objawy depresji, czy może mój organizm jest osłabiony przez pasożyty?

Mam 23 lata, od trzech lat leczę się na pasożyty, tzn. lamblie i glistę. Na początku lekarze nie wiedzieli co mi jest. Leczyli mnie mnie na nerwicę, dopiero później okazało się, że mam pasożyty. Robiłam badania, okazało się, że już...

Mam 23 lata, od trzech lat leczę się na pasożyty, tzn. lamblie i glistę. Na początku lekarze nie wiedzieli co mi jest. Leczyli mnie mnie na nerwicę, dopiero później okazało się, że mam pasożyty. Robiłam badania, okazało się, że już się wyleczyłam, ale ciągle wsłuchuję się w swoje ciało.   Boli mnie głowa, gdy tylko gdzieś wyjdę zaraz chcę wracać. Dodam tylko, że gdy jestem zajęta intensywnie objawy ustępują. Najgorzej jest wtedy, gdy mam położyć się do łóżka. Myśli chodzą mi po głowie, nie mogę zasnąć. Mam małe dziecko, które bardzo często budzi się w nocy. Ciągle jestem rozdrażniona, wszystko mnie denerwuje - czy to są objawy depresji, czy może mój organizm jest osłabiony przez pasożyty?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego tak trudno jest poznać samego siebie?

Myślę, że mam problem. Na pewno mój organizm nie zachowuje się tak dobrze jak kiedyś. Prawdopodobnie nawet wiem, gdzieś w głębi siebie, w czym leży ten problem. Jednak nie potrafię sobie z tym poradzić. Nie wiem jak długo trwa ten...

Myślę, że mam problem. Na pewno mój organizm nie zachowuje się tak dobrze jak kiedyś. Prawdopodobnie nawet wiem, gdzieś w głębi siebie, w czym leży ten problem. Jednak nie potrafię sobie z tym poradzić. Nie wiem jak długo trwa ten stan, w jakim się znajduję. Podejrzewam, że początek miał związek z problemami w szkole. W sumie z jednym problemem. Zawsze byłam dobrą uczennicą. Wysokie średnie, stypendia etc. Także wiedziałam, że jak pójdę do liceum - nie będzie to już to samo co gimnazjum. Że wszystko nie będzie dalej takie proste. Pierwszą klasę liceum przeszłam bez większych problemów. Teraz jestem w drugiej. Na profilu biologiczno-chemicznym. Na początku roku załapałam jedną 1 z biologii, przez głupotę i niezauważenie paru zadań na kartkówce. Potem była druga kartkówka, sprawdzian, odpowiedź. Skończyło się na tym, że miałam pięć 1 i trzy pozytywne oceny. Pisałam sprawdzian na koniec semestru, by zaliczyć biologię na dopuszczający. Nie zaliczyłam. Na każdym sprawdzianie brakowało mi jednego punktu. Na szczęście nie będę musiała poprawiać tego semestru. Najgorsze jest to, że przeraża mnie fakt, iż cały czas zachowuję się tak, jakby było mi wszystko jedno. Jednocześnie boję się, że nie poradzę sobie w przyszłości. Nie zdam matury albo w ogóle nie zdam do trzeciej klasy. Że nie zdobędę dobrego wykształcenia i nie będę w naszym społeczeństwie szanowana. Widzę jak inni sobie doskonale radzą. Z przedmiotów piątki, czwórki, trójki. A ja wiem, że znienawidziłam biologię i po prostu się jej boję. Nie potrafię się zmobilizować do nauki. W sumie do jakiejkolwiek nauki. Tak jakby dosłownie życie przelatywało mi między palcami. Zaznaczam, że jestem osobą wierzącą i staram się znajdować w tej wierze jak największe oparcie. Nie zawsze wychodzi. Jestem cały czas zmęczona. Wracam do domu, kładę się, śpię ok. 2 h, czyli gdzieś do 19 (zależy oczywiście od dodatkowych zajęć). Mam zawsze zamiar przygotować się na kolejny dzień w szkole, ale krążę po domu. Siadam przy komputerze, idę do pokoju, włączam sobie muzykę, siadam, myślę. Gdy w końcu zabiorę się do lekcji niektóre odkładam, bo stwierdzam, że trudno, najwyżej dostanę tę jedynkę. Nigdy tak nie miałam. Zawsze ocena niedostateczna była dla mnie czymś strasznym i nigdy nie mówiłam sobie, że to tylko jedna jedynka! W czym tkwi problem? Kładę się spać o 1, 2 w nocy. Rano zazwyczaj nie jem śniadania. Robię sobie kanapki do szkoły z byle czym, czyli np. z samym serkiem. Często przynoszę kanapki z powrotem do domu, bo po prostu o nich zapominam. Nie czuję aż tak wielkiego głodu w szkole. Obiady jem w domu, normalnie. Kolacji najchętniej bym nie jadła, ale rodzice dbają, bym o niej nie zapomniała. Choć zazwyczaj też jest to jedna kanapka i herbata. Wracając do problemu z biologią... Przyjmuję do świadomości to, że to właśnie ona mogła być tego wszystkiego przyczyną. Miałam takie dni, kiedy wracałam do domu, kładłam się na łóżku i zaczynałam płakać. Czasami modliłam się o to, żeby Bóg pozwolił mi z tego świata odejść. Nawet wiem dlaczego. Chciałam się uwolnić od tego stresu, od zadań jakie stawiają mi wszyscy dookoła, od tego, że ciągle muszę coś robić. Po prostu chciałam pójść na łatwiznę, umrzeć i mieć życie z głowy. Jednak wiara w to, że nie jestem na tym świecie bez przyczyny i w to, że moje samobójstwo wcale nie spowodowałoby szybkiego spotkania z Bogiem, pomagała mi zapominać o czymś takim jak śmierć. Może to banalne co mówię, ale... Najgorsze jest dla mnie to, że cały czas myślę, iż np. to, co tu piszę, specjalnie sobie wmawiam. Że szukam cały czas jakiegoś usprawiedliwienia dla samej siebie. Tracę wiarę w siebie. Rozpamiętuję przeszłość, bo wiem, że była lepsza. Trenowałam przez 3 lata lekkoatletykę. Żałuję, że zrezygnowałam. Ale nie potrafię się do czegokolwiek zmobilizować. Cały czas myślę, że 18 lat to za późno na cokolwiek. Że nie mam szans zostać kimś godnym uwagi. Kimś, kto coś zrobi we własnym życiu pożytecznego dla innych czy nawet dla samego siebie. Tak naprawdę, nie rozmawiam o tym. Próbowałam rozmawiać z jedną osobą, ale zawsze, pisząc do niej i opowiadając to wszystko, mam wrażenie, że robię z siebie ofiarę. Że tylko się nad sobą użalam i że jestem egoistką zapatrzoną tylko w swoje życie. Z rodzicami nie rozmawiam. W sumie to rzadko z nimi o czymkolwiek rozmawiam. A już na pewno takie poważne rozmowy raczej nie mają miejsca. Nawet gdybym chciała o tym wszystkim komuś powiedzieć, to znowu nabieram nieufności do samej siebie i zaczynam myśleć, że sobie wszystko wymyślam. Często jest tak, że porównuję się do innych. Oni zrobili to i tamto. Oni w tym wieku zaszli już tak daleko, a ja ciągle stoję w tym samym miejscu. Im wszystko tak pięknie wychodzi. Nie mają problemów z nauką. I naprawdę boli mnie to bardzo, że w podstawówce i gimnazjum byłam zawsze bardzo dobra. Teraz powinnam walczyć o przetrwanie, ale nie mam siły. Najchętniej porzuciłabym to wszystko i wyjechała gdzieś, gdzie nie będę mieć żadnych zobowiązań. Wiem, że byłoby to pójście na łatwiznę. Pisząc tutaj to wszystko, zastanawiam się czemu to robię. Chyba myślę, że nagle ktoś mi powie coś genialnego. I będę wiedziała, co zrobić ze swoim życiem. Naprawię błąd i wszystko będzie jak dawniej. Wiem również, że pewnie w odpowiedzi będzie: "najlepiej skonsultuj się z psychologiem". I wiem, że ja tego nie zrobię. Nawiązując do mojego pytania... Bardzo możliwe, że nie znam samej siebie. Nie wiem, co mogłabym robić w życiu. Bo moje umiejętności są podzielone raczej równo. Mam uzdolnienia i jestem tego świadoma, ale żadne nie jest tak dobre, by można się go chwycić i iść w tym kierunku. Coraz częściej zastanawiam się nad sensem mojego życia i nad tym, dlaczego tu jestem. Bo świat nie jest czymś prostym, prawda? Świat od nas wymaga, byśmy osiągali szczyty, umieli się w nim odnaleźć. Świat wymaga od nas życia. Życie jest najtrudniejszą czynnością, jakiej kiedykolwiek doświadczyłam. Przepraszam, że ten opis jest taki rozległy, ale myślę, że tego wszystkiego nie da się opisać w paru zdaniach. Najśmieszniejsze jest to, że teraz Pan/Pani mi napisze, że prawdopodobnie mam jakieś początkowe objawy depresji, może cukrzycy, anemii etc. A ja nic sobie pewnie z tego nie zrobię. Czytając teraz to wszystko co tu napisałam, stwierdzam, że znam prawie zawsze powody swoich problemów. Jednak nawet ta świadomość i wiedza, nie pomaga mi w ich rozwiązywaniu. Po prostu nie mam chęci i siły na zmienianie swojego życia. Może podświadomie czekam na kogoś, kto mnie pociągnie w tę właściwą stronę i będzie mi towarzyszył już do końca. Może...

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak pomóc chłopakowi w depresji?

Witam, mam poważny problem - mój chłopak choruje na depresję, leczy się lekami już prawie dwa miesiące, ostatnio pominął 3 dawki leku ( rano pół tab., wieczorem całą), teraz znów bierze, ma zmienne nastroje, jak coś jest źle, nie...

Witam, mam poważny problem - mój chłopak choruje na depresję, leczy się lekami już prawie dwa miesiące, ostatnio pominął 3 dawki leku ( rano pół tab., wieczorem całą), teraz znów bierze, ma zmienne nastroje, jak coś jest źle, nie po jego myśli, jakiś problem - idzie spać, robi się agresywny. Nie radzi sobie z tym wszystkim. Czy takie chwilowe pominięcie dawki może zaszkodzić w dalszym leczeniu i czy jest jakiś dodatkowy sposób by przyśpieszyć leczenie, czy jest możliwość powrócenia do normalnego stanu zdrowia? Parę lat temu leczył się już na to taką samą dawką, gdy była już całkowita poprawa sam odstawił leki (wtedy go poznałam). Zgodził się iść znów do psychiatry (tego co chodził poprzednio) niestety następną wizytę ma za ponad miesiąc:(. Bardzo martwię się o niego, chciałabym jakoś pomóc, ale nie wiem już jak, wspieram go jak mogę, teraz to chyba sama popadam w doła:(. Proszę o pomoc, z góry dziękuję, pozdrawiam - Kasia

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Depresja od urodzenia - czy to możliwe?

Witam! Mam bardzo silną (z zahamowaniem) i długo trwającą depresję. Wykonałem badania na kortyzol (tylko surowica, bez testu hamowania), aby zdiagnozować oś stresu, oraz na tarczycę. Wszystko w normie. I teraz mam pytanie. Ostatnio przeczytałem bardzo ciekawy artykuł naukowy,...

Witam! Mam bardzo silną (z zahamowaniem) i długo trwającą depresję. Wykonałem badania na kortyzol (tylko surowica, bez testu hamowania), aby zdiagnozować oś stresu, oraz na tarczycę. Wszystko w normie. I teraz mam pytanie. Ostatnio przeczytałem bardzo ciekawy artykuł naukowy, który właśnie odnosił się do osi stresu. Tam badacze przeprowadzili badania na osobach z dużą depresją, obciążąjąc ich układ serotogeniczny buspironem, i obserwowali wyrzut prolaktyny (badanie stwierdza aktywność części postsynaptycznej układu). Stwierdzili, że u osób z depresją, które mają normalny poziom kortyzolu lub nieznacznie podwyższony, układ serotogeniczny (dokładnie chodzi tu o receptor postsynaptyczny 5ht1a) pracuje normalnie, a nawet lepiej niż w próbie kontrolnej osób zdrowych. Stwierdzili, że mocno depresyjne osoby mają zwiększoną ilość lub/i wrażliwość tych receptorów (wynika to z kompensacji zmniejszonej ilości serotoniny w OUN). Inni badacze (w tym samym artykule) podnosili to, że u osób z depresją jest zwiększona gęstość MAO-A w mózgach (badanie PET). Znowu bardzo wiele badań pokazuje, że u usób z hiperaktywnością osi stresu zachodzi odwrotne zjawisko (obniżona ilość lub/i wrażliwość receptora 5ht1a na skutek wysokiej ilości glikokortykoidów; jest to niby najlepiej udowodniona hipoteza patomechanizmu depresji, która dotyczy 40-70% osób z depresją). Wniosek był jednoznaczny: u osób, które mają dużą depresję, a oś stresu została wyeliminowana, występuje "PIERWOTNY DEFEKT PRESYNAPTYCZNY". Co to znaczy? Czyżby chodziło o aktywność MAO-A? Czyżbym urodził się z depresją? Pozdrawiam!!!

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Do kogo mam się zwrócić, bo przed samobójstwem powstrzymuje mnie tylko myśl o dzieciach?

Jestem 33-letnią mamą, mam ośmioletnią córeczkę i dziewięciomiesięcznego synka, od jakiegoś czasu wszystko mnie denerwuje, ludzie, telewizja, własna rodzina, a w szczególności mąż - zaczęłam miewać myśli samobójcze, powstrzymuje mnie jedynie myśl o dzieciach. Czy jeszcze w życiu coś mnie ucieszy?
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Brak celu w życiu

Cześć, witam. Od razu na wstępie powiem, że widziałem całą masę podobnych tematów, ale ten trochę się różni - chodzi mianowicie nie o mnie, lecz mojego ojca. Ma 47 lat, jest wszechstronnym i wykształconym facetem, z moją matką nigdy nie...

Cześć, witam. Od razu na wstępie powiem, że widziałem całą masę podobnych tematów, ale ten trochę się różni - chodzi mianowicie nie o mnie, lecz mojego ojca. Ma 47 lat, jest wszechstronnym i wykształconym facetem, z moją matką nigdy nie mieli żadnych 'związkowych' problemów, nie pamiętam nawet bodaj jednego kryzysu w małżeństwie. Niestety, już parę ładnych lat temu, kłopoty finansowe zmusiły nas do sprzedaży mieszkania i przeprowadzki do rodziców mojej mamy (dziadkowie od strony taty zmarli zanim skończył 18 lat). Warunki nie są tu zbyt komfortowe, chodzi głównie o małą przestrzeń dla siebie - na dodatek ojciec (tak jak zresztą i ja) nie cierpi towarzystwa moich dziadków, i jeszcze prababci, która również z nami mieszka. Ale nawet to było do zniesienia, żyliśmy sobie jakoś - tylko że pół roku temu tata stracił pracę. W międzyczasie zaliczył podyplomowe studia BHP, ale pracy ciągle nie udaje się znaleźć. Wczoraj rozmawialiśmy z mamuśką, mówiła że stopniowo, choć powoli, pogarsza się - najgorsze jest to, że nie ma powodu, żeby rano wstawać. Nie ma powodu, żeby wyjść z cholernego domu, do ludzi, odpocząć od wkurzającego towarzystwa. Nie ma mowy o żadnych wizytach psychologów, telefonach zaufania, nawet mój znajomy prowadzący szkolenia motywacyjne odpada, to typ człowieka który nie uznaje takich rzeczy. Co z tym zrobić? Ja sam zaczynam miewać wyrzuty sumienia, bo moje własne życie towarzyskie jest dobrze rozbudowane (mam 18 lat), moja mama ma w pracy dobrą przyjaciółkę - a on nie bardzo ma z kim pogadać i musi sam mierzyć się ze wszystkim. Szczerze mówiąc, najlepszą odpowiedzią byłaby dla mnie rada pt.: " jak znaleźć pracę mając czterdzieści parę lat? " Pozdrawiam i z góry dziękuję za odpowiedzi.    

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak znów cieszyć się życiem?

Witam, Bardzo ciężko było mi się przełamać i napisać. Mam 21 lat. 2,5 roku temu zmarła moja najukochańsza mama po ciężkiej walce z chorobą. W moim życiu nigdy nie było kolorowo ze względu na ojca alkoholika, który przychodził wiecznie...

Witam, Bardzo ciężko było mi się przełamać i napisać. Mam 21 lat. 2,5 roku temu zmarła moja najukochańsza mama po ciężkiej walce z chorobą. W moim życiu nigdy nie było kolorowo ze względu na ojca alkoholika, który przychodził wiecznie pijany i się awanturował, a ja wraz ze starszym rodzeństwem chowaliśmy się, żeby go nie widzieć w takim stanie. Gdy miałam 14 lat mama w końcu rozwiodła się z nim i już z nami nie mieszkał. Wpadłam wtedy w złe towarzystwo, imprezy, alkohol, papierosy, na szczęście po paru latach takiego trybu życia otrząsnęłam się i wyrwałam z tego towarzystwa za sprawą mojego obecnego chłopaka, z którym jestem już 3,5 roku. Bardzo mi pomógł i wspierał mnie w każdym momencie. Niestety ja nie potrafię normalnie żyć, jestem strasznie nerwowa, rzucam się o wszystko do niego, ciągle płaczę... jest to bardzo męczące zarówno dla niego jak i dla mnie... nic mi nie pomaga, żadne rozmowy z nim też nie pomagają, chyba że na chwilkę. Tak bardzo zazdroszczę ludziom co żyją beztrosko i cieszą się każdą chwilą... ja tak niestety nie potrafię ;(. Codziennie zamartwiam się tym wszystkim zamiast po takich przeżyciach stać się silniejsza. Potrzebuję pomocy. Bardzo proszę o radę.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Mój brat ma depresję - jak mu pomóc, jeśli nie chce się leczyć?

Mój brat (29 lat, samotny) jest teraz w bardzo ciężkim stanie w szpitalu - jego sposobem na samobójstwo było (i nadal jest) zagłodzenie się. Jego depresja zaczęła się około rok temu, ale co dla mnie teraz jest objawem depresji,...

Mój brat (29 lat, samotny) jest teraz w bardzo ciężkim stanie w szpitalu - jego sposobem na samobójstwo było (i nadal jest) zagłodzenie się. Jego depresja zaczęła się około rok temu, ale co dla mnie teraz jest objawem depresji, wtedy na to nie wyglądało - uważałam, że po prostu chciał odciąć się od znajomych, którzy lubili nadużywać alkoholu i ma uzasadnione obawy, że ludzie robili mu na złość. Ta depresja powoli postępowała, a ja i moja rodzinka - nigdy nie mając do czynienia z taką sytuacją - nie zauważyliśmy tego. Co było prawdą, a co nie - do dziś nie wiem. Stopniowo mój brat od wszystkich się odizolował, a w ciągu ostatnich paru miesięcy przestał pracować na budowie i zaszył się w domu, wychodząc do pracy w gospodarstwie. Zaczął mniej jeść i nie chciał już rozmawiać. Cała moja rodzina starała się go namówić, żeby poszedł do lekarza i zaczął się leczyć, ale on nie chciał nawet o tym słyszeć - jeszcze bardziej zamykał się w sobie (tak było w grudniu). Tydzień temu pojechałam do domu i zobaczyłam, jak wychudł i że moja mama nie wyolbrzymiała tego, że on nie je (u mojej mamy mężczyzna musi jeść naprawdę porządne posiłki). Jego skóra była szara i ciężko go było namówić, aby cokolwiek zjadł... Jak przyszedł dzień, że znowu nic nie tknął, zadzwoniłam po pogotowie, ale mój brat odmówił hospitalizacji, nawet nie chciał się dać przebadać lekarzowi. W końcu po następnych paru dniach odmowy jedzenia moja mama wezwała karetkę, przyjechała policja i na siłę wzięli go do szpitala (tylko że on był już tak wycieńczony, że siły to już nie miał, ale nadal odmawiał pomocy lekarskiej). Mimo tego głodzenia i głębokiej depresji, jego odpowiedzi były jasne i wymówki odmowy leczenia uzasadnione (przynajmniej według niego - gdyby nie jego wygląd i zachowanie można by uwierzyć, że nie ma depresji), ale w tym samym czasie mowił, że życie nie ma dla niego sensu, że nic go już nie interesuje i nic mu nie jest potrzebne. Jest teraz w szpitalu, na kroplówkach, bo nadal odmawia leczenia i przyjmowania pożywienia. Gdyby to zależało od niego, to zagłodziłby się na śmierć. Teraz nie wiem co będzie, lekarz coś wspomniał o liście z sądu i wizycie kuratora... Cała rodzina martwi się co się z nim stanie - że jego ciało nie wytrzyma podania leków, że nieodpowiednio się nim zajmą albo że go wypuszczą ze szpitala i dadzą mu się zagłodzić... Chciałabym mu pomóc, ale nie wiem jak?... Jak wyglądają regulacje szpitalne i prawne w takim przypadku?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Patronaty