Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 9 0

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Depresja: Pytania do specjalistów

Czy przez to, że chcę, a nie mogę wrócić do Polski mam depresję?

  Mam 15 lat i mieszkam w UK. Jestem tutaj tylko z moimi rodzicami i nie mam nikogo. Z rodzicami nie dogaduję się najlepiej. W ogóle nie chcę tutaj być, chcę jak najszybciej wrócić do Polski, ale moi rodzice tego...

  Mam 15 lat i mieszkam w UK. Jestem tutaj tylko z moimi rodzicami i nie mam nikogo. Z rodzicami nie dogaduję się najlepiej. W ogóle nie chcę tutaj być, chcę jak najszybciej wrócić do Polski, ale moi rodzice tego nie rozumieją - mogę jeździć tylko raz w roku na wakacje. Bardzo brakuje mi mojej rodziny. Tutaj siedzę tylko w domu przed komputerem i nie robię nic. Chodzę do szkoły, wracam, siadam na komputer, potem idę spać i znowu to samo. Nie mam żadnych przyjaciół, koleżanek ani kolegów. Oni są jacyś dziwni. Nie cierpię tych ludzi, ani Polaków, którzy tutaj są. Tylko piją, palą, ćpają, a to nie dla mnie. Wiem, że jeśli bym była w Polsce byłabym normalna, wychodziłabym na dwór i miała znajomych. Od jakiegoś czasu tutaj siedzę tylko, nic nie robię, ciągle zbiera mi się na płacz, źle się czuję, często mi jest słabo i nie mam w ogóle na nic siły, a moi rodzice wiecznie mają do mnie o coś pretensje. Chciałabym bardzo wrócić do Polski, ale wiem, że oni nie pozwoliliby na to. I wiem tez, że w polskiej szkole nie dałabym już sobie rady. Też bardzo się denerwuję, kiedy oni mówią coś na Polskę czy na moją rodzinę. Bardzo działa mi to na nerwy. Często też myślę o tym, żeby sobie coś zrobić, żeby mieć już święty spokój. Czy to depresja? Co mogę z tym zrobić, czy powinnam próbować wrócić do Polski? Do tego wpisu jeszcze powinnam dodać, że ostatnio w ogóle nie mam ochoty nic jeść, ale kiedy jestem w Polsce robię wszystko, nigdy mi się nie nudzi, zawsze mam coś do roboty. W Polsce mieszka moja ciocia i babcia, które są dla mnie najważniejsze w całym życiu. Mam też 6-letnią kuzynkę, za którą bardzo tęsknię i ta mała jest całym moim światem ;(.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co mam zrobić, jak w życiu nic mi sie nie układa?

Witam, Mam 30 lat i fatalnie się czuję w swoim życiu. Nie mogę znaleźć innej pracy, a w tej, którą mam czuję, że się duszę, że zaraz zwariuję. Nie mam życia osobistego, byłam w 3-letim związku, w którym stwierdziłam, że...

Witam, Mam 30 lat i fatalnie się czuję w swoim życiu. Nie mogę znaleźć innej pracy, a w tej, którą mam czuję, że się duszę, że zaraz zwariuję. Nie mam życia osobistego, byłam w 3-letim związku, w którym stwierdziłam, że to nie to, nadal znam tę osobę, ale mam rzadki kontakt. Moje zdrowie również nie jest najlepsze, piasek na nerce, z którym walczę już 2 lata, ataki są mniejsze ale są, trafiłam nawet na ostre dyżury, leczę się hormonalnie od 18. roku życia na zespół policystycznych jajników, teraz jeszcze 1 z 3 zębów mądrości się odezwał kolejny raz i czeka mnie wyrywanie. Jestem zdołowana, chciałbym sobie układać życie, ale mam czasem takie dni, że stwierdzam, że po co to wszystko, skoro to bez sensu? Rozsypały mi się ostatnio przypadkowo tabletki i przeszła mi nawet taka myśl: "a co by było gdyby?", ale uznałam że jeszcze nie teraz. Mieszkam z rodzicami, oni chcieliby żebym sobie ułożyła i miała już swoje życie, ale to nie takie łatwe, bo samej się utrzymać to nie ma szans, za mało zarabiam. Czuję jakbym miała 50 lat, jestem zmęczona, nie mogę spać, a jak zasnę to budzę się kilka razy w nocy i potem ziewam cały dzień, nie pamiętam kiedy się tak naprawdę śmiałam, kiedy byłam szczęśliwa. Zaczęłam szkolę, studia, bo stwierdziłam, że coś chcę ze sobą zrobić, ale mam dni, że zastawiam się po co, skoro czasami nie mam chcicę nawet wstać z łóżka. Dlatego nie lubię świąt, bo wtedy czuję bardziej moją samotność, odkąd pamiętam to zawsze byłam sama, ale teraz mi to doskwiera coraz bardziej. Jestem osobą otwartą, nie lubię być sama, źle się czuję jak muszę zostać sama na kilka dni. Nie wiem co mam robić, często popłakuję sobie jak rodzice nie widzą, a jeszcze mama chce mieć nade mną kontrolę w jakimś sensie, czyli chce żeby wszędzie z nią iść i spędzać z nią czas, a ja chciałabym czegoś innego. Siedzę potem nadgodziny w pracy, której nie nienawidzę, zdarza się, że po 15 godz. i potem tylko marzę o łóżku, robię to nie raz żeby paść po prostu na twarz, żeby zagłuszyć myśli i odczucia. Nie wiem co robić, jak to zmienić. To straszne, wiem czego chcę, a nie mam na to szans. Pozdrawiam, Nika

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Dlaczego nie udaje mi się umrzeć?

Pierwszy raz próbowałam się zabić jak miałam 14 lat - nie udało mi się. Potem po czterech latach znów spróbowałam i znowu żyję. Nie chciałam żyć. Nie umiałam zgodzić się z mamą, wychowywała mnie i siostrę sama. Jak miałam 20...

Pierwszy raz próbowałam się zabić jak miałam 14 lat - nie udało mi się. Potem po czterech latach znów spróbowałam i znowu żyję. Nie chciałam żyć. Nie umiałam zgodzić się z mamą, wychowywała mnie i siostrę sama. Jak miałam 20 lat zaszłam w ciąże z moim chłopakiem, do 5 m-ca nikomu nie powiedziałam, zastanawiałam się nad śmiercią, nad ucieczką. Nie chciałam, żeby to dziecko miało takie życie jak ja. Jednak urodziłam i wyszłam za mąż, bo zaszłam w kolejną ciąże, bo tak wypadało… Mam 24 lata, mieszkam z teściową jej rodziną i z mężem pod jednym dachem i nie umiem tego znieść. Nie stać mnie na to, żebym się wyprowadziła. Syn też miał się nie urodzić, bo nie było mnie stać na kolejne dziecko i razem z mężem zdecydowałam, że będę łykała różne tabletki, żeby poronić. Nie udało się. Ja jestem szczęśliwa. Mój mąż, odnoszę wrażenie, że nie. On jest z nami z obowiązku. W ogóle mnie nie traktuje jak żonę, tylko jak koleżankę. Stałam przed ołtarzem i zanim powiedziałam „tak” to się chwilę zastanawiałam. Teraz nie wiem czy żałuję, nie umiem określić uczuć. On i dzieci są dla mnie najważniejsi, ale wolałabym się już nigdy nie obudzić, nie spojrzeć na jego obojętne oczy. Nie ma nic gorszego jak obojętność. Ostatnio łykałam dużo różnych tabletek, żeby w końcu umrzeć i proszę Boga o jakąś śmiertelną chorobę dla siebie, ale nic mi nie wychodzi. Po co mam żyć, skoro jestem taka beznadziejna? Mąż do mnie mówi: „co z ciebie za matka”, „co z ciebie za żona”… Mam pociętą lewą nogę, bo to mi przynosi ulgę. Nie wiem co mnie hamuje. Jestem tak bardzo niedoskonała. A chciałam być dla niego najlepsza. Wiedział, że chciałam się zabić zanim się pobraliśmy, wiedział, że potrzebuję kogoś, kto bezinteresownie mnie przytuli. Ostatni raz zrobił to ponad 3 lata temu, przed ślubem. Był zafascynowany mną jako dziewczyną do łóżka, ale że była wpadka, to już był obowiązek. Nie wiem…

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy moje objawy wskazują na depresję?

Witam, Ponad półtora roku temu doszło w moim życiu do pewnego wydarzenia, które zmieniło w dużym stopniu moje życie, które prowadziłam przed ostatnie lata. Był to efekt bardziej fatalnego zbiegu okoliczności i lekkomyślności, niż planowane działanie. Z tego powodu odczułam...

Witam, Ponad półtora roku temu doszło w moim życiu do pewnego wydarzenia, które zmieniło w dużym stopniu moje życie, które prowadziłam przed ostatnie lata. Był to efekt bardziej fatalnego zbiegu okoliczności i lekkomyślności, niż planowane działanie. Z tego powodu odczułam bardzo silny wstrząs emocjonalny, mówiąc szczerze nie przypominam sobie bym doświadczyła czegoś podobnego kiedykolwiek wcześniej albo później, a na pewno nie o takiej sile oddziaływania. Przez pierwsze tygodnie towarzyszyło mi uczucie całkowitego otępienia, mogłam leżeć dniami i nocami patrząc się w ścianę. Nie odczuwałam specjalnie głodu, senności, ani chęci do robienia czy myślenia o czymkolwiek. Czasem miałam napady przemyśleń związanych z tym co się stało. Najprościej ujmując nie był to smutek czy żal, to była po prostu skrajna rozpacz. Z czasem to uczucie złagodziło się, mogłam w miarę normalnie funkcjonować, uczyć się. Starałam się naprawić rzeczy wynikające z tego fatalnego wydarzenia, jednak bezskutecznie. Pogarszało to powracające uczucie beznadziejności, oraz brak wiary w jakąkolwiek poprawę sytuacji. W takim stanie przebywałam około pół roku, raz było lżej, raz ciężej. Dzięki silnemu wsparciu w pewnym sensie zdecydowałam się "zostawić to za sobą" i starać się ułożyć życie od nowa. Jednak mimo że odczuwałam więcej emocji niż poprzednio (po części dzięki innym, którzy starali się je we mnie wywołać) co pewien czas powracało uczucie całkowitej pustki, tak jakbym nagle utraciła cały kontakt z przeszłością i wszystkimi moimi uczuciami i odczuciami. Wydawało mi się, że wszytko co osiągnęłam to tylko złudzenie, bo przecież nie można nagle przestać np. kogoś kochać czy lubić. Później znowu było lepiej, ale za jakieś 2-3 miesiące ten stan się powtarzał. Teraz już nie wiem, co naprawdę czuję. Nawet najbliższe osoby stają mi się nagle jakby obce... Od pewnego czasu stan całkowitej obojętności na wszystko przemieniłam w uczucie obojętności tylko na własne uczucia i potrzeby. Wszystko, czego chcę, to aby moje działania nie wpływały na nic, jestem w stanie zrobić dla innych co ode mnie chcą, najważniejsze dla mnie jest by nie tworzyć problemów ani nie komplikować życia innym ludziom. Od kilku miesięcy mam także ciągłe uczucie całkowitego zmęczenia, mogę spać lub leżeć praktycznie cały dzień i noc bez przerwy. Nie mam na nic energii. Jest to dla mnie bardzo uciążliwe, nie tylko ze względu na to, że tracę praktycznie cały czas, ale mam teraz maturę i nie jestem w stanie zmusić się do praktycznie żadnego większego wysiłku. Nie chcę ranić innych osób swoją niepewnością i obojętnością. Bardzo często mam wrażenie że powinnam się całkowicie odizolować od wszystkich, co po części mimowolnie czynię. Pół roku temu miałam wypadek, przez co od tego czasu uczęszczam na zajęcia neurologiczne EEG BFB. Miałam nadzieję że dzięki temu z czasem mój stan się poprawi, ale mimo początkowych efektów niestety tak nie jest. Nie mam siły już ciągle walczyć o swoją własną osobowość. Często mam myśli samobójcze, lub wizje własnej śmierci (co być może wynika po części z mojego charakteru). Wypalam się coraz bardziej... czy jest sposób by mi pomóc? I czy to jest depresja? Czytałam opisy różnych rodzajów depresji i szczerze mówiąc opis podobny do depresji endogennej praktycznie dopasowuje się w pełni do tego, co chciałam przekazać, ale naprawdę nie wiem co mi jest, a to coraz bardziej zabiera mi moje życie.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak uzyskać wsparcie, bo sam nie daję już rady?

Witam, Nie śpię już 2 dzień - wiem, że nie usnę, bo to samo było wczoraj. Leżąc przez głowę przechodzi mi 3000 myśli, ciągle staram sobie radzić sam. Jestem strasznie ambitny co mnie niszczy, bo po prostu nie wyrabiam z...

Witam, Nie śpię już 2 dzień - wiem, że nie usnę, bo to samo było wczoraj. Leżąc przez głowę przechodzi mi 3000 myśli, ciągle staram sobie radzić sam. Jestem strasznie ambitny co mnie niszczy, bo po prostu nie wyrabiam z tym tempem, które narzuca mi ta ambicja. Mam miliony pomysłów na to by kogoś uszczęśliwić, by zrobić coś pożytecznego, ale zawsze coś stoi na przeszkodzie, najgorsze jest to, że sam do końca nie mogę sprecyzować swojego problemu. Od jakiegoś czasu zacząłem nagrywać, chcę się tym zajmować, bo to kocham, ciągle dążę do tego, by zrobić coś lepszego niż poprzednio, ale mi się nie udaje, raz brak czasu, raz brak pieniędzy. Mam dziewczynę, której chcę dać cały świat i jeszcze więcej, nie wiem jak by prosiła i błagała, że nie chce, bo jej to wystarczy, to ja w głębi duszy czułbym, że po prostu muszę! Nie widzę innej opcji, chcę by czułą się wyjątkowa, bo to wyjątkowe uczucie. Nie zawsze jestem idealny, ale staram się jak mogę, często popełniam błędy, ale umiem się na nich uczyć, prócz na jednym - zawsze gdy łapie mnie depresja nie umiem sobie wypracować taktyki na jej pokonanie. Miałem straszne dzieciństwo, mam chora mamę, tata z nami nie mieszka, dużo o tym wspominam, bo potrzebuję zrozumienia. Wiem, że daję z siebie 100% i przykro mi jeśli ktoś dla mnie nie spróbuje nawet czegoś zrobić. Wiem, że niektórzy nie potrafią, bo są rożne typy ludzi. Schudłem o kilka kg, bo przestałem jeść. Na 180 cm wzrostu ważę 55 kg. Strasznie często myślę o ludziach, staram się przeniknąć do ich wnętrz tak głęboko by ich zrozumieć, często biorę ich problemy na siebie, mimo że mi ciężko, ale to daje mi radość, że mogę komos pomoc. Nie wiem co się ze mną dzieje. Czasem myślę, że jestem inny od innych i nie nadaję się tutaj. Często chciałem umrzeć. Nie patrzę na świat realnie, jestem zamknięty sam z tymi wszystkimi problemami i myślami, myślę o tym co jest, co będzie i co było. Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Co mam zrobić ze sobą i swoim życiem?

Jestem kobietą, mam 40 lat i straciłam wiarę, czuję się bezsilna, nie mogę sobie poradzić z niczym, czuję się pusta, czuję, jak nie ma nic sensu, za co się zabieram, to mi nie wychodzi, nie widzę żadnej przyszłości, straciłam marzenia,...

Jestem kobietą, mam 40 lat i straciłam wiarę, czuję się bezsilna, nie mogę sobie poradzić z niczym, czuję się pusta, czuję, jak nie ma nic sensu, za co się zabieram, to mi nie wychodzi, nie widzę żadnej przyszłości, straciłam marzenia, są dni, kiedy najlepiej bym została w domu, nie potrafię z nikim o tym pogadać, nie mam pieniędzy by iść do specjalisty, a wiem, że dalej nie da się tak żyć. Proszę, niech mi ktoś pomoże! Agnieszka

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Chcę popełnić samobójstwo: nie daję sobie rady z depresją i lękami!

Mam na imię Paulina i mam 24 lata. Około 5 -6 lat temu miałam depresję (przez 2 lata chorowałam na nią, chodziłam do różnych specjalistów i brałam leki psychotropowe). Okaleczałam się żyletką i dokonałam próby samobójczej przez przedawkowanie leku przeciwdepresyjnego....

Mam na imię Paulina i mam 24 lata. Około 5 -6 lat temu miałam depresję (przez 2 lata chorowałam na nią, chodziłam do różnych specjalistów i brałam leki psychotropowe). Okaleczałam się żyletką i dokonałam próby samobójczej przez przedawkowanie leku przeciwdepresyjnego. Miałam płukanie żołądka, a następnie miałam być zabrana do Gniezna, ale na szczęście pojechałam do szpitala na oddział psychiatryczny w Poznaniu. Obecnie jest mi bardzo źle, znowu okaleczam się żyletką, mam myśli samobójcze, czuję się beznadziejnie. Często płaczę, ciągle coś mi mówi w głowie, że zniszczę siebie i swoje życie. Mam szumy w uszach, czuję często, jakby zatykały mi się uszy. Żyję w ciągłym lęku, że coś mi się złego stanie. Niedawno wykryto u mnie nerwicę i lekarz przepisał mi lek uspokajający i stosuję się tylko w stresujących sytuacjach. I planuję dokonać próby samobójczej już niedługo, bo nie daję rady. Już mam nawet zgromadzone leki przeciwbólowe, a także przeciwlękowe. Czuję się bardzo samotna, nikt mnie nie rozumie, a poza tym nie mam z kim porozmawiać. Uważam, że przez picie ojca, nie wiem, co czuję i nie potrafię z nikim rozmawiać. Bardzo boli mnie to, że nie mogę dogadać się z własną matką, że ciągle ma jakieś pretensje, że jest za bardzo nerwowa i że zawsze reaguje krzykiem. Powiem Wam, że nie chcę żyć, bo jestem tylko ciężarem dla innych i byłoby lepiej dla wszystkich, gdyby mnie nie było, gdybym się nigdy nie urodziła. Szczerze, to przeklinam swoje życie!!! Od dziecka już miałam problemy, bo zaczęłam późno mówić, mam problemy z wypowiadaniem litery R, przez co czuję się gorsza od innych. Mój tata jest alkoholikiem i przez to nie mam miłych wspomnień z dzieciństwa. Pamiętam tylko to, jak tata budził mnie i mojego brata w nocy, awanturował się, trzaskał i rzucał różnymi przedmiotami, a najgorsze było to, jak mama chciała wezwać policję i wtedy tata groził jej, że coś jej zrobi. Bardzo się o nią bałam wtedy. Od mojej pierwszej próby samobójczej powtarzam sobie przez ten cały czas, że i tak to zrobię prędzej czy później, bo poprostu nie chcę żyć. Mam przyjaciółkę, która wie, co dzieje się ze mną obecnie, chce zaprowadzić mnie do psychiatry i do psychologa, ale ja odmawiam. Gdyby nie ona, to bym była całkiem sama, bo nie mam żadnych kolegów i koleżanek. Zawsze byłam sama, może dlatego, że jestem nieśmiała, spokojna i bardzo zamknięta w sobie. Czasami boję się ludzi. Sama już nie wiem, co mam robić, bo ciągle wyobrażam sobie miejsce, gdzie to zrobie. Poza tym źle śpię, nie mogę zasnąć i budzę się w nocy. Mam jakieś koszmary, mimo że biorę tabletki nasenne . Piszę tu, bo mam pytanie: jakie bym miała objawy, gdybym przedawkowała tabletki, które zgromadziłam? I jeszcze mam pytanie, czy po drugiej próbie samobójczej zostałabym zabrana do Gniezna, nawet wtedy gdybym zadwoniła do swojego lekarza psychiatry z Poznania, do którego jeźdżiłam prywatnie, aby przyjął mnie na oddział. Obecnie pracuję jako bibliotekarka w bibliotece - czy pracodawca miałby podstawy mnie zwolnić, gdyby się dowiedział o stanie mojego zdrowia, o mojej próbie samobójczej? Boję się reakcji mojej mamy, ale sama bez konsultacji z lekarzem odstawiła moje leki przeciwdepresyjne, więc mam nadzieję, że nie będzie miała do mnie żalu, ani nie będzie na mnie krzyczała.

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Urszula Sokalska-Goleń
Mgr Urszula Sokalska-Goleń

Jak się uchronić przed samozniszczeniem?

Witam serdeczni, Mam 20 lat, jestem studentem drugiego roku na uczelni technicznej. Od mniej więcej dwóch i pół roku staczam się na dno - to może nie najlepszy wstęp, ale tak w skrócie wygląda moja sytuacja. Wszystko zaczęło się pod...

Witam serdeczni, Mam 20 lat, jestem studentem drugiego roku na uczelni technicznej. Od mniej więcej dwóch i pół roku staczam się na dno - to może nie najlepszy wstęp, ale tak w skrócie wygląda moja sytuacja. Wszystko zaczęło się pod koniec liceum, było to liceum renomowane o bardzo dużym poziomie nauczania, co łączyło się z bardzo dużym stresem. Do głowy wbijano mi twardą, niepodważalną prawdę, że należy od siebie wymagać i dążyć jak najwyżej, równać do najlepszych i nie zadowalać się byle czym. I tak też starałem się czynić. Jednakże, jak mi niektórzy wypominają, chyba źle to zinterpretowałem. Tak sobie wyhodowałem perfekcjonizm, wiecznie niezadowolenie, ogromny samokrytycyzm, który koniec końców zaowocował tym, że nie potrafię żyć w zgodzie ze sobą. I siebie zaakceptować. To oczywiście jest tylko jeden z czynników, które przyczyniły się do mojego aktualnego stanu, i pewnie jeden z mniej poważnych. Można by go porównać do jednego ze "spulchniaczy gleby", na którym wyrosła moja depresja nie, nie jest to autodiagnoza, choć podejrzewałem ją u siebie już od sporego czasu. Byłem już u lekarza. Stwierdził zaburzenia lękowe i depresję. Swój perfekcjonizm wyróżniłem jako pierwszy, ponieważ moim głównym objawem, i zapewne też przyczyną (chyba może tak być) jest samoodtrącenie. Krótko mówiąc, nienawidzę samego siebie. Nie jest to jednakże tylko kwestia "zbyt dużych" ambicji i celów nie na moje siły. Jestem człowiekiem bardzo cichym. Introwertykiem. Wrażliwym. I zupełnie nie znającym się na życiu wśród ludzi. W gimnazjum byłem uważany za frajera i brzydala. W liceum było trochę lepiej, ale nie umiałem nawiązać głębszych więzi z kimkolwiek, choć myślę że była ku temu sposobność dlaczego tak było? Czy po prostu zraziłem się do ludzi, a może zbyt dużo od nich wymagałem? W głębi duszy jestem idealistą. Wierzyłem w "beletrystyczną" miłość, przyjaźń, której nie może nic zawieść. Na dobre i na złe. Ale tak nie mogło się stać. Dlaczego? Że takich więzi jak w książkach na świecie nie ma, to jedna rzecz. Druga to mianowicie to, że w gruncie rzeczy cały czas żyłem jak gdyby "obok" ludzi. Próbowałem nawiązać z nimi kontakt, ale robiłem to w sposób nieuczciwy. Nie byłem sobą. Grałem, udawałem kogoś innego. Czułem, że choć każdy z nas jest inny, unikalny, to żeby nawiązać więź trzeba być choć odrobinę podobny do innych ludzi. Wziąłem sobie tą prawdę do serca zbyt poważnie i popadłem w skrajność. A może po prostu próbowałem w ten sposób, skrywając się za maską, chronić swoje "ja" przed odrzuceniem? To przykre, ale jak na ironię skończyło się to tak, że sam odrzuciłem samego siebie. Była też w moim życiu miłość, miałem wokół niej sporo planów, chciałem zbudować na niej piękny świat, którego nic nie mogłoby zniszczyć, pełen barw, zaufania, wzajemnego zrozumienia. Lecz potem przyszło życie, rozczarowanie, nieszczerość z jej (kobiety) strony, i nic nie zostało z pięknych marzeń, z tej miłości. Przez to ponoć każdy przechodzi, ale ja nie potrafiłem się zdystansować od tych przykrych uczuć. O niej samej (kobiecie) już prawie zapomniałem, lecz wciąż zdarza mi się wracać do refleksji nad miłością, myśleć o tym, czym ona właściwie jest, i czy tak naprawdę łudziłem się w swoim naiwnym idealistycznym nastawieniu. Ktoś oczywiście powie, że przecież nie wszyscy są sobie pisani, że mnóstwo jest rybek w stawie, albo że "nie była ciebie warta" (tekst roku). Podzielałbym to zdanie gdyby nie to, że czułem, jakby ona chciała dać mi szansę. I tak się też zachowywała. No ale wszystko spieprzyłem. Ogrom emocji jaki mnie trafił całkowicie przejął nade mną kontrolę, przez co zachowywałem się jak debil. W ten sposób wyhodowałem sobie wstręt do jakichkolwiek uczuć. Zamknąłem się w sobie już zupełnie i dusiłem wszelkie emocje w zarodku, chcąc zachować kamienną twarz. Po liceum, maturze którą przez moje perypetie uczuciowe napisałem sporo poniżej oczekiwań, przyszedł czas refleksji. W końcu byłem już dorosły. Pewien okres w życiu miałem już za sobą. Bilans wypadł fatalnie. Nie miałem przyjaciół, czułem się strasznie samotny, wszystko mnie przytłaczało, świat wydał mi się strasznie obcy, przerażający wręcz postanowiłem jeszcze dać sobie szansę na studiach, uwierzyć że będzie lepiej. Choć wtedy już dopadały mnie pierwsze lęki. Pierwszy rok studiów w moim wykonaniu - ktoś powie, że jak marzenie. Wszystko zaliczone w pierwszych terminach, poza jedną poprawką we wrześniu, ale to tam pikuś. Czułem, że jestem z tego wszystkiego dobry. A może nawet i najlepszy w grupie. Nawiązałem kontakt z ludźmi. Ale powierzchowny, niestety spróbowałem też jeszcze raz szczęścia w miłości, ale nie trafiłem. Znów było mi przykro. Ona jednak potraktowała mnie lepiej niż tamta. Dziś stara się mnie wspierać i być przyjaciółką. Jestem jej za to wdzięczny. Drugi rok to już niestety żałosny pokaz staczania się na dno. Dopadły mnie już, nazwijmy to, kliniczne objawy. Codziennie boli mnie głowa, nie wysypiam się. I to wszechogarniające poczucie bezsensu wszystkiego. Sam nie wiem do końca, skąd to się wzięło być może nawarstwiały się u mnie te wszystkie duszone emocje i teraz mam taki efekt zaczęły dopadać mnie lęki, przed światem, ludźmi. Czułem jak mnie osądzają, jak jestem daleko od spełnienia ich wymagań. Zacząłem nienawidzić się jeszcze bardziej. Nie mogę skupić się na nauce, jestem najgorszy w grupie, ludzie zaczynają uważać mnie za idiotę, są nieliczni, przed którymi się otworzyłem i czuję, że zrobiłem to niepotrzebnie, że obarczam ich durnymi problemami. Bo w końcu wystarczy "wziąć się w garść". A ja nie potrafię dziś patrzę jak inni sobie świetnie radzą, zaliczają na piątki, a ja męczę się, uwalam najłatwiejsze rzeczy, na część w ogóle nie przychodzę. Doszło do tego, że zacząłem chorobliwie zazdrościć. Zaczęła wyłazić ze mnie zawiść. Każda dobra ocena, którą dostają inni, jest dla mnie jak cios w serce - kiedyś moja samoocena opierała się na tym, że byłem najlepszy. Była to zwykła arogancja. Dziś jestem najgorszy i pełen złych uczuć. Poza nienawiścią do siebie zaczynam też nienawidzić innych, odwracam się od tych, na których przecież tak bardzo mi zależało, codziennie dopadają mnie myśli samobójcze, a także natrętne myśli o zrobieniu komuś krzywdy, przez które czuję się naprawdę bardzo źle. Zaczynam myśleć, że po prostu nie powinienem żyć, że moje życie to jakaś kpina, moje studiowanie zaś ubliża innym studentom. Jedna moja przyjaciółka pyta mnie, jak mogłaby mi pomóc. Mnie się niestety nie da pomóc, wszystko zawaliłem, stoczyłem się na samo dno, nie zaliczam studiów, czuję totalny bezsens wszystkiego. Jedyne co mi w głowie siedzi to jakiś most albo wysoki budynek. Bo tak już dłużej po prostu nie można. U lekarza byłem, przepisał mi w pierwszym rzucie combo 3 psychotropów - przeciwpadaczkowy, neuroleptyk i antydepresant z grupy TLPD. Mówił, że mnie to szybko postawi na nogi i że zaliczę sesję. Po lekach nie czułem się dobrze, choć nie było tak tragicznie jak jest teraz, bez nich. Jak się skończyły, odstawiłem je, do czego nakłoniła mnie moja matka mówiąc "nie szprycuj się tym". Patrzy na mnie jak na wariata. Kto wie, może ma rację. Ogólnie rodzice nie akceptują mojego stanu. Mówią że to spowodowane uczelnianym stresem. Ze potem będzie dobrze. I że powinienem chodzić do kościoła, a nie brać prochy. Czuję się zupełnie odrealniony, poczucie absurdu mnie tak przenika, że nie widzę żadnego wyjścia. Nie chcę już żyć. Nic nie sprawia mi radości. Dzień w dzień cierpię, i to jest cierpienie pozbawione sensu. Zawalam uczelnię, ale przestaje mi już na niej zależeć. Dostaję ataków niekontrolowanego płaczu, najchętniej zwinąłbym się w kłębek i płakał, leżąc na podłodze. A przyjaciele - żałuję, że ich w to wplątałem. Mają przecież swoje problemy. Ja jestem człowiekiem z cienia, wiecznie żyłem obok ludzi, nie zasługuję na przyjaciół. Jestem złym człowiekiem, który zasługuje na karę, niebezpiecznym dla otoczenia karykaturą mężczyzny, słabym, żałosnym ludzikiem, z wiecznymi pretensjami do siebie i do świata. Tacy jak ja po prostu nie powinni żyć. Po prostu nie powinni… Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy moje zaburzenia nastroju i izolowanie się wynika z mojej depresji?

Witam, Mam 42 lata, od paru lat choruję na depresję, mam zmienność nastroju, wszystko mnie drażni, chce mi się często płakać i bardzo często myślę o samobójstwie. Bardzo szybko się irytuje i jestem wykończony psychicznie, nic mi się...

Witam, Mam 42 lata, od paru lat choruję na depresję, mam zmienność nastroju, wszystko mnie drażni, chce mi się często płakać i bardzo często myślę o samobójstwie. Bardzo szybko się irytuje i jestem wykończony psychicznie, nic mi się nie chce. Najlepiej czuje się jak jestem sam i nikt mi nie zawraca głowy, chciałbym być długi czas sam, denerwują mnie ludzie, nie mogę się skupić, są momenty, kiedy jestem bliski wpadnięcia w szał - czuję jakbym miał za moment dostać na głowę. Zmieniła mi się bardzo moja osobowość i mój charakter. Często chodzę po sklepach i robię zakupy, których tak naprawdę nie potrzebuje. Nikt mnie nie rozumie. Wstyd mi, że zwróciłem się do Państwa z tym problemem, ale chyba nie bardzo już miałem do kogo. Zastanawiam się, co zrobić w momentach krytycznych, czyli wtedy, kiedy dziwne myśli przychodzą mi do głowy i mam wraże jakbym miał zaraz dostać na głowę. Pozdrawiam Państwa

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Dlaczego, choć mam 17 lat, nie chce mi się żyć?

  Witam, Mam 17 lat i nie chce się mi żyć. A wszystko zaczęło się od II semestru III klasy gimnazjum kiedy to przestała mnie interesować moja przyszłość - z ucznia średniego spadłem do bardzo słabego i wylądowałem w szkole...

  Witam, Mam 17 lat i nie chce się mi żyć. A wszystko zaczęło się od II semestru III klasy gimnazjum kiedy to przestała mnie interesować moja przyszłość - z ucznia średniego spadłem do bardzo słabego i wylądowałem w szkole zawodowej (zawsze myślałem, że pójdę przynajmniej do technikum, niestety...). Teraz, kiedy już tam chodzę jest okropnie - w szkole jeszcze jakoś idzie przeżyć, gorzej z praktykami. Gdy przychodzą te dni, w których mam tam iść normalnie mnie mdli, wcale ten zawód mnie nie fascynuje nigdy nie lubiłem tego co teraz robię. Próbowałem zmienić szkołę lecz wszędzie mi odmawiają i jedyne co mnie trzyma jeszcze przy życiu to zmiana szkoły po zakończeniu roku. Jak wracam ze szkoły to się nudzę, nie mam co robić, dodam że mieszkam na wsi. Poszedłbym na dwór, ale są takie nudy, że szok, a moi wszyscy koledzy siedzą przed komputerem i nie chcą wyjść z domu ;/.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

To depresja czy jakaś inna choroba? Gdzie szukać pomocy?

Witam, mam 32 lata, jestem kobietą. Zacznę od tego, że od jakiś dwóch lat miałam ciągły problem z pęcherzem - lekarze nie wiedzą co mi jest, wyniki badań były ok. Od jakiegoś roku pojawiło się zniechęcenie do wszystkiego, otępienie. Jestem...

Witam, mam 32 lata, jestem kobietą. Zacznę od tego, że od jakiś dwóch lat miałam ciągły problem z pęcherzem - lekarze nie wiedzą co mi jest, wyniki badań były ok. Od jakiegoś roku pojawiło się zniechęcenie do wszystkiego, otępienie. Jestem ciągle niewyspana. Przez to zawaliłam studia uzupełniające magisterskie, nie pojechałam po wpis, bo spałam. Potrafiłam chodzić tylko do pracy. Po powrocie z pracy kładłam się do łóżka i tak mijał dzień. Ożywiałam się tylko kiedy przyjeżdżał mój chłopak mieszkający w innym mieście. Wtedy udawałam, że nie mam problemów i jest wszystko ok. Okłamałam zarówno mamę jak i jego, że na studiach jest wszystko ok. Wiem, że zapewne niedługo to wyjdzie na jaw i nie widzę sensu życia. W dodatku straciłam pracę, mój zakład pracy zostanie zlikwidowany. Naprawdę nie wiem już co mam robić. Dodam, że w dzieciństwie byłam molestowana oraz matka mnie biła, mam bardzo trudne relacje z nią do dzisiaj. Jednocześnie czuję się winna i nie chce mi się żyć, a za chwilę pragnę tego życia bardzo, ale boję się co będzie dalej. Dodam, że nie mam pieniędzy na leczenie prywatne.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak mogę pomóc synowej, która nie może zajść w ciążę i chyba popada w depresję?

  Witam, Moja synowa bardzo chce dziecka, niestety nie może zajść w ciążę. Tak bardzo chce dziecka, że nie może o niczym innym myśleć, zamyka się w sobie, całymi dniami leży, mało co je, nie sypia po nocach, nie...

  Witam, Moja synowa bardzo chce dziecka, niestety nie może zajść w ciążę. Tak bardzo chce dziecka, że nie może o niczym innym myśleć, zamyka się w sobie, całymi dniami leży, mało co je, nie sypia po nocach, nie można z nią o niczym porozmawiać, nic ją nie interesuje - bardzo bym chciała jej pomóc, ale nie wiem jak. Bardzo proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak namówić przyjaciółkę na wizytę u psychologa?

Dziękuje bardzo za odpowiedź. Moja przyjaciółka ma depresję i nie mogę namówić jej na wizytę u psychologa ani u psychiatry. Nie mam pojęcia co mam robić, jak jej pomóc. Mogłaby mi Pani coś poradzić?
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Dr Anita Rawa-Kochanowska
Dr Anita Rawa-Kochanowska

Jak po rozstaniu ułożyc sobie życie na nowo z kimś innym?

Witam, Mam 20 lat i jestem kobietą. Pół roku temu zakończyłam związek z partnerem, z którym byłam 3 lata. Była to decyzja przemyślana. Powodem rozstania było zachowanie partnera, który często zachowywał się agresywnie, nie kontrolował swoich słów, zdarzało mu się...

Witam, Mam 20 lat i jestem kobietą. Pół roku temu zakończyłam związek z partnerem, z którym byłam 3 lata. Była to decyzja przemyślana. Powodem rozstania było zachowanie partnera, który często zachowywał się agresywnie, nie kontrolował swoich słów, zdarzało mu się często powodować kłótnie bez powodu, podczas których obrażał mnie, delikatnie mówiąc, nie przebierając w słowach. Po rozstaniu poczułam się dobrze, poczułam się wreszcie wolna, byłam szczęśliwa. Mimo tego, że partner chciał powrotu byłam pewna swojej decyzji i nie brałam takiej opcji pod uwagę. 3 miesiące temu poznałam świetnego człowieka, który jest spełnieniem wszystkich moich marzeń. Było nam razem cudownie, niestety od miesiąca nie mogę powstrzymać myśli o starym partnerze. Mam zmienne nastroje, nie mogę się na niczym skopić, straciłam całą radość przebywania z nowym chłopakiem. Wiem, że nie chcę powrotu do byłego, jednak nie mogę przestać myśleć o nim. Jest to tak męczące, że powoduje mdłości i ból prawie fizyczny. Wydaje mi się, że obecny partner nie jest moja prawdziwą miłością w porównaniu do poprzedniego, momentami chcę zerwać tę znajomość, a w następnej chwili czuję, że nie mogę go zranić, że go kocham, że chcę być tylko z nim... i tak cały czas, błędne koło. Nie wiem co mam zrobić, bardzo się męczę i nie widzę rozwiązania sytuacji. Pozdrawiam, Aneta

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Dotyczy: Neurologia Depresja

Czy mój chłopak ma depresję, czy to tylko lenistwo i robienie innym na złość?

Mój chłopak ma 19 lat, jest w klasie maturalnej. Ostatnio zmienił szkołę z jednego z lepszych liceów w Warszawie na liceum o wiele niższym poziomie. Zawsze świetnie się uczył, jest bardzo inteligentny i oczytany. Mamy bardzo bliskie relacje, jesteśmy ze...

Mój chłopak ma 19 lat, jest w klasie maturalnej. Ostatnio zmienił szkołę z jednego z lepszych liceów w Warszawie na liceum o wiele niższym poziomie. Zawsze świetnie się uczył, jest bardzo inteligentny i oczytany. Mamy bardzo bliskie relacje, jesteśmy ze sobą 3 lata i jestem jedyną osoba, która zna go najlepiej. Jest niezwykle lubiany przez wszystkich, na zewnątrz sprawia wrażenie silnego i obojętnego na cały świat, jednak to tylko rodzaj maski. Przez ostatni miesiąc całymi nocami gra na komputerze lub ogląda filmy, w dzień śpi, przez co nie opuszcza szkołę. Opuścił się w nauce, nie uczy się do matury, chociaż ma duże zaległości. Martwię się o niego! Rozmawiałam z nim na spokojnie - mówi, że to przez matkę, z którą stale się kłóci (zwala wszystko na nią). Teraz po prostu wegetuje, zabija czas, przez co marnuje i niszczy siebie i rani ludzi, którzy go kochają. Moje rozmowy z nim nic nie skutkują, kiedy do niego dzwonie i pytam czy się uczy, zapewnia mnie, że tak, po czym dowiaduje się od jego mamy, że ciągle gra i ogląda filmy. Ostatnio zaaranżowałam rozmowę miedzy nim, mama a mną. Notorycznie mnie okłamuje. Na niczym i nikim już mu nie zależy. Zdaje sobie sprawę z tego, że nie dostanie się na wymarzone studia i poddał się. Sam mówi, że stracił motywacje. Czasem mówi o samobójstwie (niby w żartach). To mnie przerasta. Nie zależy mu również na mnie co sam powiedział. Powinnam go zostawić, już brak mi sił i pomysłów. Jednak wydaje mi się, że sam sobie nie poradzi. Czy to uzależnienie od gier czy może depresja, może dorosłość go przerasta? Ciągle mówi, że nie daje rady i każdy od niego czegoś wymaga. Toczy z mamą "wojnę" teraz już prawi się nie odzywają do siebie. Chciałabym zaproponować mu wizytę u specjalisty ale jest osobą, która twierdzi, że wszyscy inni są "chorzy". On zdaje sobie z tego sprawę, że to co robi jest samodestrukcyjne, ale jak twierdzi nie ma lepszego wyjścia i wszystko jest mu obojętne. Ja go bardzo kocham, nie wyobrażam sobie bez niego życia, ale nie poznaje tego chłopaka, wszyscy go kochamy i się nim przejmujemy lecz nie wiemy już co robić! On nie chce już nic zmieniać, tak mu dobrze. To błędne koło. Denerwuje go to, że nie dostaje pieniędzy, gdyż nie wywiązuje się ze swoich obowiązków. Zawsze po takiej rozmowie na koniec mówi, że zacznie się starać itp. po czym robi to samo i kłamie mi w żywe oczy. To boli. Bardzo proszę o poradę. Kasia

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy brak pracy i problemy w związku na odległość spowodowały u mnie depresję?

Witam, Jestem kobietą mam 24 lata. Od roku nie mogę znaleźć pracy. Poza tym studiuję, jestem na V roku, studia zaoczne, czyli płatne i tutaj pojawia się problemy. Utrzymują mnie rodzice, co też mnie męczy. Nie chce mi się rano...

Witam, Jestem kobietą mam 24 lata. Od roku nie mogę znaleźć pracy. Poza tym studiuję, jestem na V roku, studia zaoczne, czyli płatne i tutaj pojawia się problemy. Utrzymują mnie rodzice, co też mnie męczy. Nie chce mi się rano wstawać z łóżka, pracy szukam cały czas, intensywnie. Non stop jestem zmęczona, śpiąca i bez życia. Ponadto kłócę się z moim narzeczonym. W związku również mi się nie układa. Jesteśmy ze sobą od 2 lat. Mamy związek na odległość, niestety. Cały czas zarzucam mu, że mnie nie kocha, chociaż zapewnia mnie, że jest inaczej, twierdząc, że sobie wymyślam siedząc w domu... Być może ma rację. Czy mogę mieć depresję? W jaki sposób mogę poprawić moje relacje z chłopakiem na odległość?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy, jeśli to depresja, powinnam zgłosić się do lekarza?

  Witam, Mam 16 lat i ostatnimi czasy mam wrażenie, że wszystko się sypie. Jestem nieszczęśliwie zakochana, a mój obiekt westchnień jest uzależniony od substancji odurzających. Żyję jego życiem, dosłownie. Wpływa to na mnie, albowiem cały czas myślę...

  Witam, Mam 16 lat i ostatnimi czasy mam wrażenie, że wszystko się sypie. Jestem nieszczęśliwie zakochana, a mój obiekt westchnień jest uzależniony od substancji odurzających. Żyję jego życiem, dosłownie. Wpływa to na mnie, albowiem cały czas myślę tylko o nim, czy wszystko jest w porządku. Oprócz tego nie mam żadnej motywacji do życia, pracy, nauki. Zaczęłam palić i pić. Moim ulubionym zajęciem stało się spacerowanie po mieście i myślenie. Ostatnio nie zważając na ludzi usiadłam na chodniku i zaczęłam płakać, a ból i histeria tak mną zawładnęły, że nie mogłam iść dalej. Wieczory stały się dołujące, często płaczę choć czasem już nie mam na to siły. W skali depresji Becka dostałam 38 punktów. Co powinnam zrobić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Próba samobójcza - wypis ze szpitala

Moja narzeczona próbowała popełnić samobójstwo. Na szczęście nie udało się jej. Po pobycie w normalnym szpitalu skierowano ją do szpitala psychiatrycznego. I wtedy zaczęły się problemy i kłamstwa. Wmówiono jej, że musi podpisać zgodę na pobyt w szpitalu, bo...

Moja narzeczona próbowała popełnić samobójstwo. Na szczęście nie udało się jej. Po pobycie w normalnym szpitalu skierowano ją do szpitala psychiatrycznego. I wtedy zaczęły się problemy i kłamstwa. Wmówiono jej, że musi podpisać zgodę na pobyt w szpitalu, bo jeśli nie, to będzie ciągana po sądach, a do szpitala zaciągną ją siłą i będzie do wszystkiego zmuszana. Więc zgodziła się podpisać. Trafiła do szpitala. Tam lekarka, która ją przyjmowała powiedziała, że właściwie to nie ma potrzeby, żeby ją przyjmować, ale na kilka dni to zrobią. Potem trafiła do innej psychiatry. Ta raz spotkała się z nią i przez kilka dni nic. Tylko siedziała na oddziale i nic więcej. W końcu przez telefon skontaktowałem się z lekarką (bo osobiście nigdy nie miała czasu). Powiedziała, że narzeczona dostanie nowe leki i musi zostać co najmniej miesiąc w szpitalu. Tylko po co, skoro leki może brać w domu, a tam nie ma żadnej terapi, a po drugie strasznie źle działa na nią zamknięcie. Chce się wypisać na własne żądanie. Czy może to zrobić? Czytałem trochę i wiem, że często lekarze straszą, że jeśli to się zrobi to zamykają ją na siłę. Czy mają do tego prawo? Co zrobić w takiej sytuacji ? Na jakie przepisy prawne można się powołać, żeby ją wypuścili?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Czy depresja do mnie wróciła?

Na depresję leczyłam się ok. 1,5 roku, jednak od 3 tygodni nie biorę leków. Po pierwsze sama je odstawiłam, bo czułam się dobrze, a po drugie od nowego roku nie ma w moim mieście już lekarza psychiatry, który przyjmowałby...

Na depresję leczyłam się ok. 1,5 roku, jednak od 3 tygodni nie biorę leków. Po pierwsze sama je odstawiłam, bo czułam się dobrze, a po drugie od nowego roku nie ma w moim mieście już lekarza psychiatry, który przyjmowałby na "kasę chorych" tylko przyjmuje prywatnie, a mnie na takie wizyty nie stać. Na przeżycie miesiąca mam ok. 400 zł. Jednak od kilku dni codziennie płacze, czuję się taka bezsilna, nie sypiam po nocach, a jak już zasnę, to śnią mi się tak koszmarne i zarazem realistyczne sny, że na drugi dzień boję się nadchodzącej nocy. Co mam zrobić? Nie stać mnie na prywatną wizytę u specjalisty, chyba najłatwiej byłoby skończyć z tym życiem. Nie chcę znowu przeżywać tej choroby na nowo, to ponad moje siły.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak pomóc osobie chorej na depresję, po próbie samobójczej?

  Moja koleżanka zachorowała na depresję, miała próbę samobójczą, a teraz jest po leczeniu szpitalnym. Bardzo się o Nią boję. Dzwonimy do siebie, bo mieszkamy daleko. Chciałabym Ją wspierać w tych trudnych chwilach, ale nie wiem, czy moje...

  Moja koleżanka zachorowała na depresję, miała próbę samobójczą, a teraz jest po leczeniu szpitalnym. Bardzo się o Nią boję. Dzwonimy do siebie, bo mieszkamy daleko. Chciałabym Ją wspierać w tych trudnych chwilach, ale nie wiem, czy moje rozmowy pomagają. Sama mam usposobienie niezbyt optymistyczne a zachęcam Ją do walki o siebie, spacerów, przywoływania dobrych wspomnień, myśli. Trochę mnie to przerasta, bo czuję się odpowiedzialna za każde słowo i wydaje mi się, że nie jestem autentyczna. Proszę o fachową poradę. Jak mam pomóc a nie zaszkodzić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Dotyczy: Neurologia Depresja
Patronaty