Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 9 0

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Depresja: Pytania do specjalistów

Co zrobić, bo nie chcę umrzeć, ale nie widzę innego wyjścia?

Mam 14 lat i chodzę do gimnazjum. Już od dziecka zdarzały mi się myśli samobójcze, ale wtedy jeszcze nawet nie wiedziałam jak to się nazywa. W piątej klasie szkoły podstawowej okaleczałam się, ale nie chodziło mi o to żeby się...

Mam 14 lat i chodzę do gimnazjum. Już od dziecka zdarzały mi się myśli samobójcze, ale wtedy jeszcze nawet nie wiedziałam jak to się nazywa. W piątej klasie szkoły podstawowej okaleczałam się, ale nie chodziło mi o to żeby się zabić. Przez całą szóstą klasę byłam zadowolona z życia i w ogóle prawie ani razu nie płakałam. Kiedy przeprowadziłam się i poszłam do gimnazjum na początku było cudownie, uwielbiałam nową szkołę i nowych znajomych. Później zakochałam się i byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Kiedy dowiedziałam się, że ON mnie nie cierpi pierwszy raz od bardzo dawna próbowałam podciąć sobie żyły, ale to było w szkole i do dyspozycji miałam tylko nożyczki więc się nie udało. Od tamtego czasu przez 3 miesiące nawet już o nim zapomniałam, ale miałam stale myśli samobójcze. Podczas lekcji nie uważałam, tylko planowałam własną śmierć. W domu płakałam godzinami. Próbowałam udawać przed znajomymi, że wszystko jest dobrze, ale wszyscy zauważyli zmianę mojego nastroju. Podjęłam kilka prób samobójczych, ale nikt się o tym nie dowiedział, bo nic poważniejszego mi się nie stało. Najbardziej chciałam przedawkować leki, ale nie miałam do nich dostępu. Zrobiłam sobie mnóstwo blizn na nadgarstkach. Bardzo opuściłam się w nauce, nigdy nie byłam świetna, ale moja średnia zawsze wahała się pomiędzy 4,6 a 4,8, a teraz spadłam do 3,5. Nie czułam potrzeby nauki, bo byłam pewna, że w końcu się zabiję. Ostatnio czuję się zupełnie inaczej, mogę to uczucie porównać do tego, jakby wtedy przez cały czas coś mnie dusiło, a teraz mogę wreszcie swobodnie oddychać. Ale to jest dziwne, bo nic się nie polepszyło w moim życiu, przeciwnie jest coraz gorzej. A najgorsze jest to, że zniszczyłam sobie życie, nauczyciele myślą że jestem głupia i roztrzepana, znajomi biorą mnie za jakąś wariatkę, bo czasem zachowywałam się jakbym była naćpana (ale nigdy nic nie brałam). Teraz chciałabym normalnie żyć, ale tyle już zrobiłam, żeby w końcu popełnić samobójstwo, że czuję, że muszę to zrobić, nawet jeśli już nie chcę. A w dodatku mój dobry nastrój może być tylko przejściowy, bo trwa dopiero tydzień, a skrajnie załamana byłam przez 3 miesiące. Straciłam wtedy zainteresowanie wszystkim, a teraz nagle je odzyskałam. Boję się, że to wróci, bo wtedy na pewno się zabiję i już nic mnie nie powstrzyma.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy nieśmiałość od wczesnego dzieciństwa może doprowadzić do depresji?

Witam, choruję na depresję od wielu lat przyjmuje różne leki antydepresyjne, ale jak dotąd jeszcze nie trafiłem na lek, który by mi pomógł - po wszystkich źle się czuję i nigdy nie kontynuuję leczenia. Jak już jest bardzo...

Witam, choruję na depresję od wielu lat przyjmuje różne leki antydepresyjne, ale jak dotąd jeszcze nie trafiłem na lek, który by mi pomógł - po wszystkich źle się czuję i nigdy nie kontynuuję leczenia. Jak już jest bardzo źle przyjmuję lek doraźnie. Mam pytanie: od dziecka jestem osobąnieśmiałą, zawsze bałem się gdzieś iść ze znajomymi, bo po prostu nie miałem odwagi - czy nieśmiałość możne być spowodowana niedoborem serotoniny?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Co robić gdy nie pomagają leki na depresję?

  Witam, Mój mąż jest chory na depresję - bierze już od ponad kilku lat leki, niestety żadne mu nie pomagają, teraz to chyba bierze ósmy lek z kolei i nic żadnej poprawy - jak można dobrać leki choremu aby...

  Witam, Mój mąż jest chory na depresję - bierze już od ponad kilku lat leki, niestety żadne mu nie pomagają, teraz to chyba bierze ósmy lek z kolei i nic żadnej poprawy - jak można dobrać leki choremu aby zaczęły pomagać? On już ta chorobą jest tak załamany, mówi non stop o samobójstwie, choć ostatnie dwa miesiące spędził w szpitalu na oddziale depresji, nic mu to nie pomogło, wręcz przeciwnie - teraz czeka na oddział dzienny, ale jak widać terapia też nic nie daje, więc chyba tylko leki zostały, ale jak je dobrać? Magda

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Mam wątpliwości co do diagnozy psychiatry - czy to na pewno depresja?

Witam. Jak powinno się prawidłowo diagnozować zaburzenia depresyjne? Czy jedna wizyta lekarska, oparta na powierzchownym wywiadzie, wystarczy, by stwierdzić, iż u pacjenta występują biochemiczne przyczyny zaburzeń? Czy nie powinno się raczej zlecać badań dodatkowych, które mogłyby wykluczyć medyczne przyczyny...

Witam. Jak powinno się prawidłowo diagnozować zaburzenia depresyjne? Czy jedna wizyta lekarska, oparta na powierzchownym wywiadzie, wystarczy, by stwierdzić, iż u pacjenta występują biochemiczne przyczyny zaburzeń? Czy nie powinno się raczej zlecać badań dodatkowych, które mogłyby wykluczyć medyczne przyczyny lub szczegółowo je określić i na podstawie takich badań dobrać pacjentowi lek? W moim przypadku lekarz stwierdził zaburzenia na podstawie rozmowy i przepisał lek. W razie gdybym się źle po nim czuł, miałem próbować innego. Przeczytałem ulotkę i czytając o możliwych skutkach ubocznych, postanowiłem nie brać lekarstwa. Nie mam zaufania do takiej metody na chybił trafił. Przecież nawet nie wiem, czy przyczyną moich problemów są czynniki biochemiczne, czy może tylko psychologiczne. Zanim zacznę brać jakiś lek, wolałbym się upewnić, co mi konkretnie dolega.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Gdzie powinieniem się udać jeśli to depresja?

21 lat, M. Myślenie o "sznurze" jako o najlepszym i ostatecznym rozwiązaniu problemów pojawiło się, gdy mój wiek był jednocyfrowy, i tak przez kolejne 10 lat (jak widać jestem teoretykiem skoro piszę ten post. Być może na początku wiązało się...

21 lat, M. Myślenie o "sznurze" jako o najlepszym i ostatecznym rozwiązaniu problemów pojawiło się, gdy mój wiek był jednocyfrowy, i tak przez kolejne 10 lat (jak widać jestem teoretykiem skoro piszę ten post. Być może na początku wiązało się to z nową szkołą, później zostało z przyzwyczajenia. Myśli samobójcze były częste i natrętne, że jeśli nic mi się nie będzie udawać to zawsze zostaje to wyjście. myślałem, że przeszło mi to i jest lepiej, ale powoli zapadam się znowu. Nic nie przynosi mi satysfakcji, wszystko co robię po prostu "zapycha" czas. Nie mam problemów ze snem - mogę spać 12 godzin, podobnie z jedzeniem (przygotowywanie posiłków to doskonały sposób na kolejne godziny), oddalam od siebie myśli o aktualnych obowiązkach przeglądając internet, czytając gazety. Często "przerzucam" stare czasopisma. Problemy z koncentracją na jednej czynności dłużej niż kilkadziesiąt minut miałem praktycznie zawsze. Wykazuję mnóstwo krótkotrwałych zainteresowań, często sprzecznych z aktualnymi celami, nie przejmuję się przyszłością, nie planuję czegokolwiek, próby myślenia o tym są dla mnie nie do zniesienia. Od 18 urodzin nie chcę pogodzić się z dorosłością, nie chcę widzieć siebie w jakiejkolwiek poważnej roli. Uciekam od rzeczywistości chciałbym ciągle poznawać nowe rzeczy, nie zatrzymywać się, a pragnienie spokojnego trwania w miejscu tłumaczę sobie "obecnym stanem". Ciągle rozpamiętuję rzeczy, które mogłem zrobić w przeszłości jak do tej pory pisałem o sobie, bo ludzie praktycznie dla mnie nie istnieją. Nie wzbudzają jakichkolwiek emocji. Bezosobowe otaczające mnie ciała przedstawiające roszczenia. Staram się zachować pozory, podtrzymuję "rozmowy o niczym", ale np. szczerze śmieję się z absurdalnych żartów. Wcześniej po prostu mało spotykałem się z ludźmi w szkole średniej i wcześniej, ale teraz specjalnie unikam kontaktów - dyskusja z grupą nie sprawia mi problemów, ale rozmowa z nową osobą to traumatyczne przeżycie. W kontaktach z kobietami przez lata w mojej głowie panowała absolutna pustka i panika, o czym mógłbym rozmawiać z dziewczyną - każda dziewczyna, z którą pogadam parę minut wydaje się bardzo miłą, ale to koniec skali emocji. Nie ma nic ponadto. Emocje i rozpacz ludzi wokół mnie stanowią dla mnie zagadkę, czy raczej powód do zastanowienie dlaczego nic nie odczuwam, bo przecież nie przejmuję się obcymi problemami - odczuwam potrzebę przebywania z ludźmi lecz wydaję się, że nie miałbym nic do zaoferowania i narzucałbym się, prawie każdy komentarz kogoś na temat mojej osoby wydaje się być szyderstwem (wiem, że tak nie jest, ale coś wewnątrz nakazuje tak sądzić), dlatego staram się być "niezauważalny". Wygląd fizyczny nie niepokoi mnie zbytnio, kiedyś stanowił problem, ale to już przeszłość skoro i tak wszystko zależy od psychiki. Pisałem ten post kilkadziesiąt minut i usunąłem wiele nadprogramowych "mój" "mnie" "moich" ale i tak pewnie aż roi się od tego w tekście :P. Na koniec napiszę, że wszystko i tak rozbija się o pseudofilozoficzne kosmologiczne rozważania, wg których życie jednostki nic nie znaczy w skali i czasu wszechświata, czy chociaż ameby państw rozpełzające się po kuli ziemskiej przez setki lat przy których ludzkie egzystencje to mignięcia świetlików.

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak pomóc siostrze w silnej depresji i jak pomóc samej sobie?

Mam 15 lat i mam pewien problem. Dwa lata temu przyjechałam do Kanady, gdzie mieszkają moje dwie starsze siostry. Moja najstarsza siostra popadła w depresję, ale bardzo silną depresję, a w dodatku nadużywa alkoholu. Sprawa zaczyna być coraz...

Mam 15 lat i mam pewien problem. Dwa lata temu przyjechałam do Kanady, gdzie mieszkają moje dwie starsze siostry. Moja najstarsza siostra popadła w depresję, ale bardzo silną depresję, a w dodatku nadużywa alkoholu. Sprawa zaczyna być coraz bardziej poważna. Przedwczoraj próbowała popełnić samobójstwo. Ona ma dopiero 34 lata i malutkie dziecko, które potrzebuje matki. Najgorsze jest to, że jej facet w ogóle się tym nie interesuje, on ma wszystko gdzieś. Dla niego liczy się tylko komputer i praca. Gdy wraca do domu ledwo przytuli dziecko i idzie oglądać filmy. W ciągu całego dnia moja siostra go widzi tylko na obiedzie, z dzieckiem też jej nie pomaga. W weekendy zaprasza sobie kolegę i oglądają filmy, a moja siostra siedzi z sama. Boję się, tak bardzo się boję o moją siostrzyczkę…

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak zrobić, żeby się zabić?

Chcę się zabić, nie mam siły już walczyć z problemami, pomóżcie mi wybrać jak, tylko żeby było szybko.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak pomóc koleżance, która mówi, że chciałaby się zabić?

Witam, Moja koleżanka ma 15 lat. Od kilku miesięcy dziwnie się zachowuje. Twierdzi, że ma depresję. Często mówi o tym, że chciałaby się zabić. Wspólnie z 2 koleżankami rozmawiałyśmy z nią o tym. Mówi, że nie wie dlaczego tak...

Witam, Moja koleżanka ma 15 lat. Od kilku miesięcy dziwnie się zachowuje. Twierdzi, że ma depresję. Często mówi o tym, że chciałaby się zabić. Wspólnie z 2 koleżankami rozmawiałyśmy z nią o tym. Mówi, że nie wie dlaczego tak się zachowuje. Dwa razy się cięła, nie wiemy jak jej pomóc. Jej rodzice nic o tym nie wiedzą. Ostatnio chciałyśmy do nich pójść, ale stwierdziła, że jest już lepiej, że wszystko już ok, i jest szczęśliwa. Ale sytuacja oczywiście się powtarza. Nie wiemy jak jej pomóc. Nie widzimy powodów dla których miałaby się tak czuć. Ma kochającą rodzinę, w której nie ma problemów. Nie chodzi też o miłość, bo nie miała chłopaka, ani się w nikim nie zakochała. Czasami dość dziwnie się zachowuje, np. ostatnio na imprezie urodzinowej, na której było kilku bliskich znajomych zamknęła się w pokoju i siedziała tam sama. Jak do niej przychodziłyśmy mówiła, że nie mamy się przejmować i dalej bawić, oczywiście potem wszyscy wspólnie do niej przyszliśmy, ale najczęściej zachowuje się tak jakby wszystko było ok. Wspólnie z nami się śmieje i żartuje. Potem przychodzi do domu i pisze, że nie potrafi dalej żyć. Itd. Naprawdę nie wiemy dlaczego tak się dzieje, a bardzo chciałybyśmy jej pomóc. Martwię się o nią. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy jestem chora na depresję, czy to nerwy?

Witam serdecznie, zacznę od tego iż czasem nie umiem pohamować swych emocji jeśli nie mogę sobie z czymś poradzić, ale uparcie do celu dążę. Wykańczam czasem siebie przez to i bliskie mi osoby, nie wiem jak to powiedzieć, ale sama...

Witam serdecznie, zacznę od tego iż czasem nie umiem pohamować swych emocji jeśli nie mogę sobie z czymś poradzić, ale uparcie do celu dążę. Wykańczam czasem siebie przez to i bliskie mi osoby, nie wiem jak to powiedzieć, ale sama samoistnie się krzywdziłam bijąc się, czy nawet dusząc, sprawiając nawet krzywdę tym postępowaniem i czynami swoim bliskim. Miałam straszną siłę w sobie i czasem nie wiedziałam co mówię i czynię, bowiem będąc w takim stanie po prostu zanadto się słowami zagalopowałam. Moi rodzice i mój narzeczony mają dosyć takiego mojego zachowania, ciągle chodzę podenerwowana, zestresowana… Studiuję, ale chciałabym pracy, mam również niską samoocenę swej osoby. Nie chcę sobie tutaj wmawiać żadnej choroby, może po prostu jestem słaba psychicznie, ale jedno wiem, iż chcę z takim stanem skończyć, nie krzywdzić siebie i swych bliskich poprzez krzyki, rękoczyny itp. Czasem nawet miałam myśli samobójcze, po co jestem i po co żyję jak i tak się nie nadaję do niczego. Mój stan owy się ciągnie już od 3 lat, a ja nie chcę krzywdzić siebie, swych bliskich i swej 2 połowy, chcę żyć. Dodam również iż czasem dopadają mnie myśli złości i powiedzenia czegoś głupiego, a potem to żałuję. Co zatem ze mną jest nie tak? Proszę mi pomóc

odpowiada 3 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Mgr Dorota Nowacka
Mgr Dorota Nowacka

Czy ciągłe myslenie o śmierci i płakanie mogą być spowodowane depresją?

  Jestem 14-latką. Często płaczę bez powodu (tak mi się wydaję). Płacz zazwyczaj poprzedzony jest myślami o śmierci, o tym, że wszyscy umrą, że na śmierć niektórych moich najbliższych będę musiała patrzeć. Boję się, nie zniosę tego. Nie mam problemów...

  Jestem 14-latką. Często płaczę bez powodu (tak mi się wydaję). Płacz zazwyczaj poprzedzony jest myślami o śmierci, o tym, że wszyscy umrą, że na śmierć niektórych moich najbliższych będę musiała patrzeć. Boję się, nie zniosę tego. Nie mam problemów ze spaniem i apetytem. Płacz rozpoczął się już w dzieciństwie. Jestem czasem nadwrażliwa. Gdy mam zajęcie (np. chodzę do szkoły, a później odrabiam lekcje) to mi się to nie zdarza. Nie lubię poznawać nowych ludzi. Np. w szkole czuję się dość dobrze, w końcu po 8 latach to to jest prawie dom. I jeszcze jedno pytanie: czy mogę sobie poradzić z tym problemem, szukając oparcia tylko u rodziny? Jak?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak możemy pomóc teściowej?

Witam, Od pół roku wraz z mężem bardzo martwimy się o naszą mamę. Moja teściowa była dla mnie zawsze (6 lat) wzorem do naśladowania. Była kobietą silną, pełną wigoru, energii, potrafiła nad wszystkim zapanować, zrobić obiad z niczego, zawsze cały...

Witam, Od pół roku wraz z mężem bardzo martwimy się o naszą mamę. Moja teściowa była dla mnie zawsze (6 lat) wzorem do naśladowania. Była kobietą silną, pełną wigoru, energii, potrafiła nad wszystkim zapanować, zrobić obiad z niczego, zawsze cały dom był na jej głowie, wszystkie finanse, naprawy itd., niestety pół roku temu dopadało ją zmęczenie, przygnębienie i niechęć do niczego, strasznie schudła. Najpierw tłumaczyliśmy jej, że być może to menopauza (miała uderzenia gorąca i była w wieku menopauzalnym), namówiliśmy ją na wizytę u lekarza, ale wszystkie badania miała w normie. Teraz chciałabym przedstawić sytuację domową. Teść 7 lat temu wpadł w nerwicę, zrezygnował z pracy zarobkowej, trafił do szpitala psychiatrycznego. Od tamtej pory teść przestał w ogóle pracować, leży całymi dniami na kanapie, ogląda telewizję, nie pomaga w pracach domowych, jedynie co wyjdzie i "da kurom" (gdyż mieszkają na wsi). Teść ma trudny do rozgryzienia charakter - bardzo lubi naśmiewać się z kogoś kto ma więcej pieniędzy i komu żyje się lepiej. W czasie rodzinnych spotkań dochodzi do wielu nieprzyjemnych sytuacji z tego powodu. Teść uważa, że napracował się jak był młody. W domu także teść nie garnie się do pomocy - nawet gdy coś się zepsuje, np. od 5 lat nie zmienił kurka od wody, który trzeba dość mocno walnąć żeby przestała lecieć woda, no bo przecież jak się walnie, to działa, to po co zmieniać na nowy? Ich córka (25 lat) nie może w domu ruszyć palcem, gdyż, jak mówi teść, ona się jeszcze uczy - zaocznie, a w związku z tym moja szwagierka w domu nie robi nic - teściowa robi jej rano śniadanie, sprząta po niej, sprząta u niej w pokoju. A szwagierka jest taka, że potrafi jeszcze jej wytknąć, że coś zrobiła źle, że nie taką bułkę na śniadanie zrobiła, że UWAGA! - źle ją uczesała w warkocza, że nie tak ma uprasowane spodnie, bluzkę itp. Teściowa pracuje sezonowo - od marca do października. Pracuje w gospodarstwie szkółkarskim. I nie ważne jest czy jest 40 stopni gorąca, czy leje deszcz, ona pracuje na zewnątrz. W domu teściowa także ma pracę - wraz z nami sadzimy róże i berberys. Jak łatwo się domyślić jest przy tym dużo pracy (dodam tylko, że sprzedaż róż zapewnia im środki do życia w zimie). Teść oczywiście cały dzień przebywa w domu, bo mu strasznie gorąco, a teściowa nawet nie przekroczy progu domu a on już stoi i pyta się czy już mogą w pole iść coś robić, więc mama bierze kanapki (zamiast obiadu) w pole, robi sobie termos z kawą i żeby się nie kłócić idzie jak najszybciej za teściem. Mama zawsze unikała sporów, kłótni, wolała przemilczeć i właśnie wyjść z domu, pójść w grządki lub w pole. Może zwyczajnie oni się przyzwyczaili że teściowa jest na każde wezwanie, że ona w tym polu najwięcej robi? Teraz trochę z teraźniejszości. Ponieważ teść z pieniędzy za róże kupił córce laptopa (stary komputer ciągle się psuł - bo jak ma się nie psuć skoro zamiast go wyłączyć normalnie to szwagierka odłącza się do tylko od gniazdka sieciowego), w tym roku teściowie mieli bardzo kiepską zimę. Teść oczywiście nie poszedł do pracy (bo nie ma dla niego pracy), a mama z dnia na dzień wyglądała i czuła się coraz gorzej. Mało tego oszukiwał mamę, że szuka pracy, choć mojemu mężowi mówił co innego. Ostatni zapytałam się szwagierkę z czego oni żyją, to w odpowiedzi usłyszałam: „na papierosy mają to i na życie pewnie mają, mnie to nie obchodzi, ja teraz zarabiam i na swoje potrzeby mam” - no myślałam, że wyjdę z siebie i stanę obok. Jak można być tak egoistycznym w stosunku do swoich rodziców? Teściowa uważa, że nic się z nią nie dzieje, że to my wmawiamy jej, że dzieje się coś niedobrego. Ale wszyscy widzą że to nieprawda. Mama jak nigdy leży całymi dniami w łóżku, oczy ma ciągle czerwone, krząta się po domu bez celu, z domu trzeba ją wyciągnąć siłą, nie można z nią normalnie porozmawiać, ma trudności ze zrobieniem obiadu - to naprawdę strasznie boli jak widzi się ja w takim stanie. Ona w tej chwili boi się co będzie wiosną, jak będzie musiała iść do pracy, boi się ludzi, z którymi pracuje co roku, w ciągu pół roku tylko kilka razy spotkała się z przyjaciółką… Bardzo proszę o pomoc, bo ja już nie wiem czy mam rozmawiać z mamą, czy z teściem i szwagierką żeby przestali traktować ją jak służącą? Boimy się z kolei żeby tą rozmową nie zdenerwować teścia, gdyż boimy się o powrót nerwicy u niego. Szwagierka też nie uznaje krytyki - zazwyczaj wychodzi po prostu z domu. Bardzo proszę o pomoc w jak najszybszym czasie.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Po co mi zaświadczenie o niezdolnosci do pracy i czy coś mi się należy z tego tytułu?

Witam was, nie wiem co mnie skłoniło do napisania tego, może dlatego, że już sama sobie pomóc nie potrafię. Czytałam większość postów i nigdzie nie widziałam podobnych problemów do moich, zacznę od początku. Gdy chodziłam do zerówki wszystko było OK....

Witam was, nie wiem co mnie skłoniło do napisania tego, może dlatego, że już sama sobie pomóc nie potrafię. Czytałam większość postów i nigdzie nie widziałam podobnych problemów do moich, zacznę od początku. Gdy chodziłam do zerówki wszystko było OK. Nie zważałam na komentarze dotyczące mojego wyglądu itp., bo miałam rodzinę, chociaż koleżanki i koledzy wytykali mnie palcami, bo nie miałam ani ładnych cuchów, ani butów, wszystko dostawała siostra starsza ode mnie, ciężko mi o tym pisać, bo wolałabym zapomnieć, bo tak najłatwiej, ale nie daję sobie rady już, nawet psycholog przepisał mi tabletki na depresję, ale po nich zaczęły się dziać jeszcze gorsze rzeczy. Nie mogłam sypiać, bo śniła mi się rodzina, która mnie bardzo zraniła - do dziś boję się spać, biorę tabletki na sen, ale nie pomagają, a biorę maksymalną dawkę. Pod koniec 6 klasy siostra, której nie chcę wspominać i pamiętać, poznała chłopaka starszego od siebie - dziś ma 26 lat, ona 23, a ja 19. Wszystko było dobrze do czasu, gdy nie zamieszkał u nas - wolałabym pisać u nich, bo nie chcę mieć z nimi nic wspólnego i przepraszam z góry za błędy. Od czasu gdy zamieszkał dziwnie się zachowywał w stosunku do mnie, puszczał filmy pornograficzne gdy jej nie było, dobierał się do mnie w taki sposób, że nie mogłam odejść, był zbyt silny. Na jej 18-tkę złapał mnie i chciał wsadzić gdzieś rękę, zaczął przychodzić co noc, mówił mi, że każdą może mieć - to, co opowiadam to jest bardzo krótkie streszczenie tego. Gdy skończyła 21 lata zaszła w ciążę z nim, byłam zła na siebie, bo wiedziałam, że źle robi, że ja coś zrobiłam źle, obwiniałam się, szukałam wsparcia w każdej nieznajomej osobie, w każdym chłopaku jakiego miałam i każdy mi mówił, że wszystko będzie dobrze, ale potem mnie rzucali - wpadłam w jeszcze większą depresję, bo nie potrafiłam się pozbierać. Po 10 nieudanych związkach chciałam jak najszybciej uciec stamtąd, zapomnieć o bólu, cierpieniu, o nich, o tym kim jestem, skąd jestem i gdzie się urodziłam. W szkole mi gorzej szło, przestałam wychodzić na dwór, często się dołowałam, głodziłam się, nie chciałam z nikim rozmawiać, wolałam siedzieć sama w pokoju. Gdy urodziła dziecko chciałam jechać do szpitala w odwiedziny - był on i ja, niedaleko jakiegoś lasu się zatrzymał, powiedział, że zrobimy to tu i teraz - wystraszyłam się, mówiłam „nie”, gdy zobaczył we mnie gniew, gdy krzyczałam powiedział, że żartował. Pojechaliśmy do niej. Ona już wtedy zaczęła mnie nie lubić, nie wiem czemu, w dzieciństwie zawsze razem się trzymałyśmy kocham ją, ale nie potrafię się pogodzić z tym, nie wytrzymałam tego cierpienia, tego wszystkiego co działo się od 6 klasy do 16. roku życia i powiedziałam jej - wkurzyła się, zaczęła płakać, a ja poczułam się lepiej, bo jej w końcu powiedziałam co mnie boli. Myślałam, że porozmawia ze mną, ale ona wyszła z pokoju, po kilku godzinach wróciła wesoła jakby nigdy nic, nie odezwała się, pojechała na 5 dni do niego - wzięła brata, brat też miał z nim dobre kontakty od zawsze. Następnego dnia powiedziałam rodzicom - matka nic na to, ojciec powiedział, że każe mu się wynieść, nie dotrzymał słowa, zabolało mnie to, zaczęłam nienawidzić wszystkich chłopaków i rodzinę, znajomych, przyjaciółki, bo zawsze się wywyższały, nigdy nie potrafiłam odmówić pomocy innym, zawsze byłam, gdy potrzebowali, ale oni nie - odwrócili się ode mnie wszyscy. Straciłam nadzieję, zaczęłam się ciąć za każdą przykrość, za wszystko, za każde słowo, cięłam się coraz częściej, nie jadłam tylko paliłam 3 paczki dziennie minimum, nie wychodziłam na dwór, zawsze miałam zasłonięte zasłony, nie chodziłam do szkoły. Często miałam wrażenie, że nikt mnie nie lubi i tak było - spotkałam chłopaka, był miły, myślałam, że będziemy ze sobą, że pomoże mi wyjść z tego, spojrzeć na świat inaczej niż inni moi byli, obiecywał, wspierał mnie, ale po jakimś czasie znudziłam mu się, stwierdził, że jestem zbyt dziecinna chociaż nie miał powodów by tak twierdzić - prosiłam go żeby tego nie robił, żeby odpisał, że jadę do niego, ale nic, tak po prostu zerwał, odszedł ode mnie. W wieku 17 lat postanowiłam się zmienić na gorsze, sama nie wiem na jakie, może na dobre - poznałam chłopaka, z którym do dziś jestem, ale nie potrafię pokochać i zaufać, boję się zranienia kolejnego i powrotu do domu, do nich, do osób, które mnie nienawidzą, nie szanują, są złe i mi nigdy nie pomagały - gdy powiedziałam rodzeństwu o tym śmiali się ze mnie, że kłamie, ja się popłakałam. Tego dnia chciałam to zakończyć, ale nie potrafiłam, z każdym dniem tęskniłam za nimi, nie mogłam znieść tego bólu. Moja matka też ma depresję i nikt jej nie pomógł, oboje są chorzy, ojciec jest alkoholikiem - dzień w dzień pije z tego co wiem. Ostatnio odwiedziłam ich rok temu, kupiłam mu piwo, chciałam jakoś pogodzić się, nie wiedziałam, że wpadł aż tak w alkoholizm, zaczęli mi mówić, że jestem upośledzona, bo daje mu jeszcze piwo, a ja nie wiedziałam. Obgadywali mnie z siostrą na gg i mojego chłopaka, lecz teraz jest inaczej - chłopaki zaczęli mnie podrywać, rodzina wydzwania czasami, lecz ja już nie chcę ich znać, bo nigdy mnie nie przeprosili. Zaczęłam się mścić na chłopakach za to co oni mi zrobili, czułam ból i zadowolenie, że tak robię, dla mnie ich ból był zadowoleniem, stałam się taka, jaką bym nie chciała być, jak rodzina bez miłości nie kochająca się. Za każdym razem, gdy ktoś się pytał jak tam rodzina wypierałam się ich, ale nadal tęsknię, a zmienić się nie mogę, nie potrafię, czasami mam dni załamania, a czasami jest tak, jakby nic mi nie było. Nie wiem czemu, ale dalej nie wchodzę na dwór. Boję się spać w nocy, kilka razy połknęłam tabletki, chciałam się zabić, nie chciałam żyć bez nich, bo ich potrzebuję, ale też nienawidzę i nie chcę się do nich przyznawać, bo oni nigdy mnie nie zrozumieją ani nie odwiedzą, a tym bardziej nie pomogą. Zawsze były dla nich ważne pieniądze. Mam dni takie, że wychodzę na dwór i dni takie, że nie chce patrzeć na siebie w lustrze, a tym bardziej wychodzić. Nienawidzę swojego imienia i nazwiska, to jest ciężkie, jest wiele rzeczy jeszcze, ale boję się o tym mówić. Ostatnio, gdy odwiedziłam ich brat powiedział: „nawet jeśli masz rację, to i tak byś nie wygrała w sądzie, bo on ma szkołę” - tak, ma szkołę, a ja nie - gdy zaczynałam chodzić to ja rzucałam, bałam się prawdziwej siebie. Chcę być inną osobą, nie mogę znieść myśli, że mówią mi, że jestem podobna do matki. Gdy mi coś nie wychodzi mam ochotę się zabić, ale wiem, że zranię tym nie tylko siebie, ale i bliskich, czyli chłopaka, bo tylko jego interesuje moje życie i jego rodzinę, a przede wszystkim Boga. Od 6 klasy rozmawiałam z nim, wierzyłam w niego, zawsze miałam nadzieję, że będzie lepiej. Wiem, że istnieją osoby z większymi problemami niż ja i im współczuję, bo „bez cierpienia nie ma współczucia”. Czasami, gdy jestem mila dla innych, ludzie to wykorzystują. Nie wiem co mam robić. Proszę, pomóżcie mi, boję się, że kiedyś nie wytrzymam i się powieszę, nie panuję nad nerwami, nad tym wszystkim. Chodzę do psychiatry od dwóch lat i bez skutku, mój umysł walczy skutecznie z tabletkami. Lekarz chce mi wypisać zaświadczenie o niezdolności do pracy - chciałabym wiedzieć, czy coś mi się należy za to i po co jest to zaświadczenie. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Dotyczy: Neurologia Depresja

Czy mam depresję, bo nic mi się nie chce i tylko bym spała?

Witam, Mieszkam za granica od kilku lat, urodziłam tutaj dziecko, synek chodzi do przedszkola codziennie na 3 godz. Mój problem polega na tym, że jestem bardzo samotna, nie mam zbyt wielu znajomych, brakuje mi koleżanki z dzieckiem do spacerów...

Witam, Mieszkam za granica od kilku lat, urodziłam tutaj dziecko, synek chodzi do przedszkola codziennie na 3 godz. Mój problem polega na tym, że jestem bardzo samotna, nie mam zbyt wielu znajomych, brakuje mi koleżanki z dzieckiem do spacerów i zabaw. Dziś zaspałam po syna do przedszkola, na 12:00 miałam go odebrać. Nic mi się nie chce, nawet teraz nie mam siły obiadu zrobić. Nie wiem czy nie wrócić do Polski, ale boję się - tutaj jedyne co trzyma mnie to pieniądze, ale one tak naprawdę nie dają mi szczęścia, a jednak nie potrafię wyjechać. Partner bagatelizuje moje uczucia, denerwuje się gdy plączę i nic nie możne mi poradzić. Co robić? Dodatkowo mam czasem stany lękowe, boję się, że coś sobie zrobię, nawet wbrew sobie. Najgorsza jest ta pustka, jeszcze tak jak dziś gdy jest brzydka pogoda. W ogóle moimi jedynymi zajęciami to spacer do parku z dzieckiem, plac zabaw, basen, chodzenie po sklepach. Ale czasem czuję, że to jest takie przymusowe, bo nic innego nie możemy robić. A ile można samemu spacerować w to samo miejsce? Mam dość czasem, ale jak tak się wypiszę to czuję, że mi ciutkę lepiej. Pozdrawiam, dodam, że mam 27 lat.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy poczucie, że w Polsce marnuję swoje życie może być spowodowane depresją?

Witam, mam 25 lat, mój problem polega na tym, że przeraźliwie boję się przyszłości. Boję się co będzie po trzydziestce, jeżeli teraz nic mnie nie cieszy, czuję jak życie przelatuje mi przez palce. Nie zawsze tak było. Jeszcze 5, 6...

Witam, mam 25 lat, mój problem polega na tym, że przeraźliwie boję się przyszłości. Boję się co będzie po trzydziestce, jeżeli teraz nic mnie nie cieszy, czuję jak życie przelatuje mi przez palce. Nie zawsze tak było. Jeszcze 5, 6 lat temu byłem szczęśliwym człowiekiem, miałem mnóstwo znajomych, ciągle coś robiłem, niczym się nie przejmowałem. Teraz jestem po studiach, mam dobrą pracę i kochającą dziewczynę, ale nie wiem co dalej. Boję się ożenić i obowiązków z tego płynących. Mam brata, 29 lat - jak na niego patrzę (3 dzieci, ciągle tylko praca dom, dzieci, problemy) widzę, że zmarnował sobie życie, swoją młodość, stracił szansę realizacji swoich marzeń. Ja tak nie chcę, boję się przeciętności, mam jeszcze tyle marzeń, ale nie wiem czy dam radę je spełnić. Większość moich znajomych wyjechała za granicę, są szczęśliwi, dlatego myślę, że wina leży trochę po stronie tego kraju. Przeciętny obraz Polaka to praca, mieszkanie, samochód i człowiek już wszystko ma. Ale jak myślę, że na tym ma się życie opierać to jakaś tragedia chyba. Ciągle oglądam programy o ludziach którym się w życiu udało, spełniają się, korzystają z uroków życia, ale w Polsce mój wiek zobowiązuje tylko do tego, żeby siąść i zając się rodziną. Nie mogę słuchać ludzi z pracy w moim wieku i młodszych co robią wszystko dla dzieci, a sami nic w życiu nie osiągnęli, nic nie przeżyli. Boję się, że jest to spowodowane tym, że się nie wybawiłem jak miałem szansę (jestem z dziewczyną odkąd miałem 20 lat, dla niej zostałem na studia w swoim mieście). Boję się równocześnie ją stracić, wiem jak ciężko być samemu, czytam jak ludzie piszą, że oddali by wszystko za drugą osobę, ale ja nigdy tego nie doświadczyłem także pewnie tego nie doceniam. Kiedyś nie potrafiłem usiedzieć w weekend, musiałem coś robić, bawić się, z kimś się spotykać - teraz przeważnie siedzę z dziewczyną przed telewizorem i piję piwo. Jak piję alkohol to chyba jedyna rzecz kiedy się lepiej czuję, zapominam o wszystkim, ale na drugi dzień znowu to samo, to wielkie kłucie w sercu i uczucie marnowania życia. Chciałbym kiedyś zostawić to wszystko i postawić na jedna kartę i wyjechać gdzieś w świat, jakoś się spełniać, odmienić o 180 stopni swoje szare życie. Nigdy nie sądziłem, że będę tak miał, wcześniej byłem naładowany optymizmem, z radością spoglądałem w przyszłość. Wiem, że to głupie, ale mam uczucie, że w wieku 25 lat nic mnie nie czeka. I od razu mówię ze dzieci i rodzina to nie to na co czekam i co mi da szczęście. 5 lat studiów zleciało mi momentalnie, a ja dalej czuję się jakbym miał 19 lat, a 40 zarazem. Już nie wiem co robić, czy tak już będzie zawsze, czy dam radę spełnić jeszcze jakieś marzenia, coś zmienić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to, że się nie kontroluję, kłócę i wybucham może świadczyć o depresji?

Witam, mam mam 15 lat i mam na imię Daria. Mieszkam w małej miejscowości z mamą i siostrą, gdyż ojciec od nas odszedł gdy miałam 8 lat, ale tu nie o to chodzi, bo nie brakuje mi go w ogóle....

Witam, mam mam 15 lat i mam na imię Daria. Mieszkam w małej miejscowości z mamą i siostrą, gdyż ojciec od nas odszedł gdy miałam 8 lat, ale tu nie o to chodzi, bo nie brakuje mi go w ogóle. Mam chłopaka, jesteśmy razem od 2,5 lat, naprawdę się kochamy, byliśmy szczęśliwi zawsze pogodni i uśmiechnięci. Zawsze byłam taka pogodna i radosna, bo wiedziałam, że mam kogoś kto mnie kocha i stało się… Było to jakieś 2 tygodnie temu - ni stąd ni zowąd poczułam się bardzo mocno przygnębiona, zasmucona. Sądziłam, że to przejściowe doły, jak to u nastolatków, ale wszystko zaczęło się pogłębiać. Chłopak stwierdził, że nie widzi już we mnie tego szczęścia, że się nie uśmiecham i nie tryskam radością, co jest faktem. Niby jestem szczęśliwa, ale jakoś nie odczuwam tego. Nie odczuwam teraz tej naszej miłości, a on dwa razy mocniej się stara by tak było. Nie śmieję się już tak często i nie jestem pogodna. Wszystko mnie irytuje, denerwuje, dekoncentruje, drażni. Gdy przyszedł ten zły okres zaczęłam kłócić się ze swoim chłopakiem na początku twierdziłam, że to normalne - przecież każdy w związku się kłóci, ale to nie to, kłócimy się dosłownie codziennie. Zawsze znajduję jakieś błędy, które mi przeszkadzają, jego zachowanie, mina, czy to jak mówi. I to nie są takie kłótnie na chwilę. Kłócimy się bardzo mocno, przez co bardzo często, w sumie codziennie, plączę po kilka godzin. Kłócimy się głownie o to, że on nie wie jak mi pomoc bym wróciła do normy, sama chciałabym tego, ale nie umiem - tylko gdy rozmawiamy rzucamy się sobie do gardeł, krzyczymy i w ogóle. Często zdaję sobie sprawę z tego, że nie kontroluję swoich myśli, odzywek. Nie poznaję siebie. Nie wiem co się ze mną dzieje. Potrafię położyć się na łóżku i tak leżeć cały dzień patrząc w jeden punkt. Tak samo jest z przyjaciółmi. Kłócę się z nimi o byle co. Strasznie mnie to denerwuje i widzę w nich najgorszych. Z nauczycielami też nie najlepiej - zawsze starałam się dogadywać, a teraz na nich krzyczę, z czego są awantury i problemy w szkole. Myślałam, że to przejściowe. Jeden dzień nie dałam rady i pocięłam się, ale nie tak, że się wykrwawiłam, tylko po to żeby poczuć jakąś ulgę fizyczną i psychiczną, chociaż na ułamek sekundy, ale tuż po tym było znowu to samo. Już więcej tego nie robię, ale wszystko mnie przytłacza, nie mam na to siły. Czasami zdarza się nawet, że mam myśli samobójcze, ale powstrzymuje mnie rodzina i chłopak - nie wiem co mam robić, pomóżcie! Czy to objawy depresji? Przecież jestem młoda i byłam w pełni szczęśliwa, a nic się nie stało co wywołałoby takie zmiany. Błagam o szybką odp.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dystymia, co dalej?

Witam! Mam 20 lat, jestem sierotą, mieszkam samotnie. Od 3 lat leczę się psychiatrycznie, mam za sobą już dwa pobyty w szpitalu psychiatrycznym. Po pierwszym pobycie zdiagnozowano u mnie depresję psychotyczną reaktywną, natomiast po drugim - dystymię. Cały czas towarzyszą...

Witam! Mam 20 lat, jestem sierotą, mieszkam samotnie. Od 3 lat leczę się psychiatrycznie, mam za sobą już dwa pobyty w szpitalu psychiatrycznym. Po pierwszym pobycie zdiagnozowano u mnie depresję psychotyczną reaktywną, natomiast po drugim - dystymię. Cały czas towarzyszą mi lęki, apatia, anhedonia i myśli samobójcze. Przez to nie potrafię skończyć szkoły średniej, a jeżeli mi się to nie uda stracę rentę rodzinną po ojcu, która jest moim jedynym dochodem, potrzebnym chociażby do kupna niezbędnych leków. Czy mogę starać się o rentę socjalną bądź umiarkowany stopień niepełnosprawności?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Czy to, że nie mam przyjaciół i dziewczyny, a rodzice się mną nie interesują spowodowało u mnie depresję?

Witam, Mam 14 lat i mam na imię Piotrek. Cierpię chyba na depresję. Jest mi bardzo smutno, cały czas plączę, byłem dobrym uczniem, lecz pogorszyłem się w nauce, jestem jakby bez życia, nie mam przyjaciół, dziewczyny, ani kolegów,...

Witam, Mam 14 lat i mam na imię Piotrek. Cierpię chyba na depresję. Jest mi bardzo smutno, cały czas plączę, byłem dobrym uczniem, lecz pogorszyłem się w nauce, jestem jakby bez życia, nie mam przyjaciół, dziewczyny, ani kolegów, a z rodziną w ogóle nie rozmawiam - wracam ze szkoły, a mama jest w pracy, wraca o 20. Tata w ogóle ze mną nie rozmawia, ostatni raz się odezwał 2 tygodnie temu. Czuję się opuszczony, niechciany, jeszcze jutro rodzice odetną mi internet - całkiem się załamię, w ogóle ze mną nie rozmawiają, nie interesują się mną, wiec oni na pewno mi nie pomogą. Przyjaciół nie mam, ani dziewczyny - z tego powodu jest mi bardzo przykro, też nic tylko łzy. Całymi nocami płaczę i marzę o tym, żeby to się skończyło, czuję się po prostu tak samotny, nieakceptowany, że to jest nie do pomyślenia - błagam o pomoc, bo tylko wam mogę się zwierzyć z moich uczuć.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy moje problemy wynikają z depresji czy choroby ciała?

Witam, Czuję się wyprany z jakiejkolwiek energii, ile bym nie spał - nic nie pomaga, jestem w tym stanie dosyć długo, już kilka lat, może nawet 4, stąd rodzina jak i znajomi postrzegają mnie jako takiego z charakteru, że to...

Witam, Czuję się wyprany z jakiejkolwiek energii, ile bym nie spał - nic nie pomaga, jestem w tym stanie dosyć długo, już kilka lat, może nawet 4, stąd rodzina jak i znajomi postrzegają mnie jako takiego z charakteru, że to taka moja cecha, a rodzina, kiedy im się skarżyłem na brak energii mówi, że przesadzam, dorastam, jestem hipochondrykiem, mam za mało ruchu. Czasami czuję się lepiej, czasami gorzej, ale w ciągu ostatnich 2 lat czuję się naprawdę okropnie. Mam problemy z pamięcią, tzn. niedługo trwała i pamiętam rzeczy, które mnie b. zainteresują lub są ważne, ale nie pamiętam np. tego, co się działo 2 dni temu, nie potrafiłbym odtworzyć takiego dnia z pamięci jeśli nie działo się wtedy nic szczególnego, a jeszcze wcześniej to już w ogóle, tzn. rzeczy, które robiłem w ciągu ostatniego miesiąca zlewają mi się w jedno i potrafię powiedzieć np. jakie szczególne rzeczy robiłem i mniej więcej które wcześniej, a które później, ale nie dokładnie, a kiedy to już w ogóle. Ponadto mam problemy z koncentracją, do wszystkiego muszę się zmuszać, potrafię się śmiać np. w gronie znajomych, ale nie przychodzi mi to tak łatwo jak kiedyś, jak z kimś rozmawiam to cały czas boję się mu patrzeć w oczy, a najbliższym tym bardziej, a zwłaszcza ojcu. Cały czas jestem w złym nastroju, czuję się źle, ponadto dobija mnie fakt, że jeśli się nie zmienię, nie wyleczę, to nie mam szans na normalne życie, znalezienie kobiety i dbanie o nią, kiedy nie mogę zadbać sam o siebie. Myślałem, że ten stan minie, ale czekam już 4 lata i jest tylko gorzej - nie potrafię nawet normalnie myśleć, tzn. przez mój brak pamięci to jest tak, że kiedy chcę przemyśleć jakiś tok działania, na którym składa się wiele elementów i układam sobie taki łańcuch to zauważam, że co chwila o którymś elemencie zapominam, umyka mi - to jest w tym wszystkimi najgorsze, nie potrafię nawet normalnie myśleć, a co ciekawe, kiedy czasem zjem czekoladę - czuję się szczęśliwszy, choć wciąż otępiały i mam więcej energii, to samo po kawie, ale z kawą to mam taka dziwną tolerancję, że jedna na 8 daje skutek dobrego pobudzenia na jakieś 3 godziny, a tak to potrafi albo nie wywołać efektu, albo jetem strasznie wkurzony, albo nawet mnie usypia i kręci mi się w głowie - wiec nie mogę się "leczyć" przez picie kawy. Dodatkowo czuję się normalnie, tzn. pełen siły i dobrze myślący (a cały czas czuję się tak, jakbym był slaby - od 4 lat). Pod wpływem adrenaliny dodatkowo czuję się w miarę normalnie i dobrze jak nigdy. Kiedy jest mi w miar zimno (kiedy, np. zmoknę na deszczu) - wtedy nie czuję się otępiały, senny i nie mam problemów z myśleniem aż tak, jak zazwyczaj. Nie wiem już czy to jest depresja czy jakaś choroba - wykonałem jedno badanie krwi pod względem pasożytów czy tarczycy i żadnych uchyleń od normy nie wskazało. Ponadto chyba pamiętam jak właśnie przed 4 laty było takie stresujące wydarzenie, które za mną chodziło i chodziło, aż w końcu coś we mnie pękło i stałem się ponury, słaby, zalękniony i pomyślałem, że to minie jak poczekam - nie minęło, ale czy to rzeczywiście to? Na jakie badania mam się zgłosić? Do jakich poradni? Do psychologa czy możne jakieś badania? Może na jakieś hormonalne lub powtórzyć te odnośnie tarczycy, krwi, bo słyszałem, że nie są zbyt skuteczne (jakieś 40% szansy na wykrycie dolegliwości)? Dodam, że mam 18 lat, lekarze z tego powodu często mnie zbywali mówiąc, że to przez dorastanie.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy to przez depresję straciłem pewność siebie i poczucie sensu życia?

Witam, Mam 25 lat, zawsze myślałem, że mam silną osobowość, miałem jasno zarysowany cel w życiu, co chcę osiągnąć. Chciałem zawsze imponować innym. Prawda jest taka, że nie życie dało mi lekcję pokory - nie mam nawet dobrej, stałej pracy,...

Witam, Mam 25 lat, zawsze myślałem, że mam silną osobowość, miałem jasno zarysowany cel w życiu, co chcę osiągnąć. Chciałem zawsze imponować innym. Prawda jest taka, że nie życie dało mi lekcję pokory - nie mam nawet dobrej, stałej pracy, tak, jak sobie zawsze wyobrażałem. Od jakichś dwóch lat widzę, że przestałem się cieszyć życiem, moje dotychczasowe pasje poszły w odstawkę, nigdy nie myślałem, że przestanę trenować sport, a przestałem ponad rok temu. Teraz mi się po prostu nie chce, nie wiem czemu. Jestem w związku, w którym nie jestem szczęśliwy, a zarazem nie mogę z tego związku wyjść, bo boje się, że będzie jeszcze gorzej, że nie znajdę kogoś lepszego niż Ona, że trzeba będzie wszystko budować od początku. Moja mama zmarła jakiś rok temu, ojciec jest też w podeszłym wieku, wkrótce nie będę miał nikogo. Czuję, że się zapętlam. Jestem dobrze zbudowanym facetem, kobiety twierdzą, że przystojnym, a ja straciłem pewność siebie, mam ochotę cały dzień przesiedzieć w domu i się z nikim nie widzieć, a jak mam ochotę gdzieś wyjść, spotkać się z kimś to muszę się przygotować, jakby nakręcać swoją psychikę i potrafię znów być duszą towarzystwa, tak jakbym miał jakąś huśtawkę nastrojów. Jestem ciągle zmęczony, brak koncentracji, czasem jak z kimś rozmawiam to czuję, że w głowie mam pustkę, jakbym był tam fizycznie, ale tak naprawdę nie potrafię się skoncentrować na tym, co dana osoba mówi. Czasem mam ochotę zakończyć rozmowę i po prostu iść do domu jak najszybciej. Mam kłopoty z pamięcią, imiona, twarze - ogólnie nie pamiętam wielu rzeczy tak jak kiedyś. Nie wiem co robić, nawet zacząłem palić, choć nigdy nie paliłem, czy mam zacząć pić na umór? Brałem kiedyś narkotyki, nie było tego dużo, popalałem marihuanę, czasem amfetamina na imprezach, ale to było dawno, 5-6 lat temu, za czasów liceum - jak powiedziałem, mam silną osobowość i pewnego dnia powiedziałem, że nie będę brał i nie biorę. Mój wujek miał, jak się nie mylę, schizofrenię i się powiesił - nie wiem czy to jest jakoś dziedziczne i powiązane z moim stanem. Nie mam myśli samobójczych, ale życie mnie przytłacza. Proszę o poradę - co robić? Czy to depresja?

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Nie mam apetytu, odkąd rzucił mnie chłopak - czy to anoreksja?

Zawsze lubiłam jeść, ale byłam szczupła, przy wzroście 175 cm ważyłam 58 kg, ale wszystko się zmieniło, gdy zerwał ze mną chłopak, byliśmy 2,5 roku razem. To nie jest tak, że głodzę się specjalnie, chcę jeść, ale nie umiem się...

Zawsze lubiłam jeść, ale byłam szczupła, przy wzroście 175 cm ważyłam 58 kg, ale wszystko się zmieniło, gdy zerwał ze mną chłopak, byliśmy 2,5 roku razem. To nie jest tak, że głodzę się specjalnie, chcę jeść, ale nie umiem się zmusić, schudłam już 8 kg. Chodzę do psychologa, ale po tych wizytach jestem jeszcze bardziej przygnębiona tym, że nie umiem sobie poradzić. Ciągle mi smutno. Co mam zrobić?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Dotyczy: Neurologia Depresja
Patronaty