Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 0 8

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Depresja: Pytania do specjalistów

Mam już dość takiego życia. Czy ja mam depresję?

  Mam 17 lat. W szkole nie mam wielu przyjaciół, kilku znajomych. W rodzinie wszystko w porządku, ale czasami przychodzą takie dni (najczęściej jak coś nie idzie po moim planie lub jak coś mi nie wychodzi), że chce mi...

  Mam 17 lat. W szkole nie mam wielu przyjaciół, kilku znajomych. W rodzinie wszystko w porządku, ale czasami przychodzą takie dni (najczęściej jak coś nie idzie po moim planie lub jak coś mi nie wychodzi), że chce mi się płakać, odechciewa mi się wszystkiego, wszystko mnie denerwuje. Warto też dodać, że od około 2 lat nie mam żadnych zainteresowań, żadnego hobby, wszystkiego się boję, boję się wyjść na ulicę, boję się spojrzeń ludzi, boję się wypowiedzieć w szkole na jakiś temat. Żyję jak jakaś roślinka, tylko szkoła, nauka, chwila przed komputerem i tyle ;(;(. Mam już dość takiego życia.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nie wiem czego szukać w życiu i gdzie jest jego sens. Co robić?

Witam. Od kilku miesięcy nie mogę się odnaleźć w życiu codziennym, nie mogę się skoncentrować na niczym, mam huśtawkę nastrojów. Czasami siedząc i myśląc rozklejam się bez powodu, mam bóle mięśni, zawroty w głowie. Ostatnio zauważyłem nawet, że...

Witam. Od kilku miesięcy nie mogę się odnaleźć w życiu codziennym, nie mogę się skoncentrować na niczym, mam huśtawkę nastrojów. Czasami siedząc i myśląc rozklejam się bez powodu, mam bóle mięśni, zawroty w głowie. Ostatnio zauważyłem nawet, że siwe włosy pojawiły się, a mam dopiero 23 lata... Skutkami tego jest brak znalezienia pracy, problemy w związku zakończony rozstaniem. Z niczego praktycznie nie czerpię radości, ciągle ta sama ponura mina na twarzy. Na szczęście nie posiadam myśli samobójczych... Po prostu odechciewa mi się wszystkiego. Rozmowa z bliskimi i znajomymi pomagała na samym początku, ale teraz nawet i to mi nie pomaga... Nie wiem czego szukać w życiu i jak z tym walczyć, tak więc proszę o jakąś wypowiedź na ten temat. Z góry dziękuję. Konrad

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Z niczym sobie nie radzę, wszystko straciło sens - czy jest jeszcze dla mnie nadzieja?

W życiu trochę przeżyłam i najgorsze jest to, że nie rozliczyłam się z tą przeszłością. Ona ciągle tkwi we mnie w środku i daje o sobie znak, kiedy czuję ból psychiczny. Podejrzewam, że mam depresję, która się wzięła z nerwicy...

W życiu trochę przeżyłam i najgorsze jest to, że nie rozliczyłam się z tą przeszłością. Ona ciągle tkwi we mnie w środku i daje o sobie znak, kiedy czuję ból psychiczny. Podejrzewam, że mam depresję, która się wzięła z nerwicy i ciągnie się już latami, naprzemiennie z fazami pozornego szczęścia, wtedy myślę, że nic mi nie jest, ale dziś wiem, że to tylko pozory. Ona wróciła z znacznie większą siłą. Dopiero teraz zdaję sobie z tego sprawy, dopiero teraz o tym mówię, bo potrzebuję pomocy, nie radzę sobie już z tym, ta bezsilność mnie zabija. Czuje się jak za szybą, wołam o pomoc a nikt nie słyszy. Zacznę od początku. Jestem jedynaczką i wychowałam się w rodzinie, w której dominowała matka. Ciągle słyszałam: weź się w garść, nie rycz itp. Śmiała się ze mnie kiedy płakałam, zresztą wszyscy się ze mnie śmiali, w szkole byłam kozłem ofiarnym, odzierano mnie z godności niemal w każdy możliwy sposób. W domu było tak samo, matka potrafiła mnie obgadać z sąsiadami, mówiła jaka to jestem wrażliwa i płaczliwa, nieraz od niej słyszałam, że jestem głupia, pusta i bezwartościowa. Nikt ze mną nie rozmawiał, każda próba porozmawiania z rodziną kończyła się niezrozumieniem i śmiechem. Wiec zamknęłam się w sobie i nie mówiłam o swoich uczuciach i emocjach, wstydziłam się siebie i wstydzę nadal. Nie umiem do tej pory okazywać uczuć, nie umiem się rozczulić, kiedy ktoś patrzy od razu uciekam. Ojciec pił, nie pracował, interesowały go tylko puszki i butelki, które wygrzebywał ze śmietnika, by mieć na tanie wino. W wieku 17 lat zaszłam w ciążę, chłopak mnie porzucił, a dziecko urodziło się z wadą genetyczną. Rodzice niby pomagali, jednak od nich słyszałam, że to wszystko moja wina, choćby to, że dziecko jest chore. Chciałam być silna i udawałam przez innymi i przed sobą, że wszystko jest ok. Od zawsze pamiętam, że miałam problemy z komunikacją między ludźmi. Jak ktoś mnie zranił uparcie analizowałam w głowie każdy szczegół danej sytuacji. Wszystko mnie wyprowadzało z równowagi, byle "pierdoła" i tak jest do dzisiaj. Nie robiłam z tym nic, bo tak bardzo się wstydziłam. Kiedy jestem w stanie silnego wzburzenia nie kontroluję już się. Po fakcie potrafię całkowicie zapomnieć o co się z kimś pokłóciłam, jak to możliwe? Potem zaliczyłam martwy poród. Obecny stan moim zdanie jest krytyczny. Kiedy się zdenerwuję to się duszę, ciągle chce mi się spać, nienawidzę siebie i obwiniam siebie o całe zło, kiedy czuję gniew zaczynam jeść i mam po tym straszne wyrzuty sumienia, nieraz słyszę głosy mojego sumienia - ono mówi do mnie, jak to innej osoby (np. TY tłusta krowo), jestem zobojętniała, płaczę niemal ciągle, mam lęki, boję się ciemności, tak bardzo, że nieraz w ciemności dostrzegam jakieś dziwne kontury, mam fobie społeczną (boję się gniewu innych ludzi, rozmowy przez telefon, odizolowałam się itd.). Mam wszystkie objawy depresji (myśli samobójcze, jednak nie mogłabym tego dokonać, nawet tego nie umiem, itd.) i nerwicy (kołatanie serca, drętwienie, kłopoty z żołądkiem, natręctwa, robię sobie krzywdę, potrafię drapać się do krwi itd.). Dopiero teraz postanowiłam o tym powiedzieć. Obecnie mam dwoje wspaniałych dzieci, siedzę w czterech ścianach, nikt mnie nie rozumie, a nawet nie chce zrozumieć. Jestem daleko od rodziny i znajomych. Mąż ciągle pracuje, a ja nie mam do kogo się odezwać. Jestem gotowa wyjść z cienia by walczyć z tym, dla dzieci. Dla siebie chyba też, choć uważam, że nie zasługuję by żyć i niszczę siebie ( autoagresja?). Obecnie mam 24 lata i sporą nadwagę. Pozdrawiam i proszę o poradę, czy ze mną jest aż tak źle i czy mam szanse z tego wyjść z pomocą psychiatry?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co zrobić, gdy ktoś bliski chce się zabić?

Dwa dni temu, szukając czegoś u siostry, znalazłam list pożegnalny. Jeden skierowany do wychowawczyni, a drugi ogólny, praktycznie wiersz. Później szukałam czegoś więcej, na kartkach, w GG. Głównym powodem jest zawód miłosny, ale również to, że nie zdała matury...

Dwa dni temu, szukając czegoś u siostry, znalazłam list pożegnalny. Jeden skierowany do wychowawczyni, a drugi ogólny, praktycznie wiersz. Później szukałam czegoś więcej, na kartkach, w GG. Głównym powodem jest zawód miłosny, ale również to, że nie zdała matury ani egzaminu zawodowego oraz spory z rodziną. Rok temu się od nas wyprowadziła do chłopaka, po roku jednak wiedziała ( poznała innego chłopaka), że nie chce z nim być i wróciła (ok. tydzień temu). Na tym chłopaku jej bardzo zależało, lecz wystawiła go na próbę, on się o tym dowiedział i zerwał znajomość. Wyczytałam, że próbowała się już powiesić, ale stchórzyła. W tą niedziele ma 20 urodziny, wtedy chce się zabić. Jak ją od tego odwieść? Rozmawiałam o tym z mamą, ale nie powiedziałam jej wszystkiego co wiem, ponieważ ona na pewno jej nie pomoże - mówi, że to przejściowe, bo się pogubiła. Od zawsze miały ze sobą konflikt, z resztą tak samo jak z tatą. Jej przyjaciółka z nią o tym rozmawiała, ale jej nic to nie dało. Napisałam do tego chłopaka, ale on powiedział, że to jej życie i nie jego sprawa. Życie przed nią. Mnie jednak myślę, że nie będzie słuchać, bo jestem tylko młodszą siostrą. Co robić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak pomóc osobie popadającej w depresję, z którą dzieli mnie duża odległość?

Witam serdecznie, mam przyjaciółkę, ma ona 36 lat i bardzo się o nią martwię, w przeciągu tygodnia straciła 5 kilo wagi, nie ma ochoty wstawać z łóżka, ma napady lęku, strachu, ale nie może odnaleźć ich powodów,...

Witam serdecznie, mam przyjaciółkę, ma ona 36 lat i bardzo się o nią martwię, w przeciągu tygodnia straciła 5 kilo wagi, nie ma ochoty wstawać z łóżka, ma napady lęku, strachu, ale nie może odnaleźć ich powodów, ma napady płaczu, często wymiotuje, mimo że prawie nic nie je. Bardzo mnie martwi jej stan tym bardziej, że dwa lata temu przechodziła już depresję. Niestety nie mamy możliwości zobaczenia się i chciałabym prosić o rady jak mam się do niej zwracać, co pisać aby jej pomóc, dodać sil i wiary, ze to minie i będzie wkrótce dobrze. Czy pytać często jak się czuje, czy unikać takich pytań? Czy opowiadać, że u mnie jest dobrze, bo czy jej to bardziej nie zdołuje i przestanie ze mną utrzymywać kontakt, żeby nie psuć mojego szczęścia? Jak się zwracać i na co kłaść w rozmowie największy nacisk, jakich słów używać i jak dodawać otuchy i siły? Z góry ogromnie dziękuję za pomoc, KW

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Depresja czy urojenia? Co to może być i jakie są przeciwwskazania?

W zasadzie nie wiem od czego zacząć. Nigdy nie przypuszczałabym, że mogę być ofiarą depresji. Mam 16 lat i od 4 lat mieszkam w Danii. Zawsze w towarzystwie rówieśników czułam i czuję się starsza. W dzieciństwie ciągle ponosiłam odpowiedzialność...

W zasadzie nie wiem od czego zacząć. Nigdy nie przypuszczałabym, że mogę być ofiarą depresji. Mam 16 lat i od 4 lat mieszkam w Danii. Zawsze w towarzystwie rówieśników czułam i czuję się starsza. W dzieciństwie ciągle ponosiłam odpowiedzialność za drugą osobę. Często mówi się o mnie „stary duch w młodym ciele”. Ciągle mam wrażenie, że coś mi umknęło, jakiś punkt dzieciństwa. Zawsze musiałam być tą rozsądniejszą, mądrzejszą, odpowiedzialną. Nigdy nie mieszkało mi się tu dobrze, straszliwe przeżyłam przeprowadzkę do obcego kraju. Sadzę też, że nigdy nie zdołam się tu zaaklimatyzować, mimo tego, że język opanowałam do perfekcji i w szkole idzie mi znakomicie. Powtarzam też ciągle, że wrócę do kraju jak tylko skończę studia. Wcześniej niestety śmiem twierdzić, że nie byłabym w stanie sama utrzymać się w Polsce. Zawsze byłam inna od otoczenia (niemniej mam sporą rzesze przyjaciół, nie mam problemów z kontaktem międzyludzkim). Zawsze ciekawiły mnie rzeczy zupełnie irracjonalne, nie tolerowałam nic zwyczajnego bądź normalnego. Ludzie często mi się zwierzają, lecz ja sama jestem dość zamknięta (kiedyś tak nie było). Zamykając oczy i wyobrażając sobie swoją duszę widzę zupełne szarości, czernie i granatowe barwy. Teraz wszystko wybuchło... są dni, kiedy nie jestem w stanie wstać z łózka, czuję niewyobrażalny strach. Boję się o przyjaciół, siebie, przyszłość i to wszystko co mnie otacza. Z rodziną nigdy nie miałam dobrych kontaktów. Teraz tych kontaktów w ogóle nie ma. W domu zaledwie oddycham. Nie mogę znieść widoku rodziców i rodzeństwa - wydają mi się tacy płytcy. Do łez są mnie w stanie doprowadzić naprawdę błahostki. Do głowy przychodzą mi myśli, z którymi sobie zupełnie nie radzę. Wręcz nie mam na nie wpływu. Zamiast życia płynie we mnie niepokój, wszystko jest szare... Prawie nie sypiam. Wiem, że mam przyjaciół, którzy mnie wspierają, niemniej znaczna większość ich jest w Polsce. Często mimo tego, że oni są, czuję się strasznie samotna, osłabiona i beznadziejnie żałosna. Nie cieszy mnie nic. Myśli wyżej wspomniane są samobójczymi. Nie chce ich, ale nie jestem w stanie nad tym panować... Brakuje mi dystansu, do białej gorączki doprowadza mnie zupełnie wszystko. Jestem zła na siebie, ciągle prowokuję los. Eksperymentuję z lekami, nie chce tego, ale w mojej obolałej głowie pojawił się pomysł, by z tej ambiwalencji, jaką czuję do ludzi (nienawiści i miłości zarazem) zabijać się powoli, dlatego te leki i brak pożywienia. A powoli, właśnie z tej miłości. Mam świadomość, że tym samym krzywdzę wszystkich. Wiem, że się martwią, ale ja nie potrafię zaradzić. Ręce mi się trzęsą, nie potrafię się na niczym skupić. Zatarła mi się granica pomiędzy dobrem a złem. W nic nie potrafię już wierzyć. Powoli tracę możność rozmawiania z kimkolwiek. Noce są najgorsze - wtedy jestem sama ze sobą... Z resztą nie ma już mnie, jest coś, czego nie potrafię nazwać. Co to może być i jakie są przeciwwskazania?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy jest możliwe, że coś mi dolega (depresja, nerwica), czy może jednak przesadzam?

Witam. Mam 20 lat, studiuję na dziennych studiach poza domem, jestem mężczyzną. Od jakiegoś czasu mam problemy ze "zmuszeniem się" do uczenia, a ostatnio nawet do wykonywania najprostszych czynności (zrobienie jedzenia, wzięcie prysznica, wstanie z łóżka). Od dłuższego czasu...

Witam. Mam 20 lat, studiuję na dziennych studiach poza domem, jestem mężczyzną. Od jakiegoś czasu mam problemy ze "zmuszeniem się" do uczenia, a ostatnio nawet do wykonywania najprostszych czynności (zrobienie jedzenia, wzięcie prysznica, wstanie z łóżka). Od dłuższego czasu (parę lat) mam także okresy gorszego i lepszego samopoczucia - często zmieniające się w ciągu jednego dnia - na przykład rano mógłbym skakać z radości, a wieczorem jedyne co chciałbym to zasnąć i najchętniej nigdy więcej się nie obudzić, chociaż bywają okresy, że czuję się lepiej (czyli po prostu normalnie), lub gorzej przez parę dni pod rząd. Oprócz tego dochodzą moje już wieloletnie problemy z nauką/zrozumieniem materiału i koncentracją - chociaż to mogą być po prostu braki spowodowane coraz to mniejszym przykładaniem się do nauki i większymi zaległościami (gwoli wyjaśnienia, mimo że oczekiwałbym lepszych wyników w nauce po sobie, nie mam zaległości przekreślających moją naukę - jak dotąd zdaję wszystkie egzaminy, niektóre nawet całkiem dobrze). Ostatnie dwa semestry jest o tyle gorzej, że zacząłem opuszczać więcej wykładów i niektóre zajęcia (poza ostatnim tygodniem, w którym w końcu wziąłem się do roboty i byłem na wykładach - co mnie cieszy). Do tego dochodzi brak satysfakcji i ciągłe uczucie przygnębienia/smutku/zdołowania, które odczuwam. Próbowałem rozmawiać o tym z paroma osobami, ale albo nie chcę ich martwić moimi problemami, bo nieczęsto same mają poważniejsze, albo same mają problemy i raczej nie obchodzą ich bardzo moje, albo nic mi nie radzą i mówią żebym wziął się za siebie albo też ignorują to. Poza tym jest jeszcze ciągłe poczucie zmęczenia, zupełnie rozstrojony i nieregularny sen (to też z mojej winy, bo tak źle ustawiłem sobie plan pracy/życia - późno wstaje, to późno chodzę spać; i biorę się za rzeczy w ostatniej chwili), okresowe nadużywanie kofeiny (szczególnie w czasie jak muszę się czegoś nauczyć - albo próbuję się rozbudzić, bo nie chcę iść spać - sen mnie męczy), niskie poczucie wartości (bez skrajności, nie uważam się za zupełnie bezwartościowego, ale mam wątpliwości co do swojej przyszłości - praca, rodzina), ciągłe poddenerwowanie i wysokie ciśnienie (kofeina?) oraz trzęsące się ręce - nawet jeśli jestem spokojny. Zawsze usilnie próbuję zmuszać się do działania - co często mi się udaje - między innymi dzięki temu radzę sobie jakoś, zdaję przedmioty i wykonuję obowiązki, ale czasami robię rzeczy na ostatnią chwilę, nie mogę się za nie zadbać i albo zaniedbuję coś, albo jestem zbyt zmęczony żeby coś zrobić/skończyć, albo po prostu brakuje mi czasu. Do tego dochodzi bardzo ograniczona satysfakcja (jakaś jest, ale mała i szybko mija) no i sam fakt zmuszania się/zmian nastrojów i ten ciągły niepokój są męczące. Że o w.w. problemach z koncentracją nie wspomnę. Czasami miewam także myśli może nie tyle samobójcze, co o śmierci. Czasem jedyne co mnie cieszy, to myśl, że kiedyś zginę, będę miał chwilę spokoju - albo makabryczne myśli gdzie ktoś lub coś mnie zabija - a ja nie boję się tego, myślę po prostu, że to byłby spokój (choć prawda jest taka, że na prawdę nie chcę umierać, i nie jestem na tyle głupi żeby uważać to w praktyce za dobre wyjście - myślę nie tylko o sobie, co o swoich bliskich - przyjaciele, rodzice - co dla nich byłoby wielką krzywdą). Dodam jeszcze, że miałem kiedyś dziewczynę, albo przynajmniej bliską osobę, chociaż z różnych przyczyn nie wyszło. Wciąż mi kogoś brakuje, ale nie mam chyba szczęścia w miłości, a w obecnym stanie jaki jestem nawet nie staram się za bardzo kogoś szukać. Nie ukrywam jednak, że sam ten fakt bycia "samotnym" też jest dołujący i może mieć związek z moim samopoczuciem... Przechodząc do sedna, widząc, że bardzo obszernie się rozpisałem, moje pytanie jest następujące: czy jest możliwe, że coś mi dolega (depresja, nerwica), czy może jednak przesadzam, i piszę takie pytanie w okresie, w którym jest mi gorzej? Teraz taki jest, raptem 2 dzień - co mi przeszkadza, bo już na jutro kolejne zadanie do zrobienia na uczelnię - które samo się nie zrobi, a ja jak zwykle zostawiam to na ostatnią chwilę, mimo, że jest zaległe. Może moim problemem jest lenistwo (a leniwy też bywam)? No i kwestia uzależnienia - warto dodać, że cały swój czas wolny spędzam przed komputerem. To też może być problem, może to ten właściwy? Lecz jeśli może nie przesadzam i jest możliwość, że coś mi "dolega", to co powinienem wpierw zrobić? Porozmawiać z rodzicami (mam z nimi dobry kontakt)? Że nie wspomnę o kłopocie (przynajmniej z mojego punktu widzenia) pogodzenia jakiejkolwiek terapii ze studiami z dala od domu. Tak czy owak, z góry dziękują za jakąkolwiek odpowiedź i pomoc oraz za przeczytanie tego co napisałem. Będę czekać na odpowiedź i serdecznie pozdrawiam!

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy mam depresję? Cały czas dręczy mnie pytanie skąd się to mogło wziąć u mnie

Dzień dobry. Mam 20 lat, fajną rodzinę, kochającego chłopaka, ale od 3-4 lat zauważyłam niepokojące objawy, ale dopiero teraz przyjęłam to do świadomości, a przez ostatnie kilka miesięcy mój stan się pogorszył - płaczę bez powodu, miewam lęki, rzeczy, które...

Dzień dobry. Mam 20 lat, fajną rodzinę, kochającego chłopaka, ale od 3-4 lat zauważyłam niepokojące objawy, ale dopiero teraz przyjęłam to do świadomości, a przez ostatnie kilka miesięcy mój stan się pogorszył - płaczę bez powodu, miewam lęki, rzeczy, które mnie cieszą, albo o których marzyłam po jakieś dłuższej chwili przestają mnie cieszyć… Nie jestem w stanie spełniać swoich marzeń, bo zaczęłam bać się ludzi, panicznie się ich boję, boję się ich wzroku, mam wrażenie, że będą mnie obgadywali bądź śmiali się ze mnie, mimo posiadania porządnej rodziny. Rodzina dokucza mi, ponieważ ciągle jestem nerwowa i agresywna, w środku rozpiera mnie złość, której nie potrafię dać ujścia, denerwują mnie ludzie, a zarazem się ich boję, przestałam być towarzyska jak kiedyś, mimo że posiadam wielu znajomych i jestem bardzo lubiana, nie potrafię się za nic zabrać, szybciej się poddaję, mam problem z pamięcią. Boję się, że sobie nie poradzę. Poszłam do psychiatry i psychologa i dostałam skierowanie na terapię, ale cały czas dręczy mnie pytanie skąd się to mogło wziąć u mnie? Czy to objawy depresji czy schizofrenii? Nic w życiu złego mnie nie spotkało, żadna większa przykrość, nie posiadam złych doświadczeń, zawsze przecież czułam się dobrze, a teraz nagle moje życie obróciło się o 360 stopni i sobie nie radzę - z czym to może być związane? Proszę o odpowiedź. Z testu na depresje wyszedł mi wynik 40, ale nie będę się sugerować testem. Proszę o odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Byłam molestowana psychicznie przez matkę - czy teraz mam depresję?

Witam! Czy to depresja? Mam bardzo niską samoocenę - w dzieciństwie byłam molestowana psychicznie przez moją matkę, nic z tym nie zrobiłam, uciekłam z domu w wieku 19 lat. Dziś mam 23 lata i nic mnie nie cieszy, czuję się...

Witam! Czy to depresja? Mam bardzo niską samoocenę - w dzieciństwie byłam molestowana psychicznie przez moją matkę, nic z tym nie zrobiłam, uciekłam z domu w wieku 19 lat. Dziś mam 23 lata i nic mnie nie cieszy, czuję się brzydka, niepotrzebna. Moja matka często powtarzała mi, że niepotrzebnie się urodziłam - w moim życiu wiecznie pojawiają się problemy, najczęściej pieniężne, a kiedy pojawiają się problemy, strasznie wszystko przeżywam i obwiniam się, że to moja wina i wtedy przypominam sobie jej słowa. Ostatnio wszystko totalnie się sypie - w pracy już nie otrzymuje pochwal (zmieniłam stanowisko i chyba nie do końca daję sobie radę na nim), a do tej pory była ona jedynym pozytywnym punktem w moim życiu. Mieszkam z chłopakiem od kiedy się wyprowadziłam od rodziców (wyprowadzka była strasznym wstrząsem, zwłaszcza że chwilę przedtem mój Tato dostał udar i prawie z tego nie wyszedł). Nie układa nam się od jakiegoś czasu, myślę czasami, że jesteśmy ze sobą tylko dlatego, żeby mieć pieniądze na przeżycie. On też nie miał lekko w życiu - ojciec nie żyje, oboje rodzice byli alkoholikami. Podejrzewam, że jest uzależniony od pornografii. To też mnie od roku "niszczy" - nie radze sobie ze świadomością, że to on ogląda i nie może się powstrzymać. Czuję się brzydka, niekochana. Nie mam motywacji do życia, bo go chyba nie mam, to raczej takie egzystowanie. Przyjmuję leki na refluks, myślę, że nabawiłam się problemów żołądkowych. Zaznaczam, że często (bywa też przed miesiączką, choć przyjmuję antykoncepcję doustną, ale niekoniecznie tylko wtedy) mam napady agresji, raczej słownej, wobec mojego chłopaka. Czasem rzucę czymś o podłogę. Krzyczę na niego, ponieważ mam wrażenie, że on walczy ze mną i moim zdaniem, zawsze musi być tak jak on chce i w końcu wybucham. Później bardzo tego żałuję, ale to już chyba za późno. Miewam myśli samobójcze, jednak nie byłabym w stanie sobie czegoś zrobić. Najlepiej mi wychodzi myślenie o tym jakbym mogla to sobie zrobić, jednak szybko potem odsuwam od siebie takie myśli. Często udaję wesołą, chociaż tak nie jest, czuję wtedy straszną pustkę na sercu. Nie mam praktycznie znajomych, pozrywałam większość kontaktów. A jeśli już mam się z kimś spotkać to w ostatniej chwili potrafię odwołać spotkanie, albo strasznie się męczę przed wyjściem - coś w stylu napadu lękowego? Nie umiem tego dokładnie określić. Obcy ludzie mnie denerwują, np. nie znoszę jeździć autobusami albo kiedy ktoś się obcy o mnie ociera, napawa mnie to strasznym wstrętem jeśli taki człowiek np. śmierdzi. Zazdroszczę ludziom, którzy mieli szczęśliwe dzieciństwo, mają matkę, do której mogą się zwrócić, mają rodzinę, która może im w każdej chwili pomoc. Ja jestem skazana tylko na siebie. Często jest tak, że strasznie mi smutno, wzdycham, nawet nie wiem czemu, myślę, że ma na to wpływ moje dzieciństwo. Obwiniam moją matkę, tak jak reszta mojego rodzeństwa, za zniszczenie życia (z bratem udało mi się załapać kontakt dopiero po 21 latach...), ale czasem mi jej szkoda. Często tak jest, że gniewam się na coś, ale mi szkoda kogoś/czegoś. Wtedy mam uczucie, że walczę sama ze sobą. Często robię coś wbrew sobie. Nie znam żadnych ośrodków, gdzie mogłabym się udać, boję się tego. Nie mam tez pieniędzy na prywatne przychodnie. Mieszkam we Wrocławiu. Jest mi bardzo ciężko, bo nie mam jako tako rodziny, mieszkam kątem w chłopaka mieszkaniu, które też nie jest jego. Chciałabym zmienić się, być energiczna, wesoła. Codzienność mnie dobija - wstaję, idę do pracy, gotuję obiad, pogłaszczę koty, umyje się i idę spać. W międzyczasie dużo gram na komputerze w bzdurne gierki, za co też jestem zła na siebie. Nie radze sobie ze sobą. Czuję się samotna i boję się czy czeka mnie jeszcze pozytywna przyszłość. Mam koleżankę, z która rozmawiam o swoich problemach, ale myślę, że jak ktoś nie miał nigdy takich problemów to do końca nie wie co się dzieje w umyśle takiego człowieka. Kiedyś, jako nastolatka, uczestniczyłam w spotkaniach dla młodzieży objętej przemocą, jednak moja matka się o tym dowiedziała. Po 2 latach poszłam ponownie do tego ośrodka i pani, która płakała razem ze mną była akurat nieobecna. Napisałam jej list, że mi bardzo ciężko, że potrzebuję pomocy. Nie oddzwoniła, nie skontaktowała się, że mną. Odtąd nie szukam pomocy u ludzi, straciłam zaufanie. Lubię „zajadać problemy” słodkościami, wtedy przez chwilę czuję przyjemność, jednak odbija się to na mojej wadze. Przepraszam za chaotyczność moich wypowiedzi, po prostu chciałam nakreślić jak to wszystko wygląda i zapytać jak mogę sobie pomoc i czy nie jest jeszcze za późno? Czy będę taka jak moja matka? Bywają oczywiście mile spokojne dni, wtedy czytam książki, oglądam śmieszne seriale i cieszę się muzyką, niektóre utwory bardzo dobrze wpływają na mój dobry nastrój. Jednak teraz, zwłaszcza jesienią, jestem bezsilna wobec własnych wahań nastrojów, humorów itd. Ostatnio budzę się często w nocy, mam problemy z koncentracją. Proszę o odpowiedź, Joanna

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to zalążek depresji?

Witam! Mam 16 lat, jestem chłopakiem, zdaję sobie sprawę, że w moim wieku występują dolegliwości takie jak lęk, osamotnienie i tym podobne, jednak czytałem dużo o tym, sądzę, że w moim przypadku jest inaczej. Nie mam myśli samobójczych,...

Witam! Mam 16 lat, jestem chłopakiem, zdaję sobie sprawę, że w moim wieku występują dolegliwości takie jak lęk, osamotnienie i tym podobne, jednak czytałem dużo o tym, sądzę, że w moim przypadku jest inaczej. Nie mam myśli samobójczych, cenie sobie życie, mimo iż uważam, że nie ma ono sensu - uważam, że jutro będzie lepiej. Mam ledwie dwóch przyjaciół, z którymi de facto i tak nie jestem bardzo zżyty, nigdy nie byłem w bliższych relacjach z dziewczyną (czego mi brakuje), czuję się samotny i niepotrzebny. Często zastanawiam się nad sensem istnienia, którego nie dostrzegam, nad tym, czy miłość i przyjaźń w ogóle istnieją. Moimi poglądami, tak mi się wydaje, odstraszam zarówno kobiety jak potencjalnych i przyjaciół/znajomych. Są one bardzo radykalne, a ja bardzo uparty. Moje smutki próbuję utopić w muzyce, lecz, mimo wszystko, przestaję sobie z tym radzić. Z góry dziękuję za odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska

Czy mój mąż jest chory na depresję?

Witam, mam 26 lat i od 5 lat jestem mężatką. Mój mąż od jakiegoś czasu chodził cały czas zmęczony, nic mu się nie chciało, myślałam, że ma tak zwanego doła, bo w pracy jest kryzys i zmniejszyli mu pensje....

Witam, mam 26 lat i od 5 lat jestem mężatką. Mój mąż od jakiegoś czasu chodził cały czas zmęczony, nic mu się nie chciało, myślałam, że ma tak zwanego doła, bo w pracy jest kryzys i zmniejszyli mu pensje. Jakiś czas temu powiedział, że stoimy w miejscu, że nic się nie zmienia, nie idziemy do przodu, nie rozumiałam tego, bo dopiero co kupiliśmy wspólne mieszkanie i w końcu stanęliśmy na własnych nogach, ja założyłam firmę żeby więcej zarabiać. Potem mąż mówił coś o potrzebie oddechu, że go ograniczam - myślałam, że ma kogoś i dlatego tak się zmienił, ale niestety chyba nie. Zrobiłam test na państwa stronie i wyszło, że ma ciężką depresję. Dziś mi powiedział, że mnie nie kocha, że na niczym mu nie zależy, że jest tak wściekły w środku, że stara się tylko nie wybuchnąć, wściekły jest jak musi iść do pracy jak ma wrócić do domu - najlepiej sam by siedział w samochodzie i rozmyślał. Powiedział, że powinniśmy się rozstać, mąż zawsze był trudnym człowiekiem i nie potrafił radzić sobie z problemami. Dziś powiedział, że wszystkich zawiódł, że nie powinien nigdy z nikim być, że wszystko mu jedno. Przyznał, że nawet jego mama jest zdziwiona, bo nie dzwoni do niej, a jak już to z konkretnym powodem, niczym nie jest zainteresowany, robi wszystko jak robot. Dziś znowu wyszedł, powiedział, że musi być trochę sam i nie wrócił na noc. Nie wiem co robić, nie mogę uwierzyć, że można kogoś po pięciu latach małżeństwa w ciągu 3 tygodni przestać kochać, boję się i chcę mu pomóc. Proszę o radę, pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Boję się przyszłości i widzę ją w najczarniejszych barwach, sama nie wiem co mam ze sobą zrobić. Czy to depresja?

Witam, mam 18 lat i jestem kobietą. Od dwóch tygodni odczuwam ogromny smutek i przygnębienie. Najmniejsza czynność kosztuje mnie bardzo dużo wysiłku. Straciłam apetyt prawie całkowicie. Jedyne ciągle bym spała. Wszystko jest mi obojętne - to jak wyglądam,jak mi idzie...

Witam, mam 18 lat i jestem kobietą. Od dwóch tygodni odczuwam ogromny smutek i przygnębienie. Najmniejsza czynność kosztuje mnie bardzo dużo wysiłku. Straciłam apetyt prawie całkowicie. Jedyne ciągle bym spała. Wszystko jest mi obojętne - to jak wyglądam,jak mi idzie w szkole i inni ludzie. Codziennie myślę o samobójstwie, chciałabym podciąć sobie żyły. Ukojenie przynosi mi alkohol, pity codziennie, po którym następują ataki histerii bądź leki przeciwbólowe czy uspokajające brane w dużych ilościach. Przyjemność sprawia mi rozcinanie własnego ciała żyletką i widok własnej krwi oraz przypalanie się papierosem. Coraz gorzej sypiam. Boję się przyszłości i widzę ją w najczarniejszych barwach, sama nie wiem co mam ze sobą zrobić…

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Boję się, że pewnego dnia wszystko zniszczę - co robić?

Mam 26 lat i cierpię na depresję od roku. Pochodzę z patologicznej rodziny - ojciec znęcał się nade mną i młodszym rodzeństwem fizycznie i psychicznie. Obecnie kończę studia, a właściwie nie mogę ich skończyć. Została mi jeszcze tylko, albo aż...

Mam 26 lat i cierpię na depresję od roku. Pochodzę z patologicznej rodziny - ojciec znęcał się nade mną i młodszym rodzeństwem fizycznie i psychicznie. Obecnie kończę studia, a właściwie nie mogę ich skończyć. Została mi jeszcze tylko, albo aż obrona pracy. Boję się, że nie dam sobie rady, czuję się gorsza od innych, brak mi pewności siebie, czuję, że nie zasługuję na to by skończyć te studia.   Przeprowadziłam się do Krakowa z chłopakiem, z którym jestem w długoletnim związku, póki co on mnie utrzymuje, co nie jest dla mnie zbyt komfortową sytuacją. Tzn. on mi nie daje tego odczuć, ale ja się z tym czuję źle. Z powodu niskiej samooceny uważam, że nie zasługuję na dobrą pracę, brak mi pewności siebie. Z chłopakiem układa mi się różnie. Wiem, że jest dobrym człowiekiem, ale po prostu nie radzi sobie już z moją chorobą, bo czasem nic do mnie nie dociera. Ostatnio mi powiedział, że jak się nie wezmę w garść to nie mamy co myśleć o ślubie itp., bo nie zamierza sobie marnować ze mną życia. Ale ja nie zawsze taka jestem wiem, że to choroba, to nie moja wina. Nie wiem jak z nim o tym porozmawiać, póki co odstawiłam to na bok, bo ważniejsza jest obrona, ale prędzej czy później będę zmuszona coś z tym zrobić. A nie mam pojęcia co? Zależy mi na tym, żeby pokonać kolejny nawrót tej choroby, nie chcę wszystkiego zniszczyć. Czasem boje się przyznać, że jest źle i kłamię, bo tak bardzo boję się kolejny raz zawieść najbliższych i cały czas się szamotam ze sobą, i te myśli złe przychodzą choć wiem, że to głupie, bo na samobójstwo nie mam siły, ale okładam się pięściami jak nie widzi nikt. Może jest jakaś grupa wsparcia w Krakowie?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Z testów wynika, że mam ciężką depresję. Czy to możliwe?

Wiele ostatnio czytam na temat depresji, rozwiązałam nawet test, z którego wynika, że mam ciężką depresję, jednak często miewam śmiech i zadowolenie co raczej nie jest objawem "ciężkiej depresji". Mam 14 lat, codziennie dużo czasu spędzam na świeżym powietrzu,...

Wiele ostatnio czytam na temat depresji, rozwiązałam nawet test, z którego wynika, że mam ciężką depresję, jednak często miewam śmiech i zadowolenie co raczej nie jest objawem "ciężkiej depresji". Mam 14 lat, codziennie dużo czasu spędzam na świeżym powietrzu, ponieważ chodzę wszędzie pieszo, ze względu, że mieszkam daleko od miasta. Ciągle chce mi się spać. Zaczyna robić się to już męczące. Od jakiegoś czasu (od około 4 miesięcy) chodzę spać najwcześniej jak mogę, około 19 (gdy pozwala mi na to ilość nauki do szkoły) kładę się spać, wstaję o 6/7, a czuję jakbym w ogóle nie spała. W weekend od 19 do 10, a nadal czuję się senna, ale nie mogę zasnąć (tylko w weekend). W szkole wciąż podsypiam, nie mogę skupić się na lekcjach. Nawet teraz (godz. 16) chce mi się potwornie spać. Do tego często płaczę z byle powodu, denerwuję się na innych, jestem rozdrażniona i łatwo mnie rozzłościć. Ciągle krzyczę na wszystkich bez powodu, a do tego wciąż boli mnie głowa. Od rana aż po popołudnie. Trudno mi się skupić. Proszę o pomoc, chciałabym czasem wytrwać do 22 nie idąc spać :) Marcelina.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Chciałam skierować syna na przymusowe leczenie, a nie mogę. Co robić?

Jak wcześniej pisałam syn po próbie samobójczej moim zdaniem znów ma takie myśli, nie wychodzi z pokoju, nie chce się leczyć - chciałam poprosić o przymusowe leczenie, lecz teraz jest problem, bo syn nigdzie nie jest ubezpieczony, a zarejestrować w...

Jak wcześniej pisałam syn po próbie samobójczej moim zdaniem znów ma takie myśli, nie wychodzi z pokoju, nie chce się leczyć - chciałam poprosić o przymusowe leczenie, lecz teraz jest problem, bo syn nigdzie nie jest ubezpieczony, a zarejestrować w urzędzie pracy będzie mógł się dopiero za miesiąc, bo został niedawno wyrejestrowany. Czy szpital psychiatryczny może syna przyjąć tak, żebym nie musiała ponosić kosztów? Proszę o szybką odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Moje samopoczucie jest fatalne. Czy to początki depresji?

Witam, mam 19 lat i jestem studentką pierwszego roku na jednej z warszawskich uczelni. Od około 2 miesięcy, czyli praktycznie od początku studiów, moje samopoczucie uległo znacznemu pogorszeniu: często płaczę bez powodu, nie mogę się skupić na nauce, mam wrażenie,...

Witam, mam 19 lat i jestem studentką pierwszego roku na jednej z warszawskich uczelni. Od około 2 miesięcy, czyli praktycznie od początku studiów, moje samopoczucie uległo znacznemu pogorszeniu: często płaczę bez powodu, nie mogę się skupić na nauce, mam wrażenie, że jestem najgorsza z grupy, że sobie nie poradzę. Dodam, że studia mi się nie spodobały, nie był to mój wymarzony kierunek, chciałam iść na filologię angielską, ale się nie dostałam więc poszłam tu, bo musiałam gdzieś pójść na studia. Mieszkam teraz w stolicy, ale pochodzę z miejscowości oddalonej 2 godz drogi stąd. Gdy wracam do domu to jestem bardzo szczęśliwa, że odpocznę i że nie muszę chodzić na zajęcia, które tak naprawdę, mam wrażenie, mnie kompletnie nie interesują. Problem zaczyna się gdy muszę wrócić do stolicy - jest mi nie tylko smutno, ale też zbiera mi się na płacz. Oczywiście staram się tego nie okazywać przy rodzinie. Nie umiem mówić o swoich problemach. O tych wie tylko mój chłopak, który daje mi duże wsparcie, bardzo go kocham, ale czuję się trochę winna, że nie okazuję mu tyle uczucia, na ile zasługuje. Gdy zaczynam płakać to ciężko mi się opanować. Ostatnio gdy byłam w domu, dzień przed powrotem po prostu siadłam i płakałam, nie mogłam się opanować. Zastanawiam się tez nad zmianą kierunku studiów na filologię angielską, ale to dopiero od października. Myślałam o rezygnacji ze studiów, mówiłam o tym rodzicom, ale tata powiedział, żebym poczekała do polowy semestru i wtedy wszystko samo się rozwiąże. Boję się tej zmiany studiów - niby tata mówi, że zobaczymy, że się samo rozwiąże, ale myślę, że jak sobie nie poradzę to będzie mi miał to za złe i tego się najbardziej boje. Mój brat w tamtym roku też zmienił kierunek po semestrze i wiem jaka była sytuacja w domu. Teraz też tata mi powtarza, że chciałby, żeby chociaż jedno z nas skończyło „normalnie” studia. Mam wrażenie, że na mnie spoczywa jakby odpowiedzialność. Tylko że ja jestem na politechnice i tu jest naprawdę ciężko. Czy to są początki depresji? Z góry dziękuje za jakąkolwiek odpowiedź. Pozdrawiam

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Dr Daniel Melerowicz
Dr Daniel Melerowicz

Czy ja mam depresję? Czy powinnam pójść do psychiatry?

Od kilku miesięcy, gdy jestem sama, jestem bardzo przygnębiona, zdarza mi się bardzo często płakać. Myślę, że to przez mojego brata, który od dzieciństwa dręczy mnie fizycznie i psychicznie. Niby to normalne u rodzeństwa, takie małe kłótnie, ale u...

Od kilku miesięcy, gdy jestem sama, jestem bardzo przygnębiona, zdarza mi się bardzo często płakać. Myślę, że to przez mojego brata, który od dzieciństwa dręczy mnie fizycznie i psychicznie. Niby to normalne u rodzeństwa, takie małe kłótnie, ale u nas wygląda to kompletnie inaczej. Mam też spore kompleksy na punkcie mojej postawy, ponieważ niestety mam wadę postawy i to mnie bardzo przygnębia. Wśród znajomych jestem dusza towarzystwa, a jak jestem sama to tracę chęć do jakichkolwiek rzeczy a tym bardziej do życia. Często też myślę o samobójstwie. Czy powinnam pójść do psychiatry?

odpowiada 1 ekspert:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska

Czy powinnam przyznać się psychiatrze do samookaleczeń?

Moja historia jest taka, że choruję na depresję, chciałam się leczyć, ale na ubezpieczenie musiałam długo czekać, trzeba parę miesięcy, a na prywatnie nie było mnie stać. Miałam silne myśli samobójcze i się kaleczyłam żyletką, byłam agresywna, moja mama zadzwoniła...

Moja historia jest taka, że choruję na depresję, chciałam się leczyć, ale na ubezpieczenie musiałam długo czekać, trzeba parę miesięcy, a na prywatnie nie było mnie stać. Miałam silne myśli samobójcze i się kaleczyłam żyletką, byłam agresywna, moja mama zadzwoniła na karetkę - po rozmowie z lekarzem zaproponowali szpital. Zgodziłam się, przyznałam się do samookaleczeń, ale na izbie przyjęć nie przyznałam się. Poleżałam w tym szpitalu. Jak przyjechałam za 2 tyg już do psychiatry byłam zarejestrowana ze względu, że byłam w szpitalu. Gnębi mnie to, że w dniu, w którym przyjechała karetka miała przyjść moja rodzina ze strony ojca i  będzie wiedziała, że jadę do szpitala psychiatrycznego - oni takich osób nie rozumieją, by mi dokuczali, krytykowali i mogłabym coś sobie zrobić. Jakby przyjechali przed karetką, zobaczyliby mnie w tym stanie. Martwi mnie to, że z karetki mogli być niemili i wziąć mnie za wariatkę. Czy powinnam przyznać się psychiatrze do samookaleczeń? Wiem, że to idiotyczne, ale gnębi mnie co by było, bo boje się ich krytyki i że będę miała u nich złe zdanie. Lekarz z karetki tłumaczy, że ważna jestem ja, bym wyzdrowiała i pielęgniarka ze szpitala też tak mówiła, ale nie daje mi to spokoju już 2 miesiące. Proszę odpisać, bo dopiero do psychologa idę w styczniu, a nie daje mi to spokoju. Obwiniam się za depresję i za szpital i się karzę żyletka. Proszę odpisać, dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska

W moich myślach jest tylko jedno - śmierć. Co robić?

Witam, to mój drugi post tutaj. Piszę bo z dnia na dzień, z godziny na godzinę jest co raz gorzej... Zrobiłam dzisiaj test na depresję - 43 punkty w skali Becka. Wiem, że powinnam iść do psychiatry albo psychologa. Ale...

Witam, to mój drugi post tutaj. Piszę bo z dnia na dzień, z godziny na godzinę jest co raz gorzej... Zrobiłam dzisiaj test na depresję - 43 punkty w skali Becka. Wiem, że powinnam iść do psychiatry albo psychologa. Ale nie zrobię tego. Od jakiegoś czasu straciłam całą wiarę, nadzieję w siebie, w ludzi, w przyszłość. Czuję, że świat mnie osacza, chcę stąd uciec. Nie wierzę już w dobro… Między mną a ludźmi w ogóle nie ma kontaktu, nie potrafię rozmawiać z innymi, żyć w ich świecie, przestrzeni. Wszystko co wcześniej chociaż trochę lubiłam teraz napawa mnie obrzydzeniem, nawet jeść nie potrafię.W mojej głowie to coś złego. Zaczynam planować swoją śmierć. Odkryłam, że to najprostsza rzecz na świecie. Jedna chwila i wszystko znika. To takie banalne.... I cały sęk tkwi w tym, że ja nie chcę myśleć o przyszłości, nie chcę przeżywać emocji, uniesień. Nie traktuję śmierci jako cudownej przemiany, zmiany stanu. Wiem, że to po prostu koniec wszystkiego. Idąc ulicą słyszę głos i czuję silne ręce które pchają mnie pod rozpędzone samochody, stojąc w metrze myślę tylko o tym czy byłoby w stanie mnie zabić. Kiedy idę mostem i patrzę na Wisłę czuje jak woda mnie wciąga, coś każe mi skoczyć. Myślę o tak mrocznych rzeczach, że nawet nie bardzo wiem jak je opisać. Ktoś pewnie mi powie że mam bliskich, rodzinę, przyjaciół... Nic bardziej mylnego. Moi rodzice uważają, że depresja jest wymysłem cywilizacji, że to tak naprawdę wymówka dla leni, którym nic się nie chce i że tylko fizyczne praca naprowadza na właściwe tory. Przyjaciół nigdy nie było, zawsze gdy miałam jakiś problem musiałam zadusić i zgasić go w sobie, bo nie miałam innego wyjścia. A ja już naprawdę się boję. I wcale nie czuję potrzeby, żeby zatrzymać ten ciągnący się w nieskończoność stan. Nie potrafię skupić się na najdrobniejszej rzeczy, w moich myślach jest tylko jedno - śmierć. Co robić?

odpowiada 1 ekspert:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska

Dlaczego ciągle czuję się przygnębiona?

Witam serdecznie. Mam 27 lat, spokojne, poukładane życie, bez większych problemów, stałą pracę, dobrego narzeczonego i wspaniałą kochającą rodzinę. A jednak mimo wszystko ciągle czuję przygnębienie, codziennie jestem smutna, coraz mniej się uśmiecham, mało jest rzeczy, które mnie cieszą...

Witam serdecznie. Mam 27 lat, spokojne, poukładane życie, bez większych problemów, stałą pracę, dobrego narzeczonego i wspaniałą kochającą rodzinę. A jednak mimo wszystko ciągle czuję przygnębienie, codziennie jestem smutna, coraz mniej się uśmiecham, mało jest rzeczy, które mnie cieszą - są to wyjątki typu wyjazdy na weekend lub spotkania w gronie znajomych - chociaż zauważyłam, że tych zaczyna być coraz mniej, bo często jest tak, że nie chce mi się wychodzić z domu. Najchętniej spałabym całymi dniami, a tu też jest kłopot, ponieważ mam problemy z zasypianiem. Boję się, że niedługo wszyscy się ode mnie odwrócą, gdyż z niczego nie jestem zadowolona i niczym nie potrafię się cieszyć, kiedyś osoba tryskająca energią i radością, wesoła i otwarta, dusza towarzystwa, teraz stałam się apatyczna, nerwowa, smutna i zamknięta w sobie. Nie mam pojęcia dlaczego, gdyż żadna istotna zmiana nie zaszła w moim życiu, może jedynie to, że nie czuję, by było ono coś warte, często powtarzam, że wolałabym się nie urodzić, bo życie jest rutynowe a każdy dzień podobny do poprzedniego... Dlaczego tak czuję, choć tego nie chce? Chciałabym być tą osobą, którą byłam kiedyś. Pozdrawiam ciepło i dziękuję za odpowiedź. Iza

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty