Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
8 8 6 , 3 7 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Depresja: Pytania do specjalistów

Jak rozwiązać mój problem, skoro nie mam motywacji do czegokolwiek?

Witam! Jestem 21-letnim mężczyzną. Od dłuższego czasu brak mi motywacji do wszystkiego. Wcześniej pojawił się silny lęk przed ludźmi. Jestem zamknięty w sobie. Bardzo dużo czasu spędziłem sam w domu. Nie rozmawiałem nawet z rodzicami i oni widząc, że coś...

Witam! Jestem 21-letnim mężczyzną. Od dłuższego czasu brak mi motywacji do wszystkiego. Wcześniej pojawił się silny lęk przed ludźmi. Jestem zamknięty w sobie. Bardzo dużo czasu spędziłem sam w domu. Nie rozmawiałem nawet z rodzicami i oni widząc, że coś jest nie tak nie chcieli ze mną rozmawiać. To odcięcie od świata bardzo negatywnie wpłynęło na mnie.

Od jakiegoś czasu przeżywam koszmar. Ciągłe zmiany nastroju, jednego dnia jestem szczęśliwy, kolejnego dnia mam okropnego doła (wystarczy mała rzecz, która mnie przygnębia). Mam chaos w głowie, tysiące myśli, których nie potrafię poukładać i zrozumieć. Czasami pojawiają się myśli, które jakby nie pochodziły ode mnie, pojawiają się spontanicznie i są bardzo dziwne. Czuję, że straciłem prawidłowy ogląd rzeczywistości. Nie rozumiem ludzi. Poza tym nie potrafię jasno się wyrażać, jestem niespójny w swojej wypowiedzi.

Mam zaburzenia świadomości jak przymglenie. Czuję jakby cały czas coś mi umykało. Ludzie patrzą się na mnie i za chwilę śmieją się jakbym coś zrobił, ale ja nie jestem świadomy tego co zrobiłem. Ciągle oskarżam ludzi o coś, czego nawet nie zrobili, albo wyolbrzymiam to. W środku czuję nienawiść, złość wobec innych. Ja jednak nie nie okazuję tego na zewnątrz. Mimo to uważam, że jestem optymistą. Pracuję w firmie na stanowisku administracyjnym. Niemalże codziennie uczestniczę w spotkaniach, które mnie bardzo stresują, wykonuję bardzo skomplikowane i złożone zadania i daję sobie z tym radę.

Wydaję mi się, że wiele już w życiu zrobiłem aby powrócić do normalnego życia. Ciągle myślę, że przechodzę samego siebie, mam ogromną wiarę. Jednak jak już wcześniej wspomniałem, nie mam motywacji do czegokolwiek by ostatecznie rozwiązać swój problem. Proszę o pomoc, co się ze mną dzieje? Co mam robić?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Stany załamania powtarzają się coraz częściej. Czy to depresja?

Witam, mam na imię Adam, mam szesnaście lat i wybieram się do liceum. Od jakiegoś czasu nurtuje mnie pytanie czy cierpię na depresję. Jakiś czas temu czytałem o podstawowych objawach związanych z tą chorobą i większość się zgadza: mam...

Witam, mam na imię Adam, mam szesnaście lat i wybieram się do liceum. Od jakiegoś czasu nurtuje mnie pytanie czy cierpię na depresję. Jakiś czas temu czytałem o podstawowych objawach związanych z tą chorobą i większość się zgadza: mam obniżone poczucie własnej wartości, myśli samobójcze, napady histerii i poczucie samotności, do tego jestem bardzo chudy - mierzę 185 cm, a ważę jakieś 68 kilo.

Ostatnio zauważyłem też, że moje dotychczas bogate grono przyjaciół znacznie się zwęża, miewam częste kłótnie z najlepszą przyjaciółką, a co najgorsze kiepsko dogaduję się z rodzicami. Moja prawdziwa mama zmarła gdy miałem zaledwie 4 lata, obecnie mieszkam z ojcem, macochą i przyrodnimi siostrami - nasze kontakty od dawna były zaburzone. Korzystałem już z pomocy psychologa, ale jedyne co zrobił to pogorszył moją sytuację rodzinną. Przyznano mi także kuratora, lecz on też nie wiele wskórał.

Mam wrażenie, że jestem złym i bezwartościowym człowiekiem. Nie mam już nawet pasji. Kiedyś uwielbiałem czytać książki, spotykać się z przyjaciółmi, śmiać się... Nie mówię, że cały czas siedzę pogrążony w degrengoladzie, ale te stany załamania powtarzają się coraz częściej. Bardzo proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Czy jestem chory na depresję?

Witam, jestem mężczyzną 25 lat (rocznik 85). Zacznę od początku problemu. Do końca liceum wszystko było chyba OK, potem przeniosłem się z rodzinnego miasta do Krakowa na studia i wtedy chyba wszystko się zacząło: dużo imprez, alkohol, narkotyki (marihuana). Po...

Witam, jestem mężczyzną 25 lat (rocznik 85). Zacznę od początku problemu. Do końca liceum wszystko było chyba OK, potem przeniosłem się z rodzinnego miasta do Krakowa na studia i wtedy chyba wszystko się zacząło: dużo imprez, alkohol, narkotyki (marihuana).

Po pierwszym semestrze szanse na pozytywne zakończenie studiów spadły, zacząłem więc spać do 15-16, wstawałem, nie robiłem nic, szedłem na miasto, wracałem itd. Kontakty z kobietami to raczej epiozody, jednorazowe przygody itd. Po roku, zacząłem nowe studia, ale po kilku miesiącach praktycznie przestałem chodzić na zajęcia, spałem całymi dniami, roku oczywiście nie skończyłem. Potem kolejne - na tych (chociaż zdecydowanie najtrudniejsze jak do tej pory) utrzymałem się. Potem był drugi rok niezaliczony, potem powtarzanie. Teraz trzeci raz powatrzam drugi rok, ale tak naprawdę na zajęciach nie byłem ani razu. To głównie zasługa rodziców - pokładają duże nadzieje w edukacji i w tej chwili nie potrafię im powiedzieć, że raczej nic z tego nie będzie.

3 lata temu poznałem dziewczynę, zaczęliśmy być ze sobą bardzo szybko. Kochaliśmy się, było gorzej i lepiej, tak jak u każdego. Jesteśmy zupełenie różnymi osobami i można by powiedzieć, że pod względem zainteresowań, spsobu na życie itd. nie pasujemy do siebie. Ale było dobrze. Po dwóch latach rozstaliśmy się z jej inicjatywy, dlatego że w sumie nie dzieliliśmy ze sobą życia. Byliśmy ze sobą, ale jakby obok siebie. Wróciliśmy do siebie po miesiącu, bo jednak nie mogliśmy bez siebie żyć, byliśmy razem znow pół roku. Teraz kolejne rozstanie - ona mówi, że kocha mnie bardzo i nie wyobraża sobie życia beze mnie, ale też nie wyobraża go sobie ze mną.

Do sedna: nie widzę żadnego sensu w dalszym funkcjonowaniu. Odnoszę sukcesy, są ludzie, którzy mnie podziwiają i szanują za to co robię (różne aspekty sztuki i inżynierii dźwiękowej, muzyka), ale wiem, że są osoby, które są w tym wiele lepsze - po co więc ja mam się tym zajmować? W tej chwili już nawet nie chce mi się tym zajmować, bo po co, i tak nic z tego nie będzie. Budzę się rano, do pracy na 10, wracam do domu o 24 (pracuję co drugi dzień), siedzę przed komputerem, sprzątam i przemeblowuję mieszkanie po setny raz i tak do 5-6 rano.

Kładę się spać, śpię do 16, czymś tam się zajmuję, znow się kładę nad ranem itd. Gdybym mógł to w ogóle bym nie wstawał z łóżka. Przestałem gotować, chociaż to lubię, jak coś jem, to jogurty, gotowe kanapki albo fastfoody. Praktycznie nie mam znajomych, przestałem się z kimkolwiek kontaktować, nie wychodzę na imprezy, spotkania itd. Mam ciągle poczucie winy dotyczące studiów, których nie skończę i perspektywy, że w końcu będą się wszyscy musieli o tym dowiedzieć. Perspektywa dalszego życia bez wykształcenia. Dylemat czy walczyć o kobietę, która kocham nad życie, czy zostawić ją i nie marnować jej kolejnych lat.

Codzienne myśli samobójcze, zastanawianie się nad metodą jaką zakończyć swoje żałosne życie. Przestałem czytać, ogladać telewizję, słuchać radia, nie mam ochoty na zupełnie nic. Tak naprawdę bardzo źle jest od około roku. A teraz doszło jeszcze to rozstanie. Myślałem o tym, żeby iść do psychologa, psychiatry, leczyć się, tylko nie jestem w stanie stwierdzić - po co? Jestem bezwartościowy, a takich ludzi nie potrzeba. Smutne, ale prawdziwe.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Moja mama ma depresję i straciła apetyt. Jak jej pomóc?

Witam. Od miesiąca moja mama ma bardzo słaby apetyt (je na siłę i w bardzo małych ilościach), najpewniej z tego powodu jest osłabiona. Często nie wie co z sobą zrobić - ani chodzić, ani leżeć. Właśnie przez to traci sens...

Witam. Od miesiąca moja mama ma bardzo słaby apetyt (je na siłę i w bardzo małych ilościach), najpewniej z tego powodu jest osłabiona. Często nie wie co z sobą zrobić - ani chodzić, ani leżeć. Właśnie przez to traci sens i ochotę do życia.

Była już wiele razy u psychiatry, dostawała leki, ale nie ma żadnej poprawy. Czy to depresja? P.S. Czy jest szansa, aby mama odzyskała apetyt? Czy jest pani w stanie polecić jakiś lek na odzyskanie apetytu? Jest to dla mnie bardzo ważne... Proszę o jakieś rady. Serdecznie dziękuję, Ania.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Chyba mam depresję, ale problemy zajadam i zapijam alkoholem. Czy jest na nie inny sposób?

Witam! Od dłuższego czasu nie mogę sobie poradzić ze swoim smutkiem. Do tej pory odsuwałam myśl o swoim złym samopoczuciu na bok, zrzucałam to na zmiany w życiu (rzuciłam pracę w budżetowce, założyłam własną firmę w branży, na której się...

Witam! Od dłuższego czasu nie mogę sobie poradzić ze swoim smutkiem. Do tej pory odsuwałam myśl o swoim złym samopoczuciu na bok, zrzucałam to na zmiany w życiu (rzuciłam pracę w budżetowce, założyłam własną firmę w branży, na której się kompletnie nie znam - miał mnie w tajniki wprowadzić mąż, a on sam sobie w tej całej sytuacji nie radzi).

Zawsze byłam osobą pogodną, szaloną, głowę miałam pełną marzeń. Najbardziej zaniepokoił mnie fakt, że ja o niczym nie marzę. Jak zamykam oczy widzę mur. Czuję się jak zagoniona w jakiś ciemny zułek. To, że rano wstaję z łóżka zawdzięczam tylko moim synom, dla których muszę żyć, nie mogę się załamać, jestem im potrzebna.

Swoje samopoczucie poprawiam jedzeniem - co chwilę coś podajadam albo zwierzęco rzucam się na jedzenie, mimo, że przed chwilą jadłam. Często ryczę. Wieczorem sięgam po alkohol, który działa na mnie bardzo różnie: albo się lekko wyciszę, albo dostaję napadu histerii i ryczę poł nocy, a rano mam tak napuchnięte oczy, że ledwo na nie widzę, Często w ciągu dnia czuję mdłości.

Czuję, że ze mna jest coś nie tak. Czy to depresja? Czy muszę szukać gdzieś pomocy, czy mogę sobie pomóc sama?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Znowu mam myśli samobójcze, a nie mam nawet z kim porozmawiać. Gdzie szukać pomocy?

Witam. Piszę po raz kolejny na tym portalu w sprawie mojej choroby/mojego bytu. Jakieś 2 miesiące temu wylądowałem w szpitalu po próbie samobójczej.. Niestety (albo stety) po przedawkowaniu poczułem, że muszę przeżyć… W szpitalu byłem 10 dni. Poczułem straszną potrzebę...

Witam. Piszę po raz kolejny na tym portalu w sprawie mojej choroby/mojego bytu. Jakieś 2 miesiące temu wylądowałem w szpitalu po próbie samobójczej.. Niestety (albo stety) po przedawkowaniu poczułem, że muszę przeżyć…

W szpitalu byłem 10 dni. Poczułem straszną potrzebę życia. Dostałem dużego kopa do działania. Do dnia dzisiejszego. Od kilku dni znowu pojawiły się myśli samobójcze. Takie coś, że np. nie dam rady, nic wielkiego, ciekawego się nie stanie. Bo w sumie przez ten czas nic się nie działo - miałem tylko złudne "marzenia". Były także fajne okresy w tym czasie, ale nic poza tym się nie zmienia. Niby po szpitalu miałem obiecywane, że trafię do dobrego psychologa. Ale nic z tego. Chodzę do psychologa co 2 tygodnie, a wizyta trwa 20 minut (na kasę chorych). Na początku było OK, bo było prywatnie. Teraz ten psycholog za każdym razem czegoś się czepia. Wcześniej chodziłem do kilku innych psychologów, ale poza pytaniami z ich strony nic sensownego się nie dowiedziałem.

Za każdym razem, jak w tym wypadku, po wyjściu od psychologa czułem się źle (prześladowanie). Biorę leki, które są bardzo drogie (ponad 150 zł). Nie wiem co zrobić w takim wypadku. Co raz częsciej mam myśli samobójcze. I czuję, że nie mam z kim na ten temat porozmawiać. Proszę o radę!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

19 punktów w skali Becka - czy taki wynik jest powodem do niepokoju?

Witam. Mam 20 lat. Wypełniłam test Becka i uzyskałam 19 punktów. Wiem, że jest to tylko narzędzie pomocnicze, nie powinnam się kierować jedynie wynikiem testu bez konsultacji z lekarzem, ale czy taki wynik jest wielkim powodem do niepokoju?
odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy mam zaburzenia depresyjno-lękowe?

Zacznę od tego, że moje problemy biorą się z wieloletniego, nieudanego związku, w którym tkwię od 8 lat. W tej chwili mamy już 2-letnią córeczkę, co dodatkowo komplikuje sprawę. Nasz związek od początku daleki był od ideału, ale dopiero kiedy...

Zacznę od tego, że moje problemy biorą się z wieloletniego, nieudanego związku, w którym tkwię od 8 lat. W tej chwili mamy już 2-letnią córeczkę, co dodatkowo komplikuje sprawę. Nasz związek od początku daleki był od ideału, ale dopiero kiedy zaszłam w ciążę przejrzałam na oczy.

Od czwartego miesiąca miałam skurcze i musiałam leżeć w łóżku, co niestety nie przeszkodziło mojemu partnerowi w codzienny spotkaniach z kolegami. Niestety ciąże praktyczne przeleżałam sama i nie mogłam pozwolić sobie na leżenie, a do tego jego nocne powroty dodatkowo powodowały stres. Już wtedy chciałam wrócić do rodziców, ale ich sytuacja mieszkaniowa absolutnie na to nie pozwala - po tygodniu spędzonym tam, ze łzami w oczach, musiałam wrócić. Po porodzie było gorzej - zawsze sama z płaczącym dzieckiem, kolki, nocne karmienia. Były dni, że nie jadłam nic do godz. 17, a mój partner miał w tym czasie czas na wszystkie swoje przyjemności. Przemęczona, załamana - odebrał mi całą radość z ciąży, macierzyństwa nie miałam w nim wsparcia.

Po roku znów zdecydowałam, że nie mogę w tym tkwić. Tym razem pozostałam we wspólnie wynajmowanym mieszkaniu, natomiast mój partner, z poczuciem wielkiej krzywdy jaką mu wyrządziłam, wyprowadził się. Jednak przeliczyłam się - rodzice nie byli w stanie mi pomagać i mimo podjęcia pracy w niepełnym wymiarze godzin plus zasądzone alimenty - nie dawałam rady finansowo. Popełniłam wtedy największy błąd, ponieważ po 6 miesiącach pozwoliłam się wprowadzić ojcu mojej córeczki ponownie, o co usilnie zabiegał. Miałam nadzieję, że może coś zrozumiał, chociaż wiedziałam, że gdyby nie względy finansowe, wolałabym tego nie sprawdzać.

Po kilku miesiącach wszystko wróciło. Moje paskudne poczucie zmarnowanego życia, wieczne zdołowanie, wstyd przed ludźmi (znajomymi i rodziną) z powodu wiecznych rozstań i powrotów. Oczywiście, tak jak się spodziewałam, mój partner dalej wolał życie towarzyskie, w którym nie uwzględniał mnie, bo przecież ktoś musi zająć się dzieckiem. Oczywiście czasami razem wychodziliśmy, ale musiała to być moja inicjatywa i musiałam się zatroszczyć o opiekę nad córeczką, ponieważ to nigdy nie był jego problem.

W tej chwili jestem u kresu wytrzymałości psychicznej z powodu bezradności. Straciłam wiarę we własne siły i możliwości. Boję się, że nie poradzę sobie sama. Jeśli znajdę pracę, to po opłaceniu opiekunki nie dam rady opłacić mieszkania i żyć. Zrobiłam się bardzo nerwowa, podczas kłótni reaguję bardzo agresywnie i wulgarnie, czego potem bardzo się wstydzę. Płaczę codziennie, nie potrafię myśleć o niczym innym, jak tylko o swoim beznadziejnym życiu. Do tego wiem, że rodzina mojego partnera postrzega mnie jako osobę, która nie docenia tego, że ktoś na nią pracuje i utrzymuje i że wymagam za dużo. Niestety jak dla mnie pieniądze to nieszcześliwe życie bez partnerstwa, więzi, wsparcia, lojalności i przede wszystkim miłości.

W nocy zrywam sie ze strasznym kołataniem serca, czasami uspokajam się, a czasami przeradza się to w stany lękowe - czuję, jakbym trzęsła się od środka, boję się, że umrę, ponieważ serce wali szybko, jak szalone i nie chce się uspokoić, a czasami trzęsę się naprawdę i nie mogę opanować mięśni, zwłaszcza nóg. Często wiąże się to z dolegliwościami żołądkowymi. Jestem przerażona, ponieważ boję się tego, co jeszcze może się stać. Na drugi dzień jestem niewyspana, przemęczona. Nie zdarza się to codziennie, ale nigdy nie wiem kiedy się tego spodziewać.

Czy powinnam udać się do specjalisty? Czy taka wizyta pomoże, jeśli nie rozwiażę wcześniej swoich problemów, które uważam za przyczynę tych dolegliwości? Jak mam odzyskać spokój? Chcę, żeby moja córeczka miała normalną mamę, a nie wiecznie podłamaną histeryczkę, ktorą wszystko wyprowadza z równowagi.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy to depresja, czy raczej coś innego?

Witam, jestem mężczyzną, wiek 26 lat. Jestem aktywny zawodowo, właściwie większość dnia poświęcam pracy, w której połowa do praca z dokumentami, a druga to nieustanny kontakt z ludźmi. Mam sporo znajomych, z czego kilka osób jest mi bliskich. Mam...

Witam, jestem mężczyzną, wiek 26 lat. Jestem aktywny zawodowo, właściwie większość dnia poświęcam pracy, w której połowa do praca z dokumentami, a druga to nieustanny kontakt z ludźmi. Mam sporo znajomych, z czego kilka osób jest mi bliskich. Mam też dziewczynę, z którą jestem już prawie 3 lata. Mimo to czuję się samotny.

Mam wrażenie, że większość osób utrzymuję znajomość ze mną, bo coś ode mnie chce, do czegoś jestem im potrzebny - dlatego spotkania ze znajomymi, jak już znajdziemy dla siebie czas, nudzą mnie, a czasami wręcz denerwują. W związku również do końca nie jestem szczęśliwy. Jest to kolejny mój związek - kończyłem wcześniejsze, bo po pewnym czasie byłem już zmęczony. Wprawdzie były krótsze - najdłuższy trwał 2,5 roku - jednak czułem, że to nie jest to. I mimo, że zawsze były chwile i momenty, w których było mi naprawdę dobrze, to jednak ogólnie żaden ze związków nie dawał mi szczęścia. Co więcej, ogólnie czuję się zmęczony. Nie mogę się wyspać. Po obudzeniu, obojętnie jak długo bym spał, to i tak dalej jestem zmęczony. Ogólnie nie mam na nic ochoty i niewiele rzeczy sprawia mi prawdziwą satysfakcję. A gdy już poczuję radość to przemija. Nie wiem co mam o tym myśleć, bo taki stan utrzymuje się u mnie od paru lat. Na pewno od czasu studiów. Zdaje mi się, jakbym taki był od zawsze. Niedawno znajoma, która zna mnie od ładnych 10 lat stwierdziła, że każdy postrzega mnie inaczej - w zależności od tego jak długo mnie znają.

Pomimo tego jak się czuję, inni ludzie postrzegają mnie najczęściej jako osobę spokojną, ale wesołą, optymistyczną; pomocną i zawsze uczynną. Ci, którzy mnie znają trochę "lepiej" mówią o tym, że jestem trochę "szalony" - w pozytywnym znaczeniu; że potrafię być duszą towarzystwa i ożywić imprezę swoim humorem. A ja, co tu dużo mówić, czuję się niespełniony, nieszczęśliwy, bez ambicji i bez energii. I chyba powoli wycofuję się z życia towarzyskiego...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mam ochotę umrzeć, ale nie mam odwagi się zabić. Czy to depresja?

Nie potrafię sobie poradzić:(. Mam dużo problemów:(. Boję się tego, co będzie jutro - wiem, że mnie już nic dobrego w życiu nie czeka, wiem to na 100%, klątwa rodzinna:((. Nic mi się nie chce:(. Mam ochotę umrzeć, ale nie...

Nie potrafię sobie poradzić:(. Mam dużo problemów:(. Boję się tego, co będzie jutro - wiem, że mnie już nic dobrego w życiu nie czeka, wiem to na 100%, klątwa rodzinna:((. Nic mi się nie chce:(. Mam ochotę umrzeć, ale nie mam na tyle odwagi żeby się zabić:(. Jak z tego wyjść? Nie mam pieniędzy, żeby iść prywatnie:(. Boję się, że nigdy już nie będzie dobrze:(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Wybór terapii psychoanalitycznej lub terapii poznawczo-behawioralnej

Moje zaburzenia lękowe trwają już 2 lata, do tego mam depresję z myślami samobójczymi - czy można korzystać z 2 terapii? Pierwsza psychoanalityczna na okres 11 miesięcy, a druga poznawczo-behawioralna - nie wiem którą wybrać, która mi pomoże z tego wyjść. Proszę o pomoc.
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
mgr Magdalena Rachubińska
mgr Magdalena Rachubińska

Mój chłopak, który był dla mnie wszystkim się zabił. Depresja powraca. Gdzie szukać pomocy?

Witam, mam 18 lat. Niecałe 5 miesięcy temu mój chłopak, z którym byłam dość długi czas, który był mi jedną z najbliższych osób zaraz po rodzinie, który był dla mnie oparciem, drogowskazem i kimś dzięki komu widziałam sens dalszego życia...

Witam, mam 18 lat. Niecałe 5 miesięcy temu mój chłopak, z którym byłam dość długi czas, który był mi jedną z najbliższych osób zaraz po rodzinie, który był dla mnie oparciem, drogowskazem i kimś dzięki komu widziałam sens dalszego życia - zabił się.

Dwa dni później trafiłam do psychiatry, a parę godzin później zawieziono mnie do szpitala psychiatrycznego w Świeciu. Byłam tam 3 tygodnie. Stwierdzono depresję oraz osobowość kształtująca się nieprawidłowo w kierunku F60.2/F60.3. Co to oznacza? Przyjmowałam dwa leki przeciwdepresyjne. Po wyjściu ze szpitala mialam trafić do Prywatnej Kliniki Psychiatrii na co czekałam około 4 miesięcy. Po 4 miesiącach nie poszłam. Myślałam, że jest już lepiej, że będzie wreszcie normalnie.

Po wyjściu ze szpitala przez pierwsze dwa miesiące, pomimo iż miałam obok siebie sporo ludzi, którzy próbowali mnie z tego wyciągnąć, którzy starali się pomóc - miałam nadal myśli samobójcze, bardzo często płakałam, miałam ataki krzyku będac sama w domu, nie bałam się śmierci, pragnęłam jej. Gdy nadeszły wakacje, wspomnienia nie dręczyły już tak bardzo i myślałam, że mi minęło, że wreszcie wszystko wróci do normy. Jednakże tak nie jest. Często miewam dziwne napady płaczu, krzyku, rzucania się na ziemie czasem z bardzo błahych powodów. Pojutrze mam egzamin poprawkowy, którego zapewne nie zdam.

Mam zbyt mało wiary w sobie. Boję się, że gdy nie zdam (a będzie to drugi raz w życiu) załamię się znowu. O czasu śmierci mojego chłopaka boję się wszystkiego, prócz śmierci, której bardzo często pragnę. Nie wiem co robić dalej. Nie wiem gdzie szukać pomocy.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy moje objawy mogą świadczyć o depresji?

Witam! Mam 32 lata. Jestem meżatką od 4 lat. Nasze dziecko ma 3 lata. Ciąża była zagrożona, miałam skurcze. Przypuszczam, że spowodowane ciągłymi kłótniami z partnerem. Dla niego ważniejsze od dziecka było jego "ego". Ginekolog prowadzacy ciążę, twierdził, że...

Witam! Mam 32 lata. Jestem meżatką od 4 lat. Nasze dziecko ma 3 lata. Ciąża była zagrożona, miałam skurcze. Przypuszczam, że spowodowane ciągłymi kłótniami z partnerem. Dla niego ważniejsze od dziecka było jego "ego".

Ginekolog prowadzacy ciążę, twierdził, że przez skurcze dziecko się nie rozwija. Dziecko urodziło się malutkie. Codziennie o tym myślę. Zastanawiam się, czy rozwieść się, czy dalej tkwić w związku. Czy lepiej będzie po rozwodzie? Pochodzę z tradycyjnej rodziny, w której "nie wypada się rozwieść". Od kilku miesięcy bardzo łatwo łapię przeziębienia, wirusy. Miesiąc temu mialam zapalenie oskrzeli. Obecnie mam "przeziębiony katar", który trwa 2 i pół tygodnia. Niestety moimi przeziębieniami zarażam dziecko. Od kilku miesiecy okres mam maksymalnie 3 dni (lekki), kiedyś (tzn. przed urodzeniem dziecka) 5 dni (mocny).

Czy objawy jakie opisałam moga świadczyć o depresji? Jesli tak, gdzie mogę szukać pomocy. Czy są ludzie o podobnych problemach, czy możecie Państwo polecić fora internetowe. Pozdrawiam, zatroskana mama.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czuję się bezradna, zagubiona. Nie mam na nic siły. Czy to depresja?

Budzę się każdego ranka bez energii do życia. Drażni mnie dosłownie wszystko. Nie mam ochoty gotować ani iść na spacer z moim 2-letnim synem. Wszystko robię na siłę. Jestem smutna i chce mi się płakać. Wiem, że życie nie musi...

Budzę się każdego ranka bez energii do życia. Drażni mnie dosłownie wszystko. Nie mam ochoty gotować ani iść na spacer z moim 2-letnim synem. Wszystko robię na siłę. Jestem smutna i chce mi się płakać.

Wiem, że życie nie musi być usłane rożnami i potrafiłam z najgorszych problemów wyjść na swoje. Jednak teraz jest inaczej. Czuję się bezradna zagubiona. Nie mam na nic siły. W wieku dziecięcym byłam molestowana przez mojego przybranego dziadka. Potem miałam przypisanego wujka, który w prawdzie nigdy mnie nie dotknął, ale pokazywał swoje genitalia. Miałam problemy w szkole, sięgałam też po alkohol. Uporałam się z tym wszystkim, umiałam walczyć sama ze sobą. To były prawdziwe problemy. A teraz błahostki mnie przerastają.

Co mam zrobić by wróciły mi siły? Bym umiała cieszyć się życiem? Już nie myślę o sobie ale przez moje zachowanie cierpi mój syn. Wszystko robię, bo muszę, bez żadnej chęci. Proszę mi pomóc.  

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Nic mnie nie cieszy, nie wychodzę zbyt często z domu, irytują mnie ludzie - czy powinnam zgłosić się do specjalisty?

Witam, jestem 19-letnią dziewczyną. Od kilku miesięcy dzieje się ze mną coś niedobrego. W zeszłym roku zmarła moja babcia, z którą byłam bardzo związana. Stało się to nagle i dość mocno przeżyłam tę sytuację. Jestem osobą bardzo wrażliwą, dogłębnie zastanawiam...

Witam, jestem 19-letnią dziewczyną. Od kilku miesięcy dzieje się ze mną coś niedobrego. W zeszłym roku zmarła moja babcia, z którą byłam bardzo związana. Stało się to nagle i dość mocno przeżyłam tę sytuację. Jestem osobą bardzo wrażliwą, dogłębnie zastanawiam się nad wszystkim, co mnie spotyka, więc często wspominałam babcię i myślałam, jak bardzo mi jej brak, jak tęsknię, jak mi ciężko, itp. Kilka m-cy temu obudziły się we mnie dziwne lęki, mam trudności z zasypianiem lub skupieniem się, gdy tylko nie jestem czymś zajęta wyobrażam sobie śmierć moich rodziców, co zrobię, gdy ich zabranie, że zostanę sama (jestem jedynaczką) lub jeśli umrze jedno z nich, co będzie z drugim, jak się nim zaopiekuję, przecież idę na studia, itd. Leżąc w łóżku wieczorami i myśląc o tym płaczę, mimo że śpią oni za ścianą i są zdrowi. Nic mnie nie cieszy, nie wychodzę zbyt często z domu, irytują mnie ludzie. Mało rozmawiam ze znajomymi, denerwują mnie ich błahe problemy i oni sami. Ostatnio to wszystko jakoś osłabło, ale teraz zmarła moja druga babcia. I znów pojawiły się problemy, lęki, trudności z oddychaniem, przygnębienie. Nie chcę dorosnąć, chciałabym cofnąć się do czasów dzieciństwa, beztroski, źle się ze sobą czuję, mam wrażenie, że nie jestem gotowa do wyprowadzki, rozstania z rodzicami itp. Myślę nad wizytą u psychologa, ale sama nie wiem. Moi rodzice bagatelizują moje samopoczucie i nie wiem - zapłacą za moje wizyty? Dodatkowo musiałabym dojeżdżać do innej miejscowości, aż wszystkiego się odechciewa... Pozdrawiam serdecznie

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Bóle dolnego odcinka kręgosłupa oraz nóg - czy to depresja?

Witam. Jestem 33-letnią kobietą. Mam dobrą pracę i wspaniałą rodzinę. Skończyłam studia magisterskie, urodziłam dwóch chłopców. Do pełni szczęścia brakuje mi tylko zdrowia. Od kilku lat borykam się z bólem nóg i dolnego kręgosłupa. Ostatnio dużo bardziej mi to doskwiera....

Witam. Jestem 33-letnią kobietą. Mam dobrą pracę i wspaniałą rodzinę. Skończyłam studia magisterskie, urodziłam dwóch chłopców. Do pełni szczęścia brakuje mi tylko zdrowia.

Od kilku lat borykam się z bólem nóg i dolnego kręgosłupa. Ostatnio dużo bardziej mi to doskwiera. Robiono mi liczne badania (morfologia, rtg, rezonans) wszystko jest dobrze. Od młodych lat miałam też częste biegunki. Kilka dni temu lekarz zasugerował mi pójście do psychiatry, może to depresja. Zadziwił mnie. Moim zdaniem psychicznie ze mną wszystko w porządku, ja raczej podejrzewałam jakąś nieleczoną chorobę, która zostawiła skutki uboczne (ból nóg), niestety medycyny nie skończyłam.

Proszę o poradę, czy nie powinnam wykonać jeszcze pewnych badań, czy uważać się za psychicznie chorą (szczerze mówiąc na taką się nie czuję).

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Wszystkie testy wskazują na to, że mam ciężką depresję. Jak z nią walczyć?

Witam! Mam na imię Asia i mam 16 lat. Od jakiegoś czasu mam objawy depresji, a poważniejsze od około 3 tygodni. W internecie można znaleźć różnego rodzaju testy na istnienie depresji i w tych testach, które wykonywałam zawsze wychodziło,...

Witam! Mam na imię Asia i mam 16 lat. Od jakiegoś czasu mam objawy depresji, a poważniejsze od około 3 tygodni. W internecie można znaleźć różnego rodzaju testy na istnienie depresji i w tych testach, które wykonywałam zawsze wychodziło, że mam i to ciężką. Na tej stronie są podane objawy depresji i mam je wszystkie.

Do tej pory radziłam sobie z tym powoli, szłam do przodu z pomocą mojego chłopaka, który mnie zawsze wspierał i pomagał w tym, jednak stało się to trudne, ponieważ od kilku dni zamiast być lepiej - czuję, że się pogarsza i nie możemy sobie z tym poradzić. Mianowicie pomijając wszystkie objawy depresji, złe samopoczucie, ciągły płacz, niechęć do kontaktu z ludźmi (rozmawiam praktycznie tylko z chłopakiem) pojawił się problem z pamięcią. Chodzi o to, że jak myślę o tym co robiłam, np. wczoraj to jest mi bardzo trudno wszystko zgrać w jedność i przypomnieć sobie szczegóły, tak samo jest jak pomyślę co było miesiąc temu czy z samego rana. Jak już sobie trochę przypomnę to wydaje mi się, że to się nie działo i że mogę to zaliczyć do snu. Wydaje mi się po prostu, że to wszystko to był sen, że to się nie dzieje naprawdę. Straszne jest to uczucie.

Jak myślę o przyszłości to właściwie nie widzę nic. Boję się tego trochę ponieważ myśląc o tym co teraz się dzieje i jak się czuję wydaje mi się, że po prostu mnie nie ma (czuję taką pustkę, stąd brak zainteresowania rzeczami, które do tej pory były dla mnie np. bardzo miłe). Nie chcę mówić o tym wszystkim rodzicom, ponieważ nie mam aż tak dobrego kontaktu z nimi jeżeli chodzi o te sprawy. Wydaje mi się, że powiedzieliby, że to przez wakacje, komputer itd... Chciałam żeby to było tylko pomiędzy mną a moim chłopakiem. On wie wszystko o tym i już 3 razy uratował mi życie, za co jestem mu bardzo wdzięczna czuję, że żyje tylko dla niego i dzięki niemu. Jednak teraz już nie mogę sobie poradzić z poczuciem tej pustki, że nie ma mnie tutaj, tylko nie wiem co się dzieje, nie potrafię tego określić…

Chłopak proponował, abym powiedziała mojej babci, żeby w razie coś wiedziała o tym i mogła pomóc "na miejscu" (mieszkamy razem). Wolałam najpierw tu napisać, ponieważ jestem bardzo skryta w sobie - nie lubię mówić o sobie i nie wiem jak to mam komuś powiedzieć. Dlatego też tylko mój chłopak o tym wie. Bardzo proszę o odpowiedź i pomoc w tej sprawie. Pozdrawiam. Asia.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy ja potrzebuję psychologa?

Proszę o pomoc, zmagam się sama ze sobą i ze swoimi problemami od ponad pięciu lat. Właśnie jakieś 5 lat temu dopadła mnie depresja. Przyczyną była nieszczęśliwa miłość. Chciałam się zabić, stałam nawet już na wieżowcu, padało, ale nie miałam...

Proszę o pomoc, zmagam się sama ze sobą i ze swoimi problemami od ponad pięciu lat. Właśnie jakieś 5 lat temu dopadła mnie depresja. Przyczyną była nieszczęśliwa miłość.

Chciałam się zabić, stałam nawet już na wieżowcu, padało, ale nie miałam odwagi tegi zrobić. Gdy rodzice się dowiedzieli, trzymali mnie w domu, zmusili mnie do wizyty u psychologa - nic nie pomogła, lecz pogorszyła, nie chciałam nic powiedzieć przy mamie. Czułam się jak wariatka. Straciłam zufanie znajomych, znienawidziłam ich wszystkich. Z czasem przeszło, ale ten stan, te myśli samobójcze powracają.

W domu nie jest najlepiej - alkohol, kłótnie - nie radzę sobie z tym. Sama zaczęłam pić, może nie w tak dużych ilościach, ale piję często - to jest ucieczka od wszystkiego, czuję się taka samotna, nic w życiu mi nie wychodzi, gdybym mogła, zabiłabym się, ledwo skończyłam szkołę, maturę - zrobiłam to dla jednego człowieka, któremu na tym zależało, tylko dla niego.

Czuję taką niechęć do życia, nie umiem się normalnie cieszyć, siedzę sama w pokoju i płaczę, a zarazem martwię się o innych, o ich problemy, żyję ich problemami. Czy ja jestem normalna? Koleżanka namawia mnie na psychologa, ale ja się nie odważę, z resztą czy jest on mi potrzebny? W czym może mi pomóc? Proszę o odpowiedź.

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
mgr Magdalena Rachubińska
mgr Magdalena Rachubińska
Dr n. med. Anna Błażucka
Dr n. med. Anna Błażucka

Czy te wszystkie problemy są związane z depresją?

Witam. Nazywam się Ania i mam 25 lat. Od kilkunastu dni zauważyłam u siebie spadek "energii życiowej". Nic mi się nie chcę, najchętniej spędzałabym cały dzień w łóżku oglądając telewizję. Przestały mniej już cieszyć rzeczy, które wcześniej sprawiały mi...

Witam. Nazywam się Ania i mam 25 lat. Od kilkunastu dni zauważyłam u siebie spadek "energii życiowej". Nic mi się nie chcę, najchętniej spędzałabym cały dzień w łóżku oglądając telewizję.

Przestały mniej już cieszyć rzeczy, które wcześniej sprawiały mi przyjemność. Podczas spotkań ze znajomymi czuję się odizolowana i najchętniej wróciłabym do domu. Zaczęłam unikać kontaktów z ludźmi. Często nie mam ochoty nawet zabierać głosu. Czy przyczyną takich objawów może być fakt, iż moja praca stała się monotonna? Przez okres wakacji jest "przestój" i tak naprawdę nic się nie dzieję. Przez 8 godzin muszę sobie "wyszukiwać" zajęcia, a już nawet na to nie mam ochoty. Przychodzę do pracy zmęczona i wychodzę z niej zmęczona.

Nie mam w niej kontaktów z ludźmi, siedzę sama. Mój związek też nie należy do udanych. Co prawda kupiliśmy właśnie mieszkanie i niedługo się do niego wprowadzimy, ale robię to tylko dlatego żeby "ucieć" od nadopiekuńczej mamy. Czy opisane przeze mnie objawy mogą być początkiem depresji?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Chcę się zabić, mam depresje, nienawidzę swoich rodziców! Pomocy!

Mam 13 lat. Nienawidzę swojego domu, który jest brzydki i zaniedbany, panuje w nim nieporządek. Nie znoszę swoich rodziców - mama w ogóle mnie się nie pyta jak się czuję, nie zabiera mnie nigdzie, krzyczy na mnie za to, że...

Mam 13 lat. Nienawidzę swojego domu, który jest brzydki i zaniedbany, panuje w nim nieporządek. Nie znoszę swoich rodziców - mama w ogóle mnie się nie pyta jak się czuję, nie zabiera mnie nigdzie, krzyczy na mnie za to, że chcę się zabić, a tata ciągle przeklina. Rodzice w ogóle nie poświęcają mi uwagi, poświęcają ją mojemu bratu i głupiemu kotu, na którym ciągle się wyżywam, tzn. krzyczę na niego bez powodu, a brata nienawidzę (ma 18 lat), bo rodzice zajmują się głównie nim.

Ostatnio podcinałam sobie żyły, celowo wsadzałam spinkę do gniazdka, żeby prąd mnie zabił, ale to nic nie dało... Wydaje mi się, że jedyne wyjście to wrzucić sobie włączoną suszarkę do wody podczas kąpieli, ale to nie wszystko! Do szkoły chodziłam do klas 0-3 z koleżankami i było wszystko w porządku nieźle się uczyłam w ogóle, a do 4 klasy trzeba było iść do nowej szkoły. I wtedy się zaczęło... Nie znalazłam koleżanek, na półrocze przeniosłam się do nowej szkoły, a tam mnie wyzywali i było jeszcze gorzej, więc przedawkowałam na sen, ale tata zadzwonił po karetkę i mnie uratowali. Potem poszłam do szpitala psychiatrycznego na miesiąc i wyszłam zdrowa. Do piątej klasy rodzice przenieśli mnie do szkoły, gdzie są moi przyjaciele i wszystko było OK.

W szóstej klasie zaczęłam się ciąć, głowa mnie bez przerwy bolała i byłam zmęczona (tak do dziś) i dostałam leki. Leki nic nie dały, tylko przytyłam, więc musiałam znowu pójść do szpitala i wyszłam niby zdrowa, ale później było znowu źle - zaczęłam się ciąć (napisałam na początku już o tym czemu) i teraz idę do gimnazjum. Idę do tej szkoły gdzie nie ma moich przyjaciół i mnie wyzywali. Strasznie się boję. I przez to planuję do końca wakacji się zabić. Chciałabym iść do szkoły z internatem, ale mama twierdzi, że mam za słabe oceny i mnie nigdzie nie przyjmą. Jutro idę do psychiatry pogadać. Pomocy! Co robić?

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie
Patronaty