Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 7 , 1 9 7

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Emocje: Pytania do specjalistów

Nie lubię przebywać z ludźmi

Witam, mam 15 lat. Ostatnio w ogóle nie chce mi się nawet wstawać z łóżka, moja jedyna przyjaciółka zaczęła mnie poniżać i przestała się do mnie w ogóle odzywać, bo jak twierdzi: "jestem nietowarzyska i tylko ją dołuję". Na moich...

Witam, mam 15 lat. Ostatnio w ogóle nie chce mi się nawet wstawać z łóżka, moja jedyna przyjaciółka zaczęła mnie poniżać i przestała się do mnie w ogóle odzywać, bo jak twierdzi: "jestem nietowarzyska i tylko ją dołuję". Na moich oczach zawsze głośno się śmieje i plotkuje z innymi, żeby tylko wzbudzić moją zazdrość. Udaję, że to mnie nie obchodzi, ale czuję się z tym coraz gorzej.

W dodatku mama cały czas porownuje mnie do innych, mówi, żebym "wyszła do ludzi, bo zgniję w tym domu" (lubię czytać książki i coraz częściej oglądam TV). Jak mam chociażby spotkać się z kuzynkami, to denerwuję się strasznie. Czuję się wtedy jakbym miała gorączkę, chce mi się wymiotować, jestem osłabiona, bo strach, nawet nie wiem przed czym, mnie paraliżuje. Nie lubię przebywać z ludźmi, cały czas jestem smutna, płaczę i mam "doła".

Środowisko w szkole mnie nie akceptuje, bo jestem "kujonką" - nie piję, nie palę, nie ćpam, lubię czytać książki i słucham muzyki klasycznej. Raczej nie używam slangu, wolę wyszukane słownictwo. Kilka razy myślałam nawet, żeby się zabić. Czy ja mam depresję? Co powinnam z tym zrobić? I proszę, nawet nie mam zamiaru romawiać z mamą czy koleżanką.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co się ze mną dzieje? Pomocy!

Witam, mam 16 lat i od dłużeszego czasu mam strasznie zmnienne nastroje. Nie wiem co się ze mną dzieje, nie panuję nad tym co robię i mówię. A najgorsze jest to, że krzywdzę ukochaną osobę - potrafię nakrzyczeć i...

Witam, mam 16 lat i od dłużeszego czasu mam strasznie zmnienne nastroje. Nie wiem co się ze mną dzieje, nie panuję nad tym co robię i mówię. A najgorsze jest to, że krzywdzę ukochaną osobę - potrafię nakrzyczeć i nawyjeżdżać na niego na środku ulicy, bez powodu. Bardzo mi na nim zależy i boję się, że kiedyś mnie zostawi. Proszę, pomóżcie mi.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nienawidzę być sama. Co robić?

Witam. Ostatnio zauważyłam, że strasznie potrzebuję towarzystwa, obojętnie kogo - byleby nie być sama. Stresuję się, gdy mam iść sama do szkoły, gdy przyjaciółka jest chora. To jest okropne. Mam mnóstwo znajomych, ale gdy jestem chwilę sama, zaczynam zastanawiać się... Witam. Ostatnio zauważyłam, że strasznie potrzebuję towarzystwa, obojętnie kogo - byleby nie być sama. Stresuję się, gdy mam iść sama do szkoły, gdy przyjaciółka jest chora. To jest okropne. Mam mnóstwo znajomych, ale gdy jestem chwilę sama, zaczynam zastanawiać się nad brakiem akceptacji itp. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, skoro dobrze dogaduję się z kolegami i koleżankami. Nienawidzę być w centrum uwagi, ale chwila samotności wywołuje u mnie właśnie takie myśli. Jeszcze bardziej denerwujące jest to, że wkurzam się, gdy jest grupka kolegów co stoi pod szkołą i się śmieją, a mnie akurat w tym momencie tam nie ma. Już sama przyznaję, że jest to dziwne i często mi to przeszkadza. Coś w stylu - jutro moja koleżanka nie idzie do szkoły - to do kogo ja pójdę na przerwie? A z kim usiądę? A z kim pogadam? Bzdury, aczkolwiek strasznie mnie dręczą, bo ogólnie rzecz biorąc jeżeli chodzi o jakąkolwiek pracę, to wolę samodzielność. Więc, czy jest na to jakaś rada? Pozdrawiam, Yellow
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Małgorzata Wierzbicka
Mgr Małgorzata Wierzbicka

Skąd we mnie tyle smutku i frustracji?

Jestem 28-letnią kobietą. Od dluszego czasu narasta we mnie smutek i frustracja. Powodem tego jest to, że rozmyślam, że prawie każda dziewczyna w moim wieku ma już rodzinę, ma do kogo wracać po pracy, z czego sie cieszyć. Ja...

Jestem 28-letnią kobietą. Od dluszego czasu narasta we mnie smutek i frustracja. Powodem tego jest to, że rozmyślam, że prawie każda dziewczyna w moim wieku ma już rodzinę, ma do kogo wracać po pracy, z czego sie cieszyć. Ja zawsze wikłałam się w związki bez przyszłości. Bałam się ludzi i poważnych związków.

Raz się w życiu zakochałam, ale to była obsesyjna miłość, która doprowadziła mnie do szpitala psychitrycznego. Teraz swoje uczucia przekładam na swojego psychiatrę. Fantazuję, jak fajnie byłoby z nim iść na kawę. To nienormalne. Pełno we mnie smutku, frustracji, że moje życie wygląda jak wygląda. Dodam, że 1,5 roku temu wykryto u mnie schizofrenię. Przyjmuję Z***.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak odnaleźć swoje szczeście?

Jestem 28-letnią, niezadowoloną z siebie i swojego życia kobietą. Główny mój problem polega na relacjach z mężczyznami. Nie wiem czego chcę od życia. Nie wiem jak chcę żeby wygladało moje życie uczuciowe, a jak zawodowe. Czasem mi się wydaje, że...

Jestem 28-letnią, niezadowoloną z siebie i swojego życia kobietą. Główny mój problem polega na relacjach z mężczyznami. Nie wiem czego chcę od życia. Nie wiem jak chcę żeby wygladało moje życie uczuciowe, a jak zawodowe.

Czasem mi się wydaje, że skłonna jestem zrezygnować z życia uczuciowego na rzecz pracy, tj. zrobienia doktoratu. Może wynika to z tego, że czuję lęk przed bliską relacją z mężczyznami. Wydaje mi się, że zostanę zraniona. Ma to pewnie źródło w relacjach jakie panowały w moim domu, pełnym agresji słownej. Nigdy nie przyznawałam się mamie do moich słabości, bo mogłoby by być to wykorzystane przeciwko mnie przy najbliższej awanturze z niczego. Zachorowałam na schizofrenię, a w reakcji na to i na brak pracy - matka życzyła mi śmierci, opowiadała ludziom, żebym się powiesiła. Dużo zniosłam, ale tego nie mogę jej zapomnieć. Do tego jej stosunek do seksu. Stawia go jako warunek zdrowia psychicznego, delikatnie mówąc.

Teraz, jak to piszę, to myślę sobie, że chciałabym mieć chłopaka, który by był dla mnie oparciem, ale to dziwne, bo z drugiej strony jest we mnie taka potrzeba imponowania, bycia twardą, chociaż jestem wrażliwą i raczej uległą, lękkajacą się osamotnienia, istotką. Zażywam Z***.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Skąd to ciągłe zmęczenie i brak energii?

Mam niemal 40 lat i nadal nie wiem kim jestem, zawodowo oczywiście. Od ukończenia szkoły nie jestem zdolny niczym się zająć, żadną pracą ani hobby. Wszelkie próby podjęcia pracy czy prowadzenie własnej działalności kończy się szybkim niepowodzeniem. Przyczyną jest trudność...

Mam niemal 40 lat i nadal nie wiem kim jestem, zawodowo oczywiście. Od ukończenia szkoły nie jestem zdolny niczym się zająć, żadną pracą ani hobby. Wszelkie próby podjęcia pracy czy prowadzenie własnej działalności kończy się szybkim niepowodzeniem. Przyczyną jest trudność do koncentracji, ospałość, zmęczenie itp. Miewam krótkie okresy poprawy, kilkudniowe, co nie wystarcza by normalnie funkcjonować. Od czasu dojrzewania zapadłem na tę dolegliwość i do dzisiaj nie ustępuje. Wszelkie badania ogólne krwi i moczu wychodzą w normie a wizualnie wyglądam zdrowo. Jednak co dzień budzę się zmęczony, w środku dnia muszę się na chwilę położyć, by odpocząć, nawet jak nic nie robię. Nawet nie mam siły na rozmowę telefoniczną. Kobiety mnie zostawiają, mimo że jestem świetnym kochankiem i przystojniakiem, bo mają mnie za lenia. Próbuję wbrew swym możliwościom zajmować się pracą, ale wszystko mi nie wychodzi, bo nie mogę się skupić, większość czasu czekam na energię bądź ustąpienie bólu głowy. Zazwyczaj utrzymują mnie kobiety, zdarza się, że którejś pomagam w drobnych interesach i tak trwam. Obecnie żyję z kobietą z którą mam dziecko, ale ją też stracę jak się zorientuje, że nie ma we mnie wsparcia. Chciałaby żebym pracował, jestem niby zdolny fizycznie sprawny, ale nie potrafię naprawdę pracować, to wymaga aktywności, na którą mnie nie stać. Lekarz ogólny wysłał mnie do psychologa, psycholog po kilku spotkaniach stwierdził, że jestem asertywny i normatywnie odporny na stres. Byłem z własnej inicjatywy u psychiatrów brałem antydepresanty i żadnych skutków. Nie mam już siły ani zdrowia na leczenie, po lekach tylko gorzej się czuję, jestem coraz starszy. Opiekuję się dzieckiem, 3 latka, które też się wkrótce zorientuje, że ze mną jest coś dziwnego. Moi nawet nierozgarnięci koledzy mają własne przedsiębiorstwa i budują domy, a ja ledwo zipię w mieszkaniu po rodzicach dzięki czemu nie jestem jeszcze sam ani bezdomny. Nie wiem co robić. Jak żyć?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Małgorzata Wierzbicka
Mgr Małgorzata Wierzbicka

Jak sobie poradzić z tym życiem?

Witam! Mam 16 lat. Ostatnio na mnie spadła jakaś klęska, wszystko zaczęło się walić. W życiu miałam zwsze nie najlepiej, ponieważ lubię się uczyć, jestem nieśmiała, nie jestem ładna, nie piję itp., więc moi znajomi za bardzo się ze mną... Witam! Mam 16 lat. Ostatnio na mnie spadła jakaś klęska, wszystko zaczęło się walić. W życiu miałam zwsze nie najlepiej, ponieważ lubię się uczyć, jestem nieśmiała, nie jestem ładna, nie piję itp., więc moi znajomi za bardzo się ze mną nie przyjaźnili, jedynie dlatego się odzywali, bo dawałam im zadania. I zawsze czułam się przy nich jak "piąte koło u wozu". Ogólnie brakuje mi ciepła, miłości, przyjaźni, wiec kiedyś spotykałam się z kuzynem, żeby porozmawiać, wiem że to dziwne, ale nawet i poprzytulać się - z kuzynem też straciłam kontakt. W domu z rodzicami mam problem - mama jakoś tak dziwnie się zachowuje w stosunku do mnie i do taty, tak jakbyśmy robili jej jakąś krzywdę. Ogólnie mało co się odzywa, mówi cały czas, że jest zmęczona, ale do innych osób jakoś normalnie mówi i w ogóle, więc rodzice czesto sie kłócą, a ja płaczę często. Mama dba jedynie o to, żebym miala co jeść i w co się ubrać, a zapomina o najwazniejszym - o cieple i o milości. Chciałabym zawrzeć nowe znajomości, ale nie mam gdzie po prostu, bo w okolicy wszyscy mnie uważają za cichą i nieśmiałą, chociaż ja naprawdę teraz się trochę otworzyłam, nie jestem już aż tak nieśmiała, ale oni i tak na to nie zwracają uwagi. Sama nie wiem już co robić. Jedyną osobą, która mnie rozumie, jest mój tata, którego najbrdziej kocham, ale on jest już starszy i schorowany - często płaczę nad tym co to będzie, jeśli nie daj Boże tata niedługo odejdzie z tego świata. Ogólnie jestem załamana tym wszystkim, nie wiem już co robić....
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Małgorzata Wierzbicka
Mgr Małgorzata Wierzbicka

Co mam robić? Przez przygnębienie odsuwam się od ludzi

Mam 18 lat. Od jakichś 2 miesięcy moje samopoczucie jest okropne, czuje się bardzo przygnębiona i rozdrażniona. Próbowałam znaleźć tego przyczynę i doszłam do wniosku, że to w większości wina szkoły. Chodzę do liceum, nauczyciele dużo wymagają, większość z nich...

Mam 18 lat. Od jakichś 2 miesięcy moje samopoczucie jest okropne, czuje się bardzo przygnębiona i rozdrażniona. Próbowałam znaleźć tego przyczynę i doszłam do wniosku, że to w większości wina szkoły.

Chodzę do liceum, nauczyciele dużo wymagają, większość z nich jest bardzo niesprawiedliwa. Spotkało mnie kilka przykrych sytuacji i z nauczycielami, i z rówieśnikami. To spowodowało, że odsunęłam się od wielu ludzi, nie mam ochoty spotykać się z nikim, zauważyłam, że po prostu uciekam od ludzi i nie ufam nikomu. Często przez to płakałam i zastanawiałam się czy to moja wina, co takiego robię źle?

Trwało to długo bo jakieś pół roku. Coraz częściej było mi smutno, nic mnie nie cieszyło, momentami działałam jak maszyna: wstawałam rano, szłam do szkoły, wracałam, odrabiałam lekcje i kładłam się spać. Nad niczym się nie zastanawiałam, o niczym nie myślałam, bo nie miałam na to po prostu siły ani ochoty. Poddawałam się. Byłam psychicznie bardzo zmęczona tym wszystkim. Przed zakończeniem roku nie chodziłam do szkoły, leżałam prawie cały dzień i nic nie robiłam, nie chciało mi się nawet zrobić śniadania.

Nie potrafiłam sobie z niczym poradzić, najmniejsze problemy wyprowadzały mnie z równowagi. Dopóki jakaś sytuacja mnie nie zmusi żebym wyszła z domu to bym po prostu tego nie zrobiła i została w domu. A wiem, że wtedy czuję się jeszcze gorzej. Ostatnio znajomi wyciągnęli mnie z domu. Po spotkaniu było mi jakoś lepiej, lżej zupełnie w inny sposób patrzyłam na niektóre sprawy. l teraz znowu to wraca. Nie chcę żeby tak było. Nie wiem co to jest... Czy to depresja ? Nigdy wcześniej czegoś takiego nie przeżywałam...

Na domiar złego ostatnio nie układa mi się z rodzicami. Ostatnio umówiłam sie z koleżanką. Wróciłam do domu trochę później, ale z rodzicami nie umawiałam się na konkretną godzinę. Zrobili mi wyrzuty o to i to w taki sposób, jakbym ich okłamała, że nie spotkałam się z koleżanką, tylko chłopakiem (którego nie mam) a ich pretekstem było, że niby się o mnie martwili. Zrobiło mi się bardzo przykro, bo poczułam się jak totalne dno, jak dziewczyna, która się nie szanuje i musi ukrywać takie rzeczy, jak małolata, która nie potrafi powiedzieć jasno dokąd idzie, że muszę ukrywać coś, czego tak naprawdę nie ukrywam.

Rzadko wychodzę z domu, nie imprezuję jak inni, nie przychodzę pijana. Nawet nie mogę się pochwalić ilością znajomych, bo po prostu nie wychodzę z domu. To była pierwsza taka sytuacja od dawna, bo wcześniej miałam z nimi dobry kontakt, albo tak przynajmniej mi się wydawało, myślałam że mi ufali. Jestem w domu najmłodsza, mam troje rodzeństwa. Nikt nigdy nie brał pod uwage mojego zdania, wszyscy byli lepsi ode mnie, ja byłam dzieckiem na posyłki. Kiedyś mama powiedziała mi, że po urodzeniu mnie nie chciała. I teraz też czuję się niepotrzebna, wykorzystywana i przez rodzeństwo i przez rodziców. Do wszystkiego.

Nikt się ze mna nie liczy i wiem o tym. Najgorsze jest to, że mama powiedziała, że wie jak to jest być najmłodszym, a w mojej sytuacji nie stara się nic zmienić. Mam problem z tym, żeby to z siebie wyrzucic, bo kiedy zbiorę się na odwagę, to mnie po prostu zatyka i zaczynam płakać. A potem po prostu ulegam... Nie chcę być oszukiwana! Przestaję ufać całemu światu, boję się komukolwiek zwierzyć, bo przekonałam się, że ludzie często wykorzysują takie słabości. Nawet własnej rodzinie przestaję ufać. Boję się, bo nie chcę być całe życie sama. Chciałabym miec chłopaka, założyć kiedyś rodzinę i choć przez część mojego życia być naprawdę szczęśliwa...

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Problem z byłym chłopakiem ciąg dalszy. Co ja mam zrobić?

Witam. Zaczęłam brać lek Deprim i mam nadzieję, że odzyskam równowagę jako taką. Jednak boje się rozmowy z Karolem, a napisanie listu jest bezsensownym wyjściem, ponieważ on go nie przeczyta. Boję się mu powiedzieć o swoich uczuciach, dziś mi powiedział,...

Witam. Zaczęłam brać lek Deprim i mam nadzieję, że odzyskam równowagę jako taką. Jednak boje się rozmowy z Karolem, a napisanie listu jest bezsensownym wyjściem, ponieważ on go nie przeczyta.

Boję się mu powiedzieć o swoich uczuciach, dziś mi powiedział, że ciągle myśli o mnie, a chciałby nie, ale jednak jest inaczej. Jest już we mnie tyle żalu, bólu, że już dłużej tego nie zniosę. Wiem, że tylko rozmowa z Karolem może mi pomóc, jednak boje się, że po tym co mu powiem będzie to nasze ostatnie spotkanie, a ja tego nie chcę. Dla mnie to jest sytuacja bez wyjścia. Najgorsze jest to, że w dzień jest ok, ale przychodzi wieczór - zaczyna się płacz i to samo jest rano.

Nie czuję się sobą. Cały świat dla mnie jest zagrożeniem, nie potrafię zaufać. Jeszcze na dodatek przyczepił się do mnie jakiś gość i mnie nęka. Co ja mam zrobić ?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego jestem tak bardzo nerwowa?

Witam serdecznie! Od ponad roku jestem bardzo nerwowa. Strasznie wybucham, krzyczę, przeklinam, a nawet zdarza się, że podnoszę rękę - nie umiem nad tym zapanować! Nawet już ostatno, gdy nasz mały nie zaśnie - od razu krzyczę na niego, nie...

Witam serdecznie! Od ponad roku jestem bardzo nerwowa. Strasznie wybucham, krzyczę, przeklinam, a nawet zdarza się, że podnoszę rękę - nie umiem nad tym zapanować! Nawet już ostatno, gdy nasz mały nie zaśnie - od razu krzyczę na niego, nie mam tyle cierpliwości, żeby siedzieć przy jego łóżeczku. Coś źle pójdzie - od razu jestem zła, mąż się spóźnia na obiad - biorą mnie straszne nerwy. Cała się trzęsę z nerwów. Czy muszę się zgłosić do psychiatry?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Małgorzata Wierzbicka
Mgr Małgorzata Wierzbicka

Problem z byłym chłopakiem - co bedzie dalej?

Piszę znów. Boję się z nim porozmawiać. Boje się, że pęknę i wpadnę w jakiś amok, zacznę płakać, krzyczeć. Najchętniej to bym wolałabym odejść. Meczę się na tym świecie. Nie mam już siły na nic. Chce umrzeć:(
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Zachowanie byłego chłopaka - jak mam to potraktować?

Witam. Pisałam już wcześniej i dziękuję ze odpowiedź. Wczoraj spotkałam się z moim byłym chłopakiem i zachowywałam się normalnie, tzn. nie płakałam, nie błagałam o powrót itp. Zachowywałam się jak gdyby nigdy nic, ale jednak przeszywała mnie taki ból,...

Witam. Pisałam już wcześniej i dziękuję ze odpowiedź. Wczoraj spotkałam się z moim byłym chłopakiem i zachowywałam się normalnie, tzn. nie płakałam, nie błagałam o powrót itp. Zachowywałam się jak gdyby nigdy nic, ale jednak przeszywała mnie taki ból, że łzy łykałam gardłem, bo nie chciałam płakać.

Potem poszliśmy na spacer i to on zaczął się do mnie przybliżać, to on głaskał mnie po głowie, trzymał za ramiona. Potem zapytał się czy może mnie przytulić a ja się zgodziłam, ale to miało być po przyjacielsku. Następnie on potem zaczął się do mnie zbliżać coraz bardziej, aż mnie pocałował, ale ciągle pytał się mnie czy to co teraz robi, nie budzi we mnie nadziei bycia z nim, a ja mu odpowiadałam to co on chce usłyszeć. Mówił, że nie jesteśmy razem, a całował mnie, przytulał, traktował mnie jak swoją dziewczynę. Ja już nic z tego nie rozumiem. Czy on mnie jeszcze kocha, że tak robi? Myślałam, że doszłam do siebie, ale znów pojawiły się napady histerii, płaczę, mam ochotę uderzyć głową o ścianę, nawet chciałam się zabić, ale coś mnie tknęło.

Jeśli on mnie kocha to niech mi to powie, ja już nie chce tak żyć. Najgorsze jest to, że to wszystko odbija się na moim zdrowiu, a i tak mam poszarpane. Skoro mnie przytula całuje, martwi się to co on do mnie czuje ? Pomocy. Paulina

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak zapanować nad nerwami i rozdrażnieniem?

Mam problemy z panowaniem nad nerwami - wszystko dookoła mnie drażni i przytłacza, wybucham, chce mi się płakać i jestem przybita. Nie chcę tak dłużej, to mnie męczy, a przez wybuchy nerwów ranię moich najbliższych, bo muszą znosić moje ciężkie dni. Jak to zwalczyć? Proszę o jakieś wskazówki.
odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Rozdrażnienie i niekontrolowane wybuchy gniewu a depresja

Od ponad roku mój stan psychiczny niepokoi mnie coraz bardziej. Od zawsze miałam problemy z kontrolowaniem złości, jednak ostatnimi miesiącami sytuacja wymyka mi się spod kontroli. Mam straszne huśtawki nastroju. Byle błahostka potrafi wyprowadzić mnie z równowagii. Często...

Od ponad roku mój stan psychiczny niepokoi mnie coraz bardziej. Od zawsze miałam problemy z kontrolowaniem złości, jednak ostatnimi miesiącami sytuacja wymyka mi się spod kontroli.

Mam straszne huśtawki nastroju. Byle błahostka potrafi wyprowadzić mnie z równowagii. Często wrzeszczę na ludzi dookoła mnie, rzucam przedmiotami, nie potrafię pohamować własnego rozdrażnienia. Jeszcze gdy byłam nastolatką, miałam z tym ogromny problem. Wrażenie, że złość i gniew mnie rozsadzają, potrafiło pozbawić mnie tchu.

Wtedy pojawiła się u mnie autoagresja, cięcie się i rwanie włosów z głowy. Dzisiaj takie zachowania w stosunku do własnego ciała to na szczęście rzadkość, jednak wrażenie rozsadzającej złości pozostało. Co gorsza, od kiedy przestałam wyładowywać się na sobie, moja złość zaczęła koncentrować się na moich partnerach.

Mój wcześniejszy związek rozpadł się z powodu mojej niestabilności. Teraz, kiedy mam już męża, potrafię rzucić się na niego z pięściami i spowodować dosyć poważne obrażenia. Jestem przerażona, nie potrafię nad tym zapanować! Mój mąż to dobry człowiek i w żadnym wypadku nie zasługuje na coś takiego. Zaczęłam nawet rozważać opuszczenie go dla jego własnego dobra...

Nie umiem sobie poradzić z własną agresją, to co we mnie siedzi przeraża mnie i przerasta. Dodatkowo w ciągu ostatniego roku zauważyłam kolejne niepokojące objawy. Bez wyraźnego powodu stałam się chorobliwie zazdrosna o męża, boję się, że go stracę. Jednocześnie sama się od niego odsuwam, jakbym chciała sobie zaoszczędzić cierpienia w razie ewentualnego rozstania. A to tylko pogarsza sytuację...

Zauważyłam, że ogólnie bardzo odsunęłam się od ludzi. Znajomi mnie drażnią, nie mam ochoty na rozmowy i wspólne wyjścia. Kiedyś byłam dosyć otwartą osobą, a na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie zwierzania się komukolwiek. Nie mam żadnej przyjaciółki, ani innej zaufanej osoby.

Praktycznie przestałam wychodzić z domu, zwykłe wyjście do sklepu mnie męczy. Zamykam się w swoim własnym świecie, zaczytując się w książkach i pożerając tony słodyczy. To pogarsza moją sytuację, bo w ciągu dwóch lat przytyłam 20 kg, co praktycznie pozbawiło mnie wiary w siebie. Pracy też nie mogę znaleźć.

Czuję się samotna wśród ludzi i mam coraz czarniejsze myśli... Mimo, że mam 22 lata, czuję, że przegrałam swoje życie przez własną bezsilność. Bardzo proszę o radę, bo nie wiem co ze sobą zrobić....

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Dr n. med. Anna Błażucka
Dr n. med. Anna Błażucka
Mgr Kamila Dziwota
Mgr Kamila Dziwota

Jaki jest cel tego wszystkiego?

Witam. Właściwie nie wiem po co zdecydowałem się tu napisać, użalając się nad sobą. Szukając cudownego lekarstwa, metody, cudu? Niczego takiego tu nie znajdę, bo wszystko zależy ode mnie. Jednak nadzieja umiera ostatnia... Czuję się beznadziejnie źle i wiem, że...

Witam. Właściwie nie wiem po co zdecydowałem się tu napisać, użalając się nad sobą. Szukając cudownego lekarstwa, metody, cudu? Niczego takiego tu nie znajdę, bo wszystko zależy ode mnie. Jednak nadzieja umiera ostatnia... Czuję się beznadziejnie źle i wiem, że pisząc to jeszcze bardziej się nakręcam i wizualizuje wszystko co negatywne, ale wiem również, że tak istnieć nie można, lepiej po prostu nie istnieć. Mam 28 lat, jestem bez pracy (z paroma pewnie niezłymi dyplomami, ale każdy z nich to nieporozumienie), po kilku krótkich epizodach pracy, które kończyły się porażką. Nie wiem już co chcę robić w życiu, w czym w ogóle jestem, czy w ogóle mogę jeszcze być dobry i doceniony. Mając tyle lat i taki krótki oraz nieudany staż pracy - żenada. Przez taki długi okres czasu nie „dorobiłem” się niczego (oprócz wykształcenia, za które i tak nie płaciłem), nie utrzymuję się samodzielnie. Każde nowe plany porzucam przy pierwszej porażce i uciekam w następne, tracąc czas i energię. Czuję, że jestem mało inteligentny (zresztą zawsze chyba byłem, ukończenie studiów z „praktyczną” inteligencją nie ma nic wspólnego), logika w myśleniu w moim mózgu nie istnieje (szczególnie ostatnio), podobnie jak zorganizowanie. Jest tylko jeden wielki chaos - od drobnych spraw po życiowe sprawy. Nie potrafię podjąć decyzji, waham się, wycofuje. Czynności intelektualne wykonuję w zwolnionym tempie. Naśladuję często wzorce myślowe innych ludzi, dołując się jeszcze bardziej, że nic samemu nie potrafię wymyślić. Totalnie brak mi pewności siebie, w każdej sferze, przez co staje się niewiarygodny. Mam problemy w kontaktach z ludźmi (przez ostatnich parę lat coraz większe przez izolację). Oczywiście nie mam dziewczyny, kochanki, życia intymnego, etc., ale czy w ogóle miałem? Boli mnie to okropnie tym bardziej, że poznałem ostatnio wyjątkową osobę, której życie uświadomiło mi jeszcze bardziej, że uczucie miłości (którego nie doświadczyłem) jest największą i najpiękniejszą energią wszechświata. Nie mam wielu znajomych, przyjaciół (oprócz dwóch osób), właściwie to ja chyba podświadomie odpycham wszystkich, od znajomych, przez współpracowników, po kobiety (i tu nie chodzi o wygląd, choć „medialny” nie jestem, ani też gburem totalnie milczącym nie byłem, przynajmniej kiedyś). Dodatkowo rodzice zaczynają widzieć we mnie swoją polisę ubezpieczeniową na starsze lata. Kocham ich, ale im niczego nie brakuje, są zdrowi, uśmiechnięci, kochają się. Ja nie mam niczego, nikogo, nic nie osiągnąłem, ZERO. Taka perspektywa jest dla mnie miażdżąca. A najgorsze jest to, że w każdej sferze się staram, zależy mi, a wychodzi zawsze wprost przeciwnie. Skutkiem tego wszystkiego jest coraz większa izolacja, złość, frustracja, irytacja, a ostatnio totalna bezsilność i rozpacz, jakbym stracił kogoś bliskiego - chyba po prostu siebie tracę... Zacząłem mieć problemy ze zdrowiem, które mogą okazać się dość poważne. Wiem, że to ta nagromadzona zła energia ze wszystkich lat życia. Wiem jak powinienem myśleć, kto może mi pomóc i w jakim zakresie, ale nie potrafię z tego skorzystać, nie potrafię zmienić swoich myśli… Chyba nie ma miejsca dla mnie na tym świecie…

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Co się dzieje z moją psychiką?

Witam. Mam 19 lat, a życie od kilku lat wcale mnie nie cieszy. Od ok. 3 lat jestem bardzo nerwowa, a ostatnio (w ciągu pół roku) mój stan pogorszył się. Denerwuję się bez powodu, wystarczy, że koleżanka zadzwoni i zapowie...

Witam. Mam 19 lat, a życie od kilku lat wcale mnie nie cieszy. Od ok. 3 lat jestem bardzo nerwowa, a ostatnio (w ciągu pół roku) mój stan pogorszył się. Denerwuję się bez powodu, wystarczy, że koleżanka zadzwoni i zapowie odwiedziny, a ja już zaczynam się denerwować. Wygląda to mniej więcej tak: na wszystkich krzyczę, trzęsą mi się ręce, jestem płaczliwa, rzucam przedmiotami, czuję się niechciana i mam wrażenie, ża tylko przeszkadzam. Abym została wyprowadzona z równowagi wystarczy, że coś pójdzie mi nie tak lub ktoś mi w czymś przeszkodzi. Boję się sama siebie i mam do siebie żal o to, że krzywdzę innych swym zachowaniem. Od 2 lat jestem w związku z chłopakiem i tylko przy nim staram się być spokojna, ale wewnątrz wszystko się we mnie gotuje. Myślę o zerwaniu z nim i wyjechaniu z kraju, ponieważ nie chcę psuć życia zarówno jemu jak i mojej rodzinie. Dlaczego tak się dzieje i co ze mną jest nie tak? Czy to może być jakaś choroba dziedziczna? Brat mojej babci miał schizofrenię. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Małgorzata Wierzbicka
Mgr Małgorzata Wierzbicka

Jak sobie radzić z wybuchami nerwów?

Witam serdecznie :-) Jestem kobietą mam 24 l. Już wcześniej pisałam o moim problemie. Nie wiem może będzie to istotne. 5 lat temu miałam chłopaka, który zostawiła mi lęk w sobie do teraz. A mianowicie byłam z nim trzy lata....

Witam serdecznie :-) Jestem kobietą mam 24 l. Już wcześniej pisałam o moim problemie. Nie wiem może będzie to istotne. 5 lat temu miałam chłopaka, który zostawiła mi lęk w sobie do teraz. A mianowicie byłam z nim trzy lata. Przez pierwszy rok było super, a potem zaczął się horror. Wyzywał mnie od najgorszych, ale nie miał ku temu powodów. Chciałam odejść, ale wtedy zaczęły się groźby, że się zabije. Nie wiedziałam czy mam to traktować poważnie czy nie. Ogólnie zachowywał się bardzo dziwnie, ciągle kontrole w pracy mi robił, podniósł też nawet na mnie rękę. Bałam się go, unikałam przyjeżdżania do niego, ciągle pracowałam. To wtedy on do mnie przyjeżdżał, skradał się za budynkami i innymi rzeczami, aby sprawdzać co robię. To był jakiś koszmar. Pracowałam w restauracji - kiedyś pobił klienta, bo się do mnie uśmiechnął. Za pobicie poszedł do więzienia, wtedy miałam spokój, nie odwiedzałam, urwałam kontakt. No i wtedy zaczęły się plotki, iż mnie zdradzał i to nie z jedną kobietą, tylko z wieloma. Pojechałam na widzenie, nie mogłam tego tak zostawić, zapytałam wprost czy to prawda, a on bez skrupułów powiedział, że tak. Poszłam się zaraz zbadać, czy nie mam żadnej choroby. Najbardziej mnie z tego wszystkiego zabolała ta zdrada. Pomyślałam sobie: za co to upokorzenie, poniżenie. Teraz mam już innego chłopaka (to już opisywałam wcześniej). Często mam tak, że jak go nie widzę albo nie odbiera tel. mam wrażenie, że mnie zdradza. Chociaż wiem, że mogę mu ufać i nie dał mi nigdy powodu, żebym czuła się niepewnie. Muszę mieć kontrolę nad tym co robi, gdzie i z kim jest... PROSZĘ O POMOC

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Nie chcę, żeby się ze mnie śmiali. Jak to zmienić?

Witam, jestem chłopakiem i mam 17 lat. Około trzech lat temu, po chorobie, głos zmienił mi się nie do poznania. Mówię jak dziewczyna, co z resztą każdy zauważa, i zwraca na to uwagę. Najgorsze w tym wszystkim jest aktywność na...

Witam, jestem chłopakiem i mam 17 lat. Około trzech lat temu, po chorobie, głos zmienił mi się nie do poznania. Mówię jak dziewczyna, co z resztą każdy zauważa, i zwraca na to uwagę. Najgorsze w tym wszystkim jest aktywność na lekcji - i to uczucie, gdy wszyscy uczniowie z nauczycielem się śmieją, nabijają i próbują mówić tak jak ja. Boże, to jest straszne. Przez to w ogóle przestałem się odzywać na lekcji. Gdy nauczyciel mnie się coś zapytał, nie mogłem nic powiedzieć, serce coraz szybciej biło, gorąco a głosu nie wydusiłem, choć na przerwach mogłem "normalnie" gadać.

Przeczytałem, że to przez depresję. Gdy idę ulicą, nic się nie odzywam, przy ludziach nie odbieram telefonu, nie chodzę do sklepów z obsługą, bo jak ostatnio byłem po ser, wyszedłem ze sklepu i usłyszałem śmiech. Myślałem, że się zapadnę pod ziemię. I tak zastanawiam się dlaczego ja? Wszyscy mówią normalnie. Pamiętam jak nauczyciel opowiadał o homoseksualistach, że mają wysoki głos i te spojrzenia na mnie i śmiechy. Albo o kastratach, że zaśpiewają wysokie C. Ja nie wiem czym sobie na to zasłużyłem, jestem wzorowym uczniem. Jak to piszę, to aż ryczeć mi się chcę.

Na każdej imprezie rodzinnej, bo na inne nie pójdę, zawsze cicho siedzę i jest pytanie: dlaczego nic się nie odzywasz? Tak jak ktoś napisał wyżej o śpiewaniu - mam tak samo. Albo gdy odbiorę telefon - dzień dobry pani. Po wakacjach idę do nowej szkoły, nowej klasy i nie wiem jak to wszystko zacząć. Parę dni temu próbowałem mówić tym grubszym głosem, ale jak byłem sam w domu. Nawet nie wiedziałem, że tak potrafię. Nie mam pojęcia jak się przełamać. To wszystko jest silniejsze ode mnie. Kilka razy próbowałem mówić tym niższym, a siostra do mnie: a tobie co? Znowu ci głos odbiera?

Myślę, że dzień wcześniej powiem, że mnie gardło boli, wstanę rano i będę mówić tym niskim głosem. Nie wiem czy się przełamię, bo już to odciągam od trzech dni. Nie wiem jak zareagują znajomi, rodzina - na pewno na początek będą się śmiali, ale w nowej szkole chcę zacząć wszystko od nowa. Tylko nie wiem czy to mi się uda. Przynajmniej mam taką nadzieję. Wy z resztą sami wiecie co ja teraz czuję. Jak dla mnie najgorsze są te śmiechy ludzi, którzy nic nie rozumieją, przez co przechodzę, że normalnie mam chęć ich rozszarpać. Nie wiem jak to wszystko zorganizować, jak się przełamać, dlatego proszę Was o pomoc. Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Problemy z nawiązaniem prawdziwej relacji

Witam, mam taki problem: nie mogę do końca poradzić sobie z moją obecną sytuacją życiową. Jestem przed rozwodem, rozkład małżeństwa następował już od kilku lat. Mam kilkuletniego synka. Jakiś czas temu poznałam ciekawego, wykształconego mężczyznę, pracującego w tym samym...

Witam, mam taki problem: nie mogę do końca poradzić sobie z moją obecną sytuacją życiową. Jestem przed rozwodem, rozkład małżeństwa następował już od kilku lat. Mam kilkuletniego synka. Jakiś czas temu poznałam ciekawego, wykształconego mężczyznę, pracującego w tym samym zawodzie co ja.

Na początku nie podobał mi się, ale on sam zainicjował tą znajomość, był miły, umawiał się ze mną, zapraszał do kina, mimo że wiedział, iż mam dziecko. Po pewnym czasie (ok. 2 miesiące) zaczęłam stopniowo doceniać jego charakter, osobowość, to, że się stara, że zabiega o mnie... Po ok. 3 miesiącach doszło do kilkakrotnego zbliżenia fizycznego, choć ciągle wyczuwałam między nami pewną barierę, którą zwykle przełamuje się w kontaktach seksualnych.

Przestał o mnie zabiegać, przestał dzwonić, pisać... Po kilku wspólnie spędzonych nocach postanowiłam z nim szczerze porozmawiać, zapytałam o jego stosunek do mnie, powiedziałam, że jestem gotowa na uczucie oraz (wiem, że zrobiłam to trochę późno), że nie mam jeszcze rozwodu, ale jestem w trakcie. W odpowiedzi otrzymałam wytłumaczenie, że on nie jest pewny, czy chce tego związku, nie wie, czy sobie poradzi, czy będzie w stanie pokochać moje dziecko.

Dałam mu czas na zastanowienie i po kilku tygodniach poprosiłam o informację zwrotną. Bardzo subtelnie i mało konkretnie dał mi do zrozumienia, że jednak to koniec. Unika spotkań ze mną, choć dość często pisze do mnie pierwszy, pyta, co u mnie... Wczoraj napisał mi, że ma wyrzuty sumienia, bo może mnie zranił. Skłamałam, że nic się nie stało i że jest w błędzie. Ale w rzeczywistości nie mogę poradzić sobie z tą sytuacją.

Ciągle o tym myślę i zadręczam się. Nie jestem już nastolatką i ciężko mi pogodzić się z jego stosunkiem do mnie. Żaden mężczyzna jeszcze nigdy nie potraktował mnie w taki sposób. Nie wiem, czy jego wycofanie się ma rzeczywiście związek z moją prywatną sytuacją. Mam wrażenie, że może tkwi we mnie jakiś problem, który nie pozwala mi na nawiązanie prawdziwej relacji z kimś wartościowym.

Wiem, że związek z mężem był od początku pomyłką, ale teraz już czuję, że dojrzałam do prawdziwej, szczerej i pozbawionej cynizmu relacji. Lecz moja otwarta i szczera postawa wcale nie pomaga mi w nawiązaniu takiego związku. Dodam tylko, że zwykle raczej podobam się mężczyznom, jestem po studiach, mam dość dobrą pracę...

Co więc może być powodem takiego stanu rzeczy - ja sama, czy moja sytuacja? A może po prostu nie spotkałam jeszcze "tego właściwego"? Sama nie potrafię odpowiedzieć sobie na to pytanie i jest mi z tym źle. Proszę więc o pomoc i odpowiedź, z poważaniem - Sara

Czy zazdrość może mieć podstawy nerwicowe?

Witam. Mam 20 lat, mój chłopak - 19. Jestem strasznie zazdrosna o niego. I nie chodzi tu o racjonalne podstawy. Jestem jego pierwszą dziewczyną, tyle, że mieliśmy dłuższą przerwę (z mojej strony - bo przez rok nie chciałam z nim...

Witam. Mam 20 lat, mój chłopak - 19. Jestem strasznie zazdrosna o niego. I nie chodzi tu o racjonalne podstawy. Jestem jego pierwszą dziewczyną, tyle, że mieliśmy dłuższą przerwę (z mojej strony - bo przez rok nie chciałam z nim być, a z jego - bo dał sobie w pewnym sensie po roku spokój, wszedł wtedy w narkotyki). Poznał inną, lecz, jak mówił, nic z tego nie wyszło, tzn. nie mieli kontaktu fizycznego, a z jego strony nie było zaangażowania. Więc w sumie powinnam się cieszyć, że tylko ja mu tak zawróciłam w głowie, że chce ze mną być. Obecnie jesteśmy razem od roku, jest to nasze trzecie podejście, tym razem z mojej strony też na poważnie. Tyle, że zadręczają mnie myśli, że on patrzył kiedyś z pożądaniem na jakieś kobiety, nie dowierzam mu, jak on mi mówi, że nic, nawet widok gołej baby, teraz go nie rusza, że wszystko co jest związane w nim z seksualnością jest nakierowane na mnie. Dręczy mnie cały czas strach, zwłaszcza jak znajduje się obok nas jakaś dziewczyna, że on się na nią popatrzy i zrodzi się w nim jakiś podtekst seksualny. Nie mogę znieść w ogóle myśli, że on jest facetem w tym sensie, że oni patrzą się na kobiety jak na obiekty seksualne. Takie myśli mnie dopadają, czy to jestem sama, czy to w jakimś towarzystwie, czy z nim. I czuję wtedy takie spięcie, chce mi się płakać, czuję taki bezsens, nie widzę sensu, czuję się niczym. Nie czuję wtedy tak jakby siebie. To mnie okropnie męczy, nie pozwala mi normalnie funkcjonować i cieszyć się życiem. Dodam, że mam takie dziwne stany niepokoju, czasem nie mogę przez to spać i do tego dochodzi czasem takie uczucie lęku przed czymś niewiadomym. Dużo jeszcze bym musiała pisać, ale ja chciałabym tylko zasięgnąć tu porady, czy muszę się z tym udać do psychologa, czy podstawą tego zachowania jest jakaś nerwica czy coś innego, jakieś zaburzenie. Wiem tylko, że mnie to męczy. I ludzi wokół też. Dlatego proszę o pomoc. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Małgorzata Wierzbicka
Mgr Małgorzata Wierzbicka
Patronaty