Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Konflikty w związku: Pytania do specjalistów

Jak rozmawiać z partnerką?

Witam, mam problem. Mianowicie taki, że jestem z moją dziewczyna 4 miesiące. Przez ten cały okres nawzajem sobie zadawaliśmy pytanie "co robisz?" tak po prostu, żeby zacząć ewentualny temat rozmowy lub mieć to do swojej wiedzy. Kilka dni temu się...

Witam, mam problem. Mianowicie taki, że jestem z moją dziewczyna 4 miesiące. Przez ten cały okres nawzajem sobie zadawaliśmy pytanie "co robisz?" tak po prostu, żeby zacząć ewentualny temat rozmowy lub mieć to do swojej wiedzy. Kilka dni temu się pokłóciliśmy, że względu na to, że nie mieszkamy razem. Zapytałem, co robi, czy spędza ewentualnie czas ze swoim byłym chłopakiem, ale o to zapytałem jeden jedyny raz, bo byłem zazdrosny, ona się wkurzyła. Od tamtej pory uważa, że nie musi nikomu się spowiadać i mówić, co robi bo uważa, że w ten sposób ją kontroluję. Nawet napisanie esemesa o treści Dobranoc, jest aktem kontrolowania, choć wszystkie te informacje są czysto hipotetyczne, bo nie mam powodów, żeby ją kontrolować, bo jej ufam w 100%.

W jak sposób mam z nią rozmawiać? Kocham ją i zależy mi na niej, ale obawiam się, że przez to nasze relacje się pogorszą i że się oddalimy od siebie. Dlatego, że nie mieszkamy razem i codziennie też się nie widujemy. I boję się, że prędzej czy później się rozstaniemy z tak głupiego powodu. Bardzo bym prosił o konkretne rady, które będę mógł zastosować. Dziękuję!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak wyleczyć się z chorobliwej zazdrości o męża?

Witam! Mam problem ze sobą. Jestem w związku od 8 lat, od 5 jesteśmy małżeństwem. Mamy dwójkę małych dzieci. Problemem jest moja chorobliwa zazdrość o męża. W przeszłości pojawiały sie objawy tego, ale szybko znikały. Problem nasilił się, gdy mąż...

Witam! Mam problem ze sobą. Jestem w związku od 8 lat, od 5 jesteśmy małżeństwem. Mamy dwójkę małych dzieci. Problemem jest moja chorobliwa zazdrość o męża. W przeszłości pojawiały sie objawy tego, ale szybko znikały. Problem nasilił się, gdy mąż zmienił pracę i poznałam kobietę, która się w nim zakochała. On powiedział jej, że lubi ją, ale nie będą nigdy razem, bo kocha mnie i nie chce tego stracić przez głupi romans. Ona powiedziała, że nigdy by nie weszła w związek z żonatym mężczyzną i wie że nic z tego nie będzie i rozumie to. W bezpośredniej rozmowie ze mną obiecała mi, że nigdy mi go nie odbierze. Wiem, że są sobie bliscy, ona mówi mu o swoich problemach, a on jej o swoich. Mój mąż ciągle mi powtarzał, że mnie kocha, nigdy mnie nie zdradził i nie zdradzi, a ja robiłam kolejne akcje typu grzebanie w telefonie itd. (wstydzę się tego, bo wiem, że w tym momencie naruszałam jego prywatność). Pozostało mi wierzyć w jej słowa i jego miłość. Był czas, że było lepiej, mąż sam to przyznał, ale ja znów znalazłam jakiś pretekst i posądziłam go o zdradę. Mąż nie wytrzymał, wyprowadził się do brata i powiedział, że już dłużnej tak nie może i musi wszystko przemyśleć i potrzebuje kilku dni. Do tego wszystkiego dołożyła się moja matka, gdyż mieszkamy z rodzicami. Nawrzeszczała na niego, że zostawił żonę i dzieci, i nie powiedział jej nawet dziękuję i do widzenia. Wtedy mąż wrócił i spakował resztę swoich rzeczy i wyprowadził się całkiem. Mamy mieszkanie swoje, gdzie teraz mieszka brat męża i tam poszedł. W krótkich telefonach trochę rozmawiamy, mówi że kocha, ale nie wie, czy chce ze mną być. Ja już wiem, że moja zazdrość wynika z mojej niskiej samooceny wpojonej mi przez toksycznych rodziców, o swojej zazdrości, o której opowiadała mi matka. Wiem, ze dopóki nie polubię siebie, będę uważała, że nie jestem godna czyjejś miłości i tego, że można mi być wierną. Tylko ja nie mogę już prosić męża o kolejną ostatnią szansę, bo już parę ich było, ale ja wiem, że jak wyprowadzimy się do swojego mieszkania to będzie inaczej. Dziś mamy porozmawiać, a ja nie wiem jak go przekonać, że warto, żebyśmy sobie dali szansę na nowo w naszym mieszkaniu, bo wiele nas łączy, a poza tym przecież się kochamy. Wiem, że on już we mnie nie wierzy, że ja się zmienię. On mówi, że potrzebuje czasu, ale ja go nie mam. Tkwię w toksycznym domu z rodzicami, a to odbija się na dzieciach. Nie chcę, żeby to trwało kilka tygodni. Jak mam go przekonać, że im szybciej będziemy razem im szybciej ja wyrwę się z dziećmi z tego domu, wtedy będziemy mieli większe szanse? Ja wiem, że on musi odpocząć, ale ja zostałam tu z tym wszystkim sama. Jak powiedziałam, żeby mi tylko powiedział czy zamieszkamy razem i spróbujemy jeszcze raz powiedział "może kiedyś", a potem zapytał, "a jak nie to co"? Straciłam nadzieję, że jeszcze do mnie wróci, czuję się podle, bo zabrałam dzieciom ojca i zniszczyłam swoją miłość. Czy jeszcze coś mogę dziś mu powiedzieć, co go przekona? Pomocy

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Kłopoty w związku na odległość

Mam ogromny problem. Jestem w związku 5 lat, prawie 3 lata to związek na odległość i na chwilę obecną nie ma żadnych szans, by to zmienić. Dzieli nas 100 km, nie tak w końcu dużo, ale widujemy się tylko weekendy...

Mam ogromny problem. Jestem w związku 5 lat, prawie 3 lata to związek na odległość i na chwilę obecną nie ma żadnych szans, by to zmienić. Dzieli nas 100 km, nie tak w końcu dużo, ale widujemy się tylko weekendy i to jeszcze nie zawsze, bo mój ukochany ma taką pracę, że czasem musi zostać i w weekend. Ja sobie z tym poradzić nie mogę, zawsze wiedziałam, że do związków na odległość się nie nadaję, ale tak bardzo go kocham, że walczę z tą odległością jak tylko mogę. Niestety w marnych skutkach. Mimo codziennych zajęć, przychodzi wieczór kiedy chciałabym z nim być, dzielić dom, tak jak kiedyś, po prostu być normalnie razem. Nie potrafię się z tym pogodzić, przez co mamy ostatnio ogromne problemy, które zbliżają nas do rozstania. Czasem czuję, że jestem od niego totalnie uzależniona. Kiedy dzwoni, że nie może przyjechać w piątek, bo późno kończy pracę (jest dyrektorem) i jest bardzo zmęczony, ja po prostu wariuję, krzyczę na niego, że ja nie jestem ważna, tylko ta praca, że ma mnie gdzieś, że nie dość, że mnie zostawił, to jeszcze nie może przyjechać.

Mnie jest po prostu przykro, bo w takiej sytuacji liczy się dla mnie każda chwila z nim. On się wkurza, że go nie rozumiem i awantura gotowa. Nie potrafimy się dogadać. Ja nie potrafię się z tym pogodzić, to trwa już tyle czasu. Mój partner szuka pracy w naszym mieście, bardzo chce wrócić, ale bez skutku, z kolei ja do niego nie mogę jechać, bo mam jeszcze studia. Najgorsze jest to, co dzieje się ze mną, kiedy go nie ma. Mam znajomych, rodzinę, mam co robić, ale tak bardzo brakuje mi właśnie jego, mojego kochanego mężczyzny. Nie chce go stracić, a wiem, że moim zachowaniem jestem na dobrej drodze. Kocham go, tęsknię, może właśnie za bardzo? Dlatego ta odległość jest dla mnie takim strasznym problemem? Nie wiem co mam robić, bo od momentu jego wyjazdu, czuję się po prostu nieszczęśliwa.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak zmienić sytuację w związku?

Witam! Postanowiłam się poradzić, bo już sobie nie radzę sama ze swoimi rozterkami. Jestem w związku z chłopakiem od 4 lat, mieszkamy razem, dzielimy ze sobą kawalerkę. Ja mam 28, on 27 lat. Od paru miesięcy czuję się samotna,...

Witam!

Postanowiłam się poradzić, bo już sobie nie radzę sama ze swoimi rozterkami. Jestem w związku z chłopakiem od 4 lat, mieszkamy razem, dzielimy ze sobą kawalerkę. Ja mam 28, on 27 lat. Od paru miesięcy czuję się samotna, zaniedbywana w naszym związku... Chodzi o to, że on większość czasu spędza przy komputerze, zajmuje się tylko sobą. Nie rozmawiamy w ogóle, czuję że gdybym go nie zagadywała to nie odzywałby się. Nigdzie ze mną nie wychodzi, nie zabiera mnie do kina, nie kupuje kwiatów - nie licząc okazji. W weekendy zazwyczaj idziemy na spacer, ale też jest moja inicjatywa. Jeśli chodzi o łóżkowe sprawy, to tylko są słowa, w sensie pyta czy będziemy się dziś kochać - i na tym się kończy...

On jest z innego miasta niż to, w którym teraz mieszkamy, więc jest z dala od swojej rodziny. Bardzo często dzwoni do swoich rodziców, kiedy z nimi rozmawia jest innym człowiekiem, wesoły, gadatliwy, pełen życia. Kiedy tylko odkłada telefon jest cisza. Swoim rodzicom kupuje nietanie prezenty, rozumiem że są w trudnej sytuacji, ale skoro już tak jest to powinien pomyśleć np. też o moich rodzicach czy o mnie, bo przecież to chyba ze swoją dziewczyną ma wiązać przyszłość. Jak idziemy w odwiedziny do moich rodziców to zazwyczaj siedzi i się nie odzywa, bawi się telefonem. Kiedy próbuję z nim rozmawiać, zwykle kończy się obrazą i cichymi dniami. Wcześniej taki nie był, w naszym związku dużo się działo, często wyjeżdżaliśmy, robiliśmy coś wspólnie. Teraz nic, pustka, moje potrzeby są dla niego mało istotne, zrzuca je na sam koniec swoich planów, a później o nich zapomina.

Kiedyś mu wygarnęłam to, że za dużo czasu spędza przy kompie, to powiedział, że on tego dla mnie nie zmieni, a jak mi nie pasuje to mam znaleźć sobie kogoś innego - mówił to w złości, no ale ja niestety takie słowa zapamiętuję, bolało to bardzo. Stwierdził również, że skoro mi coś nie pasuje to jest mój problem, nie jego. Zastanawiam się w czym mogłam zawinić, i może faktycznie ma racje, że to ze mną jest coś nie tak. Nie mam już znajomych, wszyscy się odwrócili, nie mam nawet komu się wyżalić, do kogo iść. Miałam pasję, fotografowałam. Czasem dzięki zdjęciom wpadła mi jakaś dodatkowa gotówka, teraz nie mam kompletnie weny, nie mam w sobie chęci, pozytywnych myśli. Jest szaro. Oddałam wszystko dla niego, a teraz nie mam nic. Chciałabym, żeby wszystko wróciło do normy, kocham go, nie chce go tracić, ale też nie chcę żeby moje życie tak wyglądało. Chciałabym poczuć się dla niego ważna i potrzebna.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Mówię przez sen

Witam! Mój problem polega na tym, że mówię przez sen. Nie byłoby w tym nic niepokojącego, gdyby moje mówienie nie wpływało na moje życie osobiste. Jestem mężatką od roku. Z mężem spotykałam się przed ślubem dwa lata. Wcześniej byłam...

Witam! Mój problem polega na tym, że mówię przez sen. Nie byłoby w tym nic niepokojącego, gdyby moje mówienie nie wpływało na moje życie osobiste. Jestem mężatką od roku. Z mężem spotykałam się przed ślubem dwa lata. Wcześniej byłam w innym, poważnym związku, który trwał aż dziewięć lat i prawie zakończył się ślubem. Było to 4 lata temu. W ostatniej chwili odwołałam zaplanowaną uroczystość. Kiedy poznałam mojego męża, był w związku z inną kobietą. Mimo to, zaczęliśmy się po kryjomu spotykać. Bardzo cierpiałam z tego powodu, bo zaczynałam się w nim zakochiwać, a on nie potrafił zrezygnować ze swojego związku, choć deklarował, że nie kocha tamtej kobiety. Nie potrafił też wybrać. Próbowałam zakończyć tę farsę, ale wtedy on się odzywał, nalegał na spotkanie. Nie potrafiłam odmówić. W między czasie pojawił się w moim życiu inny mężczyzna z którym próbowałam się związać, ale nic z tego nie wyszło. Nadal cierpiałam. I wtedy, nagle po roku od rozstania odezwał się mój były partner, z którym byłam dziewięć lat. Uznałam, że to dobry sposób, by zemścić się na mężczyźnie, którego kocham (czyli moim mężu - wtedy nie byliśmy jeszcze małżeństwem), gdyż sypiał i ze mną i ze swoją ówczesną dziewczyną. Także zaczęłam sypiać ze swoim byłym partnerem, aby udowodnić sobie, że skoro jestem zraniona, to też zacznę ranić. To był oczywiście szczyt mojej głupoty i bardzo dziś tego żałuję. Kiedy jednak mój były partner się zorientował, że jest moim narzędziem, bym mogła zdobyć innego mężczyznę i że nie mam zamiaru do niego wrócić, wpadł w szał. Pokazał, że jest agresywny i że mogę się go obawiać. Wtedy odcięłam się od niego na dobre. W tym czasie wybranek mojego serca (czyli mąż) zerwał ze swoją dziewczyną i związał się ze mną.

Byłam bardzo szczęśliwa i zakochana. Wszystko układało się między nami doskonale do czasu... Sprzedałam swoje mieszkanko i kupiliśmy większe, by odciąć się od przeszłości (zwłaszcza, że jego dziewczyna, z którą zerwał mieszkała w tym samym bloku, ba nawet w tej samej klatce co ja, proszę sobie zatem wyobrazić jakim traumatycznym przeżyciem było dla mnie oglądanie tej pary. Ja z nosem przyklejonym do szyby, kiedy spacerowali razem, zapłakana...). W każdym razie przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania i wydawałoby się, że wszystkie problemy zniknęły. Zabrałam ze swojego starego mieszkania prawie wszystkie graty. Wzięłam też albumy foto. Umieściłam je na najwyższej półce w sypialni i przy okazji, miałam je wywieźć do rodziców. Niestety pod moją nieobecność mój mąż szukał tam czegoś i album z moim byłym partnerem spadł mu na głowę. Oczywiście nie były to tylko zdjęcia z moim byłym partnerem, ale także zdjęcia ze studiów, z liceum, z całego mojego okresu dzieciństwa i dojrzewania, z przyjaciółmi i rodziną. Zażądał ode mnie bym zlikwidowała swoją przeszłość, bym ją wymazała z pamięci. Zaczęłam drzeć niektóre zdjęcia, a potem wywiozłam albumy do rodziców. Ile jednak miałam w tym czasie awantur, to się w głowie nie mieści. Przede wszystkim o to, że rozpamiętuję swoją przeszłość. Lecz ja nic takiego nie robiłam, starałam się żyć teraźniejszością i przyszłością. Żadne moje tłumaczenia nie przynosiły efektu.

Potem mój były partner zaczął mnie szantażować, że zrobi mi krzywdę, a na końcu, że sam się zabije. Początkowo chciałam mu wytłumaczyć, że każde z nas ma nowe życie i tym powinniśmy się zająć, ale kiedy był już zbyt natarczywy, zmieniłam numer telefonu i całkowicie odcięłam się od jego osoby. Już około półtora roku nie mam z nim kontaktu i jest mi z tym dobrze. Jednak mój mąż ciągle mi to wszystko wypomina. I doszło do tego, że zaczęłam mówić przez sen. Nie wiem, czy to stres, nie umiem tego wytłumaczyć, ale gadam o moich byłych partnerach, a szczególnie o tym jednym, z którym byłam tak długo związana. Podobno mówię, że go kocham, używam wulgaryzmów w kontekście seksualnym, raz podobno się przez sen masturbowałam. Pamiętam, że kiedyś śniło mi się, że kocham się z byłym partnerem, ale po chwili się zrywam i mówię, że tego już więcej nie zrobię, gdyż kocham kogoś innego, a tym kimś jest mój mąż i to z nim jestem szczęśliwa. Na co mój były partner się uśmiechnął i powiedział, że skoro tak, to nie będzie mnie już dręczył. Od tamtej pory (a było to ok osiem miesięcy temu) nie mam żadnych snów erotycznych z byłym, czy byłymi partnerami. Zaznaczę, że mój mąż jest moim drugim partnerem seksualnym. Mój mąż twierdzi, że nadal mówię przez sen, że kocham tamtego mężczyznę oraz że jęczę przez sen. Ja niczego nie pamiętam, niczego, a jeśli już to na pewno nie są to sny erotyczne. Udałam się na psychoterapię, ale mój mąż twierdzi, że po niej było jeszcze gorzej, ponieważ pani psychoterapeutka kazała mi się bardziej skupić na sobie, a nie na mężu, nie przejmować się za bardzo jego podejściem do tematu i przede wszystkim, nie wymazywać przeszłości ze swojego życia. Tak też zrobiłam. On twierdzi, że zostawiłam go z problemem i się od niego odwróciłam, że został z tym wszystkim sam. Zaczęłam brać leki uspokajające, gdyż każde pójście spać wiązało się dla mnie z ogromnym stresem. Przez długi czas było ok, przynajmniej tak mi się wydawało.

Od trzech tygodni jest coraz gorzej. Mój mąż znowu twierdzi, że mówię przez sen, wyznaję miłość byłemu partnerowi i jęczę. Jest to dla mnie o tyle dziwne, że ja nic nie pamiętam. Przyznam, że obecnie śni mi się mój były partner, lecz zupełnie normalnie, np. że go mijam gdzieś na ulicy albo spotykam nad jeziorem, chwilę rozmawiam po czym uciekam, bo czeka na mnie mój mąż mając przekonanie, że jak się dowie, że rozmawiałam z byłym, to będzie na mnie zły. Boję się zasnąć, boję się położyć spać, to dla mnie ogromna trauma. Kiedyś faszerowałam się lekami uspokajającymi i chyba nic mi się nie śniło i nic nie mówiłam. Teraz sytuację komplikuje fakt, iż jestem w 7 miesiącu ciąży. Martwię się o dziecko, bo jestem ciągle zestresowana i zapłakana. Mój mąż twierdzi, że czuje się zdradzony, że muszę odpokutować co zrobiłam złego, podlizywać się mu i nie dyskutować, bo nie mam nic na swoją obronę. Powiedział, że mi nie ufa i nie wierzy, a ja jestem najbardziej chyba oddaną żoną na świecie. Kocham go z całego serca i nigdy nie zdradziłam, ale kiedy on wypomina mi moją przeszłość, ja o tym ciągle myślę, myślę, by znowu nie mówić przez sen i go nie zranić. I tak w kółko. To jakiś obłęd. Nie mam już sił. Moje małżeństwo wisi na włosku. Mąż dał mi jeszcze jedną szansę, bym mogła wszytko naprawić, ale ja jestem tak spanikowana, że nie umiem normalnie funkcjonować i cieszyć się z mojej małej kruszynki, która niedługo przyjdzie na świat. Nie wiem już co robić. Bardzo chcę urodzić zdrowe i spokojne dziecko. Nie umiem tak żyć. Dlatego proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Joanna Gładczak
Lek. Joanna Gładczak
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Dlaczego partner nie chce, bym poznała jego rodziców?

Mam 34 lata i 10-letnią córkę, od 6 lat mam partnera, który ma 40 lat, nie jest ojcem mojego dziecka. Rozstałam się z ojcem mojego dziecka dla obecnego partnera. Problem dotyczy obecnego chłopaka, jest dla nas bardzo dobry, poświęca nam...

Mam 34 lata i 10-letnią córkę, od 6 lat mam partnera, który ma 40 lat, nie jest ojcem mojego dziecka. Rozstałam się z ojcem mojego dziecka dla obecnego partnera. Problem dotyczy obecnego chłopaka, jest dla nas bardzo dobry, poświęca nam każdą chwilę, ok. 2 godzin dziennie, nie mieszkamy razem. Pomaga nam finansowo i rozpieszcza nas, kupując nam wszystko co chcemy, opiekuje się nami, moja córka traktuje go jak ojca. Kochamy go bardzo.

Od 6 lat nie poznałam jego rodziców, on z nimi mieszka, oprócz tego ma swój nowo wybudowany dom wyposażony do zamieszkania - dom w takiej formie stoi już 3 lata. Ponadto nie zostaje u mnie na noc, czy też na weekendy. W weekendy widzimy się dopiero wieczorami. W ciągu tych 6 lat przez przypadek poznałam siostrę na grillu, który ja i mój chłopak zorganizowaliśmy, siostra akurat przyjechała do nowego domu po auto. Ostatnio 2 tygodnie temu, spotkaliśmy siostrę w restauracji, dosiadła się do nas i zapytała, czemu mnie tak ukrywa, kilka razy podobno zapraszała mnie na urodziny, niestety nic o tym nie wiedziałam. Nie wiem, o co chodzi, czemu jestem odseparowana od jego rodziny. Nie zostało mi to wyjaśnione. Było kilka rozmów na ten temat, za każdym razem nie uzyskałam 100% szczerej odpowiedzi. Były rozmowy bezpośrednie, były w formie żartu, ostatnio była kłótnia. Zwykle jak się kłócimy, wraca do siebie do domu i nie odzywa się, nie wyciąga ręki do rozwiązania problemu. Zwykle ja to robię. I tak jest właśnie teraz, mówiłam co czuję, że chciałabym poznać rodziców, zamieszkać razem, ułożyć sobie razem życie. Podczas każdej sprzeczki wracamy do tego problemu, niewyjaśnionych spraw. Usłyszałam, że nikt nie będzie go do niczego zmuszał, będzie robił to co będzie chciał i kiedy chciał.

Dla nas zrezygnował ze znajomych, dużo pracuje, a pracujemy w jednej firmie. Wiem, że tak jest, nie podejrzewam drugiego życia z kimś innym. Każdą chwilę spędzamy na rozmowach przez telefon. Potem widzimy się u mnie. Mojej córce kupuje na co ma ochotę, rozpieszcza ją bardzo, czasami zwracam mu uwagę, że to nie o to chodzi, aby nam wszystko kupował, potrzebujemy, aby był z nami, ale nic z tego, po rozmowie nie ma zmian. Tym razem nie wiem, co mam zrobić, biję się ze sobą, wiem czego chcę, chcę abyśmy byli wszyscy razem jak rodzina, ale wiem że nie mogę tego dłużej znosić, bo staję się niemiła, opryskliwa dla niego z powodu braku wyjaśnień. Trudno to tolerować. Podczas jednej z rozmów na temat odsunięcia mnie od swojego rodzinnego życia, padła z jego strony prośba o nie naciskanie, żeby zostało tak jak jest, rodziców poznam w swoim czasie. Słyszałam też, że jestem niecierpliwa, że mi nie ufa na tyle, że nie doceniam tego co mam, przecież nam tyle daje i jest taki dobry.

Wiem, że ma swoją wizję tego związku, ale nie słucha nas, czego my chcemy. Oprócz tego jest bardzo dobrym człowiekiem, cała moja rodzina go zna, wszyscy go bardzo lubią. Wytrzymałam tyle czasu, bo miałam nadzieję, że coś się zmieni, jak jesteśmy razem jest nam dobrze, ale potem znika do siebie, do rodziców. Wszyscy nasi znajomi znają tę sytuację, dziwią się, czemu tak się dzieje, nie rozumieją tego. On nie chce się przed nikim otworzyć. Czasami mam ochotę jechać do jego rodziców i dowiedzieć się, gdzie leży problem, ale jak on tego nie chce, czy to coś zmieni? W złości powiedział, że jak tak chcę poznać rodziców, to nie ma sprawy, ale potem to koniec. Przecież nie będę z nimi, tylko z nim. O co w tym wszystkim chodzi, trudno się domyślać, nie jestem przecież w stanie wejść do jego głowy, jak mogę rozwiązać tą sytuację?

odpowiada 2 ekspertów:
Dr n. med. Aneta Kościołek
Dr n. med. Aneta Kościołek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak pozbyć się chorobliwej zazdrości?

Witam, Mam 23 i mam chorobliwy problem z zazdrością. Będę pisała szczegółowo, aby można było jak najlepiej ustalić co dalej z tym robić. A więc zacznę od początku. Jestem w związku ze swoim partnerem od ponad 2,5 roku. Wcześniej także...

Witam, Mam 23 i mam chorobliwy problem z zazdrością. Będę pisała szczegółowo, aby można było jak najlepiej ustalić co dalej z tym robić. A więc zacznę od początku. Jestem w związku ze swoim partnerem od ponad 2,5 roku. Wcześniej także miałam poważniejsze związki, ale nigdy nie kierowały mną takie emocje jak teraz. Zamieszkaliśmy razem już po kilku miesiącach bycia razem, najpierw było to mieszkanie studenckie, później z inną parą a teraz mieszkamy sami. Ja studiuję, on też, ale dzięki temu że mieszkamy razem to zawsze mamy dla siebie czas.

Myśląc tak na trzeźwo, nie mam powodów do niepokoju. Dba o mnie, wspiera, życie intymne także się nam układa. Ale niestety często są w naszym związku kłótnie i to z mojego powodu. Bo jestem zazdrosna o prawie wszystko, że kiedy jedziemy do swojego rodzinnego miasta, że za milo spędza czas ze swoją rodziną, jednak uważam, że to jest spowodowane tym, że to oni mnie nie akceptują do końca, mam wrażenie, że nie traktują naszego związku na tyle poważnie. Nie odwiedzają nas, nie dzwonią do nas. Patrząc na siebie w lustrze uważam, że jestem dość atrakcyjną kobietą, a jedyne co mi odbiera tę atrakcyjność to moje awantury, zły nastrój, brak uśmiechu. To nie jest tak że wiecznie taka jestem, absolutnie. Na co dzień wśród znajomych jestem uśmiechnięta, gadatliwa, jestem osobą lubianą, problem tkwi w tym, że to są tylko znajomi i wobec nich nie mam wielkich wymagań. A co do mojego partnera mam wiele obaw. Martwię się kiedy wychodzi z domu np. na siłownię, wtedy w mojej głowie tlą sie dziwne myśli, że gdzie on jest i z kim, kiedy dostaję esemesa, chcę aby mnie informować kto napisał, czy to przypadkiem nie jakaś inna kobieta.

Nie wiem czy jest to spowodowane moją pogrążająca się zazdrością, ale wychodzimy mniej do kina, na spacery, ale myślę, że on po prostu się boi że będę zazdrosna o to że w filmie będzie jakaś naga kobieta albo inna kobieta będzie miała zbyt krótką sukienkę. Nie znoszę gdy rozmawia z innymi kobietami, ale przede wszystkim z tymi, których nie znam dobrze. Nie umiem sobie z tym poradzić, ponieważ to mnie zżera od środka, niszczy, powoduje, że nie mogę skupić się na sobie, swoich zainteresowaniach, bo ciągle myślę, że pewnie mnie teraz zdradza albo robi coś przeciwko mnie.

Chcę się w końcu uwolnić od tego stanu. Brałam tabletki na uspokojenie, ale tylko te dostępne bez recepty, niestety nie pomagały i nie wyciszały wystarczająco. Nie bardzo jestem odważna, aby iść do psychologa, bo boję się otwierać tak przed obcą osobą. Spojrzeć temu lekarzowi w twarz i powiedzieć, jakie beznadziejne podstawowe popełniam błędy. Myślę, że jakaś część, ale z pewnością nie całość mojej słabości, wzięła się z mojej przeszłości i z atmosfery z domu rodzinnego. Jestem jedynym dzieckiem moich rodziców, ale moim wychowaniem zajmowała się przede wszystkim matka. Ojciec nadużywał alkoholu, był nerwowy, raptowny, agresywny, i zawsze od kiedy pamiętam obwiniał moją mamę rzekomymi zdradami. Sprawdzał ją, izolował od znajomych, dochodziło do tego, że nawet śledził. Obecnie są kilka lat po rozwodzie i nie mają ze sobą dobrych kontaktów.

Strasznie się obawiam, że mój związek się rozpadnie już na stałe, bez możliwości powrotu, odbudowy tego wszystkiego co przecież tak zaciekle budowaliśmy. Nie chcę tego stracić. A to wszystko już poszło za daleko w trakcie awantur, które oczywiście sama stwarzam, używam obraźliwych słów, krzyków, oskarżeń i ciągle mówię mu, że to koniec, chociaż zupełnie tak nie myślę. Następnego dnia oczywiście jest niemiło, nie odzywamy się, ale w końcu sobie wybaczamy a raczej on mi. Nie chce tak dłużej ranić mojego partnera, a bardzo mi na nim zależy i chcę z nim być. Błagam o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Trudny związek a szansa na jego utrzymanie

Witam! Nasz problem może i jest typowy, ale ja nie wiem, co jest dobrą, a co złą decyzją. Opisu będzie sporo, bo i historia długa. Będę mówić przede wszystkim o swoich okropnych niedojrzałych błędach, mniej o błędach ukochanego i najmniej...

Witam! Nasz problem może i jest typowy, ale ja nie wiem, co jest dobrą, a co złą decyzją. Opisu będzie sporo, bo i historia długa. Będę mówić przede wszystkim o swoich okropnych niedojrzałych błędach, mniej o błędach ukochanego i najmniej o naszych szczęśliwych sprawach, których jest więcej, niż niżej opisanego zła. Chcę tylko wiedzieć, co myśli osoba bardziej kompetentna niż zwykli znajomi, której nie dotyczą te emocje. Cztery lata temu poznałam K. Od samego początku nasza historia była burzliwa, tym bardziej, że sama siebie nigdy nie podejrzewałabym o takie zachowania. Poznałam K. dzięki jego przyjacielowi, który miał względem mnie jakieś nadzieje, choć mówiłam mu, że nic z tego. Dlatego K. miał początkowo dylemat - kumpel, czy nowo poznana dziewczyna. Jednak zaczęliśmy być razem. Po tygodniu, K. zaczął mieć wątpliwości i postanowił zerwać. Ja jestem dosyć płaczliwa, do tego miałam dla niego ręcznie robiony, mikołajkowy prezent. Dostał ten prezent i widział mój płacz. Nagle zachciało mu się mnie pocałować, ale się wzdrygnęłam - jak to, właśnie mnie rzuciłeś i teraz chcesz mnie całować? I to, nie wiem dlaczego, utwierdziło go w przekonaniu, że chce jednak być ze mną. Ja to odebrałam jako litość. Biedne dziecko się rozpłakało, namęczyło się nad fantastycznym prezentem, więc no dobra, to możemy spróbować.

To był mój pierwszy rok studiów, do tego w akademiku, więc jako że było mi smutno, upiłam się totalnie z koleżanką E. Do koleżanki przyszli koledzy, ja ledwo żywa polazłam z jednym kolegą do jego pokoju, w kółko powtarzając, ale ja mam chłopaka i jestem z nim szczęśliwa, nie róbmy niczego złego. On jednak miał nadzieję na wykorzystanie nietrzeźwego pierwszoroczniaka, tym bardziej, że sam był chyba na ostatnim roku. Ja byłam zbyt nietrzeźwa, żeby się opierać. Zaczęliśmy się całować na łóżku, aż mnie oświeciło dziewczyno! Ty nigdy nie całowałaś się z kimś bez zobowiązań, a teraz nagle zdradzasz?! Wstałam i obijając się o ściany pobiegłam do siebie. Nie wiem co mną kierowało, czy chęć dowartościowania się po domniemanej litości, nie wiem. Nie jestem typem zdradzającym. Zerwałam jakikolwiek kontakt z tym facetem, mimo że on próbował ze mną potem rozmawiać. My z K. jesteśmy bardzo wybuchowi, często sprzeczaliśmy się o duperele. Więc było w naszym związku potem wiele kłótni, bardzo intensywnych, które zazwyczaj przeradzały się w śmiech. Niektóre też kończyły się trzaskaniem drzwiami, wychodzeniem, zerwaniem na godzinę i powrotami ze spuszczoną głową.

Potem, po chyba roku, nie pamiętam dokładnie, powiedziałam K. o incydencie po pijaku. Wybaczył, przełknął, stwierdził ok, to było dawno. Potem zaczęły się inne niesnaski. K. zupełnie zmienił tryb życia. Stał się osowiały, przestało mu się cokolwiek chcieć, jego ulubioną i w sumie jedyną rozrywką było siedzenie przed komputerem i oglądanie filmów. Przez długi okres czasu również - gra TRAVIAN. On nie chciał wychodzić, ja się chciałam bawić. I kiedy K. zaczął mieć do mnie pretensje o ciągłe imprezy, zaczęłam zatajać i okłamywać go. Żeby uniknąć jego wyrzutów. Potrafiłam powiedzieć, że idę spać, imprezując z koleżanką E. Oczywiście nigdy więcej nic złego na tych imprezach nie robiąc - zły był sam fakt zatajania i kłamstw. Po kłótni o to, przestałam zatajać, ale zaczęłam wychodzić z koleżanką na miasto wyłudzając np. drinki od obcych facetów, po czym bez pożegnania zabierając nogi za pas i wychodząc z pubu bez pożegnania z tymi obcymi, stawiającymi ludźmi. Było to złe, równie złe, jak zgnuśnienie, nie zawsze dobre traktowanie mnie przez K.

Nie zdradziłam go ani razu, ja nawet nie flirtowałam z tymi ludźmi, zwykła rozmowa o niczym, żeby nie wydawać pieniędzy na alkohol. Wiem, ohydne z mojej strony, i nie mam się czym usprawiedliwić. Dowiedział się o tym, wybaczył mi jednak. Widział też swoją winę, przestał grać w traviana, zaczął zabierać mnie na randki i do kina, ale nadal wiele się kłóciliśmy, nadal trzaskaliśmy drzwiami i wychodziliśmy i zrywaliśmy. Po jednej takiej kłótni, gdy K. mnie zostawił, bo śmiałam mu zwrócić na coś uwagę, umówiłam się na zwykłą, koleżeńską kawę z pewnym chłopakiem. Bóg mi świadkiem, że była to zwykłą rozmowa, w większości o tym, jak mi smutno, że nie wychodzi mi z K. Wyjście było jednorazowe, przeprosiłam kolegę, ale czułabym się niefajnie utrzymując z nim kontakt, skoro w ogóle po kłótni zdobyłam się na taki gest. Było w miarę dobrze, ale nie wspaniale.

Uświadomiłam sobie, że sama miłość (a tak, wiem, że to miłość) nie wystarczy, by utrzymać wspaniały związek. Kochałam K., on nawet chyba znowu mi zaufał, bo rok temu (czyli po 3 latach bycia razem) puścił mnie samą z moimi znajomymi i znajomymi znajomych w góry. On jechać nie mógł, bo pracował, ale jechać chciał. Nie śmiał mnie jednak prosić, bym dla niego z wyjazdu zrezygnowała. Wiedział, jak kończyło się ja nie mogę iść, więc Ty też zostań. Więc pojechałam. Poznałam tam chłopaka, który też miał problemy z dziewczyną, dużo rozmawialiśmy, mieliśmy wiele wspólnych tematów, czytaliśmy te same książki i oglądaliśmy te same filmy. I podczas tego tygodnia przyszło mi do głowy, że może jednak jest mi pisany ktoś inny, wcale nie głupszy od mojego K, z którym bym się tyle nie kłóciła. Chciałam się zastanowić, nie chciałam pochopnych decyzji. Skreślić miłość ot tak, bo dobrze mi się rozmawiało z jakimś człowiekiem, nie jest mądrze. Poprosiłam K. o dwutygodniową separację. Spotkałam się przez te dwa tygodnie raz z tamtym chłopakiem. On był z zupełnie innego miasta, więc spotkaliśmy się wpół drogi. Cały czas jedynie rozmawialiśmy, siedząc od siebie nie bliżej niż przysłowiowe 20 cm.

Zerwałam po 2 tygodniach z K. który robił potem wszystko, żebym wróciła. Walczył dzielnie, a ja czułam się podle, że cała odpowiedzialność za zerwanie, za to że to ja położyłam kreskę na naszej miłości, spoczywa na mnie. Ciężko mi było bez K., piłam bardzo dużo alkoholu przez ten czas. Nie mogłam sobie bez K. poradzić. Spotkałam się jeszcze parę razy z chłopakiem poznanym na wyjeździe, raz na koncercie całowaliśmy się. U siebie imprezowałam z akademikowymi znajomymi. Wielu się we mnie podkochiwało i mnie załamanej bardzo to odpowiadało. Pewnego razu zaczęłam się całować z jednym z podkochujących się we mnie kumpli (i to był akurat ten najmniej atrakcyjny, ten, o którym w życiu nie pomyślałabym, że mogłabym się z nim całować). Straciłam do siebie szacunek, oczywiście zainicjowałam długi wywód i szczerą rozmowę, ze nie szukam nikogo nowego, że nadal kocham jeszcze K. i że chcę zostać tylko na stopie koleżeńskiej. Zgodził się, wierzyłam że szczerze. Nikomu nie powiedział o tym pijackim wyczynie, wiec uważam, że chłopak ma dobre serce. Więc postanowiłam z nim utrzymać kontakt, planowaliśmy sobie po kumpelsku pojechać nad morze (mój warunek był jasny - osobne noclegi).

W tym czasie zerwałam kontakt z chłopakiem z wyjazdu i stwierdziłam, że dłużej bez K. nie wytrzymam. Przyjął mnie z otwartymi ramionami. Powiedziałam, co zrobiłam, kiedy nie byliśmy razem, nie chciałam już żadnych tajemnic i oszustw, nie powiedziałam tylko imienia, żeby nie było K. przykro, że nadal się kumplujemy. Bezmyślnie powiedziałam o planach związanych z morzem. Ale szybko dotarło do mnie jakie to głupie, więc odwołałam wyjazd. Spotkałam się za to z tym kolegą, z przekonaniem, że to po kumpelsku. Otwarcie powiedziałam o tym K. Okazało się jednak, że kolega nadal miał nadzieje, szukał pretekstu do objęcia mnie, dwa razy zdjęłam jego rękę z mojego oparcia, gdy siedzieliśmy w pubie na kanapie. Powinnam wtedy wyjść, ale nie chciałam być niegrzeczna względem kolegi. Ja siedziałam już na brzegu, on ciągle nieznacznie się przybliżał. K. wpadł po mnie do pubu po 1.00AM i zobaczył, jak oddaję koledze pieniądze za piwo. Stwierdził, że ten ewidentnie musnął moją dłoń w jednoznacznym geście. Prawie wściekły wyszedł z pubu, ja za nim, bardzo się pokłóciliśmy. Choć ja nie zrobiłam nic złego, powinnam była jednak wcześniej wyjść z knajpy, kiedy tylko zauważyłam, że kolega próbuje się przystawiać. Nie zrobiłam tego. Straciłam za to kontakt z tym kolegą.

Był jeszcze incydent, w którym wracaliśmy z K. z miasta lekko podpici (nie, nie mamy problemów z alkoholem, jesteśmy studentami, hehe), ale bardzo się pokłóciliśmy. K. był wyjątkowo złośliwy, więc ja również przestałam nad sobą panować. Wtedy to K. nie wytrzymał i podbił mi oko. To nie jest typ, który bije kobiety, on jest łagodny i dobry. Raz nie wytrzymał. To było okropne przeżycie, nigdy nie myślałam, że mnie to spotka, tak jak nigdy nie myślałam, że problemem w moim związku będzie brak zaufania i to przeze mnie! Więc wybaczyłam mu jak on wcześniej wybaczył mi. Potem rok był prawie bezbłędny. Prawie, bo czasem się kłóciliśmy. Raz po takiej kłótni spotkałam kolegę z mojego roku, który też nie poszedł na wykład, więc spędziliśmy razem przedpołudnie, smęcąc o K. I to wyglądało, jakbym znów po kłótni uciekła do jakiegoś chłopaka. Co było nieprawdą. Okazało się, że ten kolega też się dosyć szybko we mnie zauroczył, co tylko pogorszyło sprawę.

Znów przeszliśmy z K. do porządku dziennego, przeżywając chwile wspaniałe i smutne, więcej w sumie wspaniałych. Smutne wynikały z oszczerstw zawistnych znajomych: ja to bym bardziej na tę Twoją uważał nie ufaj jej, wiem o jej fagasach więcej, niż Ty, które były wyssane z palca. Ale były i mogłyby zburzyć nawet stuprocentowe zaufanie. Przez ostatni rok byłam w stu procentach fair, ale stare błędy i teksty znajomych ciągnęły się za mną i za K. jak za przeproszeniem gluty. W każdej kłótni pojawiał się ten sam temat. K. przestał wierzyć, że traktuję go serio, mimo że planowaliśmy już ślub i wybieraliśmy sale. Potem dowiedział się kim był drugi chłopak, z którym całowałam się nie będąc z K. To go totalnie dobiło i załamało. Zaczął tracić słowne panowanie nad sobą. Powiedział mi o mnie wiele złego. Wiele. No i zerwaliśmy w takiej kłótni. Jednak potem przyjechał, żeby takiej miłości nie kończyć w tak okropny sposób. Żeby się przytulić na pożegnanie. Dawałam mu bezpośrednio do zrozumienia, że chciałabym jeszcze zawalczyć. K. stwierdził jednoznacznie, że nie daje nam więcej szans. Czułam się winna za to wszystko. Choć i K. był czasem trudny. Tym razem nie miałam ochoty spotykać się już z żadnymi chłopakami. Odmawiałam jednemu po drugim mówiąc, że ja nadal kocham K. i nie umówię się z nikim, póki nie przestanę go kochać. K. myślał, że spaliłam mosty, bo znów sobie kogoś znalazłam. Więc powiedział, że wylatuje przed Świętami na inny kontynent.

I kiedy koleżanka E. widziała, jak nie mogę sobie poradzić, postanowiła odświeżyć nasze wychodzenie na miasto. Znów upiłyśmy się do nieprzytomności. I co ja, idiotka, zrobiłam? Całowałam się z jakimś obcym facetem. Wiem, że nie zdradziłam K. za żadnym razem. Ale wiem, że go to raniło. Tym razem myślałam, że skoro wylatuje i nigdy go nie zobaczę, ta głupota zostanie moim tylko moim głupim wybrykiem. Niestety. K. przyjechał do mnie, żeby pożegnać się przed wylotem. Powiedział, że wystarczy jedno moje słowo, a on zostanie. Kochamy się nadal, nad życie, (ja tu opowiedziałam szczerze głównie o swoich błędach, on też ma wiele za skórą, ale nigdy nie przeskrobał nic związanego z zaufaniem. Nie ma drugiego takiego godnego zaufania mężczyzny). I sprawa wygląda tak. Moi rodzice widzą, że znów się rozstajemy, więc kategorycznie powiedzieli, że nie wesprą mnie w decyzji powrotu. Za K. nie przepadali od początku, bo jest typem artysty, wolnego ptaka, K. zarabia regularnie, ale na stronie internetowej i to im się w nim nie podoba. Bo mój ojciec siedzi w fabryce na stanowisku kierowniczym i wychodzi rano, pracuje te swoje 8/9h, wraca wieczorem, po miesiącu dostaje wypłatę. I ma nadzieję, że mój przyszły mąż też będzie taki odpowiedzialny jak mój tata. A K. był odpowiedzialny, ale miał zupełnie inny pomysł na życie i to mi się w nim też bardzo podobało. Moim rodzicom nie. Byłabym w stanie przeboleć brak akceptacji związku przez rodziców.

K. powiedział, że jest w stanie przeboleć mój najświeższy wygłup. Ja wiem, że abstrahując od nieufności, mogę na K. polegać w każdej sytuacji, on zawsze wybawiał mnie z najgorszych opresji. Był moim przyjacielem, domem i kochankiem. Wiem, że mnie nigdy nie zdradzi (przez okres rozstania w zeszłym roku, nie zrobił żadnej takiej głupoty jak ja. Przez cały związek był fair). K. akceptuje każdą moją wadę, ja również kocham go takim jakim jest. Życie bez niego wydaje mi się straszne, ciemne, nie do pokonania. Był moją opoką. Byliśmy w stanie wybaczyć sobie naprawdę wiele i pomimo kłótni, byliśmy szczęśliwym związkiem. Znajomym trudno jest uwierzyć, że to już koniec i mówią mi przecież i tak do siebie wrócicie. Jeśli wy się rozejdziecie, to przestanę wierzyć w miłość. Ale ja się boję, że tak jak było do tej pory, tak z jeszcze większym teraz bagażem - chłopakiem z którym się całowałam - on mi już nie zaufa. A bez zaufania pojawiają się chore zazdrości.

Boję się, że będę go raniła nawet jeśli nic źle nie zrobię, ale on zrozumie źle i znów poczuje się przeze mnie skrzywdzony. I jeśli będzie to dusił w sobie, zniszczy siebie, jeśli będzie okazywał niezdrową zazdrość, zniszczy mnie. On obiecuje, że nie będzie złośliwy, nie będzie prowokował kłótni, że jeśli postanowimy być dalej razem, to w najbliższym czasie będziemy goić nasze rany opiekując się sobą na wzajem i nie powtarzając głupich błędów. Ja też właśnie tego chcę. Czy nasza miłość ma szanse przetrwać? Czuję się podle, mam wrażenie że wszystko jest moją winą, choć i on błądził, mówił wiele złych rzeczy podczas kłótni. Moje pytanie brzmi, czy słuchać serca po czterech latach? To jest wyjątkowy mężczyzna. Z nikim nigdy nie czułam się tak dobrze. Czy walczyć, czy już nie ma dla nas szans? Pozdrawiam, Dziewczyna, która chce pozostać anonimowa.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak wytłumaczyć partnerowi, że jego zachowanie wzbudza we mnie zazdrość?

Proszę o poradę. Nie wiem jak nazwać mój problem, gdyż nie wiem czy on tkwi po mojej stronie czy po stronie mojego partnera. Bardzo się kochamy. Mój problem to zazdrość o inne kobiety, ale nie jestem zazdrosna o każde, tylko...

Proszę o poradę. Nie wiem jak nazwać mój problem, gdyż nie wiem czy on tkwi po mojej stronie czy po stronie mojego partnera. Bardzo się kochamy. Mój problem to zazdrość o inne kobiety, ale nie jestem zazdrosna o każde, tylko wtedy gdy on sam zaczyna się wpatrywać w którąś z nich, zagaduje, a w między czasie trzyma mnie za rękę i całuję. Dzieje się tak zazwyczaj przy spotkaniach ze znajomymi, czasami jest mi wstyd za jego zachowanie. W mojej obecności wpatruje się w naszą wspólną koleżankę, uśmiecha się do niej, jak siedzi koło niej to specjalnie nogą ją dotknie, a zaraz mnie przytuli. Czy ja jestem nienormalna? Gdyż jak mu zwrócę uwagę to mówi mi, że zmyślam, a on nic złego nie zrobił. Jesteśmy w związku od 7 lat. Gdyby nie to nasz związek jest idealny. Co mam zrobić? Za dużo nas łączy.

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dr Małgorzata Mazurek
Dr Małgorzata Mazurek

Związek na odległość, zazdrość i szansa na udane relacje

Witam! Mam problem ze swoją dziewczyną. Jesteśmy ze sobą od prawie roku. Po długoletniej przyjaźni, znając swoje poprzednie związki na wylot, wszystkie problemy, rozterki czy wady i zalety postanowiliśmy stworzyć związek. Trzeba zacząć od tego, że jest to związek na...

Witam! Mam problem ze swoją dziewczyną. Jesteśmy ze sobą od prawie roku. Po długoletniej przyjaźni, znając swoje poprzednie związki na wylot, wszystkie problemy, rozterki czy wady i zalety postanowiliśmy stworzyć związek. Trzeba zacząć od tego, że jest to związek na odległość. Ja jestem na Śląsku a moja dziewczyna studiuje na Pomorzu. Moją zasadą było, że nigdy nie wejdę w związek na odległość. Ale z tą dziewczyną zmieniłem zdanie. Bardzo jej ufam. Na początku dogadywaliśmy się wyśmienicie. Widzimy się różnie, raz na dwa tygodnie, ale zdążają się miesięczne rozstania. Różnica wieku między nami jest tylko jednego roku (ja 22 lata, ona 21).

Wszystko było pięknie przez pierwsze 5,5 miesiąca. Miałem do niej jechać na juwenalia. Obowiązki w pracy mi tego nie umożliwiły. I od tego czasu zaczął się problem, który moim zdaniem z każdym dniem coraz bardziej się pogłębia. Poszła na juwenalia, poznała bardziej ludzi ze swojego roku. Zaczęły się coraz częstsze wyjścia z nimi. Był to kolega, jak twierdzi, którym nie jest zainteresowana, ale z byle powodu się z nim widywała. Na przykład tylko po by zapalić. Nagle dwa tygodnie przed wakacjami i długo oczekiwanym przyjazdem do domu spotkała dziewczynę, której przez dwa lata unikała (ponieważ dziewczyna z marginesu społecznego). Były dwa czy trzy spotkania i zaczęły się wakacje. Przyjechała, zamieszkaliśmy razem w mieszkaniu jej ojca, którego nie ma w mieście. Oczywiście dogadywaliśmy się wyśmienicie. Zdarzały się sprzeczki, ale to jest naturalne. Mamy troszkę inne podejście do związku i znajomych. Ja nauczony doświadczeniem z poprzedniego związku wiem, że to my jesteśmy dla siebie najważniejsi i to my nawzajem jesteśmy dla siebie ważni, a nie znajomi. Trzeba ich mieć, ale nie przeginać ze spotkaniami z nimi. Trzeba umieć spędzać ze sobą czas i niekoniecznie zawsze w kogoś towarzystwie.

Naszym ogromnym plusem była umiejętność rozmowy, zaufanie, miłość. Spędziliśmy we dwoje wspaniały tydzień w górach, a potem pojechaliśmy do niej do babci, właśnie do Szczecina. Poznałem ludzi z studiów min. tego kolegę. Ludzie jak ludzie. Inna subkultura, z zachowania sympatyczni. Trzeba dodać, że moja dziewczyna jest bardzo pomocna, czasem nadmiernie, przez co mówię, że jest Matką Teresą z Kalkuty. Przyszedł czas wyjazdu na kolejny rok. Pozostały 2 lata do końca. I od wyjazdu zaczęły się ogromne problemy. Nagle coraz częściej zaczęła się spotykać z koleżanką, której unikała. Nie ukrywałem nigdy, że mi się to nie podoba. Idzie do niej wraca bardzo późno. Siedzą u niej w domu, ale nie same, tylko w kilka osób. Zaczęły się coraz częstsze kłótnie i coraz poważniejsze. Mam wrażenie, że z każdym dniem coraz mniej rozmawiamy, przy rozmowach telefonicznych są głupie nerwy z jej strony. Na początku potrafiliśmy rozmawiać w każdej wolnej chwili, a teraz go nie ma dla mnie, bo są znajomi, ona woli pogadać z ludźmi tam na miejscu niż ze mną. Wydaje mi się, że nie chce rozmawiać, że mnie zbywa. Były też takie sytuację, że się umawiała na rozmowę ze mną, ja układałem wszystko pod nią, a tu wybierała nagle tamto towarzystwo.

Coraz częściej czuję, że mam dziewczynę, ale jej nie mam na co dzień, a do tego ją tracę. Odczuwam brak słów z jej strony na temat uczuć. Coraz częściej reaguję nerwowo na jej słowa, takie górnolotne są. Zaczynam się spotykać z zachowaniami czy słowami, których nigdy wcześniej nie było. Nie potrafię iść w weekend gdzieś bez niej, bo dziwnie się czuję. A ona wychodzi z założenia, że jakość trzeba żyć. Jest młoda, chce się wyszaleć. Bardzo się staram, ale z każdym dniem bardziej stwierdzam, że to nie ma sensu. Dla swojego zdrowia i świętego spokoju, wolnej ręki dla niej i siebie bym to zakończył, ale nie umiem bez niej żyć, ona podobno beze mnie też. Najgorsze, że nie potrafię zachowywać się tak jak ona, żeby czasem poczuła jak ja się czuję, żeby zrozumiała. Ona uważa, że zawsze robi dobrze, a ja że chce żeby siedziała w domu, że jestem chorobliwe zazdrosny. Po prostu ona jest taka, że często nie zna umiaru, np. w siedzeniu u tej koleżanki czy spotykaniem się innymi.

Próbuję rozmawiać, mówić że to nieodpowiednie towarzystwo ta dziewczyna (też tak uważa jej mama), ale ona nie daje powiedzieć złego słowa. Najgorsze jest to, że ona nie widzi żadnego problemu w swoim zachowaniu, tylko uważa że to ja przeginam, że mówię, co mnie boli. Coraz mniej rozmawiamy, albo na siłę, a ona twierdzi, że po co, jesteśmy na bieżąco przecież. Po prostu ja wychodzę z założenia, że jeżeli się ktoś decyduję na związek to trzeba umieć wybierać priorytety, czasem odmówić innym, że to ja dla niej a ona dla mnie powinna być najważniejsza. Nie wiem co mam robić, jestem młody, szkoda tego czasu, jeżeli nie ma szans na pozytywne zakończenie problemu.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Co zrobić, by mąż przestał uciekać?

Jestem czterdziestolatką w drugim związku (z pierwszego wychowuję dwóch synów 15 i 18 lat), z drugim mężem mamy czteroletnią córkę. Jesteśmy razem od pięciu lat. Pracuję na etacie i prowadzę własną działalność, mąż jest funkcjonariuszem mundurowym (oficer starszy), problemy finansowe...

Jestem czterdziestolatką w drugim związku (z pierwszego wychowuję dwóch synów 15 i 18 lat), z drugim mężem mamy czteroletnią córkę. Jesteśmy razem od pięciu lat. Pracuję na etacie i prowadzę własną działalność, mąż jest funkcjonariuszem mundurowym (oficer starszy), problemy finansowe nie występują. Oboje mamy wyższe wykształcenie humanistyczne, jestem filologiem, mąż psychologiem. Z byłym mężem utrzymuję dobre relacje, mieszka za granicą, synowie spędzają o niego w sumie 3 miesiące w roku. Pochodzę z rodziny bez nałogów, ale dysfunkcjonalnej, przeszłam terapię krótkoterminową w celu ułożenia sobie relacji z rodzicami po rozwodzie z pierwszym mężem. Moje dzieci nie wykazują zaburzeń, mają dobre kontakty z rówieśnikami i osiągają wysokie wyniki w nauce. Córka też dobrze się rozwija. Jeśli chodzi o rodzinę mojego męża - jego nieżyjący już ojciec stosował przemoc wobec domowników i nadużywał alkoholu, mąż był ofiarą fizycznej i słownej agresji w domu rodzinnym, nigdy nie poddał się terapii, zajmuje się psychologią społeczną, w tym technikami manipulacji oraz zagadnieniami PR.

Opisany obrazek jest sielankowy, ale dynamika mojego związku wskazuje na coś zupełnie innego. Zacznę od tego, że mąż przez 3 lata (a także przed naszym poznaniem się) nadużywał alkoholu w stopniu wskazującym na uzależnienie, ponieważ nie miałam pojęcia o chorobie alkoholowej, przez dłuższy czas dawałam sobą manipulować i postępowałam wbrew zasadom twardej miłości, szkodząc tym samym sobie i dzieciom. Uzyskałam fachową pomoc psychologiczną oraz w poradni al-anon, czym wpłynęłam na zmianę postępowania męża: nie przestał pić, ale zmienił model - pije okazyjnie (wtedy dużo), nie ubliża mi już, nie awanturuje się. Nigdy nie przyznał się do alkoholizmu ani nie zgodził się na diagnozę. Przez pół roku leczyłam się psychiatrycznie, mąż wmówił mi zaburzenia (siła autorytetu!), a okazało się, że to depresja wywołana przepracowaniem i pijaństwem męża.

Kolejny problem wiąże się z wspólnym mieszkaniem - mąż przez 4 lata w domu bywał tylko na weekend i wówczas odpoczywał; jego brak zaangażowania w sprawy domu był często powodem konfliktów. Od początku grudnia ubiegłego roku zaczął dojeżdżać do pracy codziennie, jednak nie zmienił zbytnio swojego podejścia - w mojej ocenie wciąż za mało zajmuje się córką i prozaicznymi domowymi sprawami. Niezwykle rzadko, można powiedzieć - nigdy - nie włączał się we wspólne zajęcia z moimi synami, wydaje mi się, że mu przeszkadzają i tylko rozstawia ich po kątach. Na dodatek, ogromną ilość czasu spędza w internecie udzielając się na portalach społecznościowych służb mundurowych, nawet wziął w styczniu 4 dni urlopu, by od rana do wieczora siedzieć w necie i realizować swoją wirtualną misję. W tym czasie miałam ważny kontrakt do zrealizowania, pracę zawodową plus dom na swojej głowie, dziecko było u opiekunki. Konflikty między nami wybuchają na ww. opisanym tle - braku zaangażowania męża w sprawy domu i rodziny. Odnoszę wrażenie, że dba tylko o siebie i swój komfort, a sporadycznie zrobi coś dla najbliższych. Wyrażam swoją dezaprobatę w sposób emocjonalny (staram się nie podnosić głosu), otwarcie deklaruję, jakie zachowania mi nie odpowiadają i jakich zmian oczekuję, nie wyzywam, nie wyśmiewam, nie poniżam itp. Czasem jestem tak sfrustrowana, że nie mam ochoty rozmawiać z mężem i traktuję go jak powietrze. Tego typu awantury zdarzają się co 3-4 miesiące i reakcja męża jest zawsze taka sama: pakuje torbę i wyjeżdża, zostawiając mnie w dowolnej sytuacji (na przykład w sierpniu ubiegłego roku zaczął skręcać szafę ubraniową i w środku pracy obraził się wyjechał, musiałam dokończyć ją oraz kupić nowy fotelik samochodowy dla córki, bo mąż miał stary w swoim samochodzie i nawet nie wypakował go przed ewakuacją). Mówiąc krótko, ma wszystko i wszystkich w przysłowiowych czterech literach.

Nawet nie umiem powiedzieć, ile razy zachował się w taki sposób i ostatni raz miało to miejsce 12 stycznia, od tego czasu nie ma go w domu, kontaktował się wyłącznie mailem i esemesem (zmienne nastroje - raz obelżywe, raz kocham i tęsknię), o córkę w ogóle się nie pyta. Problem polega na tym, że swoje wyjazdy tłumaczy moją agresją (to jego słowo), przed którą rzekomo jest zmuszony uciekać, bo nie ma zamiaru występować w roli ofiary, której podobno potrzebuję. Ergo, odpowiedzialnością za taki stan rzeczy obciąża mnie i moje agresywne zachowania. Wg niego, gdybym zrozumiała swoją agresję i popracowała nad sobą, moglibyśmy być razem. Rzecz w tym, że tym razem już nie chcę się z nim godzić, bo wiem, że w sytuacji następnego konfliktu (które w związkach są normą) znowu spakuje się i wyjedzie, czego nie jestem w stanie zaakceptować, czuję się w tej sytuacji zdradzona i poniżona, o czym on dobrze wie. Córka w którymś momencie też dostrzeże patologię takiego postępowania i trudno jej będzie to wyjaśnić, bo ja nie umiem sobie wytłumaczyć takiej niedojrzałości i braku odpowiedzialności. Dziś pragnęłabym tylko, by kontaktował się z córką i jakoś kontynuował relacje z dzieckiem, tymczasem w ogóle się do niej nie odzywa i nawet nie porusza jej tematu w rzadkiej korespondencji. Proszę o informację, czy moje wyżej opisane zachowania zasługują na miano agresji oraz jak i czym można wytłumaczyć zachowanie męża, ew. jak wpłynąć na jego postępowanie. Dziękuję.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Moi rodzice ciągle się kłócą

Mam 12 lat. Moi rodzice kłócą się już od około 1,5 roku. Z czasem kłótnie się nasilały, aktualnie są co jakieś 2 dni. Nie ma problemu z pogodzeniem się, dlatego że na następny dzień wszystko już ustaje, aczkolwiek jak już...

Mam 12 lat. Moi rodzice kłócą się już od około 1,5 roku. Z czasem kłótnie się nasilały, aktualnie są co jakieś 2 dni. Nie ma problemu z pogodzeniem się, dlatego że na następny dzień wszystko już ustaje, aczkolwiek jak już wspominałem za dzień, góra tydzień znowu się kłócą. Powodem tych sporów jest to, że moja mama myśli, że tata patrzy się i flirtuje z prawie każdą kobietą, którą napotka. A jakby było tego mało, to moi rodzice mają swój własny sklep, więc o takie spotkania nie trudno. Sęk w tym, że mój tata stanowczo mówi, że czegoś takiego nie robi. Jeśli jednak mama ma rację, to myślę (zresztą tak jak moja mama), że może to być "kryzys wieku średniego" (jako, że mój tata ma 51 lat, mama natomiast 41, więc jak nie trudno policzyć jest pomiędzy nimi 10 lat różnicy). Natomiast moim pytaniem byłoby, jak zapobiec aby się więcej nie kłócili,bo jak narazie wygląda to tak, że moja mama (bynajmniej tak straszy), iż pojedzie do Włoch, gdzie mieszka jej siostra, już nawet ma numer do korepetytorki.

PS Mam siostrę, która ma 19 lat i brata, który ma 21 lat (zdaje się, że są za tatą, ale ja już sam nie wiem, co mam o tym myśleć).

Proszę o pomoc!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Czy mój partner w końcu dojrzeje?

Witam! Jestem już z moim chłopakiem 2 lata. Najpierw byliśmy przyjaciółmi przez około rok, ale od początku coś do niego czułam on podobno do mnie też, ale nie chcieliśmy być razem, ponieważ on zachowywał się jak kompletny debil i skakał...

Witam! Jestem już z moim chłopakiem 2 lata. Najpierw byliśmy przyjaciółmi przez około rok, ale od początku coś do niego czułam on podobno do mnie też, ale nie chcieliśmy być razem, ponieważ on zachowywał się jak kompletny debil i skakał z kwiatka na kwiatek. W końcu pewnego dni postanowiliśmy spróbować. Na początku było ciężko, bo zachowywał się w stosunku do mnie okropnie - zrywałam z nim itd., ale zaczął się zmieniać i było lepiej. Doszło do wakacji i tam zostałam prawie zdradzona przez niego, bo on lubi kontakty z dziewczynami i laska chciała go pocałować, ale on nie chciał itd. Wróciliśmy do siebie. Jak z nim zerwałam to płakał i itd.

Minął rok, było okej, tylko ja stałam się strasznie kłótliwa, czepiałam się itd., a on jest dziecinny, a to mnie wystawił dla znajomych, a to coś. Ma 17 lat, a traktowałam go jak swoją własność. Nie pozwalam mu wychodzić i tym podobne. Teraz tego żałuję. Ostatnio ze mną zerwał, bo powiedział, że ma dosyć tych kłótni i że kocha mnie i wróci, tylko muszę się zmienić. Zmieniałam się dla niego, a on w tym czasie poznał koleżankę, z którą gadał, bo nie miał nikogo. Laska okazała się dziwką i wskoczyła mu do łóżka, ale on znowu nie chciał, co przysięgał. Potem okazało się, że nie był jej pierwszą ofiarą. Ogólnie chodzi mi o to, że się nie dogadujemy i nie mamy wspólnych tematów. On zachowuje się czasem nieodpowiedzialnie, jak niedojrzale dziecko. Gadaliśmy ostatnio to powiedział, że jesteśmy młodzi i musimy się wyszaleć, że chciałby zobaczyć jak to jest uprawiać seks z inną kobietą, poczuć jej ciało. Ale powiedziałam mu, że miał ostatnio na to okazję i tego nie zrobił. Spytałam się czemu, a on, że kocha mnie i nie chciał mi tego zrobić i że nawet nie stanął mu na niej widok. Pozwoliłam mu wychodzić z znajomymi, pić na imprezach, wyszaleć się tylko, żeby mnie nie zdradził.

Czy on w końcu dorośnie? Czy to się zmieni? Przestanie chcieć ciała innej? Czy warto to dalej ciągnąc? To jeszcze w sumie dziecko, a oni później dorastają. Powiedział mi, że jest ze mną nieszczęśliwy. Co ja mam zrobić? Kocham go, a on podobno kocha mnie. Powiedział mi, że przez ten okres co nie byliśmy razem, to brakowało mu mnie nawet jako koleżanki, mojego ciała, dotyku, zapachu, mnie. Co ja mam robić? Kocham go i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Nie wiem, co robić. Przeczekać to? Przejdzie w końcu i dorośnie?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak uszczęśliwić chłopaka?

Witam! Od ponad roku jestem w związku z 18 latkiem, ja mam 21 lat. Przez ten czas dużo zdarzyło się w naszym życiu. Po kilku miesiącach bycia razem zaszłam w ciążę, niestety ciąża była pozamaciczna. Kilka miesięcy temu znów byłam...

Witam! Od ponad roku jestem w związku z 18 latkiem, ja mam 21 lat. Przez ten czas dużo zdarzyło się w naszym życiu. Po kilku miesiącach bycia razem zaszłam w ciążę, niestety ciąża była pozamaciczna. Kilka miesięcy temu znów byłam w ciąży, niestety straciliśmy dziecko już w 2 miesiącu. Mieszkamy od lipca razem u moich rodziców. On, gdy się przeprowadził, był jeszcze niepełnoletni, jednak jego rodzice wyrazili zgodę, ponieważ mieszkaliśmy od siebie ponad 700 km. Uznaliśmy wszyscy razem, że najlepiej będzie, gdy on się przeprowadzi i będzie chodził tutaj do prywatnego liceum. Jednak zaczęły się pojawiać problemy, które chyba od zawsze były, jednak dopiero wczoraj o nich szczerze porozmawialiśmy.

Ja jestem nadwrażliwcem, bardzo często zdarza mi się płakać. W wieku 16 lat byłam w szpitalu psychiatrycznym z powodu depresji. Nadal od czasu do czasu, gdy nie mogę sobie poradzić, biorę tabletki, jednak to właśnie mój płacz, złość najbardziej go denerwuje. Już nawet nie okazuje mi współczucia, tylko po prostu jest na mnie zły. Ja jestem bardzo zazdrosna. Kilka miesięcy temu znalazłam w necie jego ogłoszenia, w których pisał, że szuka kochanki do rozmów i seksu, bo jest w związku, w którym się nie odnajduje. Wytłumaczył mi, że to nieprawda, tylko chciał popisać z kimś. Od tamtej pory boję się wyjść z domu, ponieważ obawiam się zdrady. Wiem, że pisanie z koleżankami nie powinno być dla mnie przerażające, ale on sam mówi, że nie potrafi nie rozmawiać o seksie. Zawsze musi pisać z nimi o tym, co by z nimi zrobił. Kiedyś nawet prosił je o zdjęcia. Na chwilę obecną się to skończyło, ale teraz, gdy słyszę dźwięk klawiatury odbija mi, a nie chcę, żeby tak było. Nie wiem co mam zrobić, bardzo cierpię z tego powodu, on zapewne też. Nie wiem co mam zrobić. Często bywam zazdrosna, że wchodzi na strony, na których kobiety się masturbują i robi to samo. W sumie robi to codziennie, ale o to nie powinnam być zazdrosna, jednak jestem. A najgorsze jest to, że wiem, że robię źle.

Wczoraj mój chłopak powiedział mi, że jest ze mną nieszczęśliwy, kocha mnie, ale jest nieszczęśliwy. Bardzo go kocham, nie potrafiłabym być z kimś innym, jest moim życiem. Nie chcę, żeby był nieszczęśliwy. Uważa, że jestem dla niego bardziej ciężarem niż dziewczyną, ale nie odejdzie, bo mnie kocha. Błagam, proszę o pomoc. Na początku on był zaborczy, zazdrosny. Mi to nie przeszkadzało, bo wiedziałam w ten sposób, że mu zależy. Nagle role się odwróciły, a ja nie chcę sprawiać mu bólu. Od dawna męczy mnie o trójkąt. Z tym również nie mogę sobie poradzić, a wiem, że ta rozmowa jeszcze wróci. Nie potrafię dzielić się z inną kobietą moim mężczyzną. Robiąc to, czułabym obrzydzenie do siebie, ale może powinnam to zrobić? Może to da mu szczęście? Proszę o pomoc, bo wariuję i nie mam się do kogo z tym zwrócić. On jest nieszczęśliwy i ja chyba też... Chcę zrobić wszytko, co w mojej mocy, żeby było dobrze, bo nie przeżyję straty miłości mojego życia.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Myśli samobójcze i stany depresyjne

Witam! Mam 19 lat i od niedawna mam problem, z którym nie mogę sobie poradzić. Od półtora roku jestem w związku z chłopakiem, którego bardzo kocham i na którym bardzo mi zależy. Planujemy wspólną przyszłość. We wrześniu 2011 roku nagle...

Witam!

Mam 19 lat i od niedawna mam problem, z którym nie mogę sobie poradzić. Od półtora roku jestem w związku z chłopakiem, którego bardzo kocham i na którym bardzo mi zależy. Planujemy wspólną przyszłość. We wrześniu 2011 roku nagle zmarł mój dziadek, w związku z tym moja babcia zamieszkała ze mną i z moją mamą (moi rodzice są po rozwodzie). Jest to momentami uciążliwe, bo mimo że babcia jest kochana, to ma taki charakter, że musi wiedzieć wszystko o wszystkim i o każdej porze. Od tej pory stale się kłócę z moim chłopakiem, szczególnie o te chwile, kiedy nie może do mnie przyjechać. Zaczynam wtedy płakać, wymuszać na nim przyjazdy. Myślałam, że z biegiem czasu mi to minie, jednak jest coraz gorzej. Do pewnego czasu jeszcze to tolerował, ale ostatnio widzę, jak bardzo go to irytuje. Mimo że wiem, że takim zachowaniem tylko nam zaszkodzę, to nie potrafię tego powstrzymać. Próbowałam różnych sposobów, liczenia do 10, pisania pamiętnika, rozmów z mamą, z przyjaciółmi, zajęcie się czymś - nie pomaga.

Moja babcia dwa tygodnie temu złamała biodro, nie może wychodzić. Z tego powodu ja mam utrudnione kontakty z moim chłopakiem, nie mogę do niego jeździć, bo od razu po szkole muszę biec do domu, wyprowadzać psa i opiekować się babcią. Od tej pory moje problemy się nasiliły, płaczę jeszcze bardziej, nie potrafię się powstrzymać. Dzisiaj, gdy dowiedziałam się, że P. do mnie dziś nie przyjedzie i nie zobaczymy się przez następny tydzień, gdyż ma wolne akurat wtedy gdy ja mam zajęcia do matury, doszło między nami do takiej awantury, że myślałam, że to koniec. Od niedługiego czasu coraz częściej myślę, że lepiej, gdyby mnie nie było. Proszę o pomoc - moja mama twierdzi, że powinnam poukładać sobie w głowie, a wszystko mi przejdzie, ale ja wiem, że tu chodzi o coś więcej, ponieważ ja zdaję sobie sprawę, że robię źle, a i tak nie potrafię nad tym zapanować.

Proszę o pomoc! Pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy zgodzić się na wyprowadzkę od rodziców?

Witam, mam problem, z którym nie umiem sobie poradzić, nie wiem do kogo mam się udać po pomoc. Mam 26 lat, jestem od prawie 7 lat w związku, od sierpnia 2011 roku jesteśmy zaręczeni. Razem mieszkamy u moich rodziców...

Witam, mam problem, z którym nie umiem sobie poradzić, nie wiem do kogo mam się udać po pomoc. Mam 26 lat, jestem od prawie 7 lat w związku, od sierpnia 2011 roku jesteśmy zaręczeni. Razem mieszkamy u moich rodziców od 4 lat. Pod koniec ubiegłego roku wszystko zaczęło się psuć. Zaczęło się od propozycji wynajmu mieszkania, na co nie bardzo chcę się zgodzić, gdyż zwyczajnie nas nie stać, oboje mamy kredyty na samochody, dojeżdżamy do pracy, a zarabiamy niewiele więcej niż najniższa krajowa. Od Nowego Roku często nocuje w domu u swoich rodziców. Narzeczony od jakiegoś czasu esemesuje z jakąś kobietą, wczoraj musiałam prześwietlić jego komórkę, chociaż wiem, że nie powinnam tak robić, ale jego zachowanie mnie niepokoi. Zazwyczaj co godzinę mówił mi, że mnie kocha, a teraz muszę się o to prosić.

Planowaliśmy na lipiec ślub, a teraz mi mówi, że najpierw mieszkanie, a potem ślub. Tej kobiecie napisał esemesa, że jest w rozterce, bo ma mnie, ale dobrze mu się rozmawia z koleżanką z pracy, no i ją też bardzo lubi. Co robić w takiej sytuacji, czy wynajęcie mieszkania, kosztem sprzedaży jednego samochodu i życia na niskim poziomie uratuje moją sytuację? Czy powinnam być zazdrosna o tę koleżankę? A może powinnam się z nią spotkać i porozmawiać o nim, że jest zaręczony i planujemy wspólne życie, a ona nam w tym przeszkadza i miota nim jeszcze bardziej? Pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Co zrobić, gdy mąż jest zazdrosny o ginekologa?

Witam! Od 11 lat jestem mężatką. Mam ogromny problem, mój mąż nie może poradzić sobie z emocjami, głównie z zazdrością. Niezbyt okazuje mi uczucia a teraz gdy jestem w ciąży i moim lekarzem jest facet jest strasznie. Mówi, że sobie...

Witam!

Od 11 lat jestem mężatką. Mam ogromny problem, mój mąż nie może poradzić sobie z emocjami, głównie z zazdrością. Niezbyt okazuje mi uczucia a teraz gdy jestem w ciąży i moim lekarzem jest facet jest strasznie. Mówi, że sobie nie radzi, że facet mnie oglądał. Od tygodnia jest strzępkiem nerwów. Ja nie mogę do niego podejść, odpycha mnie. Mówi, że potrzebuje kobiety, ale jednocześnie widząc mnie widzi jak ten facet mnie dotyka. Nie może sobie z tym poradzić. Mamy syna 11-letniego i za 3 miesiące ma się urodzić córeczka. On bardzo pragnął tego dziecka, a teraz nie wiadomo jak sobie z tym poradzi. Jest chorobliwie zazdrosny o tego lekarza. Mam nawet wrażenie, że nie byłby zazdrosny o innego mężczyznę (kochanka).

Mąż jest bardzo władczy, nie przyjmuje żadnych argumentów. Przez te 11 lat, kiedy jesteśmy razem, nie był święty - nawet odszedł i chciał ułożyć sobie życie z inną. Potem też miał inną kobietę - był w delegacji, pisała do niego esemesy, e-maile, wysyłali sobie zdjęcia i zaprosił ją na kilka dni do siebie, tam w delegacji. Ja jednak byłam zawsze przy nim, miał różne kłopoty nawet ogromne, ale wydawało mi się, że jak z nim zostanę to się jakoś ułoży. Przecież mamy wspaniałego syna. Minęło parę lat, jestem w ciąży, wydaje się, że lepiej być nie może (z jego perspektywy). A tu taki problem, lekarz ginekolog prowadzący ciążę jest facetem - dla niego to straszne. Nie wiem co z tym zrobić. On nikogo nie słucha, mówi że nikt nie jest w stanie mu pomóc. Boję się o niego, o nas, o jego decyzję. Jak mu pomóc?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Zazdrość młodszego partnera

Witam, tak naprawdę nie wiem od czego zacząć. Jestem rozwiedziona od 5 lat. Poznałam 2 lata temu chłopaka młodszego ode mnie o 7 lat. Na początku było super. Zgadzaliśmy się w wielu sprawach i w sumie do tej pory może...

Witam, tak naprawdę nie wiem od czego zacząć. Jestem rozwiedziona od 5 lat. Poznałam 2 lata temu chłopaka młodszego ode mnie o 7 lat. Na początku było super. Zgadzaliśmy się w wielu sprawach i w sumie do tej pory może by było dobrze, gdyby nie orał mi mózgu. Jest zazdrosny o moje zwierzątka, a raczej mojej 13-letniej córki. Jak wezmę którąś pogłaskać, to się złości na mnie, że świnia morska jest ważniejsza niż on. Gdy przyjaciółka zadzwoni z problemem, to nie mogę długo rozmawiać, bo ona też jest ważniejsza od niego... Telewizji za dużo oglądać nie mogę, bo tv ważniejsze od niego. Aż teraz jest zazdrosny o to, że mojej mamy brata rodzonego syn do mnie zadzwoni czy SMS napisze, bo też jest zazdrosny i powiedział, żebym żyła sobie z kuzynem. Myślę, że potrzebuje pomocy psychologa, ale on mi mówi, że to ja nie jestem normalna. Od miesiąca nie jesteśmy razem, ale byliśmy od 2 tyg. w kontakcie. Dziś do niego pojechałam, mówił, że się zmieni i będzie leczył. Po 2 dniach znowu jazda o kuzyna. Zaczyna mnie to męczyć i się zastanawiam, czy on sie zmieni. On ma 27 lat, pracuje w wojsku, ja 35. W styczniu wyjeżdżam z Polski do pracy. On ma też problemy z alkoholem, lubi pić, dużo. Jest bardzo nerwowy, a moje pytanie polega na tym, że chciałabym wiedzieć, czy to ja jestem nienormalna, że np. wezmę zwierzątko pogłaskać, czy z mamy brata synem porozmawiam, który ma żonę i dzieci dorosłe? Co mam z tym wszystkim zrobić? Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Dlaczego ryzykuję swój związek dla przelotnych flirtów?

Witam! Mam problem se sobą. Od 9 lat jestem z jednym facetem, bardzo fajnym, kocham go i wiem, że on mnie bardzo. Wiele razy go krzywdziłam, pisałam z wieloma facetami, flirty itd. Z niektórymi potajemnie się spotykałam, on zwykle się...

Witam! Mam problem se sobą. Od 9 lat jestem z jednym facetem, bardzo fajnym, kocham go i wiem, że on mnie bardzo. Wiele razy go krzywdziłam, pisałam z wieloma facetami, flirty itd. Z niektórymi potajemnie się spotykałam, on zwykle się dowiadywał i chciał odejść, ale dawał mi szanse 1, 2 ,3, bez końca, bo go błagałam i mówiłam, że to ostatni raz. I naprawdę tak czuję i tak myślę, ale mija 2 miesiąc i znowu coś robię złego.

Jestem niezorganizowana, zawsze się spóźniam, w domu mam burdel, w pracy też, a prowadzimy razem firmę i tu też nawalam - spóźniam się, mimo że do firmy mam 100 m. On ją założył dla mnie. Nie potrafię docenić tego, co dla mnie robi, mało tego, sama nie wiem, czego chcę, czasem go kocham, czasem nie wiem, czy to miłość czy przyzwyczajenie. Zerwałam z nim, chciałam przerwy, powiedział, że tak się nie rozwiązuje problemów, że powinniśmy porozmawiać, wyjaśnić, ale ja nie potrafię mówić, co czuję. Rozmowa z nim mnie stresuje i nie potrafię się otworzyć. Teraz on się odsuwa ode mnie, a ja nawet nie umiem o niego walczyć. Napisał, że bawię się nim, bo najpierw jestem zimna, a zaraz piszę miłe rzeczy jakby nic się nie stało, a kiedy on mięknie i zaczyna coś w moim kierunku, to ja robię się znowu zimna.

Po tych wszystkich latach stracił do mnie zaufanie, a ja nawet nie potrafię sprawić, żeby to zaufanie u niego odzyskać. Strasznie na niego narzekam wszystkim, zwłaszcza kochankom i nie mam poczucia, że to ja źle robię, a nie on i jeszcze potrafię mu postawić warunki, np. ostatnio że chcę wolności, chcę chodzić, gdzie chcę, z kim chcę, wracać o której chcę, a on ma się nie pytać i nie kontrolować. Dla jasności nie sypiam z innymi, ale lubię jak mi mówią miłe rzeczy, choć dalej też mi się zdarzyło zajść. Mam jakieś kompleksy, on zawsze mówi, że jestem piękna, komplementy, przytuli, dba o mnie - ideał facet, poza tym przystojny i wiem, i on wie, że może mieć każdą, ale chce tylko mnie, a ja nie potrafię tego docenić. On mówi, że jakbym miała 2 osobowości i podwójne życie.

Nikt mnie nie rozumie, każda koleżanka mówi mi, że jestem psychiczna, czego ja chcę jak każda marzy o takim gościu i że go stracę, one by na to nie pozwoliły. A ja robię wszystko, żeby mnie znienawidził, a on ma tyle cierpliwości. Co jest ze mną? To jakaś choroba? W ogóle są takie przypadki? Co mam zrobić?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak poradzić sobie z zazdrością i nerwowością?

Od jakiegoś czasu zrobiłam się nerwowa. Wszystko mnie drażni. Mój chłopak stara się, żeby wszystko było dobrze i żeby się nie kłócić. Znosi naprawdę dużo. Ja zdaję sobie z tego sprawę, a jednak ciągle się go czepiam o byle co....

Od jakiegoś czasu zrobiłam się nerwowa. Wszystko mnie drażni. Mój chłopak stara się, żeby wszystko było dobrze i żeby się nie kłócić. Znosi naprawdę dużo. Ja zdaję sobie z tego sprawę, a jednak ciągle się go czepiam o byle co. Na przykład, że idzie do kościoła, do rodziny, że rozmawia z kolegami i takie tam. Takie byle powody. Nie wiem jak z tego wybrnąć, gdyż bardzo zależy mi na tym, żeby było dobrze i żeby się nie kłócić, jednak mi ciągle coś nie pasuje. Nawet kiedy się czepiam, a on pisze mi miłe słowa i nie jest zły ulegając mi - jest źle.

Ostatnio miałam nawet pretensje, że ma dobry humor. Nie raz z mojej winy doszło do ostrej awantury. Szybko się denerwuję. Krzyczę, bluźnię i rzucam czym popadnie itp. Nie chcę jednak, żeby tak było i żebyśmy się dalej kłócili. Denerwuje mnie też bardzo, kiedy z ma do czynienia z jakąś dziewczyną. Kiedyś przyczynił się do zdrady swojej byłej, ale się zmienił. Mimo wszystko się boję i jestem bardzo zazdrosna nawet o swoje koleżanki. a bardzo chcę mu zaufać. Grozi nam rozpad związku. A ja już nie wiem, jak to opanować. Nie chcę, a robię to.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Patronaty