Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Konflikty w związku: Pytania do specjalistów

Brak komunikacji w związku i nadużywanie alkoholu

Witam. Mam problem z partnerem. Jest nieodpowiedzialny, nie ma czasu dla mnie i naszego dziecka, wiecznie pracuje, śpi oraz sporo czasu spędza przed telewizorem i gra w gry. Nie ma czasu dla mnie, dziecka i niczym się nie zajmuje oprócz...

Witam. Mam problem z partnerem. Jest nieodpowiedzialny, nie ma czasu dla mnie i naszego dziecka, wiecznie pracuje, śpi oraz sporo czasu spędza przed telewizorem i gra w gry. Nie ma czasu dla mnie, dziecka i niczym się nie zajmuje oprócz pracy i trochę nadużywa alkoholu. Praktycznie wcale ze sobą nie rozmawiamy, a jeśli tak, to kończy się awanturą. Co mam robić? Jest mi wstyd, że muszę prosić kogoś o pomoc. On ma 25 lat, wszystko zganiam na to, że jeszcze nie dorósł.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Czy jest to depresja, a może faktyczny koniec związku?

Mam 27 lat, mój partner jest 9 lat starszy. Jesteśmy ze sobą ponad 2 lata. Przede mną był związany z kobietą 10 lat, w tym małżeństwem byli niecałe 2 lata. Mój mężczyzna pochodzi z trudnej rodziny - niby porządna, szanowana...

Mam 27 lat, mój partner jest 9 lat starszy. Jesteśmy ze sobą ponad 2 lata. Przede mną był związany z kobietą 10 lat, w tym małżeństwem byli niecałe 2 lata. Mój mężczyzna pochodzi z trudnej rodziny - niby porządna, szanowana itp., ale jego rodziców łączy bardzo niewiele. Jego matka była zdradzana, jego ojciec stosował terror psychiczny - niestety matka za mężem powtarzała dzieciom, że do niczego się nie nadają, a mojemu M rodzice wypominali, że są przez niego razem (był wpadką). Jego 10 letni związek się nie ułożył, dziewczyna była znienawidzona przez jego rodzinę, a on początkowo wybrał ją, ale i tak chodził do rodziców, kiedy ona miała zakaz wstępu do ich domu. Z tego co wiem to ona go zostawiła, ale on o nią nie walczył. Ze mną było troszkę inaczej, ponoć jego mama mnie lubiła, brat akceptował. M wyznał mi miłość po 1.5 roku, bo jak sam powiedział chciał, aby to uczucie było "z głowy", a nie tylko z serca. Mieliśmy wspólne plany, co prawda na początku było to kupno mieszkania (po tym jak sprzedał swoje i przeprowadził się do rodziców, żeby zaoszczędzić i zobaczyć), następnie był to remont drugiego domu na działce jego rodziców. Miał być to nasz dom. Brałam udział w planowaniu pomieszczeń, rozmowach z architektem i wiem, że to nie podobało się jego rodzinie. Pracowaliśmy razem w jego firmie. Po uroczystości rodzinnej, na którą polecieliśmy z jego mamą dowiedziałam się, że wiele rzeczy nie pasuje jego matce i się rządzę, chce wszystko zagarnąć. Poprosił mnie o przerwę w połowie czerwca. Pozwolę sobie przytoczyć fragmenty jego emaila do mnie: "Mam dla Ciebie morze pozytywnych uczuć, sympatii i zrozumienia – wiesz to. Pamiętaj, że z całej głębi serca, chcę abyś była szczęśliwa i abym ja mógł być szczęśliwy z Tobą, dlatego muszę mieć czas na przemyślenie, zrozumienie, wyprostowanie pewnych spraw związanych z nami i całą sytuacją uciążliwą dla nas, a związaną z moją obecną lokalizacją. Chcę Cię doceniać i być dla Ciebie dobry, walczyć o nas – zacznę jednak od siebie, z nadzieją, że wszystko się dobrze ułoży. Wiem, że większość ludzi, to osoby powierzchowne – one oceniają Cię inaczej niż ja. Myślę, że nie mam chorobliwie - zbyt dużo dobrych intencji w stosunku do Ciebie, ale wiem, że jest w Tobie prosta miłość i radość, którą uwielbiam. Te cechy są rzadkie, piękne i najwartościowsze. Chcę aby między nami wszystko się ułożyło, ale muszę złapać oddech i odnaleźć siebie w tym zamieszaniu. Oprócz tego będę się starał popracować nad tym co dzieje się w domu, bo serce krwawi jak bliscy mi ludzie, nie są dla Ciebie życzliwi. Nie wyobrażam sobie, że mógłbym Cię stracić. Dobrze się czuję w Twoim towarzystwie, obdarzam uczuciem i mam nadzieję, że moja stabilność psychiczna poprawi się na tyle, że będę mógł być dla Ciebie lepszy. Liczę za zrozumienie i dziękuję. Jestem przekonany, że najlepsze chwile są przed nami i wszystko skończy się po naszej myśli - zresztą sam z tym wszystkim sobie już nie poradzę :)" Mieliśmy się widywać, z tym że firma też jest zlokalizowana w domu jego rodziców, ja miałam mieć wolne. Sytuacja miała się rozwiązać do połowy lipca. Od tego czasu widzieliśmy się 10 razy, rozmawialiśmy o nas - mówił, że za mało mnie kocha, że boi się że mnie zdradzi, wyrzucał mi to że 5 -8 lat temu chodziłam na piwo i prowadziłam studenckie życie, że rodzice uważają, że kalkuluję małżeństwo - dom - dzieci, że poleciałam na jego kasę (lubię zaradnych mężczyzn, ale pieniądze nie są najważniejsze dla mnie, poza tym obroty są różne i faktycznie ponad średnią krajową). W międzyczasie nie odzywał się do mnie 2 tygodnie, później widzieliśmy się 3 razy, za każdym razem chce próbować być ze mną. Ale znów nie widzimy się ponad tydzień, odpisuje na SMS, z tym że dziś po tym jak napisałam, że tęsknie odpisał, żebym nie czekała bo nie warto. Ja bardzo go kocham, chciał rozstania zgodziłam się, chciał zamieszkać u rodziców (rok mieszkaliśmy razem) zgodziłam się, nic na siłę nie można zrobić. Jeżeli sam mówił o ślubie i dzieciach, ja się cieszyłam w głębi ducha, ale go nie naciskałam. Dodam, że ma objawy depresji zresztą sam mówił, że ma depresję. Jest zamknięty w sobie, "nie lubi ludzi", wszystkie problemy bardzo długo trawi w sobie i się gryzie, tracąc od razu kilka kilogramów. Ma problemy z zasypianiem i gdy już mu się to uda ok 5 rano, to spokojnie może przespać 10 - 13 godzin. Według mnie powinien iść na terapię choćby ze względu na swoje dzieciństwo, był już kiedyś u lekarza i dostał x… w związku z rozwodem jego rodziców (którzy się nie rozwiedli, a rozwiódł się mój M.). Nie wiem co mam robić, zależy mi na nim, chcę mu pomóc, ale nie mogę robić tego też kosztem swojego zdrowia psychicznego. Od dwóch miesięcy szukam pracy, płaczę, choć wiem, że to mi nie pomoże. Nie potrafię się skupić na niczym, wyrzucam sobie, że mogłam zadzwonić wcześniej, inaczej coś powiedzieć itp. Chce walczyć o nas, ale proszę o wskazanie drogi jaką mam to czynić. Dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mąż ciągle staje po stronie teściów - jak postępować?

Witam. Od 5 lat mam ten sam, powtarzający się problem. Mam dopiero 23 lata. Mąż jest jedynakiem, jego rodziców zaliczam do grona ludzi patologicznych. Chory ojciec pije, matka jest wulgarna, dwulicowa, agresywna. Oboje układali życie mężowi od początku do końca...

Witam. Od 5 lat mam ten sam, powtarzający się problem. Mam dopiero 23 lata. Mąż jest jedynakiem, jego rodziców zaliczam do grona ludzi patologicznych. Chory ojciec pije, matka jest wulgarna, dwulicowa, agresywna. Oboje układali życie mężowi od początku do końca i gdy wyszłam za niego za mąż chcieli układać również i moje. Na początku mieszkaliśmy u nich, co tylko pogorszyło sytuację. Zawsze byli przeciwko mnie. Często dochodziło do kłótni przez ich notoryczne wtrącanie się. Niestety mój mąż zawsze stawał po ich stronie i próbował tłumaczyć ich zachowanie. Myślałam, że po ślubie się zmieni. Co prawda mąż po moich prośbach, kłótniach i tłumaczeniach na trochę się od nich odciął, ponieważ mieszkamy 200 km od nich i widzi się z nimi 2 razy w miesiącu. Ostatnio jednak teście zadzwonili do mojej mamy i przez ok. godzinę przez słuchawkę wyzywali mnie od najgorszych. Okazało się, że nie pasuje im, że jestem ich syna żoną, a nawet, że chodzę w słoneczny dzień w okularach przeciwsłonecznych. Powiedzieli, że nie mam wstępu na podwórko do nich, ale mąż mój oczywiście jest mile widziany.  Moja mama wzięła nas na rozmowę i całą sytuację przedstawiła po kolei. Powiedziała, że niektórych słów teścia nawet nie powtórzy, ponieważ do tej pory to do niej nie może dotrzeć, jak tak można się zachować. Mało tego, przy tej rozmowie obok siedziała teściowa i ją też było słychać. Przytakiwała odnośnie wyzwisk na mnie, a nawet dopowiadała swoją negatywną opinie. Myślałam że mój mąż stanie za mną murem, a on jak zwykle stwierdził, że nie będzie im nic mówił na ten temat, ponieważ to i tak nic nie da, mimo że nigdy nawet nie spróbował. Nawet nie zadzwonił wyjaśnić dlaczego mnie tak obrażają! Przecież jestem jego żoną! Teściowa wydzwania do męża udając, że nic się nie stało z tekstami "Cześć Maciuś". Proszę o pomoc. Co mam zrobić z mężem? Przez teściów nie mam życia. Myślę już nad tym, żeby odejść od męża, ponieważ zaczęłam już chorować na nerwicę przez to, mam codziennie koszmary. Nie chcę z nimi utrzymywać kontaktów. Co zrobić, żeby mąż zrozumiał, że musi się odciąć całkowicie od nich, bo inaczej mnie straci?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Co zrobić kiedy chłopak przestaje się odzywać?

Witam! Pewnie nie będzie to żadna nowa sprawa, ale dla mnie jest bardzo ważna. Mam 22 lata, jestem z chłopakiem od 1,5 roku. Wszystko układało się świetnie. Planowaliśmy wakacje, wyjazdy, wspominaliśmy czasami o naszej wspólnej przyszłości. Jak to w związkach...

Witam! Pewnie nie będzie to żadna nowa sprawa, ale dla mnie jest bardzo ważna. Mam 22 lata, jestem z chłopakiem od 1,5 roku. Wszystko układało się świetnie. Planowaliśmy wakacje, wyjazdy, wspominaliśmy czasami o naszej wspólnej przyszłości. Jak to w związkach bywa kłóciliśmy się czasami, ale zaraz wyjaśnialiśmy sobie wszystko. On twierdził, że nie wyobraża sobie życia bez swojej kochanej dziewczyny itp. Ostatnio wyszło nieporozumienie o tzw. "głupotę". Po tym zdarzeniu przestał się do mnie odzywać   (nigdy nie było takiej sytuacji wcześniej). Mija dzisiaj tydzień i cisza. Napisałam do niego następnego dnia SMS, w którym nie pisałam o tym co się wczoraj stało, bo stwierdziłam, że nie ma to jakiegoś znaczenia, w ogóle nie było do czego się "przyczepiać"- cisza. Później drugiego i nic. Nie wiem co mam zrobić, chciałabym wyjaśnić po prostu tą sprawę. Kocham go ale nie wiem teraz co on myśli, co czuje, co będzie dalej z nami.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Dziwne zachowanie chłopaka - dlaczego nie powiedział, że to koniec?

Witam. Mam ogromny, ale to ogromny problem. 5 miesięcy temu poznałam pewnego chłopaka. Jest dosyć zamknięty w sobie, dusi w sobie wiele rzeczy i pod żadnym względem nie jest fałszywy. Podobno spodobałam mu się już za pierwszym razem, więc zaczął...

Witam. Mam ogromny, ale to ogromny problem. 5 miesięcy temu poznałam pewnego chłopaka. Jest dosyć zamknięty w sobie, dusi w sobie wiele rzeczy i pod żadnym względem nie jest fałszywy. Podobno spodobałam mu się już za pierwszym razem, więc zaczął działać. Zaczęliśmy się spotykać wraz z jego kolegą i jego dziewczyną. Po prostu tak było nam raźniej i lepiej czuliśmy się spotykając się w czwórkę. Bardzo się starał, uciekał dla mnie z lekcji, żeby mógł się ze mną zobaczyć. Zasypywał mnie smsami i zależało nam na sobie. Jak już wcześniej wspominałam, poświęcał się dla mnie w wielu rzeczach. Podobno wszystkim ciągle o mnie mówił i gołym okiem było widać, że jest we mnie zakochany. Niczego od niego nie wymagałam, akceptowałam wady, bo skoro kogoś się kocha, to po co coś w nim zmieniać? Nigdy się nie kłóciliśmy. Jednym słowem, czuliśmy się przy sobie jak w niebie. W czerwcu zostałam jego dziewczyną. Pierwszą dziewczyną. Od połowy wakacji trochę zaczęło się między nami psuć. Nie byłam temu winna ani ja, ani on - przynajmniej tak mi się wydaje. Od kiedy poszedł na wesele przestał do mnie pisać i jakkolwiek się ze mną kontaktować, ale nic się tam nie wydarzyło. Odzywał się tylko, jeśli naciskała jego siostra. 2 tygodnie temu, gdy się spotkaliśmy, przeprosił za swoje zachowanie i powiedział, że wie, że mu odbija i że wie, że coś się z nim dzieje. Dodał również, że nie chciało mu się pisać, nie miał sił, był zmęczony i dużo pracował. Było wyraźnie widać, że nadal mu zależy. Kilkadziesiąt razy, dla upewnienia, pytał, czy jestem zła i prosił abym się nie gniewała. Ja ulegałam i mówiłam, że nic się nie dzieje. Po tym dniu znowu nie pisał. Gdy ostatnio zobaczyłam go na koncercie, był z kolegami i przywitał się ze mną podając rękę. Chyba chciał mnie pocałować, ale odwróciłam od niego wzrok, ponieważ bardzo mnie to zdenerwowało. Nawet nie napisał, że idzie i od niechcenia się przywitał. Powiedział, że musi iść, bo ma jakąś sprawę do załatwienia. Następnego dnia napisałam do niego pytając, o co w tym wszystkim chodzi i czy uważa, że to koniec, a w odpowiedzi dostałam: ''dla mnie to już dawno się skończyło i nie umiem ci tego wytłumaczyć.'' Nie wiem, dlaczego tak postąpił i nie umiem się pogodzić z tą sytuacją. Chciałabym prosić o pomoc. Nie wiem, co mam zrobić. Wszyscy mówią, że coś ostatnio się z nim dziwnego stało. Jest inny niż dawniej. Przecież tak z dnia na dzień nie mogło mu przejść. Myślę, że nadal może trochę mu zależeć, ale nie powie co jest grane. Po prostu bez słowa mnie zostawił. Jaki może być tego powód?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Brak stabilizacji w związku - jak temu zaradzić?

Witam! Mam problem z chłopakiem i nie wiem co o tym myśleć. Nasze problemy zaczęły się od momentu, kiedy spotkaliśmy się ze znajomymi. Na imprezie był alkohol i trochę za dużo wypiłam. Na następny dzień powiedział, że po tej sytuacji...

Witam! Mam problem z chłopakiem i nie wiem co o tym myśleć. Nasze problemy zaczęły się od momentu, kiedy spotkaliśmy się ze znajomymi. Na imprezie był alkohol i trochę za dużo wypiłam. Na następny dzień powiedział, że po tej sytuacji wszystko się zmieniło i nie jest pewien, czy mnie kocha, bo nie chce mieć dziewczyny, która tak się zachowuje. Uważam, że każdemu może się zdarzyć przesadzić z alkoholem i moi znajomi wcale na mnie krzywo nie patrzyli, ale rozumieli to. Postanowił, że zrobimy sobie przerwę (nie to, że zerwiemy, tylko nie będziemy się przez jakiś czas odzywać), żeby rozwiązać ten problem. Na początku nie chciałam się zgodzić, lecz on nalegał, więc nie miałam innego wyjścia. Nie odzywał się cały dzień (w tym czasie nie mogłam przestać o nim myśleć i bardzo chciałam, żeby się odezwał, bo nie mogłam znieść tej ciszy). W końcu to zrobił. Odezwał się wieczorem z zapytaniem, czy się spotkamy. Odpowiedziałam mu na to, że możemy się spotkać, ale jeśli mi obieca, że nie chodzi tu o nic złego (że nie chce ze mną zerwać). Powiedział, że nie (strasznie mi ulżyło). Przyjechał i zachowywał się jak gdyby nigdy nic (tyle że nie mogłam się do niego przytulić ani go pocałować). Minęło trochę czasu i wróciło wszystko do normy, jednak nadal nie mógł mi powiedzieć, że mnie kocha. Minęły może 3-4 miesiące (pojechaliśmy wtedy do Łodzi na noc ze znajomymi) i w końcu mi powiedział, że jest wszystkiego pewien, że mnie kocha, jest ode mnie uzależniony i nie może beze mnie żyć. Wtedy sobie pomyślałam, że już nic złego się nie może z nami stać. Jednak myliłam się, bo po 5 dniach było to samo. Znowu powiedział mi, że nie jest pewien i nie może tak być. Postanowił nam dać ostatnią szansę, więc znowu stwierdził, że zrobimy sobie przerwę (tylko ta była z trybem natychmiastowym i tym razem nie odzywaliśmy się praktycznie wcale). Przerwa miała trwać 2 tygodnie (po 2 tygodniach mieliśmy się spotkać w pewnym miejscu o danej porze). Oczywiście odzywaliśmy się, ale w końcu już nie mogłam wytrzymać tej niepewności i powiedziałam, że już nie mogę dłużej czekać i chcę, żeby to się już wyjaśniło. Prosił mnie jednak, żebym nie podejmowała żadnych decyzji i jeszcze trochę poczekała, mówiąc, że na pewno się wszystko ułoży, że przynajmniej chce żeby tak było. Zgodziłam się , ale powiedziałam, że teraz musimy zrobić taką prawdziwą przerwę - zero kontaktu. Trwała ona tydzień. Spotkaliśmy się po tygodniu i powiedział, że jednak to nie ma sensu , że nie brakowało mu mnie przez ten czas. Zerwaliśmy, rozstaliśmy się w zgodzie i nadal regularnie się spotykaliśmy. Zachowywaliśmy się jak para (mimo że już nią nie byliśmy). Rozmawialiśmy czasem o tym, że jeszcze może kiedyś wszystko się ułoży, że jeszcze może być dobrze. To podtrzymywało mnie na duchu, było mi lepiej, bo miałam jeszcze jakieś nadzieje, że możemy być razem. Jakiś czas później znajomy zrobił ognisko, poszliśmy (można powiedzieć) na nie razem. Był tam jego dawny przyjaciel X (dawny dlatego, że X zerwał z nim kontakty twierdząc, że to przez niego się kłócimy) i mój chłopak nie chciał, żebym utrzymywała z nim kontaktu. Nie słuchałam go i rozmawiałam z nim o naszych problemach. Dowiedział się o tym i był na mnie bardzo zły, obiecałam mu, że już tego nie zrobię, ale właśnie na tym ognisku, na jego oczach z nim rozmawiałam. Powiedział na mojego chłopaka (byłego) coś złego, ale ja na to za bardzo nie zareagowałam, tylko nadal z nim rozmawiałam. Powiedziałam to mojemu byłemu i wtedy powiedział, że już na pewno między nami się nic nie zmieni, bo nie jestem po jego stronie, a powinno być inaczej. Mówił, że gdyby nie ta sytuacja, to mogłoby się jeszcze między nami ułożyć, a teraz kompletnie stracił do mnie zaufanie. Wcześniej proponował mi chociaż przyjaźń, a teraz powiedział, że nawet nie możemy być przyjaciółmi. Podobnie jak w poprzednich sytuacjach wcale nie było tak, jak mówił, że będzie. Nadal spotykamy się regularnie, codziennie mamy ze sobą jakiś kontakt (nawet kilka razy dziennie). Czasem dochodzi do innych sytuacji, chodzimy razem do kina, trzymamy się za ręce. Tylko właśnie nie wiem co mam o tym myśleć, bo na następny dzień jest znowu tak samo i udaje, że nic się nie stało. Dlaczego tak jest? Proszę o odpowiedź. Dodam, że byliśmy razem ponad rok.  

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Napady agresji i przemoc w związku

Witam, proszę mi powiedzieć jak mam ze sobą walczyć co robić by zapanować nad agresją. Nigdy dotąd tak nie miałam jedynie w tym aktualnym związku, nawet nie przypuszczałam, że jestem zdolna do czegoś takiego. Jesteśmy razem od 8 m-c, z...

Witam, proszę mi powiedzieć jak mam ze sobą walczyć co robić by zapanować nad agresją. Nigdy dotąd tak nie miałam jedynie w tym aktualnym związku, nawet nie przypuszczałam, że jestem zdolna do czegoś takiego. Jesteśmy razem od 8 m-c, z czego znamy się od 2 lat w tym czasie on rozstał się z dziewczyną z którą był 10 lat wiem że ona była dla niego złai też w ich związku było dużo agresji. Nasz związek jest dość skomplikowany, znałam jego byłą, w okresie po zerwaniu spotykał się ze mną na początku na relacjach koleżeńskich później robił do mnie podchody, a ja miałam dużo wątpliwości. Gdy zdecydowałam się w końcu na związek z nim zaczęły wychodzić różne sytuacje o których się dowiedziałam (m.in. to, że w tym samym czasie spotykał się z kilkoma innymi, do tego ze swoją byłą i mną), dodatkowo z nimi wszystkimi sypiał w tamtym okresie, co do tej chwili budzi we mnie gniew i nie umiem tego mu wybaczyć, choć bardzo go kocham i wiem, że on też kocha mnie. Bardzo się dla mnie zmienił przez ten czas odkąd jesteśmy razem, ale nie potrafię mu zaufać. Głównie przez to, że przez cały okres naszego związku ciągle mnie okłamywał po to tylko by utrzymywać kontakt ze swoją byłą, czego ja nie tolerowałam i od tego momentu ilekroć o tym się dowiadywałam dochodziło między nami do kłótni. W oczy mi się wypierał mimo, że tamta mnie zawsze o ich spotkaniach informowała i drwiła za każdym razem ze mnie jaką to ze mnie robi kretynkę (uciekał się nawet do takich kroków by mieć dwa telefony lub wymyślić dodatkowa pracę, by tylko skontaktować się z nią, choć zarzeka się na wszystko, że to ze mną chce być a nie z nią. Tak było jeszcze do czerwca tego roku myślę, że to że na razie przestał, ma związek z tym, że wie że go na każdym kroku pilnuję i kontroluję. Oboje mamy ciężkie charaktery, jesteśmy uparci. Mamy też swoje lata ja 32 on 29. Mój pierwszy wybuch agresji gdzie zaczęłam go okładać pięściami, szarpać itp. był po którymś z kolejnych razów jak dowiedziałam się, że znowu się spotkał ze swoją byłą i zapierał się za wszelką cenę, że tak nie było choć miałam na to dowody od niej zresztą. Miliony razy mi obiecywał, że zakończy ten kontakt i ani razu nie dotrzymał słowa. Ja nie wiem co się ze mną dzieje, czasem mam wrażenie że robie to już z bezsilności, bo nie wiem jak mam do niego już dotrzeć. Od tamtego momentu każdy wybuch był spowodowany czymś co miało związek z nią. Ostatnio ciągle słyszę, że to w takiej a to w innej sytuacji ona była dla niego lepsza, dobra itp. A ja staram się jak mogę by był szczęśliwy, w życiu tak bardzo się nie starałam dla nikogo, dbam o niego, nie wiem czego może mu jego brakować. Jego rodzina jest mną zachwycona, a on im bardziej się staram tym bardziej czuję, że on tego nie docenia i to mnie bardzo boli. Jak się kłócimy czuje jakby mnie lekceważył, daje mi do zrozumienia, że jeśli powiem żebyśmy się rozstali to on zrobi tak jak sobie tego niby życzę. Co mi jest? Ja naprawdę nigdy tak nie miałam a na samą myśl, że może mnie zdradzić, oszukać, okłamać tak jak dotąd lub jak mi mówi ze tamta była lepsza dla niego dostaje szału i od razu lecę z rekami. Co się ze mną dzieje? Jak mam z tym walczyć. Nie chce go stracić, za bardzo mi na nim zależy. Proszę mi pomóc. Dodam jeszcze, że zawsze jak jest po alkoholu jest agresywny choć nigdy mnie jeszcze nie uderzył, ani nie oddał ale znęca się nade mną w pewien psychiczny sposób i na siłę szuka zaczepki. Bardzo mi to przeszkadza, zwłaszcza jak muszę go pijanego od znajomych prowadzić do domu, a on się ze mną na całą ulicę kłóci. Ale to już zdarza się  rzadziej niż kiedyś. Nie umie pię z umiarem tylko aż padnie. I jeszcze coś kilka razy w takich awanturach jak mi wykrzykiwał, że tamta bardziej dbała o niego i była dla niego 100 razy lepsza ode mnie kazałam mu do niej wrócić, ale on nie che tego zrobić, a mimo to ciągle mi to wykrzykuje. To nie jest tak, że ja mu nie mówię co mi przeszkadza, co mnie boli, dlaczego tak reaguje. Wprost przeciwnie, od początku staram się rozmawiać, by nie dusił pewnych rzeczy w sobie, ale nie widzę z jego strony żadnej zmiany w tym kierunku (chociażby wtedy gdy zauważył, że psuje się miedzy nami, a także gdy wiem, że ma kontakt ze swoja byłą, wie że mnie to doprowadza do szału). Czuję się taka bezsilna i tak mi wstyd, że go bije. Nie wiem może ja powinnam się leczyć. Błagam proszę mi pomóc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak pozbyć się niepewności w związku?

Zacznę od początku. Mam 19 lat, jestem ze swoim facetem od prawie 10 miesięcy. Jest ode mnie 3 lata straszy. Myślałam dużo i nie daję sobie rady, postanowiłam więc zwrócić się o pomoc do jakiegoś specjalisty, chociażby w taki sposób....

Zacznę od początku. Mam 19 lat, jestem ze swoim facetem od prawie 10 miesięcy. Jest ode mnie 3 lata straszy. Myślałam dużo i nie daję sobie rady, postanowiłam więc zwrócić się o pomoc do jakiegoś specjalisty, chociażby w taki sposób. Wszystko było ładnie, pięknie, aż pewnego dnia pokłóciłam się z chłopakiem, w sumie o to, że poszłam na spacer z koleżanką, że nie mogę usiedzieć jednego dnia w domu. Wspomniałam mu zaraz jego byłą, chociaż już od dawna nie ma nic wspólnego z naszym życiem, to ja ciągle mu wypominałam. Zdenerwował się tak, że powiedział, że to koniec i w pewnej chwili ja pomyślałam, właśnie, czy ja chcę tak żyć? Mam dość... Zaraz potem pomyślałam, że jestem jakaś głupia, bo tak chcę, poprosiłam, żeby przyjechał i jak się spotkaliśmy, to przeprosiłam i tak dalej. Powiedział, że mnie kocha, ale ma dość już mojego płaczu ciągłego i wytykania przeszłości i że chce jechać do domu. Wszystko jest ok, ale spotkamy się jutro jak ochłonie. Było ok, spotkaliśmy się, zostałam u niego, panowała jakaś dziwna atmosfera, zanim usnęliśmy, marudziłam i marudziłam, mimochodem rzucił do mnie spadaj spać, odwróciłam się obrażona i usnęłam.

Obudziłam się rano z takimi cholernymi wątpliwościami, że nie wiem czy kocham, nie mogłam nawet przy nim być. Musiał mnie odwieźć, serce mi waliło jak młotem, nie mogłam przestać płakać, trzęsły mi się ręce, nie radziłam sobie, to trwało jakiś tydzień. Pisałam, że nie możemy się spotykać, a chciałam się z nim widzieć, nawet raz jak przyjechał to sam powiedział, że koniec, że tak być nie może. Ja wpadłam w płacz, błagałam, żebyśmy wszystko naprawili, zgodził się, bo powiedział, że jest pewien tego co czuje, że kocha. Teraz jestem w trochę lepszej sytuacji, czuję się strasznie, prawie cały czas o tym myślę, ale nie mam tak częstych napadów płaczu jak wcześniej, dalej nie wiem co czuję? Czy można przestać kochać z dnia na dzień? A jeśli tak, to czemu nie umiem odejść? Nie wyobrażam sobie mojego życia bez niego, pragnę tylko jego. Są chwile, że nie myślę, że jest źle, nawet się kochaliśmy. Pociąga mnie fizycznie, ale są też momenty, że wpadam w jakąś furię. On kolejny raz po kłótni mówi koniec, a ja jak w jakimś szale, ty nie możesz mnie zostawić. Jak jest bardzo źle, to jestem nawet niemiła, w ogóle jestem sztuczna i taka jakbym była w innym świecie. Chciałabym się zakochać jeszcze raz w nim, od nowa, jeśli to koniec. Ale czy to koniec? Czy przeszła mi miłość? Czy to minie? Wiem, że powinnam dać sobie czas, ale ja się wykończę. To trwa już 3 tydzień. Chcę, żeby było jak dawniej! A nie wiem co czuję, nie mogę się zdecydować, co jakiś czas zmieniam zdanie. Wiem jedynie, że nie chcę odchodzić, ale jak będzie tak dłużej to nie mogę go tak ranić, to straszne uczucie! I są chwile, kiedy na niego patrzę i myślę: „mój misiek, mój kochany, kocham Cię” albo on mówi „kocham”, a ja chciałabym odpowiedzieć, ale powstrzymuje się, żeby nie robić nikomu nadziei.

Mam też wrażenie, że mój związek stał się nudny, że nie mam w nim żadnych uniesień, zaczęliśmy żyć trochę jak małżeństwo. Jak myślę o rozstaniu to płaczę, chcę to przeciągnąć z nadzieją, że będzie ok, minie mi, bo tak w sercu gdzieś tam czuję. Gdy on mógł poderwać mnie ponownie, ja nie wiem co mam robić. Szukam w ogóle przyczyny tego co poczułam, nie zwalczę problemu, jak nie znajdę przyczyny. Czy to nuda? Czy miłość się skończyła? Czy jestem taka zła? Może teraz to jakaś wewnętrzna bariera? Wydaje mi się nawet, że jeśli odejdę, to za jakiś czas okaże się, że chcę wrócić, że nie umiem bez niego! Wcześniej byłam taka pewna, jeszcze miesiąc temu chciałam mieć z nim dzieci, wziąć ślub. To było jeszcze miesiąc temu. Jestem w takim szoku i żalu, że w ogóle myślałam już nawet, że jeśli zaszłabym teraz w ciążę to bylibyśmy już zawsze razem i zniknęłyby moje wszystkie wątpliwości. Nie umiem odejść i zrezygnować, nie umiem! Chcę właśnie jego! Może to przyzwyczajenie? Czy to się da naprawić, czy to możliwe, że to minie? Zachowuję się ostatnio jak dzieciak.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Rzadkie kontakty seksualne powodem konfliktów w związku

Witam, mam pewien problem jestem strasznie zazdrosny o byłych mojej dziewczyny. Kocham ją z całego serca, ale ją krzywdzę, w szczególności po pijaku mówię jej, że mnie zdradza, że ma innego i myśli o byłych. Jestem z nią 4...

Witam, mam pewien problem jestem strasznie zazdrosny o byłych mojej dziewczyny. Kocham ją z całego serca, ale ją krzywdzę, w szczególności po pijaku mówię jej, że mnie zdradza, że ma innego i myśli o byłych. Jestem z nią 4 lata, kiedyś było inaczej, nie byłem zazdrosny, ale może to jest to spowodowane tym, że kiedyś więcej się kochaliśmy i było więcej takich spontanicznych chwil, czułem że mnie pragnie. A teraz jest tak, że Ona się obawia, że nas usłyszą rodzice, (bo niestety jeszcze mieszkamy z rodzicami). Czuję się teraz taki niedowartościowany. Kiedyś kochaliśmy się, kiedy tylko była okazja, a teraz raz na miesiąc. I może brakiem seksu jest spowodowane moje zachowanie? Jak ją zachęcić mam, aby się ze mną kochała częściej i jak jej o tym wszystkim powiedzieć, żeby się nie obraziła na mnie, że myślę tylko o jednym. Z góry dziękuję za odpowiedź!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Co się dzieje z moim chłopakiem: jak mu pomóc?

Jestem ze swoim chłopakiem prawie 3 lata. Od tych 3 lat zauważam u niego pewne "fazy". Nazywam to tak ponieważ jednego dnia wszystko jest dobrze i układa nam się przez pewien czas. Potem przychodzi czas kiedy nagle coś w niego...

Jestem ze swoim chłopakiem prawie 3 lata. Od tych 3 lat zauważam u niego pewne "fazy". Nazywam to tak ponieważ jednego dnia wszystko jest dobrze i układa nam się przez pewien czas. Potem przychodzi czas kiedy nagle coś w niego wstępuje, zaczyna denerwować się o byle co, każde pytanie jakie zadam czy zdanie jakie powiem jest złe. Mówi też, że to ja prowokuje te zachowania. Często mówi wtedy przykre dla mnie rzeczy. Wiem, że to wszystko ze złości bo wielokrotnie mnie za to przepraszał. Ale nie wiem jak się zachować w takiej sytuacji i jak mu pomóc. Czasami boję się powiedzieć cokolwiek, bo nie chce żeby dochodziło do kłótni. To trwa tak długo, a ja wciąż nie wiem jaka mam być kiedy tak się dzieje. Z góry uprzedzam, że nie chce go zostawiać. Tylko jak mu pomóc? Jak się zachować?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Nie jestem szczęśliwa - czy to toksyczna miłość, czy tylko kryzys w związku?

Swojego pierwszego mężczyznę w życiu poznałam mając 23 lata. Był bardzo przystojny, wysoki, elokwentny, spokojny. Czułam, że chwyciłam Pana Boga za nogi. Od początku pytał się, czy lubię przejmować w łóżku inicjatywę - ja tymczasem byłam dziewicą. Rozdziewiczyłam się za...

Swojego pierwszego mężczyznę w życiu poznałam mając 23 lata. Był bardzo przystojny, wysoki, elokwentny, spokojny. Czułam, że chwyciłam Pana Boga za nogi. Od początku pytał się, czy lubię przejmować w łóżku inicjatywę - ja tymczasem byłam dziewicą. Rozdziewiczyłam się za pomocą wibratora, ponieważ mój partner twierdził, że nie chce się "babrać" z dziewicami – romantyczne "hocki klocki" i te sprawy to nie dla niego. Nigdy mu nie powiedziałam prawdy, a on się nie domyślił. Odtąd zawsze miałam wątpliwości, czy jestem na tyle aktywna w seksie, że jest zadowolony. Byłam szczęśliwa, ale jednocześnie wciąż czułam niepokój. Gdy przychodził do mnie do domu, czytał wiadomości w Internecie albo przysypiał. Gdy zamieszkaliśmy razem było jeszcze gorzej. On jest muzykiem - rock’n’rollowcem. Ma specyficzne poglądy, specyficznych przyjaciół. Nie czułam się w ich towarzystwie komfortowo. Są to ludzie bardzo silni, inteligentni, mający skrajną ideologię i twardą powłokę "macho". Mój partner starał się mnie zabierać na koncerty, próby. Początkowo chodziłam, ale później nie czułam się tam dobrze i zostawałam w domu. Gdy on wychodził, nie czułam się bezpiecznie i oczekiwałam punktualnych powrotów do domu. Gdy bywał w domu, prawie ze sobą nie rozmawialiśmy, on zazwyczaj siedział z nosem w komputerze. Gdy chciałam się zwierzyć z przeżytego dnia, twierdził, że mnie słucha, a jednocześnie pisał maile do zespołu. Gdy widziałam jego energię i uśmiech na twarzy wśród innych ludzi, zaczęłam być zazdrosna. Ograniczyłam jego kontakty towarzyskie do minimum. To ja chciałam być powodem tej energii i uśmiechów. On przy mnie zawsze był senny, małomówny, zmęczony, marudny. Bolało mnie to i o to były zawsze kłótnie. Były tez sytuacje, gdy mój partner po wypiciu alkoholu stawał na głowie na dachu, bił się z przypadkowo spotkanymi osobami, budził mnie w nocy wygadując niestworzone rzeczy. Gdy wychodził, to bałam się o niego, o jego życie. Kochaliśmy oboje góry. Jeździliśmy w sezonie dość często. Nie rozumiałam, dlaczego w te góry musi też jechać z zespołem. Dlaczego wtedy też jestem mniej ważna? Przecież wiedział, że góry kocham bardzo. Nie mógł wybrać innego miejsca? Trzeba przyznać, że jest bardzo dobrym organizatorem. To u niego w domu odbywają się grille, ogniska na 40 osób. Tymczasem bardzo rzadko organizował czas specjalnie dla mnie. To ja proponowałam kino, spacer, kolację i zawsze wszystko było na czas. Szedł ze mną na ten spacer, ale "15 minut wystarczy". Widziałam, że obcowanie ze mną go męczy. Powiedziałam do niego pewnego dnia, że bardzo lubię, gdy on aranżuje nasz wspólny dzień. To on wg zasady "baba mną rządzić nie będzie" jeszcze rzadziej dawał propozycje na wspólne spędzanie czasu. Owszem, organizował nasze wyjazdy, lubił kino takie, jak ja, chodziliśmy razem na zakupy, ale zazwyczaj była to moja inicjatywa. Postanowiłam odejść. Bardzo dużo mnie to kosztowało. Wyprowadziłam się. Miałam nadzieję, że zrozumie, że jestem miłością jego życia (jak zresztą twierdził) i że zacznie mnie w końcu tak traktować. Obecnie czuję się spokojniejsza. Robię rzeczy, na które nie miałam czasu w związku. Wciąż mamy kontakt. Pisze do mnie smsy codziennie, przyjeżdża. Pomaga w sprawach męskich, ale stał się jeszcze większym "macho". Jest oschły, surowy, niby mu zależy na mnie, skoro chce kontaktu, ale wszystko jest na jego życzenie. Muszę być w 100% uległa. Jest zazdrosny o mnie, gdy mówię mu, że umawiam się na wyimaginowane spotkania z moimi kolegami. On twierdzi, że jest renegatem i takie życie chce prowadzić. Nie chce dzieci, bo to problem, ślubów, kredytów. Nie liczy się z moim zdaniem. Bardzo dużo pije, bywa, że zapali trawkę. Wcześniej też tak bywało, ale zawsze starałam się go ujarzmić. Twierdzi, że się stara o mnie, ale że się odzwyczaił od związkowych zachowań. Mówi, że jest złym człowiekiem, a ja jestem dobra. Dużo płaczę, zwłaszcza przy nim - czasem zupełnie bez powodu. On wtedy mówi: "czego buczysz?", a ja "buczę" tym bardziej. Teraz, jak mieszkamy oddzielnie, to bardzo często myślę co robi. Martwię się, gdy długo się nie odzywa. Chyba boję się, że go stracę na zawsze, a jednocześnie, że się nigdy nie zmieni. W jaki sposób się zachowywać? Cały czas myślę sobie, że się jeszcze nie wyszumiał, że może za rok dwa, będzie bardziej dojrzały. Zdaję sobie sprawę, że jest między nami wiele różnic. Nie lubię alkoholu i innych używek. On z kolei twierdzi, że trzeba się bawić i cieszyć życiem, korzystać. Kocham cieszyć się życiem, ale w inny sposób, nie potrzebny mi alkohol. Czy jesteśmy jeszcze w stanie stworzyć coś wartościowego? Jeśli zdecyduję się zostać z nim, to mam obawy, czy będzie lepiej, czy nadal tak koszmarnie egoistycznie? A jeśli odejdę, to czy dam sobie radę? Nie mam tu rodziny, bliskich znajomych, nie zarabiam dużo. Mam już swoje lata, a mieszkam w mieszkaniu studenckim. Boję się, że nikogo nie poznam, bo gdzie, skoro tylko praca-dom?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Niezadowolenie ze związku i frustracja z powodu nieudolności partnera

Witam, od pięciu lat jestem w związku z partnerem, Anglikiem, i mieszkam za granicą. Kiedy tu przyjechałam, trafiałam do różnych prac i ciągle poszukiwałam nowych wyzwań związanych z zarabianiem większej ilości gotówki. Cztery lata temu zajęłam się biznesem, który rozwinął...

Witam, od pięciu lat jestem w związku z partnerem, Anglikiem, i mieszkam za granicą. Kiedy tu przyjechałam, trafiałam do różnych prac i ciągle poszukiwałam nowych wyzwań związanych z zarabianiem większej ilości gotówki. Cztery lata temu zajęłam się biznesem, który rozwinął się dość dobrze. Partner na początku bardzo angażował się w ten biznes, ale jego mocną stroną nie jest jednak przedsiębiorczość. Ponieważ biznes ma specyficzny, „kobiecy” charakter, to poniekąd dlatego nie bawiło go angażowanie się w ten sposób zarabiania. Od zawsze pracował na etacie, gdzie wychodził na 8 godzin do pracy i wracał do domu, po czym siadał do nieudanych prób tworzenia innych biznesów, które niestety nigdy nie przyniosły mu ani grosza. Bawiło go to, co robił, ale ostatecznie niczego nie kończył, by ujrzało to światło dzienne i potencjalnych klientów.

Ponieważ będąc jeszcze nastolatką, najwięcej kłótni rodzinnych, po których zamykałam się w pokoju i wypłakiwałam oczy, spowodowanych było na tle telewizora i tego, kto co może wieczorem obejrzeć, dlatego też zdecydowałam, że w moim domu nie będzie w ogóle takiego sprzętu. Wiem, że gdybyśmy go posiadali, siedziałby przed ekranem jak zahipnotyzowany, gdyż daje tego świadectwo za każdym razem, gdy wyjeżdżamy na urlop i w hotelu jest telewizor. Gdybyśmy mieli telewizor w domu, wiem, że mój partner nie miałby umiaru w jego oglądaniu. Już od szkoły średniej pracowałam w różnych pracach dorywczych i zawsze lubiłam mieć swoje pieniądze i być niezależną. On natomiast pierwszą pracę podjął, kiedy rodzice zaproponowali mu wyprowadzenie się z domu. Było to więc z narzuconego z góry źródła. Kiedyś blokowało go to, że jak nie miał pracy, to pieniądze nie wpływały na jego konto, teraz natomiast wydaje się nie przejmować taką sytuacją i zawsze polega na mnie, gdy przychodzi do płacenia rachunków, a jego konto jest puste. Ja natomiast przeżywam potworny stres za każdym razem, gdy muszę wypłacić pieniądze z konta. Mimo że nie narzekamy na skrajną biedę, ale ja przeżywam chandrę za każdym razem, nawet gdy wydaję większą sumę na domowe zakupy. Pamiętam, że moja mama też zawsze tak się zachowywała, stres zżerał ją przy wydawaniu każdego grosza.

Poprzez swoją obecną pracę podniosłam znacznie standard naszego wspólnego życia, z czego on bardzo chętnie korzysta. Za każdym razem, gdy tylko coś się wali, wypominam mu w coraz to mocniejszych słowach jego niezdolność do zarabiania pieniędzy i nieudacznictwo życiowe. Za każdym razem po takiej kłótni czuję się okropnie i ostatnio nawet mam coraz więcej myśli na temat utopienia swoich smutków w butelce alkoholu. Nie sięgam jednak po takie rozwiązanie. Kłótnie na tle „jego błędów” zdarzają się niemal codziennie. Niemal codziennie zaistnieje sytuacja, w której karcę go i mówię, że mógł coś zrobić inaczej, lepiej, tak jak ja bym to zrobiła. Wiem, że w ten sposób absolutnie wykluczam jego prawo do postępowania w sposób, w jaki on chciałby postąpić i tylko moje postępowanie wydaje mi się słuszne. On nigdy nie chce podejmować żadnych ryzykownych decyzji. Pracując 8 godzin dziennie, nie miał nigdy czasu, aby w ciągu dnia rozwinąć jakiś biznes. Dlatego zaproponowałam mu, aby pomyślał o odejściu z pracy i próbie rozwinięcia biznesu, podczas gdy ja przyniosę gotówkę do domu. Próby te są bardzo mozolne, aczkolwiek zaczęły już przynosić pierwsze rezultaty. Obiecywałam sobie, że przestanę go karcić i wypominać jego nieudolność, ale z każdym nawet małym błędem nie potrafię się powstrzymać od podniesienia tonu i użycia wulgarnych słów pod jego adresem. Wpadam czasem w taką wściekłość, że nie wiem już, o co mi na początku chodziło. Wiem tylko, że to z jego winy jestem nieszczęśliwa.

Rozważam możliwość odejścia od niego, aby móc zacząć życie bez obrażania go, gdyż jest bardzo dobrym człowiekiem, nigdy nie podniósł na mnie głosu ani nie obraził, a ja często myślę, że musi mnie nienawidzić wewnątrz za moje wybuchowe zachowanie wobec niego. Ja jednak zastanawiam się, czy mogłabym znaleźć kogoś, kto nie będzie w pełni żerował na moich osiągnięciach. Jest mi go jednak szkoda za każdym razem, gdy myślę o zostawieniu go samemu sobie. Nie wiem, czy to jest miłość, która nie pozwala mi odejść, czy też litość dla niego, ale z tych dwóch rzeczy raczej głosowałabym na to drugie. Poza tym boję się, że nie znajdę tak wyrozumiałej osoby jak on, ale z kolei on doprowadza mnie do szału.

Mamy w planach ślub (jesteśmy obecnie zaręczeni) i ja chciałabym mieć dziecko, ale w ogóle nie widzę w nim potencjału na ojca mojego dziecka. Chciałabym urodzić za jakiś rok, ale nie myślę o nim jako o odpowiedzialnym partnerze i ojcu. Powód, dla którego tak myślę jest taki, że często, gdy jestem gdzieś w trasie (dużo jeżdżę), on ma wyciszony telefon i nie myśli, że mogłabym go nagle potrzebować. Tak samo myślę, że cała historia z dzieckiem spadłaby na mnie. Jego szacunek do mnie też zawsze pozostawiał wiele do życzenia. Każde urodziny czy inne okazje zawsze były „załatwiane” po macoszemu. Na pierwsze urodziny dostałam biżuterię z przydrożnego kiosku zapakowaną w kopertę z mojego biurka. Poza tym zaraz po wręczeniu mi tego prezentu usiadł jak co dzień do komputera. Zrobiłam mu wtedy taką awanturę, że każde następne okazje były już trochę lepsze. Poprzez to, że on traktuje moje specjalne dni w ten sposób, ja też podeszłam do tego tak samo. W moim poprzednim związku zawsze takie okazje traktowaliśmy jak wyjątkowe święto.

Na zakończenie dodam jeszcze, że ze względu na taką sytuację w naszym związku straciłam zupełnie pociąg seksualny do tego człowieka. On natomiast ma bardzo często ochotę na seks, jednak brak w tych działaniach jakiegokolwiek smaku lub romantyzmu. Wszystko zawsze jest takie samo, nie ma w tym żadnej wymyślności, dopóki ja nie zadecyduję, że chcę czegoś innego. Podobnie jak we wszystkich podróżach, wyjazdach czy atrakcjach - to ja zawsze wymyślam, gdzie jedziemy lub co robimy i planuję cały nasz wolny czas. Natomiast myśląc o dziecku, nie mogę wprost przejść przez element uprawiania miłości. Chciałabym mieć dziecko, ale jego poczęcie wywołuje we mnie utratę chęci do jego posiadania. Mam nadzieję, że będziecie w stanie jakoś mi pomóc. Z niecierpliwością czekam na Waszą odpowiedź. Pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Kłamstwo w związku

Witam! Mam 31 lat, jestem po rozwodzie. Pół roku temu poznałam Michała (31 lat). Spotykaliśmy się i uznaliśmy, że chcemy ze sobą być, byliśmy ze sobą pół roku. Poznałam jego rodziców, bardzo mnie polubili. Zaprosił mnie do swojego brata...

Witam! Mam 31 lat, jestem po rozwodzie. Pół roku temu poznałam Michała (31 lat). Spotykaliśmy się i uznaliśmy, że chcemy ze sobą być, byliśmy ze sobą pół roku. Poznałam jego rodziców, bardzo mnie polubili. Zaprosił mnie do swojego brata na ślub i wesele, już po miesiącu oboje czuliśmy się tak, jakbyśmy znali się kilka lat. Dużo rozmawialiśmy, na różne tematy. Psuć się zaczęło, gdy mój były mąż zaczął wydzwaniać do Michała. On uważa (wcześniej nic nie mówił), że nic z tym nie robiłam. A ja robiłam, ile mogłam. Straszyłam eks kuratorem, ponieważ mamy córkę (6 lat), prosiłam, żeby dał nam spokój, że już nic nie zmieni się, że kocham Michała. Wyprowadziłam się ze wspólnego mieszkania, wynajęłam mieszkanie i zamieszkałam z córką. W dniu przeprowadzki eksmąż zadzwonił do Michała i znowu robił wywody, że to przez niego, że mu rodzinę popsuł. Michał powiedział, że tak nie może, że potrzebuje czasu. Ja powiedziałam, że jest to dla mnie jednoznaczne, że się rozstajemy i oddałam mu połowę serduszka, które dostałam od niego na Mazurach (wtedy też spędziliśmy piękne chwile).

Nie mogłam sobie z tym poradzić. Nie dostawałam miesiączki przez 4 tygodnie po odstawieniu antykoncepcji. Michał stwierdził, że jestem w ciąży i wrócił do mnie, ja nie wyprowadziłam go z błędu, okłamałam go. Zerwał ze mną, a ja bardzo go kocham. Żałuję, że tak postąpiłam. Dodam, że wysłałam mu skan usg koleżanki. Jak mam to naprawić? Kocham go bardzo i nie potrafię bez niego żyć. Jest mi źle, że tak bardzo cierpi przeze mnie. Czy mogę poprosić jego rodziców o pomoc, przeprosić ich?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Chcę zmienić swoje życie - od czego mam zacząć?

Mam 18 lat, nie mam szkoły, zmarnowałem 2 lata (powtarzałem klasę i po raz drugi zawaliłem rok). Moje życie diametralnie się zmieniło, na jeszcze gorsze. Rodzice nie wiedzieli co się ze mną działo, nie mówiłem im o moich problemach. Były...

Mam 18 lat, nie mam szkoły, zmarnowałem 2 lata (powtarzałem klasę i po raz drugi zawaliłem rok). Moje życie diametralnie się zmieniło, na jeszcze gorsze. Rodzice nie wiedzieli co się ze mną działo, nie mówiłem im o moich problemach. Były to problemy z samym sobą, kiedyś, jeszcze w gimnazjum bardzo bałem się kontaktów z rówieśnikami. Byłem zamknięty w sobie i często agresywny w stosunku do innych. Mam 18 lat a jest mi trudno załatwić wiele życiowych spraw. Ostatnio wydawałoby się, że zaczynało mi się układać, znalazłem pracę, załatwiłem sobie szkołę, zakochałem się... i wszystko byłoby pięknie, gdyby moja dziewczyna nie musiała przeze mnie cierpieć. Wydaje mi się, że wszystko robię źle, jestem dla niej ciężarem. Ona jest cudowna, naprawdę nie wiem czy mógłbym trafić na kogoś lepszego. Oddałbym za nią życie, poświęciłbym zdrowie dla niej. Problem w tym, że to mój pierwszy, tak naprawdę poważny związek. Ona mi zaufała, zobaczyła we mnie coś czego inni ludzie nie potrafili dostrzec. Jestem bardzo agresywny, często mówię rzeczy, których potem bardzo mocno żałuję i cierpię na tym. Wyładowuje swoje emocje na innych, często się biłem, w szkole i poza nią. Ona pozwoliła mi na to bym mógł pokazać się z innej strony, z tej lepszej, o której nawet nie miałem pojęcia. Nie wiedziałem, że ja mogę być kimś takim, kimś uczuciowym, radosnym, romantycznym. Chciałbym dla niej szczęścia, ale chcę, żeby otrzymała je ode mnie. Nie chcę pisać tutaj szczegółowo co się z nami teraz dzieje, bo boję się, że ktoś niewłaściwy to przeczyta a internet jest "wielki". Nie widzimy się od miesiąca, jest na wakacjach i czeka mnie jeszcze drugi miesiąc bez niej. Odkąd jest tam, wszystko mi się sypie, nawet powiedziała mi, że jej uczucie do mnie wygasło. Ja nie wiedziałem co mam robić, myślałem o najgorszym. Po tygodniu, miałem wypadek, wylądowałem w szpitalu. Straciłem pamięć na kilka dni. W chwili wypadku, miałem jeszcze siłę napisać jej sms'a, że miałem wypadek. Nie myślałem wtedy o tym że ona mnie nie kocha... po prostu nie pamiętałem tego. W szpitalu zabrali mi telefon, kazali mi odpoczywać, powiedziałem mamie, żeby zadzwoniła do niej i powiedziała jej wszystko, by nie martwiła się o mnie. Mama zapomniała, a ona całą noc denerwowała się i płakała, bała się o mnie. Następnego dnia przywieźli mi telefon, napisałem jej co się stało. Wieczorem rozmawiałem z nią i z rozmową wszystko zaczynało mi powoli wracać do pamięci. Wiedziałem już wszystko, ale nie chciałem o tym mówić, bo to była bardzo miła rozmowa. Śmialiśmy się, rozmawialiśmy o drobnych rzeczach, było naprawdę miło. Następnego dnia bałem się, że ją stracę. Miałem najgorsze myśli, nie było mi łatwo z myślą, że dziewczyna którą kocham, nie kocha mnie. Nie zerwaliśmy, bo ona chce dać nam szanse, chce żeby wszystko w niej odżyło. Mówiła mi wiele razy, że dla niej jestem idealny i że nawet gdy się rozstaniemy to będę tym najlepszym. Ja nawet nie chciałem myśleć o tym, nie wyobrażam sobie życia bez niej, myśleć o tym że kiedyś nie będzie już nas. I faktycznie wszystko zaczynało powoli wracać do normy, aż w końcu zaczęliśmy się ze sobą kłócić. To nie była pierwsza kłótnia, ale po raz pierwszy poczułem coś takiego, że kłótnia może zepsuć wszystko. Powiedziała mi, że szukam problemów na siłę, było dobrze, ale ja znów zacząłem wracać do tego wszystkiego, do tego co było złe, ona miała tego dość. Obiecałem jej, że się zmienię, że teraz nie będę jej mówił tego co zrobię, bo za każdym razem, gdy to robiłem, tak naprawdę nie zmieniałem nic i nadal było tak samo. Mam dość tego, że ona przeze mnie cierpi, nie chce tego bo bardzo ją kocham. Najbardziej boli mnie myśl, że ona po takiej kłótni, ma mnie dość i momentalnie zmienia o mnie zdanie. Wtedy tracę szacunek do siebie, nie widzę nic dobrego w życiu, czasami nawet płaczę, choć wcześniej raczej bardzo rzadko mi się to zdarzało i to raczej w dzieciństwie. Naprawdę bardzo mi na niej zależy, chcę się dla niej zmienić. Nie wiem co mam robić, boję się następnego dnia. Nie rozmawiamy ze sobą od 5 dni, a czuję się tak jakbym nie słyszał jej głosu od miesiąca. Codziennie myślę o tym jak ona może się przeze mnie czuć. Wydaje mi się, że powoli ma mnie już dość... Boli mnie to i chcę to zmienić. Proszę o pomoc kogoś kto mnie zrozumie, i naprawdę szczerze od serca doradzi mi co mam zrobić, by moja dziewczyna czuła, że ma przy sobie kogoś z kim mogłaby iść na koniec świata i nie oglądać się za siebie. Z góry dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy mam dalej walczyć o męża?

Mam na imię Agata, mam 28 lat i wykształcenie wyższe. Jestem mężatką od 2 lat, a wcześniej przed ślubem mieszkaliśmy ze sobą 2 lata. Nie mamy jeszcze dzieci i póki co się o nie nie staraliśmy. Mąż 4 miesiące temu...

Mam na imię Agata, mam 28 lat i wykształcenie wyższe. Jestem mężatką od 2 lat, a wcześniej przed ślubem mieszkaliśmy ze sobą 2 lata. Nie mamy jeszcze dzieci i póki co się o nie nie staraliśmy. Mąż 4 miesiące temu powiedział mi, że chce rozwodu. Stwierdził, że to wszystko moja wina, przez "zakazy, nakazy i czepianie się, strojenie fochów" co mnie bardzo zraniło, ponieważ na 5 dni w tygodniu jestem poza domem (służę w Wojsku Polskim) i praktycznie widzimy się tylko w weekendy, więc jak to możliwe. Mąż ma dużo swobody, nigdy nie zabraniałam mu spotykania się z kolegami, realizowania własnych pasji a do tego pracuje do późnych godzin wieczornych. Wiem, że czasem okazywałam mu swoje niezadowolenie ale to dlatego, że tak bardzo chciałam z nim być jak przyjeżdżałam do domu. Od 4 miesięcy jest strasznie mimo, że tak bardzo się staram być dla niego miła, czuła itp. Jak jestem w miejscowości, w której pracuję to dzwoni do mnie, rozmawia ze mną normalnie jak kiedyś, a gdy przyjeżdżam do domu jest "awaria". Cały czas słyszę od niego, że chce rozwodu, że już mi nie wierzy, nie ufa i że ja nigdy się nie zmienię. Jest przy tym bardzo przykry, rani mnie słownie do granic możliwości a ja to znoszę. Jeszcze się nie wyprowadził ale w końcu to zrobi bo remontuje mieszkanie po babci. Jestem już tą sytuacją bardzo zmęczona bo ciągle walczę o nas a nie ma żadnych rezultatów, ciągle go kocham i nie chcę końca naszego związku. Dodam, że nie mamy żadnych problemów finansowych i oboje dobrze zarabiamy. Czy jest sens dalej o to walczyć? Co mam robić?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Płaczliwość - jak poradzić sobie z zachowaniem męża?

Mój mąż ciągle się nad sobą użala. Ja jestem osobą wrażliwą i czasem zdarza mi się płakać z bardzo błahych powodów, a on często obsypuje mnie smsami, że jest mu źle, jest głodny, nic sobie do pracy nie wziął, nie...

Mój mąż ciągle się nad sobą użala. Ja jestem osobą wrażliwą i czasem zdarza mi się płakać z bardzo błahych powodów, a on często obsypuje mnie smsami, że jest mu źle, jest głodny, nic sobie do pracy nie wziął, nie ma pieniędzy itp. Ja to wszystko biorę do siebie. On wie, że jestem bardzo wrażliwa (pewnie problem leży również po mojej stronie, ale nie potrfię go nazwać). Mąż wstaje w ostatniej chwili przed pracą, po czym mówi, że nie zdążył nic zrobić. Ja nie potrafię się bronić przed takimi atakami. W zamian za to płaczę i krzyczę, że to nie moja wina i że to ja potrzebuję opieki a nie on. Kiedy ma wolne, siedzi ciągle w pokoju albo przed komputerem albo leży i nic nie robi. Kiedy ja mówię, on się nie odzywa, ale widzę, że nie dociera to, co mówię. Jeśli już odpowiada to mówi "ty też"; "tobie też"; "oj daj mi spokój". Kiedy wraca z pracy od razu włącza komputer (przy czym nie robi nic ważnego), a ze mną się nawet nie przywita. Czuję się odtrącona. Mam wrażenie, że musi mi się coś stać, żeby zwrócił na mnie uwagę. Jesteśmy dopiero rok po ślubie, a on już nie ma o czym ze mną rozmawiać. Czasem wydaje mi się, że byłam bardzo zaślepiona i mogłam ze ślubem poczekać. Nie wiem co robić. Kocham go, ale prędzej czy później nie wytrzymam. Nie chcę zrobić jakiegoś głupstwa. Moja rodzina zauważyła, że przestałam się uśmiechać, że często płaczę. Czuję, że nie jestem teraz szczęśliwa. Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Ciągłe kłótnie z żoną - czy powinienem się rozwieść?

Codziennie kłócę się z żoną. Mamy dwójkę małych dzieci. Kocham je bardzo, ale nie wiem, czy kocham żonę. Czasami myślę, że tak, ale tak samo często myślę, że mnie po prostu wykańcza nerwowo. Jestem, tzw. DDA, ona jest osobą z...

Codziennie kłócę się z żoną. Mamy dwójkę małych dzieci. Kocham je bardzo, ale nie wiem, czy kocham żonę. Czasami myślę, że tak, ale tak samo często myślę, że mnie po prostu wykańcza nerwowo. Jestem, tzw. DDA, ona jest osobą z nerwicą, kiedyś leczyła się na depresję. Nie wiem, czy lepiej się rozwieść (dla mnie, dzieci, żony), czy ciągnąć sytuację. Ostatnio chodziliśmy na terapię małżeńską. Ona chodziła na terapię indywidualną, ale wydaje się, że nie ma efektów. Mam wrażenie, że co nie zrobię, będzie na pewno źle. Żona często jest agresywna wobec mnie, nawet ostatnio podczas kłótni prawie wybiła mi oko. Mówi, że powinienem sam pójść na terapię jako DDA, ale ponieważ tego jeszcze nie zrobiłem, to przez to nasz związek cierpi. Strasznie się z tym męczę. Dodatkowo utrudnia mi sprawę fakt, że jestem głęboko wierzącym katolikiem (mamy ślub kościelny) oraz bardzo kocham dzieci. Sam wychowywałem się bez ojca, więc chcę tego zaoszczędzić dzieciom, ale nie wiem, czy to tak naprawdę jest dla nich dobre.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak odbudować szczerość i zaufanie w związku?

Trzy lata temu poznałam chłopaka. Po pół roku zostaliśmy parą. Wcześniej miał dziewczynę, z którą się rozstał. Na początku nie dawała mu spokoju, zadręczała esemesami. On odpisywał, mówiąc mi, że ma dość tej sytuacji. Przestał to robić. Ale ona nie...

Trzy lata temu poznałam chłopaka. Po pół roku zostaliśmy parą. Wcześniej miał dziewczynę, z którą się rozstał. Na początku nie dawała mu spokoju, zadręczała esemesami. On odpisywał, mówiąc mi, że ma dość tej sytuacji. Przestał to robić. Ale ona nie dawała mu spokoju. Zażądała od niego pieniędzy, które straciła, będąc z nim 5 lat w związku. W międzyczasie wymyśliła, że jest śmiertelnie chora. Zapłacił jej część pieniędzy, lecz za pół roku upomniała się o pozostałą część. Podobno mu groziła, że pojedzie do Jego rodziców, przyjdzie do pracy i zrobi mu awanturę. Zapłacił resztę. I do września tego roku utrzymywał, że dała spokój, nie pisze, nie dzwoni.

We wrześniu przejrzałam jego telefon, w połączeniach był numer - który podejrzewałam, że może być jej. Zapytałam go czy się odzywała - powiedział, że nie. Stwierdziłam, że musiało mi się coś przewidzieć. Po tygodniu sprawdziłam znowu, były esemesy - bardzo miłe, co słychać i w ogóle. Zadzwoniłam pod ten numer, by się upewnić czy to ona - ona. Przytoczyłam mu treść ich esemesów. Przyznał się, że trwa to od 2 tygodni. (W ciągu tego roku zmienił numer telefonu - i ona pisała na ten nowy numer). Ona zaczęła go męczyć esemesami co słychać, a on dla świętego spokoju odpisywał, bo chciał mi zrobić na złość, bo podejrzewał mnie o zdradę. Miał się za chwilę do wszystkiego przyznać i powiedzieć prawdę. Czy rozmawiali przez telefon? Tylko raz - na początku. I choć zauważyłam, że był jej numer w połączeniach wybranych dzień wcześniej - uwierzyłam mu (bo może przypadkiem się tam znalazł).

Po 2 tyg. sprawdzam telefon - wszystko usunięte, nawet nie wiem jak, ale znalazłam historię połączeń i esemesów. A tam wszystkie połączenia wykonane od miesiąca i treść ich rozmów esemesowych. Nie tylko odpisywał, ale aktywnie interesował się co słychać u niej. Pisał czy może zadzwonić, i dzwonił. Rozmawiali po kilka minut dziennie, po kilka esemesów dziennie do siebie wysyłali. Rozmowa, mówię mu, że przeglądałam jego telefon i znalazłam wszystko i znam prawdę jak to było. On na początku z uśmiechem na twarzy mówi, że niemożliwe. Nawet daje mi telefon, bo myśli, że oszukuję go. A ja mu pokazuję historię i czytam esemesy. Już nie jest zadowolony, nie chce, bym mu czytała. Mówi, że już wszystko wiem, on się bał mi przyznać, nic do niej nie czuje, ona się nie liczy, liczę się tylko ja. Nie wie czemu to robił, trochę ze złości na mnie, trochę z innych powodów. No dobra, wybaczam, może rzeczywiście się bał, że go zostawię. A przy okazji złość na mnie jak ja mogłam mu tel. przejrzeć.

2 tyg temu pożycza mi samochód. A ja nie potrafię się oprzeć, by nie przeszukać go. W bagażniku znajduję rachunek telefoniczny z wyciągiem połączeń. Grudzień/styczeń ubiegłego roku. Te miesiące kiedy to miał być spokój, kiedy to miała się już nie odzywać. Połączenia, esemesy, rozmowy 40-minutowe, kilka esemesów dziennie. Mówię mu o tym. Znowu, jak ja mogłam mu przeglądać rzeczy. Wyprowadził się, choć to ja miałam zamiar to zrobić. Dzwonił, pisał, że kocha, że tylko ja i w ogóle. Po kilku dniach rozmowa. Wyjaśnienia. Ona mu wtedy nie dała spokoju, chciała więcej pieniędzy, straszyła, a że jego rodzice to starsi ludzie, nie mógł pozwolić, by zrobiła im krzywdę. No i niby pisał, prosił, przekonywał. Jakiś czas miał spokoju, no i odezwała się w sierpniu i on postanowił się jak najwięcej o niej dowiedzieć, by móc odpłacić jej się tym samym, stąd te esemesy i rozmowy. Za pierwszym razem uwierzyłam, choć nie do końca, za drugim też, choć nie do końca, po trzecim nie wiem co myśleć. A dlaczego? Bo kilka pytań nasuwa mi się do głowy. 1. Po co daje się osobie, która grozi, swój nowy numer telefonu? 2. Po co mówi się takiej osobie gdzie się pracuje? 3. Czemu się pisze w esemesach, że jest między nami kiepsko, pisze się co się robi itp? 4. Nie pisze się pożegnalnego esemesa w stylu: Jestem na siebie zły za całą tę sytuację.

Ja mam taki mętlik w głowie, że nie wiem już co myśleć. Prawdopodobieństwo, że mnie oszukał kolejny raz jest bardzo duże, ale zawsze jest szansa, że powiedział prawdę. Gdy go pytam o rzeczy, które mi się wydają niespójne, to złości się, że znowu go pytam, czy ja nigdy nie skończę. A nie pytam go często. To było pierwszy raz od czasu, gdy to wyjaśniał mi. Ja nie wiem co robić. Nie mogę się poradzić bliskich, bo nie powinno się o problemach tak poważnych rozmawiać z osobami z zewnątrz, z tymi, które nas znają. Dlatego proszę o pomoc, co ja powinnam zrobić. Tak naprawdę to nie wierzę, że skończyły się te ich telefony. Korzysta teraz tylko i wyłącznie z telefonu służbowego, tam nie ma historii, więc jak skasuje, to raz na zawsze. W pracy ma jeszcze stacjonarny, więc jak chce ukryć, to zrobi to.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak pozbyć się zazdrości o przeszłość partnera?

Jestem ze swoją dziewczyną od niedługiego czasu. Bardzo się kochamy, świetnie dogadujemy i wzajemnie czujemy, że to właśnie ta osoba. Problem zaczął się pojawiać, gdy podczas rozmowy spytałem czy miała kiedyś kogoś. Okazało się, że była w czterech ok. rocznych...

Jestem ze swoją dziewczyną od niedługiego czasu. Bardzo się kochamy, świetnie dogadujemy i wzajemnie czujemy, że to właśnie ta osoba. Problem zaczął się pojawiać, gdy podczas rozmowy spytałem czy miała kiedyś kogoś. Okazało się, że była w czterech ok. rocznych związkach, co dla mnie jest dość dużą liczbą i doznałem lekkiego szoku, gdyż byłem przekonany, że nikogo przede mną nie było, a już na pewno nie tylu. Ja przed nią byłem w związku z jedną dziewczyną, po którym do teraz nie miałem nikogo przez trzy lata. Nie szukałem nikogo, nie utrzymywałem żadnego kontaktu z kobietami (poza szkołą, pracą), planowałem kawalerstwo do końca życia, do czasu aż poznałem ją. Fakt, że miała przede mną kogoś stał się dla mnie problemem. Zdaję sobie sprawę i doskonale rozumiem, że każdy ma swoją przeszłość, w której dążył do szczęścia, mimo tego w różnych momentach nachodzą mnie myśli, że kogoś kochała przede mną, ktoś ją dotykał, spędzał z nią czas, co natychmiastowo zmienia mi humor o 180 stopni, odrzuca mnie to, czuję się zdegustowany. Nie potrafię ukrywać emocji i od razu to po mnie widać, co wyłapuje moja dziewczyna i atmosfera skutecznie się psuje, co jeszcze bardziej mnie dołuje, gdyż chcę dla niej jak najlepiej, a przeze mnie roni łzy.

Wielokrotnie o tym rozmawialiśmy, zapewnia mnie, że nie spotkała nikogo takiego jak ja, że jestem dla niej najważniejszy i gdyby mogła, to zmieniłaby przeszłość (żałuje swoich poprzednich związków). Złe myśli przychodzą mi do głowy w przeróżnych chwilach, od zwykłego pójścia na lody (była z czterema, to pewne, że z którymś robiła to samo), przez planowanie sylwestra (również coś na nim z byłymi robiła), na seksie skończywszy. W takich momentach w mojej głowie pojawia się ona, a na moim miejscu jakiś obcy facet. Przykładowo pewnego dnia podczas rozmowy zaproponowała mi spanie u niej w domu, gdy będziemy ze sobą dłużej i gdy poznam bliżej jej rodziców, ucieszyłem się. Potem naszła mnie myśl, że pewnie jeden z jej byłych również spał u niej, spytałem ją o to - potwierdziła moje podejrzenie. Standardowo zrzedła mi mina, humor zniknął i na dzień dzisiejszy nie mógłbym się przełamać, żeby zostać u niej na noc, mimo że w głębi duszy chciałbym. Staram się unikać tych myśli, tłumić je, ignorować - z różnym skutkiem, na pewno teraz o wiele lepiej mi to wychodzi niż z początku. Razem stwierdziliśmy, że nie chcemy, żeby tak dłużej było, bo jest to dla nas dwojga bardzo bolesne i męczące (dla mnie zawłaszcza to, że nie chcę tak myśleć, a nie mogę przestać). Załamuję już ręce, nie wiem jak sobie poradzić z tym problemem, chcę się go całkowicie pozbyć i dać mojej dziewczynie 100% szczęścia. Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Joanna Gładczak
Lek. Joanna Gładczak
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak mam porozmawiać z mężem, aby wziął się do pracy?

Mam 34 lata, jestem w związku małżeńskim 9 lat, mam 2 dzieci. Mąż ma 39 lat, od 2 lat nie pracuje, nie ma żadnego dochodu i co najgorsze wcale do pracy nie zamierza iść. Wcześniej pracował dorywczo, ale od momentu...

Mam 34 lata, jestem w związku małżeńskim 9 lat, mam 2 dzieci. Mąż ma 39 lat, od 2 lat nie pracuje, nie ma żadnego dochodu i co najgorsze wcale do pracy nie zamierza iść. Wcześniej pracował dorywczo, ale od momentu kiedy otworzyłam działalność, zrezygnował z pracy (pracował 2,5 roku w delegacjach i nawet dobrze zarabiał). Otworzyłam działalność z 1 tys. zł w portfelu, nawet przez myśl mu nie przeszło z czego będziemy żyć. Początkowo szło bardzo źle, było mało zleceń, zapożyczyłam się u rodziny, aby nie umrzeć z głodu, do tej pory mam długi. Średnio zarabiam 1- 2,5 tys.zł/ m-c, choć są i takie miesiące, że nie mam nic po opłaceniu ZUS-u. Mamy kredyt mieszkaniowy, na wszystkie opłaty, utrzymanie domu zarabiam ja. Mąż się nie przejmuje niczym,leży całe dnie przed telewizorem,udaje, że szuka pracy. Dom jest zaniedbany, bo ja nie mam czasu sprzątać, a bardzo lubię porządek. W weekend sprzątam całą noc, aby jakoś wyglądał. Mam jeszcze działkę, na której uprawiam warzywa i mały sad, aby zaoszczędzić. Wstaję codziennie o 4.00, z pracy wracam 21-22.00. Nie mam siły, ledwo żyję, nie wiem jak długo wytrzymam tą harówkę, robię to tylko dla dzieci. Mam dosyć utrzymywania tego darmozjada, kiedy on przewala się na drugi bok ja siedzę jeszcze w pracy. Pomimo jego zapewnień, że chce iść do pracy nic się w tym kierunku nie zmienia od 2 lat. Cały czas słyszę, że przesadzam, żeby jeszcze coś zrobił w domu, ale on zawsze ma czas i ciągle słyszę "jutro". Nie wiem co mam dalej zrobić, jestem zmęczona fizycznie i psychicznie, zdarza mi się zasypiać na krześle albo przed komputerem nad niedokończoną praca. Moje życie to ciągły pęd, bieg, strach, że co będzie jak mi się nie uda, jak mi nie zapłacą w terminie za usługę, z czego zapłacę rachunki, czy będę miała na jedzenie dla dzieci, czy mi nie odetną prądu? Dużo pytań bez odpowiedzi. Ciągła szamotanina i walka o lepsze jutro. Wiem, że nie mogę zawieść. Mam ochotę zakończyć, to moje bezsensowne życie, ale nie mogę, nie mogę zostawić dzieci. One są sensem mojego życia. Do męża czuję jedynie żal i wielkie rozczarowanie. Wychodziłam za mąż z nadzieją, że we dwoje zbudujemy dom i razem będziemy dokładać do jednego garnka. Czuję do niego wstręt, marzę aby mnie zostawił i żebym nigdy nie oglądała jego gęby i nie słyszała jego szyderczego śmiechu. Wiem, że na niego nie mogę liczyć. Muszę liczyć sama na siebie. Co mam zrobić? Jak dalej żyć?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Patronaty