Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 7 , 0 6 2

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Nerwica: Pytania do specjalistów

Natrętne myśli i lęk przed skrzywdzeniem innych

Mój problem polega na obsesyjnych myślach. Boję się, że przestanę kontrolować swoje zachowanie i zrobię komuś krzywdę. Najczęściej dotyczy to moich bliskich, np. rodziców. Zdaję sobie sprawę, że muszę skontaktować się z lekarzem, ale czy mogłabym sama jakoś je kontrolować?...

Mój problem polega na obsesyjnych myślach. Boję się, że przestanę kontrolować swoje zachowanie i zrobię komuś krzywdę. Najczęściej dotyczy to moich bliskich, np. rodziców. Zdaję sobie sprawę, że muszę skontaktować się z lekarzem, ale czy mogłabym sama jakoś je kontrolować? Już nie daję rady, boję się że komuś coś zrobię. Najbardziej boję się widoku noży. Całymi dniami płaczę. Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Neuroza i lęki

Dzień dobry. Mam pytanie dotyczące neurozy. Od pewnego czasu mam okropne lęki o to, że nagle mogę stać się inną osobą. Chodzi tu o umysł i wszystko co jest z nim związane. Nawet gdy sobie uświadamiam, że przecież jest to... Dzień dobry. Mam pytanie dotyczące neurozy. Od pewnego czasu mam okropne lęki o to, że nagle mogę stać się inną osobą. Chodzi tu o umysł i wszystko co jest z nim związane. Nawet gdy sobie uświadamiam, że przecież jest to nie możliwe to, zdaje mi się, że już stałam się jakąś inną osobą (chodzi tu o konkretne osoby, które znam). Wiem, że to jest bardzo skomplikowane, ale myślę, że ktoś mnie zrozumie. Zaczęło robić się to uciążliwe, ponieważ przez to powtarzam czynności tylko po to, żeby robiąc jakąś czynność myśleć np. o mojej mamie, żeby w razie czego być nią. Albo też wymyśliłam sobie coś takiego, że mogę wciągać nosem (chodzi tu o to jak np. wciąga się jak ma katar) jakieś osoby, gdy będę w trakcie tej czynności myśleć o nich, głównie myślałam o mamie. Stało się to uciążliwe dla mnie i dla mojej rodziny. Proszę o jakieś wytłumaczenie lub naprowadzenie mnie na jakąś drogę, jak mogę sobie z tym poradzić. Czytałam trochę i doszłam do wniosku, że to może być neuroza. Czy moje objawy są zgodne z tymi, jakie daje właśnie neuroza? Jak wygląda leczenie neurozy? Przede wszystkim jednak chciałabym się dowiedzieć, jaka jest przyczyna mojego stanu i co powinnam w tej sytuacji zrobić.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Ciągłe myśli o chorobach

Ciągle myślę o oddychaniu i o chorobach. Nie ma po prostu minuty, żebym nie myślał. Jak zaraz zapomnę, to już sobie przypominam. Nie wiem, co robić, jak to wyleczyć?
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy mogę na własną rękę odstawić lek na nerwicę?

Witam! Potrzebuję porady lekarskiej w sprawie odstawienia leków z grupy SSRI (konkretnie Mozarin 10 mg), które przyjmuję od dziewięciu miesięcy, w związku z nerwicą lękową z agorafobią. Jak długo powinna trwać terapia tym lekiem (mój lekarz psychiatra określił ten czas...

Witam! Potrzebuję porady lekarskiej w sprawie odstawienia leków z grupy SSRI (konkretnie Mozarin 10 mg), które przyjmuję od dziewięciu miesięcy, w związku z nerwicą lękową z agorafobią. Jak długo powinna trwać terapia tym lekiem (mój lekarz psychiatra określił ten czas jako do roku) i w jaki sposób odstawić lek, by uniknąć objawów odstawiennych? Moje samopoczucie znacznie poprawiło się, od dłuższego czasu nie odczuwam już przykrych dolegliwości (drżenie rąk, kołatanie serca, zawroty głowy, ataki paniki). Czy mogę zacząć odstawiać lek? Dodam, że czuję się znacznie lepiej od około 5-6 miesięcy, dlatego myślę o zakończeniu terapii. Bardzo proszę o poradę w tej sprawie, ponieważ wiem, że leki z tej grupy należy odstawiać stopniowo, zmniejszając dawkę (ale o ile i przez jaki czas). Pozdrawiam serdecznie! (29 lat)

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

Grudki w okolicy ślinianek

Witam, od pewnego czasu nurtują mnie, wręcz spędzają mi sen z powiek i niszczą radość życia pewne problemy. Wszystko zaczęło się we wrześniu, kiedy miałem dużo stresu. Wtedy zdarzyło mi się wypalić trochę więcej papierosów niż dotychczas miałem w zwyczaju,...

Witam, od pewnego czasu nurtują mnie, wręcz spędzają mi sen z powiek i niszczą radość życia pewne problemy. Wszystko zaczęło się we wrześniu, kiedy miałem dużo stresu. Wtedy zdarzyło mi się wypalić trochę więcej papierosów niż dotychczas miałem w zwyczaju, bo kilka do kilkunastu papierosów dziennie (paliłem mniej niż paczkę miesięcznie, czasem jeszcze mniej). Po tym paleniu miałem zmienione czucie w jamie ustnej, tak jakbym miał jakiś piasek w ustach, w okolicach ślinianek. Nie bolało, tylko był dyskomfort. To ustąpiło po kilku dniach, jak odstawiłem palenie, jednak zrobiła mi się mała grudka, tak jakby jedno z tych ziarenek piasku urosło. Od tamtego czasu nie palę wcale, ale ciągle mam taką jakby maleńką gulkę, na śliniance na dole pod językiem, nie widzę tego w lustrze, tylko wyczuwam językiem.

Teraz, po ponad trzech miesiącach nic się nie zmieniło, tylko druga jeszcze mniejsza kuleczka jak główka szpilki się pojawiła. Ta grudka mnie nie boli, jedynie językiem i ledwie palcem to wyczuwam, to nie ma koloru innego niż jama ustna. Byłem miesiąc temu u dentysty, ale ona nic nie zauważyła, nawet na pantomogramie, więc skierowała mnie do chirurga szczękowego, który stwierdził, że żadnej patologii u mnie nie widzi, ale jakoś mnie potraktował taśmowo i szybko mnie zbadał. Ale nie widział pantomogramu, bo był na CD, a w gabinecie nie było możliwości, żeby obejrzeć na komputerze. Teraz mam iść na wizytę kontrolną, ale boję się, co lekarz powie. Dodam, że lekarz pierwszego kontaktu też mnie oglądał i nic nie zauważył, również skierował do chirurga szczękowego.

Czytałem o różnych zmianach wywołanych papierosami i pierwsze co wyskoczyło w google to był rak jamy ustnej, więc od tamtej pory mam taką nerwicę, że sam siebie nie poznaję. Tym bardziej mnie to wszystko przeraża, że ta kulka nie znika. Mam nadzieję, że to po prostu zapchane ujście gruczołu ślinowego albo inna błahostka. Teraz staram się raczej odnaleźć dobrego psychiatrę, który by mi pomógł z nerwicą lękową. Dodam, że często miewam pesymistyczne natrętne myśli, np. że mi palce coś przygniecie (jestem muzykiem) albo, że samochód mnie potrąci na ulicy. Chyba moja nerwica jest już zaawansowana, ale wolę mieć nerwicę, niż raka. Proszę o wyrozumiałość, byłem bardzo szczery w tym, co pisałem. Proszę o odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

Czy to choroba neurologiczna?

Witam! Mam 40 lat, jestem nauczycielem akademickim. Od wielu lat, a właściwie od dzieciństwa leczę się na zaburzenia nerwicowe. Ich obraz jest bardzo zróżnicowany, choć zawsze dominuje w nich lęk. Będąc studentem, utkwił mi w pamięci obraz kobiety umierającej na...

Witam! Mam 40 lat, jestem nauczycielem akademickim. Od wielu lat, a właściwie od dzieciństwa leczę się na zaburzenia nerwicowe. Ich obraz jest bardzo zróżnicowany, choć zawsze dominuje w nich lęk. Będąc studentem, utkwił mi w pamięci obraz kobiety umierającej na stwardnienie zanikowe boczne. Od dobrych kilku lat każdy objaw neurologiczny traktuję jak symptom tej choroby. Niestety tak wyszło, że realizuję zajęcia z neurologii na studiach pielęgniarskich, no i coraz częściej obserwuję u siebie objawy różnych chorób neurologicznych, a zwłaszcza stwardnienia zanikowego bocznego. Początkowo były to drętwienia różnych części ciała - wyk. MRI i CT głowy - bz (było to dobrych kilka lat temu), potem ocena pod katem p/ciał kardiolipidowych - ujemy.

Kolejny epizod zaburzeń - kilka lat temu (zwykle kilku 2-3 miesięczny) połączony był głównie z skurczami różnych grup mięśniowych - bez diagnostyki, ustąpił samoistnie. Podobny około rok temu, po bardzo dla mnie traumatyzującym zdarzeniu - uśpieniu kota (może to brzmi śmiesznie, ale ja tak niestety pewne rzeczy przeżywam) były bardziej nasilone: nasilone skurcze mięśni, osłabienie nóg, uczucie dziwnego drżenia w nogach zwłaszcza po przebudzeniu się i dziwna potrzeba ich rozciągania - kilkakrotne rozciąganie mięśni nóg niweluje uczucie w nich drżenia - wizyta u jednego z neurologów (kolegi) - propozycja skierowania do innego neurologa i wstępna diagnoza- podejrzenie tła psychogennego, wizyta u drugiego lekarza neurologa - z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem, szczegółowe badanie neurologiczne - bez zaburzeń i patologii, jedynie podejrzenie cieśni nadgarstka, lekarka zasugerowała zrobienie dodatkowo TSH, CK- powiedziała, że skoro objawy są od ok. 3 miesięcy, a w badaniu nie zauważyła nic nieprawidłowego, to gdyby doszło do uszkodzenia układu nerwowego - najbardziej czułym badaniem jest właśnie CK (kinaza kreatynowa) - wynik oczywiście okazał się jak najbardziej prawidłowy. Po tym oczywiście moje samopoczucie uległo zdecydowanej poprawie, a objawy zniknęły na dobrych 8-9 miesięcy.

Od dwóch tygodni mam zajęcia na oddziale neurologii, ponadto ponad tydzień temu zmarła dość bliska osoba (nikt z rodziny, ale jednak). Objawy pojawiły się dość szybko, takie jak ostatnio - z tym, że nie mam już takich silnych skurczów mięśni, natomiast pojawiło się uczucie pieczenia, czy nawet palenia różnych okolic skóry, stóp, podudzi, itd. i bardzo duże zmęczenie odczuwane w nogach, uczucie drżenia wewnątrz (głównie w nogach), płaczliwość, poczucie beznadziei, zmniejszony apetyt, brak chęci robienia czegokolwiek. Za dwa tygodnie kolejne zajęcia na neurologii, a ja mam poczucie nieuleczalnej choroby neurologicznej. Kiedyś brałam leki: antydepresanty i anksjolityki. Od ok. 3 lat kupuję w aptece bez recepty ziołowe leki uspokajające, efekt marny. Mam ponadto silną fobię społeczną. Proszę o komentarz i wskazówki co do dalszego postępowania i drążenia diagnozy neurologicznej? Czy rzeczywiście nerwica może dawać aż takie objawy? Dziękuję i pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski

Napady lękowe i chorobliwa zazdrość

Witam! Mój problem pojawił się około 2 miesięcy temu. Miałem napady lękowe, czyli strach że mogę umrzeć, ogromny ból brzucha od stresu. Takich dni było około 5. Sam sobie zdiagnozowałem depresję i udałem się do psychiatry, który stwierdził nerwicę...

Witam! Mój problem pojawił się około 2 miesięcy temu. Miałem napady lękowe, czyli strach że mogę umrzeć, ogromny ból brzucha od stresu. Takich dni było około 5. Sam sobie zdiagnozowałem depresję i udałem się do psychiatry, który stwierdził nerwicę lękową z elementami depresyjnymi. Przepisał mi antydepresant Elicea. Nie byłem przekonany do tego lekarza, dlatego udałem się do drugiego, który stwierdził to samo, ale bardziej wytłumaczył problem, który zrozumiałem. Dochodzimy w tym wszystkim do sedna sprawy - problem polega na tym, że odczuwam duży stres, brzuch mnie boli, cały czas towarzyszy mi niepokój, strach itp. itd. Mam dziewczynę, z którą jestem od 7 miesięcy i teraz mój problem z nią jest taki, że przed chorobą cały czas myślałem, czy ona mnie kocha, czy się nie przejadę, że na pewno mnie zdradzi itp. i to była chorobliwa zazdrość. A równo z chorobą przyszła myśl, że może już ją nie kocham, bo nie odczuwam takiego szczęścia jak wcześniej, że irytują mnie niektóre jej zachowania...

Przez tę myśl nie mogę za bardzo funkcjonować, gdy czymś się zajmuję sam lub z nią to znika i wszystko jest w porządku, może nie w 100 %, ale przynajmniej w 90 %. Tak samo jest po alkoholu, że nie zastanawiam się nad tym, bo to wiem. Czy może to być przez chorobę? Czy się odkochałem? Proszę o odpowiedź na to. Wiem i rozumiem, że ciężko to stwierdzić, ale proszę abyście spróbowali mnie naprowadzić. Leki biorę od 3 tygodni. Lekarz powiedział, że jeżeli odczuwałem dni lepsze, szczęśliwe, to znak, że lek zaczyna działać, więc staram się nie tracić wiary. Dodam, że w dobre dni między mną a nią jest lepiej. W te gorsze masakra, cały czas mam tę myśl i ona nie daje mi spokoju...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Ataki duszności i złe samopoczucie

Witam! Zacznę od początku. W październiku (2011r.) wszystko się zaczęło. Miałam tak jakby atak duszności, ścisku w gardle i czułam, że mdleję. Lekarz z pogotowia stwierdził, że mam się mniej denerwować, dostałam zastrzyk na uspokojenie i przeszło. Drugi atak miałam...

Witam! Zacznę od początku. W październiku (2011r.) wszystko się zaczęło. Miałam tak jakby atak duszności, ścisku w gardle i czułam, że mdleję. Lekarz z pogotowia stwierdził, że mam się mniej denerwować, dostałam zastrzyk na uspokojenie i przeszło. Drugi atak miałam w listopadzie w pracy (coś strasznego). Lekarz na pogotowiu przepisał mi Hydroxyzinum 10 mg, ale te tabletki bardziej mnie przygnębiają jak uspokajają :(. Trzeci atak najgorszy był 24 grudnia 2011r. Po świętach poszłam z tym do lekarza rodzinnego i dostałam skierowanie na badania (morfologia, jonogram oraz badanie tarczycy), które okazały się okej. Codziennie od tego dnia bardzo źle się czuję, boli mnie głowa (z tyłu albo na skroniach), a od tego oczy, strasznie pocą mi się stopy i dłonie. Już nie wiem, co ja mam ze sobą zrobić :(. Boję się, że umrę mimo tego, że mam dopiero 21 lat i 3-letnią córeczkę :(. Co ja mam robić pomocy. Dzisiaj zauważyłam na języku żółtozłoty nalot. Strasznie się boję. Już nie pamiętam, jak to jest się dobrze pośmiać i pobawić, bo ciągle czuję się źle.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Joanna Gładczak
Lek. Joanna Gładczak

Nerwica lękowo-depresyjna i jedzenie kompulsywne

Witam! Jestem 21-letnią kobietą. Od lat zmagam się z moją głową. Jakiś czas temu zdiagnozowano u mnie nerwicę lękowo-depresyjną. Cierpię także na kompulsywne napady objadania się. Dostałam Seronil, było nieźle. Poprawę zauważałam, jednak wystąpiła u mnie plamica. Dosłownie całe ciało...

Witam! Jestem 21-letnią kobietą. Od lat zmagam się z moją głową. Jakiś czas temu zdiagnozowano u mnie nerwicę lękowo-depresyjną. Cierpię także na kompulsywne napady objadania się. Dostałam Seronil, było nieźle. Poprawę zauważałam, jednak wystąpiła u mnie plamica. Dosłownie całe ciało miałam w siniakach i wystarczyło mnie dotknąć, by taki powstał. Mój psychiatra powiedział, że muszę odstawić lek. I było bez niego całkiem nieźle, przez ok. 4 miesiące. Teraz znów mam problemy. Naprzemiennie stany głębokiego lęku, depresji czy świetnego samopoczucia. Znów zaczęłam nadużywać alkoholu, myślę o piciu w kategorii: nawalić się, by nie myśleć za dużo. Mam kołatanie serca, wieczny niepokój. Boję się, że jeszcze mam manię, bo mam coś takiego jakiś irracjonalny powód, np. miałam iść na spotkanie ze znajomymi, ale stwierdziłam, że nie mam odpowiednich butów. Dręczyłam się tym przez tak długi okres aż nie kupiłam. Wtedy problem został zażegnany. Przykładów takich mogłabym mnożyć na pęczki. Po prostu lęk, świadomość, że muszę to robić, inaczej nie mogę skupić się na niczym innym.

Zaczęły się też lęki przed ciemnością. Budzę się w środku nocy, spocona i boję się wystawić choćby palec u nogi spod kołdry. Serce wali mi wtedy jakby miało wyskoczyć. I zbieram się tak czasem godzinę w sobie, żeby wstać i zapalić światło. Nie mam już siły. Zamiast się uczyć, ja ciągle się zamartwiam, wszystkiego się boję. A najbardziej tego, że to znów wraca, a ja nie mam siły przechodzić tego po raz drugi. W szczytowej fazie mojej choroby bałam się nawet wejść do restauracji, a gdy już po pół godzinnym zastanowieniu się i przekonaniu samej siebie, że to nic strasznego, wchodziłam ze spuszczoną głową, siadałam w najciemniejszym kącie modląc się, żeby nikt na mnie nie zwrócił uwagi. Dodam, że miałam próbę samobójczą, zjadłam 2 opakowania Ketonalu, co skutkowało tylko dłuższym snem. Nie wiem już co mam ze sobą zrobić, najchętniej chciałabym zniknąć. Nie mam już siły sama ze sobą walczyć.

Pisząc to, odczuwam ciągły niepokój, jakby coś miało się stać. Tracę grunt pod nogami. Wynajmuję pokój, mam miłych współlokatorów, jednak wychodzę z niego wtedy, gdy wiem, że nikogo nie spotkam ograniczając kontakt do minimum. Nie wiem dlaczego, mam nawet problem ze zrobieniem sobie kanapki w ich towarzystwie. Tak jakbym czuła, że wiedzą o moich kompulsjach. Parę słów o tym. Ciągle się czuję gruba. W pewnym okresie bardzo się odchudziłam jedząc 300 kcal dziennie (wiem, że to było zabójcze). Nawet wtedy miałam te dni, kiedy prawie biegłam do sklepu, by kupić wór, dosłownie wór jedzenia. I jadłam, i jadłam aż brzuch mnie nie rozbolał do takiego stopnia, że musiałam się położyć. Gdy trochę mi przeszło, zaczynałam dalej. Czasem kończyło się to tabletką nasenną, czasem wymiotami. Pomocy, co mi jest? Obawiam się, że to coś gorszego niż nerwica lękowo-depresyjna. Zaczynam o sobie myśleć w kategorii chora psychicznie. Wczoraj przepłakałam cały dzień, dziś czuję, że będzie tak samo. Boję się cholernie stracić kontakt z rzeczywistością. Proszę o rady.

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski

Lęk, dezorientacja i wyalienowanie

Witam, moim problemem jest nerwica lękowa. Zmagam się z tą okropną chorobą już 3 lata. Zawsze byłem nerwowy, ale dopiero na studiach nerwica się nasiliła. Zażywałem Xetanor, a teraz leczę się Lenuxinem 10 mg. Lek ten jednak po roku stosowania...

Witam, moim problemem jest nerwica lękowa. Zmagam się z tą okropną chorobą już 3 lata. Zawsze byłem nerwowy, ale dopiero na studiach nerwica się nasiliła. Zażywałem Xetanor, a teraz leczę się Lenuxinem 10 mg. Lek ten jednak po roku stosowania już chyba na mnie nie działa tak jak powinien. Ostatnio częściej odczuwam lęk, dezorientację, czuję się wyalienowany, nie potrafię się skupić na pracy, łatwiej wpadam w panikę. Jest to bardzo uciążliwe, a najgorsze jest to, że boję się żeby mi się nic nie stało (np. problemy z sercem) lub że moja psychika tego nie wytrzyma i zwariuję. Przeraża mnie to, proszę o pomoc lub jakieś rady. Dziękuję!

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski

Głośne przełykanie śliny

Witam! Moim problemem jest głośne przełykanie śliny co kilka sekund, co jest bardzo uciążliwe dla mnie i mojego otoczenia. Zastanawiam się, czy jest to problem o podłożu psychicznym czy fizjologicznym. Moja przypadłość pojawiła się około 2 lat temu. Najpierw zaczęłam...

Witam! Moim problemem jest głośne przełykanie śliny co kilka sekund, co jest bardzo uciążliwe dla mnie i mojego otoczenia. Zastanawiam się, czy jest to problem o podłożu psychicznym czy fizjologicznym. Moja przypadłość pojawiła się około 2 lat temu. Najpierw zaczęłam przełykać ślinę tylko w kościele. Zaraz po wyjściu z mszy zapominałam o tym i nie miałam żadnych problemów. Jednak z czasem zjawisko to zaczęło powtarzać się również w innych miejscach oraz zaczęło być coraz częstsze. Na daną chwilę myślę o tym problemie codziennie i nie potrafię nad tym zapanować. Z moich obserwacji wynika, że jest to zjawisko natury psychicznej, ponieważ inne osoby też zaczynają przełykać ślinę, gdy tylko mi się to zdarzy. Dodam, że gdy jestem czymś zajęta (czytanie ciekawej książki, kolokwia, gra w siatkówkę) problem ustępuje. Gdzie mam się udać, aby pozbyć się tego natręctwa? Psycholog, lekarz czy może połykacz ognia? Pozdrawiam, studentka, lat 23.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nerwica i lęki u DDA

Witam, mam problem i proszę o pomoc. Od ponad pół roku mam problemy. Najpierw czułam się zmęczona, spałam, ale nie czułam się rano wypoczęta. Nie pomagały tabletki typu Body max, które poleciła mi lekarka. Kilka miesięcy temu zaczęłam być smutna,...

Witam, mam problem i proszę o pomoc. Od ponad pół roku mam problemy. Najpierw czułam się zmęczona, spałam, ale nie czułam się rano wypoczęta. Nie pomagały tabletki typu Body max, które poleciła mi lekarka. Kilka miesięcy temu zaczęłam być smutna, przygnębiona, tak jakby radość, emocje nie dochodziły do mnie. Nie odczuwałam ich czasami śmiałam się, ale tak jakby nie naprawdę. Czułam, że coś jest nie tak, do tego zaczęłam być nerwowa, wszystko mnie denerwowało, nawet rozmowa. Lekarka przepisała Pramolan, który też nic nie pomógł. Od niedawna zaczynają mi dokuczać lęki nocne: mianowicie kładę się spać, a za niedługo (ok. pół godziny) wstaję przelęknięta. Boję się sama, nie wiem czego. Wstaję z łóżka, podchodzę do okna, siadam na łóżku i tak siedzę i boję się znów położyć spać. Potrzebuję wtedy, żeby mnie ktoś przytulił, był przy mnie. Po jakimś czasie ok. 20 minutach lęk trochę ustępuje i kładę się znów spać, po czym zasypiam w mgnieniu oka i tak śpię do rana. Tylko doszło do tego, że boję się nocy, że znów ten lęk wróci, bo było już tak kilka razy.

Dodam, że miałam ciężkie dzieciństwo. Do tej pory mieszkam z ojcem, który jest alkoholikiem, robi awantury, straszy że nas cyjankiem posypie i będziemy wolno umierać. Mam 28 lat i prawda jest taka, że nie mogę na niego patrzeć, słuchać. Boję się o swoje życie, o mamę. Kiedy jestem w pracy, żyję nerwami cały dzień. Też niedawno odnowiła mi się moja choroba - tzn. kręgosłup szyjny uciska na nerw, co powoduje duże zawroty głowy i tracenie orientacji... Bardzo proszę o pomoc, co mi tak naprawdę dolega i do jakiego specjalisty się udać o pomoc? Z góry dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Paraliżujący lęk przed zajściem w ciążę

Witam! Piszę ponieważ nie potrafię poradzić sobie z lękiem, który prześladuje mnie już prawie rok, a jest to lęk związany z zajściem w ciążę. Mam 28 lat, jestem kobietą, na tyle wykształconą i inteligentną, że znam sposoby i możliwości...

Witam! Piszę ponieważ nie potrafię poradzić sobie z lękiem, który prześladuje mnie już prawie rok, a jest to lęk związany z zajściem w ciążę. Mam 28 lat, jestem kobietą, na tyle wykształconą i inteligentną, że znam sposoby i możliwości zajścia w ciążę, wiem też jakie metody należy stosować, aby do niej nie doszło, ale u mnie wszystko jest tak skomplikowane i zagmatwane, a lęk tak silny, że wszelkie racjonalne rozumowanie i logiczne tłumaczenie zdaje się na nic. Stosuje tabletki antykoncepcyjne, jestem dziewicą, nie współżyję z partnerem (od 4 lat jestem w związku, mam cudownego partnera, który jest bardzo wyrozumiały, troskliwy i dzielnie znosi moje ciążowe szaleństwo), jedynie uprawiamy petting. Mój partner wie o moim lęku, więc dodatkowo zakłada prezerwatywę. Prawie nigdy nie zdarza się, aby dochodziło między nami do takiego zbliżenia, które można by nazwać bezpośrednim, z reguły jedno z nas pozostaje w bieliźnie, a mimo to ja obawiam się, że może dojść do zapłodnienia. Wiem, że taka ilość zabezpieczeń gwarantuje mi, że nie zajdę w ciążę, ale zawsze po każdym zbliżeniu pojawia się we mnie strach i niepewność.

Moja, jak to nazywam szajba ciążowa, zaczęła się w zeszłym roku w marcu, przechodziłam koło lustra i zobaczyłam, że mam większy niż dotychczas brzuch, pomyślałam sobie, wyglądam jak kobieta w ciąży... i wtedy się zaczęło, w ciągu kilku godzin dostrzegłam u siebie prawie wszystkie wczesne objawy ciąży, łącznie z brązowym paskiem na brzuchu (który z reguły pojawia się ok. 6-7 m-ca). Zrobiłam 3 testy, każdy wyszedł negatywny, byłam u dwóch ginekologów, żeby wykluczyć ciążę, każdy powiedział mi to samo, że nie jestem w ciąży, a mimo to pojechałam na badanie betaHCG z krwi, żeby potwierdzić brak ciąży. Od tamtej pory niestety jest coraz gorzej, bardzo ograniczyłam kontakty fizyczne z partnerem, a jeśli nawet od czasu do czasu zdarzają się zbliżenia między nami, które zazwyczaj wyglądają tak, że najpierw ja pieszczę partnera dłonią, a potem on pieści mnie również dłonią, to ja i tak mam w sobie lęk i niepewność, czy aby nie doszło do zapłodnienia... I zaraz w mojej głowie pojawiają się powody dla których mogło do niego dojść, bo przecież może niedokładnie umył dłonie po tym jak ściągał z penisa prezerwatywę i na palcach została mu odrobina nasienia, bo może ostatnia moja infekcja osłabiła działanie tabletek antykoncepcyjnych, czy aby na pewno dokładnie wytarł dłonie, bo może źle zmył spermę i jakiś plemnik pozostał na palcach i w chwili gdy pieścił moje okolice intymne przedostał się do śluzu. Powody mnożą się same, a ja dostrzegam u siebie kolejne objawy wczesnej ciąży, ból piersi, ból podbrzusza, zacienione okolice intymne i brodawki, brązowy pasek na brzuchu itp. Za każdym razem robię minimum 3 testy ciążowe (oczywiście wszystkie wychodzą ujemne) robię również badania betaHCG z krwi (również nie wykazują ciąży), planowo dostaje okres, a to i tak nie daje mi pewności.

Teraz też jestem w takim stanie lęku i strachu, bo dostrzegłam u siebie na podbrzuszu brązową linię i oczywiście wpadłam w panikę (nie mam żadnych innych wczesnociążowych objawów, niedawno skończył mi się okres, ale już wiem, że jutro rano pojadę na badanie betaHCG z krwi). Ja wiem, że dla kogoś, kto to czyta, to może wydawać się śmieszne i infantylne, niedojrzałe. Myślę, że gdybym usłyszał od obcej osoby taką historię jak opisałam, to pewnie pomyślałabym, że ześwirowała i właśnie dlatego, że zdaję sobie sprawę z irracjonalności moich czynów i myśli, a nie umiem sobie z tym poradzić, proszę o pomoc. Mój lęk potrafi do tego stopnia zawładnąć moją osobą, że nie umiem się na niczym skupić, widząc kobietę w ciąży myślę sobie - może to znak i ja też jestem w ciąży, ostatnio przestałam nawet oglądać TV, bo w każdym filmie czy programie pojawiał się wątek ciąży, poronienia, niechcianej ciąży itp. Naprawdę nie wiem, co ze sobą zrobić, boję się, że zeświruje i wpadnę w jakąś paranoję, o ile już w nią nie wpadłam. Proszę mi pomóc, co ma robić, jak radzić sobie z tym koszmarnym lękiem, który mnie prześladuje? Z góry dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam!

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Magdalena Szymańska
Lek. Magdalena Szymańska

Uporczywy lęk przed śmiercią

Witam! Od 2 lat leczę się na nerwicę lękową, wcześniej brałam leki i chodziłam do psychologa, dziś chodzę tylko na terapię. Przerabiałam już wszystko chyba, objawy somatyczne, leki, za każdym razem psycholog pomagała mi uwierzyć i pozbyć się objawów....

Witam! Od 2 lat leczę się na nerwicę lękową, wcześniej brałam leki i chodziłam do psychologa, dziś chodzę tylko na terapię. Przerabiałam już wszystko chyba, objawy somatyczne, leki, za każdym razem psycholog pomagała mi uwierzyć i pozbyć się objawów. Dziś mimo tego, że wiem jak sobie z nimi radzić, boję się nadal, ale mniej. Mój problem polega na tym, że teraz włączył mi się lęk przed śmiercią. Myśli ciągle krążą wokół tego, nie ma godziny bez tej myśli. Budzę się - to samo, po co coś robić, skoro trzeba umrzeć. Przedstawiłam swój problem mojej psycholog, ale mam konkretne pytanie, czy chodząc dalej na terapię zniknie to i będę mogła znów normalnie cieszyć się życiem? Czy z pomocą psychologa da się tego pozbyć, czy już zawsze tak będzie?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

Zobojętnienie i myśli samobójcze

Mam 18 lat. Od wielu, wielu lat zauważyłem, że mogę mieć nerwicę natręctw, bo kiedyś męczyły mnie różne obsesje, np. częste mycie rąk, niedotykanie klamek, ale od pewnego czasu moje zachowanie się zmieniło i chyba dalej się zmienia. Mam 18...

Mam 18 lat. Od wielu, wielu lat zauważyłem, że mogę mieć nerwicę natręctw, bo kiedyś męczyły mnie różne obsesje, np. częste mycie rąk, niedotykanie klamek, ale od pewnego czasu moje zachowanie się zmieniło i chyba dalej się zmienia. Mam 18 lat. Kiedyś dobrze się uczyłem, miałem wielu znajomych itp. Ale ostatnio, dokładnie nie wiem kiedy, coś się zmieniło, wszystko. Teraz jestem taki obojętny na wszystko. Nie potrafię spontanicznie ani w żaden inny sposób pokazywać emocji. Odczuwam strach i ból, ale bardzo słabo. Nawet nie czuję miłości do moich rodziców. Często miewam takie obrazy w myśli, że kogoś brutalnie zabijam nożem, tak jak w niektórych moich snach miałem. Czasem coś tam szepnę do siebie, zaśmieję się z tego. Czasem słyszę piski w uchu albo taki dziwny klekoto-szum, który często nie daje mi spać. Mało wychodzę z domu. Łatwo odczuwam, kto mnie nienawidzi! I gadam ze sobą w myślach o wszystkim o czym się da. Niedawno zdawałem prawo jazdy i oblałem, a mój egzaminator powiedział, że zachowywałem się jakby mnie tu nie było, jakbym był w innym świecie. Dokładnie tak powiedział i się zszokowałem, że ktoś to zauważył. Bo istotnie, chyba zamknąłem się w swoim świecie, świecie przeszłości, marzeń i paradoksów.

Codziennie, podczas lekcji i po, rozmyślam o przeszłości albo po prostu gapię się w przestrzeń. Często dla mnie lewo to prawo, studniówka to półmetek i ogólnie wszystko jest inne, na odwrót. Nie pamiętam co robiłem wczoraj, często mam problemy z pamięcią. Problemy mam też ze swoim drugim ja, które w myślach nakazuje mi zabić kogoś, siebie albo inne brutalne rzeczy. Boję się swoich nadgarstków, że mi żyła pęknie, że wbiję sobie w niego długopis. Bardzo często czuję zapachy: raz mdłe, raz przybierają postać perfum mojej mamy, zapach przeszłości. Czasem mam chyba jakąś 1-dniową depresję, kiedy myślę, że nic mi się nie udaje, że życie nie ma przyszłości itp. Do tego stopnia, że mam w głowie doskonały plan samobójstwa, tak prosty, że aż musi się udać, ale nie mogę. Czasem wstydzę się siebie i nienawidzę: wyglądu, głosu i wielu innych. A raczej nienawidzi te drugie ja. Nie chcę iść do psychiatry, bo się boję, że mnie rodzice zignorują, że przejdzie itp. A jak już pójdę do psychiatry, to wszyscy się dowiedzą i będą się śmiać, że psychol itp! Że mnie w psychiatryku zamkną! Ale z drugiej strony to takie męczące, taki jakby oderwany, cokolwiek pomyślę, uważam, że to nie ma sensu. Ale jest mi to obojętne. I to poczucie czasu, mało pamiętam co wczoraj było. Boję się reakcji rodziców i znajomych, jeśli pomyślą, że jestem nie tego. Czy są to może objawy schizofrenii prostej? I broń Boże nie wmawiam sobie choroby, nie chcę słyszeć tego głosu w głowie, który każe mi wbić sobie coś w nadgarstek czy popełnić samobójstwo!

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski

Czy mogę odstawić lek na padaczkę?

Witam serdecznie! Mam pewien problem, o którym chciałbym napisać a nie mam w tej chwili czasu na wizyte u lekarza. Mam 24 lata, jestem ze Śląska. Chciałbym odstawić tabletki o nazwie Neurotop retard 300 mg. Biorę je 2.5 roku po...

Witam serdecznie! Mam pewien problem, o którym chciałbym napisać a nie mam w tej chwili czasu na wizyte u lekarza. Mam 24 lata, jestem ze Śląska. Chciałbym odstawić tabletki o nazwie Neurotop retard 300 mg. Biorę je 2.5 roku po 1 tabletce na noc. Padaczki nie mam, ale mam lęk przed tą chorobą. Opiszę swoją historię: Wszystko zaczeło się w 2007 roku, wtedy miałem różne problemy z rodziną, zdawałem maturę, zabrano mi rentę socjalną (jestem osobą z 2 grupą - wada wzroku z powodu wcześniactwa). Wszystko się to chyba skumulowało, moje przeżycia były silne i zaczęły się pierwsze objawy nerwicy, silne lęki, słabości, uciski w klatce piersiowej. Emocje były zdiagnozowane, że to nerwica. Postanowiłem siegać po alkohol, gdyż dawało mi to ulgę w cierpieniu psychicznym i fizycznym. I tak codziennie alkohol towarzyszył mi przez rok do lipca 2008, musiałem skończyć, bo lęk był coraz gorszy...

Lekarz rodzinny przepisał mi wtedy na uspokojnienie lek z grupy benzodiazepin (estazolam), brałem go rok czasu po 1 tabletce na dobę. Ale nie umiałem dłużej tak żyć na działaniu leku, bo lęk był jeszcze silniejszy potem i dodatkowo doszło do uzależnienia. W 2009 roku postanowiłem dobrowolnie zgłosić sie do ośrodka leczenia uzależnień, gdzie przebywałem dwa miesiące. Był to ośrodek prywatny, więc koszty leczenia bardzo wysokie ok. 13 tys zł. Lek estazolam odstawiono mi od razu, ale podano wtedy lek zastępczy neurotop retard 300. Na początku brałem go 2-1-2, a póżniej tylko dwie tabletki na dobę rano i wieczór, objawy abstynencyjne były bardzo uciążliwe: wymioty, język się plątał, byłem ospały, nie umiałem stać na nogach, tak jakbym nie miał równowagi, a pamięć tak jakby mi mózg sformatowano. Problemy z pamięcią i koncentracją. Najgorszy to był pierwszy tydzień, póżniej już doszedłem do siebie i już jest wszystko dobrze. Alkoholu nie piję, nie biorę leków z grupy benzodiazepin. ;) Natomiast lęk się wyciszył, często mam spadki nastroju, apatię i zmiany nastroju, może to przez te tabletki, które biorę nadal po wyjściu z ośrodka. Kazali mi ich już nie brać, a minęło już ponad 2 lata, a dalej biorę ten neurotop. Boję się go odstawić, ale naprawdę chciałbym, ponieważ jestem po nim otępiony, senny, mało mam energii do życia. Proszę o pomoc, nie wiem co robić... Chciałbym mieć to już za sobą, boję się tej padaczki, dlatego biorę te leki nadal po odwyku.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

Czy jestem chora na schizofrenię?

Witam serdecznie! Czy to depresja, czy coś poważniejszego? Już od dłuższego okresu czułam się źle. Zaczęło się od tego, że czułam się słabo, ciągle mi się chciało spać, na nic nie miałam siły, potem doszły dziwne napady częstoskurczu, bez...

Witam serdecznie! Czy to depresja, czy coś poważniejszego? Już od dłuższego okresu czułam się źle. Zaczęło się od tego, że czułam się słabo, ciągle mi się chciało spać, na nic nie miałam siły, potem doszły dziwne napady częstoskurczu, bez żadnej przyczyny serce zaczynało mi strasznie walić, pociły mi się ręce, a przy tym pojawiało się dziwne uczucie niepokoju. Obecnie ataki te minęły, jednak pojawiło się coś innego, czuję się wiecznie przygnębiona, chce mi się płakać, ciągle miewam lęki, że zwariuję/zachoruję na jakąś poważniejszą chorobę (schizofrenię), miewam uczucia lęku i niepokoju. Czasami boję się sama gdzieś dalej pojechać, jednak wiem, że to nic nie da, jak nie pojadę i staram się o tym nie myśleć. Dodam, że jak mam cały dzień zajęty, to nagle jakby wszystko odchodzi w dal, zapominam o tym wszystkim...

Dodam, że przez długi czas pracowałam, jednak z dala od domu rodzinnego, a także najbliższych mi osób. Ciągle się czułam tam samotna, wydawało mi się, że jakoś sobie poradzę, w końcu wiele osób tak żyje:). Jednak w pewnym momencie nie wytrzymałam i postanowiłam zrezygnować z pracy i przenieść się bliżej domu. Wydawało mi się, że moje problemy natury psychologicznej miną, jednak tak jakby pozostały. Przeszukując fora internetowe naczytałam się, że takie nagłe zmiany, jak np. porzucenie pracy może oznaczać rozwój schizofrenii... Strasznie się tego boję. Należę do osób twardo stąpających po ziemi, ale też wszystkim się przejmuję i niepotrzebnie zadręczam. Obecnie jestem na etapie szukania pracy, jednak zaczynam miewać lęki, że sobie nie poradzę, że jak pójdę do pracy to zwariuję, bo jestem na nic nieoodporna. Nie wiem, skąd się u mnie wzięło takie myślenie, trochę mnie to przeraża. Boję się, że zwariuję... Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nerwica natręctw i masturbacja

Witam! Chodzę do 3 klasy gimnazjum. Niedługo skończę 16 lat. Mam poważny problem. Bardzo dziwnie się zachowuję z zewnątrz. Już opisuję mój problem. Otóż jak sobie pomyślę coś złego, np. że moim rodzicom się coś stanie, to muszę się wrócić...

Witam! Chodzę do 3 klasy gimnazjum. Niedługo skończę 16 lat. Mam poważny problem. Bardzo dziwnie się zachowuję z zewnątrz. Już opisuję mój problem. Otóż jak sobie pomyślę coś złego, np. że moim rodzicom się coś stanie, to muszę się wrócić na to miejsce, w którym sobie to pomyślałem. Jest to bardzo nietypowy problem. Nic nie mogę zrobić. Mam również problemy z masturbacją i pornografią. Np. wczoraj pomyślałem sobie po masturbacji o pewnej marce samochodu. I teraz jak pomyślę o tym samochodzie, kojarzy mi się z masturbacją. Wiem, że mój przypadek jest bardzo dziwny, ale nie wiedziałem co mam robić, dlatego się tu zgłosiłem. Wszystko mi się kojarzy z masturbacją.

W dodatku mam złe myśli o Bogu i Maryi. Dodam, iż jestem wierzący i praktykujący. W ostatnim roku bardzo często chodziłem do spowiedzi. Np. chcę coś kupić w Internecie to nie mogę, bo boję się, że będzie mi to coś, co kupię przypominało, co akurat mi przyszło do głowy - masturbację lub że coś złego stanie się moim rodzicom. Mam jeszcze myśli typu uderzający samolot w World Trade Center. Boję się myśleć o katastrofach samolotowych. Te wszystkie myśli powodują, że w ciągu 12 godzin często myślę o masturbacji. Tak jak wczoraj pomyślałem o pewnej marce samochodu i cały czas mi się przypomina masturbacja. A najgorsze jest to, że akurat mam taki samochód. Dziś jadę do miasta i będę chciał sobie coś kupić, ale to będzie mi przypominało masturbację. To jest chore. Jak również wracanie, np. kilka razy otwieram stronę internetową otwieram zamykam otwieram zamykam, bo akurat pomyślałem sobie coś związane z poszczególnych myśli. Ale jak przy ludziach się wracam, to jest dopiero niezrozumiałe. Co oni sobie o mnie pomyślą? Wykonuję jedną czynność kilka razy, bo akurat coś złego sobie pomyślałem. Jak mam doła, kusi mnie masturbacja i pornografia. Wszystko co zrobię nie tak, kusi mnie do masturbacji. Nawet jak gram w gry sportowe, to również mnie kusi. Mam nadzieję, że Pan/Pani mi pomoże, bo z tym się ciężko żyję. Pozdrawiam.

P.S. Dodam również, że chcę zostać piłkarzem i mam na myśli to, że mi się może nie udać, to muszę się wrócić na to miejsce, gdzie sobie to pomyślałem, bo boję się, że tak stanie.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Złe samopoczucie po odstawieniu leków na nerwicę

Witam, mam 26 lat. Lekarz psychiatra stwierdził u mnie nerwicę lękową. Miałam trudne dzieciństwo oraz okres dojrzewania. Teraz jakby boję się świata. Nie mogę sama chodzić do sklepu, bo zaraz wydaje mi się, że zemdleję. Zaczęłam stosować tabletki Asertin 50...

Witam, mam 26 lat. Lekarz psychiatra stwierdził u mnie nerwicę lękową. Miałam trudne dzieciństwo oraz okres dojrzewania. Teraz jakby boję się świata. Nie mogę sama chodzić do sklepu, bo zaraz wydaje mi się, że zemdleję. Zaczęłam stosować tabletki Asertin 50 dwa razy dziennie, zażyłam dwa opakowania, po czym sama je odstawiłam. Teraz czuję się fatalnie, kręci mi się w głowie, jest mi niedobrze, piszczy mi w uszach, no i mam znowu kłopoty ze snem. Proszę o poradę! Nie chcę chodzić na terapię, bo lekarz jest dosyć drogi i nie stać mnie na niego. Czy istnieje jakiś inny sposób na złagodzenie objawów z odstawienia, może Hydroxizina w tabletkach by pomogła? Dodam, że staramy się z mężem o dzidziusia i nie chcielibyśmy, aby jakieś lekarstwa nam zaszkodziły.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Jak pomóc mężowi, który nie radzi sobie z życiem?

Witam serdecznie! Mam bardzo poważny problem. Otóż nie wiem dokładnie, co dzieje się z moim mężem, z jego psychiką. Jesteśmy ze sobą prawie 15 lat, w tym 6 lat w związku małżeńskim. Mamy synka 3-letniego. Mój mąż zawsze był skryty,...

Witam serdecznie! Mam bardzo poważny problem. Otóż nie wiem dokładnie, co dzieje się z moim mężem, z jego psychiką. Jesteśmy ze sobą prawie 15 lat, w tym 6 lat w związku małżeńskim. Mamy synka 3-letniego. Mój mąż zawsze był skryty, zamknięty w sobie, dusza artysty, zamiłowania fotograficzne, artystyczne. Przez 12 lat spotykaliśmy się praktycznie weekendowo. Od 2 lat mieszkamy razem. Mój mąż bardzo dobrym człowiekiem był, jest, zawsze na niego mogłam liczyć, chociaż trochę niezorganizowany. Przez pół roku mieszkania razem było ok, później pojawiły się problemy finansowe, ja byłam wiecznie zapracowana, utrzymywałam rodzinę i zaczęły się kłótnie, mąż zaczynał rozkręcać firmę fotograficzną, narobił długów itd. Było źle. Później zaczął współpracować z koleżanką za blisko (nie chodzi o sex), ale taka zażyłość, więc ja zaczęłam się kłócić z nim o to. Zawsze ufaliśmy sobie, nigdy nie stosowaliśmy względem siebie jakiejś zaborczości, no żyliśmy na odległość, bardzo mocne uczucie było między nami, naprawdę świata poza sobą nie widzieliśmy. Mąż był oddany, o co poprosiłam, o jakąkolwiek pomoc dostałam, nawet rodził ze mną synka przez 18 godzin i nie opuścił mnie na krok.

Od 1,5 roku zaczął mąż się zmieniać i to bardzo, najpierw do ludzi taka jakaś złośliwość, zawisłość. Później do mnie, zaczął mieć problemy seksualne, przestaliśmy ze sobą sypiać, zresztą ja prawie rok po porodzie też nie chciałam zbliżenia i on to szanował. Mieliśmy mnóstwo problemów, rodzice nasi, zwłaszcza moi, też dawali nam popalić, pomagaliśmy im - byliśmy na wszystko dla wszystkich i chyba zagubiliśmy się w tym. Mój mąż zaczął być bardzo nerwowym człowiekiem i agresywnym, agresja objawiała się tym, że krzyczał na mnie, synka, kazał wynosić się z pokoju, że zaraz dojdzie do tragedii na naszych oczach, wsiadał w samochód i jechał w plener na 2-3 godz. Siedział, rozmyślał, przez 3 m-ce wypił sam 5 półlitrówek, zaczęły się wymioty, biegunki, bicie pięściami w ściany, stoły itd. Nigdy nie zrobił nam krzywdy i ręki na nas nie podniósł, chociaż zaczęło go denerwować dziecko. Płakał, trząsł się, że się nie poznaje, że nie panuje nad swoimi nerwami, że chce się ratować, że musi nas zostawić, wyprowadzić się. Że życie go zawiodło, że ma dość, nie potrafi dłużej żyć, że mu na dziecku przestaje już zależeć, że najlepiej jakby zginął, że obwinia się, że nie czuje do mnie tego co dawniej, że nie wiedział, że można doprowadzić się do takiego stanu, że zrobił coś strasznego dla siebie, bo na słowa, czy mnie kocha nie potrafi odpowiedzieć ani tak, ani nie, a zawsze był mi oddany z wzajemnością.

Nie wiem, życie go przerosło, mnóstwo problemów, kłody pod nogi, choroba dziecka, długi, niepowodzenia zawodowe itd. Nie chce dać sobie pomóc, mówi, że mu nie potrzeba pomocy, leków, że potrzebuje tylko spokoju, którego nie ma. I w końcu nas opuścił, nie wiemy gdzie jest. Kłamie i oszukuje wszystkich, w tym mnie cały czas, opowiada różne dziwne rzeczy nieraz. Jest dzień, że jest jakby wszystko ok i on jakby nic mu nie było, ale ogólnie stracił radość życia, nie ma jakby sensu i celu życia, jest taki dziwny inny. Zabrał mało rzeczy z domu, nie wie co będzie dalej, czeka na cud, że poczuje do mnie miłość. Nie rozumiem go, widzę, że cierpi, że jest wewnętrznie rozbity, nie wiem czy to nerwica, czy depresja? Nie wiem co robić, jakby ostatnio troszkę się dźwignął, ale do domu nie wróci, mówi, że go niesłusznie oceniam, że nie jest taki, że nie ucieka, ale on nie potrafi już ze mną żyć, ale żyjmy sobie tak bez nadziei, a nuż się mile zaskoczymy, a nuż się coś miłego wydarzy, niż żyć nadzieją, że wróci, a się rozczarujemy.

Nie ma jakby żadnych planów na przyszłość, żyje dniem dzisiejszym, nie obchodzi go, co będzie jutro. Codziennie pisze do mnie i synka jednego esemesa, co u nas? Woli napisać niż zadzwonić, bo tak mu łatwiej, tak mówi. Widzę, że tęskni za dzieckiem, chociaż wcześniej zaczął mieć mieszane uczucia do niego. Przyjeżdża do nas nieraz, sporadycznie zadzwoni, ale jest chłodny, smutny, nieraz zaniedbany, oziębły, do mnie jest taki zimny. Jakby użala się nad sobą, chociaż mówi, że nie, ale mówi, że wszyscy mieliśmy za dobrze z nim, że on też jest ważny, że on też czuje, że jego uczucia też się liczą, nie tylko ja, że zapamięta mnie jako człowieka, a małego jako swojego syna. Tyle mi przykrych słów powiedział, tak mnie rani, ja to znoszę, bo go kocham, ale nie wiem, jak mu pomóc i co z nim jest nie tak, i czy się sam z tego dźwignie. Jakieś witaminy w niego pakowałam, żeń-szeń jak był z nami, bo na niczym nie mógł się skupić, ludzie zaczęli go atakować, żeby oddawał zlecenia.

Miał 3 wypadki samochodowe, z ostatniego to cudem wyszedł i podsumował, że może byście się wszyscy zastanowili, dlaczego ja te auta tak tłukę, że nie jest tak jak wy myślicie, że tu nie chodzi o kochankę, chociaż uważam, że zauroczył się tą koleżanką. Nie wiem, czy zdaje sobie z tego sprawę i się tym przeraził, bo ma ona męża i dwoje dzieci. Jej mąż też zrobił mu awanturę, bo jest bardzo zazdrosny o żonę. Mój mąż nagle wmówił sobie, że nie jest dla mnie odpowiedni, bo nigdy nie potrafił na mnie wpłynąć, że nie wyprowadziłam się 7 lat temu jak chciał, ale nawet wtedy poważnie nie porozmawiał, tylko rzucił hasło. Krzyczy, że nienawidzi swojego domu, ojca zwłaszcza. Zawsze z nim miał problemy i teraz po 14 latach dowiedział się, że ojciec go całe życie bił, tak mi powiedział. Nie wiem, ma żal do wszystkich i wszystko, jest strasznie rozbity, ale są dni, kiedy jest jakby normalny.

Błagam o pomoc, co mogło się z nim stać i co spowodowało oziębłość uczuć? Powiedział, że nigdy nie usłyszę od niego, że mnie nie kocha, ale to nie znaczy, że mnie kocha, że on nie mógłby mieć kochanki, bo nie potrafi uprawiać seksu bez miłości. Ja się czuję taka oszukana, wykorzystana, upokorzona. Jak mi powiedział, że jest ze mną teraz tylko z litości, no ale w końcu odszedł. Widzę jednak, że jest coś nie tak, jakby tylko wygląd jego, a tak to zupełnie inny człowiek. Jeszcze zapomniałam, miał jakieś takie ataki, upadał na ziemię, trzymał się za serce, kazał wzywać pogotowie, ale za chwile wyrywał mi telefon, że już mu przeszło i że jak wezwę pogotowie, to on ucieknie oknem albo szyby w domu porozbija - dla mnie to był taki szantaż emocjonalny, chociaż on uważał, że tak nie jest. Podczas tych ataków miał problemy z oddychaniem i trzasł się i był blady. Dla mnie jest to tragedia życiowa, bowiem nie znam konkretnego powodu odejścia męża, bo mówi krótko i zagadkami i jakby nieraz zaprzecza temu co powiedział wcześniej albo ja to tak odbieram. Nie wiem co mam robić, mąż twierdzi, że nic nie jest przekreślone. Jak ja płaczę i mówię, dlaczego nam nie wyszło, to on mówi, jak do tej pory, to ty tak mówisz. Jak mówię, dlaczego nas zostawiłeś, to mówi, ja was nie zostawiłem, ale przecież go nie ma, nawet nie wiem gdzie jest i co robi. Ponoć wynajmuje pokój w domu na piętrze na wsi, blisko naszego miasta. Zawsze dusił się w bloku, bo on taki wolny ptak, tylko aparat w rękę, przestrzeń i przyroda. Starał się, chciał robił dla nas tę firmę i to wszystko ostatnio mi powiedział - ty nadal niczego nie rozumiesz, mnie po prostu życie kopnęło i te problemy, mój ojciec, twoi rodzice, my, nasze kłótnie, długi, współpraca z koleżanką, która cię tak zraniła, tego wszystkiego mam dość, ja inaczej nie potrafię, ale nie oceniaj mnie niesłusznie, bo skąd wiesz, co będzie za pół roku, za rok, za miesiąc. Jak rok temu by mi ktoś powiedział, że można się doprowadzić do takiego stanu, to bym go wyśmiał. Widać nie znam sam siebie, bo bym się do takiego stanu nie doprowadził, dawałem znaki, ale za słabe i położyłem lagę na tym wszystkim, bo ty nie widziałaś itd.

Rozwodu nie chce, bo nie wie, co będzie. Na razie żyjmy sobie tak, ja też cierpię, ja też przeżywam, ale co mam na to poradzić. Widzę wiele rzeczy, ale może jestem inny, nie potrafię inaczej. Mówi, że będzie musiał coś z tym zrobić, bo tak się żyć nie da, ale jeszcze nie wie co. Chciał, żeby dziecko u niego też było, no ale ja nie wiem, czy to dobry pomysł, nawet nie wiedziałabym, gdzie jest nasze dziecko. A tak mnie zawiódł, że boję się mu zaufać. Co mam robić, jak ratować małżeństwo? Do lekarza i psychologa mąż nie pójdzie. Uważa, że leków nie potrzebuje, że może ma nerwicę, ale to przez życie, że wie co mu potrzebne - spokój. Nie odbiera telefonów, od rodziny, nieraz od matki, ode mnie też odbierze. Utrzymuje, że jest sam, bo tego potrzebuje, że nie chce z nikim rozmawiać, że sam sobie poradzi. Boję się, żeby się nie zatracił, teraz auto zezłomował po wypadku i to go też przygniotło, no bo pieniędzy mało, a samochód do pracy potrzebny. Złości się jak chcę się do niego przytulić, bo mówi, że nie potrafi poczuć tego co dawniej, że nie potrafi odwzajemnić moich uczuć, nie wiem, czy można się tak odkochać po tylu latach? Chociaż jak ja mówię słowo odkochać, to on mi od razu mówi, to ty to powiedziałaś, nie jesteś we mnie, w moim wnętrzu i nie wiesz, co czuję. Widzę, że jest rozdarty, męczy się sam ze sobą, jakby go małżeństwo też zmęczyło. Zawsze w rozłące, ale nie zawiódł. Mogłam liczyć, ale teraz czuje się jak na uwięzi. Zaufanie miał, też je zawiódł.

Może piszę chaotycznie, ale ta cała sytuacja jest dla mnie niezrozumiała do końca. Co mam robić, jak mu pomóc, jak reagować, o czym rozmawiać. Jak przyjedzie, złości się jak wypytuję. Widzę, że nie zawsze chce odpowiadać, mówi że musi kłamać, żeby mnie chronić, ale przed czym nie powie, że zrobił coś strasznego dla siebie, że go znienawidzę. I to chodziło, o te uczucia, ale ja go nie znienawidziłam, ja go kocham i zarówno on, jak i synek są sensem mojego życia. Nie wiem, co mam robić, jak się zachowywać, jak mu pomóc. Co mu jest, czy to depresja, czy nerwica? Czy coś innego? Miał w dzieciństwie poważne zapalenie opon mózgowych, nawet przestał chodzić. Wówczas w wieku chyba 6 lat na nowo uczył się chodzić. Nie wiem, czy coś się w nim rozwija? Jak mu mówię, że jest dobrym człowiekiem, że zawsze był dobry, to mi mówi, że nie, już nie jest dobry, że wie, że rujnuje swoje życie, moje życie, życie dziecka, ale inaczej nie potrafi. Ja jestem załamana, tak za nim z synkiem tęsknimy, ja tyle łez wylewam :(.

Pobraliśmy się po 8 latach chodzenia, co prawda związek na odległość, ale każdy weekend razem, święta, wyjazdy w wakacje, różne sytuacje trudne i zawsze potrafiliśmy się wspierać. Teraz może rutyna się wdarła, nie wiem. Na pewno te kłótnie nasze, ale to jest powód, żeby się odjechać? W nim tak jakby odżyło dzieciństwo i nie tylko, no po prostu wszystko jest źle i może nie wszystko, ale dużo było źle, ale nic nie mówił. Nie wierzę, trochę chyba teraz naciąga, nie wiem. A mógł inaczej postępować. On wszystkiemu winien prawie, bo w 80%, złości się jak ja biorę winę na siebie, rozmijamy się w rozmowie, myśleniu. Co mam robić, jak z nim postępować? Błagam o radę, tak mało rzeczy zabrał, ale nie wróci do domu, bo nie tak mówi i to jest odpowiedź dorosłego człowieka - nie bo nie :(. To w skrócie wielkim wszystko. Wiem, że podczas kłótni padały słowa, gdzie raniliśmy się, no ale to powód na taką odmianę człowieka o 180 stopni?

Proszę o poradę, o pomoc, czy to już koniec nas? Co z nim się stało? Opisałam szczerze wszystko. Czy człowiek może się tak zmienić? Jakiej pomocy on wymaga, czy się dźwignie? Jak ta miłość może się pojawić na nowo? Nie będąc razem? Czy zatęskni? Tak nas wiele łączyło i mocne uczucie naprawdę. Wszyscy na około są w szoku, że my, że on taki chłopak i my ponoć wzór pary, wzór małżeństwa, to tak znajomi mówią, każdy mówi, że coś nie tak, że to jakaś grubsza sprawa, ale co? A widzę, że mąż bije się z myślami. Mówi, że wcale tak świetnie samemu mu tam nie jest, no ale co ma zrobić. Pozostaje mu sobie tylko w łeb strzelić. Proszę o pomoc wiem, że jest uparty i już sama nie wiem czy złośliwy? Czy to co robi jest w pewnym sensie niezależne od niego? Jest bardzo wrażliwy. Zawsze był bardzo pobożny, teraz odszedł od Boga. Zastanawia się, czy Bóg w ogóle istnieje, bo go na próbę wystawia od dzieciństwa. Nie chodzi do spowiedzi, kościoła, a był mega pobożny, pielgrzymki itd. Był z nami tylko w Wigilię, święta spędził sam. Płakał, bo jak dzwonił, to płakał, ponoć dużo spał. Co chwile choruje, bo się nie doleczy no i pewnie stres, obniżona odporność, a miał końskie zdrowie, że się tak wyrażę. Ta sytuacja i mnie już przerasta, no i dziecka szkoda. Zresztą mąż pyta o dziecko, czy zdrowe, jak tam, czy chore i się interesuje. Nawet w sobotę będzie na urodzinach synka, tylko my będziemy i nasz synek - tak w trójeczkę.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty