Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 3 6

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Neurologia: Pytania do specjalistów

Mam już dość takiego życia. Czy ja mam depresję?

  Mam 17 lat. W szkole nie mam wielu przyjaciół, kilku znajomych. W rodzinie wszystko w porządku, ale czasami przychodzą takie dni (najczęściej jak coś nie idzie po moim planie lub jak coś mi nie wychodzi), że chce mi...

  Mam 17 lat. W szkole nie mam wielu przyjaciół, kilku znajomych. W rodzinie wszystko w porządku, ale czasami przychodzą takie dni (najczęściej jak coś nie idzie po moim planie lub jak coś mi nie wychodzi), że chce mi się płakać, odechciewa mi się wszystkiego, wszystko mnie denerwuje. Warto też dodać, że od około 2 lat nie mam żadnych zainteresowań, żadnego hobby, wszystkiego się boję, boję się wyjść na ulicę, boję się spojrzeń ludzi, boję się wypowiedzieć w szkole na jakiś temat. Żyję jak jakaś roślinka, tylko szkoła, nauka, chwila przed komputerem i tyle ;(;(. Mam już dość takiego życia.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Z niczym sobie nie radzę, wszystko straciło sens - czy jest jeszcze dla mnie nadzieja?

W życiu trochę przeżyłam i najgorsze jest to, że nie rozliczyłam się z tą przeszłością. Ona ciągle tkwi we mnie w środku i daje o sobie znak, kiedy czuję ból psychiczny. Podejrzewam, że mam depresję, która się wzięła z nerwicy...

W życiu trochę przeżyłam i najgorsze jest to, że nie rozliczyłam się z tą przeszłością. Ona ciągle tkwi we mnie w środku i daje o sobie znak, kiedy czuję ból psychiczny. Podejrzewam, że mam depresję, która się wzięła z nerwicy i ciągnie się już latami, naprzemiennie z fazami pozornego szczęścia, wtedy myślę, że nic mi nie jest, ale dziś wiem, że to tylko pozory. Ona wróciła z znacznie większą siłą. Dopiero teraz zdaję sobie z tego sprawy, dopiero teraz o tym mówię, bo potrzebuję pomocy, nie radzę sobie już z tym, ta bezsilność mnie zabija. Czuje się jak za szybą, wołam o pomoc a nikt nie słyszy. Zacznę od początku. Jestem jedynaczką i wychowałam się w rodzinie, w której dominowała matka. Ciągle słyszałam: weź się w garść, nie rycz itp. Śmiała się ze mnie kiedy płakałam, zresztą wszyscy się ze mnie śmiali, w szkole byłam kozłem ofiarnym, odzierano mnie z godności niemal w każdy możliwy sposób. W domu było tak samo, matka potrafiła mnie obgadać z sąsiadami, mówiła jaka to jestem wrażliwa i płaczliwa, nieraz od niej słyszałam, że jestem głupia, pusta i bezwartościowa. Nikt ze mną nie rozmawiał, każda próba porozmawiania z rodziną kończyła się niezrozumieniem i śmiechem. Wiec zamknęłam się w sobie i nie mówiłam o swoich uczuciach i emocjach, wstydziłam się siebie i wstydzę nadal. Nie umiem do tej pory okazywać uczuć, nie umiem się rozczulić, kiedy ktoś patrzy od razu uciekam. Ojciec pił, nie pracował, interesowały go tylko puszki i butelki, które wygrzebywał ze śmietnika, by mieć na tanie wino. W wieku 17 lat zaszłam w ciążę, chłopak mnie porzucił, a dziecko urodziło się z wadą genetyczną. Rodzice niby pomagali, jednak od nich słyszałam, że to wszystko moja wina, choćby to, że dziecko jest chore. Chciałam być silna i udawałam przez innymi i przed sobą, że wszystko jest ok. Od zawsze pamiętam, że miałam problemy z komunikacją między ludźmi. Jak ktoś mnie zranił uparcie analizowałam w głowie każdy szczegół danej sytuacji. Wszystko mnie wyprowadzało z równowagi, byle "pierdoła" i tak jest do dzisiaj. Nie robiłam z tym nic, bo tak bardzo się wstydziłam. Kiedy jestem w stanie silnego wzburzenia nie kontroluję już się. Po fakcie potrafię całkowicie zapomnieć o co się z kimś pokłóciłam, jak to możliwe? Potem zaliczyłam martwy poród. Obecny stan moim zdanie jest krytyczny. Kiedy się zdenerwuję to się duszę, ciągle chce mi się spać, nienawidzę siebie i obwiniam siebie o całe zło, kiedy czuję gniew zaczynam jeść i mam po tym straszne wyrzuty sumienia, nieraz słyszę głosy mojego sumienia - ono mówi do mnie, jak to innej osoby (np. TY tłusta krowo), jestem zobojętniała, płaczę niemal ciągle, mam lęki, boję się ciemności, tak bardzo, że nieraz w ciemności dostrzegam jakieś dziwne kontury, mam fobie społeczną (boję się gniewu innych ludzi, rozmowy przez telefon, odizolowałam się itd.). Mam wszystkie objawy depresji (myśli samobójcze, jednak nie mogłabym tego dokonać, nawet tego nie umiem, itd.) i nerwicy (kołatanie serca, drętwienie, kłopoty z żołądkiem, natręctwa, robię sobie krzywdę, potrafię drapać się do krwi itd.). Dopiero teraz postanowiłam o tym powiedzieć. Obecnie mam dwoje wspaniałych dzieci, siedzę w czterech ścianach, nikt mnie nie rozumie, a nawet nie chce zrozumieć. Jestem daleko od rodziny i znajomych. Mąż ciągle pracuje, a ja nie mam do kogo się odezwać. Jestem gotowa wyjść z cienia by walczyć z tym, dla dzieci. Dla siebie chyba też, choć uważam, że nie zasługuję by żyć i niszczę siebie ( autoagresja?). Obecnie mam 24 lata i sporą nadwagę. Pozdrawiam i proszę o poradę, czy ze mną jest aż tak źle i czy mam szanse z tego wyjść z pomocą psychiatry?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy konieczna jest operacja dłoni która drętwieje?

Już zadałem pytanie na temat moich objawów zdrętwiałej prawej dłoni, a szczególnie ostatnich dwóch palców. Czy konieczna jest tylko operacja? Nigdy zdrętwiałej dłoni nie miałem, tylko czasami występowało ale w przeciągu 20 min przechodziło. Proszę o odpowiedź
odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Jak pozbyć się natretnych myśli?

Mój problem polega na nawracających natręctwach. Opisze pokrótce moją historię. W dzieciństwie przeżyłam bardzo wiele, począwszy od choroby alkoholowej ojca, skończywszy na jego samobójstwie. Jednak mam naturę bardzo przyjaznej, ciepłej i optymistycznej osoby pełnej wiary, że wszystko się uda...

Mój problem polega na nawracających natręctwach. Opisze pokrótce moją historię. W dzieciństwie przeżyłam bardzo wiele, począwszy od choroby alkoholowej ojca, skończywszy na jego samobójstwie. Jednak mam naturę bardzo przyjaznej, ciepłej i optymistycznej osoby pełnej wiary, że wszystko się uda i bez problemu dałam sobie z tym traumatycznym przeżyciem radę. Poradziłam sobie przy wsparciu człowieka, chłopaka, z którym byłam od wielu lat i czułam się przy nim bezpiecznie. Jednak po 8 latach bycia z tym człowiekiem on odszedł ode mnie do innej. Przeżyłam szok, tym bardziej, że byliśmy naprawdę cudowną parą. Wtedy przeżyłam ogromne załamanie nerwowe, trwające 9 m-cy, ale obyło się bez pomocy psychiatry czy psychologa. Pomogło wsparcie licznych, cudownych ludzi. Po 9 m-cach poznałam mojego obecnego męża i odkryłam życie na nowo. Byłam szczęśliwa i pełna wiary, że wszystko się uda. Jedynym dyskomfortem, który odczuwałam były tzw. tiki nerwowe polegające na zaciskaniu powiek, by rozładować napięcie nerwowe. Powoli i ten problem ustąpił, choć powraca bardziej lub mniej nasilony. Wszystko układało się cudnie, wyszłam za mąż, zaszłam w ciążę (choć podczas ciąży prześladował mnie dziwny lęk o zdrowie dziecka, że będzie chore, że mąż nas wtedy zostawi itp). Potem urodziłam piękne, zdrowe dziecko. Co się okazało, wtedy jak byłam w 9 tym m-cu ciąży mój mąż miał internetowy romans. Dowiedziałam się o tym jak moja córka miała 4 m-ce. Wtedy przeżyłam wstrząs. Poszliśmy wspólnie do psychologa, wybaczyłam mężowi, ale zaczęły pojawiać się natręctwa, które dotyczyły mojego dziecka, że jej zrobię krzywdę. Udałam się do psychiatry i jestem pod jej opieka 3 lata. Brałam leki, których z czasem dawka została mi zmniejszona do połówek dwóch leków. Nawet przez jakiś czas wychodziłam już z brania tych leków, ale po 2 m-cach (z powodu bardzo stresującej sytuacji w pracy ) psychiatra mówiła, żeby jednak wrócić do połówek. Ogólnie czuję się cudownie, pracuję, natręctwa ustępują, ale co mnie martwi - czasem wracają. Bardzo się wtedy boję być sama z córką, a bezpiecznie i szczęśliwie się czuję, gdy jest z nami mąż. Bardzo bym chciała, aby ten problem znikną z mojego życia, bo jak mam natręctwa to jak np. widzę nóż, czy nożyczki to od razu wyobrażam sobie, że mogłabym zrobić krzywdę mojemu najukochańszemu dziecku. Potem to mija i nóż i nożyczki mi nie przeszkadzają. W sytuacjach kulminacji natręctw, lęku boję się wziąć nóż, by obrać ziemniaki przy córce itp. Z racjonalnego punktu widzenia i wiedzy jaką posiadam wiem, że nie mogłabym zrobić krzywdy nikomu, ale nie wiem jak sobie poradzić. Pomóżcie, błagam.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak pomóc osobie popadającej w depresję, z którą dzieli mnie duża odległość?

Witam serdecznie, mam przyjaciółkę, ma ona 36 lat i bardzo się o nią martwię, w przeciągu tygodnia straciła 5 kilo wagi, nie ma ochoty wstawać z łóżka, ma napady lęku, strachu, ale nie może odnaleźć ich powodów,...

Witam serdecznie, mam przyjaciółkę, ma ona 36 lat i bardzo się o nią martwię, w przeciągu tygodnia straciła 5 kilo wagi, nie ma ochoty wstawać z łóżka, ma napady lęku, strachu, ale nie może odnaleźć ich powodów, ma napady płaczu, często wymiotuje, mimo że prawie nic nie je. Bardzo mnie martwi jej stan tym bardziej, że dwa lata temu przechodziła już depresję. Niestety nie mamy możliwości zobaczenia się i chciałabym prosić o rady jak mam się do niej zwracać, co pisać aby jej pomóc, dodać sil i wiary, ze to minie i będzie wkrótce dobrze. Czy pytać często jak się czuje, czy unikać takich pytań? Czy opowiadać, że u mnie jest dobrze, bo czy jej to bardziej nie zdołuje i przestanie ze mną utrzymywać kontakt, żeby nie psuć mojego szczęścia? Jak się zwracać i na co kłaść w rozmowie największy nacisk, jakich słów używać i jak dodawać otuchy i siły? Z góry ogromnie dziękuję za pomoc, KW

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Lęki nocne - czy faktycznie powinnam zwrócić się do lekarza?

Witam serdecznie, mam na imię Agnieszka i mam 25 lat. Od kilku lat borykam się z pewnymi problemami natury psychicznej (tak mi się w każdym razie wydaje). Poniżej przedstawię pewne objawy i sytuacje, które mnie niepokoją (troszkę dużo tego będzie)....

Witam serdecznie, mam na imię Agnieszka i mam 25 lat. Od kilku lat borykam się z pewnymi problemami natury psychicznej (tak mi się w każdym razie wydaje). Poniżej przedstawię pewne objawy i sytuacje, które mnie niepokoją (troszkę dużo tego będzie). Wszystko zaczęło się od mojego wyjazdu z rodzinnego miasta na studia. Po paru miesiącach (2-3) okazało się, że nie jestem w stanie przebywać sama w mieszkaniu (wynajmowałam mieszkanie ze współlokatorką). Za każdym razem kiedy zostawałam sama miałam jakby napady lękowe, chodziłam w kółko po mieszkaniu, chciało mi się płakać, miałam wrażenie jakby zaraz coś miało się stać strasznego. Nie byłam w stanie nad tym zapanować. Wychodziłam wtedy z domu na długie spacery, żeby chociaż przez jakiś czas przebywać wśród ludzi. Od razu zaznaczam, że nie jestem osobą bardzo towarzyską. Wszyscy moi przyjaciele mieszkają w innych miastach, a ja sama mam problem w nawiązywaniu nowych znajomości. Niestety po powrocie ze spacerów wszystko zaczynało się od nowa. Muszę też nadmienić, że te sytuacje powtarzają się do dnia dzisiejszego. Co gorsze, mój maż bardzo często jeździ w delegacje (nawet co tydzień) i zostaję sama w domu. Często mam wrażenie, że popadam w depresję. Dziwne jest dla mnie to, że wystarczy, ze ktoś przebywa w mieszkaniu (i nawet nie muszę go widzieć - mój mąż ma swoją pracownię w mieszkaniu, w której spędza większość czasu) i od razu inaczej się czuję. Sama świadomość przebywania tej drugiej osoby wpływa na mnie pozytywnie. Mój ojciec od dawna cierpi na depresję i zaczęłam się zastanawiać czy jest tu jakieś powiązanie. Już jako małe dziecko cierpiałam na bóle głowy, ale podczas studiów zaczęły się migreny. Poszłam do neurologa, po kilku badaniach wykryto torbiel pod czaszką. Lekarz stwierdził, że mam zrobić badania za rok, aby sprawdzić czy torbiel się powiększa. A migreny nie są jej skutkiem, lecz skutkiem stresów (bardzo łatwo się stresuję). Niestety jedyną wtedy radą lekarza było unikanie stresów i joga :/ no więc męczyłam się z migrenami przez 2 lata (dochodziło do takich okresów, ze miałam nawet 2-3 razy w tygodniu migrenę). Rok temu trafiłam do innego neurologa. Powtórzyliśmy badania i się okazało, że torbiel się powiększyła, chociaż wg lekarza to może być różnica w badaniach, bo najpierw miałam tomografię a potem rezonans magnetyczny. Zaczęłam brać jakieś tabletki, które miały poszerzać naczynka krwionośne w mózgu. Brałam je pół roku. Nie odczułam większej różnicy, co więcej - bardzo źle się po nich czułam. Do tej pory cierpię na migreny. Kolejna rzecz, którą chcę opisać to zaburzenia snu. Ponad rok temu przeprowadziłam się do mojego obecnego męża, który mieszkał na przedmieściach w domku jednorodzinnym. Pewnego dnia do domu dostały się 2 pająki (przyznam, że nigdy w życiu nie bałam się pająków, wręcz zawsze straszyłam nimi moją bliźniaczkę). Jednak nigdy też nie widziałam tak wielkich pająków, bo zawsze mieszkałam w blokowisku. Dostałam potwornej histerii. Mój mąż musiał mnie przez godzinę uspokajać i stwierdził, że o mały włos byłby zmuszony uderzyć mnie w twarz, żebym się jakoś ocknęła z tego. Od tamtej pory regularnie dostawałam histerii na widok pająka. Co gorsza zaczęłam mieć koszmary senne z pająkami w roli głównej kilka razy w tygodniu. Przeraża mnie myśl, że pająk mógłby chodzić po moim łóżku albo dotknąć mnie. Mój mąż zaczął się bardzo niepokoić, bo moje koszmary zaczęły być coraz gorsze. tzn. budziłam się z krzykiem w nocy i nie mogłam się uspokoić. Co gorsza zaczęłam mieć poważne problemy z bezsennością. Potem zaczęły się problemy innego typu ze snem... zaczęłam się budzić z krzykiem przy każdym najmniejszym dźwięku, mój mąż musiał mnie uspokajać parę minut, potem zasypiałam i nic nie pamiętałam. Zdarza się to nawet po kilka razy w nocy do dzisiaj. Mój mąż zaczął się bardzo niepokoić o mnie. Najgorzej było kiedy on zachorował i ciągle kaszlał i kichał. Myślałam, że wpadnę w obłęd, bo za każdym razem jak kaszlnął albo kichnął w nocy to się budziłam z krzykiem. Najciekawsze jest to, że ja nie słyszę samego kaszlnięcia, tylko słyszę np. krzyk, albo jakby ktoś klasnął mi przy uchu, albo jakby coś niesamowicie ciężkiego spadło mi przy głowie. Na studiach też miałam takie sytuacje ale o wiele rzadziej. Z reguły wtedy leżąc na granicy snu miałam wrażenie, że ktoś mi krzyczy do ucha i zrywałam się przerażona z łózka. Ale teraz to już zaczyna być nienormalne, mój mąż boi się chodzić po pokoju, żebym czasem nie zaczęła krzyczeć. Dziwni mnie to, ze te stany, nazwijmy je "lękowe" (choć nie znam się na terminologii medycznej) pojawiają się nawet kiedy nie miałam stresującego dnia. Mój mąż ciągle mnie namawia, żebym poszła do psychologa/psychiatry, ale ja, jak większość ludzi, się przed tym wzbraniam :). Ostatnio zdecydowaliśmy się na psa, żebym miała towarzystwo kiedy mojego męża nie ma. Myślę, że to dobry pomysł, bo kocham psy i sama ich obecność poprawia mi nastrój. Bardzo proszę o wypowiedzenie się na powyższy temat. Czy mam się czym martwic? Czy faktycznie powinnam zwrócić się do lekarza? I czy powinien być to psycholog czy psychiatra (nie znam się na tym)? Mam nadzieję, że da się to jakoś rozwiązać nie używając środków farmakologicznych, ponieważ planujemy z mężem dziecko. Z góry serdecznie dziękuję za odpowiedź :) i przepraszam za chaotyczną wypowiedź (starałam się zawrzeć wszystko co mi się kojarzy z tą sprawą).

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy powinienem zbadać się w kierunku autyzmu?

Zaintrygował mnie pewien test dostępny na facebooku. W teście tym odpowiada się na 50 pytań i na ich podstawie otrzymuje się "wskaźnik AI" interpretujący czy ma się cechy autystyczne (u osoby dorosłej). Wg tego testu mój wynik to 34 punkty...

Zaintrygował mnie pewien test dostępny na facebooku. W teście tym odpowiada się na 50 pytań i na ich podstawie otrzymuje się "wskaźnik AI" interpretujący czy ma się cechy autystyczne (u osoby dorosłej). Wg tego testu mój wynik to 34 punkty (wg opisu taki wynik osiągają ludzie z autyzmem, tj. 80% autystyków z grupy porównawczej). Średni wynik osoby "zdrowej" to 14 punktów. Rozwiązując ten test napotkałem na parę "dziwnych" pytań, które faktycznie odzwierciedlają niektóre moje zachowania, niespotykane u innych. Np. pytanie "czy drażnią Cię dźwięki/odgłosy, na które inni nie zwracają uwagi", lub pytania dotyczące monotematycznych rozmów albo bycia strasznie drobiazgowym i zauważania szczegółów (w przedmiotach) na które nikt nie zwraca uwagi. Albo np. ekscytowanie się tablicami rejestracyjnymi samochodów... Sam też odnoszę wrażenie (określam to "opóźnieniem lubienia"), że często zaczyna mi się podobać to co było modne wśród moich znajomych około 5-10 lat temu... np. fala mody na zespół Queen dotarła do mnie dopiero teraz... a mam prawie 35 lat... Czy tego typu objawy to mój wymysł i dorabianie sobie zbędnych historii czy też faktycznie powinienem zgłosić się do lekarza psychologa? Czy autyzm u osoby dorosłej może być poważnym zagrożeniem życia 50-60 latka?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Dotyczy: Neurologia Autyzm

Nie wiem co to jest, może jakaś nerwica?

Mam 20 lat, wyniki mam wszystkie dobre, ale cały czas mi jest słabo, już od 3 tygodni nie wiem co się dzieje ze mną, nie mam siły na nic, nie wiem jak sobie z tym radzić. Lekarze rozkładają ręce, a...

Mam 20 lat, wyniki mam wszystkie dobre, ale cały czas mi jest słabo, już od 3 tygodni nie wiem co się dzieje ze mną, nie mam siły na nic, nie wiem jak sobie z tym radzić. Lekarze rozkładają ręce, a ja się martwię. Co mi jest? Pomocy, może jakieś leki na nerwicę brać? Już nie wiem od czego to jest.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Byłam molestowana psychicznie przez matkę - czy teraz mam depresję?

Witam! Czy to depresja? Mam bardzo niską samoocenę - w dzieciństwie byłam molestowana psychicznie przez moją matkę, nic z tym nie zrobiłam, uciekłam z domu w wieku 19 lat. Dziś mam 23 lata i nic mnie nie cieszy, czuję się...

Witam! Czy to depresja? Mam bardzo niską samoocenę - w dzieciństwie byłam molestowana psychicznie przez moją matkę, nic z tym nie zrobiłam, uciekłam z domu w wieku 19 lat. Dziś mam 23 lata i nic mnie nie cieszy, czuję się brzydka, niepotrzebna. Moja matka często powtarzała mi, że niepotrzebnie się urodziłam - w moim życiu wiecznie pojawiają się problemy, najczęściej pieniężne, a kiedy pojawiają się problemy, strasznie wszystko przeżywam i obwiniam się, że to moja wina i wtedy przypominam sobie jej słowa. Ostatnio wszystko totalnie się sypie - w pracy już nie otrzymuje pochwal (zmieniłam stanowisko i chyba nie do końca daję sobie radę na nim), a do tej pory była ona jedynym pozytywnym punktem w moim życiu. Mieszkam z chłopakiem od kiedy się wyprowadziłam od rodziców (wyprowadzka była strasznym wstrząsem, zwłaszcza że chwilę przedtem mój Tato dostał udar i prawie z tego nie wyszedł). Nie układa nam się od jakiegoś czasu, myślę czasami, że jesteśmy ze sobą tylko dlatego, żeby mieć pieniądze na przeżycie. On też nie miał lekko w życiu - ojciec nie żyje, oboje rodzice byli alkoholikami. Podejrzewam, że jest uzależniony od pornografii. To też mnie od roku "niszczy" - nie radze sobie ze świadomością, że to on ogląda i nie może się powstrzymać. Czuję się brzydka, niekochana. Nie mam motywacji do życia, bo go chyba nie mam, to raczej takie egzystowanie. Przyjmuję leki na refluks, myślę, że nabawiłam się problemów żołądkowych. Zaznaczam, że często (bywa też przed miesiączką, choć przyjmuję antykoncepcję doustną, ale niekoniecznie tylko wtedy) mam napady agresji, raczej słownej, wobec mojego chłopaka. Czasem rzucę czymś o podłogę. Krzyczę na niego, ponieważ mam wrażenie, że on walczy ze mną i moim zdaniem, zawsze musi być tak jak on chce i w końcu wybucham. Później bardzo tego żałuję, ale to już chyba za późno. Miewam myśli samobójcze, jednak nie byłabym w stanie sobie czegoś zrobić. Najlepiej mi wychodzi myślenie o tym jakbym mogla to sobie zrobić, jednak szybko potem odsuwam od siebie takie myśli. Często udaję wesołą, chociaż tak nie jest, czuję wtedy straszną pustkę na sercu. Nie mam praktycznie znajomych, pozrywałam większość kontaktów. A jeśli już mam się z kimś spotkać to w ostatniej chwili potrafię odwołać spotkanie, albo strasznie się męczę przed wyjściem - coś w stylu napadu lękowego? Nie umiem tego dokładnie określić. Obcy ludzie mnie denerwują, np. nie znoszę jeździć autobusami albo kiedy ktoś się obcy o mnie ociera, napawa mnie to strasznym wstrętem jeśli taki człowiek np. śmierdzi. Zazdroszczę ludziom, którzy mieli szczęśliwe dzieciństwo, mają matkę, do której mogą się zwrócić, mają rodzinę, która może im w każdej chwili pomoc. Ja jestem skazana tylko na siebie. Często jest tak, że strasznie mi smutno, wzdycham, nawet nie wiem czemu, myślę, że ma na to wpływ moje dzieciństwo. Obwiniam moją matkę, tak jak reszta mojego rodzeństwa, za zniszczenie życia (z bratem udało mi się załapać kontakt dopiero po 21 latach...), ale czasem mi jej szkoda. Często tak jest, że gniewam się na coś, ale mi szkoda kogoś/czegoś. Wtedy mam uczucie, że walczę sama ze sobą. Często robię coś wbrew sobie. Nie znam żadnych ośrodków, gdzie mogłabym się udać, boję się tego. Nie mam tez pieniędzy na prywatne przychodnie. Mieszkam we Wrocławiu. Jest mi bardzo ciężko, bo nie mam jako tako rodziny, mieszkam kątem w chłopaka mieszkaniu, które też nie jest jego. Chciałabym zmienić się, być energiczna, wesoła. Codzienność mnie dobija - wstaję, idę do pracy, gotuję obiad, pogłaszczę koty, umyje się i idę spać. W międzyczasie dużo gram na komputerze w bzdurne gierki, za co też jestem zła na siebie. Nie radze sobie ze sobą. Czuję się samotna i boję się czy czeka mnie jeszcze pozytywna przyszłość. Mam koleżankę, z która rozmawiam o swoich problemach, ale myślę, że jak ktoś nie miał nigdy takich problemów to do końca nie wie co się dzieje w umyśle takiego człowieka. Kiedyś, jako nastolatka, uczestniczyłam w spotkaniach dla młodzieży objętej przemocą, jednak moja matka się o tym dowiedziała. Po 2 latach poszłam ponownie do tego ośrodka i pani, która płakała razem ze mną była akurat nieobecna. Napisałam jej list, że mi bardzo ciężko, że potrzebuję pomocy. Nie oddzwoniła, nie skontaktowała się, że mną. Odtąd nie szukam pomocy u ludzi, straciłam zaufanie. Lubię „zajadać problemy” słodkościami, wtedy przez chwilę czuję przyjemność, jednak odbija się to na mojej wadze. Przepraszam za chaotyczność moich wypowiedzi, po prostu chciałam nakreślić jak to wszystko wygląda i zapytać jak mogę sobie pomoc i czy nie jest jeszcze za późno? Czy będę taka jak moja matka? Bywają oczywiście mile spokojne dni, wtedy czytam książki, oglądam śmieszne seriale i cieszę się muzyką, niektóre utwory bardzo dobrze wpływają na mój dobry nastrój. Jednak teraz, zwłaszcza jesienią, jestem bezsilna wobec własnych wahań nastrojów, humorów itd. Ostatnio budzę się często w nocy, mam problemy z koncentracją. Proszę o odpowiedź, Joanna

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy mam się martwić o moją 16-miesięczną córkę?

Dzień dobry, mam pytanie odnośnie rozwoju mojej córeczki. Córa ma 16 miesięcy. Urodziła się 2 tygodnie przed terminem, jednak nie była wpisywana jako wcześniak. Masa urodzeniowa to 3450g i 57 cm. Dziecko w szpitalu było naświetlane z powodu żółtaczki....

Dzień dobry, mam pytanie odnośnie rozwoju mojej córeczki. Córa ma 16 miesięcy. Urodziła się 2 tygodnie przed terminem, jednak nie była wpisywana jako wcześniak. Masa urodzeniowa to 3450g i 57 cm. Dziecko w szpitalu było naświetlane z powodu żółtaczki. W wieku 4 tygodni ponownie trafiła do szpital na naświetlania z powodu zbyt wysokiego poziomu bilirubiny. Była tam tydzień.  W wieku 2 miesięcy zrobione badania. Wszystko w porządku. Mała pod względem ruchowym rozwija się dobrze. Główkę zaczęła ładnie trzymać w wieku 3 miesięcy, najpierw zaczęła raczkować (7 miesięcy), a później siadać samodzielnie. W wieku 9 miesięcy sama zaczęła się podnosić (wspinać) po meblach do pozycji stojącej. 11 miesięcy już chodziła za jedną rączkę. Tydzień przed roczkiem zaczęła sama chodzić.

Martwi mnie brak rozwoju mowy. Od początku raczej mało gaworzyła. Oczywiście zdarzało jej się, ale to tylko czasami. Aktualnie nie mówi. Tzn. mówi po swojemu. Sytuacja wygląda dokładnie tak: Córka potrafi porozumiewać się za pomocą paluszka (pokazuje co chce) i słowa yyyyyyyyyyy. To oznacza że coś chce. Gdy chce żeby jej coś powiedzieć to mówi : ta- ta- ta. Gdy spytać jej się jak robi auto to bez otwierania buzi buczy: buuuuuuuuuu  Jak spytać jej się jak robi piesek to także bez otwierania buzi mówi: hh-hhh I jak widzi jak ktoś robi siku i zapytać się jak się robi siku to mówi : siiiiiiiii Nie mówi świadomie mama tata daj to. Dużo mówi, ale po swojemu, np. bawiąc się książeczką. Jak ktoś idzie klatką również potrafi zaczepić i rozmawiać z daną osobą. Również wyglądając przez okno lubi rozmawiać po swojemu. Rozumie znaczenie słów: mama, tata, babcia - pokazuje te osoby zarówno na zdjęciu jak i na żywo.

Pokazuje części ciała u siebie i u innych. Czasami się myli. Rozumie polecenie wyrzuć pieluszkę, nie wolno czy podaj piłeczkę.  W momencie gdy jej czegoś nie pozwolimy to strasznie się denerwuje. Zaczyna płakać i się wyrywać, czasami potrafi lekko uderzyć lub rzucić jakimś przedmiotem. Martwię się o córkę. Nie wiem czy to poprawne zachowania. Pediatra mówi, że wszystko ok. Ale ja nie ufam za bardzo lekarzom pierwszego kontaktu. Syn siostry ma autyzm - ma 6 lat. Zdiagnozowano u niego autyzm w wieku 2 lat, jednak już od 1,5 roku chodziła po lekarzach i wszyscy mówili, że z nim wszystko ok.  Zastanawiam się nad wizytą u specjalisty od zaburzeń rozwoju. Myślę o wizycie w Opolu lub też w Warszawie u doktor Masgutowej (nie wiem jak dokładnie się to pisze, więc z góry przepraszam).

Proszę o radę co robić ?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Dotyczy: Neurologia Autyzm

Wmawiam sobie, że umieram, że zaraz dostanę zawału i umrę - to nerwica czy depresja?

Witam, chciałam zapytać o to, czy komuś również dolega to, co mi. Otóż od kilku tygodni dostaje napadu lęku o życie, mam zimne ręce i stopy, serce bije strasznie szybko i mam podwyższone ciśnienie, trzęsę się i napada mnie...

Witam, chciałam zapytać o to, czy komuś również dolega to, co mi. Otóż od kilku tygodni dostaje napadu lęku o życie, mam zimne ręce i stopy, serce bije strasznie szybko i mam podwyższone ciśnienie, trzęsę się i napada mnie "fala strachu" przez co doprowadza mnie to do obłędu. Wmawiam sobie, że umieram, że zaraz dostanę zawału i umrę i nikt mi nie pomoże, że czeka mnie nieuchronna śmierć (nawet pisząc to teraz zaczynam czuć się niepewnie), nie wiem co mam robić. Kilka miesięcy temu straciłam kogoś bardzo ważnego w swoim życiu, zaczęłam brać tabletki na imprezach, po jakimś czasie postanowiłam wziąć całą paczkę i dostałam ataku paniki, myślałam, że serce mi stanie, dostałam w szpitalu kroplówkę i było w porządku. Od tamtego incydentu nie brałam niczego, tylko trochę popijałam alkoholu w weekendy. Teraz boje się nawet dotknąć piwa, bo boje się, że to mnie zabije. Nie jestem już taka jak kiedyś, mam dziwne myśli, ciągle czuję się jakbym "nie była w sobie", boję się panicznie śmierci, że będzie bolało, że będę świadoma wszystkiego i nie dopuszczam myśli, choć wiem o tym, że od tak nie ma się zawału. To straszne uczucie, nie wiem co mam robić. Boję się, że dostane tego ataku przy ludziach, że coś sobie ubzduram, że coś mi się naprawdę stanie. Panikuję na myśl o tym, że niedługo oszaleję, że w końcu moje zmęczone serce stanie i umrę. Naprawdę nie wiem co mi jest ;(

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy mój mąż jest chory na depresję?

Witam, mam 26 lat i od 5 lat jestem mężatką. Mój mąż od jakiegoś czasu chodził cały czas zmęczony, nic mu się nie chciało, myślałam, że ma tak zwanego doła, bo w pracy jest kryzys i zmniejszyli mu pensje....

Witam, mam 26 lat i od 5 lat jestem mężatką. Mój mąż od jakiegoś czasu chodził cały czas zmęczony, nic mu się nie chciało, myślałam, że ma tak zwanego doła, bo w pracy jest kryzys i zmniejszyli mu pensje. Jakiś czas temu powiedział, że stoimy w miejscu, że nic się nie zmienia, nie idziemy do przodu, nie rozumiałam tego, bo dopiero co kupiliśmy wspólne mieszkanie i w końcu stanęliśmy na własnych nogach, ja założyłam firmę żeby więcej zarabiać. Potem mąż mówił coś o potrzebie oddechu, że go ograniczam - myślałam, że ma kogoś i dlatego tak się zmienił, ale niestety chyba nie. Zrobiłam test na państwa stronie i wyszło, że ma ciężką depresję. Dziś mi powiedział, że mnie nie kocha, że na niczym mu nie zależy, że jest tak wściekły w środku, że stara się tylko nie wybuchnąć, wściekły jest jak musi iść do pracy jak ma wrócić do domu - najlepiej sam by siedział w samochodzie i rozmyślał. Powiedział, że powinniśmy się rozstać, mąż zawsze był trudnym człowiekiem i nie potrafił radzić sobie z problemami. Dziś powiedział, że wszystkich zawiódł, że nie powinien nigdy z nikim być, że wszystko mu jedno. Przyznał, że nawet jego mama jest zdziwiona, bo nie dzwoni do niej, a jak już to z konkretnym powodem, niczym nie jest zainteresowany, robi wszystko jak robot. Dziś znowu wyszedł, powiedział, że musi być trochę sam i nie wrócił na noc. Nie wiem co robić, nie mogę uwierzyć, że można kogoś po pięciu latach małżeństwa w ciągu 3 tygodni przestać kochać, boję się i chcę mu pomóc. Proszę o radę, pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Z testów wynika, że mam ciężką depresję. Czy to możliwe?

Wiele ostatnio czytam na temat depresji, rozwiązałam nawet test, z którego wynika, że mam ciężką depresję, jednak często miewam śmiech i zadowolenie co raczej nie jest objawem "ciężkiej depresji". Mam 14 lat, codziennie dużo czasu spędzam na świeżym powietrzu,...

Wiele ostatnio czytam na temat depresji, rozwiązałam nawet test, z którego wynika, że mam ciężką depresję, jednak często miewam śmiech i zadowolenie co raczej nie jest objawem "ciężkiej depresji". Mam 14 lat, codziennie dużo czasu spędzam na świeżym powietrzu, ponieważ chodzę wszędzie pieszo, ze względu, że mieszkam daleko od miasta. Ciągle chce mi się spać. Zaczyna robić się to już męczące. Od jakiegoś czasu (od około 4 miesięcy) chodzę spać najwcześniej jak mogę, około 19 (gdy pozwala mi na to ilość nauki do szkoły) kładę się spać, wstaję o 6/7, a czuję jakbym w ogóle nie spała. W weekend od 19 do 10, a nadal czuję się senna, ale nie mogę zasnąć (tylko w weekend). W szkole wciąż podsypiam, nie mogę skupić się na lekcjach. Nawet teraz (godz. 16) chce mi się potwornie spać. Do tego często płaczę z byle powodu, denerwuję się na innych, jestem rozdrażniona i łatwo mnie rozzłościć. Ciągle krzyczę na wszystkich bez powodu, a do tego wciąż boli mnie głowa. Od rana aż po popołudnie. Trudno mi się skupić. Proszę o pomoc, chciałabym czasem wytrwać do 22 nie idąc spać :) Marcelina.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Chciałam skierować syna na przymusowe leczenie, a nie mogę. Co robić?

Jak wcześniej pisałam syn po próbie samobójczej moim zdaniem znów ma takie myśli, nie wychodzi z pokoju, nie chce się leczyć - chciałam poprosić o przymusowe leczenie, lecz teraz jest problem, bo syn nigdzie nie jest ubezpieczony, a zarejestrować w...

Jak wcześniej pisałam syn po próbie samobójczej moim zdaniem znów ma takie myśli, nie wychodzi z pokoju, nie chce się leczyć - chciałam poprosić o przymusowe leczenie, lecz teraz jest problem, bo syn nigdzie nie jest ubezpieczony, a zarejestrować w urzędzie pracy będzie mógł się dopiero za miesiąc, bo został niedawno wyrejestrowany. Czy szpital psychiatryczny może syna przyjąć tak, żebym nie musiała ponosić kosztów? Proszę o szybką odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Ból głowy i nietypowe zachowanie u 13 latka

Witam! Mam pytanie związane z moim synem, który ma 13 lat. Od kilku dni dziwnie się zachowuje towarzyszy mu czasami też nietypowy ból głowy. Zastanawiam się czy nie ma to związku z dojrzewaniem. Dodam, że miał rok temu w listopadzie...

Witam! Mam pytanie związane z moim synem, który ma 13 lat. Od kilku dni dziwnie się zachowuje towarzyszy mu czasami też nietypowy ból głowy. Zastanawiam się czy nie ma to związku z dojrzewaniem. Dodam, że miał rok temu w listopadzie przeprowadzone badania EEG, tomografię komputerową głowy z kontrastem i wizyty u psychiatry. Wszystkie badania były w porządku. Objawy, które ma teraz miał też 2 lata temu samoistnie minęły. Mianowicie nietypowy ból głowy co go bardzo denerwuje, problemy ze snem, opowiadanie różnych rzeczy przypominanie ich sobie z przeszłości, mówienie szczegółowe co się wydarzyło danego dnia rzeczy mało istotnych cały (czas coś opowiada). Jest teraz bardzo cichy, spokojny, upomina młodszego brata gdy zachowuje się nie tak. Wcześniej był dzieckiem z zaburzeniami zachowania i emocji jednak nie był jakiś nadpobudliwy, był bardzo nieśmiały zresztą nadal tak jest, tylko wtedy miał dni że wyładowywał te nieśmiałość w domu, bo nieśmiały był w szkole. Bardzo proszę o odpowiedź z niecierpliwością czekam Danuta.

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

ADHD u 14-miesięcznego dziecka

Witam, jestem mamą 14-miesięcznego Artusia. Synek od małego jest bardzo ruchliwy. Jak nauczył się chodzić, to cały czas biega, rzadko odpoczywa i w ogóle się nie męczy. Interesuje się czymś tylko na chwilkę, najdłużej około 5 minut, a potem szybko...

Witam, jestem mamą 14-miesięcznego Artusia. Synek od małego jest bardzo ruchliwy. Jak nauczył się chodzić, to cały czas biega, rzadko odpoczywa i w ogóle się nie męczy. Interesuje się czymś tylko na chwilkę, najdłużej około 5 minut, a potem szybko biegnie w inne miejsce. Mam krzesełko do karmienia, w którym rzadko siedzi, ponieważ minutę po wsadzeniu zaraz z niego ucieka, nawet obiad jemy w biegu. Nie ma takiej rzeczy, która zainteresowała by go na dłuższą chwilę. Boję się, że to nie jest zwykła ciekawość świata. Proszę o poradę.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska

Czy ja mam depresję? Czy powinnam pójść do psychiatry?

Od kilku miesięcy, gdy jestem sama, jestem bardzo przygnębiona, zdarza mi się bardzo często płakać. Myślę, że to przez mojego brata, który od dzieciństwa dręczy mnie fizycznie i psychicznie. Niby to normalne u rodzeństwa, takie małe kłótnie, ale u...

Od kilku miesięcy, gdy jestem sama, jestem bardzo przygnębiona, zdarza mi się bardzo często płakać. Myślę, że to przez mojego brata, który od dzieciństwa dręczy mnie fizycznie i psychicznie. Niby to normalne u rodzeństwa, takie małe kłótnie, ale u nas wygląda to kompletnie inaczej. Mam też spore kompleksy na punkcie mojej postawy, ponieważ niestety mam wadę postawy i to mnie bardzo przygnębia. Wśród znajomych jestem dusza towarzystwa, a jak jestem sama to tracę chęć do jakichkolwiek rzeczy a tym bardziej do życia. Często też myślę o samobójstwie. Czy powinnam pójść do psychiatry?

odpowiada 1 ekspert:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska

Ból głowy u 13latka

Witam! Mam pytanie związane z moim synem który ma 13lat. Od kilku dni dziwnie się zachowuje towarzyszy mu czasami tez nietypowy ból głowy. Zastanawiam się czy nie ma to związku z dojrzewaniem. Dodam, że w związku z specyficznymi kłopotami w...

Witam! Mam pytanie związane z moim synem który ma 13lat. Od kilku dni dziwnie się zachowuje towarzyszy mu czasami tez nietypowy ból głowy. Zastanawiam się czy nie ma to związku z dojrzewaniem. Dodam, że w związku z specyficznymi kłopotami w nauce miał rok temu w listopadzie przeprowadzone badania EEG, tomografię komputerową głowy z kontrastem, rezonans magnetyczny i wizyty u psychiatry wszystkie badania były w porządku. Objawy które ma teraz miał tez 2lata temu samoistnie minęły. Mianowicie nietypowy ból głowy on opisuje go tak jakby ktoś w środku głowy łapał mu mózg ściskał i puszczał nie tyle go to boli co denerwuje, problemy ze snem, opowiadanie rożnych rzeczy przypominanie ich sobie z przeszłości, mówienie szczegółowe co się wydarzyło danego dnia rzeczy mało istotnych cały (czas cos opowiada)mam na myśli rzeczy których kiedyś w ogóle by nie mówił np., że okłamał mnie kilka dni temu że nie miał nic zadane a jednak miał, spacerowanie po pokoju bez celu przez np godzinne. Jest teraz bardzo cichy spokojny upomina młodszego brata gdy zachowuje się nie tak. Na początku tych objawów miał bardzo duży odruch wymiotny praktycznie co chwile. Brak apetytu praktycznie nic nie chce jeść. Wcześniej był dzieckiem z zaburzeniami zachowania i emocji jednak nie był jakiś nadpobudliwy był bardzo nieśmiały zresztą nadal tak jest tylko wtedy miał dni, że wyładowywał te nieśmiałość w domu bo nieśmiały był w szkole. Bardzo proszę o odpowiedź z niecierpliwością czekam Danuta.

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

W moich myślach jest tylko jedno - śmierć. Co robić?

Witam, to mój drugi post tutaj. Piszę bo z dnia na dzień, z godziny na godzinę jest co raz gorzej... Zrobiłam dzisiaj test na depresję - 43 punkty w skali Becka. Wiem, że powinnam iść do psychiatry albo psychologa. Ale...

Witam, to mój drugi post tutaj. Piszę bo z dnia na dzień, z godziny na godzinę jest co raz gorzej... Zrobiłam dzisiaj test na depresję - 43 punkty w skali Becka. Wiem, że powinnam iść do psychiatry albo psychologa. Ale nie zrobię tego. Od jakiegoś czasu straciłam całą wiarę, nadzieję w siebie, w ludzi, w przyszłość. Czuję, że świat mnie osacza, chcę stąd uciec. Nie wierzę już w dobro… Między mną a ludźmi w ogóle nie ma kontaktu, nie potrafię rozmawiać z innymi, żyć w ich świecie, przestrzeni. Wszystko co wcześniej chociaż trochę lubiłam teraz napawa mnie obrzydzeniem, nawet jeść nie potrafię.W mojej głowie to coś złego. Zaczynam planować swoją śmierć. Odkryłam, że to najprostsza rzecz na świecie. Jedna chwila i wszystko znika. To takie banalne.... I cały sęk tkwi w tym, że ja nie chcę myśleć o przyszłości, nie chcę przeżywać emocji, uniesień. Nie traktuję śmierci jako cudownej przemiany, zmiany stanu. Wiem, że to po prostu koniec wszystkiego. Idąc ulicą słyszę głos i czuję silne ręce które pchają mnie pod rozpędzone samochody, stojąc w metrze myślę tylko o tym czy byłoby w stanie mnie zabić. Kiedy idę mostem i patrzę na Wisłę czuje jak woda mnie wciąga, coś każe mi skoczyć. Myślę o tak mrocznych rzeczach, że nawet nie bardzo wiem jak je opisać. Ktoś pewnie mi powie że mam bliskich, rodzinę, przyjaciół... Nic bardziej mylnego. Moi rodzice uważają, że depresja jest wymysłem cywilizacji, że to tak naprawdę wymówka dla leni, którym nic się nie chce i że tylko fizyczne praca naprowadza na właściwe tory. Przyjaciół nigdy nie było, zawsze gdy miałam jakiś problem musiałam zadusić i zgasić go w sobie, bo nie miałam innego wyjścia. A ja już naprawdę się boję. I wcale nie czuję potrzeby, żeby zatrzymać ten ciągnący się w nieskończoność stan. Nie potrafię skupić się na najdrobniejszej rzeczy, w moich myślach jest tylko jedno - śmierć. Co robić?

odpowiada 1 ekspert:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska

Dlaczego ciągle czuję się przygnębiona?

Witam serdecznie. Mam 27 lat, spokojne, poukładane życie, bez większych problemów, stałą pracę, dobrego narzeczonego i wspaniałą kochającą rodzinę. A jednak mimo wszystko ciągle czuję przygnębienie, codziennie jestem smutna, coraz mniej się uśmiecham, mało jest rzeczy, które mnie cieszą...

Witam serdecznie. Mam 27 lat, spokojne, poukładane życie, bez większych problemów, stałą pracę, dobrego narzeczonego i wspaniałą kochającą rodzinę. A jednak mimo wszystko ciągle czuję przygnębienie, codziennie jestem smutna, coraz mniej się uśmiecham, mało jest rzeczy, które mnie cieszą - są to wyjątki typu wyjazdy na weekend lub spotkania w gronie znajomych - chociaż zauważyłam, że tych zaczyna być coraz mniej, bo często jest tak, że nie chce mi się wychodzić z domu. Najchętniej spałabym całymi dniami, a tu też jest kłopot, ponieważ mam problemy z zasypianiem. Boję się, że niedługo wszyscy się ode mnie odwrócą, gdyż z niczego nie jestem zadowolona i niczym nie potrafię się cieszyć, kiedyś osoba tryskająca energią i radością, wesoła i otwarta, dusza towarzystwa, teraz stałam się apatyczna, nerwowa, smutna i zamknięta w sobie. Nie mam pojęcia dlaczego, gdyż żadna istotna zmiana nie zaszła w moim życiu, może jedynie to, że nie czuję, by było ono coś warte, często powtarzam, że wolałabym się nie urodzić, bo życie jest rutynowe a każdy dzień podobny do poprzedniego... Dlaczego tak czuję, choć tego nie chce? Chciałabym być tą osobą, którą byłam kiedyś. Pozdrawiam ciepło i dziękuję za odpowiedź. Iza

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty