Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Problemy psychologiczne: Pytania do specjalistów

Dlaczego nigdy nie miałam chłopaka, czuję się nieatrakcyjna i niepotrzebna?

Nie bardzo wiem, co się ze mną dzieje. Mam 19 lat, w tym roku matura, niby wiem, co chcę robić dalej i raczej nie będę miała problemu z dostaniem się na wymarzona studia, bo dobrze się uczę i lubię to,...

Nie bardzo wiem, co się ze mną dzieje. Mam 19 lat, w tym roku matura, niby wiem, co chcę robić dalej i raczej nie będę miała problemu z dostaniem się na wymarzona studia, bo dobrze się uczę i lubię to, ale nie o to chodzi. Mam wrażenie, że nigdzie nie pasuję, nie potrafię się zaprzyjaźnić, ani rozmawiać z ludźmi. Czasami myślę, że ludzie w ogóle nie są mi potrzebni, ale czasami chciałabym z kimś szczerze pogadać, ale nie mam z kim. Myślałam, że znalazłam przyjaciółkę, było świetnie, ale teraz ona ma chłopaka. Ja doskonale rozumiem, że spędza z nim czas, ale ona mnie zupełnie olała, w zasadzie ze mną nie rozmawia, bo jej chłopak mnie nie lubi, a jest tak z prostej przyczyny - ja mam bardzo liberalne poglądy, on jest bardzo wierzącym katolikiem, który nie akceptuje innych poglądów. Poza tym uważam się za osobę mało atrakcyjną - nigdy nie miałam chłopaka. Niby wiem, że jest na to czas, ale czasami marzę o tym żeby się do kogoś tak po prostu przytulić. Głupota... A jak się zakochuje, to w kimś komu i tak nie powiem, takie życie. Jestem strasznie nieśmiała, boję się wielu rzeczy. Najbardziej odrzucenia. Wiem, że to wszystko brzmi banalnie i że ludzie mają poważniejsze problemy, ale ja naprawdę już nie wiem co robić. Dobija mnie mój pesymizm, nieumiejętność znajdowania radości życia. A prawda jest taka, że zakochałam się w kimś dużo starszym, a może nawet nie zakochałam, może to tylko fascynacja, ale mnie to męczy, bo to bezsensu. Przepraszam za chaos w moim opisie, ale opowiadam o tym pierwszy raz i czuję się jak ekshibicjonistka.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy psycholog pomoże mi z wyrzutami sumienia?

Czy psycholog może mi pomóc jeśli mam wyrzuty sumienia, że nie uchroniłam swego dziecka przed śmiercią?
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy mój mąż cierpi na depresję?

Witam, mam problem z moim mężem i bardzo proszę o radę, ponieważ rozkładam ręce na jego styl zachowania się i nie mam pojęcia co mu dolega. Jest młodym człowiekiem, ale jest bardzo nastawiony do życia negatywnie, wszystko widzi w czarnych...

Witam, mam problem z moim mężem i bardzo proszę o radę, ponieważ rozkładam ręce na jego styl zachowania się i nie mam pojęcia co mu dolega. Jest młodym człowiekiem, ale jest bardzo nastawiony do życia negatywnie, wszystko widzi w czarnych kolorach, wszystkim wytyka błędy, a swoich nie widzi. Nie umie sobie poradzić z emocjami, zamyka się w sobie, omija problemy z daleka, po czym one wracają i ciągną się. Nie rozmawia ze mną o problemach ani z nikim, jest często smutny, zamyślony. Próbowałam nie raz rozmawiać, tłumaczyć, żadnych efektów, po prostu "ma swój świat". Bywa agresywny, nie zdaję sobie bardzo sprawy z tego, ostatnio pod wpływem alkoholu był wobec mnie agresywny, wyzywał, poniżał, groził, potem mówił, że nic takiego nie robił, zresztą on nigdy się nie przyznaje. Najpierw jest wszystko w porządku, jest kochany, a potem, jak jest coś nie tak, to agresywny i zgania winę na mnie, robi z siebie ofiarę. Potrafi mnie uderzyć, ma bardzo "ciężką rękę". Boję się go jak jest zdenerwowany. Nie wiem jak mu pomóc, on uważa, że jest wszytko w porządku - jak uświadomić, że chyba nie jest jednak? Proszę o odpowiedź

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Choroba syna u babci

Mieszkam w tym samym mieście, co moi rodzice. Przynajmniej raz w miesiącu moja mama chce, aby mój synek nocował u nich np. przez cały weekend. Syn zawsze cieszy się, że będzie u dziadków. Problem tkwi w tym, że za każdym... Mieszkam w tym samym mieście, co moi rodzice. Przynajmniej raz w miesiącu moja mama chce, aby mój synek nocował u nich np. przez cały weekend. Syn zawsze cieszy się, że będzie u dziadków. Problem tkwi w tym, że za każdym razem oddaję go do dziadków zdrowego, a po przespanej u nich nocy, synek natychmiast skarży się na złe samopoczucie (najczęściej jest to drapiące gardło i stan podgorączkowy ok. 37,5 st. C). Choroba mija w momencie, gdy wraca do domu. U dziadków są bardzo dobre warunki mieszkaniowe, więc przypuszczam, że takich stanów nie powoduje np. zbyt niska temperatura w pomieszczeniach. Moi rodzice są bardzo nadopiekuńczy. Mimo, że syn ma już 5,5 roku i samodzielnie je, ubiera się, myje, czy podciera w toalecie, u dziadków jest wyręczany przy tych czynnościach. Babcia i dziadek karmią go, ubierają, podcierają czy myją. Bardzo proszę o pomoc, ponieważ nie wiem, jak powiązać ze sobą wszystkie fakty i pomóc dziecku.
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Co powinnam zrobić, żeby nie krzywdzić mojego chłopaka?

Witam, mam 19 lat, od prawie 5 lat jestem w związku z chłopakiem. Moim problemem jest to, że jeśli on mnie denerwuje nie potrafię uzasadnić w jaki sposób, po prostu czasem tak jest, że swoim zachowaniem i wtedy tracę kontrolę...

Witam, mam 19 lat, od prawie 5 lat jestem w związku z chłopakiem. Moim problemem jest to, że jeśli on mnie denerwuje nie potrafię uzasadnić w jaki sposób, po prostu czasem tak jest, że swoim zachowaniem i wtedy tracę kontrolę nad sobą, zaczynam go wyzywać, potrafię też uderzyć... Nie wiem czy to już jest choroba czy zwykłe złe humory, przez które wyżywam się na nim aż tak bardzo. Źle mi z tym, nie chcę go tak traktować, bo go bardzo kocham.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak poradzic sobie z kompulsywnym objadaniem się, złamanym sercem i problemami z rodzicami?

Jestem dojrzałą jak na swój wiek 17-latką (za 4 miesiące skończę 18). Już w 1 klasie gimnazjum zakochałam się w chłopaku z mojej klasy. Początkowo myślałam, że to tylko zauroczenie, ale w 3 klasie zorientowałam się, że naprawdę go kocham....

Jestem dojrzałą jak na swój wiek 17-latką (za 4 miesiące skończę 18). Już w 1 klasie gimnazjum zakochałam się w chłopaku z mojej klasy. Początkowo myślałam, że to tylko zauroczenie, ale w 3 klasie zorientowałam się, że naprawdę go kocham. Problem od samego początku polegał na tym, że on zupełnie nie zwracał na mnie uwagi. Jednakże w 3 klasie zauważyłam, że coś się zmieniło. Zaczęliśmy pisać ze sobą, rozmawiać (w późniejszym okresie także na dość intymne tematy). Czułam, że coś dla niego znaczę. Może to dziwne, ale wiedziałam jednocześnie, że jemu podoba się ktoś zupełnie inny. Prosił mnie nawet bardzo często o rady co zrobić, by tamta zwróciła na niego uwagę. A ja oczywiście (z głupoty/dobrego serca) pomagałam mu. Mimo iż wiedział, że ma inną na oku, cały czas łudziłam się, że może kiedyś domyśli się co tak naprawdę do niego czuję. Niestety myliłam się. Kiedy skończyły się wakacje i każdy z nas poszedł do innego liceum, nasz kontakt praktycznie się urwał (dodam, że mieszkamy w tym samym, stosunkowo niewielkim mieście). Dzięki jego wsparciu w wakacje postanowiłam zmienić swoje życie (schudłam ponad 16 kg). Niestety jak już wspomniałam, po wakacjach nasz kontakt się urwał. Czekałam miesiąc, dwa, trzy, a on się nie odzywał. Wreszcie w lutym naspał do mnie. Jego wiadomość była dla mnie prawdziwym ciosem. Napisał, że żałuje, że w ogóle tak daleko posunął się w relacji ze mną, że żałuje, że ze mną rozmawiał i pisał o tych sprawach. Poczułam się wykorzystana i oszukana. Od tego momentu zupełnie przestałam o siebie dbać, mówiąc krótko niesamowicie się, zapuściłam. Do czerwca przytyłam znacznie więcej niż poprzednio schudłam. Aż tu jak na złość pod koniec roku szkolnego spotkałam go po prawie rocznej przerwie i to w dodatku w miejscu, gdzie zupełnie nie spodziewałabym się tego (mały dworzec PKP w mojej miejscowości). On ku mojemu zdziwieniu w pierwszej chwili chyba ucieszył się, że mnie widzi, ale mina wyraźnie mu zrzedła, po krótkiej chwili, gdy dokładnie mi się przypatrzył. Nigdy wcześniej nie wstydziłam się za swój wygląd tak bardzo, jak wtedy. Spotkaliśmy się jeszcze raz przed wakacjami, kiedy przyszedł do mojej szkoły, odwiedzić dawne mury (oboje chodziliśmy tam do gimnazjum). Wtedy nawet niechętnie przywitał się ze mną. I to tak naprawdę zapoczątkowało mój problem, który o mały włos nie skończył się tragicznie... Po tym wydarzeniu, nawet wakacje w Paryżu nie poprawiły mi humoru. Wręcz przedziwnie, uczestnicząc w rejsie po Sekwanie czy stojąc na samym szczycie wieży Eiffla mój problem w moim mniemaniu nabrał wręcz monstrualnych rozmiarów. Zupełnie nie przeszkadzał mi mój wygląd, który był z tygodnia na tydzień coraz bardziej niepokojący dla moich rodziców, ale niestety nie dla mnie. Objadałam się (chociaż pewnie powinnam napisać obżerałam) się dosłownie wszystkim i to w niewyobrażalnych wręcz ilościach, a po tzw. ucztach miałam do siebie ogromne pretensje, że znów to zrobiłam. Moja samoocena była bliska 0. Któregoś dnia po kolejnej "wielkiej uczcie" postanowiłam ze sobą skończyć. Mój pokój znajduje się na 2 piętrze domu i dlatego uznałam, że najwłaściwszym sposobem, by to zrobić będzie skok z balkonu. Wiem, że pewnie brzmi to śmiesznie, ale dla mnie wtedy nie zupełnie takie nie było. Kiedy stałam już po drugiej stronie barierki doszły do mnie chyba resztki rozumu, który w przypływie chwili sprawił, że zaczęłam niesamowicie gorzko płakać (wręcz wyć) i szybko stamtąd uciekłam. Postanowiłam, że nie poddam się. Tej nocy (dokładnie o 4:20 nad ranem) napisałam do niego strasznie długi list, w którym powiedział mu o całym uczuciu, które do niego żywiłam przez te wszystkie lata. Zaznaczyłam, że nie chcę, by miał do siebie jakiekolwiek pretensje. Słowem: całą winę wzięłam na siebie. Postanowiłam, że pora coś ze sobą zrobić. Miałam już wcześniej duże doświadczenie w dietach odchudzających, ale nigdy jeszcze nie przeprowadzałam tak długiej jak tym razem głodówki. Postanowiłam przeprowadzić bowiem 10-dniową głodówkę oczyszczającą. Udało się, wytrwałam. Później oczywiście stopniowo z niej wychodziłam. Zaczęłam od małej porcji jedzenia i ćwiczeń fizycznych. Udało się osiągnąć zamierzony plan (od 12.08 do 31.01). Dosłownie 2 dni przed rozpoczęciem roku szkolnego dowiedziałam się, dlaczego tak niemiłosiernie obżerałam się, bardzo często aż do uczucia bólu żołądka. Okazało się, że przez te wszystkie miesiące od lutego do 12. sierpnia cierpiałam na BED. Mówiąc szczerze poczułam ulgę. Po pierwsze wiedziałam, że to moje obżeranie się nie wynikało z mojej słabej woli, a z choroby, nad którą po prostu nie mogłam zapanować. A po drugie wiedziałam, że od powodzenia wychodzenia z tej choroby zależy tak naprawdę moje życie. Teraz mogę się pochwalić, bo właśnie od 12.08. nie miałam kompulsu i cały czas mam siłę do walki z tą (nieuleczalną do końca) chorobą. Odżywiam się zdrowo, uprawiam sport i w efekcie schudłam już z 80 do 58 kg. Wiem, że pewnie pomyślicie sobie Państwo, że szybkie tempo sobie obrałam, ale proszę mi wierzyć - kiedy waga pokazała 80 kg wyglądałam dosłownie jak napompowana. Teraz chcę maksymalnie zrzucić jeszcze 3 kg, a później przejdę do stabilizacji. Wiem, że pewnie zastanawiacie się Państwo, w czum tkwi mój problem. Otóż po pierwsze moja mama nic nie wie o chorobie i nie chcę, by wiedziała. Wychodzę z założenia, że skoro niedługo kończę 18 lat, to nie mogę ją zamartwiać moimi problemami, choć wiem, że gdybym jej o tym powiedziała to na 100 % pomogłaby mi przez to przejść. Jednakże uważam, że dorosłość zobowiązuje, poza tym mama ma zbyt wiele swoich problemów, by jeszcze pomagać mi. Czasem jest mi po prostu ciężko żyć z tym prawie samej (mój młodszy brat jedynie wie o moim problemie). Ponadto myślę, że mam dość spory problem z wyrażaniem uczuć właśnie w stosunku do mamy i taty. Wiem, że kochają mnie najbardziej na świecie i zrobiliby wszystko bym była szczęśliwa, jednak nie potrafię im zaufać. Może to przez to, że już kilka razy po opowiedzeniu im o moich problemach wyśmiali mnie i opowiedzieli innym. Drugi problem polega na tym, że mimo tej całej smutnej historii ja cały czas kocham Michała (to imię chłopaka, o którym pisałam wcześniej). Moja choroba nie zmniejszyła moich uczuć do niego, wręcz przeciwnie. Czuję, że przez to co się stało moje uczucie do niego dojrzało i stało się silniejszym. Problem polega jedynie na tym, że ja cały czas nic dla niego nie znaczę. On woli niestety inny typ dziewczyn niż ja. I to boli mnie najbardziej: świadomość, że ja mogłabym zrobić dla niego wszystko, a on nie czuje do mnie nic. Kiedy wysłałam mu życzenia świąteczne i noworoczne oraz zapytałam (zaznaczyłam, że kieruję moje pytanie bez jakichkolwiek podtekstów) co u niego słychać, nawet nie odpisał... To bardzo zabolało, ale już nie popadłam w depresję jak ostatnim razem. Po prostu poczułam się odrzucona i niesamowicie samotna. Nie potrafię o nim zapomnieć, cały czas o nim myślę. Planowałam nawet zaprosić go na moją 18-nastkę, ale nie wiem czy to dobry pomysł. Często nawet śni mi się. Czy istnieje jakiś sposób by poradzić sobie z tym uczuciem i okazywaniem emocji w stosunku do moich rodziców?Bardzo proszę o odpowiedź i z góry dziękuję za przeczytanie i zrozumienie moich, być może, zawiłych problemów.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Dlaczego, choć uczę się dniami i nocami, nic nie mogę zaliczyć?

Jestem 21-latką i przeżywam poważny kryzys teraz, w czasie sesji. Mimo że jestem na moich wymarzonych studiach, mimo że pracuję całymi dniami i nocami, to nic nie udaje mi się oddać, zaliczyć. W przyszłym tygodniu kończy się semestr, a ja...

Jestem 21-latką i przeżywam poważny kryzys teraz, w czasie sesji. Mimo że jestem na moich wymarzonych studiach, mimo że pracuję całymi dniami i nocami, to nic nie udaje mi się oddać, zaliczyć. W przyszłym tygodniu kończy się semestr, a ja ciągle nie mam niczego pozaliczanego i nie przez to, że się nie starałam, ale przez to, że nie daję rady. Obecnie jestem tak zestresowana, że nie pozaliczam (co jest już prawie pewne, biorąc pod uwagę ilość materiału) i że mnie wywalą (co jest myślą irracjonalną, w zeszłych sem. wszystko pozaliczałam i powinno mi wystarczyć punktów ects), że nie mogę niczego zacząć, tylko siedzę i plączę. Dodatkowo dobijają mnie wątpliwości, skoro nie daję rady i nic mi na tych studiach nie wychodzi, to może nie mam predyspozycji do tego zawodu? Może nie warto się dalej męczyć i poświęcać, walczyć o te zaliczenia skoro i tak po prostu się nie nadaję? Moi rodzice bardzo mnie wspierają i ciągle powtarzają, że nie muszę wszystkiego teraz pozaliczać itp., ale ja widzę jak oni się martwią i robią wszystko żeby mi pomoc i jeszcze bardziej się tym wszystkim przejmuję. Co mam zrobić, nie mogę już tak dalej funkcjonować (nie jem - brak apetytu i nie śpię - brak czasu), a myśl, że wszystko co ostatnio robię tymi nocami i tak nie wychodzi i nie ma żadnych efektów mojej pracy zupełnie mnie już dobija.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego, odkąd jestem matką, nie kontroluje swojego zachowania?

  3 lata temu urodziłam dziecko, mam jeszcze nieliczne oznaki mleka w piersi. Oprócz tego częste bóle głowy, nerwowość, napady wściekłości. Nie kontroluję swojego zachowania, często jest ono irracjonalne, nie mam ochoty na nic. Co może być tego przyczyną?
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy ja się do niczego nie nadaję?

Witam, piszę, ponieważ nie wiem co się ze mną dzieje. Zacznę od początku. Mam 36 lat i związałam się z mężczyzna po 50., jest mi z nim wspaniale, ale ja obawiam się, żeby znajomi nie kpili ze mnie, że znalazłam...

Witam, piszę, ponieważ nie wiem co się ze mną dzieje. Zacznę od początku. Mam 36 lat i związałam się z mężczyzna po 50., jest mi z nim wspaniale, ale ja obawiam się, żeby znajomi nie kpili ze mnie, że znalazłam sobie starszego faceta, bo nie umiałam znaleźć sobie innego (a tak nie jest, jest on wspaniałym człowiekiem). Miałam parę związków nieudanych i dopiero przy nim znalazłam miłość i szacunek, nikt ze znajomych nie wie, że się związaliśmy, ja się wstydzę chyba, już sama nie wiem jak to nazwać. Druga rzecz to mam paniczny lęk przed podjęciem nowej pracy, zmieniłam miejsce zamieszkania żeby łatwiej mi było coś znaleźć i na tym stanęło, nie umiem sobie poradzić żeby iść i zacząć czegoś szukać, obawiam się, że nie podołam niczemu. Jako dziecko nigdy nie byłam motywowana, wręcz zawsze byłam głupia i do niczego się nie nadawałam - może tak faktycznie jest? Jestem tchórzem, pomóżcie mi - jak z tego wybrnąć? Pozdrawiam, Ewelina

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy ból żołądka jest spowodowany nerwami?

Witam, Mam bardzo ważne pytanie. Jakiś czas temu zaczął bolec mnie brzuch/żołądek. Miałam jakieś tabletki na kwas z żołądka, badania krwi i usg i niby wszystko w porządku, a brzuch nadal boli. Przychodzi jakiś czas, że jest wszystko ok, a...

Witam, Mam bardzo ważne pytanie. Jakiś czas temu zaczął bolec mnie brzuch/żołądek. Miałam jakieś tabletki na kwas z żołądka, badania krwi i usg i niby wszystko w porządku, a brzuch nadal boli. Przychodzi jakiś czas, że jest wszystko ok, a po pewnym czasie znowu… Bardzo się martwię co to może być. Dodam, że miewam też duszności i prawdopodobnie to z nerwów. Mam wrażenie jakby ktoś mi żołądek/brzuch zawiązywał na supełek, jakby ktoś mi jeździł czymś. Nie potrafię określić tego bólu. Czy to może być z nerwów? Proszę o odp. Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Nagłe napady złości i agresji

Mam 5-letniego synka, który od sierpnia chodzi do przedszkola w Niemczech. Od kwietnia mieszkamy w tym kraju na stałe. Od pierwszego dnia w przedszkolu dzieci bardzo go polubiły, z wzajemnością pomimo braku znajomości języka. Mój syn nigdy nie stwarzał problemów,...

Mam 5-letniego synka, który od sierpnia chodzi do przedszkola w Niemczech. Od kwietnia mieszkamy w tym kraju na stałe. Od pierwszego dnia w przedszkolu dzieci bardzo go polubiły, z wzajemnością pomimo braku znajomości języka. Mój syn nigdy nie stwarzał problemów, jest spokojnym i wrażliwym dzieckiem. Potrafi się dzielić z innymi. Ma młodszego braciszka. Od kilku tygodni jednak zaprzyjaźnił się z bardzo agresywnym dzieckiem. Chłopak dopiero w czerwcu zmieni placówkę na "specjalną", gdyż sprawia dużo problemów. Mój synek zmienił się nie do poznania, bije dzieci, łapie, jest agresywny w przedszkolu i w domu. Nie słucha, kiedy tłumaczymy, że to co robi jest złe. Zachęcaliśmy go z mężem, żeby odciągał tego drugiego od takich zachowań i zapraszał go do wspólnej zabawy. Nic to nie dało. Czasem mój syn sam jest ofiarą tego chłopca. Ja nie znam jeszcze zbyt dobrze języka, dopiero się uczę. Nie wiem, gdzie mogę oczekiwać pomocy i wsparcia. Nie wiem, co robić. To dla nas bardzo trudny moment w życiu i nie twierdzę, że nie odbija się to zupełnie na zachowaniu syna. Ale agresja i złe zachowanie ewidentnie ma miejsce od momentu zaprzyjaźnienia z tym chłopcem. Błagam o pomoc, nie wiem co robić i jak do niego dotrzeć:(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska

Jak mam zmienić swój charakter? Jak sobie radzić z problemami?

Witam, Mam 15 lat i mam pewien problem, uważam, że do niczego się nie nadaję i chciałabym to zmienić. Chodzi o to, że mam słaby charakter jestem bardzo wrażliwa, nie potrafię być obojętna, czuję się i myślę tak o sobie,...

Witam, Mam 15 lat i mam pewien problem, uważam, że do niczego się nie nadaję i chciałabym to zmienić. Chodzi o to, że mam słaby charakter jestem bardzo wrażliwa, nie potrafię być obojętna, czuję się i myślę tak o sobie, jakbym miała niską samoocenę. Gdy mi na czymś zależy to nie potrafię tego odpuścić, nie umiem być obojętną, często się załamuję, nerwy nie pozwalają mi się za dobrze uczyć. Mam problemy z byłym chłopakiem, na którym wciąż mi zależy, ale nie mogę sobie go odpuścić. W dodatku moja mama jest ciężko chora. Jestem nerwową dziewczyną i nie potrafię sobie radzić z problemami, często płaczę, moje życie się wali, nie potrafię tego zmienić, nie potrafię sobie tłumaczyć i jakoś radzić z nerwami :(. Nikt o tym nie wie, dlatego też nie chcę iść do psychologa, bo stwierdziłam, że i tak nic nie powiem, a to w niczym mi nie pomoże, po prostu nie jestem aż tak otwartą dziewczyną, żeby mówić o swoim życiu. Pomóżcie, doradźcie mi - jak sobie z tym mam radzić? Jak mogę zmienić się dla siebie i bliskich, jak zmienić charakter? Co mam zrobić z nerwami? Proszę o wyrozumiałość i pomoc. Będę bardzo wdzięczna.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Skąd te konflikty we mnie: Niska samoocena i problem z seksualnością

Moje problemy są nieco rozgałęzione, ale względnie sprowadzają się do niskiej samooceny, niedowartościowania i możliwe, że coś jeszcze się w tym kryje. Jestem człowiekiem do szpiku kości świadomym i nie potrafię przestać myśleć. Jednocześnie wpadłem w błędne koło głębokich...

Moje problemy są nieco rozgałęzione, ale względnie sprowadzają się do niskiej samooceny, niedowartościowania i możliwe, że coś jeszcze się w tym kryje. Jestem człowiekiem do szpiku kości świadomym i nie potrafię przestać myśleć. Jednocześnie wpadłem w błędne koło głębokich rozważań w poszukiwaniu „złotego środka” na moje problemy, które sprowadzają mnie do jeszcze głębszych i bezowocnych przemyśleń. Ten stan „wiecznego myśliciela” jest dość uciążliwy i odbiera możliwość pełnego oddania się bazowym ludzkim emocjom, niosącym radości, smutki czy wiele innych uczuć. Pominę już fakt problemów ze snem, głównie z zasypianiem i rozbijaniem każdego problemu, z którym mam do czynienia, na czynniki pierwsze. Głównymi powodami problemów i kontemplacji nad nimi jest seksualność oraz system wartości w odniesieniu ideologicznym. Mam 27 lat, jestem żonaty od pięciu lat. Staram się żyć zdrowo, regularnie ćwiczę, we współżyciu żadna partnerka nigdy na mnie nie narzekała, a mimo to sam sobie „dowalam” w kwestiach atrakcyjności (nie czuję się atrakcyjny dla kobiet), współżycia (kiepski kochanek), atrybutów męskości (wielkość, twardość przyrodzenia), płodności (bezowocne starania o dziecko), a nawet w relacjach z kobietami (nieznajome omijam szerokim lukiem). Uczyniłem też rzecz niedobrą, bo dla chęci przełamania się spałem z inną kobietą i – mimo zaskakująco pozytywnego wyniku – nie zaszły żadne zmiany w moim myśleniu. W zamian, sumienie bardziej zaczęło mi ciążyć. Nawet wstyd się przyznać, że na tym tle czuję się jak dzieciak, który piersi w ręku nie czuł, a rozpływa się nad ciałami modelek czy gwiazd show-biznesu. Jestem człowiekiem bardzo spokojnym i duże znaczenie w moim życiu odgrywają idee, czyli specyficzny system wartości bazujący na tradycjonalizmie i wojowniczej naturze. Ciąży mi to niezmiernie, gdyż pojęcia jak duma, honor, godność, rodzina są dla mnie istotne, a wchodzą w konflikt ze współcześnie funkcjonującymi modelami społecznymi i ustrojem. Jest to także swoisty „chemiczny kołowrotek”, bo działanie zgodnie z tym i w obronie tego, w co wierzę i co jest dla mnie cenne, zderza się z nieugiętą świadomością tworzącą kilka scenariuszy, które kończą się dla mnie zawsze źle. Koniec końców, sam siebie paraliżuję przed jakimkolwiek działaniem, a po fakcie wrzucam sobie samemu od hańbą okrytych tchórzy i nieudaczników. Zdecydowałem sie napisać, bo takie chore postępowanie niszczy mój związek, niszczy życie moje i moich bliskich. Dziwię się, że żona mnie jeszcze w d*** nie kopnęła i znosi te męki ze mną.  

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak poradzić sobie z traumą z dzieciństwa?

Na początek opowiem o sobie. Kiedy miałam 7 lat byłam gwałcona od czasu do czasu, przez około 2 miesięce, nie powiedziałam nic nikomu ze strachu, czułam że jestem współwinna, osamotniona. Zaczęłam bać się ciemności, nie spałam po nocach, w...

Na początek opowiem o sobie. Kiedy miałam 7 lat byłam gwałcona od czasu do czasu, przez około 2 miesięce, nie powiedziałam nic nikomu ze strachu, czułam że jestem współwinna, osamotniona. Zaczęłam bać się ciemności, nie spałam po nocach, w dzień jakby było już wszystko ok. Trochę popłakałam, pogryzło mnie sumienie i z czasem odnalazłam radość z życia. Trochę później zmarł mój tato, zaczęłam często płakać za nim, często też z byle powodu. Zrobiłam się strasznie cicha, zamknięta w sobie. Parę lat później poznałam chłopaka, zakochałam się. Kiedy rozmawialiśmy patrzyłam mu w oczy było dobrze, a kiedy usiadłam mu na kolanach, zobaczył jak omijam go wzrokiem, każde zbliżenie było ucieczką. Pewnego dnia pokłóciliśmy się, "przycisną mnie" i opowiedziałam mu o wszystkim. Była to pierwsza osoba od wielu lat, która dowiedziała się. Potem opowiedziałam o tym paru najbliższym osobom - u mamy nie znalazłam zrozumienia. Wszystkie wspomnienia wróciły, wcześniej było to odstawione już w przeszłość. Od tego czasu wiele zmieniłam. Przestałam być nieśmiała. Chłopak nauczył mnie nie bać się tak bardzo ciemności, mocne światło lampy zamieniłam na delikatną lampkę nocną. Mam problemy z nauką choć zawsze wyciągam oceny i idę dalej, jestem samodzielna, mam przyjaciół, znajomych. Mam marzenia, plany, ale także wiele myśli od samobójczych po morderstwa - wiem, że te myśli to brednie, życie jest realną strefą, a ja nie mam w sobie tyle nienawiści do czynu. Mam wciąż duże opory o opowiadaniu tych wydarzeń mimo, że nie było w tym mojej winy a małe dziecko nie jest trudno zastraszyć, chce na nowo zamknąć ten rozdział. Więc teraz pytam jak przekonać samą siebie, że należy pogodzić się ze śmiercią taty? Dlaczego moje emocje są wciąż takie rozchwiane i ciągle płaczę, skoro od lat pracuje nas sobą? Proszę o odpowiedź.

odpowiada 3 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Dr Małgorzata Mazurek
Dr Małgorzata Mazurek

Przerażające sny co noc - co mogę zrobić?

Bardzo często śnią mi się wilkołaki i potwory, niektórych nigdy nie widziałem w żadnym filmie. Niestety sam też występuję jako wilkołak, trwają wojny o przetrwanie, niekiedy nie potrafię wygrać walki lub uciec i się budzę, nieraz wygrywam, lecz prawdziwy problem...

Bardzo często śnią mi się wilkołaki i potwory, niektórych nigdy nie widziałem w żadnym filmie. Niestety sam też występuję jako wilkołak, trwają wojny o przetrwanie, niekiedy nie potrafię wygrać walki lub uciec i się budzę, nieraz wygrywam, lecz prawdziwy problem jest taki, że wstaję wykończony, niewyspany. Nie piję alkoholu od 6 lat, rzuciłem, bo piłem za dużo, lecz te sny mam od kiedy pamiętam. Proszę o odpowiedź. Dziękuję.

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak pomóc bratu, którego rzuciła dziewczyna, a on próbował się zabić, a teraz chce się zemścić?

Witam, młodszego brata dziewczyna rzuciła dla jego przyjaciela. Nie mogąc się z tym pogodzić podjął próbę samobójczą przez połknięcie garści tabletek antydepresyjnych. Jednak po zażyciu tabletek zadzwonił do starszej siostry, prosząc o pomoc. Sytuacja skończyła się ostatecznie w szpitalu na...

Witam, młodszego brata dziewczyna rzuciła dla jego przyjaciela. Nie mogąc się z tym pogodzić podjął próbę samobójczą przez połknięcie garści tabletek antydepresyjnych. Jednak po zażyciu tabletek zadzwonił do starszej siostry, prosząc o pomoc. Sytuacja skończyła się ostatecznie w szpitalu na płukaniu żołądka. Wyszedł z tego z niewielkim uszczerbkiem na zdrowiu, niestety psychicznie jest znacznie gorzej. Początkowy żal, agresja na przemian ze stanami wręcz otępienia zamieniła się obecnie w niewyobrażalną chęć zemsty za wszelką cenę. Sytuacja ciągnie się drugi miesiąc. Cała rodzina żyje w ciągłym stresie o to, czy brat znowu nie spróbuje skończyć ze sobą, bądź nie zrobi krzywdy komuś innemu (byłej dziewczynie czy też byłemu przyjacielowi). W całą sytuację odegrania się na nich próbuje wciągnąć najbliższych i znajomych. Nie dawno wyszło na jaw wiele jego kłamstw, które uknuł, żeby zwrócić wszystkich przeciwko nim i przedstawić siebie w roli ofiary. Nawet problemy ze zdrowiem rodziców po całej sytuacji nie skłoniły go aby przerwać tę obsesję, przez którą rodzina a przede wszystkim on sam ma nieprzyjemności. Kiedy staramy się mu wytłumaczyć, że będziemy go wspierać we wszystkim, tylko żeby odpuścił i zaczął żyć własnym życiem, reaguje agresywnie zarzucając nam, że nas nie obchodzą jego sprawy i problemy. Boimy się, że jeśli nie będziemy popierać jego chęci zemsty poczuje się odtrącony i nierozumiany, co znowu skończy się próbą samobójczą. Ostatnie tygodnie życia całej rodziny toczą się tylko wokół tej jednej sprawy. Wizyty brata u psychologa oraz jedna u psychiatry zniechęciły go do tego rodzaju pomocy już po pierwszej wizycie. Proszę o pomoc, jakąkolwiek radę!

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

To świat jest głupi, czy mnie powinno nie być?

We mnie albo wszystko wre albo nie umiem zmusić się do uciechy czymkolwiek. Właściwie to złość wybucha we mnie różnych rzeczach, bez określenia ważna sprawa lub nie. Kiedy mnie coś wnerwi to akurat to jest najważniejsze nic innego się nie...

We mnie albo wszystko wre albo nie umiem zmusić się do uciechy czymkolwiek. Właściwie to złość wybucha we mnie różnych rzeczach, bez określenia ważna sprawa lub nie. Kiedy mnie coś wnerwi to akurat to jest najważniejsze nic innego się nie liczy tylko to zniszczyć, oddać komuś, nabluzgać. Siebie lubię w zależności. Czasem są chwile, że w ogóle nie wiem co do siebie czuję. Za to innych czuję niemałą nienawiść, prawie jak jakiś Hitler, i nieufność. Pracy nie mam. Miałam jedną, ukochaną, ale pozwalniali ludzi. Mnie też. To była jedyna praca, która dawała mi wielką satysfakcję i nadzieję na przyszłość... Od tego czasu nie mogę nigdzie zagrzać miejsca. Dwa razy trafiłam od tego czasu na oszustów i traktowanie pracowników jak szmaty i na tym się skończyło. Od roku znów nigdzie nie robię i tak zapewne zostanie - szlag mnie trafi! Czuję się jak wulkan. Jedna iskra i wybucham, nigdy nie wiem kiedy. Poza tym żyję jak wegetująca roślina. Na nic kasy, utrzymuje mnie mama. I narzeczony. Tak 7 lat chodzimy i nie mamy na ślub, na mieszkanie. On też mieszka z rodzicami, bo za mało zarabia na cokolwiek. Ma 37 lat. Ja mam 30 lat. Mam szkołę, staż .Co z tego, jeśli mamy taki region, że na byle roznoszenie ulotek trzeba czekać w kolejce zanim cię zatrudnią?! Człowiek żyły wypruwa, wysyła CV, na które stawonogi i tak nie odpowiadają i guzik! Jak widzę jak inni maja cokolwiek, chociażby pieniądze na tygodniowe wczasy w góry - już kły wytrzeszczam i zagryzłabym! Czuję jakby moje życie skończyło się, a teraz pozostała już tylko wegetacja aż do śmierci :(. Patrzę jak ludzie traktują siebie nawzajem i zwierzęta to obrzydzenie mnie bierze. To akurat temat dla wiedzących o co biega. Ja nigdy nie byłam dla nikogo wredna, złośliwa. Ostatnio samo się to zmieniło. Coś we mnie pękło. I już się raczej nie odbuduje. Nie wiem co z tym zrobić, w każdym razie ja już na to wpływu ani sił nie mam...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego chcę się zabić, chociaż nie mam żadnych powodów?

Witam serdecznie, Chodzę do 5 klasy podstawówki. Mam wspaniałą klasę, wspaniałych rodziców. Teraz przejdźmy do rzeczy. Ciągle nachodzi mnie takie odczucie, chęć do zabicia się. Nie wiem od czego i dlaczego, ale po prostu nie chce mi się żyć. Mówiłam...

Witam serdecznie, Chodzę do 5 klasy podstawówki. Mam wspaniałą klasę, wspaniałych rodziców. Teraz przejdźmy do rzeczy. Ciągle nachodzi mnie takie odczucie, chęć do zabicia się. Nie wiem od czego i dlaczego, ale po prostu nie chce mi się żyć. Mówiłam to mamie a ona powiedziała, że w moim wieku zdarzają się takie odczucia. Ja nie jestem pewna tej odpowiedzi. Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzało. Dopiero od miesiąca nachodzą mnie takie myśli. Również częściej płacze, tak sama z siebie. Robi mi się smutno, jestem przygnębiona. W szkole mam dobre oceny. Lubią mnie w klasie. Częściej również wybucham złością, denerwuje się. Wcześniej tak nie miała. Ostatnio mam też problemy ze spaniem. Nie wysypiam się. Nie mogę zasnąć. Nie wiem co mam zrobić… Jak mogę sobie pomóc?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co zrobić, abym nie był dłużej samotny?

Witam serdecznie, Jestem 20-letnim chłopakiem, studiuję socjologię. Od kilku tygodni mam problem z własną osobą. Zacznijmy może od faktu, iż jestem samotny. Nie chodzi tylko o to, że nie mam dziewczyny. Nie mam żadnych przyjaciół, nikogo bliskiego, z kim mógłbym...

Witam serdecznie, Jestem 20-letnim chłopakiem, studiuję socjologię. Od kilku tygodni mam problem z własną osobą. Zacznijmy może od faktu, iż jestem samotny. Nie chodzi tylko o to, że nie mam dziewczyny. Nie mam żadnych przyjaciół, nikogo bliskiego, z kim mógłbym porozmawiać, komu mógłbym powierzyć swoje problemy a przy tym nie zostać wyśmianym czy też zbagatelizowanym. Na rodzinę nie mam co liczyć, ale o tym nie chcę rozmawiać. Zapewne do tego stanu przyczynił się też fakt, że kilkukrotnie byłem zakochany, ale zawsze źle lokowałem uczucia, bo nie ma nic gorszego niż usłyszeć od dziewczyny "nie możesz mnie kochać". Denerwuje mnie w zasadzie wszystko i wszyscy, jestem więźniem swojego domu, praktycznie nigdzie nie wychodzę, bo nie mam dokąd ani do kogo. Tracę apetyt, jestem strasznie denerwujący dla otoczenia. Zawsze uciekałem do muzyki, którą tak bardzo kocham, i do sportu, teraz jednak NIC nie sprawia mi przyjemności. Kiedy ktoś wspomni mi o tym, że wychodzi się spotkać ze znajomymi, miło spędzić czas, to najchętniej bym się rozryczał i udawał, że nie istnieję. Czuję się strasznie samotny. Próbowałem sobie wmawiać, że to jedna z faz teorii rozwoju psychospołecznego Eriksona, ale tak chyba nie jest. Co mam zrobić? Chcę być szczęśliwy, chcę znowu żyć.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak zapomnieć o tym, że dziadek molestował mnie seksualnie?

Mam 13lat i poważny problem. W wieku ok. 10-11 lat byłam molestowana przez dziadka (podglądał mnie, opowiadał o seksie, proponował seks, groził, pokazywał pornografię), na szczęście nie zgwałcił mnie jeszcze. Cały czas czuję, że to moja wina. Gdy próbowałam to...

Mam 13lat i poważny problem. W wieku ok. 10-11 lat byłam molestowana przez dziadka (podglądał mnie, opowiadał o seksie, proponował seks, groził, pokazywał pornografię), na szczęście nie zgwałcił mnie jeszcze. Cały czas czuję, że to moja wina. Gdy próbowałam to powiedzieć komuś z rodziny nikt mi nie wierzył. Co robić? Nikomu nie mogę teraz zaufać, stale źle się czuję z tego powodu, pogorszyłam się w nauce. Nie wiem co robić, nikt mi nie wierzy.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty