Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Problemy psychologiczne: Pytania do specjalistów

Jak zapobiegać nerwowym drganiom mięśni twarzy?

Witam, Mam na imię Ania mam 15 lat. Mam problem z nieśmiałością. Ilekroć znajduję się w stresującej dla mnie sytuacji moja górna warga (po lewej stronie ust) zaczyna nerwowo drgać i dodatkowo robię się czerwona. Nie wiem jak temu zapobiec.... Witam, Mam na imię Ania mam 15 lat. Mam problem z nieśmiałością. Ilekroć znajduję się w stresującej dla mnie sytuacji moja górna warga (po lewej stronie ust) zaczyna nerwowo drgać i dodatkowo robię się czerwona. Nie wiem jak temu zapobiec. Jest to dla mnie bardzo krępujące i uciążliwe. Chciałabym pozbyć się tego objawu, wygrać z nieśmiałością i wreszcie żyć jak inni. Serdecznie proszę o poradę co mogłabym zrobić na rzecz mojej drgającej wargi.
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Autoagresja, niska samoocena - co się z mną dzieje?

Moje problemy zaczęły się od 6 klasy podstawowej, kiedy zaczęłam dojrzewać i patrzeć trochę inaczej na swoje życie. Stałam się lękliwa, ciągle wszystkim się stresuję, odczuwam również lęk/strach do innych ludzi, że zostanę przez nich skrzywdzona w jakikolwiek sposób, psychiczny,...

Moje problemy zaczęły się od 6 klasy podstawowej, kiedy zaczęłam dojrzewać i patrzeć trochę inaczej na swoje życie. Stałam się lękliwa, ciągle wszystkim się stresuję, odczuwam również lęk/strach do innych ludzi, że zostanę przez nich skrzywdzona w jakikolwiek sposób, psychiczny, fizyczny.   Od 6 klasy przejawiam autoagresję, cięcie się, bicie samej siebie. Zastanawiałam się kiedyś nawet nad fobią społeczną, ponieważ wraz z lękiem do ludzi, który miałam wcześniej o wiele bardziej nasilony, wraz z tym miałam ataki strachu, w których uciekałam jak widziałam, że w pobliżu mnie jest więcej osób, w szkole chowałam się po kątach, ukrywałam się przed innymi. Po prostu strach przed tym, że ktoś mi wyrządzi jakąkolwiek krzywdę sprawiał, że mnie paraliżowało, uciekałam w przeciwnym kierunku. W 1 gimnazjum po 1,5 roku czasu w miarę mój strach/lęk zmalał, ale z kolei pojawiły się inne problemy. Zwiększyła się autoagresja, znienawidzenie samej siebie, innych i wszystkiego co mnie otacza. Gdy już znalazłam osoby, na których mi zależało, przestałam dawać im jakiekolwiek znaki życia - nie wiem, to dopada mnie tak nagle, nie potrafiłam normalnie funkcjonować, problemem były dla mnie najprostsze czynności dnia, wyjść do sklepu, pojechać do rodziny, wyjść z psem nawet samo wstanie z łóżka z myślą, że trzeba przeżyć w jakiś sposób kolejny dzień wprawiał mnie w płacz/histerię. Jedynym zajęciem, które było dla mnie najlepsze to było ciągłe spanie, z którym w nocy mam problemy. Nie mogę zasnąć, a jak zasnę to często się budzę. Potem był okres obojętności na wszystko, nawet nie miałam już siły płakać jak to kilka razy dziennie robiłam z wszelakich powodów. Mój stan uległ lekkiej poprawie, lecz teraz znów to powraca i naprawdę się boje. Ja nie wiem, nie mam na kogo liczyć, boli mnie to, że rodzice nie poświęcają mi czasu, czuję się przez wszystkich niedoceniana, mam bardzo niską samoocenę, nienawidzę siebie takiej, jaka jestem. Nie wiem, może wpływa na mnie sytuacja domowa, mam ojca alkoholika, lub może po nim odziedziczyłam skłonności depresyjne czy coś takiego, bo wiem, że on przejawiał podobne zachowania związane z załamaniami, autoagresją. Piszę, bo martwię się o siebie, znów jest ze mną coraz gorzej, nie chcę znów upaść na samo dno. Nie widzę żadnego sensu w swoim życiu, każdy przeżyty dzień sprawia mi cierpienie. Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Stres bez powodu - jak to zmienić?

Mam 16 lat. Od września zaczęłam naukę w liceum i myślę, że właśnie wtedy nasilił się mój problem. Wcześniej chodziłam do gimnazjum i to normalne, że stresowałam się na jakichś występach szkolnych/klasówkach, ale nie było to aż tak uciążliwe. Z...

Mam 16 lat. Od września zaczęłam naukę w liceum i myślę, że właśnie wtedy nasilił się mój problem. Wcześniej chodziłam do gimnazjum i to normalne, że stresowałam się na jakichś występach szkolnych/klasówkach, ale nie było to aż tak uciążliwe. Z chwilą, w której opuściłam gimnazjum i zaczęłam naukę w liceum prawie codziennie bardzo się stresuję. Jest to uciążliwe, ponieważ wtedy serce bije mi jak oszalałe i czuję jakbym miała zaraz zemdleć. Co gorsze, ostatnio nawet miewam tak, że siedzę sobie w domu i bez powodu czuję, że się stresuje. Wystarczy błahostka, a ja już się przejmuje. Nie potrafię się uspokoić, pomimo iż tłumacze sobie w głowie, że to absurdalne by się tym przejmować. Oprócz tego każda jazda samochodem jest wielką traumą, ponieważ mam chorobę lokomocyjną. W każdej gazecie, w każdym artykule, na stronach internetowych piszą "dotyka dzieci w wieku przedszkolnym". Nie wiem czemu mi się przechodzi. Branie takich ogólnodostępnych leków nic nie pomagało. Zawsze wymiotowałam. Więc już nic nie brałam, mówiłam sobie - no trudno, tak już jest. I jakoś w maju jechałam do miasta oddalonego o jakieś 50 km (oczywiście wymiotowałam) i poczułam takie mrowienie w dłoniach. Nie przejęłam się za bardzo, bo czasami tak miałam po jeździe samochodem, tak samo czkawkę mam prawie zawsze. I nagle te ręce i łydki zaczęły mi się "zaciskać" nie mogłam ich rozprostować, strasznie się bałam, wpadłam w panikę i przeraziło mnie to, że może mi tak zostać na zawsze. Modliłam się, płakałam a mama stała nade mną i patrzyła z przerażeniem. Mówiła "spokojnie, tylko się nie denerwuj". Już mieli zawieść mnie do szpitala, a ja wpadłam na pomysł żeby się przebiec (wiem, że to dziwne, sama nie wiem czemu tak zrobiłam) poczułam taka wewnętrzną siłę. I przebiegłam się dosłownie parę metrów i nagle poczułam ulgę - koniec. Ten ucisk minął. Poszłam oczywiście kilka dni później do pediatry. Zrobili mi badania na krew, mocz. Wszystko wyszło perfekcyjnie, a pani dr powiedziała, że być może to z braku elektrolitów, w końcu zwymiotowałam. Dała mi taki lek na receptę i dzięki niemu mogę jeździć samochodem i nie wymiotuję i czuje się dobrze. Ale od tamtej pory, stresuje się że zrobi mi się tak na np. wycieczce szkolnej. Jestem czasem zła, że przez wybór szkoły chodzę zestresowana, bo pomimo starań wyniki w nauce mam - poprawne. Moim priorytetem teraz jest tylko zdać. Nie chcę rujnować sobie zdrowia psychicznego stawiając sobie poprzeczkę baaardzo wysoko. To nie zmienia jednak faktu, że stresuję się czasami bez powodu lub przez jakaś błahostkę. Jak to zmienić?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Niska samoocena - jak sobie z nią poradzić?

Mam 31 lat, zaczęłam staż w listopadzie, po 6 letniej przerwie w pracy(przeżyłam wypadek samochodowy, w którym złamałam kręgosłup, a później urodziłam córkę). Na początku wszystko świetnie mi wychodziło, starałam się, ale od jakiegoś czasu wszystko chrzanię, robię głupie i...

Mam 31 lat, zaczęłam staż w listopadzie, po 6 letniej przerwie w pracy(przeżyłam wypadek samochodowy, w którym złamałam kręgosłup, a później urodziłam córkę). Na początku wszystko świetnie mi wychodziło, starałam się, ale od jakiegoś czasu wszystko chrzanię, robię głupie i nie głupie błędy. Ciągle się mylę, a później dochodzę do tych błędów sama, ale oczywiście jest już za późno na wprowadzenie zmian. Koleżanka (która mnie wprowadza we wszystko, sama ma mnóstwo pracy i nie ma czasu mnie za rączkę prowadzić). PATRZY JUŻ NA MNIE KRZYWO i chyba żałuję, że to mnie wybrali z kilku kandydatek. Bardzo mi zależy na tej pracy, wiem, że firma chce zatrudnić osobę na moje stanowisko, ale obawiam się, że po tej serii błędów nie będą mnie chcieli! Nie wiem jak sobie z tym poradzić. Może ja naprawdę się do niczego nie nadaję? (przynajmniej mam taką samoocenę). Dodam, że zawsze byłam osobą bardzo nieśmiałą. Mam nienajlepsze interakcje z ludźmi! Proszę o poradę, bo zwariuję zadręczając siebie i innych w moim bliskim otoczeniu!!!!!!!!!! A.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy problemy z przewodem pokarmowym są spowodowane przez nerwicę?

Od miesiąca przeżywam bardzo stresujące dni. Występują u mnie następujące objawy: ból brzucha w górnej jak i dolnej części podbrzusza, nudności - mdli mnie ciągle, brak apetytu mi doskwiera, mam uczucie, że mój brzuch jest ciągle skurczony, w gardle czuję... Od miesiąca przeżywam bardzo stresujące dni. Występują u mnie następujące objawy: ból brzucha w górnej jak i dolnej części podbrzusza, nudności - mdli mnie ciągle, brak apetytu mi doskwiera, mam uczucie, że mój brzuch jest ciągle skurczony, w gardle czuję jakbym miała gulkę, która utrudnia mi przełykanie. A do tego bardzo się pocę. Bardzo łatwo mnie można wyprowadzić z równowagi, a do tego jestem osłabiona, nigdy wcześniej nie zdarzało mi się zasypiać w dzień, a teraz coraz częściej mnie to spotyka. Zdarza mi się czasem nie przespać większej części nocy. Czy to nerwica żołądkowa? Do jakiego lekarza powinnam się udać? Proszę o pomoc.
odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak podnieść samoocenę?

Witam. Mam 16 lat, chodzę do 3 klasy gimnazjum. Mój problem polega na tym, że nie widzę żadnej chęci do życia. Miałem myśli samobójcze. Bardzo łatwo jest mnie zdenerwować i wyprowadzić z równowagi. Ciągle uważam, że za słabo się uczę,...

Witam. Mam 16 lat, chodzę do 3 klasy gimnazjum. Mój problem polega na tym, że nie widzę żadnej chęci do życia. Miałem myśli samobójcze. Bardzo łatwo jest mnie zdenerwować i wyprowadzić z równowagi. Ciągle uważam, że za słabo się uczę, chociaż moje najbliższe otoczenie (rodzina, moja partnerka) mówią mi, że tak nie jest. Nie mogę znieść tego, że moja dziewczyna startuje w 3 olimpiadach i idzie jej świetnie, chociaż w ogóle się nie uczy, a ja nie przeszedłem nawet 1 etapu w jednej olimpiadzie, chociaż włożyłem w przygotowania całe swoje serce. Czuję się przy niej okropnie głupi, mało inteligentny. Mam wrażenie, że do niczego się nie nadaję. Nie potrafię dobrze grać na gitarze (chociaż gram już na niej rok), nie jestem dobry w harcerstwie, moim zdaniem słabo się uczę. Nie potrafię odnaleźć żadnej zalety w sobie. Uważam siebie za słabego. Aby dostać się na mój upragniony kierunek (medycyna) chciałbym poprawić swoje samopoczucie, ponieważ okropnie dręczą mnie te sprawy. Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Jak sprawić, aby otworzyła się przede mną?

Chciałbym pomóc mojej szwagierce, wiem, że ma jakieś problemy, bo sama o tym wspomniała. Nie chciała mówić jakie. Problem polega na tym, że ona nie chce mówić o tych problemach, podejrzewam, że ma to związek z tym, że nie chciałaby,...

Chciałbym pomóc mojej szwagierce, wiem, że ma jakieś problemy, bo sama o tym wspomniała. Nie chciała mówić jakie. Problem polega na tym, że ona nie chce mówić o tych problemach, podejrzewam, że ma to związek z tym, że nie chciałaby, żeby ktoś się o tym w rodzinie dowiedział. Wiem, że na męża nie może liczyć, sama o tym mówiła, gdyż twierdzi, że dla niego nie ma żadnych problemów. Nie wiem jak zacząć z nią rozmowę, aby mogła mi się wyżalić, bo przecież każdy potrzebuje osoby, z którą mógłby porozmawiać, byłoby jej na pewno lżej, a zarazem zapewnić ją, że nikt się o tym nie dowie. Jak przedstawić to, że chcę jej pomóc, aby nie została sama sobie? Napisane jest trochę chaotycznie, ale może zrozumiecie mniej więcej, o co mi chodzi.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Dlaczego rozmawiam sam ze sobą?

Mam 13 lat i czasami jak się zezłoszczę to to muszę w coś walnąć albo nie wiem. Czasami rozmawiam z sobą - co to może być za choroba? Proszę szybko odp. mi, dziękuję.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak żyć, kiedy czuję się samotna, bezradna i winna śmierci ojca?

Witam, Jestem 22 letnią kobietą, ostatnio coraz częściej myślę o samobójstwie. To nie pierwszy raz kiedy mam takie myśli, borykam się z tym rutynowo od 17 roku życia. Są okresy w moim życiu kiedy potrafię jakoś żyć z dnia...

Witam, Jestem 22 letnią kobietą, ostatnio coraz częściej myślę o samobójstwie. To nie pierwszy raz kiedy mam takie myśli, borykam się z tym rutynowo od 17 roku życia. Są okresy w moim życiu kiedy potrafię jakoś żyć z dnia na dzień. Ostatnio powiedziano mi coś co bardzo zabolało, poczułam się oszukana i poniżona, kolejny raz czuję jakbym poniosła jakoś klęskę. A nie potrafię znaleźć sobie czegoś co by sprawiło, że poczułabym się lepiej. Nic już nie pomaga, ani muzyka, ani książki ani pójście do kina. A po za tym tak bardzo boję się żyć, boję się, że nie jestem w stanie poradzić w sobie w życiu, cały czas tylko słyszę od bliskich, że "nie poradzisz sobie w życiu" albo "ale z ciebie cielemak". Jestem zagubiona już sama nie wiem jaka jestem naprawdę, i zastanawiam się czy kiedykolwiek czułam się szczęśliwa, żyje tym życiem, uśmiecham się do ludzi, śmieje się, a w głębi serca chce mi się płakać. Czuję jakbym nie miała oparcia w nikim, nikt nie akceptuje tego jaka jestem. Matce nie podoba się to jak wyglądam, nie podoba się jej to, że nie jestem towarzyska, że raczej wolę siedzieć w domu, że nie potrafię się bawić. Nie bawię się jak normalni ludzie w moim wieku. Czasami czuję się jakbym się zmuszała do wyjścia na uczelnię, udowadniam, że tego chcę, czuję się zupełnie pusta w środku. Denerwuje się kiedy jestem na widoku, bo cały czas zastanawiam się co inni o mnie myślą, obsesyjnie boję się, że ktoś może mnie nie lubić. Ludzie uważają mnie za nie wartą uwagi, czuję się przezroczysta. Nie wiem sama jak mam żyć dalej. A po za tym nie potrafię zapomnieć o przeszłości, o ojcu alkoholiku, który zapił się na śmierć i o tym że gdybym pozwoliła mu wejść do domu, mimo tego, że bywał agresywny kiedy pił, być może by żył, być może nie zapił się na śmierć w naszej piwnicy. Sama nie wiem jak dalej żyć… Czuję się bezradna i samotna w tym wszystkim.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy już zawsze będę samotna i nudna?

Od dziecka byłam alienem. Grzeczna dziewczynka, bardzo dobre wyniki w nauce, ale znajomych mogłam policzyć na palcach. Poziom szkół się zmieniał, ilość koleżanek również. W podstawówce dobre 4 koleżanki, w gimnazjum już tylko jedna + rozmowy z innymi dziewczynami aż...

Od dziecka byłam alienem. Grzeczna dziewczynka, bardzo dobre wyniki w nauce, ale znajomych mogłam policzyć na palcach. Poziom szkół się zmieniał, ilość koleżanek również. W podstawówce dobre 4 koleżanki, w gimnazjum już tylko jedna + rozmowy z innymi dziewczynami aż w końcu totalnie się zamknęłam gdy poszłam do liceum. Mam jedną koleżankę. Oczywiście uważają nas za alieny, ale nikt się nie czepia. Po prostu starają się nas omijać. Nie potrafię odnaleźć się w życiu. Kiedyś koleżanki nie były mi tak potrzebne. Teraz nie mam z kim wyjść na miasto. Niestety, nie jestem typem imprezowiczki. Żadnych używek, dyskotek, wysoka kultura osobista, dziwne zamiłowania jak na mój młody wiek (18lat) - muzyka klasyczna, teatr, filharmonia. Gdy dowiedział się o tym jeden z moich "znajomych", wyśmiał mnie i zmieszał z błotem przed jego znajomymi mówiąc jaka to ze mnie "grzeczna dziewczynka, która nawet nie ruszy piwa". Ludzi to zniechęca a ja czasem wstydzę się być po prostu sobą. Gdy byłam młodsza, moja najbliższa koleżanka potrafiła powiedzieć mi wprost jaka to jestem brzydka i pytać się innych czy się z tym zgadzają. Jakoś to znosiłam, bo wiedziałam, że mam tylko ją. Przez to moja samoocena sięga dna do dnia dzisiejszego. Nie potrafię spojrzeć ludziom w oczy, nie lubię gdy na mnie patrzą, od razu wydaje mi się, że myślą jaka to jestem okropna i mam ochotę uciec. Jestem cholernie nieśmiała, nawet przez internet ciężko mi kogoś poznać. Nie wiem o czym rozmawiać. Próbowałam się przełamać, ale kończyło się na kompromitujących, niezręcznych rozmowach w których ledwo sklejałam jedno zdanie. Rodzice uważają, że jestem chora, że ludzie w moim wieku się bawią, a ja siedzę całymi dniami przy komputerze. Jedyna osoba, z którą mogę gdzieś wyjść to mama, nikogo więcej nie mam. Koleżanka z liceum ma inne zajęcia, to jedynie koleżanka ze szkoły. Doszło do tego, że zapisałam się na pianino do prywatnej szkoły muzycznej, bo chciałam żeby w końcu ktoś mnie docenił. Nauczyciele i rodzice docenili co podnosi mnie na duchu i to dla nich się staram. Lubię, gdy się cieszą. Zapisywałam się na różne kursy, począwszy od kursów językowych poprzez rysunek skończywszy na tańcu. Tylko ja nie potrafiłam odnaleźć się w grupie. Do tej pory nie wiem nawet jak się ci ludzie nazywali. Czy już zawsze będę taka samotna i nudna? Mam same najgorsze cechy - nieśmiała, sztywna, niepewna siebie. Chciałabym z tym skończyć, starałam się ale najwidoczniej jest mi pisane być odtrąconą. Mam iść do psychiatry? Co jest ze mną nie tak? Boję się studiów. Wiem, że tam też nikogo nie będę miała. Czy z tego jeszcze wyrosnę? Czuję,że marnuję życie.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Co mam zrobić z tym, że ciągle chodzę zdenerwowana?

Mam na imię Ala, mam 16 lat, od około tygodnia chodzę wkurzona na wszystkich i co by mama nie powiedziała - ja jestem zła, wszystko mnie denerwuje. Co mam z tym zrobić? Do psychiatry nie pójdę, po prosu powiedz, co ja mam z tym zrobić? Co mam ze sobą zrobić?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Koszmary senne - jak sobie radzić?

Witam. Mam 21 lat i od paru miesięcy boję się spać, bo śni mi się zawsze coś złego i strasznego. Piję codziennie przed snem melisę i zasypiam normalnie, ale jak już mi się coś śni i się budzę, to ciężko...

Witam. Mam 21 lat i od paru miesięcy boję się spać, bo śni mi się zawsze coś złego i strasznego. Piję codziennie przed snem melisę i zasypiam normalnie, ale jak już mi się coś śni i się budzę, to ciężko mi zasypiać i się męczę, a następnego dnia trzeba jakoś funkcjonować i jestem zawsze niewyspana. Co noc śni mi się coś strasznego, albo że chłopak krzywdzi mnie, zdradza lub robi coś, co mnie rani, albo że z moim synkiem dzieje się coś strasznego, że umiera, że mi go zabierają. I dużo innych, też takie, gdzie jestem ja i inni ludzie i dzieją się dziwne rzeczy. Wstaję cała rozdygotana i mokra ze strachu. Proszę o jakąś radę. Pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Niechęć do wszystkiego - co z tym zrobić?

Mam 18 lat i od pewnego czasu mało mnie cieszy. Jestem zmęczona prawie cały czas i co najgorsze na nic nie mam chęci. Najbardziej przeraża mnie fakt, że jeszcze niedawno byłam dobrą uczennicą, a teraz przez moje złe samopoczucie i...

Mam 18 lat i od pewnego czasu mało mnie cieszy. Jestem zmęczona prawie cały czas i co najgorsze na nic nie mam chęci. Najbardziej przeraża mnie fakt, że jeszcze niedawno byłam dobrą uczennicą, a teraz przez moje złe samopoczucie i niechęć do życia bardzo zaniedbałam naukę. Nie chce, żeby tak było i chcę coś z tym zrobić pomóżcie proszę!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Mam niskie poczucie wartości z powodu własnego wyglądu - co robić?

Witam serdecznie! Mam 17 lat. Jestem w 2 klasie liceum. Mniej więcej od pójścia do szkoły ponadgimnazjalnej zaczęły się moje problemy, o których wstydzę się komukolwiek powiedzieć, gdyż nie bardzo chcę się użalać, choć to mi nawet pomaga. Otóż od...

Witam serdecznie! Mam 17 lat. Jestem w 2 klasie liceum. Mniej więcej od pójścia do szkoły ponadgimnazjalnej zaczęły się moje problemy, o których wstydzę się komukolwiek powiedzieć, gdyż nie bardzo chcę się użalać, choć to mi nawet pomaga. Otóż od dość długiego czasu mam okropnie zły nastrój. Nie mogę spać, źle się czuję i nie mogę się skoncentrować. Oprócz tego, mam chyba okropnie niskie poczucie wartości, co wiele osób mi już powiedziało, wnioskując z konwersacji (nie wiem sam, jak doszli do tego wniosku). Skąd się wzięło to poczucie – do końca nie wiem. Zawsze byłem bardzo dobrym uczniem, wiedziałem, że wszystko mi wyjdzie, etc. To zaczęło się chyba od wyglądu. Otóż jestem przeraźliwie chudy (każdy mi to powie). Najbardziej nie lubię, jak ludzie pytają, czy normalnie jem. Dlaczego takie pytania do osób otyłych są uważane za obraźliwe, a do takich szkieletorów jak ja – nie? Tego nie wiem. Ważę ok. 60 kg przy 177 cm wzrostu. Kiedyś mnie to nie obchodziło, ale z czasem rodzice zaczęli narzekać na mój wygląd. Moja matka: nie znajdziesz pracy, nikt nie chce takich osób jak ty. Chyba chciała mnie zmobilizować do pracy nad sobą – fizycznie. Ja sam nie miałem oporów, ale ile bym nie ćwiczył, czego nie jadł, czego nie stosował, zawsze pozostawała taka sama waga, może trochę rozwinąłem mięśnie, co i tak przy moim ogólnym wyglądzie nie ma znaczenia. Właśnie myślę, że te pretensje ze strony rodziców zadziałały najbardziej, szczególnie po tym, jak mi nie wyszło z tym przybraniem na masie. Czasem myślę, że przyjdą ze sznurem i mi powiedzą – po co im taki syn. Mam jeszcze troje rodzeństwa – dwie siostry i brata. Wszyscy są ,,wyrobieni", szczególnie moja siostra bliźniaczka. Z kolei ja zawsze miałem najlepsze wyniki w nauce, ale to i tak się nie liczyło, bo nawet i na to można ponarzekać. W domu wszyscy się ze mnie śmieją (Maciek! Program o odchudzaniu, Nie stój bokiem, bo cię nie widać, Może kiedyś dostaniesz papiery na niepełnosprawność). Zdrowie mam też dobre, ostatnio chorowałem jakieś trzy lata temu. W odróżnieniu od brata, nie piję, ale i tak zawsze jestem ten najsłabszy. Nienawidzę WF-u, chociaż kiedyś lubiłem, ale teraz czuję się jakby każdy miał prawo mnie zabić za to, jaki jestem beznadziejny. Boję się ruszyć, wszyscy na mnie wrzeszczą. Nienawidzę powrotów do domu, mam daleko do przystanku, wstydzę się przejść ulicą. Nakładam trzy warstwy ubrań. Nigdy nie kupuję ubrań w normalnym sklepie, bo wstydzę się wejść (po co na takie ciało coś nowego – tak myślę). Oprócz tego, sam łapię się na tym, że zacząłem uważać się za gorszego – np. myję się w lodowatej wodzie, bo nie zmarnuję na takiego jak ja ciepłej wody. Każda uwaga o tym, jak wyglądam, nawet ,,sympatyczna", sprawia, że do końca dnia do nikogo się nie odzywam. Nigdzie nie wychodzę, nie mówię o chodzeniu na jakieś tam zabawy albo postaraniu sie o dziewczynę. W klasie wszyscy chłopcy je mają, tylko nie ja, no i oczywiście od razu jestem gejem. Wiem, że to żałosne, ale co dwadzieścia minut pocieszam się samobójstwem, chociaż wiem, że tego nie zrobię, bo pamiętam, że kiedyś było lepiej. Nie wiem jednak, co robić, bo siebie zaakceptować nie umiem. A do psychologa nie pójdę, bo mieszkam na wsi. Raz już poprosiłem rodziców, aby mnie podwieźli, ale z tego powodu mieli tylko kupę śmiechu.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Zaburzenia snu u czterolatka

Witam. Mój syn obecnie ma cztery latka i od urodzenia nie przespał jeszcze całej nocy. Nie pomaga nawet to, jeżeli śpi z którymś z rodziców. Potrafi przebudzić się w nocy kilkakrotnie z krzykiem, a nawet i z płaczem. Rzuca...

Witam. Mój syn obecnie ma cztery latka i od urodzenia nie przespał jeszcze całej nocy. Nie pomaga nawet to, jeżeli śpi z którymś z rodziców. Potrafi przebudzić się w nocy kilkakrotnie z krzykiem, a nawet i z płaczem. Rzuca się po łóżku i nie da się dotknąć jak chcę go poprawić. Jestem bezradna, bo nic nie potrafię zrobić w tej sytuacji. Proszę o pomoc, do kogo można się zwrócić o poradę.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska

Uzależniłam się od samookaleczania - jak sobie z tym poradzić?

Jestem normalną trzynastolatką. W 4. klasie szkoły podstawowej pocięłam sobie rękę - tak bez powodu. Od razu przyznałam się do tego rodzinie. Rodzice zaprowadzili mnie do psychologa. Nie pomagało. Wpadłam w obsesję. Cięłam się bez powodu. Po jakichś 4 miesiącach...

Jestem normalną trzynastolatką. W 4. klasie szkoły podstawowej pocięłam sobie rękę - tak bez powodu. Od razu przyznałam się do tego rodzinie. Rodzice zaprowadzili mnie do psychologa. Nie pomagało. Wpadłam w obsesję. Cięłam się bez powodu. Po jakichś 4 miesiącach przestałam się samookaleczać. Jakieś 2 miesiące temu zauważyłam, że znów mam ochotę coś sobie zrobić, jednak nie myślałam o samobójstwie. Zaczęłam wbijać sobie np. igły w uda. Było mi wtedy lepiej. Tydzień temu pierwszy raz w życiu wzięłam do ręki żyletkę i pocięłam udo. Praktycznie jest całe zmasakrowane. Za każdym razem mówię sobie: "to był ostatni raz". Jednak to stało się już moim uzależnieniem. Jest mi wtedy lepiej. Pragnę dodać, że jestem bardzo dojrzała, nieśmiała oraz bardzo łatwo doprowadzić mnie do łez. Od roku też w mojej rodzinie są problemy finansowe. Ciągle mi tylko cała rodzina płacze nad uchem, jaka to ona biedna, a przecież 13-latka nic na to zaradzić nie może. Czasami też połykam jakieś mocne tabletki przeciwbólowe np. k****** (2 tabletki naraz). Nic mnie nie boli, ale po nich po prostu czuję, że umiem zapanować sama nad sobą, że robię coś, co jest w pewnym sensie niedozwolone. Za bardzo nie mam się komu zwierzać. Przyjaciół mam tylko w Internecie. Gdybym powiedziała o moim samookaleczaniu się rodzicom, to na pewno by się już totalnie załamali. Mam też niską samoocenę i często wywołuję wymioty. No i od 2 lat mam uciążliwe bóle brzucha (prawa dolna strona). Lekarze nie wiedzą, co mi jest, a więc zastanawiam się, czy może być to spowodowanie moją psychiką. Co mam zrobić? Jak sobie z tym poradzić? Nie chcę nikomu z mojego otoczenia o tym mówić.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Brak uczucia miłości, myśli samobójcze - co robić?

A mianowicie, mam na imię Damian, mam 17 lat. Nigdy nie miałem dziewczyny i jestem brzydki i mam kompleksy co do swojego wyglądu. Większość moich kumpli mają już dziewczyny. A ja tak nie mogę, chciałbym kogoś kochać i być kochanym,...

A mianowicie, mam na imię Damian, mam 17 lat. Nigdy nie miałem dziewczyny i jestem brzydki i mam kompleksy co do swojego wyglądu. Większość moich kumpli mają już dziewczyny. A ja tak nie mogę, chciałbym kogoś kochać i być kochanym, ale z moim wyglądem. W ogóle brak mi wiary w siebie i w samotnych chwilach, gdy siedzę w domu i tak sobie myślę odechciewa mi się żyć. Jeśli nic się nie zmieni chyba popełnię samobójstwo.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Rozchwianie emocjonalne: jak sobie z tym poradzić?

Witam. Chciałbym się poradzić specjalisty w pewnych płaszczyznach mojego życia. Trudno mi jest sprecyzować obiekt, który mnie czasami demotywuje/przeszkadza - użyję nawet słowa nęka. Mam 18 lat, jestem w III klasie liceum. Historia zaczyna się w wieku 7-8 lat, kiedy...

Witam. Chciałbym się poradzić specjalisty w pewnych płaszczyznach mojego życia. Trudno mi jest sprecyzować obiekt, który mnie czasami demotywuje/przeszkadza - użyję nawet słowa nęka. Mam 18 lat, jestem w III klasie liceum. Historia zaczyna się w wieku 7-8 lat, kiedy zaczynałem mieć wyróżniające się wyniki w sporcie. Już jako dziecko marzyłem o tym, aby zostać olimpijczykiem (wszystko było na bardzo dobrych torach). Brałem udział w licznych zawodach sportowych. W wieku 11 lat (5 klasa podstawówki) doznałem kontuzji - martwicy pięt. Był to dla mnie bardzo duży cios, gdy lekarz oznajmił, że nie mogę ćwiczyć i muszę zrobić sobie przerwę pół roku. Miałem żal do rodziców itp. W 5 kl. podstawowej ze średniej prawie 5.0 oceny mi spadły do 3.9 - ogólnie rzecz biorąc nic mi się nie chciało i byłem bardzo rozdrażniony (i nieświadomy tego jako dziecko). Po roku nadal czułem ból w piętach, ale dużo już mniejszy, niestety nie mogłem się przeciążać... Nie poddawałem się - w 6 klasie zacząłem chodzić na rękach do takiego stanu, aż nauczyłem się doskonałej równowagi i balansu ciałem na rękach. Na zakończenie 6 klasy otrzymałem świadectwo z wyróżnieniem. W czasie wakacji między 6 kl. podstawową a 1 gimnazjum zacząłem uprawiać parkur, liczne salta, mostki, akrobacje na samych rękach - byliśmy w 3 ze znajomymi i planowaliśmy się w tym kierunku rozwijać. Początek roku szkolnego... spadłem z płotu i niefortunnie pękł mi tylko i aż nadgarstek (na szczęście, ponieważ cała sytuacja z punktu widzenia obserwującego mnie znajomego, z którym trenowałem, wyglądała bardziej drastycznie). Biegać forsownie już nie mogłem, do tego dołączył pęknięty nadgarstek, który nie pozwolił mi na chodzenie na rękach i związane z tym różne manipulacje fizyczno-akrobatyczne. Skakać z wysokości też za bardzo nie mogłem, ponieważ cały ciężar rozprowadzałem na nogi-nadgarski-barki-plecy (dwa pierwsze elementy zostały już skontuzjowane...). 1 kl. gimnazjum to był czas zażartej przemocy psychicznej, która stopniowo się rozwijała w mojej klasie gimnazjum. Jak wiadomo - człowiek, który nie ma pasji i w osłabieniu jest łatwiejszym celem. Chociaż najbardziej nieprzewidzianym elementem była nielojalność albo chęć zyskania większego rozgłosu (nawet nie wiem jak to nazwać) przez jednego z moich znajomych, z którym znałem się od przedszkola - uznałem go za ''przyjaciela''. Zaczął roznosić plotki, obgadywać - w każdym razie z przyjaciela zmienił się w obłudnika, który widocznie był fałszywy, jak to w życiu bywa. 2 kl. gimnazjum - kiedy nadgarstek był jako tako zrośnięty (niestety nie mogłem wrócić do akrobacji na rękach), ale za to nogi pozwalały mi na coraz bardziej absorbujące treningi. Ponownie zacząłem trenować po lekcjach i przykładałem się do lekcji wf-u. Pewnego dnia mieliśmy lekcję poświęconą skoczności. Głównie skoki przez płotki. Nastąpiło odnowienie kontuzji pięt. Któraś z kolejnych wizyt u lekarza przeświadczyla mnie, że niestety kolejny specjalista ponownie za dużo nie wniósł do leczenia tych dolegliwości (wydaje mi się, że to rutyna, a nie niekompetencja, chociaż każdego charakteryzowałbym z osobna, ale nie o tym mowa). Oczywiście nastąpił kolejny bunt związany z kolejną kontuzją, ale znalazłem kolejną alternatywę - zacząłem namiętnie jeździć rowerem przynajmniej 3-4 razy w tygodniu, raz interwałowo, innym razem równym tempem. Po 3-4 miesiącach nabyłem jałową martwicę guzowatości kości piszczelowej kolana (wszystko ma związek z gospodarką wapniową w organizmie). Chciałbym wpomnieć, że przestrzegałem zaleceń lekarzy co do przyswajania przetworów mlecznych i utrzymywałem wysokokaloryczną ''dietę''. W 3 kl. gimnazjum nadal byłem ofiarą przemocy psychicznej, nie ja jeden, ale na moje siły starałem się bronić tych, którzy dostawali bardziej ode mnie. W przeciągu lat 1-3 kl. gimnazjum stoczyłem 5 bójek. Pierwsza gdzieś w 1 kl. gimnazjum za to, że pewien człowiek zaczął mnie wulgarnie wyzywać przy całej klasie. Nie jestem osobą konfliktową, dlatego do teraz trudno mi wytłumaczyć, co ten człowiek ode mnie chciał, ale o tym potem. To była moja pierwsza bójka - 3 uderzenia w twarz i oznajmiłem mu, że jeżeli ma problem to bardzo chętnie porozmawiam z nim w 4 oczy w normalnej atmosferze. Kolejne dotyczyły tej samej osoby, z czego ostatnia była dla niego już nieco krwawa - nie mogłem inaczej do tego człowieka dotrzeć - po takiej bójce miałem spokój na jakiś miesiąc (problem w tym, że on nie pochodzi z patologicznej rodziny, ma inteligentnych rodziców, dostatek, jest zdrowy, ale był w centrum uwagi klasy przez te ''wygłupy''). Ostatnie dwie również dotyczyły czlonków klasy, z czego ta ostatnia była bardzo dziwna (w 3 kl. gimnazjum). Tego dnia byłem niewyspany i trochę rozdrażniony...ogólnie zmęczony tą całą sytuacją ze sportem i klasą... Za to, że ktoś we mnie rzucił szyszką (teraz wiem, że to była koleżanka) biłem się bez sensu z jakimś człowiekiem z klasy. Po szkole zebrała się duża liczba ludzi w umówionym miejscu i my. W trakcie tego bezsensownego procederu nie czułem żadnej urazy do tego drugiego człowieka, żadnych emocji. Zdejmowałem czapkę i kurtkę przed samą bójką, kiedy ten człowiek rzucił się na mnie. Dostałem soczystym sierpowym w twarz, ale na tym się skończyło, ponieważ byłem dużo zwinniejszy i wysportowany. Po jakichś 20 minutach tego głupiego spektaklu widziałem jak był poobijany, stał i sapał, a z tłumu krzyczeli liczni agresorzy - ''no dalej rusz ****, nic mu nie zrobiłeś, zobacz jak wyglądasz, a jemu nic nie jest''. Nie mogłem na to patrzeć i po prostu musiałem stamtąd odejść, kiedy z tyłu głowy otrzymałem kolejny cios...stosunkowo lekki i niecelny - pewnie dlatego, że padł od tak wycieńczonej osoby. Wziąłem swoje rzeczy i odszedłem... Kilka dni po tej bójce zapisałem się na basen, bo to była jedna z ostatnich opcji... Po 2 miesiącach ogólne wycieńczenie organizmu i miałem dać sobie spokój na kolejne kilka miesięcy... W 1 kl. liceum, klasa biologiczno-chemiczna, moje zdrowie fizyczne i równowaga psychiczna wracały do normy, poznałem nawet bardzo ciekawą dziewczynę. Z dziewczyną nie wypaliło, ale miło wspominam ten czas. Kontynuując rytuał, w liceum znowu przykładałem się do sportu i wyrosło coś w rodzaju guza na lewym zawiasie udowym. Środek roku szkolnego - bunt, operacja, miesiąc mnie w szkole nie było (cały styczeń), w lutym 2 tygodnie korepetycji, żeby jakoś nadrobić zaległości z j. polskiego. Szkoła, do której się dostałem, należała do tych bardziej wymagających. Spadek ocen ze względu na brak aktywności fizycznej i nieobecność w szkole. Wtedy myślałem, że chcę iść na medycynę, ale po pewnym czasie zacząłem mieć problemy finansowe, osobiste (za dużo do tłumaczenia, rozwijałem się na wielu płaszczyznach, m.in. na zajęciach dodatkowych), rodzice nie mogli wydawać na mnie nie wiadomo ile, a chęć poznawania nowych rzeczy i alternatyw dla sportu była duża. Od wstąpienia do liceum już się zastanawiałem nad profilem mat-inf. czy biol-chem. - wybrałem ten drugi, lecz postanowiłem go zmienić na rzecz mat-infu. Nadrobiłem 1,5 roku zaległości z matematyki z profilu rozszerzonego, podwyższyłem znajomość j. angielskiego (aktualnie jestem na poziomie upper-intermediate) - podczas ostatnich wakacji byłem ponad miesiąc w Londynie (miałem szczęście i chwyciłem okazję - pracowałem w firmie budowlanej i uczyłem się angielskiego na kursie). W 3 kl. liceum we wrześniu opanowało mnie takie...wypalenie. Chciałem dużo rzeczy robić na raz. Potem zachorowałem i tydzień mnie nie było w szkole i w tym czasie odżyłem jak nigdy. Niestety nadal byłem nie do życia. Owładnął mną bunt i zdałem sobie sprawę, że pieniądze nie mogą być jedyną rzeczą, dla której idę na ekonomię. Matematyka jest dla mnie ciężka, mam nieusystematyzowane wiadomości, a jeśli chodzi o angielski jest ok, tylko bardziej musiałbym przysiąść do gramatyki... Zmieniłem deklarację maturalną z 3 przedmiotów maturalnych rozszerzonych na 1 - biologię. Od września-listopada czułem taką dużą demotywację, w sporcie nazwałbym to przetrenowaniem. Stwierdziłem, że nie wiem za bardzo co bym chciał robić w życiu - tak jest do teraz. Przez ten czas delikatnie podchodziłem do zajęć, nie zmuszałem się do niczego, uczyłem się, ale spokojnie, żadnej presji na siebie nie narzucałem - presji, która w sumie ciążyła na mnie od czasów gimnazjum do liceum w różnym natężeniu. Ku mojemu zaskoczeniu dość podniosłem się z fizyki, nie potrafię wytłumaczyć dlaczego. W grudniu dostałem się do klubu koszykarskiego sportowego, zacząłem trenować ponownie 4 razy w tygodniu, chodzić na solarium, aby zwiększyć syntezę witaminy D, jeść dużo ryb, kofeina - gdy jest przewidywany ciężki trening, 9-10 godzin snu dziennie i oceny zaczęły się podnosić ze wszystkich przedmiotów. Kilka dni temu na treningu znowu coś mi przeskoczyło czy przeciągneło na pięcie, nie mogę zupełnie biegać. Trochę jestem podłamany, ale co zrobić, życie idzie do przodu... Nie mam obranego kierunku studiów, bo myślałem o AWF-ie, a tam są sprawnościówki, więc słabiutko... Nie mam motywacji, czuję, że brakuje mi takiego zapalnika (podając w metaforycznej bombie). Czuję, że jestem blisko. Nie mogę się znaleźć ostatnio w szkole, chodzę jak zagubiony. Matura w maju, a ja nie mam w sobie siły. Dobrze, przyjmijmy, że to wiek dojrzewania - ale ja mam maturę za 4 miesiące! a przejawia się u mnie taki egocentryzm, myśli mnie demotywują, szukam aspiracji, czytam książki fantasy, bo najłatwiej je rozumiem, psychologię, biologiczne znaczenie stanu dojrzałości itd. Wszystko z ogromnym wysiłkiem + ta kontuzja. Gdy czytam, myślę ''o, wiem to, a inni nie wiedzą, ale jestem wspaniały'', a potem zbijam siebie i powtarzam sobie ''umiarkowanie...'' - jak sobie z tym poradzić? Przepraszam, że się tak rozpisałem, ale wydaje mi się, że to jest istotne, a mam mało czasu - mogę zmienić deklarację maturalną do 7 lutego, ale nie zamierzam. Zastanawiałem się już nad tym ''kim jestem?'', ''co lubię robić?'', nawet wpadła mi w ręce książka na temat podejmowania decyzji zawodowej, budowania samooceny, a piramidę masłową znam na pamięć i odnoga bezpieczeństwa odnosi się do tych stanów zdrowotnych, tylko nie wpadłem jeszcze na pomysł, jak to ominąć. Nie studiowałem jeszcze etapów leczenia depresji w trakcie wizyt u psychologa i myślę, że to zajęłoby mi dużo czasu. Przyjmuję zasadę 'nie siedzieć w domu i na siłę robić', bo jak siedzę i nic nie robię to jest tylko gorzej. Tylko, że to się utrzymuje - ta ''niemoc'' - co robić? Można powiedzieć, że jestem uzależniony od uprawiania sportu, lecz moje ciało - moim zdaniem - nie jest tak silne jak umysł. Matematycznie mogę to przedstawić tak, że ciało ma ok. 50% wytrzymałości, a mój umysł 100%, czyli o 50% więcej niż ciało (dlatego pewnie następowały urazy). Nie ma rady, chcę się jakoś stymulować do nauki pomijając sport, ale jak to robić, żeby nauka była efektywna? Pokładam w pani/panu dużą nadzieję. Czekam na odpowiedź...

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy można wyleczyć depresję będąc w ciągłym stresie?

Jestem kobietą, mam 52 lata. Przyczyną mojej depresji jest mój mąż, który jest stu procentowym narcyzem. Kiedyś byłam wesołą dziewczyną, pełną chęci do życia, zaradną i pracowitą kobietą, ciągle miałam jakieś nowe pomysły twórcze, które realizowałam. Mąż jednak w tym...

Jestem kobietą, mam 52 lata. Przyczyną mojej depresji jest mój mąż, który jest stu procentowym narcyzem. Kiedyś byłam wesołą dziewczyną, pełną chęci do życia, zaradną i pracowitą kobietą, ciągle miałam jakieś nowe pomysły twórcze, które realizowałam. Mąż jednak w tym nie uczestniczył, nigdy nie okazywał mi uznania ani aprobaty do mojej pracowitości ani zaradności. Zły był na mnie, że znowu wymyślam jakieś prace (remonty w domu, prace na działce itp. zakup działki rolnej - na przyszłość dla dzieci), że mam inicjatywę i że mogę mieć czyjeś uznanie i mnie za to tępił i karał. On chciał górować. Pracowałam zawodowo, byłam zadowolona z pracy, że mogę być niezależna i pomagać rodzinie, ale mąż tego tez nie doceniał. Poza tym prowadziłam dom, załatwiałam wszystkie sprawy urzędowe, ale jak męża prosiłam o pomoc to kończyło się awanturą i obrażaniem się męża na całe tygodnie, a nawet miesiące, bo on nie będzie robił nic pod moje dyktando i nie będzie pantoflarzem. Potem jeszcze ja musiałam się tłumaczyć i przepraszać męża, bo mieliśmy 2 dzieci i zależało mi na tym, aby miały dobry dom. Prosiłam męża o okazanie mi czułości, o szacunek do mojej osoby, ale to kończyło się awanturą, a nawet agresją ze strony męża, z odrzuceniem, a nawet pobiciem lub zdemolowaniem połowy domu. Najgorsze jest to, że mąż ma uznanie wśród znajomych a nawet poparcie dzieci, bo on zawsze działał jakby w ukryciu tak aby winę za awantury zrzucić na mnie, bo dla innych był miły i uczynny, a przed dziećmi grał pokrzywdzonego tatusia i z uśmiechem wychodził do dzieci, po tym jak wcześniej mi solidnie dokuczył lub nawet przyłożył, one nigdy tego nie widziały. Poza tym był dla nich "dobry" i pozwalał im na wszystko, gdy ja tymczasem widziałam ich błędy, strofowałam je za nie, zmuszałam do pomocy w domu, ale wsparcia i poparcia męża w tym nie miałam. Nigdy mąż mnie nie przeprosił ani nie widział swoich błędów. Żyłam w ciągłym stresie, czułam się niekochana i nieszanowana, straciłam poczucie własnej wartości, a po tym jak 3 lata temu pobił mnie pod nieobecność dzieci w święta Bożego Narodzenia popadłam w silną depresję i niestety nie mogę z niej wyjść. Czasami myślałam już nawet o samobójstwie, o ucieczce z tego domu, o rozwodzie, ale boję się utracić dzieci, a one kochają ojca i myślę, że nie wybaczyły by mi tego, są ślepe. Mają za to żal do matki za nieudane dzieciństwo, za kłótnie w domu. Boję się, ukrywam przed dziećmi swój stan, chowam się przed nimi, aby nie widziały mojej "nadętej i obrażonej mordy" - jak określił mój wyraz twarzy mój już dorosły syn. Stałam się smutną i załamaną kobietą. Prosiłam męża o pomoc o wsparcie, o przytulenie, ale takie rozmowy, kończą się agresją męża, odrzuceniem, odepchnięciem, gdybym była pokorna, zależna i podległa to na pewno mąż czułby się ważny i potrzebny, bo on chce być najważniejszy to wtedy okazałby mi trochę szacunku, a może i uczucia, ale ja uznaję równość i to mnie zgubiło. Jak mam dalej żyć, co mam robić? Dziś boję się, a do męża mam straszny uraz, chowam się przed jego widokiem. On tego nie rozumie, nie przyjmuje do wiadomości, że on może cokolwiek złego zrobić, nie rozumie, że mnie bardzo zranił. Od trzech lat piję leki od depresji, ale czy w takiej sytuacji mogę mieć nadzieję, że się z niej kiedyś wyleczę i czy to tylko ja powinnam się leczyć?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Zmienne nastroje i niechęć - co się ze mną dzieje?

Witam, od jakiegoś czasu mam zmienne nastroje. Potrafię wpadać w furię (mam w sobie tyle złości), a za 5 min. potrafię płakać z byle powodu. Nie chce mi się niczego, najchętniej zamknęła bym się w pokoju i przeleżała z łóżku....

Witam, od jakiegoś czasu mam zmienne nastroje. Potrafię wpadać w furię (mam w sobie tyle złości), a za 5 min. potrafię płakać z byle powodu. Nie chce mi się niczego, najchętniej zamknęła bym się w pokoju i przeleżała z łóżku. Mam 28 lat. Nie wiem co się z mną dzieje i jak temu zaradzić.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Patronaty