Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Problemy psychologiczne: Pytania do specjalistów

Jak poradzić sobie z poniżaniem przez rodziów?

Kobieta 19 lat. Mieszkam z rodzicami w małej miejscowości. Uczę się w ostatniej klasie liceum, przede mną matura. Mam jeden odwieczny problem: to moi rodzice. Niektórym wyda się to dziwne, że taka młoda osoba jak ja pisze takie rzecz, ale...

Kobieta 19 lat. Mieszkam z rodzicami w małej miejscowości. Uczę się w ostatniej klasie liceum, przede mną matura. Mam jeden odwieczny problem: to moi rodzice. Niektórym wyda się to dziwne, że taka młoda osoba jak ja pisze takie rzecz, ale po prostu sobie nie radzę z tym wszystkim. Odkąd pamiętam moi rodzice zawsze byli wymagający. Nie raz mi się oberwało a to, że nie wyniosłam po sobie talerza, nie posprzątałam lub za to, że po szkole w czas weekendu przychodzą do mnie koleżanki. Ostatnio zauważyłam, że jest coraz gorzej. Moja matka zaczęła używać wobec mnie rożnych słów, które nie należą do tych przyjemniejszych. Zaczęła stwierdzać, że jestem osobą, która nic w życiu nie osiągnie i której na niczym nie zależy. Pewnego dnia poznałam chłopaka i zaczęłam się z nim po kryjomu spotykać. Dowiedziała się o tym matka. Kazała zakończyć mi tę znajomość, bo według niej nie jestem nic warta. Coraz częściej dostawałam od niej w twarz, za głupi błąd jechała po mnie jak po śmieciu. Od ponad dwóch lat nie wytrzymuję tej presji, zaczęłam brać różne tabletki, zaczęłam ciąć sobie ręce z myślą o tym, że to pomoże. Coraz częściej miewam myśli samobójcze, budzę się wieczorami z płaczem, mam dziwne sny. Od pewnego czasu też czytuję w internecie o rożnych sektach, o samobójstwie, ucieczce. W obecnym czasie nie mogę wychodzić z domu po godzinie 18 i wracać po 20. Nie jeżdżę na żadne spotkania, chyba, że urodziny rodziny, z których zabiera mnie ojciec. Rozważam myśl żeby się wyprowadzić, boję się tylko co zrobić ze szkołą i tym, że mogliby mnie zabrać z powrotem do domu. Nie mam z kim porozmawiać, boję się.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Od zawsze czułam się niepotrzebna bliskim - co jest ze mną nie tak?

  Witam, Mam na imię Ania i mam 22 lata, od zawsze czułam się niepotrzebna bliskim, moi rodzice tego nie wiedza, ale czuję, że nie jestem im w ogóle potrzebna - zawsze najważniejszy był mój starszy brat, w ogóle moje...

  Witam, Mam na imię Ania i mam 22 lata, od zawsze czułam się niepotrzebna bliskim, moi rodzice tego nie wiedza, ale czuję, że nie jestem im w ogóle potrzebna - zawsze najważniejszy był mój starszy brat, w ogóle moje dzieciństwo nie było takie, jak sobie wyobrażam prawdziwe dzieciństwo. Nigdy nie czułam miłości ze strony rodziców, nie przytulali mnie, nie mówili nic miłego i przez to w tym wieku jakim teraz jestem mój charakter jest taki, jaki jest. Właśnie przez moich rodziców jestem strasznie nieśmiała, boję się powiedzieć coś w większej grupie ludzi, bo myślę, że mnie nie słuchają albo wyśmieją, a tak w ogóle nie mam żadnej bliskiej osoby, z która mogę porozmawiać, przyjaciółki. Mam chłopaka - z nim mogę, ale brakuje mi koleżanki, bratniej duszy, bo nie mogę tylko z chłopakiem spędzać czasu i zamknąć się tylko wokół jego osoby. W ogóle już w tym wieku boję się, że nie poradzę sobie w życiu, nie znajdę pracy, bo nie mam matury, a przez to nie pójdę na studia na kierunek fotografii, a chciałabym pracować w tym zawodzie, ale to już raczej nie realne, a trzeba mieć jakiś dokument na to, że coś potrafię. Poza tym w tym roku mam egzamin zawodowy w studium, a już mi nie poszedł egzamin próbny i boję się, że mi nie pójdzie ten prawdziwy już w ogóle, w technikum podchodziłam już 3 razy do innego egzaminu i do tej pory nie mam dyplomu - co ze mną jest nie tak? Zawsze ważne egzaminy mi nie wychodzą, a matura jest tego dowodem im bliżej końca mojej nauki i wiem, ze ten egzamin jest to chce mi się płakać i nie mam chęci na nic, nawet na to żeby żyć:(, a jak już wiem, że bliżej czerwca i koniec mojej nauki i praca przede mną to się boję, bo nie wiem co chcę w życiu robić - nic nie potrafię jestem taka niezaradna - co ja mam zrobić żeby znaleźć sens w życiu i znaleźć pracę, która mnie zadowoli i będą z tego jakieś pieniądze i na stałe, żeby mieć potem emeryturę i nie pracować do śmierci? Co jest ze mną nie tak, że mam taki charakter i boję się wszystkiego, po prostu życia:(

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Życie bardzo boli - co mam zrobić?

Nie potrafię jednoznacznie wytłumaczyć co mnie dręczy, odechciewa mi się żyć, a ostatnio bardzo często łapie doły. Mam 24 lata jestem raczej spokojną osobą, opanowaną, poważną i tak mnie też inni odbierają. Od jakiegoś czasu mam wahania nastroju, żartuję, jestem...

Nie potrafię jednoznacznie wytłumaczyć co mnie dręczy, odechciewa mi się żyć, a ostatnio bardzo często łapie doły. Mam 24 lata jestem raczej spokojną osobą, opanowaną, poważną i tak mnie też inni odbierają. Od jakiegoś czasu mam wahania nastroju, żartuję, jestem uśmiechnięta, a za chwilę popadam w melancholię i użalam się nad sobą, jakiego to ja mam pecha w życiu i ect. Jestem od dłuższego czasu bez pracy i wiem, że to jest źródłem mojego stanu, ale bardzo mnie to boli, nie mogę znieść, że inni mają szczęście, udaje im się, odnoszą sukcesy. Wiem, że mam bardzo niską samoocenę i brak pewności siebie, ale strasznie przejmuje się krytyką i każdą porażkę przeżywam bardzo dotkliwie. Miałam dobrą prace, wszystko było super, ale nie potrafiłam odnaleźć się wśród tych ludzi, współpracować, byłam pomiatana i krytykowana, przez co coraz bardziej się stresowałam, że coś źle zrobię. Każdy uśmiech, spojrzenie traktowałam jako atak na moją osobę, nie mogłam wykonywać żadnych czynności, zadań poprawnie, trzęsły mi się ręce gdy miałam zostać oceniona. Wiem, że to dziwne, że w tym wieku tak bardzo emocjonalnie podchodzę do wszystkiego, ale relacje z ludźmi od zawsze takie były. W szkole podstawowej byłam wyśmiewana, przezywana, wagarowałam aby nie patrzeć na ich twarze, izolowałam się od innych. Z biegiem lat było coraz gorzej, brałam wszystko do siebie, przez co cierpiałam i nie chciałam wychodzić do ludzi. Po liceum było już lepiej, jednak w dalszym ciągu nie ufam ludziom. Bardzo dobrze gram, wchodzę w rolę pewnej siebie, wiedzącej czego chcę od życia kobiety, ale to tylko przebranie - w środku jestem dalej tą zakompleksioną, nie wierzącą we własne siły dziewczynką. Nie mam łatwych relacji z innymi, nie jestem duszą towarzystwa, ale staram się zakładać maskę kiedy nie chcę wyjść na jakiegoś dzikusa. Nie radzę sobie w sytuacjach stresowych. Chciałabym wreszcie w siebie uwierzyć i olać to co myślą o mnie inni, nigdy nie znajdę odpowiedniej pracy, dopóki nie zaakceptuje siebie i nie poprawię swoich relacji z otoczeniem. Wszyscy psychologowie twierdzą, że nasze problemy mają odniesienie do dzieciństwa, rodziny itd. - w moim przypadku jest to również zgodne, nie jestem przygotowana do dorosłego życia, kończę studia na kierunku, w którym nie chcę pracować, nie mam określonego celu w życiu, mam duże ambicje, ale nie wiem czy nie za wysoko mierzę. Nie ma osoby z mojego najbliższego otoczenia, która doradziłaby mi - rodzice nie pokierowali mną jak byłam małym dzieckiem, czasem myślę, że jestem nikim, beztalenciem, że do niczego się nie nadaję i nic już w życiu nie osiągnę. Teraz czuję bezradność, przemęczenie, chcę zacząć działać, znaleźć pracę, ale nie wiem jak to zrobić, bo jestem strasznie załamana, zazdroszczę innym, jestem bez sił. Poradźcie, co mam robić aby poprawić swoje samopoczucie?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Co jest przyczyną napadów złości?

Mam 15 lat i mam poważny problem: ciągle się denerwuję bez powodu, rzucam wyzwiskami, krzyczę. Mam już tak od kilku miesięcy, przez to nie mogę się skupić na nauce :( Co może mi dolegać?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mąż znęca się psychicznie - co robić?

Mam dość swojego małżeństwa! Chyba wolałabym żeby mnie uderzył, aniżeli ma się tak psychicznie nade mną znęcać. Wszystko co bym nie zrobiła, jego zdaniem robię źle, trwa to już 6 lat - ile jeszcze to zniosę? Nie wiem, jego mania...

Mam dość swojego małżeństwa! Chyba wolałabym żeby mnie uderzył, aniżeli ma się tak psychicznie nade mną znęcać. Wszystko co bym nie zrobiła, jego zdaniem robię źle, trwa to już 6 lat - ile jeszcze to zniosę? Nie wiem, jego mania na punkcie sprzątania już mnie naprawdę zmęczyła. Dziś babcia zapytała się naszej 2,5-letniej córeczki gdzie jest tata, na co córeczka odpowiedziała "tata nie sprząta, idzie z nami" - już nawet dziecko ma to wpojone, że porządek jest najważniejszy (jest ważny, ale nie najważniejszy). Sam nie szanuje nikogo, ale jego każdy ma szanować. Nasza córeczka w maju będzie miała 3 latka, ale jak na swój wiek jest bardzo mądra, dlatego musimy uważać na to co mówimy, ponieważ wszystkiego bardzo szybko się uczy i znów nasuwa mi się mądrość mojego męża. Pokazywałam córeczce guziki plastikowe i metalowe, wiec zaczęła układać te guziki na 2 kupki, poprosiła tatę o pomoc, usiadł obok niej po czym mówi do niej: "te guziki to są wszystkie plastikowe" - dlaczego tak zrobił? A dlatego, że mu się układać nie chciało tylko szkoda, że dziecku w głowie miesza, a ja już nie mam sił, już nie wiem co dalej robić. Nie twierdzę, że ja jestem idealna, bo nie jestem, ale ja w przeciwieństwie do niego chcę dobrze dla dziecka. Co robić? Jak długo można tak żyć? Ja już naprawdę nie mam sił :(

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Boję się ludzi - czy coś jest ze mną nie w porządku?

Witam, Mam 16 lat i odkąd pamiętam mam problemy towarzyskie. Co ciekawe, w szkole jestem osobą żywą, wygadaną, a gdy poznaję kogoś nowego i ten ktoś nie ma o mnie żadnej wcześniej nabytej opinii, jestem w stanie zrobić świetne wrażenie...

Witam, Mam 16 lat i odkąd pamiętam mam problemy towarzyskie. Co ciekawe, w szkole jestem osobą żywą, wygadaną, a gdy poznaję kogoś nowego i ten ktoś nie ma o mnie żadnej wcześniej nabytej opinii, jestem w stanie zrobić świetne wrażenie osoby sympatycznej i gadatliwej. A jednak jestem strasznym wrażliwcem i to mnie przygnębia. We wszystko bardzo się angażuję, nie mam dystansu, przez co moje życie, choć nie najgorsze (nie mam paczki przyjaciół, tylko jedną dobrą koleżankę - ale mimo wszystko zawsze mogło być gorzej) wydaje mi się być koszmarne. Często panikuję, żyję w ciągłym stresie, bo wszystko umie wyprowadzić mnie z równowagi. Wydaje mi się, że jestem głupia i brzydka (nie jestem pięknością, ale mimo wszystko ponoć też całkiem ładna więc skąd ta opinia?). Do gimnazjum byłam szkolną ofiarą i chyba stąd wciąż się boję. Teraz zdarzają mi się nieciekawe sytuacje, ale wiodę dosyć dobre życie. Nie mogę narzekać też na swój dom, chociaż jest pusty. Często siedzę sama w domu, nie mam rodzeństwa, ani zwierząt domowych i przez to czuję się samotna. Ludzie nie widzą, że mam problemy, bo je zwyczajnie zagaduję. Uwielbiam ludzi. Gdy jestem w towarzystwie, czuję, że żyję. Problem w tym, że w mojej miejscowości wszystko jest takie samo, puste, tęskniące za czymś żywszym. Nie ma tu nic, co by mnie zainteresowało, nie ma miejsc, gdzie mogliby być nowi ludzie, którzy lubią to, co ja. Szukałam. Każda nowa relacja to dla mnie nadzieja - przez co niedawno zaangażowałam się w coś chorego, co mnie zwyczajnie przerosło i kogoś zraniłam, jest mi z tym źle, ale myślę, że nieświadomie szantażowano mnie emocjonalnie. Jak można jednocześnie uwielbiać towarzystwo i nikomu nie ufać? Zawsze wydaje mi się, że ludzie są źli i złośliwi, że chcą wyrządzić mi krzywdę. Boję się. Wychowałam się w ciszy i to ona mnie zabija. Nie płaczę za często, wręcz okazjonalnie. W domu jestem smutna i milcząca, gdy jesteś z kimś, jest mi znacznie łatwiej. Od wielu lat tkwię w tym samym środowisku. To trujące. Może liceum mnie ocali. Ten list jest zwyczajnie głupi - ot, dziewczyna, która tak naprawdę nie ma prawdziwych problemów. Nie jestem w żadnej subkulturze, nie okaleczam. Jestem po prostu dziwna, ta dziwność mówi za mnie od dzieciństwa - kiedy stroniłam od ludzi i zmarnowałam setki szans od losu Mogłabym być teraz zupełnie gdzie indziej, niż żalić się na stronie o depresji. A może to już nerwica? Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego moja 11-letnia córeczka płacze przed pojściem do szkoły?

Mam 32 lata, od 11 lat jestem matką. Córeczka od 4-5 roku życia prowadzana jest do przedszkola, niestety pomimo upływu tylu lat nadal bardzo nerwowo, a właściwie to lękowo reaguje na wyjścia do szkoły. Płacze i widać po niej, że... Mam 32 lata, od 11 lat jestem matką. Córeczka od 4-5 roku życia prowadzana jest do przedszkola, niestety pomimo upływu tylu lat nadal bardzo nerwowo, a właściwie to lękowo reaguje na wyjścia do szkoły. Płacze i widać po niej, że ma jakieś stany depresyjne, nie wiem sama jak to nazwać. Nie chce się umyć wieczorem, spakować, nawet naszykować ciuszków do szkoły. Po przyjściu ze szkoły nic nie opowiada pomimo tego, że zawsze z mężem grzecznie pytamy i prosimy żeby coś nam opowiedziała. Zapomina o lekturach, o zadaniach domowych. Po powrocie ze szkoły totalnie odcina się od tego co w niej było. Nie chce wyjechać na żadną kolonię… Czy to jest normalne ?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Płaczliwość, huśtawki nastroju - czy zwariowałam?

Cześć! Jestem dziewczyną i mam 20 lat, ale kogo to obchodzi w zasadzie. Jak opowiem swoją historię, to i tak nikt nie uwierzy, posypią się zjazdy na mój temat. I tu pojawia się pytanie: po co mam żyć? Czy trudno...

Cześć! Jestem dziewczyną i mam 20 lat, ale kogo to obchodzi w zasadzie. Jak opowiem swoją historię, to i tak nikt nie uwierzy, posypią się zjazdy na mój temat. I tu pojawia się pytanie: po co mam żyć? Czy trudno jest pojąć fakt, że szukam osoby, która mnie zrozumie? Pewnie teraz każdy myśli, że nie mam znajomych. Nieprawda, mam i to całkiem sporo. Nawet mam jedną przyjaciółkę (taka niby od serca, tyle lat razem). Tylko czy jest prawdziwa? Odbiła mi chłopaka w liceum. Pewnie wszystkich zastanawia fakt, czemu nadal się z nią przyjaźnię. Ja też się nad tym zastanawiam. Kiedyś sobie tłumaczyłam zaistniałą sytuację tak, że żaden facet nie jest warty zerwania przyjaźni. Damska solidarność. Nieprawda, nie ma się co oszukiwać, nadal mnie to boli, ale muszę ukrywać to przed rodziną, przed całym światem, a co najważniejsze - przed nimi. Ja nie okazuję słabości. To takie spartańskie wychowanie, gdy umiera ci ojciec w wieku 7 lat, postanawiasz sobie wtedy w duchu, że będzie z ciebie dumny. Jedyne, co pamiętam, to fakt, że on nie znosił słabości, ale kochał mnie, swoją małą, najmłodszą córeczkę. Bez rozczulania się nad sobą. W końcu życie jest piękne! Akurat! Chciałam mieć bajkowe życie, a tu trafił się film z serii dramat lub czarny humor. Kiedyś sobie z tym radziłam, do czasu tego, co mi się przytrafiło teraz. Pomyślicie sobie pewnie, że to brazylian, ale to moje chore życie, którego mam już po dziurki w nosie. Zakochałam się. Po raz kolejny. Wspaniałe oczy pana S., takie błękitne, jego charakter boski. No po prostu ideał. W szybkim tempie zapomniałam o poprzedniej tragedii, która bolała mnie baaaaaaardzo długo. Myślicie, że idylla trwała długo? Przecież to moje życie, a nie kopciuszka. tu nie ma happy endu. Z tego wynikł pewien łańcuszek. Ja kochałam pana S., a on pokochał moją przyjaciółkę. Przyjaciel pana S. pokochał mnie, ale to mniej ważne. Odebrała mi drugiego chłopaka. Drugiego, którego pokochałam. Nie chcę już żyć. Dlaczego z dwoma musiało stać się tak samo?! Najgorzej boli mnie fakt, że ona jest w związku z tym pierwszym, a zabajerowała mi jeszcze tego drugiego. Czuję się podle, płaczę bez powodu. Mam jakieś głupie huśtawki nastrojów. Raz się śmieję, za chwilę łzy mi lecą strumieniami. Zwariowałam? Pozostaje pytanie: z bólu czy nienawiści? Co ja mam teraz zrobić? Dodam tylko, że nie mam myśli samobójczych. Po co mam się zabijać, skoro mam chore nerki, jak jest mi pisana śmierć, to i tak umrę. Co ja mam robić? AMEN.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak poradzić sobie z atakami stresu?

Witam, Mam na imię Patrycja i 10 stycznia skończę 19 lat. Opiszę swój problem, który trwa już 2 lata. Pojechałam z chłopakiem na wakacje do Turcji i po powrocie wylądowałam w szpitalu, bardzo mnie to załamało, że w wakacje w...

Witam, Mam na imię Patrycja i 10 stycznia skończę 19 lat. Opiszę swój problem, który trwa już 2 lata. Pojechałam z chłopakiem na wakacje do Turcji i po powrocie wylądowałam w szpitalu, bardzo mnie to załamało, że w wakacje w szpitalu leżę, okazało się, że mam zapalenie trzustki, później wielokrotnie jeszcze leżałam w szpitalu z powodu problemów z żołądkiem. Od tamtych wakacji 2009 bardzo źle się ze mną dzieje. Stresuję się wszystkim dosłownie oraz przejmuję się każdym. Nawet miałam pomysł aby rzucić szkołę, bo każdą lekcją każdą osobą się stresowałam. Rodzice odgonili ode mnie ten pomysł. Gdy jest sytuacja stresująca (a dla mnie na każdym kroku jest) robię się na twarzy bardzo czerwona, spocona, a dłonie to mam mokre. Uciekam od kontaktu z ludźmi, aby uniknąć trudnych dla mnie sytuacji. Co jakiś czas, na początku było to co tydzień, dwa, zawsze w weekend, teraz jest to co 3 tygodnie dopada mnie straszny atak stresu, zaczynam się wszystkim przejmować, bać się wszystkiego, wszystko widzę w czarnych barwach, chce mi się płakać, trzęsę się cała i odczuwam straszny ścisk w żołądku oraz mam problem z uśnięciem. Mija to po 2-3 dniach, ale zawsze wraca.. Jestem już tym zmęczona, a przede mną matura, nie wiem jak sobie pomóc. Bardzo proszę o pomoc. Pozdrawiam serdecznie

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Moja 16-miesieczna córeczka nie radzi sobie z emocjami

Moja córeczka od 2 tygodni zaczęła spać bardzo niespokojnie. Od dawna potrafiła zasypiać sama i przesypiać całe noce, ale ostatnio to się zmieniło. Budzi się w nocy po kilka razy, strasznie krzyczy tak jakby miała zły sen (ale każdej nocy?!)...

Moja córeczka od 2 tygodni zaczęła spać bardzo niespokojnie. Od dawna potrafiła zasypiać sama i przesypiać całe noce, ale ostatnio to się zmieniło. Budzi się w nocy po kilka razy, strasznie krzyczy tak jakby miała zły sen (ale każdej nocy?!) Usypia na naszych rękach (chociaż staraliśmy się do tego już nie wracać, bo w końcu to duża dziewczynka, ale okazał się to jedyny sposób), a jak ja odkładamy do łóżeczka, to zachowuje się jakbym ją kładła na rozżarzony węgiel. Strasznie się rzuca i zaczyna znowu krzyczeć. Na początku myśleliśmy, że to zęby i za każdym razem dawaliśmy jej paracetamol, ale to nie to! Jak się zrywa w nocy, to nie ma z nią kontaktu, wyrywa się z rąk, nie chce być w łóżeczku, bije się po głowie, ucieka. Taki 'atak' trwa około 40 minut.

Staraliśmy ograniczyć jej wszystkie niestandardowe wydarzenia w ciągu dnia, żeby wyeliminować dodatkowy stres, ale to nie pomogło. W ciągu dnia jest podobnie. Jak tylko nie może złożyć dwóch klocków, to od razu bardzo się denerwuje, zaczyna się gryźć w rączki i bić po główce. Ma już 9 zębów, więc ma czym gryźć, i się sama nimi rani. Próbuje również bić nas po twarzy i rzucać przedmiotami, przy czym bardzo płacze i krzyczy. Razem z mężem nie jesteśmy 'oazami spokoju', ale u nas w domu nigdy nikt nikogo nie bije i nie ma awantur, więc skąd taka reakcja małej? Również jak jest szczęśliwa, to nie potrafi sobie z tym poradzić (chociaż rzadziej). Ostatnio tak bardzo się cieszyła, że nie wiedziała jak ma to wyrazić, wiec, zamiast dać mężowi buziaka... z premedytacja ugryzła go w nos!

Jak nie pozwalamy jej wspinać się po meblach, albo rzucać jedzeniem, to mała reaguje tak samo - krzykiem i biciem siebie lub innych. Wcześniej, w takiej sytuacji, płakała, albo robiła 'pady' na podłogę, ale od dwóch tygodni to się zmieniło na gorsze. W ciągu dnia najchętniej byłaby cały czas na naszych rękach, odmowa kończy się tak jak powyżej. Staramy się być wyrozumiali, cierpliwi, uśmiechnięci, ale to nie pomaga. Proszę mi poradzić co robić i czym spowodowana może być zmiana w jej zachowaniu. Dlaczego jest taka agresywna? Naprawdę zaczynamy się martwić.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska

Stres czy depresja?

Witam, chciałbym prosić o poradę w związku z moim problemem, który uważam za poważny i uciążliwy. Otóż trwa on już bardzo długo, bo aż około 5 lat, zapoczątkowany został raczej gdy byłem dzieckiem (aktualnie mam 17 lat). Jako człowiek mam...

Witam, chciałbym prosić o poradę w związku z moim problemem, który uważam za poważny i uciążliwy. Otóż trwa on już bardzo długo, bo aż około 5 lat, zapoczątkowany został raczej gdy byłem dzieckiem (aktualnie mam 17 lat). Jako człowiek mam bardzo słabą psychikę, łatwo ulegam opinii innych, szybko się denerwuję. Bezpośrednio mój problem zaczął się od błahostek, problemów w szkole itp, po każdym niepowodzeniu zaczynałem się zamartwiać, atakował mnie ogromny stres, który czasami nawet nie pozwalał mi zasnąć, ponieważ przez niego właśnie strasznie się pociłem i denerwowałem. Od tamtego czasu zacząłem widzieć samego siebie jako człowieka bezwartościowego, za każdym razem gdy pojawi się kolejne zmartwienie przez długie miesiące zawracam sobie nim głowę, doprowadzając się do granic wytrzymałości psychicznej negatywnymi przemyśleniami na jego temat. Jeśli usłyszę natomiast kogoś, kto podaje jakiś opis nienormalnej grupy społecznej od razu zaczynam znajdować jej zgodne czynniki z moją osobą. Mam również wrażenie, iż nie potrafię rozgraniczać uczuć oraz sam jestem martwą, nic nie czującą skorupą, dlatego po poznaniu pewnej dziewczyny nie potrafię stwierdzić co do niej czuję. Uważam się za człowieka gorszego od innych, źle czuję się w towarzystwie grupy osób, ponieważ czuję się jakby patrzeli na mnie przez pryzmat moich problemów, widząc we mnie same wady. Dotychczas radziłem sobie z tym problemem spędzając długi czas na komputerze, odłączając się i zapominając o moich problemach, jednak to już przestaje pomagać, i stwarza następny problem jakim jest uzależnienie. Dlatego w każdej chwili zamartwiam sam siebie i przyjmuję wielkie dawki stresu, po prostu nie zauważam pozytywów oraz nie potrafię pozytywnie myśleć, dlatego nie potrafię się również zaangażował poważniej w żadną sprawę, ponieważ od razu myślę tylko o konsekwencjach pozostając dalej, na uboczu.. Serdecznie prosiłbym o pomoc oraz rozeznanie w moim problemie, ponieważ czuję, iż samemu nie daję rady opanować własnego życia.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Ciągle płaczę - co jest ze mną nie tak?

Od jakiegoś czasu myślę, że coś się ze mną dzieje. Codziennie, kilka razy dziennie, płaczę. Czasami potrafię siedzieć, oglądać film i nagle się rozpłakać. Ciągle myślę, że mój partner mnie zostawi. Przytyłam i myślę, że mu się nie podobam mimo...

Od jakiegoś czasu myślę, że coś się ze mną dzieje. Codziennie, kilka razy dziennie, płaczę. Czasami potrafię siedzieć, oglądać film i nagle się rozpłakać. Ciągle myślę, że mój partner mnie zostawi. Przytyłam i myślę, że mu się nie podobam mimo że on mówi, że jest inaczej. Czuję, że nie jestem nikomu do niczego potrzebna, że wszystko co zrobię jest złe… a.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Nerwica czy zwykłe rozdrażnienie?

Witam, uprzejmie proszę pomoc lub wskazanie mi drogi, którą powinnam podążać, ponieważ czuję się coraz bardziej zagubiona i czuję, że tracę kontrolę nad swoim życiem. Mam 26 lat, mieszkam w dużym mieście z rodzicami, nadal studiuję (drugi kierunek). Od szkoły...

Witam, uprzejmie proszę pomoc lub wskazanie mi drogi, którą powinnam podążać, ponieważ czuję się coraz bardziej zagubiona i czuję, że tracę kontrolę nad swoim życiem. Mam 26 lat, mieszkam w dużym mieście z rodzicami, nadal studiuję (drugi kierunek). Od szkoły średniej miałam krótsze lub dłuższe "momenty", w których czułam się bardzo smutno, źle, bardzo samotnie. Nigdy nie czułam się dobrze w dużej grupie, zawsze miałam tylko kilka bliskich koleżanek (chociaż innym zazdrościłam, że są tacy towarzyscy, otwarci). Na początku studiów postanowiłam nawet skorzystać z pomocy psychologa, gdyż zauważyłam, że separuję się coraz bardziej od ludzi, uznając tylko dwie osoby za "godne zaufania" (które notabene totalnie zawiodły mnie w ostatnim roku i obie utraciłam), każdego uważałam wówczas za lepszego ode mnie, ciekawszego, mądrzejszego, uważałam, że nikt mnie nie może mnie polubić, nikt mnie nie lubi. Jednak nie czułam, że wizyty coś mi dają, chodziłam ponad rok, (poza tym przestało mnie na nie stać), kiedy je przerwałam poczułam, że teraz mam właśnie kontrolę nad swoim życiem, czułam się świetnie, unikałam sytuacji, które mogłyby spowodować we mnie negatywne emocje, tak było kilka lat. Do niedawna, bo obserwuję, że wszystko to powraca, a ja strasznie nie chcę przez to znów przechodzić. Od czerwca zauważyłam u siebie radykalny spadek progu wytrzymałości na jakiekolwiek sytuacje stresowe, a nawet na zwykłe zwrócenie uwagi przez mamę czy mojego chłopaka. Krzyczałam, złościłam się i w tym samym czasie płakałam z wściekłości na siebie, że tak się zachowuję, bo czułam, że dzieje się to niezależnie ode mnie. Problem zauważył chyba też mój lekarz pierwszego kontaktu, który zapisał mi dość silną mieszankę leków uspokajających i nasercowych, jednak przestałam ją zażywać, bo spałam po niej po kilkanaście godzin dziennie (co teraz nie brzmi jak najlepsze wytłumaczenie). Na jesieni po raz kolejny zaczęłam odczuwać silne, przeciągające się, o ile nie ciągłe (zwłaszcza wewnętrzne) rozdrażnienie, któremu w różnych momentach dawałam upust złoszcząc się na mamę lub chłopaka, potem płacząc, że tak się zachowuję - oboje byli, są bardzo wyrozumiali, on podsunął mi pomysł, że być może mam nerwicę - jak coś mnie przestraszy (najmniejszy nawet drobiazg) przechodzą mnie silne drgawki, jestem bardzo emocjonalna, wszystko, każdy negatywny komentarz przeżywam, w zachowaniu innych niby przypadkiem doszukuję się złych intencji, tego ze mnie nie lubią (a doszukując się, wcale nietrudno się ich niestety doszukać) czasem ciężko złapać mi oddech... Jednak zdecydowałam się napisać do Państwa, ponieważ to, co wczoraj się stało prawdziwie mnie przestraszyło - zaczęłam się kłócić z tatą, z którym generalnie od zawsze miałam trudności z dogadaniem się, zawsze na mnie krzyczał, a raczej wrzeszczał o byle co, że drzwi do kuchni nie zamknęłam, że światła w pokoju zapomniałam zgasić, że za głośno się śmieję, gdy on w drugim pokoju chce spać, wczoraj - że butów dobrze nie wytarłam wchodząc do domu, chciałam spokojnie wytłumaczyć- że mam 38 stopni gorączki, że nie zauważyłam i tak od słowa do słowa i nagle zaczęłam wrzeszczeć, cała prawa część ciała zaczęła mi drżeć, trząść się, nie mogłam tego opanować, a potem nie mogłam chyba z 15 min złapać oddechu tylko tak głośno "skrzeczałam". Nie wiem co mam robić, nie mogę z sobą poradzić sobie, może to niedojrzałość emocjonalna, nie przeczę, nie wiem tylko jak to zmienić, nerwica - może, tylko co wtedy z tym "fantem" zrobić? Znów też zaczęły pojawiać się myśli o braku akceptacji u innych, zwłaszcza wśród znajomych mojego chłopaka. Wiem, że trudno mi samej powiedzieć kiedy mam rację, kiedy nie, bo nie mam wyczucia już kiedy coś wyolbrzymiam a kiedy nie. Nie chcę przez swoje wewnętrzne problemy ani stracić chłopaka, na którym bardzo mi zależy ani swoich znajomych, ani jeszcze bardziej zrazić do siebie jego znajomych...

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Zajadam stres, jak mam sobie z tym poradzić?

Mam 25 lat, jestem studentką, więc nie mam kasy. Ciągle myślę o jedzeniu. Zajadam smutki, jakie mi się przytrafiły. Nie mam kasy, żeby iść do psychiatry, a sama sobie nie poradzę! Gdyby nie jedzenie, pewnie sięgnęłabym po narkotyki. Proszę o pomoc, bo ja sobie sama nie poradzę!!!
odpowiada 2 ekspertów:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy to choroba, czy po prostu nieśmiałość?

Witam, mam na imię Ania, mam 15 lat. Codziennie zmagam się ze sobą, próbuję pokonywać barierę strachu przed otoczeniem. Co jakiś czas obiecuję sobie "nie będę już nieśmiała" jednak nie wychodzi mi to. Otóż w każdej stresującej i tak naprawdę...

Witam, mam na imię Ania, mam 15 lat. Codziennie zmagam się ze sobą, próbuję pokonywać barierę strachu przed otoczeniem. Co jakiś czas obiecuję sobie "nie będę już nieśmiała" jednak nie wychodzi mi to. Otóż w każdej stresującej i tak naprawdę nie stresującej dla "normalnego" człowiek sytuacji czerwienię się i drga mi górna warga po lewej stronie, to straszne uczucie, gdy rozmawiam z kimś i nagle zaczyna "tańczyć" mi mięsień twarzy, a mój rozmówca patrzy z zakłopotaniem nie wiedząc co zrobić, jak się zachować, czy patrzeć jak palę się ze wstydu, czy odejść, żebym mogła się uspokoić. Stresujące jest dla mnie życie codzienne, boję się rozmowy z ludźmi, nie mówiąc już o wystąpieniach publicznych. Marzę o normalnym życiu, bez czerwienienia się za każdym razem, gdy ktoś coś do mnie powie, drgania mojej wargi, gdy się stresuję, pocenia się rąk. Jako dziecko miałam tiki nerwowe, wizyty u psychologa poprawiły stan mojej psychiki. Jednak teraz objawy są znacznie silniejsze. Nie chcę dalej tak żyć, staram się pokonywać nieśmiałość, ale zaraz dają o sobie znać moje czerwone policzki (i nie tylko one) i skacząca nerwowo warga. Objawy potrafią ukazać się nawet, gdy po prostu idę po korytarzu szkolnym, nie mówiąc już o przejściu koło przystojnego chłopaka. Serdecznie proszę o poradę, z góry dziękuję - Ania :)

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to znęcanie psychiczne? Pomocy, co robić?

Witam! Jestem niecałe 3 lata po ślubie, bardzo chciałam mieć dziecko i myślałam, że facet którego spotkałam to ten - niestety, myliłam się. Już w ciąży uważał, że nie będzie znosił moich nastrojów i często noce spędzałam plącząc -...

Witam! Jestem niecałe 3 lata po ślubie, bardzo chciałam mieć dziecko i myślałam, że facet którego spotkałam to ten - niestety, myliłam się. Już w ciąży uważał, że nie będzie znosił moich nastrojów i często noce spędzałam plącząc - ciągle kłótnie. Po porodzie trochę się uspokoiło, ale później znowu - w kłótni jestem nazywana od debili, pener itp., upokarza mnie maksymalnie, nie patrząc, że obok jest dziecko, choć proszę go o to. Wielokrotnie mówiłam, że go zostawię - twierdził, że nie dam sama rady i śmiał się. Teraz już miarka się przebrała, bo nie mogłam nawet wyjść do koleżanki, bo miałam z nim siedzieć. Jak się pokłócimy to wydzwania po 70 razy, aż nie odbiorę i się odgraża. Powiedział, że w sądzie mnie zniszczy, że to moja wina, bo on nas utrzymuje - jestem jeszcze na wychowawczym, że zabierze dziecko. Pomocy, co robić? Jestem w rozsypce.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Dlaczego śnią mi się koszmary senne?

Witam! Jestem 14-letnią dziewczyną. Niedawno się przeprowadziłam do nowego domu z rodzicami i od tamtej pory miewam trudności z zasypianiem. Bardzo trudno mi zasnąć, a jak już uda mi się, to śnią mi się straszne rzeczy, między innymi, że...

Witam! Jestem 14-letnią dziewczyną. Niedawno się przeprowadziłam do nowego domu z rodzicami i od tamtej pory miewam trudności z zasypianiem. Bardzo trudno mi zasnąć, a jak już uda mi się, to śnią mi się straszne rzeczy, między innymi, że się topię, spadam w przepaść i ginę. Wtedy budzę się z przerażeniem i nie mogę już spać. Najgorszym z tych snów jest ten, w którym śnię, że się budzę, bo czegoś się panicznie boję i próbuję zaświecić światło, ale niestety nie mogę. Wtedy strasznie się boję, bo boję się ciemności, gdy jestem sama.

Wyczytałam gdzieś, że wtedy mogą nachodzić mnie duchy i dlatego miewam takie sny... Często też miewam takie coś jak kompletny paraliż podczas snu i nie mogę się obudzić. Pamiętam jak ostatnio spałam i "niby" się budząc, widziałam swoje ciało z boku. Nie wiem, co ja mam robić. Proszę o pomoc!

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Niska samoocena, brak wiary w siebie - jak sobie poradzić?

Witam, Nie wiem od czego zacząć, może tak: mam problem z rozmowami z innymi ludźmi, nie mam pojęcia czym jest spowodowany, ponieważ w moim życiu nie wydarzyło się nic strasznego, wiem tylko, że na problem składa się niska samoocena spowodowana...

Witam, Nie wiem od czego zacząć, może tak: mam problem z rozmowami z innymi ludźmi, nie mam pojęcia czym jest spowodowany, ponieważ w moim życiu nie wydarzyło się nic strasznego, wiem tylko, że na problem składa się niska samoocena spowodowana najprawdopodobniej tym, że rodzice trzymali mnie pod kloszem, wszystkiego zakazywali, nie pozwalali wychodzić z koleżankami nawet się przejść, bo twierdzili, że jestem za mała żeby samej chodzić po mieście lub wsi (to było w podstawówce). Wtedy miałam jedną przyjaciółkę i zawsze jej się żaliłam, że czuję się "jak pies na łańcuchu", a jednak teraz jestem dorosła i niby nie mam tego "łańcucha", a nadal siedzę w domu, nigdzie nie wychodzę. Nawet w szkole (w małej klasie społecznego liceum) mam problem z rozmowami z osobami z klasy - rozmawiam raptem z trzema osobami. Z resztą „cześć, cześć” i jak zaczynają rozmowę to ucinam temat, jest gorzej, bo jeśli rozmówcą jest chłopak to problemem jest dla mnie odpowiedzieć na pytanie "cześć, co tam?", a wśród osób, których nie znam w ogóle milczę (pamiętam, że w podstawówce właśnie wszyscy, a zwłaszcza chłopacy, śmiali się z tego, że nic mi nie wolno). Także jak już nawet z kimś rozmawiam to przerasta się patrzenie w oczy, zazwyczaj patrzę w stół, podłogę, lub gdzieś w dal, obawiam się reakcji na każde wypowiedziane przeze mnie słowo. No i żyłam sobie z tym wszystkim spokojnie, nawet było coraz lepiej, nawet z chłopakami z klasy czasem udało się mi ze dwa zdania zamienić o jakiś banalnych tematach, ale pojawia się następny problem: właśnie odmówiłam udziału w studniówce z tego powodu, że w gimnazjum był organizowany bal na zakończenie, nie chciałam iść ale dałam się namówić koleżance - to była porażka, tylko siedziałam i podpierałam ścianę, wydawało mi się że wyglądam ohydnie, poza tym nie lubię zdjęć (wydaje mi się, że wychodzę strasznie), nie lubię tańczyć (bo kompletnie nie umiem), w ogóle nie toleruję sukienek i innych butów jak adidasy. I teraz to wszystko wraca, wszyscy gadają o studniówce, a ja czuję się koszmarnie, bo znowu skopałam sprawę, miałam się zmienić, a znowu stchórzyłam. Chcę się zmienić, ale zawsze stawiam sobie zbyt wysokie wymagania i szybko się poddaję, nie wierzę w to, że mogę być inna. Również bardzo się stresuję wypowiedziami publicznymi a niedługo matura... Teraz zastanawiam się którędy droga, nie chcę przez całe życie gadać do ściany, już nie mam pojęcia co robić żeby się w końcu udało. PS. Ostatnio jeszcze jakoś dręczy mnie samotność - niby nic dziwnego, ale już nie mam pojęcia czym zabijać czas, bardzo mi się dłuży, w wtedy w myślach tworzę historie, w których jestem przeciwieństwem tej opisanej tutaj, i nie mogę wyjść wtedy z ponurego humoru.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Nie potrafie zaakceptować siebie - co mam robić?

Sama nie wiem od czego zacząć, co jest najważniejsze... W wieku 14 odszedł mój ojciec do innej kobiety mija 7 rok i śladu po nim nie ma (do tej pory byłam jego oczkiem w głowie, teraz nie chce mnie znać)....

Sama nie wiem od czego zacząć, co jest najważniejsze... W wieku 14 odszedł mój ojciec do innej kobiety mija 7 rok i śladu po nim nie ma (do tej pory byłam jego oczkiem w głowie, teraz nie chce mnie znać). Mam 21 lat, studiuję na dwóch kierunkach, większość ludzi mi mówi, że jestem ładna, miła itd., ale ja tego nie widzę. Patrząc w lustro widzę dziewczynę z samymi wadami nie umiem powiedzieć sobie "ej, jesteś super dziewczyną, nic złego się nie wydarzy". Byłam w związku z chłopakiem 6 lat, ale na boku miał dwie inne - niby nic poważnego, zwykłe kokietowanie, ale mnie to zraniło - odeszłam. Teraz znów jesteśmy razem, dojrzał, przez ten cały czas kochał mnie i dalej kocha, ale ja się boję, że pojawi się ktoś inny, choć nie mam do tego podstaw - każda dziewczyna jest dla mnie zagrożeniem (ja tak uważam), nie umiem spojrzeć na siebie jak na atrakcyjną dziewczynę. Uważam, że jestem za gruba, ciągle się odchudzam, żeby podobać się temu jedynemu (choć on nie daje mi podstaw do takich paranoi) i sobie, ale one są we mnie:(. Proszę o pomoc, co mam robić, bo pobadam w depresję - nic mnie nie cieszy, nie mogę po prostu na siebie patrzeć…

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Nienawidzę siebie - co mam zrobić?

Jako dziecko wychowałem się na wsi. Mieszkałem razem z mamą babcią i dziadkiem. Moi rodzice są po rozwodzie. Ojciec podobno bił mnie jak byłem mały i taki powód podaje mama. Ja nie mogę stwierdzić, że to prawda, bo odkąd sięgnę...

Jako dziecko wychowałem się na wsi. Mieszkałem razem z mamą babcią i dziadkiem. Moi rodzice są po rozwodzie. Ojciec podobno bił mnie jak byłem mały i taki powód podaje mama. Ja nie mogę stwierdzić, że to prawda, bo odkąd sięgnę pamięcią to on już z nami nie mieszkał, a byłem zbyt mały żeby to pamiętać. Ojciec odwiedzał mnie co dwa tygodnie w niedziele. Jako że nie mam rodzeństwa, zawsze bawiłem się sam. Czasami odwiedzała nas kuzynka, która jest rok starsza ode mnie i to tak naprawdę jedyna osoba, z którą raz na jakiś czas mogłem się pobawić. W wieku 6 lat przeprowadziłem się z mamą ze wsi do pewnej miejscowości, w której to znajdowała się szkoła podstawowa, do której od września zacząłem uczęszczać. Z pomocą mamy uczyłem się bardzo dobrze, chociaż byłem nieśmiały i zamknięty w sobie. Jako dziecko interesowały mnie mało przyziemne rzeczy. Kiedy większość chłopców interesowała się samochodami, sportem, ja wolałem czytać o zwierzętach, szczególnie o dinozaurach. Fascynowała mnie fantastyka i science-fiction – takie też filmy lubiłem oglądać najbardziej. Podczas trwania roku szkolnego nie wychodziłem nigdy pobawić się z kolegami. Po prostu bałem się gdzieś wyjść bez mamy. Podczas wakacji wyjeżdżaliśmy z mamą do dziadków i tam się sam bawiłem. W 3 klasie po raz ostatni odwiedził mnie mój ojciec. Do dziś nie mam z nim kontaktów. Moje spokojne życie zmieniło się w 4 klasie kiedy to pewna trójka chłopców zaczęła ze mnie publicznie kpić. Zaczęło się to na wf. Nie wiem dlaczego to robili, czy dlatego że byłem nieśmiały i skryty, czy dlatego, że z wf nie byłem zbyt dobry, a może śmieli się z mojego wyglądu. Nie chodzili oni do mojej klasy tylko do klasy równorzędnej. Kiedy spotykałem ich na boisku, czy na wf to wymyślali na mnie coraz to nowsze przezwiska. W 6 klasie dostałem swój pierwszy komputer i od tamtej pory gry komputerowe stały się moim jedynym hobby. Kiedy skończyłem podstawówkę, zacząłem chodzić do gimnazjum. Niefortunnie okazało się, że będę w klasie z tą trójką chłopców. W tedy zaczęło się piekło. Praktycznie dokuczali mi codziennie na każdej przerwie, a nawet na lekcjach jak tylko wydarzyła się okazja. Inni klasowicze, których nie znałem widząc to, również zaczęła się ze mnie nabijać. W efekcie nabijała się ze mnie prawie cała klasa, nowi koledzy i koleżanki wyrobili sobie o mnie opinie jako o popychadle i klasowej pierodle. Zacząłem być jeszcze bardziej wstydliwy. Zaczęły mi się intensywnie pocić ręce, zaczęło mi cuchnąć z ust, z nerwów ciężko mi było jeść. Zacząłem się również często czerwienić, szczególnie przy dziewczynach, które też mnie wyśmiewały. Wystarczy że jakaś się odwróciła, odezwała do mnie, bądź usiadła koło mnie to już robiłem się czerwony jak rak. Zacząłem się gorzej uczyć. W domu przestałem się uczyć. Mama już nie kontrolowała mojej nauki tak jak kiedyś. Żeby wyładować stres całe dnie grałem na komputerze. Najbardziej przeszkadzało mi w sobie to, że jestem nieśmiały i że nie mam o czym rozmawiać z innymi ludźmi. Przestała mnie nawet odwiedzać kuzynka, z którą bawiłem się jak byłem mały. Do tej pory nie wiem dlaczego. Taki stan rzeczy trwał, aż skończyłem gimnazjum. Kiedy dostałem się do pewnego liceum, myślałem, że moje życie się odmieni. Nowa szkoła, środowisko, koledzy pozwolą zapomnieć o tym wszystkim. Okazało się, że jest równie źle jak nie gorzej. Znowu znalazła się pewna osoba, która zaczęła ze mnie kpić. Wyszydzał mnie za mój wygląd, poruszanie się, za nieśmiałość i za to, że byłem zamknięty w sobie i nie miałem o czym rozmawiać z nimi. W efekcie znów stałem się obiektem kpin ze strony całej klasy. Uczyłem się tam jeszcze gorzej. Zacząłem często wagarować, kręciłem się bez sensu po mieście, albo jeździłem autobusem w kółko. Nie mogłem już wytrzymać. W końcu jakoś udało mi się skończyć liceum i zdać maturę. Dostałem się na studia. Okazało się, że ludzie na moim kierunku są bardzo w porządku i wreszcie zaznam spokoju. Teraz mogło by się wydawać, że już jest w porządku, ale paradoksalnie jest jeszcze gorzej. Większość ludzi na roku się nie znała. Z czasem zaczęli się poznawać i przyjaźnić. Wszyscy oprócz mnie. Wydaję mi się, że to przez to, że nie mam o czym z nimi rozmawiać. Chodzę bez przerwy smutny, nie potrafię się nawet uśmiechnąć. Wszyscy przyjaźnią się, rozmawiają odwiedzają się w akademikach, organizują prywatki, a nawet zawierają głębsze niż przyjaźń znajomości. Ja, chociaż początkowo byłem przez nich zapraszany np. na sylwestra, nigdy nie skorzystałem z tego, bo nigdy nie byłem na żadnej imprezie. To co mnie naprawdę boli to to, że nie potrafię się z nimi zaprzyjaźnić, a bardzo bym chciał, bo jestem bardzo samotny. Kiedy jestem przy nich czuje się jak piąte koło u wozu. Mam wrażenie, że nikogo nie obchodzę, bo o czym tu ze mną gadać. Rzygać mi się chce kiedy patrzę na to jak się śmieją i rozmawiają. Tak bardzo chciałbym być na ich miejscu. Chociaż wszyscy tam są dla mnie mili i uprzejmi to i tak mam wrażenie, że wyśmiewają mnie za plecami. Nie mogę tego potwierdzić, bo niczego takiego nie słyszałem. Po prostu takie mam przeczucie. Wydaję mi się, że wszyscy ludzie czują do mnie niechęć. Takie uczucie towarzyszy mi wszędzie: w autobusie, w kościele, na ulicy, czy nawet w rodzinie. Wydaję mi się, że wszyscy się ze mnie nabijają. Nawet kiedy ktoś na ulicy na mnie patrzy, czy nawet uśmiecha to wydaję mi się, że kpią z mojego wyglądu, albo z czegoś innego. Z reguły jestem bardzo przygnębiony, ale wystarczy, że uda mi się z kimś nawiązać rozmowę, chociaż na 5 minut to jestem szczęśliwy jakby jakaś dziewczyna się ze mną umówiła. Teraz mam 20 lat, prawie 21. Jestem bardzo samotny. Nie mam żadnych kolegów, ani już tym bardziej przyjaciół, czy dziewczyny. Jedna koleżanka na roku bardzo mi się podoba, jest również nieśmiała, ale i tak nie mam odwagi do niej wystartować, bo i tak nie wiem o czym z nią rozmawiać, a zresztą która by chciała coś takiego jak ja? Mam bardzo niską somoocenę i tak naprawdę nienawidzę siebie i swojego życia. Chociaż nie jestem najgorszym studentem na roku to i tak mam wrażenie, że jestem najgorszy. Od 2010 roku zacząłem użalać się nad sobą. Wmawiam sobie, że jestem najbardziej beznadziejną osobą na świecie, że jestem głupi, brzydki i potwornie nudny, że nikt mnie polubi, nie pokocha i już do końca życia zawsze będę sam. Od niedawna zacząłem bić się po głowie ciężkimi przedmiotami. Prawie codziennie wieczorem mam taką chwilę, że przez ok. 2 godziny gnębię się i wmawiam sobie różne rzeczy. Jestem pewien, że za jakiś czas popełnię samobójstwo, bo moja samotność i pogłębiająca nienawiść do siebie mnie zniszczą. Na razie tego nie zrobię, ponieważ mieszkam z mamą i babcią (dziadek już nie żyje). Byłoby to bardzo egoistyczne, gdybym je tak zostawił. Babcia ma już prawie 80 lat, więc pewnie już długo nie pożyje, a moja mama ma wrodzoną wadę serca, oraz tętniaka w sercu, co też nie wróży długiego żywota. To moje najbliższe i jedyne osoby, ale one i tak nic nie wiedzą o moich problemach i myślę, że nawet się nie domyślają, bo zawsze udaję, że wszystko jest w porządku. Jestem zbyt skryty, aby o tym powiedzieć. Wydaję mi się, że jestem taki bez charakteru. Zauważyłem, że większość chłopców czerpie wzorzec męskości od swoich ojców, a ja tak naprawdę go nigdy nie miałem. Nie wiem co to znaczy być mężczyzną. Mam problemy nawet z podejmowaniem decyzji. Jąkam się kiedy mówię. Moje życie to tak naprawdę nauka i dom i komputer. Z nikim się nie spotykam. Wolny czas spędzam w czterech ścianach w swoim pokoju przed komputerem. Nigdzie nie wychodzę, no chyba, że do sklepu czy dentysty itp. Nawet całe wakacje spędzam w pokoju i tak przez całe życie. Sylwester w tym roku, jak co roku spędziłem sam. Zamiast oglądać fajerwerki po prostu spałem. Nigdy nie byłem na imprezie. Nie umiem tańczyć (i nawet nie wyobrażam sobie, że mógłbym to zrobić - chyba spaliłbym się ze wstydu), nie byłem nigdy pijany i założę się, że niewielka ilość alkoholu by mnie upiła, a w rozmowie też jestem kiepski. Po prostu mam wrażenie, że prawdziwe życie przecieka mi między palcami, a ja nie potrafię nic z tym zrobić. Niczym się już właściwie nie interesuję, no może tylko grami komputerowymi i muzyką. Nawet nie wiem kim bym chciał w życiu zostać, ani jaki zawód wykonywać. Może po prostu nie chce być już tym kim jestem. Moim największym marzeniem jest obudzić się pewnego dnia jako inny człowiek. Chciałbym wszystko zacząć od nowa. Wiem, że to i tak się nigdy nie wydarzy, a nawet gdyby to i tak wszystko bym spieprzył. Nienawidzę swojego ojca. Kiedy sobie pomyśle, że jestem chociaż częściowo do niego podobny do ogarnia mnie wstyd i zażenowanie. Nie cierpię kiedy ktoś z rodziny mi mówi, że jestem do niego podobny. A to z wyglądu, a to z charakteru. Po prostu uważam, że to gnida i nieudacznik. Tak jak ja z resztą. Ciężko znaleźć mi motywację do nauki. Najczęściej wyobrażam sobie, że uczę się z kimś. Rozmawiam z tą osobą i razem się uczymy. Wiem, powinienem się leczyć. Nawet jak byłem mały to wyobrażałem sobie czasami, że się z kimś bawię. Tak, żeby było mniej samotno. W ogóle ja strasznie dużo myślę. Mam wrażenie, że życie toczy się w mojej głowie. Ja chyba myślę bez przerwy. W ogóle jestem bardzo bierną osobą. Moim zdaniem największym moim problemem jest to, że nie mam o czym rozmawiać z ludźmi. Niczym ciekawym się nie interesuję. W moim życiu nic się nie dzieję, nigdzie nie bywam, nie zwiedziłem żadnych ciekawych miejsc na świecie. Nigdy nie byłem za granicą, a najbardziej oddalone miejsce od mojego domu znajduje się z jakieś 300 km. W Polsce oczywiście. Nie mam żadnych ciekawych lub śmiesznych anegdot do opowiedzenia. Po prostu we mnie nie ma nic co mogłoby kogokolwiek zainteresować. Jeśli chodzi o moją wiarę to nie chcę wierzyć w Boga, choć wydaję mi się, że w niego wierzę. Chociaż sam nie wiem czy wierzę w niego, czy może w jakaś uosobioną formę rozpoznawania dobra i zła. Sumienie? Nie wiem nawet dlaczego nie chce w niego wierzyć. Może po prostu cały czas mam wrażenie, że ktoś patrzy mi na ręce kiedy robię coś złego. Nie wiem. Czuję do Boga złość. Czasami mam ochotę się do niego pomodlić, ale wiem, że to i tak nic nie da. Ja nawet nie wiem jak z nim rozmawiać. Nie wiem jaki ma sens wyklepywanie co chwilę tych głupich formułek – modlitw. Przecież on i tak tego nie słucha. A nawet gdy próbuję z nim rozmawiać jak z człowiekiem to i tak nie mam co liczyć, że mi pomoże, bo zwracam się do niego wtedy, gdy jest mi bardzo źle – a przecież powinienem to robić zawsze. W ogóle nie pojmuję jak można kochać kogoś kogo nie widać, z kim nie można porozmawiać, co najwyżej prowadzić monolog. Kiedyś ksiądz na mszy świętej powiedział, że Boga powinniśmy kochać bardziej niż jakakolwiek osobę na ziemi, np. mamę, żonę. Osoba, która tak go kocha chyba nie może być normalna. Nie wyobrażam sobie tego. Nawet przytoczył jakąś przypowieść o jakimś mężczyźnie, który to najbardziej na świecie kochał swoje dziecko. Potem to dziecko umarło, a ten mężczyzna cierpiał. Bóg zabrał mężczyźnie to dziecko, bo on kochał je bardziej od Boga. Ostatnio mam problemy z wypróżnianiem się. Mogę to robić tylko w domu. Kiedy jestem na wydziale to jestem tak zdenerwowany, że nie mogę się załatwić. Ani mocz, ani kał. Czasami jak mocno mi się chce to muszę wrócić do domu. Nie byłem z tym u lekarza. Zastanawiam się czy to może być objaw nerwicy – moja babcia ją ma. Piszę to wszystko chyba po to, bo mam ochotę się komuś wyżalić. Nie wiem czy po prostu powinienem się przestać użalać nad sobą bo to tylko młodzieńcze frustracje, czy to prawdziwy problem. Może powinienem się skupić na moich bliskich, a nie na sobie. Może jestem po prostu cholernym egoistą, który myśli tylko o sobie. A może powinienem pójść do psychologa, który wytrząsnął by mi te głupoty z głowy. Musiałbym o tym powiedzieć mamie. Nie wiem gdzie takiego dobrego psychologa w okolicy znaleźć. Wstydzę się do kogoś pójść i tak wyżalać. Znacznie łatwiej jest to napisać niż powiedzieć. Najgorsze jest to, że gdy czytam to co napisałem to to w najmniejszym stopniu nie oddaje tego co czuję.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Patronaty