Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Problemy psychologiczne: Pytania do specjalistów

Jak skierować na leczenie osobę agresywną?

Witam, mam brata - Janka, który obecnie mieszka z mamą. Odkąd pamiętam miał pewnego rodzaju napady agresji wobec członków rodziny, tym większe, im szybciej któryś z nas się wyprowadził z domu rodzinnego (traktuje mnie i braci jak intruzów, którzy chcą...

Witam, mam brata - Janka, który obecnie mieszka z mamą. Odkąd pamiętam miał pewnego rodzaju napady agresji wobec członków rodziny, tym większe, im szybciej któryś z nas się wyprowadził z domu rodzinnego (traktuje mnie i braci jak intruzów, którzy chcą mu zabrać majątek, choć takiego prawnie nie ma). Wcześniej jakoś kończyło się wszystko na awanturach i krzykach, ale po śmierci ojczyma, kiedy mam została w domu z Jankiem, te napady się nasiliły. Polega to na ciągłym wyzywaniu od najgorszych (ja nigdy do najgorszego wroga bym tak nie powiedziała jak on do własnej mamy), przeklinaniu mamy (ewentualnie pozostałych członków rodziny), życzeniu śmierci a nawet grożeniu, że ją zabije, bo niby przez mamę on nie ma majątku, że niby nie może się gospodarzyć (mamy małe gosp.rolne). Ostatnio dowiedziałam się, że nawet szarpał mamę. A on i tak nic nie potrafi zrobić, nigdy nie chciał, żeby go czegoś nauczyć, nie wykazywał zainteresowania, skończył tylko podstawówkę, a jego tryb życia to teraz jedzenie cukierków, oglądanie TV, spanie i od pewnego czasu picie alkoholu. Mama go utrzymuje jeżeli chodzi o jedzenie i opłaty, ale otrzymał rentę czasową 150 zł i za to pije. Żyjemy w strachu, że coś zrobi mamie, a to starsza kobieta, przede wszystkim matka, która wciąż ślepo wierzy, że będzie lepiej choć tak nie jest. Boję się, że pewnego razu Janek wpadnie w taką furie, że coś jej zrobi. Ale na czym polega paradoks tej sytuacji - on ma takie naprzemienne zachowania raz wybucha, a następnym razem przychodzi do mamy i zachowuje się jak gdyby niby nic pomaga, normalnie rozmawia, jest uśmiechnięty. Nie bierze leków, a nie możemy go zmusić, ponieważ jest pełnoletni. Dlatego moje pytanie - co można zrobić, żeby taką osobę skierować do szpitala na jakieś długofalowe leczenie? Helena T-B.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak sobie poradzić po śmierci Michaela Jacksona?

Już nie mam siły... Kocham pewnego człowieka którego nigdy nie widziałam ani nie znałam osobiście. Jest nim Michael Jackson. Wcześniej byłam wielką fanką Roberta Pattinsona. Za tych czasów nie wiedziałam kim jest Michael Jackson. Były to czasy, w których już...

Już nie mam siły... Kocham pewnego człowieka którego nigdy nie widziałam ani nie znałam osobiście. Jest nim Michael Jackson. Wcześniej byłam wielką fanką Roberta Pattinsona. Za tych czasów nie wiedziałam kim jest Michael Jackson. Były to czasy, w których już nie puszczali jego piosenek i nie mówiono o nim. Nie miałam nic do niego. Raz obiło mi się o uszy jego nazwisko, ale to tyle. Gdy 26 czerwca 2009 roku się obudziłam i zobaczyłam w telewizji, że Michael Jackson nie żyje to zaczęłam strasznie płakać. Było to dla mnie strasznie dziwne, bo nie znałam go. Ale w tym momencie poczułam jakaś pustkę w sercu. Weszłam na Wikipedię i przeczytałam Jego biografie i wszystko się zmieniło. Potem mama zabrała mnie na "This is it", który cały przepłakałam, ale cała moja miłość do niego nasiliła się jakieś pół roku temu. Od tego czasu się tnę, płacze całymi nocami i rano wszyscy widzą że coś ze mną nie tak, ale ja się do tego nie przyznaję, bo wiem, że wyśmieją mnie i uznają za dziwaczkę. Wiem, że to zabrzmi głupio, ale gdy patrze się w oczy Michaela to czuję tak, jakby wszystkie problemy nagle zniknęły i wszystko stało się takie proste, ale zaraz wraca tęsknota a z tęsknotą ból. Nie umiem sobie poradzić z tym, że go już nie ma i mam czasem chwile zwątpienia w Boga i pytam siebie samej czy jest on sprawiedliwy, że go nam odebrał. Jeszcze dochodzi brak akceptacji Michaela wśród kolegów i koleżanek, bo wszyscy uważają go za pedofila, białego murzyna, geja i dziwaka, który był uzależniony od operacji plastycznych. To na prawdę bardzo boli. O moich problemach wie tylko kilka najlepszych przyjaciółek, ale one wcale mi nie pomagają miąć, że jestem głupia i że jak można go w ogóle kochać, i że to nie jest miłość bo to mi niedługo przejdzie tak jak z Pattinsonem. Ale ja wiem, że tak nie będzie. Mówią też, że jego śmierć to nie jest powód do cięcia się, ale nie wiedzą jakie to dla mnie trudne. Czuję się tak jakbym straciła ojca. Nie chcę iść do psychologa, bo boję się tego, że gdy o tym opowiem to się będzie śmiał, że to wszystko dla Michaela Jacksona. Ja na prawdę go kocham i wiem, że wydaje się to śmieszne, ale tak jest i nic na to nie poradzę. Widzę w nim cały świat. Nie mogę wytrzymać dnia bez jego muzyki i bez moonwalka. Wiele też mu zawdzięczam, bo od czasu gdy go kocham nie przeklinam, lepiej się uczę i w ogóle jestem lepszym człowiekiem. Nauczyłam się też tańczyć tak jak on i sprawia mi to dużo przyjemności, bo nie miałam wcześniej żadnego hobby ani talentów. Ale martwi mnie to, że mam myśli samobójcze i się tnę gdy nie potrafię sobie poradzić z jego śmiercią. Miałam takie dni gdy już całkiem byłam na załamana. Bardzo chciałam umrzeć, ale przyjaciółki mnie z tego wyciągnęły. One też nie do końca mnie rozumieją. Bardzo proszę o odpowiedź i o pomoc jak najszybciej, bo tracę już nadzieję, że będzie lepiej. Pozdrawiam, Fanka Michaela

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Gdzie jest granica między żałobą a depresją?

Umarła mi babcia, która mnie wychowywała i była na równi ważna z mamą, chociaż miłość i akceptacja jaką mnie obdarowała są darem jakiego nie otrzymałam od nikogo poza nią. Jej śmierć nie powinna być dla mnie zaskoczeniem, ale okazała się...

Umarła mi babcia, która mnie wychowywała i była na równi ważna z mamą, chociaż miłość i akceptacja jaką mnie obdarowała są darem jakiego nie otrzymałam od nikogo poza nią. Jej śmierć nie powinna być dla mnie zaskoczeniem, ale okazała się być wielkim wstrząsem. Już na pół roku przed jej odejściem zauważyłam u siebie poczucie bezcelowości w swoim życiu, zaczęłam zamykać się w sobie, unikać kontaktów z przyjaciółmi, wróciłam do palenia. Nie było to jednak tak intensywne, teraz mijają trzy tygodnie jak odeszła, a ja nie mogę się pozbierać. Nie potrafię się na niczym skupić, niewiele wychodzę z domu, nie widzę dla siebie perspektyw. Poczucie zablokowania jest przytłaczające. Wszechogarniająca niemoc. Nie wiem co z tym zrobić i nie wiem czy to już depresja, czy to żałoba. Nie mam zaburzenia łaknienia, śpię więcej niż powinnam, ale wszystko widzę w szarości i nie potrafię się zmusić do kontynuowania wcześniej zaczętych spraw. Nie pracuję, tylko studiuję zaocznie i nadmiar czasu sprawia, że mam poczucie jakbym ugrzęzła w szarej mazi. Proszę o odpowiedz, bo nie do końca wiem co przeżywam, poza poczuciem straty.

odpowiada 4 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Dr Małgorzata Mazurek
Dr Małgorzata Mazurek
Mgr Katarzyna Bilnik-Barańska
Mgr Katarzyna Bilnik-Barańska

Ciężka sytuacja - jak się pozbierać?

Witam, mam 25 lat, głupio mi o tym mówić, ale nie mam się do kogo z tym zgłosić, wiec tak: miałem romans z kuzyna żoną, to trwało jakieś 4 lata, zaszła w ciąże ze mną, urodziła córkę zakończyłem ten związek...

Witam, mam 25 lat, głupio mi o tym mówić, ale nie mam się do kogo z tym zgłosić, wiec tak: miałem romans z kuzyna żoną, to trwało jakieś 4 lata, zaszła w ciąże ze mną, urodziła córkę zakończyłem ten związek całkiem niedawno. Poznałem dziewczynę, też po przejściach, po prostu nie wiem jak z nią mam rozmawiać - cały czas mam jakiś w sobie żal, ale to nie wszystko… 2 lata temu straciłem brata, mieliśmy wpadek, ja przeżyłem, ale mój młodszy brat zginął na miejscu. Nie mogłem sobie tego wybaczyć po tym wszystkim. Nie wiem jak mam się pozbierać. Doszły jeszcze moje kredyty - mam tak spaprane życie, że nie chce mi się o tym nawet pisać, już po prostu nie daję rady…

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Dr n. med. Dariusz Pysz-Waberski
Dr n. med. Dariusz Pysz-Waberski

Nerwowość - jak nazwać mój stan?

Witam, Mam 24 lata, wychowuję 3-letniego syna, odkąd pamiętam zawsze byłam nerwowa... Gdy mój syn się urodził troszkę przyhamowałam, ale za to dopadła mnie depresja poporodowa. Teraz syn ma 3 lata - ja jestem znerwicowana krzyczę, przeklinam, całą...

Witam, Mam 24 lata, wychowuję 3-letniego syna, odkąd pamiętam zawsze byłam nerwowa... Gdy mój syn się urodził troszkę przyhamowałam, ale za to dopadła mnie depresja poporodowa. Teraz syn ma 3 lata - ja jestem znerwicowana krzyczę, przeklinam, całą złość, gniew wyładowuję na swoim synku. Narzeczony pracuje od rana do wieczora, nie potrafi mnie zrozumieć, a tym bardziej mojego zachowania. Ja też siebie nie rozumiem - bardzo chciałabym się zmienić, ale gdy się staram, po prostu mi to nie wychodzi. Jestem załamana swoim zachowaniem. Nie mogę spać, wciąż myślę o swoim synku, że będzie prze zemnie znerwicowany - narzeczony mówi, że już jest i to jest moja wina. Też tak myślę, nie potrafię nad tym zapanować, tak jakbym to robiła specjalnie i na złość. Jest mi wstyd, że taka jestem, ale nie potrafię być inna. Nie wiem sama jak mam nazwać swój stan…

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak zaadaptować się w obcym kraju?

Mam 16 lat i jestem dziewczyną. Mieszkam w UK od kilku lat i to właśnie tu zaczęły się moje problemy. Zawsze byłam nieśmiała, ale kiedy mieszkałam w Polsce moje otoczenie w pełni mnie akceptowało i byłam lubianą osobą, co...

Mam 16 lat i jestem dziewczyną. Mieszkam w UK od kilku lat i to właśnie tu zaczęły się moje problemy. Zawsze byłam nieśmiała, ale kiedy mieszkałam w Polsce moje otoczenie w pełni mnie akceptowało i byłam lubianą osobą, co dawało mi wysokie poczucie własnej wartości. Jednak kiedy przyjechałam do Anglii nie potrafiłam się tam zaaklimatyzować, nie umiałam języka, więc trudno mi było nawiązać jakieś znajomości... Dodatkowo ludzie w szkole często dają mi do zrozumienia, że jestem gorsza i że Anglia to nie miejsce dla Polaków... Moje poczucie własnej wartości jest równe zeru i stałam się jeszcze bardziej nieśmiała. Boję się nowych sytuacji, dlatego nie rozwijam swoich pasji, bo boję się, że ktoś mnie wyśmieje. W Polsce było inaczej, bo nie czułam się gorsza od innych. Uzależniam swój nastrój i poczucie własnej wartości od akceptacji innych ludzi, bardzo zależy mi na opiniach innych, ale niestety tu nie mam takich przyjaciół jak w PL - godnych zaufania, dobrych... Czuję się samotna i właśnie tej akceptacji, którą miałam w Polsce najbardziej mi brakuje. O powrocie do kraju na razie nie ma mowy. Co mam zrobić, jak zacząć myśleć, żeby zmienić swoje życie?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Jak sobie poradzić ze skutkami molestowania w przeszłości?

Mam 27 lat i złe wspomnienia z dzieciństwa. Byłam molestowana w wieku 15 - 16 lat. Do tej pory nie mogę tego zapomnieć.W tamtym czasie miałam silną depresję, próbowałam odebrać sobie życie biorąc tabletki i podcinając sobie żyły, na...

Mam 27 lat i złe wspomnienia z dzieciństwa. Byłam molestowana w wieku 15 - 16 lat. Do tej pory nie mogę tego zapomnieć.W tamtym czasie miałam silną depresję, próbowałam odebrać sobie życie biorąc tabletki i podcinając sobie żyły, na szczęście nic złego mi się nie stało. Byłam w takim stanie, że ojciec, gdy wracałam ze szkoły, stwierdził, że ćpam! Starałam się nie słyszeć tego co do mnie mówił. Potrafił zamknąć się ze mną w pokoju i godzinami opowiadać mi jakieś brednie. Zamykałam się wtedy w sobie i udawałam, że nie słyszę - gapiąc się w jakiś punkt. Po jakimś czasie zaczęłam uciekać z domu bo było coraz gorzej. W końcu doszło do tego, że ojca aresztowano, po kilku miesiącach wyszedł z więzienia, my w tym czasie z mamą i siostrą wyprowadziliśmy się z domu o przecznice dalej... I znowu się zaczęło. Ojciec praktycznie nie miał już ze mną kontaktu, ale próbował zastraszyć. Chodził po nocach pod oknami, świecił reflektorami po oknach, podsłuchiwał rozmowy itp. W tej chwili jestem już po jednym związku, mam 1,5 roczne dziecko i wychowuję je sama. Od chwili gdy urodził się mój syn mam więcej siły do życia. Wcześniej często miewałam złe myśli i różne próby samobójcze, raz już nie dużo brakowało. Staram się nie brać leków, bo boję się, że wróci do mnie jakaś lekomania. Chciałabym normalnie żyć... Jedno małe załamanie i zaraz wszystko wraca.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Histeria córki w nocy

Witamy serdecznie. Mamy pewien problem. Nasze dziecko (córka, w styczniu będzie miała 4 lata) budzi się w nocy i wpada w histerię. Zdarzyło już to się już parokrotnie. Czasem jest to mała histeria, czasem duża nie do wytrzymania... Córka budzi...

Witamy serdecznie. Mamy pewien problem. Nasze dziecko (córka, w styczniu będzie miała 4 lata) budzi się w nocy i wpada w histerię. Zdarzyło już to się już parokrotnie. Czasem jest to mała histeria, czasem duża nie do wytrzymania... Córka budzi się w nocy i np. mówi, że nie przytuliła się do cioci, która była rano u nas. Tłumaczymy jej, że cioci nie ma, przyjedzie w innym czasie, ale to nie pomaga. Im więcej jej tłumaczymy, tym histeria jest większa... Wczoraj np. obudziła się o 3 w nocy, że nie pokolorowała „hipcia” w kolorowance. Oczywiście się nie zgodziliśmy. Wpadła w taką histerię, że przez 1, 5 godziny nie mogliśmy jej uspokoić. Dostała nawet parę klapsów na „dupkę”, żeby się uspokoiła, ale to też nie pomogło. Na chwilę zamknęliśmy drzwi od jej pokoju, żeby się sama uspokoiła - to wstała z łóżka i zaczęła walić w drzwi i krzyczeć "mama, ja chcę się przytulić". Jak mama się przytuliła do dziecka to znów zaczęła, że nie pokolorowała "hipcia"...

Najdziwniejsze jest to, że jak się jej na drugi dzień pytamy, dlaczego była taka niegrzeczna, ona tego NIE PAMIĘTA. Próbowaliśmy jej przypomnieć, co robiła, ale to nie daje żadnego rezultatu. Zachowuje się tak jakby to faktycznie nie miało miejsca. Myśleliśmy, że to może jakiś rodzaj lunatykowania, ale przy otwartych oczach, normalnym świetle i rozmowie z nami nawet do 1, 5 godziny, czy to można nazwać lunatykowaniem? Nie wiemy co już mamy robić. Bardzo kochamy nasze dziecko i chcemy jak najlepiej dla naszej pociechy. Mieszkamy w Anglii. Córka na co dzień chodzi do przedszkola angielskiego. Ogólnie to na początku chciała bardzo chodzić do przedszkola i tak było, ale po pewnym czasie jej się to odwidziało. Wydaje nam się, że w przedszkolu chce tylko ona być w centrum uwagi, a przecież tak się nie da. Mamy tylko jedno dziecko, więc jak przychodzi do domu, to całą uwagę poświęcamy tylko jej, a w przedszkolu przecież jest za dużo dzieci na takie coś.

Jak ją zaprowadzamy do przedszkola, to czasami płacze i nie chce zostać, ale jak już zostanie, to nie ma z nią żadnego problemu. Bawi się normalnie z dziećmi, wykonuje polecenia. Nie wszystko jeszcze rozumie po angielsku, no ale to przedszkole jest. Mimo to jeszcze trochę to będzie pewnie lepiej mówiła po angielsku niż my :) Jak przychodzi do domu i pytamy jej się co robiła, to opowiada z zachwytem to, tamto, że było fajnie... A jak się pytamy czy pójdzie jutro - to nie chce. Przekupujemy ją, że jak pójdzie do przedszkola to dostanie serduszko (kartka, na której zbiera serduszka), a jak uzbiera całą kartkę, to dostanie prezent (teraz akurat to jest rybka do akwarium). Wcześniej zbierała gwiazdki i dostała książeczkę. Robimy takie właśnie psychologiczne sztuczki, że trzeba sobie na coś zasłużyć. Nie wiemy czy przedszkole może mieć wpływ na te histerie. Co możemy zrobić w takiej sytuacji? Może nagrać jakiś filmik i udać się do przychodni w celu skonsultowania to z jakimś rodzinnym psychologiem? A może jakieś inne pomysły macie. Czy to jest normalne? Prosimy o odpowiedź.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Dlaczego jestem odrzucana przez rówieśników?

Witam, Nazywam się Agata, mam 13 lat. Z brakiem akceptacji borykam się od kilku lat. Mianowicie już w czwartej klasie byłam wyśmiewana przez kolegów z klasy, ponieważ mam małą nadwagę. Jestem wrażliwą osobą i wszelkie - mimo, że głupie...

Witam, Nazywam się Agata, mam 13 lat. Z brakiem akceptacji borykam się od kilku lat. Mianowicie już w czwartej klasie byłam wyśmiewana przez kolegów z klasy, ponieważ mam małą nadwagę. Jestem wrażliwą osobą i wszelkie - mimo, że głupie - uwagi biorę sobie do serca. Ich wyzwiska nie ograniczyły się tylko na słowach "grubas". Byłam "dziwakiem", "wyrzutkiem" i "ofiarą losu". A ja, jako że jestem osobą nieśmiałą i raczej słabą psychicznie zaczęłam się izolować. Z czasem ograniczałam się do jednej koleżanki, z którą lubiłam wówczas w czasie szkolnym spędzać przerwy, czy chociażby siedzieć w ławce. Moje problemy z wiekiem nabrały większych rozmiarów. Poszłam do gimnazjum, jednak tam nie było wcale lepiej. Trafiłam do klasy z dziewczynami, które dokuczały mi w poprzednich latach. I tym razem było podobnie. Opluwały mnie na przerwach, wyśmiewały przy znajomych. Ogólnie w szkole nie byłam akceptowana ze względu na odmienny gust muzyczny. Po powrocie ze szkoły zalewałam się łzami. Dodam, że w szóstej klasie miałam myśli samobójcze z tego powodu. Zastanawiam się, czy to, że jestem małomówna im przeszkadzało… Widząc mój stan psychiczny mama postanowiła zmienić mi szkołę. Na początku października przyjęli mnie do innego gimnazjum. Niby mam dobry kontakt z tamtejszymi ludźmi, jednak na tyle, by mówić sobie cześć na ulicy. Wymienię z nimi od czasu do czasu kilka zdań, ale na tym staje nasza znajomość. Nie potrafię się zaaklimatyzować i trudno mi jest zaufać ludziom. Boję się odrzucenia, ale tym samym sama się na samotność skazuję. Nie potrafię się przemóc i to jest mój problem. Przyjaciółka często zaprasza mnie do swoich znajomych, ja jednak wyszukuję sto innych wymówek by nie iść. Przez takie zachowanie owa przyjaciółka wielokrotnie prawiła mi kazania, które dotyczyły mojego głupiego zachowania. Ale jeśli już szłam na takie spotkanie to czułam się tam nieswojo i praktycznie siedziałam w koncie przypatrując się innym. Nie radzę sobie z tym, a nie wiem gdzie szukać pomocy. Rodzice zwykli mówić, że minie mi to z wiekiem. Może i tak, ale chciałabym nawiązywać jakieś znajomości. I przede wszystkim znaleźć towarzystwo, bo moje ogranicza się do dwóch osób. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze problem z koncentracją. Mimo że godzinami uczę się na sprawdziany dostaję mierne oceny. Z powodu stresu kilkakrotnie wylądowałam u szkolnej pielęgniarki, która podawała mi leki uspakajające. Proszę o jakąś dobrą radę. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Lęk przed zagrożeniem - co robić?

  Tak to nazwalam, bo nie znalazłam nic, co mogłoby pasować do moich dziwnych lęków. Zaczynało się niewinnie. Chyba jakoś 4 lata temu, odkąd urodziłam syna, z kompletnie beztroskiej i chwilami aż naiwnie głupiutkiej, niebojącej się niczego - podkreślam: niczego...

  Tak to nazwalam, bo nie znalazłam nic, co mogłoby pasować do moich dziwnych lęków. Zaczynało się niewinnie. Chyba jakoś 4 lata temu, odkąd urodziłam syna, z kompletnie beztroskiej i chwilami aż naiwnie głupiutkiej, niebojącej się niczego - podkreślam: niczego - dziewczyny zmieniłam się całkowicie. Nie wiem, może wywołało to u mnie urodzenie dziecka = odpowiedzialność za nie i za siebie nie wiem. Obecnie doszło do niepokojących już zachowań. Na co dzień funkcjonuję normalnie. Pracuję, mam normalną rodzinę, męża, dziecko jestem w miarę "normalna". Nie zdarzyło się w moim życiu nic, co by mogło wpłynąć na moje zachowanie. Ani w dzieciństwie, ani w ciągu tych 4 lat. Odczuwam dziwne lęki, mimo iż nie mam przed czym - próbuję sobie to tłumaczyć, a nawet to wiem, ale mimo to (aż chwilami paniczny strach) przed różnymi sytuacjami. W skrócie boję się szybszej niż 80 km/h jazdy samochodem (wypadek, że się zabijemy itp.), wybuchu gazu w samochodzie gdy coś puknie albo stuknie, porażania prądem lub jakiegoś zwarcia korzystając z różnych sprzętów domowych, wybuchu gazu lub ulatniania się - sprawdzam czy wyłączyłam gaz z 20 razy przed położeniem się spać, tak samo jak czy są zamknięte drzwi, bo boję się, że ktoś się włamie, zabije mnie, napadnie lub coś się stanie. Boję się pożaru w bloku, że nie będę miała gdzie uciec i się już nie uratujemy, włamania, wybuchu gazu w bloku, fajerwerków, że spadnie jakiś odłamek i powstanie pożar, burzy, że walnie piorun w blok, silnego wiatru, że wiatr wybije szyby w mieszkaniu, albo że przyjdzie jakaś wielka trąba powietrzna, lasu, że ktoś mnie napadnie albo się zgubię, albo zaatakuje mnie jakieś zwierzę, boję się obcych nieznanych miejsc, chodzenia jak jest ciemno na dworze, czy nawet z samochodu do klatki, lęk przed wystąpieniami publicznym (to aż paniczne, nawet już w szkole, gdy trzeba było przeczytać coś na głos lub powiedzieć wiersz mówiłam, że jestem nieprzygotowana, a gdy były przedstawienia itp. zwyczajnie nie szłam do szkoły). Jeżeli rozmawiam np. z jedna osobą jest OK, ale gdy jest już np. 5 osób nie wiem co mam mówić, czuję jakiś dziwny lęk, że jestem gorsza, czy coś, sama nie wiem co, chyba, że jest to rodzina lub znane mi dobrze osoby, tak samo z osobami "ładniejszymi" czy na wyższych stanowiskach - czuję się gorsza, nie umiem się z takimi zbliżyć, mimo iż im to nie przeszkadza. Wiem, powie Pani, że mam jakieś kompleksy lub czuję się niedowartościowana, ale to nawet nie to, to przychodzi samo, mimo iż próbuję sobie przetłumaczyć, że nie ma powodu do takich zachowań. Jakoś tak wcześniej tłumaczyłam sobie, że to taki zwykły lęk przed określoną sytuacją, ale teraz zaczyna mi to poważnie utrudniać życie. Wczoraj np. o 12 w nocy pojechałam z mężem i dzieckiem do teściowej, podniosłam alarm, przez co pokłóciłam się z mężem, bo czułam gaz - naprawdę coś czułam, nie wiem co, może w pionie w bloku (bo był duży wiatr) coś było czuć z piwnicy, nie wiem, ale byłam przerażona, chciałam uciekać jak najszybciej, kręciło mi się aż w głowie, że strachu płakałam i prosiłam żebyśmy stąd wyszli. Mam tak często - podczas spaceru po lesie tak samo proszę, żebyśmy już wyszli pod byle pretekstem, bo się boję czy unikam większości sytuacji, które opisałam. Podczas burzy np. mam silne bóle brzucha, biegunkę itp., tak samo jak sobie coś wymyślę, że ktoś chodzi po klatce, albo coś się zaraz wydarzy, albo jak ktoś przypadkiem wciśnie w nocy domofon albo coś stuknie, puknie itp. - chociaż wiem, że nic złego się nie stanie czuję lęk, który jest silniejszy ode mnie. Chciałabym żyć normalnie, nie wiem co mam z tym zrobić, utrudnia mi to już życie, mąż się wścieka mówiąc, że jestem panikarą i śmiejąc się ze mnie, a ja czuję, że mam poważny problem. Proszę o jakaś poradę. Pozdrawiam, Julia 25 lat

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Strach przed sukcesem - jak się pozbyć lęków związanych z samorozwojem?

Witam, Jestem 22 letnią dziewczyną, która obecnie studiuje. Wydaje mi się, że jestem dosyć ambitną dziewczyną, ale trochę leniwą. Nie zmienia to jednak faktu, że moje osobiste obawy blokują mi drogę do sukcesu. Z trudem skończyłam studia licencjackie (filologię germańską),...

Witam, Jestem 22 letnią dziewczyną, która obecnie studiuje. Wydaje mi się, że jestem dosyć ambitną dziewczyną, ale trochę leniwą. Nie zmienia to jednak faktu, że moje osobiste obawy blokują mi drogę do sukcesu. Z trudem skończyłam studia licencjackie (filologię germańską), teraz jestem na pedagogice na studiach magisterskich. Gdyby nie pomoc pewnej osoby z zewnątrz pewnie nie udałoby mi się ukończyć licencjata. Już na początku, w drodze do szkoły, nie chciałam wsiąść do pociągu, bo bałam się, że przegapię stację. Zapierałam się rękami i nogami byleby tylko nie iść po liceum do szkoły. Bałam się zapytać ludzi w pociągu o cokolwiek, nie mogłam wytrzymać podróży, bo strasznie się denerwowałam. Jednak mama wręcz kazała mi pójść na studia, nie miałam wyboru, musiałam to zrobić. Zajęcia były prowadzone w języku obcym, wymagana była też konwersacja prowadzona po niemiecku. Nie mogłam wtedy wytrzymać presji, że zaraz wykładowca mnie zapyta, a ja będę musiała mówić… To było okropne. Nawet gdy coś wiedziałam, to się nie odezwałam. Nie chciałam, aby ktoś mnie słuchał i myślał o mnie. Przed i w trakcie zajęć cała dygotałam, serce tak kołatało, że chciało mi wyskoczyć z piersi, pociły mi się ręce i stopy, makijaż zrobiony przed wyjściem do szkoły spływał. To było nie lada wyzwanie, czułam, że nie wytrzymam. Ukończyłam studia licencjackie z wynikiem tylko dostatecznym i w dalszym ciągu uważam, że nie potrafię mówić po niemiecku. Chciałabym jednak ukończyć studia magisterskie na kierunku filologia germańska i zacząć też inne studia po hiszpańsku. Nie wiem, czy sprostam wyzwaniom. Nie mam do końca obranego celu w życiu. Mam problemy, nie wiem co chciałabym robić w przyszłości. Jedyne co mnie motywuje to pieniądze. Może dlatego, że moi rodzice dobrze zarabiają i przyzwyczaiłam się już do wysokiego standardu życia, nie poznałam smaku biedy. Boję się wszystkiego, może dlatego, że gdy byłam mała bił mnie ojciec, a matka nie poświęcała mi zbyt wiele uwagi. Często płaczę nawet bez powodu, boję się iść koło ludzi z podniesioną głową, nie lubię się wyróżniać, boję się odezwać. Mam żal do siebie, że nie mogę skończyć prestiżowego kierunku, takiego jak farmacja czy medycyna. Czuję się jak głupek, w dodatku brzydki, bo za taką siebie uważam. Mój chłopak planuje ślub za 2 lata, dziecko za 3, 4. Ja wtedy chciałabym jeszcze się uczyć, aby coś ukończyć. Jestem zła na niego, on uważa, że wyjazdy za granicę nie są potrzebne aby opanować język obcy. Ja jestem innego zdania. Chce opanować wreszcie niemiecki pomagając sobie właśnie wypadami za granicę. Boję się, że w przyszłości będę mieć niewiele pieniędzy, a tego nie chciałabym. W dodatku mam żal do chłopaka, że nie zdał roku, teraz siedzi w domu i się obija, gra na komputerze. Ja myślę czasami, że nie zdoła utrzymać mnie i ewentualnie dziecka. Może jestem materialistką, ale byłabym zła, gdyby mój przyszły mąż zarabiał tylko 1500 złotych. Ja gonię go do pracy w domu, widać, że mu się czasami nie chce nic robić. Co ja mam zrobić? Czy mam podjąć decyzję o dalszej nauce i wyjazdach za granicę być może kosztem naszego związku? Czy zdać się na niego i tylko dokończyć studia magisterskie? Mam mętlik w głowie… Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak pozbyć się lęku przed chorobą?

Witam, Nazywam się Ola i mam 13 lat, pomimo tego prawdopodobnie mam już od dłuższego czasu nerwicę, która utrudnia mi życie, tzn. po śmierci mojej mamy, która zmarła na raka (po kilku latach) zaczęłam się obsesyjnie bać zachorowania na...

Witam, Nazywam się Ola i mam 13 lat, pomimo tego prawdopodobnie mam już od dłuższego czasu nerwicę, która utrudnia mi życie, tzn. po śmierci mojej mamy, która zmarła na raka (po kilku latach) zaczęłam się obsesyjnie bać zachorowania na raka. Cały czas o tym myślę, boję się, że również na niego zachoruję i bardzo się boję. Na dodatek mam tzw. lęki, napady. Najczęściej występują wieczorem lub w nocy i polegają na tym, że mam trudności z oddychaniem, kręci mi się w głowie i coś mnie boli. Takie napady zdarzają się codziennie. Również wydaje mi się, że jestem na coś bardzo poważnie chora; mam bóle serca, całego mostka i zaczynam odruchowo płakać. Na dodatek mam również silną depresję. Płaczę każdego dnia, myśląc, co będzie za kilka lat, czy będę miała kiedykolwiek prawdziwych przyjaciół, którzy nie będą mnie ranić. Czasami nawet zastanawiam się nad próbą samobójczą, zastanawiając się, czy może tak będzie wszystkim lepiej, beze mnie. Kładę się bardzo późno spać, późno wstaję i marnuję dzień na oglądaniu telewizji. Więc moje pytanie brzmi, czy to nerwica? Jeśli tak, to naprawdę boję się iść do psychologa, otworzyć się przed kimś. To wszystko, jeśli Pan/Pani przeczyta, będę bardzo wdzięczna, ponieważ z dnia na dzień jest coraz gorzej.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Choroba, znęcanie, brak bliskich - jak dalej żyć?

Witam was serdecznie, opowiem krótko tutaj swoją historię życia - jest ona nudna i badziewna, jak tanie książki na zakurzonych półkach sklepowych. Za kilkanaście dni będę miał 19 lat, a w życiu jeszcze nic nie osiągnąłem - jestem nikim, dnem,...

Witam was serdecznie, opowiem krótko tutaj swoją historię życia - jest ona nudna i badziewna, jak tanie książki na zakurzonych półkach sklepowych. Za kilkanaście dni będę miał 19 lat, a w życiu jeszcze nic nie osiągnąłem - jestem nikim, dnem, społeczeństwo i ja sam oceniam siebie poniżej 0! Zadaję co rano pytanie do Bogu, po co się urodziłem? Urodziłem się z wadą serca - zwężenie zastawki aortalnej, w wieku 9 lat miałem mieć operację, ale ojciec się nie zgodził - teraz bym był zdrowy. Ostatnio zrobiłem badania - jestem na granicy operacji - po maturze najprawdopodobniej czeka ma 6 godzinny zabieg chirurgiczny na otwartym sercu. Nigdy nie miałem przyjaciół, teraz też nie mam. Ojciec znęca się nade mną psychicznie od urodzenia, matkę pobił - uciekła za granicę do pracy, a ja zostałem z ojcem - ja nie chcę się wyprowadzić, bo to koszty. Świeta spędziłem sam - z reszta nigdy nie miałem prawdziwej Wigilii, nie wiem co to są święta. Chcę zdawać na medycynę - być onkologiem dziecięcym albo kardiologiem. Obecnie choruję na nerwicę lękową i serca - zażywam krople 6 razy dziennie, nie mogę spać:(. Przez wakacje bylem w pracy za granicą, pieniądze przeznaczyłem na edukację, książki i ubrania. Nikt nie napisał do mnie sms-a ze świątecznymi życzeniami, nikt nie zaprosił na Sylwestra - jestem słabą jednostką, która jest ignorowana przez społeczeństwo:(. Nie chcę już tak dłużej żyć - chyba wiem co zrobić, tylko boję się, że będzie bolec… Nie mogę patrzeć na siebie - jestem brzydki, bez zasad, taka szara istota próbująca żyć marzeniami… Jak mam żyć dalej?

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak zwalczyć złość i agresję wobec innych?

Witam, Nie wiem od czego zacząć, mam wrażenie, że jestem sama wielkim problemem. Od długiego czasu jestem bardzo smutna, zdołowana, nic mnie nie cieszy, nienawidzę sobót i niedziel, bo szybko mijają i wiecznie jest coś do zrobienia. Nie siadam nawet...

Witam, Nie wiem od czego zacząć, mam wrażenie, że jestem sama wielkim problemem. Od długiego czasu jestem bardzo smutna, zdołowana, nic mnie nie cieszy, nienawidzę sobót i niedziel, bo szybko mijają i wiecznie jest coś do zrobienia. Nie siadam nawet na chwilę aby pomyśleć, odpocząć tylko gonię, i potem jestem zła, wyżywam się na innych, w tej chwili na psie mojej mamy - denerwuje mnie strasznie, bo jest nieposłuszny. Wiem, że wyczuwa moje nastroje i dlatego mnie nie słucha, ale najgorsze jest to, że mam w stosunku do niego bardzo złe odruchy, np. mam ochotę go dusić, powiesić, czasami będąc z nim na dworze szarpię nim co chwila. Dzisiaj przywiązałam go do drzewa i odeszłam na chwilę - on piszczał i wył, a ja miałam ochotę go tam zostawić, wrzeszczałam na niego. Nie mogę sobie dać rady ze sobą. Nie mogę znieść swoich złych myśli, złości w sobie, nienawiści. Nie układa mi się w życiu, boję się swojego faceta. Na mojego syna wiecznie krzyczę. Nie mogę siebie znieść. Mogłabym dużo pisać, ale najbardziej nie lubię tej złości i nienawiści w sobie. Proszę, co mam z tym zrobić? Dziękuję i pozdrawiam, kasia

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jakie dowody wystarczą do udowodnienia znęcania?

Mam problem: przez ponad dwa lata mój partner znęcał się nade mną i psychicznie i fizycznie, często przy moim obecnie 2-letnim synku. Wielokrotnie słyszała groźby, że mnie zabije, że powybija mi zęby, że spali dom moich rodziców. Ze wszystkiego zwierzałam... Mam problem: przez ponad dwa lata mój partner znęcał się nade mną i psychicznie i fizycznie, często przy moim obecnie 2-letnim synku. Wielokrotnie słyszała groźby, że mnie zabije, że powybija mi zęby, że spali dom moich rodziców. Ze wszystkiego zwierzałam się przyjaciółce, która także widziała siniaki i zarówno ona jak i wiele innych osób może potwierdzić chorobliwą zazdrość z jego strony. Zawsze gdy proponowałam rozstanie mówił, że „ja mogę się zabierać, ale dziecko zostaje z nim - inaczej mnie zabije”. Ostatnio pobił mnie strasznie, ale tym razem miałam świadków, więc całą sprawę zgłosiłam na policję, ale bardzo się boję, że nie uda mi się udowodnić w sądzie wszystkich okrutnych rzeczy, które zrobił mi partner przez te ponad dwa lata i któregoś dnia mój były parter w padnie w białą gorączkę i skrzywdzi mojego synka. Obecnie rozpowiada o mnie straszliwe rzeczy, strasznie mnie to boli, że wszyscy widzą we mnie zła osobę, która odbiera dziecku ojca, a ojcu dziecka, nie patrząc na krzywdę, którą wyrządził mój parter nie tylko mi, ale i mojemu synkowi. Nie widzę w tej sytuacji wyjścia. Nie wiem czy mi się to uda w maksymalnym stopniu odizolować go od mojego synka tylko na podstawie zeznań mojej przyjaciółki i poprzednich jego partnerek, nad którymi także znęcał psychicznie i fizycznie. Wiem, że dziecko powinno mieć ojca, ale nie chcę go dalej narażać, a przede wszystkim nie chcę, żeby mój syn był taki sam jak jego ojciec. Bardzo proszę o poradę.
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Przemoc w rodzinie - jak pomóc bezradnej mamie?

Błagam o pomoc, nie da się znieść tej sytuacji dłużej. Moja mama jest od 10 lat z człowiekiem, który się nad nią znęca psychicznie, wyzywa, poniża. Mama jest od niego w pełni uzależniona - finansowo, choć największym absurdem jest...

Błagam o pomoc, nie da się znieść tej sytuacji dłużej. Moja mama jest od 10 lat z człowiekiem, który się nad nią znęca psychicznie, wyzywa, poniża. Mama jest od niego w pełni uzależniona - finansowo, choć największym absurdem jest to, że on pracuje na czarno, dorabia jako murarz. Stał się zupełnie nie do zniesienia od kiedy stracił pracę. Grozi mamie, że ją zabije, mówi, że jej nienawidzi itp., jest człowiekiem strasznie zazdrosnym, ogranicza mamę w wielu kwestiach - nie pozwala jej korzystać z komputera choć musi załatwić ważne sprawy, jest strasznie zazdrosny, kiedy ona jest wesoła, kiedy ją ludzie chwalą. Mama się go boi jednak nie ma dokąd pójść, mają jeszcze 10-letnią córkę. Wybudowali dom na działce dziadków mamy, ale ziemia została zapisana na nich. Mama nie chce opuszczać rodzinnego domu, ładnego, przytulnego i tułać się z dzieckiem. Teraz dodatkowo otrzymała dotację z UP na założenie własnej firmy, bo chciała próbować się „odbić”, ale przez to sytuacja się jeszcze pogorszyła - on jest o to wściekły, utrudnia jej we wszystkim, nie chce, aby jej się powiodło, chce aby się pogrążyła. On z domu nigdy nie wyjdzie, bo to typ pijaka, awanturnika, byłby w stanie skrzywdzić mamę. Ona boi się dzwonić na policję, mówić o tym komukolwiek bo jest zastraszona. Wczoraj dobrze bawiła się w Sylwestra, a on ją wyciągnął z imprezy pod pretekstem, że trzeba położyć dziecko spać. Tam zaczął ją wyzywać (działał też alkohol), mama się broniła i go pobiła po plecach (pierwszy raz w życiu), co widział sąsiad. Potem on ją popchnął na ścianę tak, że uderzyła w nią mocno głową. Policja oczywiście zignorowała sprawę i wezwana nie przyjechała. Historia jest długa i skomplikowana, ale to przemoc i ona jest bez radna, do tego boi się podjąć jakiekolwiek kroki. Powiedzcie jak, a sama ruszę tę sprawę!

odpowiada 3 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Dawid Karol Kołodziej

Nerwowość, płaczliwość - czy to minie?

Jestem nerwowa od zawsze, ale ostatnio potrafią zdenerwować mnie proste sprawy, np. jak nie mogę ułożyć włosów. Ostatnio opiekowałam się starszą osobą, której zmarł syn, czuwałam, żeby nic jej się nie stało, po 3 dniach wróciłam wyczerpana, ciągle płaczę, trzęsę...

Jestem nerwowa od zawsze, ale ostatnio potrafią zdenerwować mnie proste sprawy, np. jak nie mogę ułożyć włosów. Ostatnio opiekowałam się starszą osobą, której zmarł syn, czuwałam, żeby nic jej się nie stało, po 3 dniach wróciłam wyczerpana, ciągle płaczę, trzęsę się, boję. Boję się, że zostanę sama, że sobie nie poradzę, płaczę z byle powodu, zwłaszcza gdy się zdenerwuje, czuję, że potrzebuję ogromu miłości, ciepła, martwię się to co się ze mną dzieje. Czy to minie?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak poradzić sobie z nawracającą samotnością?

Mam 16 lat i wielu przyjaciół i w ogóle jestem dość lubianą i popularną osobą, zawsze mówię to co myślę, ale mimo tego czuję się bardzo samotna. Mojej najlepszej przyjaciółce mogę powiedzieć wszystko, ale to i tak jest dla mnie...

Mam 16 lat i wielu przyjaciół i w ogóle jestem dość lubianą i popularną osobą, zawsze mówię to co myślę, ale mimo tego czuję się bardzo samotna. Mojej najlepszej przyjaciółce mogę powiedzieć wszystko, ale to i tak jest dla mnie mało. Ona wie o mnie wszystko, poza jednym największym sekretem moje rodziny. Wieczorami coraz częściej długo płacze bez powodu, a do tego wszystkiego mój ukochany króliczek jest chory. Gdy jestem w szkole, to moja samotność zanika, ale po kilku godzinach spędzonych tam wracam do domu i nawet jakoś dobrze dogaduje się z rodzicami, ale gdy siedzę w pokoju i oglądam kolejny bezsensowny film, odczuwam wielką samotność. Doszło to do tego stopnia, że mówię do siebie cicho i wyobrażam sobie, że jestem kimś zupełnie innym. Kimś o wiele bardziej kochanym i nigdy nieprzebywającym samym. Co powinnam zrobić, by nie czuć się tak bardzo samotna?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Agresja i depresja - jak pomóc mężowi?

Witam, Mój mąż jest bardzo agresywny, z byle powodu wybucha złością. Jeśli nie odpuszczę - wszystko kończy się wielką kłótnią. Czasami nie mam już siły, nie wiem co mam robić, jak go uspokoić. Ostatnio mąż zwierzył mi się z...

Witam, Mój mąż jest bardzo agresywny, z byle powodu wybucha złością. Jeśli nie odpuszczę - wszystko kończy się wielką kłótnią. Czasami nie mam już siły, nie wiem co mam robić, jak go uspokoić. Ostatnio mąż zwierzył mi się z tego, że ma problemy z pracą, ze sobą, że chciałby podjąć jakieś leczenie, bo wie, że dzieje się z nim źle. Jest bardzo dobrym pracownikiem, ale szefowie mało to doceniają, wręcz "jeżdżą" po wszystkich pracownikach, maja ich za nic. Mąż sobie z tym nie radzi, po nocach nie śpi, jeśli na drugi dzień ma do pracy na rano. Niestety nie za bardzo może zmienić pracę, bo mieszkamy w małej miejscowości, a ta praca jest dobrze płatna - w innej nie zarobi na utrzymanie naszej rodziny. Ja nie mam jak iść do pracy, bo mamy malutkie dziecko. Mąż chce zostać w tej pracy, ale liczy na to, że jego lęk przed pracą da się jakoś zwalczyć. Czy jest to możliwe, czy mąż musi zmienić pracę na inną, żeby kłopoty poszły w zapomnienie? Wydaje mi się, że mąż może mieć depresję. Odczuwa lęk przed pójściem do pracy, mówi, że jest mu tam źle, ale musi tam pracować, żeby nas utrzymać. Chce mu pomóc. Gdzie możemy się zgłosić z tym problemem? Dodam, że jest bardzo wybuchowy, ale w pracy tłumi wszystko w sobie, a w domu jest nie do wytrzymania.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Konfliktowość, huśtawki nastroju - co robić?

Co zrobić jeśli osoba jest nerwowa, konfliktowa, wiecznie niezadowolona i ma huśtawkami nastroju? Czuje się całkowicie bezradna, uważa, że nie poradzi sobie w życiu, że życie nie jest dla niej? Towarzyszy jej ciągły lęk, strach? Nawet najmniejsze niepowodzeni kończy się...

Co zrobić jeśli osoba jest nerwowa, konfliktowa, wiecznie niezadowolona i ma huśtawkami nastroju? Czuje się całkowicie bezradna, uważa, że nie poradzi sobie w życiu, że życie nie jest dla niej? Towarzyszy jej ciągły lęk, strach? Nawet najmniejsze niepowodzeni kończy się napadem płaczu, obwinianiem siebie lub innych? Nie potrafi podejmować decyzji, choć ma wiele planów i pomysłów na realizowanie swoich celów... przyjmuje postawę bierną w stosunku do wszystkiego, bo podświadomie wie, że i tak nic z tego nie wyjdzie? Nie potrafi rozmawiać, nawiązywać kontaktów z ludźmi, ponieważ uważa, że nikt jej nie polubi i nie zrozumie, dlatego izoluje się. Całe jej życie jest podporządkowane uczuciu strachu i bezsensu. Nie potrafi budować pozytywnych relacji partnerskich... zawsze pojawi się element kłótliwości i zazdrości (wynikający z faktu, że osoba boi się, że nie jest wystarczająco dobra i partnerka będzie próbowała "skoku w bok", a nie z faktu, że koś ją może zostawić). Ma problemy somatyczne: drętwienie koniczyn, bóle podbrzusza, bóle głowy, kłocie serca i bóle kręgów szyjnych. Rodzice nie rozumieją jej, gdyż uważają, że powinna wziąć się w garść... ona to wie, ale nie potrafi. Chciałaby iść do psychologa, ale to i tak bez sensu.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Patronaty