Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Problemy psychologiczne: Pytania do specjalistów

Zazdrość, zdrada czy tęsknota?

Dzień dobry, Zwracam się do państwa o pomoc, bo nie wiem jak sobie z tym poradzić. Może zacznę od siebie: mam na imię Adam i mam 30 lat, jestem 7 lat po ślubie i mam 2 dzieci. Ja ogólnie jestem...

Dzień dobry, Zwracam się do państwa o pomoc, bo nie wiem jak sobie z tym poradzić. Może zacznę od siebie: mam na imię Adam i mam 30 lat, jestem 7 lat po ślubie i mam 2 dzieci. Ja ogólnie jestem osoba spokojną i ustępliwa, nie lubię kłótni. Nawet można powiedzieć, że nie jestem zbytnio towarzyski, bo jak spotykam się ze znajomymi (zbyt wielu ich nie mam), to raczej nic nie mówię, po prostu mam pustkę w głowie. Obecnie jestem za granicą. Na początku byłem razem z żoną i dziećmi, ale 4 miesiące temu żona wraz z dziećmi wróciła do Polski i było wszystko w porządku, dopóki nie zaczął się ten koszmar. Około 3 tygodni temu zacząłem być zazdrosny o żonę bez powodu, zacząłem kontrolować jej pocztę na Naszej Klasie i Facebook, bo tylko tam mam wgląd. A do tego moja wyobraźnia - jak mi nie odpisywała to już myślałem, że z kimś sypia lub pisze przez internet, ale wiem, że moja żona by tego nie zrobiła, nie zdradziłaby mnie. Więc postanowiłem poszukać coś na temat tej zazdrości i dowiedziałem się, że jest to zazdrość chorobliwa. Objawy się zgadzały - kontrola, pobudzona wyobraźnia i do tego wybuchowość, lecz w moim przypadku nie jestem wybuchowy, nie robię awantur po rostu duszę to w sobie. Z forum dowiedziałem się, że to brak pewności siebie i ze muszę się w jakiś sposób dowartościować. W naszym małżeństwie jest tak, że ostatnie słowo ma zawsze moja żona, wnioskuje z tego, że nie liczy się z moim zdaniem. Ostatnio byłem u fryzjera, bo chciałem obciąć włosy, a moja żona powiedziała, żebym się obciął na irokeza - powiedziałem ok, niema sprawy obciąłem, ale jak ja jej mówię: „nie farbuj włosów” to mnie nie słucha (czyli nie liczy się z moim zdaniem). Zacząłem rozmawiać z żoną na ten temat i za 2 tygodnie jadę na święta do domu wiec będziemy nad tym dowartościowaniem pracować. Będąc u fryzjera fryzjerka zapytała mnie się, jak będę się czesał, ale jak zawsze pustka w głowie i nie wiedziałem, tak samo jest i z zakupami - jak mam sobie kupić jakieś spodnie lub bluzę albo buty to po prostu nie wiem jakie wybrać. Czy ja jestem człowiekiem, który nie ma własnego stylu czy po prostu nie umiem zdecydować? Ale będąc za granicą pracowałem na stanowisku kierownika, chociaż jestem po szkole zawodowej, a praca na tym stanowisku wymaga podejmowania rożnych decyzji, a także nie miałem problemu z rozmową z innymi ludźmi - dlaczego więc w domu nie mogę być stanowczy i podejmować decyzji, a wśród przyjaciół jestem nieśmiały? Obawy mam takie, że jak będę z żoną rozmawiał na ten temat to się boję, że mnie zostawi, bo się okaże, że jestem słaby psychicznie - ogólnie rzecz biorąc wszystko robię dla niej: włosy obciąłem na irokeza dla niej żebym się jej spodobał, chociaż ta fryzura mi się nie podoba, ale robię to dla niej, bo ją kocham, ale też ze względu na strach przed stratą jej i dzieci. Może opisuje ją jako jakiegoś potwora, ale ona jest osoba miłą, kochającą, a do tego samowystarczalną - sama potrafi wszystko zrobić, ma dużo przyjaciół co ani jeden na nią złego słowa nie powie. Zdaję sobie z tego sprawę, że problem leży po mojej stronie, ale także po jej, bo przejmuje moją role w domu, lecz przez ostatni tydzień czasu próbowałem wyciągnąć jakieś wnioski z tego co się ze mną stało. Na pewno brak mi pewności siebie i muszę się jakoś dowartościować. Jak czytałem artykuł o zazdrości chorobliwej to tam pisali, że powinienem pójść do fryzjera, kupić jakieś ubranie. U fryzjera byłem, bo i tak miałem iść, a dzisiaj poszedłem sobie kupić dwie bluzy, no ale co z tego jak ja nie umiem wybrać i wszystko mi się nie podoba? Proszę o radę, w jaki sposób można mi pomóc? W jaki sposób mogę się dowartościować i nabrać pewności siebie? Z poważaniem, Adam J.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak wyleczyć dziecko z lunatykowania?

Witam, mam 8-letnią córkę, która zaczęła strasznie lunatykować. Zdarza się to codziennie lub co dwie noce. Przychodzi, mówi, że chce z nami spać i jak się kładzie, zaczyna się trząść i krzyczeć, że się boi. Rano tego nie pamięta. Zdarza...

Witam, mam 8-letnią córkę, która zaczęła strasznie lunatykować. Zdarza się to codziennie lub co dwie noce. Przychodzi, mówi, że chce z nami spać i jak się kładzie, zaczyna się trząść i krzyczeć, że się boi. Rano tego nie pamięta. Zdarza się też, że przychodzi do salonu i kładzie się na kanapie. A także, że mówi jakieś różne historie. Już nie wiem, co mam robić. Chowamy klucze, żeby nie wyszła. Ja sama zaczynam już źle sypiać, bo muszę spać czujnie, nasłuchując, co może zrobić. Dodam tyle, że jej tata też lunatykuje, ale bardzo rzadko. Liczę na jakąś radę. Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Zawaliłam studia i czuję się strasznie. Co dalej?

Rodzice pokładali we mnie wielkie nadzieje. Na te studia poszłam, bo nie dostałam się na żadne inne. A teraz po zaledwie 2 miesiącach zostałam niedopuszczona do egzaminów i moja przygoda z nauką na tej uczelni się skończyła. Nie wiem jak...

Rodzice pokładali we mnie wielkie nadzieje. Na te studia poszłam, bo nie dostałam się na żadne inne. A teraz po zaledwie 2 miesiącach zostałam niedopuszczona do egzaminów i moja przygoda z nauką na tej uczelni się skończyła. Nie wiem jak powiedzieć o tym bliskim. Czuję, że to moja osobista porażka. Rodziców nie chce okłamywać, bo wynajmuje mieszkanie w innym mieście za które oni płacą, więc byłoby bez sensu żebym siedziała w domu i nic nie robiła. Kompletna porażka.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Podejrzewam, że mam nerwicę. Jak mam sobie radzić z tym?

Podejrzewam, że mam nerwicę - przy wystąpieniach publicznych czy przy ważnych egzaminach bardzo się denerwuję, pocą mi się ręce, boli mnie brzuch i czasem zdarza się, że nie mogę spać, przez to nie mogę zdać egzaminu na prawo jazdy, bo...

Podejrzewam, że mam nerwicę - przy wystąpieniach publicznych czy przy ważnych egzaminach bardzo się denerwuję, pocą mi się ręce, boli mnie brzuch i czasem zdarza się, że nie mogę spać, przez to nie mogę zdać egzaminu na prawo jazdy, bo to mi utrudnia - jestem tak zdenerwowana i boli mnie w tedy brzuch i może przez to nie mogę się skupić? Proszę o pomoc, bo chcę w końcu zdać to prawo jazdy. Jak mam sobie radzić z tym? Proszę o pilną pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego nie mogę spać dłużej niż do 7-8 rano?

Witam, mam problem z dosypianiem polegający na tym, że chodzę spać około 22 wieczorem, wywietrzony pokój itp., a budzę się o 5 rano. Rzadziej o 6 czy 7. Problem w tym, że kiedy posiedzę dłużej i tak obudzę się o...

Witam, mam problem z dosypianiem polegający na tym, że chodzę spać około 22 wieczorem, wywietrzony pokój itp., a budzę się o 5 rano. Rzadziej o 6 czy 7. Problem w tym, że kiedy posiedzę dłużej i tak obudzę się o góra 8 rano. Właściwie wszyscy w domu śpią długo, zero jakichś problemów, mnie zaś nie daje spać nawet jak pies chrapnie kilka razy, kiedy nie śpię - wtedy już na pewno nie zasnę, a rozbudzę się. Teraz przejdę do sedna, kiedy wstanę o 6 rano, tak do godziny 10 czuję już pewnego rodzaju zmęczenie, tak jakby z niewyspania, mimo że wcześniej nie było szansy już "dospać". W przeciągu 24 godzin śpię ok. 6 dziennie, przy czym ćwiczę, dość często i na pewno regularnie (co ok. 2 godziny) jem i nie jem po godzinie 18 ciężkich rzeczy, czy choćby chleba. Nie chodzę głodny spać i nie głód mnie budzi.

To wydaje się jakaś forma niepokoju, mam impulsywny charakter, jestem nerwowym człowiekiem, ale też jestem łagodny i spokojny. Rano jakby wszystko łatwo mnie wytrąca ze snu, bo organizm już sobie pospał, ile na minimum mu było trzeba, a resztę może oddać świadomości. Jak wspominałem, prowadzę na swój sposób zdrowy tryb życia, nie piję kawy, herbaty, w zamian za sok z działki, piję mleko, kakao, nie piję alkoholu, ćwiczę 3 dni w miesiącu w mało wyczerpujący sposób, jakąś godzinę po śniadaniu. Da się mi pomóc? Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Problemy z budzeniem - co zrobić?

Witam mam, 19 lat. Od 5 lat mam tak dosłowny problem z budzeniem, nawet budzik, jak zadzwoni, to go wyłączam i idę dalej spać. Jeśli mam zajęcia na rano, to czasami nocą nie śpię, tylko myśli zajmuję nauką. Mieszkam teraz...

Witam mam, 19 lat. Od 5 lat mam tak dosłowny problem z budzeniem, nawet budzik, jak zadzwoni, to go wyłączam i idę dalej spać. Jeśli mam zajęcia na rano, to czasami nocą nie śpię, tylko myśli zajmuję nauką. Mieszkam teraz w akademiku, sam w pokoju. Cisza mnie również rozprasza, ale jak jest dużo ludzi słychać, coś się dzieje, to spokojnie idę spać. Czasami w nocy również się budzę i potem szybko zasypiam, bo najczęściej chce mi się pić. Proszę o pomoc. Pokój jest zawsze wietrzony. Chciałbym normalnie żyć. Mam głęboki niedosłuch od urodzenia.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Nie radzę sobie z bólem. Ile to może jeszcze trwać?

Nie wiem jak zacząć ponieważ tak naprawdę jest mi strasznie wstyd o tym pisać, ale muszę to z siebie wyrzucić, bo mi zalega tak bardzo, że już mam dosyć. 6 lat temu chciałam się targnąć na życie i prawie mi...

Nie wiem jak zacząć ponieważ tak naprawdę jest mi strasznie wstyd o tym pisać, ale muszę to z siebie wyrzucić, bo mi zalega tak bardzo, że już mam dosyć. 6 lat temu chciałam się targnąć na życie i prawie mi wyszło, gdyby nie jeden człowiek, który postawił moje życie do góry nogami, aczkolwiek szybko z niego znikł i odbił mi się dużą czkawką. 3 lata temu urodziło mi się dziecko. Po porodzie przeżyłam straszny baby blues, który trwał 8 miesięcy - nie pomijam faktu, że zaczął się on już w 5 miesiącu ciąży, ponieważ zostałam sama i nie potrafiłam sobie z tym poradzić. Potem, gdy dziecko się urodziło nie potrafiłam na nie spojrzeć, nie obudził się we mnie żaden instynkt macierzyński i w sumie jest tak do tej pory. Czuję się żałośnie, nic mi się nie chce, nie mam planu na życie i najlepiej nie wychodziłabym z domu. Przytyłam straszliwie, nie potrafię sobie z tym poradzić, mam obrzydzenie sama do siebie, boję się wyjść do ludzi, obżeram się po kryjomu, piję alkohol w samotności, tak żeby nikt nie widział. Mam 24 lata, a chciałabym zasnąć i się nie obudzić, wszystko, czego się podejmę upada po jakimś czasie. Mam problem i naprawdę nie potrafię sobie z tym poradzić i nie mam nawet z kim o tym porozmawiać, zaczęłam lubić ból i zaczęłam sobie robić tatuaże, bo ten ból mnie wyzwala, nie potrafię się dogadać z własnym dzieckiem - co mi jest? Proszę, pomóżcie mi... Jestem bardzo agresywna, agresywnie reaguje na wszystko, a zwłaszcza na rodzinę, na samą myśl skacze mi ciśnienie - jak to zmienić? Jak mogę zacząć funkcjonować znów normalnie? Już raz się targnęłam i nie jest to dla mnie nic strasznego i czuję, że jestem znów blisko tych myśli.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Musiałam oddać dziecko do adopcji, a teraz sobie nie radzę. Gdzie szukać pomocy?

Witam, jestem dziewczyną, która z powodu trudnej sytuacji życiowych musiałam oddać dziecko do adopcji. Na początku wydawało się wszystko proste, byłam zdecydowana na oddanie córki, ale kiedy przyszedł już czas, kiedy rodzina adopcyjna zabrała dziecko, nie radze sobie z tym...

Witam, jestem dziewczyną, która z powodu trudnej sytuacji życiowych musiałam oddać dziecko do adopcji. Na początku wydawało się wszystko proste, byłam zdecydowana na oddanie córki, ale kiedy przyszedł już czas, kiedy rodzina adopcyjna zabrała dziecko, nie radze sobie z tym w ogóle - cierpię na bezsenność, mam problemy z koncentracją, wybuchy gniewu - po prostu nie radze sobie z nerwami. Najgorsze jeszcze jest to, że czas wrócić do pracy a większość ludzi wie o mojej sprawie i jest jeszcze gorzej - boję się rozmów i obelg ludzi. Nie wytrzymuję, pomóżcie mi! Gdzie szukać pomocy? Już wariuję, nie mogę się odnaleźć. Jeszcze mam pytanie: czy gdy chcę iść do psychologa potrzebuje skierowania od lekarza rodzinnego?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak żyć gdy jej nie ma?

Właściwie to pytanie retoryczne. W mojej rodzinie zmarła osoba, która trzymała całą rodzinę "w garści". Odkąd pamiętam zawsze chorowała, ale mimo to miała siłę by porozstawiać nas po kontach ;) - mówię o mojej matce chrzestnej. Kilka miesięcy temu zmarła,...

Właściwie to pytanie retoryczne. W mojej rodzinie zmarła osoba, która trzymała całą rodzinę "w garści". Odkąd pamiętam zawsze chorowała, ale mimo to miała siłę by porozstawiać nas po kontach ;) - mówię o mojej matce chrzestnej. Kilka miesięcy temu zmarła, a ja nadal nie mogę się pozbierać. Czuję się po prostu bezsilna. Gdy pomyślę, że zmieniam coś co zrobiła w domu pęka mi serce. Potwornie mi jej brakuje, mimo że za jej życia nie raz kłóciłyśmy się o bzdury. Siedzę w domu i praktycznie przesypiam całe dnie, budzę się pod wieczór i siedzę do białego rana oglądając filmy. Czuję, że życie przecieka mi przez palce. Próbuję reanimować mój zapał do nauki, została mi praca dyplomowa do napisania, ale zawsze znajduję sobie wymówki, żeby nawet nie otworzyć książki. Nie mam motywacji by wstać rano i zabrać się do pracy. Nie szukam pracy, bo najpierw powinnam obronić pracę, nie piszę pracy, bo najpierw powinnam uporządkować mieszkanie, nie porządkuje mieszkania bo najpierw powinnam przeczytać książki o motywacji, nie czytam książek bo najpierw powinnam obejrzeć filmy itd. Prawda jest taka, że moje zachowanie rani mojego tatę chrzestnego, widzę to, wstaję wieczorem krótko z nim rozmawiam, coś szybko gotuje i uciekam do swojego pokoju, przed komputer. Wiem, że powinnam go zamknąć i usiąść z nim pogadać, ale szybko się złoszczę i uciekam. Widzę, że on też to przeżywa, słyszę to w jego głosie... Nie wiem co ze sobą zrobić. Jak żyć gdy jej nie ma?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Wybrać miłość i nowe życie, czy nie ryzykować i pozostać w domu, męcząc się dalej?

Witam, mam 19 lat. Niby całe życie mam przed sobą, a jednak nie radzę sobie z nim. Mam chłopaka, który mieszka 500 kilometrów ode mnie. Jesteśmy ze sobą rok. Miałam iść do niego na studia i rodzice początkowo mówili, że...

Witam, mam 19 lat. Niby całe życie mam przed sobą, a jednak nie radzę sobie z nim. Mam chłopaka, który mieszka 500 kilometrów ode mnie. Jesteśmy ze sobą rok. Miałam iść do niego na studia i rodzice początkowo mówili, że to ma być moja decyzja, żebym nie żałowała, lecz gdy pojawiała się chwila wątpliwości to właśnie rodzice utwierdzali mnie, że chłopak mnie zostawi. Pod ich presją zostałam na studiach u siebie. Teraz bardzo żałuję, jest mi źle, czuję ogromną pustkę, że mój chłopak jest tak daleko. W domu każdy traktuje mnie jak służącą, ciągle słyszę, że się do niczego nie nadaję i nic nie robię, a tak naprawdę to dom jest na mojej głowie, a ja nie umiem się im sprzeciwić. Stałam się nerwowa, ciągle płaczę, co najgorsze ciągle się kłócę z chłopakiem. Nie mam już sił na to wszystko. Po nowym roku chcę rzucić studia i chciałabym jechać do chłopaka i zamieszkać z nim, lecz czuję, że się oddalamy od siebie przez tę rozłąkę. Obwiniam rodziców za to jak mi źle, choć nie powiedziałam im tego nigdy. Często ze smutku nie śpię, nie jem, zapominam się… Co powinnam zrobić? Proszę o pomoc ;(. Wybrać miłość, a z tym nowe życie, czy nie ryzykować i pozostać w domu męcząc się dalej? Czuję, że psychicznie nie daję rady ;(.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Dlaczego zawsze jestem na "nie"?

Mam 20 lat, studiuję na pierwszym roku i od samego początku założyłam, ze nie skończę tych studiów ani żadnych innych. Że nie nadaję się, by studiować cokolwiek. Ciągle myślę o tym, że nie zaliczę żadnego egzaminu, nawet gdy się uczę...

Mam 20 lat, studiuję na pierwszym roku i od samego początku założyłam, ze nie skończę tych studiów ani żadnych innych. Że nie nadaję się, by studiować cokolwiek. Ciągle myślę o tym, że nie zaliczę żadnego egzaminu, nawet gdy się uczę nic to nie daje. Pracy też boję się podjąć - uważam, że do każdej się nie nadaję. Gdy zapisałam się na prawo jazdy od razu założyłam, że go nie zdam. Męczy mnie to wszystko psychicznie, ciągle myślę "a co będzie jak zrobię tak, a nie inaczej". Nie mam ochoty wychodzić z rówieśnikami. Nic mnie nie cieszy, żyję z dnia na dzień, mam ochotę tylko się żalić.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Smutek, złość, rozżalenie - jak sobie poradzić?

Zacznę od tego, że jestem osobą chorą na SM, przyjmuję silne leki i jestem całkowicie sprawna, ale moje problemy zaczęły się dużo wcześniej. Nigdy nie potrafiłam się cieszyć, od zawsze byłam smutna i raczej widziałam zawsze czarne scenariusze. Moje...

Zacznę od tego, że jestem osobą chorą na SM, przyjmuję silne leki i jestem całkowicie sprawna, ale moje problemy zaczęły się dużo wcześniej. Nigdy nie potrafiłam się cieszyć, od zawsze byłam smutna i raczej widziałam zawsze czarne scenariusze. Moje wspomnienia z dzieciństwa sprowadzają się raczej do chwil, w którym bałam się, byłam zła. Niepowodzenia zawodowe i sercowe sprawiają, że coraz bardziej zamykam się w sobie. Trudno mi pogodzić się ze sobą, moja - nie wiem z jakiego powodu - skrajnie niska samoocena blokuje kontakty z innymi ludźmi. Trudno mi znaleźć pracę, jak na swój wiek (24) kiepsko radzę sobie w sytuacjach kiedy powinnam przedstawić swoją osobę od jak najlepszej strony. Nie umiem normalnie okazywać emocji, często mój gniew przeradza się w furię, której nie potrafię, mimo pracy nad sobą, zatrzymać. Miewam bardzo często myśli samobójcze, jednak zawsze boję się tego, mimo że już jestem prawie pewna co chcę zrobić. Nie wiem co robić, a wizyta u psychiatry jest w mojej rodzinie traktowana raczej jak gwóźdź do trumny, bardzo proszę o pomoc. Mam problem?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czasami się boję, że "przegapię" swoje życie. Co ze mną jest nie tak?

Mam 17 lat i chodzę do szkoły średniej. Mam częste huśtawki nastrojów, przeważnie jest tak, że wszystko wydaje się być ok, ale następnego dnia nic mi się nie chcę. Nie mam prawdziwych przyjaciół, przyjaźnię się z kilkoma osobami z...

Mam 17 lat i chodzę do szkoły średniej. Mam częste huśtawki nastrojów, przeważnie jest tak, że wszystko wydaje się być ok, ale następnego dnia nic mi się nie chcę. Nie mam prawdziwych przyjaciół, przyjaźnię się z kilkoma osobami z klasy, ale to nie wykracza poza szkołę, w sensie nigdy nie wychodziłem z nimi gdzie kolwiek. Czasem próbuje z nimi rozmawiać poza szkołą przez SMS czy jakiś komunikator, ale nie mam z nimi o czym pisać prócz o szkole - zazwyczaj odpowiadają zwięźle, a rozmowa szybko się kończy. Często jadąc autobusem albo przechodząc koło kilku osób śmiejących się mam wrażenie, że śmieją się ze mnie... Często udaję, że kogoś nie znam albo go nie widzę nie, wiem czemu to robię, to taki odruch? Sam tego nie rozumiem... Raz brałem udział w konkursie, ale nie jako uczestnik, ale "opiekun", "pomoc organizatora". W każdym razie podczas konkursu pewna dziewczyna zapytała się czy chodzę do tej szkoły, bo mnie nigdy nie widziała - zaskoczyła mnie lekko, no bo wiadomo, że szkoły są dosyć duże, ale raczej ludzi się jakoś mniej więcej kojarzy... Olałem to, bo zwykłem tak robić, ale mimo wszystko było mi smutno... Ostatnio zaczęły podobać mi się emo ubrania, więc tak się ubieram - jestem dość oryginalny, ale staram się nie przesadzać, lubię też nosić "normalne" ubrania, ale gdy noszę te "emo" czuję się bardziej dostrzegany... Lubie marzyć o różnych rzeczach - wszystkie, niestety, nierealne, niemożliwe i nieosiągalne, ale mimo wszystko mam nadzieje, że się spełnią. Czasami się boję, że "przegapię" swoje życie, że tracę najlepsze lata swojego życia... a

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Depresja czy kryzys życiowy?

Od dłuższego czasu w moim życiu nic się nie układa i to tak dosłownie. Kilkakrotnie, jak byłam małym dzieckiem, wylądowałam w szpitalu i o mało co nie zmarłam, potem śmierć najbliższych mi osób, czyli dziadków - to była przełomowa chwila...

Od dłuższego czasu w moim życiu nic się nie układa i to tak dosłownie. Kilkakrotnie, jak byłam małym dzieckiem, wylądowałam w szpitalu i o mało co nie zmarłam, potem śmierć najbliższych mi osób, czyli dziadków - to była przełomowa chwila w moim życiu. Nigdy nie zdawałam sobie sprawy z tego, że śmierć kogoś bliskiego może być tak bolesna. Może dlatego, że nigdy nikogo nie straciłam?

Do czasu - w jednym roku zmarł mój najlepszy przyjaciel, ukochany dziadziuś i osoba, która miała w sobie tyle radości i chęci do życia, a zaraz po nim babcia - to były 2 najgorsze momenty w moim życiu. I wtedy przekonałam się jak życie ludzkie jest bardzo kruche. Do tej pory nie mogę pogodzić się ich odejściem. A może źle to ujęłam. Bardzo za nimi tęsknię, ale wiem, że tak musiało być. Jednakże kiedy ich straciłam wszystko zaczęło się zmieniać nic się już nie układa. Ostatnio zmarła moja 2 babcia - to osoba, która wprowadziła wiele krzywdy w życie moich najbliższych, a od jej śmierci wszystko się pogorszyło.

Nie zacznę opowiadać jakiś strasznych historii czy historii mojej rodziny, bo to nie o to w tym chodzi, jednak mam mieszane uczucia. Nigdy nie byłam pewna siebie, ale ostatnio mam mętlik. Nie widzę siebie za kilka lat, boję się swoich planów, marzeń ba w marzenia to już dawno przestałam wierzyć, bo po co robić sobie nadzieje? No to właśnie brak marzeń, brak pragnień, smutek, żal, bezradność, złość o tak ostatnio jedyne co robię to siedzę i się złoszczę. Na wszystkich i wszystko. Każda rozmowa doprowadza mnie do agresji, złości, mam wrażenie, że zaraz wybuchnę. Staram się pilnować, ale czasem nie wychodzi. Do tego jak z kimś rozmawiam i zaczyna napływać we mnie ta złość i staram się to opanować to kiedy już ją opanuję i emocje opadają to czuję się tak, jakbym leciała w dół - nie mogę znaleźć tematu do rozmów i tak jakbym się wygaszała od środka.

To samo z moją pasją - ona również mi obrzydła już któryś miesiąc "odpuszczam" sobie, bo potrzebuje odpoczynku od tego wszystkiego tylko ile jeszcze będzie takich miesięcy? Czy aby ich nie było za dużo? Czy to tak ma wyglądać życie nastolatki? Ciągłe problemy, smutki? Ciągle obietnice "zmienię się, zmienię to i bedzie dobrze". I każda obietnica i postanowienie kończy się klapą. A gdzie radość z życia? Gdzie potrzeba miłości? Zauważyłam również, że uciekam od miłości. Kiedy już kogoś polubię i chciałabym spróbować stworzyć związek to potem uciekam, albo coś psuje tak jakby podświadomie. I teraz zaczyna się to samo z przyjaciółmi. Do tego mam wrażenie, że każdy mój przyjaciel ma w nosie to co się ze mną dzieje. A może mi jest potrzebna po prostu samotność?

Poza tym mam problemy z dobieraniem sobie ludzi, towarzystwa. Często słyszę jak ktoś mi mówi, że się kimś bawię - czy tak rzeczywiście jest? Nie mogę nikomu zaufać, mam problem z akceptacją. Coraz częściej zauważyłam, że sięgam po pastylki na uspokojenie, które też mnie zawodzą i nie dają oczekiwanego rezultatu. Mam dość tych problemów, mam dość smutku, który wokół mnie jest, mam dość tego, że nie potrafię sobie poradzić, mam dość, że udaję, że jest OK gdy tak naprawdę nie jest.

Do tego dziwnie się czuję, że to pisze. Nie wiem czy mi to pomoże, ale chciałam spróbować, bo jestem nastolatką i chcę się uśmiechnąć i iść do przodu z planami, marzeniami i wiarą w siebie. Czy ja na prawdę tak dużo od życia wymagam? A może to wszystko jest normalne?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to przemoc psychiczna?

Witam, Mam 20 lat. Mam problem i nie wiem jak sobie z nim poradzić. Opowiem wszystko od początku by przedstawić sytuację. W wieku niespełna 15 lat poznałam chłopaka, zakochana byłam po uszy, po ok. 7 miesiącach zaszłam w ciąże. Urodziłam... Witam, Mam 20 lat. Mam problem i nie wiem jak sobie z nim poradzić. Opowiem wszystko od początku by przedstawić sytuację. W wieku niespełna 15 lat poznałam chłopaka, zakochana byłam po uszy, po ok. 7 miesiącach zaszłam w ciąże. Urodziłam w wieku 16 lat. Wszystko było dobrze miedzy nami. Opiekował się, dbał o nas. Od razy po porodzie zamieszkaliśmy razem z jego mamą. Stosunki moje z moją rodzina były kiepskie, rodzice nie tolerowali mojego chłopaka. straciłam z nimi kontakt. Po jakimś czasie coś zaczęło się psuć miedzy nami. On zaczął mnie wyzywać, zdarzało się że mnie uderzył, nie mocno, ale tak, bym to poczuła. W wieku 19 lat znów zaszłam w ciąże. Wyprowadziliśmy się od jego mamy i zamieszkaliśmy razem (dodam, że dzieci nie uznał - w akcie urodzenie nie widnieje jako ojciec). On na wszystko zarabia, ja nie pracuję, skończyłam tylko gimnazjum. Jego zachowanie uległo zmianie na gorsze. Coraz częściej słyszałam obelgi w moją stronę. Zwrócenie mu uwagi doprowadzało do kłótni. Przestał mi pomagać przy dzieciach, w obowiązkach domowych. Wszystko było i nadal jest na mojej głowie. A jak go proszę o pomoc odmawia. Przy drugim dziecku nie zrobił nic. Czasem bierze go na ręce - tyle. Czasami mam wszystkiego dość i wybucham. Grożę, że odejdę, ale jestem od niego uzależniona w 100%. Nie mam gdzie pójść, za co dać dzieciom jeść. Wykorzystuje to, gdy mówię, że go zostawię mówi "i tak tego nie zrobisz, bo nie masz gdzie iść i za co żyć, musisz ze mną być". Czuję się tak beznadziejnie, bezradnie. Nie wiem czy wyzywanie, ubliżanie kwalifikuje się jako przemoc psychiczna. Chciałabym coś z tym zrobić, wynieść się od niego, uwolnić, ale nie wiem gdzie mogę pójść po pomoc :((
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Czasem wydaje mi się, że wszystkim byłoby lepiej beze mnie. Co ze mną jest nie tak?

Czasem mam takie dni, że najchętniej zamknęłabym oczy na zawsze. I wtedy wydaje mi się, że mojemu ojcu, rodzeństwu i chłopakowi, zresztą w ogóle wszystkim, byłoby lepiej beze mnie. Na prawdę nie wiem co ja takiego źle robię, że mam...

Czasem mam takie dni, że najchętniej zamknęłabym oczy na zawsze. I wtedy wydaje mi się, że mojemu ojcu, rodzeństwu i chłopakowi, zresztą w ogóle wszystkim, byłoby lepiej beze mnie. Na prawdę nie wiem co ja takiego źle robię, że mam takie myśli. A co najgorsze to wydaje mi się, że to co napisałam jest prawdą.

odpowiada 1 ekspert:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska

Zniechęcenie życiem. Co robić?

Mam 25 lat. Mam problem z zniechęceniem do życia. Bierze to się z tego, że odkryłem to, że przez wiele lat tj. odkąd rozpocząłem studia informatyczne, oszukiwałem siebie. Oszukiwanie siebie polegało na tym, że dobrymi ocenami nadrabiałem sobie braki w...

Mam 25 lat. Mam problem z zniechęceniem do życia. Bierze to się z tego, że odkryłem to, że przez wiele lat tj. odkąd rozpocząłem studia informatyczne, oszukiwałem siebie. Oszukiwanie siebie polegało na tym, że dobrymi ocenami nadrabiałem sobie braki w urodzie mówiąc sobie, że on ma piękną dziewczynę, a ja mam najlepsze oceny. Dzięki temu nie czułem się gorszy od innych z tego względu, że nigdy nie miałem dziewczyny, bo jestem bardzo szczupły, a wysoki i mam zniszczoną twarz po trądziku.

Kiedy ukończyłem studia inżynierskie zauważyłem pustkę wokół siebie. Nie mam przyjaciół. Rodzina szydzi ze mnie za plecami, że ich córki i synowie nie wykształceni jak ja, a mają wszystko czego ja nie mam. Mają pracę, drugą połówkę, świetnie za młodu się bawili, mają masę przyjaciół. Ja tak bardzo wierzyłem w to, że nauka da mi w życiu wszystko, a okazało się, że nauka nic nie warta jest, bo nikt mnie nawet do pracy nie chce przyjąć, a skończyłem studia inżynierskie z oceną bdb.

Moje życie straciło sens, bo to w co tak bardzo wierzyłem i w imię tego tyle znosiłem trudności okazało się nic nie warte i że to ja zrobiłem z siebie totalnego idiotę, że non stop siedzę przed komputerem albo ze się uczyłem non stop. Nie mam nawet do kogo odezwać się. Nie mam gdzie pójść, a samemu to się głupio człowiek czuje, bo zawsze w jakiejś dyskotece czy innym miejscu, gdzie się ludzie spotykają to są już w jakimś swoim gronie znajomych. Ja do żadnego grona nie umiem się wepchnąć, nie chcą mnie po prostu. Mówią tylko puste słowa, że mam wyjść do ludzi, to ja się pytam do jakich ludzi mam wyjść skoro ja nie mam żadnych przyjaciół, a każda próba nawiązania kontaktu kończy się fiaskiem.

Każdy tylko ocenia mnie przez pryzmat tego, że jestem brzydki. Kobiety dobrze dają mi to odczuć, że nie chcą mieć takiego partnera jak ja, ale jako znajomego od brudnej roboty to tak. Jakoś informatyka nie bawi mnie już jak kiedyś. Jestem na studiach II stopnia, ale tak naprawdę sam nie wiem czemu się na nie wybrałem, może z przyzwyczajenia. Sam nie wiem. Mieszkam na wsi, na której mam zepsutą opinię z tego względu, iż jak chodziliśmy wspólnie razem do podstawówki to inne osoby z klasy tępiły mnie za to, że ich rodzice dawali mnie jako przykład dla nich, stąd się wzięła ich niechęć do mnie i wyzwiska oraz nasyłanie na mnie swoich starszych kolegów, żeby mnie źle traktowali i poniżali. To spowodowało, że już nikt po podstawówce nie chciał znać, a ja bałem się wychodzić skoro tylko mi się odgrażali. Na ich akcje moje reakcje były tylko słowne, bo się w życiu nie biłem, bo mi zależało na biało-czerwonym pasku na koniec.

Tak dużo w życiu wycierpiałem w imię durnej nauki. Przez naukę zniszczyłem sobie wszystko tj. młodość, wygląd. Teraz mówią mi w rodzinie, że mam iść na siłownię, a mi jest wstyd, że jak się rozbiorę do krótkiego rękawka to będę wyglądać (nie chcę obrażać nikogo) jak z obozu z Oświęcimia. Wszyscy będą się tylko na mnie patrzeć, co takie chuchro chce robić na siłowni. Jestem zdrowy dzięki Bogu, ale masy ciała za skarby nie mam. Zresztą po co mi teraz masa ciała jak całe zawody pt. zdobywanie kobiet już dawno za mną, jestem już tylko starym wrakiem, statkiem odrzuconym w zatokę zapomnienia. Po co mi wygląd, po co m ciuchy (na które i tak mnie nie stać), po co mi teraz dbać o siebie skoro to wszystko i tak na marne, bo co z tego, że nawet by teoretycznie może się trafiła jakaś, to co sobie o mnie pomyśli jak jej powiem, że jest moją pierwszą w życiu kobietą, która mnie zechciała?

Sam sobie zafundowałem taki los, że jestem teraz na dnie życie i jedyną rzeczą jaką mam to dyplom wiszący nad komputerem w moim pustym pokoju. Nic mi się już nie chce, chciałbym się zabić, ale nie mam odwagi, bo się boję, że na sądzie ostatecznym dostałbym jeszcze gorszy tylko wyrok i bym trafił za karę w takie miejsce, gdzie moje teraźniejsze życie by było niebem w porównaniu do tego, co bym otrzymał na sądzie. Tak sobie już wegetuję zniechęcony wszystkim, oszukany przez samego siebie, samotny zdolniaczek, który oprócz swoich ocen nie ma w życiu nic. Mam teraz pisać pracę mgr, ale mam zniechęcenie do niej jak i do wszystkiego w życiu. Nie wiem, co zrobić z sobą w życiu. Dziękuję z góry za odpowiedź. Pozdrawiam D.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Mąż mojej mamy zaczął się znęcać psychicznie nad całą rodziną - co robić?

Witam, Mam podobny problem w domu - moja mama wyszła ponownie za mąż 2 lata temu (mój ojciec zmarł) i od tego czasu mąż mojej mamy zaczął się znęcać psychicznie nad całą rodziną. Jest alkoholikiem, wyzywa co chwilę mnie...

Witam, Mam podobny problem w domu - moja mama wyszła ponownie za mąż 2 lata temu (mój ojciec zmarł) i od tego czasu mąż mojej mamy zaczął się znęcać psychicznie nad całą rodziną. Jest alkoholikiem, wyzywa co chwilę mnie i moją mamę, wyśmiewa się, grozi, że nas zabije, że podpali mieszkanie. Mieszka jeszcze z nami mój młodszy brat, jego syn - jemu tak nie ubliża, ale zdarza się od czasu do czasu. Zgłosiliśmy to na policję, ale za długo się to ciągnie, ja już nie mogę wytrzymać - co mogę więcej zrobić? Proszę o odpowiedź

odpowiada 4 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski
Dr Daniel Melerowicz
Dr Daniel Melerowicz
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Dawid Karol Kołodziej

Jak być osobą, a nie tylko zarysem?

Poznałam się z Nim gdy przyjechałam do Londynu, miałam wtedy 19 lat - pełna optymizmu i pasji, kobiety za Nim szalały, był bardzo męski. Nie zwracałam na Niego uwagi, bo uważałam, że zbyt duże zainteresowanie wzbudza u płci przeciwnej. Mimo...

Poznałam się z Nim gdy przyjechałam do Londynu, miałam wtedy 19 lat - pełna optymizmu i pasji, kobiety za Nim szalały, był bardzo męski. Nie zwracałam na Niego uwagi, bo uważałam, że zbyt duże zainteresowanie wzbudza u płci przeciwnej. Mimo woli spotykałam się z Nim. Na początku na stopie koleżeńskiej, następnie pewnego spotkania coś miedzy nami zaiskrzyło. Nieznający jego natury… zakochałam się. Bardzo mi na Nim zależało. Czułam, że muszę mu pomoc, widziałam w nim jedynie zranione dziecko, które potrzebuje wsparcia, dawki miłości, której nigdy nie otrzymał. Miałam wrażenie, że wszystko robię nie tak, że nie jestem zbyt dobra, że może jak odezwę się inaczej albo jak będę kontrolować bardziej swoje emocje to On wtedy na pewno się tak nie zachowa... Niestety On się nie potrafił kontrolować, znęcał się nade mną zarówno fizycznie jak i psychicznie. Nie potrafię o tym zapomnieć, tych słów, które były gorsze niż sztylety. Zawsze miałam niską samoocenę i nigdy nie uważałam się za kogoś szczególnego, ale chociaż już od roku czasu nie jestem z Nim, to nie potrafię zaakceptować siebie. Te cztery lata sprawiły, że nie potrafię widzieć w sobie kobiety, że nie jestem jeszcze do końca osobą, jedynie tylko marnym zarysem. Niedawno poznałam kogoś, również jak ja był zraniony, tylko On ma w sobie dużo więcej pewności siebie, a we mnie w niej zupełnie nie mam. Zależy mi na Nim i próbowałam mu wytłumaczyć, że potrzebuje poczuć się na nowo osoba, ale niezbyt bardzo mnie rozumiał, o co mi chodzi. Dobrze się czuję w jego towarzystwie, ale gdy tylko zbliżamy się do siebie fizycznie to tracę pewność, czuję się jak poczwara i często się chowam i nie potrafię czerpać przyjemności z tego, że możemy być ze sobą tak blisko. Nie potrafię się przy nim rozebrać, wciąż w głowie słyszę głos: "krzywonoga", "to są piersi!? Jesteś strasznie plaska", "ty nie masz tyłka", "nigdy nie będziesz miała takiej figury", "jesteś brzydka" - chciałabym się tego pozbyć, ale nie wiem, czy powinnam mówić o tym mojemu partnerowi. Tak bardzo bym chciała poczuć się atrakcyjne, usłyszeć coś miłego na temat mojego wyglądu, a nie tylko tego, że jestem inteligenta i mila. Czasem mam wrażenie, że mój obecny partner jest ze mną, bo ona go zdradziła, a ja bym nie potrafiła tak postąpić. Jednakże nie wydaje mi się abym była dla niego wystarczająco atrakcyjna, bo nie czuję się tak przy nim. Czuję się nadal szarą myszką.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Wszystko doprowadza mnie do płaczu, nie jestem w stanie tego zmienić - co się ze mną dzieje?

Ostatnio jest ze mną coraz gorzej. Od kilku tygodni nie jestem w stanie się skupić, skoncentrować na konkretnym zadaniu. W szkole (zawsze byłam wzorową uczennicą, oczkiem w głowie rodziców) też jest źle, pomimo tego, że się uczę, dostaje złe stopnie....

Ostatnio jest ze mną coraz gorzej. Od kilku tygodni nie jestem w stanie się skupić, skoncentrować na konkretnym zadaniu. W szkole (zawsze byłam wzorową uczennicą, oczkiem w głowie rodziców) też jest źle, pomimo tego, że się uczę, dostaje złe stopnie. Nie mam na nic siły, ani ochoty.

Ostatnio zaczęłam unikać szkoły, boję się kolejnych ocen, sprawdzianów, odpytywań. :( Najgorsze jest to, że kiedy już zostaję w domu... i tak nic nie robię. Ogarnia mnie wciąż narastające poczucie winy, że przecież tak nie powinno być! Chciałabym wziąć się w garść, ale chyba już nie potrafię... Mogę godzinami patrzeć przez okno, chodzić po domu, snuć się bezproduktywnie. Zwykłe czynności straciły dla mnie swój sens - nie ma dla mnie znaczenia, co będę robiła w weekend, co zjem, w co się ubiorę... To jak taka obojętność na bodźce zewnętrzne. :(.

Oddalam się od znajomych, którzy mówią tylko "zbierz się do kupy! nie narzekaj, inni mają gorzej!", a to doprowadza mnie do płaczu, bo ja naprawdę chciałabym coś z tym zrobić, ale nie jestem w stanie! I tak ostatnio płaczę prawie codziennie. Co mi dolega? Czy mogę coś z tym zrobić?

odpowiada 1 ekspert:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska
Patronaty