Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Psychiatria: Pytania do specjalistów

Zbyt często oddaję się marzeniom - jak skupić się na realnych sprawach?

Witam, chciałabym prosić o opinię, czy potrzebuję pomocy specjalisty w temacie, który mnie martwi. Ostatnio mnóstwo czasu poświęcam na marzenia. Mam swój wyimaginowany świat, o którym często myślę, głównie polega to na tym, że dotwarzam w swojej głowie jakieś scenariusze....

Witam, chciałabym prosić o opinię, czy potrzebuję pomocy specjalisty w temacie, który mnie martwi. Ostatnio mnóstwo czasu poświęcam na marzenia. Mam swój wyimaginowany świat, o którym często myślę, głównie polega to na tym, że dotwarzam w swojej głowie jakieś scenariusze. Nie jest to nic nierealistycznego, ale raczej niewiele ma wspólnego z moją obecną sytuacją. Martwię się tym, bo marnuję na to mnóstwo czasu w pracy i poza nią. Próbuję się pilnować, przywoływać do porządku, bo wolę bardziej poświęcić się realnym rzeczom, ale czasami mimowolnie do tego wracam. Chcę skupić się na realnym życiu i nie wiem, jak pozbyć się tych myśli z mojej głowy. Zastanawiałam się, dlaczego tak mocno do tego wracam? Próbowałam ustalić jakąś przyczynę. Generalnie jestem zadowoloną osobą z życia. Jest kilka rzeczy, które chciałabym zmienić, ale ogólnie rzecz biorąc nie mogę narzekać. Jakie kroki powinnam poczynić, żeby zacząć z tym walczyć? Silna wola nie zawsze mi niestety wystarcza. Z góry dziękuję za odpowiedź.

Depersonalizacja i derealizacja

Witam! Mam 21 lat i od kilku lat moim problemem jest depersonalizacja - derealizacja. Przyczyny depersonalizacji mogą być różne od dziecka mam nerwice natręctw (której nie leczyłem), do tego mogły dojść nieprzyjemne wydarzenia życiowe i długotrwałe palenie marihuany. Mam też... Witam! Mam 21 lat i od kilku lat moim problemem jest depersonalizacja - derealizacja. Przyczyny depersonalizacji mogą być różne od dziecka mam nerwice natręctw (której nie leczyłem), do tego mogły dojść nieprzyjemne wydarzenia życiowe i długotrwałe palenie marihuany. Mam też zaburzenia osobowości (paranoiczną oraz unikającą), ale wcześniej niż depersonalizacja chyba pojawiła się derealizacja. Jest to dla mnie bardzo męcząca sprawa, która (bardzo, bardzo) utrudnia mi życie towarzyskie. Wiem już, że dużo pomaga psychoterapia oraz leki co w połączeniu redukuję lęk (ale czy leczy depersonalizację - derealizację)? Wyczytałem, że depersonalizacja - derealizacja jest odporna na leczenie. Mam konkretne pytanie i oczekuje na nie jasnej odpowiedzi. Czy z tej choroby da się wyjść, czy tylko zredukować lęk? Czy ona już pozostaję do końca życia? Bardzo proszę o odpowiedź i z góry dziękuję.
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Dr Aleksandra Karmazyn
Dr Aleksandra Karmazyn

Jak pozbyć się uczucia ciągłego lęku?

Mam 18 lat, niedawno przestałam się masturbować i nie chcę tego robić tak sobie postanowiłam. Od pewnego czasu borykam się z infekcjami układu moczowo - płciowego i ostatnio nim podjęłam powyższą decyzję zaczęłam mieć parcie na pęcherz i okropny lęk,...

Mam 18 lat, niedawno przestałam się masturbować i nie chcę tego robić tak sobie postanowiłam. Od pewnego czasu borykam się z infekcjami układu moczowo - płciowego i ostatnio nim podjęłam powyższą decyzję zaczęłam mieć parcie na pęcherz i okropny lęk, nie mogłam spać w nocy. Chodziłam często siku, budziłam się, czułam jakby nadpobudliwość mięśni narządów płciowych, takie łaskotanie, jakby napięcie. Nie wiedziałam wtedy co mi jest bałam się, że to przez masturbację, ale przeczytałam, że nie jest ona groźna dla organizmu. Rozmawiałam o tym z mamą, powiedziałam jej, że już nie będę tego robić, dlatego że nie chcę przyznałam, że to było głupie. Ale lęk nie ustawał, nie mogłam spać, poszłam do lekarza ogólnego. Teraz pani doktor stwierdziła, że to może być zapalenie pęcherza. Biorę leki z sikaniem jest trochę lepiej, ale ciągle odczuwam lęk, stres, rano gdy wstanę z łóżka czuje jakby napięcie mięśni w miejscach intymnych, nie mogę pozbyć się tego uczucia. Czy to lęk przed powrotem do masturbacji? Jak pokonać ten lęk? Mam chyba słabą psychikę, choć nie wiem dlaczego tak się dzieje, bo wszystko wyjaśniłam mamie. Nie umiem tego wyjaśnić, ale to uczucie chyba nie jest związane z zapaleniem pęcherza. Dziś w nocy miałam sen, nie wiem dokładnie co w nim było, ale była chyba jakaś nagość, obudziłam się z drżeniem rąk i znowu czułam napięcie mięsni intymnych takie łaskotanie. Nie wiem dlaczego, skoro nie myślę o tym, ponadto irytuje mnie oglądanie telewizji, teledysków. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy moje objawy związane są z nerwicą?

Każdy lekarz jak na razie mnie odsyła i mówi, że jestem zdrowy tylko przepracowany, a objawy wymyślam albo przesadzam. Jestem zawodowym kierowcą, a miewam dziwne zawroty głowy, tzn. nie że mi się kręci, ale nie mogę się skupić na...

Każdy lekarz jak na razie mnie odsyła i mówi, że jestem zdrowy tylko przepracowany, a objawy wymyślam albo przesadzam. Jestem zawodowym kierowcą, a miewam dziwne zawroty głowy, tzn. nie że mi się kręci, ale nie mogę się skupić na tym na co patrzę i mnie to drażni w oczy, potrafi mi się zakręcić tak, że lekko się przechylę. Bolą mnie oczy tak od góry, mam też dziwne uczucie drętwienia czy mrowienia rąk i nóg, to takie uczucie jak się siedzi przy biurku i ze zniecierpliwieniem chce się skończyć pracę i pisanie jak najszybciej. Odbija mi się, ale to już chyba ze zdenerwowania, że się coś dzieje. Miałem też gastroskopię i nic. Wzrasta we mnie zaniepokojenie i robię się rozdrażniony. Czasem jak się mocno zdenerwuję potrafi mi serce zakołotać i robi mi się niedobrze. Muszę mocno się kontrolować za kierownicą i zmuszać się do skupienia. Kiedyś było inaczej. Jeżdżę od ponad 12 lat, a takie objawy zaczęły się dokładnie 3 lata temu. Miałem tomografię głowy z kontrastem i nic nie wykazała. Badania krwi też są dobre, oprócz podwyższonego cholesterolu na co na razie mam dietę, chyba że są jakieś specjalistyczne badania z krwi, które można zrobić, ciśnienie w normie, itd. Ogólnie jestem zdrowy. Nadmienię, że mam astmę i alergię, biorę A***, A*** i X***. Kiedyś neurolog powiedział, że mam depresję i nerwicę. W nerwicę wierzę bo jestem nerwowy, ale nie mam depresji. Mam żonę, która kocham, firmę która dobrze prosperuje planujemy kupno domu, itd. Nie mam powodu by być smutnym lub przybitym. Objawy, które mam przychodzą i odchodzą. Przychodzą nagle, ale odchodzą bardzo wolno i zawsze jak już jest nieźle to znowu wraca. Nie wiem co robić, może mi coś podpowiecie, nie mogę już tak dalej żyć. Chce być znowu pewny siebie i być opoką dla moich bliskich tak jak było do niedawna.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Silne bóle w klatce piersiwej - czy to nerwica?

Mam 42 lata, od 2 lat zaczęły się moje dziwne objawy: najpierw ból głowy, potem mięśni, uciski w klatce piersiowej. Rok temu trafiłam do szpitala z typowymi bólami zawałowymi, ale badania ogólne, holter, wysiłkowe ok. Ciągle jednak czuję ból...

Mam 42 lata, od 2 lat zaczęły się moje dziwne objawy: najpierw ból głowy, potem mięśni, uciski w klatce piersiowej. Rok temu trafiłam do szpitala z typowymi bólami zawałowymi, ale badania ogólne, holter, wysiłkowe ok. Ciągle jednak czuję ból w klatce, takie rwanie, które ściąga aż do szczęki. Od niedawna do bólów głowy doszły zawroty, uczucie palenia w klatce, ramionach, często w sklepie mam wrażenie że zaraz się przewrócę. W pracy, którą naprawdę lubię nagle to wszystko mnie dopada, wtedy nie wiem co robić, siadam, oddycham głęboko, ale bóle straszne i te w klatce, bóle pleców, zawroty, pieczenie w gardle. Dodam, że robiłam tomografię komputerową kręgosłupa, piersiowy bez zmian, w szyjnym niewielkie zmiany. Ja na razie daję sobie radę, pozytywnie myślę, ale ciągle odwiedzam jakiś lekarzy, którzy nie potrafią mi pomóc, a mnie boli codziennie, jestem zmęczona czasem nawet dopada mnie w nocy, parę razy trafiłam na pogotowie, bo ból był nie do wytrzymania, rwało i bolało wszędzie. Co ze mną jest, nie wiem jak dam dalej radę.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Lęki nocne - jak pomóc córce?

Witam. Moja 15-letnia córka przeczytała (nawet nie do końca) pewną książkę. Rano czekała na mnie ze słowami: "oddaj tę książkę, nie chcę jej dalej czytać". Nie znam treści tej książki i nie wiem, czy powinnam najpierw ją poznać, ale proszę...

Witam. Moja 15-letnia córka przeczytała (nawet nie do końca) pewną książkę. Rano czekała na mnie ze słowami: "oddaj tę książkę, nie chcę jej dalej czytać". Nie znam treści tej książki i nie wiem, czy powinnam najpierw ją poznać, ale proszę o radę co zrobić, ponieważ ona od dwóch nocy boi się zasnąć, bo twierdzi, że jak zasypia to ONI (?) wychodzą i coś do niej mówią. Boi się nawet opowiedzieć mi o co chodzi, bo wraca jakieś przerażenie. Jak mogę jej pomóc? Chciałam, żeby spała ze mną, ale ona mówi, że to nic nie da, bo i tak zaśnie i to się będzie działo.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Duszenie w klatce piersiowej, zawroty głowy przy nerwicy

Witam serdecznie. Mam pewien problem. Od 6 miesięcy choruję na nerwicę, lecz żadne lekarstwa mi nie pomagają. Jest to dla mnie bardzo uciążliwe, ponieważ dolegliwości mam codziennie i to już takie bardzo silne, przez które nie mogę prawidłowo funkcjonować....

Witam serdecznie. Mam pewien problem. Od 6 miesięcy choruję na nerwicę, lecz żadne lekarstwa mi nie pomagają. Jest to dla mnie bardzo uciążliwe, ponieważ dolegliwości mam codziennie i to już takie bardzo silne, przez które nie mogę prawidłowo funkcjonować. Moje objawy nasilają się z dnia na dzień. Dolegliwości są następujące: duszenie w klatce piersiowej, zawroty głowy, osłabienie, kłucie w sercu, kołatanie serca, problemy z oddychaniem, momentalnie całe ciało się poci i natrętna kula w gardle. Nie wiem, co mam robić. Boję się, że któregoś dnia stanie mi się coś złego. Podobno jest to psychika człowieka, lecz ja w to nie wierzę. Bardzo proszę o jakąś metodę pozbycia się tych dolegliwości, bo już nie daję rady. Mam 21 lat. Bardzo mi zależy na czasie. Dziękuje bardzo i pozdrawiam serdecznie!

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Ucisk w gardle, zaburzenia wzrokowe - co mi jest?

Witam, dwa tygodnie temu miałam jechać z Holandii do Polski na weekend, ale w czasie podróży miałam pewien atak, który przypominał zawał. Pojechaliśmy do szpitala w Niemczech, ale tam powiedzieli, że za mało jem i piję, ale to nieprawda. Wróciliśmy...

Witam, dwa tygodnie temu miałam jechać z Holandii do Polski na weekend, ale w czasie podróży miałam pewien atak, który przypominał zawał. Pojechaliśmy do szpitala w Niemczech, ale tam powiedzieli, że za mało jem i piję, ale to nieprawda. Wróciliśmy się do Holandii i prosto do szpitala. Zostałam tam na parę dni. Stwierdzili u mnie hiperwentylację i przepisali tabletki B*** 2,5 mg, ale to nic nie pomaga i czasami jest nawet gorzej. Mam ciągły ucisk na gardle, zaburzenia wzrokowe, osłabienie, częsty ucisk na klatce piersiowej, tak jakby ktoś mi na niej coś ciężkiego zawiesił oraz uczucie bardzo szybkiego, mało wyczuwalnego drgania w okolicy głowy, serca i płuc. Gdy mam atak, to do tego dochodzą: silny ból głowy, pieczenie i bulgotanie w brzuchu, suchość w gardle, bóle w okolicy serca, zatkanie uszu, drgania mięśni nóg (bardzo widoczne), uczucie omdlenia i wszystko to, co opisane powyżej, tyle że mocniejsze. Najgorsze to jest to, że jestem teraz w Holandii, a oni nic mi nie mogą więcej pomóc. Do Polski nie mogę zjechać, ponieważ nie mogę nawet przejechać 5 km, bo od razu mam silny ucisk na głowie i całej szyi. Jestem tym już wykończona psychicznie i fizycznie. Proszę o odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Wahania nastroju - gdzie szukać przyczyn?

Witam, mam 20 lat. Od dłuższego czasu mam problem z wahaniami nastroju. Czytałam tutaj o podobnych przypadkach i mój niewiele się od nich różni. Bywa tak, że czuję się bardzo zmotywowana, wydaje mi się, że mogę osiągnąć bardzo wiele, mam...

Witam, mam 20 lat. Od dłuższego czasu mam problem z wahaniami nastroju. Czytałam tutaj o podobnych przypadkach i mój niewiele się od nich różni. Bywa tak, że czuję się bardzo zmotywowana, wydaje mi się, że mogę osiągnąć bardzo wiele, mam więcej energii, jestem nastawiona na sukcesy, na zabawę, chce mi się rozmawiać z ludźmi, wyjść do nich, czuję się wartościowa, wyjątkowa w pewien sposób. Takich dni jest właściwie mniej, a większość ich i tak jest spowodowana tym, że mam po prostu bardzo dobrą przyjaciółkę, na którą mogę liczyć i widuję się z nią codziennie i wtedy zapominam o problemach i wydają się dużo mniejsze. Mam tak, że jednego dnia jest tak, jak opisałam, a już następnego mam ochotę zaszyć się w łóżku, nie chce mi się wychodzić lub wychodzę gdzieś tylko w pobliżu, nie mam ochoty na przebywanie wśród wielu ludzi, czasami płaczę. Byłam nieśmiała, oduczyłam się tego z czasem na tyle, że potrafię bez skrępowania porozmawiać z kimś, kogo nie znam, sama coś pozałatwiać, nie przeraża mnie to, choć czasem mam tak, że jakaś osoba, której nie znam, jakoś mnie paraliżuje, czuję do niej jakiś taki nieuzasadniony respekt i boję się odezwać. Nie wiem dlaczego, ale czuję się wtedy jakaś gorsza, głupsza. Nie rozumiem tego. Moi znajomi nie mają z czymś takim problemu. W dodatku nauczyłam się kamuflować swoją wrażliwość. Nie wiem też dlaczego, ale zaczęłam ukrywać swoje emocje związane ze wzruszeniem bądź współczuciem już jako dzieciak. Chyba się wstydziłam, że ktoś pomyśli, że jestem słaba. I to też wpływa na to, jak postrzegają mnie ludzie, że wydaję się nie mieć współczucia, że jestem na pierwszy rzut oka niemiła, choć wcale nie chcę i nie robię tego specjalnie. Głupio mi się przyznać nawet przyjaciółce, że coś mnie tak bardzo przytłacza, bo mówię sobie, że te problemy i tak są żałosne, jeżeli porównać je do tych, które z pewnością jeszcze mnie kiedyś spotkają. Jestem wrażliwa, dodatkowo jestem studentką grafiki, mam talent plastyczny i naprawdę mam wrażliwość i niesamowitą intuicję, jeżeli chodzi o określanie osób które poznaję. Bardzo rzadko się mylę, ale to pewnie wynika z mojej wnikliwej obserwacji społeczeństwa. Przez ostatnie 3 lata byłam z chłopakiem, który był bardzo podobny do mnie. Byliśmy ze sobą bardzo blisko, bliżej już nie mogło być. Niczego się przy nim nie wstydziłam, nie krępowałam. Byliśmy do siebie podobni, oboje szukaliśmy czegoś na serio i naprawdę przez 3 lata się zmieniłam, on zresztą też. Było bardzo dobrze, pomijając to, że on miał wcześniej problemy z używkami typu tabletki, jakieś lżejsze narkotyki. Dzięki mnie przestał to brać. Planowaliśmy wspólną przyszłość. Wiem, że to głupio brzmi z ust 20-latki, ale faktycznie tak było i to było bardzo na serio. Nie wyobrażaliśmy sobie życia bez siebie. Mam to do tej pory. Było dobrze, ale on czasami miał takie jakby odchyły. Był bardzo inteligentny, z normalnej rodziny, jedynak, z tym, że matka trochę go dołowała, mówiąc rzeczy typu, że coś mu się nie uda, a on nie odczuwał tego jako motywacji. Zaczął czasami wpadać w furię, zdarzyło mu się mnie uderzyć. Doszło do tego, że rodzice musieli wzywać policję. Na moich oczach policjanci musieli go skuć kajdankami, aby sie uspokoił. Rodzice wysłali go na obserwację do szpitala psychiatrycznego. Oczywiście nic nie wykryto, a tylko się przemęczył tam. Byłam tak przytłumiona tym wszystkim, że tylko do niego dzwoniłam, kiedy tam był, nie odwiedziłam go. Wyrzucał mi to później, ale ja po prostu nie mogłam, nie chciałam. Chciałam już to zakończyć. Później było ciągle źle. Ciągle problemy, on kontra rodzice. Teraz się poprawiło, chodzi na terapię do psychiatry. Jest lepiej, ale nie jesteśmy już razem. On nie może tego zrozumieć dlaczego, a ja, choć jestem pewna, że nie wrócę do niego, to strasznie mi go brakuje. Nie mogłam dłużej znieść tego, jak w złości kazał mi wynosić się z jego domu. Nie mogłam sobie pozwolić na jakieś poniżania, które fundował mi przed obroną dyplomu w szkole (kończyłam liceum plastyczne i przez cały rok pracowałam nad moja pracą dyplomową), przed maturą, przed egzaminami na studia. Musiałam wtedy naprawdę się wysilić, aby te emocje, które mi fundował, nie wpływały na wyniki mojej pracy. Udało mi się i dostałam się na wymarzone studia z dobrym wynikiem. Musiałam jakby stworzyć sobie oddzielną rzeczywistość na ten czas, aby to, co do mnie mówił, nie wpływało na moje starania się o to, na czym mi w tym momencie zależało. Do tej pory męczy mnie smsami, wypisuje. Mówi, że mnie kocha, a za chwilę, że jestem tym i tym. Nie będę mówić jak, bo to oczywiście wulgaryzmy. Jestem strasznie zmęczona, przybita, mam wahania nastrojów, których nie mogę już znieść. Była sytuacja, że zadzwonił do mnie i powiedział. że się zabije. Wiedziałam, że tego nie zrobi, bo jakby miał taki zamiar, to by nie informował o tym, Chciał wymusić spotkanie, jednak jak przyszłam pod jego domem, to już była policja i zabrali go, bo znowu zrobiła się awantura u niego w domu. Mam problem z tym, czy jestem współwinna temu wszystkiemu, bo zostawiłam go kiedy mnie potrzebował w tym szpitalu, ale jego wcześniejsze rzeczy, które mi robił, nie były w porządku i stwierdziłam, że koniec, że nie chcę już tak, że jestem młoda i że każdy musi przeżyć swoją pierwszą miłość. Moja akurat nie okazała się taką, która się samoistnie kończy, umiera śmiercią naturalną. Wszyscy mówią, że on jest nienormalny i że dobrze zrobiłam, ale ja mam obraz innego jego, za którym tęsknię. Oczywiście nie wrócimy do siebie, ale on nadal mnie szantażuje emocjonalnie. Wydaje mi sie, że to się nie skończy, że w końcu któreś z nas popełni samobójstwo. Nie widzę tego jak u innych par, które zwyczajnie o sobie zapominają. Wyprowadzam się teraz na studia, na szczęście do innego miasta i będę mieszkać w pokoju z koleżanką z klasy, dobrą koleżanką, ale boję się, jak będzie reagować na moje napady melancholii, bo zna moją radosną stronę, bezproblemową, lekkoducha. Boję się iść na studia, że skoro nie dałam się przytłoczyć tym wszystkim wcześniej, to może teraz zabraknie mi sił i co wtedy zrobię. Mam napady lęku przed tym. Nie wiem, czy każdy człowiek tak ma, czy mam tylko ja. Nie wiem, czy jestem jakaś nienormalna, czy może każdy coś takiego przeżywa, a tylko ja robię z tego problem. Wiem, że czuję się z tym źle. Mam momentami problemy z rozmową z kimś, bo czuję się bezwartościowa. Ogólnie nie jestem duszą towarzystwa, choć jak już kogoś znam, to potrafię nią być wśród osób, które znam. Na ogół jestem bardzo nieufna, nie wiem z czego to wynika. Ostrożnie dobieram sobie znajomych i te osoby, z którymi rozmawiam po prostu są przeze mnie jakby sprawdzone. Potrzebuję sporo czasu na zbudowanie z kimś wartej uwagi relacji i wiem, że mogę przez to mieć kłopoty. Na szczęście mam na kogo liczyć, jednak nie chcę swoimi powtarzającymi się problemami zasypywać ludzi. Mówią, że pierwsza miłość minie, ale nie widzą, że ja mam po prostu problem ze sobą i że mówienie: ''weź juz przestań, każdy takie coś przeżywa'' wpływa na mnie źle. Przez chwilę myślę: ''nie rozumiesz po prostu'', a za chwilę myślę, że ma rację, a ja robię z igły widły. Nie wiem, czy zobrazowałam mój problem, ale tak to mniej więcej wygląda. Dużo napisałam, a i tak napisałam ogólnikowo. Boję się, że nie poznam już nikogo, kto będzie mnie tak rozumiał albo że mnie zdradzi (on był bardzo wierny), że nikogo nie będzie stać na to, aby postarać się, by do mnie dotrzeć. Boję się, że będę nieszczęśliwa. Wydaje mi się, że cały świat jest idiotyczny. Większość ludzi na nim nie rozumie o co mi chodzi, a nie chcę się do nich dostosowywać, zachowywać się wbrew sobie. To byłoby niezgodne z moimi przekonaniami o sobie. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Nie wiem co się ze mną dzieje - czy to nerwica?

Witam, mam 33 lata, mam męża i córkę. Nie wiem co się ze mną dzieje od dłuższego czasu. Jestem ciągle zdenerwowana, wszystko mnie denerwuje, mały drobiazg nieraz potrafi mnie wyprowadzić z równowagi. Najgorsze jest to, że najbardziej cierpi na tym...

Witam, mam 33 lata, mam męża i córkę. Nie wiem co się ze mną dzieje od dłuższego czasu. Jestem ciągle zdenerwowana, wszystko mnie denerwuje, mały drobiazg nieraz potrafi mnie wyprowadzić z równowagi. Najgorsze jest to, że najbardziej cierpi na tym moja rodzina, bo daję to im właśnie odczuć. Boje się, że mąż mnie zostawi, bo zdaje sobie z tego sprawę, że nikt by długo tego nie wytrzymał. Jestem przepełniona złością, i nie mogę już sobie z tym dać rady. W takich sytuacjach mam ochotę sobie coś zrobić, bo bardzo się z tym wszystkim męczę. Na nic nie mam ochoty, nic nie sprawia mi przyjemności. Bardzo proszę o poradę.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy to nerwica lękowa?

Witam, mój problem jest taki: od 7 lat kłuł mnie bok po prawej stronie. Koleżanki mówiły, że wyrostek, to ja już bałam się, że będzie operacja. Zrobiłam badania wszystkie - USG, mocz i krew - wszystko w normie, tylko na...

Witam, mój problem jest taki: od 7 lat kłuł mnie bok po prawej stronie. Koleżanki mówiły, że wyrostek, to ja już bałam się, że będzie operacja. Zrobiłam badania wszystkie - USG, mocz i krew - wszystko w normie, tylko na USG wyszło: polipy na woreczku żółciowym. Okazało się, kiedy za 3 miesiące poszłam do kontroli, że to nie był polip, tylko grudki jakieś. Tam nic nie ma, ale jeszcze wyszło, że na śledzionie uwidoczniono w górnym obszarze hyperechogeny śr. 6 mm, wszystko reszta prawidłowe. Teraz niedawno mój kolega zmarł na kręgosłup (rak kości), to już od 2 tygodni boli mnie kręgosłup i w klatce piersiowej, a robiłam prywatnie EKG to wyszło dobrze. Już mnie tylu lekarzy badało i mówią, że to nerwica lękowa, a nadal mnie kłuje na żebrze lewym. Proszę o poradę, co z tym robić, bo nie umiem sobie poradzić. Dodam, że boję się operacji.

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski

Ucisk w gardle oraz zaburzenia wzrokowe

Witam, dwa tygodnie temu miałam jechać z Holandii do Polski na weekend, ale w czasie podróży miałam pewien atak, który przypominał zawał. Pojechaliśmy do szpitala w Niemczech, ale tam powiedzieli, że za mało jem i piję, ale to nieprawda. Wróciliśmy...

Witam, dwa tygodnie temu miałam jechać z Holandii do Polski na weekend, ale w czasie podróży miałam pewien atak, który przypominał zawał. Pojechaliśmy do szpitala w Niemczech, ale tam powiedzieli, że za mało jem i piję, ale to nieprawda. Wróciliśmy się do Holandii i prosto do szpitala. Zostałam tam na parę dni. Stwierdzili u mnie hiperwentylację i przepisali tabletki B*** 2,5 mg, ale to nic nie pomaga i czasami jest nawet gorzej. Mam ciągły ucisk na gardle, zaburzenia wzrokowe, osłabienie, częsty ucisk na klatce piersiowej, tak jakby ktoś mi na niej coś ciężkiego zawiesił oraz uczucie bardzo szybkiego, mało wyczuwalnego drgania w okolicy głowy, serca i płuc. Gdy mam atak, to do tego dochodzą: silny ból głowy, pieczenie i bulgotanie w brzuchu, suchość w gardle, bóle w okolicy serca, zatkanie uszu, drgania mięśni nóg (bardzo widoczne), uczucie omdlenia i wszystko to, co opisane powyżej, tyle że mocniejsze. Najgorsze to jest to, że jestem teraz w Holandii, a oni nic mi nie mogą więcej pomóc. Do Polski nie mogę zjechać, ponieważ nie mogę nawet przejechać 5 km, bo od razu mam silny ucisk na głowie i całej szyi. Jestem tym już wykończona psychicznie i fizycznie. Do niedawna pracowałam przy obszywaniu chodników samochodowych (praca siedząca). Pierwsza niepokojąca sytuacja była 14.08.11 w nocy, przy zasypianiu przestawałam oddychać na kilkanaście sekund, po chwili się budziłam z szokiem i tak do 4 rano przez parę dni (z czasem to ustawało lecz czasem jeszcze się tak zdarzy, ale nie w takim stopniu jak na początku). Poszłam do lekarza ogólnego, a on mnie skierował na szereg badań EKG, prześwietlenie płuc (wyszły dobrze), inne nie dokończyłam ponieważ następna wizyta była dzień później jak wyszłam ze szpitala i kazano mi je przerwać bo lekarz powiedział, że nie ma potrzeby ich kontynuować. Jestem alergikiem na pyłki, zażywam A*** ale tylko w lato więc aktualnie ich nie biorę. 10 dni temu rzuciłam palenie papierosów, zażywałam tabletki antykoncepcyjne C*** ostatnią tabletkę wzięłam 19.08.11, a miałam zacząć kolejną serię 27.08.11, lecz przerwałam. Pierwszy taki silny atak miałam 30.08.11 pojechałam wtedy do lekarza ogólnego przepisał mi O*** a*** 40mg i C*** mr 200mg i mogę je brać do teraz, gdy mam bóle brzucha, pieczenie lub tzw. męczące bulgotanie. Jedyną moją dolegliwością o jakiej wiem jest arytmia, ale to jest chyba u mnie rodzinne. Moje ciśnienie przed braniem B*** 2,5 mg było 105/60 puls od 85 do 110, po tabletkach czyli teraźniejsze 105/55 puls 55, a przy ataku (miałam tyle jak trafiłam do szpitala w Niemczech) 140/110 puls 125. Napisała pani na jakiej podstawie w Niemczech stwierdzili taką diagnozę, a więc zmierzyli ciśnienie, posłuchali serca, zapytali co dokładnie odczuwam i podali kroplówkę (powiedzieli, że to jest coś w formie płynnego jedzenia i będę po tym senna). Nie napisałam jeszcze, że po wypisaniu ze szpitala w Holandii zostałam skierowanie na fizjoterapię i psychoterapię, ale jest to dla mnie niemożliwe ponieważ nie umiem mówić w języku, którym są prowadzone te terapie, a tłumacza nie mogę mieć. Postanowiłam, że w ten weekend pojadę do Polski i może tam mi pomogą. Prosiłabym bardzo o podanie jakiegoś środka który pomógłby mi przejechać tą trasę, a jeśli nie może pani/pan mi podać konkretną nazwę to chociaż jaki skład powinien mieć, jaką ilość użyć i ile czasu przed podróżą, może coś nasennego? Tak jak już pisałam gdy tylko trochę przejadę samochodem zaczynam się czuć o wiele gorzej czyli: silny ucisk na szyi, głowie, kolo tzw. migdałków i klatce piersiowej, zatykanie i ból uszu, problem z oddychaniem, od czasu do czasu dziwnie odczuwalny puls, mocno uderzający bardzo wolny puls. Czasem dostaje drgawek, ale to może być ze strachu mimo, że staram się nie panikować. Kazali mi oddychać przez woreczek, lecz nie umiem się określić czy mi to pomaga czy nie. Bardzo proszę panią/pana o pomoc, bo dzienne takie męczarnie (prawie ciągły ucisk na szyi, migdałkach, głowie i klatce piersiowej oraz osłabienie, chwilowe utraty koncentracji i nie przespane noce) są nie do zniesienia.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Słyszę głosy, które mi rozkazują - czy udać się do specjalisty?

Mam 22 lata. Nie wiem, co się ze mną dzieje. Słyszę w mojej głowie głosy, które mi rozkazują co mam robić. Na przykład, jeżeli czegoś się boję, mam ważny egzamin, to głos w mojej głowie mówi, że go zdam, "jeżeli...

Mam 22 lata. Nie wiem, co się ze mną dzieje. Słyszę w mojej głowie głosy, które mi rozkazują co mam robić. Na przykład, jeżeli czegoś się boję, mam ważny egzamin, to głos w mojej głowie mówi, że go zdam, "jeżeli zrzucę doniczkę z parapetu." Jeśli tego nie zrobię, to się nie powiedzie. I tak jest prawie ze wszystkim i wtedy znowu pojawia się głos i i każe mi coś dziwnego robić, bo wtedy wszystko będzie dobrze. Mam już dosyć tego. Nasila się to kiedy jestem sama i mam pole do popisu, gdy nic mnie nie hamuje. Wtedy głos każe mi robić chore, dziwne rzeczy. Wykonuję to z przekonaniem, że dzięki temu się uda. Ciągle się czegoś obawiam. Martwię się, że sobie z czymś nie poradzę, nie dam rady itd. Proszę o poradę.

Czy to choroba psychiczna, czy jakieś inne zaburzenia?

Witam, mam straszny problem, mąż mnie bije, wyzywa i znęca się nade mną psychicznie i fizycznie. Od kilku miesięcy dostaje ataków szału, często bez powodu a bynajmniej tym podwodem nie jest moje zachowanie, mam na myśli to, że mąż często...

Witam, mam straszny problem, mąż mnie bije, wyzywa i znęca się nade mną psychicznie i fizycznie. Od kilku miesięcy dostaje ataków szału, często bez powodu a bynajmniej tym podwodem nie jest moje zachowanie, mam na myśli to, że mąż często zdenerwuje się na kogoś innego, a wyzywa się na mnie. Wygląda to w ten sposób, że zaczyna mnie wyżywać, szarpać, a później bić (cała akcja trwa zazwyczaj od kilku do kilkunastu godzin lub np. całą noc). Bije mnie wszędzie po całym ciele, wyzywa od najgorszych i robi to również w miejscach publicznych. Obecność innych ludzi mu nie przeszkadza. Każe mi odpowiadać na rożne „dziwne” pytania, jeżeli odpowiedź nie jest po jego myśli, a zazwyczaj nie jest, to mnie bije lub jak nie odpowiadam to mnie bije bo nie odpowiadam. Po akcji, zazwyczaj nie wszystko pamięta lub mówi, że nie pamięta. Ogólnie tłumaczy, że nie wie czemu to zrobił. Od 2 miesięcy chodzi 1 x w tygodniu do psychologa – ale to nic nie daje – wszystko się nasila, był u psychiatry który przepisał mu leki na padaczkę, jak je bierze to jest spokojny, ospały, płaczliwy, ale wystarczy że nie weźmie jednej i na drugi dzień znowu dostaje szału bez powodu i mnie bije. Od kilku tygodni staram się z nim rozejść - nie pozwala mi na to –zastrasza mnie, bije i wyzywa. Raz mówi, że wie, że nie możemy być razem, a za parę godzin ze sobie tego nie wyobraża i że to ja nie jestem z nim, ale on jest ze mną. Psycholog zaleciła mu testy Rorschera, jest w trakcie robienia tego. Moim zdaniem on jest chory (odsiedział w życiu dość długi wyrok w wiezieniu) i potrzebuje pomocy. Jjak mam sobie z tym poradzić? Proszę o pomoc, co to mogą być za zaburzenia i jak tego wyjść. Mam roczne dziecko ! Pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Co oznaczą silne bóle i zawroty głowy oraz ataki paniki?

Witam! Na imię mam Marcin lat 30. Mój problem zaczął się ok 5 lat temu. Na samym początku historii nie będę ukrywał, że bawiłem się zbyt mocno, gdzie w towarzystwie używano marihuany amfetaminy oraz alkoholu, bawiłem się tak dosyć...

Witam! Na imię mam Marcin lat 30. Mój problem zaczął się ok 5 lat temu. Na samym początku historii nie będę ukrywał, że bawiłem się zbyt mocno, gdzie w towarzystwie używano marihuany amfetaminy oraz alkoholu, bawiłem się tak dosyć długo dokiedy nie zaczęły się problemy ze zdrowiem. Pracowałem za granicą i spotkała mnie przykrość, ponieważ zostałem napadnięty i rozbito mi głowę kijem bejzbolowym. Miałem dwie rany jedną za prawym uchem drugą na górnej części głowy (rany szyte)... Minęły ok dwa miesiące od tego wydarzenia, kiedy nagle w nocy w pracy dostałem bardzo silnych bóli głowy z tyłu i w górnej części głowy, piszczenie nieustanne w uszach oraz pulsowanie w tylnej części głowy, silne zawroty oraz nie wyraźne widzenie, zatykają się i strzela w uszach, silne bicia serca, zimne ręce jak lód, pocenie się. Myślałem, że to przejdzie, ale nic z tego. Po jakimś czasie udałem się do prywatnych lekarzy specjalistów. Pierwszy lekarz laryngolog stwierdził, że to objawy błędnika lecz po lekach, które mi przepisał nie pomogło, więc chorobę wykluczył skierował do neurologa lekarz ten wykluczył najgorsze, czyli krwiak. Przeprowadzone były badania EEG oraz tomografia komputerowa. Badania wykazały, że wszytko jest ok. kolejny lekarz kardiolog wykluczył nadciśnienie oraz choroby serca (przeprowadzone podstawowe badania). Po ostatniej diagnozie neurolog stwierdził, że to na tle psychicznym od czasu kiedy zaczęły się dziwne rzeczy dziać odstawiłem wszystkie używki. Wydawało mi się to dziwne, ponieważ nie czuję się, że jestem jakiś nie normalny? Wyszła dziwna sprawa, ponieważ neurolog przepisał mi na sen A*** 0,25 i to zaczęło pomagać w sytuacjach jakich mnie na początku przerażały. Dziwne ataki (interwencja pogotowia - oraz diagnoza chirurga ze nie widzi nic groźnego) lek ten jakby hamował to w jakiś sposób do dnia dzisiejszego biorę ten lek, tj. ok poł tabletki dziennie, ale to już nie pomaga jak na początku. Dodatkowo biorę lek przeciwbolowy, który w jakiś sposób hamuje bóle głowy. Próbowałem kontaktu z psychiatrą, ale otrzymałem leki po których wymiotowałem, czułem się bardzo źle (P*** czy jakaś taka nazwa) i polpranazol na uregulowanie bicia serca. Biorąc te leki nie mogłem pracować normalnie prowadzić auta itp. Napotkałem się z czasem ze boję sie przebywać wśród ludzi, tj. markety kościoły autobusy, bo zaraz robi mi się słabo i wpadam w szał. Z dnia na dzień jest coraz gorzej nie wiem co robić. Lekarz psychiatra stwierdził, że to silne stany lękowe i potrzeba psychoterapii ale kazał mi jej szukać ok. 100 km od mojej miejscowości. Boję się ponieważ jestem w związku małżeńskim mam malutką córeczkę i tylko ja utrzymuję rodzinę. Nie wiem co dalej czynić, więc piszę do Was o pomoc...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Problemy z oddychaniem - czy to nerwica?

W momencie kiedy się bardzo denerwuję mam duszności (nawet jak mówię, to muszę robić pauzy, bo nie mogę złapać oddechu) i czuję jak drętwieje mi twarz i głowa. Zaczynam się martwić bo zdarzyło mi się to już kilka razy. Takie objawy nie pojawiają się podczas wysiłku fizycznego, ani w nocy.
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy są to zaburzenia snu?

Witam. Mam 21 lat. Czasem w czasie snu miewam dziwne lęki, trudno jest to opisać słowami, ale spróbuję jak najlepiej to zrobić. Kładę się spać i w pewnym momencie napada mnie lęk, boję się czegoś, serce szybciej mi bije, robi...

Witam. Mam 21 lat. Czasem w czasie snu miewam dziwne lęki, trudno jest to opisać słowami, ale spróbuję jak najlepiej to zrobić. Kładę się spać i w pewnym momencie napada mnie lęk, boję się czegoś, serce szybciej mi bije, robi mi się gorąco i po ciele przechodzi jakby mrowienie, ale bardzo silne. Czasem dochodzi nawet do wrażenia, jakby coś mnie przygniatało, nie mogę się ruszyć, krzyczeć, otworzyć oczu, kompletnie nic. Jestem przerażona, po czasie to ustępuje, ale coraz częściej to miewam. Jest to bardzo realne, mam wrażenie jakby to nie był wcale sen. Po tym wszystkim normalnie się budzę i dochodzę do siebie, o ile to był w ogóle sen, jest to naprawdę bardzo realne. Czy jest to zaburzenie snu czy może coś innego? Proszę o pomoc. Nikt nie potrafił mi jeszcze odpowiedzieć na to pytanie, może chociaż tu znajdę odpowiedź. Bardzo proszę o odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Agnieszka Barchnicka
Lek. Agnieszka Barchnicka

Dlaczego moje zachowanie uległo diametralnej zmianie?

Mam 18 lat i ostatnio moje zachowanie uległo diametralnej zmianie. Sama nie wiem co się ze mną dzieje. Jestem wręcz okropna. Mam zmienne nastroje, w jednej chwili krzyczę na wszystkich, a po kilku minutach jestem wesoła. Przestało mnie cieszyć życie...

Mam 18 lat i ostatnio moje zachowanie uległo diametralnej zmianie. Sama nie wiem co się ze mną dzieje. Jestem wręcz okropna. Mam zmienne nastroje, w jednej chwili krzyczę na wszystkich, a po kilku minutach jestem wesoła. Przestało mnie cieszyć życie jakie wiodłam dotychczas, zaczęłam izolować się od ludzi z mojego otoczenia. Kiedyś na okrągło przesiadywałam przy komputerze, rozmawiając ze znajomymi. Teraz nie mam nawet ochoty włączać komputera, a na gadu-gadu nie byłam od ponad 8 miesięcy. Z wielu przyjaciół mam teraz tylko dwie przyjaciółki, z której jednej nie ufam do końca. Przeraża mnie to co się ze mną dzieje, nie wiem co mam robić. Straciłam również wiarę we własne siły. Po raz 4 będę podchodzić do egzaminu na prawo jazdy, mimo iż mój instruktor wielokrotnie mówił, że jestem najlepszą kursantką jaką kiedykolwiek uczył. Z piątkowej uczennicy spadłam na trójki. Przestałam ufać ludziom, moja mama twierdzi, że ma to związek z odrzuceniem mnie przez niegdyś moją najlepszą przyjaciółkę, zostawiła mnie dla swojego chłopaka, a ja przez lata naszej przyjaźni traktowałam ją jak siostrę. Często za nią tęsknie, bo tylko ona wiedziała o niektórych sprawach i często uświadamiam sobie, że nie mam z kim się nimi podzielić. Miałam również chłopaka, który poniżał mnie przed naszymi znajomymi, nie potrafił mi okazać takiego uczucia, jakiego oczekiwałam i które ja mu okazywałam. Moja sytuacja zmieniła się odkąd poszłam do liceum. Zawsze byłam towarzyska, wesoła, lubiłam spotykać się ze swymi przyjaciółmi, szkoła była dla mnie miejscem do którego chętnie przychodziłam, byłam również piątkową uczennicą. Jednak wszystko się zmieniło. W liceum poznałam jacy ludzie są naprawdę, tzn. obłudni, fałszywi, nietolerancyjni. Mówią jedno, myślą drugie, a czynią zupełnie coś innego. Śmieją, a raczej wyśmiewają wszystko i wszystkich, twierdząc, że to tylko żarty. Od ponad roku nie lubię chodzić do szkoły, czuje się w niej źle. Ludzie na każdym kroku pragną wbijać sobie wzajemnie noże w plecy. Wszystko to gra pozorów. Przez całą tą sytuację zaczęłam odpychać od siebie najbliższe mi osoby, rodzinę, która chce dla mnie jak najlepiej. Proszę, niech mi ktoś powie co mogę zrobić żeby się zmienić? Żeby być taką jak kiedyś ? zadowoloną z życia młodą dziewczyną, którą znów cieszy zwykła rozmowa na gadu-gadu ze znajomymi.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Uciążliwy ból - dyskopatia, przebyty udar czy nerwica?

Mam 30 lat. Dwa miesiące temu trafiłam do szpitala: zaburzenia elektrolitowe, tachykardia, skoki ciśnienia i drgawki drżenia nóg, wieczorem pobudzenie i bezsenność, a potem tylko tachykardia drżenia nóg, potworny ból głowy z tyłu głowy po prawej stronie oraz klatki...

Mam 30 lat. Dwa miesiące temu trafiłam do szpitala: zaburzenia elektrolitowe, tachykardia, skoki ciśnienia i drgawki drżenia nóg, wieczorem pobudzenie i bezsenność, a potem tylko tachykardia drżenia nóg, potworny ból głowy z tyłu głowy po prawej stronie oraz klatki piersiowej. Temu wszystkiemu towarzyszyła ogromna duszność. Potem leki przeciwpadaczkowe i antydepresanty. Zanim trafiłam do szpitala, upadłam na prawy bok. Dziś już nie jestem na lekach, a jedyne co pozostało to zdrętwiała prawa półkula z tyłu głowy i cała prawa strona twarzy ból w okolicy oka, zdrętwiały cały prawy bark i prawa ręka. Drętwienie ustępuje w 50% jak pływam codziennie kraulem, ale twarz jest zdrętwiała cały czas. Gorzej się czuję przez te dolegliwości. Mam dyskopatię L-S (wykazał to rezonans), która doskwiera, ale jakoś sobie radzę z nią - rehabilitacja DBC i basen. Jednak, kiedy nie ćwiczę, to rezultat jest taki, że cała prawa strona mego ciała jest zdrętwiała. Czy to rzeczywiście nerwica lękowa? Jedyna sprzeczność we mnie to fakt, że od lutego bieżącego roku, kiedy to dostałam dyskopatii w odcinku L-S przestałam uprawiać sporty - ukochane sporty zimowe i jeździć na rowerze, ukochanych rolkach - załamał się mój świat. Sport dawał mi ogromne szczęście, to była pasja. Pozostał mi ból krzyża. Dziś jest lepiej, ale tęsknię za tą swobodą życia bez ciągłego bólu.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Stany lękowe przed snem, złe samopoczucie, zły nastrój

Witam serdecznie. Od razu uprzedzam, że będzie to długi list, za co przepraszam! Mam 25 lat. Wczoraj w nocy, pierwszy raz od dawna, odczuwałam straszny niepokój, który uniemożliwił mi zaśnięcie (bywało już tak wiele razy w przeszłości). Wyglądało to następująco:...

Witam serdecznie. Od razu uprzedzam, że będzie to długi list, za co przepraszam! Mam 25 lat. Wczoraj w nocy, pierwszy raz od dawna, odczuwałam straszny niepokój, który uniemożliwił mi zaśnięcie (bywało już tak wiele razy w przeszłości). Wyglądało to następująco: zmęczona po całym tygodniu pracy, ok. 1:00 w nocy postanowiłam położyć się spać sądząc, że jak tylko przyłożę głowę do poduszki, to zasnę w mgnieniu oka. Dałam buziaka narzeczonemu, który został pooglądać coś w TV i się położyłam. Na chwilę faktycznie przysnęłam, lecz dosłownie na parę minut. Gdy otworzyłam oczy poczułam jak okropnie szybko bije mi serce, co pozbawiło mnie niemalże tchu. Zaczęły pojawiać mi się w głowie same niemiłe dla mnie myśli. Starałam się więc położyć na plecach i spokojnie oddychać, wciągając powietrze nosem i wypuszczając ustami. Niestety to nie pomogło. Zaczęło mi się przewracać w brzuchu, więc musiałam położyć się na bok, gdyż na wznak sprawiało mi to ból. Wstałam w końcu do ubikacji oddać mocz, gdyż poczułam nagłą potrzebę. Zajrzałam co robi narzeczony i ponownie się położyłam. Gehenny ciąg dalszy: zaczęła narastać we mnie już złość i frustracja, ponad to pociłam się, a gdy przysnęłam na sekundkę, to od razu śniły mi się niemiłe rzeczy i budziłam się "obśliniona" (może nie jak wściekły pies, ale tak, że miałam mokre usta i poduszka była wilgotna) i spocona. Palpitacja serca wciąż nie ustawała. Wydawało mi się, że to wszystko trwa wieki, a okazało się, że minęło dopiero niecałe półtorej godziny odkąd się położyłam. W końcu narzeczony położył się obok mnie, chwilę mnie pogłaskał i zasnęłam. Spałam do rana bardzo złym i męczącym snem. Ostatecznie wstałam bardzo późno, bo ok. 11.30. Włosy miałam całe "tłuste" od tego pocenia się, klatka piersiowa też była wilgotna. Jak spojrzałam w lustro, to się przestraszyłam. Miałam całą opuchniętą twarz i oczy - jakbym całą noc nie spała i płakała. Mam dziś w rezultacie okropny nastrój, niemalże depresyjny. Jestem niemiła, nieszczęśliwa i opryskliwa. Dodam coś więcej o sobie, żeby łatwiej było cokolwiek poradzić. Jestem młodą osobą, w miarę aktywną fizycznie, chodzącą do pracy, będącą w długoletnim związku. Mam stwierdzoną od roku niedoczynność tarczycy i biorę E*** 50, przyjmuję też antykoncepcję doustną już od jakichś 6 lat. Jestem wegetarianką. Od dziecka lubiłam się "kołysać" do snu, łatwiej przy tym zasypiałam. Kiedyś robiła to przedszkolanka i siostra, potem robiłam to sama bujając się lekko na prawym boku. Zdarza mi się robić to nadal, dlatego nie sprawia mi kłopotu fakt, że narzeczony położy się później, bo przynajmniej jak mam kłopot z zaśnięciem, to mogę się pobujać. Wstydzę się tego, ale czasem to robię, bo ważniejsze jest dla mnie wyspanie się niż poczucie wstydu. Jestem osobą nieco neurotyczną i dość wrażliwą - często długo rozmyślam nad swoimi poczynaniami i tym co np. powiedziałam. Bardzo przejmuję się przykrymi rzeczami, które dzieją się na świecie - szczególnie, gdy dotyczy to zwierząt. Potrafię długo o tym myśleć, płakać z tego powodu, czuję się wtedy bardzo bezsilna i nieszczęśliwa. Mam za sobą 2 ciężkie lata. Dosyć niedawno, bo 2 lata temu musiałam uśpić mojego ukochanego psa, który był śmiertelnie chory. Przeszedł on bardzo wiele, był leczony 6 lat, codziennie patrzyłam na jego zmagania z chorobami, codziennie dawałam leki, robiłam zastrzyki itd. W końcu nadszedł ten najgorszy dzień. Na wszystko patrzyłam, wpadłam w histerię, nie potrafiłam opanować płaczu, rozpaczy itd. Do dziś widzę w myślach jak pies umiera, jak oczy robią się mgliste. Nie potrafię o tym nawet mówić, zawsze wtedy płaczę. Psa pochowałam na podwórku u narzeczonego, ale to nie przyniosło żadnej ulgi. Nawet nie chodzę tam go odwiedzać, bo kojarzy mi się to tylko ze śmiercią i trupem. Rok później zmarła moja babcia, miesiąc po wylewie. Patrzyłam na jej bezwładność, płakałam. O tym też nie umiem mówić. Tak więc ciężki okres mam za sobą. Praktycznie przez cały rok po śmierci psa byłam do niczego, ciągle płakałam, miałam ciągle te same koszmary dotyczącego mojego zmarłego psa, nie mogłam spać, nic mnie nie cieszyło, miałam straszny problem, aby w ogóle funkcjonować jak człowiek, czułam się jak zombie. Byłam nawet u psychiatry i psychologa, ale byli kompletnie do niczego (nie ubliżając nikomu - sama jestem psychologiem). Psychiatra powiedział: "proszę zadbać o higienę snu, a na pewno się poprawi". Nawet nie zapytał o chorą tarczycę, a psycholog: "proszę skupić się na pozytywnych aspektach życia, na związku z narzeczonym i waszym wspólnym życiu". Tyle to ja sama sobie mogę powiedzieć. Poddałam się więc. Zrobiłam sama badania krwi, okazało się że mam chorą tarczycę, więc ucieszyłam się (o, ironio) bo myślałam, że będą mogła ją obwinić za wszystko, ale niestety. Leczę się i jest nieco lepiej, ale tylko nieco. No i potem babcia zmarła i powróciło wszystko jak bumerang. Znowu zaczęłam panicznie bać się śmierci. Uznałam, że życie jest bezsensowne itd. Jednak jakoś powoli wracałam do siebie. Miewam różne okresy - raz jestem do niczego, a innym razem tryskam humorem. W sierpniu na wakacjach czułam się słabo, zero humoru i chęci do czegokolwiek - mimo że byłam w pięknym miejscu itd. Natomiast 2 tygodnie temu, przez tydzień miałam świetny humor, czułam się wspaniale, byłam wesoła, nic mnie nie martwiło, było super. Dziś jak wstałam po tej okropnej nocy, to już się nie pozbierałam. Bywało już wiele razy tak, że miałam nocne palpitacje serca i źle przez to spałam (od wielu lat co jakiś czas się to pojawia). Pojawiały się też natrętne myśli. W tym tygodniu bardzo pociłam się w nocy, mimo otwartego okna. Ściekały wręcz strużki potu po klatce piersiowej. Często zdarza mi się "ślinić". Często też mam kłopoty ze snem, tzn. ciężko zasypiam i gdy wstaję, nie czuję się wypoczęta. Często (tzn. nie kilka razy w nocy, tylko raz na noc, ale np. kilka razy w tygodniu) wstaję oddawać mocz w nocy, mimo że nie piję dużo przed snem. Jest lepiej, gdy mam w miarę stały tryb dnia, czyli kładę się między 00:00-1:00 i wstaję o 9 do pracy. Bywa, że śpię świetnie, ale to rzadkość. Żeby móc funkcjonować w pracy na drugi dzień i móc też podejmować inne aktywności (chodzę 3 razy w tygodniu na zajęcia fitness), muszę czasem brać przed snem 2 tabletki P*** 50mg - nawet to czasem nie pomaga, ale z reguły śpię po tym bez kłopotu. Bardzo proszę o jakąś poradę, co mi dolega w ogóle, czy to depresja? Może jest jakiś specjalista, do którego mogłabym się udać? Ostatnimi czasy czułam się naprawdę całkiem nieźle, ale dziś to jest katastrofa. Z góry ogromnie dziękuję!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty