Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Psychiatria: Pytania do specjalistów

Aspołeczność - jak z nią walczyć?

Witam! Szukam pomocy, bo chciałbym zmienić swoje dotychczasowe życie. Jestem 18-letnim aspołecznym, nie do końca szczęśliwym facetem. Moim największym zmartwieniem jest to, że nie potrafię nawiązać jakiejkolwiek więzi z inną osobą. Nie mam kolegów, dziewczyny, jestem bardzo samotny. Moje...

Witam! Szukam pomocy, bo chciałbym zmienić swoje dotychczasowe życie. Jestem 18-letnim aspołecznym, nie do końca szczęśliwym facetem. Moim największym zmartwieniem jest to, że nie potrafię nawiązać jakiejkolwiek więzi z inną osobą. Nie mam kolegów, dziewczyny, jestem bardzo samotny. Moje kontakty z innymi są ograniczone do całkowitego minimum, gdyby nie szkoła, w ogóle nie spotykałbym się z ludźmi. W domu również mało mówię, gdy ktoś mnie o coś zapyta, to odpowiem, i tyle, nie potrafię rozmawiać(!). Kiedyś z ciekawości wszedłem na czat, chciałem sprawdzić, czy będę w stanie rozpocząć, a potem kontynuować rozmowę z obcą mi osobą. Nie potrafiłem nawet zacząć rozmowy, bałem się, co i o czym mam pisać, choć przecież inni użytkownicy nawet nie wiedzieli, kim jestem. Wyłączyłem czat po 10 minutach patrzenia się, jak inni bez problemu rozmawiają. Przeraża mnie myśl, że mógłbym się komuś zwierzyć, powiedzieć, co czuję, co naprawdę u mnie słychać. Moje zachowanie wzięło się z zasad, jakie od małego wpajała mi matka: nie patrz na innych, najlepiej być samemu, samemu sobie radzić, nie polegaj na innych. Jako małe dziecko grzecznie słuchałem rodziców, wpajałem sobie do głowy, że nikogo nie potrzebuję, że samemu będzie mi najlepiej. Z biegiem czasu dorosłem, zmądrzałem i teraz już wiem, że izolowanie się od społeczeństwa nie jest dobrym sposobem na życie. Impulsem który skłonił mnie do chęci zmiany swojego życia jest pewna dziewczyna. Tak naprawdę jej nie znam, czasami jeździmy razem autobusem, wymieniamy spojrzenia, uśmiechy i to wszystko. To zabawne, jak zupełnie obca osoba może wpłynąć na twoje życie. Chciałbym mieć odwagę, która pozwoliłaby mi do niej podejść, zagadać, poznać się. Chciałbym w końcu znaleźć kolegów, może nawet przyjaciela. Co robić? Od czego zacząć? Bardzo proszę o pomoc!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Wygląd fizyczny - wstyd za partnera

Witam. Od dwóch lat mam partnera, z którym mieszkam prawie rok. Kiedy go poznałam wydawało mi się, że jest mi przeznaczony, bo takich cech oczekiwałam od faceta: spokój, wrażliwość, czułość. Niestety jeśli chodzi o wygląd, nie był w moim typie,...

Witam. Od dwóch lat mam partnera, z którym mieszkam prawie rok. Kiedy go poznałam wydawało mi się, że jest mi przeznaczony, bo takich cech oczekiwałam od faceta: spokój, wrażliwość, czułość. Niestety jeśli chodzi o wygląd, nie był w moim typie, ale szybko się przekonałam, że nie to jest najważniejsze, bo on ma być dla mnie, a nie dla innych. Skrzętnie ukrywałam go w domu, nie poznawałam z rodziną, przyjaciółmi. Było nam dobrze, tylko we dwójkę. Jak zamieszkaliśmy ze sobą, wszystko było w jak najlepszym porządku. Poczułam się szczęśliwa. Uwielbiamy spędzać ze sobą czas, gotować, oglądać tv. Ale niestety zaczęło mi doskwierać to, że jesteśmy już ze sobą tyle czasu, a nikt go nie zna - ani rodzina, ani znajomi. Jak pomyślę o jakimkolwiek spotkaniu, paraliżuje mnie strach. Boję się, że ktoś go źle osądzi. Jeśli chodzi o rodzinę, to boję się głównie o wygląd - zawsze istniał tam wzorzec wysokiego, przystojnego faceta, o typowo męskich cechach, a mój partner wygląda jeszcze jak chłopiec, niski, skromny blondyn. Jeśli chodzi o znajomych - głównie o charakter, bo moi przyjaciele są głośni, wygadani, kłótliwi, a mój partner taki cichy, nieśmiały. Wstydzę się z nim pokazać, a ten wstyd jest bardzo męczący i napawa mnie strachem. Nawet jak wychodzimy gdzieś na spacer, to jakoś nie do końca dobrze się z nim czuję. Ciągle konfrontuję nasz wygląd z innymi parami. Mam dziwny dyskomfort psychiczny, czego w ogóle nie mam razem z nim w domu. I obawiam się, żeby tylko nie spotkać nikogo znajomego. Przez to nasuwają mi się wątpliwości co do sensu tego związku. Ale jak pomyślę o rozstaniu, to wydaje mi się to takie głupie, bo przecież dobrze nam razem. Chyba tego nie chcę :( Zastanawiam się, czy problem jest w moim uczuciu wobec niego czy problem gdzieś tkwi w mojej psychice, zakorzenionych schematach, które przesłaniają mi odpowiednie postrzeganie świata. Jeśli to pierwsze - to pewnie nic poza rozstaniem nie pomoże, jeśli to drugie - proszę powiedzieć jak mogę to przepracować. Bardzo proszę o sensowną poradę, bo gubię się w tym, zaczyna mi to przeszkadzać, przez to nie potrafię cieszyć się życiem i go wykorzystywać. Często płaczę jak skądś wracamy. Mam dwadzieścia parę lat, a zachowuję się jak emeryt - siedząc ciągle w domu przed tv, bez żadnej pasji, rozrywki.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak poradzić sobie z tikami oraz z myślami samobójczymi?

Witam! Mam 18 lat i chodzę do liceum, jestem w drugiej klasie. Ponoć jestem postrzegana za miłą, sympatyczną dziewczynę. Zawsze uśmiechnięta, zawsze pomocna, radosna. Jednak w środku czuję inaczej... Staram się nie pokazywać ludziom, że jest mi smutno, że nie...

Witam! Mam 18 lat i chodzę do liceum, jestem w drugiej klasie. Ponoć jestem postrzegana za miłą, sympatyczną dziewczynę. Zawsze uśmiechnięta, zawsze pomocna, radosna. Jednak w środku czuję inaczej... Staram się nie pokazywać ludziom, że jest mi smutno, że nie mam humoru, bo nie chcę by zadawali pytania "co się stało?" itp. Jednak, gdy jestem sama, uśmiech znika z mojej twarzy. Sytuacja w mojej rodzinie jest w porządku. Nie panuję przemoc ani żaden niepokojący nałóg. Problem polega w tym, że mam pewną chorobę, która wpędza mnie w zakłopotanie. To z tego zaczęły się moje myśli samobójcze. Od jakiś 10 lat choruję na "tiki". Jednak przez cały ten czas potrafiłam nad nimi panować, lecz od jakiegoś roku tak się nasiliły, że nie mam nad nimi panowania. Po ukończeniu 18 lat wybrałam się do lekarza rodzinnego, który zalecił mi dalsze leczenie neurologiczne. Zrobiłam badanie EEG, tomograf komputerowy, jednak nie wykryło to żadnych nieprawidłowości w głowie. W mojej rodzinie od strony taty były przypadki tej choroby, lecz nikt nie miał tak silnych objawów jak ja. Objawy tej choroby to mruganie oczami, dotykanie przedmiotów, chykanie (wydawanie dźwięków zbliżonych jakby do szczekania), kiwanie głową. Mam też różne, takie jakby rytuały, które muszę zrobić każdego dnia. Na przykład w trakcie wypowiadanego zdania przez drugą osobę, muszę zrobić coś parę razy itp. Nawet teraz pisząc ten list, muszę zmazywać każdą literę po ileś razy i napisać ją ponownie. Działa to też w oddawanych w różnych odstępach czasu, dźwięków, np. tykanie zegarka, szczekanie psa, śpiew ptaków, muzyka, hałasy na podwórku bądź w domu. W trakcie każdego wydawanego dźwięku muszę powtarzać ileś razy czynność. Dawniej potrafiłam nad tym zapanować, czyli zrobiłam coś i czułam ulgę, nie musiałam już więcej tego robić. Teraz jest tak, że nie minie 5 minut, a ja znów to powtarzam. W domu najbliższa rodzina wie o mojej chorobie, choć od niedawna mówi się o niej tak otwarcie, gdyż póki potrafiłam nad tym zapanować to starałam się niczego widocznego nie robić przy kimś, typu dotykanie przedmiotów lub wydawanie jakiś dźwięków. Jednak już nie miałam siły być z tym sama i najpierw porozmawiałam o tym z mamą. Byłam nawet w szpitalu na oddziale neurologii, ale tam zalecili mi leki przeciwdepresyjne, które maja mnie po prostu uspokoić. Jednak po zażywaniu ich już jakieś półtorej miesiąca nie odczuwam w ogóle różnicy. Jednym z największych przeżyć (nieszczęśliwych) w moim życiu, było rozstanie z moim chłopakiem, z którym byłam 3 i pół roku, a w trakcie naszego związku wiele razy się rozstawaliśmy, a ja byłam tą osobą, która się starała byśmy byli razem. Po rozmowie przeprowadzonej z panią psycholog, w szpitalu, zrobiła notatkę, że jestem osobą, która rozdrabnia pewne sprawy, zastanawia się jakby było gdyby itp. Nikt jednak nie rozumie jak to jest żyć z taką chorobą praktycznie całe życie, od czasów kiedy pamięta się wydarzenia z życia, czyli od podstawówki. Jednak nie potrafię sobie już poradzić z tą chorobą. Nie mam nawet 5 minut wolności od tego. Nie daje mi to żyć. Już nigdzie, w żadnym miejscu i przy żadnej osobie nie potrafię tego zahamować. A najgorsze jest to, że nie mogę odpocząć sama od siebie. By choć pól godziny od tych 10 lat pożyć jak normalny człowiek. Wstać rano, umyć się, ubrać, uczesać i bez dotykania niczego, bez powtarzania czynności. Po prostu nie daje sobie już z tym rady. Nie ma dnia bym się nie zastanawiała jakby to było, gdyby mnie nie było na świecie. Co by czuli moi bliscy, przyjaciele, były chłopak. Jednak boję się, jak to jest po drugiej stronie. Czy będę coś dalej czuć, czy uwolnię się od tej całej choroby, która mnie niszczy od środka, która niszczy moją psychikę. W mojej rodzinie była jeszcze jedna siostra, teraz by miała z 26 lat. Jednak zmarła, gdy miała 3 miesiące. Nie znałam jej, gdyż nie było mnie jeszcze na świecie. Jednak zawsze, gdy coś mi się psuje, gdy jestem w dołku, jak i teraz, gdzie od dłuższego czasu ta choroba nie daje mi o sobie zapomnieć, myślę sobie wtedy, że to ona powinna żyć, a nie ja. Proszę o pomoc, choć wiem, że nie będzie to łatwe, bo jedyne co by mi pomogło, to być zdrową, żyć jak inni ludzie. Kiedyś zastanawiałam się jak to będzie, gdy będę starsza, czy mi to minie czy nie. I jest coraz gorzej, to w ogóle nie ustępuje. Od 10 lat, nie ma 5 minut, bym mogła spędzić je normalnie, bym mogla wykonać jakąś czynność nie robiąc przy tym żadnych zbędnych czynów. Czuję przez to taki wielki niepokój w sobie, co prowadzi do tego, że mam myśli samobójcze. Nieraz już planowałam napisać listy do moich bliskich, na pożegnanie. Proszę o odpowiedź.  

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego jem i wymiotuję oraz wszystko napawa mnie lękiem?

Mam problem, ponieważ jem i wymiotuję. Mam 172 cm wzrostu i ważę około 55-56 kg. Dodam, iż bardzo boję się kontaktów z ludźmi. Chciałabym iść do pracy, lecz nawet nie potrafię zadzwonić. Tygodniami muszę się zmagać z lękiem,...

Mam problem, ponieważ jem i wymiotuję. Mam 172 cm wzrostu i ważę około 55-56 kg. Dodam, iż bardzo boję się kontaktów z ludźmi. Chciałabym iść do pracy, lecz nawet nie potrafię zadzwonić. Tygodniami muszę się zmagać z lękiem, zanim zadzwonię a później nic nie mówiąc odkładam słuchawkę. Boję się dosłownie wszystkiego. Nie odbieram nawet telefonu, gdy nie znam numeru. Zazdroszczę innym ludziom, którzy mi mówią: "Gdybyś chciała to byś mogła, zmienić swoje życie". Nie pójdę do psychologa ponieważ nie potrafię rozmawiać o swoich problemach, nie chcę. Ubieram się byle jak, bo po co skoro ja nie chcę mieć chłopaka? Może i bym chciała, ale jeszcze nigdy nie miałam chłopaka, po prostu boję się umówić z kimś na randkę. Przecież na niczym się nie znam, nie mam zainteresowań, nic nie potrafię. Kiedyś tak było, że poznałam wspaniałego chłopaka przez GG, ale nie potrafiłam się z nim spotkać, chociaż do dzisiaj bardzo cierpię z tego powodu. Powoli przestaje się odzywać, w końcu mu się nie dziwie. Chciałabym być wolontariuszką, ale jak, skoro trzeba było podać swoje dane kontaktowe i pewnie by dzwonili do mnie, a ja bym i tak nie odebrała. Nie wiem co będzie ze mną dalej, co mam robić? 10-letnie dzieci mają więcej odwagi ode mnie. Studiuję, ale po co, skoro w przyszłości nawet nie zapytam o pracę. Gdyby nie moi rodzice już dawno bym umarła z głodu i nie miała się nawet w co ubrać. Tak więc liczę chociaż na jakąkolwiek poradę przez Internet, ponieważ nie odważę się iść do specjalisty. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak długo można stosować paroksetynę w nerwicy natręctw i depresji?

Od 22 lat cierpię na depresję i nerwicę natręctw. Najpierw byłam leczona A*** i P***. Potem były inne leki , to był koszmar. Po dwóch latach przerwałam to leczenie. Przez kilkanaście lat pomagałam sobie D*** i innymi lekami ziołowymi. W...

Od 22 lat cierpię na depresję i nerwicę natręctw. Najpierw byłam leczona A*** i P***. Potem były inne leki , to był koszmar. Po dwóch latach przerwałam to leczenie. Przez kilkanaście lat pomagałam sobie D*** i innymi lekami ziołowymi. W 2007r . nastąpiła reemisja depresji. Od 2008 r. przyjmuję P***. Czuję się doskonale. Lekarz chce mi pomału odstawiać. Boję się, że wszystko wróci. Chciałabym się dowiedzieć, czy po odstawieniu, jeżeli by wszystko wróciło, gdybym zaczęła przyjmować z powrotem P***, to czy będzie tak samo działał?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Czy można łączyć preparaty wspomagające rzucenie palenia z lekami przeciwdepresyjnymi?

Mam prośbę, czy mogę brać T*** na rzucenie palenia, jeśli mam schizofrenię paranoidalną i biorę leki przeciwdepresyjne i neuroleptyki? Bardzo proszę o odpowiedź.
odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Nagłe wystąpienie nerwicy lękowej - czy należy wracać do pracy?

Mój partner całe życie silny fizycznie i umysłowo (52 lata) w jednym momencie się rozłożył na małe cząsteczki, cały czas leży. W ogóle mu się nie chce ani wstać, ani jeść. Ma lęki itp. Byliśmy u psychiatry, bierze leki. Jest...

Mój partner całe życie silny fizycznie i umysłowo (52 lata) w jednym momencie się rozłożył na małe cząsteczki, cały czas leży. W ogóle mu się nie chce ani wstać, ani jeść. Ma lęki itp. Byliśmy u psychiatry, bierze leki. Jest na zwolnieniu w tej chwili, ale 26.06.2011 ma iść do pracy. Teraz histeryzuje, że sobie nie poradzi, że nic nie pamięta. Nie chce za bardzo jeść. W ogóle nic nie chce, cały czas leży, nie chce nawet do mnie się odzywać. Ma od czasu do czasu drgawki nerwowe. Powiedzcie czy lepiej, żeby poszedł do pracy, czy prosić o dalsze zwolnienie? Co radzicie? Ja naprawdę nie wiem co mam robić, to jest straszna choroba? W ciągu dnia bierze - 1 tabletkę P*** na noc bierze - H*** VP.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Czy ja cierpię na anoreksję?

Witam, chciałabym wiedzieć, czy mam anoreksję, cała rodzina mi to wmawia. Mam wiele innych schorzeń, tj. nadczynność tarczycy, silną nerwicę, wrzody żołądka i dwunastnicy, od lat chorowałam na gruźlicę z dziurą w płucach, zapalenie nerek odmiedniczkowe nadal mam....

Witam, chciałabym wiedzieć, czy mam anoreksję, cała rodzina mi to wmawia. Mam wiele innych schorzeń, tj. nadczynność tarczycy, silną nerwicę, wrzody żołądka i dwunastnicy, od lat chorowałam na gruźlicę z dziurą w płucach, zapalenie nerek odmiedniczkowe nadal mam. Jadam często, ale w małych ilościach, jestem bardzo nerwowa, ponieważ musiałam usunąć też wszystkie zęby, dostałam zapalenie okostne i nie mogę jeść, tylko płynne produkty, a mam ochotę już na coś lepszego. Spadłam z wagi bardzo, mam tak silną nerwicę, że jak się zdenerwuję, trzepie mną całą, a w szczególności żołądkiem, że wymiotuję, rodzina uważa, że to anoreksja. Nie zwracam uwagi na kalorie, na swoje ciało, nie odchudzam się, ale jestem wyczerpana, nerwowa, a jak mnie żołądek i dwunastnica dopadnie, to wymiotuję. Żołądek stanął mi motorycznie, nie wydziela enzymów, mam otwarty odźwiernik i ulewa się ze mnie, jak zjem za dużo. Nie mogę jeść smażonego, sosów, dietka nie toleruje mleka, nabiału, sera, mięso drobiowe jedynie, ryby, ale półpłynne.

Mam zapalenie zatoki lewej, czeka mnie zabieg, mam nerwicę lękową, boję się krzyku. Mama krzyczy na mnie i ojczym, że udaję. Wozili mnie do szpitali psychiatrycznych, wszędzie mówili, że to nie tu, ale nadal uważają, że mam anoreksję. Czuję się niekochana, odepchnięta od rodziny, brak mi ich wsparcia i miłości, może marudzę czasem, ale bardzo kocham mamę i potrzebuję jej miłości i ciepła, a nie krzyku, że niedorajda życiowa, kula u nogi. Czasami tracę sens życia, już poszłabym na tę terapię, co mówią, a w poradni dochodząca, gdzie mam się udać. Proszę o radę, nie mam już sił. Często się odwadniam, brak witamin, bo ciągły stres, mają mnie za psychola, ja już głupieję, płaczę. Proszę mamę o miłość i wsparcie, a nie krzyk, aby czasem mnie przytuliła, a nie odpychała, to mnie dobija, woli wnuczkę, jak mnie to boli.

Proszę o ratunek, mimo że mam 40 lat i wzrost 162 cm, ważę 36 kg, ale jem, nie mam żadnych objawów z anoreksji, już małą depresję, bo nie jestem kochana, nie okazują mi miłości, nie chcą jeść ze mną śniadań, obiadów, jadam w kącie i boli to. Mam mieć jakąś dietę. Ugotuję im obiad, siedzę w kącie w kuchni, podam i nikt nie da mi talerza, wnusia przyjedzie, to szykuje dla nich, a mnie jakby nie było i nie mam prawa siedzieć z nimi. Mamie mówię, to krzyk, bo wnusia jej, która życzy mi, żebym zdechła, jestem trupem, brzydzi się, zabiłaby na spaniu. Błagam, pomóżcie mi, gdzie mam się udać, proszę, ratujcie! To nie życie, mam już kompleksy, że jestem zerem, niczym. Pozdrawiam PS Czekam na radę, może jakaś dieta.

Lęk przed wyjściem z domu po ataku paniki

Witam, kilka dni temu przeszłam silny atak paniki, to było pierwszy raz w moim życiu. Nagle poczułam przypływ gorąca, potem było coraz gorzej. Po kilku minutach zrobiło mi się słabo, kończyny mi zdrętwiały, poczułam silne kołatanie serca, nie...

Witam, kilka dni temu przeszłam silny atak paniki, to było pierwszy raz w moim życiu. Nagle poczułam przypływ gorąca, potem było coraz gorzej. Po kilku minutach zrobiło mi się słabo, kończyny mi zdrętwiały, poczułam silne kołatanie serca, nie potrafiłam zrobić wdechu, do tego doszedł silny ból w brzuchu. Kilka minut później zmierzyłam sobie ciśnienie i puls i w miarę nasilania się objawów ciśnienie również rosło i osiągało około 150/100, puls około 110. Te objawy utrzymywały się przez 2 godziny. Niestety, od tego czasu boję się wyjść z domu, dostaję duszności, źle się czuję- słabo mi- i czuję się jak przy ostrym zatruciu, żołądek nie daje mi spokoju. W związku z zaistniałą sytuacją, nie byłam na uczelni i unikam długich spacerów, jak i podróży autem. Chciałam się zapytać jak sobie radzić w takich sytuacjach, w środę wracam na uczelnie, a muszę do niej dotrzeć autobusem. Obecnie przyjmuję leki. Proszę o pomoc. Z poważaniem M.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Krzyczę na żonę, robię różne rzeczy i tego nie pamiętam - czy to schizofrenia?

Witam, mam 27 lat i od pewnego czasu mam problemy ze sobą, z którymi nie potrafię sobie poradzić. Mam wspaniałą żonę, którą kocham i szanuję, przychodzi jednak czas że strasznie ją krzywdzę. Odbywa się to zarówno bez spożywania, jak i...

Witam, mam 27 lat i od pewnego czasu mam problemy ze sobą, z którymi nie potrafię sobie poradzić. Mam wspaniałą żonę, którą kocham i szanuję, przychodzi jednak czas że strasznie ją krzywdzę. Odbywa się to zarówno bez spożywania, jak i po spożywaniu nieznacznej dawki alkoholu. Podczas kłótni z nią, obrażam ją, mówię rzeczy których normalnie bym jej nie powiedział, nie użył w stosunku do niej. Przeradza się to w agresję (bez rękoczynów) na rzeczach martwych. Po wszystkim mało co pamiętam, w zasadzie nic. Żona wszystko mi opowiada i przeżywam dramat. Czym to może być spowodowane? Ostatnio już przeszedłem samego siebie, zacząłem na portalu społecznościowym klikać a właściwie flirtować z innymi kobietami, ale oczywiście na klikaniu się kończy. Nie wiem czy to jakieś rozdwojenie osobowości? Bo nie mam zamiaru jej zdradzać:( Potem tego żałuję wszystkiego i ciągle naprawiam swoje winy:(   Proszę o pomoc, jeśli to możliwe. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Brak koncentracji i nadpobudliwość - czy to są objawy nerwicy?

Witam serdecznie! Mam problem z żoną, otóż często potrafi się denerwować, np. na poczcie pani była niemiła w okienku lub też w sklepie pani ekspedientka miała niemiły głos, to żona od razu się denerwuje, wraca do domu cała nabuzowana i...

Witam serdecznie! Mam problem z żoną, otóż często potrafi się denerwować, np. na poczcie pani była niemiła w okienku lub też w sklepie pani ekspedientka miała niemiły głos, to żona od razu się denerwuje, wraca do domu cała nabuzowana i przekłada to na mnie, wyzwiska, fochy. Często podczas kłótni potrafi upaść na ziemię i wpaść w histerię lub rzucać się na mnie z pazurami na twarz. Zauważyłem też, że podczas rozmowy, gdy żonie coś tłumaczę, ona słucha mnie uważnie, przytakuje i mówi, że mam rację, a za chwilę wraca do tej kwestii i mówi odwrotnie. Gdy ja jej znowu powiem, np.: „ale tego już dawno nie ma”, to mówi: „aha”, „ok”, „to dziwne”, choć wie, że czegoś tam od dawna nie ma. Czy takie braki koncentracji też mogą o tym świadczyć? Często potrafi zdenerwować ją byle co, nie może przez to jeść. Po dłuższym napięciu nerwowym bardzo boli ją serce, dostaje kołatania, czasem było tak, że musieliśmy jechać do szpitala na EKG, niestety wynik nie był najlepszy. W ogóle wydaje mi się, że żona ukrywa przede mną wrodzoną wadę serca, mianowicie ma problem z lewą komorą (arytmia, kołatanie). Czy przez taką wadę mogła powstać nerwica? Przepraszam za mało fachowy język, ale nie znam się na tym zbyt dobrze. Dziękuję za poradę

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

Bóle mięśni, kości, serca - czy to nerwica?

Witam! Mam 27 lat, od 3 cierpię na nerwicę - właściwie dużo wcześniej już ją miałam, ale nie była tak dokuczliwa. Ponad 6 m-cy temu zaczęłam brać C*** 20 i X*** jednocześnie. Brałam je przez 2 tygodnie, później tylko C***....

Witam! Mam 27 lat, od 3 cierpię na nerwicę - właściwie dużo wcześniej już ją miałam, ale nie była tak dokuczliwa. Ponad 6 m-cy temu zaczęłam brać C*** 20 i X*** jednocześnie. Brałam je przez 2 tygodnie, później tylko C***. 2 tygodnie temu odstawiłam C***. Mój lekarz wylądował w szpitalu, więc nie mogłam się z nim skontaktować - a do innego musiałabym czekać 2 m-ce, więc bez konsultacji najpierw zmniejszyłam dawkę do pół tabletki, a ostatnie 2 dni wzięłam po 1/4. W trakcie ostatnich dawek leku zaczęły się bóle lewej strony: pacha, ręka, bark, pod i nad piersią. Z dnia na dzień są coraz silniejsze. Miałam prześwietlenie i stwierdzono zaawansowaną esowatość kręgosłupa i pogłębiającą się kifozę. Kręgosłup zawsze mnie bolał - ale po ciężkim wysiłku i bardzo rzadko. Teraz boli cały czas - ćwiczę go, rozciągam wzmacniam, ale nic nie daje. W efekcie teraz boli mnie: lewa ręka, lewy bok, nad i pod piersią najbardziej dokuczliwe, czasami na środku klatki boli - jakby serce - albo żebra. Czasami mam chwilowe bóle prawej strony. Boli mnie cała górna część kręgosłupa - ustaje na 30 min po masażu - i lewa łopatka. Pod lewą piersią - bardziej od strony zewnętrznej - czuję ucisk, ciężar. Nie jakby ktoś w ręce zgniatał, a naciskał. Wszystkiemu towarzyszą bóle głowy, również migreny. Mój ośrodek nerwowy umiejscowiono w brzuchu, więc mam też problemy z trawieniem - wzdęcia, gazy w dużej ilości - co mnie przeraża i powoduje, że nie mam ochoty nigdzie wychodzić. Gazy są bezzapachowe, ale raz ciche raz głośne. Idąc coraz niżej odczuwam ból jakby w jajnikach, który promieniuje do nóg i czasami muszę "utykać" by nie poryczeć się z bólu. Bolą mnie mięśnie ud i stawy w kolanach. Przy tych bólach odczuwam drżenie całego ciała - przechodzi po wypiciu elektrolitów i jak wezmę magnez. Do tego jestem osłabiona i kręci mi się w głowie. Czasami czuję jakby ktoś wsadził mi głowę w imadło - odczuwam straszny ucisk, ale bez bólu. Co dziwne odczuwam też ból w szyi, po obu bokach - na całej długości (tam gdzie idą żyły, za węzłami chłonnymi), jest to przeszywający ból, chwilowy. Odkąd zaczęłam brać C*** moja nerwica przeobraziła się w nerwicę lękową - zaczęłam bać się wychodzić z domu - bo dostanę zawału, biegunki, gazów, bo źle się poczuję... Właściwie bałam się wszystkiego i dalej boję, ale teraz staram się z tym walczyć. Miałam: USG jamy brzusznej, kolonografię, badania TSH, krwi... wszystkie w normie. 3 lata temu miałam Helictobacter - wyleczony. Proszę o pomoc, już mam tego wszystkiego dość. Z góry dziękuje.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nerwica lękowa - leczenie

Witam serdecznie. Od przeszło 10 lat leczę się z powodu nerwicy lękowej. Wcześniej przyjmowałem seroxat z przerwami. Objawy nerwicy ustały. W 2009 roku zaprzestałem przyjmowania leków, a efekt terapeutyczny trwał jeszcze przez ok pół roku. Po tym czasie stany lękowe...

Witam serdecznie. Od przeszło 10 lat leczę się z powodu nerwicy lękowej. Wcześniej przyjmowałem seroxat z przerwami. Objawy nerwicy ustały. W 2009 roku zaprzestałem przyjmowania leków, a efekt terapeutyczny trwał jeszcze przez ok pół roku. Po tym czasie stany lękowe powróciły. W maju 2010 roku udałem się na psychoterapię behawioralno - poznawaczą. Uczęszczam na nią do dnia dzisiejszego. Ostatnio miałem ok. tygodniowy stan depresyjny. Po wizycie u psychoterapeuty zauważyłem u siebie obecnie trwający okres totalnie pozbawiony lęku. Coś jakby stan hipomanii. Obecnie nie stosuję żadnych leków. Nie wiem czy jest to sukces psychoterapii czy jest to spowodowane nie zdiagnozowaną chorobą afektywną. Faktem jest, że : - śpię bardzo dobrze po ok 10-12 h. - mam apetyt - nie mam natłoku myśli - nie mam nie przemyślanych wydatków - mam wrażenie że mam wszystko pod kontrolą Niepokoi mnie jedynie fakt, że nie mam ani drobiny lęku. Wcześniejsze rzeczy sprawiające mi trudność np. zakupy w hipermarkecie obecnie nie stanowią dla mnie najmniejszego problemu orz dalekie podróże itp. Nie wiem czemu ale obawiam się, że mogę mieć Chad. Czy jest to możliwe ? Czy moje objawy mogą wskazywać na w/w chorobę ? Czy może to być gwałtowny przełom w psychoterapii ? Porszę o opinię

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Nerwica depresyjna - czy jest dla mnie jakaś szansa?

Mam 19 lat i olbrzymie problemy ze sobą, ciągnie się za mną masakrycznie niska samoocena, wszystko. Teraz jestem sam i bardzo ciężko mi jest z tym, chociaż i tak uważam, że jestem do niczego, często zastanawiam się nad sensem...

Mam 19 lat i olbrzymie problemy ze sobą, ciągnie się za mną masakrycznie niska samoocena, wszystko. Teraz jestem sam i bardzo ciężko mi jest z tym, chociaż i tak uważam, że jestem do niczego, często zastanawiam się nad sensem własnej egzystencji i często myślę o śmierci, jakby to było jedyne rozwiązanie moich problemów. W rzeczywistości wiem, że to nie jest wyjście, chciałbym się cieszyć życiem, bo jestem młody i wiele przede mną. Doskwiera mi zresztą samotność. Co prawda miałem dziewczynę, ale na krótko i czułem się dosłownie z nią jak śmieć, w porę zauważyłem, że byliśmy razem tylko dlatego, że bała się samotności i skończyłem to. I tak wątpię w znalezienie kogoś, jestem zbyt egoistyczny, zatracony we własnym ja i uważam, że nie jestem przystojny, mam odstające uszy i duży nos, w prawdzie nie jest to wielki problem dla mnie, ale jednak największy kompleks mam dotyczący wzrostu. Mam 175 cm, wiem, że nie jest to mało, natomiast kiedyś straszne mi to przeszkadzało, teraz się z tym pogodziłem. Sławny piłkarz David Villa też ma 175 cm wzrostu i w życiu doszedł do czegoś, jest znany, ma dużo pieniędzy, stał się dla mnie przykładem i nie powiem, jest o wiele lepiej. Druga sprawa to nerwica, tak podejrzewam, kiedy się stresuję, mrugam oczami. Kiedyś ruszałem ramionami i machałem szyją ze zdenerwowania, niestety podłoże tego ma początek w domu. Rodzice od zawsze się kłócą, kiedyś się bili i ja, jako małe dziecko, to przeżywałem, teraz może już się nie biją, ale wyzywają. Nienawidzę w domu panującej atmosfery, nienawidzę swojego ojca, ale nie mogę nic zrobić. Oni na mnie pracują, czekam tylko, aż skończę szkołę i podejmę pracę, wtedy wyrzucę wszystko, co mi leży na sercu. Ostatnio nawet, prawie bym pobił ojca, bo chciał pobić matkę. Nienawidzę tej atmosfery, matka jest głupia, zamiast rozwieść się z ojcem, tkwi w tym bez przyszłości małżeństwie, nienawidzę jej, za to i nienawidzę tego, że jestem na ich utrzymaniu. Teraz mrugam oczami, często jak się zdenerwuję, był okres, że prawie w ogóle nie mrugałem, ale potem wracało to ze zdwojoną siłą w podstawówce i gimnazjum, strasznie mrugałem i mi ubliżali z tego powodu, wyzywając mnie, teraz też mrugam, ale zdecydowanie mniej. Teraz nie wiem, jak sobie pomóc, od 2 lat non stop mam jednego wielkiego doła, cicho mówię, czuję się niepewnie. Jak jestem w tłumie ludzi, mam ochotę uciec, stresuję się, drżą mi ręce, wydaje mi się, że wszyscy mnie śledzą i oceniają na podstawie wyglądu i często robię się przez to czerwony na twarzy, czując się, jak śmieć, jak wyrzutek społeczeństwa. I przy czym coraz bardziej odczuwam bezsens swojej egzystencji i brak szans na poprawę swojego losu, wiele razy próbowałem się zmienić, próbowałem, ale nie daję rady, starałem się poznawać ludzi, ale jestem małomówny i sam sobą ludzi odstraszam, więc się nie dziwię, że jestem sam, skoro jestem nudny i odpycham sobą ludzi. Mimo wszystko szukałem sobie zajęcia, jakieś pasji, coś, co będzie sprawiać mi radość i znalazłem, zacząłem jeździć na rowerze w dalekie trasy, kupiłem sobie sprzęt do roweru, zmodernizowałem go i zacząłem interesować się II Wojną Światową, mimo wszystko czuję się fatalnie, nie mam chęci do życia, nie mam znajomych, nie mam z kim wyjść. Mam tylko jednego "kumpla", ale on ma swoje życie, jeździ na imprezy, a ja zostaję sam, chodzę do Technikum, w klasie ludzie są w porządku, ale z nikim się tam nie zaprzyjaźniłem, czasami pogadam, ale czuję się beznadziejnie. Pragnę ludzkiego ciepła, jak każdy człowiek potrzebuję czułości i bliskości drugiej osoby, ale już nawet nie szukam, poddałem się, totalna rezygnacja, po co mam być z jakąś kobietą, skoro jestem brzydki, potem i tak zdradzi mnie z przystojnym i wysokim facetem, jak tylko nadarzy się okazja i wtedy nie ważne jest, czy ma rodzinę, dzieci, czy jest w związku, to jest smutna prawda. Nie wiem, gdzie szukać pomocy, chciałbym zmienić swoje życie, ale wewnętrzny smutek mnie ogranicza, z wiekiem będzie coraz gorzej, aż w końcu popełnię samobójstwo, bo będę aż tak zrozpaczony.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jakie leki stosować przy depresji połączonej z agarofobią?

Witam!   Od 12 lat leczę się na zaburzenia depresyjno- nerwicowe, trzy razy brałam udział w 3-miesięcznych terapiach na oddziałach dziennych, gdzie rozpoznano u mnie także osobowość borderline. Miałam także napady lęku, napady paniki oraz poczucie zupełnej depersonalizacji i obcości....

Witam!   Od 12 lat leczę się na zaburzenia depresyjno- nerwicowe, trzy razy brałam udział w 3-miesięcznych terapiach na oddziałach dziennych, gdzie rozpoznano u mnie także osobowość borderline. Miałam także napady lęku, napady paniki oraz poczucie zupełnej depersonalizacji i obcości. Brałam chyba wszystkie dostępne leki: F***, L***, S***, T***, E***, A***, C***, C***, F***, D*** C***, M***. Na początku bardzo pomogła mi F*** łączona z L***, jednak po jej odstawieniu objawy wróciły. Teraz do moich problemów doszła agarofobia, panicznie boję się wychodzić z domu, do tego strachu dochodzą objawy fizyczne (bóle głowy, uczucie gorąca, kołatanie serca, ucisk w żołądku, biegunka itp.) Nie mogę tak dalej funkcjonować ponieważ sama wychowuję dwójkę dzieci i muszę im zapewnić normalne życie. Od 15 dni biorę A*** 75SR, jednak nie czuję po nim żadnej poprawy. Czy biorę go wystarczająco długo by odczuć poprawę czy powinnam zmienić lek na M*** - bo po nim się dobrze czułam (w dawce 600mg + F*** 1mg)? Obecnie na termin u lekarza czeka się ponad miesiąc a ja muszę zacząć normalnie funkcjonować, przede wszystkim ze względu na dzieci. Bardzo proszę o szybką odpowiedź, każdy dzień jest dla mnie ważny. Z góry dziękuję, Katarzyna

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Nie mogę nawet dojeżdżać do pracy, co mi się stało?

Witam! Około 2 miesiące temu, jadąc do pracy autobusem mało zabrakło i bym w nim zemdlała. Miałam takie jakby uderzenie gorąca, mroczki przed oczami, ręce mi mrowiły i było mi słabo. Wysiadłam i jeszcze myśląc wezwałam pogotowie. W szpitalu badania...

Witam! Około 2 miesiące temu, jadąc do pracy autobusem mało zabrakło i bym w nim zemdlała. Miałam takie jakby uderzenie gorąca, mroczki przed oczami, ręce mi mrowiły i było mi słabo. Wysiadłam i jeszcze myśląc wezwałam pogotowie. W szpitalu badania wyszły ok, dali mi kroplówkę z glukozą, potem jeszcze z sodem, magnezem i chyba potasem. Jednak od tamtego momentu boję się jechać do pracy, do miasta. W ogóle czasami boję się wyjść z domu. Byłam u neurologa-psychiatry, który stwierdził u mnie nerwice lękową (boję się wsiąść do autobusu) i przepisał C*** (wg mnie on na mnie nie działa; jem go już chyba 6 tygodni i dalej nie jeżdżę autobusem). Byłam nawet u kardiologa, ale ten stwierdził u mnie tylko kołatanie serca i skoki tętna, ale jak stwierdził po EKG to na tle nerwowym. Przepisał mi B*** 5, potas raz na 3 dni i krople M*** w razie napadów duszności, uderzeń gorąca. Jednym słowem siedzę w domu już prawie 2 miesiące, jedynie gdzie wychodzę, to do rodziców (300 m), a jak sobie pomyślę, że mam jechać autobusem w stronę centrum miasta lub nawet na rowerze, to się mi cuda dzieją (ścisk w gardle, robi mi się niedobrze, boję się, kołatanie serca). Po miesiącu takiego życia wróciłam do pracy, dokładnie na jeden dzień, ponieważ 8 godzinne siedzenie w pracy jest dla mnie koszmarem. Za każdym razem boję się, że stanie się to samo co w autobusie. Proszę o pomoc, bo nikt mnie nie rozumie, a ja nie chcę się bać wyjść z domu. Muszę pracować, bo mam małe dziecko. Ja chcę pracować, tylko cały czas się boję wyjść dalej od domu. Ja mam dopiero 28 lat i boję się autobusu. Czy ja już zwariowałam?

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Dr Dominika Farley
Dr Dominika Farley
Mgr Anna Ingarden
Mgr Anna Ingarden

Ciągle słyszę głosy i leki przeciwpadaczkowe nie pomagają - co robić?

Proszę o pomoc. Od trzech lat lekarze nie są w stanie stwierdzić, co mi dolega. Mam ataki, przypominające ataki epilepsji, jednakże żadne badania nie wykazują zmian w mózgu ani żadne leki na padaczkę nie działają. Mój atak rozpoczyna się...

Proszę o pomoc. Od trzech lat lekarze nie są w stanie stwierdzić, co mi dolega. Mam ataki, przypominające ataki epilepsji, jednakże żadne badania nie wykazują zmian w mózgu ani żadne leki na padaczkę nie działają. Mój atak rozpoczyna się tak, że słuchając muzyki zaczynam odczuwać lęk, a po chwili zamiast słów muzyki słyszę jakieś głosy, wierszyk, mam wrażenie, że zawsze słyszę to samo. Początkowo głos mężczyzny, potem kobiety. Coś takiego zdarza się mniej więcej co miesiąc. Pierwszy atak w ciągu dnia jest delikatny, trwa kilka sekund, potem boli mnie głowa i odczuwam zmęczenie. Często nie kończy się jednak na jednym. Kolejne są coraz mocniejsze, dłuższe, wtedy tracę kontrolę nad sobą. Zaczynam mieć problemy z oddychaniem, pluję. Nie umiem mówić, wydaje mi się, że mówię normalnie, ale mówię niestworzone rzeczy. Nie rozumiem, co mówią do mnie inni, jestem wtedy przekonana, że mówią, to co słyszę, słyszę ich mówiących ten tekst, ale wiem, że oni tego nie mówią,ż e to tylko atak. Widzę normalnie. To mija, ale cztery razy skończyło się napadem typowym dla padaczki (drgawki, przegryzienie języka). A jakiś miesiąc temu popadłam w stan psychozy, słyszałam te rzeczy przez 3 dni, nie mogłam porozumieć się ze światem. Bolała mnie głowa, płakałam. Trafiłam do szpitala, zrobiono wszystkie badania, jakie się chyba dało. Nic nie wykazano. Ja widziałam lekarzy, rodziców, początkowo wiedziałam, że mówią coś innego niż słyszę, ale po dniu już zatraciłam się w tym. Byłam przekonana, do tej pory nie jestem pewna, o co chodziło, a mianowicie, że cały oddział neurologii mówił jakiś wierszyk. Skonsultowałam się z psychiatrą, od ponad 2 miesięcy biorę lek na nerwicę, stopniowo odstawiając wielkie dawki leków przeciwpadaczkowych. Niestety nic nie pomaga. Ja ciągle słyszę, mniej więcej co miesiąc. Ale ginekologicznie wszystko sprawdziłam, to nie ma z tym związku. Jednak często jest to po jakichś nerwowych sytuacjach, nie od razu lecz po okołu 4,5 dniach. Błagam o pomoc. Chciałabym usłyszeć jakąś diagnozę czy polecenie jakiegoś lekarza za granicą. Nie wiemy, co mi dolega, nic mi nie pomaga, a ja wciąż słyszę te okropne wierszyki. Zawsze w ciągu dnia zaczyna się, gdy słucham muzyki, zamiast słów, słyszę tego mężczyznę... próbuję zapisać co mówi, jednak potem, gdy czytam, jestem pewna, że to nie było to, co mówił... Kolejne ataki, np. drugi czy trzeci w ciągu dnia, pojawiają się nawet w ciszy, każdy kolejny jest silniejszy. Zaczęło się, gdy miałam 16 lat, po bardzo nerwowej sytuacji w rodzinie. Od tamtej pory było co raz silniejsze, co jakiś czas. Zrobię wszystko, by dowiedzieć się co mi dolega. Proszę o pomoc. Żaden z moich lekarzy nie spotkał się wcześniej z takim przypadkiem. W internecie też nie znalazłam osoby cierpiącej na coś choć ciut podobnego.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Czy to może być wynik nerwicy?

Witam! W poprzednim roku została u mnie zdiagnozowane zaburzenia lękowe z napadami paniki. Dokuczały mi wtedy głównie objawy somatyczne typu: silne duszności, ból w klatce piersiowej oraz silny lęk przed uduszeniem się. Po wykonaniu serii badań, morfologii (w normie),...

Witam! W poprzednim roku została u mnie zdiagnozowane zaburzenia lękowe z napadami paniki. Dokuczały mi wtedy głównie objawy somatyczne typu: silne duszności, ból w klatce piersiowej oraz silny lęk przed uduszeniem się. Po wykonaniu serii badań, morfologii (w normie), spirometrii (objętość płuc bardzo dobra), oraz rtg płuc (bez zmian). Od bieżącego roku towarzyszą mi inne objawy typu: - nudności, - ciągłe odbijanie się, - zawroty głowy, - bóle głowy, - częsta biegunka, - bóle żołądka, - zawroty głowy, - lęk przed wymiotowaniem (paniczny lęk przed wymiotowaniem). Ostatnio byłam na konsultacji neurologicznej, lekarz nic szczególnego mi nie powiedział, dał jedynie skierowania na dalsze badania: usg tętnic dogłowowych (które niestety nie mogę mieć przeprowadzonych, nie mam 17 lat, w poradni powiedzieli, że mogą one być od 18 lat) oraz rtg odcinka szyjnego, które będę mieć robione w lipcu. Czy mogą to być objawy refluksu? Dodam, że mam zazwyczaj niskie ciśnienie. Badania typu gastroskopia oraz innych inwazyjnych bardzo boję się przeprowadzać. Czy istnieją jakieś inne badania, które mogłabym przeprowadzić w celu zdiagnozowania co mi dolega? U internisty byłam, stwierdził, że da mi skierowanie na badanie gastroskopię. Odmówiłam. Proszę o pomoc. Z góry dziękuję! Pozdrawiam

Dlaczego cały czas ogarnia mnie nieopisany lęk?

Witam serdecznie! Mam problem, jakiś miesiąc temu miałem zły sen, obudziłem się w nocy z lękiem i może nic by się nie wydarzyło, tylko że ten lęk pozostał. Lęk ten tak troszkę od tamtego czasu "ewoluował" tzn. na początku...

Witam serdecznie! Mam problem, jakiś miesiąc temu miałem zły sen, obudziłem się w nocy z lękiem i może nic by się nie wydarzyło, tylko że ten lęk pozostał. Lęk ten tak troszkę od tamtego czasu "ewoluował" tzn. na początku lepiej z nim się czułem w pracy, teraz lepiej mi jest w domu, z tym, że jestem jakby przeczulony, takie mam lęki, że ktoś coś mi zrobi złego, zwłaszcza jestem wyczulony na jednego kolegę z pracy. Nie wiem czemu tak jest. Właściwie jak się budzę to znów jakby sobie przypominam o tym lęku, czasami jest lepiej a czasami gorzej. Dodam jeszcze, że z początku dolegliwości miałem większe takie, że nawet w kinie na filmie nie byłem w stanie wytrzymać, lęk, strach, zamulenie. Mam 26 lat i wcześniej wszystko było dobrze. Jestem osobą wrażliwą, w pracy staram się robić wszystko jak najlepiej, porażki przeżywam też bardzo. Staram się być ponad to wszystko i wciąż zastanawiam się jak to się stało, że wcześniej było OK a teraz nie. Bardzo martwię się jakimś takim brakiem odporności na stres i tym, żeby nikomu się nie narazić. Dodatkowo się stresuję jak pomyślę, że to co mi dolega może być nieuleczalne, że mogę być psychicznie chory.  Nie wiem co mam dalej robić, proszę o poradę. Z góry dziękuję.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Ból w klatce piersiowej - czy to zawał?

Kilka lat temu odczuwałam ból w klatce piersiowej. Ból głównie w mostku, nie promieniuje, nic mi nie drętwieje. Jest to uciążliwy jednostajny ból. Lekarz zrobił EKG, które nie wykazało żadnych nieprawidłowości. Stwierdził, że jest to na tle nerwowym....

Kilka lat temu odczuwałam ból w klatce piersiowej. Ból głównie w mostku, nie promieniuje, nic mi nie drętwieje. Jest to uciążliwy jednostajny ból. Lekarz zrobił EKG, które nie wykazało żadnych nieprawidłowości. Stwierdził, że jest to na tle nerwowym. Dostałam leki uspokajające i przez kilka lat był spokój. Jednak kilka dni temu ten sam ból powrócił. Dodatkowo w nocy budzi mnie pulsujący ból w klatce, który trwa kilka sekund i odpuszcza i tak przez całą noc. Jest na tyle silny, że potrafię się obudzić z tego bólu. I przez to nie przesypiam nocy, bo po prostu ból nie pozwala zasnąć. Bardzo uciążliwy i bardzo niepokojący dla mnie. Mam 35 lat, prowadzę zdrowy tryb życia, nie palę papierosów ani nie piję alkoholu. Co może być przyczyną tego nocnego bólu? Boję się, że to zawał.

Patronaty