Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Psychiatria: Pytania do specjalistów

Szukam pomocy na moje objawy – co mi dolega?

Mam 18 lat. Od paru miesięcy wstając rano, wymiotuję, cały czas czuję nudności. W czerwcu trafiłem na oddział wewnętrzny. Zrobiono mi USG, gastroskopię, kolonoskopię, pobrano wycinki z całego przewodu pokarmowego. Wyniki nic nie wskazywały, podejrzewają zespół jelita nadwrażliwego. Dali mi...

Mam 18 lat. Od paru miesięcy wstając rano, wymiotuję, cały czas czuję nudności. W czerwcu trafiłem na oddział wewnętrzny. Zrobiono mi USG, gastroskopię, kolonoskopię, pobrano wycinki z całego przewodu pokarmowego. Wyniki nic nie wskazywały, podejrzewają zespół jelita nadwrażliwego. Dali mi leki. Po wyjściu ze szpitala wszystko się uspokoiło na około 3-4 tygodnie. Tydzień temu wstając rano, czułem straszne nudności, słabość, brak siły w rękach. Zdarzyło mi się jeden raz, że nieostro widziałem. Objawy się uspokoiły popołudniu. Odłożyłem te leki, myśląc, że one coś powodują lub za długo je używam ( D***, A***, D***). Na ulotce A*** wyczytałem, że mogę mieć takie objawy, więc odstawiłem wszystkie leki na parę dni. Za 2 dni znów powróciły objawy, więc udałem się do lekarza rodzinnego, który mi zlecił zrobienie badania dna oka. Więc udałem się do okulisty i wykonałem owe badanie, które nic nie wykazało. Dziś, kiedy piszę pytanie, znów mam objawy w postaci uczucia słabości. Proszę o pomoc! Pozdrawiam! Miałem też przeprowadzone badania krwi, moczu, kału i one też nic nie wykazały!  

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

W jaki sposób pozbyć się lęku i zacząć szczerze rozmawiać z rodzicami?

Mam ogromny problem, będę świadkiem w sądzie. Sprawa jest dość trudna, bardzo się boję. Nigdy nie byłam w sądzie, ale najbardziej mi trudno z tym, że boję się powiedzieć o tym moim rodzicom. Bardzo ich kocham, liczę się z ich...

Mam ogromny problem, będę świadkiem w sądzie. Sprawa jest dość trudna, bardzo się boję. Nigdy nie byłam w sądzie, ale najbardziej mi trudno z tym, że boję się powiedzieć o tym moim rodzicom. Bardzo ich kocham, liczę się z ich zdaniem, bo oni mnie nie rozumieją są starsi, nigdy nie mieli do czynienia z prawem, z sądami. Nie chciałam być tym świadkiem, na policji mnie przesłuchano w taki sposób, że okropnie mnie zastraszano. Boję się wyjść do wszystkich. Myślę, że najlepszym wyjściem jest skończyć ze sobą, ale trzyma mnie jeszcze przy życiu to, że mam synka i kochanego męża, ale już jestem w takim załamaniu, że sobie nie radzę. Nikt mi nie pomoże, rodzina nie rozumie, mąż nie rozumie, że mogę być załamana, krzyczy na mnie, żebym się wzięła w garść, a ja nie wiem co ze sobą zrobić. Tak mnie przeraża ten sąd, że nie wiem co mam myśleć, a będę tylko świadkiem. Nie chcę by przeze mnie miał ktoś problemy, tak mi przykro i źle. Czym jest moje życie? Niczym, chwilę tylko za mną popłaczą i zapomną, po co im taka matka córka żona, niemądra wręcz głupia, nie chce mi się żyć tyle osób przeze mnie cierpi. Czy ktoś może mnie jeszcze podnieść na duchu, że jest sens życia. Ja wiem, mam rodzinę, choć ze zdrowiem też krucho. Sama po swoim toku myślenia widzę, że nie jest ze mną dobrze. Jest bardzo źle i nie liczę, że ktoś mi odpisze i pomoże. Proszę o radę jak rozmawiać z rodzicami? Mieszkam z nimi, nie wiem jak im to powiedzieć. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Cały czas odczuwam ciało obce w gardle - czy to nerwica?

Wszystko zaczęło się w styczniu, poczułam coś w gardle, a właściwie coś w okolicy prawego migdała,j akby coś tam mi siedziało i ta okropna suchość w gardle. Zgłosiłam się do lekarza, stwierdził powiększenie migdałów, dostałam antybiotyk, ale to...

Wszystko zaczęło się w styczniu, poczułam coś w gardle, a właściwie coś w okolicy prawego migdała,j akby coś tam mi siedziało i ta okropna suchość w gardle. Zgłosiłam się do lekarza, stwierdził powiększenie migdałów, dostałam antybiotyk, ale to nie pomogło. W lutym po raz kolejny poszłam do lekarza,powiedział,że on nic nie widzi,ale ja dał kolejny antybiotyk na to ''coś w gardle'',jednak też nie pomogło. Na początku marca zrobiłam wyniki krwi i wszystko wyszło niby dobrze, ale ja dalej coś w tym gardle czułam, więc zgłosiłam się do prywatnego laryngologa,który stwierdził,że nic tam w środku nie ma. Jednak ja dalej coś czuję w tym gardle, jednak od miesiąca nie w okolicy migdała, tylko w gardle, jakby uczucie ciała obcego. Oprócz tego od czasu do czasu czuję kłucie w uszach. Teraz też odczuwam jakieś inne bóle typu jakieś kłucie w łopatkach, bóle w łokciach czy kolanach. Planuję po raz kolejny iść do laryngologa. Cały czas myślę, że coś mi dolega, gdy coś mnie nowego zaboli myślę o kolejnej chorobie. Już nie wiem co robić. Cały czas mi to towarzyszy, jedynie kiedy śpię jest dobrze. Co robić?

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy jest to nerwica lękowa?

Witam! Obecnie mam 22 lata. Należę od osób transseksualnych. Jestem w trakcie zmiany płci z kobiety na mężczyznę. Od 15 roku życia cierpię na depresję - ciężko mi dokładnie sprecyzować od kiedy, ale wydaje mi się, że od tego okresu....

Witam! Obecnie mam 22 lata. Należę od osób transseksualnych. Jestem w trakcie zmiany płci z kobiety na mężczyznę. Od 15 roku życia cierpię na depresję - ciężko mi dokładnie sprecyzować od kiedy, ale wydaje mi się, że od tego okresu. Mam wsparcie w rodzinie. Jednak moje życie nigdy łatwe nie było. W domu często dochodziło do kłótni między rodzicami. Chyba jak miałem 13 lat to się rozwiedli. Z tego co pamiętam to ja i moja siostra namawialiśmy mamę na taki krok, bo z ojcem nie dało się wytrzymywać. Straszny choleryk z niego był, kłótnie o byle co. Jednak nie wydaje mi się by rozwód jakoś źle na mnie wpłynął. W wieku 15 lat moja mama wraz z siostrą dowiedziały się o mojej przypadłości, że czuję się chłopcem, a nie dziewczynką. Bardzo się bałem im o tym powiedzieć, ale zaakceptowały mnie. Muszę wspomnieć, że w tym czasie moja mama również cierpiała na depresję i chyba miała załamanie nerwowe przez ojca. Bała się sama wychodzić z domu przez jakiś czas. Także byłem obciążony i swoją depresją i mojej mamy. Ważna jest też kwestia tego, że ona od zawsze była bardzo troskliwa, obchodziła się ze mną jak z jajkiem (winą jest to, że od najmłodszych lat ciężko chorowałem i kilka razy uniknąłem śmierci, ja jednak tamtych czasów nie pamiętam). Od końca szkoły podstawowej miałem problemy w szkole. Gimnazjum zaliczałem na szybko, ledwo zdając z klasy do klasy. Kosztowało mnie to mnóstwo nerwów. Tak samo było w liceum, jednak 2 klasę powtarzałem. Stany depresyjne brały górę. Unikałem psychologów, bo mi nie pomagali. W 2 klasie straciłem też przyjaciółkę, zmarła z winy pęknięcia tętniaka. Bardzo to przeżyłem. Jednak pozbierałem się jakoś. Zdałem maturę, jednak z trudnościami. W trakcie jednego z egzaminów zaczęły się krótkie napady paniki, musiałem wychodzić z sali z nauczycielem, bo nie mogłem usiedzieć w ławce. Tłumaczyłem to jednak stresem związanym z maturą. Tak więc po maturze było niby wszystko ok. Musze też wspomnieć, iż odkąd moje sprawy związane ze zmianą płci się przeciągały, w sumie w nieskończoność, zaczęły się wybuchy agresji z mojej strony. Stałem się bardzo nerwowy. Wszystko mnie irytowało. Tuż po maturze, nie wiem, miesiąc? Miałem jechać do Gdańska na koncert z którego się bardzo cieszyłem, bo wygrałem w konkursie bilety na koncert. Już byłem w drodze, gdy nagle zrobiło mi się słabo, musiałem wyjść z autobusu. Nie wiem, nie umiem nawet tego opisać co się wtedy ze mną stało. Gdy wysiadłem z autobusu (całe szczęście nie byłem sam) po kilku chwilach, strasznie rozbolał mnie brzuch i skończyło się to biegunką. Nigdy nie miałem takiego ataku. Całe szczęście znalazłem toaletę. Ale cały czas towarzyszył mi jakiś nerw. Koniecznie chciałem wrócić do domu. Nie wiem, towarzyszył mi jakiś lęk? Nie umiem tego opisać. Po za tym, minęło już trochę czasu bo działo się to w 2009 roku. Po tym dniu byłem strasznie rozwalony, przez nie wiem, dwa, trzy tygodnie. Nie wychodziłem z domu. Płakałem. Mówiłem, że już mam dość wszystkiego. Straszna rezygnacja. Byłem przybity. Zmęczony wszystkim. Jednak powiedziałem sobie któregoś dnia: nie, nie dam się. I zacząłem z tym walczyć, wychodzić z domu (przez chwilę bałem się sam jeździć autobusami, kojarzyło mi się to z tym dniem, gdy doszło do tego pierwszego ataku). Jednak z czasem to minęło. Ale po tym przeżyciu z biegunką, miałem (nie wiem jak to nazwać, ale nazwę to potocznie) nerwicą natręctw. Musiałem najpierw iść do toalety i wysiedzieć swoje. Jeśli się nie udało, miałem poza domem lekki stres. Tłumaczyłem to tym, że przestraszyłem się tamtego dnia. I tak minął rok. Moje sprawy trochę ruszyły do przodu. Z przyczyn finansowych ciągle wszystko stało w miejscu. Jednak w 2009 roku zacząłem terapię hormonalną, szczęśliwy. Rok minął i w 2010 w październiku miałem pierwszą operację. Również bardzo mnie to uszczęśliwiło. Muszę również wspomnieć, że od jakiś 3-4 lat wycofałem się trochę z życia towarzyskiego. Winą jest też moja znajomość z moją przyjaciółką. Nie chciała nigdzie chodzić ani do kina, ani na wystawy itp. Kiedyś byłem (mimo swojego transseksualizmu) pogodnym, towarzyskim człowiekiem. Obecnie stałem się temu przeciwieństwem, wydaje mi się, że to z przyczyn depresji. Mam całą masę kompleksów. Niską samoocenę. Po maturze możnaby rzec, że cały czas w domu siedzę. Wszystko mnie zaczęło frustrować, moja sytuacja finansowa, że jestem transseksualistą, czuję się gorszy od wszystkich. I w tym roku, dokładnie 1 stycznia skończyłem na ostrym dyżurze, zabrało mnie pogotowie. Teraz wiem, że był to ostry napad paniki. Myślałem, że umieram. Dosłownie. Chciałem iść tylko do lekarza. By mnie ratowali. Na pogotowiu powiedzieli, że wszystko ok. Serce zdrowie itp. I tu, po ataku znowu rozsypka totalna. I trwa to do dzisiaj. Pojawiły się stany lękowe. Nie wychodzę sam z domu. Płaczliwość. Agresja. Frustracja. Rezygnacja. Staram się to zwalczać, bo mam plany i chcę żyć. Chcę być znów tym pogodnym facetem, który latał po mieście. Chcę iść na studia. Do pracy. Ale te lęki i te wszystkie negatywne odczucia. W dodatku symptomy fizyczne, czyli że np. serce mi dokucza. Uczucie chodzenia jakby po materacu. Często, gdy teraz zaczynam się denerwować mam dziwne uczucie, jakby odrętwienia karku. Nie wiem co to. Czy to nerwica? Czy to może być schizofrenia? Boję się, że popadłem w jakąś chorobę psychiczną, że zwariowałem. Choć w duchu mam nadzieję, że to załamanie nerwowe i uda mi się z tego wyjść. Stany lękowe moje, potrafią czasem być naprawdę bez sensu, np. że zemdleję, umrę, że coś mi się stanie. Albo np. boję się wyjść na balkon (mieszkam na 10 piętrze), bo obawiam się, że coś mi odwali i zechcę skoczyć. Nie wiem już co mam ze sobą zrobić. Proszę o jakąś poradę. Wspomnę też, że czekam na wizytę u psychologa, bo sam już chyba nie dam rady się z tym uporać. Ogranicza mnie to strasznie. Czuję się uwiązany w domu z tym wszystkim. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Boję się pisać, kiedy ludzie na mnie patrzą - do jakiego specjalisty powinnam sie udać?

Witam! Mój problem polega na tym, że boję się podpisywać i pisać w miejscach publicznych. Jak ktoś na mnie patrzy jak piszę to trzęsie mi się ręka tak bardzo, że nie jestem w stanie nic napisać. Wychodzą mi wtedy straszne...

Witam! Mój problem polega na tym, że boję się podpisywać i pisać w miejscach publicznych. Jak ktoś na mnie patrzy jak piszę to trzęsie mi się ręka tak bardzo, że nie jestem w stanie nic napisać. Wychodzą mi wtedy straszne bazgroły. Bije mi mocno serce i pocę się. Ogólnie czuję strach, jak najszybciej chciałabym uciec. Strasznie się wtedy wstydzę. Jest to dla mnie ogromny problem. Do kogo powinnam iść z tym problemem? Czy to jest fobia?

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy moja postawa życiowa świadczy o zaburzeniu osobowości?

Witam! Mam 30 lat i poważne problemy w kontaktach społecznych. Nie lubię ludzi (jako gatunku). Gardzę tymi którzy mając wolną wolę skłaniają się ku swej niższej/prymitywnej/zwierzęcej stronie osobowości. Unikam zawierania nowych znajomości i nie pielęgnuje starych. Z łatwością skreślam ludzi....

Witam! Mam 30 lat i poważne problemy w kontaktach społecznych. Nie lubię ludzi (jako gatunku). Gardzę tymi którzy mając wolną wolę skłaniają się ku swej niższej/prymitywnej/zwierzęcej stronie osobowości. Unikam zawierania nowych znajomości i nie pielęgnuje starych. Z łatwością skreślam ludzi. Palę za sobą wszystkie mosty. Miłość uważam jedynie za narzędzie natury mające za zadanie przyczynić się do zapewnienia ciągłości biologicznej gatunku. Nie uznaję wartości więzów biologicznych. Wszystkie uczucia wydają mi się puste i złudne/nietrwałe w swej naturze, ponad nie przedkładam logiczne myślenie. Potrafię wycofać i zgasić w sobie większość z nich. Nie posiadam instynktu rodzicielskiego. Nie widzę sensu w wykonywaniu jakichkolwiek czynności rytualnych. Nie potrafię radzić sobie w życiu. Nie dbam o swoje sprawy. Nie dbam o pieniądze. Seks jest dla mnie zwykłą czynnością fizjologiczną wykonywaną raczej pod wpływem przymusu biologicznego niż z własnej woli. Mam problemy ze snem. Przejawiam brak woli do działania. Nie widzę sensu w zakładaniu rodziny. Jestem introwertykiem. Nikomu nie ufam. Partnerki zawsze podejrzewam o zdradę. Nawet najlepsi przyjaciele nie znają mnie choćby w 50% . Codziennie myślę o śmierci, sensie oraz celu życia. Nieuniknioność faktu ustania biologicznej egzystencji jest dla mnie zbyt oczywista abym mógł na dłużej usunąć ją z pola świadomości. Nie potrafię się żywiołowo bawić. Większość ludzi wydaje mi się płytka i prymitywna (chociaż widzę w nich również potencjał i piękno). Pomimo stwierdzonego w profesjonalnym badaniu przeprowadzonym przez psychologa, IQ na poziomie 135 sd15, mam kompleks na punkcie swojej inteligencji. Bardzo często mam wrażenie, że mój poziom intelektualny jest mniej niż przeciętny. Bezustannie porównuję się z wszystkimi dookoła. Za każdym razem, gdy ktoś zrozumie coś szybciej lub rozwiąże jakiś problem przede mną, uznaję to za osobistą porażkę i dowód na brak inteligencji. Miewam (od dzieciństwa) poważne problemy ze skupieniem uwagi i koncentracją. Posiadam szereg dziwnych dysfunkcji, np: bezwarunkowa niemożność zapamiętania niektórych reguł ortograficznych czy też położenia kierunków geograficznych (wschód-zachód). Zdarza mi się widzieć kolory: czerwony lub niebieski, w odcieniach szarości (do momentu uświadomienia mnie o tym fakcie przez osobę trzecią). Czasami o wiele łatwiej zrozumieć mi jakąś skomplikowaną teorię fizyczną czy filozoficzną niż prostą, niemal oczywistą zależność z prawdziwego życia. Potrafię przez 2 godziny szukać np. telefonu po całym mieszkaniu, aby stwierdzić że cały czas miałem go w kieszeni. Odczuwam poważny opór przed szczerą rozmową z drugim człowiekiem, dlatego nigdy nie byłem z tymi problemami u psychologa. Czy mam podstawy do zmartwień?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Dlaczego nie lubię ludzi - czy to choroba psychiczna?

Jestem jakaś dziwna, zawsze byłam. Od dawna unikałam ludzi, zwłaszcza z mojego wieku, gdyż w szkole zawsze byłam wyśmiewana. Szkoła to była wielka udręka. Od kiedy wyjechałam na studia jeszcze bardziej nienawidzę ludzi z mojej okolicy. Sposób, w jaki oni...

Jestem jakaś dziwna, zawsze byłam. Od dawna unikałam ludzi, zwłaszcza z mojego wieku, gdyż w szkole zawsze byłam wyśmiewana. Szkoła to była wielka udręka. Od kiedy wyjechałam na studia jeszcze bardziej nienawidzę ludzi z mojej okolicy. Sposób, w jaki oni na mnie patrzą. Wydaje mi się, że życzą mi źle. Jestem bardzo niemiła dla ludzi, wręcz chamska. Wiem, że tym sposobem robię wielką przykrość rodzicom. Oni naprawę się starają bardzo, a ich córka ciągle jest niezadowolona z życia. Mam 20 lat, nie wiem, kim chce być w życiu, poszłam na studia, ale nic się nie uczę. Nic mnie nie interesuje, ciągle chce mi się płakać, nie chce mieć chłopaka, nie wychodzę nigdzie. Nie mam ochoty. Chciałabym wyjść do ludzi, ale na myśl o tym, że będę musiała spotkać niektóre osoby, rezygnuję. Dodam, iż od zawsze jestem taka. Denerwują mnie ludzie, siedzę cały czas w domu, a później wyrzuty sumienia, że będę całe życie sama. Boję się, kto się mną zaopiekuje, jak będę miała 80 lat. To nie tak, że nie lubię ludzi. Gdy szłam do kogoś z rodzicami było ok, ale gdy idę sama wydaje mi się, że się ze mnie śmieją, zachowują się całkiem inaczej. Płacze praktycznie codziennie, odczuwam lęki bez powodu, potrafię cały dzień chodzić po mieszkaniu i nic nie robić. Żyje we własnym świecie i tak naprawdę tylko tam jestem szczęśliwa. Niestety gdy się przebywa w szkole, pracy, między innymi ludźmi, trzeba zrezygnować z wyobraźni, wtedy przychodzi załamanie. Wydaje mi się, że nikt mnie nie rozumie. Ja wiem, że każdy ma kłopoty i że to tylko ludzie, ale nie mogę zrozumieć, jak oni mogą tak łatwo zapominać o wszystkim, tak łatwo wybaczać. Nie mam współczucia dla nikogo. Gdy ktoś mi się żali, potrafię powiedzieć: "Dobrze Ci tak, to Twój wybór". Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

Leczenie depresji a Hashimoto - czy nadal przyjmować leki przeciwdepresyjne?

Jestem (kobieta 51 lat) w trakcie wielomiesięcznego leczenia depresji z lękami. Na początku był V*** z M*** z dobrym skutkiem, a później po 3-miesięcznej przerwie próba innych środków. Objawy łagodniały przy kolejnych lekach (C***, potem C***, wspomagane H***) po czym...

Jestem (kobieta 51 lat) w trakcie wielomiesięcznego leczenia depresji z lękami. Na początku był V*** z M*** z dobrym skutkiem, a później po 3-miesięcznej przerwie próba innych środków. Objawy łagodniały przy kolejnych lekach (C***, potem C***, wspomagane H***) po czym nasilały się nagle. Może dodam, że nerwica wlokła się za mną latami nie utrudniając jakoś szczególnie życia, natomiast od półtora roku mam potężne problemy z napędem i z nastrojami od histerycznej rozpaczy po skrajną agresję. Obecnie zdiagnozowano u mnie chorobę Hashimoto. W związku z tym mam pytanie, czy ta diagnoza może zmienić leczenie psychiatryczne? Czy w ogóle w tym wypadku leczy się depresje jako taką? Pytanie może dziwne, ale pomimo wstępnej diagnozy endokrynologicznej, na leczenie poczekam parę miesięcy, bo nie stać mnie na kolejne wizyty prywatne, a terminy są przyszłoroczne, wiec trochę jestem przerażona. Obecnie znowu biorę V***. Do wizyty półtora miesiąca i zastanawiam się czy mam przyzwyczajać organizm do V*** i przechodzić potem odstawienie? Proszę o informacje jak się leczy zaburzenia psychiczne w przypadku, gdy występują z przyczyn Hashimoto?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Nerwica lękowa a tachykardie zatokowe - jak to leczeć?

Witam serdecznie! Jestem dwudziestodwuletnim mężczyzną z niemałym problemem. Mianowice od roku miewam problemu z napadami lęku. Pierwszy taki atak wystąpił nawet wcześniej koło 3-4 lat temu. W moim życiu miały miejsce ciężkie i bardzo trudne chwile dla mnie, często powodujące...

Witam serdecznie! Jestem dwudziestodwuletnim mężczyzną z niemałym problemem. Mianowice od roku miewam problemu z napadami lęku. Pierwszy taki atak wystąpił nawet wcześniej koło 3-4 lat temu. W moim życiu miały miejsce ciężkie i bardzo trudne chwile dla mnie, często powodujące łzy, brak chęci do życia. Jednak wszystko udało się "poukładać" należycie. Wydawałoby się, iż to koniec kłopotów, ale nic bardziej mylnego. Pierwszy poważny atak nastąpił w kolejce, bodajże za świeżym chlebem, nagle poczułem falę gorąca, serce skakało jak zwariowane, uciekłem. Dodam, że odkąd pamiętam miałem mocne rumieńce na twarzy, takie czerwone wypieki, bardzo się wstydziłem. Od roku latam po różnych lekarzach, była już morfologia x4, kał, mocz, rtg klatki piersiowej, kilkakrotne ekg, usg jamy brzusznej i ostatnio holter, którego wyniki właśnie odebrałem. Diagnoza: Tachykardie zatokowe, przyjmuję M*** 50mg. Stany lekowe nabierają na sile, nie wychodzę już prawie z domu, nawet tutaj odczuwam lęki, owszem jak się uprę to potrafię chodzić w bliskiej okolicy do późnych godzin nocnych, ale przekraczając "niewidzialną barierę" nagle czuję się nerwowy, słaby, serce wali, płytki oddech i całą resztę. Ostatnimi czasy zdarzyło mi się nie spać całą noc, na drugi dzień myślałem, że już po mnie, moje policzka były tak gorące, czerwone, serce biło jak oszalałem, zwolniło dopiero po pół tabletki M***, miałem nawet mdłości (pierwszy raz ). Sam już nie wiem czy jestem chory na coś poważnego, a nerwice sobie tylko wmawiam, czy też to właśnie nerwica płata mi takie figle. Dodam, że podczas wstawania z krzesełka odczuwam szybkie bicie serca, przy pochylaniu się uderzenia gorąca do głowy. Tych uderzeń do głowy boję się najbardziej, że dostanę wylewu bądź zawału. Proszę o radę, jakie badania jeszcze wykonać, na jaką terapię się zapisać ? Czy te uderzenia krwi do głowy są groźne i czego przyczyną mogą być? Dziękuje za odpowiedź i pozdrawiam załogę abcZdrowie.pl Zdrówka wszystkim!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy dolega mi nerwica wegetatywna?

Witam, mam 28 lat, 2 lata temu przydarzyła mi się bardzo nieprzyjemna sytuacja, a mianowicie zdrętwiało mi całe ciało, nogi, ręce, twarz i brzuch, zanim to nastąpiło, czułam silne lęki, pieczenie takie chwilowe w stopie i na ciele w różnych...

Witam, mam 28 lat, 2 lata temu przydarzyła mi się bardzo nieprzyjemna sytuacja, a mianowicie zdrętwiało mi całe ciało, nogi, ręce, twarz i brzuch, zanim to nastąpiło, czułam silne lęki, pieczenie takie chwilowe w stopie i na ciele w różnych miejscach, po tym wszystkim zachodziły takie krótkie epizody, np. drętwiały mi ręce, robiło mi się słabo, miałam uczucie duszności i do tego mrowienie od kolan w dół. Zazwyczaj w jakiejś stresującej sytuacji. Poszłam do neurologa, przepisał mi L*** i coś jeszcze, powiedział, że jak nie przejdzie, to będziemy dalej robić badania - w karcie zapisał „sm” ze znakiem zapytania. Po miesiącu brania leków poszłam na wizytę, oczywiście przeszły mrowienia itd., więc już nie zlecił mi innych badań. Do tej pory czułam się bardzo dobrze i nic mi się nie działo. Taka sytuacja z drętwieniem powtórzyła się teraz, ale tak, jakby ze zdwojoną siłą, nie mogłam przez to w ogóle funkcjonować, bo jak się zdenerwowałam, to od razu drętwiały i pociły mi ręce, robiło mi się słabo, duszno, miałam wrażenie, że umieram i do tego te głupie myśli, że zaraz w nogi coś mi się stanie, kto mnie uratuje, itd. Znowu udałam się do neurologa, ale tym razem zmieniłam lekarza - stwierdził dystonię wegetatywną, biorę C*** , A*** na noc, drętwienia ustąpiły, już się nie boję, lekarz mi bardzo solidnie wyjaśnił, na czym to polega - tylko martwią mnie te pojawiające się od czasu do czasu lekkie pieczenia i częściej w lewej nodze oraz na ciele również. Czy one będą się tak cały czas utrzymywać? Może nie przeszły, bo przerwałam 2 lata temu kurację. Czy wskazane by było badanie rezonansem? Bardzo proszę o odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

W jaki sposób powstrzymać gwałtowne wybuchy złości?

  Mam problem polegający na tym, że nie potrafię kontrolować swoich emocji, w reakcji na problemy jakie mają miejsce w moim związku. Prawie codziennie, lub 2-3 razy w tygodniu, wieczorem kiedy wraca mój partner, dochodzi miedzy nami do jakiegoś spięcia...   Mam problem polegający na tym, że nie potrafię kontrolować swoich emocji, w reakcji na problemy jakie mają miejsce w moim związku. Prawie codziennie, lub 2-3 razy w tygodniu, wieczorem kiedy wraca mój partner, dochodzi miedzy nami do jakiegoś spięcia (głównie na tle komunikacji, zawsze mieliśmy z tym problem, on często zwraca się do mnie ozywając słów, które mnie ranią lub on zrobi coś, co mnie bardzo urazi, lub nie da mi tyle uwagi ile potrzebuję). W wyniku tego spięcia ja obrażam się na niego lub zaczynam się gniewać i zaczynamy się kłócić, a kłótnia prawie zawsze kończy się moją totalną histerią, w trakcie której płaczę, rzucam przedmiotami, pakuje się do wyprowadzki, sięgam po nóż strasząc go, że sobie podetnę żyły, a przede wszystkim naprawdę, w trakcie "szczytu" tej histerii czuję się strasznie, tak bardzo źle, że szczerze życzę sobie wtedy śmierci. Po prostu w tych momentach wydaje mi się niemożliwe rozwiązanie problemów w moim związku, wydaje mi się, że nigdy nie będę z moim chłopakiem tak naprawdę szczęśliwa, że mimo że chcę mieć dzieci, to z nim to nie będzie możliwe (no bo jak zdecydować się na dzieci w takiej atmosferze w domu). I jedynym wyjściem jest tak naprawdę rozstanie a jednocześnie czuję, że nie mam w sobie siły go zostawić i być sama, dopóki kogoś znów poznam. A poza tym wciąż go jednak kocham, mimo wszystko i nie mogę odejść, a jednocześnie nie potrafimy tygodnia jednego mieć bez takich kłótni. Dlatego też, w momentach wybuchu moich emocji jednocześnie doznaję uczucia totalnej beznadziei i naprawdę chcę przestać istnieć. Co ciekawe, w ciągu dnia kiedy on jest w pracy i ja pracuję, czuję się zazwyczaj całkiem dobrze, jedynie problemem jest, że często męczą mnie bóle głowy. Ale za dnia zazwyczaj mam sporo energii do życia, jestem kreatywna, bardzo ceniona w pracy (pracuję jako konsultant dla organizacji pozarządowej zajmującej się pokojem między religiami). Mam kilku bliskich przyjaciół, którzy uważają mnie za radosną dziewczynę, ja wstydzę się zwierzać z moich histerii, bo trudno mi w ogóle to wszystko wytłumaczyć, o co chodzi itp. Potrafię w 2 godziny po wybuchu emocji i impulsywnych zachowaniach, o wszystkim tak jakby "zapomnieć" i śmiać się przy oglądaniu filmów. Rano wstaję i zaczynam życie od nowa, za dnia jestem zdrowym, pełnym optymistycznych planów na przyszłość człowiekiem. Jednak wieczorem wszystko tak łatwo może się zmienić. Myślałam, żeby iść na terapię, ale jednak nie wiem czy mogę się podjąć w tym momencie takiego zobowiązania finansowego. Wydaje mi się ciągle, że nie jest tak źle, że jednak nie muszę. Ale coraz częściej myślę, że powinnam coś zrobić, bo sytuacja się nie polepsza, ale pogarsza i nie potrafię się wyrwać z tego koła. Moje wybuchy mnie wykańczają, tak naprawdę czuję ich konsekwencje wiele dni potem. To nie może tak wiecznie trwać. Co robić?
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Szybkie bicie serca i uczucie ciężkości na szyi a nerwica

Mam 38 lat, od półtora roku dzieje się ze mną coś dziwnego, mam jakieś dziwne stany, chyba lękowe. Jest mi niedobrze, szybciej bije serce, takie uczucie ciężkości na szyi, uczucie, jakbym miał zaraz stracić przytomność. Częste ataki mam, jak przychodzi...

Mam 38 lat, od półtora roku dzieje się ze mną coś dziwnego, mam jakieś dziwne stany, chyba lękowe. Jest mi niedobrze, szybciej bije serce, takie uczucie ciężkości na szyi, uczucie, jakbym miał zaraz stracić przytomność. Częste ataki mam, jak przychodzi pora do zasypiania i leżę już w łóżku, a najgorsze objawy są, kiedy już zasnę i po godzinie przebudzę się. Wtedy serce wali mi jak oszalałe, jest mi słabo, biorę coś na uspokojenie. Muszę wstać, pójść do toalety, oddać mocz, obmyję się zimną wodą i po jakimś czasie przechodzi. Od jakiegoś czasu mierzę ciśnienie krwi i przeważnie jest dobrze, między 120-130/75-88, a czasem jak mnie to dopada, to 145/92. Choruję na dnę moczanową i zażywam M***, robiłem badania pod tym kątem, czyli kwasu moczowego, moczu, morfologii - wszystko w porządku, EKG wyszło także dobrze, cholesterol w normie.

Mój lekarz rodzinny twierdzi, że mam nadciśnienie, przepisał mi tabletki N*** i kazał zażywać po pół tabletki wieczorem. Nie wiem, czy tabletki mi pomagają, dalej mam te napady, ostatnio coraz częściej mi się zdarza przebudzić w nocy z dziwnym odczuciem głowy, jakby zaraz miało w niej coś pęknąć. Sam do siebie coś mówię, z tego co pamiętam, mówię, co mam robić, żeby to coś mi nie pękło, wstaję, idę do kuchni, chwilę się pokręcę i przechodzi... Jestem osobą, która nie pali, raz na tydzień coś tam się wypije, nie mam problemu ze sportem, z wysiłkiem, mogę pobiegać, pograć w piłkę, nic wtedy mi nie dolega, mam 182 cm wzrostu, 92 kg. Moi rodzice leczą się na nadciśnienie, ojciec jest po przebytym udarze mózgu, boję się, że mnie to także czeka. Pozdrawiam i proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Czy moje objawy wskazują na fobię?

Witam serdecznie! Od kilku lat mam lekką agorafobię, której jedynym objawem jest lęk przed otwartą przestrzenią, jak np. supermarket, pole, duża hala sportowa. Nie przeszkadzały ani nie przeszkadzają mi one w normalnym życiu. Nigdy nie miałem innych objawów tej choroby,...

Witam serdecznie! Od kilku lat mam lekką agorafobię, której jedynym objawem jest lęk przed otwartą przestrzenią, jak np. supermarket, pole, duża hala sportowa. Nie przeszkadzały ani nie przeszkadzają mi one w normalnym życiu. Nigdy nie miałem innych objawów tej choroby, jak np. lęk przed tłumem, jazdą pociągiem, podróżowaniem itd. Zawsze moim największym marzeniem było pojechać do Ameryki Północnej, chciałem zacząć czynić kroki, aby to zrealizować, jednak około roku temu nagle wpadła mi do głowy myśl, że skoro mam agorafobię, to możliwe, że nie będę mógł tam pojechać, bo lęk przed podróżowaniem jest jednym z objawów i może się pojawić, gdy będę tak daleko, a wtedy nie miałbym co zrobić itp., itd. Wtedy zacząłem się nakręcać, czytałem w Internecie różne historie na temat lęku przed dalekimi wyjazdami, szukałem wiadomości. Im więcej o tym myślałem, tym gorzej się czułem, aż teraz czuję, że nie dałbym chyba rady pojechać samemu tak daleko. Chociaż oczywiście pewności mieć nie mogę, a nie wiem, jak to sprawdzić (oczywiście inaczej niż pojechać gdzieś). Nie wiem, skąd tak nagle pojawiła się u mnie ta myśl, bo nigdy wcześniej nie miałem problemów z wyjazdami. Fakt, że nie tak daleko i nie sam, ale byłem 3 razy kilka tysięcy kilometrów od domu i przez myśl mi nie przeszło, że mógłbym czuć przed tym strach. Ironią losu jest trochę to, że ostatnio pojawiła się możliwość wyjazdu na wymianę ze studiów i teraz nie wiem, co zrobić. Z jednej strony jest szansa, że tej fobii w ogóle nie mam i ten strach to tylko efekt nakręcania oraz tego, że bardzo chciałem tego wyjazdu i sam zacząłem szukać problemów (w niektórych przypadkach tak mam). Z drugiej jednak strony możliwe jest, że faktycznie pojawił się u mnie objaw agorafobii i teraz mogę mieć problemy z wyjazdem tak daleko, a wtedy nie będę miał niestety drogi odwrotu. Wiadomo, nawet jeśli nie byłby to wyjazd na studia i nie musiałbym tam spędzić kilku miesięcy, to nie tak łatwo byłoby wrócić z innego kontynentu. A fakt, że będę tam musiał spędzić kilka miesięcy, bo inaczej nie zaliczę roku, jest trochę dobijający. Z jednej strony taka szansa się nie powtórzy, z drugiej jednak może pojawić się lęk, i co wtedy? Czy prawdopodobne jest, że nabyłem fobię przed podróżowaniem, będąc w domu, bez kontaktu z tym czynnikiem, który ma wywołać fobię, czyli dalekim wyjazdem? Czy prawdopodobne jest, że nagle po kilku latach tylko z jednym objawem agorafobii nagle zaczął się u mnie rozwijać inny, mimo iż wcześniej nie występował? Co uważa Pan/Pani za najbardziej prawdopodobne, no i co zalecił/a by Pan/Pani mi zrobić? Zaryzykować wyjazd czy nie? Jeśli tak, to co może mi pomóc w tym wyjeździe? Jakieś tabletki od psychiatry na wszelki wypadek? Czytałem trochę o różnych rodzajach terapii, np. poznawczo-behawioralnej i że jest dosyć szybka, ale jednak mam za mało czasu. Z drugiej strony jednak, nie wiem, czy mam co leczyć, nie wiem, jakie będą/mogłyby być objawy, bo nigdy jeszcze tego nie doświadczyłem. Nie mam obecnie kontaktu z psychiatrą, dlatego piszę tutaj. Sytuacja z boku może się wydawać trochę dziwna, nie wiem, czy czytelnie to opisuję, ale dla mnie to naprawdę poważny dylemat. Prosiłbym o poradę. Zależy mi, aby korzystając z Pani/Pana doświadczenia, podał/a Pan/Pani najbardziej prawdopodobny scenariusz tego, co będzie się ze mną działo podczas wyjazdu i czy Pani/Pana zdaniem możliwe jest, że ten lęk, skoro obawiam się tego w domu, pojawi się, czy raczej to tylko myśli, które nie będą miały przełożenia w rzeczywistości. Dodam tylko tak na marginesie, bo zapomniałem napisać, nie wiem, czy to istotne, ale niektórzy znajomi mówią, że to może mieć znaczenie, iż mam także lęk wysokości i trochę boję się latać samolotem (leciałem 2 razy w życiu, wtedy tylko lekki niepokój na początku, ale nic szczególnego się nie działo, jednak nadal czuję przed tym obawę). Gdy myślę o dalekim wyjeździe, akurat przelot wydaje się najmniejszym problem, zawsze można wziąć jakąś tabletkę, w końcu to tylko kilka godzin. Przepraszam za mało fachowy język, ale nie jestem specjalistą w tej dziedzinie. Liczę na pomoc. Pozdrawiam!

Dlaczego mam lęki i przestałem racjonalnie myśleć?

Pierwsze objawy były związane z utonięciem kolegi z rodzinnej miejscowości. Miałem wtedy 15 lat. Było to pierwsze zetknięcie z nieuniknionym losem człowieka. Mój organizm kompletnie się rozregulował. Falami pojawiały się napady lęku, strachu, płaczu. Dosłownie nie mogłem pojąć, co się...

Pierwsze objawy były związane z utonięciem kolegi z rodzinnej miejscowości. Miałem wtedy 15 lat. Było to pierwsze zetknięcie z nieuniknionym losem człowieka. Mój organizm kompletnie się rozregulował. Falami pojawiały się napady lęku, strachu, płaczu. Dosłownie nie mogłem pojąć, co się stało, w jednej chwili świat dziecięcy rozsypał się jak domek z kart i runął. Bardzo duże nasilenie objawów gwałtownie obniżyło moje samopoczucie i praktycznie przestałem logicznie myśleć. Natłok myśli doprowadził do tego, że ściągano mnie z okna. Ale ja kompletnie nie pamiętam tego wydarzenia. Miałem po tym wydarzeniu, aż głupio pisać, wizytę u psychiatry i przepisane leki antydepresyjne. Pomimo występujących myśli o zrobieniu sobie krzywdy, codziennie powtarzałem sobie, że to jest grzech i głupota. Stałem się bardziej religijny. Po opanowaniu napadów lęków i niemocy z ogromną ulgą mogłem przystąpić do nauki. A bardzo lubiłem szkołę. Miałem świetnych kolegów oraz lubiłem się uczyć. Po 1,5 roku doszedłem do siebie. Mogłem normalnie żyć i funkcjonować. Stałem się bardzo ambitny, przesiadywałem bardzo dużo przed książkami i w bibliotekach. Z bardzo dobrymi wynikami skończyłem gimnazjum i szkołę średnią. Bardzo dużo potrafiłem się uczyć, praktycznie całe weekendy spędzałem przy książkach. Jednak w roku 2007 zmarł mój mentor - brat ojca. Był chory na nerki. Bardzo wiele czasu z nim spędzałem i był (raczej jest ważną osobą dla mnie). W jednej chwili na wakacjach czas mi się zatrzymał. Ból, żal, rozpacz po utracie ukochanego wujka zniszczyła mi równowagę. Dodatkowo na zimę rozpocząłem studia. Dodatkowych stresów dostarczyła mi praca (pracuję jako osoba przeprowadzająca uczniów przez bardzo ruchliwą trasę). Przez kilka tygodni byłem w opłakanym stanie. Lęk, osłupienie, natłok myśli, zaraz pojawiły się cholerne myśli o zrobieniu sobie krzywdy. Zacząłem się bardziej kontrolować, na każdą czarną myśl od razu reagowałem stanem niepokoju i przywoływaniem się do porządku, modliłem się i odliczałem dni, aby jak najszybciej skończyło się to. Duże wsparcie uzyskałem u najbliższych. Zacząłem więcej spać, postanowiłem poświęcić więcej czasu na sport (kocham piłkę). Moją bronią na dni załamania było przespanie ich (bardzo polubiłem okresy wieczorne). W dzień starałem się zawsze mieć ręce pełne roboty i odsuwać od siebie złe myśli. Z czasem wrócił upragniony spokój. Zimą odżyłem. Jednak dwa kolejne lata to był istny slalom. W okresie wakacyjnym straciłem dziadka i kuzyna, który w młodym wieku rozbił się samochodem. Pomimo ponownych napadów lęku, żalu, rozpaczy i czarnych myśli za wszelką cenę starałem się utrzymać stały rytm codziennego funkcjonowania: studia, praca. Powtarzałem sobie, tylko poczekaj jeszcze trochę, a to wszystko się uspokoi i będzie dobrze. Faktycznie po roku już był spokój 2009-2011 mogłem z powrotem wrócić do intensywnej pracy, zwłaszcza studiów. Jednak w roku 2011 coś pękło. W pracy stres mnie zżerał, ciągłe napięcie (uczniowie zaczęli grać mi na nerwach i specjalnie zaczęli wychodzić pod pędzące samochody, zaczepki słowne), czułem się gorszy i wyśmiewany przez taką pracę. Okres szkolny przypominał katorgę, modliłem się o jak najszybsze zakończenie dnia roboczego. Dodatkowo na studiach zacząłem przygotowania 5. roku. Od lutego praktycznie po przyjściu do domu spędzałem czas na samej nauce i często spałem po 4-5,5 godziny. Stałem się bardziej nerwowy i wiecznie niewyspany. Wszystko robiłem w biegu. Organizm dwa razy dał mi znaki ostrzegawcze. Z dnia na dzień humor mi posępniał, huśtawka nastrojów, nerwowość, powrót czarnych myśli z przeszłości. Ale zawsze powtarzałem sobie, muszę się uczyć, bo jeszcze kilka dni i będzie odpoczynek. Po tygodniu stan się poprawiał i dalej harowałem jak wół. Apogeum nastąpiło w czerwcu. Dosłownie nie mogłem powstrzymać nerwów. Popadłem w problemy ze snem, rano brak sił i przekonanie, że w pracy nie dam rady, bo nie mam sił. Stany lękowe, nie mogłem się uspokoić, spadek samooceny, brak wiary w poprawę sytuacji i powrót do myśli o krzywdzeniu siebie oraz duża wrogość osób postronnych. Zacząłem się bać, że nerwowo nie wytrzymam i zaprzepaszczę swoje wszystkie dotychczasowe osiągnięcia. Jednak dalej starałem się utrzymać dotychczasowe tempo pracy. W końcówce czerwca skończyłem studia, w pracy przestałem na okres wakacyjny przeprowadzać dzieci. Mój stan fizyczny przedstawia się opłakanie. Praktycznie brak mi czasami sił na większy wysiłek fizyczny. Organizm nie mógł mnie zmusić objawami fizycznymi do odpoczynku, chyba znalazł inną metodę. Zaczęła nawalać mi strona mentalna. Ciągłe myśli o zrobieniu sobie krzywdy ograniczyły mój wysiłek fizyczny. Ale mam dość już widzenia jakiś pętli, skoków ze schodów. Żyję z dnia na dzień. Dużo rozmawiam o tym z rodziną i znajomymi (nie przyznaję się wprost do tych czarnych myśli). Chciałbym wrócić do stanu równowagi i najchętniej zakończyć ten rok, wykasować go z pamięci. Ten rozchwiany stan emocjonalny martwi mnie i burzy mój plan życiowy oraz spokój. Boję się, abym nie dostał ogólnego zniechęcenia i nie popadł w poważniejsze problemy natury psychologicznej. Domyślam się, że może to być objaw dużego wyczerpania organizmu oraz może depresja, która jakimiś falami nawiedza mnie co jakiś czas. Bardzo przydałaby się rada osoby fachowej w dziedzinie ludzkiej psychologii.  

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy ja mam zaburzenie obsesyjno-kompulsywne?

Moja córka ma 2,5 roku i od jakiegoś czasu miewam dziwne obrazy i myśli w głowie. Na przykład dziś, gdy robiłam obiad, patrząc na nóż, „ujrzałam” obraz, że robię coś nim, mojej córeczce, w ogóle przeraża mnie to, że mogę...

Moja córka ma 2,5 roku i od jakiegoś czasu miewam dziwne obrazy i myśli w głowie. Na przykład dziś, gdy robiłam obiad, patrząc na nóż, „ujrzałam” obraz, że robię coś nim, mojej córeczce, w ogóle przeraża mnie to, że mogę tak myśleć, że o tym myślę, że mogłabym to zrobić, choć doskonale wiem, że bym tego nie zrobiła. Mój poprzedni „obraz w myśli” był sprzed kilku dni, gdy byłam z córką na balkonie na I piętrze, obraz dotyczył tego, jak moja córka wypada przez balkon, jakbym mogła ją zrzucić, gdy ją trzymam na ręku na balkonie. Przeraża mnie to. Zupełnie inny mój problem, to takie objawy, że np. gdy oglądam jakiś film i spodoba mi się jakaś aktorka, mam ogromną obsesję przez dłuższy czas, która polega na gromadzeniu masy informacji o tej aktorce. Kolekcjonowanie nawet 2000 zdjęć tej postaci na komputerze, wtedy w każdej wolnej chwili siedzę i przeszukuję internet, aby zdobyć jak najwięcej zdjęć, poza tym staram się ją naśladować. Szukam różnych filmików z udziałem tej osoby i czuję potrzebę obejrzenia wszystkich filmów, seriali (dosłownie wszystkiego), w których zagrała. Aktorki się zmieniają co jakiś czas, lecz ta obsesja nie dotyczy nigdy mężczyzn. Nie wiem z czego to wynika, tłumaczyłam sobie to, że może to niedojrzałość. Proszę o pomoc i z góry dziękuję. Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Nerwica czy coś poważniejszego?

Witam serdecznie! Zacznę od tego, że moje problemy zaczęły się już w młodym dzieciństwie - zaburzenia hipochondryczne. Poszedłem wtedy do psychologa z rodzicami i dostałem leki, - przeszło. Przez długi czas było okej. No właśnie - do czasu, aż zostałem...

Witam serdecznie! Zacznę od tego, że moje problemy zaczęły się już w młodym dzieciństwie - zaburzenia hipochondryczne. Poszedłem wtedy do psychologa z rodzicami i dostałem leki, - przeszło. Przez długi czas było okej. No właśnie - do czasu, aż zostałem uderzony kolanem w głowę (przypadkowo podczas grania w piłkę). Nie straciłem przytomności, poczułem tylko jakby impuls przechodzący po kręgosłupie, ale zacząłem sobie wkręcać znowu różne rzeczy. Ciągłe myślenie, czy nie odczuwam właśnie jakichś objawów, wynikających z tego zdarzenia, tj. zawrotów głowy itp. No i długo nie było trzeba czekać, po jakimś miesiącu, dwóch zaczęły się nieprzyjemności. Uczucie odpływania (nigdy nie zdarzyło mi się faktycznie stracić przytomność), uczucie umierania. Obecnie jestem w takim stanie, że ciężko mi funkcjonować. W lecie pocę się niemiłosiernie, w zimie często wietrze pokój, bo mi gorąco. Chroniczne zawroty głowy, gorące uszy i twarz (rozpalenie) szczególnie późnym wieczorem, to u mnie normalność. Dodatkowo również uciążliwe drganie mięśni. Często wieczorami również łapię się na tym, że mam strasznie napięte mięśnie twarzy, gdy próbuje się rozluźnić, to mam takie dziwne odczucia zakręcenia. Najgorsze jest to, że nie mogę już normalnie funkcjonować - cały czas myślę o tym, jak się czuję, pierwszą myślą po przebudzeniu jest właśnie to, jak się czuję. Z rana jest w miarę okej, ale w trakcie upływu dnia jest coraz gorzej. Wyjście w upalną pogodę, w jakąś dłuższą trasę, to męczarnia, zaraz odczuwam potężne osłabienie, zawroty głowy, dekoncentrację, nie mogę się skupić na tym, co ktoś do mnie mówi, jak to miało miejsce parę lat temu. Robiłem podstawowe badania krwi i wszystko w normie, badania tarczycy w porządku. Dodam jeszcze, że po alkoholu, gdy wypiję ze 2 piwa to czuję się dużo lepiej. Przy większych ilościach alkoholu zupełnie przechodzą mi te wszystkie objawy (nie nadużywam jakoś specjalnie przez to alkoholu), ale na następny dzień odczuwam wszystkie możliwe objawy kaca jakie tylko mogą być, wręcz oczekuję kiedy w końcu zejdę z tego świata i aż dziw bierze, że to jeszcze nie nastąpiło, biorąc pod uwagę te wszystkie symptomy. Bardzo proszę o pomoc. Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Dolega mi DDA czy zaburzenie osobowości?

Witam! Mam 24 lata i nie wiem właściwie, co się ze mną dzieje... Teoretycznie jestem DDA, moi rodzice mają problem z alkoholem, odkąd pamiętam. Nie pochodzę z patologicznej rodziny, owszem zdarzały się sytuację w moim wczesnym dzieciństwie, kiedy nie było...

Witam! Mam 24 lata i nie wiem właściwie, co się ze mną dzieje... Teoretycznie jestem DDA, moi rodzice mają problem z alkoholem, odkąd pamiętam. Nie pochodzę z patologicznej rodziny, owszem zdarzały się sytuację w moim wczesnym dzieciństwie, kiedy nie było przysłowiowego grosza na nic, ale tak od 12-13 roku życia sytuacja w sferze finansowej była ponad przeciętną. Pamiętam sytuację, kiedy rodzice „pod wpływem” mi coś obiecywali, a później na trzeźwo wycofywali się z tego, tłumacząc, że nie pamiętają, żeby coś takiego mówili. Bardzo często jak ojciec popił, to robił mi wielogodzinne kazania na temat życia. Parę razy ratowałem moją matkę przed samobójstwem, raz nawet musiałem dzwonić po pogotowie i jechać do szpitala, bo ojciec miał to gdzieś. Do tego doszła złamana szczęka u matki po jednej z awantur, wizyty prostytutek, kiedy mama była w szpitalu i różne inne nieprzyjemne sytuacje. Od zawsze, odkąd pamiętam, ukrywałem się i dalej zresztą to robię pod wieloma maskami. Nigdy nie pozwalałem siebie poznać tak naprawdę... Wydaje mi się, że może to być związane z lękiem przed odrzuceniem, który towarzyszy mi od zawsze i to praktycznie w każdej sferze życia. Panicznie wręcz boję się tego, że jak ktoś pozna, jaki naprawdę jestem, to mnie odrzuci. Do tego dochodzi chowanie emocji w sobie i ich zmienność. W ciągu dnia emocjonalnie potrafię skakać od niesamowitej radości, poprzez myśli samobójcze, do głębokiej złości, ale nigdy tego nie pokazuję, zawsze dzieje się to we mnie, ale zdarzają się też okresy, kiedy absolutnie nic nie czuję. Nieraz miałem też sytuację, kiedy moja była dziewczyna się do mnie przytulała, a ja wewnętrznie się irytowałem i miałem ochotę ją odepchnąć, bo nie chciałem bliskości. Jeśli chodzi o moją samoocenę, to jest podobnie, raz czuję się najlepszym człowiekiem na świecie, a później nie mogę spojrzeć na swoje odbicie w lustrze. Co do myśli i zachowań autodestrukcyjnych, to zaczęły się one w wieku dojrzewania, później był kilkuletni okres ciszy i w zeszłym roku na nowo się pojawiły. Byłem dwa razy u psychiatry i raz u psychologa, w zasadzie to od nich uciekłem, tłumacząc to sobie brakiem pieniędzy. Robiłem test mmpi2 i lekarz powiedział mi, że mam wysokie pokłady agresji i jakieś zaburzenie osobowości, ale jakie to nie wiem, bo więcej do niego nie poszedłem. Brałem też leki antydepresyjne, parę razy zdarzyło mi się, że piłem alkohol podczas ich brania. Wtedy też wylądowałem na noc w szpitalu psychiatrycznym, po tym jak pociąłem sobie nadgarstki (reakcja na odrzucenie przez moją dziewczynę, która zresztą zadzwoniła po karetkę). Lekarz chciał mnie zatrzymać na obserwację, ale na własne życzenie się wypisałem. Na wypisie miałem między innymi rozpoznanie: F60.9 plus to, że byłem dysforyczny itp. Do tego doszły też samookaleczenia i inne. Leki sam odstawiłem i przez jakiś czas było lepiej, myśli tego typu pozostały, ale zachowań samobójczych już nie mam. Od roku na nowo mieszkam z rodzicami, oni nie mają pojęcia, co we mnie siedzi i co się ze mną działo (np. noc w szpitalu), bo po pierwsze i tak tego nie zrozumieją, a po drugie uważają psychiatrów/psychologów za..., nie będę tutaj używał epitetów. Dodam, że od 14 roku życia do lipca tego roku byłem w związku z dziewczyną, u której w zeszłym roku rozpoznano borderlinę. W czasie trwania naszego związku oddawałem jej całego siebie. Wręcz sam dla siebie nie istniałem, zaspokajałem jej potrzeby, a o sobie zapominałem. Bałem się, że jak tylko gdzieś pójdzie sama, to na pewno mnie zdradzi (co miało parę razy miejsce...), ale mimo wszystko i tak ślepo jej wierzyłem i wybaczałem wszystkie wyskoki. W sytuacjach mocno stresujących, szczególnie pod wpływem alkoholu, przestaję racjonalnie myśleć, mam wtedy wrażenie, że cały świat i wszyscy ludzie chcą mnie skrzywdzić itp. Przestaję sobie już z tym wszystkim radzić, bo ciągle mam wrażenie, że jestem potwornie spięty, żeby dać sobie radę z życiem, a jeśli na chwilę sobie odpuszczę, przestanę wręcz istnieć i wszystko się zawali. Aha, dodam jeszcze, że jako dziecko/nastolatek miałem dwa spotkania z psychologiem, raz w sądzie przed rozprawą, bo zostałem pobity, i raz w Gimnazjum (takie kontrolne badanie) i zawsze udawało mi się ich zmanipulować w ten sposób, że byli przekonani, że wszystko ze mną jest w porządku. Zawsze byłem określany jako wyjątkowo zdolny, ale leniwy i chyba do teraz mi to zostało. Zawsze myślałem, że zachowuję się normalnie, że tak mają wszyscy. Teraz już wiem, że tak nie jest, ale dalej mam opory, żeby iść do lekarza...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Duszności u 7-latki - jakie badania wykonać?

Proszę o poradę. Dziewczynka 7-letnia, od 2 miesięcy ma ataki duszności wieczorem. Z dnia na dzień jest coraz gorzej. Od ok. pół roku mówi, że jest jej niedobrze (wieczorami). Teraz ma nagłe ataki duszności (mówi, że nie może oddychać -...

Proszę o poradę. Dziewczynka 7-letnia, od 2 miesięcy ma ataki duszności wieczorem. Z dnia na dzień jest coraz gorzej. Od ok. pół roku mówi, że jest jej niedobrze (wieczorami). Teraz ma nagłe ataki duszności (mówi, że nie może oddychać - pokazuje na szyję, nieraz okolice serca lub brzuch), że jest jej niedobrze, robi jej się zimno, trzęsie się, mówi, że kręci się jej w głowie, wpada w panikę, boi się, że umiera, płacze, wszystko to jeszcze przed położeniem się do łóżka (w domu panuje atmosfera spokoju i wyciszenia - jesteśmy szczęśliwą rodziną). Lekarz wstępnie zdiagnozował glistę (bez badań) i przepisał lek P***, który mała zażyła (tydzień temu), ale objawy nie ustąpiły. W ciągu dnia jest bardzo żywa, dużo przebywa na dworze, ma dużo siły. Jest bardzo wrażliwa - od urodzenia, obraża się często, myśli, że inni się z niej śmieją, boi się chorób i śmierci. Panicznie bała się przedszkola, ostatnie 2 miesiące nie chodziła. W nocy zgrzyta zębami. Dodam jeszcze, że jest chuda, 128 cm i 20 kg. W ciągu dnia okaz zdrowia, a wieczorami... Boję się już każdego wieczora. Jakie badania wykonać, co to może być?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Dziwne zachowania - czy to może być nerwica?

Witam! Od jakiegoś czasu męczy mnie przymus zadawania bezsensownych, wyrwanych z kontekstu pytań, niekiedy po kilka razy pod rząd, np. do męża: „jak się masz?", „co mi powiesz?”, „jak się czujesz”, „czy kupisz mi pierścionek z brylantem”. Robię to niejako...

Witam! Od jakiegoś czasu męczy mnie przymus zadawania bezsensownych, wyrwanych z kontekstu pytań, niekiedy po kilka razy pod rząd, np. do męża: „jak się masz?", „co mi powiesz?”, „jak się czujesz”, „czy kupisz mi pierścionek z brylantem”. Robię to niejako automatycznie, bez oczekiwania na odpowiedź. Mój mąż irytuje się coraz bardziej. Przestałam oglądać wiadomości, bo wszystkie możliwe katastrofy (samochodowe, lotnicze itp.), zwłaszcza z udziałem dzieci, przeżywam potem po kilka dni lub tygodni, przy czym ze szczegółami sobie odtwarzam czarny scenariusz i wyobrażam, jak czułabym się jako rodzic, który traci dziecko. Na przykład pamiętam, że w jakiejś katastrofie lotniczej zginęło jedno niemowlę i tworzę sobie z tego całą historię. Często atakują mnie jakieś dziwne wyobrażenia, że jestem w sytuacji, w której muszę wybrać jedno z moich dzieci do uratowania i nie wiem, które wybrać i panikuję. Nie chcę o tym myśleć, ale i tak te myśli mnie atakują. Mieszkam na 9. piętrze, więc często pojawia się motyw pożaru i rozmyślania - co ja bym wtedy zrobiła. Do tego doszła obsesja na punkcie sprawdzania w nocy, czy dzieci oddychają, wyłączania wszystkiego z prądu, zakręcania kurków z gazem. Wieczorem chodzę po kilka razy do kuchni i sprawdzam, czy wszystko wyłączone i mimo że widzę, że wyłączone, nie mogę odejść i muszę sobie kilka, kilkanaście razy powtórzyć sama do siebie, że wyłączone. A i tak za chwilę wrócę i jeszcze raz sprawdzę. Ostatnio doszło do tego wyłączanie listwy od komputera i jakieś głupie wyobrażenia, że jak nie wyłączę, będzie spięcie i pożar. Denerwuje mnie ta moja dziwna skłonność i niepokoi, bo boję się, że takie rozmyślania w końcu jakąś tragedię sprowadzą. Kiedyś tak z niepokojem wyobrażałam sobie, że nagle odchodzi moja Mama, z którą miałam bardzo bliski i dobry kontakt, i rzeczywiście nagle niespodziewanie tak się stało. Czy to może być jakaś nerwica, depresja? Da się coś z tym zrobić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to normalne, że przy nerwicy lękowej odczuwam paniczny lęk i źle czuję się we własnym ciele?

  Witam! Mam 21 lat. Jestem kobietą. Od wczesnego dzieciństwa zmagam się z różnymi symptomami nerwicy. Mniej więcej 2 lata temu przybrała ona formę lęku napadowego. Przyjmowałam leki, które pomogły mi wrócić do normalności. Obecnie znów zmagam się nasileniem...

  Witam! Mam 21 lat. Jestem kobietą. Od wczesnego dzieciństwa zmagam się z różnymi symptomami nerwicy. Mniej więcej 2 lata temu przybrała ona formę lęku napadowego. Przyjmowałam leki, które pomogły mi wrócić do normalności. Obecnie znów zmagam się nasileniem objawów mej przypadłości. Od ponad tygodnia przyjmuję A*** i doraźnie L***. Jednakże tym, co najbardziej spędza mi sen z powiek, jest pewne uczucie, które towarzyszy mi podczas ataków. A zatem: bywa, że czuję się po prostu tak, jakby było mi bardzo "źle" we własnym ciele. Jakbym miała za chwilę nie wytrzymać, zwariować, sama nie wiem... Jest to pewien szczególny rodzaj "dyskomfortu", za którym natychmiastowo podąża panika, chęć "ucieczki", jak i objawy somatyczne. Chwila obecna zdaje mi się przesłaniać cały świat. Czuję się beznadziejnie, strasznie; boję się, a na myśl o kimś bliskim, o dniu jutrzejszym dostaję tylko kolejnego uczucia "katastrofy". Jednak najgorsze, a zarazem "napędzające" lęk, jest wrażenie/obawa przed tym, aby ten stan nie pozostał już na zawsze, że nawet śmierć nie mogłaby przynieść mi ulgi (choć nie myślę o samobójstwie, wręcz przeciwnie). Myśl o nieprzemijalności tego doznania jest chyba najgorsza. Zastanawiam się czy to co czuję to tylko jeden z wielu odcieni lęku, czy może coś więcej... Dodatkowym problemem jest moja wyjątkowo zaawansowana hipochondria, która (jak przypuszczam) podsuwa mi myśli o "beznadziejności" i "wyjątkowości" mego przypadku: nikt tak naprawdę nie wie, co mi jest. Mało tego, nigdy jeszcze nauka nie miała do czynienia z podobnymi objawami. Czyli w skrócie: Nie ma dla mnie ratunku. Znalazłam się w pułapce. Starałam się opowiedzieć o moich doznaniach lekarzowi psychiatrze, który mnie prowadzi, ale nie wydał się nimi zaniepokojony, mnie jednak dalej prześladują różne myśli. Dlatego też chciałam uzyskać odpowiedź na pytanie, czy rzeczywiście powinnam czuć się zaniepokojona. Z góry dziękuję za odpowiedź.

Patronaty