Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Psychiatria: Pytania do specjalistów

Dlaczego jestem cały czas smutna i boję się ludzi?

Witam! Od jakiegoś czasu miewam ciągle braki pewności siebie, nie potrafię się skopić na prostych zadaniach. Jak wychodzę do ludzi, ich obecność mnie stresuje, nie potrafię z nimi normalnie rozmawiać, tylko tak się wsłuchuję co mówią. Z tego stresu,...

Witam! Od jakiegoś czasu miewam ciągle braki pewności siebie, nie potrafię się skopić na prostych zadaniach. Jak wychodzę do ludzi, ich obecność mnie stresuje, nie potrafię z nimi normalnie rozmawiać, tylko tak się wsłuchuję co mówią. Z tego stresu, że nie rozumiem tego co mówią i odpowiadam takimi półsłówkami, bo nie wiem o co chodzi i to wygląda dziwnie, jakbym olewała i widzę zaraz to co robię, że jest bez sensu. Ciągle marudzę rodzicom, że coś mi jest a oni mówią, że się nad sobą użalam i żebym się wzięła w garść. Ja się czuję jak małe dziecko nieporadne, że nie umiem sobie poradzić w życiu, pomimo tego że mam 20 lat. Jakbym się cofnęła w rozwoju. Próbuję zwracać na siebie uwagę, robię z siebie przy tym trochę durnia, bo mam uczucie jakbym nagle straciła umiejętność normalnego rozumowania. W pracy jestem zdenerwowana, przy tym wygląda to jakbym nie cieszyła się z tego co robię. Zawsze byłam wesoła i optymistycznie nastawiona do życia, do ludzi. A teraz wydaje mi się, że nic mnie nie cieszy, pomimo że w domu mam wszystko. Zawsze rodzice o mnie dbali i niczego mi nie brakowało, nawet bym powiedziała, że miałam to co chciałam. Siedzę tylko w domu i rozmyślam nad sobą, analizuję ciągle jakieś pierdoły, zamiast się zmotywować do czegoś. Boję się nawet iść zapisać na prawo jazdy, nieraz mam przebłyski, że będzie dobrze a za chwilę zdenerwuję się i znowu wszystko mnie przygnębia, że nie dam rady i że bez sensu. Mam chłopaka, ostatnio między nami nie było za dobrze. Rozstaliśmy się w grudniu, podczas świąt. Ja poszłam na sylwestra sama, zostawiłam go, bo miałam dość już ciągłych kłamstw, bo nie był ze mną szczery, pomimo wszystkiego kochałam go bardzo mocno, ale wiedziałam, że to nie ma sensu. Chciałam sobie ułożyć życie trochę na nowo z nowym chłopakiem, którego poznałam w mojej pracy, tylko że spotykając się z nim wydawało mi się, że zależało mu tylko na seksie ze mną, bo jestem podobno piękną kobieta, tak każdy mówi. Ja ciągle myślałam, jakby to był Sebastian i nie byłam z nim szczęśliwa, w tym zamotaniu nie panowałam nad swoimi uczuciami, bo wydawało mi się, że dalej kocham Sebastiana i robię coś wbrew sobie z inna osobą. W głowie miałam dalej jego, więc zerwałam z tamtym chłopakiem i wróciłam do Sebastiana. Teraz mieliśmy dożo przeżyć, on mnie kiedyś zdradził, ja nie umiałam mu tego trochę wybaczyć. Wróciłam do niego, ale ciągle mu to wytykałam na początku. Później już nie, ale nie miałam zaufania i cokolwiek by nie zrobił podejrzewałam, że mnie okłamuje. Ja pomimo tego, że z nim jestem, czuję się ciągle źle i nie chcę ciągle mu jęczeć, że coś mi jest, bo chciałabym żeby już było fajnie i żebyśmy sobie ułożyli jakoś życie. Jemu wydaje się od razu, że coś wymyślam, bo potrafię się nie odzywać, np. tylko siedzę i analizuję siebie, nawet jak jestem w pracy zapominam, że coś miałam zrobić, napisać SMS czy coś. A jak mam napisać, to nie wiem co... Ciągle jestem smutna i potrafię płakać bez powodu... Nie chcę być taka beznadziejna. Jeszcze dodam, że od jakiegoś czasu coraz więcej myślę i bardziej się stresuję, pocą mi się stopy, mam wysokie ciśnienie i chyba trochę mi wypadają włosy bardziej niż normalnie. Jestem fryzjerką, ale to nie choroba zawodowa, bo siostra mi mówi, że sobie wymyślam, ale ja widzę, że garściami mi lecą, jak nigdy. Czuję się jak babcia stara siedząca kura w domu, bez zajęcia, zarastająca stertą ciuchów po uszy... Proszę o pomoc!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co powoduje napadowe duszności?

Witam! Mam na imię Mateusz, mam 18 lat i potrzebuję czyjejś rady. Półtora roku temu gdy siedziałem z dziewczyną, oglądałem mecz, siedzimy sobie spokojnie nagle bardzo źle się poczułem, zrobiłem się blady jak kartka papieru, cały się nagle zlałem potem,...

Witam! Mam na imię Mateusz, mam 18 lat i potrzebuję czyjejś rady. Półtora roku temu gdy siedziałem z dziewczyną, oglądałem mecz, siedzimy sobie spokojnie nagle bardzo źle się poczułem, zrobiłem się blady jak kartka papieru, cały się nagle zlałem potem, do tego mrowienie w rękach i nogach, bardzo szybki puls około 130 na minutę albo więcej, ciężki oddech, duszność i bardzo źle samopoczucie miałem wtedy 17 lat. OK pomyślałem sobie, jeśli to się powtórzy pójdę do lekarza, ale odpukać jak ręką odjął rok nic kompletnie, nagle znów powtórzyło mi się to samo, później znów to samo i znów i teraz coraz częściej lecz nie aż w tak mocno, jak ten pierwszy raz. Wystraszyłem się, że dostanę jakiegoś zawału było u mnie wiele razy pogotowie i tez nic nie wykryli, a teraz żyję w lęku, że niedługo umrę na zawał albo coś takiego zapadłem w taki stan, że nie wiem co się dzieje ze mną, tym bardziej, że sobie kilka razy zażyłem dopalaczy, ale tylko kilka razy, poszedłem do kardiologa miałem podejrzenie napadowej tachykardii serca wytworzona złą pracą nerek lub hormonów itp. Dostałem skierowanie tu i tam i zaczęło się od badań kardiologicznych, zrobiłem echo serca, dziesiątki razy ekg, holtera na 24 h na dobę, pani kardiolog, która jest dobra doktorką to akurat wiem, stwierdziła że serce mam bardzo zdrowe, żadnej wady, nic kompletnie lekkie zaburzenia wyszły na holterze ale są one tak małe każdy człowiek może takie mieć i kazała wykluczyć przyczynę od serca, więc zrobiłem usg tętnic nadnerczy i badania nerek - one też są zdrowe. Wszystko w porządku, tak więc endokrynolog został (na jeden wynik jeszcze czekam, na którym też pewnie nic nie będzie), a poza tym on stwierdził, że z tarczycą i hormonami układem krwionośnym itp. także wszystko jest ok, a ja ciągle miewam napady, troszkę słabsze takie jak opisałem wyżej. Także po wielokrotnych badaniach itp. okazało się, że jestem zdrowy i mam pytanie, skoro jestem zdrowy nie byłem tylko u psychiatry, z czym są związane te objawy? Czy może to być silna nerwica, która objawia się nawet, gdy się nie zdenerwuję czy takie napady to może być poważna nerwica, czy to też mam wykluczyć i nie iść do psychiatry? Jestem młodym człowiekiem, naprawdę się boję, co mam teraz robić, niech ktoś mi pomoże albo chociaż doradzi, bo niedługo sfiksuję. Ciągle myślę, że umrę, jak mam ten napad od razu myślę, że to zawal, mimo że serce jest ok. Miewam też skoki ciśnienia np. 180 na 110 lecz przyjmuję L***, który za bardzo nie pomaga. Jest on na zaburzenia rytmu i ciśnienie i już sam nie wiem co mi jest. Boję się, że mnie to znów dopadnie i umrę co mam robić. Bardzo będę wdzięczny za pomoc lub dobrą radę. Dziękuję z góry.

Złe samopoczucie po odstawieniu leków przeciwdepresyjnych

Witam, proszę o poradę w takiej sytuacji: miałam wypadek samochodowy, w którym przeżyłam bardzo duży stres (miałam bardzo napięte mięśnie grzbietu i karku; nie mogłam się ruszać); po 2 tygodniach pojawiła się bezsenność (nie spałam całymi nocami albo brałam lek... Witam, proszę o poradę w takiej sytuacji: miałam wypadek samochodowy, w którym przeżyłam bardzo duży stres (miałam bardzo napięte mięśnie grzbietu i karku; nie mogłam się ruszać); po 2 tygodniach pojawiła się bezsenność (nie spałam całymi nocami albo brałam lek uspokajający z grupy benzodiazepin). Brałam najpierw lek przeciwdepresyjny, który bardzo mnie wyłączył i źle na mnie działał. Odstawiłam go. Wzmogła się wtedy depresja. Dostałam też gorączki (nie wiadomo czy do końca z tego powodu czy wirusa - miałam straszny kaszel z głębi ciała). Znowu powróciły problemy ze snem - brałam lek uspokajający lub przeciwdepresyjny - i to był chyba mój błąd. Zmieniłam lek na inny antydeprersant (3x1), który strasznie mnie pobudził (miałam natłok myśli - manie), gdy połączyłam to z poprzednim antydepresantem (na sen) miałam straszne bóle głowy (zwłaszcza w okolicach oczu) i czułam się strasznie napędzona, po śnie (bardzo krótkim) czułam sie w ogóle niezmęczona i napedzona. Po 3 tygodniach natychmiast odstawiłam leki (tak zalecił lekarz). Wymiotowałam, kręciło mi sie w głowie, nie miałam siły, powróciła bezsenność. Teraz po kilku dniach mam nerwicę i czuję czasem jakąs za dużą aktywność neuronów w mózgu (jakbym sobie coś uszkodziła). Dostałam lek uspokający o dodatkowym działaniu przeciwdepresyjnym - czy mogę go brać w przypadku ew. uszkodzeń w mózgu albo zatrucia się lekami antydepresyjnymi (bo w ulotce są przeciwwskazania)? Czy ten stan minie? Nigdy się tak wcześniej nie zachowywałam, co ja mam dalej robić? Proszę o pomoc, pozdrawiam.
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Mam niepokojące objawy - czy leki psychotropowe usuną je?

Witam, od ponad pół roku biorę tabletki przeciwdepresyjne, codziennie rano boli mnie brzuch, nie mam apetytu, jestem nerwowa i boli mnie, a czasem kłuje w klatce piersiowej w okolicy serca. Chciałam się zapytać, czy tabletki psychotropowe usuwają te objawy. Jeśli...

Witam, od ponad pół roku biorę tabletki przeciwdepresyjne, codziennie rano boli mnie brzuch, nie mam apetytu, jestem nerwowa i boli mnie, a czasem kłuje w klatce piersiowej w okolicy serca. Chciałam się zapytać, czy tabletki psychotropowe usuwają te objawy. Jeśli nie, to proszę mi powiedzieć, jak mam sobie pomóc. Dopiero za miesiąc idę do lekarza i to dla mnie za długo, nie daję już rady, codziennie mnie boli. Dodam także, że jestem krótko po szpitalu, tam była mała poprawa - więcej jadłam i mogłam spać. Doskwiera mi także bezsenność, biorę leki przeciwdepresyjne, które między innymi są też na to. Dzięki nim mogę zasnąć, ale nic więcej. Mam przepisane jeszcze inne leki (brałam je już wcześniej i było tak samo), ale czy ustaną te objawy, które wymieniłam, jeśli będę brała te "stare'' leki? BARDZO PROSZĘ O PORADĘ. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Wahania nastroju - w jaki sposób sobie z nimi poradzić?

Witam! Mam 25 lat. Od jakiegoś czasu zaobserwowałem u siebie wahania nastroju, stany w których się zamykam, zamyślam zapatrzony w sufit oraz stany, w których tryskam optymizmem, chęcią do działania. Moje dzieciństwo do pewnego momentu układało się bardzo dobrze. Miałem...

Witam! Mam 25 lat. Od jakiegoś czasu zaobserwowałem u siebie wahania nastroju, stany w których się zamykam, zamyślam zapatrzony w sufit oraz stany, w których tryskam optymizmem, chęcią do działania. Moje dzieciństwo do pewnego momentu układało się bardzo dobrze. Miałem kochających i zamożnych rodziców (mój tata prowadził dobrze prosperującą firmę), dużo znajomych, zainteresowań i byłem aktywny. W pewnym momencie wszystko się jednak załamało, mój ojciec nie mógł poradzić sobie z własną osobą i pewnie jakimiś demonami przeszłości i zaczął pić, pić coraz więcej, co było bezpośrednią przyczyną rozpadu małżeństwa moich rodziców, a także konieczności spłaty długów mojego ojca poprzez sprzedanie domu i przeprowadzenie się do małego domku rodziców mojej mamy. Bardzo kocham swojego ojca, bo wiem jakim on jest dobrym, zdolnym człowiekiem i nie mogę pogodzić się z faktem, że jego życie (i całej mojej rodziny) tak się skomplikowało. Mam duże problemy w relacjach z rodziną. Niby wszystko jest ok, ale nie potrafię z nimi szczerze porozmawiać, pośmiać się, poprzytulać. Szczególnie jeżeli chodzi o relacje z moją matką, wydaje mi się że w jakiś sposób daje jej znać, że nasza sytuacja rodzinna, kłopoty ojca, to jej wina. Również z bratem nie potrafię się porozumieć, nie potrafię go wspierać w jego problemach (przede wszystkim szkolnych), a jedynie oskarżać go o kompletne lenistwo (co akurat w dużej mierze jest prawdą), mimo że wiem, że nasze problemy na jego psychikę pewnie wpłynęły jeszcze bardziej, bo rozpoczęły się, kiedy on był jeszcze bardzo mały, a ja już byłem bardziej ukształtowany. Z siostrą łączą mnie najlepsze relacje, jesteśmy prawie w tym samym wieku, razem się wychowywaliśmy, wynajmowaliśmy pierwsze mieszkanie, jednak i tak brakuje w tych relacjach ciepła i szczerej braterskiej troski z mojej strony. Wiem, że moje rodzeństwo potrafi między sobą rozmawiać na wszystkie tematy, brat zwierza się siostrze. Ja zamykam się w sobie, nie potrafię mówić o własnych problemach, zmieniam temat, udaję że jest wszystko dobrze. Rodzeństwo też nie chce ze mną rozmawiać. Czuję się samotny. Mam przyjaciół, kilka razy w roku wyjeżdżam na narty, nad morze, ale tu chodzi o coś innego - relacje z kobietami. Co najzabawniejsze, wiem, że podobam się kobietom, w liceum i na studiach wiele wzdychało na mój widok. Ale nie potrafię się otworzyć, szczerze porozmawiać, kiedy już nawiążę jakąś głębszą relację, uciekam w strachu wmawiając sobie, że to po prostu nie to. W OGÓLE NIE POTRAFIĘ MÓWIĆ O SOBIE. Nie chcę się nad sobą zachwycać, ale od zawsze inni uważali mnie za człowieka bardzo interesującego, intrygującego, inteligentnego, zdolnego i ja też siebie za takiego uważałem. Czuję, że gdzieś to umyka. Dwa tygodnie temu zmieniłem pracę, chyba na taką o jakiej marzyłem. W poprzedniej dobrze mi szło, ale panowała tam zła atmosfera, duże napięcie, duży stres. Myślałem, że jak zmienię pracę to wszystko się polepszy, ciągle mam na to nadzieję. Czuję jednak, że jeśli nie uporządkuję spraw z własną osobą, to nic mnie nie będzie cieszyło.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy może dolegać mi coś poważnego?

Mam 22 lata. Od pewnego czasu mam zawroty głowy, drżenie i drętwienie rąk oraz nóg, uczucie gorąca i zimna na przemian, lekkie duszności oraz dziwne pulsowanie na ciele w nieokreślonym miejscu (przez kilka dni towarzyszy mi dosłownie przez 24...

Mam 22 lata. Od pewnego czasu mam zawroty głowy, drżenie i drętwienie rąk oraz nóg, uczucie gorąca i zimna na przemian, lekkie duszności oraz dziwne pulsowanie na ciele w nieokreślonym miejscu (przez kilka dni towarzyszy mi dosłownie przez 24 godziny na dobę, potem uspokaja się na kilka dni i znów powraca trwając 24 godziny na dobę). Jestem pewna, że mam fobię społeczną, to raz. Za każdym razem jak wychodzę na dwór, mam wrażenie, że każdy się na mnie patrzy i wytyka palcami (mam nadwagę oraz ubieram się bardziej po „chłopięcemu”). Od kilku lat wychodzę na zewnątrz tylko wtedy, kiedy muszę, ogólnie cały czas siedzę przed komputerem. Za nic w świecie nie można było zaciągnąć mnie do pracy. Przeraża mnie fakt, że będę wśród grupy ludzi. Natomiast z drugiej strony, kiedy już zapoznam się z kimś, nie boję się rozmawiać i być sobą. Raczej przeraża mnie fakt, że będę wśród obcych osób. Do tej pory zawszę ciągam ze sobą mamę. Kiedy wychodzę na dwór, zawsze spuszczam głowę i prawie, że biegnę by tylko szybciej dojść do danego celu. Kiedyś w szkole byłam „kozłem ofiarnym”, po tym zaczęłam się „bać” ludzi. Nie boję się, że mnie skrzywdzą fizycznie, a raczej psychicznie. Myślałam, że moje szkolne doświadczenie umocniło moją psychikę, ale jak widać, bardzo się pomyliłam. Plus, miałam wrażenie, że zawsze miałam „olewczy” stosunek do tego, co ludzie o mnie powiedzą, a jednak podświadomość robiła swoje. Od zawsze byłam typem zdrowej osoby. Jeśli chorowałam, to było to zazwyczaj zwykłe przeziębienie, które leczyłam domowymi sposobami. Kiedy zaczęłam mieć lekkie duszności i mocniejsze bicie serca, od razu udałam się do lekarzy (nigdy czegoś takiego nie miałam, więc od razu panika była na pierwszym miejscu). Miałam robione EKG, Echo serca, Holter EKG - mała niedomykalność mitralna (1/4), serce prawidłowej wielkości + 200 epizodów tachykardii (co dziwne, ponieważ moje tętno zawsze było w granicach 88, kiedy mierzyłam, a to było kilkadziesiąt razy dziennie) oraz wstawki częstoskurczu nadkomorowego (do 193). Najniższe zarejestrowane tętno: 40 (fizjologiczna bradykardia); oraz niemiarowość zatokowa. Nieliczne (20) epizody arytmii nadkomorowej (pojedyncze, podwójne, potrójne) oraz arytmii komorowej (14), natomiast obie wykazywały mniej niż 0.1 wszystkich pobudzeń. Nie stwierdzono arytmii absolutnych oraz pauz dłuższych niż 1.5 sekundy. Dostałam beta-blokera oraz tabletki zawierające potas i magnez. Poza tymi badaniami w panice robiłam wszystko za koleją. Czułam się tragicznie, a wyniki wychodziły dobrze. LDH (w granicach górnej normy), ACTH (w granicach górnej normy), Morfologia 25 z rozmazem, CRP, Jonogram, Biochemia, Immunochemia, Hormony (trochę szwankowały, ale były w granicach górnych norm), USG Doppler. Kolor tętnic szyjnych i kręgowych USG jamy brzusznej (jako, że często mam biegunkę bez bólu brzucha oraz bardzo często oddaję mocz), RTG klatki piersiowej (nawet nie mam „sylwetki mitralnej”), RTG zatok (laryngolog zlecił zrobienie prześwietlenia), Posiew moczu, Wymaz z jamy ustnej i nosa oraz więcej, o których już zapomniałam - wszystko w normie poza PRL (ponad 500 - norma od 60 do 560 - niby w normie, ale bardzo blisko), Kortyzol (17 - norma do 9), OB (27 - norma od 3 do 15), cholesterol (umiarkowane ryzyko miażdżycy) oraz USG tarczycy, ślinianek i węzłów chłonnych wykazał 4 mm guzek na tarczycy. Endokrynolog stwierdził, by nic z tym nie robić... Neurolog oraz laryngolog kazali mi na stojąco zamknąć oczy oraz wyciągnąć ręce przed siebie - troszkę się chwiałam przy zamkniętych oczach, a kiedy kazali maszerować w miejscu przy zamkniętych oczach, skręciłam o 90 stopni, ale stwierdzili, że to „normalne” (mama też przy tym badaniu skręciła o 90 stopni, też ma wyniki badań w normie). Jedyne co neurolog mi przepisała to leki na lęk, natomiast źle na te proszki reagowałam. Miały uspokajać, a moje tętno po tych proszkach dochodziło do 144, okropne kołatanie serca oraz miałam nogi jak z waty. Moja mama również podobnie reaguje na ten sam lek (ma małą niedomykalność mitralną (1/4), tachykardię, częstoskurcze nadkomorowe oraz stwierdzoną arytmię - nie wiem czy komorową, czy nadkomorową - podobnie jak u mnie - oprócz arytmii). Pomimo dobrych wyników badań czuję lęk, że mam coś, czego lekarze nie wykryli, coś co nie wpływa na żadne badania i że umrę. W nocy jest prawdziwa tragedia. Pomimo, że serce bije dość wolno oraz mam tętno 64, czuję uczucie gorąca i zimna na przemian, i boję się usnąć. Czuję ten lęk, ale jak widać, nie zawsze mam przyspieszone bicie serca i szybkie tętno, kiedy czuję ten lęk. Czasami również kiedy już usypiam leżąc jak kłoda, mięśnie napinam do granic możliwości, wtedy łzawią mi oczy (nie nazwałabym tego płaczem, ale jestem tak przerażona, że oczy robią się mokre). Do tego „widzę” różne rzeczy. Najczęściej to jest jedna czarna plamka na ścianie, która zniknie, jak kilka razy pomrugam. Czasami „widzę” coś białego (jakby szatę) za drzwiami (drzwi do pokoju mają szybę na środku), ale to trwa dosłownie sekundę. Wiem, że tam nic nie ma, tak samo jak wiem, że nie ma żadnej plamki na ścianie. Nie mogę się przemóc, by iść do psychiatry (a wiem, że to raczej wskazane w moim przypadku). Jestem raczej skryta, do tej pory rodzice nie wiedzą, że w szkole byłam „kozłem ofiarnym”. Nikomu w rodzinie, ani poza nią, nie mówiłam oraz o tym, że kiedy miałam 11 lat, sąsiad obmacał moje piersi (w internecie jest dużo łatwiej cokolwiek powiedzieć, nikt nie wie, kim jestem). Nie wiem, czy to ma jakieś znaczenie, ale mama kiedyś mnie biła wszystkim, czym miała pod ręką (od kasety VHS po buty) oraz nazywała mnie cielakiem i krową (już wtedy miałam problemy z nadwagą), natomiast tata nadużywa alkoholu. Chciałabym wierzyć, że to „tylko” hipochondria zapukała do moich drzwi, ale jednak mam trudności z uspokojeniem się i zaprzestaniem robienia listy coraz to nowych badań do wykonania. Ostatnio mam dosyć tego wszystkiego i mam myśli samobójcze. Natomiast strach przed śmiercią powstrzymuje mnie od zrobienia czegokolwiek w kierunku pozbawienia siebie życia. Od pewnego czasu prowadzę dziennik. Opisuję swoje zdarzenia w dniu oraz objawy, które mi towarzyszą, kiedy się objawy nasilają, kiedy ustają, jakie to objawy, itp. Przytoczę niektóre części: „Wyszukiwanie chorób, badań; wypytywanie mamy o wyniki badań przy chorobach zagrażających życiu – nasilenie pulsowania w nieokreślonym miejscu (wrażenie pulsowania od serca do lewego kolana); niepokój, nieustanne myślenie o kolejnych badaniach wykluczających wcześniej wyszukiwane choroby; niepokój o wyniki moich badań, gdzie parametry są w górnych granicach normy, natomiast nadal w normie; przeglądanie moich wyników badań i spisywanie tych w górnych granicach normy, by je powtórzyć najszybciej jak można; osłabienie pulsowania, natomiast nie jego ustanie”. „Wyczerpanie psychiczne z powodu ciągłego niepokoju, lęku, strachu. Wrażenie limitu – myśli o skończeniu wszystkiego – myśli samobójcze; strach przed śmiercią; przed jakąś śmiertelną chorobą, którą być może mam pomimo dobrych wyników badań (oraz niektórych z lekkimi odchyleniami od normy)”. „Po raz kolejny sprawdzanie w Internecie objawów najróżniejszych chorób, dopasowywanie do moich objawów oraz spisywanie badań, które trzeba wykonać, by wykluczyć bądź potwierdzić dane choroby – uczucie kłucia na prawym obojczyku; uczucie ciężkości w mostku; kolejne nasilenie pulsowania w tej samej okolicy co poprzednio”. „Sprawdzanie reakcji źrenic w lusterku oraz równowagi z zamkniętymi oczami – trudności w utrzymaniu równowagi z zamkniętymi oczami, lekkie chwianie się, głównie na prawą stronę. Próba palec-nos, nie zawsze skuteczna. Panika, że nie trafienie opuszką palca w czubek nosa tylko nieznacznie powyżej to oznaka śmiertelnej choroby. Chęć płaczu i skończenia tego lęku. Po raz kolejny myśli samobójcze; natomiast strach przed śmiercią jest silniejszy”. „Robienie notatek, by nie zapomnieć zapisać się na wizyty u kolejnych lekarzy; RTG bądź USG najróżniejszych części ciała, które nawet nie bolą; kolejnych badań krwi. Uczucie gorąca i zimna na przemian, kiedy dowiaduję się, że na niektóre badania potrzebne jest skierowanie, którego nie dostanę od lekarza”. „Kortyzol po południu – 17; norma do 9 – obawa przed chorobą; sprawdzanie co powoduje podwyższenie kortyzolu; obsesyjne spisywanie kolejnej tury badań wykluczających bądź potwierdzających choroby związane z podwyższeniem kortyzolu. Wypytywanie o Zespół Cushinga niezależnego od ACTH, które miałam w normie. Nieznaczne uspokojenie po odpowiedzi od mamy, że przy gruczolaku/guzie nadnerczy bądź jakimkolwiek innym, OB oraz CRP byłoby znacznie podwyższone; uczucie ciężkości w okolicach zatok sitowych oraz czoła, kolejna doza kłuć na prawym obojczyku – lekka panika, ponieważ kłucie powróciło i nie przestaje – powstrzymanie się od zażycia proszku przeciwbólowego z obawy na zażywane przeze mnie inne leki i połączenie ich razem”. „Silne pulsowanie (w tych samych okolicach co wcześniej) nie ustaje; przysłuchiwanie się biciu serca za pomocą stetoskopu oraz pomiar tętna; zawroty głowy – panika, ponieważ biorę proszki od zawrotów, a teraz je odczuwam; dziwne zimne kłucie na plecach pod prawą łopatką – kolejna panika, ponieważ nie wiem, od czego”. „Zabawa z kotką – pulsowanie ustało, próba uspokojenia się nie bardzo się powiodła, ponieważ podświadomie dalej myślałam o chorobach; tętno przyspieszyło z powodu „zmęczenia” zabawą – pomiar tętna. Powrót do pokoju – kolejne nasilenie pulsowania; kłucie po lewej stronie pleców w obrębie pasa oraz pod lewą pachą; chwilowy ucisk w klatce piersiowej oraz wrażenie sekundowego braku powietrza; tętno wolne. Kolejne sprawdzenie reakcji źrenic w lusterku oraz sprawdzanie równowagi z zamkniętymi oczami plus palec-nos – po nietrafieniu dokładnie opuszką w czubek nosa poczułam okropne kłucie na lewej łopatce, pod lewą pachą oraz na prawym udzie; łzawienie oczu z powodu bezradności i ciągłego lęku, którego nie potrafię się pozbyć”. „Bardzo często pulsowanie było nieznośne; gorzej było jak siedziałam bądź leżałam na lewym boku; na prawym też cudownie nie było, natomiast jak położyłam się na brzuchu, to pulsowanie czułam bardziej w nodze niż koło serca”. „Dzień. Jak do tej pory poza tym pulsowaniem, nie odczuwam żadnych innych dolegliwości, ale wiem, że kiedy zacznie się ściemniać – zacznie się; to działa jak w zegarku, ZAWSZE zaczynam odczuwać niepokój, kiedy się ściemnia; nie potrafię powiedzieć dlaczego, aż tak się nie boję w dzień”. „Jest 22:00. Przed chwilką musiałam pójść do mamy, by wziąć proszki dla babci, o których babcia zapomniała – po powrocie zauważyłam, że czułam się zupełnie dobrze, myśląc o czymś zupełnie innym – a mianowicie: proszki dla babci – żadnego pulsowania, kłucia, zawrotów, nic (poza wredną wrastającą w policzek od wewnątrz prawą ósemką; lewa też wrasta, ale jeszcze tak tego nie odczuwam). Tylko wróciłam i zaczęłam to pisać, pulsowanie wróciło”. Przepraszam za takie rozpisanie się. Już nie wiem, co mam robić. Bardzo bym prosiła o odpowiedź. Dziękuję!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Słyszenie głosów i epilepsja: jak pomóc córce?

Witam. Córka ma 16 lat. Od dwóch lat choruje na epilepsję toniczno - kloniczną. Leczy się IMiD w Warszawie na ul. Kasprzaka. Leki jakie bierze: od półtora roku (D*** C***) rano 800, wieczorem 1000 oraz od dwóch miesięcy wprowadzamy L***....

Witam. Córka ma 16 lat. Od dwóch lat choruje na epilepsję toniczno - kloniczną. Leczy się IMiD w Warszawie na ul. Kasprzaka. Leki jakie bierze: od półtora roku (D*** C***) rano 800, wieczorem 1000 oraz od dwóch miesięcy wprowadzamy L***. Od pół roku córka zaczęła słyszeć głosy wewnętrzne oraz zewnętrzne . Jest po przebytej próbie samobójczej, udaliśmy się do lekarza psychiatry, który po przeprowadzonym wywiadzie przepisał K*** rano 300, wieczór 300 i po trzech miesiącach głosy zewnętrzne zanikły. Niestety od pięciu dni głosy nasilone wróciły i dołączyły do tego ataki oraz nieregularna temperatura (córka nie jest przeziębiona). Ta temperatura pojawia się w czasie nasilenia głosów oraz bólu głowy. Po kontakcie teraz z lekarzem psychiatrą, lekarz zasugerował, że nie ma pomysłu na dalsze leczenie. Prosimy o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Myśli samobójcze, ciagły płacz - czy to załamanie nerwowe?

Chcę się zapytać o mój stan. Czy mam załamanie nerwowe, czy tylko jakąś psychiczną chorobę... Często płacze, często się denerwuję, mam myśli samobójcze, chciałabym się zapaść pod ziemię. Często mam po prostu doła. Wiem, że mam tylko 14...

Chcę się zapytać o mój stan. Czy mam załamanie nerwowe, czy tylko jakąś psychiczną chorobę... Często płacze, często się denerwuję, mam myśli samobójcze, chciałabym się zapaść pod ziemię. Często mam po prostu doła. Wiem, że mam tylko 14 lat, ale dużo przeszłam, nie tylko w szkole (cały czas się śmieją, obgadują za plecami), ale i w domu. W domu cały czas były kłótnie, wrzaski, ale i moja idolka przeszła załamanie nerwowe i też się o nią martwiłam! Czy to są objawy załamanie nerwowego? Proszę daj mi jakąś poradę!

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Jak wyrwać się z sideł zamartwiania?

Witam! Mam 24 lata i w zasadzie całkowicie poukładane i szczęśliwe życie. Mam cudownego, kochającego męża, wspaniałą rodzinę i przyjaciół. Kończę studia, czeka mnie jeszcze jedynie poszukiwanie pracy. Ale podchodzę do tej kwestii optymistycznie. Przez otoczenie jestem odbierana jako bardzo...

Witam! Mam 24 lata i w zasadzie całkowicie poukładane i szczęśliwe życie. Mam cudownego, kochającego męża, wspaniałą rodzinę i przyjaciół. Kończę studia, czeka mnie jeszcze jedynie poszukiwanie pracy. Ale podchodzę do tej kwestii optymistycznie. Przez otoczenie jestem odbierana jako bardzo silna, pogodna i otwarta osoba. Dla przyjaciół jestem i zawsze byłam powiernikiem. Bardzo często ludzie obdarzają mnie wielkim zaufaniem, zwierzają mi się, proszą o rady. Mam wiele pasji, które rozwijam. Jestem przekonana, że moje otoczenie w życiu nie uwierzyłoby, że mam jakiś problem. To szokujące! W rzeczywistości w środku paraliżuje mnie potworny stres. Niby wszystko mi w życiu wychodzi, a miewam okresy takiego niepokoju, że nie daję sobie rady. Można powiedzieć, że ten obezwładniający stres towarzyszy mi od zawsze, niemniej jednak zaczyna mi to coraz bardziej doskwierać. Już jako dziecko często się zamartwiałam i nic się w tej kwestii nie zmieniło. Oczywiście stany takiego nieopisanego niepokoju nie trwają nieustannie, ale stale nawracają po kilku tygodniach, miesiącach spokoju. Wtedy nie mogę zebrać się w sobie, próbuję odwracać własną uwagę od swoich myśli. W gronie ludzi zapominam, a gdy jestem sama, to dławi mnie w gardle, czuję ucisk w brzuchu i chce mi się płakać. Czuję się jak sparaliżowana, nie mogę znaleźć sobie miejsca i autentycznie sprawia mi to ból. Szamotam się sama ze sobą. Wydaje mi się, że nie wytrzymam. Martwię się często rzeczami zupełnie abstrakcyjnymi. Powiedziałabym, że wymyślam sobie problemy i potwornie mnie to irytuje - jestem na siebie wściekła, że nie umiem dać sobie rady. Przykładowo, boję się, że nie będę dobrą matką i ciąża wywołuje u mnie lęk. Takich przykładów jest naprawdę wiele. A nigdy nie doświadczyłam w tej sferze jakiejś traumy, nie mam za sobą trudnych doświadczeń. Mam ogromne sumienie i bardzo idealistyczne podejście do życia. Najwięcej wymagam od siebie. Kiedy zrobię coś nie tak jak trzeba, zadręczam się - nawet jeśli nikomu nie zrobiłam tym przykrości ani żadnej krzywdy. Częściej nawet dręczę się nie tyle z powodu jakichś czynów, ale samych myśli, powiedziałabym natrętnych (mechanizm: pomyśl o czymś strasznym, a potem udręczaj się, że w ogóle mogłaś o tym pomyśleć). Sama na siebie jestem wściekła, że taka jestem, że nie potrafię stawić czoła swoim problemom. Wiem jakie ludzie mają nieszczęścia i to potęguje moje poczucie winy. Panicznie boję się chorób psychicznych i to akurat wynika z autentycznej traumy. Mąż mojej ciotki chorował na schizofrenię i jego choroba zdominowała życie rodzinne. Ciągle mówiono tylko o tym. Boję się, że unieszczęśliwię ludzi, których kocham i że sama nie będę umiała przeżyć szczęśliwie życia. Nie mam myśli samobójczych. Uważam, że to tchórzostwo. Poza tym za bardzo kocham życie i ludzi którzy są dla mnie ważni. Tylko dlaczego to życie mnie boli? Co powinnam zrobić? Bardzo proszę o radę i z góry dziękuję!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy omany wzrokowe to początek choroby psychicznej?

Mój narzeczony miał kilka dni temu omamy. W ciągu dwóch nocy zdarzyło mu się ze się obudził i widział (wydawało mu się, ale dla niego było to jak rzeczywistość), jak ja leżę obok niego i korzystając z okazji, że on...

Mój narzeczony miał kilka dni temu omamy. W ciągu dwóch nocy zdarzyło mu się ze się obudził i widział (wydawało mu się, ale dla niego było to jak rzeczywistość), jak ja leżę obok niego i korzystając z okazji, że on śpi, czatuję z kimś (domniemywał, że z jakimś mężczyzną). Po pierwszej nocy nic mi nie powiedział. A ja nawet nie zauważyłam, aby coś zmieniło się w jego zachowaniu. Przy drugim takim nocnym przywidzeniu - po około 2-3 godz. (twierdzi, że tyle czasu mogło minąć) obudził mnie. Był bardzo zdenerwowany, nakręcał się przez ten cały czas, że go zdradzam. Mimo zdenerwowania nie był agresywny, ale serce mu biło bardzo szybko i mocno, że sam się przestraszył i chyba tylko dlatego mnie obudził. Ja w pierwszej chwili chciałam wzywać karetkę, bo w ogóle nie wiedziałam o co chodzi. Dopóki go nie przekonałam, że to co "widział" nie było prawdą, patrzył na mnie bardzo zdziwiony, zaskoczony, jakby trochę przestraszony, w zasadzie po raz widziałam, żeby tak patrzył. Wysyłam go do neurologa, aby sprawdzić przyczynę. Ale może tu ktoś będzie mógł mi powiedzieć, czy może to być związane z jakąś chorobą psychiczną (tfu, tfu)? W chwili obecnej mamy dużo stresów (praca, remont mieszkania, przeprowadzka i zbliżający się ślub...). Proszę o poradę...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Leczenie zaburzeń psychicznych - jak pomóc synowi?

Pełnoletni syn na podstawie leczenia na wniosek przebywał w szpitalu. Rozpoznanie brzmi: zaburzenia schizotypowe i epizod depresji umiarkowany. Po zastosowanym leczeniu nastąpiła poprawa. Po prawie 2 miesiącach wrócił do domu. Przyjmował leki, wrócił do szkoły, pomimo 3 miesięcznej przerwy...

Pełnoletni syn na podstawie leczenia na wniosek przebywał w szpitalu. Rozpoznanie brzmi: zaburzenia schizotypowe i epizod depresji umiarkowany. Po zastosowanym leczeniu nastąpiła poprawa. Po prawie 2 miesiącach wrócił do domu. Przyjmował leki, wrócił do szkoły, pomimo 3 miesięcznej przerwy nie ma zaległości, jest bardzo zdolny, zwłaszcza z przedmiotów ścisłych, wrócił do życia rodzinnego. Jedyne co mnie martwiło to, że bronił się przed wiedzą na temat tego co się z nim działo, sposobu i możliwości leczenia. Po około 3 tygodniach przestał brać leki, później znów przestał wychodzić z domu, nie chodzi do szkoły, tym razem dba o higienę, je zazwyczaj kiedy jest sam w domu, nie odzywa się, nie utrzymuje żadnych kontaktów towarzyskich, stwierdził, że nie potrzebuje leczenia, właściwie to chyba nie chce niczego. Ma 20 lat, więc nie jest łatwo leczyć go wbrew jego woli. Jakie są możliwości, pomocy tak chorym ludziom? Czy są jakieś ośrodki dla młodzieży? Mieszkamy w małym miasteczku, więc u nas nie wiele można zrobić, właściwie to tylko umieścić w szpitalu psychiatrycznym, na podstawie kolejnego leczenia na wniosek. Czy jest szansa, że jeśli dam mu "dość dużo czasu" (nie wiem ile jeszcze to trwa, od października ubiegłego roku) to upora się z tym bez kolejnych pobytów w szpitalach? Czytałam, że można podawać lekarstwo nie w tabletkach a domięśniowo co jakiś czas. Czy taka forma też powoduje skutki uboczne w postaci bardzo silnych skurczy mięśni?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Osobowość z pogranicza - czy przyjmować leki?

Witam, mam 21 lat. Po kilku latach zmagania się ze sobą, chwiejnymi nastrojami, skłonnościami do wszelkich uzależnień, często chorobliwą nieśmiałością (choć zdarza się, że nie), nawracającymi myślami samobójczymi i wiele, wiele innych... zebrałam się w końcu na pójście do...

Witam, mam 21 lat. Po kilku latach zmagania się ze sobą, chwiejnymi nastrojami, skłonnościami do wszelkich uzależnień, często chorobliwą nieśmiałością (choć zdarza się, że nie), nawracającymi myślami samobójczymi i wiele, wiele innych... zebrałam się w końcu na pójście do psychiatry. Dowiedziałam się, że mam osobowość z pogranicza/chwiejną emocjonalnie. Dostałam A*** i jakieś leki przeciwpsychotyczne. Wciąż odkładam branie tabletek, wykupiłam je i wsadziłam głęboko do szafy. Mam wątpliwości, czy powinnam je brać, ciągle to odkładam. Raz chcę się leczyć, za chwilę uważam, że to mi zupełnie niepotrzebne. Poza tym zauważyłam, że odkąd usłyszałam diagnozę, czuję się gorzej. Czuję się usprawiedliwiona i nie wiem, czy to faktycznie choroba czy tylko maskowanie przed sobą lenistwa i chęci zamaskowania swojej przeciętności, określaniem się jako chorej. Zalecono mi także psychoterapię lub ośrodek odwykowy (którego uważam, że nie potrzebuję). Na psychoterapię bardzo chciałabym iść, ale nie mogę się dowiedzieć, czy jest możliwość odbycia jej na fundusz i czy taka psychoterapia może pomóc. Od kilku dni czuję się coraz gorzej, znów mam ochotę zostawić studia, nie wiem, co zrobić ze swoim życiem, wszystko wydaje mi się bez sensu, puste, czuję się związana, duszę się w swoim ciele, nie potrafię wyrazić emocji, które kłębią się we mnie i mam wrażenie, że za chwilę wybuchną. Coraz częściej czuję się winna za obżarstwo (które mnie uspokaja), mam ochotę dać ujście emocjom, ponownie biorąc narkotyk (bo na alkohol w towarzystwie już nie mam ochoty), często myślę o tym, że gdybym zaczęła się ciąć, to może, to dałoby jakieś ujście temu, co wprawia mnie w takie uczucie, ale nie chcę tego robić. Kiedy czuję się tak jak w opisie, chcę iść do kogoś, kto mi pomoże, ale nie jestem w stanie się ruszyć, podjąć działania... Kiedy jestem w stanie je podjąć, wtedy uważam, że jest mi to niepotrzebne. Nie wiem, co powinnam zrobić. Potrzebuję pomocy bądź tylko mi się wydaje, że jej potrzebuję... Tak czy inaczej bardzo proszę o jakąkolwiek radę, podpowiedź, co dalej, gdzie się zgłosić, co zrobić.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Fobia szkolna - w jaki sposób sobie z nią poradzić?

Witam, mam 17 lat i moje problemy ze szkołą można powiedzieć zaczęły się od zerówki. Pierwszy raz poszłam i już potem zaczęły się problemy... Wymioty, bóle głowy itp. Zawsze przed pójściem płakałam, darłam się, że nie chce iść! Może było...

Witam, mam 17 lat i moje problemy ze szkołą można powiedzieć zaczęły się od zerówki. Pierwszy raz poszłam i już potem zaczęły się problemy... Wymioty, bóle głowy itp. Zawsze przed pójściem płakałam, darłam się, że nie chce iść! Może było to spowodowane tym, iż dzieci zawsze wyśmiewały się z mojego oka (mam zeza). Potem 1. klasa to samo aż do 4. klasy. Od 4. klasy do 1. gim. miałam spokój jakoś nie bałam się chodzić, chodziłam normalnie. Niestety nie trwało to długo. 1. gim. zmiana klasy, poznanie nowych ludzi i to samo, śmiali się ze mnie (mojego oka) opuszczałam parę godzin, ale nie tak dużo. Za rok przepisałam się do następnej klasy i tam jeszcze w miarę chodziłam, ale coś pod koniec roku. Nie chciałam iść, mama chciała załatwić nauczanie indywidualne, ale niestety nic z tego nie wyszło. No i 3. klasa gim. i tu się totalnie "popsuło" nie było mnie nawet po 2 tyg. Miałam 100% opuszczonych godzin, zdałam dzięki mamie, bo chodziła do nauczycieli i jakimś cudem puścili mnie. Po skończeniu gim. Myślałam, że w końcu wszystko będzie OK, że pójdę do nowej szkoły i zacznę od początku. Rodzice załatwili mi LO, byłam pierwszy dzień, ale zrezygnowałam, bałam się, że sobie nie poradzę i również nikogo nie znałam, więc przepisali mnie do zawodówki. I tu pierwszy miesiąc i już nie chciałam chodzić. Zobaczyłam kto tam chodzi (połowa osób z gim. właśnie przez których nie chciałam chodzić). W pierwszym miesiącu jakoś przechodziłam, w drugim już mnie nie było, tylko raz byłam, aż w końcu pedagog przyszła do domu spytać, co jest że nie chodzę, powiedziałam, że rodzice przepisali mnie do zawodówki a tego nie chciałam. Po tym jak pedagog przyszła, chodziłam prawie cały miesiąc a teraz znowu nie było mnie już 2 miesiące. Najgorsze, że nie chodzę na wagary, tylko siedzę w domu i myślę, zamartwiam się, że nie byłam w szkole, że przez to nie zdam, będę miała problemy no i tak się stało, że tego roku już nie zaliczę, a obiecałam sobie wieczorem, że rano obiorę się i pójdę. A tak nie robię. Tata jak przychodzi z pracy pyta się mnie i mamy czy byłam, mówimy że byłam... aż do dzisiaj, dowiedział się, że mnie nie było. Oczywiście wszystko poszło na mamę, że to jej wina, że mnie nie puszcza do szkoły itd. Również cała rodzina uważa, że to wina mamy, że jest chora (ma depresje) i nie powinna wychowywać dzieci. Już naprawdę nie wiem co robić: czasami mam myśli samobójcze. Raz byłam o krok od podcięcia żył, ale z drugiej strony chcę żyć. Nadal wierzę, że wszytko się ułoży i będę szczęśliwa...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Na czym polegają moje problemy ze zdrowiem?

Jakiś czas temu trafiłam do szpital z powodu siniejącej lewej ręki. EKG i badanie krwi nie wykazało nic poważnego. Były podejrzenia o zespół Raynauda. Miałam zrobioną kapilaroskopię dłoni. Okazało się, że faktycznie mam wcześniej wspomniany zespół. Ogólnie jestem osobą nerwową...

Jakiś czas temu trafiłam do szpital z powodu siniejącej lewej ręki. EKG i badanie krwi nie wykazało nic poważnego. Były podejrzenia o zespół Raynauda. Miałam zrobioną kapilaroskopię dłoni. Okazało się, że faktycznie mam wcześniej wspomniany zespół. Ogólnie jestem osobą nerwową i czasami przesadnie boję się o swoje zdrowie. Od kilku dni miałam bóle głowy. Raz z jednej strony bolało, raz z drugiej. Ból był tępy i czasami zdarzało się kłucie. Po konsultacji z lekarzem okazało się, że mam niskie ciśnienie 70/90. W internecie naczytałam się o objawach guza mózgu itp. Od dwóch dni źle się czuję. Jak jestem w trakcie czytania, to często robi mi się ciemno przed oczami. Mam dziwne uczucie, tak jakbym była na karuzeli, ale do tego dochodzi takie dziwne otępienie, jakbym czasami nie wiedziała, co się dzieje (trwa to kilka sekund). Nie wiem, czy sobie wmawiam te objawy, ale bardzo się boję i właściwie tylko o tym myślę całymi dniami, to może pogarszać mój stan. Dodam również, że boli mnie w jednym punkcie w okolicach karku. Ból jest kujący i czuję go, jak ruszam szyją. Z góry dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Czuję, że nie jestem sobą... - jak wrócić do równowagi psychicznej?

Witam. Na imię mi Mariusz i mam 19 lat. Mam ogromny problem i już nie wiem, jak sobie z nim radzić. A mianowicie - jakieś 4 tygodnie temu razem z kolegami zaplanowaliśmy sobie małą domówkę w weekend. Piwko, mecze na...

Witam. Na imię mi Mariusz i mam 19 lat. Mam ogromny problem i już nie wiem, jak sobie z nim radzić. A mianowicie - jakieś 4 tygodnie temu razem z kolegami zaplanowaliśmy sobie małą domówkę w weekend. Piwko, mecze na konsoli itp. - taki męski wieczór. Zrobiliśmy małe zakupy w markecie i udaliśmy się do domu kolegi. Jakiś czas później każdy z nas otworzył sobie piwo i właśnie w tym momencie poczułem jakby uderzenie gorąca, ucisk w głowie i wrażenie, jakbym za chwilę miał zemdleć. Nie wiem jak to określić, bo to bardzo dziwne uczucie spotkało mnie pierwszy raz w życiu. Spanikowany zrobiłem kilka kroków przed siebie, myśląc, ze za chwilę to minie. Tak też się stało, ale po tym zdarzeniu cały wieczór myślałem o tym i nie dawało mi to spokoju. Następnego dnia czułem się już lepiej i nie myślałem już tak o tym. Dzień minął jak każdy inny, ale wieczorem, kiedy wyszedłem po coś do sklepu w pobliżu, odczułem dokładnie to samo, co dzień wcześniej. Nastąpiło to w sklepie. Bardzo się tego przestraszyłem i po chwili wyszedłem ze sklepu, podążając szybkim krokiem do domu. W domu jakby się troszkę uspokoiłem. Usiadłem na fotelu, napiłem się wody, ale bardzo mnie to martwiło i już nie czułem sie tak dobrze, jak wcześniej. Poprosiłem kolegę, by pojechał ze mną do szpitala. W szpitalu opowiedziałem o całym zdarzeniu i zrobiono mi badania serca, a mianowicie usg i ekg, sprawdzono mi ciśnienie (120/80) oraz zrobiono mi badanie krwi, morfologię. Wszystko było w porządku. Nie zaznaczyłem tylko, że wcześniej miałem szybkie i odczuwalne bicie serca, ale na co dzień mi to nie przeszkadzało w normalnym funkcjonowaniu, dlatego nie zwracałem na to szczególnej uwagi. Prowadziłem normalny tryb życia, jak każdy inny człowiek. Wracając do tematu. Każdego kolejnego dnia czułem się już tylko gorzej. Uczucie jakby zawrotów głowy, bezsenność, być może to przez ten stres i myśli o tym, co może mi dolegać. A dalej to już brak apetytu i brak jakiejkolwiek koncentracji. Kompletna pustka w głowie i tak do dziś. Na dodatek to uczucie strachu i obawa przed tym, że w każdej chwili może mi się coś stać. Nie cieszę się już życiem jak wtedy, wszystko przybrało szarych kolorów i tysiące myśli w głowie, co to może być. Po prostu czuję, że nie jestem sobą. Jakby umysł był oderwany od ciała. Jak gdyby ktoś we mnie był i nie chciał sobie pójść, a to co robię w danej chwili - jakby nie miało miejsca. Czuję się jak takie chodzące warzywo, dosłownie jak we śnie. W niczym nie widzę sensu i rzeczy, które do tej pory mnie cieszyły, nagle przestały. Nigdy wcześniej nie miewałem podobnych stanów. Czytałem dużo o derealizacji oraz depersonalizacji, ale nie mam przekonania, że to do końca to, wiec postanowiłem zapytać tutaj. Zawsze byłem energicznym nastolatkiem i duszą towarzystwa. Odwiedziłem neurologa, który dał mi skierowanie na TK głowy. Wykonałem badanie, a następnie udałem się do psychiatry. Psychiatra stwierdził, ze to zaburzenia nastroju i przepisał mi tabletki - ***. Po przeczytaniu ulotki kolejna obawa, bo napisane jest tam, że mogą wystąpić skutki uboczne i troszkę się ich przestraszyłem i nie przyjmuję na razie tych leków. Ale już nie daję rady, mam tego dość. Chciałbym już wrócić do normalności, bo żyć się odechciewa. Proszę o jakąś radę, bo już nie wiem co robić :( Pozdrawiam, Mariusz

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Odczuwam dziwne lęki - czy jestem chora na nerwicę?

Trzy lata temu miałam bardzo stresujący etap w życiu - przez tydzień, po dość traumatycznym wydarzeniu, miałam dziwne uczucie pobudzenia, szybkiego bicia serca - zaczynało się jak tylko otworzyłam oczy rano i trwało cały dzień. Później (po ponad tygodniu bez...

Trzy lata temu miałam bardzo stresujący etap w życiu - przez tydzień, po dość traumatycznym wydarzeniu, miałam dziwne uczucie pobudzenia, szybkiego bicia serca - zaczynało się jak tylko otworzyłam oczy rano i trwało cały dzień. Później (po ponad tygodniu bez przerwy) sytuacja się uspokoiła i objawy ustąpiły - miałam nadzieję, że nigdy nie powrócą, bo to chyba najgorsze uczucie, jakie miałam w życiu. Obecnie mam dość dużo stresu w pracy i prywatnie. Zawsze byłam impulsywna i nerwowa - łatwo mnie wyprowadzić z równowagi. Nawet nie próbowałam tego zmienić, więc bywały sytuacje, że mocno wybuchałam. Ostatnio jest trochę gorzej - wściekam się z coraz mniejszych powodów. W ostatnich dniach napada mnie paraliżujące uczucie gorąca, pocą mi się dłonie i stopy (pomimo tego że są zimne), nie mogę jeść, uciska mnie coś w karku i z tyłu głowy. Budzę się nad ranem, jak nigdy jestem wyjątkowo obudzona. Najgorsze jest wrażenie, że wali mi serce - dużo za szybko i mam ciężar w klatce piersiowej. Trwa to czasem kilka godzin - nie utrzymuje się cały dzień, jak wcześniej. Jestem wtedy zdezorientowana i ciężko mi zebrać myśli i się wysłowić. Czasem w połowie zdania nie wiem po prostu co powiedzieć i muszę złapać głęboki oddech, bo mnie „zatyka”. Mrowią mnie dłonie i twarz. Mam też trochę gorszą koordynację ruchową i np. ciężej mi jest trzymać kubek lub długopis - strasznie mnie to niecierpliwi. Nie mam na nic siły, nic mi się nie chce, najchętniej zostaję w domu. Mam dość odpowiedzialną pracę, a nawet ważne obowiązki ciągle odkładam na później. Jak mam się z kimś spotkać - dążę do spotkania w moim mieszkaniu. Jeden raz musiałam przysiąść na podłodze - wszystko w twarzy mi pulsowało, miałam bardzo bolesny skurcz w brzuchu i czułam ogromny strach. Nie byłam w stanie się ruszyć. Chciałabym wiedzieć, na ile to poważne objawy - wiem, że moje zachowanie nie jest normalne, ale może np. po prostu przejdzie, jak sytuacja się trochę uspokoi? Czy to już duży problem, czy po prostu skutki stresu? Bardzo proszę o konkretną ocenę sytuacji - wiem, że standardową odpowiedzią jest „proszę udać się do lekarza”, ale chciałabym najpierw wiedzieć, jaka jest skala mojego problemu. Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Co powoduje stan przewlekle złego samopoczucia?

Mam 38 lat. Ostatnio nie najlepiej się czuję. Już od dłuższego czasu miewam jakieś zachwiania, tzn. jakby mnie lekko kołysało. Nie są to mocne zawroty głowy (takowe miałam ze dwa razy, tak raz na rok, że w ogóle przez cały...

Mam 38 lat. Ostatnio nie najlepiej się czuję. Już od dłuższego czasu miewam jakieś zachwiania, tzn. jakby mnie lekko kołysało. Nie są to mocne zawroty głowy (takowe miałam ze dwa razy, tak raz na rok, że w ogóle przez cały dzień nie mogłam wstać z łóżka) lecz czuję jakbym "chodziła po gąbce". Oprócz tego czasami jakoś dziwnie mi się oddycha. Jak zasypiam to chwilowo bardzo silnie wzdrygam (mówił mi o tym mąż) i budzę się na chwilkę z braku tchu. Potem już dobrze i nawet całą noc bez problemu przesypiam. Pytałam lekarza rodzinnego, zlecił i miałam jakieś badania: ogólne krwi i moczu, u laryngologa, u okulisty, również RTG kręgosłupa, EKG i wszystko niby dobrze i w granicach normy. Lekarze stawiają to na objawy niskiego ciśnienia, bo faktycznie takowe posiadam (90/60). Oprócz tego dosłownie mega - dokuczają mi wzdęcia, już nie wiem co mam jeść, aby ich nie odczuwać. I tak na przemian wzdęcia plus "bujawka" aż czasami odechciewa się żyć. Tak naprawdę to chyba nie było ani jednego dnia w moim życiu, abym się wyśmienicie czuła od samego rana do samego wieczora. Ja jednak sama, może mylnie, ale dopatruję się także symptomów jakiejś nerwicy. Otóż zauważyłam, ze w chwili kiedy jestem czymś bardzo mocno zajęta, mam "zaprzątniętą głowę", czy też np. prowadzę auto - nie czuję żadnych objawów. A na koniec dodam, ze kiedy mi coś dolega (mam tak od dzieciństwa) mocno uszczypnę się (dosłownie), lub uderzę (albo np. oparzę) objawy mijają. Występujące wówczas np. objawy wzdęć (mdłości itp.) mijają na skutek odczuwalnego "innego" bólu. Co to jest? Nie miałam robionych badań głowy, a może tam zaczyna coś się dziać? Na skutek życia w ciągłym stresie? Co powinnam zrobić? Czy to co opisałam powyżej wygląda poważnie? Pozdrawiam!

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Leki przeciwdepresyjne - skutki odstawienia i starania o ciążę

Dzień dobry:) Właśnie tydzień temu odstawiłam P***, który brałam ponad półtora roku. Pomógł mi on przezwyciężyć stany lękowe, napady paniki, kołatania serca, duszności i inne podobne stany, jakie ogarniały mnie w sklepie, kościele, autobusie... na co dzień. Przez...

Dzień dobry:) Właśnie tydzień temu odstawiłam P***, który brałam ponad półtora roku. Pomógł mi on przezwyciężyć stany lękowe, napady paniki, kołatania serca, duszności i inne podobne stany, jakie ogarniały mnie w sklepie, kościele, autobusie... na co dzień. Przez ten czas, jak przyjmowałam P***, wszystko to minęło, przynajmniej w 90% - pozwoliło mi to wreszcie normalnie funkcjonować i cieszyć się życiem, przynajmniej przez półtora roku... Podjęłam decyzję o odstawieniu leku (pod nadzorem lekarza), ponieważ chciałabym się starać o dziecko... Niestety od czasu, gdy przestałam przyjmować leki, czuję się znowu źle: notorycznie kręci mi się w głowie, ogarnia mnie apatia, mam kołatanie serca i czuję się "rozbita od środka". Czy to "tylko" skutki odstawienia i reakcja organizmu na brak substancji, do której się przyzwyczaił czy może oznaczać to, że wszystko wróci do stanu "sprzed" leczenia...? Bardzo boję się w tym stanie decydować na ciążę, boję się, że nie dam rady psychicznie i fizycznie pokonać tego... Jeżeli jest to efekt "odstawienia", to jak długo może się utrzymywać? A jeżeli nie, to czy istnieją jakieś leki w miarę "bezpieczne", które można przyjmować w ciąży, a które nie będą stanowić zagrożenia i ryzyka dla płodu? Jak sobie poradzić w tej sytuacji? Pozdrawiam

Odstawienie leków przeciwdepresyjnych - skutki uboczne

Mam pytanie: miesiąc temu odstawiłam lek przeciwdepresyjny asertin 50. Po odstawieniu leku stałam się bardzo nerwowa, płaczliwa. Byle co mnie denerwuje. Mam wrażenie, że nie mam sił, jak gdyby pogorszyła mi się kondycja. Szybko się męczę. W czasie brania leku...

Mam pytanie: miesiąc temu odstawiłam lek przeciwdepresyjny asertin 50. Po odstawieniu leku stałam się bardzo nerwowa, płaczliwa. Byle co mnie denerwuje. Mam wrażenie, że nie mam sił, jak gdyby pogorszyła mi się kondycja. Szybko się męczę. W czasie brania leku tak nie miałam. Asertin brałam przez rok. Zrobiłam sobie nawet badania morfologii czy czasem nie mam anemii (wyniki są dobre). Byłam u lekarza, ona na to przepisała mi metocard 50, na te przyspieszone serce. Nie chcę brać znowu jakiś tabletek i się uzależniać. Co mam robić? Czy te odstawienia objawy miną? Proszę o odpowiedź.

Zdiagnozowano u mnie nerwicę, ale boję się, że to poważna choroba psychiczna – czy to możliwe?

Witam! Mam zdiagnozowaną nerwicę, fobię społeczną. Biorę *** i jestem już po drugiej sesji terapii. Na razie psycholog zbiera informacje o mnie i analizujemy moje życie. Wszystko zaczęło się od tego, że nagle i nagminnie zacząłem się peszyć...

Witam! Mam zdiagnozowaną nerwicę, fobię społeczną. Biorę *** i jestem już po drugiej sesji terapii. Na razie psycholog zbiera informacje o mnie i analizujemy moje życie. Wszystko zaczęło się od tego, że nagle i nagminnie zacząłem się peszyć i wstydzić, popatrzenie komuś w oczy było i jest okropne, to podobne uczucie do patrzenia w bezchmurne niebo latem, zaraz mnie razi i opuszczam wzrok, no i czuję też takie mrowienie w okolicach oczu. Z czasem było coraz gorzej, pojawiły się lęki i towarzyszące im objawy, tj. mocne bicie serca, pocenie się, szum w uszach, wyostrzenie wszystkich zmysłów, fale przepływającego gorąca, nagły i wysoki wzrost ciśnienia, przyspieszony oddech, czasem drżenie rąk. Te wszystkie objawy połączone z lękiem są nie do wytrzymania podczas ataku, to kompletny odlot, paraliż ciała i umysłu. Jako dziecko i nastolatek byłem wychowywany bezstresowo i wyręczano mnie z praktycznie wszystkiego, był to kompletny brak samodzielności. Żyłem i żyję w wysokim stresie odkąd pamiętam, w dzieciństwie dorastałem w obecności dzieci z rodzin patologicznych, które mnie nie lubiły, bo ja zawsze wszystko miałem, nie chodziłem brudny i głodny, itd., itp. Mój kolejny problem nerwowy to pijący ojciec, z jednej strony go lubię, a z drugiej nienawidzę za to, że pije. Zawsze też miałem niski poziom własnej wartości i do dziś go mam. Kompletny brak wiary w siebie, myślenie, że nie dam rady, nie potrafię, a po co to robić, jestem beznadziejny, bezwartościowy, nie mający nic do zaoferowania i to wszystko na każdym polu zawodowym (teraz nie pracuję) jak i towarzyskim. Dziś moje życie wygląda okropnie, siedzę praktycznie w domu, boje się ludzi, boję się wychodzić z domu, a jak muszę, omijam zatłoczone miejsca, na tym *** jest lepiej, nie ma większości objawów ciała - bicie serca, pocenie się, stres i lęk są mniejsze, ale dalej się peszę i wstydzę, i właśnie dochodzę do meritum. Mam jeden objaw, który doprowadza mnie do obłędu i jeszcze o nim nie powiedziałem mojemu psychologowi, okropnie się boję, że to np. schizofrenia, jak miewam atak i dzieje się to przy tym peszeniu i wstydzeniu się, to mam wrażenie, że widzę, gdy z kimś rozmawiam, że ta osoba ma nieprzyjemny wyraz twarzy, jakby patrzyła na mnie z obrzydzeniem albo że nie chce ze mną rozmawiać, no ma po prostu mnie gdzieś, coś w tym stylu, nie jest łatwo to tak wytłumaczyć, dodam, że jak się uspokajam albo jestem spokojny i nie zaczynam mojego głupiego myślenia typu (o co ta osoba zapyta, co powiedzieć, nie mam co powiedzieć i takie tam podobne), to jak peszenie się znika i ogólnie atak też znika, to tego mojego widzenia nie ma. Bardzo proszę o poradę, co to może być.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Patronaty