Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Psychiatria: Pytania do specjalistów

Boję się choroby psychicznej - co mam robić?

Najpierw zacznę od tego, że mam 13 lat, jestem dziewczyną, naprawdę potrzebuję odpowiedzi i nie chcę, by pytanie było opublikowane. Chodzi o to, że boję się chorób psychicznych. Boję się np. schizofrenii, kiedyś bałam się opętania. Sądzę, że to...

Najpierw zacznę od tego, że mam 13 lat, jestem dziewczyną, naprawdę potrzebuję odpowiedzi i nie chcę, by pytanie było opublikowane. Chodzi o to, że boję się chorób psychicznych. Boję się np. schizofrenii, kiedyś bałam się opętania. Sądzę, że to głównie chodzi o stracenie kontroli nad własnymi czynami. Więc tak - powiem, że nigdy nie zdarzyło mi się nic takiego, ale tak jakby na siłę próbuję sobie wmówić, że coś ze mną nie tak. Np. przed zaśnięciem specjalnie odwracam się, żeby sprawdzić, czy niczego nie widzę dziwnego. Potem, kiedy już widzę, że wszystko jest ok, mówię sobie, że nie powinnam była się odwracać, że samo takie zachowanie jest nienormalne. Lub przypominam sobie objawy takiej choroby - to sama szepcę sobie w myślach coś do siebie głupiego i obrażającego, byle tylko jakoś porównać, że coś ze mną nie tak. Naprawdę bardzo się boję, czuję, że się załamuję. Może ma to coś wspólnego z moim ojcem - o ile pamiętam, zaczęło się to wtedy, kiedy on zaczął naprawdę uprzykrzać życie rodzinie. Bardzo kocham moją mamę, ale do ojca kompletnie straciłam szacunek i gromadzi się we mnie złość. Moja mama jest po ciężkiej chorobie (rak), kiedy wyzdrowiała i czuła się już gotowa do pracy w domu - zaczęła pracować. Przyznaję, ja i dwie moje starsze siostry (dajmy na to, Malwina i Hania) nie pomagałyśmy jej, a wiem że powinnyśmy. On robił tak: wracał do domu, jadł obiad, siadał przed komputerem (czasem grał do samego rana), a także zaczął się wykłócać o różne rzeczy, np. że mama nie powiedziała jego siostrze, że Malwina jest chora (jego siostra jest lekarzem i mama wiedziała, że ona by i tak nie pomogła: po pierwsze, nie jest, jak to napisać, fachowcem, a także rodzina z jego strony uważa mamę i jej córki [czyli mnie i moje siostry] za, jak to określili, chamki, ponieważ mama pochodzi ze wsi [oczywiście, nie zostało to powiedziane na głos, ale my to po prostu wiemy, z ich zachowań i z sposobu, z jakiego się do nas odnoszą]), lub kiedy ojciec skłamał, że zapłacił rachunek, a tak naprawdę nie zapłacił i teraz mają problemy, czy kiedy mama mówiła, żeby nie zjadł całej zupy, bo chciałaby mieć na jutro. W takich kłótniach on zawsze się nakręcał i padały podstawowe formułki: ,,Aż tak mnie nie kochasz?'', ,,Tak bardzo uprzykrzam ci życie?'', ,,Taki jestem zły?''. A w jednej kłótni - nigdy tego nie zapomnę - podał mamie nóż i powiedział, żeby go zabiła, skoro tak go nienawidzi. Czasami robiłam wszystko, byle tylko skończyli się kłócić i wysyłałam sms-a do cioci, że mama chce z nią teraz rozmawiać, czy wychodziłam z domu na spacer z psem, żeby tego uniknąć. Wiem, że były to głupie sposoby, no ale chciałam, żeby on przestał krzyczeć, chociaż na sekundkę. Malwina wyjechała na studia, Hania była w domu, ale nie rozmawialiśmy (jakby uważała mnie za bachora). Potem siostry (to były wakacje, druga siostra wróciła ze studiów) znalazły ohydne sms-y w komórce mojego ojca. Zdradzał mamę. Dziewczyny jej to powiedziały i wtedy się zaczęło. Kiedy tylko wrócił z pracy, powiedziałyśmy mu to. On najpierw krzyczał, dlaczego grzebałyśmy w jego telefonie, potem - że to tylko takie żarty (jak on mógł mówić do nas tak, jakbyśmy były kompletnymi kretynkami?), następnie zrobił pokazówkę, jak skacze z balkonu (Malwina go stamtąd ściągnęła), potem - że mama jest... i że się z nim nie kocha (mama miała raka, więc to jest przecież niemożliwe) i że do tego ogląda pornosy. Po tej sytuacji mama doszła z nim jakoś do porozumienia, ale ja ani Hania nie. Powiem tylko, że Malwina ma z nim dobry kontakt - próbowałam z nią rozmawiać, ale ona powiedziała, że wcale mu nie wybaczyła i że nie chce o tym gadać. Dodam, że ja z Hanią zaczęłyśmy dużo pomagać mamie. Na początku chciałam porozmawiać z ojcem, ale kiedy do tego doszło, on wydusił swoje słynne: ,,Myślisz, że mnie to nie boli, kiedy się do mnie odzywasz?'', ,,Myślisz, że ja nie cierpię?'', ,,Powiedz, czego ty w ogóle ode mnie chcesz, co, aż taki jestem zły?'' i wspomniał, że nie wie dlaczego go tak traktuję - nie mogłam. Po prostu się rozpłakałam i nie wracaliśmy do tematu. Nie odzywałam się do niego, zero powitań, zero kontaktu, po prostu nic. On zawsze i tak wracał do domu, jadł obiad i grał na komputerze. Ciągle grał. Bez przerwy. Kłótnie nie znikły, ale stały się trochę bardziej subtelne, tzn. mama z tatą siadali w jego pokoju (nawet wtedy on grał na komputerze) i się kłócili. Zdarzały się też głośniejsze kłótnie, a wtedy słyszałam, jaką to on jest ofiarą, jak okropnie się czuje, czy my myślimy, że on jest bez uczuć?... Kiedy kłócił się, nie docierały do niego żadne argumenty, po prostu nie dawał dojść do słowa, tylko chciał mówić i mówić. Wtedy też podłapałam lepszy kontakt z Hanią. Naprawdę, rozmowa z nią bardzo mi pomogła. Ale to była tylko rozmowa, potem milczenie. Mój ojciec ma dobrą, opłacalną pracę (mama jest bezrobotna) i mamy okropne długi, a także nie możemy odejść, bo tylko on zarabia. Z mamą nie mogę o tym porozmawiać, bo szybko zamyka mi usta, mówiąc, że to on na mnie zarabia i mam go szanować. Nie ma z kim o tym pogadać, no i jeszcze te moje lęki. I też zauważyłam, że zaczynam intensywnie się odchudzać (dużo mniej jedzenia, brzuszki po każdym posiłku), no nie wiem czemu to piszę, miałam napisać krótko. Chyba staram się zwrócić ich uwagę (?). Dodaję strony internetowe o depresji do ulubionych - to tak jakby ślad, jakby ktoś przeglądał komputer. We mnie ciągle jest strach. Nie wiem, czemu się tak rozpisałam, w sumie to miałam opisać to krótko. Ale bardzo proszę o odpowiedź. Naprawdę jest mi potrzebna.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Stany lękowe - jak się ich pozbyć?

Witam. Mam 31 lat. Miewam lęki i chyba fobię. Z 3 lata temu przestałem jeździć autobusem, po tym jak myślałem, że zwymiotuję. Jeżdzę ogólnie samochodem. Wydaje mi się, że wyobraziłem sobie wiele lęków. Ogólnie unikam pomieszczeń, gdzie jest sporo ludzi....

Witam. Mam 31 lat. Miewam lęki i chyba fobię. Z 3 lata temu przestałem jeździć autobusem, po tym jak myślałem, że zwymiotuję. Jeżdzę ogólnie samochodem. Wydaje mi się, że wyobraziłem sobie wiele lęków. Ogólnie unikam pomieszczeń, gdzie jest sporo ludzi. Od lęków robi mi się nie dobrze. Nie chodzę do kościoła, a jak już idę, to siedzę w ostatniej ławce. Obecnie nie pracuję i też jest problem z poznaniem nowych ludzi i pracy danej sytuacji. Nawet ostatnio jedząc z rodziną zrobiło mi się niedobrze . Nie wiem czemu. Leczę się u neurologa, biorę leki od 3 miesięcy. Jest trochę lepiej, ale wiem, że coś blokuje moją psychikę, stąd te lęki. Chciałbym się wreszcie ożenić, ale też będzie problem, bo wszyscy będą na mnie patrzeć. Proszę coś doradzić. Od nerwów mam mdłości i nic więcej. Email arus242@op.pl.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Stany lękowe i zmiany nastroju - co się dzieje?

Witam! Mam 16 lat. Ostatnio zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Mam stany lękowe, zmiany nastrojów, zaburzenia osobowości. Nie wiem, co się dzieje. Myślałam nad wizytą u psychologa, by sobie ulżyć. Czasem po prostu nie mogę wytrzymać. Stany lękowe pojawiają się...

Witam! Mam 16 lat. Ostatnio zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Mam stany lękowe, zmiany nastrojów, zaburzenia osobowości. Nie wiem, co się dzieje. Myślałam nad wizytą u psychologa, by sobie ulżyć. Czasem po prostu nie mogę wytrzymać. Stany lękowe pojawiają się mniej więcej co dwa tygodnie. Przez ten czas, gdy ich nie mam, strasznie się boję, że wrócą. Proszę o radę. Czy mogę brać jakieś leki, które mnie uspokoją i pozwolą funkcjonować bez stresu?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Zaprzestanie masturbacji - czy może powodować depresję?

Witam, nie chce mi się żyć, gdy zaprzestanę masturbacji. Chciałbym, abyście mi z tym pomogli. Po prostu chcę to przerwać - celibat masturbacyjny wytrzymuję najwyżej do 3 dni, dalej nie mogę i doprowadza mnie to do stanów lękowych....

Witam, nie chce mi się żyć, gdy zaprzestanę masturbacji. Chciałbym, abyście mi z tym pomogli. Po prostu chcę to przerwać - celibat masturbacyjny wytrzymuję najwyżej do 3 dni, dalej nie mogę i doprowadza mnie to do stanów lękowych. Jestem strasznie przygnębiony tym faktem. Jak przetrwać celibat i jak wyleczyć depresję z niego wynikającą? Aha, i nie proponujcie mi następujących rozwiązań (wypróbowane): 1. Żebym nie oglądał pornosów. 2. Żebym zajął się czymś innym. 3. Żebym ciężko pracował czy wyczerpywał się w inny sposób. Z góry dziękuję za pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Ból głowy - czy jest wywołany przez nerwicę?

Bardzo się denerwuję. Moja mama od dłuższego czasu (jakieś 2 lata) skarży się na ból prawej (o ile dobrze pamiętam) półkuli mózgowej, prawego oka, prawego ucha i prawego migdała. Nie wiem co się dzieje. Mówi, że ból półkuli mózgowej...

Bardzo się denerwuję. Moja mama od dłuższego czasu (jakieś 2 lata) skarży się na ból prawej (o ile dobrze pamiętam) półkuli mózgowej, prawego oka, prawego ucha i prawego migdała. Nie wiem co się dzieje. Mówi, że ból półkuli mózgowej przypomina przeszycie sztyletem. Oko robiło się całe przekrwione, ale ten objaw już zanikł. Mama odwiedzała mnóstwo lekarzy, robiła różne badania: rentgeny, wymazy z gardła, ale wszystkie wyniki wyszły podobno prawidłowo. Zastanawiam się też, czy może to być nerwica. Nie mam ojca, więc nie wyobrażam sobie, gdyby coś stało się mojej mamie. Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy ratownicy medyczni łamią prawo, transportując chorego na oddział psychiatryczny?

W ustawie o zdrowiu psychicznym nie ma takiej osoby jak ratownik medyczny. Czy ratownicy medyczni działają wbrew prawu, jadąc bezpośrednio na izbę psychiatryczną/oddział psychiatryczny bez skierowania od lekarza (opisu stanu zdrowia psychicznego pacjenta)? Według ustawy powinni (ratownicy) wpierw przewozić pacjentów do lekarza w celu rozpoznania dolegliwości, skierowania pacjenta do placówki.
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Lęk przed chorobą - jak leczyć?

Mam 18 lat i od pewnego czasu wmawiam sobie jakieś choroby. Np: że mam żółtaczkę, jakieś dziwne kłucia w głowie itp. Czy to się leczy? I co mam z tym dalej zrobić?
odpowiada 1 ekspert:
Lek. Maja Sidor-Lenkiewicz
Lek. Maja Sidor-Lenkiewicz

Nerwica lękowa lub maniakalna - czy jest szansa na wyleczenie?

Mam 18 lat, mój chłopak 19. Problem nerwicy dotknął właśnie jego. Przeszło półtora roku temu przeżył tragiczny wypadek. Głupawka po alkoholu podpowiedziała mu z kolegą, żeby się wykąpać w zbiorniku wodnym. Kolegę mojego chłopaka złapał skurcz, utopił się, on próbował...

Mam 18 lat, mój chłopak 19. Problem nerwicy dotknął właśnie jego. Przeszło półtora roku temu przeżył tragiczny wypadek. Głupawka po alkoholu podpowiedziała mu z kolegą, żeby się wykąpać w zbiorniku wodnym. Kolegę mojego chłopaka złapał skurcz, utopił się, on próbował go ratować. Nie udało się... Sam został uratowany. Był na krawędzi życia i śmierci. Bardzo to przeżył, był leczony, bo nie mógł sobie z tym poradzić. Niedawno, bo przed świętami, choroba powróciła. Przyczyną było zbyt raptowne odstawienie leków, z pewnością zażywanie alkoholu. Byłam załamana, nie wiedziałam co się z nim dzieje, on nie chciał, żebym go w takim stanie oglądała. Jego mama powiedziała mi, że to jest nerwica maniakalna. Przed trafieniem do szpitala bardzo czegoś się bał, ciągle powtarzał "boję się". Widział rzeczy których nie było, mówił do nich. Powynosił z domu drogocenne rzeczy, np. laptopa. Naprawdę nie wiem, co to jest za choroba! ;-( bierze 2 leki, jeden na serce, a drugi uspokajający. Boję się o niego. Wobec mnie jest czuły troskliwy, kochający. Czy to może się zmienić? Czy jest szansa na wyleczenie? Wyeliminowanie tej choroby z jego życia? Proszę o odpowiedź eksperta.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Poważny problem: jak uporać się z samookaleczaniem?

Witam. Mam 17 lat, mieszkam w mieście, które jest zbyt małe na otaczające mnie problemy. Zacznę od tego, że od kilku miesięcy notorycznie okaleczam swoje ciało, chodzę przygnębiona, lecz nie ściągam maski z szerokim uśmiechem z twarzy, duszę to... Witam. Mam 17 lat, mieszkam w mieście, które jest zbyt małe na otaczające mnie problemy. Zacznę od tego, że od kilku miesięcy notorycznie okaleczam swoje ciało, chodzę przygnębiona, lecz nie ściągam maski z szerokim uśmiechem z twarzy, duszę to wszystko w sobie. Przy znajomych zachowuję się normalnie, nie okazuję swojego bólu. Gdy wracam do domu nie potrafię się z niczym uporać. Sprzątam, bawię się z psem, kotem, lecz nic nie pozwala mi zapomnieć o żyletce. Myślałam, że mam silną wolę, bo na jakiś czas skończyłam z tym, ale znow to robię. Rozcinam sobie skórę tak mocno, że najlepszym rozwiązaniem byłoby to zszyć, ale nic z tym nie robię, pozostawiam to aż do zagojenia. Najśmieszniejsze jest to, że pomagam znajomym, tłumaczę im, wyciągam ich z problemów, a sama sobie nie potrafię pomóc. Znalazłam tę stronę przypadkiem i stwierdziłam, że w jakiś sposób pomożecie mi się z tym uporać. To wszystko może się źle skończyć. 3 razy już nacięłam sobie żyły i nic mi to nie dało. Mam tego dość, moja ręka wygląda jak stara ściana. Proszę o radę. Nadziejoholiczka.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

Samookaleczanie i picie krwi - co się ze mną dzieje?

MAM 13 LAT. OD JAKIEGOŚ CZASU PIJĘ SWOJĄ KREW, PRZEGRYZAM WARGĘ, A OSTATNIO ZACZĘŁAM CIĄĆ SIĘ SZKŁEM. PROSZĘ O POMOC.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dziwne uczucie przed snem: jak sobie z tym poradzić?

Jak miałem 10-11 lat to miałem tak samo. Był jakiś czas przerwy i znowu tak mam, a mam 16 lat. Gdy chcę zasnąć, to zaczyna boleć mnie brzuch jakbym miał biegunkę. Gdy patrzę na ścianę, to robi się jakaś...

Jak miałem 10-11 lat to miałem tak samo. Był jakiś czas przerwy i znowu tak mam, a mam 16 lat. Gdy chcę zasnąć, to zaczyna boleć mnie brzuch jakbym miał biegunkę. Gdy patrzę na ścianę, to robi się jakaś mała i widzę ją tak jakby w pikselach, trzęsę się. Tak się dzieje, gdy wyłączę telewizor i nic nie gra, jest wtedy tak cicho, bo gdy słyszę jakąś muzykę, to tak nie mam. Boję się zasnąć, myślałem, że z wiekiem to przejdzie, ale się myliłem. Nie wiem, co mam robić.    

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Unikam ludzi - nieśmiałość czy fobia społeczna?

Witam. Jestem kobietą i mam prawie 21 lat. Mój problem to lęk, który odczuwam przy wielu okazjach. Najlepiej będzie, jak zacznę od początku. W dzieciństwie byłam normalną dziewczynką, nie można było mnie nazwać nieśmiałą. Bawiłam się z innymi dziećmi,...

Witam. Jestem kobietą i mam prawie 21 lat. Mój problem to lęk, który odczuwam przy wielu okazjach. Najlepiej będzie, jak zacznę od początku. W dzieciństwie byłam normalną dziewczynką, nie można było mnie nazwać nieśmiałą. Bawiłam się z innymi dziećmi, odpowiadałam na lekcjach, śpiewałam na akademiach. Potem, w 5-6 klasie podstawówki, zaczęłam stronić od innych, najlepiej było mi samej, czułam się okropnie brzydka, nie dbałam o siebie, coraz ciężej było mi odpowiadać przy tablicy. W gimnazjum trochę się zmieniłam, zaczęłam się lepiej ubierać, zmieniłam fryzurę. Byłam bardziej otwarta, ale tylko przy najbliższych znajomych, przy całej klasie nie umiałam wykrztusić słowa. Zdarzało się (i to często), że w szkole bardzo mi dokuczano, wyśmiewano. Było mi przykro, ale nie czułam się z tym tak źle, wiedziałam, że jestem gorsza od innych, i akceptowałam to (wtedy tak to widziałam, teraz zupełnie inaczej na to patrzę). W drugiej klasie gimnazjum doszło do przykrej sytuacji: paru kolegów z klasy straszyło mnie molestowaniem, gwałtami, w końcu zamknęli mnie w szatni i zaczęli popychać, łapać za piersi, pupę, rozbierać. Uratował mnie dzwonek na lekcję. Następnego dnia koleżanka z ławki powiedziała, że słyszała rozmowę tamtych chłopaków, z której wynikało, że oni naprawdę mają zamiar zrobić mi krzywdę. Nie wytrzymałam i poszłam do wychowawcy. Na szczęście zareagowano i taka sytuacja już się nie powtórzyła. Najdziwniejsze było to, że ja wtedy po tygodniu już nie pamiętałam o sprawie...Teraz, gdy o tym pomyślę, robi mi się niedobrze. Kiedy poszłam do liceum, zaczął się koszmar. Akcje typu: ból głowy, brzucha, drżenie rąk, czasem nawet wymioty. Takie dolegliwości miałam przed każdym wyjściem do szkoły. Zaczęłam wagarować, i to na poważnie, prawie nie chodziłam do szkoły, rodzice próbowali reagować, ale jakoś nie wychodziło. Bałam się tam chodzić, bałam się nauczycieli, klasy, kompromitacji. Jednocześnie wyjścia typu poczta, sklep też były niemiłe. Gdy ktoś na mnie patrzył, czułam się strasznie. Zaczęłam popijać piwo, czasami wódkę. Miałam 2 koleżanki, z którymi chodziłyśmy na wagary. Z nimi czułam się dobrze, miałyśmy wiele tematów do rozmowy. Często dziwiły się, czemu jestem taka "dwustronna". Gdy byłam z nimi, byłam roześmiana, wesoła, potrafiłam rozmawiać na każdy temat, opowiadać dowcipy. A z innymi ludźmi - cicha, wstydliwa, czerwieniąca się, nieodzywająca się do nikogo w grupie. Nie miewałam też oporów, żeby chodzić na randki, chłopcy lubili mnie, ale nigdy nie byłam w stanie umówić się z kimś ze szkoły. Ogólnie jeśli były ze mną 1 lub 2 osoby, czułam się normalnie. Tak jak z koleżankami lub z niektórymi chłopakami. Jeśli ktoś mi "przypasował", to byłam "cudowną osobą" (tak mówiono), a jeżeli nie - nudziarz i muł. Z trudem skończyłam LO. Teraz sprawy przedstawiają się tak: mam chłopaka, z którym dogadałam się, pomimo że mi na początku nie "przypasował", i teraz kochamy się, ale jesteśmy zupełnie inni. Dwa żywioły. Nie jestem w stanie dogadać się z jego znajomymi (właściwie to są wręcz jego krewni) - to są dla mnie ludzie z innej planety. Na przyjęciach siedzę w kącie, nie odzywam się do nikogo. Już mam podobno etykietkę tchórza i muła. Mojemu chłopakowi jest przykro, że tak się zachowuję. Ja z początku nie chciałam zadawać się z nimi, ale kiedy zauważyłam, jak bardzo go to zasmuca, postanowiłam, że zmuszę się. Nie dało rady. Nie umiem się do nich odezwać, boję się ich, boję się krytyki. Na ostatniej imprezie (na które w ogóle chodzę z przymusu) wyzwaniem było dla mnie przejść przez pokój, a co dopiero zatańczyć. Mój chłopak prosił mnie kilka razy, a ja ze złością odmawiałam. Było mu przykro, mnie też. Ale ja po prostu nie mogłam. Tak samo jak nie chodzę na dyskoteki itp. (nienawidzę obcych ludzi). Boję się rozmawiać z obcymi. Zupełnie nie wiem, jak to wytłumaczyć mojemu partnerowi, który teraz jest na mnie zły: twierdzi, że do siebie nie pasujemy. Bardzo się boję, że mnie zostawi, że nie wytrzyma mojego "tchórzostwa". Czuję się winna i boję się o swój związek. Dodam, że jesteśmy burzliwą parą, ja miewam napady agresji, krzyczę, biję go. Boję się, że on tego nie wytrzyma. Ja bardzo go kocham, ale nie jestem w stanie zmienić się. Czuję się niezrozumiana i opuszczona, czuję, że coś mi jest, nigdzie nie czuję się swobodnie, kontroluję ruchy, rozglądam się ukradkiem, czy ktoś na mnie nie patrzy. Gdy w sklepie przechodzę obok bramek, zawsze boję się, że "zapikają", choć nigdy w życiu niczego nie ukradłam. Gdy pomyślę o tym, że muszę iść na studia, do pracy, to dostaję boleści brzucha. A czy moje wcześniejsze doświadczenia mogą mieć wpływ na moje aktualne zachowanie? Mam już tego dość, chciałabym żyć normalnie. Proszę o pomoc i poradę.

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Dzieje się ze mną coś dziwnego - gdzie szukać pomocy?

Witam, mam pewien problem dotyczący mojego zachowania. Chodzi o to, iż dzisiejszego dnia stanąłem w miejscu. Cała moja historia rozgrywa się od momentu gimnazjum, miałem wtedy wypadek, w wyniku którego straciłem wspomnienia. Nie konsultowałem tego z żadnym lekarzem ani nie...

Witam, mam pewien problem dotyczący mojego zachowania. Chodzi o to, iż dzisiejszego dnia stanąłem w miejscu. Cała moja historia rozgrywa się od momentu gimnazjum, miałem wtedy wypadek, w wyniku którego straciłem wspomnienia. Nie konsultowałem tego z żadnym lekarzem ani nie leczyłem się. Jakoś po pewnym czasie zacząłem wracać do siebie, jak i wspomnienia zaczęły powoli napływać. Ale od tamtej pory stałem się dziwnie obcy dla otoczenia i bliskich. Z perspektywy spoglądając, byłem wtedy dosyć nierozgarnięty. Sytuacja zmieniała się, gdy poszedłem na studia. Z jakiegoś powodu pewnego dnia wyszedłem na środek skrzyżowania, podziwiając mijające mnie auta. Zaznaczę, że nie była to próba samobójcza. Jakiś czas później wyjechałem za granicę, gdzie poznałem fajną dziewczynę, świat się odmienił, ale z jakiegoś powodu zacząłem widywać "duchy". Określę to w ten sposób: miałem świadomość, uczucie i inne impulsy świadczące o istnieniu pewnej osoby, którą widziałem ja i tylko ja. Rozmawiałem o niej z moim przyjacielem, tak jakby istniała fizycznie. Dziś wiem, że była jedynie... no nie wiem... halucynacją? Swobodnie z nią rozmawiałem, lecz niezbyt często. Kilka tygodni później wyszedłem ponownie na ulicę. Lecz teraz to nazwałbym raczej właśnie próbą samobójczą. Przyjechałem do kraju, gdzie w międzyczasie spotkałem się z psychiatrą. Jakoś od tego spotkania moje życie zaczęło mieć cel, mimo iż byłem całkowicie odcięty od rodziców, rodzeństwa i otoczenia. Liczyło się tylko moje zdanie, potrzeba i cel. Poszedłem do gabinetu hipnozy, gdzie odbyłem seans, zamierzając sobie przypomnieć dawne czasy. Pamiętam, gdy stałem przed lustrem i mówiłem sam do siebie: "Nie możesz jej wręczyć trzech róż, bo ty nie jesteś zdolny do miłości. Ona tobie nigdy tego nie wybaczy”. Zostało to nagrane, ale jeszcze nie zgłaszałem się po to nagranie. W końcu pojechałem do tej dziewczyny, chcąc szczerze wyznać jej miłość, ale z jakiegoś powodu, właściwie to bez powodu, nazwałem ją dziwką i szmatą. To było dosyć dziwne. Dodam jeszcze, że zdarzały mi się sytuacje, w których wykonywałem jakieś czynności i nie pamiętałem, że je zrobiłem. Coś jak dziś na jutro. Tylko moi współlokatorzy mnie o tym informowali. Właściwie raczej usłyszałem wielokrotne stwierdzenie, aby udać się do psychiatry, mniejsza o to, teraz właśnie, w tym momencie, ta dziewczyna zerwała ze mną kontakt, nie odbiera telefonu i nie chce ze mną rozmawiać. Wielokrotnie starałem się z nią pogodzić, zbliżyć, zbudować relację, ale z jakiegoś powodu znajduję się w sytuacjach, w których mówię słowa, których zdrowi ludzie nie mówią. Jak naprawiać siebie (poza farmakologami), aby zacząć cokolwiek takiego, co nie będzie w następnym kroku przeze mnie niszczone? Właściwie dodam jeszcze na koniec, że z jakiegoś powodu nie odczuwam empatii.  

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Drżenie rąk - czy może mieć związek z nerwicą?

Gdy tylko się trochę zdenerwuję trzęsą mi się ręce. Czasem się nie denerwuję i same mi skaczą (i to mnie martwi). Podczas zdenerwowania nie mogę się skupić, wysłowić (czasem drętwieje mi twarz). Jestem osobą, która miewa stany depresyjne, z...

Gdy tylko się trochę zdenerwuję trzęsą mi się ręce. Czasem się nie denerwuję i same mi skaczą (i to mnie martwi). Podczas zdenerwowania nie mogę się skupić, wysłowić (czasem drętwieje mi twarz). Jestem osobą, która miewa stany depresyjne, z niską samooceną, z wierzchu twardą, a w środku miękką, nieśmiałą. Szybko się denerwuję, jestem wyczulona na słowa innych, wybuchowa (ale szybko mi przechodzi). Czy moje ręce tak reagują ze względu na nerwicę?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Niepokojące objawy - czy cierpię na nerwicę?

Miałem już 2 takie przypadki - podoobne. Jeden w pracy - w trakcie rozmowy z kolegą (pochylając się nad jego biurkiem) poczułem coś w rodzaju mocniejszego uderzenia serca (może 2 czy 3 razy), potem uspokojenie. Ale jakby nagły napad paniki...

Miałem już 2 takie przypadki - podoobne. Jeden w pracy - w trakcie rozmowy z kolegą (pochylając się nad jego biurkiem) poczułem coś w rodzaju mocniejszego uderzenia serca (może 2 czy 3 razy), potem uspokojenie. Ale jakby nagły napad paniki się u mnie pojawił, momentalnie poczułem słabość w nogach, szybszy niż zwykły (60-65) puls ( czyli ok 80-90), następnie pojawiło się jakby mrowienie w rękach i impuls, że coś złego się dzieje. Spowodował to, że wyszedłem z pracy na 10-20 min szybki spacer po świeżym powietrzu. Nie miałem żadnych innych incydentów prócz strachu, z pytaniem co się dzieje. Ja nigdy na nic nie chorowałem, a tu taka niemiła niespodzianka. Do końca dnia "dziwnych" uderzeń serca już nie było, ale ogóla słabość, wyższe tętno i niepokój o własne życie pozostał. Zrobiłem po tym fakcie badania u rodzinnego. Były to badania z krwi, moczu oraz EKG. W krwi nic mi nie wykryto, prócz podwyższonego minimalnie poziomu potasu i minimalnie podwyżsoznego złego cholesterolu (max. 120, a ja miałem chyba 124). Z tym, że lekarz powiedział, że cholesterol jest ok,  ponieważ LDL również mam w górnej granicy normy - więc to się bierze łącznie jako wynik. Miałem robioną też tarczycę i jest w normie. Mocz ok. W EKG tylko informacja, że blok przedsionkowo-komorowy 1 stopnia (lekarz również przyznał, że tym "bloczkiem" nie ma się co przejmować). I tyle. Stwierdził, że prawdopodobnie jest to nerwica i raczej nie zalecił innych badań w kierunku kardiologii (dlaczego?). Fakt, że ostatni rok miałem bardzo, ale to bardzo stresowy głównie za sprawą choroby mamy (sprawy sercowe, potem udar mózgu, potem rozrusznik), teraz podobnie jak mama mój 81 tato również otrzymał rozrusznik. Więc tego stresu trochę było. To wszystko było około września 2010. DRUGI wczoraj - 06 marca 2011, ponowna akcja. Cały dzień czułem się dobrze, a wczoraj wieczorem siedząc przed TV nagle poczułem jedno zaraz drugie i trzecie uderzenie, momentalnie pojawia się strach o życie. Pytanie co jest. Jak zawsze mam puls 60-65 (spoczynkowy), nagle po tej akcji puls ok 90. Pytanie co robić, a więc szybka reakcja (sam nie wiem czy dobra) - pierwsze biorę tbl. W_A_L_E_R_I_N Forte, następnie robię herbatkę z Melisy, potem biorę suplement diety do rozpuszczania (MAGNEZ) i kłądę się spać. Ale niestety nie moge zasnąć. Zaczynam myśleć, że to napewno ciśneinie mi skoczyło (nie mierzyłem ze strachu), potem dalej próbuję zasnąć, ale na próżno. Co przymknę oko to budzę się sprawdzajac puls (czy nie mam jakiejś arytmi lub migotania przedsionków). Boję się arytmi, bo wiem czym grozi. Mama z migotania przedsionków dostała udaru mózgu. Wiem co to udar i strach, że może mnie coś takiego spotkać po prostu mnie przerasta. Ogólnie dodam, że nigdy do tej pory nie miałem problemów z zasypianiem, aż do dzisiaj. Zawsze jakoś potrafiłem się wyłączyc albo efekty jak osłabienie, lub ukłucie serca dopadały mnie w dzień, a wieczorem się wyciszałem i szedłem bez problemu spać. Dzisiaj dostałem w "kość", zarwana nocka spowodowała to, że rano I-sza rzecz to Walerin Forte, potem mierzenie ciśnienia. Najpierw 145/80, a po 5 minutach i małym uspokojeniu (135/80). Po 2 godzinach od wstania piję herbatę z Melisy. Obecnie żadnych ukłuć czy uderzeń serca nie mam, ale puls w granicach 75 (więc wyższy niż mój normalny). Pytanie z czym mam do czynienia i co robić w takich sytuacjach ? Proszę o pomoc !!!!!!!

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Lęk przed ciążą - czy jest chorobą?

Witam. Mam 16 lat. Od ponad 9 miesięcy jestem w związku. Dodam, że to mój pierwszy "poważny" związek jak na ten wiek. Po pół roku, z moim chłopakiem zaczęliśmy uprawiać petting. Po pierwszej takiej "zabawie" przypomniało mi się jak czytałam...

Witam. Mam 16 lat. Od ponad 9 miesięcy jestem w związku. Dodam, że to mój pierwszy "poważny" związek jak na ten wiek. Po pół roku, z moim chłopakiem zaczęliśmy uprawiać petting. Po pierwszej takiej "zabawie" przypomniało mi się jak czytałam gdzieś, ze od pettingu można zajść w ciążę. Usiadłam więc tego wieczoru przed komputerem i przeszukałam cały internet, z którego dowiedziałam się, że - tak, można. Wpadłam w tedy w ogromną panikę. Chłopak zapewniał mnie, że nie było kontaktu spermy, z moimi okolicami intymnymi. Ale ja przez 2 tygodnie chodziłam jak struta i bałam się, że do czegoś doszło. Wtedy po raz pierwszy zaczęły boleć mnie jajniki. Oczywiście weszłam w internet i studiowałam "objawy ciąży", do których zaliczają się bóle jajników, że niby zarodek zagnieżdża się w macicy, która się powiększa. Byłam załamana, ale po 2 tygodniuach regularnie dostałam okres, który trwał również normalnie 7 dni, jak zawsze. Lecz okres nie dał mi pewności, bo przeczytałam również, że nie każdy okres oznacza brak ciąży. Po 3 dni od okresu, zrobiłam test - wyszedł negatywnie. Lekko mnie to uspokoiło, postanowiliśmy też z chłopakiem, że żadnych "zabaw" w dni płodne. I tak też było. Ale ja przez cały miesiąc do następnego okresu oglądałam brzuch czy się nie powiększa, piersi. Bardzo bolały mnie jajniki. Wszyscy mówili, że dojrzewam, mama mówiła, że nieraz kobiety tak boleśnie przeżywają cykl. Jest, przyszedł kolejny okres, spóźniony jeden dzień. Trwał normalnie. Po nim po raz pierwszy pojawiły mi się lekkie brązowe upławy. Do tego doszedł straszy był żołądka. Ja oczywiście już panika - ciąża. Po czym seria badań, usg nerek, narządów rodnych, jamy brzusznej. Nic nie było. Na usg narządów akurat poszłam w 14 dniu cyklu i było widać jajeczka. To mnie nie uspokoiło. Upławy jakoś minęły. Nie uprawialiśmy pettingu w dni płodne, tylko w niepłodne. Równo tydzień później dostałam okres spóźniony 3 dni. Trwał również 7 dni. A ja wciąż myślę, że może coś jest nie tak, oglądam brzuch, piersi. Przed okresem miałam "wywalony brzuch" - mama mówi, że to normalne. Czasem pod wieczór też tak mam, ale to nie codziennie. Piersi nawet mi nie urosły przez te 3 miesiące. Czasem mi odbija i biję się lekko po brzuchu. Mój chłopak mówi, że wszystko sobie wkręcam. Czy to jest jakaś choroba, paniczy lęk przed ciążą? Dodam, że jestem dziewicą, nie uprawiam seksu. Proszę o odpowiedź, bo od 3 miesięcy zadręczam się tym.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

Brak wiary i motywacji - czy z takim nastawieniem warto iść do psychiatry?

Jestem kobietą - mam prawie 25 lat. Ostatni wypis z oddziału dziennego dostałam z rozpoznaniem "osobowość chwiejna emocjonalnie". Właściwie już w dzieciństwie było coś ze mną nie tak - nieśmiałość, brak pewności siebie, niska samoocena, lęk... Jestem kobietą - mam prawie 25 lat. Ostatni wypis z oddziału dziennego dostałam z rozpoznaniem "osobowość chwiejna emocjonalnie". Właściwie już w dzieciństwie było coś ze mną nie tak - nieśmiałość, brak pewności siebie, niska samoocena, lęk przed wszystkim, co nowe, trudności w relacjach interpersonalnych. Pierwsze myśli samobójcze i autoagresywne pojawiły się w wieku 6 lat i właściwie do dziś pojawiają się co jakiś czas z różnym nasileniem. Od prawie 14 lat się okaleczam - z przerwami maksymalnie 9 miesięcy (po pierwszej terapii na oddziale dziennym). Do tego pojawiają się stany depresyjne i lękowe - głównie związane z aktywnością społeczną, a także sporadycznie epizody przejadania się, po których zdarza mi się prowokować wymioty - mam niedowagę (BMI 17,3). Miałam jedną próbę samobójczą w wieku 17 lat. Leczenie rozpoczęłam w wieku lat 18, ale nie trafiłam najlepiej (w odpowiedzi na moje stwierdzenie, że mam myśli samobójcze, usłyszałam "nie mów mi takich rzeczy", a gdy powiedziałam, że jestem autoagresywna, zapytano mnie, skąd znam takie mądre słowo). Mimo wszystko przyjmowałam leki (3 różne leki przeciwdepresyjne o różnych mechanizmach działania), ale żaden nie był skuteczny, psychoterapia była kompletną porażką. W wieku 21 lat trafiłam wreszcie na konkretnych ludzi. Odbyłam 12-tygodniową terapię na oddziale dziennym, po której uzyskałam pewną poprawę, ale wiele objawów pozostało, więc powtórzyłam ją rok później. Efekt był gorszy - wypis mnie załamał - diagnoza "osobowość chwiejna emocjonalnie" kojarzy mi się ze stygmatem "zły człowiek". Zaraz po terapii pojawiły się też problemy w moim życiu - śmierć dość bliskiej osoby, pogorszenie relacji z partnerem, sprawa w sądzie z moim ojcem i odmówienie mi w wysoce nieprofesjonalny sposób praktyk, na które bardzo liczyłam i uważałam za istotne dla mojej przyszłości zawodowej. Mimo że starałam się konstruktywnie rozwiązywać wszelkie te problemy, wyrażać własne uczucia, informować najbliższych o moich potrzebach i oczekiwaniach, otwierać się na nowych ludzi i nowe aktywności - żadne z tych działań nie przynosiły oczekiwanych efektów - zero pozytywnych wzmocnień. Przez ostatni rok do grudnia przyjmowałam neuroleptyk i byłam z niego średnio zadowolona, ale sprawdzał się lepiej niż antydepresanty. Niestety w grudniu napadł mnie epizod depresyjny z silnymi myślami samobójczymi - zastanawiałam się nad pójściem do lekarza, ale tak naprawdę tym razem chcę, żeby to już był ostatni taki epizod w moim życiu, i chcę, żeby mnie wreszcie zabił. Nie chcę pomocy, nie wierzę, że może być lepiej - przez rok po terapii naprawdę bardzo się starałam, ale nic nie udało mi się osiągnąć ani zmienić - teraz nie mam już tyle energii do pracy nad sobą ani wiary, że może się cokolwiek udać... Od ponad roku doskwiera mi anhedonia. Wiem, że są ludzie, którzy mogą być szczęśliwi, ale to szczęście najwyraźniej nie jest dla mnie. Wydaje mi się, że nadzieja istnieje tylko po to, by miało nas co boleć, kiedy ją tracimy, a funkcją wiary w sukces jest spotęgowanie bólu po nieuniknionej porażce. Teraz jestem bez leków i zastanawiam się, czy z takim nastawieniem jest w ogóle sens iść do psychiatry - na antydepresanty jestem oporna, do terapii z taką zerową motywacją raczej się nie nadaję, a przede wszystkim naprawdę jestem zmęczona wiecznymi nawrotami stanów depresyjnych, autoagresją, lękami... Chcę, żeby to się skończyło... I co ja bym miała temu psychiatrze powiedzieć? "Nie wierzę, że mnie można wyleczyć i nie mam siły ani ochoty pracować na terapii, chcę umrzeć... tylko po prostu jeszcze nie jestem gotowa" - raczej brzmi jak strata czasu niż początek czegoś konstruktywnego - nie można nikogo wyleczyć wbrew jego woli, a przynajmniej ja mam takie wyobrażenie o leczeniu.
odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Dawid Karol Kołodziej

Ból głowy a nerwica

Witam. Od dłuższego czasu czuję bardzo ostry ból głowy, najczęściej z tyłu potylicy, górna część, czasami w samej górze i po bokach, w okolicach uszu. Kiedyś miałem złamany obojczyk i od tego czasu, boli mnie również mięsień szyjny. Ponadto...

Witam. Od dłuższego czasu czuję bardzo ostry ból głowy, najczęściej z tyłu potylicy, górna część, czasami w samej górze i po bokach, w okolicach uszu. Kiedyś miałem złamany obojczyk i od tego czasu, boli mnie również mięsień szyjny. Ponadto w przeszłości miałem upadek, gdzie uderzyłem głową o beton, po czym na krótki czas mnie zamroczyło. Nie robiłem nigdy żadnych badań u lekarza. Zauważyłem, że od jakiegoś czasu mam ogromne problemy z koncentracją, uczeniem się i ogólnie z zapamiętywaniem. Zdarza mi się ostatnio bardzo często zapominać, co robiłem przed chwilą. Nie mogę się skupić na jednej rzeczy. Do tego dochodzą różnego rodzaju lęki i niechęć do wykonywania różnych czynności. Proszę o fachową poradę. Utrudnia mi to codzienne życie i naukę w szkole. Nieustannie towarzyszą mi różne lęki, jakbym cały czas wyczekiwalł niepowodzenia w różnych sytuacjach. Czy są to objawy nerwicy??

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Odczuwam strach przed związkiem z mężczyzną - dlaczego tak się dzieje?

Jestem 27-letnią dziewczyną. Mieszkam na wsi z rodzicami. Piątka starszego rodzeństwa wyfrunęła już z gniazda, założyli własne rodziny, ja natomiast cały czas jestem sama. Byłam tylko w trzech związkach, tzn. takich, że tych trzech chłopaków przyprowadzałam do domu. To były...

Jestem 27-letnią dziewczyną. Mieszkam na wsi z rodzicami. Piątka starszego rodzeństwa wyfrunęła już z gniazda, założyli własne rodziny, ja natomiast cały czas jestem sama. Byłam tylko w trzech związkach, tzn. takich, że tych trzech chłopaków przyprowadzałam do domu. To były bardzo krótkie związki, trwające od 3 tygodni do 1,5 miesiąca. Miewałam również inne związki, mniej oficjalne, ale równie krótkie, może nawet krótsze. Z żadnym z tych chłopaków nie spałam, nie jestem dziewicą, ale to już całkiem inna historia. Uważam, że nie jestem brzydka, nie jestem idealna, wiele rzeczy bym w sobie zmieniła, ale nie powiedziałabym o sobie, że jestem brzydka. Podobam się facetom, często mnie pytają: "dlaczego taka ładna dziewczyna nie ma faceta?". Niestety prawda jest taka, że często podobam się facetom, którzy nie są w moim typie, nie zawsze, ale bardzo często. W gronie moich znajomych przeważają faceci i wiem, że kilku z nich się podobam, nie ukrywają tego. Może przejdę do sedna sprawy, mój problem polega na tym, że nie potrafię się związać z facetem. Sytuacja wygląda tak, że poznaję pewnego chłopaka, bardzo mi się podoba, ja jemu też, umawiamy się na randkę, niestety nie zawsze do tej randki dochodzi, ponieważ ja chyba za dużo myślę, zaczynam wymyślać powody, dlaczego nie powinnam się z danym chłopakiem spotykać, niestety w wyniku tych przemyśleń często odwołuję randki. Jeżeli już uda mi się stworzyć związek, spotykam się z chłopakiem jakiś czas, krótki, tak jak napisałam wcześniej, znowu dopadają mnie myśli, że nie powinnam się z tym chłopakiem spotykać, że to nie jest to. Robię taki bilans wad i zalet danego chłopaka, przy czym bardziej skupiam się na tych wadach, robię wszystko, żeby mieć powód, żeby z nim zerwać. Bardzo często potem żałuję swoich decyzji, bo przecież tak naprawdę oni mi się podobali, a mimo to zaczynam sobie wmawiać, że to nie ten, że do siebie nie pasujemy. Bardzo często, kiedy umawiam się z chłopakiem na pierwszą randkę, potem mam jakieś dziwne wyrzuty sumienia, że nie powinnam się z nim umawiać. Jestem najmłodsza z rodzeństwa, przyjęło się tak, że jako najmłodsza po ślubie zamieszkam z rodzicami, żeby się nimi zaopiekować. Wiem, że rodzice bardzo czekają na już ostatniego zięcia. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje, przecież taka jest kolej rzeczy - dzieci dorastają i zakładają swoje rodziny, to przecież jest takie naturalne, a ja nie wiem dlaczego, jakoś tak wstydzę się powiedzieć rodzicom, że się umówiłam, z wielkim trudem mi to przychodzi. Dlaczego tak jest? Właśnie teraz jestem w takiej sytuacji, kilka dni temu spotkałam chłopaka, którego poznałam kilka lat temu, teraz podoba mi się bardziej niż kiedyś, jakoś nie był w moim typie, oczywiście nigdy się nie spotykaliśmy. Na drugi dzień po zabawie, na której spotkaliśmy się po latach, znalazł mnie na Naszej Klasie, zaczęliśmy do siebie pisać, wymieniliśmy się numerami telefonów. Wiedziałam, że zechce mnie dzisiaj gdzieś zaprosić i zrobił to, przysłał mi SMS-a, że przyjedzie po mnie i zabierze mnie na pizzę, a co ja zrobiłam? Jak zwykle się wykręciłam, że niby to mam dużo pracy i wieczorem będę zmęczona i naprawdę nie mam ochoty nigdzie wychodzić, tylko wcześniej położyć się spać. Spodziewałam się, że odpisze "więc może jutro?", ale tego nie zrobił, nic nie odpisał. Co jest ze mną nie tak? Dlaczego tak postępuję? Chcę mieć męża, urodzić dzieci, chcę być szczęśliwa, a nie potrafię. Dlaczego?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Lęk przed śmiercią - co się ze mną dzieje?

Witam! Od jakiegoś czasu mam problem. Mianowicie rano, gdy tylko wstanę, nachodzą mnie myśli, czy przypadkiem dziś nie umrę i tak jest każdego dnia, od paru miesięcy. Czasami nie chce mi się nawet z łóżka wychodzić. Mam problemy ze snem....

Witam! Od jakiegoś czasu mam problem. Mianowicie rano, gdy tylko wstanę, nachodzą mnie myśli, czy przypadkiem dziś nie umrę i tak jest każdego dnia, od paru miesięcy. Czasami nie chce mi się nawet z łóżka wychodzić. Mam problemy ze snem. Boję się usnąć, bo wydaje mi się, że już się nie obudzę. Proszę o pomoc. Pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Patronaty