Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Psychiatria: Pytania do specjalistów

Lęk przed wyjściem z domu a nerwica lękowa

Witam. Jestem Michał, mam 17 lat. Ostatnio moje życie to koszmar. Boję się wyjść z domu, przechodząc obok kogoś na ulicy mam uczucie, jakby chciał mnie za chwilę uderzyć. Straciłem kontakt ze znajomymi. Przestałem komukolwiek ufać. Wszystko mnie dobija. Robi...

Witam. Jestem Michał, mam 17 lat. Ostatnio moje życie to koszmar. Boję się wyjść z domu, przechodząc obok kogoś na ulicy mam uczucie, jakby chciał mnie za chwilę uderzyć. Straciłem kontakt ze znajomymi. Przestałem komukolwiek ufać. Wszystko mnie dobija. Robi mi się smutno, gdy widzę, jak się komuś powodzi w życiu, w ogóle nie wiem, co mam robić. Ciągle szukam sensu życia, którego nie mogę zauważyć. Mam myśli samobójcze coraz częściej, praktycznie codziennie głównie wieczorami. Potrafię się załamać na cały dzień po jednym słowie źle powiedzianym do mnie. Nic nie potrafię zrobić, bo szybko się poddaję nie widzę sensu w tym, co robię. Odczuwam wrażenie, jak by dalsze życie moje nie miało sensu. Brak mi odwagi na rozmowę z psychologiem, nie wiem już, co mam robić.

Czy ja muszę być jak inni?

Pisze tu, aby przekonać się do końca, że jestem zwyczajny jak inni, może trochę inny, ale "normalny", wbrew temu co mówią mi inni. TO chyba normalne słyszeć głos w głowie, który ci coś mówi, komentuje, chwali lub beszta... Mówi co...

Pisze tu, aby przekonać się do końca, że jestem zwyczajny jak inni, może trochę inny, ale "normalny", wbrew temu co mówią mi inni. TO chyba normalne słyszeć głos w głowie, który ci coś mówi, komentuje, chwali lub beszta... Mówi co zrobić itd... Tylko czasem ten głos jest jak żywy... Często rozmawiam z sobą... ale to nic dziwnego. Mam wrażenie i pewność, że każdy chce mnie skrzywdzić lub coś złego zrobić, mi na złość, czuję to cały czas, czuję jeszcze wszechogarniającą wszystko pustkę... po prostu nie ma nic... Jest neutralne... szare... Słyszę też inne głosy i wszędzie pustka. Każdy mi mówi, że sobie coś wmawiam bezpodstawnie, ale ja wiem, że ja mam powód lub rację, czuję to i widzę, i nikt mnie nie przekona inaczej. Ale to też normalne. Kilka lat temu chodziłem do psychologa z powodu okaleczania się..., czasami widzę coś czego inni nie, np. wczoraj widziałem u mnie w pokoju lewitującą kurtkę, dziś stukanie w szafie. Trochę się bałem. Ale to nic nie znaczy? Każdy coś tam ma w głowie? Czasami dziwnie moje emocje reagują na określone sytuacje, ale ja nie panuję nad nimi, tak jest, czasem coś bardzo na mnie wpływa, co "podobno" nie powinno tak na mnie zadziałać. Może to śmiesznie brzmi, co piszę, ale chciałem to realnie i rzeczowo opisać. Jestem właśnie bardzo zły, wściekły i przykro mi przez coś... co inni mówią, że to nic takiego, ale czy do cholery muszę być jak każdy? Nie rozumiem tego świata... albo on mnie. Szafka też krzywo stoi. Liczę na szybką i wyczerpującą wypowiedź, jeśli jest taka możliwa.

Jak sobie poradzić z tą ogólną niechęcią do i na cokolwiek?

Witam ... Mam 17 lat i wiem, że potrzebuję, żeby ktoś mi pomógł, doradził... nawet trudno mi cokolwiek napisać, nie wiem, od czego zacząć... Czuję się strasznie samotna. Zaczęło się to od 3 klasy gimnazjum. Byłam cały rok załamana przez...

Witam ... Mam 17 lat i wiem, że potrzebuję, żeby ktoś mi pomógł, doradził... nawet trudno mi cokolwiek napisać, nie wiem, od czego zacząć... Czuję się strasznie samotna. Zaczęło się to od 3 klasy gimnazjum. Byłam cały rok załamana przez chłopaka, byłam zazdrosna i miałam do niego zawsze jakieś ale... tylko, że nigdy mu nie mówiłam, bo nie chciałam go stracić. Było to dziecinne, nie przyznawał się do mnie, nie chodziliśmy na randki czy też gdzieś za rękę (przy innych). Byłam z nim w takim "układzie" dwa lata, aż w końcu kazał mi wybierać pomiędzy czymś... i wybrałam samotność. Minęły 4 miesiące i się odezwał, niby po koleżeńsku, na razie tylko z nim piszę SMS-y, najgorsze, że go jeszcze kocham... i serce mi mówi, że chce do niego, ale rozum mówi inaczej. Z tego, co tu piszę wynika, że mnie nie kochał, ale wiem, że tak było, po prostu jego miłość była inna, wysłuchał mnie i zrozumiał i zawsze rozśmieszał. Podejrzewam, że przez całą klasę 3 gimnazjum miałam depresję (i nadal chyba trwa), ledwo co skończyłam ostatnią klasę... codziennie nie miałam siły na nic... jedynie spotkanie z nim. Zaczęłam w pewnym momencie się kaleczyć, nie to, że chciałam się zabić, lecz zastąpić jeden ból drugim. Ale owszem, miałam myśli samobójcze i mam, ale także mam kogoś dla kogo muszę żyć (Matka). Za tym stanem smutku, załamania występuje u mnie lęk przed ludźmi... Czasami muszę się po prostu zmuszać, aby wyjść do sklepu. Mieszkam w internacie, a więc posiłki mam na stołówce i praktycznie zawsze idę, kiedy nie ma innych... Nie mam chęci rozmawiać i spotykać się z kimś... a nawet nie mam takiej chęci, aby robić to, co kocham, niby chcę, ale żeby wybrać się w to miejsce już nie mam ochoty. Ja wiem, że musiałabym iść do psychologa, ale chcę sobie sama poradzić i tak pewnie nie dam rady, ale co tam, próbować można. Nie wiem, po co to napisałam, chyba chodzi o to, żeby ktoś mi powiedział, co zrobić, by mieć tę chęć do zrobienia czegokolwiek (to moje zachowanie nie występuje każdego dnia i w każdym miejscu, ogólnie inni mnie widzą jako osobę, która cały czas się śmieje itp.).

Czy możliwe jest wyleczenie depresji lub fobii tylko lekami?

A więc tak, żeby po odstawieniu leków efekty były widoczne przez długi czas? Serdecznie proszę o pomoc! Pozdrawiam
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy to schizofrenia czy borderline?

Od dawna ludzie mi mówili, że jestem dziwna i inna od wszystkich. Często wycofywałam się z kontaktów społecznych, nie lubię tłumu ludzi, gdyż mam wrażenie, że wszyscy się na mnie gapią. Często mam wrażenie, że inni mnie obgadują bądź są...

Od dawna ludzie mi mówili, że jestem dziwna i inna od wszystkich. Często wycofywałam się z kontaktów społecznych, nie lubię tłumu ludzi, gdyż mam wrażenie, że wszyscy się na mnie gapią. Często mam wrażenie, że inni mnie obgadują bądź są na mnie obrażeni. Ostatnio wielu ludzi się ode mnie odwraca. Uważam, że mam więcej osobowości: przed każdym udaję kogoś innego, bojąc się ukazać prawdziwe oblicze, którego nie znam do końca. Zawsze robiłam to, co chcą rodzice i czuję, że jestem ich osobowością, a swojej nie mam. Mam niskie poczucie własnej wartości, w życiu nie mogę sobie znaleźć miejsca, przyszłość wydaje mi się beznadziejna pod każdym względem - nie chcę zakładać rodziny, sprawy miłości też mnie nie interesują, a i żadna praca na przyszłość mi nie odpowiada... nie nadaję się do niczego, nie wiem czego chcę naprawdę. Czuję pustkę w środku, wolę zabawy z dziećmi niż rozmowy z rówieśnikami (20 lat), bo tylko przy nich czuję się lepiej. Czuję się dzieckiem. Ludzie mnie nie rozumieją. Odczuwam też strach przed krytyką i wszystko długo przeżywam. Tnę się żyletkami, szukam zapomnienia w zażywaniu tabletek z kodeiną, często bywam sama, opowiadam znajomym, że chcę i usiłuję się zabić, lecz nie wiem, czy chcę... może kiedyś... Szukam cięgle zrozumienia. Mam od ludzi duże wymagania. W domu często prowokuję kłótnie, lubię wśród innych zwracać na siebie uwagę. Nudzę się ludźmi, często zaczynają mnie denerwować, sama nie wiem dlaczego. Chyba mam też mitomanię, zaniedbuję obowiązki. Panicznie boję się odrzucenia, lubię zwracać na siebie uwagę. Bywam agresywna, opisuję czasem, korzystając z przeżyć innych osób i uznając je za własne. Często też upatruję sobie osobę wydającą mi się atrakcyjną pod wieloma względami, czatuję na nią zawsze i chcę by mnie widziała i podziwiała. Często czuję się ciężarem dla innych. Także jestem nerwowa, stresuję się i gryzę paznokcie. Zdarza mi się objadać. O co tu we mnie chodzi?

Złowrogie, natrętne myśli

Witam, potrzebuję pomocy, bo nie wiem co robić. Mam problemy z koncentracją i pamięcią, to wina tych obcych myśli w głowie. Nie mogę już ich czuć, bo zabijają mnie. Jak się do nich nie podporządkuję to te demony zniszczą...

Witam, potrzebuję pomocy, bo nie wiem co robić. Mam problemy z koncentracją i pamięcią, to wina tych obcych myśli w głowie. Nie mogę już ich czuć, bo zabijają mnie. Jak się do nich nie podporządkuję to te demony zniszczą moich bliskich. Boję się o nich i martwię się, że tak jest. Nikomu o tym nie mogę powiedzieć, bo boję się ich zemsty w postaci opętania mojej głowy i śmierci bliskich - pomocy! One dają mi wyraźne znaki swojej obecności, często słyszę bicie dzwonów kościelnych, które przepowiadają problemy. Boję się...  

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Poczucie beznadziejności i kompleksy

Witam. Jestem szesnastoletnią uczennicą trzeciej klasy gimnazjum. Od dłuższego czasu odczuwam znaczny spadek formy. Od dziecka byłam osobą bardzo wrażliwą, bywałam u psychologów z powodu licznych zaburzeń somatycznych na tle nerwowym, jednakże rozmowy ze specjalistami nie przynosiły żadnych rezultatów, ponieważ...

Witam. Jestem szesnastoletnią uczennicą trzeciej klasy gimnazjum. Od dłuższego czasu odczuwam znaczny spadek formy. Od dziecka byłam osobą bardzo wrażliwą, bywałam u psychologów z powodu licznych zaburzeń somatycznych na tle nerwowym, jednakże rozmowy ze specjalistami nie przynosiły żadnych rezultatów, ponieważ przed żadnym nie potrafiłam się otworzyć. Często miewam spadki nastroju i brak chęci do życia. Czasami to trwa przez kilka dni, innym razem chodzę apatyczna przez kilka tygodni, nie mogę jeść, spać, nie mam na nic chęci. Teoretycznie wszystko jest w porządku, ludzie mają mnie za otwartą, przebojową osobę, jednak moja rzeczywistość po powrocie do domu wygląda inaczej. W szkole staram się dopasować do rówieśników i zyskać ich sympatię, mimo to ciągle odczuwam, że mnie nie akceptują. Jeżeli wydaje mi się, że komuś na mnie zależy, to dopada mnie myśl, że prędzej czy później go stracę. Oczywiście, w rezultacie się tak dzieje. Póki jestem wesoła, wszystko jest w porządku, ale gdy po raz kolejny popadam w apatyczne stany, ludzie mnie nie rozumieją i odwracają się ode mnie. Czuję się odrzucona, chociaż z zewnątrz może to wcale tak nie wygląda. Zdarza mi się zapijać smutki alkoholem. Wydaje mi się, że jestem beznadziejna i nic nie potrafię, mam cale mnóstwo kompleksów. Udaję pewną siebie, udaję osobę, którą nie jestem, aby zyskać akceptację innych. Po powrocie ze szkoły idę spać, aby czas do następnego dnia upłynął jeszcze szybciej. Nie widzę żadnych pozytywów w związku z moją przyszłością, szczerze mówiąc, wszystko jest mi obojętne. Mam bliskiego przyjaciela, który mnie wspiera, ale boję się, że i jego stracę. Ufam mu, i wiem, że może moje obawy są irracjonalne, ale nie potrafię odrzucić od siebie tych myśli. Mam już dosyć takiego życia, wydaje mi się, że mogłabym zwrócić się o pomoc do szkolnej pedagog, ale nie wiem, czy aby na pewno jest to konieczne. Jestem przewodniczącą samorządu szkolnego, dobrze się uczę, mam znajomych - czy ja potrzebuję pomocy? Boję się, że będzie to kolejna osoba, która mnie wyśmieje.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Co zrobić, gdy pojawiają się myśli samobójcze?

Mam 15 lat i coraz bardziej mam dosyć życia. Nie mam nikogo, ani ojca, ani matki (mieszkam z mamą, ale ona pracuje), mam dużo problemów, jak na przykład problemy związane z rodzinami, to znaczy nie mam kontaktu z ojcem i...

Mam 15 lat i coraz bardziej mam dosyć życia. Nie mam nikogo, ani ojca, ani matki (mieszkam z mamą, ale ona pracuje), mam dużo problemów, jak na przykład problemy związane z rodzinami, to znaczy nie mam kontaktu z ojcem i jest wszystko w porządku, ale mój dziadek od strony ojca mówi mi, że mam pierwsza zadzwonić do niego. Ja tego nie chcę i przez to powstają kłótnie. Mam problemy z nawiązywaniu kontaktów z innymi ludźmi. Mam też nerwicę, jak mam stres, to boli mnie brzuch. A to się zdarza często. Kiedy chodziłam do różnych szkół, bo dużo się przeprowadzałam i niedawno musiałam zmienić szkołę, bo koledzy mnie wyzywali i znęcali się. Często się zdarza, że myślę o samobójstwie. Co wieczór płaczę do poduszki. Już nie daję rady. Co mam zrobić?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Schizofrenia - czy stan się polepszy po nawrocie choroby?

Witam. Moje pytanie dotyczy schizofrenii. Wiem, że to w sumie portal niezajmujący się tym, jednak mam nadzieję, że ktoś mi pomoże... Niedawno się dowiedziałam, że moja mama od 20 lat choruje na schizofrenię. Nie wiedziałam o tym, jak byłam nastolatką... Witam. Moje pytanie dotyczy schizofrenii. Wiem, że to w sumie portal niezajmujący się tym, jednak mam nadzieję, że ktoś mi pomoże... Niedawno się dowiedziałam, że moja mama od 20 lat choruje na schizofrenię. Nie wiedziałam o tym, jak byłam nastolatką powiedziano mi tylko, że ma depresję i przyjmuje co miesiąc zastrzyk (co właśnie jest lekiem na schizofrenię). Nigdy wcześniej nie zauważyłam jej dziwnego zachowania, zawsze była trochę nerwowa, ale myślałam, że to jej natura. Nie mieszkam z nią od kilku lat (jestem za granicą), moje rodzeństwo także od roku wyprowadziło się z domu, także mama była w domu tylko z moim ojcem, który jednak pracuje i nie ma dla niej zbytnio czasu. On sama nie pracuje, gdyż jest na rencie. Jednak ostatnio gdy ją odwiedziłam, zauważyłam że jej zachowanie się zmieniło, zaczęła bardzo narzekać, że jest samotna, całymi dniami przesiadywała na Internecie, żaląc się obcym osobom, miała wybuchy złości, a za chwilę jej przechodziło, ciągle wspominała dawne czasy - dzieciństwo, studia itd. Pomyślałam, że jest dziwna... inna niż zawsze, ale tłumaczyłam to tym, że rok temu zmarła jej siostra i że przejmuje się tym, oraz doskwiera jej samotność, gdyż ja z bratem już z nią nie mieszkamy, a tato ma swoje sprawy (nie miałam zielonego pojęcia, co się za tym kryje...). Często jej radziłam, że powinna wyjść do ludzi, a nie ciągle siedzi w domu, albo żeby znalazła dorywczą pracę na parę godzin tygodniu lub zaczęła uprawiać jakiś sport. Ona jednak zawsze znalazła jakąś wymówkę i rozmowa się kończyła. Parę dni temu, gdy weszłam na jedną ze stron internetowych, na której często lubiła siedzieć, zauważyłam, że to, co pisze, jest kompletnie bez sensu i nie wyglądało to jakby miała problemy z Internetem. Jej wypowiedzi były pozbawione sensu, wypisywała pojedyncze wyrazy związane z jej osobą lub otoczeniem, jednak nie tworzyły one logicznych zdań. Wiem, że nigdy by takiego czegoś nie napisała publicznie... Połączyłam fakty z mojego pobytu u niej w domu i wtedy doszłam do wniosku, że z nią jest coś nie tak. Gdy zadzwoniłam do brata, on mi powiedział, że to schizofrenia, która jest się uaktywniła znów po 20 latach. Byłam w szoku, dlaczego nikt mi wcześniej o tym nie powiedział!!! Chciałam się poradzić, czy to możliwe, że podczas ciągłego przyjmowania tych leków na schizofrenię (około 20 lat), ta choroba powróciła??? I czy to oznacza, że powinna zacząć brać coś mocniejszego??? Dodam tylko, że nie ma mowy na razie, by wziąć ją do lekarza czy szpitala, bo to pogorszy jej stan psychiczny. Mój ojciec się nią zajmuję, wychodzi na spacery i dużo rozmawia. Ponadto skonsultował się z jej stałym lekarzem i podaje jej leki, które mają zacząć działać po 2, 3 tygodniach. Jak to możliwe, że podaje się pacjentowi leki w momencie gdy jest on już na silnych lekach o tylu lat????!!!!!!!!!!!!! Czy jest szansa, że znów jej się to ustabilizuje??? Czy można taką osobę zostawić samą w domu (nie mamy możliwości, by była z kimś z rodziny non stop). Dodam tylko, że rzekomo te objawy są łagodniejsze niż te sprzed lat. Proszę o odpowiedź. Dziękuję i pozdrawiam.
odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Wariuję?

Witam. Mam 19lat, jestem kobietą. Tak naprawdę nie wiem, od czego mam zacząć, czuję się jak wariatka... hm, dokładnie nie wiem, jak mam to opisać, ale postaram się. Przez trzy lata mieszkałam w bursie, z jednej mnie wyrzucili, ponieważ dostałam...

Witam. Mam 19lat, jestem kobietą. Tak naprawdę nie wiem, od czego mam zacząć, czuję się jak wariatka... hm, dokładnie nie wiem, jak mam to opisać, ale postaram się. Przez trzy lata mieszkałam w bursie, z jednej mnie wyrzucili, ponieważ dostałam najniższą notę z zachowania... Przeniosłam się do drugiej, mieszkałam w niej dwa lata. Ludzie, z którymi przebywałam przez dwa lata, od niedzieli do piątku, 24 h. Twierdzą, że mam adhd, w rzeczywistości reagowałam na to śmiechem, jak dziewczyna w wieku 19 lat może posiadać adhd... Jednak zrobiło mi się nie do śmiechu. Nie wiem, co się ze mną dzieję, czuję się jak by ktoś we mnie siedział, jakaś druga osoba. Zachowuję się nieprzeciętnie, ludzie mnie postrzegają jako 'duże dziecko', mówią, że unoszę się ponad rzeczywistością. Czasami mam taki przypływ energii, że nie mogę wysiedzieć, wtedy biorę do ręki suszarkę - tańczę, śpiewam... Mam doskonały humor, po kilku dniach przychodzi dół. W nocy nie mogę spać, w dzień mam napady senności. Potrafię płakać z błahych powodów. Dlaczego? Nie wiem. W szkolę tak samo było, nie potrafiłam się skupić, ciągle zwracano mi uwagę, dlaczego zajmuję się tym, co nie trzeba. Rysowałam coś na marginesach, marzyłam. Moja wyobraźnia jest bardzo bujna, mam milion myśli na sekundę. Mam wrażenie, że inni ludzie za mną nie nadążają, robię rzeczy, które dla mnie są normalne dla innych natomiast nienormalne. Idąc ulicą, mam ochotę krzyczeć, wbiegać pod samochody. Jakieś głupie pomysły, które mogłyby się źle skończyć. Ostatnio bliska mi osoba powiedziała, że się mnie boi... W ostatni weekend miałam siebie dość, chciałam być kimś innym. Założyłam na siebie szlafrok, coś na głowę, okulary których nie noszę i poszłam do sklepu. W rzeczywistości czułam się doskonale, robiłam to, na co miałam ochotę - tańczyłam i śpiewałam. Jak kompletna dziwaczka. Ludzie na mieście na mnie dziwnie się patrzyli. Notorycznie tamtego dnia ciągle bym się uśmiechała. Ostatniej nocy, miałam bardzo dziwny sen. Myślałam, że to się stało na prawdę. Mianowicie wydawało mi się, że mój brat wszedł do pokoju, jakieś słowa kierował do mnie, po czym ja się odwróciłam i zasnęłam. Jednak kiedy się obudziłam, mojego brata wcale nie było na noc w domu, okazało się że był u dziewczyny. To była pierwsza sytuacja, była również druga. Pewnej nocy obudziłam się, spojrzałam się na drzwi, a tam była ciemna postać, po prostu unosząca się w powietrzu. Taka czarna smuga, ale promieniowała. Nie mogłam z siebie wydusić żadnego słowa, po czym odwróciłam się jakby nic nie było do ściany i zasnęłam. Przez parę dni chodziłam jak obłąkana, nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Gdy zbliżał się wieczór i było ciemno, nadchodził wtedy strach. Za parę dni mam maturę, wszyscy wokół mnie mi to przypominają. Jednak ja na luzie, wciąż sobie nie zdaję z tego sprawy. Dziękuję za uwagę. Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Kocham moją autoagresję!

Mam 20 lat, od dwóch lat cierpię na autoagresję. Nie mogę żyć bez tego, kocham to! Uwielbiam rany na moim ciele i lubię, kiedy po rękach spływa mi krew. Od dłuższego czasu myślę o śmierci i samobójstwie, nie próbowałam...

Mam 20 lat, od dwóch lat cierpię na autoagresję. Nie mogę żyć bez tego, kocham to! Uwielbiam rany na moim ciele i lubię, kiedy po rękach spływa mi krew. Od dłuższego czasu myślę o śmierci i samobójstwie, nie próbowałam się jeszcze zabić, ale wiem, że będę próbowała... Nienawidzę życia i siebie za to, jaka jestem. Nie powinnam żyć, nie zasługuję na to. Nic mnie nie cieszy, przeciwnie, wszystko mnie przygnębia. Bez przerwy jestem zmęczona, nie mam ochoty dosłownie na nic. Najlepiej cały dzień przeleżałabym w łóżku, albo i całe życie. Chciałabym zasnąć i się nie obudzić. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja zupełnie nie wiem, kim jestem... Nie mam pojęcia... :(:(:(:(... Boże, kim ja jestem??? Jestem bezużyteczna, do niczego się nie nadaję, nienawidzę siebie!!! Boję się lekarzy, nie chcę ich widzieć, nie potrzebuję ich! Co zrobić...? Nie chcę tak żyć... Nie chcę żyć w ogóle...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Wahania nastroju - co mi jest?

Witam, nie wiem jak zacząć. Wiem, że mam fobię społeczną, to mam zdiagnozowane, ale od niedawna mam coś jeszcze... co to takiego? Jeszcze rok temu byłem w głębokiej depresji, trwała ona od kilku lat. Depresji zawdzięczam dwie próby samobójcze i...

Witam, nie wiem jak zacząć. Wiem, że mam fobię społeczną, to mam zdiagnozowane, ale od niedawna mam coś jeszcze... co to takiego? Jeszcze rok temu byłem w głębokiej depresji, trwała ona od kilku lat. Depresji zawdzięczam dwie próby samobójcze i trzy pobyty w psychiatryku. Udało się ją osłabić, ale tylko na jakiś czas. Trwała ona do zeszłego roku, mniej więcej do lipca. Wtedy też poznałem przez internet i w krótkim czasie spotkałem się z pewną kobietą, nie ważne kto to i co razem robiliśmy... ;) Ważne, że mi się nagle poprawiło, praktycznie z dnia na dzień. Z dołka wpadłem w niekończącą się euforię, z każdym tygodniem było to coraz silniejsze. Najlepiej czułem się chyba na jesieni, później ten stan zaczął słabnąć i wpadłem w coś znacznie gorszego niż zwykła depresja (o tym niżej). Nie czułem wyłącznie euforii, dopiero później, po jakimś czasie zacząłem się nad tym wszystkim zastanawiać, na początku po prostu się z tego cieszyłem. Zauważyłem u siebie wiele zmian, oprócz euforii najdotkliwiej odczułem popęd seksualny. Miałem taką "chcicę", że musiałem "rozładowywać napięcie" każdego dnia, nawet po kilka razy dziennie. W głowie pojawiały się miliony myśli na minutę, często były one absurdalne, potrafiłem wybuchnąć śmiechem bez powodu, tak po prostu śmiać się z niczego. Miałem ochotę skakać w miejscu i głośno krzyczeć jak jakiś kretyn, nosiło mnie, tzn. nie mogłem usiedzieć na miejscu, musiałem coś robić, cokolwiek. Dobrze, że wtedy pracowałem (dosyć ciężka praca, głównie fizyczna), ale mimo pracy cały czas miałem w sobie mnóstwo energii, jakby nic mi z niej nie ubywało. Przez cały ten czas byłem pobudzony, niepoważny, czasem gorszy niż małe dziecko, poddenerwowany, szybciej niż zwykle się irytowałem i było to silniejsze niż dawniej, potrafiłem się wściec bez powodu, a po chwili się z tego śmiać. Co to było? Mania? Od razu uprzedzam pytanie - nigdy w życiu nie ćpałem amfetaminy ani niczego innego, co mogłoby mnie wprowadzić w taki dziwny stan na tak długi czas, nie biorę też żadnych leków (tzn. psychotropów nie biorę, bo inne leki tak). Jak wyliczyłem, stan ten trwał jakieś 5 miesięcy, od połowy lipca (chociaż te najlepsze dni zaczęły się w sierpniu) do początku grudnia. A teraz ten drugi stan, w którym obecnie jestem. To jest dopiero dziwne. Nie jest to czysta depresja, chociaż jeszcze nie dawno tak mi się wydawało. W depresji nastrój jest stale obniżony, a u mnie jest on raz delikatnie obniżony, raz w normie (taki obojętny stan, nic wtedy nie czuję), a raz delikatnie podwyższony. Każdego dnia zmienia się co najmniej kilka razy. I właśnie to mnie dobija, już nie wytrzymuję psychicznie. Codziennie wpadam w małego doła, codziennie mi się poprawia, co jakiś czas dopadają mnie też te obojętne stany, czuję się wtedy jak pozbawiona uczuć maszyna. Codziennie się złoszczę, dołuję, smucę, a po chwili nagle mi przechodzi i potrafię się tak jak dawniej śmiać z niczego, poczuć przez chwilę radość, wtedy wszystko jest takie piękne... do czasu aż znów nastrój mi spadnie do zera, a nawet poniżej. Nie mam już gonitwy myśli, może tylko czasem, pojawia się za to uczucie, hmm, nie wiem jak to nazwać, odrealnienia? Tak jak po paleniu marihuany (wiem co mówię, dawniej paliłem nie raz), to takie dziwne uczucie, wszystko jest mi dobrze znane, ale w tej danej chwili wydaje się obce, dziwne, często śmieszne. W tych momentach czasem czuję się jak w jakimś komiksie/filmie/bajce/śnie, zauważyłem, że wtedy mój wzrok jest jakiś inny, tj. widzę nieco ostrzej, wyraźniej, albo po prostu skupiam się na nieistotnych i wcześniej niezauważalnych drobnych szczegółach z otoczenia. Co to jest? Czyżby stan mieszany, depresja i mania jednocześnie? Nie wiem już co o tym wszystkim sądzić. To jest naprawdę męczące, codziennie mam ochotę się pociąć, ryczeć jak dziecko, a po chwili znów wszystko mam za przeproszeniem gdzieś (jak w tej bezustannej euforii), czuję się lepiej, mam pozytywne myśli i tak na okrągło, później znów mi się pogarsza. Proszę o radę, co to u licha jest? CHAD? Czy jakaś gorsza psychoza lub zaburzenie afektu? Z góry dziękuję za odpowiedź, to dla mnie ważne, ponieważ z pewnych przyczyn jeszcze przez wiele miesięcy nie będę miał ubezpieczenia, a obecnie nie pracuję i na prywatną wizytę u psychiatry/psychologa mnie nie stać :(. Na rodzinę nie liczę, oni niczego nie rozumieją i widocznie nie chcą zrozumieć, nie mam u nich żadnego wsparcia, zrozumienia, nic. Pozdrawiam, Marcin.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Potrzeba cięcia się

Za kilka miesięcy skończę 13 lat. Boje się, że mogę mieć depresję. Od zawsze byłam przeciętną uczennicą, niczym się nie wyróżniałam. Ale nigdy nie miałam przyjaciół w szkole. Co prawda mam koleżanki, ale to nie to samo. Ludzie podzielili się...

Za kilka miesięcy skończę 13 lat. Boje się, że mogę mieć depresję. Od zawsze byłam przeciętną uczennicą, niczym się nie wyróżniałam. Ale nigdy nie miałam przyjaciół w szkole. Co prawda mam koleżanki, ale to nie to samo. Ludzie podzielili się na małe grupki, a ja do żadnej nie pasuję. Przez co mam wiele nieprzyjemności. W domu ojciec od roku zaczął nadużywać alkohol. Na początku mi to nie przeszkadzało, ale z czasem było coraz gorzej. Moja mama pracuje bardzo dużo, więc nie wie co w domu się dzieje. Mam siostrę, ale ona dużo przebywa w szkole, a w domu zamyka się w swoim pokoju. A ja w domu przeżywam z ojcem piekło. Było wiele niemiłym, wstrząsających sytuacji, ale nie będę ich tutaj wymieniać. W święta wielkanocne moja ogólna sytuacja całkiem mnie przytłoczyła. Nie chciało mi się wstawać z łóżka, jadłam ogromne ilości jedzenia, a i tak chudłam. Zaczęłam się ciąć, i to stanowi mój główny problem. Nie mam jak z tym skończyć. Nie chcę mówić o tym rodzicom, tym bardziej ojcu, bo mnie znienawidzi, a mamie, bo bez tego i tak ma wiele problemów. Wie o tym tylko jedna osoba, nigdy na ten temat nie rozmawiamy, jest to moja przyjaciółka, z którą mam dobry kontakt, ale nie chcę z nią o tym rozmawiać, bo jest i tak tylko o rok ode mnie starsza i niewiele mi pomoże. Nie chcę zgłaszać się do psychologa, ponieważ musiałabym iść z osobą dorosłą. Wiele razy chciałam skończyć z samookaleczaniem, ale nie umiem. Mam jedną żyletkę, i bardzo boje się, że jeśli ją wyrzucę, a bardzo będę chciała znowu się pociąć, po prostu oszaleję. Biorę leki uspokajające, ale słabe, zwykłe wydawane bez recepty w aptece, ale one niewiele dają. Co mogę zrobić? Błagam, pomóżcie mi, bo ja już nie wiem co robić.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Czy drgawki, kołatanie serca i utrata równowagi to objawy nerwicy?

Pocenie się rąk, drgawki, kołatanie serca, nagłe zmiany temperatury rąk, nagłe słabości, utrata równowagi. Obgryzam paznokcie, podgryzam wargi, ucisk klatki piersiowej, trzęsie mi się głowa.
odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Ustawa o Ochronie Zdrowia Psychicznego a leczenie nerwicy (cd.)

Odpowiedź na: http://portal.abczdrowie.pl/pytania/ustawa-o-ochronie-zdrowia-psychicznego-a-leczenie-nerwicy. Dziękuje za odpowiedź. Na pomysł udania się do Urzędy Pracy wpadłem już jakiś czas temu - nawet tam byłem, jednak po zjawieniu się na miejsce, "uciekłem". Zdaję sobie sprawę, że moja sytuacja jest co najmniej trudna i... Odpowiedź na: http://portal.abczdrowie.pl/pytania/ustawa-o-ochronie-zdrowia-psychicznego-a-leczenie-nerwicy. Dziękuje za odpowiedź. Na pomysł udania się do Urzędy Pracy wpadłem już jakiś czas temu - nawet tam byłem, jednak po zjawieniu się na miejsce, "uciekłem". Zdaję sobie sprawę, że moja sytuacja jest co najmniej trudna i nie wymagam od Państwa jakiejś genialnej odpowiedzi, bo w Polsce po prostu jest takie, a nie inne prawo, i czasami po prostu nie ma rozwiązania (każdy z nas zna chociażby z TV takie sytuacje, że nieraz ludzie, czasami bardzo ciężko chorzy somatycznie, nie otrzymują żadnej pomocy od naszego kraju i pieniądze na leczenie muszą zbierać na własną rękę). Dlatego chciałbym się po prostu dowiedzieć czy mam jeszcze jakąś szanse na bezpłatne leczenie, czy muszę po prostu jakoś sam znaleźć pieniądze na leczenie? Co tak naprawdę daje orzeczenie o niepełnosprawności? Czy jest to droga do uzyskania renty, czy obie "rzeczy" nie mają ze sobą nic wspólnego i takie orzeczenie daje inne prawa/ułatwienia?
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Co mi jest? I co robić?

Witam. Mam na imię Andrzej i mam 22 lata. Mam pewien problem w głowie, z którym nie umiem sobie poradzić, a mianowicie od jakichś 8 miesięcy bardzo dziwnie się czuję. Jestem strasznie krytyczny wobec siebie, wytykam sobie wszystkie wady, a...

Witam. Mam na imię Andrzej i mam 22 lata. Mam pewien problem w głowie, z którym nie umiem sobie poradzić, a mianowicie od jakichś 8 miesięcy bardzo dziwnie się czuję. Jestem strasznie krytyczny wobec siebie, wytykam sobie wszystkie wady, a doszło nawet do tego, że wszystkie moje zalety stały się również wadami, np. kontakt z ludźmi, pewność siebie, asertywność, i można by tak długo wymieniać. Jestem ciągle skupiony na sobie. Odkąd wstaje, do momentu, aż pójdę spać, jestem wyłączony na świat, ciągle myślę co mi jest albo jaki to ja jestem... I lecę po sobie. Nawet dochodząc do jakiegoś problemu jakoś go układam w głowie, ale objawy, które były wcześniej pozostają, bądź nasuwa się nowy problem. Ciągle czuje się winny wszystkiemu i nie ma chodź odrobiny woli walki o swoje, nie mam już poglądów i nie potrafię wyrażać z przekonaniem własnego zdania. Wszystko co mnie wcześniej cieszyło teraz dla mnie nie istnieje, na niczym mi nie zależy. I zdarzają mi się myśli samobójcze (co prawda dopiero po alkoholu, którego ostatnio nadużywam), w momencie gdy nic mi nie wychodzi to mam uczucie, że chociaż ta jedyna rzecz mi wyjdzie, choć wiem, że naprawdę i tak tego nie zrobię. Z objawów fizycznych to ciągle mam bóle głowy i kłucie w klatce piersiowej, załzawione oczy i nadmierną potliwość. Za powód tego wszystkiego uważam kłótnię z kumplem. Od tego się to wszystko zaczęło i powoli narastało. Było to podczas wspólnych wakacji z ekipą, na oczach której wyszydzał mnie i obrażał za to jaki jestem, ewidentnie po to, by lepiej poczuło się jego ego. Ja, nie wiedzieć czemu, nie przeciwstawiłem się temu,  mimo iż irytował mnie. Przez całe wakacje zachowywał się on zupełnie inaczej, jak obcy człowiek. Ze względu, że był on mimo tego moim najlepszym kumplem, postanowiłem i podczas tej kłótni (gdzie powinien porządnie oberwać, gdyż przekroczył granicę, której u mnie nikt nie przekroczył), jak i po wakacjach, odesłać honor i dumę na drugi plan, byleby tylko, "przyjaźń" ta przetrwała. Liczyłem na podobny ruch z jego strony, ale niestety - on wykorzystał to i ciągle mnie obrażał, a ja porzucając siebie, nie mogłem potem wyjść z roli, którą mi przypisał. Teraz niby jest OK, gadamy ze sobą, ale to już chyba nie to. Odgryzłem się na nim wiele razy, doszedłem w pewnym momencie do siebie, lecz nie przyniosło to ulgi. Najbardziej boli mnie to, że on wyrobił sobie przewagę, przez którą bezczelnie czuł się pewny siebie i nie zauważył w tym mojej opisanej wyżej inicjatywy. Jako drugi bodziec, który może być jedną z przyczyn, mogę dodać, że miałem niegdyś przez 4 lata codziennie wieczorem napady lękowe przed śmiercią tyle, że żadnego zagrożenia życia nie było. Wyleczyłem się z nich sam, bez pomocy specjalisty. Dodam tylko, że przed tym byłem osobą pewną siebie, przed którą wszyscy czuli respekt i szacunek i nie bałem się sprostać nawet najcięższym wyzwaniom. Teraz kompletnie nie jestem sobą, zatraciłem całego siebie. Zdałem sobie niedawno sprawę, że dałem sobie po tym wszystkim wmówić wiele rzeczy i się ich wyzbyłem, ale mimo to objawy nie znikają, jedynie się zmniejszają. Wiem również o tym, że są różne dni, raz lepsze, a raz gorsze, ale ja już mam tego dość. I w związku z tym mam pytanie: co mi jest? Wiem, że powinienem pójść gdzieś z tym, ale, po pierwsze, nie wiem gdzie najpierw: czy psychiatra czy psychoterapeuta, a po drugie - nie mam w tej chwili pracy i nie mam pieniędzy aby na dłuższą metę rozpoczynać terapię. Dziękuje za przeczytanie i oczekuję na odpowiedź. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak to w końcu wyleczyć?

Witam. Mam 19 lat i od 13 roku życia zmagam się z depresją i nerwicą. Chodziłam przez jakis czas do psychologa, brałam tabletki psychotropowe, ale zrezygnowałam z wizyt. Miałam wiele prób samobójczych. Wyszłam rownież z uzależnienia od psychotropów. Od kilku...

Witam. Mam 19 lat i od 13 roku życia zmagam się z depresją i nerwicą. Chodziłam przez jakis czas do psychologa, brałam tabletki psychotropowe, ale zrezygnowałam z wizyt. Miałam wiele prób samobójczych. Wyszłam rownież z uzależnienia od psychotropów. Od kilku miesięcy czuję, że mam 'nawrót' . Mam dość wszystkiego, siebie, ludzi, związku z chłopakiem, wszystkiego. Nie potrafię się cieszyć życiem, cennymi chwilami. Zastanawiałam się nad powrotem na sesję z psychologiem, ale nie jestem pewna... może dlatego, że poprzednia pani psycholog, delikatnie mowiąc, nie chciała mi pomóc. Proszę o jakąś poradę, bo już naprawdę nie mogę wytrzymać, ciągle płaczę, nie śpię, mam cały czas natłok myśli i dość życia...

Co powinienem zrobić?

Mam 16 lat i jestem już po kilku... kilkunastu próbach samobójczych. Nawet nie wiem, czy można to tak nazwać... 4 razy wziąłem po około 80 tabletek i za każdym razem wychodziłem z tego po dłuższym lub krótszym leżeniu w szpitalu....

Mam 16 lat i jestem już po kilku... kilkunastu próbach samobójczych. Nawet nie wiem, czy można to tak nazwać... 4 razy wziąłem po około 80 tabletek i za każdym razem wychodziłem z tego po dłuższym lub krótszym leżeniu w szpitalu. Nie mam pojęcia, kiedy to się zaczęło... myślę o tym od 4-5 lat, a od kilku miesięcy... jest to moim marzeniem i jedynym celem, który powoli realizuję... Mam jedną przeszkodę, dziewczynę, którą poznałem. Zdaje się, że martwi się o mnie i od jakiegoś czasu robię wszystko, aby mnie znienawidziła. Starałem się prosić ją o to, aby ze mną już nie pisała, bo wiem, że zapewne kiedyś to zrobię i nie chcę Jej skrzywdzić. Ostatnio udawałem nawet, że ją kocham, aby dowiedzieć się, czy ona to odwzajemnia i w razie czego to zniszczyć póki czas. Dzięki Bogu ma kogoś innego. Dziś udało mi się namówić ją na to, aby obiecała mi, że w razie czegokolwiek i tak ma być szczęśliwa. Więc... zdaje się, że ją to już tak nie zaboli i mogę z 'czystym sumieniem' wracać do realizacji marzeń. Rozmawiam sam ze sobą... na początku jedynie w nocy, ostatnio słyszę swój głos nawet w dzień. Strasznie się pocę, tracę kontrolę nad sobą, kulę się i czuję tylko przechodzące mnie dreszcze. Może to idiotycznie zabrzmi, ale... nie potrafię tego zatrzymać, chociaż do cholery ja robię to sam sobie... jakbym tracił na ten czas kontrolę. Strasznie się tego boję... 'słyszę' tylko o tym, że mam się zabić, że tak będzie dla innych lepiej. Do czasu jak częściej rozmawiałem z tą dziewczyną, mówiłem do siebie, że mnie oszukuje, śmieje się za plecami. Plany znienawidzenia mnie przez innych też wymyślam podczas takich ataków. I najgorsze jest to, że skutkują... ta dziewczyna teraz będzie szczęśliwsza beze mnie. Mój nastrój huśta się w tą i z powrotem. Raz coś jest dobre, a za chwilę złe. Minutę temu zrobiłbym coś, a teraz aż mnie ciarki przechodzą. Codziennie budzi się inny ja. Ja potrafiący cieszyć się, a za kilkanaście minut płakać. Ja próbujący samobójstwa i ja starający się znaleźć pomocy. Czasem nawet zdawało mi się, że wyżej wspomnianą dziewczynę mógłbym naprawdę pokochać. Ale to nie dla mnie. Często ryzykuję. Nie obchodzi mnie śmierć czy też znienawidzenie. Ba... ja tego pragnę. Nic dla mnie nie ma sensu. Praca jak i cały świat. Wszystko zdaje mi się nudne i na dłuższą metę bezcelowe. Nie potrafię rozmawiać. Muszę się długo przyzwyczajać, aż z kimś będę mógł rozmawiać. Ale to już moja cecha... Rodzinie nic nie powiem, zrobiłem wszystko, aby ich to nazbyt nie obchodziło. Z sukcesem. Poza tym nie wierzyli lekarzom, że moje wizyty mogłyby być próbami samobójczymi. Zresztą... ja sam się do tego nie przyznałem. Przez te kilka miesięcy osiągnąłem sukces. Już nie mam komu się wyżalić i nikomu na mnie nie zależy. Tak jak tego 'chciałem'. Wygrałem? Piszę to kilkanaście minut po próbie powieszenia się.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nie wiem, czy to jest depresja, czy nerwica?

Moja mama już choruje na to coś około roku, nie może już nic robić, wydziera się na wszystkich, jak oni to wszystko jej robili, mówi, że przywożą z zagranicy jakieś świństwa i jej puszczają. Proszę o pomoc, była już u psychiatry, ma tabletki, ale jej nie pomagają.
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Unikam ludzi...

Witam! Mam 18 lat i jeszcze do niedawna wydawało mi się, że to całkiem normalne, że każdy unika ludzi, wśród których źle się czuje. Na początku byli to rówieśnicy z gimnazjum, później ze szkoły średniej. Ich rozmowy wydawały mi się...

Witam! Mam 18 lat i jeszcze do niedawna wydawało mi się, że to całkiem normalne, że każdy unika ludzi, wśród których źle się czuje. Na początku byli to rówieśnicy z gimnazjum, później ze szkoły średniej. Ich rozmowy wydawały mi się tak nieciekawe, że wkrótce w ogóle przestałam się do nich odzywać. Sposób, w jaki spędzali wolny czas po szkole wydawał mi się głupi, nie chciałam go spędzać z nimi. Nie mam przyjaciół, bo nie znajduję wśród ludzi osób, którym mogłabym zaufać. Około rok temu wszyscy ludzie dookoła zaczęli mnie denerwować. Nie tylko rówieśnicy, którzy mnie nie rozumieją, ale także obcy ludzie na ulicy, powodują, że wzbiera we mnie złość. Nienawidzę ludzi w autobusie, w sklepie, w kinie, a nawet na ulicy. Denerwuje mnie to, co mówią, co robią i jak robią. Nienawidzę na nich patrzeć i jeszcze bardziej nienawidzę, kiedy oni przyglądają się mi. Przestałam wychodzić z domu, bo nie mogę wytrzymać w miejscach publicznych dłużej niż kilka minut. Kiedy idę chodnikiem, w głowie mam tylko dwie myśli - dlaczego jest tutaj tylu ludzi i kiedy wreszcie znajdę się w domu. Rodzina mnie nie rozumie. Dlaczego mam takie negatywne odczucia nawet wobec obcych ludzi? Czy powinnam pójść na jakąś terapię?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Patronaty