Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 9 0

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje z rodzicami i teściami: Pytania do specjalistów

Nie potrafię żyć w zgodzie z rodzicami

Mam 16 lat, jestem kobietą. Rok temu w maju trafiłam do domu dziecka, ponieważ oszukiwałam rodziców i byłam z chłopakiem o 5 lat od siebie starszym. Tato nie zaakceptował tego. Paliłam, piłam i dużo wagarowałam, mimo iż wcześniej miałam bardzo...

Mam 16 lat, jestem kobietą. Rok temu w maju trafiłam do domu dziecka, ponieważ oszukiwałam rodziców i byłam z chłopakiem o 5 lat od siebie starszym. Tato nie zaakceptował tego. Paliłam, piłam i dużo wagarowałam, mimo iż wcześniej miałam bardzo dobrą średnią i zachowanie w szkole, nigdy nie było ze mną problemów w szkole. Jednego dnia tato strasznie mnie pobił za to i sprawa poszła do sądu. Potem wycofałam zeznania i powiedziałam, że kłamałam, więc od wakacji byłam w domu... Jeden, dwa miesiące było wszystko dobrze, później znów zaczęło mnie ciągnąć do związków ze starszymi facetami (mam opinię kur**). Po tym wszystkim dostałam nadzór kuratora... Mimo wszystko dalej oszukuję rodziców i nie mogę przestać. Parę dni temu ktoś przyszedł do ojca i powiedział, że ma zdjęcie moje ze starszym chłopakiem... To bardzo możliwe... Doszło do rozmowy między mną a ojcem. Stwierdził, że nie mam honoru, ambicji i że jestem dnem, i zapytał, czy chcę wrócić do domu dziecka... Odpowiedziałam, że tak... Boję się, że przeze mnie on zrobi sobie krzywdę, bo wiem, że go ranię, ale nie potrafię się zmienić... Czasem sama mam myśli samobójcze... mój tata jest nerwową osobą i nie potrafię z nim rozmawiać... źle mi w domu... Mój dzień wygląda tak, że po szkole mam wracać do domu, uczyć się, sprzątać i zajmować rodzeństwem... więc zawsze wymyślałam dodatkowe zajęcia, żeby móc się spotkać z chłopakiem czy koleżankami... Gdy brakowało mi kasy, zawsze znalazłam tzw. frajera, żeby mi np. zasilił konto... Nie potrafię być z jednym facetem, bo czuję do nich nienawiść, ale nie potrafię nie mieć żadnego, bo gdy mnie wszystko dobija, to wolę mieć kogoś, z kim mogę pogadać (przytulić się). Z rodzicami jest to czasem niemożliwe... Teraz jak to piszę i o tym myślę, czuję żal do siebie, ale i po części siebie rozumiem. W domu czuję się jak w klatce. Kocham rodziców, ale nie potrafię tak dłużej. Czasem lubię poszaleć, a oni chcą, abym była grzeczną dziewczynką. Rozumiem ich, martwią się i mają rację, ale ja tego nie potrafię zaakceptować... Kiedyś dojdzie do tragedii, bo albo ja nie wytrzymam, albo tato... Pomóżcie mi...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Jak przekonać rodziców, że słusznie postępuję?

Witam, mam 15 lat. Z testu zrobionego na tej stronie uzyskałam 23 punkty. Często mam napady, że przez kilka dni ciągle chodzę płaczliwa, nie mam siły o siebie zadbać, dużo śpię w dzień, a w nocy się budzę po kilka...

Witam, mam 15 lat. Z testu zrobionego na tej stronie uzyskałam 23 punkty. Często mam napady, że przez kilka dni ciągle chodzę płaczliwa, nie mam siły o siebie zadbać, dużo śpię w dzień, a w nocy się budzę po kilka razy. Często mam sny, po których budzę się zalana łzami. Są dni, kiedy zjem śniadanie, obiadu nie i małą kolację, a kiedy indziej jem i jem. Mam wszystkiego dosyć i częste myśli samobójcze. Potem jest dzień, dwa, kiedy jest lepiej, mam dosyć dobry humor, uśmiecham się. Natomiast z moim brakiem humoru ukrywam się przed rodzicami, bo gdy widzą, że płaczę, to za wszelką cenę chcą wiedzieć czemu, a jak nie mówię, to krzyczą, że się martwią (nie mówię im, bo według nich „zasłużyłam na to wszystko”).

Zaczęło się od tego, że mama przeczytała moje archiwum na Gadu-Gadu (było to już prawie 5 miesięcy temu). Były tam moje prywatne rozmowy z chłopakiem (ma 18 lat, jesteśmy razem prawie półtora roku), z których wyczytali, że uprawiamy seks. Często także mówiłam rodzicom, że idę do koleżanki, a spotykałam się z nim. Po prostu zawsze byłam pewna, że nie mogę im powiedzieć, że idę do niego (tak samo z imprezami). Jak miałam 13 lat i spotykałam się z jednym chłopakiem, to mama powiedziała, że jak będę myślała o pierwszym razie to powinnam z nią porozmawiać o tym, jak się zabezpieczyć. Dlatego zdziwiła mnie reakcja rodziców, gdy się 5 miesięcy temu dowiedzieli, że nie jestem już dziewicą (zabezpieczaliśmy się).

Zabronili mi spotykać się z chłopakiem, wychodzić z domu poza szkołą. Padły nawet słowa typu „ździra”. Byłam sprawdzana na każdym kroku, żeby się przypadkiem z chłopakiem nie kontaktować. Godzina internetu dziennie itp. W końcu odbyliśmy szczerą rozmowę i zgodzili się, żeby mój chłopak przyszedł i z nimi porozmawiał. O dziwo, zrobił dobre wrażenie i pozwolili się nam spotykać (tylko u mnie, kiedy są w domu). W tym okresie straciłam także wiele koleżanek, gdyż nie mogłam wychodzić, a mało komu chciało się siedzieć tylko u mnie. Została mi jedna kumpela z około 10. Straciłam życie towarzyskie, na imprezy nie jestem już prawie zapraszana, bo i tak nie przychodzę. Z czasem mogę wyjść na godzinę-półtora. Ostatnio mogłam pójść na grilla do znajomych, na 2 godziny.

Mój chłopak przetrwał ze mną to wszystko, czasem rozmawiamy z rodzicami, żeby wynegocjować dla mnie trochę więcej wolności. Nie uprawiamy już seksu, mimo to dalej jesteśmy razem i uważamy się za wspaniałą, kochającą jak na ten wiek parę. Niestety przez tę sytuację często się kłócimy, jest mi przykro, że on chodzi na imprezy, basen itd., a ja siedzę w domu, mimo że to przez nasz wspólny „błąd”. Ciągle płaczę i marudzę, że nie chcę już żyć. Rodzice nie chcą mi zaufać, rok temu miałam też wpadkę z alkoholem, jednak uważam, że to się przydarzyło, bo teraz uważam, że alkohol to nie na moje lata i mnie do niego nie ciągnie. W zeszłe wakacje mogłam chodzić na imprezy, ale za to zero picia, co szczerze mówiąc odpowiadało mi i się do tego stosowałam. Rodzice uważają, że jak znów będę miała więcej luzu, to pierwsze co to pójdziemy z moim chłopakiem do łóżka.

Mam także małą siostrę, ma 15 miesięcy i dosyć sporo muszę się nią opiekować. Codziennie na 1-2 godz. z nią na spacer i w domu się nią często zajmuję. Robiłabym to z przyjemnością, jakbym wiedziała, że potem mogę wyjść. W archiwum było także trochę nieprzyjemnych słów o moich rodzicach, które niestety pisałam, gdy się kłóciliśmy. Powiedzieli, że jak będę miała złe oceny na koniec roku, to nie będę mogła się z chłopakiem spotykać. Świadectwo przyniosłam dobre. Czyli w sumie sama sobie nabroiłam, ale nie mogę już znieść tego, że straciłam znajomych, ciągle sie czepiam chłopaka, nie mogę się dogadać z rodzicami...

Codziennie chociaż chwilę płaczę, czasem kilka dni po kilka godzin dziennie, nie dbam o siebie tak jak kiedyś, wiem, że to ja straciłam zaufanie, jednak według mnie decyzja o rozpoczęciu współżycia powinna być moją decyzją, a nie rodziców. Chciałabym, żeby moje życie znów było takie jak kiedyś, żebym się z niego cieszyła i mogła korzystać, bo nastolatką jest się tylko raz. Nie mam już nadziei, że coś się polepszy, że będę mogła znów wychodzić (jak chcę wyjść na dłużej to biorę siostrę, co mało komu odpowiada, mi zresztą też nie). Wydaje mi się, że moje życie nie ma już sensu...

W jaki sposób dojść do porozumienia z rodzicami?

Witam, mam 19 lat i poważny problem. Nie wiem jak dokładnie opisać, aby oddać to, co się naprawdę dzieje i żeby to nie zabrzmiało banalnie. Moje kontakty z rodzicami są koszmarne i doszło to już do tego stopnia, że w...

Witam, mam 19 lat i poważny problem. Nie wiem jak dokładnie opisać, aby oddać to, co się naprawdę dzieje i żeby to nie zabrzmiało banalnie. Moje kontakty z rodzicami są koszmarne i doszło to już do tego stopnia, że w zasadzie codziennie są awantury. Moi rodzice bez przerwy chcą, żebym się zmieniła, była taka jak oni tego chcą, miała takich znajomych, jak oni by chcieli... Nie wiem dlaczego, bo nie nadużywam alkoholu, nie wracam do domu po nocach (najpóźniej o 22.00) i to w weekendy, bo w tygodniu mi nie wolno wychodzić. Jestem studentką i chciałabym mieć w życiu więcej swobody i czasem trochę się rozerwać, bo nigdy nie miałam takiej okazji. Rodzice ciągle znajdowali jakiś powód, by mnie nigdzie nie puszczać, matura itp... Żadna moja koleżanka, przyjaciółka im nie odpowiada, nie wspominając już o chłopaku... Ze swoim pierwszym chłopakiem zerwałam właśnie ze względu na rodziców.... Chłopak, z którym jestem obecnie jest dla mnie najważniejszy... Kocham go prawdziwą i szczerą miłością i naprawdę nie wyobrażam sobie życia bez niego, ale on im nie odpowiada, mimo że nigdy z nim nie rozmawiali.

Próbuję rozmawiać z rodzicami na spokojnie, przedstawiać im swój punkt widzenia, aby mnie lepiej zrozumieli, staram się okazywać, że ja ich rozumiem i nie lekceważę swoich obowiazków wobec rodziców, tyle tylko, że te awantury są już bardzo uciążliwe i boję się, że odbije się to w końcu na ich zdrowiu. Moi znajomi ani chłopak nie są ze 'złych' czy patologicznych rodzin, to naprawdę zwyczajni ludzie, z którymi lubię spędzać wolny czas. Maturę zdałam dobrze, dostałam się na studia, więc naprawdę nie rozumiem, dlaczego rodzice tak ograniczają moją wolność. Co prawda kilka razy nagięłam ich zaufanie, ale to właśnie przez to, że nie mam ani odrobiny swobody. Mama sprawdza mnie na każdym kroku, telefonuje do znajomych, czy na pewno jestem tam, gdzie powiedziałam... Ja naprawdę staram się opisać to wszystko obiektywnie...

Studiuję pracę socjalną, trochę wiem jak powinno się rozmawiać, kiedy ma się tego typu problemy, ale na moich rodziców nic nie działa... Rozmawiałam z babcią nawet, by na nich wpłynęła, ale było jeszcze gorzej... Od wakacji po maturze co rusz łapię jakąś pracę, gdziekolwiek się da, tylko by odciążyć rodziców. Mama była zdolna nawet do tego, by mi zabrać wypłatę... Bo ją "rozp******".... Zrobiłam Wasz test na depresję, bo nie radzę sobie... Naprawdę od ponad pół roku jest tak źle, że sobie przestałam radzić... Moi znajomi i chłopak wspierają mnie, ale mi już wstyd jest im mówić o problemach... I koloryzuję sytuację w domu... Z testu wyszedł mi środkowy stan... Nigdy bym nie napisała w internecie o tym, gdybym znała jakieś wyjście, gdybym widziała chociaż jakieś światełko w tunelu... Ale ono chyba zgasło... Ja nie twierdzę, że moi rodzice chcą źle... Ja wiem, że mają dobre intencje i ja zresztą też chcę być dobrą córką... Oni mówią mi, że do niczego nie zajdę w życiu, że zła jestem... Kiedy ja przysięgam, że się staram jak mogę... Tylko chcę "odciąć pępowinę" i zacząć z nimi żyć na stopie bardziej partnerskiej, bo w tym wieku to już chyba trzeba... Bardzo proszę... Niech mi ktoś pomoże....

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Mam dość życia. Co zrobić?

Rodzice ciągle na mnie krzyczą, za wszystko mnie obwiniają, nie chcą mnie słuchać, przerywają mi w pół zdania, nie dając mi się nawet wytłumaczyć. Mam tego dość. Słyszę tylko od nich, że do psychologa, bo jakaś psychicznie chora, zaraz się...

Rodzice ciągle na mnie krzyczą, za wszystko mnie obwiniają, nie chcą mnie słuchać, przerywają mi w pół zdania, nie dając mi się nawet wytłumaczyć. Mam tego dość. Słyszę tylko od nich, że do psychologa, bo jakaś psychicznie chora, zaraz się powiesi. Ciągle mi mówią, że niby nie chcę ich wysłuchiwać, a oni sami narzucają mi swoje zdanie. Co mam zrobić? Wszyscy są przeciwko mnie.

Jak poradzić sobie z żalem, jaki czuję do rodziców i wszechogarniającym smutkiem?

Mieszkam z chłopakiem, który jest dobrym człowiekiem. Jesteśmy razem już kilka lat. Troszczy się o mnie i wiem, że zawsze mogę na niego liczyć w trudnych chwilach. Niestety cały czas towarzyszy mi zły nastrój. Mój partner ciągle stara się poprawić...

Mieszkam z chłopakiem, który jest dobrym człowiekiem. Jesteśmy razem już kilka lat. Troszczy się o mnie i wiem, że zawsze mogę na niego liczyć w trudnych chwilach. Niestety cały czas towarzyszy mi zły nastrój. Mój partner ciągle stara się poprawić mi nastrój. Za wszelką cenę stara się, bym nie porzuciła swoich pasji. Rozwijam już tylko jedną, przy której się wyciszam. Moim największym problemem jest to, że gdy coś zrobię, czekam na pochwałę od rodziców. Ich pochwała polega na powiedzeniu "fajnie, ok" i najlepiej, bym zniknęła, bo chcą rozmawiać o pracy.

Po wyprowadzce starałam się jak najrzadziej odwiedzać rodzinny dom, mimo że rodzice bardzo nalegali na to, bym przyjeżdżała, w szczególności mama, z ojcem nie mam dobrych kontaktów od jakichś 6 lat. Rodzice nie mają do mnie żalu, że się wyprowadziłam. Był taki czas, że nie mogłam nocować w domu, bo mama bała się o mnie. Zdarzało się, że ojciec bił mnie za złe wyniki w nauce, za to, że byłam niegrzeczna, pyskata. Wszczynał awantury o głupstwa, albo wymyślał problem, który nie istniał. Mama tłumaczyła go tym, że nie wyniósł dobrego przykładu z własnego domu.

Uczyłam się w każdej wolnej chwili, ale dobre oceny niczego nie zmieniły. Ciągle słyszałam, że wszystkie problemy w domu są moją winą, że jestem niewdzięczną córką. Straciłam nadzieję na polepszenie sytuacji, w jakiej się znalazłam. Nie chciało mi się nawet uczyć do matury, ale mój chłopak nalegał, więc ciągle siedziałam w książkach. On studiuje i nie wyobrażał sobie, bym zakończyła naukę jedynie na szkole średniej. Nie poszło mi najlepiej, choć on uważa, że nie spodziewał się tak wysokich wyników. Często w trakcie nauki miałam napady złości, rzucałam wszystkim, jeśli nie potrafiłam przyswoić jakiegoś materiału.

Po zdanych egzaminach rodzice zachowywali się tak, jakby nic się nie zmieniło. Sami nie mają matury, ale mają dobrą pracę. Uważają, że najważniejsze w życiu to iść ciągle do przodu, a uczę się tylko dla siebie. Dostałam się na studia - od rodziców nie usłyszałam ani jednego słowa. Nawet głupiego "jesteśmy z ciebie dumni". Coraz bardziej się zadręczam, mam napady złości i lęku, biję się po głowie i ciele, gdy coś mnie zdenerwuje. Nie potrafię inaczej odreagować stresu. Boję się ludzi. Ciągle mam zły humor, nic mnie nie cieszy. Przed innymi udaję, że wszystko jest dobrze, ale nic takie nie jest.

Kilka razy słyszałam od rodziców, że utyłam, że jestem gruba. Zdarzyło się, że takie uwagi wygłaszali, gdy byli u nich znajomi. Było mi potwornie wstyd. Mój wskaźnik BMI wynosi 22. Odkąd zaczęłam brać tabletki antykoncepcyjne, zrobiłam się pulchniejsza. Mój chłopak powtarza mi, że jestem ładna, wierzę mu, ale mam coraz większe kompleksy... Kilka lata temu chodziłam na kontrole do kardiologa, ponieważ bolało mnie serce i miałam napady duszności. Wszystko na tle nerwowym. Nie skierowano mnie nigdzie. Przez podobny czas boli mnie głowa, dostałam leki, które nie pomagają.

Na przemian albo śpię do oporu i wstaję koło południa, albo nie śpię prawie w ogóle i chodzę nieprzytomna. Mam takie dni, kiedy siedzę w domu, nigdzie nie wychodzę, nie rozmawiam z nikim. Odtrąciłam znajomych. Każdy problem, który roztrząsam sprowadza się do tego, że obojętne, czego bym nie zrobiła, ile bym nie dokonała, nie usłyszę od rodziców niczego dobrego. Mimo to ciągle czekam na te słowa! Rodzice uważają, że nie muszą tego mówić, przecież wszystko robię dla siebie. Mimo rozmowy ich postawa nie zmieniła się.

Mój chłopak chwali mnie na każdym kroku. Twierdzi, że jego słowa są dla mnie nic niewarte, ponieważ ciągle czekam na gest ze strony rodziców. On się zadręcza, mówi, że mam zacząć myśleć o sobie, a ja nie potrafię. Od dawna nie mam ochoty na seks. Kiedyś było inaczej. Żal mi samej siebie i mojego chłopaka, którego ranię swoim zachowaniem. Bardzo go kocham, a on powtarza jak mantrę, bym odcięła się od rodziców i uwierzyła w siebie, w nas. Najgorsze jest także to, że boję się, że gdy będę mieć dzieci, będę tak samo złym rodzicem. Boję się, że nie będę potrafiła pochwalić swojego dziecka, zainteresować się nim, porozmawiać, zabrać do kina. Czuję się pusta, niepotrzebna i nic niewarta.

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik

Jak sobie radzić z rozdrażnieniem i niezadowoleniem?

Od kilku miesięcy jestem bardzo niespokojna. Moja rodzina uważa, że robię się coraz bardziej agresywna i nieuprzejma. Bardzo łatwo doprowadzić mnie do płaczu lub wyprowadzić z równowagi. Jestem stale niezadowolona i rozdrażniona, nawet zwykłe pytanie może doprowadzić mnie do złości....

Od kilku miesięcy jestem bardzo niespokojna. Moja rodzina uważa, że robię się coraz bardziej agresywna i nieuprzejma. Bardzo łatwo doprowadzić mnie do płaczu lub wyprowadzić z równowagi. Jestem stale niezadowolona i rozdrażniona, nawet zwykłe pytanie może doprowadzić mnie do złości. Moja mama ma na mnie duży wpływ i nie potrafię jej odmówić, co bardzo mnie irytuje. Zaznaczę, że w trakcie wybuchów złości nigdy nie mówię tego, co naprawdę myślę w obawie przed konsekwencjami. Wszystko kumuluję w sobie, ale coraz częściej mam wrażenie, że zaraz wybuchnę. Co mam zrobić? Bo według moich rodziców, nic się nie dzieje (nie wiem, czy to ważne, ale mam 20 lat).

Co się ze mną dzieje? Czy coś mi dolega?

Mam 12 lat i chodzę do 6 kl. Moja mama ma chłopaka i z nim mieszkamy od ok. połowy sierpnia 2009 r. Nienawidze go i się go boję, np. kiedy krzyczy na mnie lub przybliża się. Była taka sytuacja: ja...

Mam 12 lat i chodzę do 6 kl. Moja mama ma chłopaka i z nim mieszkamy od ok. połowy sierpnia 2009 r. Nienawidze go i się go boję, np. kiedy krzyczy na mnie lub przybliża się. Była taka sytuacja: ja się położyłam, bo bolała mnie głowa, a on wszedł do mojego pokoju i zaczął mnie łaskotać i się zbliżać. Powiedziałam kilka razy, żeby przestał (było mi niedobrze) i niechcący uderzyłam go w twarz, i on zaczął się na mnie drzeć, i się obraził. Ja się wystraszyłam i powiedziałam, że to było niechcący, ale on powiedział, że jeśli jeszcze raz go uderzę, to żebym lepiej uciekła z domu. Od tej pory tak się go boję, że mam myśli samobójcze. Próbowałam podciąć sobie żyły, lecz bałam się, jaśli mama to zauważy to, co jej powiem? Wydaje mi się, że mamie na mnie nie zależy, że tylko mówi, że mnie kocha, że to tylko słowa takie fałszywe. Nie wiem, co ze sobą zrobić. Mam balkon i mieszkam na 3 piętrze. Myślałam o skoczeniu z niego. Moje życie nie ma sensu i nikomu jestem niepotrzebna. Pomóżcie, bo myślę o samobójstwie.

Co mam zrobić, POMOCY!

Jestem Ania i mam 19 lat, od roku nie mieszkam z rodzicami, lecz oni nie dają mi i mojemu chłopakowi żyć. Na początku było tak, że przychodzili do nas, kiedy chceli, ich zdaniem nikt nie mógł nas odwiedzić, zawsze mieliśmy...

Jestem Ania i mam 19 lat, od roku nie mieszkam z rodzicami, lecz oni nie dają mi i mojemu chłopakowi żyć. Na początku było tak, że przychodzili do nas, kiedy chceli, ich zdaniem nikt nie mógł nas odwiedzić, zawsze mieliśmy być w domu, bo oni mogli zajść bez zapowiedzi, narzucali nam, abyśmy robili co oni chcą. Gdy stało się tak, że pokłóciłam się z chłopakiem, poszłam do rodziców na trzy dni. Po trzech dniach zadzwonił do mnie chłopak - musiałam kłamać, że to nie on, że to koleżanka i schować się w łazience, ale ojciec stał nade mną. Gdy zorientowali się, że to On dzwoni, to wyrwali mi słuchawkę i mama zaczęła krzyczeć bardzo niemiłe słowa w kierunku Pawła (mój chłopak), jednocześnie wyrzucając mnie z domu.

Jakiegoś dnia były imieniny mamy Pawła, a niestety zdarza się tak, że spotykam tych moich rodziców, ponieważ z Pawłem byliśmy sąsiadami obok bloku. Jak szliśmy, matka moja z balkonu zaczęła wołać Ania, nie miałam pojęcia, jak mam się zachować po tym, jak mnie traktowali, nie chcieli pomóc rozwiązać mój problem wtedy po kłótni, tylko powtarzali "zostaw go, znajdziesz innego, olej", i wyzwiska pod tym balkonem. Powiedziałam jej, że nie mogę, ale miałam na myśli, że nie chcę, po prostu nie wiedziałam jak mam się zachować i odeszliśmy. Po 1,5 godziny staliśmy sobie na takim murku, nasi znajomi, było wesoło, nagle pojawiła się moja matka i krzyczała, że mnie zabiera i wyzwiska na ulicy przed blokiem, według mnie to jest chore.

Jestem dorosła, chcę żyć normalnie, a nie problem ciągły. Następnie wypisywała mi i Pawłowi na naszej klasie wyzwiska, że ona cierpi, bo ja jestem bezradna, decyduję za siebie i wiem, co będzie dla mnie najlepiej, na pewno nie chodzenie po piwo dla niej (pije ona dużo, ojciec ciągle w pracy, a brata tak wrobili, że ma 20 tys. długu, to są nienormalni ludzie). Dostałam od nich telefon, wypisują, że oskarżą o kradzież, ja już nawet nie chodzę tam z Pawłem, nie wiemy jak mamy się zachować, jak Paweł będzie stał z kolegami, a będzie szła ona i krzyczała. Jak się zachować, jak to zakończyć, aby dali nam spokojnie żyć? Wszystko przez tych rodziców, ciągle kłócą się z Pawłem, bo nie potrafi tego zakończyć, jak im wbić do głowy, aby dali nam spokój? Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik

Jak pomóc bratu - unikanie konfrontacji

Witam serdecznie, chciałabym zapytać, czy i jak mogę pomóc mojemu młodszemu bratu. Ma teraz 24 lata i niemal "od zawsze" miał problemy z nauką. Aktualnie jest po raz piąty na I roku studiów. Od jakiegoś czasu przyglądam się temu bliżej...

Witam serdecznie, chciałabym zapytać, czy i jak mogę pomóc mojemu młodszemu bratu. Ma teraz 24 lata i niemal "od zawsze" miał problemy z nauką. Aktualnie jest po raz piąty na I roku studiów. Od jakiegoś czasu przyglądam się temu bliżej i staram się jakoś zrozumieć, co się z nim dzieje. Otóż nie ma on większych problemów z nauką jako taką, ale zdaje się, że łapie go paniczny strach przed jakąkolwiek konfrontacją. Przygotowuje się do egzaminów, po czym do nich nie podchodzi i np. zostaje cały dzień w łóżku. Z jakichś przyczyn "nie jest w stanie" pójść na zajęcia i potem albo ma zbyt wiele nieobecności, żeby zaliczyć, albo "nie jest w stanie" odrobić tych zajęć, idąc do wykładowcy indywidualnie.

Ostatnio siedziałam z nim cały dzień przed komputerem, pilnując, żeby się nie zniechęcał i napisał do końca zadaną pracę. Zmusiłam go niemal, żeby ją wysłał i w końcu dostał z niej dobry stopień. Problem w tym, że przecież nie mogę studiować i w ogóle żyć za niego. Mam wrażenie, że moje ostatnie interwencje w jego sprawy trochę doraźnie poprawiają sytuację. Mogę np. pomóc mu, kiedy "zaklinczuje" go jakiś banalny problem: "nie miał siły" oddać książek do biblioteki, więc narosła mu kara, nie ma pieniędzy, żeby ją zapłacić, więc nie może wypożyczyć nowych itd. Staram się wychwytywać takie sytuacje i pokazywać wyjście z nich, tyle tylko, że chyba nie o to chodzi.

Jego stan jest jaki-taki w momencie, kiedy nie musi narażać się na jakąś konfrontację (dotyczy to zresztą nie tylko nauki, ale np. dorywczych prac). Kiedy jakiś termin się zbliża, popada w straszną apatię, nie sposób z nim porozmawiać, ma nastawienie agresywno-obronne "dajcie mi spokój, poradzę sobie". Po kolejnym zawaleniu czegoś (tzn. ucieczce, niestawieniu się itp.) jest przez kilka dni zupełnie nie do życia, cały czas śpi albo wychodzi z domu. Mój brat mieszka nadal z rodzicami, zresztą w takim stanie trudno byłoby to rozwiązać inaczej. Sytuacja w domu jest - moim zdaniem - nie najlepsza, rodzice mają rozmaite problemy, a w każdym razie, mimo najlepszych chęci, chyba mojego brata jeszcze bardziej przybijają ("no i znowu wszystko zawaliłeś", "co zamierzasz zrobić ze swoim życiem, skoro nic nie robisz" itp.).

Starałam się namówić mojego brata, żeby poszedł na terapię, jestem nawet w stanie wesprzeć go finansowo, ale na wszelkie propozycje reaguje wycofaniem albo nieobecnym przytakiwaniem. Dwa razy udało się skłonić go do jednej wizyty, ale potem zareagował podobnie jak zawsze - uciekł. Zresztą pomiędzy kolejnymi "tąpnięciami" jest na tyle w dobrej formie, że uważa, że wszystko jest ok, a w chwilach gorszego nastroju ciężko się z nim porozumieć. Czy jest jakiś sposób, żeby wyrwać go z tego stanu? Czy mogę zrobić cokolwiek, żeby mu pomóc? Nie wiem nawet, czy ingerowanie w jego sprawy pomaga, czy może szkodzi. Może nie powinnam mu "matkować"? Chociaż z drugiej strony, jeśli tego nie robię, jest jeszcze gorzej. Będę bardzo wdzięczna za jakąś podpowiedź. WTM

Rodzice wtrącają się tam, gdzie ich nie chcę - co robić dalej?

Cześć, mam na imię Justyna, mam 16 lat. Mam ogromny problem z rodzicami. Ogólnie, było już wiele problemów, ale to już chyba szczyt. Powoli zaczynam zajmować się sobą i swoim życiem, prowadzić je tak jak chcę. Lubię jeździć na różnego...

Cześć, mam na imię Justyna, mam 16 lat. Mam ogromny problem z rodzicami. Ogólnie, było już wiele problemów, ale to już chyba szczyt. Powoli zaczynam zajmować się sobą i swoim życiem, prowadzić je tak jak chcę. Lubię jeździć na różnego rodzaju imprezy, czasami wracam rano. Trochę ćpałam, ale to dawne dzieje. Nie odmówię również alkoholu. Palę papierosy. Ale znajduję również czas na naukę, posprzątanie w domu i inne obowiązki. Po prostu takie wybrałam życie. Oni tego nie rozumieją, nazywają mnie psychicznym dzieckiem. Potem problemy z chłopakiem. Podcięłam sobie żyły. Matka zauważyła nadgarstki, poza tym... Rok temu przeprowadziliśmy się na wioskę, małą wioskę. Wystarczy przejść się po chodniku z jakimś kolegą i już WSZYSCY mówią "Ona jest dziwką". A rodzice tego słuchają. Przestałam tolerować ich krzyki i czepianie się, zaczęłam na nich krzyczeć i wyklinać, uciekać z domu. Matka zamyka się w toalecie i ryczy, a ojciec cały się trzęsie.

Niedawno matka powiedziała mi: "Kochałam Cię, ale teraz Cię nienawidzę. Nie jesteś moją córką". A nie jestem już dzieckiem. Nie chcą tego pojąć. Co prawda - nie jestem jeszcze dorosła, ale mam bliżej niż dalej. Potrafię o siebie zadbać. Jeśli wyjdę i wypiję piwo czy dwa, to przecież na pewno z koleżankami, a nie żulami pod sklepem. Mam już tego serdecznie dosyć. Dla nich ciągle mam dziesięć lat! Nie chcą się odczepić. Nie dość, że mam swoje prywatne problemy, to oni jeszcze doprawiają to wszystko swoim wrzaskiem i wtrącają się tam, gdzie wcale ich nie chcę. Chcą mnie wysłać do psychologa. Uważam, że po tym, co przeszłam jeszcze wcześniej, psycholog mi nic nie da. Jednak jestem ciekawa, czy może Wy zmienicie moje podejście i rzucicie nowe światło na sprawę?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Co mam robić, gdy mój chłopak wyprowadził się ode mnie?

Jestesm Monika, mam 18 lat i od 14 roku życia byłam z jednym chłopakiem. Od 2 lat mieszkaliśmy razem do dziś. Wczoraj się pokłóciliśmy o brak czasu dla mnie i braku zainteresowania z jego strony. Każdy dzień wolał spędzać z...

Jestesm Monika, mam 18 lat i od 14 roku życia byłam z jednym chłopakiem. Od 2 lat mieszkaliśmy razem do dziś. Wczoraj się pokłóciliśmy o brak czasu dla mnie i braku zainteresowania z jego strony. Każdy dzień wolał spędzać z moją rodzina i im usługiwać, niż być ze mną. W końcu nie wytrzymałam i powiedziałam mu o tym, ale dalej było tak samo - do wczoraj. Gdy wstałam rano, byłam rozpalona i miałam wysoką gorączkę, a on zamiast zająć się mną, zaczął sprzątać i gotować - a mogła to zrobić moja mama. Jak mu o tym powiedziałam, zdenerwował się, ubrał i pojechał do swojego domu. Przez resztę dnia się nie odzywał, tylko wieczorem napisał, że nie wraca. Dzisiaj przyjechał i zabrał rzeczy, nie chciał ze mną porozmawiać. Bardzo go kocham i nie wiem, co mam robić, bo nie odbiera telefonu i nie odpisuje. Pomóżcie, proszę!!!

Jak sobie poradzić z matką?

Witam. Mam na imię Ewa i mam 16 lat. Bardzo często odwiedzam Państwa stronę, bo interesuje mnie tematyka depresji i niektóre objawy widzę u siebie. Ostatnio, gdy również przeglądałam tę stronę, oglądałam jakieś video tu zamieszczone i wtedy do pokoju...

Witam. Mam na imię Ewa i mam 16 lat. Bardzo często odwiedzam Państwa stronę, bo interesuje mnie tematyka depresji i niektóre objawy widzę u siebie. Ostatnio, gdy również przeglądałam tę stronę, oglądałam jakieś video tu zamieszczone i wtedy do pokoju weszła mama. Gdy zobaczyła, co oglądam, to tylko się oburzyła i powiedziała, żebym lepiej wzięła się za naukę, a nie dołowała... Ona dobrze wie, że mam jakieś zaburzenia nerwicowe i że w związku z moją niekorzystną sytuacją w szkole (brak akceptacji przez rówieśników) często jestem smutna, przygnębiona i mam myśli samobójcze.

Kiedy już z nią rozmawiam o tym, co czuję, to ona tylko mówi, że powinnam wziąć się w garść, że o niej nie pomyślę, bo ona sama ma depresję (tak twierdzi), że ludzie na całym świecie głodują, są niewidomi, niepełnosprawni itd., a ja - młoda, szczupła, ładna - z braku zajęcia się nad sobą użalam... Ona uważa, że ja sobie wszystko wymyślam... A ja naprawdę jestem przepełniona lękiem i boję się życia. Wprawdzie zapisała mnie do psychiatry, ale mimo to uważam, że tak naprawdę ma mnie gdzieś. Gdyby jej na mnie zależało, to załatwiłaby mi nauczanie indywidualne. Codzienne chodzenie do szkoły jest dla mnie niesamowitym stresem. Mam jej (mamy) czasem naprawdę dość... Pozdrawiam i proszę o pomoc.

Konflikt rodzinny

Jestem chłopakiem, mam 18 lat, uczę się w II klasie liceum (dwa lata do tyłu już w podstawówce). Nie mogę pogodzić się z matką (konflikty trwają od dawna), nie widzę wyjścia z obecnej sytuacji. Na forach radzą mi uczyć się...

Jestem chłopakiem, mam 18 lat, uczę się w II klasie liceum (dwa lata do tyłu już w podstawówce). Nie mogę pogodzić się z matką (konflikty trwają od dawna), nie widzę wyjścia z obecnej sytuacji. Na forach radzą mi uczyć się dalej, znaleźć pracę i się wyprowadzić, ale jest to niemożliwe, bo nawet jak ukończę szkołę (uczę się w domu, nie wychodzę z niego w ogóle), to i tak będzie mi bardzo trudno dostać jakąś pracę, a taką, która pozwoliłaby na wyprowadzkę, to już nierealne. Mam za sobą dwie nieudane próby samobójcze, ale tak mnie one przestraszyły, że boję się zrobić to jeszcze raz, przynajmniej do czasu, aż znajdę inną i odpowiadającą mi metodę. Jednak życie w domu, w ciągłym konflikcie, wykańcza mnie psychicznie, do cna, tak że ciągle szukam jakiego nowego, odpowiadającego mi sposobu zabicia się i nie mogę znaleźć niczego, co pozwoliłoby mi się od tego wszystkiego oderwać.

Teraz te konflikty bardzo się zaostrzyły, więc rzucam tę szkołę (nie mam siły tak żyć, dalej się uczyć, szczególnie że nie wychodzę na krok z domu i nie mam jak od tego, choć na chwilę, odetchnąć, a żadnych perspektyw nie widać) i nie wiem, co będzie dalej. Miałem wcześniej stwierdzone zaburzenia schizotypowe, ale to tak nie wiem, czy do końca, bo większość lekarzy (w tym ta, która wydała diagnozę) leczyła "na odwal się". Cóż tu można mi poradzić?

Jak powiedzieć mamie, by nie wtrącała się w moje życie?

Mam nieustający problem w kontaktach z własną matką. Mocno się różnimy, drażnimy, nie zgadzamy. Babcia pilnuje mojej córci, musiałam wrócić do pracy. Początkowo wynajęłam nianię, ze względu na finanse zgodziłam się na propozycję mamy, że pomoże. Po 3 miesiącach...

Mam nieustający problem w kontaktach z własną matką. Mocno się różnimy, drażnimy, nie zgadzamy. Babcia pilnuje mojej córci, musiałam wrócić do pracy. Początkowo wynajęłam nianię, ze względu na finanse zgodziłam się na propozycję mamy, że pomoże. Po 3 miesiącach każdego dnia była zła, więc najęłam znów nianię, na część mego dnia pracy, bo mi znajoma zwróciła uwagę, że wykorzystuję matkę. Ale nie jest lepiej. Dziś na przykład bez mej wiedzy i komentarza przemeblowała moją kuchnię, kuchnię w moim mieszkaniu - nie mieszka ze mną. Mama miewa wiele pomysłów, których nie lubię, nie lubię bardzo! Czuję się z tym bardzo źle, bo jest nieustannie aktywna, a jej pomysły dotyczą mojego życia. Mój brak akceptacji, zachwytu jej pomysłami, poglądami sprawia jej przykrość. Usiłowanie omijania problemu nie zmniejsza jej nieustannych zabiegów o tronowanie w moim życiu. Chce być autorytetem, a dla mnie nie jest! Co z tym robić?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Toksyczna teściowa i maminsynek

Mam problem z rodziną mojego chłopaka. Rok temu zostałam przez nich wszystkich zraniona i wyrzucona z ich domu przez teściową. Napisałam teściowa, bo zamierzamy się pobrać. Wyrzuciła mnie dlatego, że kłóciłam się z moim chłopakiem w jego pokoju, a...

Mam problem z rodziną mojego chłopaka. Rok temu zostałam przez nich wszystkich zraniona i wyrzucona z ich domu przez teściową. Napisałam teściowa, bo zamierzamy się pobrać. Wyrzuciła mnie dlatego, że kłóciłam się z moim chłopakiem w jego pokoju, a ona stwierdziła, że nie mogła już tego słuchać i weszła do pokoju, a za nią córeczka i jeszcze jeden synek, i wszyscy na mnie, że się kłócę tylko z jej synem, że powinna była bronić swojego syna, a mojego obecnie chłopaka przede mną i moją rodziną. Powiedziała to dlatego, bo jestem trochę biedniejsza od nich, a mój chłopak nic na to. Ja się sama broniłam, bo oni wszyscy na mnie. Aż się rozpłakałam i wyszłam, bo mnie wyrzuciła. Co robić? Czuję się poniżona, nie mam wiary w siebie. Oni traktują mnie jak mało inteligentną, a oni, że są najlepsi. Jak im pokazać, że tacy nie są, żeby mnie nie poniżali ani się nie wywyższali? Ja jestem osobą trochę cichą i spokojną. Może dlatego mają przewagę, że nie umiem walczyć o swoje? Co mam robić? Zamierzamy pobrać się w następnym roku. On chce, bym tam jeździła do niego, a ja nie chcę. Boję się, że znowu zostanę zraniona. Jak stawić im czoło, nie bać się, nie czuć się tą gorszą i słabszą? Proszę o wskazówki, co robić, by siebie tak nie widzieć? Jak z nimi wygrać i pokazać, że tak nie wolno traktować ludzi?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Depresja i toksyczna teściowa. Jak sobie radzić?

Witam, właściwie nie wiem, od czego powinnam zacząć. Dużo tego. Niełatwe dzieciństwo, bicie, przemoc psychiczna, 2 próby samobójcze, na szczęście nieudane. Później wyzwolenie się z domu, wyjazd z obecnym mężem, teraz rodzina, mąż, córcia i wydawałoby się, że wszystko powinno...

Witam, właściwie nie wiem, od czego powinnam zacząć. Dużo tego. Niełatwe dzieciństwo, bicie, przemoc psychiczna, 2 próby samobójcze, na szczęście nieudane. Później wyzwolenie się z domu, wyjazd z obecnym mężem, teraz rodzina, mąż, córcia i wydawałoby się, że wszystko powinno być tak piękne... Ale nie jest. Czuję, że wszystko mnie przytłacza. Nie rozumiem świata i ludzi. Nie mam kontaktu z moimi rodzicami, chociaż mieszkają 3 km ode mnie, bardzo chciałabym mieć z nimi jakikolwiek kontakt. Toksyczna matka i jej uległy mąż. Straszne to, gdy Twoja matka nawet nie chce poznać swojej już 2-letniej wnusi.

Teściowa, która całe życie była rozpieszczana przez swoją matkę, która uważa, że wszystko jej się należy, do wszystkiego ma prawo, nawet do wychowywania mojej córci (tylko swojego dziecka nie umiała wychować i robiła to jej mama), nie mogę liczyć na nią w żadnej sprawie. Potrafi mnie tylko dołować i wytykać, z jakiej rodziny ja jestem. I ten strach... strach, że zrobię krzywdę mojemu dziecku, od pierwszych dni życia mojej córci prześladuje mnie myśl, że ona chce mi ją zabrać. Koszmary w nocy i ten lęk przed jej wizytą u nas, przed wzięciem małej na ręce, straszne. Rozmawiałam raz z byłą bratową mojej teściowej, która powiedziała mi, że u niej było podobnie, że moja teściowa traktuje dzieci jakby to były jej własne. No, ale jak to wygląda, żeby babcia nie miała kontaktu ze swoją wnusią?

Żadna inna osoba nie wywołuje u mnie takiego lęku. Ale strach jest silniejszy, niezależny ode mnie. Tak naprawdę czuję, że jestem sama. Od pewnego czasu czuję, że mnie wszystko przytłacza, nie śmieję się już tak jak dawniej, mam ochotę spać całymi dniami, wszystko widzę w czarnych barwach. Czuję, że cały czas mam pod prąd. 2 miesiące temu zaczęłam spotykać się z psychologiem, ale to nie ma sensu, wręcz dostrzegłam więcej kompleksów niż myślałam, że mam. Tak naprawdę widzę, że to już nie chodzi tylko o mnie, ale odbija się to na całej naszej trójce. Nie wiem czemu to wszystko piszę, nie mam życia prywatnego, znajomych, może po prostu czuję potrzebę wygadania się. Dziękuję i będę wdzięczna za każde słowo pocieszenia od Pani. Pozdrawiam, Magda.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Nawiązywanie i utrzymywanie kontaktów międzyludzkich

Czytałam o nadużyciach wobec dzieci w książce Pii Mellody "Toksyczne związki". Wiem, że wobec mnie dopuszczono się takich nadużyć w sferze emocjonalnej, intelektualnej w mojej dysfunkcyjnej rodzinie. Były awantury między dorosłymi - zazdrosny ojciec; zamiana ról - moja...

Czytałam o nadużyciach wobec dzieci w książce Pii Mellody "Toksyczne związki". Wiem, że wobec mnie dopuszczono się takich nadużyć w sferze emocjonalnej, intelektualnej w mojej dysfunkcyjnej rodzinie. Były awantury między dorosłymi - zazdrosny ojciec; zamiana ról - moja mama była zastępczą partnerką/koleżanką dla swojej matki i przejmowała od niej zdanie o innych członkach rodziny, np. krytyka mojego ojca jako część wspólna, która miała być płaszczyzną ich porozumienia; krytyka mojej osoby jako podobnej do NIEGO, czyli mojego ojca ("ona jest taka sama jak ON" - to słowa babki - zrobiono ze mnie kozła ofiarnego rodziny, bo kiedy oni, tzn. dorośli, nie zdołali się unicestwić, wtedy ich chore osobowości wyżywały się na mnie). Do tego jeszcze hołubienie mojego brata za wszystko (nawet jak coś zbroił, to minimalizowano szkodliwość jego postępków lub dopatrywano się jakichś sympatycznych akcentów zdarzenia) - to polityka mojej babki, a więc potem też mamy i ojca. Mój brat otrzymał od osób znaczących poczucie ważności i wyjątkowości. Wtedy brat mówił, że mnie toleruje - tu był aplauz ze strony dorosłych, kiedy ja równolegle otrzymywałam etykiety "głupia" itp. lub po prostu ciągle byłam porównywana z nim i w efekcie czułam się gorsza, dlatego dzisiaj świadomie nie chcę utrzymywać z nim kontaktów.

Dzisiaj jestem osobą, która odizolowała się, bo w miejscu zdrowych granic postawiła mury. Pomimo że życie stykało mnie z różnymi ludźmi (nie mieszkam w miejscu urodzenia), to moje relacje nie przetrwały. Często czułam się rozumiana opacznie lub po prostu wykorzystana, bo łatwo mną manipulować. Tak naprawdę to chyba nie znam się kompletnie na relacjach zdrowych, bo mam uszkodzone granice. Co robić, żeby naprawić szkody w zakresie upośledzenia kontaktów z innymi ludźmi ?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Czy to, jacy jesteśmy, zależy od środowiska, w którym się wychowaliśmy?

Zastanawiam się, jak duży wpływ na to, kim jesteśmy ma środowisko, w którym żyjemy, dorastaliśmy. Uściślając, czy fakt, że dorastałem w domu, w którym rządziło kłamstwo, w pewnym sensie brak miłości, alkoholizm i awantury były na porządku dziennym,...

Zastanawiam się, jak duży wpływ na to, kim jesteśmy ma środowisko, w którym żyjemy, dorastaliśmy. Uściślając, czy fakt, że dorastałem w domu, w którym rządziło kłamstwo, w pewnym sensie brak miłości, alkoholizm i awantury były na porządku dziennym, chciwość i fałsz towarzyszyły każdemu przedsięwzięciu, będą w podświadomości zakorzenionym czynnikami kształtującymi moje życie? Nigdy nie czułem się specjalnie związany z rodziną; rzecz jasna miałem na względzie jej dobro i życzyłem nam jak najlepiej. Od kiedy pamiętam, wpajane miałem słowa, jakie to ważne jest być dobrym człowiekiem i jakie wartości powinny być priorytetami w moim życiu, ale to tylko słowa, a czyny przeczyły im całkowicie.

Moja mama wychowała się w domu dziecka, cały czas powtarzała nam (mi i rodzeństwu), że to straszna sprawa i powinniśmy być Bogu wdzięczni, że mamy rodzinę. Oczywiście jestem szczęśliwy, że nie spotkało mnie coś tak złego jak sierociniec. Myślę, że to dorastanie bez rodziców, bez bliskich (prócz rodzeństwa, zresztą w większości młodszego), bez kogoś, kto dałby poczucie bezpieczeństwa sprawiło, że ponad wszystko chciała założyć rodzinę. I spotkała mojego ojca, dalej pokrótce: urodziłem się ja, dalej moja siostra i brat.

Uważam, że choć bardzo chciała, nie potrafiła przelać uczucia, które tkwiło w niej na nas, a nieudane próby doprowadziły do tego, że stała się zimna i nieczuła, próbowała nami manipulować (zresztą wszystkimi dookoła), a uczucia i współczucie traktowała jako doskonałe narzędzie do tego celu. Kiedy byłem dzieckiem, nie mieliśmy pieniędzy, a mama, aby coś z tym zrobić, być może udowodnić sobie, że podoła wyzwaniu prowadzenia rodziny, zaczęła zaciągać kredyty najpierw na siebie, później na ojca, a następnie znajomych i rodzinę. Na koniec nawet ja dałem się w to wplątać i tak właśnie teraz ja i moje rodzeństwo zostaliśmy obarczeni 100 tys. ciężarem.

Byłbym niesprawiedliwy, gdybym nie umieścił w tej historii postaci babci i dziadka, z którymi mieszkamy, bo oni niedawno dowiedzieli się o wszystkim i pomagają nam spłacać te długi z marnych emerytur. Mama teraz trafiła do "dziekanki" z depresją i nie musi się o nic martwić, chociaż wiem, że przeżywa to, właściwie próbuje to przeżywać. Gdzie jest ojciec, głowa rodziny? Otóż ojciec jest alkoholikiem, bardzo często przychodzi do domu pijany i tłumaczy się, że pije z powodu sytuacji, w jakiej się znajdujemy, co rzecz jasna jest całkowitym absurdem, bo pije od kiedy pamiętam. Zarabia niewiele, a większość pensji idzie na spłatę kredytów, a niewielka część, jaką przeznaczamy na utrzymanie, starcza ledwie na jedne zakupy, resztę miesiąca musimy polegać na dziadkach.

Zresztą korzenie tych problemów sięgają znacznie głębiej i zaczynają się o wiele wcześniej, ale to nie czas i miejsce, by o tym pisać. Ja sam mam 21 lat, od niedawna zacząłem pracować i będę starał się w miarę możliwości pomagać rodzinie, ale prawdą jest, że mam również swoje potrzeby, a dodatkowo zacząłem właśnie szkołę, którą muszę opłacać co miesiąc. Jest to trzecie podejście do 3 klasy liceum, nie ukończyłem jej wcześniej, ponieważ mam problem z osiąganiem założonych celów, a mam nadzieję, że właściwie miałem.

Niedawno zdałem prawo jazdy, udało mi się znaleźć pracę (nie lubię jej, ale ze względu na brak wykształcenia póki co muszę się jej trzymać, co przychodzi mi z dużym kłopotem), zacząłem rok szkolny i czuję się wreszcie na siłach go ukończyć, mam obawy co do tego czy wytrwam, czy nie załamię się w połowie, ale fakt, że chcę iść dalej na studia, mieć dobrą pracę, pomóc rodzinie i wreszcie odizolować się od dotychczasowych problemów dodaje mi sił. O brata i siostrę się nie martwię, ponieważ mam pewność, że poradzą sobie w życiu, to widać. Może to trochę egoistyczne, ale najbardziej w tej chwili obawiam się o siebie.

Uwielbiam "wiedzieć", umiłowałem naukę, analizuję wszystko dookoła, a chciałbym dowiedzieć się jeszcze więcej, ale nie mam okazji wykorzystać swojego zamiłowania, a może nawet zdolności z powodu braku szkoły. Czasami dopadają mnie tak strasznie czarne myśli, że stają się prawdziwym kłopotem, ale radzę sobie z nimi dość szybko. Nie mam zamiaru uczęszczać na jakieś dziwne spotkania z lekarzem psychologiem i nigdy się do tego nie przekonam.

Właściwie zależy mi na tym, aby dowiedzieć się, czy obecna sytuacja może stać się obciążeniem na tyle wielkim, że "ściągnie mnie na dno" i jak sobie z nią w odpowiedni sposób radzić i czy to, w jakim domu mieszkam będzie w konsekwencji skutkowało tym, kim będę i co osiągnę. Mam nadzieję, że nie otrzymam odpowiedzi, że każdy jest panem własnego losu i że osiągnę to, co zamierzam, jeżeli się postaram, oczekuję precyzyjnej odpowiedzi, może statystyk, porady. Z góry dziękuję.

Mama, jej nowy partner i kłótnie z córką - co robić?

Moja przyjaciółka ma poważny problem. Jej tato zmarł dawno temu. Ostatnio jej mama zaczęła spotykać się z innym. Na początku był dla niej miły i w ogóle. A teraz, odkąd jej mama się z nim spotyka, moja przyjaciółka w ogóle...

Moja przyjaciółka ma poważny problem. Jej tato zmarł dawno temu. Ostatnio jej mama zaczęła spotykać się z innym. Na początku był dla niej miły i w ogóle. A teraz, odkąd jej mama się z nim spotyka, moja przyjaciółka w ogóle z nią nie rozmawia. Oddaliły się od siebie. Jej mama traktuje ją jak powietrze... I jeszcze cały czas na nią krzyczy! W ogóle już ze sobą nie rozmawiają... Nie wiem, jak jej pomóc!

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Patronaty