Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 0 8

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Uzależnienia: Pytania do specjalistów

Czy istnieje terapia stacjonarna zamknięta trwająca dłużej niż trzy miesiące?

Potrzebuję pomocy w znalezieniu ośrodka terapii alkoholizmu, która trwa dłużej niż 3 miesiące - czy istnieje w Polsce coś takiego? Niestety krótkotrwale (2-3 miesięczne) leczenie nie oddało długotrwałych skutków.
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak mogę przezwyciężyć lęki po LSD?

Witam. Mam problem, który rozpoczął się od zażycia LSD jakieś 2 lata temu. Dzisiaj mam 23 lata i do dnia dzisiejszego konsekwencje narkotyku trwają w postaci bezsensownego leku i strachu. Może zacznę jednak od początku :P Przed zażyciem narkotyku byłam...

Witam. Mam problem, który rozpoczął się od zażycia LSD jakieś 2 lata temu. Dzisiaj mam 23 lata i do dnia dzisiejszego konsekwencje narkotyku trwają w postaci bezsensownego leku i strachu. Może zacznę jednak od początku :P Przed zażyciem narkotyku byłam osobą bardzo otwartą, odważna i kreatywną, a dzięki temu uwielbianą. Uwielbiałam życie, ludzi, a dzień spędzony w samotności był dla mnie stracony. Po prostu w towarzystwie czułam się jak ryba w wodzie, czułam, że wszystko mogę mieć, do dnia kiedy popełniłam straszliwy błąd. Dawka narkotyku była za duża, a trip był makabryczny. Uczucie lęku, paniki i szoku trwało około 24 h, dopóki faza nie minęła. Z dnia na dzień czułam się gorzej. Lęk był tak duży, że o niczym innym nie potrafiłam myśleć.

Powiedziałabym wręcz, że była to silna trauma, a co za tym idzie - zaczęłam izolować się od ludzi, nawet od tych najbliższych. Bolała mnie głowa i nie mogłam pozbierać myśli. Lęk był tak silny, że odczuwam mocny ucisk na lewej półkuli mózgu, wręcz dziwnie paraliżujący. Miałam zawroty głowy i nawet zaczęłam się jąkać. Całą pewność siebie gdzieś utraciłam, straciłam całe szczęście i radość, popadłam w depresję i całymi dniami przeleżałam w domu, płacząc. Nie odczuwałam żadnej radości tak jakbym nie znała tych emocji, a zwykle czynności napawały mnie dziwnym strachem. Wielu incydentów w życiu nie pamiętałam, nawet bym powiedziała, że większości, czyli czułam się w środku taka pusta, nie mogąca nic ciekawego powiedzieć czy opowiedzieć. Nawet nie umiałam porozmawiać z ludźmi, których znałam wiele lat, bo czułam tak jakbym w ogóle ich nie znała. Myślałam nawet by ze sobą skończyć, ale przez cały ten horror wmawiałam sobie, że jestem silną, młodą kobietą, chociaż przy takiej traumie za wiele to wmawianie mi nie pomagało. Tak mijały tygodnie, miesiące - zaczęłam się spotykać z ludźmi, tzn. to oni zauważali, że jest coś nie tak ze mną. W czasie spotkań nie mogłam się wyluzować, mało gadałam i szybko popadałam w jeszcze bardziej w chore myśli. Byłam nieobecna, a drugiej osoby nie rozumiałam i jak już coś odpowiadałam to bezsensownie. Wiedziałam, że gadam głupoty, zresztą widziałam reakcje osoby. Czułam się totalnie jak jakaś idiotka, ale dzięki swojemu dalszemu wmawianiu popychałam siebie w stronę ludzi, nieważne co będą mówić - to była taka wewnętrzna kłótnia ze sobą.

Rozum odmawiał, bo znowu zrobię z siebie idiotkę, a z drugiej strony wiedziałam, że zamykanie się w domu na dobre mi nie wyjdzie. Na początku było mi trudno się przełamać, ale mijały miesiące - poznałam chłopaka, spotykałam się z przyjaciółmi. Zauważyłam, że jest ze mną coraz lepiej. Nawet byłam w stanie iść z tym problemem do jakiegoś specjalisty, ale zaraz napawał mnie strach. Bałam się, że nie opiszę mu tego jak będę chciała, jak robię to teraz i bałam się leków, które mi przepisze. Minął rok, drugi i na dzisiejszą chwilę gadam z ludźmi, udaję, że nic się nie dzieje, mogę formułować własne myśli i rozmawiać na różne tematy, ale czuję, że jeszcze od czasu do czasu pojawia się lęk, już nie taki oszałamiający jak na początku bardziej dokuczliwy - tak to sobie teraz wyjaśniam - ale jeszcze trwa i przeszkadza mi w byciu sobą i odbiera mi pewność siebie. Dlatego czuję, że jeszcze mi brakuje czasu, aby dojść do siebie. Potrafię opisać siebie i jaką jestem osobą dzięki powolnemu przypominaniu sobie wspomnień z rożnych lat, ale co najbardziej mnie wkurza, że w umyśle mi siedzi taki punkt kulminacyjny, że wtedy i wtedy brałam ten kwas i działo się to i tamto - takie silne wspomnienie, dlatego jak wstaje rano po chwili wszystko mi się przypomina, ale często zaczynam zapominać o tym wydarzeniu, co uznaję to za wielki plus i postęp :)

I teraz mam takie pytanie: czy powinnam się wybrać do specjalisty i nie obwiać się, że przepisując mi jakieś silne leki po odstawieniu doprowadzi mnie do punktu wyjścia, czy po prostu żyć dalej jak do tej pory i sama dla siebie być lekarzem, bo sama wiem gdzie leży źródło i po prostu czekać aż w końcu lęk ustanie?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Mój chłopak i marihuana - jak go nakłonić do leczenia?

Mój chłopak ma 23 lata. Jesteśmy ze sobą od roku. Może to nie zbyt wiele, abym mogła zmieniać mu życie. Ale czuję, że kocham go jak nigdy nikogo i z dnia na dzień coraz bardziej nie mogę patrzeć na to...

Mój chłopak ma 23 lata. Jesteśmy ze sobą od roku. Może to nie zbyt wiele, abym mogła zmieniać mu życie. Ale czuję, że kocham go jak nigdy nikogo i z dnia na dzień coraz bardziej nie mogę patrzeć na to jak się ''truje''. Z jego opowiadań marihuanę pali od 6-7 lat. Trawka jest jego głównym problemem. Wiem też, że brał amfetaminę, różne pigułki, grzyby halucynogenne. Gdy się poznaliśmy wciągał amfę, a ja razem z nim, także jarałam trawkę. Przestałam po 5 miesiącach i od 7 nie biorę nic, nawet widząc jaranie czy też amfę nie robi to na mnie wrażenia. Ale tu nie o mnie…

Wiele czytałam o uzależnieniach i o tym co się robi z człowiekiem po marihuanie. Ja myślę, że z moim chłopakiem już się to stało. Ma strasznie krótką pamięć, nie pamięta momentów z przed np. 10 sekund (nie zawsze, ale często), gdy robimy coś nad czym musi pomyśleć (różne logiczne rzeczy) trudzi się nad tym. Sam powiedział, że jest uzależniony, co uważam za postęp, bo chyba nie każdy się do tego przyznaje. Mówił też, że chciałby iść na jakiś odwyk, ale niestety wydaję mi się, że ta gadka o odwyku była tylko dla mnie, abym się cieszyła, że chce coś ze sobą zrobić. Mój chłopak jest bardzo zaradny, ale niestety nie ma stałej pracy, swojego mieszkania. Myślę, że gdyby się czymś zajął, chociaż trochę by mu to pomogło. Ale jednak z 2 strony codziennie ma kontakt z osobami palącymi itp. Wiem, że potrzeba czasu, miesięcy, a nawet zdaję sobie sprawę, że roku, dwóch… Tylko co zrobić, żeby on chciał tak naprawdę przestać? Mówiłam mu, że się truje, że kiedyś gdy będziemy chcieli założyć rodzinę coś może być z naszym dzieckiem - ja po prostu nie wiem gdzie go wysłać, żeby choć w kilku procentach zrobił coś ze sobą...

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy zażywanie amfetaminy przez mężczyznę ma wpływ na przyszłe potomstwo?

Witam serdecznie. Mój partner zażywa ok. raz w miesiącu amfetaminę. Czy to będzie miało wpływ na płód jeśli zaszłabym w ciążę? I jeszcze jedno pytanie: ile czasu trzeba odczekać jeśli on przestałby to brać, żeby móc bezpiecznie zacząć starać się o dziecko? Z góry dziękuję za odpowiedź.
odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Lek. Agnieszka JamroĹźy
Lek. Agnieszka JamroĹźy

''Umierałam'' po trawce - skąd to sie wzięło i co to było?

Zaczęłam palić. Paliłam prawie 7 miesięcy (to mało, tak mi się wydaję). Przez cały ten czas po każdym ''buchu'' było tak jak być powinno. Normalny stan po trawce... Któregoś dnia, który dzień ten był dniem jak co dzień zapaliłam ''inaczej''...

Zaczęłam palić. Paliłam prawie 7 miesięcy (to mało, tak mi się wydaję). Przez cały ten czas po każdym ''buchu'' było tak jak być powinno. Normalny stan po trawce... Któregoś dnia, który dzień ten był dniem jak co dzień zapaliłam ''inaczej'' (wiaderko, z którego nie pierwszy raz paliłam). Usiadłam na tapczanie i zaczęłam się delikatnie dziwnie czuć. Najpierw czułam jakby moja głowa zmieniała kształt, czułam coś dziwnego w moim mózgu. Serce zaczęło mi wolno bić, tak wolno, że słyszałam je dokładnie i na całym ciele czułam odbicia. Zrobiło mi się bardzo duszno... podeszłam do okna, żeby nabrać świeżego powietrza. Osoby, które były przy mnie mówiły, że wbijam sobie głupi schemat. Ja wiedziałam, że to wszystko dzieje się naprawdę. Zaczęłam pić mleko (po którym powinno mi trochę zejść, jeśli to był ''schemat'') - nie zeszło nic. Czułam się coraz gorzej. Zaczęłam na przymus jeść, chociaż miałam ściśnięte gardło. Usiadłam. To było jak takie zejście w dół. Czułam, że odchodzę, umieram. To był dla mnie koniec. Błagałam, żeby zabrali mnie do szpitala. Byłam w takiej desperacji, że chyba bym pobiegła do niego sama. Pojechaliśmy. Stojąc na przystanku zaczęłam czuć, że mam coraz mniej śliny i suche gardło. Nie mogłam nic przez to powiedzieć, aż się napiłam. Cały czas czułam się jak w jakimś śnie. To wszystko było takie dziwne, niepoważne.

Będąc w poczekalni w szpitalu, zrezygnowałam, bo poczułam się minimalnie lepiej. Wróciłam do domu. Nie czułam już, że umieram, serce brzmiało normalnie, ale mimo to dalej miałam całe życie jakby za mgłą. Po jakimś czasie chciałam zapalić. Chciałam wiedzieć czy będę miała to samo. I było. Już nie tak tragicznie jak za 1 razem, ale było tak jak być NIE POWINNO. Po prostu dziwnie. Zostawiłam kumpli i poszłam do domu. Takie próby zrobiłam dwa razy. Od 8 miesięcy nie palę. Boję się tego stanu jak niczego innego na świecie. Chciałabym wiedzieć, co mi było. Co się stało, że nagle ''umierałam''. Do czego mój stan był podobny?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

W jaki sposób można sprawdzić zawartość amfetaminy w organizmie?

Witam-:) Dziewczyna mojego syna znalazła się w pogotowiu, bo bardzo bolało ją serce - tak jej się wydawało, a objawiało się to poprzez kłucia w okolicach serca oraz czuła się osłabiona. Dolegliwości miała od kilku miesięcy, ale w tym jednym...

Witam-:) Dziewczyna mojego syna znalazła się w pogotowiu, bo bardzo bolało ją serce - tak jej się wydawało, a objawiało się to poprzez kłucia w okolicach serca oraz czuła się osłabiona. Dolegliwości miała od kilku miesięcy, ale w tym jednym dniu było najgorzej, dlatego jej mama pojechała z nią na pogotowie. Oprócz innych badań zrobiono jej badanie moczu na zawartość narkotyków. Okazało się, że w moczu wykryto amfetaminę. Dokładnie w tym samym czasie pobrano mocz od chłopca w jej wieku (16 lat) na zawartość narkotyków. Dziewczynka twierdzi, że nie zażywa i nie zażywała żadnych narkotyków. W wakacje miało miejsce takie zdarzenie: będąc z moim synem i znajomymi na dyskotece poszli tańczyć, zostawiając napój na stoliku, kiedy wrócili, ona popiła i stwierdziła, że jakoś dziwnie smakuje, mój syn również posmakował i stwierdzili, że lepiej nie pić go. Oczywiście szpital powiadomił policję i trwa dochodzenie, co nie jest miłe.

Ponieważ dziewczynka jest gotowa poddać się innym badaniom, moje pytanie brzmi, w jaki sposób jej pomóc? Powtórzyliśmy badanie moczu, które nie wykryło amfetaminy u niej. Mój syn również poddał się badaniu - nic nie wykryto. Nie wiem jak długo amfetamina utrzymuje się w moczu, czy są jakieś inne metody wykrycia narkotyków np. we krwi? Czytałam o badaniach wykonywanych na włosach. Czy taki zwykły człowiek może domagać się innych badań, w jakim zakresie są dostępne? Z moich ustaleń wynika, że testy na obecność narkotyków na podstawie moczu są niepodważalne. Mam również świadomość, że w napoju mógł być jakiś narkotyk, ale skoro w moczu utrzymuje się przez 3 dni (tak twierdzi szpital), nie zostałby wykryty po tak długim czasie. Będąc jeszcze w szpitalu, dziewczynka prosiła o powtórne badanie, ale mama nie wyraziła zgody. Wyrok zapadł. Badania na podstawie krwi nie są realizowane w naszym mieście, jak również w Olsztynie, co dalej? Gdyby dziewczynka brała narkotyki, nie godziłaby się tak chętnie na inne badania, bo o ile z moczem może kombinować, to na wynik z krwi nie ma, chyba, możliwości wpłynąć. Czy są laboratoria, które wykonują inne badania i ... ile mogą one kosztować? Co możemy jeszcze zrobić? Pozdrawiam i dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Sawrina Stopyra
Mgr Sawrina Stopyra

Walka z DDA u 19-latki

Kobieta, 19 lat. Rodzice rozwiedli się 10 lat temu, ponieważ ojciec był alkoholikiem. Zawsze odczuwałam żal tylko do matki. Wśród ludzi czuję się obco, jestem nieśmiała i boję się kontaktów międzyludzkich. Jestem zdania, że nikt mnie nie lubi, ponieważ nie...
Kobieta, 19 lat. Rodzice rozwiedli się 10 lat temu, ponieważ ojciec był alkoholikiem. Zawsze odczuwałam żal tylko do matki. Wśród ludzi czuję się obco, jestem nieśmiała i boję się kontaktów międzyludzkich. Jestem zdania, że nikt mnie nie lubi, ponieważ nie ma we mnie nic pozytywnego. Czuję się beznadziejnie. Odczuwam poczucie winy, gdy chcę coś zrobić tylko dla siebie, jednak nie mam przy tym motywacji. Moim celem była osoba, która mnie zrozumie i pokocha; taka, która będzie ze mną już zawsze. Myślałam, że znalazlam właśnie kogoś takiego... Zostawił mnie pół roku temu, ponieważ nie mógł ze mną wytrzymać. Każdy ze mnie rezygnuje, nawet mnie to już nie dziwi. Odczuwam brak sensu życia, brak perspektyw na lepsze życie. Chodzę cały czas smutna, nie chcę już żyć. Boję się myśli samobójczych, chociaż ciągle myślę o samobójstwie. Boję się także śmierci. Wyobrażam sobie, że stoję nad swoim grobem i mogę umrzeć. Jestem nerwowa, lękliwa. Boję się zasypiać, obawiam się nocy, ponieważ myślę, że się nie obudzę. Odczuwam wrażenie, że zaraz zemdleję, nie mogę złapać oddechu. Mam kołatania serca, zaburzenia snu. Często całymi nocami nie śpię. Jestem także hipochondryczką, ale wszystkie badania mam w normie. W dzień boli mnie brzuch, mam problemy z żołądkiem. Nieustannie czuję lęk, nie mam już siły. Jak można mi pomóc? Chcę żyć normalnie, chcę cieszyć się życiem. Pomocy...

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Tarczyca czy depresja po marihuanie?

Witam. Jestem 20-letnim chłopakiem, który boryka się z nastrojem, ale o tym zaraz. Najpierw przeszłość - do 1 klasy gimnazjum byłem wielkim optymistą i pełnym energii chłopakiem, lecz nadszedł czas na spróbowanie marihuany. Ciągnęło się to aż do liceum -...

Witam. Jestem 20-letnim chłopakiem, który boryka się z nastrojem, ale o tym zaraz. Najpierw przeszłość - do 1 klasy gimnazjum byłem wielkim optymistą i pełnym energii chłopakiem, lecz nadszedł czas na spróbowanie marihuany. Ciągnęło się to aż do liceum - do początku 3 klasy (maturalnej, teraz jestem na drugim roku studiów). Palenie było dość często, zdarzało się 5-6 razy w tygodniu, ale 3 było minimum, a 1-2 rzadkością.

W trzeciej klasie liceum dość zaniepokoiłem się moim brakiem energii oraz obawą przed jakąkolwiek rozmową. Unikałem rozmów ze znajomymi z klasy, zazwyczaj siadałem z boku zakładałem słuchawki na uszy i czekałem na lekcje. Bywały też dni pełne energii, byłem wtedy żartobliwy, kontaktowy i mogłem zrobić wszystko - podejść do najładniejszej dziewczyny i zagadać bez problemu. Tych dni po prostu oczekiwałem. A to wszystko było jasne jak rano wstawałem - pierwsza moja myśl gdy otworzę umysł - czy to jest ten dzień? Dobry nastrój? Męczyło mnie to i męczy mnie dalej.

Pod koniec pierwszego roku zrobiłem badania czy nie mam przypadkiem jakiejś anemii czy podobnych chorób (bo rodzina się już przejęła, ale nikt nie wie o marihuanie). Okazało się, że mam nadczynność tarczycy, która objawia się podobnymi zachowaniami, które mam teraz. Dziś to piszę, bo mam właśnie kiepski dzień - przeraża mnie to, bo wtedy nie mam takiego kontaktu z dziewczyną, z kimkolwiek - nie pogadam na zajęciach z nikim. Alienuję się.

Ostatnio wyjechałem z dziewczyną na kilka dni - ok.10 (nie piłem nic, a no i marihuany nie pale od 2 lat) - było wszystko ekstra przez pierwsze 8, a dwa ostatnie byłe beznadziejne. Ani nic zażartować, ani pogadać coś dłużej tylko proste odpowiedzi. Nie wiem co robić. To samo powiedziałem lekarzowi od tarczycy i przepisał mi dużą dawkę - mimo wszystko biorąc te leki 3 miesiące nie odczuwam zbytnio różnicy. Chciałbym być radosny jak przez ostatnie 8 dni, a jak nie chociaż to normalnie komunikatywny, a nie, że boję się zagadać do kogokolwiek i o byle co... Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak namówić alkoholika ze zdiagnozowaną depresją i nerwicą na leczenie?

Witam, mam problem: jak namówić moją mamę na leczenie? Problem alkoholowy zaczął się już dawno, jak byłam dzieckiem - mama zaczęła pić ze swoim konkubentem, w skrócie wyglądało tak, że zadłużyli mieszkanie wtedy moja mama się ocknęła i go pogoniła,...

Witam, mam problem: jak namówić moją mamę na leczenie? Problem alkoholowy zaczął się już dawno, jak byłam dzieckiem - mama zaczęła pić ze swoim konkubentem, w skrócie wyglądało tak, że zadłużyli mieszkanie wtedy moja mama się ocknęła i go pogoniła, niestety, ale już z długami, straciłyśmy mieszkanie i musiałyśmy się przeprowadzić do innego miasta. Problem jednak był nadal, ja wyjechałam za granicę z moim obecnym mężem, ona była sama, ale ukrywała swoje picie. Problem sięgną zenitu półtora miesiąca temu - zadzwoniła do mnie mojej siostra, że z moją mamą jest bardzo źle, jest niedożywiona, odwodniona, prawie umierająca i z wielkimi długami w bankach. Zataiła przede mną prawdę, która była taka, że moja mama doprowadziła się do takiego stanu pijąc non stop od jakiegoś czasu. Po stracie pracy nie starczało jej na spłatę kredytów - taki podały mi przykład. Moja mama jest trudna i uparta nie wiem tym bardziej jak mam ją namówić na to leczenie zaważając na to, że nie ma mnie w Polsce. Poza tym stwierdzono u niej jak była w szpitalu silną nerwicę i depresję.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy tak wyglądają zaburzenia po narkotykach?

Witam, mam pewien problem, który trwa już kilka miesięcy i nie wiem jak sobie z nim poradzić. Kilka miesięcy temu, po dwuletnim, regularnym ćwiczeniu na siłowni, z dnia na dzień zmieniłem tryb życia - zaczęły się głupoty, kilka razy na...

Witam, mam pewien problem, który trwa już kilka miesięcy i nie wiem jak sobie z nim poradzić. Kilka miesięcy temu, po dwuletnim, regularnym ćwiczeniu na siłowni, z dnia na dzień zmieniłem tryb życia - zaczęły się głupoty, kilka razy na imprezie wziąłem amfetaminę, jednak nie czułem się po tym najlepiej, więc to odstawiłem, ale zacząłem często palić marihuanę - były takie dni, że niestety zdarzyło mi się palić dzień w dzień przez pewien okres. Któregoś dnia, gdy zapaliłem, poczułem się źle - miałem jakieś dziwne paranoje, że jest mi słabo itp. Po tym wszystkim zapaliłem jeszcze jeden raz, ale też czułem się dziwnie, zero humoru. Postanowiłem odstawić to wszystko na bok i tak też zrobiłem, niestety kilka dni po odstawieniu marihuany zasłabłem kompletnie, odleciałem, nie wiedziałem co się dzieje, myślałem, że to zawał, dostałem skurczy, przyjechało pogotowie, zrobili EKG, poziom cukru, jednak wszystko było w normie - stwierdzili, że to brak poziomu elektrolitów.

Myślałem, że mi to przejdzie i następnego dnia poczuję się lepiej - niestety czuję się fatalnie cały czas, a trwa to już 4 miesiące - kompletna derealizacja, wszytko wydaje się w koło nieprawdziwe, czasami mam takie uczucie, że nie nadążam wzrokiem za obrazem, w dodatku bardzo szybko się meczę - mam nieraz zadyszkę wysiłkowa przy bardzo małym wysiłku. Po leczeniu znów pojawiła się u mnie niedokrwistość, jedną rękę mam dosłownie bladą jak ściana, drugą zaś czerwoną i w tym czasie robi mi się bardzo słabo, jak bym miał zaraz odpłynąć. Miałem robione różne badania (morfologia, OB, borelioza, EKG, holter ciśnieniowy, cukier, tarczycę) - wszystko jest w normie. Cały czas biorę magnez, nie piję kawy, nie palę papierosów, zero alkoholu i jakichkolwiek używek. Dodam jeszcze, że zawsze byłem nerwową osobą, więc nie wiem czy tym paleniem wpadłem w taką silna nerwicę lub depresję? Z góry dziękuję za pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Sawrina Stopyra
Mgr Sawrina Stopyra

Po alkoholu pogorszył mi się wzrok. Dlaczego?

Witam. Mam 16 lat, nigdy wcześniej nie piłem dużych ilości alkoholu, pierwszy raz tak mocniej "upiłem się" gdzieś na początku tego roku. Nie wiem jak to opisać, ale od tamtego czasu tak jakby nie widzę tak ostro, jak przedtem,...

Witam. Mam 16 lat, nigdy wcześniej nie piłem dużych ilości alkoholu, pierwszy raz tak mocniej "upiłem się" gdzieś na początku tego roku. Nie wiem jak to opisać, ale od tamtego czasu tak jakby nie widzę tak ostro, jak przedtem, mniej się koncentruję i ogólnie wszystko jest jakieś inne. Czy to możliwe, że od tego jednego upicia się pogorszył mi się wzrok? Jeżeli nie, to co mi jest? Bardzo proszę o odpowiedź, pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Sawrina Stopyra
Mgr Sawrina Stopyra

Czy kiedykolwiek będę mógł wrócić do alkoholu?

Witam! Nazywam się Kamil, mam 23 lata, od 2007 roku mam nerwice lękową. W tym czasie do roku 2009 roku pojawił się tez alkohol, który pilę codziennie przez rok w celu usunięcia lęków. Potem zamieniłem to na benzodiazepiny....

Witam! Nazywam się Kamil, mam 23 lata, od 2007 roku mam nerwice lękową. W tym czasie do roku 2009 roku pojawił się tez alkohol, który pilę codziennie przez rok w celu usunięcia lęków. Potem zamieniłem to na benzodiazepiny. W roku 2009 byłem w ośrodku leczenia uzależnień, teraz żyję bez alkoholu i benzodiazepin, ale są lęki, myśli natrętne i zmienne samopoczucie. Czy będę mógł wrócić do alkoholu kiedykolwiek mimo lęków i tego, że nadużywałem alkoholu przez rok i brałem rok benzodiazepiny? Brakuje mi alkoholu w życiu towarzyskim, jestem młody, chciałbym się jeszcze wyszaleć, mimo że teraz muszę o alkoholu zapomnieć na jakiś czas…  

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak wyciągnąć kogoś z nałogu?

Cześć! Mam pilną sprawę: jak wyciągnąć kolegów z nałogów brania tabaki oraz palenia papierosów? Pomóżcie!
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Agresywne zachowania pod wpływem alkoholu - czy to typowe?

Witam. Jestem 20-letnią dziewczyną i chciałabym uzyskać poradę. Problem dotyczy mojego związku i alkoholu. Jesteśmy ze sobą dwa lata. On (19 l) - swego czasu bardzo lubił imprezować, a co za tym idzie - spożywać dość spore ilości alkoholu....

Witam. Jestem 20-letnią dziewczyną i chciałabym uzyskać poradę. Problem dotyczy mojego związku i alkoholu. Jesteśmy ze sobą dwa lata. On (19 l) - swego czasu bardzo lubił imprezować, a co za tym idzie - spożywać dość spore ilości alkoholu. Po kilku rozmowach, kilku sytuacjach, kiedy to nie dotrzymał danego słowa - w końcu zrozumiał, że musi ograniczyć picie. Od tego czasu faktycznie pije rzadziej i mniej. A jednak problem istnieje dalej, tym razem przejawia się on w Jego zachowaniu. Po wypiciu staje się często bardzo agresywny. Jedno źle wypowiedziane słowo może doprowadzić go do furii. O ile wcześniej złość ta kierowana była zazwyczaj na osoby trzecie, tak teraz ofiarą jego złości staję się ja. Według jego tłumaczenia działa to na takiej zasadzie: ma dobry humor, dopóki go nie zdenerwuję (czyli nie przyczepię się o jakąś drobnostkę), wtedy zaczyna się złościć, krzyczeć, wyolbrzymiać i robić aferę. Czym go denerwuję? Np. tym, że powiem, że już za dużo wypił. Albo kiedy zrobi coś, co mnie irytuje i poinformuje go o tym.

Dodam, że ja jestem osobą, która nie potrafi czegoś w sobie trzymać, dlatego jeśli coś mi się nie spodoba w jego zachowaniu to staram mu się o tym mówić. Podczas takich kłótni słyszę często bardzo dużo słów, które mnie ranią. Krzyczy na mnie, czego na trzeźwo nie robi. Wypomina. Nie okazuje mi szacunku. Zachowuje się jakby kompletnie mu na mnie nie zależało - mogę wtedy z Nim zerwać, a na nim to i tak nie robi wrażenia. Zazwyczaj wtedy staram się załagodzić sytuację, ale on nie daje za wygraną. Zupełnie, jakby radość sprawiało mu moje cierpienie. Na następny dzień żałuje, przeprasza, mówi, że nie wie czemu tak się zachował. Na trzeźwo jest człowiekiem spokojnym i opanowanym. Rzadko kiedy podnosi głos. Owszem, jest uparty, ale również umie iść na kompromis. Okazuje mi dużo szacunku i naprawdę dobrze mnie traktuje. Ale niestety - to jak się zachowuje pod wpływem alkoholu, powoli zaczyna mnie wykańczać. Podczas ostatniej takiej sytuacji uderzyłam go, co nie zdarzyło mi się nigdy wcześniej. Czuję, że wobec tego wszystkiego przestaję nad sobą panować. Że to mnie przerosło. I wiem, że jeśli nic się nie zmieni - odejdę. Ale zanim to miałoby nastąpić, chcielibyśmy zrozumieć, dlaczego tak się dzieje. Co jest powodem? I w miarę możliwości, zwalczyć go.

Niedawno poszedł do poradni zajmującej się leczeniem uzależnień. Jednak bardziej zależało nam na tym, by dowiedzieć się jaka jest przyczyna tego zachowania, aniżeli na wysłaniu go na terapię grupową. A niestety, po drugiej wizycie dostał informację na temat spotkań grupy i nic się nie dowiedział się o swoim stanie. A my po prostu potrzebujemy rozmowy z kimś, kto nam to wszystko wyjaśni. Bo, czy całkowite rezygnowanie z picia alkoholu, nie byłoby w tym przypadku drogą na skróty? Czy tak naprawdę problemem nie jest tutaj zachowanie pod wpływem alkoholu, niż sam alkohol (w sensie wypijane ilości czy częstotliwość)? Mam nadzieję, że dość jasno opisałam ten problem, co jednak jest zadaniem trudnym, kiedy emocje biorą górę… Pozdrawiam serdecznie i liczę na odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy to alkoholizm czy słaba wola?

Witam! Mam 25 lat, 3-letnią córeczkę i męża, który jest czułym i troskliwym ojcem, ale nie mężem. Wiem, że mnie kocha, ale ma charakter człowieka nieokazującego uczuć, a już na pewno nie wylewnego czy romantycznego. Jednak mój problem związany jest...

Witam! Mam 25 lat, 3-letnią córeczkę i męża, który jest czułym i troskliwym ojcem, ale nie mężem. Wiem, że mnie kocha, ale ma charakter człowieka nieokazującego uczuć, a już na pewno nie wylewnego czy romantycznego. Jednak mój problem związany jest z alkoholem. Mąż ma dwa zawody: jest instruktorem nauki jazdy i dekarzem. Kiedy pracuje na budowach i znajduje się w towarzystwie pijaczków nie potrafi odmówić i pije nawet w czasie pracy, przeważnie są to piwa, ale w ilości na pewno przekraczającej zdrowy rozsądek. Towarzystwo tych osób ujawnia jego słabą wolę i charakter. Po prostu nie umie powiedzieć NIE, mimo iż wie, że przez to będzie w domu kłótnia nie robi sobie z tego nic. Podobny brak umiaru ujawnia się gdy jesteśmy w towarzystwie - wówczas pije póki alkohol jest dostępny, albo idzie do sklepu uzupełnić braki. Przypadki, gdy wraca podpity z pracy nie są nagminne, zdarza się to jakieś 15 razy w roku z różną częstotliwością. Mąż mówi, że przesadzam, obraża się, gdy mu wyrzucam, że nie powinien pić w pracy. Mówi, że raz kiedyś to nic takiego i że się czepiam. Wiem, że mam rację - najgorsze jest, że nikt go z niej nie wyrzuci, bo on tam jest szefem, więc niczego się nie obawia. Nie wiem jak mam na niego wpłynąć. Mąż nie ma umiaru i nie potrafi powiedzieć dość. Czy to już alkoholizm? Proszę o pomoc!

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy on jest uzależniony od amfetaminy?

Witam. Mój chłopak od około 2 lat zażywa amfetaminę. Znamy się od pół roku, więc nie wiem czy objawy, które u niego obserwuję mogą wskazywać na uzależnienie czy – tak, jak on twierdzi - zawsze tak miał... Bierze ponoć raz...

Witam. Mój chłopak od około 2 lat zażywa amfetaminę. Znamy się od pół roku, więc nie wiem czy objawy, które u niego obserwuję mogą wskazywać na uzależnienie czy – tak, jak on twierdzi - zawsze tak miał... Bierze ponoć raz w miesiącu, czasem dwa razy po ok. 2g, ale czy to prawda w 100% też nie wiem. Zauważam u niego czasem szybsze bicie serca, zwykle drżą mu ręce i ma kłopoty z zasypianiem - twierdzi, że zbyt dużo rzeczy kłębi mu się w głowie, gdy chce zasnąć i przez to te problemy. Jednak ja martwię się, że to może być uzależnienie. On twierdzi, że nie jest uzależniony. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Sawrina Stopyra
Mgr Sawrina Stopyra

Mój chłopak pali marihuanę - odejść czy nie?

Mój chłopak pali marihuanę od 15. roku życia, obecnie ma 27, jesteśmy razem od 5 lat. Na początku związku nie przeszkadzało mi to, ale od 3 lat są o to nieustanne kłótnie. Nic nie pomaga - prośby i groźby....

Mój chłopak pali marihuanę od 15. roku życia, obecnie ma 27, jesteśmy razem od 5 lat. Na początku związku nie przeszkadzało mi to, ale od 3 lat są o to nieustanne kłótnie. Nic nie pomaga - prośby i groźby. Ostatnim razem wyprowadziłam się do koleżanki na kilka dni, potem się z nim spotkałam i znowu jestem w domu, i zastanawiam się, czy dobrze zrobiłam, bo to nic nie zmieniło, a on nie widzi tego, że paleniem niszczy związek, ale twierdzi, że to ja przesadzam. Mówi, że rozumie, że palenie mnie denerwuje, ale dla niego to nic złego - on chce jeszcze troszkę popalić i "kiedyś" (to słyszę od lat) przestanie. Prawda jest taka, że ja mu wierzę, że przestanie, ale nie wiem, co zrobić, aby on przestał palić już teraz. A może powinnam się wyprowadzić raz na zawsze?:)

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Sawrina Stopyra
Mgr Sawrina Stopyra

Co zrobić, żeby więcej nie zapalić?

Witam, kiedy już wszystko było w porządku, a przynajmniej tak mi się wydawało, znowu zapaliłem marihuanę i ponownie powróciły moje dawne problemy... Głupota gubi ludzi. Wiem, że powinienem trzymać całkowitą abstynencję w piciu alkoholu i paleniu marihuany, ale jest to...

Witam, kiedy już wszystko było w porządku, a przynajmniej tak mi się wydawało, znowu zapaliłem marihuanę i ponownie powróciły moje dawne problemy... Głupota gubi ludzi. Wiem, że powinienem trzymać całkowitą abstynencję w piciu alkoholu i paleniu marihuany, ale jest to dla mnie trochę ciężkie do wykonania, ponieważ mieszkam z trzema osobami w mieszkaniu. Są to studenci, tak jak i ja. Zastanawiam się czy oni coś podejrzewają. Ogólnie staram się ukrywać moje "dziwne jazdy", ale czasami to jest po prostu nie do przeskoczenia. Czuję w sobie blokadę, która nie pozwala mi funkcjonować. Czuję też, że z czasem ona mija. Ale strasznie ciężko jest mi wychodzić z tego stanu po raz kolejny - błędne koło (które mimowolnie mnie napastuje). Czasami myślę sobie, że po prostu taki jestem i że to jakaś nieodłączna część mojego życia, która towarzyszy mi już przez długi czas. I rzeczywiści jeżeli spojrzeć w moją przeszłość większość moich wspomnień jak nie 3/4 mojego życia kojarzy mi się z "dziwnymi jazdami". Z różnymi sytuacjami, które miały większy lub mniejszy wpływ na późniejszy etap mojego życia.

Wiem, że jest możliwe wyjście z tego. Potrzebna jest do tego silna wola, organizacja, przyjaźń, zrozumienie przede wszystkim jak największy kontakt z ludźmi. To wiem z mojej autopsji. Wiem w jakim momencie mojej "dziwnej jazdy" jestem. I modle się o to, żeby skończyć z tym raz na zawsze. Nikomu tego nie życzę, a jednocześnie jeżeli, ktoś ma jakieś pytania odnośnie dziwnych zachowań i wszystkiego, co związane ze skutkami ubocznymi związanymi z paleniem marihuany możecie do mnie pisać. Jeżeli będę mógł w jakiś sposób pomóc bardzo mnie to ucieszy. Pozdrawiam wszystkich, którzy walczą z podobnymi problemami, co ja. W jedności siła :)

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to może być zespół Otella?

Witam. Moja rodzina potrzebuje pomocy, mieszkają w S. w Wielkiej Brytanii już od kilku lat. Problem zaczął się niedawno, właściwie nie wiem co było bezpośrednią przyczyną... Chodzi o to, że mój tato jest chorobliwie zazdrosny o mamę, jakiś miesiąc temu...

Witam. Moja rodzina potrzebuje pomocy, mieszkają w S. w Wielkiej Brytanii już od kilku lat. Problem zaczął się niedawno, właściwie nie wiem co było bezpośrednią przyczyną... Chodzi o to, że mój tato jest chorobliwie zazdrosny o mamę, jakiś miesiąc temu zamieszkał z nimi Pan P., tato po tygodniu go wyrzucił, bo był pewien, że mama z nim sypia. Przesadnie ją kontroluje, nie pozwala samej nigdzie wychodzić, nawet do sklepu czy do kościoła, do pracy wozi i przywozi, posądza o zdradę, o sypianie z innym w pokoju obok - nie wiem skąd biorą mu się takie urojenia, ale wszystko to jest bezpodstawne. Jest bardzo agresywny do tego, zarówno do mamy, jak i do rodzeństwa. Boję się o mamę, bo ona już dłużej tego nie wytrzyma. Tato nie należał do abstynentów nigdy, ale ciągami też nie pił, teraz z tego co opowiadają mi siostry wypije piwko dziennie i to widać już mu wystarcza, żadne tłumaczenia go nie przekonują, stwarza sobie swój obraz, gdzie wszystkie najdrobniejsze szczegóły do niego pasują, ze mną nie chce nawet na skypie rozmawiać…

Ja mieszkam w Polsce i nie wiem jak mogę im pomóc, boję się o nich wszystkich, doszło już do aktów przemocy ojca wobec mamy. Proszę o pomoc. Jak można z tym walczyć? Tato jest taka osobą, że na żadne terapie indywidualne czy nawet grupowe się nie zgodzi, to wiem na pewno, jedynie może jakieś leki uspokajające czy coś - sama nie wiem. Proszę, poradźcie mi coś, gdzie szukać pomocy mają? Do kogo tam w S., czy gdzie najbliżej się można zgłosić, żeby nie było za późno? Czytałam dużo na temat zespołu Ottela - wydaje mi się, że to może być to, niestety... Proszę o podpowiedź jak z tym walczyć, jak zachowywać się wobec chorego?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak pomóc bratu zerwać z nałogiem?

Witam, mój brat jest uzależniony od alkoholu. Chodzi do psychologa oraz do poradni AA. Był pół roku na zwolnieniu lekarskim, obecnie jest zarejestrowany w urzędzie pracy jako bezrobotny. Oprócz alkoholizmu choruje na nadciśnienie i ma kłopoty z kręgosłupem i lewą...

Witam, mój brat jest uzależniony od alkoholu. Chodzi do psychologa oraz do poradni AA. Był pół roku na zwolnieniu lekarskim, obecnie jest zarejestrowany w urzędzie pracy jako bezrobotny. Oprócz alkoholizmu choruje na nadciśnienie i ma kłopoty z kręgosłupem i lewą ręką (18 lat temu miał wypadek samochodowy, rękę miał złamaną z przemieszczeniem - założono mu blachę i śruby po jakimś okresie coś mu usunięto, a chyba blacha została), w każdym razie do dzisiaj nie może dźwigać ciężkich rzeczy, a na zmianę pogody strasznie cierpi. Proszę mi poradzić, jak mu mogę pomóc? Przed zwolnieniem lekarskim pracował, ale z powodów częstego nadużywania alkoholu po zwolnieniu lekarskim został zwolniony.

Żona, która myślę, że jest jednym z powodów jego nałogu - codzienne krzyki, głównie o pieniądze, ale i o to, że źle posprzątane, że ona wstała i nie ma kawy - dosłownie o głupoty, no a teraz, że pije - to jest teraz jej wymówka. Chociaż ją proszę i tłumaczę, że czytałam o alkoholizmie i że powinna mu pomóc, musi być wytrwała, a przede wszystkim tłumaczyć i rozmawiać w spokoju, ale do niej to nie dochodzi. Proszę doradźcie jak mu pomóc. Czy ma jakąś szansę na rentę? Wówczas by miał stały dochód, a on by mógł się leczyć, bo jak pójdzie gdzieś do pracy na budowę (jest murarzem) to wiadomo, że tam codziennie jest picie. Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Sawrina Stopyra
Mgr Sawrina Stopyra
Patronaty