Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 0 8

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Zaburzenia odżywiania: Pytania do specjalistów

Czy anorektyczka może być gruba?

Czy osoba chora na anoreksję może być gruba? Nie tylko swoimi oczami, ale też opinią ludzi z boku?
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Ciąglę się odchudzam. Czy mogę mieć anoreksję?

Witam! Dnia 31 sierpnia 2010 r. zaczęłam się odchudzać. Nie podobało mi się moje ciało, byłam zdecydowanie grubsza od swoich koleżanek, źle się czułam w swoim ciele i właśnie z tych powodów postanowiłam przejść na dietę. Mam 12 lat...

Witam! Dnia 31 sierpnia 2010 r. zaczęłam się odchudzać. Nie podobało mi się moje ciało, byłam zdecydowanie grubsza od swoich koleżanek, źle się czułam w swoim ciele i właśnie z tych powodów postanowiłam przejść na dietę. Mam 12 lat i (obecnie) 148 cm wzrostu oraz ważę 41 kg. Gdy zaczęłam się odchudzać ważyłam 50 kg, a najmniej ile ważyłam to 40 kg, lecz po świętach zaczęłam tyć, ponieważ więcej jadłam.

Gdy 31 sierpnia przeszłam na dietę 1400 kalorii, postanowiłam się zdrowo odchudzać. Byłam z siebie zadowolona. Z czasem jednak zaczęłam bardziej ograniczać jedzenie, aż dziennie potrafiłam zjeść 400 kalorii. Z czasem ograniczałam jedzenie i zaczęłam więcej ćwiczyć. W tych okresach liczyła się dla mnie dieta i moja waga - to było najważniejsze. Traciłam przyjaciół, moje kontakty z rodziną pogorszyły się. Chudłam, nie jadłam obiadów z rodziną. Chodziłam głodna i wściekła (bo byłam głodna). Bolał mnie brzuch i głowa. Gdy jadłam 400-500 kalorii czułam potworny głód, aż po pewnym czasie musiałam coś zjeść, bo nie wytrzymywałam. Zaczynałam się obżerać. Jadłam ogromne ilości jedzenia. Potrafiłam zjeść miskę budyniu, miskę lodów, paczkę wafli ryżowych, serek ziarnisty, 2 kanapki na raz! Nie prowokowałam jednak wymiotów! Całkowicie odcięłam się tylko od słodyczy. Przestałam je jeść, na początku diety tylko mnie do nich ciągnęło, a potem to już w ogóle nie. Cały czas myślałam, ile co ma kalorii i wiedziałam praktycznie, ile każdy produkt spożywczy kalorii ma!

Obiecałam mamie, że w listopadzie skończę z odchudzaniem, ale nie zrobiłam tego, bo nie mogłam. Odchudzanie stało się jak nałóg. Chudłam coraz bardziej. Było mi potwornie zimno, słabo i miałam strasznie zimne ręce. Moja skóra obecnie jest strasznie sucha. Gdy przyszły święta, musiałam zacząć więcej jeść i postanowiłam skończyć z dietą. Jednak gdy waga pokazała 41 kg, zdenerwowałam się i znowu dieta powróciła. Jednak mama martwiła się o mnie i wmuszała mi obiad. A ja musiałam jeść, bo straszyła mnie, że mnie wyśle do szpitala, a ja w to wierzyłam i pomimo że nie chciałam, musiałam jeść.

Jeszcze z czasem zaczęłam oglądać zdjęcia bardzo chudych dziewczyn w internecie. To dawało mi motywację, że ja mogę być taka jak one - taka chuda! Straciłam miesiączkę. Nie mam jej od około 4 miesięcy i nawet mi to nie przeszkadza, chociaż wiem, że przez to w przyszłości mogę nie mieć dzieci. Po świętach, gdy znowu jadłam malutko, o dziwo - nie wiem, co to w ogóle może oznaczać, ale przestałam czuć głód. W ogóle nie czuję głodu! A jeszcze niedawno zaczęłam jeść dużo słodyczy i żeby nie przytyć, więcej ćwiczyłam i nawet nie tyłam, ale... jadłam po pewnym czasie jeszcze więcej słodyczy i więcej aż postanowiłam sprowokować wymioty. Zrobiłam to!

Boję się. Chciałabym przestać z odchudzaniem. Mam już dość tej diety. Kiedy cokolwiek zjem, od razu mam ogromne wyrzuty sumienia i chcę to szybko spalić. Czy ja czasem nie cierpię na anoreksję? Czytałam troszkę o tej chorobie w internecie i zaczęłam się bać. I ostatnio jest mi strasznie zimno, słabo i głowa mnie boli. Nawet wymiotowałam krwią, ale nie wiem dlaczego. Co to może oznaczać? Mam też ostatnio problemy z koncentracją oraz z zasypianiem. Moim celem jest waga 35 kg. Chciałabym tyle ważyć. Czy ze mną jest wszystko dobrze? Proszę o radę. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Wielki brzuch po anoreksji bulimicznej

Witam, po 2 latach anoreksji bulimicznej wracam do zdrowia, jednak martwi mnie, że jeżeli zjem choć najmniejszą porcję, mój brzuch jest wzdęty, twardy i powiększa się o kilka ładnych centymetrów. Co mam zrobić, żeby po jedzeniu był normalny? Czy już zawsze będzie tak, jak jest?
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Kolejna nadzieja, gdzie szukać pomocy?

Piszę, bo po raz kolejny szukam pomocy. Skłoniło mnie przeczytanie kilku próśb-pytań, a w szczególności jedno - o zaburzonym życiu. Czytając to, jakbym czytała o sobie. Mam 20 lat, a na anoreksję choruję już od 4 lat. Niedowaga przeplata się ...

Piszę, bo po raz kolejny szukam pomocy. Skłoniło mnie przeczytanie kilku próśb-pytań, a w szczególności jedno - o zaburzonym życiu. Czytając to, jakbym czytała o sobie. Mam 20 lat, a na anoreksję choruję już od 4 lat. Niedowaga przeplata się  z praktycznie codziennymi wymiotami. Przy wzroście 172 ważę niecałe 40 kilko, chociaż tak naprawdę to była to waga sprzed miesiąca, teraz nie wiem nawet jaka jest, bo sama myśl o stanięciu na wadze mnie paraliżuje. I nie wiem czego bardziej się boję, tego że zobaczę niższą czy wyższą wagę. Zdecydowanie nie radzę sobie ze sobą, czasem myślę sobie, że z tego nie da się wyjść.

Trzykrotnie podejmowałam już leczenie w szpitalu, zawsze zakończone wagą kontraktu, ale po wyjściu 2-3 miesiące było dobrze, a potem wszystko sypało się jak domek z kart. Moja rodzina też ma już dość mojej choroby, mówią, że wierzą we mnie, ale według mnie oni też stracili nadzieję. Jestem dla nich ciężarem i czasem myślę, że beze mnie było by im lżej... Zresztą mój brat sam powiedział, że gdybym umarła to prędzej czy później pogodzili by się z tym, a patrzeć jak powoli się wykańczam jest im ciężko. Wiem że powiedział to w złości, ale czuję ze ma rację... Piszę, bo proszę o pomoc, czy jest szansa na leczenie z NFZ-tu? Gdzie mam się udać, mieszkam w centralnej Polsce. Wiem że masa jest psychologów, ale mnie na to nie stać.... Jeśli ktoś może mi pomóc to proszę o jakiekolwiek info....

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Nie wytrzymuję ze sobą. Jak mam sobie poradzić?

Witam! Mam 13 lat, 167 cm wzrostu i ważę 66-67 kg ; / (w wakacje ważyłam jeszcze 60 kg, ale teraz strasznie utyłam, prawdopodobnie przez to, że dużo jadłam) Mój problem polega na tym, że ja siebie nie akceptuję, chcę...

Witam! Mam 13 lat, 167 cm wzrostu i ważę 66-67 kg ; / (w wakacje ważyłam jeszcze 60 kg, ale teraz strasznie utyłam, prawdopodobnie przez to, że dużo jadłam) Mój problem polega na tym, że ja siebie nie akceptuję, chcę jak najszybciej schudnąć do wagi 47-53 kg. Stosuję dietę niskokaloryczną, jem ok. 100-200 kcal. Np. jogurt naturalny i jabłko (na dzień). Dużo osób mi mówi, że wcale nie jestem gruba, ale ja siebie widzę jako najgrubszą.

Mam problem również z tym że jak coś zjem nadprogramowo np. 1 kanapkę to mam straszne wyrzuty sumienia, wpadam w histerię, zaczynam płakać, mówić sobie, że jestem słaba, że jestem beznadziejna, że jak tak będę robić, to nigdy nie dojdę do perfekcji. Ja po prostu już ze sobą nie wytrzymuję, wstydzę się wychodzić na ulice, do przyjaciół. Chcę nosić ubrania, które mi się podobają, ale nie mogę, bo wszystko mi się wylewa i wyglądam jak świnia. W domu najczęściej ćwiczę, staram się ćwiczyć w każdej wolnej chwili. W tyg. też mam dużo zajęć, w sumie codziennie (karate, taniec). Jak mam sobie ze sobą poradzić ? Niektórzy mi mówią, że jak będę tak postępować, to mogę wpaść w anoreksję, ale ja jakoś w to nie wierzę, bo jestem grubą świnią i nigdy chyba nie będę chuda .. ; ( Jestem załamana.

odpowiada 1 ekspert:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska

Czy lekarz może działać bez mojej zgody?

Dzień dobry, w lutym ubiegłego roku trafiłam do psychiatry, który zdiagnozował u mnie anoreksję, co wydaje mi się kompletną bzdurą. Chodziłam przez jakiś czas do psychologa, bo chciałam wyleczyć się z natrętnych myśli po zjedzeniu najmniejszych porcji i natychmiastowego...

Dzień dobry, w lutym ubiegłego roku trafiłam do psychiatry, który zdiagnozował u mnie anoreksję, co wydaje mi się kompletną bzdurą. Chodziłam przez jakiś czas do psychologa, bo chciałam wyleczyć się z natrętnych myśli po zjedzeniu najmniejszych porcji i natychmiastowego wymiotowania po nich. Zmieniałam psychologów kilka razy, ale z żadnym nie znajdywałam wspólnego języka.

Mój ojciec zrobił mi w domu wielką awanturę, gdy o wszystkim się dowiedział i wrzeszczał jak opętany - „Może kupię Ci od razu trumnę?! Kładź się i umieraj!”. Od tamtej pory patrzą mi na ręce, nawet w szkole. Ojciec zmusza mnie do jedzenia rzeczy typu pizza, fast foody, kiełbasy, mięso i jedzenie, za którym wie, że nie przepadam, a w dodatku, w godzinach nocnych 21-23 i nie rozumie, że ja w tych godzinach nie jem. On tego nie rozumie! W ogóle nie można się przy nim odezwać, bo dostaje się „po pysku” i momentalnie człowiek jest zrównany z ziemią. Nie ma szans na jakąkolwiek rozmowę. On jest despotą i faraonem. Kiedy mieliśmy mieć terapię rodzinną, wydarł się na mnie, że to moje fanaberie i nigdzie jeździć nie będzie. Z krzykiem - „Weź się za siebie głupia dziewucho!”, witał i żegnał mnie każdego dnia.

Wpadłam w bulimię, bo znęca się nade mną psychicznie. Kiedyś to były tylko okresy bulimiczne, kilka dni wymiotowania + przeczyszczacze i dalej głodowanie. Z każdym miesiącem jest coraz gorzej, szczególnie w weekendy, jak jestem w domu. Wymiotuję po 8-9 razy dziennie. Teraz przez ostatnie dwa tygodnie to było po 5-6 razy dziennie, codziennie, zdarza mi się wymiotować krwią. W akademiku jest niby lepiej, ale sytuacje, gdzie ponoszą mnie nerwy, zawsze kończą się w WC. Przed świętami ważyłam 47 kg, przy wzroście 172 cm, teraz 50,4 kg/172 cm (a do wizyty miałam ważyć min. 52 kg). We wtorek miałam kolejną wizytę u mojego lekarza - on o wszystkim wie, mówię mu, jak jest, niczego nie ukrywam, on ciągle ma mnie za anorektyczkę! Leki, które mi przepisał (a wie, że i tak ich nie biorę, ponieważ) zwiększają apetyt, a to mi jest w ogóle niepotrzebne, bo ja staram się odwrócić uwagę od jedzenia, a nie dodatkowo stymulować myśli i pragnienia ku jedzeniu. Powiedział na wizycie, że gdyby nie fakt, że jestem pełnoletnia, i że w związku z tym bez mojej zgody nie może nic zrobić, to już dawno zamknąłby mnie na oddziale, podłączył do sond i siedział przy mnie 24 godz. na dobę, żebym nie wymiotowała, nie brała tabletek i nie ćwiczyła. Że on nie ma mocy sprawczej, bym zaczęła jeść, przestała wymiotować i brać tabletki i żebym przytyła i to wszystko jest w moich rękach, ale że mam się nad tym zastanowić, bo jestem młoda.

Fakt, w tym roku będę miała 19 lat i nie była to moja fanaberia, wiem dlaczego tak się stało. Moja matka i jej siostra miały ED (teraz już nie...), do tego moja patologiczna rodzina. Dorastanie w poczuciu wiecznej winy, kreowanie mnie przez ojca na perfekcjonistkę, do tej pory to robi (np. dlaczego to nie jest poukładane kolor do koloru i wielkość do wielkości? - to do farb i pędzli), przy czym krzyczy i wymusza tę czynność kilka razy. Sama do tego doszłam, bo często rozmawiam z sobą. Chciałabym jednak przestać wymiotować i się przeczyszczać, tylko jak nad tym zapanować, skoro lekarz nie może bez mojej zgody umieścić mnie w ośrodku - moja waga nie gra roli? Nawet gdybym ważyła 30 kg?

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak nazwać to, co się ze mną dzieje?

Witam! Cztery lata temu przez około dwa miesiące jadłam znacznie mniej i trochę schudłam. Może to był początek mojego problemu, ale podejrzewam, że zaczął się on już wcześniej, bo nigdy się nie akceptowałam. I tak, po dwóch miesiącach „diety...

Witam! Cztery lata temu przez około dwa miesiące jadłam znacznie mniej i trochę schudłam. Może to był początek mojego problemu, ale podejrzewam, że zaczął się on już wcześniej, bo nigdy się nie akceptowałam. I tak, po dwóch miesiącach „diety”, wróciłam do normalnego jedzenia, ale od tych czterech lat zmuszam się do wymiotów po każdym posiłku. Nie wiem, czy można nazwać to bulimią, bo nie mam typowych napadów, podczas których je się dużo. Ja po prostu odczuwam potrzebę wyrzucenia z siebie wszystkiego, co zjadłam/wypiłam. W efekcie niekiedy wymiotowałam nawet kilkanaście razy dziennie. Może czasem faktycznie zdarzało mi się, że jadłam wtedy, gdy nie byłam głodna, ale nie były to jakieś ogromne ilości jedzenia. Moja waga była raczej stała, ale oczywiście niezadowalająca.

Zmieniłam się bardzo. Od tamtego czasu ciągle towarzyszą mi negatywne myśli, poczucie winy. Zamknęłam się w sobie. Wcześniej byłam naprawdę towarzyska, teraz nie dogaduję się z ludźmi i oddalam się od znajomych. Od jakiegoś czasu odczuwam paniczny strach przed przytyciem. Jem znacznie mniej, ale wciąż wymiotuję po czymkolwiek. Ćwiczę, ale nie widzę żadnych efektów. Wciąż wyglądam tak samo, chociaż waga pokazuje mniej (w ciągu ostatnich 6 miesięcy schudłam prawie 10 kg). Nie widzę żadnej różnicy, przynajmniej z zewnątrz. Zrobiłam się bardziej nerwowa. Zawsze byłam człowiekiem ugodowym, wiecznie podporządkowującym się. Teraz zdarzają mi się niekontrolowane wybuchy złości, czasem z naprawdę błahych powodów. Nie radzę sobie z tym wszystkim, ostatnie cztery lata bardzo mnie zmieniły i źle na mnie wpłynęły. W związku z tym mam kilka pytań: czy to, co się ze mną dzieje, to jakaś choroba? Jeśli tak, to jaka? Czy powinnam coś z tym robić? Dodam, że mam 18 lat, 163 cm wzrostu i ważę 56 kg.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy mam anoreksję, mimo że nie mam żadnych omdleń?

Moja waga wynosi 42 kg, wzrost 163 cm, mam 14 lat. Czy mam anoreksję? Nie mam żadnych omdleń. I nie wiem, czy może być to spowodowane stresem. Przez 3 dni schudłam 3 kg. Niedawno rzucił mnie chłopak i nie wiem, czy jest to spowodowane tym, czy może czymś innym.
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Wzrost 173 cm, waga 46 kg. Czy mam zaburzenie odżywiania?

Witam serdecznie! Zadaję to pytanie, bo jestem już nieco przestraszona i zrezygnowana moją sytuacją. O ile dobrze pamiętam, wszystko zaczęło się, gdy miałam 19 lat i rozpoczęłam studia. Zamieszkałam z chłopakiem i nieraz było nam ciężko, gdyż pochodzimy z rodzin...

Witam serdecznie! Zadaję to pytanie, bo jestem już nieco przestraszona i zrezygnowana moją sytuacją. O ile dobrze pamiętam, wszystko zaczęło się, gdy miałam 19 lat i rozpoczęłam studia. Zamieszkałam z chłopakiem i nieraz było nam ciężko, gdyż pochodzimy z rodzin tak zwanej klasy średniej, więc nie zawsze mogliśmy liczyć na pomoc rodziców. I właściwie nigdy o nią nie prosiliśmy, bo woleliśmy sami sobie poradzić. Przeprowadzka do większego miasta wiele razy powodowała u mnie poczucie, że jestem... gorsza, nie było mnie wówczas stać na fajne ciuchy, kosmetyki czy inne rzeczy. Otoczenie w moim wyobrażeniu na tamten czas dokładało swoje (kiedyś moja koleżanka spytała czy jadę na zakupy do innego miasta, odpowiedziałam, że nie, gdyż nie mam pieniędzy, a ona na to - „co to za wylew biedy”, wtedy zabolało, teraz patrzę na to inaczej. Inną taką sytuacją był komentarz mojej babci, która powiedziała ze śmiechem przy stole komunijnym mojej siostry - „ależ Ty masz pulchną buzię”...)

Teraz mam ponad 25 lat i inaczej patrzę na te wszystkie sytuacje, ale w tamtym czasie było wiele takich komentarzy, które po prostu raniły mnie. Wcześniej nigdy takie coś mnie nie spotykało i zawsze byłam uważana za „ślicznotkę”, jedną z najlepszych w szkole, więc gdy to się zmieniło, wpadłam w panikę... tak chyba mogę to nazwać. Jak zawsze zaczęło się niewinnie... Z tego co pamiętam, czasem mówiłam po jedzeniu mojemu chłopakowi, że boli mnie brzuch i szłam prowokować wymioty - nie wiem, nie pamiętam, bym kiedykolwiek myślała o tym, że to zrobię, czy też dlaczego to zaczęłam robić, to się po prostu zaczęło dziać i rozpędziło jak lawina. Teraz gdy to piszę, nie mogę uwierzyć, że takie sytuacje miały miejsce, ale tak było... W końcu wymiotowałam praktycznie codziennie, przynosiło mi to ulgę i satysfakcję w pewnym sensie. Jednak wymiotowanie było nieprzyjemne, więc po chyba około 1,5 roku zaczęłam totalnie ograniczać i kontrolować „siebie” (to co jem).

Podobało mi się to, że wszyscy mi mówili, że wyglądam ślicznie jak lalka, od zawsze czułam presję, że jestem piękna i zawsze taka muszę być. Każda nowo poznana osoba się zachwycała i jest tak do dziś, a ja... tak naprawdę mam okropnie niską samoocenę, choć wiem, że jestem bardzo ładna i właśnie tutaj to wszystko traci dla mnie ręce i nogi. Bo czy można zdawać sobie sprawę z tego, że jest się wyjątkowym, a z drugiej strony być całkowicie pozbawionym poczucia własnej wartości? Przez co nie umiem odbierać komplementów, od razu rumienię się i zawstydzam...

Z biegiem miesięcy moja waga spadała, codziennie odwiedzałam setki stron o odchudzaniu i anoreksji, ważyłam się parę razy dziennie - wręcz obsesyjnie. Zawsze kompletnie nago, żeby nie zobaczyć ani grama więcej, niż było naprawdę. Kiedyś to dodawało pędu moim chorym zachowaniom. Chciałam być idealna, choć teraz wiem, że nikt taki nie jest, a jeśli jest, to na pewno nie doszedł tam tą drogą, którą ja sobie niestety obrałam. Nigdy nie działałam w jakiś sposób z pełnym przekonaniem i premedytacją, że właśnie taka chcę być, to po prostu się działo, jakby to był ktoś inny, a nie ja. Po 1,5 roku wymiotowania było 1,5 roku niejedzenia. Całe dnie nic nie jadłam, piłam wodę i jadłam bardzo sporadycznie wręcz mikroskopijne ilości, np. 5-6 paluszków słonych i jedno ciastko.

Gdy ważyłam 46 kg mój chłopak przestał wierzyć w to, nawet pomyślałam, że gdybym ścięła włosy, byłabym lżejsza. Te moje „sukcesy” sprawiały mi przyjemność i satysfakcję, miałam to całkowicie pod kontrolą, czułam się lekko i lubiłam tą „chudość”. W moim związku przez długi czas działo się źle - nad nim nie miałam kontroli, tak jak nad jedzeniem. Chłopak zaczął ze mną otwarcie rozmawiać o tym. Raz rozmawiał bardzo miło i troskliwie, a czasem tracił cierpliwość i krzyczał na mnie, że powie mojej mamie, co ja wyprawiam i pójdę się leczyć, że jestem anorektyczką. Na początku nie docierało to do mnie, jednak gdy zaczęłam tracić włosy, paznokcie były łamliwe, skóra sucha i nieustannie odczuwałam okropne zimno, zaczęłam myśleć nad tym, co ja robię ze swoim życiem i kim mogę się stać, jeśli tego nie zatrzymam. Po raz pierwszy od około 3 lat zaczęłam się martwić, że to nie jakaś tam tymczasowa „gra” tylko moje życie i mogę być chora. Wręcz natychmiastowo zaczęłam wracać do „normalnego” jedzenia. Starałam się jeść więcej i zapomnieć o wszystkim. Po dłuższym okresie zaczęłam jeść spore ilości i przestałam żyć jak wcześniej.

Wyjechaliśmy do innego kraju i zaczęłam żyć, wydawałoby się normalnie, jednak moja waga nadal jest niska. Długi czas chciałam po prostu utrzymać 48 kg, góra 50 kg, jednak jadłam wszystko, na co tylko miałam ochotę - od kebabów, chipsów i innych rzeczy, których z pewnością anorektyczka nie je. Na dzień dzisiejszy ważę od 46 do 48 kg i panicznie się boję! Nie chcę być taka, chcę ważyć więcej i nie być wychudzoną, jednak nie umiem sobie z tym poradzić. Cały czas obiecuję sobie, że przytyję, ale tego nie robię. Nie mam apetytu, zapominam jeść. Wcześniej jedzenie było moim priorytetem, teraz o nim w ogóle nie myślę. Czasem jem normalnie i dochodzę do 52 kg, ale w przeciągu parunastu stresujących dni (praca, nieudany związek, przewlekła choroba stawów) waga spada drastycznie.

Mój partner boi się, że jestem chora, ja jednak jestem przekonana, że tak nie jest. Wiem, że to co kiedyś robiłam, było szaleństwem i dlatego teraz nie postępuję w taki sposób, moim problemem jest brak apetytu. Czasem myślę, że po prostu jest mi potrzebna dobra dieta, która w stopniowy sposób pozwoli wrócić mi do prawidłowej wagi. Nie rozumiem sama siebie i dlatego proszę o poradę. Czy jest możliwe, by mój organizm decydował za mnie? Mogę być chora mimo chęci przytycia i totalnego odcięcia się od tego, co było wcześniej? Proszę o pomoc i przepraszam, że się tak rozpisałam, ale skoro już to robię, to chciałam być dokładna. Pozdrawiam i z góry dziękuję!

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Bulimia - czy to są objawy?

Dzień dobry. Nie wiem dlaczego właściwie teraz zdecydowałam sie napisać tego maila, ale to chyba wynika z potrzeby porozmawiania z kimś, zasięgnięcia rady, może pomocy. Wiem, że powinnam się udać do specjalisty, ale się wstydzę. I boję. Moje problemy rozpoczęły...

Dzień dobry. Nie wiem dlaczego właściwie teraz zdecydowałam sie napisać tego maila, ale to chyba wynika z potrzeby porozmawiania z kimś, zasięgnięcia rady, może pomocy. Wiem, że powinnam się udać do specjalisty, ale się wstydzę. I boję. Moje problemy rozpoczęły sie 3 lata temu. Byłam wtedy pełną życia 15-letnią dziewczyną z pasją (tańczyłam taniec towarzyski od 9 roku życia), z masą przyjaciół, wiecznie uśmiechniętą. Ważyłam wtedy 54 kg przy 170cm wzrostu.- wszystko w normie. Ale w gimnazjum musiałam zmienić szkołę i przeniosłam się tam, gdzie uczyła się moja przyjaciółka - Marta. I w tym momencie moje problemy zaczęły się na dobre. Koleżanka ta ważyła już wtedy ponad 100 kg i zaczęła mnie zapraszać na wspólne przesiadywanie, oglądanie filmów - zgadzałam się, bo niby czemu nie? Przez pół roku przytyłam 20kg. Nie wiedziałam kiedy stałam się 74-kilogramową kulką. Przestałam chodzić na zajęcia, odcięłam się od znajomych i wspólnie z Martą siedziałyśmy codzienne, zajadałyśmy smutki: jadłyśmy, bo byłyśmy grube, byłyśmy grube, bo jadłyśmy - zamknięte koło, nie mające końca. Tak się zapędziłyśmy, że moja najwyższa waga wynosiła 96 kg.

Moja mama była przerażona, ciągle powtarzała mi "Zrób coś ze sobą!", ale mi było to obojętne... - przecież i tak nie miałam znajomych, nie chodziłam na imprezy, nie znaczyłam nic. Z atrakcyjnej nastolatki stałam się pośmiewiskiem szkoły. Bo jak wyglądałyśmy, idąc ramię w ramię korytarzem gimnazjum: ja 96 kg i Marta 130kg... Wmawiałam sobie, że jest mi to obojętne, ale w rzeczywistości wszystko w środku mnie bolało, nie chciałam żyć. Pewnego dnia zajadając się orzechami w karmelu weszłam w folder "Zdjęcia" na komputerze. Unikałam go odkąd zaczęłam waży 2x tyle co wcześniej. Jak popatrzyłam na swoje nogi, brzuch, wypracowane ciało... Poleciałam do łazienki i zaczęłam wymiotować Tak mi się to spodobało, ze jadłam całą noc i wymiotowałam, na przemian płacząc.. to ze szczęścia, to z żalu. I tak to się zaczęło. To jadłam pizzę z cola, to leciałam w barze do łazienki.. Wymiotowałam i znowu wracałam i jadłam.. I znowu łazienka-bar, łazienka-bar.. Potrafiłam godzinami biegać w tą i z powrotem.. Bo mogłam zjeść wszystko i nie przytyć.

Dodatkowego kopa, aby tak robić otrzymałam, gdy zobaczyłam, że dzięki 'tej diecie' chudnę. Na wadze pojawiały się kolejno: 90kg, 85, 80, 75... Aż znowu wpadałam w wir niekontrolowanego jedzenia i tyłam.. 75, 80, 85, 90, 95.... I znowu: jedzenie i wymioty: 95, 90, 85, 80, 75... Trwało to dwa lata. Miesiąc po moich 18-stych urodzinach postanowiłam, ze wezmę się za siebie.. Ważyłam wtedy znowu 96 kg.. A za pół roku miałam mieć studniówkę. Na studniówce ważyłam 80kg (oczywiście nie dzięki ćwiczeniom, a wymiotowaniu)... A tak bardzo chciałam założyć krótką sukienkę... Przez ostatnią klasę liceum moja waga wahała się 95-80kg, nigdy mniej. Niby byłam lubiana, ale wytykano mnie palcami. Na szczęście w liceum już nie uczyłam się z Martą i przerwy spędzałam na zajadaniu się zapiekankami. Po maturze zdałam sobie sprawę, że w sierpniu idę na studia.. Nie mogę zacząć kolejnego etapu życia z tą wagą co teraz... Nie chcę być dziwadłem, które niesie swój bebech przez korytarz, maskuje się czarnymi ubraniami czy ściska pasami elastycznymi, żeby zmieścić tyłek w spodnie o 3 rozmiary za małe...

Tych ostatnich wakacji nie pamiętam, wpadłam w wir odchudzania. Najpierw odwiedziłam dietetyka, dzięki jego pomocy schudłam pierwsze 10 kg, a później sama ustalałam sobie diety coraz to bardziej zmniejszając ilość jedzenia. Jadłam minimalne porcje potraw... Około 500-600kcal na dzień, z czego 400kcal spalałam na siłowni, na basenie, biegając, robiąc brzuszki. Ciągła dieta, liczenie kalorii, ważenie się 3-4 razy dziennie, płacz, histeria, ulga mieszające się z radością, wycieńczeniem, satysfakcją.. Miliony uczuć przeplatające się w jednej osobie z powodu wagi. To ciągłe myślenie o jedzeniu, o kaloriach, o składzie danej potrawy jest koszmarem... Wiesz, że jak zjadłaś na śniadanie 200kcal, to na drugie śniadanie możesz tylko 90, a na obiad 300kcal.. ale skoro poszłaś na spacer i spaliłaś około 100 kcal, to możesz zjeść dodatkową marchewkę... - ale jej nie zjesz, bo to przecież 100 kcal mniej niż zwykle. Jeden wielki koszmar. Przez 7 miesięcy schudłam 28 kg. Przez ten cały okres odchudzania nie zwymiotowałam ani razu, bo nie miałam czym. Dostarczałam organizmowi tyle jedzenia - tak minimalne porcje, że ledwo starczało mu na to, aby nie zasłabnąć.

Obecnie mam 19 lat, w lipcu kończę 20. Od pół roku ważę się codziennie, moja obecna waga to 63,6 kg przy wzroście 175cm. Diety nigdy nie skończyłam, cały czas starałam się odżywiać tak samo.. Ale coś we mnie pękło. Od października znowu ze sobą walczę. Walczę z bulimią, bo czas otwarcie przyznać, że jestem chora i potrzebuję pomocy. Nikt nie jest sobie w stanie wyobrazić, co czuje osoba chorująca na bulimię... Kiedy wbiega się do sklepu z uśmiechem na ustach, wkłada do koszyka wszystko co wpadnie pod ręce: bułki słodkie, pączki, masło, serki, chrupki, ciasta, ciastka, batony, napoje gazowane, pizze mrożone, majonez, ketchup, soki, czekolady, kartony lodów... leci się prędko do kasy, patrzy z obłędem w oczach na kasjerkę, która powolnymi ruchami skanuje kody kreskowe przy kasie, z chęcią wyrwania jej produktów i jedzenia, jedzenia, jedzenia! Nie ma większej radości, kiedy oddaje Ci zapłacony rachunek na kwotę około 100zł, a ty biegniesz do domu z myślą o jedzeniu, jedzeniu, jedzeniu.. O tym, ze w końcu "ta głupia baba" dała ci twoje smakołyki, którymi będziesz mogła się z radością i łzami w oczach objadać przed jakimś filmem, mając nadzieję, że zmieścisz wszystko na raz..

Kiedy jesz, nie ma niczego piękniejszego. Nie liczy się gdzie jesteś, co robisz w danej chwili, ważne jest tylko to, że ciągle coś przeżuwasz. Kiedy stajesz się pełna, robi ci się niedobrze, biegniesz do łazienki i wymiotujesz. Nie musisz już nawet prowokować wymiotów, pomagać sobie, wszystko samo wychodzi, potrzebujesz kilku sekund, aby pozbyć się "trucizny". A później człowiek jest pusty... Czuje do siebie wstręt... Ale kiedy wchodzi do pokoju i znowu widzi jedzenie, rzuca się na nie z pazurami jak wygłodniałe, dzikie zwierze na padlinę. Je, je, je... I zaraz biegnie wymiotować.. I tak, aż do momentu, gdy zabraknie jedzenia... Po ostatnim wymiotowaniu wypija się butelkę wody i wmawia się sobie, że to był ostatni raz, że to się nie powtórzy... I tak codziennie od października sobie wmawiam i nie umiem przestać. Później dwa, trzy dni nic nie jem...A w dniu czwartym zjadam takie porcje, że nie umiem sama tego zliczyć. I tak cały czas, całe dnie, tygodnie, miesiące. Nie potrafię sobie z tym poradzić.

Nie wiem do kogo mam się zwrócić, komu powiedzieć... Powiedziałam o tym Marcie, ale ona zaczęła ze mnie kpić... Powiedziałam też rodzicom, ale tak się wystraszyli, że przekonałam ich, że w sumie się myliłam, że to bulimia, że miałam tylko zatrucie... Nie mogę ich obarczać takimi problemami. Jestem z tym wszystkim sama. Nie umiem sobie dać rady, kiedy przechodząc obok cukierni widzę ciastka, muszę je kupić, zjeść, a później zwymiotować... Nie umiem przestać. Kiedy jem, nie jestem sobą, nie umiem sobie wytłumaczyć, ze tak nie można. Totalnie się zatracam w jedzeniu, w myślach mając wizję wymiotowania.. Ciągle chodzę zła, rozdrażniona, nic mi się nie chce, przesypiam większość dnia, nic mnie nie cieszy, nie interesuje. Źle się czuję ze sobą, ze swoim ciałem, ze swoimi ciągłymi myślami, które błądzą dookoła jedzenia i wymiotowania.

Teraz były święta, miałam okres głodu, nie zjadłam nic przez Wigilię i dwa dni świąteczne. Ale od wczoraj znowu jem i wymiotuję. Pisząc ta wiadomość, siedzę i jem ciasto, popijam coca-colą, zagryzam tłustym kotletem z ogórkami, czekoladą, chrupkami, żelkami, batonami. Już zaczyna mi się robić niedobrze, więc za chwilę idę odprawić stały rytuał. Proszę o pomoc. Błagam. Nie chcę tak dalej żyć... Nie mogę.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy to możliwe aby córka nadal chudła?

Córka ma 13 lat. W marcu zaczęła kontrolować to, co spożywa (wcześniej pochłaniała olbrzymie ilości słodyczy). Waga jej wyjściowa wynosiła 68 kg przy wzroście 165,5 cm. We wrześniu miała jeszcze 53,5 kg, więc nie było źle, ale zaczęłam sprawdzać co...

Córka ma 13 lat. W marcu zaczęła kontrolować to, co spożywa (wcześniej pochłaniała olbrzymie ilości słodyczy). Waga jej wyjściowa wynosiła 68 kg przy wzroście 165,5 cm. We wrześniu miała jeszcze 53,5 kg, więc nie było źle, ale zaczęłam sprawdzać co je i ile, i mimo tego, że jadła przynajmniej trzy posiłki, które widziałam i nie było to mało, to nadal traciła znacząco na wadze. W listopadzie poszłyśmy do lekarza internisty, który porozmawiał z nią, poprosił, aby przytyła, to niestety mimo tego, że je przy mnie 5 posiłków w tym np. ciasto w soboty, niedziele i święta to w ostatnim miesiącu schudła kolejne 1,5 kg.

Jestem przerażona, nic z tego nie rozumiem. Chciałam podkreślić, że mam z córką bardzo dobry kontakt, wiem, że były miesiące letnie, kiedy bardzo mało jadła, bo była u babci i na obozie i przyznała się do tego, ale widzę ile teraz je i nie zauważyłam, aby wymiotowała czy miała biegunki. Córka jest już naprawdę bardzo chuda, widać jej wszystkie żebra i ma też meszek na ciele którego nie miała oraz prawie ciągle zimne ręce i od sierpnia brak okresu. Widzę, że nie broni sie już nawet przed kalorycznymi składnikami jak sosy czy masło porządnie posmarowane.

Aby obraz był pełen podam przykładowe dzienne menu: Śniadanie -pieczywo (częściej ciemne) 75 gram tj jedna większa bułka lub 2-3 kromki z masłem i szynką, twarożkiem, serem żółtym lub miodem i herbata gorzka, II śniadanie jogurt i jabłko, obiad- dwie typowe nabierki zupy ( ok 100 ml), 3 łyżki ryżu i ok. 120 g mięsa czasem więcej i surówka lub gotowane warzywa, podwieczorek- ciasto 2 średnie kawałki lub sałatka owocowa z jogurtem ( typowa miseczka), kolacja- 2 kromki chleba minimum 50 gram z masłem roślinnym i szynka lub miodem itp i herbata z dwoma łyżeczkami miodu i cytryną pita do kolacji lub później.

Od września nie było jedynego dnia, aby w domu nie było ugotowanej zupy i drugiego dania. Wieczorem, nawet teraz gdy są mrozy, chodzimy na ok. 20-25 min spacer z psem. Córka jest aktywna, lubi ćwiczenia, dużo pomaga w domu, lubi gotować. Czy coś mogło się zadziać w jej organizmie, że nie może przestać tracić na wadze? Ja nie widzę nic podejrzanego, spożywamy posiłki razem i oszustwo jest wykluczone. Bardzo liczę na Państwa radę. oczywiście planuję dalsze wizyty i badania. Zapomniałam nadmienić, że lekarz zlecił podstawowe badania krwi i moczu, które ok. 3 tyg temu nie wykazały żadnych nieprawidłowości. Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Po jakim okresie bulimia może spowodować choroby serca?

Od ponad roku jestem chora. Bulimia przejęła zupełnie kontrolę nad moim życiem, nie potrafię już na nic znaleźć czasu. Mam 17 lat, moja waga waha się pomiędzy 50-55 kg, w zależności, czy mam wystarczająco dużo sił by wymiotować, czy też...

Od ponad roku jestem chora. Bulimia przejęła zupełnie kontrolę nad moim życiem, nie potrafię już na nic znaleźć czasu. Mam 17 lat, moja waga waha się pomiędzy 50-55 kg, w zależności, czy mam wystarczająco dużo sił by wymiotować, czy też zupełnie się poddaję i zamykam na cały otaczający mnie świat, wzrost 164 cm. Kiedyś byłam wesoła, miałam dużo energii i chęci do życia. Teraz nie znajduję na nic czasu, bulimia pochłania całe moje życie.

Od września wymiotowanie znacznie się nasiliło, wcześniej były to napady 2-3 razy w tygodniu. Wrzesień i październik były krytyczne, zdarzało się nawet do 5-6 razy dziennie. Wymiotowałam wszędzie: w domu, w centach handlowych, tam, gdzie obecnie byłam. Straciłam zupełnie wolę walki, nie potrafię już sobie pomóc. Każdego dnia mówię sobie, że już jest lepiej, lecz nadchodzi wieczór i wszystko zaczyna się od nowa. Od tygodnia mam silną wolę i już nie wymiotuję, lecz jedzenie jakie spożywam, przekracza dzienną porcję dla 2-3 osób. Czuję się strasznie źle, mam jeszcze mniej energii, ciągłe uczucie zgagi, bóle brzucha i serca, brak chęci do życia. Miałam też myśli samobójcze. Właściwie to te myśli są ze mną cały czas.

Rodzina nie wie o moich problemach, nikt o nich nie wie. Waham się, czy powiedzieć o tym przyjaciółce (jest to jedyna osoba, której ufam na tyle, żeby jej o tym powiedzieć, lecz nie wiem, czy to nie pogorszy jeszcze sytuacji). Proszę o pomoc, nie wiem gdzie mogę znaleźć jakieś oferty, które pomogą mi z tego wyjść. Może jakaś terapia, nie wiem, gdzie mam się udać. No i czy powiedzieć o tym mojej przyjaciółce? Proszę o radę, błagam. Mieszkam w Poznaniu.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy to jest anoreksja i jej objawy?

Witam, mam 17 lat, ważę 48 kg i mierzę 170 wzrostu. Ostatnim czasem (miesiąc, może dwa) ciągle jest mi strasznie zimno, mam lodowate dłonie, kiedy zjem trochę więcej niż zazwyczaj, od razu jest mi niedobrze. Potrafię nawet 3 dni...

Witam, mam 17 lat, ważę 48 kg i mierzę 170 wzrostu. Ostatnim czasem (miesiąc, może dwa) ciągle jest mi strasznie zimno, mam lodowate dłonie, kiedy zjem trochę więcej niż zazwyczaj, od razu jest mi niedobrze. Potrafię nawet 3 dni wytrzymać bez jedzenia, bo po prostu nie jestem głodna. Proszę mi powiedzieć - czy to jest anoreksja i jej objawy?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Co mam zrobić, żeby czuć się normalnie?

Witam, mam 16 lat, 171 cm wzrostu i ważę ok. 46 kg. Wiem, że mam anoreksję i właśnie zaczęłam chodzić do psychologa. Moi rodzice są świadomi problemu i jestem bardzo pilnowana w kwestii posiłków. Jem 4 lekkie posiłki, bardzo starają...

Witam, mam 16 lat, 171 cm wzrostu i ważę ok. 46 kg. Wiem, że mam anoreksję i właśnie zaczęłam chodzić do psychologa. Moi rodzice są świadomi problemu i jestem bardzo pilnowana w kwestii posiłków. Jem 4 lekkie posiłki, bardzo starają się, by były to jak najlepsze produkty itd. Jednak każdy posiłek to dla mnie płacz i coraz gorszy humor. Nikogo nie obwiniam, bo wiem, że chodzi z tym jedzeniem w tej chwili tylko o to, bym się po prostu nie wykończyła zupełnie. Wiem, że muszę przytyć, chociażby na początku ważyć 50 kg, ale za nic w świecie nie jestem w stanie zaakceptować tego, że po każdym posiłku widzę, jak fizycznie jest mnie więcej, mimo że na wadze nie przybieram. Widzę, że jakaś kość jest na przykład mniej widoczna i nie chodzi już o samą konkretną kość, ale świadomość, że tyję. Nawet jeżeli czasem mam myśl, że mam ochotę zjeść np. ciastko i nawet, gdy cudem zjem niby z własnej woli. Za każdym razem przekonuję się, że to był zły pomysł, bo czuję się tragicznie i wiem, że na pewno nie było to warte tego, by tak właśnie się czuć.

Widzę jak moje ciało się zmienia i wiem, że muszę zwiększyć wagę, ale moja chora część nie myśli rozsądnie i dzieje się właśnie tak. Wiem, że terapia na pewno pomoże, sama chciałabym, by było już normalnie. Muszę przytyć cokolwiek, ale póki nie zmieni mi się myślenie, z każdym posiłkiem czuję się coraz gorzej. Moi rodzice wszystko rozumieją i nie wymagają ode mnie, bym jadła z apetytem, po prostu mam zjeść, bo się wykończę i ja to doskonale rozumiem i wiem, że mają rację. Kiedy nic nie jadłam, myślałam sobie, że jak już zacznę jeść, będzie tak fajnie i będę sobie jadła te wszystkie rzeczy, których sobie odmawiałam i będę chodziła do wszystkich ulubionych restauracji itd. Że będę mieć taki luz, że skoro wiem, że i tak muszę przytyć wstępnie do tych 50-52 kg, to w sumie mogę jeść, co zechcę i że to takie wygodne i przyjemne. I mimo że to wszystko wiem, to nie potrafię wybrać sobie np. dania na obiad, które chciałabym zjeść, chociaż obiad jem przecież tak czy inaczej. Nie ma mowy, żebym zjadła cokolwiek z własnej woli, mimo że mam świadomość, że przytycie jest nieuniknione, bo jestem ważona 2 razy dziennie i nie przestaną mnie rodzice kontrolować, aż nie osiągnę danej wagi.

Nie wiem, co (oprócz oczywiście psychoterapii, która właśnie się rozpoczyna) mogę zrobić, by jeść normalnie. Nie pytam w tym momencie o samą dietę, ale raczej o myślenie. Widzę tu wpisy dziewczyn, które pytają jak mają przytyć i że sobie jedzą do woli, a ja panicznie się boję tego przytycia. Ludzie mówią mi teraz, że dobrze wyglądam i żebym się więcej nie przejmowała, a to właśnie o to chodzi, że teraz tak wyglądam, a jak przytyję te 5 kg, to będę wyglądać zupełnie inaczej. Oczywiście dużo osób powie, że zdrowiej i teoretycznie to rozumiem, ale nie umiem się z tym pogodzić. To też zmieni, mam nadzieję, psycholog, ale chce wiedzieć, czy mogę zrobić coś jeszcze... Serdecznie pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy zaburzenia odżywiania wywołały depresję?

Witam, Od 3 lat mam zaburzenia odżywiania, na przemian anoreksję i bulimię. Rok temu skończyłam moje kontakty z psychiatrą, ponieważ nie podejmował leczenia ze mną mówiąc, że tylko ośrodek dla osób z zaburzeniami odżywiania mi pomoże. Nie jednokrotnie dostawałam tam...

Witam, Od 3 lat mam zaburzenia odżywiania, na przemian anoreksję i bulimię. Rok temu skończyłam moje kontakty z psychiatrą, ponieważ nie podejmował leczenia ze mną mówiąc, że tylko ośrodek dla osób z zaburzeniami odżywiania mi pomoże. Nie jednokrotnie dostawałam tam skierowanie, ale nie chciałam tam jechać. W chorobie, w głębi duszy było mi dobrze, bo już nikt nie mówił: "nie jedz tyle", "jak ty wyglądasz", "ty pączusiu" tylko mówili: "jak ty schudłaś", "ty w ogóle coś jesz", "strasznie schudłaś, nie poznałam cię". Spotkania z psychologami zakończyłam jakieś 3 miesiące temu. Uznałam to za zbędne, bo nawet jedna wizyta nie sprawiała polepszenia mojego staniu ducha nawet o 1 stopień. Dziś przytyłam. Nie mogę na siebie patrzeć. Opuściłam się w nauce, ze średniej 5,26 na 3,80. Nie potrafię się na niczym skupić. Są dni kiedy nie mam sił wstać z łóżka. Nie idę do szkoły. Na początku wtedy płaczę, ale później już po prostu płaczę bez łez. Cały dzień jestem wkulona w łóżko. Nawet czasami się nie ubieram. Opuszczam strasznie dużo dni szkolnych przez to, a jestem w liceum i na nosie matura. W prawdzie za rok, ale nie mogę mieć aż tylu zaległości. Czuję się wewnętrznie taka słaba, bezbronna. Nie mam ochoty z nikim rozmawiać. Każda moja rozmowa z kimś to kwestia paru słów na odczepnego, żeby zostawili mnie w spokoju. Nie mam sił na nic. Kiedyś byłam uzależniona od cięcia się. Błąd. Dalej jestem : (. Wprawdzie już mniej niż wtedy, ale nadal napadam na siebie z nożem Wiele razy mam myśli samobójcze. Nie raz przedawkowywałam leki raz. To było zaplanowane odejście, nabrałam garść tabletek. Poszłam spać z myślą, że już się nie obudzę w tym świecie, a ja po prostu budzę się rano i nie wiem co się dzieje - cały dzień mnie mdli, kreci mi się w głowie, ale nic więcej. Czasem tylko wylądowałam w kiblu. Tak miałam rok temu. Dziś znów bym po nie sięgnęła, ale mając 100% pewność ze zadziałają. Brałam kiedyś lek, dostałam go od psychiatry. Tyle, że go już nie ma. Wiele razy prosiłam matkę o pomoc w zdobyciu go, ale na marne. Matka nigdy nie chciała mi w tym pomóc. Sama jest chora na bulimię. Kiedy ja jeździłam do specjalistów, oni dowiedzieli się ode mnie o tym. Moja matka miała przeze mnie za to próbę samobójczą. Ona nie chce się leczyć i nigdy nie chciała. Proszę o pomoc. Nie mam bladego pojęcia co robić. Jestem już na samym dnie. błagam. Po prostu proszę o jakąś pisemna pomoc pod moim pytaniem. tosia, 17 lat.  

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy to jest bulimia czy anoreksja bulimiczna?

Witam serdecznie! Mam 17 lat. Podejrzewam u siebie anoreksję bulimiczną, czy słusznie, to tego nie wiem. U mnie jest tak, że zaczynam stosować głodówkę i po kilku dniach mam napad obżarstwa. Zaczynam prowokować wymioty, ale najczęściej się przeczyszczam, biorąc 5...

Witam serdecznie! Mam 17 lat. Podejrzewam u siebie anoreksję bulimiczną, czy słusznie, to tego nie wiem. U mnie jest tak, że zaczynam stosować głodówkę i po kilku dniach mam napad obżarstwa. Zaczynam prowokować wymioty, ale najczęściej się przeczyszczam, biorąc 5 tabletek X***. Po przeczyszczeniu się, znów stosuję głodówkę i tak w kółko. Najgorsza w tym wszystkim jest przymusowa chęć jedzenia, nawet kiedy nie jestem głodna. Proszę o odpowiedź. Czy to jest bulimia czy anoreksja bulimiczna? Mam 165 cm wzrostu, było 78 kg, jest 66.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Anoreksja - czy to możliwe?

Mam prawie 18 lat, 174 cm wzrostu i ważę 56 kg. Od około miesiąca zaczęłam się odchudzać, najpierw odstawiłam słodycze, mięso, potem makaron. Obecnie jem ok. 300 kcal dziennie, a po każdym posiłku mam odruch wymiotny, boję się zjeść...

Mam prawie 18 lat, 174 cm wzrostu i ważę 56 kg. Od około miesiąca zaczęłam się odchudzać, najpierw odstawiłam słodycze, mięso, potem makaron. Obecnie jem ok. 300 kcal dziennie, a po każdym posiłku mam odruch wymiotny, boję się zjeść cokolwiek, bo od razu widzę siebie jako wielkiego słonia. Wszystko zaczęło się od chamskiego komentarza... Zaczęło zmieniać się moje zachowanie, boję się wychodzić z domu. Kiedy muszę wyjść do szkoły, mam odruch wymiotny. Wszystkim się strasznie przejmuję. Zaczęłam mieć idealny porządek, chorobliwie starać się o dobre oceny - nigdy nie miałam większych problemów w szkole, ale nie było to dla mnie tak ważne. Codziennie potrzebuję mieć plan, którego się ściśle trzymam.

Od jakichś dwóch tygodni chodzę przybita, próbuję z tym walczyć, znaleźć powody do uśmiechu, ale naprawdę nie mogę! Co się stało z tamtą mną? Radosną, wygadaną, szczęśliwą? Koleżanki mówią, że mogę mieć anoreksję, bo nic nie jem i zachowuję się, jakbym miała się lada chwila zabić (czasem mam takie myśli), ale przecież ja mam już 18 lat. Zawsze się odchudzałam, ale nigdy nic poważnego mi nie było. Przecież okres dojrzewania mam za sobą, czy rzeczywiście mogę mieć ED?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak pomóc osobie cierpiącej na bulimię, anoreksję i lekomanię?

Witam serdecznie, bardzo proszę o pomoc w znalezieniu szpitala, najlepiej zamkniętego, dla osoby z mojej rodziny. Jest to osoba w wieku 40 lat, cierpiąca na bulimię, anoreksję, lekomanię - na tle odchudzania, alkoholizm i na początek tyle wystarczy. W...

Witam serdecznie, bardzo proszę o pomoc w znalezieniu szpitala, najlepiej zamkniętego, dla osoby z mojej rodziny. Jest to osoba w wieku 40 lat, cierpiąca na bulimię, anoreksję, lekomanię - na tle odchudzania, alkoholizm i na początek tyle wystarczy. W ten poniedziałek rozpoczyna leczenie alkoholizmu w ośrodku zamkniętym (marskość wątroby), lecz na własne żądanie może wyjść w każdej chwili lub może zostać usunięta za nie przestrzeganie regulaminu. Mówi, że chce się leczyć, lecz wszyscy straciliśmy wiarę, w to co ona mówi.

Przy wzroście ok. 170 cm waży ok. 45 kg. Odchudza się gdzieś od 25 lat, różnymi metodami: picie octu, leki przeczyszczające, herbatki odchudzające, od kilku lat wymioty i płukanie żołądka napojami gazowanymi. Było leczenie w szpitalu, które polegało jedynie na pilnowaniu jej po jedzeniu czy nie zwymiotuje, bez żadnego efektu. Były też wizyty u psychiatrów, psychologów - również bez rezultatu. Mówi wszystko, co rodzina chce usłyszeć, a robi swoje. Bardzo proszę o pomoc, bo już brak nam siły, jak z nią postępować i gdzie ją wysłać na leczenie, na które wyraża zgodę. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak rozpocząć leczenie anoreksji?

Witam, mam 18 lat i 171 cm. 8 miesięcy temu nie jadłam nic przez 4 dni i schudłam 4 kilo. Przez jakiś czas utrzymywałam tę wagę (52kg), ale potem schudłam kolejne 5. Teraz ważę 47 kg i czuję się naprawdę...

Witam, mam 18 lat i 171 cm. 8 miesięcy temu nie jadłam nic przez 4 dni i schudłam 4 kilo. Przez jakiś czas utrzymywałam tę wagę (52kg), ale potem schudłam kolejne 5. Teraz ważę 47 kg i czuję się naprawdę świetnie, tzn. mam dużo siły, okres i nie zauważyłam żadnych zmian w swoim ciele. Jednocześnie bardzo męczę się psychiczne, staram się jeść normalnie, tak by rodzina była spokojna, ale gdy stanę na wadze i zobaczę więcej niż 47,5 kg wpadam w panikę. Chciałabym zacząć się leczyć, ale jestem w klasie maturalnej, mam mnóstwo nauki i dodatkowych zajęć, czy jest możliwość jakiejś konsultacji, np. przez internet? Trochę obawiam się też, że 47 kg przy moim wzroście, to trochę za dużo jak na anoreksję... Większość osób z tą chorobą jest dużo chudsza.

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Co mam zrobić, jeżeli po anoreksji ciągle tyję?

Anoreksję miałam przez 1,5 roku. Mam okres. Wróciłam do prawidłowej wagi i nie wiem, co mam zrobić, ponieważ nadal waga idzie w górę - tylko wtedy, gdy trochę więcej zjem. Np.: gdy zjem około 800 kcal, to jest ok, ale... Anoreksję miałam przez 1,5 roku. Mam okres. Wróciłam do prawidłowej wagi i nie wiem, co mam zrobić, ponieważ nadal waga idzie w górę - tylko wtedy, gdy trochę więcej zjem. Np.: gdy zjem około 800 kcal, to jest ok, ale gdy zjem więcej niż 800 kcal [1000, 1500 kcal] - to waga od razu się podnosi. Proszę o pomoc, bo nie wiem, co mam zrobić, żeby ta waga stała w miejscu i żeby nie szła cały czas do góry.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Katarzyna Mazowska
Mgr Katarzyna Mazowska
Patronaty