Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Zaburzenia osobowości: Pytania do specjalistów

Aspołeczność - jak z nią walczyć?

Witam! Szukam pomocy, bo chciałbym zmienić swoje dotychczasowe życie. Jestem 18-letnim aspołecznym, nie do końca szczęśliwym facetem. Moim największym zmartwieniem jest to, że nie potrafię nawiązać jakiejkolwiek więzi z inną osobą. Nie mam kolegów, dziewczyny, jestem bardzo samotny. Moje...

Witam! Szukam pomocy, bo chciałbym zmienić swoje dotychczasowe życie. Jestem 18-letnim aspołecznym, nie do końca szczęśliwym facetem. Moim największym zmartwieniem jest to, że nie potrafię nawiązać jakiejkolwiek więzi z inną osobą. Nie mam kolegów, dziewczyny, jestem bardzo samotny. Moje kontakty z innymi są ograniczone do całkowitego minimum, gdyby nie szkoła, w ogóle nie spotykałbym się z ludźmi. W domu również mało mówię, gdy ktoś mnie o coś zapyta, to odpowiem, i tyle, nie potrafię rozmawiać(!). Kiedyś z ciekawości wszedłem na czat, chciałem sprawdzić, czy będę w stanie rozpocząć, a potem kontynuować rozmowę z obcą mi osobą. Nie potrafiłem nawet zacząć rozmowy, bałem się, co i o czym mam pisać, choć przecież inni użytkownicy nawet nie wiedzieli, kim jestem. Wyłączyłem czat po 10 minutach patrzenia się, jak inni bez problemu rozmawiają. Przeraża mnie myśl, że mógłbym się komuś zwierzyć, powiedzieć, co czuję, co naprawdę u mnie słychać. Moje zachowanie wzięło się z zasad, jakie od małego wpajała mi matka: nie patrz na innych, najlepiej być samemu, samemu sobie radzić, nie polegaj na innych. Jako małe dziecko grzecznie słuchałem rodziców, wpajałem sobie do głowy, że nikogo nie potrzebuję, że samemu będzie mi najlepiej. Z biegiem czasu dorosłem, zmądrzałem i teraz już wiem, że izolowanie się od społeczeństwa nie jest dobrym sposobem na życie. Impulsem który skłonił mnie do chęci zmiany swojego życia jest pewna dziewczyna. Tak naprawdę jej nie znam, czasami jeździmy razem autobusem, wymieniamy spojrzenia, uśmiechy i to wszystko. To zabawne, jak zupełnie obca osoba może wpłynąć na twoje życie. Chciałbym mieć odwagę, która pozwoliłaby mi do niej podejść, zagadać, poznać się. Chciałbym w końcu znaleźć kolegów, może nawet przyjaciela. Co robić? Od czego zacząć? Bardzo proszę o pomoc!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Nałogowo odliczam do 8 - czy mam zaburzenia obsesyjno-kompulsywne?

Witam. Mam 16 lat i od jakiegoś roku nie mogę uwolnić się od liczenia. Odliczam litery w wyrazach do 8 i potem kolejne 8, i tak w kółko. Przeszkadza mi to w skupieniu się na nauce, czytaniu czy pisaniu. Praktycznie...

Witam. Mam 16 lat i od jakiegoś roku nie mogę uwolnić się od liczenia. Odliczam litery w wyrazach do 8 i potem kolejne 8, i tak w kółko. Przeszkadza mi to w skupieniu się na nauce, czytaniu czy pisaniu. Praktycznie każdy napis, który zobaczę, musi przejść przez tę moją maszynkę do liczenia. Naprawdę nie mogę się od tego uwolnić. Do tego mam depresję, wyszło mi 40 pkt w internetowym teście Becka. No i jeszcze dochodzi autoagresja. Miałem 2 próby samobójcze. Podejrzewam też u siebie borderline, lecz gdzieś wyczytałem, że często ludzie myślą, że to mają, lecz się mylą. 8 marca idę do psychiatry i nie wiem, co mu powiedzieć.  

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Depersonalizacja i derealizacja

Witam! Mam 21 lat i od kilku lat moim problemem jest depersonalizacja - derealizacja. Przyczyny depersonalizacji mogą być różne od dziecka mam nerwice natręctw (której nie leczyłem), do tego mogły dojść nieprzyjemne wydarzenia życiowe i długotrwałe palenie marihuany. Mam też... Witam! Mam 21 lat i od kilku lat moim problemem jest depersonalizacja - derealizacja. Przyczyny depersonalizacji mogą być różne od dziecka mam nerwice natręctw (której nie leczyłem), do tego mogły dojść nieprzyjemne wydarzenia życiowe i długotrwałe palenie marihuany. Mam też zaburzenia osobowości (paranoiczną oraz unikającą), ale wcześniej niż depersonalizacja chyba pojawiła się derealizacja. Jest to dla mnie bardzo męcząca sprawa, która (bardzo, bardzo) utrudnia mi życie towarzyskie. Wiem już, że dużo pomaga psychoterapia oraz leki co w połączeniu redukuję lęk (ale czy leczy depersonalizację - derealizację)? Wyczytałem, że depersonalizacja - derealizacja jest odporna na leczenie. Mam konkretne pytanie i oczekuje na nie jasnej odpowiedzi. Czy z tej choroby da się wyjść, czy tylko zredukować lęk? Czy ona już pozostaję do końca życia? Bardzo proszę o odpowiedź i z góry dziękuję.
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Dr Aleksandra Karmazyn
Dr Aleksandra Karmazyn

Niekontrolowane wybuchy złości i potrzeba postawienia na swoim

Mam niekontrolowane wybuchy złości. Nie radzę sobie z tym w ogóle. Każda mała rzecz, czynność musi być zrobiona ''po mojemu''. Jestem zmęczona psychicznie. Duszę się. Mam wspaniałego chłopaka, z którym jestem 7 lat i który jeszcze to toleruje, chociaż nie...

Mam niekontrolowane wybuchy złości. Nie radzę sobie z tym w ogóle. Każda mała rzecz, czynność musi być zrobiona ''po mojemu''. Jestem zmęczona psychicznie. Duszę się. Mam wspaniałego chłopaka, z którym jestem 7 lat i który jeszcze to toleruje, chociaż nie wiem jak długo. Kumulują się we mnie emocje, potem wybucham. Uważam, że nikt mnie nie rozumie. Wraca to do mnie jak bumerang i wstydzę się za siebie.

Nie ufam ludziom. W nerwach biję mojego chłopaka. Mam czarne myśli bardzo skumulowane ostatnio. Nic mnie nie cieszy, zawsze mi mało zainteresowania mojego chłopaka, jego czasu dla mnie. Relacje z ludźmi też mam kiepskie, nie znam się na żartach, wszystko biorę do siebie i na bardzo poważnie. Mam dość, mam cholernie dość. Proszę o poradę co robić.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

Organiczne uszkodzenie mózgu - co to za choroba?

Choruję od 14 lat na organiczne uszkodzenie mózgu, diagnoza: zaburzenia osobowości. Biorę systematycznie leki przeciwpadaczkowe. Najpierw miałam zmiany rozsiane w mózgu (EEG) - na początku dyskretne, potem napadowe, coś z polaryzacją fal. Z p. doktor uzgodniłyśmy, że jak tylko...

Choruję od 14 lat na organiczne uszkodzenie mózgu, diagnoza: zaburzenia osobowości. Biorę systematycznie leki przeciwpadaczkowe. Najpierw miałam zmiany rozsiane w mózgu (EEG) - na początku dyskretne, potem napadowe, coś z polaryzacją fal. Z p. doktor uzgodniłyśmy, że jak tylko zmienię miejsce zamieszkania (szykany ojca łobuza - chodzi o pobicie mnie i mojego dziecka, sprawa w toku), odstawiamy lek (próba). Obecnie nie biorę 3 dni, mam mieć robione testy na alergię (astma) i czuję się bardzo dobrze. Dlaczego każdy lekarz, jak tylko usłyszy, na co choruję, pyta: „uderzona była pani kiedyś w głowę?”. Co to ma do rzeczy? Dodam, że mój 10-letni syn, kiedyś zdrowy, obecnie ma rozpoznanie uszkodzenia organiczne (wielokrotnie wstrząs mózgu, pobicie przez kolegów z kl., upadek z sanek). Chciałabym dowiedzieć się, co to za choroba, jakie są rokowania itp. Dodam, że choruję na cukrzycę, astmę, przewlekłe zapalenie trzustki, bradykardię, arytmię, nadciśnienie i inne. Bardzo proszę o odpowiedź.  

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy moja postawa życiowa świadczy o zaburzeniu osobowości?

Witam! Mam 30 lat i poważne problemy w kontaktach społecznych. Nie lubię ludzi (jako gatunku). Gardzę tymi którzy mając wolną wolę skłaniają się ku swej niższej/prymitywnej/zwierzęcej stronie osobowości. Unikam zawierania nowych znajomości i nie pielęgnuje starych. Z łatwością skreślam ludzi....

Witam! Mam 30 lat i poważne problemy w kontaktach społecznych. Nie lubię ludzi (jako gatunku). Gardzę tymi którzy mając wolną wolę skłaniają się ku swej niższej/prymitywnej/zwierzęcej stronie osobowości. Unikam zawierania nowych znajomości i nie pielęgnuje starych. Z łatwością skreślam ludzi. Palę za sobą wszystkie mosty. Miłość uważam jedynie za narzędzie natury mające za zadanie przyczynić się do zapewnienia ciągłości biologicznej gatunku. Nie uznaję wartości więzów biologicznych. Wszystkie uczucia wydają mi się puste i złudne/nietrwałe w swej naturze, ponad nie przedkładam logiczne myślenie. Potrafię wycofać i zgasić w sobie większość z nich. Nie posiadam instynktu rodzicielskiego. Nie widzę sensu w wykonywaniu jakichkolwiek czynności rytualnych. Nie potrafię radzić sobie w życiu. Nie dbam o swoje sprawy. Nie dbam o pieniądze. Seks jest dla mnie zwykłą czynnością fizjologiczną wykonywaną raczej pod wpływem przymusu biologicznego niż z własnej woli. Mam problemy ze snem. Przejawiam brak woli do działania. Nie widzę sensu w zakładaniu rodziny. Jestem introwertykiem. Nikomu nie ufam. Partnerki zawsze podejrzewam o zdradę. Nawet najlepsi przyjaciele nie znają mnie choćby w 50% . Codziennie myślę o śmierci, sensie oraz celu życia. Nieuniknioność faktu ustania biologicznej egzystencji jest dla mnie zbyt oczywista abym mógł na dłużej usunąć ją z pola świadomości. Nie potrafię się żywiołowo bawić. Większość ludzi wydaje mi się płytka i prymitywna (chociaż widzę w nich również potencjał i piękno). Pomimo stwierdzonego w profesjonalnym badaniu przeprowadzonym przez psychologa, IQ na poziomie 135 sd15, mam kompleks na punkcie swojej inteligencji. Bardzo często mam wrażenie, że mój poziom intelektualny jest mniej niż przeciętny. Bezustannie porównuję się z wszystkimi dookoła. Za każdym razem, gdy ktoś zrozumie coś szybciej lub rozwiąże jakiś problem przede mną, uznaję to za osobistą porażkę i dowód na brak inteligencji. Miewam (od dzieciństwa) poważne problemy ze skupieniem uwagi i koncentracją. Posiadam szereg dziwnych dysfunkcji, np: bezwarunkowa niemożność zapamiętania niektórych reguł ortograficznych czy też położenia kierunków geograficznych (wschód-zachód). Zdarza mi się widzieć kolory: czerwony lub niebieski, w odcieniach szarości (do momentu uświadomienia mnie o tym fakcie przez osobę trzecią). Czasami o wiele łatwiej zrozumieć mi jakąś skomplikowaną teorię fizyczną czy filozoficzną niż prostą, niemal oczywistą zależność z prawdziwego życia. Potrafię przez 2 godziny szukać np. telefonu po całym mieszkaniu, aby stwierdzić że cały czas miałem go w kieszeni. Odczuwam poważny opór przed szczerą rozmową z drugim człowiekiem, dlatego nigdy nie byłem z tymi problemami u psychologa. Czy mam podstawy do zmartwień?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Uczucie rozdwojenia jaźni

Od dłuższego czasu czuję, że mam jakby drugie ego, drugą jaźń - całkowite przeciwieństwo mnie. Ja kiedyś byłem strachliwy, nieśmiały, niekoleżeński, te drugie ja z kolei jest całkiem przeciwne - dusza towarzystwa, 0 nieśmiałości. Czasem jestem jednym, czasem drugim. Często...

Od dłuższego czasu czuję, że mam jakby drugie ego, drugą jaźń - całkowite przeciwieństwo mnie. Ja kiedyś byłem strachliwy, nieśmiały, niekoleżeński, te drugie ja z kolei jest całkiem przeciwne - dusza towarzystwa, 0 nieśmiałości. Czasem jestem jednym, czasem drugim. Często jak się spotykam z kimś i sobie myślę coś o kimś, że jest fajny, sympatyczny, to w tej samej chwili słyszę jego głos w mojej głowie, mówiący wprost inne rzeczy, przekleństwa wręcz do tej osoby, do której żywię sympatię. Ta druga jaźń jest agresywna, myśląca o zrobieniu czegoś złego, podsuwając mi drastyczne obrazy, w których kogoś zabijam.

Oprócz tego mam problemy z koncentracją, często, bardzo często błądzę gdzieś myślami. Czasem w lustrze widzę strachliwego człowieka, a czasem kogoś pewnego siebie, zbyt pewnego, takim zawsze chciałem być, więc jest(em?). Często są jakieś przeciwstawne uczucia, sympatii towarzyszy gniew do tej samej osoby. Czy może to być rozdwojenie jaźni? Moje dzieciństwo było w miarę trudne, ale nic tragicznego się nie wydarzyło.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

Jak pomóc chłopakowi z zaburzeniami osobowości?

Chciałabym prosić o dokładną radę, ponieważ nie mam pojęcia, co robić. Od ponad trzech lat jestem związana z chłopakiem, który prawdopodobnie (sami analizowaliśmy objawy) jest chory na bdp. Wszystkie objawy doskonale pasowały do jego zachowania. Nigdy nie wiedziałam, czemu ma...

Chciałabym prosić o dokładną radę, ponieważ nie mam pojęcia, co robić. Od ponad trzech lat jestem związana z chłopakiem, który prawdopodobnie (sami analizowaliśmy objawy) jest chory na bdp. Wszystkie objawy doskonale pasowały do jego zachowania. Nigdy nie wiedziałam, czemu ma gorsze i lepsze dni, jakby był dwoma innymi osobami. Jednego dnia idealizuje mnie i pokazuje mi ogrom czułości, następnego krzyczy, jest agresywny, krytykuje albo odwraca się ode mnie. Podczas ostatnich kilku miesięcy mówił mi, że 3 razy próbował popełnić samobójstwo (nie mieszkamy razem, nie wiem, jak było dokładnie, ale zawsze gdy to robił, pisał do mnie chwilę po tym). Jest mi ciężko, bo obydwoje jesteśmy jeszcze młodzi, ja mam 17 lat, a on 19. Chciałabym dowiedzieć się, jak mu pomoc albo jak przynajmniej poprawić nasze stosunki, kiedy ma właśnie te gorsze dni. Nie jest mi łatwo, po 3 latach czasem mam dni, kiedy jestem naprawdę tym wszystkim załamana, ale jednoczenie chcę walczyć o to, żeby dać mu tyle szczęścia, ile jestem w stanie dać. Prosiłam go o pójście na terapię, chociaż słyszałam, że terapia nie daje zbyt wiele. Po długich namowach usłyszałam zobaczymy, może w przyszłym roku. Boję się, że do tej pory stanie się coś złego, tym bardziej, że przecież nie jestem z nim cały czas. Jak mam się zachowywać, by nie prowokować go do takiego zachowania? Jak z tym razem walczyć?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Osobowość z pogranicza - czy przyjmować leki?

Witam, mam 21 lat. Po kilku latach zmagania się ze sobą, chwiejnymi nastrojami, skłonnościami do wszelkich uzależnień, często chorobliwą nieśmiałością (choć zdarza się, że nie), nawracającymi myślami samobójczymi i wiele, wiele innych... zebrałam się w końcu na pójście do...

Witam, mam 21 lat. Po kilku latach zmagania się ze sobą, chwiejnymi nastrojami, skłonnościami do wszelkich uzależnień, często chorobliwą nieśmiałością (choć zdarza się, że nie), nawracającymi myślami samobójczymi i wiele, wiele innych... zebrałam się w końcu na pójście do psychiatry. Dowiedziałam się, że mam osobowość z pogranicza/chwiejną emocjonalnie. Dostałam A*** i jakieś leki przeciwpsychotyczne. Wciąż odkładam branie tabletek, wykupiłam je i wsadziłam głęboko do szafy. Mam wątpliwości, czy powinnam je brać, ciągle to odkładam. Raz chcę się leczyć, za chwilę uważam, że to mi zupełnie niepotrzebne. Poza tym zauważyłam, że odkąd usłyszałam diagnozę, czuję się gorzej. Czuję się usprawiedliwiona i nie wiem, czy to faktycznie choroba czy tylko maskowanie przed sobą lenistwa i chęci zamaskowania swojej przeciętności, określaniem się jako chorej. Zalecono mi także psychoterapię lub ośrodek odwykowy (którego uważam, że nie potrzebuję). Na psychoterapię bardzo chciałabym iść, ale nie mogę się dowiedzieć, czy jest możliwość odbycia jej na fundusz i czy taka psychoterapia może pomóc. Od kilku dni czuję się coraz gorzej, znów mam ochotę zostawić studia, nie wiem, co zrobić ze swoim życiem, wszystko wydaje mi się bez sensu, puste, czuję się związana, duszę się w swoim ciele, nie potrafię wyrazić emocji, które kłębią się we mnie i mam wrażenie, że za chwilę wybuchną. Coraz częściej czuję się winna za obżarstwo (które mnie uspokaja), mam ochotę dać ujście emocjom, ponownie biorąc narkotyk (bo na alkohol w towarzystwie już nie mam ochoty), często myślę o tym, że gdybym zaczęła się ciąć, to może, to dałoby jakieś ujście temu, co wprawia mnie w takie uczucie, ale nie chcę tego robić. Kiedy czuję się tak jak w opisie, chcę iść do kogoś, kto mi pomoże, ale nie jestem w stanie się ruszyć, podjąć działania... Kiedy jestem w stanie je podjąć, wtedy uważam, że jest mi to niepotrzebne. Nie wiem, co powinnam zrobić. Potrzebuję pomocy bądź tylko mi się wydaje, że jej potrzebuję... Tak czy inaczej bardzo proszę o jakąkolwiek radę, podpowiedź, co dalej, gdzie się zgłosić, co zrobić.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Osobowość unikająca czy po prostu taki charakter?

Swoje pytanie a raczej list rozpocznę informacją że nigdy nie korzystałam z fachowej pomocy psychologa. Odkąd pamiętam nigdy nie lubiłam swojego charakteru (a w pewnych okresach życia również wyglądu), zawsze miałam niską samoocenę i nie umiałam nawiązywać odpowiednich relacji...

Swoje pytanie a raczej list rozpocznę informacją że nigdy nie korzystałam z fachowej pomocy psychologa. Odkąd pamiętam nigdy nie lubiłam swojego charakteru (a w pewnych okresach życia również wyglądu), zawsze miałam niską samoocenę i nie umiałam nawiązywać odpowiednich relacji z otoczeniem. Nie jestem jednak typowym przykładem osoby cierpiącej na FS. Przede wszystkim nie odczuwam klasycznego lęku przed ludźmi. Jestem nieśmiała, ale nie do tego stopnia aby mnie to paraliżowało. Moją nieśmiałość nauczyłam się przerabiać w lekkie onieśmielenie (efektem wewnętrznych napięć są u mnie tylko częste bóle głowy, brzucha itp.- odkąd pamiętam w rodzinie patrzono na mnie z przymrużeniem oka jako na hipochondryka). Nie czuję paniki gdy poznaję kogoś nowego. Nie mam problemu z wejściem do sklepu, spacerem w środku dnia czy załatwieniem pewnych spraw w urzędzie. Bez specjalnych problemów ukończyłam studia pedagogiczne, w trakcie których nieśmiałość nie paraliżowała mnie ani na egzaminach, ani praktykach. Jestem osoba rozmowną i otwarta na innych....Uchodzę za osóbkę wyjątkowo mila, delikatną i wesołą. Problem jednak polega na tym że nie umiem z nimi utrzymać dłuższych relacji z ludźmi. Prędzej czy później kontakty się rozpadają, ponieważ kiedy okazuje się że ktoś ma inne zdanie niż ja, nie mam odwagi mu się przeciwstawić, czy rozpocząć nawet jakiejkolwiek konstruktywnej dyskusji lecz wycofuję się w zacisze swojego domku do moich najbliższych (czyli jedynych osób, które akceptują mnie bezwarunkowo i bezwzględnie). Ciągle mam też obawy że potencjalna koleżanka czy chłopak zawiedzie się na mojej dziecinności i niedojrzałości. Nie wycofuję się brutalnie, bo nie jestem w stanie nikomu powiedzieć złego słowa, tylko coraz rzadziej daje się  wyciągać gdziekolwiek, lakonicznie odpowiadam na sms-y i cała znajomość umiera śmiercią naturalną. Odkąd pamiętam zawsze obawiałam się, ze do niczego się nie nadaję...i prawdę mówiąc te uczucia towarzyszą mi do dziś. Zawsze widzę swoje błędy i mam świadomość że powinnam postąpić zupełnie inaczej. Miałam okazje pracować w kilku miejscach- zbyła to tzw. praca z ludźmi (zmuszana niejako przez Pup-bo sama jakoś bardzo opornie szukam pracy) i w każdym miejscu zarzucano mi te same wady (bynajmniej nie nieśmiałość), Nie umiem być stanowcza, boje się  wyrazić swoją opinię, nie jestem asertywna, nie umiem walczyć o swoje. Nie potrafię nikogo skrytykować, nie chce nikogo urazić. Nie potrafię mieć w nosie krytyki innych, nad każdym złym słowem skierowanym w moja stronę zastanawiam się godzinami, po czym oczywiście uznaję swoja winę, co podkopuje jeszcze bardziej moje wątłe 'morale" W efekcie każde zwolnienie z pracy było dla mnie tak naprawdę wyzwoleniem, ulga i możliwości regeneracji w ukochanym domku. W domu jest mi dobrze, ale czuję ze nie tak powinno być. W tym momencie mam 30 lat, nie mam pracy i żadnych znajomych. Dla moich rodziców to normalne, bo o prace u nas trudno (łatwo mogę wytłumaczyć niechęć jej szukania - ot nie ma takiej w moim zawodzie), a znajomych sami nie mają, więc twierdza że taki mam charakter i koniec. Ja jednak mam wrażenie, ze prawdziwe życie toczy się gdzieś poza mną. Chciałabym żyć z ludźmi, mieć znajomych, koleżanki, rodzinę, ale panicznie boję się zmian, tego że nie podołam temu co nowe i obce. Oczywiście boję się przyszłości, mam obawy jak materialnie i psychicznie poradzę sobie będąc sama. Wiem, że nikt tu nie jest psychologiem, ale czy możecie choć troszkę nakreślić czy nie przesadzam? Czy wykazuję cechy osobowości unikającej? Czy można mieć osobowość unikającą bez elementów typowej FS? Czy człowiek jest w stanie sam gruntownie zmienić swój charakter? Czy warto jednak porozmawiać o swoim życiu z psychologiem? Bardzo dziękuję za każdą odpowiedź.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Mam BPD - czy w Warszawie znajdę grupę wsparcia?

Czy są w Warszawie grupy wsparcia dla ludzi z borderline? Proszę o pomoc, sam cierpię na tę chorobę.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to choroba psychiczna, czy jakieś inne zaburzenia?

Witam, mam straszny problem, mąż mnie bije, wyzywa i znęca się nade mną psychicznie i fizycznie. Od kilku miesięcy dostaje ataków szału, często bez powodu a bynajmniej tym podwodem nie jest moje zachowanie, mam na myśli to, że mąż często...

Witam, mam straszny problem, mąż mnie bije, wyzywa i znęca się nade mną psychicznie i fizycznie. Od kilku miesięcy dostaje ataków szału, często bez powodu a bynajmniej tym podwodem nie jest moje zachowanie, mam na myśli to, że mąż często zdenerwuje się na kogoś innego, a wyzywa się na mnie. Wygląda to w ten sposób, że zaczyna mnie wyżywać, szarpać, a później bić (cała akcja trwa zazwyczaj od kilku do kilkunastu godzin lub np. całą noc). Bije mnie wszędzie po całym ciele, wyzywa od najgorszych i robi to również w miejscach publicznych. Obecność innych ludzi mu nie przeszkadza. Każe mi odpowiadać na rożne „dziwne” pytania, jeżeli odpowiedź nie jest po jego myśli, a zazwyczaj nie jest, to mnie bije lub jak nie odpowiadam to mnie bije bo nie odpowiadam. Po akcji, zazwyczaj nie wszystko pamięta lub mówi, że nie pamięta. Ogólnie tłumaczy, że nie wie czemu to zrobił. Od 2 miesięcy chodzi 1 x w tygodniu do psychologa – ale to nic nie daje – wszystko się nasila, był u psychiatry który przepisał mu leki na padaczkę, jak je bierze to jest spokojny, ospały, płaczliwy, ale wystarczy że nie weźmie jednej i na drugi dzień znowu dostaje szału bez powodu i mnie bije. Od kilku tygodni staram się z nim rozejść - nie pozwala mi na to –zastrasza mnie, bije i wyzywa. Raz mówi, że wie, że nie możemy być razem, a za parę godzin ze sobie tego nie wyobraża i że to ja nie jestem z nim, ale on jest ze mną. Psycholog zaleciła mu testy Rorschera, jest w trakcie robienia tego. Moim zdaniem on jest chory (odsiedział w życiu dość długi wyrok w wiezieniu) i potrzebuje pomocy. Jjak mam sobie z tym poradzić? Proszę o pomoc, co to mogą być za zaburzenia i jak tego wyjść. Mam roczne dziecko ! Pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Zaburzenie typu borderline - czy powinnam udać się do psychiatry?

Witam, mam 19 lat. Przez jakiś czas leczyłam się psychiatrycznie. Mam za sobą dwutygodniowy pobyt w szpitalu psychiatrycznym, który miał miejsce po drugiej próbie samobójczej pół roku temu. W szpitalu powiedziano mi, że prawdopodobnie mam zaburzenie typu borderline. Od tamtej...

Witam, mam 19 lat. Przez jakiś czas leczyłam się psychiatrycznie. Mam za sobą dwutygodniowy pobyt w szpitalu psychiatrycznym, który miał miejsce po drugiej próbie samobójczej pół roku temu. W szpitalu powiedziano mi, że prawdopodobnie mam zaburzenie typu borderline. Od tamtej pory nie przyjmuję żadnych leków, ani nie leczę się. Wydawało mi się, że jest lepiej, że może to wszystko, co się ze mną działo, było wynikiem zaburzeń wywołanych dojrzewaniem. Minęło pół roku i wszystko zaczęło znów wracać. Znowu nie mogę się skupić, mam autoagresywne myśli, ale lepiej sobie z nimi radzę, chociaż boję się, że znowu zrobię coś nad czym nie będę mieć kontroli. Czy istnieje możliwość, że to za parę tygodni minie i znowu będzie w porządku? Czy powinnam udać się do psychiatry? Ostatnio leczenie sprawiło, że było tylko gorzej, bo przez przyjmowane leki miałam ogromne wahania nastroju, które ostatecznie doprowadziły do drugiej próby samobójczej. Nie bardzo wiem, jak zachować się w obecnej sytuacji, bo boję się, że ewentualne podjęte działania mogą być jeszcze gorsze niż ich brak, a rozmowa na ten temat z bliskimi sprawiłaby tylko, że zaczęliby się o mnie martwić i obwiniać za to, że nie potrafią mi pomóc. Proszę o jakąś wskazówkę, poradę. Nie mogę przez swoje "humorki" zniszczyć swojego życia i zawieść rodziny. Pozdrawiam, Marta

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Siostra ma problemy psychiczne

Moja siostra ma 26 lat, kilka lat temu chorowała na anoreksję (sama z tego wyszła). Prosiłam ją o wizytę u lekarza, ale nie poszła nigdzie, jedynie rozmawiała o tym z lekarką, która zajmowała się nią podczas operacji tarczycy. Za namową...

Moja siostra ma 26 lat, kilka lat temu chorowała na anoreksję (sama z tego wyszła). Prosiłam ją o wizytę u lekarza, ale nie poszła nigdzie, jedynie rozmawiała o tym z lekarką, która zajmowała się nią podczas operacji tarczycy. Za namową mnie i siostry udało się nam ją namówić i poszła do psychologa, który stwierdził, że powinna dać się położyć do szpitala, żeby dopasować leki no i w ogóle, że nie poradzi sobie sama. (Boi się ludzi, chociaż nie do końca wszystkich - wybranych). Ale to już do niej nie dociera, nie chce słyszeć o szpitalu, bo co wszyscy powiedzą. Dochodzi do tego, że straszy nas, że się zabije, żeby była ofiarą swojego ojca z którym ostatnio strasznie się kłóci. Ja nie wiem co zrobić, mama płacze, siostra również, ja ich wszystkich uspokajam, że ona sobie nic nie zrobi bo by o tym nie mówiła tylko trzymałaby to w tajemnicy. Ona twierdzi, że tata jej nienawidzi. Obwinia wszystkich dookoła, całą winę zwala na ojca, że on ją do tego doprowadził, bo nie okazywał jej uczuć i źle nas wychowywał. Może ma trochę racji, bo tata był strasznie rygorystyczny, z zasadami, ale ja tak nie twierdzę, chociaż moje pozostałe rodzeństwo tak (jest na 7), z tego ja i 2 siostry leczą się w poradniach psychiatrycznych. Doradźcie mi, bo nie wiem jak jej pomóc, w wielu sprawach nie zgadzam się z nią, wyprowadziłam się z domu, bo miałam razem z nią mieszkać w domu po rodzicach, ale widząc jej trudny charakter uciekłam na swoje, a teraz jest tam jeszcze gorzej niż było. Proszę o podpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy ja mam zaburzenie obsesyjno-kompulsywne?

Moja córka ma 2,5 roku i od jakiegoś czasu miewam dziwne obrazy i myśli w głowie. Na przykład dziś, gdy robiłam obiad, patrząc na nóż, „ujrzałam” obraz, że robię coś nim, mojej córeczce, w ogóle przeraża mnie to, że mogę...

Moja córka ma 2,5 roku i od jakiegoś czasu miewam dziwne obrazy i myśli w głowie. Na przykład dziś, gdy robiłam obiad, patrząc na nóż, „ujrzałam” obraz, że robię coś nim, mojej córeczce, w ogóle przeraża mnie to, że mogę tak myśleć, że o tym myślę, że mogłabym to zrobić, choć doskonale wiem, że bym tego nie zrobiła. Mój poprzedni „obraz w myśli” był sprzed kilku dni, gdy byłam z córką na balkonie na I piętrze, obraz dotyczył tego, jak moja córka wypada przez balkon, jakbym mogła ją zrzucić, gdy ją trzymam na ręku na balkonie. Przeraża mnie to. Zupełnie inny mój problem, to takie objawy, że np. gdy oglądam jakiś film i spodoba mi się jakaś aktorka, mam ogromną obsesję przez dłuższy czas, która polega na gromadzeniu masy informacji o tej aktorce. Kolekcjonowanie nawet 2000 zdjęć tej postaci na komputerze, wtedy w każdej wolnej chwili siedzę i przeszukuję internet, aby zdobyć jak najwięcej zdjęć, poza tym staram się ją naśladować. Szukam różnych filmików z udziałem tej osoby i czuję potrzebę obejrzenia wszystkich filmów, seriali (dosłownie wszystkiego), w których zagrała. Aktorki się zmieniają co jakiś czas, lecz ta obsesja nie dotyczy nigdy mężczyzn. Nie wiem z czego to wynika, tłumaczyłam sobie to, że może to niedojrzałość. Proszę o pomoc i z góry dziękuję. Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Autoagresja, myśli samobójcze i zachowania destrukcyjne

Mam 15 lat. Mam problem, ponieważ nie wiem, czy to co się ze mną dzieje to efekty dojrzewania, czy może coś innego. Z góry uprzedzam, że będzie to chaotyczna wypowiedź. Zacznę od samego początku, w 1 kl. gimnazjum (teraz jestem...

Mam 15 lat. Mam problem, ponieważ nie wiem, czy to co się ze mną dzieje to efekty dojrzewania, czy może coś innego. Z góry uprzedzam, że będzie to chaotyczna wypowiedź. Zacznę od samego początku, w 1 kl. gimnazjum (teraz jestem w 3) zaczęłam się robić przygnębiona, osowiała, nie miałam na nic chęci i pojawiła się autoagresja, kaleczyłam się, raz przypaliłam żelazkiem (do dziś mam dużą bliznę na ręce). Po rozmowach ze szkolnym psychologiem przestałam się okaleczać, ale z trudnością przychodziło mi patrzenie na krew, noże itp. (teraz w tej kwestii też się niewiele zmieniło), pomimo że przestałam się ciąć, przygnębienie pozostało.

W 2 kl. pojawiły się myśli samobójcze. Połykałam duże ilości tabletek, nie wiedziałam, na co są, po prostu połykałam to, co wpadło mi w ręce, przechodziłam bezmyślnie przez ulice, tygodniami nie jadłam, w nocy śniło mi się jak umieram. Cały czas dążyłam do destrukcji samej siebie. Teraz jestem w 3 kl. i właśnie niedawno postanowiłam, że muszę spojrzeć na to wszystko obiektywnie, zrobiłam to i zauważyłam, że to nie wszystko, co mi ''przeszkadza''. Nie zawsze jestem smutna, a mam wielką huśtawkę nastrojów od smutku do nienawiści, od nienawiści do czegoś na kształt zadowolenia. Bardzo boję się o moją przyszłość. Nie wiem, kim jestem, nie mam pojęcia, jak to dokładnie opisać, ale może ujmę to tak, że dziś jestem np. nieśmiała, cicha, lubię pewne rzeczy, a jutro jestem tego tak jakby przeciwieństwem. Dziś lubię jakąś rzecz, do której jutro bym się nie przyznała, tak też się to czasami ma do osób, dziś kogoś lubię, jutro już niekoniecznie. Zmieniam też style ubierania się, moje marzenia itp., w efekcie czego jestem zdezorientowana. Nie wiem, kim jestem, co dokładnie czuję. Dalej bardzo się boję, że stracę bliskie mi osoby, jestem wtedy na każde ich zawołanie, robię to co chcą, bo się bardzo boję, że mogą się ode mnie odwrócić. Myśl, że ich nie ma jest nie do zniesienia, nie mogłabym sobie z niczym poradzić. Uciekam też w alkohol i narkotyki, choć sama tego czasami nie wiem, czy chcę. Wtedy przychodzę do domu ''nie w stanie'' i mam kary, rodzice się na mnie zawodzą. Kiedyś byłam ich oczkiem w głowie, a teraz nie wiedzą co się z ''tą'' dziewczyną stało.

Odczuwam także silne, dziwne napięcie - to jest chyba ta najgorsza rzecz. Nie wiem, skąd się bierze, po prostu wyczuwam je. Towarzyszy mi ono najczęściej chyba kiedy jestem sama, nie wiem, co ze sobą zrobić. To napięcie doprowadza do szału. Moje huśtawki dotyczą także jedzenia i samooceny, raz się opycham, a raz nie jem nic. Tak jak raz jestem totalnym dnem, nikim, a raz mam za wysokie mniemanie o sobie. W stosunku do przyjaciół zachowuję się różnie, raz jestem towarzyska, a raz nie mam ochoty nikogo widzieć. Jestem zła - wtedy czuję, że nikt mnie nie rozumie, że wszyscy są przeciwko mnie. Ostatnio także kiedy jestem w gronie znajomych czy najbliższych odczuwam jakąś odrębność, bezdenny smutek, kiedy się na nich patrzę mam wrażenie, że nie pasuję tu, że coś jest nie tak. Mam też częste uczucie pustki i prawie nigdy nie jestem pewna tego co mówię, co czuję, zawsze jest ta niepewność. Czasami też odnoszę wrażenie, że szczęście nie jest dla mnie, że wszystko co dobre będzie mnie omijać szerokim łukiem. Kiedy coś sobie postanowię nie potrafię w tym wytrwać, jeśli moje staranie nie przyniosą szybko zamierzonego celu, poddaję się.

Ostatnio wydarzyło się też coś bardzo dziwnego. Jechałam z rodzicami samochodem na zakupy, siedziałam na tylnym siedzeniu i całą uwagę skupiałam na tym, żeby dobrze pomalować się tuszem. Kiedy skończyłam i spojrzałam przed siebie na drogę, nagle nie wiedziałam gdzie jestem, to była totalna dezorientacja, droga przed siebie i za mną zlała mi się w głowie, nie wiedziałam, czy jadę na zakupy, czy już z nich wracam. To było straszne, rozglądałam się wszędzie szeroko otwartymi oczyma i nie wiedziałam wtedy nic, po chwili zapytałam się rodziców, gdzie jedziemy, w którą stronę, oni się zaczęli śmiać, a mi powoli wracała pamięć. Teraz to wszystko staje się takie trudne, nie wiem, co się dzieje. Napięcie mnie przerasta. Są myśli samobójcze, znów jestem sama, muszę być. Mam już kolejną karę, choć nie odsiedziałam jeszcze całej poprzedniej, to wszystko za alkohol i narkotyki i za to, że bardzo opuściłam się w nauce. A samotność mnie przeraża. Jednak czasami myślę, że wszystko jest OK, łapię jakiś rytm, postanawiam się wziąć w garść, ale i tak zaraz wszystko się pieprzy. Cały czas tylko sprawiam zawody tym, których kocham, mam wrażenie, że mają mnie dość. Robię im przykrości, choć tego nie chce, to wszystko się dzieje tak jakby poza mną. Nie chcę z siebie robić żadnej ofiary, po prostu chciałabym wiedzieć co sie ze mną dzieje.

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski

Dolega mi DDA czy zaburzenie osobowości?

Witam! Mam 24 lata i nie wiem właściwie, co się ze mną dzieje... Teoretycznie jestem DDA, moi rodzice mają problem z alkoholem, odkąd pamiętam. Nie pochodzę z patologicznej rodziny, owszem zdarzały się sytuację w moim wczesnym dzieciństwie, kiedy nie było...

Witam! Mam 24 lata i nie wiem właściwie, co się ze mną dzieje... Teoretycznie jestem DDA, moi rodzice mają problem z alkoholem, odkąd pamiętam. Nie pochodzę z patologicznej rodziny, owszem zdarzały się sytuację w moim wczesnym dzieciństwie, kiedy nie było przysłowiowego grosza na nic, ale tak od 12-13 roku życia sytuacja w sferze finansowej była ponad przeciętną. Pamiętam sytuację, kiedy rodzice „pod wpływem” mi coś obiecywali, a później na trzeźwo wycofywali się z tego, tłumacząc, że nie pamiętają, żeby coś takiego mówili. Bardzo często jak ojciec popił, to robił mi wielogodzinne kazania na temat życia. Parę razy ratowałem moją matkę przed samobójstwem, raz nawet musiałem dzwonić po pogotowie i jechać do szpitala, bo ojciec miał to gdzieś. Do tego doszła złamana szczęka u matki po jednej z awantur, wizyty prostytutek, kiedy mama była w szpitalu i różne inne nieprzyjemne sytuacje. Od zawsze, odkąd pamiętam, ukrywałem się i dalej zresztą to robię pod wieloma maskami. Nigdy nie pozwalałem siebie poznać tak naprawdę... Wydaje mi się, że może to być związane z lękiem przed odrzuceniem, który towarzyszy mi od zawsze i to praktycznie w każdej sferze życia. Panicznie wręcz boję się tego, że jak ktoś pozna, jaki naprawdę jestem, to mnie odrzuci. Do tego dochodzi chowanie emocji w sobie i ich zmienność. W ciągu dnia emocjonalnie potrafię skakać od niesamowitej radości, poprzez myśli samobójcze, do głębokiej złości, ale nigdy tego nie pokazuję, zawsze dzieje się to we mnie, ale zdarzają się też okresy, kiedy absolutnie nic nie czuję. Nieraz miałem też sytuację, kiedy moja była dziewczyna się do mnie przytulała, a ja wewnętrznie się irytowałem i miałem ochotę ją odepchnąć, bo nie chciałem bliskości. Jeśli chodzi o moją samoocenę, to jest podobnie, raz czuję się najlepszym człowiekiem na świecie, a później nie mogę spojrzeć na swoje odbicie w lustrze. Co do myśli i zachowań autodestrukcyjnych, to zaczęły się one w wieku dojrzewania, później był kilkuletni okres ciszy i w zeszłym roku na nowo się pojawiły. Byłem dwa razy u psychiatry i raz u psychologa, w zasadzie to od nich uciekłem, tłumacząc to sobie brakiem pieniędzy. Robiłem test mmpi2 i lekarz powiedział mi, że mam wysokie pokłady agresji i jakieś zaburzenie osobowości, ale jakie to nie wiem, bo więcej do niego nie poszedłem. Brałem też leki antydepresyjne, parę razy zdarzyło mi się, że piłem alkohol podczas ich brania. Wtedy też wylądowałem na noc w szpitalu psychiatrycznym, po tym jak pociąłem sobie nadgarstki (reakcja na odrzucenie przez moją dziewczynę, która zresztą zadzwoniła po karetkę). Lekarz chciał mnie zatrzymać na obserwację, ale na własne życzenie się wypisałem. Na wypisie miałem między innymi rozpoznanie: F60.9 plus to, że byłem dysforyczny itp. Do tego doszły też samookaleczenia i inne. Leki sam odstawiłem i przez jakiś czas było lepiej, myśli tego typu pozostały, ale zachowań samobójczych już nie mam. Od roku na nowo mieszkam z rodzicami, oni nie mają pojęcia, co we mnie siedzi i co się ze mną działo (np. noc w szpitalu), bo po pierwsze i tak tego nie zrozumieją, a po drugie uważają psychiatrów/psychologów za..., nie będę tutaj używał epitetów. Dodam, że od 14 roku życia do lipca tego roku byłem w związku z dziewczyną, u której w zeszłym roku rozpoznano borderlinę. W czasie trwania naszego związku oddawałem jej całego siebie. Wręcz sam dla siebie nie istniałem, zaspokajałem jej potrzeby, a o sobie zapominałem. Bałem się, że jak tylko gdzieś pójdzie sama, to na pewno mnie zdradzi (co miało parę razy miejsce...), ale mimo wszystko i tak ślepo jej wierzyłem i wybaczałem wszystkie wyskoki. W sytuacjach mocno stresujących, szczególnie pod wpływem alkoholu, przestaję racjonalnie myśleć, mam wtedy wrażenie, że cały świat i wszyscy ludzie chcą mnie skrzywdzić itp. Przestaję sobie już z tym wszystkim radzić, bo ciągle mam wrażenie, że jestem potwornie spięty, żeby dać sobie radę z życiem, a jeśli na chwilę sobie odpuszczę, przestanę wręcz istnieć i wszystko się zawali. Aha, dodam jeszcze, że jako dziecko/nastolatek miałem dwa spotkania z psychologiem, raz w sądzie przed rozprawą, bo zostałem pobity, i raz w Gimnazjum (takie kontrolne badanie) i zawsze udawało mi się ich zmanipulować w ten sposób, że byli przekonani, że wszystko ze mną jest w porządku. Zawsze byłem określany jako wyjątkowo zdolny, ale leniwy i chyba do teraz mi to zostało. Zawsze myślałem, że zachowuję się normalnie, że tak mają wszyscy. Teraz już wiem, że tak nie jest, ale dalej mam opory, żeby iść do lekarza...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Samookaleczanie się, homoseksualizm i samotność

Witam serdecznie! Od kiedy tylko pamiętam, byłam wytykana palcami nadającymi mi etykietkę dziwaka. Zawsze bawiłam się sama w jakimś kącie, rozmawiałam ze sobą. Chciałam do innych dzieci, ale gdy tylko ktoś na mnie krzywo patrzył, stawałam się agresywna, krzyczałam...

Witam serdecznie! Od kiedy tylko pamiętam, byłam wytykana palcami nadającymi mi etykietkę dziwaka. Zawsze bawiłam się sama w jakimś kącie, rozmawiałam ze sobą. Chciałam do innych dzieci, ale gdy tylko ktoś na mnie krzywo patrzył, stawałam się agresywna, krzyczałam i rzucałam się z pięściami. Oczywiście ja zawsze byłam za to karana, a czułam się tak naprawdę tą pokrzywdzoną. Takie stany pojawiały się na zmianę z obliczem aniołka. Spędzałam dużo czasu na łonie natury, okazywałam miłość rodzicom, rodzeństwu, każdemu zwierzęciu itd. Ale miałam problem z obcymi ludźmi. Miałam takie zdarzenie, że moja starsza siostra wraz ze znajomymi wyśmiewała mnie, mówiła, że jestem jakąś kosmitką, ja nie wytrzymałam, to objęłam jej szyję i zaczęłam ją dusić, rzucając najgorsze przekleństwa przez płacz. Potem już miałam czas spokoju, tak do 16 roku życia byłam dobrą córką, wzorową uczennicą.

Zaczęłam naukę w liceum. Wyjechałam do innego miasta, rodzice dali mi taką możliwość w nagrodę za nienaganne zachowanie. W pierwszym miesiącu radziłam sobie nieźle. Ale zaczęłam odkrywać swoją fascynację osobnikami tej samej płci. Oczywiście kryłam to w sobie. Później postanowiłam podzielić się tym z siostrą, właśnie z tą starszą. Ona nie zaakceptowała tego. Mówiła o tym w aspektach religijnych, bo pochodzę z rodziny bardzo religijnej, wg mnie aż fanatycznej. Byłam bardzo zła. Poczekałam aż skończy się weekend i wrócę znów na swoją stancję. Tam stanęłam przed lustrem, wzięłam kamień do ręki i zamknęłam go w pięści. Następnie zaczęłam uderzać siebie tą pięścią w twarz. Nie poszłam do szkoły, siedziałam w domu 3 dni. Potem poszłam do łazienki, wbiłam sobie nóż w rękę i przeciągnęłam. Moja mama niepokoiła się tym, że nie odbierałam telefonu, więc przyjechała do tego miasta i weszła do mieszkania właśnie w tej chwili, gdy byłam w łazience z nożem. Gdyby nie ona, nie żyłabym pewnie teraz.

Rodzice przenieśli mnie do szkoły w rodzinnym mieście. Tam miałam w końcu przyjaciół. Było dobrze. Jednak jak byłam w drugiej klasie liceum, moja siostra i mama bardzo się pokłóciły, siostra krzyczała na mamę, a ona płakała, ja nie chciałam, by dalej się kłóciły, ale mnie nikt nie słuchał, a czułam, że muszę to przerwać. Więc weszłam na szczyt schodów i rzuciłam się z nich. Miałam uraz kręgosłupa. Ale cel osiągnęłam, rodzina się pogodziła. Ja po kilku miesiącach od tamtego wydarzenia poznałam dziewczynę i byłam szczęśliwa, mimo tego że musiałyśmy się ukrywać. I było wszystko dobrze. Zerwałam jednak z nią, gdy musiałam wyjechać na studia. Znalazłam się daleko od domu. Znalazłam nową dziewczynę, ale szybko zerwałam, nie mogłam utrzymać się w związku. Później zakochałam się, znów byłam w pełni szczęścia, tylko stało się coś czego się nie spodziewałam. Ona mnie zostawiła, twierdząc, że jestem zbyt dobra, że mam zbyt dobre serce i że ona nie zasługuje na to, nie mogłam tego pojąć. Czekałam aż wróci, prosiłam by wróciła, ale nie zrobiła tego.

Po kilku miesiącach wyczekiwań i życia na niby, zaczęłam chodzić w dziwne miejsca takie jak cmentarze, nocami, dniami, kupiłam sobie nóż, bawiłam się nim rysując sobie ostrzem po dłoni, ale nic więcej nie robiłam. Potem poznałam kolejną dziewczynę i znów odżyłam, mogłam być szczęśliwa. Jakiś miesiąc temu powiedziała, że mnie kocha, że będzie ze mną i mnie nie zostawi. Następnego dnia odeszła do innej dziewczyny. Zabrała mi szybko i brutalnie to co mnie ukajało, dla jakiejś brzyduli. Wyszło na to, że spotykała się z nią wcześniej, a mnie okłamywała. Na pożegnanie powiedziała nie wiem jak to zrobisz, ale bądź martwa dla mnie, nie chce Cię w moim życiu. Kilka dni po tym wydarzeniu, spotkałam moją byłą dziewczynę, tą co mnie zostawiła, bo byłam za dobra. Rzuciła się w moje ramiona, mówiąc, że jestem najsłodszą dziewczyną jaką zna, słodziła mi i słodziła, jednak na koniec rozmowy powiedziała, żebym nic nie chciała od niej, mimo tego że ona wie, że ją kocham, bo ona mi nic nie da. Po tym dotarło w końcu do mnie jak zostawiła mnie niedawno dziewczyna, a teraz te słowa. Czułam, że dostałam potworny cios.

Miałam jedną przyjaciółkę, której otwarcie mogę mówić o moich problemach miłosnych, ona tylko mnie akceptuje. Ostatnio powiedziała, co myśli o tych moich dwóch byłych dziewczynach, nazwała je rzeczami, niewartymi mojej uwagi, strasznie nie spodobało mi się, że tak o nich mówi. Mimo tego co mi zrobiły. Uderzyłam ją dwa razy. I od tamtej pory milczymy. Teraz zostałam sama całkiem. Ostatnio rozcięłam sobie wnętrze dłoni po całej długości. Rodzinie nic nie powiem, bo uważam, że zraniłam ich wystarczająco w czasie dzieciństwa. Potrafię grać, więc na uczelni myślą, że ze mną wszystko w porządku. Potrafię manipulować ludźmi, by wykorzystywać ich do własnych celów, więc wierzą w to co mówię, więc rozcięta ręka nie jest niczym złym. Moje cechy to także narcyzm, perfekcjonizm, analityczny umysł, arogancja, szczerość do granic. Często jestem idealizowana, poważana za silną osobę, dobrze wychowaną. Mam wysokie ego i nie lubię się przyznawać do błędów, albo przyznawać komuś racji. Nie umiem też przyznać się do słabości. Dlatego też wybrałam internetową drogę konsultacji. Proszę o pomoc!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nerwowość i problemy z pamięcią

Mężczyzna, lat 52, ostre zapalenie trzustki. Zdarzenie miało miejsce 2 tyg. temu. Przez pierwsze 6 dni leżał na oddziale intensywnej terapii, teraz przebywa na chirurgii ogólnej. Choroba zatrzymała się, bóle minęły. Otrzymywał silne leki przeciwbólowe i psychotropowe. Teraz ma...

Mężczyzna, lat 52, ostre zapalenie trzustki. Zdarzenie miało miejsce 2 tyg. temu. Przez pierwsze 6 dni leżał na oddziale intensywnej terapii, teraz przebywa na chirurgii ogólnej. Choroba zatrzymała się, bóle minęły. Otrzymywał silne leki przeciwbólowe i psychotropowe. Teraz ma tylko NACL kroplówkę i czasami insulinę z powodu skoków poziomu cukru. Martwi mnie to, że świadomość pacjenta nie wróciła do formy. W obecnej chwili ma zaburzenia osobowości, nie interesuje się rzeczywistością, luki w pamięci uzupełnia historiami wymyślonymi, nierealnymi, jest nerwowy, drażliwy w stosunku do najbliższej kochanej mu osoby. Jak mu pomóc odzyskać sprawność umysłową? Czy zmiany w mózgu są odwracalne? Ile czasu to potrwa?

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski

Elektrowstrząsy w zaburzeniu osobowości?

Witam, mam zaburzenia osobowości, osobowość paranoiczna jestem po 3 nieudanych próbach samobójczych a od jakiegoś czasu znów dręczą mnie myśli s. Nie widzę sensu w leczeniu farmakologicznym, w terapii. Może elektrowstrząsy?
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Patronaty