Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Zaburzenia osobowości: Pytania do specjalistów

Nerwica czy depresja? Nie wiem, co mi dolega.

Od jakiegoś miesiąca mam silne bóle i zawroty głowy, odczuwam ucisk pod jabłkiem Adama podczas oddychania. Mam też bóle serca oraz tępe bóle na wysokości piersi od pach aż po mostek, tak poniżej obojczyka, czasami pod żebrami - zawsze... Od jakiegoś miesiąca mam silne bóle i zawroty głowy, odczuwam ucisk pod jabłkiem Adama podczas oddychania. Mam też bóle serca oraz tępe bóle na wysokości piersi od pach aż po mostek, tak poniżej obojczyka, czasami pod żebrami - zawsze po lewej stronie. Poza tym odczuwam lekkie drżenie rąk oraz czasami kłucie w pobliżu splotu słonecznego. Jestem cały czas w stanie napięcia nerwowego, gdyż 1,5 miesiąca temu zmarł mi tata. Badanie EKG wyszło w porządku. Od dwóch tygodni leczę się na astmę oskrzelową. Mam też silny kaszel od miesiąca z odkrztuszaniem wydzieliny czasami białej czasami zielonej. Czasami czuję pulsowanie i drżenie w różnych punktach ciała (serce, nogi,ręce). Czasami śpię normalnie w nocy, czasami się budzę i nie mogę spać, natomiast jestem senny w ciągu dnia. Czuję zmęczenie, apatię, brak apetutu. Co to może być? Rafał
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak skłonić osobę z zaburzeniami osobowości do leczenia?

A co zrobić jak osoba z zaburzeniami nie chce podjąć leczenia? Jest to osoba pozornie normalnie zachowująca się, ukończyła studia, ale unika kontaktów ze znajomymi, nie wychodzi z domu i wszystkie frustracje wyładowuje na na domownikach, a w szczególności na... A co zrobić jak osoba z zaburzeniami nie chce podjąć leczenia? Jest to osoba pozornie normalnie zachowująca się, ukończyła studia, ale unika kontaktów ze znajomymi, nie wychodzi z domu i wszystkie frustracje wyładowuje na na domownikach, a w szczególności na mamie, która okazuje jej najwięcej zrozumienia i zainteresowania. Osoba taka ma możliwość podjąć prace w zawodzie, ale nie chce. Co w takim przypadku robić?
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Mam osobowość bordeline - kiedy nastąpi poprawa mojego stanu?

Dzień dobry. Od prawie półtora roku chodzę na prywatną, indywidualną psychoterapię (dodatkowo - z przerwami - uczęszczam na terapię grupową). Początkowo zgłosiłam się tam rozpoznając u siebie syndrom Dorosłego Dziecka z Rodziny Dysfunkcyjnej (DDD/DDA). Jednak niedawno mój terapeuta - człowiek...

Dzień dobry. Od prawie półtora roku chodzę na prywatną, indywidualną psychoterapię (dodatkowo - z przerwami - uczęszczam na terapię grupową). Początkowo zgłosiłam się tam rozpoznając u siebie syndrom Dorosłego Dziecka z Rodziny Dysfunkcyjnej (DDD/DDA). Jednak niedawno mój terapeuta - człowiek wrażliwy, o dużym doświadczeniu i wiedzy - zasugerował mi delikatnie, że jego zdaniem prawdopodobnie mam osobowość bordeline. Obecnie mam 22 lata. W wieku od 12 do 16 lat cierpiałam na poważną depresję, z której - jak sądziłam - wyleczyłam się farmakologicznie. Wróciłam do życia towarzyskiego, miałam znajomych. Dobry okres trwał u mnie ok. 3 lat. Po skończeniu szkoły średniej, w wieku ok. 19 lat, zaczął się znów powolny zjazd w dół.W wieku lat 20 trafiłam do teraupety, o którym wspominam na początku. Obecnie - pomimo tego, że dzięki terapii dostałam się na studia i wyprowadziłam z toksycznego domu - czuję się upośledzona społecznie. Nie potrafię nawiązać żadnych bliższych znajomości, mimo że kiedyś nie miałam z tym problemu. To dla mnie jak wyrok śmierci. Dlaczego? Dlatego, że z tego co się orientuję, zaburzenia nie można tak do końca wyleczyć - być normalną tak jak inni - można je jedynie zaleczyć. W związku z tym mam kilka pytań, które wypunktuję, by łatwiej było na nie odpowiedzieć. To dla mnie bardzo ważne, bym dostała na każde z tych pytań - wyczerpującą, przynajmniej kilkuzdaniową, konkretną, a nie wymijającą - odpowiedź. Bardzo się ucieszę, jeśli w odpowiedziach znajdą się jakieś dane statystyczne albo konkretne przykłady przypadków. 1. Jeśli założymy, że osobowość bordeline rozwija się na podstawie predyspozycji biologicznych i jednocześnie z nimi występujących traum w okresie dzieciństwa, to czy możliwe jest wyleczenie/zmienienie wszystkich lub prawie wszystkich objawów wynikających z tych traum? Bo wiadomo, że biologii nie da się zmienić. 2. Bordeline przypomina mi pod niektórymi względami schizofrenię, a ta jest nieuleczalna. Czy borderline - w przeciwieństwie do schizofrenii - można w znacznym stopniu zredukować (dla mnie znaczy to 70%-80%) za pomocą samej psychoterapii, bez sięgnięcia po leki? Jaki jest procent skuteczności terapii w tym zaburzeniu? 3. Czy terapia indywidualna, w nurcie poznawczo-behawioralnym, kilkuletnia, daje dużą szansę (czyli powyżej 80%) na znaczną poprawę? 4. Jaki jest orientacyjny przedział czasowy - ile lat zazwyczaj zajmuje psychoterapia bordeline? 5. Wiem, że pewnych rzeczy wynikających z biologii nie da się zmienić, ale czy reakcje emocjnalne - ich intensywność i szybkość - to tylko biologia czy też coś częściowo wyuczonego? Czy psychoterapia może je chociaż w umiarkowanym stopniu (w 50%) zmienić?  Najważniejsze pytanie: 6. Czy osoby mające bordeline są w stanie pozostawać w trwałych, bliskich związkach czy podobnie jak u schizofreników nie jest to możliwe? Mam na myśli związki partnerskie i przyjaźnie. Czy psychoterapia daje szanse na konkretną zmianę w tym zakresie? To dla mnie najważniejsze pytanie, więc bardzo proszę o wyczerpującą odpowiedź, popartą jakimś konkretnym przykładem. 7. Zauważyłam, że ludziom udzielają się moje nagatywne emocje, które gdzieś tam w sobie mam. Mogę tego w ogóle po sobie nie pokazywać, a ludzie i tak to wyczuwają i odsuwają się ode mnie. Przeszłam przez kilkanaście traum, więc jak mam czuć szczęście? To, że ludzie odsuwają się ode mnie tylko pogłębia rozgoryczenie, smutek, izolację, bezsilną wściekłość, ból itp. To błędne koło. Jak mam zmienić swoje uczucia, skoro ludzie nie dają mi szansy?? Bardzo staram się być pozytywna (i na zewnątrz taka jestem) i dostrzegać pozytywy, ale przecież naprawdę nie mogę zawsze i wszędzie kontrolować tego, co czuję gdzieś głębiej. Jakie jest wyjście z tego błędnego koła? 9. Niedługo półtora roku mojej terapii, a ja pomimo osiągnięć na zewnątrz, w głowie cały czas czuję się okropnie (mam choćby myśli samobójcze i bardzo często rozpaczam). Czy długo przyjdzie mi jeszcze czekać na jakąś STAŁĄ poprawę samopoczucia??? Dziękuję za wysłuchanie i proszę o odpowiedź. Z pozdrowieniami, kosia

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak skłonić prawnie osobę z zaburzeniem osobowości antyspołecznej do leczenia?

Osoba to kobieta - 26 l., nie pracuje, nie uczy się, na utrzymaniu matki. Dochodzi do przemocy fizycznej i psychicznej nad matką (były interwencje policji, "niebieska karta") od kilku lat, nękanie telefonami innych członków rodziny, wyzwiska i groźby. Matka nie... Osoba to kobieta - 26 l., nie pracuje, nie uczy się, na utrzymaniu matki. Dochodzi do przemocy fizycznej i psychicznej nad matką (były interwencje policji, "niebieska karta") od kilku lat, nękanie telefonami innych członków rodziny, wyzwiska i groźby. Matka nie ma możliwości nakłonienie jej do leczenia, kontynuowania terapii (zastrzegła sobie prawo o nie informowaniu matki o przebiegu jej leczenia). Dwukrotnie przebywała w szpitalu psychiatrycznym z powodu próby samobójczej i agresywnego zachowania, obecnie nie leczy się. Czy są prawne możliwości np. ubezwłasnowolnienie, przymusowe leczenie? Członek rodziny.
odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Zaburzenia psychotyczne - czy palenie papierosów potęguje objawy?

Witam serdecznie! Jestem 19 letnim mężczyzną. W zeszłym roku na początku sierpnia bardzo źle się czułem, miałem omamy, ciągłe zmęczenie itd. Trafiłem do szpitala i tam stwierdzono F23.O - ostre i wielopostaciowe zaburzenia psychotyczne bez objawów schizofrenii. Choroba jednak...

Witam serdecznie! Jestem 19 letnim mężczyzną. W zeszłym roku na początku sierpnia bardzo źle się czułem, miałem omamy, ciągłe zmęczenie itd. Trafiłem do szpitala i tam stwierdzono F23.O - ostre i wielopostaciowe zaburzenia psychotyczne bez objawów schizofrenii. Choroba jednak szybko ustąpiła. Brałem przez kilka miesięcy lek przeciwpsychotyczny w coraz mniejszych dawkach, ponieważ mój organizm źle tolerował ten lek. Odstawiłem lek za zgodą lekarza psychiatry w grudniu 2010. Oczywiście nadal jestem pod stałą kontrolą, lecz narazie wszystko jest w jak najlepszym porządku. Po całej chorobie nie ma śladu. A więc moje pytanie: przed chorobą paliłem papierosy i czy to one mogły wpłynąć na to co się stało? I czy palenie papierosów może spowodować nawrót choroby? Z góry dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam! ;)

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Lęk, borderline, strach przed wyjściem z domu

Kiedy rok temu trafiłam do szpitala i stwierdzono u mnie zaburzenia osobowości Borderline, dziwiłam się, gdyż oprócz samookaleczenia nie przeszkadzało mi nic. Leki brałam 3 miesiące po czym miałam pół roku przerwy. Od listopada znowu jestem na lekach. Lecz w...

Kiedy rok temu trafiłam do szpitala i stwierdzono u mnie zaburzenia osobowości Borderline, dziwiłam się, gdyż oprócz samookaleczenia nie przeszkadzało mi nic. Leki brałam 3 miesiące po czym miałam pół roku przerwy. Od listopada znowu jestem na lekach. Lecz w listopadzie nagle pojawiły się straszne lęki, szczególnie przed wyjściem z domu? Czy to jest możliwe, że dopiero teraz się uwidaczniają objawy inne? Czy może to przez leki? W tym momencie jestem praktycznie przywiązana do łóżka, boję się każdego wyjścia z domu, mam poczucie że jak wyjdę na dwór to umrę. Czym to może być spowodowane? Jestem pod stałą opieką psychiatry, lecz on ciągle każe czekać na rezultaty leczenia. Pomóżcie, doradźcie, bo to ciągłe leżenie i nic nie robienie dobija mnie psychicznie, mam coraz częściej myśli samobójcze z tego powodu, że nie mogę uczestniczyć w życiu społecznym. Każda sytuacja gdzie znajduje się powyżej 3 obcych mi osób powoduje ze zamieram, zaczynam się pocić, trzęsą mi się ręce, robię dziwne ruchy, kręci mi się w głowie, robi mi się gorąco po czym czuję że nogi mam jak z waty i że zaraz zemdleję. Czekam na odpowiedź.    

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak przekonać mamę chorą na rozdwojenie jaźni do terapii?

U mojej mamy psycholog stwierdził rozdwojenie osobowości i zasugerował wizytę u psychiatry. Niestety od tej pory nie chce podejmować terapii, ani też pójść na wizytę do psychiatry. Twierdzi, że jest zdrowa, a dookoła inni wymyślają jakieś niewiarygodne historie na temat jej zachowania. Jak przekonać mamę do wizyty u psychiatry?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy zaburzenia lękowe mogą występować u osoby z diagnozą chwiejności emocjonalnej?

Witam, Chciałabym uzyskać od Państwa odpowiedź na pytanie. Lekarz postawił diagnozę zaburzenia impulsywne i emocji. Czy są to zaburzenia osobowości chwiejnej emocjonalnie? Moja sytuacja wygląda tak, że się tnę od jakiegoś czasu, zapewne ta diagnoza stąd wynika, ale wcześniej była...

Witam, Chciałabym uzyskać od Państwa odpowiedź na pytanie. Lekarz postawił diagnozę zaburzenia impulsywne i emocji. Czy są to zaburzenia osobowości chwiejnej emocjonalnie? Moja sytuacja wygląda tak, że się tnę od jakiegoś czasu, zapewne ta diagnoza stąd wynika, ale wcześniej była mowa o zaburzeniach lękowych. Czy może obie te diagnozy w jakiś sposób się uzupełniają? Oddam, że jestem na terapii, ale psycholog nic sobie nie robi z tego ze się tnę - stwierdza, że się wyrasta z tego. Jak zastosować się do diagnozy i terapii? Dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak pokonać nerwicę i antyspołeczne nastawienie?

Witam, od paru już lat w moim nastoletnim życiu borykam się z wewnętrznym problemem. Mianowicie przedstawiam się jako osoba dość antyspołeczna, po prostu niektóre osoby drażnią mnie swoją osobowością i sposobem zachowania. Trudno mi wyrobić sobie zdanie na temat jakiejś...

Witam, od paru już lat w moim nastoletnim życiu borykam się z wewnętrznym problemem. Mianowicie przedstawiam się jako osoba dość antyspołeczna, po prostu niektóre osoby drażnią mnie swoją osobowością i sposobem zachowania. Trudno mi wyrobić sobie zdanie na temat jakiejś osoby, jeśli jakaś część mnie od razu ją odpycha i szuka jej wad. Sprawia mi to komplikacje w życiu towarzyskim, nie potrafię załapać się do szerszej grupy osób, ponieważ hamują mnie te odczucia opisana powyżej, lęk czy po prostu niska samoocena. Nie uważam się już za zakompleksioną osobą, jednak te cechy rujnują dość często mój wewnętrzny sposób. Wpadam w złość, kiedy widzę ludzi próbujących zdobyć popularność i uznanie wszelkimi środkami, z miejsca tłumaczę sobie, że jeśli ja nienawidzę takiego osoby to ona mnie również, i tak rodzi się bariera, którą sam sobie stawiam. Miewam również napady stresu - tak to można określić, kiedy ktoś mnie skrytykuje, cóż przyznam jestem wrażliwą osobą. Nie potrafię sobie wytłumaczyć, że nic się nie dzieje co powinno mnie niepokoić. Przyznam, że staram się nad sobą pracować, jednak nie wiem czy powinienem się wybrać do psychologa. Kompletnie nie znam się w tych tematach, ale wydaje mi się, że wykazuję objawy nerwicy oraz zaburzeń osobowości. Chciałbym w sobie zmienić tą nienawiść do niektórych osób. Trudno mi się żyje wśród społeczeństwa gdzie każdy chce być inny i niepowtarzalny, podczas gdy sam staram się być normalnym człowiekiem. Mogę też się przyznać, że uchodzę za bardzo ironiczną osobę. Kiedy otwarcie nie krytykuję danej osoby, czy też nie wykazuję złości, nie potrafię się powstrzymać od ironii na jej temat. Czy z tymi objawami należy skorzystać z opinii eksperta, czy mam dość specyficzną osobowość? : /

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Moja mama nie kontroluje swojego zachowania - jak powinnam zareagować?

Witam. Piszę, bo nie wiem, co robić, proszę o pomoc. Chodzi tu o moich rodziców, a w szczególności o moją mamę. Ma ona 59 lat i od pewnego czasu nie kontroluje tego, co robi. Objawia się to tym, że posądza...

Witam. Piszę, bo nie wiem, co robić, proszę o pomoc. Chodzi tu o moich rodziców, a w szczególności o moją mamę. Ma ona 59 lat i od pewnego czasu nie kontroluje tego, co robi. Objawia się to tym, że posądza mojego tatę/jej męża, że zdradził ją przed 20 laty, że jak był na wyjeździe zagranicznym, to też ją zdradzał, wyciąga na światło dzienne rzeczy, które wydarzyły się prawie 40 lat temu. Zabiera się z domu i idzie, nie mówiąc gdzie (czasami mówi, że idzie i już nie przyjdzie). Tato zamyka drzwi na klucz, bo się boi, że pójdzie i nie będzie wiedział, gdzie jej szukać, ale to nie wszystko. Ona po prostu nie panuje nad tym, co mówi i co robi. Od pewnego czasu, czyli od 3 miesięcy, rzuca się na tatę i go bije, najgorzej jest w nocy. Ona nie śpi, tylko non stop wypomina tacie, że ją zdradził, a od miesiąca dochodzi do tego, że podczas snu bije mojego tatę. Ja sama nie wiem, co mam robić. Mieszkam w innym kraju, a jedyny kontakt, jaki z nimi mam, to kontakt telefoniczny. Byłam na święta w domu i prosiłam, żeby mama ze mną poszła do lekarza, lecz ona nie chce. Twierdzi, że chcemy z niej zrobić wariatkę. W dodatku ma ona wysokie bardzo ciśnienie, na które też nie bierze żadnych lekarstw, tylko pije ziółka. Boje się, że zrobi krzywdę tacie, a potem może i sobie i dojdzie do nieszczęścia. Muszę dodać, że nie utrzymują z nikim kontaktu - z rodziną czy sąsiadami. Są jakby odizolowani od świata. Proszę, pomóżcie mi. Co mam robić? Pozdrawiam  

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Rozdwojenie jaźni - jak mogę leczyć?

Mam mały problem. W dzieciństwie zdiagnozowano u mnie zaburzenie osobowości i zachowania F 07.8. I od dzieciństwa mam padaczkę bezobjawową, lecz przerwałam leczenie i niestety ostatnio miałam dwa ataki. Też moja choroba, którą stwierdził lekarz psychiatra pogorszyła się do takiego...

Mam mały problem. W dzieciństwie zdiagnozowano u mnie zaburzenie osobowości i zachowania F 07.8. I od dzieciństwa mam padaczkę bezobjawową, lecz przerwałam leczenie i niestety ostatnio miałam dwa ataki. Też moja choroba, którą stwierdził lekarz psychiatra pogorszyła się do takiego stopnia, że umiem sama do siebie gadać przez telefon, gdy idę ulicą w domu, jakbym miała drugą osobę. Nawet u mnie dochodzi do wypadków takich, którzy zrobili mi krzywdę, to ta moja druga osoba umie się zemścić. Ostatnio mój brat przeze mnie wylądował w szpitalu, tak go pobiłam. To znaczy ta druga osoba, nawet ją sobie nazwałam Katerina, bo jakby była ta zła. Moja mama sądownie zabrała mi dziecko. Straciłam pracę, bo miałam właśnie ten nazwijmy to atak w pracy. Moja mama podejrzewa u mnie rozdwojenie jażni. Boję się, że naprawdę to mam, a mam dopiero 18 lat. Całe życie przede mną i mam takie małe pytanie: czy mogę się starać o rentę socjalną lub coś takiego? Dopiszę jeszcze, że miałam parę prób samobójczych.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Czy mogę mieć borderline?

  Witam, Mam na imię Anna i mam 27 lat. Od zawsze dręczy mnie przekonanie, że coś jest ze mną nie tak. Po przeczytaniu kilkunastu publikacji zaczęłam się zastanawiać czy nie jestem chora właśnie na borderline. Co prawda nie...

  Witam, Mam na imię Anna i mam 27 lat. Od zawsze dręczy mnie przekonanie, że coś jest ze mną nie tak. Po przeczytaniu kilkunastu publikacji zaczęłam się zastanawiać czy nie jestem chora właśnie na borderline. Co prawda nie wszystko się zgadza, dlatego mam jeszcze jakąś nadzieję, że to nie to. Moje objawy: niestabilność emocjonalna (brak uczuć w jednym momencie, a zaraz ich nagromadzenie), niestabilne relacje z innymi ludźmi o bardzo intensywnym zabarwieniu, skupianie się na nieistotnych sprawach i zrywanie z ich powodu nawet długich znajomości, ukrywanie prawdziwych uczuć przed wszystkimi, nawet rodziną (a może przede wszystkim), samodzielność, brak umiejętności proszenia o pomoc (sam fakt pisania tego jest bardzo, bardzo ciężką sprawą), skłonność do ryzykownych zachowań, działań, skłonność do krytyki werbalnej, sarkazm, lęk przed odrzuceniem, przed bliskością i paradoksalnie dążenie do tego co w konsekwencji kończy się i tak ucieczką. Dodatkowo jeszcze brak orientacji w terenie, kiepska pamięć do imion, ulic, wydarzeń, powracające poczucie pustki, smutku, po czym radość i napady śmiechu. To chyba z grubsza wszystko. Dodam jeszcze, że nie miewam myśli samobójczych, nie wpadam w niepohamowany gniew, raczej ukrywam te uczucia, jestem świetną aktorką i manipulantką i jestem bardzo pewna siebie, wcześniej na studiach, teraz z pracy, natomiast w sytuacjach międzyludzkich ta pewność znika, ale i tak nie daję po sobie tego poznać, dlatego często jestem widziana jako dusza towarzystwa. Byłam bym bardzo wdzięczna za odpowiedz. Pozdrawiam, A.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy mam borderline?

Witam, Mam 22 lata, jestem z "dobrego domu", w mojej rodzinie nie było żadnych większych patologii (poza sprzeczkami i niekiedy przemocą słowną). Od czasów liceum miałam tendencje do nadużywania alkoholu i środków uderzających. W wieku dorastania przeżyłam dużą metamorfozę z...

Witam, Mam 22 lata, jestem z "dobrego domu", w mojej rodzinie nie było żadnych większych patologii (poza sprzeczkami i niekiedy przemocą słowną). Od czasów liceum miałam tendencje do nadużywania alkoholu i środków uderzających. W wieku dorastania przeżyłam dużą metamorfozę z dobrej dziewczynki, harcerki, w rozbijającą się po nocnych klubach królową rock&rolla;) Przemianę tą przypłaciłam ok. 3-miesięcznym okresem depresji, który minął, gdy związałam się z moim pierwszym chłopakiem. Od 3 lat, odkąd zerwaliśmy, nie potrafię się zdefiniować. To zerwanie było dla mnie dużym ciosem i diametralnie odmieniło mój światopogląd na idee związków, miłości i stabilizacji w dorosłym życiu. Generalnie rzecz biorąc zwątpiłam w to wszystko. Powróciły skłonności do nadużywania alkoholu, picia w samotności. Doszły do tego przelotne znajomości, kontakty seksualne z prawie nieznanymi mężczyznami i kobietami. Na studiach radziłam sobie świetnie, natomiast emocjonalnie była zupełnie rozbita. Wtedy zaczęłam podróżować. Ekstremalne podróże, odkrywanie nowych miejsc, stało się dla mnie "terapią". Niestety, po każdym powrocie do domu poczucie zagubienia i pustki wracało. Obecnie poznałam cudownego i wartościowego mężczyznę, z którym chciałabym stworzyć poważny związek, jednak za bardzo się boję, i to dwóch przeciwstawnych rzeczy. Boję się, że mnie porzuci oraz boję się ograniczenia tym związkiem. Będąc z nim zaczynam myśleć o stabilizacji i ogarnia mnie przerażenie. Strach przed przyszłością, dorosłym, spokojnym życiem sprawia, że nie mogę spać w nocy. Boję się uzależnienia od mojego partnera, a z drugiej strony bardzo pragnę mu spokojnie zaufać, bo wiem, że jest tego warty. Mam zmienne nastroje - raz jestem w euforii zakochania i jestem przekonana, że wszystko będzie świetnie, by zaraz potem dostać ataku lęku i czarnych myśli. Epatuję mojego chłopaka moją osobą, by zaraz potem zacząć go odtrącać, odpychać. Zastanawiam się, czy to tylko chwilowe, czy wybrać się do specjalisty. Jak już pisałam, póki co moje lęki i epizody depresyjne nie przeszkadzają mi w życiu zawodowym, jestem w stanie normalnie funkcjonować. Mam jednak wrażenie, że moje objawy wskazują na zaburzenie borderline i nie chciałabym, żeby to się pogorszyło. Boję się też, ze diagnoza zaburzenia osobowości dobije mnie i sprawi, że przestanę zupełnie nad sobą panować. Czy mogliby mi państwo doradzić? Powinnam iść do psychologa czy przeczekać?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy mogę mieć rozdwojenie jaźni?

  Witam, mam pewien mały problem. Mam 15 lat i np. nie pamiętam różnych zdarzeń z dzieciństwa. Chociaż czasem mam jakieś zaniki wspomnień, których nawet nie wiem czy są prawdziwe. I są one z bardzo dawna. I niektóre są jak...

  Witam, mam pewien mały problem. Mam 15 lat i np. nie pamiętam różnych zdarzeń z dzieciństwa. Chociaż czasem mam jakieś zaniki wspomnień, których nawet nie wiem czy są prawdziwe. I są one z bardzo dawna. I niektóre są jak zdjęcia, nie jak wspomnienia. Chociaż nigdy tych obrazów nie widziałam tak naprawdę, no raczej nie mogłam ich widzieć, bo kiedy byłam mała raczej nikt nie robił zdjęć z takich normalnych dni, z rutyny, że tak powiem.W niektórych widzę samą siebie, ale z zewnątrz. Nie tak jak normalnie, że z mojego punktu widzenia. I tak jak wcześniej pisała koleżanka, zawsze chciałam być inna. Kiedy byłam dzieckiem, czyli w wieku podstawowym, nie miałam łatwo, ponieważ pokłóciłam się o jedną rzecz z kolegą i on był właśnie taki dominujący w szkole i później byłam długo wyśmiewana. Zresztą nadal jestem jak mijam kogoś z mojej byłej szkoły. Ostatnio zaczęłam rozmawiać z Neferet, którą sobie wymyśliłam, zresztą nawet nie wiem jak ją nazywać, bo zaczęła się za mną kłócić, że nie chce mieć tak na imię. Nie wiem już co o tym wszystkim myśleć. Nie powiem rodzicom gdyż powiedzą, że zmyślam, lub zbagatelizują sprawę. Ostatnio powiedzieli mi, że w nocy przyszłam do ich pokoju i stałam sobie z poduszką i patrzyłam w ich stronę potem mama zmusiła mnie żebym wróciła do łóżka. Ja nie pamiętam tego, ale myślę, że to tylko lunatykowanie. Chociaż nie wiem już co mam sądzić. Czy to możliwe, że jestem chora na rozdwojenie jaźni czy może po prostu ześwirowałam?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to aspołeczność? - nie potrafię nawiązać trwałych relacji...

Witam. Odkąd tylko sięgam pamięcią do dzieciństwa, zawsze czułem się "inny" od wszystkich rówieśników. Dobrze przypominam sobie sytuację, gdy z lekką zazdrością, ale i pogardą patrzyłem przez okno mojego pokoju na znajome dzieciaki i braci grających w "zbijaka". Już wtedy,...

Witam. Odkąd tylko sięgam pamięcią do dzieciństwa, zawsze czułem się "inny" od wszystkich rówieśników. Dobrze przypominam sobie sytuację, gdy z lekką zazdrością, ale i pogardą patrzyłem przez okno mojego pokoju na znajome dzieciaki i braci grających w "zbijaka". Już wtedy, w wieku około 8 czułem się wyobcowany, chociaż nie miałem ku temu ŻADNYCH powodów. W normalnych sytuacjach życiowych byłem postrzegany jako ruchliwy, bardzo towarzyski dzieciak z poczuciem humoru, nigdy też nie miałem problemu z tym, żeby grać w chłopakami w piłkę czy przesiadywać z grupą rówieśników pod blokiem. Wszystko działo się w mojej głowie - niby byłem wśród nich, a myślami całkiem gdzie indziej, czułem się jakbym był z 'innego świata'... Dziś mam 24 lata i jestem typem kompletnego samotnika. Mam dwóch przyjaciół, z którymi rozmawiam dosłownie o wszystkich, poza tym do swojego "świata" dopuszczam też od zawsze mamę, której zwierzyć się mogłem ze wszystkiego. Reszta najbliższego otoczenia, czyli ojciec, dwóch braci, była dziewczyna - są jakby na "poziomie" niższym od w/w mamy i przyjaciół. Z nimi mam kontakt dobry, ale nie tak dobry jak np. z matką. Pozostali ludzie, tj. "znajomi" z uczelni, moi współlokatorzy (dziś jestem studentem i mieszkam w całkiem innym mieście niż to małe miasteczko, w którym się wychowałem), koleżanki, koledzy z baru, znajomi znajomych itd.. - to wszystko ludzie, których traktuję z ogromnym dystansem. Jestem w stanie porozmawiać z takimi dalszymi 'kolegami' głównie o pogodzie, piłce i uczelni. Po parunastu minutach rozmowy tematy się kończą i czuję to towarzyszące mi od lat uczucie "co ja tu robię?". Dam przykład swoich zachowań - poszedłem do pracy (czuję ogromny opór przed poznawaniem nowych ludzi, stąd bardzo ciężko mi również rozpocząć gdzieś pracę czy zapisać się na kurs językowy, cokolwiek i gdziekolwiek trzeba poznać nowych ludzi - czuję opory) i oczywiście jako totalny autsajder przez kilka pierwszych godzin w ogóle się nie odzywałem i robiłem swoje. Dopiero inicjatywa ludzi z "brygady", w której pracowałem sprawiła, że zacząłem się otwierać. To moje typowe zachowanie - dopóki ktoś jako pierwszy nie wyciągnie do mnie ręki - czy to w chęci poznania mnie, czy przeproszenia - tak ja NIGDY nie zrobię tego jako pierwszy. Po kilku dniach w nowej pracy zaakceptowałem pracujących ze mną ludzi, a oni zaakceptowali mnie, przez co z kilkoma osobami wszedłem w bardzo dobry kontakt, co zdarzało mi się bardzo rzadko przez ostatnie lata. Autentycznie sam się sobie dziwiłem i myślałem, że przełamałem jakieś bariery w kontaktach z ludźmi, że będzie lepiej. Żeby nie było tak pięknie to wychodzi tu na jaw kolejny mój "odpał" - jak już kogoś poznam bliżej, natychmiastowo obdarzam go ogromnymi pokładami zaufania - wystarczy jednak NAJMNIEJSZY błąd tej osoby, jakieś kłamstewko, cokolwiek co zepsuło mój idealny wizerunek tej osoby i natychmiast zmieniam o nim zdanie, uznając tego kogoś za niewartego zaufania. A jak niewarty zaufania to jednocześnie trzeba go odstawić na bok i zdystansować się na jakiś poziom. Tak skończyli wszyscy moi "kumple" z pracy, po kolei. Z powyższej historii wynika coś jeszcze. Jestem osobą, która kompletnie nie znosi krytyki. Wyjątkami są osoby, które darzę szacunkiem (tzw. autorytety), a po drugie krytyka pozytywna - np. od przyjaciela, kogoś bardzo bliskiego, lub krytyka, która ma na celu zmotywowanie mnie, a nie atak na mnie (od razu wyczuwam różnicę). To samo tyczy się zresztą słuchania poleceń - odkąd pamiętam nigdy nie słuchałem się prawie nikogo i zawsze się buntowałem (tu wyjątkiem był np. mój dziadek czy kierownik w pracy - póki kogoś szanuję lub ten ktoś jest moim przyjacielem to stanę za nim murem w każdej sytuacji! Bardzo cenię sobie lojalność). Do rzeczy: pewnego dnia w pracy szef firmy zwrócił mi (niesłusznie i niesprawiedliwie) uwagę, że zamiast pracować siędzę i czytam gazetę (w firmie mamy kamery). Poczułem ogromną nienawiść do tego człowieka, mimo że wcześniej go szanowałem i tego samego dnia wziąłem torbę i już nie wróciłem do firmy. "Byle burak nie będzie mnie pouczał ani oskarżał, a wy nieudacznicy życiowi, pracujcie dla nich dalej, ja odchodzę!" - tak mniej więcej to wyglądało. A propos wyobcowania - dobrze czuję się tylko w towarzystwie zaufanych osób. Nienawidzę tzw. "integracji" czy innych spotkań grup, osób (np. studentów), którzy tak naprawdę nic o sobie nie wiedzą, a gadają ze sobą, piją, bawią się. Zawsze w takich sytuacjach myślę sobie - o czym oni do cholery mogą ze sobą rozmawiać? O pogodzie, studiach, "co u Ciebie, skąd jesteś" - rozumiem, ale ileż można? Czuję w takich sytuacjach totalne zażenowanie i od dawna unikam tzw. imprez grupowych, gdzie są moi "znajomi" z uczelni, nie mówiąc już o osobach obcych. Nawet wśród kolegów, których znam od gówniarza, nie czuję sie totalnie swobodnie. Zamykam się w takim towarzystwie osób, do których mam jakiś tam dystans i jedyne o czym możemy pogadać to totalne pierdoły, jak te, które wymieniłem wcześniej. Uwielbiam natomiast spotkania w cztery oczy i dyskusje na trochę głębsze tematy niż "co tam słychać". Tyle tylko, że takie spotkania mogę organizować tylko z dwoma przyjaciółmi, których wymieniłem na początku tekstu. Stawia się wtedy na stół alkohol (niekoniecznie, ale wtedy najlepiej nam się "myśli") i rozkminia - co, dlaczego, po co - typowo egzystencjalne tematy. Obaj kumple i kilkoro ludzi w życiu mówiło mi już, że z nikim nie rozmawiali tak "głęboko" i z nikim innym nie mogą udać się ze swoim problemem jak właśnie do mnie. Może nadałbym się na psychologa? ;-) Wśród ludzi i znajomych jestem postrzegany jako osoba inteligentna i być może trochę buńczuczna, arogancka. Z jednej strony jestem typem gościa, który na wszystko ma dobry żart i ciętą ripostę, a z drugiej samotnika, który zbudował wokół siebie mur i nie pozwala nikomu dostać się bliżej. Jeśli chodzi o moje plany życiowe to oczywiście są wielkie - na pewno założę jakiś biznes, w którym to ja będę rządził, wszak nie nadaję się do pracy dla kogoś. Organizuję też i jeżdzę sam na wycieczki, takie niskobudżetowe survivalowe wypady w Europę, spanie pod balkonami i na dworcach z 5 euro w kieszeni. To też robi wrażenie na ludziach, tym bardziej, że sam nigdy o nich nie opowiadam (nienawidzę chwalenia się!), a wiadomo jak 'plotki' i informacje od osób trzecich potrafią zbudować czyjś obraz ;) Ludzie, szczególnie koleżanki widzą we mnie kompletnie niedostępnego typa. Raz jedna dziewczyna powiedziała mi (chyba miała już dosyć własnych podchodów do mnie, przy jednoczesnym moim odrzucaniu jej "zalotów" ;) [- aroganckie? nie, prawdziwe.]), że ja już zawsze będę sam, bo nie daję się poznać. Przypominam sobie jej słowa od lat przy wielu różnych sytuacjach, gdy zawiodłem sam siebie. Miała cholerną rację. Co jeszcze - bardzo szybko się nudzę. I to nie tylko ludźmi (niestety), ale dosłownie wszystkim. Miałem już tysiące planów na życie, a tylko jak zacząłem je realizować to porzucałem je, uznając, że to nie dla mnie. Studiowałem już na trzech uczelniach, trzy różne kierunki. To też nie jest coś normalnego. Jestem człowiekiem, który może nagle stwierdzić - zwalniam się! Pakuję torbę, wychodzę z firmy i nie wracam. Albo inny przykład - siedzę znudzony i nagle w głowie świta mi pomysł - "poleciałbym do Barcelony". W 5 minut rezerwuję bilet lotniczy do Barcelony i lecę dwa dni później. Czasami zdarza mi się żałować tak drastycznych i emocjonalnych 'ruchów' - np. porzucenia studiów dziennych i przeniesienia się na zaoczne (bo znalazłem super pracę! - to ta od "złego" szefa, który zwrócił mi uwagę), natomiast na dzień dzisiejszy żałuję też zwolnienia się z owej pracy, bo teraz siedzę i nic nie robię, nie mogąc znaleźć motywacji do podjęcia kolejnej pracy - w sumie po co, skoro i tak za jakiś czas (tydzień, miesiąc?) się zwolnię i tak w koło. Nie potrafię znaleźć stabilizacji w każdym aspekcie mojego życia. Zmierzając do końca - opowiem o sytuacji, która zmotywowała mnie do wejścia na to forum i napisania do Państwa. Od jakiegoś czasu rozmawiałem przez Internet z koleżanką ze studiów dziennych, które rzuciłem 2 lata temu. Będąc jeszcze na uczelni praktycznie nie rozmawialiśmy ze sobą (prawie z nikim nie rozmawiałem bliżej, mimo że miałem kilku "kolegów" i "koleżanek", byliśmy grupą kilkunastoosobową, która razem siedziała na wykładach i "nic nie robiła"). Od tematu do tematu - postanowiłem (wyczuwając też jej inicjatywę) spotkać się z nią przy okazji imprezy uczelnianej. Taaak, sam fakt, że zdecydowałem się tam iść to już sukces! Do rzeczy - trafiliśmy na siebie w klubie, siedzieliśmy obok siebie przez kupę czasu, z tym, że tak naprawdę...nic nie zrobiłem. Nawet gdy ona wyciągała mnie do tańca - odmawiałem (zawsze twierdziłem, że facet tanczący to żenada), próbowała zarzucać durne tematy, o których piszę wyżej, czyli "jak tam sesja i czy naprawdę jesteś z stąd, a stąd? Myślałam, że z Gdyni!" - Chryste drogi, szkoda było mi jej w pewnym momencie. I tu jest mój główny problem - nie potrafię zapoznawać się z ludźmi i nie tyczy się to tylko kobiet, a ludzi ogółem. Siedziałem tam około dwóch godzin, co chwilę myśląc o starym dobrym "co ja tu właściwie robię?". Z dziewczyną, którą planowałem poderwać, zamieniłem na imprezie może z kilkadziesiąt słów, że o reszcie znajomych nie wspomnę. Suche gadki, to wszystko. Co do kobiet - oczywistym jest fakt, że to facet powinien walczyć o dziewczynę, a nie odwrotnie (chociaż to też się zdarza coraz częściej). Bardzo chciałbym poznać ją bliżej, ale NIE POTRAFIĘ się przełamać i kleić gadki suchymi sloganami. Najgorzej sytuacja ma się właśnie, gdy druga osoba jest nieśmiała (tak jak ta dziewczyna) i sama też nie będzie się mi narzucać. Wiem, że to do mnie powinien należeć ruch, a i tak go nie wykonuję (i to się tyczy nie tylko tej niewiasty, ale i kilku zmarnowanych okazji na poznanie dziewczyn wcześniej). Dlaczego? Bo myślę - "co za żenada, to nie dla mnie". Impreza skończyła się tak, że siedząc mocno znudzony, wstałem nagle, pożegnałem się ze wszystkimi i wyszedłem. To była jedna z największych porażek w moim życiu. Porażka ze samym sobą. I nie jest to opowieść sfrustrowanego nastolatka, który nie potrafi zarwać dziewczyny. To jest jeden z dziesiątek czy setek przypadków w moim życiu, który tylko przelał czarę goryczy. Sytuacja miała miejsce wczoraj. Potrzebuję pomocy. Najważniejsze to znać przeciwnika, hm? Muszę wiedzieć co mi dolega, chociażby proszę o naprowadzenie mnie na medyczną stronę problemu. Jeszcze jedno, o czym nie wspomniałem wcześniej, a co może rzucić się od razu w oczy po takim opisie problemu - Ja nie odpycham od siebie ludzi i siebie od ludzi, dlatego że się ich boję, boję się co powiedzą, stresuję się w ich towarzystwie, trzęsą mi się ręce i boję się klapnąć jakąś bzdurę - nie! Przeciwnie - ja czuję się lepszy, inteligentniejszy, "a te głąby gadają o pogodzie, Chryste, co za bzdury!". Na wszystkich patrzę z góry i "to ludzie mają zabiegać o kontakt ze mną, a nie odwrotnie!: Staranie się o czyjeś względy uważam za totalne poniżenie - tyczy się to kobiet, kolegów, przepraszania szefa czy proszenie się o ocenę od profesora na uczelni. Nie? To nie! Ja wam jeszcze pokażę! - tak to wygląda w mojej głowie. W Enneagramie jestem 4w3, jeśli to jakoś pomoże dodatkowo opisać mi moją skromną osobę. Zawsze uznawałem siebie i byłem uznawany za totalnego indywidualistę. Nienawidzę pracy w grupie, zawsze czuję się lepszy i mądrzejszy od reszty. Proszę o pomoc! T.M.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy mam rozdwojenie jaźni?

Od jakiegoś czasu mam "dwie osobowości". Czuję je normalnie, wiedzą o sobie, itd. Co to za zaburzenie? To nie jest moja wyobraźnia. Miałam ponad pół roku przerwy, a dziś obudziłam się ze świadomością, że ON JEST. Z miejsca poszłam robić... Od jakiegoś czasu mam "dwie osobowości". Czuję je normalnie, wiedzą o sobie, itd. Co to za zaburzenie? To nie jest moja wyobraźnia. Miałam ponad pół roku przerwy, a dziś obudziłam się ze świadomością, że ON JEST. Z miejsca poszłam robić to, co ON chciał - posłuchać muzyki, którą on lubi, a ja nie, wypić kawę jaką on lubi, a ja nie przepadam. Czuję się przytłoczona. Czytałam, że przy rozdwojeniu jaźni osobowości nie wiedzą o sobie... więc co to jest, nie rozumiem? Druga "osobowość" u mnie ma swoje wspomnienia, marzenia, itp. aktualnie marzy się jej pozytywka, przy czym ja nie lubię takich rzeczy. Jak to wyjaśnić? Nie czuję się komfortowo. Proszę o pomoc.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Zaburzenia osobowości - co oznaczają?

Kiedyś przymusowo po próbie samobójczej odwieziono mnie do szpitala psychiatrycznego. Lekarz po dwóch tygodniach oznajmił przy wypisie, że mam zaburzenia osobowości. Nawet nie wnikałem, co to znaczy. Dziś znów mam myśli samobójcze, a także nurtuje mnie i bardzo proszę o odpowiedź, co to znaczy "ZABURZENIE OSOBOWOŚCI". Za odpowiedź bardzo dziękuję.
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Mój syn cierpi na zaburzenia schizotypowe - jak mogę mu pomóc?

Jak już do Pani pisałam, stwierdzono je u mego 19-letniego syna. Czy można to zupełnie wyleczyć, czy tylko leczyć, obserwować i starać nie dopuścić do kolejnych nawrotów? "Wiedza na temat choroby powinna przede wszystkim dotyczyć jej objawów. Dzięki temu -...

Jak już do Pani pisałam, stwierdzono je u mego 19-letniego syna. Czy można to zupełnie wyleczyć, czy tylko leczyć, obserwować i starać nie dopuścić do kolejnych nawrotów? "Wiedza na temat choroby powinna przede wszystkim dotyczyć jej objawów. Dzięki temu - w razie nawrotu - można szybko wdrożyć odpowiednie leczenie, które może zapobiec kolejnej hospitalizacji. W wielu szpitalach prowadzi się tego typu zajęcia psychoedukacyjne. Synowi byłoby łatwiej zaakceptować takie informacje w grupie osób, które zmagają się z podobnymi problemami....". W naszym niewielkim mieście nie ma odpowiednich zajęć terapeutycznych. Nie wiem, jak mogę mu jeszcze pomóc. Gdzie można znaleźć więcej informacji na ten temat, przecież nie każda smutna, preferująca samotniczy tryb życia osoba jest "schizotypem"?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Osobowość typu paranoicznego czy bordeline - jakie jest prawdopodobieństwo, że cierpię jednak na BPD?

Witam, mam dopiero rozpoczęte 19 lat i jestem kobietą. Opiszę pokrótce moją przypadłość, postaram się zawrzeć wszystkie szczegóły na tyle, ile się da i na tyle, na ile sobie sama pozwolę... Może zacznę od tego, iż podejrzewam u siebie BPD...

Witam, mam dopiero rozpoczęte 19 lat i jestem kobietą. Opiszę pokrótce moją przypadłość, postaram się zawrzeć wszystkie szczegóły na tyle, ile się da i na tyle, na ile sobie sama pozwolę... Może zacznę od tego, iż podejrzewam u siebie BPD i jestem prawie pewna, że to moje zaburzenie. Miałam robiony test osobowości, w którym wyszło, że - owszem - mam zaburzenie osobowości, ale typu paranoicznego. Śmiem twierdzić, iż wynik nie do końca zgadza się z moją osobą. Dlaczego? - badania (ok. 600 pytań) wykonałam w ciągu godziny, czyli bez głębszego przemyślenia - już po badaniu zdałam sobie sprawę, że niektóre moje odpowiedzi mogły być mylne, podam przykład: w pytaniu "czy mam wizje?", odpowiedziałam że "tak", ale właściwie był to jeden przypadek po jakichś prochach, więc właściwie powinno być "nie", bo w normalnym stanie wizji nie mam. Przykładów takich było więcej, które mogły zafałszować wynik... - starałam się na wszystkie pytania odpowiadać "tak" lub "nie", unikając "nie wiem". Teraz wiem, że tych "nie wiem" było dość sporo, a ja mimo wszystko kwalifikowałam je do "tak" lub "nie" i dziś pewnie udzieliłabym innych odpowiedzi, bo dziś np. sądzę inaczej. Badanie można wykonać raz na dwa lata, dlatego teraz niemożliwe jest powtórzenie, psychiatra skierowała mnie na psychoterapię, ale tutaj są moje wątpliwości, gdyż uważam, że powinnam być leczona na BPD, a nie na paranoję... Nie chodzi mi o interpretację tego badania, jedynie na stwierdzenie, czy objawy, które opiszę, bardziej wskazują na BPD, czy na paranoję. Teraz opiszę moją historię i objawy, które przemawiają (jak dla mnie) za BPD...: Przyczynę BPD ponoć trudno jest rozpoznać, ja moją potrafię świetnie zidentyfikować: śmierć mojego ojca, gdy miałam 8 lat. To była i jest dla mnie wielka strata, do dziś nie mogę się z tym pogodzić i nie pogodzę się nigdy. Nie muszę chyba dodawać, że wtedy runął mi cały świat, bo byłam córeczką tatusia (pozytywnie)... Gdy trochę dorosłam, moje problemy zaczęły się w pełni objawiać. Nie bardzo pamiętam taki wczesny okres szkolny (wiek 11-12 lat), pamiętam tylko tyle, że często przychodziłam do domu i potrafiłam usiąść i się rozpłakać. Na co dzień niby było ok. W dzieciństwie nie bawiłam się beztrosko z innymi dziećmi, lecz byłam izolowana przez mamę, trwało to właściwie do liceum... Wydaje mi się, że sedno tkwi w kontaktach z ludźmi. Ciężko to jednoznacznie opisać, ale otwarcie mogę stwierdzić, że mam więcej byłych przyjaciół niż obecnych. Dlaczego? Chyba wszystkie znajomości traktowałam bardzo serio, a nikt nie jest idealny, więc przy pierwszym rozczarowaniu, przejawach nielojalności wobec mojej osoby skreślałam taką osobę, a co najmniej stawałam się dla takiej osoby wrogo nastawiona, co też często ostentacyjnie okazywałam. Kiedy moja najlepsza koleżanka z gimnazjum oznajmiła, że się przeprowadzi i może zmieni szkołę (do tego wiedziałam, że wybierzemy inne licea), z dnia na dzień zerwałam z nią kontakt, bo wiedziałam, że prędzej czy później to się stanie. Dodam, że przy pierwszym poznaniu jakiejś osoby na wstępie powtarzam, że "wszyscy ludzie odchodzą". W liceum miałam 4 znajomości, z czego 2 intensywne, krótkie i jak na dziś - zerwane. Nie chcę wdawać się w szczegóły. Jedyne, co z tego istotne jest to, że wydawało mi się, że znalazłam bratnią duszę i tak było przez jakiś czas. To się jednak rozpadało przez około rok. Ona potrafiła powiedzieć mi tak okropne rzeczy, a ja nie wierzyłam, że ona tak rzeczywiście sądzi, słowem - byłam w stanie zrobić dla niej wszystko, nieważne po jakim poniżeniu. Ostatnio jednak zerwałyśmy zupełnie kontakt. Gdy o tym kiedyś rozmawiałyśmy, ona stwierdziła, że ja wszystko podważam, że nic nie jestem w stanie przyjąć do wiadomości. Kiedyś po prostu ona powiedziała "lubię Cię", na co ja "kłamiesz". To taki prosty przykład, a jest ich tysiące. I co ważne, bardzo mi na niej zależało, ale bałam się tego zaangażowania, więc podświadomie czy też nie sprawdzałam, na ile jej słowa są szczere. Oczywiście to o wiele bardziej złożone, nie jestem w stanie wszystkiego opisać. Druga moja znajomość była jakby pocieszeniem po tamtej, więc miałam do niej luźny stosunek. Jednak im więcej czasu upływało, zaczęłam zauważać w tej drugiej osobie rzeczy, które nie do końca mi pasowały i tak zaczęły się między nami "spięcia", po których zerwałyśmy kontakt. Ona pytała mnie, czy mogę zerwać z nią kontakt tak z dnia na dzień, ja odpowiedziałam, że "tak" i też to zrobiłam. Wcześniej podczas naszych rozmów ona oznajmiła mi, że na każde niewinne jej słowo reaguję jak na atak na moją osobę, że wszystkie słowa wyolbrzymiam, że "dramatyzuję", że mam zmienne nastroje, bo raz sie nie odzywam, po czym przychodze do niej uśmiechnięta. Dodam, że gdy ona zapoznała mnie ze swoją przyjaciółką, zaczęłam świrować. One obie chciały, żebyśmy we trzy spędzały czas, bo dobrze się rozumiałyśmy itd. Ja niestety nie mogłam na to przystać i powiedziałam, że nie chcę być w tzw. trójkącie, i że się wycofuję. To też złożone, ale nie ma czasu i miejsca na opisywanie tego. Usłyszałam jeszcze od tej "przyjaciółki", która miała czas, by mnie poznać, że dla mnie jest albo coś dobre, albo coś złe, i że jedyne kategorie, które uznaję, to "wszystko albo nic", z czym się zgadzam. Dodam jeszcze, że nasza wspólna przyszłość po skończeniu liceum była też dość mglista, więc to i tak by się rozpadło... Jeśli chodzi o ludzi to jestem nieufna, ale gdy zaczynam z kimś się poznawać, jestem dla tej osoby w stanie zrobić wszystko, za co później płacę gorzką cenę. Do szczęścia nie potrzebuję wielu przyjaciół, tylko JEDNEJ osoby, prawdziwej i lojalnej. Ponadto ciągle porównuję się z nimi, powtarzam, że inni zasługują na kogoś lepszego niż ja, bo ja jestem nikim. Mam problemy ze sprecyzowaniem celów w życiu, po stokroć zmieniam preferencje co do studiów. Zdając przedmioty humanistyczne, ostatnio nawet rozważałam medycynę... I do dziś nie wiem. Co jeszcze? Epizody depresyjne, autodestrukcja, nadużywanie (sporadycznie) alkoholu i leków. Do tego mam jeszcze obsesję śmierci, często lubię znaleźć się na granicy, jak np. po zażyciu jakichś prochów powtarzam, że "to mój sposób na życie". Odbierana jestem jako osoba ponura, trzymająca się z boku, często nieprzewidywalna, może trochę chwiejna emocjonalnie, dziwna, kłótliwa, cyniczna, złośliwa - słowem - nienormalna, za to ambitna, inteligentna, kreatywna. Ta kreatywność to nie zawsze idzie w dobrą stronę ;) Potrafię być towarzyska, po alkoholu jestem zupełnie inną osobą, mniej nieśmiałą (to jak każdy), ale jestem po prostu inna. Nie wiem, co jeszcze dodać, piszę szybko, na pewno mi coś umknęło. Proszę o odpowiedź, czy na podstawie tego, co napisałam, jest prawdopodobieństwo na BPD i jak duże? Dziękuję i pozdrawiam. Chętnie bym poznała inne osoby, które też podejrzewają lub cierpią na BPD.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Mam rozdwojenie jaźni - co mam robić?

Witam, mam 19 lat i nie umiem sobie poradzić ze swoim życiem. Wielokrotnie miewam myśli samobójcze, ale boję się je zrealizować. Myślę, że to taki normalny odruch ludzki, ochrona własnego życia nawet jeśli w głowie dzieje się coś innego. Od...

Witam, mam 19 lat i nie umiem sobie poradzić ze swoim życiem. Wielokrotnie miewam myśli samobójcze, ale boję się je zrealizować. Myślę, że to taki normalny odruch ludzki, ochrona własnego życia nawet jeśli w głowie dzieje się coś innego. Od ponad roku mam chłopaka, duża część tego czasu była poświęcana kłótniom. Dlatego żaliłam się z nich przyjaciółce, zrozumiałam jednak, że czasem nie tylko jej. Przyjaciółki już nie mam. Po ponad 2 latach tej przyjaźni doszło miedzy nami do wielu, wielu nieporozumień i ostatecznie się nienawidzimy. Napisała mi tak wiele przykrych rzeczy na koniec tej przyjaźni, że miałam ochotę po prostu coś sobie zrobić, bo zaczęłam się zastanawiać nad tym, że może to wszystko to prawda i to ja jestem takim złym człowiekiem. Oficjalnie uważam, że to ona mnie okłamywała i nie dochowała moich tajemnic i wszystko co złe to ona, ale z czasem zaczynam sobie uświadamiać, że to może ja jestem nie w porządku. Czasem kłamię i tak wierzę w to, co mówię, że potem sama nie wiem co jest prawdą. Jestem zagubiona. Od najbliższych usłyszałam wielokrotnie, że jestem fałszywa i mam bardzo brzydką naturę. Było dla mnie jasne, że to nie jest prawda, tylko że te słowa zostały wypowiedziane pod wpływem emocji. Nie wiem jaka jestem naprawdę... Nie potrafię bronić swoich bliskich, jestem zbyt otwarta. Wszystkie moje uczucia, przemyślenia, od razu mówię innym. Wyszło z tego już tyle nieprzyjemności. Chciałabym się odciąć od przeszłości. W duszy czuję, że jestem dobra, ale wszystko wychodzi źle. O moim chłopaku wypowiadam się tak, że każdy potem twierdzi, że on nie jest dla mnie, że powinnam z nim zerwać, a te słowa wypowiadam zazwyczaj jak się kłócimy. Nie jestem w stanie go zostawić, bo bardzo go kocham i wiem jaki jest naprawdę, a mimo to mówię co innego. On o tym nic nie wie. Proszę mi powiedzieć, jak mam się zmienić ? I czy to naprawdę problem tkwi we mnie, czy po prostu obwiniam się przez natłok złych wydarzeń w moim życiu, o których chciałabym zapomnieć? Wiem, że opisałam sytuację zbyt chaotycznie, ale to jest moja perspektywa zaraz po przeczytaniu wiadomości od byłej przyjaciółki z bardzo przykrymi słowami, jej „całą prawdą” o mnie oraz innych złych wydarzeniach w moim życiu. Jeżeli mam taki charakter to chcę go zmienić, ale nie wiem jak. Nie mam możliwości korzystania z porad psychologa ani nie mam możliwości zmiany środowiska, wyjazdu. W tym opisie wszystko może się wydawać takie błahe, ale w rzeczywistości wszystko to bardzo skomplikowało mi życie, wielu ludzi ma teraz o mnie złe zdanie. W szkole -bo moja była przyjaciółka przedstawiła sytuację tak, że wyszło, że jestem najgorsza a w rodzinie - rodzice... mam wrażenie, że nie są po mojej stronie, odwracają się ode mnie. A reszta rodziny dopiero to zrobi, gdy pewna kobieta słynąca z roznoszenia plotek opowie mojej cioci jak wypowiadałam się na temat mojej kuzynki. Chłopak też mnie nie wspiera, bo uważa, że przesadzam, a nie opowiem mu tego szczegółowo, bo zawsze coś przekoloryzuję na swoją niekorzyść. Mam jakieś rozdwojenie jaźni... Nie wiem co mam robić.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Patronaty