Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Zaburzenia osobowości: Pytania do specjalistów

Czy to jest zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne?

Mam ogromny problem, z którym sobie nie radzę. Ciężko mi powiedzieć od kiedy pojawiły się w mojej głowie dziwne lęki, konieczność wykonywania różnych czynności, które mają zapobiec jakiemuś wydarzeniu. Od dziecka miałam dziwne tiki nerwowe, mruganie oczami, wciąganie brzucha, kiwanie... Mam ogromny problem, z którym sobie nie radzę. Ciężko mi powiedzieć od kiedy pojawiły się w mojej głowie dziwne lęki, konieczność wykonywania różnych czynności, które mają zapobiec jakiemuś wydarzeniu. Od dziecka miałam dziwne tiki nerwowe, mruganie oczami, wciąganie brzucha, kiwanie głową zawsze równo w każdą stronę, ruszanie oczami zawsze w 4 strony, powtarzałam to tak długo, aż nie udało się wykonać tego bez żadnych zakłóceń. Na przykład ziewania czy tego, że ktoś akurat podczas wykonywania tej czynności zadał mi pytanie i musiałam przerwać rytuał, który miał przed czymś chronić. Po pewnym czasie tiki minęły, zaczęłam bardzo kontrolować to co robię, ponieważ wiedziałam, że ludzie to widzą. Oczywiście nie do końca, po dziś dzień przy większym stresie zauważam, że wciągam nerwowo brzuch. Podczas stresującej rozmowy telefonicznej czy podczas oglądania filmu, który wywołuje emocje. W każdym bądź razie przez pewien czas wydawało mi się, że już wszystko jest ok, że już z tego wyrosłam... Nie potrafię określić po jakim czasie zaczęłam robić inne różne rzeczy i skąd się wzięły w moim życiu, wiem, że trwa to już kilka lat i że nie umiem sobie z tym poradzić. Mianowicie całymi dniami myślę tylko o tym, czy wszystkie długopisy w pracy są równej długości, jeśli nie - to wyrzucam je do śmieci, nie używam czarnych długopisów, moje laczki muszą stać symetrycznie w kierunku szafy, sprawdzam czy mam zamknięte drzwi po więcej niż 10 razy pomimo że wiem, że je zamknęłam, myję ręce kilkadziesiąt razy dziennie, ponieważ wydaje mi się, że jak czegoś dotknę to są brudne, doszło już do tego, że nie jestem w stanie przywitać się z kimś i nie pójść umyć rąk, jak maluję paznokcie i zrobi mi się odcisk na lakierze to zmywam i maluję od nowa i ta do kilkunastu razy, ponieważ wydaje mi się, że przez odcisk wydarzy się w moim życiu coś złego. Przestałam ubierać ubrania, które kojarzą mi się z jakimiś nieprzyjemnymi wydarzeniami, wieczorną modlitwę odmawiam kilkanaście razy czasami, bo wydaje mi się, że jakieś słowo w modlitwie wypowiedziałam niewyraźnie i przez to nad moją rodziną nie będzie czuwała żadna opieka. W ciągu dnia mam takie chwile, że niezależnie od tego co będę robiła muszę nagle to przerwać i dokładnie przypomnieć sobie wszystkie osoby, które kocham, żeby nie stała się im krzywda, układam łyżeczki w szufladzie, tak aby zawsze widzieć 4, jak widzę 3 to mam wrażenie, że stanie się coś złego - problem jest taki, że stoję przy tej szufladzie czasami naście albo dziesiąt minut i patrzę na łyżeczki po kilka razy, tak aby się upewnić, że na pewno widzę 4. Ostatnio wypowiadam na głos jakieś regułki mające zapobiec jakiemuś wydarzeniu, którego panicznie się boję, powtarzam je po kilka razy i dotyczą różnych dziedzin. Mówię sobie na przykład, że jeżeli w ciągu najbliższych 5 minut dotknę czegoś, to ktoś będzie miał wypadek, po czym powtarzam sobie, że jeżeli w ciągu najbliższych 5 minut tego nie zrobię, to wszystko będzie ok - ta reguła musi być wypowiedziana precyzyjnie bez pominięcia żadnej sylaby, bez ziewnięcia, takim samym tonem głosu i w takim samym tempie, co powoduje, że również robię to kilkanaście razy. Boję się, że używając długopisu osoby, która mnie nie lubi przejdzie na mnie jej zła energia i zacznie się dziać coś czego się boję, coś złego. Przestałam pić w kubkach, które myją osoby trzecie, wydaje mi się, że te kubki mają złą energię tych ludzi, przez to, że zostały przez nie dotknięte. Ponieważ nie chciałabym jeszcze mieć dziecka, to boję się panicznie wejść do jeziora, usiąść na klapie klozetowej czy usiąść w zwiewnej sukience na ławce w parku - mam wrażenie, że wszędzie mogą być plemniki i że stanie się coś złego. Wszystko co robię muszę zawsze robić parzyście, dokładnie 20 razy obrócić mydło w rękach, dokładnie 8 razy spojrzeć w lustro, dokładnie 8 razy przeciągnąć rzęsy szczoteczką. Wciąż mam wrażenie, że mam brudne zęby, że są na nich zarazki, więc myje je po kilkanaście raz dziennie i po kilka razy pod rząd, aby upewnić się czy aby na pewno umyłam na przykład ósemkę. W pracy dzwoni telefon, a mi nagle przychodzi do głowy myśl (nie wiem skąd), że jak odbiorę ten telefon to ktoś mi bliski będzie miał wypadek i proszę koleżankę, żeby podniosła słuchawkę. Związuję i rozpuszczam włosy kilkadziesiąt razy na dzień, aby zobaczyć w której fryzurze będę miała więcej szczęścia...włosy wypadają mi całymi garściami, później staram się im odpuścić, ale nie potrafię znowu je rozpuszczam i związuję w celu uniknięcia nieprzyjemnych sytuacji. Notatkę służbową sporządzam kilkanaście razy pod rząd, ponieważ (znowu nie wiem skąd) nie mogą pojawić się na niej żadne krzyżyki- chociażby w literze "t". Jak słucham smutnej piosenki to muszę tak długo czekać, aby usłyszeć wesołą, bo mam wrażenie, że przełoży się to na cały dzień, albo na kilka dni. Unikam słów, których nie lubię. Zobaczę słowo diabeł i szukam słowa anioł, zobaczę słowo umrzeć i szukam słowa żyć... nie ma już w moim codziennym życiu niczego co robiłabym bez towarzystwa dziwnych myśli, które nie wiem skąd mi się biorą... ręce mam czasami obtarte od ciągłego mycia, w łazience spędzam po kilka godzin zanim skończę wszystkie rytuały. Mam jeszcze lęki tego typu, że nagle w ciągu dnia muszę wziąć oddech za każdą osobę którą kocham, żeby być pewnym, że każda z tych osób oddycha. Nie wbije do telefonu żadnego numeru, który zawiera 666, zamykam oczy podczas jazdy samochodem, żeby nie widzieć rejestracji zawierających nieparzyste liczby, nie dotykam określonych kolorów, wszystkie napisy np. na paście do zębów zakrywam, tak, aby ich nie widzieć - ta jak wspomniałam wcześniej boję się wczesnej ciąży, a na paście jest literka "b", która przypomina mi brzuch, więc jestem cała chora jak mam chwycić za tubkę. Opisałam tylko małą część tego co się ze mną dzieję, dokładnie tyle samo dotyczy mojej pracy, boję się wszystkiego co przypomina mi niemiłe sytuacje, ni stąd ni zowąd wyobrażam sobie, że jak czegoś nie zrobię, albo zrobię, to szef będzie dla mnie niemiły. Na chodniku wybieram sobie tylko odpowiedni kolor płytek, po których mogę się poruszać, jak nadepnę na inną to cofam się do punktu wyjścia i idę od nowa tyle razy ile będzie trzeba... Zużywam pół rolki papieru toaletowego, bo wydaje mi się, że tylko w samym środku nie ma zarazków, nie dotykam klamek, otwieram drzwi osłoniętym przez ubranie łokciem... Przepraszam, że tak dużo napisała, ale nie mam się do kogo zwrócić. Rodzina uważa, że dopóki mam świadomość tego, że to są bzdury to mogę z tym walczyć - ja próbuję, ale jedna czynność napędza drugą i mogłabym tu pisać w nieskończoność. Utrudnia mi to wszystko normalne funkcjonowanie, nie ma ważniejszej rzeczy niż rytuał, który muszę w danym momencie wykonać, żeby czemuś zapobiec, zaniedbuję przez to wszystko co jest tak naprawdę istotne... Próbowałam sama z tym walczyć, ale zaczęłam tylko zastępować myśli innymi. Np. pojawiła się myśl o tym, że muszę każdą rękę opłukać wodą po 8 razy, kolejno obydwie na raz dwa razy, a następnie równocześnie zakręcić ciepłą i zimną wodę - głupie, ale nie wiem skąd mi się to bierze i wstydzę się mówić o tym na głos, więc zdając sobie sprawę z tego, że to jest wymysł, zaczynam na głoś powtarzać „nie”. Jeśli teraz to zrobię to stanie się tragedia, ale znowu muszę wypowiedzieć to bezbłędnie... Proszę, pomóżcie mi, chcę z tym walczyć, już nie mam czasami siły, czasami nie śpię do 2 w nocy, bo czegoś nie wykonałam, czasami układam godzinami buty, czasami śpię na stojąco, ale muszę zrobić wszystko, żeby chronić siebie i innych. Jeżeli muszę poddać się opiece specjalisty to też to zrobię, chętnie również skorzystam z Państwa pomocy, jeśli jest wśród Państwa osoba, z którą można skontaktować się osobiście... Z góry dziękuję
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Rozdwojenie jaźni - czy to jest depresja?

Witam, Mam pewien problem. Czuję się jakbym miała rozdwojenie jaźni. W towarzystwie czuję się szczęśliwa, wesoła i generalnie rzecz biorąc taką osobą jestem, pełną optymizmu i chęci do życia. Jednakże ostatnimi czasy, gdy jestem sama odczuwam silną chęć leżenia...

Witam, Mam pewien problem. Czuję się jakbym miała rozdwojenie jaźni. W towarzystwie czuję się szczęśliwa, wesoła i generalnie rzecz biorąc taką osobą jestem, pełną optymizmu i chęci do życia. Jednakże ostatnimi czasy, gdy jestem sama odczuwam silną chęć leżenia w łóżku i nicnierobienia. Często nakładam słuchawki i próbuję słuchać muzyki. Przez kilka godzin potrafię przełączać piosenki, gdyż wszystkie wydają mi się za wesołe, co mnie dziwi, gdyż jestem fanką spokojnej, refleksyjnej muzyki, można by powiedzieć, że wręcz dołującej. Nachodzą mnie nieraz myśli samobójcze. Czuję się beznadziejnie, nikomu nie potrzebna. W nocy nie mogę spać, gdyż śnią mi się demony mojej przeszłości. Budzę się z krzykiem i dalej już nie mogę zasnąć. Myślałam o tym, czy mogą być to wyrzuty sumienia, jednak jestem dobrym człowiekiem - staram się nie krzywdzić ludzi, a już na pewno nie tych, na których mi zależy. Ponadto często płaczę bez przyczyny, odczuwam wewnętrzną pustkę, mimo, że mam wszystko, czego dusza może zapragnąć. Nie mówię tu o korzyściach majątkowych, ale mam wspaniałą rodzinę, przyjaciół. Nie mam żadnych stresów. Czuję się, jakby wewnątrz mnie siedziała inna osoba, która gdy jesteśmy ''sam na sam'' próbuje wydostać się na zewnątrz. Szukam pomocy, nie wiem co mi jest, nikt nie umie mi pomóc. Za każdą odpowiedź z góry dziękuję, będę bardzo wdzięczna... PS. Takie rzeczy trwają zaledwie tydzień, ale bardzo się martwię o moje zdrowie.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to jakaś fobia zapachowa?

Witam, Mam pewien problem. Na razie nie mam zamiaru kierować się z nim do jakiegoś specjalisty w moim mieście, ponieważ raczej nie jest to jak na razie konieczne. Opiszę to tak: dziwnie się zachowuję. To trochę wstydliwe i uważam za... Witam, Mam pewien problem. Na razie nie mam zamiaru kierować się z nim do jakiegoś specjalisty w moim mieście, ponieważ raczej nie jest to jak na razie konieczne. Opiszę to tak: dziwnie się zachowuję. To trochę wstydliwe i uważam za głupie, ale po wielu czynnościach wącham swoje dłonie. Po prostu nie panuję nad tym i muszę poznać ich zapach, czy nie "śmierdzą" od tego, co przed chwilą dotykałam. W dodatku często mam wrażenie, że brzydko pachnę. Nikt nie czuje ode mnie żadnego brzydkiego zapachu, utrzymuję ciągle wysoki poziom higieny osobistej, więc nie wiem skąd takie brzydkie zapachy, które czuję. Od innych ludzi, gdy np. spocą się, od razu czuję ten brzydki zapach. Często nawet czuję brzydki zapach z kubka, w którym piję tylko ja. Nie wiem, czy coś jest ze mną nie tak? Z pewnością nie jest to normalne. Czy jest to jakaś fobia zapachowa? Obsesja? Z góry dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam serdecznie.
odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Boję się, że skończę w psychiatryku. Co mam robić?

Witam, Nie wiem nawet, jak najkrócej opisać to, co się ze mną dzieje... Boję się samej siebie, a najbardziej - swoich myśli. Jestem niestabilna emocjonalnie, izoluję się, unikam ludzi. Najgorsze są jednak moje myśli, które sprawiają, że myślę o sobie... Witam, Nie wiem nawet, jak najkrócej opisać to, co się ze mną dzieje... Boję się samej siebie, a najbardziej - swoich myśli. Jestem niestabilna emocjonalnie, izoluję się, unikam ludzi. Najgorsze są jednak moje myśli, które sprawiają, że myślę o sobie w kategoriach "wariatka". Boję się, że wyląduję w kaftanie. Aby było prościej, podam przykłady moich chorych myśli, których już sama się boję: robię sobie kanapkę, trzymam nóż. Wyobrażam sobie, że zabijam tym nożem osobę, która akurat jest koło mnie. To mnie paraliżuje, doprowadza do paniki. Tak samo np. wyobrażam sobie śmierć najbliższych, wypadki. Nie pozwala mi to normalnie funkcjonować, bo ciągle się boję. Ciągle "odpływam", tracę kontakt ze światem zatapiając się w swoich myślach, wyobrażeniach i po prostu boję się tego wszystkiego... Potrafię wpaść na kogoś na ulicy, bo nie jestem świadoma, co dzieje się dookoła. Mam dziwne sny, bardzo nierealistyczne, intensywne, które bardzo przeżywam po przebudzeniu. Wmawiam sobie, że nie jestem nic warta, nic nie potrafię, poniżam sama siebie, czasami zadaję sobie ból fizyczny - do tej pory poprzez obgryzanie paznokci do krwi, teraz przerzuciłam się na obgryzanie policzków "od środka", generalnie mam różne sposoby żeby bolało, a nie było widać, że robię sobie krzywdę. Ból przynosi mi ulgę, a zaraz potem poczucie winy. Mam wrażenie, że posiadam dwie osobowości - z jednej strony jestem miła i dobra, z drugiej chcę krzywdzić ludzi, zadawać im ból, robić niemoralne rzeczy. - nie potrafię się na niczym skupić, przeczytać jednej strony bez "odpływania", ciągle o czymś zapominam, gubię drogę, jestem jak dziecko we mgle. Boję się samotności, dlatego tkwię w związku, w którym jestem poniżana i pozbawiona szacunku. Mam napady, kiedy np. wmawiam sobie, że jak np. położę coś w złym miejscu albo zrobię coś nie tyle razy, ile sobie wymyśliłam to coś złego się stanie. Chodzi np. o wykonywanie czynności jakiejś nieparzystą ilość razy. Parzyste liczby są złe. Mam obsesję na punkcie czcionek, kolorów, wielkości, symetrii... - ciągle myję ręce, ciągle czuję się brudna, nieustannie poprawiam włosy, potrafię robić makijaż i zmywać tak długo, aż spuchną mi powieki, byle było równo. Tyle zdołałam sobie na szybko przypomnieć, proszę o jakąś radę, boję się, że skończę w psychiatryku, bardzo się tego boję. Co mam robić?
odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy ja mogę być medium, czy to rozdwojenie jaźni, a może coś innego?

Mam 12 lat. Czasem wpadam w otępienie. Nawet w sumie częściej, niż czasem. I wtedy widzę ją. Na czarnym tle zeschłych drzew, idzie biała postać dziewczyny. Jest ona przerażona i zagubiona. W ręku trzyma latarnię, która daje słabe, żółtawe światło,... Mam 12 lat. Czasem wpadam w otępienie. Nawet w sumie częściej, niż czasem. I wtedy widzę ją. Na czarnym tle zeschłych drzew, idzie biała postać dziewczyny. Jest ona przerażona i zagubiona. W ręku trzyma latarnię, która daje słabe, żółtawe światło, jednak ta latarnia jest jej nie potrzebna, sama dziewczyna jaśnieje swoim własnym, bladym, białym światłem. Wiem też, że to ciemne i nieprzyjemne miejsce jest we mnie, w najgłębszych zakamarkach mojej (pod) świadomości. To uczucie jest o tyle dziwne, że ta dziewczynka, jak tylko zauważa, że się jej przeglądam, zaczyna biec przed siebie i krzyczeć. Albo też kuli się i chowa pod jakimś drzewem - wtedy ja się nad nią nachylam, żeby ją uspokoić a ona jest jeszcze bardziej przerażona. Czasem też obserwuję ją jakby z ukrycia i wtedy ona tylko chodzi w kółko zdezorientowana, przestraszona i zagubiona. Nie wie jak ma się ze mnie wydostać, a bardzo by chciała... A jest to jeszcze dziwniejsze, ponieważ ja ją obserwuję i jednocześnie czuję, że to jestem ja. Tak... A to głupie bo widzę, że jestem przerażona, boję się samej siebie i sama siebie jednocześnie uspokajam. Myślę, że to ma niejaki związek z OOBE. Bo czasami leżę i kiedy nie mam tej wizji o niej, czuję silne wibracje, taką energię, przechodzą mnie dreszcze. Wiem, że dzięki temu mogę wyjść z ciała. Wtedy też ta dziewczynka staje i z zaciekawieniem obserwuje. Na jej twarzy powoli pojawia się nikły uśmiech. Ja się boję wyjścia z ciała. Krzyczę wtedy tak bardzo głośno "NIE! Nie chcę wychodzić!". Jednocześnie próbuje to jakoś przerwać. A ta dziewczynka w tym samym czasie, co ja krzyczę, zaczyna przestraszona i trochę wściekła biec przed siebie krzycząc "Przestań to robić (przestań mi wreszcie przeszkadzać)!" i piszcząc przeraźliwie, jak małe dziecko. I znowu się jakby rozdwajam. Jestem jednocześnie tą dziewczynką, która ucieka, czuję jej wściekłość i rozżalenie, a jednak wciąż obserwuję ją sobą jakby z boku. Boję się trochę tego, ale też mnie to intryguje. Z natury jestem ciekawska, nawet powiedziałabym, że czasem przesadzam z ciekawością. Jestem połączona z tą dziewczynką jakąś więzią, tworzymy jakiś duet, a jednocześnie się nienawidzimy. To dziwna sprawa... Pojawiło się to dwa, albo trzy dni temu. I nie chce przejść... Wszystko jest niby dobrze, mam przyjaciół, kochającą rodzinę, dobre oceny... A jednak kiedy jestem sama to czuję się, jakbym miała depresję, jakby wszystko było źle... I nie umiem powiedzieć, dlaczego tak jest, nie umiem także tego przerwać. W tym samym czasie pojawia się ta zagadkowa dziewczynka wędrująca, po czarnym świecie, wewnątrz mnie, zagubiona i samotna... Do tego pojawiła się jeszcze druga dziewczyna, taka biała, jakby ze światła, dobra. Rozmawiam z nimi, ale mi niewiele chcą o sobie powiedzieć. Na razie wiem tylko, że ta zła to całkowite przeciwieństwo mnie i chce ze mnie wyjść, mną zawładnąć. A ta dobra może mi pomóc, ale na razie jest... uśpiona i nie mogę jej obudzić. Ja sobie tego nie wyobrażam wcale to się samo dzieje, nie mam na to wpływu! Co to może być?
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy to może być nerwica? Czy objawy są niebezpieczne, a badania wystarczające?

Witam, mam 22 lata i od pewnego czasu ogromne problemy z samym sobą. Trzy tygodnie temu zdarzyło mi się zażyć kokainę (pierwszy raz). Następnego dnia po zażyciu miałem wysokie ciśnienie, czułem ciarki na całym ciele, pojechałem do...

Witam, mam 22 lata i od pewnego czasu ogromne problemy z samym sobą. Trzy tygodnie temu zdarzyło mi się zażyć kokainę (pierwszy raz). Następnego dnia po zażyciu miałem wysokie ciśnienie, czułem ciarki na całym ciele, pojechałem do szpitala. W szpitalu dali mi dwie tabletki na uspokojenie i wysłali do domu. Przetrzymałem kilka dni, aż zdarzyły mi się zawroty głowy. Pojechałem na ostry dyżur, powiedziałem lekarzowi całą prawdę, zrobił badania krwi, dał dwie kroplówki i wypuścił mnie do domu. Następnego dnia byłem u lekarza pierwszego kontaktu, miałem nadal wysokie ciśnienie, zlecił badani krwi i moczu. Do badań wszystko było dobrze, miałem wysokie ciśnienie, ale mogłem normalnie funkcjonować. W dniu odbioru badań dostałem ataku, ból i zawroty głowy, ciśnienie 170/90 i straszne samopoczucie. Lekarz powiedział, że badania wyszły wzorcowo, zalecił mi mierzenie ciśnienia przez tydzień i powrót z wynikami. Przez kolejne dni ciśnienie nie dawało mi żyć. Rano w normie 130/80, następnie koło południa 150/85, a wieczorem 170/90, puls od 47 do 85, zmienny, z reguły dobry. W nocy zasypianie trwa koło 2-3 godzin, czasem budzę się zdrętwiały, wszystkiemu towarzyszy senność w ciągu dnia, i ciągła suchość w ustach. Dodam, że jestem zapisany na wizytę do terapeuty i psychiatry. Czy to może być nerwica - jeśli nie, to co to może być? Czy objawy są niebezpieczne? Czy badania, które przebyłem są wystarczające?

odpowiada 1 ekspert:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska

Czy borderline można stwierdzić w średnim wieku?

Czy zaburzenie borderline jest charakterystyczne dla młodego wieku? Czy po 40. można również to zaburzenie zdiagnozować? Po mojej rozmowie z psychologiem stwierdził on, ze na 90% można u mnie stwierdzić borderline. Czytałam, że z wiekiem zaburzenie to łagodnieje. Jak...

Czy zaburzenie borderline jest charakterystyczne dla młodego wieku? Czy po 40. można również to zaburzenie zdiagnozować? Po mojej rozmowie z psychologiem stwierdził on, ze na 90% można u mnie stwierdzić borderline. Czytałam, że z wiekiem zaburzenie to łagodnieje. Jak to jest naprawdę? Czy to, że przez wiele lat brałam lek przeciwpadaczkowy mogło spowodować, że objawy były mniejsze? Czy po kilkunastu latach leczenia tym lekiem mogła wystąpić lekooporność i dlatego teraz symptomy są wyraźniejsze niż w przeszłości? Brałam lek z powodu epilepsji.

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy mam zaburzenia osobowości?

Mam 19 lat i od jakichś 6 lat mam problem - czuję jakbym miała kogoś drugiego w sobie. Kilka lat temu zdarzyło mi się mieć problem z prawem, okradłam kogoś i zwaliłam to na kogoś innego. Na policji kłamałam jak...

Mam 19 lat i od jakichś 6 lat mam problem - czuję jakbym miała kogoś drugiego w sobie. Kilka lat temu zdarzyło mi się mieć problem z prawem, okradłam kogoś i zwaliłam to na kogoś innego. Na policji kłamałam jak z nut, ułożyłam piękna historię, uwierzyli mi w to. Gdy byłam jeszcze w gimnazjum nie byłam lubiana, bo kłamałam, byłam chamska, arogancka wszyscy się mnie bali, bo nie wiedzieli jak ze mną rozmawiać, bo jednego dnia byłam mila przyjacielska, a drugiego potrafiłam wybuchnąć jak wulkan, mam tak do tej pory. Byłam z chłopakiem przez dwa lata, ale on zaczął mieć moich nastrojów dość, zaczął się spotykać z kimś innym, wiec postanowiłam napisać do tej dziewczyny - było tak 4 razy i to każda inna była. Okładało się miedzy nami dobrze aż do dziś, bo wybuchłam, byłam wściekła jak osa, wymyśliłam bajeczkę dlaczego jestem taka zła, rzuciłam mu telefonem prosto w twarz. Przy jego znajomym zawsze panowałam na nerwami lecz dziś nie dałam rady. Jest co raz gorzej, bo te kłamstwa siedzą we mnie i ten ktoś, kto siedzi we mnie sam powoduje, ze te kłamstwa wychodzą. 5 lat temu chodziłam na terapię i pomogła, lecz teraz nie wiem co mam ze sobą zrobić. Nie raz chciałam się zabić, kilka razy cięłam sobie ręce nogi, okłamuję nawet najbliższa rodzinę - mamę, tatę… Bardzo bym chciała odzyskać Patryka, lecz nie wiem jak, bo przez moje zachowanie on mi nie ufa, sądzę, że mnie nienawidzi, dziś wyzwał mnie od jeb*ch kur*w, bo napisałam do pewniej dziewczyny dlaczego spotyka się z Patrykiem, skoro ja się obok niego kręcę. Okłamałam go, bo się mnie pytał czy ja do niej pisałam. Potrzebuję pomocy, bo czuję, że jest ze mną źle. Co mam zrobić? Proszę o radę, pomoc. Jestem kłamczuchą i czasem coś ukradnę, ale nie czuję wyrzutów sumienia…

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak pomóc osobie, która udaje, że nie jest świadoma swojego problemu?

Witam, mam pytanie dotyczące siostry mojego męża, która wydaje się mieć częściowo objawy depresji z mojej obserwacji i z tego co mówi reszta rodziny objawy są podobne, tzn. stała się apatyczna, nie ma chęci wstawać do pracy i widać, że...

Witam, mam pytanie dotyczące siostry mojego męża, która wydaje się mieć częściowo objawy depresji z mojej obserwacji i z tego co mówi reszta rodziny objawy są podobne, tzn. stała się apatyczna, nie ma chęci wstawać do pracy i widać, że nie przejmują ją jakiekolwiek spóźnienia, jest jakby całkiem nieobecna dla otoczenia, z czasem przestała się odzywać, na zadawane pytania nagle wyrywa się jakby z innego świata. Straszliwie schudła, choć ma apetyt i to dłuży. Ale najbardziej przerażające jest to, że ma jakieś wizje, jakby ktoś przy niej cały czas był i chciał skrzywdzić kogoś z nas, płacze na przemian ze śmiechem, mówi do ściany. Sama jest przekonana, że wizje, jakie ma są prawdą, zdarzyło się kilka razy, że wołała o pomoc w liście czy sms choć ich nie wysłała. Nieobecność i apatyczność jest ciągła, ale te ataki wizji są przejściowe i zdarzają się co jakiś czas i coraz częściej. Nie mam już dłużej siły czekać aż jej najbliżsi jej pomogą, bo przekonuję się coraz bardziej, że tego w ogóle nie zrobią, a ona ginie w oczach. Proszę poradzić jak zmotywować osobę żeby się leczyła, bo nadmienię, że raz już była u lekarza i nie mówiła tam całej prawdy, a on dał jej skierowanie do szpitala tłumacząc, że poleży w nim ze 6 tygodni aby stwierdzić co jej dolega - tak myślę, że to ją wystraszyło i się wycofała. Proszę o poradę, za co z góry dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy te myśli, które wywołują obrzydzenie, lęk są prawdziwe?

Witam. Piszę ponieważ mam duży problem. Jestem wrażliwym człowiekiem. W dzieciństwie doświadczyłem częstej przemocy fizycznej i psychicznej. Od dawna zatraciłem swoją osobowość, wpadłem w stan depersonalizacji. Przez lata szkolne byłem nieśmiały w kontaktach z rówieśnikami. Starałem się to maskować i... Witam. Piszę ponieważ mam duży problem. Jestem wrażliwym człowiekiem. W dzieciństwie doświadczyłem częstej przemocy fizycznej i psychicznej. Od dawna zatraciłem swoją osobowość, wpadłem w stan depersonalizacji. Przez lata szkolne byłem nieśmiały w kontaktach z rówieśnikami. Starałem się to maskować i udawać zawsze uśmiechniętego. Bardzo bałem się kontaktów z dziewczynami. Panikowałem często. Mój stan z roku na rok się pogarszał. Żyłem w świecie marzeń, fantazji, myśli. Przez lata wiedziałem, że jest ze mną coś nie tak. Byłem jakby oddzielony od swojej świadomości. W lustrze widziałem inną osobę, inny wydawał mi się mój głos. Tak jakbym nie żył a był jedynie biernym uczestnikiem tego co się wokół mnie działo. Na nic nie miałem świadomego wpływu, działałem jak maszyna, bez uczuć bez własnej osoby itp. Bardzo lubię muzykę i przez lata skakałem jak żaba po gatunkach i zastanawiałem się dlaczego w żadnym nie czuję się dobrze, dlaczego ja to nie ja. Pytań było miliony. Ze szkołą miałem tak, że musiałem duuużo poświęcić czasu żeby dostawać te 3, 4, nie mogłem się w ogóle skupić, bo cały czas zamiast robić to co trzeba było to ja fantazjowałem. Lata młodości głównie przesiedziałem w swoim pokoju, leżąc na łóżku i układając sobie życie w głowie lub przy komputerze słuchając muzyki i czytając proste felietony. Nigdy nie wiedziałem dlaczego tak robię, tak jakbym musiał, a nie chciał. Przez lata nawet nieświadomy miałem objawy nerwicy lękowej, która przerodziła się w depresję. Uważałem się za śmiecia. Ostatnie 2 lata to stanie na głowie tylko po to żebym poczuł się sobą, zmieniłem uczesanie, styl ubierania i cały czas powtarzałem sobie co muszę jeszcze zrobić by poczuć się sobą, dlaczego nie mam własnego zdania, dlaczego umawiając się na randkę siedziałem cały dzień i zastanawiałem się co powiedzieć dziewczynie, jakie filmy lubię, jaką muzykę. Nie wiedziałem. Prześladowały mnie koszmarne lęki gdy trzeba było pójść gdzieś do towarzystwa. Ale udawałem, udawałem że wszystko gra gadałem o pierdołach z ludźmi. Dzięki pewnemu zbiegu wydarzeń odzyskałem świadomość na krótki czas. Zdziwiłem się, że coś mi się może podobać, że mogę mieć swoje zdanie, że nie boję się spojrzeć prosto w oczy rozmówcy. Trwało to krótko do ataku na imprezie, gdzie następnego dnia wszystko jak po równi pochyłej wracało do stanu poprzedniego. Kilka dni przeleżenia w łóżku, następne dni to załamanie, że to wszystko jakby mi się śniło, że jak mogłem czuć itd. Teraz minęło 3 tygodnie od tej imprezy i jest jak przed latami tylko gorzej. Bo mam świadomość jakby były we mnie dwie osoby, jedna nieprawdziwa (szorstka, bez uczuć, kontrowersyjna), która jakoś przystosowała się do życia w zakłamaniu druga (wrażliwa na słowa, czująca, myśląca), którą poznałem tylko przez chwilę. Mój świat się zawalił. Kompletnie nie wiem kim jestem teraz. Czy jest możliwość wyjścia na prostą? Do tej osoby prawdziwej? W ogóle to mam teraz tyle niepotrzebnych natrętnych myśli, że świruję już. Czy te myśli, które wywołują obrzydzenie, lęk są prawdziwe? Czy to zwykłe, niegroźne urojenia?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy terapia wyleczy moje zaburzenia?

Mam 23 lata. Od 4 lat biorę różnorakie leki. Poprawa raz jest, raz nie ma. Moja znajoma powiedziała mi, że swoje poważne zaburzenia osobowości i inne problemy psychiczne wyleczyła chodząc na terapię. Czy zaburzenia schizotypowe itp. rzeczywiście mogą skutecznie być... Mam 23 lata. Od 4 lat biorę różnorakie leki. Poprawa raz jest, raz nie ma. Moja znajoma powiedziała mi, że swoje poważne zaburzenia osobowości i inne problemy psychiczne wyleczyła chodząc na terapię. Czy zaburzenia schizotypowe itp. rzeczywiście mogą skutecznie być leczone poprzez terapię? Terapia usuwa takie objawy, jak np. napady agresji, lęki, objawy wegetatywne?
odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Joanna Kołodziejczyk
Mgr Joanna Kołodziejczyk

Zaburzenia osobowości - czy są jakieś domowe sposoby na radzenie sobie z tym problemem?

Dzień dobry! Mam 22 lata, od 2007 roku leczę się psychiatrycznie. Od stycznia rozpoczynam psychoterapię u zaufanej pani psycholog. Mam zdiagnozowane przez psychiatrę zaburzenie osobowości - osobowość chwiejną emocjonalnie. Kiedy ktoś mi zrobi przykrość, bardzo źle się czuję. Mam...

Dzień dobry! Mam 22 lata, od 2007 roku leczę się psychiatrycznie. Od stycznia rozpoczynam psychoterapię u zaufanej pani psycholog. Mam zdiagnozowane przez psychiatrę zaburzenie osobowości - osobowość chwiejną emocjonalnie. Kiedy ktoś mi zrobi przykrość, bardzo źle się czuję. Mam kłucie w splocie słonecznym, nie mogę złapać tchu, wszystko wydaje mi się dziwne i nierealne. Nie umiem sobie z tym poradzić. Byłam już uzależniona od leków uspokajających, miesiąc temu byłam zmuszona je odstawić. Nie potrafię sobie poradzić z takim "atakiem", to potrafi trwać nawet kilka dni/tygodni. Nie umiem się sama uspokoić i wytłumaczyć sobie, że nic takiego się nie stało. Są jakieś sprawdzone domowe sposoby na radzenie sobie z takimi problemami?

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Zaburzenia nerwicowe, a zaburzenia osobowości - czy one się wykluczają?

Psycholog stwierdził u mnie pierwsze, psychiatra dziś drugie - czy one się wykluczają? Czy któreś są trudniejsze do wyleczenia?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Wszędzie szukam spisku - czy to jakaś choroba osobowości?

Nie mam depresji, nie płaczę, mam dużo znajomych, często wychodzę, ale czuję, że coś jest ze mną nie tak. Wszystko co robię jest jakby taką maską. Mam mnóstwo takich masek i zmieniam się w zależności od osoby, z którą się...

Nie mam depresji, nie płaczę, mam dużo znajomych, często wychodzę, ale czuję, że coś jest ze mną nie tak. Wszystko co robię jest jakby taką maską. Mam mnóstwo takich masek i zmieniam się w zależności od osoby, z którą się spotykam w danej chwili. Po prostu dostosowuję się do osoby. Generalnie staram się być osobą, jestem uważana za wesołą, ekscentryczną, uwielbiam zwracać na siebie uwagę, ale to wszystko to nie ja. Najgorsze, że pod tą stertą masek nie wiem kim ja jestem, czego pragnę. Wszyscy myślą, że jestem sobą pewna siebie, a ja mam mnóstwo kompleksów i strasznie boję się, że ktoś to może zauważyć i uznać mnie za słabą. Nie ufam ludziom i wszędzie czuję spiski. Sama uwielbiam knuć jakieś kombinacje i mam wrażenie, że nowo poznana osoba spotykając się ze mną ma w tym jakiś cel, chce mnie upokorzyć. Staram się analizować wszystko co ta osoba mówi i ją wyczuć. Mam jakąś paranoję na tym punkcie. Gdy pierwszy raz kogoś spotykam często boję się podać swoje imię, bo myślę, że ta osoba wykorzysta to przeciwko mnie. Nawet czasem wydaje mi się , że moi najbliżsi "przyjaciele" knują przeciw mnie, a ja jestem głupia, że im ufam. Boję się odrzucenia. Boję się przyszłości, ale generalnie chyba jestem wesołą osobą. Uwielbiam się śmiać i właściwie to wszystko przerabiam w żart. Nie umiem być poważna. Ponadto zawsze udaję głupiutką, puściutką dziewczynkę, bo wtedy łatwiej jest mi oceniać ludzi i wydaje mi się, że jeżeli coś ukrywają to udając głupią łatwiej to się da z nich wyciągnąć, bo nie będą się tak starać tego ukryć. Ogólnie udając głupią jest mi łatwiej. Szybko się denerwuję, z równowagi potrafi mnie wyprowadzić dosłownie wszystko. Jednak nie uzewnętrzniam swoich złości, bo w domu mnie nauczono kryć takie rzeczy. Mam jednak czasem wrażenie, że nie wytrzymam. Ściskam to w sobie i pewnego dnia po prostu eksploduję i będzie naprawdę strasznie. Generalnie nie okazuje agresji, a wręcz jestem nieasertywna, jednak gdy ktoś obcy mnie zdenerwuje potrafię rozpętać piekło. Uważam, że świat rządzi się prawami dżungli i słabsi powinni być eliminowani. Popadam w skrajności - wszystko jest super w jednej chwili i nagle rzucam wszystko i myślę jak jest beznadziejnie. Nie mam jednak jakiś symptomów depresji. Nie jestem smutna. Po prostu nie wiem kim ja jestem i czego chce. Czy to jakaś choroba osobowości? Szczerze mówiąc nigdy nie myślałam, że to może być choroba, ale czytałam dziś o zaburzeniach osobowości i kiedy wiele z objawów pasowało do mnie przestraszyłam się, że może się to dla mnie źle skończyć i że może to, że jestem taka a nie inna można wyleczyć i mogę być wewnętrznie normalna?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Rozdwojenie jaźni - gdzie szukać pomocy?

Jestem 20-letnią studentką. Nie wiem co się ze mną dzieje, czy jest to depresja, czy inne zaburzenia, czy po prostu wymysł. Mam wrażenie, jakby mieszkały we mnie dwie, zupełnie inne osoby. Jedna smutna i przygnębiona życiem, a druga radosna...

Jestem 20-letnią studentką. Nie wiem co się ze mną dzieje, czy jest to depresja, czy inne zaburzenia, czy po prostu wymysł. Mam wrażenie, jakby mieszkały we mnie dwie, zupełnie inne osoby. Jedna smutna i przygnębiona życiem, a druga radosna i pełna energii. Gdy jestem na zajęciach, wśród nowych ludzi jestem uśmiechnięta, wszyscy mówią, że jestem radosną i znaną osobą, zostałam nawet starostą całego roku. Ludzie mnie lubią i spędzają ze mną wiele czasu. Gdy wracam do domu, moje samopoczucie zmienia się diametralnie, jestem smutna, nie widzę sensu w życiu, nie mam ambicji, rzucam naukę i kładę się do łóżka. Mieszkam z rodzicami, a każdego dnia chciałabym żeby po prostu dali mi spokój, nienawidzę, gdy ktoś mnie odwiedza, dzwoni, albo pisze. Każde popołudnie, każdy weekend i każdą wolną chwilę spędzam w łóżku. Leżę bez żadnego celu, czasami czytam książkę, próbuję spać. Czuję obawę przed każdym wyjściem z domu, nie spotykam się z ludźmi po szkole, często płaczę bez powodu. Czasami zdarza się, że gdy położę się w piątek po południu, wstaję dopiero w poniedziałek rano. Nie czuję potrzeby kontaktu z moimi starymi przyjaciółmi, wszyscy strasznie mnie denerwują. Uważam, że moje postrzeganie świata jest najlepsze, a nikt poza mną nie może mieć racji, często na siłę przekonuję innych do moich spostrzeżeń. Nie wiem co mam robić, czy szukać pomocy; ale przygnębia mnie brak sensu w moim życiu.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy choroba męża jest groźna?

Witam, u męża w 2008 roku lekarz z komisji lekarskiej napisał w orzeczeniu, że mąż ma „zaburzenia osobowości nieznacznie upośledzające zdolności adaptacyjne”. Czy to coś groźnego i co to dokładnie znaczy? Proszę o odpowiedź, dziękuję.
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Co się dzieje z moim chłopakiem? Czy to jest choroba psychiczna?

Witam, zacznę od początku, mój chłopak ma 22 lata, pracuje w firmie meblarskiej, jest synem właściciela. Z tego względu spada na niego ogromny ciężar odpowiedzialności. Pracuje praktycznie od 4 rano i czasami do 22, ma masę rzeczy do załatwienia. Od...

Witam, zacznę od początku, mój chłopak ma 22 lata, pracuje w firmie meblarskiej, jest synem właściciela. Z tego względu spada na niego ogromny ciężar odpowiedzialności. Pracuje praktycznie od 4 rano i czasami do 22, ma masę rzeczy do załatwienia. Od jakiegoś czasu, dokładnie nie wiem, może od pół roku, ma pewne zawahania do tego co robi, tzn. zaczyna mówić, że jemu się nic nie chce, że ma dość tej pracy, że to dla niego zbyt dużo, że nie wie co z tym zrobić, więc cały czas mu powtarzałam, że musi sobie choć chwilę odpocząć i nabrać dystansu. Jednak u niego w rodzinie nie ma "wakacji" - liczy się ciągła praca. Dlatego też po takim jednodniowym załamaniu na drugi dzień jedzie do pracy, jakby nic się nie stało. Ostatnio było tak, że wszystkich zaczął wyklinać, wkurzać się na wszystko, co było dla każdego zaskoczeniem - zwalał to na stres w pracy i na pracowników, więc nic nie mówiłam - zrobiliśmy sobie trochę przerwy, ja wyjechałam do rodziny on został sam i jakoś sobie to wszystko ułożył, aż do teraz. W tym momencie ma takie zachwiania, że mówi, że już chce umrzeć, że ma dość wszystkiego, że weźmie wszystkie tabletki jakie ma, połknie i umrze - no coś strasznego, ja już nie mogę tego słuchać, przecież bardzo go kocham i nie chcę, żeby coś mu się stało, sama przez to żyję w stresie. Niby chce być ze mną zakładać rodzinę, mówi, że wtedy by miał jakiś cel, wiedziałby dla kogo żyje - dla dzidziusia i dla mnie. Rozumiem to - człowiekowi zmieniają się priorytety, ale nie wiem czy to by coś dało. Boję się, że jakby coś wyszło, nawet jakbyśmy byli rodziną, to i tak takie sytuacje mogłyby zajść. Nie wiem co robić - czy normalnie tylko z nim pogadać, choć czuję, że to tylko do rezultat kilkutygodniowy a później znowu się zacznie, czy może iść do jakiejś poradni, na razie sama, żeby się skonsultować, a później iść z nim, czy po porostu uznać to za coś normalnego i wspierać go, czy może powiedzieć mu, żeby się z tego wszystkiego wycofał i znalazł sobie inną pracę - może w tym tkwi sedno? Nie wiem sama… Proszę o jakąś poradę, może ktoś to zdiagnozuje i dzięki temu będę wiedziała co dalej robić, bardzo mi na tym zależy. Z góry dziękuję za mi pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Nerwica - czy moje podejrzenia są słuszne?

Witam, Spróbuję opisać moją sytuację dość dokładnie, ale bez wchodzenia w nieistotne szczegóły. W dzieciństwie miałam natręctwa z lękiem (np. jakieś bluźniercze myśli, a że rodzice są katolikami i mnie tak wychowywali, było to dla mnie straszne, że tak grzeszę...

Witam, Spróbuję opisać moją sytuację dość dokładnie, ale bez wchodzenia w nieistotne szczegóły. W dzieciństwie miałam natręctwa z lękiem (np. jakieś bluźniercze myśli, a że rodzice są katolikami i mnie tak wychowywali, było to dla mnie straszne, że tak grzeszę i mogę mieć takie myśli), bardzo się tego bałam, budziłam się w nocy i myślałam o tym, ze strasznym lękiem. Byłam bardzo wrażliwym dzieckiem, w rodzinie były różne problemy, które bardzo przeżywałam. Miewałam lęki, bojąc się np., że coś się stanie komuś bliskiemu, np. mamie, jak się spóźniała z pracy (możliwe, że dlatego akurat taka ich treść, że był problem z poczuciem bezpieczeństwa w rodzinie, a ja chciałam, żeby wszystko się ułożyło, żeby między rodzicami było dobrze itd., tak sobie to teraz mogę wytłumaczyć). Potem był okres, w którym nic takiego się specjalnie nie działo, może jakieś drobniejsze natręctwa, typu liczenie czegoś, przeskakiwanie z płytek chodnikowych naprzemiennie itd. ;) Jak byłam w okresie dojrzewania (ok. 15-16 lat), zaczęłam mieć lęki związane z tym, że zemdleję, jak wyjdę gdzieś z domu, bo kilkakrotnie zdarzało się, że jak gdzieś byłam, miałam różne objawy somatyczne (szybkie bicie serca, uczucie omdlewania, duszność, poczucie odrealnienia, raz nawet bardzo silne, widziałam wszystko jak przez mgłę). Ciągle bałam się różnych chorób, oczywiście samych najgroźniejszych (np. nowotwory), objawy, które miałam interpretowałam tak, że na pewno cierpię na tę poważną chorobę, którą sobie tym razem wyszukałam... I tak z badań (głownie krwi) nic nie wynikało, a ja byłam pewna, że mam ich całą masę, jak jednej się przestałam bać, to znajdowała się druga... No i czułam się ciągle źle, miałam różne objawy, byłam osłabiona (tak to odczuwałam). Jakiś czas nie wychodziłam z domu nigdzie dalej, bo bałam się, że zemdleję... Później, w liceum, też często się źle czułam, ale już w połowie i w klasie maturalnej było znacznie lepiej. Nie trafiłam do psychiatry, podśmiewano się tylko ze mnie w rodzinie, że ja to jestem znana z tego, że mam hipochondrię i że ciągle się boję chorób ;). Dodam, że moja mama jest lekarzem, ale pierwszego kontaktu, i rozwiewała moje wątpliwości często na miejscu, w domu, więc tak minął ten czas... Spokój był (nadal tylko z przewrażliwieniem na punkcie swojego stanu zdrowia) przez pewnie jakieś dwa lata (może właściwie trzy). Kiedy już byłam na studiach epizod nerwicowy, jeśli mogę go tak nazwać, powtórzył się... Najpierw zaczęło mi się robić słabo w różnych miejscach (np. w centrum handlowym), więc wychodziłam stamtąd i tyle, było to bardziej chwilowe. Potem zaczęło być tak częściej, ale doszły lęki, nawet w domu, już nie w konkretnym miejscu, tylko typowo psychiczne lęki. Pewnego dnia dopadł mnie straszny lęk, myślałam, że zwariuję, że zaczyna mi się choroba psychiczna, byłam przerażona... Jakiś tydzień cały czas miałam lęk (przez cały dzień, jeśli się nie mylę, to można go nazwać wolnoplynącym), przed snem, po tym, jak otworzyłam oczy, ciągle, aż w końcu było to bardziej na zasadzie napadu lęku i wtedy już powiedziałam o tym bliskim. Wcześniej liczyłam, że samo minie, ale w tym strasznym lęku nie dałam już rady. Dostałam lek (z grupy SSRI), poszłam do psychiatry, który stwierdził najpierw nerwicę neurasteniczną. Brałam lek i czułam się znacznie lepiej (na początku uwierzyłam w działanie leki, więc pewnie dlatego, bo ja, jak sobie coś wmówię, to już to czuję ;) to niestety minus, biorąc pod uwagę "wkręcanie sobie" tysiąca różnych chorób). Było różnie, na tym jednym leku, raz lepiej, raz gorzej... Po pół roku, czy paru miesiącach, zaczęłam mieć lęki (cały czas go biorąc) bardziej pod postacią somatyczną, tzn. znowu myślałam, że mdleję, szybsze bicie serca, oblewanie potem, drętwienia, mrowienia, odrealnienie, nudności, kula w gardle - objawy były różne i mnie przerażały, a więc jakby wtórnie następował lęk, że zaraz zemdleję, że umrę, albo, że zwariuję (już wariuję…) - diagnoza to nerwica lękowa. Nauczyłam się ćwiczeń relaksacyjnych, ale i tak musiałam się w takim momencie położyć, by je robić, jak było to w domu, a na dworze, cóż, w takich sytuacjach, jak zaczęło tak się dziać poza domem, wpadałam w jeszcze większą panikę, chciałam być już w bezpiecznym miejscu (czyli w domu), a nie zemdleć na dworze (zaznaczę, że nigdy w życiu wręcz nie zemdlałam, a tak się tego bałam, właściwie bezpodstawnie, chociaż te objawy lęku były bardzo nieprzyjemne, to nigdy nie doprowadziły do zemdlenia). W wyniku tego zakodowało mi się tak, że jak wyszłam z domu, to lęk następował. Potem był to już lęk przed lękiem - przestałam właściwie wychodzić z domu i nie mogłam studiować. Stan obecny jest taki, że nie wychodzę właściwie i że biorę cały czas małą dawkę tamtego leki z grupy SSRI, które zapewne niewiele daje (tzn. poprawia nastrój z depresyjnego na często nawet b. dobry, ale to jak jestem sobie w domu). Kolejny psychiatra przepisał mi kilka leków, ale ja bałam się ich wziąć i na razie nie wzięłam, być może jeszcze to zrobię. Stan niewychodzenia z domu trwa jakieś ok pół roku (tzn. wychodzę np. z psem na chwilę, ale nigdzie dalej). Miewam natrętne myśli, które mnie przerażają i próbuję siebie przekonywać, że to tylko natręctwa, że tak naprawdę nie myślę, ale się bardzo boję, że w ogóle mogły się zrodzić w mojej głowie takie myśli, uważam też, że ja tak nie czuję, bo naprawdę tak nie myślałam przed chorobą i przed tym etapem, mam też objawy somatyczne, lęki, stany przygnębienia, ale ostatnio (może po długim braniu tamtego leku), nastrój akurat miewam naprawdę dobry, szczególnie przebywając z moim Partnerem... I teraz zbliżam się do sedna sprawy: przez te natrętne myśli, które mnie przerażają i przez lęki, podczas których mam poczucie odrealnienia (mam wrażenie, że wszystko jest odległe, zmienione) i boję się, że wariuję (lub zaraz zwariuję, albo, że to jednak choroba psychiczna, której się strasznie boję, że już ją mam), a więc w trakcie lęku myślę, że nie wiem, np. kto jest prezydentem, kto jest moim partnerem itd. - oczywiście po chwili siebie sprawdzam, zadając sobie te pytania i odpowiadając na nie, a więc jednak to wiem;). Teraz myślę, że po prostu wiem, jakie rzeczy uważam za objawy choroby psychicznej, a więc w trakcie lęku mój umysł próbuje mnie "przekonać", że te objawy właśnie posiadam, chociaż po sprawdzeniu okazuje się, że ich nie mam, boję się nawet, że zaraz zrobię coś strasznego - nie robię, boję się, że będę słyszała jakieś głosy - jak na razie jeszcze nie słyszałam itd., ale przez to wszystko, przez te momenty (natręctwa i napady lęku z odrealnieniem, uczuciem, że zwariowałam), boję się teraz, że to nie nerwica, tylko schizofrenia, że ona się zaczyna, albo że ją mam (chociaż rozpoznana nieprawidłowo została nerwica - chcę mieć zaufanie do lekarza i marzę, by jednak to była trafna diagnoza, ale boję się, że może nie). Chciałabym prosić o opinię, czy może to być schizofrenia. Teorie, na które trafiłam gdzieś w internecie dodatkowo zasiały wątpliwości, a są to: 1. Nieleczona (a właściwie teraz niezbyt się leczę farmakologicznie) nerwica może się przerodzić w schizofrenię. 2. Czasem rozpoznaje się nerwicę, a to schizofrenia, a więc zła diagnoza. 3. Jak w nerwicy coś się sobie "wkręca", np., ze się słyszy głosy itd., to może w końcu zacząć tak być naprawdę, czyli tak jakby lęk, że coś się stanie to wywoływał po jakimś czasie. 4. No i od tej całej nerwicy, można zwariować. Strasznie się tego boję i proszę o opinię specjalistki albo specjalisty, czy wyżej wymienione punkty są prawdą, czy bzdurą wypisaną przez jakiegoś laika i przede wszystkim czy moja sytuacja (te niepokojące objawy) może wskazywać na schizofrenię, psychozę itp. Przepraszam za to, że się tak rozpisałam, ale chciałam jak najlepiej nakreślić sytuację, bo wiem, że jeden wyizolowany objaw albo trzy zdania są zdecydowanie za małą podstawą do rozwiania, albo potwierdzenia moich obaw... Z góry bardzo dziękuję za odpowiedź! Pozdrawiam serdecznie, S.

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy mam osobowość psychopatyczną?

Manipuluję innymi, by osiągnąć własny cel, uwodzę kobiety przez idealizowane przedstawienie własnej osobowości, która w istocie nie jest taka urocza, intrygująca, miła i "słodka". Rodzaj osobowości, którą przedstawiam dobieram w zależności od kobiety, którą chcę uwieść. Tendencją są kobiety spolegliwe,...

Manipuluję innymi, by osiągnąć własny cel, uwodzę kobiety przez idealizowane przedstawienie własnej osobowości, która w istocie nie jest taka urocza, intrygująca, miła i "słodka". Rodzaj osobowości, którą przedstawiam dobieram w zależności od kobiety, którą chcę uwieść. Tendencją są kobiety spolegliwe, uległe, czułe i uczciwe. Nie umiem stworzyć długiego, funkcjonującego poprawnie związku, gdyż jestem nieodpowiedzialny, szybko nudzę się wykonywanymi czynnościami i szukam innych oraz zdradzam. Potrafię przywiązać się do kobiety, dawać jej wiele ciepła, zrozumienia i czułości i nie jest to udawane (choć może już nad tym nie panuję...) lecz po paru nieudanych związkach, w których byłem bardzo wrażliwym chłopcem i w których zostałem raniony (zdradzano mnie) nie potrafię się prawdziwie zakochać i czuję potrzebę wykorzystywania innych. Jestem strasznie wrażliwym człowiekiem, uwielbiam komponować muzykę, potrafię płakać przy wzruszających scenach z filmów, lecz chowam tę wrażliwość głęboko, by nikt jej nie dostrzegał. Okazywanie słabości sprawia, że ludzie mnie wykorzystują. Chcę być uczciwym i wrażliwym wesołym chłopakiem na co dzień, lecz uniemożliwia mi to społeczeństwo, które takie nie jest - więc wolę być manipulującym intrygantem, który wykorzystuje innych do własnych celów. Mogę być nieokrzesany i brutalny, ale jak zajdzie potrzeba - czuły, troskliwy i wyrozumiały. Jestem bardzo świadomym człowiekiem, egoistą i narcyzem. Skupiam się na sobie i swoich potrzebach, kłamię by uzyskać jakiś efekt. Choć nie lubię tej świadomości, tych wad i rozumiem je oraz ich etyczną niemoralność w niektórych przypadkach - nie potrafię powstrzymać pokus. Czuję się często źle z samym sobą, choć jestem równocześnie optymistą. Generalnie boli mnie fakt, że sam, nie wiem jaki jest prawdziwy Waldemar. Jest we mnie tyle różnych osób, a chciałbym być jedną i stałą. Szukałem informacji, czy mam psychiczny problem ze sobą, ponieważ tak się czuję i czytałem dużo na temat psychopatii. Jestem typem samotnika, choć lubię przebywać z ludźmi. Generalnie jestem zamknięty w sobie a innym razem bardzo wygadany, ripostujący, zabawny i elokwentny, mam miły głos i lubię to wykorzystywać, nie jestem zabójczo przystojny, choć mam oryginalną urodę, o ostrych rysach i muskularną budowę, nad którą pracuję z powodu narcyzmu i kompleksów wyniesionych ze szkoły podstawowej, gimnazjalnej i średniej. Miałem okres kiedy nienawidziłem ludzi, ich zakłamania, fałszu, lansu i okrucieństwa. Lecz przełamałem się i stałem się pewny siebie, intrygancki. Jestem bardzo inteligentnym człowiekiem. Ludzie oceniają powierzchownie i łatwo nimi manipulować, wyglądam sympatycznie, dlatego wykorzystuję ten fakt. Nikt mnie nie docenia, choć ostatnio po uzyskaniu masy mięśniowej się to zmienia. Czuję się niedoceniany, a posiadam talent muzyczny i malarski. Fascynuje mnie też literatura i tworzenie w każdym możliwym zakresie. Jednak niestałość mojej osoby mi w tym przeszkadza. Jestem świadomy swoich zalet i wad, ograniczeń i przywar. I mnie to przytłacza...ta świadomość. We mnie jest tego zbyt wiele. Kradnę rodzicom pieniądze, mimo iż wiem ze to zły czyn - nie czuję wyrzutów sumienia z tego powodu, gdyż przesłania mi tę emocję obraz rzeczy, które będę mógł kopić za owe pieniądze. Kwoty nie są duże, 20, 50 100, maks 200zl. Ale jest to kradzież, robię to. Mimo, iż zostałem przyłapany. Konwersując z kobietami wykorzystuję ich naiwność, rozchwianie emocjonalne, często głupotę. Zawsze też lubiłem inteligentne, bardzo mnie fascynowały. Doskonale rozumiem machinę działania ludzkich emocji i wykorzystuję to by osiągnąć jakiś cel. Myślę, że mam obsesję na punkcie seksu, podnieca mnie seks analny, dominacja i zachowania brutalne w tejże czynności, lubię oglądać czasem filmy porno, w tym takie, w których kobiety uprawiają seks ze zwierzętami. Jestem jednocześnie zły na siebie, nie lubię wielu swoich cech i zachowań, a z drugiej strony uwielbiam to, że jestem kim jestem i czuję się kimś wyjątkowym choć zapewne mówi mi tak tylko moje ego, które ostrzega przed myśleniem, że wszyscy ludzie są tacy sami. Mam wiele twarzy, i boli mnie, że wszystkie są prawdziwe. Nie umiem jednoznacznie stwierdzić jaki jestem. Na pewno wrażliwy, gdzieś tam, głęboko. Ale co dalej? Jest tego jeszcze wiele… Czy jestem psychopatą? Błahe odpowiedzi lub nieadekwatne będą wyczuwane.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy słusznie podejrzewam borderline?

Witam, Z góry przepraszam za brak polskich znaków, lecz w celu większej prywatności zmuszony jestem do pisania z telefonu. Mam 16 lat, od dłuższego czasu miewam problemy ze sobą, ale jakoś ostatnio chciałem znaleźć na to medyczny termin. I znalazłem....

Witam, Z góry przepraszam za brak polskich znaków, lecz w celu większej prywatności zmuszony jestem do pisania z telefonu.

Mam 16 lat, od dłuższego czasu miewam problemy ze sobą, ale jakoś ostatnio chciałem znaleźć na to medyczny termin. I znalazłem. Mam wszystkie objawy borderline. Na co dzien w szkole jestem wesoły, ale zauważam u siebie zachowania opisane w borderline. W szczególności obawy o odtrącenie. Przez jakieś 2 mies. zaczyna się nasilać ciągle zmęczenie i senność. Do psychiatry/psychologa nie pójdę, nie ma na to szans.

Czy da się to jakoś wyleczyć bez wizyty u specjalisty? Ile to będzie trwało? Czy jakbym się uparł to mógłbym się zmienić z dnia na dzień? Pozdrawiam, Paweł

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty