Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje z partnerem: Pytania do specjalistów

Dlaczego partner "chyba" przestał mnie kochać: sercem i fizycznie?

Witam, ja i mój partner jesteśmy ze sobą 4 lata. Mamy po 26 lat. Zamieszkaliśmy razem po roku znajomości. Byliśmy bardzo udaną i szczęśliwą parą. Bardzo się kochaliśmy, planowaliśmy wspólne życie. Ja byłam wszystkim dla mojego partnera, a on był...

Witam, ja i mój partner jesteśmy ze sobą 4 lata. Mamy po 26 lat. Zamieszkaliśmy razem po roku znajomości. Byliśmy bardzo udaną i szczęśliwą parą. Bardzo się kochaliśmy, planowaliśmy wspólne życie. Ja byłam wszystkim dla mojego partnera, a on był wszystkim dla mnie. Przed naszym związkiem, każde z nas miało jednego partnera, ale przez dużo krótszy czas. W zasadzie, to razem zdobyliśmy nasze doświadczenia seksualne. W łóżku było nam cudownie. Nie mieliśmy żadnych problemów. 4 miesiące temu niespodziewanie powiedział mi, że już mnie chyba nie kocha. Myślałam, że to głupi żart. Okazało się, że to prawda. Cały świat mi się zawalił. Nie potrafiłam sobie z tym poradzić. Do tej pory sobie nie radzę. Nie rozumiałam, co się stało. On stwierdził, że już nie czuje takiego szczęścia, jak wcześniej. Wiedziałam, że przez ostatnie miesiące miał dużo stresu, dużo pracy i to mogło tak na niego wpłynąć. Przyznał się jednak, że spotkał się ze swoją pierwszą partnerką, z którą był kilka miesięcy i chce się z nią spotykać. Kobieta ta zerwała z nim, zdradzała go, ale mimo to przez cały nasz związek pisała do niego, że o nim myśli i że tęskni, proponowała mu spotkania. Nie wierzyłam, że to, co się dzieje, to prawda - walczyłam o nas. Przekonywałam go, że to niemożliwe, żeby przestał mnie kochać, że już mnie nie chce - przecież byliśmy tacy szczęśliwi... Prosiłam go, żeby nie spotykał się z nią teraz, bo jego decyzja nie będzie obiektywna, bo łatwo zauroczy się tą jakże prowokującą kobietą. Powiedział, że mam rację, że przemyśli wszystko bez żadnego nowego związku, nowej osoby, że chce się nad sobą zastanowić. Wyprowadziłam się, jak chciał - codziennie ryczałam, nie mogłam spać, nie mogłam pracować, normalnie funkcjonować, umierałam z tęsknoty. Pomieszkiwałam u znajomych, czekając, aż po mnie wróci. On pisał mi, że myśli o nas, że brakuje mu "dawnych nas", ale nie czuje tego, co wcześniej i musi to przemyśleć. Około miesiąc temu ukląkł przede mną i błagał, żebym wróciła, że wie, że mnie kocha, że chce być ze mną i że chce wszystko naprawić. Ucieszyłam się bardzo. Kilka dni później powiedział, że przez ten czas spotykał się z tą kobietą - od razu jak odwiózł mnie do moich znajomych, to pojechał do niej i uprawiali seks. To trwało 1,5 miesiąca, a ja w tym czasie umierałam z żalu. Mówił, że myślał wtedy o mnie, tak jak obiecał i że było mu super z nią w łóżku, ale nie czuł się szczęśliwy, nie kochał jej. Ale mówił też, że myśli o niej, że przypomina sobie to, co było między nimi. Postanowiłam dać mu szansę, szczególnie że go kocham i że obiecał, że wszystko naprawi. Tydzień temu pod wpływem alkoholu powiedział, że kocha mnie bardzo, ale nie wie, czy potrafi być ze mną, bo nie pociągam go seksualnie, że od dawna zmuszał się do seksu ze mną, a z tamtą kobietą mógłby robić to cały czas. Powiedział, że trwa to od ok. 9 miesięcy. To było dla mnie straszne. Jest do tej pory. Od 4 miesięcy moje życie nie istnieje, ja nie mogę normalnie żyć, nie mogę spać. Zabrał mi wszystko, co miałam, zabrał mi moją wartość i jako człowieka, i jako kobiety. Boję się, że za jakiś czas znów stwierdzi, że mnie nie kocha. Co mam robić? Co dzieje się z moim partnerem? Jak mam żyć dalej? :(

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Co zrobić z chorobliwą zazdrością?

Witam, mam na imię Marcin, mam 20 lat. Mam problem z zazdrością. Mam wspaniałą dziewczynę, jestem z nią już 3 lata i jestem o nią strasznie zazdrosny. Robię jej awantury nawet o to, że zakłada bluzki z dekoltami do...

Witam, mam na imię Marcin, mam 20 lat. Mam problem z zazdrością. Mam wspaniałą dziewczynę, jestem z nią już 3 lata i jestem o nią strasznie zazdrosny. Robię jej awantury nawet o to, że zakłada bluzki z dekoltami do szkoły, spodnie, które są za bardzo opięte, nawet o to, że założyła sobie profil na stronie naszaklasa i ma tam chłopaków w znajomych, którzy ją oglądają. Cały czas jej wmawiam, że kogoś ma, że mnie zdradza. Chwilami nie jestem prawie wcale zazdrosny, a chwilami strasznie, że sam sobie z tym nie radzę, co się zdarza coraz częściej. Wiem, że krzywdzę ją tym i chciałbym to zmienić. Co mogę z tym zrobić? Proszę o pomoc...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Po raz pierwszy czuję coś takiego, jestem w rozsypce! Co zrobić?

7 miesięcy temu poznałam chłopaka. Bardzo mi się spodobał, ale oczywiście nie chodzi tu o to. Jego poczucie humoru, jego pomysłowość... charakter, zaczarował mnie. Poznawaliśmy się... Wszystko było super, zaczęliśmy kręcić ze sobą... Przynajmniej ja to tak widziałam po tekstach,...

7 miesięcy temu poznałam chłopaka. Bardzo mi się spodobał, ale oczywiście nie chodzi tu o to. Jego poczucie humoru, jego pomysłowość... charakter, zaczarował mnie. Poznawaliśmy się... Wszystko było super, zaczęliśmy kręcić ze sobą... Przynajmniej ja to tak widziałam po tekstach, które mi pisał... Pewnego dnia, kiedy rozmawialiśmy, to on powiedział, że dzisiaj jedzie do dziewczyny itd... Oczywiście bardzo mnie zaskoczył. Myślałam, że coś między nami jest. Później o tym rozmawialiśmy. Okazało się, jak on powiedział, że nie powiedziałam mu nic, co by wskazywało na to, że coś do niego czuję, chociaż mówiłam... mówiłam dużo miłych rzeczy. Nie rozumiem go. Ostatnio spotkałam go na dyskotece... Tańczyliśmy przytuleni przy wolnej piosence. Myślałam, że się rozpłaczę, to była najpiękniejsza chwila mojego życia. Nigdy nie doznałam czegoś takiego. Te 5 minut było magiczne... Najpiękniejsze było to, jak cmokał mnie w szyję. Co on sobie wyobraża? To było przyjemne, bardzo, ale przecież mnie nie kocha! Co ja mam robić? Przecież ja już dłużej tego nie zniosę! Kocham go! Nie ma minuty, żebym o nim nie myślała... Jestem w rozsypce, naprawdę nie wiem, co robić, bo rozmowa z nim nic nie pomaga.;/ Proszę, niech ktoś mi pomoże.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jestem chodzącą beznadzieją...

Witam. Mam na imię Magdalena, 25 lat. Jestem w związku małżeńskim ok. 3 lat. Mój mąż jest bardzo wybuchowy, ciągłe awantury, krzyki (tak jak u niego w domu), nienawidzi mojej rodziny i robi wszystko, by mnie od nich odciągnąć. Ale...

Witam. Mam na imię Magdalena, 25 lat. Jestem w związku małżeńskim ok. 3 lat. Mój mąż jest bardzo wybuchowy, ciągłe awantury, krzyki (tak jak u niego w domu), nienawidzi mojej rodziny i robi wszystko, by mnie od nich odciągnąć. Ale ja sobie nie pozwalam. Wtedy jest ogromny wrzask, przezywanie, straszenie, szantażowanie. Byłam zawsze wesołą osobą, ludzie mnie bardzo lubili i nadal lubią, choć zastanawiają się, gdzie się podziałam dawna ja, stabilna, pomocna. Pomocna chcę być, ale nie mogę, musze wymyślać jakieś wymówki i kłamać mu, żeby gdzieś jechać i cos komuś np. kupić? Czy to jest normalne zachowanie w małżeństwie? Chyba nie! Zastanawiam się nad odejściem, ale nie umiem, mam mętlik w głowie ogromny, myślę, że mój mąż musi się leczyć, ma jakieś urojenia, że np. moja rodzina przeciwstawia mnie jemu, co jest bzdurą. Musze się go słuchać, tak mi ostatnio nawrzeszczał, i straszył, że moja rodzinka jego jeszcze popamięta, no i żebym z nim nie wałczyła... bo nigdy z nim nie wygram. Co mam robić? Wydaje mi się, że z moją psychiką też nie jest najlepiej... Ciągle siedzę, jestem smutna, zgnębiona, nie chce mi się nic, ciągle udaję szczęśliwą, non stop boli mnie głowa (chyba z nerwów). Czy ja tak dużo chce? Chcę być i żyć w normalnym związku! A tu ciągłe pouczanie mnie, tego nie rób, tego nie mów. Jestem osobą lubiącą ludzi – on ich nienawidzi – stroni od nich, a ja potrzebuje przyjaciół, pośmiać się trochę! Czy coś w tym złego?

Problem w związku

Witam! Mam 20 lat, mój chłopak ma 30 lat, nie przeszkadza nam duża różnica wieku. Jesteśmy za sobą już z rok. Jednak coś się zaczęło psuć w ostatnim czasie. Zaczął wyłączać telefon na cały wieczór i na noc, a jak...

Witam! Mam 20 lat, mój chłopak ma 30 lat, nie przeszkadza nam duża różnica wieku. Jesteśmy za sobą już z rok. Jednak coś się zaczęło psuć w ostatnim czasie. Zaczął wyłączać telefon na cały wieczór i na noc, a jak włącza, to nie odpisuje. Udało mi się z nim skontaktować na gg i powiedział, że ma doła i jest załamany, i przeprasza mnie za to, że się nie odzywał. Ja jeszcze mogę to zrozumieć, każdy ma złe dni, lecz to już tak z cały tydzień trwa. Jestem niespokojna, nie wiem, co mam myśleć i robić? Czuję, jakby oddalał się ode mnie i boję się, że go stracę.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Czy go rozczarowałam? Czy istnieje szansa, że nadal czasem o mnie myśli?

Mam 20 lat. Rok temu poznałam pewnego chłopaka przez Internet. To było przez pomyłkę, nie wchodziłam celowo na żadne czaty itp. Ale wyszło tak, że zaczęliśmy ze sobą pisać. Okazało się, że pochodzi z miejscowości niedaleko mnie. Tyle że pracował...

Mam 20 lat. Rok temu poznałam pewnego chłopaka przez Internet. To było przez pomyłkę, nie wchodziłam celowo na żadne czaty itp. Ale wyszło tak, że zaczęliśmy ze sobą pisać. Okazało się, że pochodzi z miejscowości niedaleko mnie. Tyle że pracował trochę dalej. Był ode mnie starszy 3 lata. Stopniowo nasze rozmowy przez gg stały się codziennością, wracałam z pracy i z chęcią siadałam przed komputerem w oczekiwaniu na wiadomość od niego. Mieliśmy podobne poczucie humoru, świetnie nam się pisało - godzinami, potrafiłam zupełnie zatracić rachubę czasu. On zresztą też. Wymieniliśmy się numerami telefonów i w ten sposób pisaliśmy ze sobą cały dzień esemesy. Dawał mi wyraźnie do zrozumienia, że strasznie podoba mu się mój charakter i że nigdy takiej dziewczyny nie poznał, napisał mi to wprost. Spotkaliśmy się po 2 tygodniach. Mało rozmawialiśmy, byłam bardzo onieśmielona, on zresztą chyba też. Mimo tego miałam miłe wspomnienia, serce waliło mi przy nim jak oszalałe, odnosiłam wrażenie, że on też jakoś na mnie reaguje. Mieliśmy spotkać się następnym razem. Po 1 spotkaniu dalej były esemesy, rozmowy na gg, planowanie jakiegoś kolejnego spotkania, z którego niestety nic nie wyszło, no i tak stopniowo pisał do mnie coraz mniej. To ja częściej rozpoczynałam rozmowy na gg, kiedyś mógł nawet pisać do 1 w nocy, teraz wymigiwał się brakiem czasu i zmęczeniem. Niby było tak samo, ale było inaczej.

Zastanawiam się, czy go rozczarowalam? Czy poprzez nasze rozmowy inaczej nakreślił sobie moją osobę? Z późniejszych rozmów, po spotkaniu, wywnioskowałam, że jednak chyba go nie oczarowałam... więc dlaczego był taki speszony przy mnie i dlaczego mówił o następnym spotkaniu? Chciał dać nam jeszcze jedną szansę? Ostrzegłam go przed spotkaniem, że na początku znajomości jestem raczej nieśmiała, on zresztą powiedział, że też nie jest rozmowny. Więc czego oczekiwał? Że rozmowa od razu się sklei i nie będziemy mogli się rozstać? Po spotkaniu napisał mi, że chyba potrzebuje więcej czasu niż 1 spotkanie, żeby mnie do siebie przekonać. Napisałam, że dam mu mnóstwo takich spotkań, jeśli chce. W każdym razie, tak 2 miesiące od tego spotkania nasze rozmowy na gg urwały się zupełnie, to ja odzywałam się od czasu do czasu, ale miałam wrażenie, że on odpisuje tylko z musu. Już się więcej nie spotkaliśmy. Ja jednak długi czas o nim myślałam, kilka razy płakałam, bo chyba naprawdę przypadł mi do gustu.

Teraz jest już dobrze, ale zastanawiam się, co zrobiłam źle? Czy to może z nim było coś nie tak? Czasem mam ochotę do niego napisać, ot tak, jak do kolegi, ale boję się, że pomyśli, że skomlę o jego względy. Proszę o jakieś rady. Mimo wszystko nie chciałabym całkiem stracić z nim kontaktu, choćby jak z przyjacielem. A na pewno nie napiszę mu wprost, że przykro mi, że nie wyszło i czy moglibyśmy zostać przyjaciółmi, chcę, żeby to wyszło samo z siebie, nie jestem tak odważna, żeby takie wyznania mu pisać. Nie chcę, żeby myślał, że przez niego cierpiałam, bo wtedy nie mogłabym swobodnie z nim popisać.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Myślę, że on mnie już nie kocha...

Witam… mam na imię Kinga, mam 27 lat, jestem rozdarta :( Jestem w związku 5 lat z przerwą. Przez pierwsze 2 lata było bardzo dobrze, po pewnym czasie zauważyłam, że mój partner zaczyna zachowywać się nie fair, czyli nielojalnie co...

Witam… mam na imię Kinga, mam 27 lat, jestem rozdarta :( Jestem w związku 5 lat z przerwą. Przez pierwsze 2 lata było bardzo dobrze, po pewnym czasie zauważyłam, że mój partner zaczyna zachowywać się nie fair, czyli nielojalnie co do mnie. Zaczęły się esemesy z dziewczynami poznanymi na necie, jakieś przesyłanie całusów itd. To błahe, można pomyśleć, ale zastanawiające. Potem wpadłam na przesyłanie jakiejś kobietce zdjęcia bez koszulki!? Nadal zastanawiające. Rozmawiałam, ale oczywiście śmiechy z jego strony itd. Ja jestem osobą bardzo lojalną, miłą i bardzo wrażliwą, nigdy nie pomyślałam, żeby robić jakieś podchody kochanej mi osobie, no ale… Potem, gdy już zaczęłam podejrzewać dziwne rzeczy, wpadłam na jakieś zawiniątko w jego notesie "prywatnie Kasia". Gorąco mi się zrobiło, zadzwoniłam do niego. Twierdził, że kumple mu podrzucili dla jaj. Zaczęłam w to już nie wierzyć, chciałam go wyrzucić z domu, ale zaczął się tłumaczyć, że naprawdę nie wie, skąd się to wzięło. Odeszliśmy od sprawy. Przez cały ten czas nie czułam się niekochana czy coś, po prostu odczuwałam to, jakby mu się nudziło w życiu, bo przecież było niby dobrze między nami, tylko co jakiś czas coś znajdowałam. Zaszłam w ciążę, poszłam na zwolnienie, z jego strony nie było wiele mowy o ślubie, ale nie naciskałam, bo wiedziałam, że w przeszłości miał kobiety i przeszedł zawód, ale jednocześnie nie czułam się z tego powodu szczęśliwa. Miarka się przebrała, gdy któregoś dnia wzięłam sobie jego komórkę, bo zostawił, i zobaczyłam tekst "Smutny jestem, bo nie dostałem buziaka", a potem „Odkąd dostałem buziaka, to cieplutko mi się zrobiło na sercu, i myślę teraz o tobie". No nie, mówię, znowu :( Powiedział, że to jego była się odezwała, przepraszał. Nie wytrzymałam, kazałam mu wyjść, bo mieszkam sama w kawalerce. Przez trzy dni nie dawał znaku życia. Ja zapłakana, w 6 miesiącu ciąży, nie wiedziałam, co mam robić. Zadzwoniłam, wybaczyłam, byliśmy razem. Moje zaufanie upadało, zaczęłam się na niego często gniewać. Gdy mały się urodził, dobrze się nim opiekował, ale zaczęły być kłótnie o remont łazienki, bo była w strasznym stanie, aż strach było kąpać małego, więc trwał on ponad dwa miesiące :( Ponieważ partner prowadził firmę i nie bardzo miał czas, a ja z dzieckiem przez ten czas mieszkałam w jednym pokoju z rodzicami, więc zaczęły narastać konflikty. Ojciec zaczął mówić, że on wykończy to mieszkanie, ale ten mój ma się wynieść. Ja też do niego byłam nastawiona już sceptycznie. Bardzo mnie bolało to jego nielojalne zachowanie i narastały kłótnie. Powiedziałam, żeby się wyprowadził, no i tak zrobił. Wprowadziłam się do pustego mieszkania :( Po miesiącu czułam wyrzuty sumienia i chciałam, żeby wrócił, to on już nie chciał zbytnio. Mówił, że musi się zastanowić. Przychodził do małego, a ja serce miałam w gardle. Trafiłam do psychologa, bo nie dawałam sobie rady, emocjonalnie byłam jeszcze z nim związana, a on przychodził do małego i jakby nigdy nic odchodził. Z czasem zaczął mnie przytulać i wychodzić, albo przyszedł raz i mówił, jak to mu się chce ze mną kochać i wychodził, bo nadal nie wiedział, czy chce być ze mną. Gdy pytałam, czy już mnie nie kocha, mówił, że mnie lubi. Można powiedzieć –  siano z mózgu mi robił. Aż po 5 miesiącach zdecydował, że wróci, no i byliśmy znów razem, tylko że po jego powrocie nie wytrzymałam i weszłam na jego gg. Tam pisał z dziewczyną i jaki to miał z nią za…isty seks, i zapraszał ją do domu. Opowiadał jej, jak to na imprezie jakaś dziewczyna chciała się z nim b…Ac, a on flak… Nigdy nie sądziłam, że ktoś, z kim tyle czasu byłam, jest taki. Nie byliśmy razem, ale sądziłam, że się naprawdę zastanawiał, a nie od razu uprawiał seks z inną. Przeżywam katusze, nie wiem, co mam robić – być z nim czy nie. Teraz on płakał i zarzekał się, że kocha. Jesteśmy już prawie rok po tym zdarzeniu, a ja nie mogę zapomnieć. Są kłótnie. On już ma dość mojego wypominania. Nie wiem, co mam robić. Powiem, że miałam w życiu problemy z depresją, bo często płakałam, ja myślę, że ten człowiek mnie nie kocha, mimo że teraz twierdzi inaczej. Przez te machlojki trafię do psychiatry :(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Jak zapomnieć o chłopaku?

Witam! Mam 16 lat. Wiem, że to mało i może wydawać się dziwne, ale jestem zakochana. Rok temu pewien chłopak zaczął rozmawiać ze mną, mówił mi piękne, cieplutkie słówka (rozkochał mnie w sobie). Znam go od dzieciństwa i nigdy nie...

Witam! Mam 16 lat. Wiem, że to mało i może wydawać się dziwne, ale jestem zakochana. Rok temu pewien chłopak zaczął rozmawiać ze mną, mówił mi piękne, cieplutkie słówka (rozkochał mnie w sobie). Znam go od dzieciństwa i nigdy nie zwracałam na niego uwagi, ale on sprawił, że się w nim zakochałam. Zaczęliśmy się spotykać, wspólne spacery, rozmowy, przytulanie sprawiły, że kochałam go coraz bardziej. Oczywiście nigdy mu tego nie mówiłam, bo sama nie wiedziałam, czy go kochałam, ale teraz wiem, że tak. On zawsze mówił, że chce się ze mną przyjaźnić, ja również. Tak w ogóle nigdy nie liczyłam na to, że kiedyś z nim będę, ponieważ jesteśmy jakoś spokrewnieni. Przez pół roku spotykaliśmy się, rozmawialiśmy ze sobą. Póżniej dochodziły do tego pocałunki, więc zdziwiło mnie to, ponieważ przyjaciele tak nie robią. Później źle się z tym czułam, nikt o tym nie wiedział, tylko ja i on. Odzywał się do mnie tak raz na 2 tygodnie. Dowiedziałam się, że on ma dziewczynę. A mi mówił, że nie ma. Więc powiedziałam mu, że jemu chodzi o to, by się zabawić mną, ale on mówił, że to nieprawda. Obraziłam się na niego. I nasza niby przyjaźn się zakończyła. On nigdy do mnie nic nie czuł, a sprawił, że ja strasznie się w nim zakochałam :( Powiedziałam o tym mamie, a ona zaczęła mi tłumaczyć, że to było złe, że się spotykalismy i w ogóle, ale że czasu się już nie cofnie i że trzeba zapomnieć... A ja przypominam sobie te piękne chwile i rozpaczam za tym, że to już tylko wspomnienie. Nie potrafię zapomnieć jego. Zajmuję się innnymi sprawami, ale i tak ciągle wracają te wspomnienia. W szkole, w domu, w sklepie czy w kościele o nim myślę, to jest silniejsze ode mnie. Nie mam przyjaciółki z którą mogłabym pogadać. Mama się na mnie denerwuje, mówi, że ja nie chcę o nim zapomnieć, a tak naprawdę ja bardzo chcę, tylko to jest silniejsze ode mnie. Więc z mamą już też na ten tamat nie mogę rozmawiać. Czasami mam myśli, że to życie jest bezsensu. W nocy i w dzień myślę o nim, śnię, rano jest moją pierwszą myślą. Tak naprawdę chciałabym o nim zapomnieć i się odkochać, ale nie potrafię. Czasami wpadam w taką histerię, że cały dzień mogę przeleżeć i przepłakać przez niego. Nie wiem już, co robic? Czy mam jakąś chorobę, czy jak?

Chorobliwa zazdrość? Co robić? Jak leczyć?

Jestem z mężem 8 lat po ślubie, mamy 2 kochanych dzieci, mój mąż jest moim pierwszym i jedynym mężczyzną, z którym byłam, mieszkamy obecnie w Irlandii, ja z dziećmi od 3 lat, a mąż od 4 lat. Moim problemem...

Jestem z mężem 8 lat po ślubie, mamy 2 kochanych dzieci, mój mąż jest moim pierwszym i jedynym mężczyzną, z którym byłam, mieszkamy obecnie w Irlandii, ja z dziećmi od 3 lat, a mąż od 4 lat. Moim problemem jest zazdrość męża o mnie. Nie jestem żadną pięknością, ale mój mąż doprowadza mnie do płaczu ciągłym obrażaniem i wymyślaniem, że go zdradzam. Bluzek latem żadnych nie mogę nosić, bo w każdej mi piersi widać jak się nachylę, jak twierdzi mój mąż. Jeśli coś zakładam, przychodzi, każe mi się nachylić i sprawdza, czy coś widać. Jeśli się po coś schylam i widać mi kawałeczek majtek nad spodniami, to też jest już problem, bo mi majtki widać. Mój M twierdzi, że to ja mam coś z głową, że pokazuję komuś majtki albo się przed kimś nachylam. Jestem już tym wszystkim wykończona. Do Polski, w odwiedziny do mamy, chcę lecieć, to też jest problem, bo mamusia dla mnie ważniejsza niż mąż. Jeśli się z jakimś naszym wspólnym znajomym witam, to ta osoba nie może mi podać ręki, bo już po odwiedzinach bym miała gadanie, że lubię jak mnie ktoś dotyka lub coś w tym stylu. W Polsce jak mieszkaliśmy i zaszłam w pierwszą ciążę, to kłótnie były o to, że moim lekarzem prowadzącym ciążę jest facet, a jak urodziłam, to mój M robił mi awantury i mówił, że mój tata do mnie przychodzi do szpitala w odwiedziny po to tylko, żeby popatrzeć na moje piersi, jak karmiłam małego... Do pracy też nie mogę iść, bo mój M twierdzi, że chcę pracować tylko po to, żeby się z facetami spotykać. W Polsce, jak chodziłam do pracy, to było okej, bo razem w jednej firmie pracowaliśmy, ale potem jak mój M wyjechał i byłam rok bez niego w Polsce, to do dziś mi wypomina, że jest ciekawy, co ja w tej Polsce tam robiłam i na pewno go zdradzałam, i na imprezy chodziłam, a dzieci mama mi pilnowała, i mnie kryła. Nie liczyło się to, że pracowałam na 3 zmiany i na akord, i przychodziłam do domu tak wykończona, że nawet nie miałam sił położyć dzieci do łóżek, a go obchodziło tylko to, czy nie mam kogoś... W tej chwili - ja siedzę, jak co dzień, u góry w sypialni, a mój M siedzi na dole i gra w xboxa, jak to robi codziennie do 3-4 rano od około 2 lat... Takie życie nie ma sensu, moje dzieci też by chciały trochę z tatą poprzebywać, ale on, niestety, nie ma dla nich czasu, bo przychodzi z pracy, zje, siada do xboxa i gra... Wmawiam sobie, że wracam za rok do Polski, kiedy mój syn bedzie miał w Polsce Pierwszą Komunię i zostaję już na stałe, nie chcę wracać tu, bo co mi z tego, że mam za co żyć, że na zakupy chodzę i jest dużo lepsze życie niż w Polsce... Szantażuję mojego męża, że jak się nie zmieni i nie przestanie wymyślać tych zdrad i kochanków, to się z nim rozwiodę. Raz mówi, że mam już sobie jechać i brać rozwód, i nie truć mu życia, że mam w Polsce kogoś na pewno, jakiegoś kochanka, i do niego wracam, a drugim razem gada, że nawet nie mam myśleć o powrocie, a ja nie chcę, żeby moje dzieci przesiąkły tymi kłótniami, tym wszystkim, bo potem one bedą mieć ciężko w życiu. Nie wiem, co zrobić, czy tkwić dla dzieci w tym związku, tylko dlatego żeby miały ojca, a ich rodzice, żeby nie byli rozwodnikami, czy wyjechać i spróbować żyć tylko z dziećmi... bo ja naprawdę już nie wiem. Wiem, że kiedyś mogę tego nie wytrzymać i możemy się pozabijać nawzajem...

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Porno w naszym życiu

Długo myślałam i rozmawiałam z mężem, i oboje stwierdziliśmy, że moja obsesja bycia gorszą zaczęła się od czasu, gdy oboje obejrzeliśmy film porno, tylko nie zdawaliśmy sobie sprawy, że mamy problem. Oglądaliśmy filmy 2 razy do roku. Raz znalazłam gazetę,... Długo myślałam i rozmawiałam z mężem, i oboje stwierdziliśmy, że moja obsesja bycia gorszą zaczęła się od czasu, gdy oboje obejrzeliśmy film porno, tylko nie zdawaliśmy sobie sprawy, że mamy problem. Oglądaliśmy filmy 2 razy do roku. Raz znalazłam gazetę, a raz w nocy przyłapałam męża, jak chciał oglądać film, lecz mu przerwałam. Ostatnio oglądaliśmy taki film 6 miesięcy temu i zrobiła się awantura. Ja wpadłam w obsesję porno i erotyki i codziennie przez to się kłócimy. Najgorsze jest to, że mój mąż i ja ustaliliśmy, że nie ma i nigdy nie będzie tego w naszym życiu, ale ja nie wierzę. Przez te awantury mąż prawie dostał zawał, a ja jestem wykończona psychicznie. Nie mam podstaw, by nie ufać mężowi, ale nie potrafię. Ja mu mówię, że wiem, że te filmy są dla niego ważne, a on mi odpowiada, że te filmy dla niego już nie istnieją. Pytałam, czy nie ogląda ich ze względu na mnie, to odpowiada, że nie ze względu na siebie, bo on tak samo jak ja, nie chce tego w naszym życiu!!! Boję się zaufać, mu ale jeżeli tego nie zrobię, to jak mam się przekonać, że mówi prawdę. Postanowiłam, że czas pokaże i rzeczywiście przekonam się, czy warto było. Jedno jest pewne, jeżeli go kiedyś przyłapię, to będziemy musieli się rozstać. Przez to wszystko cierpią dzieci, ja nie mogę się na niczym skupić, bo myślę tylko o tym, co mój facet ogląda. Dość tego, mam nadzieję, że dobrze robię próbując mu zaufać, zanim nasze uczucie wygaśnie całkiem!!!

Jak sobie poradzić z wyrzutami sumienia?

Od pewnego czasu, a dokładnie od roku, jestem w związku. Mam 16 lat. Jestem z chłopakiem niecały rok. Problem polega na tym, że mam wyrzuty sumienia o małe błahostki. O głupie spojrzenie, myśli, a nawet uśmiech. Wszystko było dobrze,...

Od pewnego czasu, a dokładnie od roku, jestem w związku. Mam 16 lat. Jestem z chłopakiem niecały rok. Problem polega na tym, że mam wyrzuty sumienia o małe błahostki. O głupie spojrzenie, myśli, a nawet uśmiech. Wszystko było dobrze, dopóki nie znalazłam swojego starego profilu na portalu. Męczyło mnie, że mój chłopak nie wiedział o moim portalu, mimo że już z nim byłam. Powiedziałam mu, nie był zły, lecz smutny. Od tamtej pory analizuję każdą sytuację z przeszłości, np. wiem, że to iż przytulałam się do innego chłopaka jest niemożliwe, bo należę do osób na prawdę bardzo wiernych, ale ciągle rozmyślam, czy aby na pewno taka sytuacja nie miała miejsca. To dosyć męczące. Mój chłopak się już zaczyna denerwować, że mówię mu o rzeczach z przeszłości, ale ja nie potrafię się powstrzymać. Jeśli mu nie powiem, to nie potrafię normalnie funkcjonować. Nie wiem, co się ze mną dzieję i nie wiem, jak mam sobie z tym poradzić. Proszę o pomoc.

O co mu chodzi? Co on właściwie czuje?

Witam. Mam 25 lat, jestem studentką i od 3,5 roku nie mogę poradzić sobie ze swoimi uczuciami. Właśnie 3,5 roku temu poznałam starszego o 12 lat faceta. Od razu się polubiliśmy, nadawaliśmy na tych samych falach. Zawsze do wszystkiego podchodzę...

Witam. Mam 25 lat, jestem studentką i od 3,5 roku nie mogę poradzić sobie ze swoimi uczuciami. Właśnie 3,5 roku temu poznałam starszego o 12 lat faceta. Od razu się polubiliśmy, nadawaliśmy na tych samych falach. Zawsze do wszystkiego podchodzę z dystansem. Jestem bardzo wrażliwa i romantyczna. Jednak nigdy przedtem nie wierzyłam, że miłość tzw. od pierwszego wejrzenia istnieć może, dopóki samej mi się nie przytrafiła. To było jak uderzenie pioruna. Pomyślałam, OK... szybko przyszło to i szybko przejdzie. Myliłam się, uczucie trwa już ponad 3 lata i nie może minąć mimo starań. Żeby było śmieszniej, to z obiektem moich uczuć widuję się rzadko, ponieważ on obecnie nie mieszka w kraju. Zawsze jednak, jak ma zamiar przyjechać, to daje mi znać i się wtedy spotykamy. Mimo tego, że nigdy nie wiem, kiedy go ponownie zobaczę, moje zakochanie nie przechodzi. Myślę o nim codziennie, boję się, że to może jest jakaś obsesja. Tego, co czuję do niego, nie jestem w stanie opisać słowami. Jest facetem, z którym chciałabym się zestarzeć. Jestem tego pewna. Ciągle mamy ze sobą kontakt internetowy i telefoniczny. Teraz napiszę coś o nim. Jest muzykiem i jest muzyce bardzo oddany. Jak większość takich artystów, tak i on ma taki "swój świat". Czasem mam wrażenie, że jest inny niż wszyscy pozostali faceci. Nie lubi rozmawiać o uczuciach. Kiedyś zapytałam go - dlaczego jesteś sam? ...nie uzyskałam odpowiedzi, zmienił temat. Wiem, że był kiedyś w związku, ale nigdy mi nie powiedział, co się stało, że już nie są razem. Nie pytałam nigdy ponownie, bo może to dla niego bolesne, skoro nie chce o tym mówić. Zapytałam go - czy mu się podobam? Odpowiedział, że tak. Powiedziałam mu, że jest dla mnie bardzo ważny i bardzo go lubię. Zapytałam, czy możliwe jest, żebyśmy byli razem. On na to, że on nie chce związku na odległość, bo go tu nie ma. Oczywiście zrozumiałe. To był dla mnie sygnał, że interesuję go, ale teraz nie może być ze mną ze względu na okoliczności. Innym razem, kiedy starałam się dać mu do zrozumienia, co czuję, odpowiedział, że los tak zrządził, jak zrządził. Nie wiem, co mam myśleć. Gdybym go nie interesowała, to by mi chyba powiedział, żebym nie liczyła na nic z jego strony oprócz przyjaźni. Czasem mam wrażenie, że się mną bawi albo stara się mnie sprawdzić, moje reakcje. Mam mętlik w głowie, bo wiem, że jeśli mi kategorycznie nie powie, jasno, jak i co, to moje uczucie do niego się nie zmieni. On tak jakby specjalnie starał się tę sytuację podtrzymywać. Jak się ze mną widzi, to daje sygnały, że nie jestem mu obojętna. Ostatnio przyszedł do mnie z piwem, zapalił świeczkę (przyniesioną przez siebie) i zgasił światło. Miło spędziliśmy czas, jak zawsze. Co mogła oznaczać ta świeczka? Nigdy wcześniej świeczki nie było. Aktualnie jest w kraju. Nigdy mnie nawet nie pocałował, ale było blisko (w ostatniej chwili się odwrócił, ale wtedy spaliłam cegłę). Nie wiem, co mam myśleć. Chyba mnie od siebie uzależnił albo się naprawdę zakochalam. Nie układa mi się z innymi facetami. Do nikogo nie umiem czuć tego samego albo choćby zbliżonego. On nie mówi jasno, jak i co, woli bezpieczną pozycję. Może się boi takiej małolaty jak ja, kto to wie. Teraz kończę studia i on o tym wie. Nic mnie już tu nie będzie trzymać. Gdyby tylko się określił, to mogłabym żyć z nim w obcym kraju. Chyba nie ma rzeczy, której bym dla niego nie zrobiła. Wiem, że jak dalej to będzie trwało, to będę się leczyć. Mam wrażenie, że bez niego to wegetacja, a nie życie. Niech tylko mi powie, że nigdy ze mną nie będzie, a uszanuję jego decyzję. Co mogę w tej sytuacji zrobić ? Czy on coś do mnie czuje? Proszę o pomoc. Dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jak mam dalej żyć?

Nie umiem sobie już sama z tym poradzić. Myślałam, że dam sobie radę, ale nie potrafię. Mam 18 lat. Rozstałam się z chłopakiem. Był ode mnie młodszy o rok. Zerwał ze mną po 11 miesiącach związku, argumentując to zerwanie...

Nie umiem sobie już sama z tym poradzić. Myślałam, że dam sobie radę, ale nie potrafię. Mam 18 lat. Rozstałam się z chłopakiem. Był ode mnie młodszy o rok. Zerwał ze mną po 11 miesiącach związku, argumentując to zerwanie, stwierdził, że za bardzo go ograniczałam, bo zabroniłam mu flirtować z innymi dziewczynami, że nie zachowuję się jak dziewczyna. Nie mogę do dzisiaj się po tym pozbierać, choć minęły już prawie 2 miesiące. Bardzo mnie tym zranił. Był dla mnie całym światem, całym moim życiem. Byłam gotowa poświęcić dla niego wszystko. Myślałam, że to miłość taka już na zawsze, ta jedna jedyna. Co prawda dostawałam wiele sygnałów o jakiś zdradach itp., ale on zawsze się pięknie wytłumaczył, a ja miałam nadzieję, że nawet jeśli to prawda, to że on się w końcu zmieni. Najbardziej chyba boli mnie to, że to z nim straciłam dziewictwo, bo myślałam, że to ten jedyny, że z nim spędzę resztę życia. Sprawa dziewictwa była dla mnie najważniejsza. Mam wrażenie, jakbym zaprzepaściła całe swoje życie. Nie wyobrażam sobie, że mogę być z kimś innym, że ktoś inny będzie mnie dotykał. Albo że mój przyszły mąż, o ile jakiś kiedyś się trafi, będzie miał bagaż życiowy za sobą w postaci kilku wcześniejszych kochanek. I mimo że ja też nie będę dla niego dziewicą, to nie wyobrażam sobie żyć z kimś, kto miał kogoś. Może jestem staroświecka, ale dla mnie dziewictwo to świętość i coś bardzo ważnego, tylko dla jednego mężczyzny. A on mnie oszukał. Mówił, że będzie ze mną do końca życia, że mnie kocha, że nie wyobraża sobie być z inną, że to ja jestem najważniejsza i że zawsze będę. W tym związku było wszystko takie idealne, a przynajmniej mi się tak wydawało. On miał te same poglądy jak ja. Był takim samym niejadkiem jak ja. Podobno też byłam jego pierwszą. Wiele nas łączyło. Śni mi się codziennie. Nie potrafię przestać myśleć. Każda rzecz, każde miejsce mi o nim przypomina. Gdziekolwiek jestem, widzę nas. Teraz on ma dużo swoich upragnionych koleżanek, spotykał się nawet z moją koleżanką, kochał się z nią. A ja do dziś jestem sama i nie potrafię z nikim być. Może nawet i nie chcę. Chciałabym, żeby on wrócił, żeby to wszystko okazało się kłamstwem i żeby raz jeszcze powiedział, że mnie kocha... Ale tak nigdy nie będzie. Teraz wiem, że nigdy nic dla niego nie znaczyłam. Czuję się taka okłamana, jakby 11 miesięcy mojego życia były kłamstwem. Czasem mam wrażenie, jakby ten człowiek nigdy nie istniał. Jakbym 11 miesięcy kochała moje wyobrażenie o nim, a nie jego. Bo nie ma takiego człowieka, którego kochałam. On zwyczajnie nie istnieje. Jest teraz zupełnie kimś innym. On jest szczęśliwy, a ja staram się ciągle pozbierać, ale już sama nie potrafię. Nie umiem już tak żyć. Życie bez niego to nie jest dla mnie życie.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Jak wrócić do poprzedniego stanu bycia?

Witam. Nazywam się Wiktoria i mam 20 lat. Przez rówieśników jestem uważana za osobę bezwzględną, taką, która sobie z wszystkim potrafi poradzić. Jednak od dłuższego czasu tak nie jest. Byłam z facetem ponad 3 lata. Często się kłóciliśmy, jednak nie...

Witam. Nazywam się Wiktoria i mam 20 lat. Przez rówieśników jestem uważana za osobę bezwzględną, taką, która sobie z wszystkim potrafi poradzić. Jednak od dłuższego czasu tak nie jest. Byłam z facetem ponad 3 lata. Często się kłóciliśmy, jednak nie potrafiliśmy z siebie zrezygnować. W wakacje wyjechałam do pracy, a on został w miejscowości, w której mieszkaliśmy. Poznałam tam kogoś innego. Doszłam do wniosku, że to jedyna okazja, żeby zakończyć mój aktualny związek. No i tak też się stało. I było mi dobrze, czasami o nim myślałam, jednak to wszystko było do zniesienia. Po powrocie do domu też czułam się świetnie. Doszło jednak do spotkania i wszystko się zaczęło. Mój aktualny chłopak (na tamten moment) został odsunięty na bok. Już się dla mnie nie liczył. Spotykałam się po kryjomu przed wszystkimi z tamtym, mimo że miał dziewczynę. Początkowo był jej wierny, jednak z biegiem czasu nawet wierność się skończyła. Jestem tą "drugą", co już jest bardzo dla mnie męczące. Nie mogę znieść tego, że zeszłam na drugi plan i stoczyłam się tak nisko. Wiem jednak, że on nadal darzy mnie uczuciem, gdyż jest bardzo specyficzną osobą. Zawsze był szczery wobec mnie. Aktualnie jesteśmy na etapie, że chce sprawdzić, czy warto zostawić tamtą dziewczynę i wrócić do mnie, do tego, co było kiedyś. Jestem świadoma tego, że to wszystko jest z mojej winy. Straciłam i faceta, i wiarę w siebie. Budzę się z płaczem i również z nim zasypiam... Nawet gdy już mam moment, że chcę zapomnieć o nim, to nie pozwala mi moja zawziętość. Tylko że ostatnio już mnie naprawdę to wszystko przerasta. Nie wiem już, co mam zrobić. Bardzo proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Czy można samemu sobie mieszać w głowie?

Witam, mam pewien problem, ze sobą oczywiście. Dotyczy on tego, co u siebie obserwuję, jak w temacie - czy człowiek jest sam w stanie wmawiać sobie różne rzeczy i powodować zachwiania emocjonalne. Mój problem dotyczy związku. Miałam już dwóch chłopaków,...

Witam, mam pewien problem, ze sobą oczywiście. Dotyczy on tego, co u siebie obserwuję, jak w temacie - czy człowiek jest sam w stanie wmawiać sobie różne rzeczy i powodować zachwiania emocjonalne. Mój problem dotyczy związku. Miałam już dwóch chłopaków, poważnych, jednak to nigdy nie były związki, jakich pragnęłam. Zawsze wychodziło tak, że mi zależało bardziej i w sumie byłam tak naprawdę nieszczęśliwa. Jeden - był to związek na odległość, który trwał 2,5 roku. Zależało nam obojgu, ale ten chłopak lubił sobie ze mną pogrywać, w efekcie ciągle się schodziliśmy i rozchodziliśmy. Pewnego dnia obudziłam się i zaczęłam sama się zastanawiać, czy ja aby na pewno go kocham? A może ja go jednak nie kocham? Nie wiem, skąd takie myśli wzięły się w mojej głowie, bo zawsze wiedziałam, czego chcę i mimo tego że nam nie wychodziło, chciałam próbować i naprawiać, choć naprawdę wiele mnie to kosztowało. Tak się zaczęłam z tym borykać, że w końcu musiałam o tym komuś powiedzieć, znaczy mojej mamie, bo nie mogłam normalnie funkcjonować, spać, jeść. Jakoś to wszystko minęło i byliśmy jeszcze razem, jednak później i tak się rozeszliśmy. Poznałam potem innego chłopaka, ale ten okazał się jeszcze gorszy, choć nie był to związek na odległość. W efekcie zranił mnie bardzo i potem przez około 2 lata nie miałam nikogo. Teraz, po takim czasie, jestem z kimś innym, tyle że to jakby znowu okazał się związek na odległość. Bardzo mi zależało na tym, żeby nam się udało być razem i jemu też. Czekałam cały miesiąc na nasze pierwsze spotkanie. W tym czasie bardzo to przeżywałam. Takie objawy jak kłopoty ze snem, mały brak apetytu i tęsknota, choć jeszcze nie byliśmy razem. Bardzo się starałam dla niego, jak przyjechał, i on dla mnie. Oboje byliśmy bardzo szczęśliwi przez weekend, który spedzilismy razem, no i pojechał z powrotem do siebie. Będzie przyjeżdżał w weekendy, jak będzie mógł. Najgorsze jest to, że wiem, że pod koniec lutego nie będzie go przez 4 miesiące. Jestem zaprawiona w związku na odległość i jak był u mnie, to wiedziałam, że dam radę, mimo że tak krótko jesteśmy ze sobą. I tak pewnego dnia on napisał, że się boi tego wszystkiego, jak go nie będzie, że ja może kogoś poznam i go zostawię, i sam nie wie, co będzie się działo u niego w głowie. Uspokoiłam go, że ma przestać gdybać i cieszyć się tym, co jest, a tak naprawdę sama zaczęłam intensywnie o tym wszystkim rozmyślać. Pytania w stylu: czy mi aby na pewno na nim zależy? czy to aby na pewno on? czy ja dam radę?, czyli powtórka z tego, co kiedyś. Czy jak komuś zaczyna zależeć na mnie, to ja jakby automatycznie szukam tego, co miałam wcześniej? Czyli tego, że to mi musi bardziej zależeć i być nieszczęśliwą? I w momencie kiedy komuś na mnie zależy, to odbieram to, jakby coś było nie tak. Nie mam wątpliwości co do niego, bo to naprawdę kochany chłopak, ale co do siebie, że mam takie myśli i sama siebie wprowadzam w dołek. A co będzie, jak będę stała na ślubnym kobiercu i się zastanawiała, czy to aby na pewno ten, czy nie ten? Sama siebie doprowadzam do szaleństwa. Naprawdę od długiego czasu mam szansę na normalny związek, jakiego nigdy nie miałam, i wiem, że mu na mnie zależy i że jak go poproszę, to się przeprowadzi do mojego miasta i będziemy mogli być razem. Niedługo mamy się spotkać, a ja się boję już teraz o nim myśleć, żeby mnie znowu te myśli nie nachodziły. Boję się patrzeć na nasze zdjęcia, odczytywać esemesy, rozmawiać przez telefon, bo potem znowu myślę. Czasem wstaję rano i mówię: dziewczyno, ogarnij się. Jesteś ładna, mądra, chłopak jest super, taki jakiego zawsze chciałaś i chwilami udaje mi się z tego wyjść, ale potem znowu mnie to dopada. Bardzo przeżywałam to, że jestem sama jakiś czas temu, a teraz mam kogoś i też jest mi źle. Może dlatego, że jednak tak naprawdę go nie ma przy mnie. Jest jeszcze jedna rzecz, która może powodować ten mój stan. Przez 8 miesięcy brałam lek na trądzik, który może powodować objawy depresji, ale dziś mija miesiąc, odkąd go nie biorę. Sama nie wiem, czy to może mieć związek z moim stanem psychicznym i z tymi całymi wahaniami. Czy ja po prostu sama sobie wmawiam i dlatego tak się czuję? Byliśmy razem naprawdę szczęśliwi, a ja nie chcę go stracić, bo to chyba byłoby dla mnie najgorsze. Mam mętlik w głowie. Proszę o jakąś poradę dla zagubionej duszy.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Co o nim myśleć, co robić, czy ingerować w jego nowy związek?

Witam, mam 23 lata. Może zacznę od tego, że dawno temu chodziłam z Piotrem, byliśmy razem 4 lata. Był to mój pierwszy chłopak - wszystko z nim było pierwsze. Rozstaliśmy się później, przez dzielącą nas odległość, ciągłe kłótnie i przez...

Witam, mam 23 lata. Może zacznę od tego, że dawno temu chodziłam z Piotrem, byliśmy razem 4 lata. Był to mój pierwszy chłopak - wszystko z nim było pierwsze. Rozstaliśmy się później, przez dzielącą nas odległość, ciągłe kłótnie i przez to, że nie byliśmy jeszcze gotowi do takiego długiego związku z uwagi na nasz młody wiek. Po pół roku zaczęłam spotykać się z Krzyśkiem, dawał mi to, czego brakowało mi w Piotrze – traktował mnie jak partnera, a nie jak dodatek do swojego zamożnego życia. Kiedy byłam już z Krzyśkiem, Piotr odezwał się do mnie, chciał wrócić i chciał zacząć od nowa, po pewnym czasie powiedziałam mu, że spotykam się z kimś innym. Przez 3,5 roku naszego życia z Krzyśkiem ciągle ciągnął się za nami cień poprzedniego związku - przez ten czas Piotr przyjeżdżał, dzwonił, zmieniłam nawet nr telefonu – szukał ze mną kontaktu w każdy możliwy sposób, potrafił wybaczyć wszystko. Bardzo to przeszkadzało Krzyśkowi, mimo moich zapewnień co do tego, że chcę być z nim. Przez pierwszy rok z Krzyśkiem naprawdę było bardzo dobrze – byłam szczęśliwa, później Krzysiek miał do mnie pretensje o ciągłe telefony, ciągłe e-maile od Piotra. Nie wiedziałam, jak mam to urwać – żeby Piotr do mnie nie dzwonił, zawsze znalazł sposób i nawet kłamstwa o mojej ciąży go nie odstraszyły, chciał przygarnąć moje dziecko jako swoje – żaden sposób nie działał, żadne słowa nie mogły go zniechęcić – nawet to, jak mówiłam, że kocham kogoś innego, że go nienawidzę. Miałam spokój przez to na 2 miesiące, ale potem znowu zaczynał dzwonić. Dla świętego spokoju przy Krzyśku zaczęłam wyciszać telefon. Nie chciałam się z nim ciągle kłócić. Zaczął mnie sprawdzać, widział, że ukrywam to, że Piotr dzwoni, pisze - mino tego, że to nie ja chciałam z nim kontaktu. Później zaczęły się kłótnie z Krzyśkiem, wymuszanie – grał strasznie na moich emocjach, wymuszał seks, spotkania i bycie razem. Za każdym razem coraz mniej chciałam z nim być, nie chciałam się mu podkładać, seks z nim nie sprawiał mi żadnej przyjemności – był wymuszony, ciągle mnie kontrolował, śledził, co tydzień przez ostatnie 6 miesięcy ze mną zrywał – a później wystawał pod moim blokiem, grożąc, że sobie coś zrobi, jeżeli nie wrócę – że tak mnie kocha i że nie umie żyć beze mnie. Ostatnia nasza kłótnia skończyła się bardzo niemiło – zadzwonił do mnie i powiedział, że leży na torach – i że zaraz popełni samobójstwo. Nagle usłyszałam jadący pociąg i telefon zgubił zasięg. Dzwoniłam jak głupia, wybiegłam o drugiej w nocy go szukać. Zadzwonił za 5 minut, powiedział, że przejechał pod nim pociąg i że idzie do mnie. Nie wiem, czy siła pociągu mogła go wciągnąć pod koła, nie wiem. Po tym nie wróciliśmy do siebie. Pisał jeszcze do mnie, że nie umie beze mnie żyć, że mnie kocha całym życiem, że jestem jego jedyną miłością. Po czym po dwóch dniach znalazł sobie kogoś innego i spotyka się z tą osobą. Nie wiem, czy ją okłamuje, czy nie. Wiem, że mówił mi, że nie umie być sam i że jest z nią, bo jest fajnie, i chce mieć w końcu normalny związek. 1. Czy przestał mnie już kochać? 2. Co wywołało to jego zachowanie? 3. Czy ten związek może mieć przyszłość? 4. Czy może powinnam pokazać jego nowej dziewczynie esemesy z czasu, kiedy zaczynali chodzić ze sobą, że mnie kocha i że jest z nią, bo "jest fajnie"?  

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Co po wyjściu z toksycznego związku?

Witam, mam 24 lata. Tydzień temu zakończył się moj 6-letni związek, który był niewątpliwie toksyczny. Na początku książę z bajki pomocny i miły, ale od zawsze stroniący od ludzi, mi nie było dane poznać jego znajomych. Robiłam się coraz...

Witam, mam 24 lata. Tydzień temu zakończył się moj 6-letni związek, który był niewątpliwie toksyczny. Na początku książę z bajki pomocny i miły, ale od zawsze stroniący od ludzi, mi nie było dane poznać jego znajomych. Robiłam się coraz smutniejsza, nie miałam co opowiadać znajomym o związku... Zaczęły się nawet szantaże, wymuszenia i ciągłe zwalanie na mnie winy, że ja jestem zła, niedobra, niemiła, brzydka, nieatrakcyjna i miałam szczęście w życiu trafić na tego człowieka, bez niego nic nigdy nie osiągnę... A ja za każdym razem go usprawiedliwiałam, że może ja jestem niedobra... Przyznaję się, iż na początku związku potrafiłam zachować się niemiło czy też odezwać... a odkąd to zauważyłam i chciałam się zmienić, on stał się moim katem... Dzięki sile koleżanek, gdy on kolejny raz mnie rzucał, mówiąc, jak bardzo go nie zadowalam... nie biegłam za nim, błągając go, by został... On nadal pisze i dzwoni, i mówi, że się zmieni... Czy tak jest, skoro od 1,5 roku miał mnie za nic... I czy jestem winna jego zachowania??? Jak żyć dalej po wyjściu z takiego zwiąku? Proszę o radę.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Czy powinnam szukać pomocy u lekarza?

Witam. Podjęłam decyzję o rozstaniu z mężem, z którym jestem od ponad 9 lat. Do rozmowy zbierałam się ponad rok i nie myślałam, że będzie po niej tak ciężko. Przyjął to bardzo źle, wpędzając mnie w nieopisane poczcie żalu, winy,...

Witam. Podjęłam decyzję o rozstaniu z mężem, z którym jestem od ponad 9 lat. Do rozmowy zbierałam się ponad rok i nie myślałam, że będzie po niej tak ciężko. Przyjął to bardzo źle, wpędzając mnie w nieopisane poczcie żalu, winy, smutku, że niszczę mu życie. Teraz nie potrafię sobie poradzić ze sobą, on dalej się stara, a ja czuję tylko smutek i żal, ciągle płaczę, nic mnie nie cieszy, nie mogę jeść, ciągle bym spała, jestem ciągle zmęczona. Denerwuje mnie wszystko dookoła. Nie potrafię mu definitywnie powiedzieć, że to nie ma sensu dalej - mimo że wiem, że i tak się to nie uda. Jestem sparaliżowana lękiem co dalej, co mam zrobić, co powiedzieć, dać szansę, czy powiedzieć koniec? Nie chcę go ranić, czuję się za niego odpowiedzialna. Boję się, że sobie nie poradzi. Czy to normalne, że mam takie myśli? Dlaczego, pomimo że rok zbierałam się na odwagę, żeby mu to powiedzieć i w końcu powiedziałam, dlaczego teraz czuję się tak źle i nie potrafię sobie ze sobą poradzić? Dlaczego boję się końca czegoś, co przecież już się dawno skończyło? Nigdy nie byłam w takim stanie i nie wiem, jak sobie z tym radzić. Mam takie napięcie w sobie, jakbym była na 5 min przed najważniejszym egzaminem, ściska mi non stop żołądek i nie potrafię usiedzieć w jednej pozycji... a za chwilę łzy lecą przez godzinę i tylko bym siedziała i nic nie robiła. Czy lekarz jest w stanie pomóc mi uporać się z tym, co czuję? Proszę o odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jak żyć po utraconej miłości?

Mam 26 lat. Z dniem 1 stycznia spotkało mnie coś bardzo przykrego, okropnego i raniącego mnie. Po ośmioletnim związku z moim chłopakiem, dowiedziałam się, że już mnie nie kocha. Później stwierdził, że moje uczucie do mnie się wypaliło. Minęło już...

Mam 26 lat. Z dniem 1 stycznia spotkało mnie coś bardzo przykrego, okropnego i raniącego mnie. Po ośmioletnim związku z moim chłopakiem, dowiedziałam się, że już mnie nie kocha. Później stwierdził, że moje uczucie do mnie się wypaliło. Minęło już 24 dni od rozstania, a ja nie mogę się z tym pogodzić. Nie było go przy mnie, gdy najbardziej cierpiałam. Pomagają mi koleżanki. Na ich prośbę, zaczął mi trochę pomagać. Był nawet u mnie, gdy zadzwoniłam do niego w środku nocy i przytulił mnie. Powiedział, że wszystko będzie dobrze. Kiedyś przyszedł do domu (bo wyprowadził się) i gdy zebrałam wszystkie siły, żeby dobrze wyglądać, to powiedział, że ładnie. Chyba jeszcze odrobinę uczucia do mnie miał. Ale powiedział, że teraz zrozumiał, co zrobił. Powiedział, że się jeszcze zastanowi. Ale już nie ma kontaktu, jest z nią. Tą, do której coś poczuł. A ja zostałam sama, z poczuciem winy i ogromną tęsknotą. Nie odbiera telefonów. Nawet już nie dzwonię. Ale będę musiała się z nim jeszcze spotkać, żeby załatwić sprawę mieszkania, które kupiliśmy niecały rok temu. Ja zaczęłam pobąkiwać coś o ślubie, dziecku, a on stwierdził, że ostatnio nam się w ogóle nie układało. Owszem, były problemy, ja wyjeżdżałam do szkoły, a on się bawił. Nie przepadałam za jego rodziną, ale ja walczyłam o niego, bo on był tam od wszystkiego, mając jeszcze trójkę rodzeństwa. Ale nie było też tak źle, a on mi to wyrzucił. Wprawdzie powiedział, żebym się nie przejmowała, bo to jego wina, że mnie zostawia, ale ja tak tęsknię. Kocham i nie potrafię go znienawidzić, był cudowny, a ja wszystko skopałam swoimi fochami. Czasami myślę, że może się przestraszył tego mojego gadania, bo ma 26 lat, ale ja wcale nie nalegałam. Stwierdziłam nawet, że może tak dalej być, jak chce. Powiedział, że w sylwestra wszystko popsułam ostatecznie. Faktycznie, nie byłam zbyt miła, ale chciałam go przeprosić. Później poskładałam wszystkie fakty, przyznał się, że zna ją od około 2 miesięcy, całował się już z nią i jest najzwyczajniej inna niż ja - nie lepsza, nie gorsza. Młodsza i pewnie ładniejsza... Chodzę do psychiatry, biorę lek. Tłumaczę sobie, że jeśli go kocham, to muszę dać mu wolność, ale tęsknota i samotność jest okropna. Nie mogę spać, uczyć się, prawie zawaliłam sesję. Moja mama cierpi też przeze mnie. Staram się żyć dla niej, ale nawet to mnie nie trzyma mocno na ziemi. Myślałam nawet o śmierci, ale nie mam na tyle odwagi. Chociaż dzisiaj w nocy sama siebie się przestraszyłam i swoich myśli. Proszę o pomoc!!! Ja sobie nie daję rady z tą utraconą miłością... Ciągle chcę do niego zadzwonić i chociaż usłyszeć jego głos... Mam go cały czas przed oczami... kochammmmmmmmm...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Jak odbudować nadszarpnięte zaufanie w związku?

Bardzo dziękuję za tak szybką odpowiedź. Zdaję sobie sprawę z tego, że kiedyś nam się nie układało, jednak teraz widzę, że to wszystko było z mojej winy. Być może wiek też wiele zmienił. Wtedy sądziłam inaczej. Trochę czasu minęło, wiele...

Bardzo dziękuję za tak szybką odpowiedź. Zdaję sobie sprawę z tego, że kiedyś nam się nie układało, jednak teraz widzę, że to wszystko było z mojej winy. Być może wiek też wiele zmienił. Wtedy sądziłam inaczej. Trochę czasu minęło, wiele rzeczy ponownie przemyślałam. Głównym powodem, jak twierdzi Marcin, jest brak zaufania. Doskonale to rozumiem. Zapewne w takiej sytuacji miałabym również ogromne obawy i wiem, że są one uzasadnione. Tylko że moje słowa co do zaufania brzmią teraz bardzo pusto. Osobiście wiem, że z biegiem czasu by je odzyskał. Jednak żeby do tego doszło, musiałby zaryzykować i spróbować jeszcze raz. Na siłę nie zmuszę nikogo do tego. Poradziła Pani, żebyśmy szczerze porozmawiali. Próbowałam nie raz. Zazwyczaj nawet jak przemyślę w domu, o czym i na jaki temat chciałabym porozmawiać, w momencie gdy ma dojść do tego, mam łzy w oczach i nie mogę złożyć sensownego zdania. Każde spotkanie to nowe nadzieje, tylko że ja już nie chce żyć tylko nadzieją. Pozdrawiam, Wiktoria

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper
Patronaty