Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje z partnerem: Pytania do specjalistów

Jestem załamana. Co powinnam zrobić?

Jakieś 5 miesięcy temu poznałam bardzo fajnego chłopaka. Jest on ode mnie dwa lata starszy (dodam, że mam 16,5 roku). Bardzo się polubiliśmy, codziennie pisaliśmy do siebie SMS-y, wieczorem ciągle pisaliśmy na gg i ogólnie mieliśmy bardzo dobry kontakt. W...

Jakieś 5 miesięcy temu poznałam bardzo fajnego chłopaka. Jest on ode mnie dwa lata starszy (dodam, że mam 16,5 roku). Bardzo się polubiliśmy, codziennie pisaliśmy do siebie SMS-y, wieczorem ciągle pisaliśmy na gg i ogólnie mieliśmy bardzo dobry kontakt. W naszych rozmowach czasem pojawiały się jakieś dwuznaczności, gdybanie, że ja i on moglibyśmy być razem i że na pewno bylibyśmy, gdyby... i tu szok z mojej strony… gdyby nie to, że ma dziewczynę. Dziwnie się z tym czułam, i naprawdę chciałam go traktować jak dobrego kolegę, przyjaciela, ale on rozkochał mnie w sobie swoimi gestami, słowami. Był nawet czas, że wierzyłam, że dla mnie z nią zerwie. Nie robiliśmy oczywiście nic, co można by było nazwać jako zdradę, tylko te rozmowy, spojrzenia itd. Na początku stycznia powiedziałam mu o swoich uczuciach, on odebrał to spokojnie, mówił, że będzie dobrze, że nie powinniśmy niszczyć naszej znajomości, że chce, żebym była dla niego kimś bliskim. Ja powiedziałam mu, że ta sytuacja mnie męczy i nie chcę już tego ciągnąć, żeby do mnie już nie pisał i że ja też nie będę. On jednak nalegał, aby tego nie kończyć. Za jakieś 6 dni napisał do mnie na gg. Napisał co u mnie, jak sylwester. Czułam się już z tym wszystkim lepiej i odpisałam mu, że wszystko dobrze i dobrze się bawiłam, z grzeczności zapytałam co u niego, i wtedy szczerze to szlag mnie trafił. Napisał mi, że całą noc spędził ze swoją dziewczyną, było wspaniale, cudownie, a następnie spytał, jak moje samopoczucie, bo martwił się cały czas. Nie rozumiem go kompletnie. Wydawało mi się to takie perfidne, jakby napisał do mnie specjalnie. Ostatnio im się nie układa, gadałam z nim dość miło, teraz w ogóle się nie odzywa. Czasem mi się wydaje, że bawi się moimi uczuciami. Że jestem zabawką, którą wyciąga, kiedy mu się nudzi, nie wiem, co robić... Jestem już tym wszystkim załamana, bo emocjonalnie bardzo to przeżywam. Boję się, że jeśli stracę z nim kontakt, to już zawsze będę sama, że nie znajdę kogoś, z kim będzie mi się tak dobrze rozmawiać, kogoś, kogo obdarzę takim uczuciem... Nie wiem, co mam zrobić...

Co mam myśleć? Potrzebuję pomocy...

Mam 27 lat, jestem z mężczyzną w związku od 3 lat. Nasz związek jest bardzo burzliwy. Bardzo często się kłócimy. Był czas, że ten mężczyzna mi ubliżał i terroryzował psychicznie, ale miłość była górą i nadal z nim byłam. Jednak...

Mam 27 lat, jestem z mężczyzną w związku od 3 lat. Nasz związek jest bardzo burzliwy. Bardzo często się kłócimy. Był czas, że ten mężczyzna mi ubliżał i terroryzował psychicznie, ale miłość była górą i nadal z nim byłam. Jednak moja psychika się trochę załamała. Nie miałam ochoty współżyć z nim przez jakiś rok. Teraz to wszystko minęło, jednak znów mam napady nerwowe, i to coraz częstsze, z byle powodów... wybucham, biję go... bo na myśl o tamtych przykrych sprawach nerwy mi się gotują. Nawet ostatnio znów nie mam ochoty na jakiekolwiek współżycie, przytulanie i igraszki... Chcę się z nim rozstać, ale on sam twierdzi, że mam loty i że sama sobie awantury robię, a jego zawsze za winnego mam. Najgorsze jest to, że jestem bezpłodna i on o tym wie, więc jak się z nim kłócę, to mi dogryza i mówi, że to z mojej winy, że latałam z gołym tyłkiem i teraz mam... Nie wiem już, co mam zrobić. Czasem mam myśli samobójcze, że skończę ze sobą, skacząc z 3 piętra... Ale strach mi nie pozwala... Nie chciałabym zrobić krzywdy tacie, bo by chyba za mną poszedł... A mama od 10 lat nie żyje... więc na pewno by się załamał. Nie wiem już, co mam myśleć. On nie chce się rozejść, mówi, że do tragedii doprowadzę, jak się rozejdziemy!!!

Czy mam nerwicę i czy jestem molestowana psychicznie?

Witam, jestem kobietą i mam 25 lat. Serdecznie proszę o pomoc, o wyjaśnienie, czy mogę mieć nerwicę i czy chłopak mnie molestuje psychicznie. Od 4 mięsiecy mam bóle w klatce piersiowej. 5 kardiologów mówiło, że to nie serce, stwierdzono...

Witam, jestem kobietą i mam 25 lat. Serdecznie proszę o pomoc, o wyjaśnienie, czy mogę mieć nerwicę i czy chłopak mnie molestuje psychicznie. Od 4 mięsiecy mam bóle w klatce piersiowej. 5 kardiologów mówiło, że to nie serce, stwierdzono natomiast skoliozę kręgosłupa i to niby przez to te bóle. Rehabilitacja niestety nie pomogła. Zaczynam mieć dziwne myśli. Skoro mnie boli serce, to umrę. Najgorzej jest w nocy, gdy jestem sama. Sama podejrzewam, że to już takie nerwowe bóle, ale z tymi myślami o śmierci nie mogę sobie poradzić. Mama mi powiedziała, że to przez chłopaka, bo nie mam poczucia bezpieczeństwa. Jesteśmy razem od 4 lat i zerwał ze mną dosłownie z 50 razy, ja z nim nigdy, zawsze to jest wszystko moja wina. Jak się wkurzy o jakąś błahostkę, to później nie odzywa się przez parę dni, to ja muszę ciągle do niego dzwonić, przepraszać go i zgadzać się później na jego nowe zasady, bo przecież sama sobie zawiniłam, że on musi je wprowadzać. Ja wiem, że to nie jest zdrowe, ale jemu nie mogę się sprzeciwić, bo wiem, co powie. Kocham go, ale czuję, że mnie to wykańcza psychicznie. Nawet powiedziałam mu ostatnio o swoich lękach zdrowotnych i że myślę o psychologu, i oczywiście to się obróciło przeciwko mnie, bo przy ostatniej kłótni usłyszałam już 3 razy, że faktycznie powinnam się leczyć. Proszę o jakąś radę, bo już nie wiem ,do kogo mam się zwrócić... Nie przyjmuję żadnych leków. Pozdrawiam. Kasia

Jestem z chłopakiem, który próbował popełnić samobójstwo

Witam, mam 26 lat, od 5 lat jestem w związku z chłopakiem, który próbował popełnić samobójstwo. Zrobił to, wieszając się na pasku na klamce w moim domu. Jedna próba mu nie wyszła. Udało mi się go odciąć i po...

Witam, mam 26 lat, od 5 lat jestem w związku z chłopakiem, który próbował popełnić samobójstwo. Zrobił to, wieszając się na pasku na klamce w moim domu. Jedna próba mu nie wyszła. Udało mi się go odciąć i po reanimacji odzyskał przytomność, po czym zabrała go karetka i zawiozła do szpitala psychiatrycznego. Tam przebywał 3 dni na oddziale, po czym został wypuszczony i jedyne co dowiedziałam się od lekarza prowadzącego, że powodem jego próby była zazdrość i miłość do mnie. Od tego zdarzenia minęło pół roku. Dalej jesteśmy razem, bo mnie męczy poczucie winy i groźby z jego strony, że znów to zrobi. W jaki sposób mogę mu pomóc i sobie, bo to wszystko doprowadza do tego, że ja nie mam już siły tak żyć.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Kwiatkowska
Mgr Joanna Kwiatkowska

On boi się miłości...

Witam! Chłopak, który bardzo mi się podoba, powiedział, że mnie kocha, ale boi się tego uczucia... Mam walczyć o niego i jego uczucie??? :/
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Kwiatkowska
Mgr Joanna Kwiatkowska

Jak żyć dalej - proszę o pomoc...

Moja sytuacja jest następująca. 9 miesięcy temu poznałam mężczyznę, w którym zakochałam się do szaleństwa. To była prawdziwa miłość, nigdy wcześniej tego nie czułam. On też zapewniał mnie o swojej miłości. Wierzyłam mu, to było widać w jego oczach....

Moja sytuacja jest następująca. 9 miesięcy temu poznałam mężczyznę, w którym zakochałam się do szaleństwa. To była prawdziwa miłość, nigdy wcześniej tego nie czułam. On też zapewniał mnie o swojej miłości. Wierzyłam mu, to było widać w jego oczach. Był tylko jeden problem - miał żonę i dziecko. Obiecał, że się z nią rozstanie do końca roku. Po czym w grudniu oświadczył, że nie da rady tak szybko tego zrobić, że ona nie chce się rozstać, że to pewnie potrwa. Na początku się załamałam, bałam tego czekania, ale potem zrozumiałam, że tak bardzo go kocham, że wytrzymam. Tylko że on odsunął się ode mnie, przestał okazywać miłość, czułość. Twierdził, że tym rani mnie jeszcze bardziej, że będę chciała więcej, a on nie może mi na razie tego dać, że najpierw musi skończyć tamto, a dopiero zacząć ze mną. Powiedział, ze odezwie się, jak tamto skończy. Zupełnie się załamałam, od miesiąca płaczę codziennie, nie jem, nie mogę się na niczym skoncentrować. Bardzo go kocham, nie umiem zapomnieć, wszystko mi go przypomina. Ciągle tylko płaczę, nawet to nie płacz tylko "wycie" z rozpaczy. Wszyscy tłumaczą mi, że on nigdy już nie zadzwoni, że od niej nie odejdzie, ale ja nie dopuszczam tej myśli do siebie. Nie umiem się pozbierać, w oczach mam cały czas łzy, wieczorami nie mogę usnąć, nie śpię pół nocy, a rano jestem nieprzytomna. Ciągle tylko płacz i łzy. Nie wiem, jak mam żyć dalej, nie wiem, czy w ogóle mam po co żyć. To tak strasznie boli. Wszyscy mówią "weź się w garść", "otwórz oczy dziewczyno", a wtedy boli mnie jeszcze bardziej. Co ja mam zrobić? Psychicznie już nie wytrzymuję

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Kwiatkowska
Mgr Joanna Kwiatkowska

Toksyczne zauroczenie. Czy to choroba psychiczna?

Witajcie!!! Mam pewien, jak dla mnie, dość poważny problem, z którym w ogóle sobie nie radzę :( Otóż wpadłam w jakieś dziwne, toksyczne zauroczenie. Pracuję w pewnej firmie od 3 lat, w miarę dobra praca, stała, od pierwszego dnia moją...

Witajcie!!! Mam pewien, jak dla mnie, dość poważny problem, z którym w ogóle sobie nie radzę :( Otóż wpadłam w jakieś dziwne, toksyczne zauroczenie. Pracuję w pewnej firmie od 3 lat, w miarę dobra praca, stała, od pierwszego dnia moją uwagę przykuł jeden z kolegów, sporo starszy ode mnie, kawaler, pod 40., ale w jakimś związku ze sporo starszą od siebie kobietą. Lubiłam z nim rozmawiać, żartować, zauroczyłam się. On zaczął sobie pozwalać z czasem na coraz więcej, jakieś niewinne dotknięcia, a w końcu regularnie zaczął mnie obmacywać. Z jednej strony czułam szaloną przyjemność, jego dotyk sprawiał mi przyjemność, a z drugiej strony ogromne wyrzuty sumienia, że porządna dziewczyna nie powinna zgadzać się na coś takiego. Do tej pory nie pozwalałam żadnemu facetowi na coś takiego. Kłóciły się we mnie skrajne emocje i w końcu nie wytrzymałam, przeprowadziłam z nim rozmowę. On od razu zaczął się bronić i wycofywać, mówić, że mnie bardzo lubi, podobam się, ale ma kobietę i nic z tego nie będzie, przepraszał, że mnie skrzywdził i że to się nie powtórzy. Później w domu ryczałam, zależało mi na nim. Przez jakiś czas dotrzymywał słowa, wręcz mnie unikał, po jakimś miesiącu znowu. Jak gdyby nigdy nic znowu. Ja naprawdę nie wytrzymuję tego, ja ciągle jestem w nim zakochana, nie chce mi to minąć, walczę z tym, na domiar złego nie jestem w stanie zainteresować się nikim innym, odrzucam kolejnych chłopaków, mam już 25 lat. Od pewnego czasu starał się o mnie pewien chłopak, mój równolatek, jest opiekuńczy, próbuje być czuły, ale oczywiście ja mu nie pozwalam na nadmierne czułości, mówi, że nie chce być dłużej tylko moim przyjacielem, a ja nie potrafię go docenić i nic do niego nie czuję. Jest to chłopak w miarę niebrzydki i przede wszystkim bardzo ułożony i grzeczny. Mimo to dla mnie jest jakiś... odpychający. Czuję dyskomfort nawet wtedy, kiedy tylko dotknie mojej dłoni. Co innego jak mnie dotknie facet z pracy. Jakiś czas temu wpadł za mną do pustego pomieszczenia, miałam sukienkę, zaczął gładzić mnie po udach, biodrach, podziwiać, że mam niesamowicie jędrne ciało itp. Przeprowadziłam z nim drugą rozmowę, powiedział, że tym razem na pewno się ograniczy, że więcej tak nie zrobi. I taki on właśnie jest, najpierw łazi koło mnie, zaczepia, zagaduje, a potem unika jak ognia, wręcz jest oschły, a kiedy ja staram się dojść do siebie i wyrzucić go z głowy, znowu nie daje mi spokoju. Najgorsze jest to, że jestem w nim zakochana i nie umiem tego zwalczyć, mimo że wiem, że nic z tego nie będzie. Z jednej strony chcę mieć z nim kontakt, ale taki normalny, oparty na rozmowie, żartach, a widzę, że on woli coś innego. A jak się sprzeciwiam na obmacywanie, to traktuje jak powietrze. Właściwie nigdy nie wiem, czego można się po nim spodziewać danego dnia, a najgorsze jest to, że on strasznie mnie omotał i zdaje sobie z tego sprawę. Bywają momenty, że on aranżuje sytuacje, żebym znalazła się z nim sam na sam w jakimś gabinecie, gdzie nikt nie wchodzi. Do tej pory dotykał głównie mnie, można właściwie nazwać, że pieścił, a od jakiegoś czas daje mi do zrozumienia, żebym i ja pieściła jego. Ja wiem, że może wam się wydać chore to, co piszę, ale to nie jest żadna prowokacja i potraktujcie mój problem poważnie. Nie chciałabym zwalniać się z pracy, ale co mam robić??? Jak się odkochać? Jak nabrać wiary w siebie i pewności siebie, bo dodam, że cierpię na niską samoocenę, nie mam wiary w siebie i swoją atrakcyjność:( Ta dziwna relacja z nim w jakiś dziwny sposób mnie uzależniła, mam w sobie same sprzeczne uczucia, emocje. Przyłapuję się na tym, że z jednej strony chcę być dotykana przez niego, chcę go dotykać, a z drugiej strony myślę, że to jest chore, żeby w taki sposób i w ogóle... Dodam, że jak wyżej napisałam, moim problemem jest niska samoocena, brak wiary w siebie. Nie wiem czemu, ale ciągle jestem z siebie niezadowolona, ciągle poprawiam coś w swoim wyglądzie, ciągle staram się wyglądać szałowo, prowokacyjnie, a mimo wszystko ciągle wydaje mi się, że nie jestem dość atrakcyjna. Ciągle zastanawiam się też, co tak naprawdę myśli o mnie ten facet, czy mu się podobam, czy może kpi ze mnie i jaja sobie robi... Ja wiem, że to chore, ale tak mam. Bardzo bym chciała ułożyć sobie życie, zakochać się w kimś normalnym, z wzajemnością i mieć w przyszłości dzieci, rodzinę, ale wydaje mi się już nieraz, że w moim wieku już chyba za późno na jakieś sensowne zmiany, ja już mam widocznie taki charakter i jestem trochę zdziczała. W dodatku nie wierzę w to, że udałoby mi się zakochać w kimś innym niż ten człowiek. On nie zasługuje na takie uczucie, ale to silniejsze ode mnie. Zastanawiam się, czy to co mam, czy takie dziwne zauroczenie, to jakaś odmiana choroby psychicznej? Niby z jednej strony zdaję sobie sprawę, że to co robię, to co on robi, nie jest normalne. Ale z drugiej strony przeraża mnie moje krzywe spojrzenie na tę sytuację i to, jak on potrafi mnie "zaczarować". Mam kilku znajomych, przyjaciół, którzy wiedzą o mojej sytuacji, którym się zwierzałam, którzy maglowali ze mną wielokrotnie ten temat i kazali zerwać tę chorą relację, przytakiwałam im, po czym robiłam to samo. Błagam, pomóżcie mi, niech ktoś mi coś powie, jak to widzi, dlaczego tak się ze mną "porobiło" i czy to objaw jakiejś choroby albo zaburzenia???

Czy to już przesada?

Mam ok. 40. Obecnie jestem związany z pewną osóbką. Trwa to od kilku miesięcy. Ostatnio często łapię się na tym, iż ciąglę myślę o tym, że mnie zdradza. Nie mieszkamy razem i nie wiem, co robi w tym czasie, jak... Mam ok. 40. Obecnie jestem związany z pewną osóbką. Trwa to od kilku miesięcy. Ostatnio często łapię się na tym, iż ciąglę myślę o tym, że mnie zdradza. Nie mieszkamy razem i nie wiem, co robi w tym czasie, jak mnie nie ma. Często dzwonię i piszę, co już zaczyna Ją denerwować i boję się, że przez własną głupotę Ją stracę. Ostatnio pisała w internecie z pewnym chłopakiem. Jak spytałem, kto to, dostałem odpowiedź, że dawny znajomy i że kończy pisanie. Chyba mi to nie wystarczyło, bo ciągle myślę, że robi to za moimi plecami. Szczera rozmowa może by coś dała, ale jak to prawda i odejdzie, życie straci sens. Więc tego nie robię. Przez to co się dzieje, już nic mi się nie chce, nawt jedzenie to konieczność. Mam kłopoty ze spaniem. Zapomniałem napisać, że już straciłem kogoś przez zdradę i może stąd mój brak zaufania :-) Pomóżcie, co mam robić? Pozdrawiam.

Czy on mnie kochał albo kocha?

Poznałam faceta... który mnie w sobie rozkochał... pisał, mówił, że mnie kocha, że chce ze mną być itp., itd. Czy mówił prawdę, czy chciał tylko seksu? Kocham go nad życie, nie wiem, co mam robić dalej. Wyłączył telefon jakiś tydzień temu, nie odzywa się do mnie...
odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Czy ze mną jest coś nie tak, bo chcę rozwodu?

Sama nie wiem już, co mam myśleć, dlatego postanowiłam napisać do Was. No to od początku. Od kiedy pamiętam, nie umiałam się dogadać z matką,wiecznie były awantury w domu, zawsze czułam się odrzucona, niekochana. Bardzo często poniżała mnie przy...

Sama nie wiem już, co mam myśleć, dlatego postanowiłam napisać do Was. No to od początku. Od kiedy pamiętam, nie umiałam się dogadać z matką,wiecznie były awantury w domu, zawsze czułam się odrzucona, niekochana. Bardzo często poniżała mnie przy moich znajomych. Mając 16 lat, miałam pierwszą próbę samobójczą, w wieku 19 - drugą. Kilkakrotnie wyrzuciła mnie z domu. W wieku 23 lat zaszłam w ciążę z chłopakiem, z którym chodziłam rok, będąc w 2 miesiącu ciąży zerwałam z nim. Fakt, on chodził, chciał tego ślubu, tylko że ja nie chciałam. Zostałam zmuszona przez matkę do ślubu. Od ślubu minęło 7 lat, w tym czasie dwa razy mąż mnie pobił. W ostatnich miesiącach podjęłam decyzję o rozwodzie. Finał tego jest taki, że jestem najgorsza w rodzinie, mimo że tylko wspomniałam matce, że chcę wziąć rozwód, usłyszałam wiele nieprzyjemnych słów (po raz kolejny). Oczywiście mój mąż jest najwspanialszym człowiekiem na świecie w jej oczach, bo będąc u nas gościem, on umie stwarzać pozory. W chwili obecnej mam prawie 30 lat, jedyną radością, dla której codziennie wstaję z łóżka na tym świecie, jest nasza córeczka. Gdyby nie ona, miałabym trzecią próbę samobójczą, tym razem na pewno udaną. Nie mam już siły na nic, nie chcę tkwić w takim małżeństwie, ale nie wiem, co będzie dalej, nie mam w nikim wsparcia, chociaż bardzo tego potrzebuję. Niby przyzwyczaiłam się do radzenia sobie samej zawsze, ale niektóre sprawy mnie przerastają, w ciągu 3 miesięcy schudłam 20 kilo. Niedawno znalazłam pracę, cieszę się z tego, bo tam zapominam o problemach, tam umiem się pośmiać, porozmawiać z ludźmi, ale wracając do domu, humor odchodzi gdzieś, jestem cały czas smutna, przygnębiona, często płaczę. Łapię się na tym, że gdybym mogła, pracowałabym 24 godziny na dobę. Nie wiem, co mam dalej robić, żyję tylko i wyłącznie dla córeczki. Ostatnio matka powiedziała mi, że jestem głupia i nienormalna, bo chcę rozwodu. Czy to faktycznie ze mną jest coś nie tak? Naprawdę mam już dość tego wszystkiego :(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Kwiatkowska
Mgr Joanna Kwiatkowska

Toksyczny związek - czy powinnam odejść?

Jestem z chłopakiem od 10 lat, źle czuję się w tym związku. Analizując to, jak jest między nami, stwierdzam, że nasz związek jest toksyczny. Mój partner ciągle mnie poucza, krytykuje, narzuca swoje racje i szantażuje. Każde nasze wyjście...

Jestem z chłopakiem od 10 lat, źle czuję się w tym związku. Analizując to, jak jest między nami, stwierdzam, że nasz związek jest toksyczny. Mój partner ciągle mnie poucza, krytykuje, narzuca swoje racje i szantażuje. Każde nasze wyjście z domu na rodzinną uroczystość to koszmar, on po prostu wyprowadza mnie z równowagi, tylko żebym dała mu spokój, żeby nie musiał iść. Poza tym jesteśmy tyle lat razem, a ja nie czuję się przy nim bezpieczenie. On nie chce ślubu, bo twierdzi, że papierek nie jest do niczego potrzebny, a i ja zastanawiam się, czy dobrze zrobię, wiążąc się z takim człowiekiem. Chciałam odejść i zaczęłam się pakować, a wtedy on zmiękł i poprosił, żebym dała mu szansę, a on być może się zmieni. Jest mała zmiana, stara się być bardziej opanowany, nie kłóci się już tak często i mniej się czepia. Ale nie jestem pewna, jak długo to potrwa. Nigdy nie chce pomagać w domowych obowiązkach, wszystko jest na mojej głowie. Ostatnio wspomniał, że chciałby mieć dziecko, a ja zastanawiam się, czy to na pewno jest ta osoba, z którą chcę mieć i wychowywać dzieci. Nie wiem, co powinnam zrobić i czy odejść od niego, choć nie jest to dla mnie łatwe. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

To moja wina, że tak jest?

Od pięciu lat jestem z chłopakiem, mieszkamy ze sobą już 4 lata. Wyjechałam do niego za granicę, on ma tam prawie całą rodzinę, ja przyjechałam sama z nadzieją, że znajdę pracę, ale tak się złożyło, że nie znałam jezyka, nie...

Od pięciu lat jestem z chłopakiem, mieszkamy ze sobą już 4 lata. Wyjechałam do niego za granicę, on ma tam prawie całą rodzinę, ja przyjechałam sama z nadzieją, że znajdę pracę, ale tak się złożyło, że nie znałam jezyka, nie wychodziłam z domu, nawet za daleko nie oddalałam się od domu, aby się nie zgubić. Siedziałam całymi dniami w domu, sprzątałam, gotowałam i tak w kółko. Bywało tak, że nie wychodziłam z domu, przestałam się uśmiechać. Pewnego dnia powiedziałam chłopakowi, że wyjeżdżam, że mam dosyć, ale prosił, żeby zostać. Z drugiej strony nie chciałam odejść, kochałam go. Tak mijały dnie, miesiące, a ja tak siedziałam w domu. Nie miałam na nic pieniedzy. Od chłopaka nie brałam, nie mogłam tak, ani też nie dawał mi. Nawet nie miałam kasy, żeby gdzieś wyjść na kawę. Codziennie sobie powtarzałam - nie chcę takiego życia. Nie lubiłam siedzieć w domu. Dwa lata siedziałam bez pracy. Pewnego dnia znalazłam ogłoszenie. Zaczęłam zarabiać, miałam pieniądze na wszystko. Zrobiłam prawo jazdy i szkołę. Praca się skończyła, znowu siedziałam w domu, czasami coś się trafiło, ale nic na stałe. Znowu siedziałam jak kura domowa; nie miałam znajomych, próbowałam się umawiać przez internet z ludźmi, ale każdy miał czas wieczorem albo byli w pracy, albo w szkole. Codziennie budziłam się z płaczem, nie miałam siły, nie chciało mi się żyć. Mój chłopak zarabiał, kupował sobie, co chciał, miał na wszystko i zawsze się tym chwalił. Śmiał się z mojej dorywczej pracy. Kiedyś nawet w domu sobie dorabiałam, brałam 20 euro, to śmiał się i powiedział, że on to ma na śniadanie. Zawsze się wszystkim chwalił, co on to nie miał, gdzie on to nie był, a my jeszcze nigdzie nie byliśmy na urlopie, mimo że dużo zarabia i zawsze uważa, że ma wszystko najlepsze. Kiedyś próbowałam zostawić mojego chłopaka, ale nie mogłam, zależało mi na nim. W końcu przyjechaliśmy do Polski, z czego bardzo się ucieszyłam. Pewnego dnia postanowił wyjechać jeszcze na parę dni za granicę, pozałatwiać sprawy. Nie chciałam z nim jechać, powiedziałam mu, że już tam nigdy więcej nie pojadę, chyba to oczywiste, bo i tak przyjechaliśmy do Polski na stałe. Dowiedziałam się, że pisał z jakąś dziewczyną. Pisał jej, że mieszka sam, a przecież razem mieszkamy, namawiał ją, żeby przyjechała, nalegał, był nachalny. Do spotkania nie doszło, bo ona nie chciała. Czy mogę mu zaufać? Przepraszał, mówił, że kocha, że to przeze mnie, bo powiedziałam, że już nigdy nie pojadę za granicę, ale to chyba oczywiste skoro przyjechaliśmy na stałe do Polski. Zaczęłam pracować w moim zawodzie. Nagle mojemu chłopakowi nie wiodło się w Polsce, za to ja byłam bardzo zadowolona, uśmiechnięta, chciało mi się żyć, wyleczyłam się z depresji, ale on postanowił znowu wyjechać za granicę. Namawiał mnie, żebym zrezygnowała z pracy, śmiał się, że mało zarabiam. Przecież chciał przyjechać do Polski, to czego się spodziewał, że będę zarabiała dużo? Kiedyś powiedział, że nic nie osiągnęłam w życiu. Pojechał sam, czekał na mnie, na jego życzenie musiałam brać wolne i jechać do niego. Praca się skończyła w Polsce. Wyjechałam znowu, nie mam ochoty sprzątać jego mieszkania, gotować itp., bo po co, skoro powiedział, że mieszka sam. Zastanawiam się nad tym związkiem, rękę podnosił na mnie, potrafił mówić przykre słowa. Rzadko się kłócimy. Jeśli jesteśmy w Polsce, to chce, żebym tylko u jego rodziców siedziała, cały czas z nim. On robi, co chce, a ja się nudzę. To pojedzie na przejażdżkę z kolegami, a ja siedzę. Jeśli chcę zostać jeden dzień u moich rodziców, to mówi: "Wolisz z mamusią siedzieć niż ze mną". On chce, żebym tylko u niego siedziała. Jak pojadę do siebie i wyraźnie mu mówię, że dzisiaj zostaję u siebie, bo chcę mieć też dla siebie czas i posiedzieć trochę z moją rodzinką, to on i tak przyjeżdża po mnie. Może przesadzam z tym wszystkim, ale nie czuję się szczęśliwa, nie wiem dlaczego. Chcę być szczęśliwa, mieć kiedyś męża. Niestety, mój chłopak powiedział, że nigdy się ze mną nie ożeni... Za parę dni mam zacząć pracować za granicą w swoim zawodzie. Teraz siedzę w domu i mam dosyć. Chciałabym zostawić to wszystko i wyjechać. Siedzę w domu parę dni, odechciewa mi się wszystkiego. Gdybym miała stałą pracę, zarabiała, to mój związek może byłby idealny. Czuję się winna, mało zaradna, beznadziejna...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Jak żyć po tej zdradzie?

Witam, większość osób, które zadają takie pytanie zwykle jest zdradzana. Nie w moim przypadku. Ale od początku. Wyjechałam do pracy za granicę na kilka miesięcy. W tym momencie został mi jeszcze miesiąc tutaj. Mieszkamy w dużym domu z grupą przyjaciół,...

Witam, większość osób, które zadają takie pytanie zwykle jest zdradzana. Nie w moim przypadku. Ale od początku. Wyjechałam do pracy za granicę na kilka miesięcy. W tym momencie został mi jeszcze miesiąc tutaj. Mieszkamy w dużym domu z grupą przyjaciół, których tu poznałam, około 10 osób. W Polsce mam narzeczonego, jesteśmy ze sobą od 4 lat, w przyszłym roku planujemy ślub. W grupie moich znajomych tutaj wywiązał się romans, a raczej związek. Byli ze sobą już jakiś czas, kiedy on nagle zaczął zbliżać się do mnie... Jedna impreza, alkohol, pocałunki, ale nic więcej. Potem następna i ta sama sytuacja. Czułam, że to tylko zabawa, że nic się nie dzieje. Ale później niepotrzebny był już nam alkohol, spędzaliśmy ze sobą całe dnie, w końcu przespaliśmy się ze sobą. Kilka razy. Ona była załamana, miała złamane serce, bo go kochała. Mi jakby rozum odjęło. Zakochałam się w nim. Potrafiłam być tylko z nim, słuchać jak do mnie mówi, o mnie mówi. Ale zdecydowaliśmy, że to, co nas łączy, jest chore. Bez sensu. Nie ma przyszłości, niszczy nasze, a przede wszystkim moje życie. Rozstaliśmy się tydzień temu. Mnie to ciągle boli, bo jestem w nim zakochana. On wrócił do poprzedniej dziewczyny, bo mu wybaczyła. I to jeszcze bardziej boli, bo ciągle mieszkamy w tym samym domu. Za miesiąc się wyprowadzam, więc nie da rady się przeprowadzać teraz. Zdradziłam i sama jestem zdradzona teraz. Moje serce pęka... Bo nie wiem, co robić. Jak zapomnieć o nim i o tym, co zrobiłam? Całe dnie siedzę i patrzę się w ścianę. Nie jem. Jak coś zjem, to... no właśnie. Czuję, że namieszałam w swoim życiu i nie mogę się z tego wygrzebać. Proszę o jakąś radę... Gosia

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

W jakis sposób dobrze ułożyć sobie związek z nastolatką?

Dzień dobry. Jestem 25-letnim już prawie mężczyzną. Rok temu poznałem wtedy 17-latkę, dziewczynę, która bardzo mnie polubiła, chyba się zakochała we mnie. Spotkaliśmy się kilka razy, jednak ja z zaskoczeniem dla niej powiedziałem, że musimy zerwać ze sobą kontakty. Nie...

Dzień dobry. Jestem 25-letnim już prawie mężczyzną. Rok temu poznałem wtedy 17-latkę, dziewczynę, która bardzo mnie polubiła, chyba się zakochała we mnie. Spotkaliśmy się kilka razy, jednak ja z zaskoczeniem dla niej powiedziałem, że musimy zerwać ze sobą kontakty. Nie czułem się jakoś dobrze w tych relacjach, wydaje mi się, że dzieliła nas za duża różnica w dojrzałości. Ponadto bałem się sprowadzić taki związek dla swojej zabawy, przyjemności. Ona jest romantyczką, powiedziała mi też, że seks jej nie przeszkadza w związku, choć chce to zrobić w miłości. Ja jednak nie chciałem z nią się kochać, wiedziałem, że z mojej strony nie będzie jakiegoś prawdziwego uczucia, gdyż raczej nie moglibyśmy stworzyć w pełni partnerskiego związku. Mijały miesiące, pisaliśmy trochę ze sobą. Nie przestałem o niej myśleć. Martwię się o nią, zależy mi, żeby się wykształciła itd., zauważyłem też, że szybko dojrzewa. Chciałbym w jakiś sposób odbudować nasze relacje. Ona teraz ma do mnie dystans, dlatego boi się powtórnego rozczarowania, choć chce próbować także. Postanowiłem do niej pisać co jakiś czas. Proszę o poradę, w jaki sposób mam prowadzić takie relacje, zależy mi na niej. Sam mam trudny charakter, jestem wrażliwy i często mam niskie poczucie własnej wartości. Wynika to z faktu, że za młodu, przedwcześnie dowiedziałem się, że jestem dzieckiem z gwałtu, i to był jakiś punkt zwrotny w moim życiu. W dodatku moja matka ma częste nawroty choroby psychicznej, co też bardzo mocno oddziaływało i oddziałuje na moją psychikę. Uważam, że dlatego bardzo trudno jest mi wejść w dobry związek z dziewczyną, nie czuję się pewnie, nie jestem pewny swoich uczuć. Nie wiem, jak mam prowadzić takie relacje, z braku pełnej rodziny nie miałem przykładu od rodziców. Tak jakoś zawsze czułem się gorszy, choć staram się pracować nad sobą. Za bardzo nie ma mi kto pomóc, nie mam takiej osoby, której mógłbym się z tego zwierzyć, zresztą nie chcę nikomu o tym mówić. Bardzo proszę o jakieś porady. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Miłość? Romans? Raczej przekleństwo i chęć ucieczki...

Mam 24 lata. Ponad półtora roku temu poznałam w pracy faceta. Dużo złych rzeczy słyszałam na jego temat, więc starałam się go unikać. Plotka głosiła, że jest to typ faceta, który lubił romanse i podboje. Od początku mojej pracy za...

Mam 24 lata. Ponad półtora roku temu poznałam w pracy faceta. Dużo złych rzeczy słyszałam na jego temat, więc starałam się go unikać. Plotka głosiła, że jest to typ faceta, który lubił romanse i podboje. Od początku mojej pracy za mną chodził i próbował się umawiać. Skutecznie go zbywałam przez 3 miesiące. Jednak pewnego dnia moja koleżanka dała mi radę, że jeśli się z nim nie umówię na kawę, nie da mi spokoju. Głupia posłuchałam, wiem, że ona chciała pomóc, jednak wyszło jak wyszło. Umówiliśmy się, że po pracy pójdziemy na herbatę. Jako że skończył wcześniej, przyjechał po mnie i spędziłam miło godzinę, po czym odwiózł mnie do domu. Był bardzo kulturalny. Nie narzucał się w żaden sposób. Wytłumaczyłam mu, że romanse w pracy mnie nie interesują i żeby się nie wysilał. Wtedy akurat byłam w związku, a kolega akurat nie był zupełnie w moim typie. Na co on mi powiedział, że ma już drugą żonę i dziecko, więc chce się tylko zaprzyjaźnić. Zdziwił mnie jedynie fakt, że nikt z pracy mnie nie poinformował o jego stanie cywilnym, jednak nie miało to dla mnie najmniejszego znaczenia, gdyż facet mi się po prostu nie podobał. Nie zorientowałam się wcześniej, gdyż nie nosił obrączki. Po naszej "herbacie" nabrałam do niego większego zaufania, niemniej jednak rzadko dawałam się zaprosić na lunch bądź podwiezienie do domu po pracy. Po pół roku "kolegowania się" poprosił mnie, żebym mu pomogła w pewnej sprawie. Okazało się, że chodziło o jego starszego syna z pierwszego małżeństwa. Dowiedziałam się po fakcie. Nie spodobało mi się to, że mnie miesza w swoje rodzinne sprawy, ale jakoś przełknęłam te wyprawę. W drodze powrotnej stanął w lesie i zaczął mnie całować. Wpadłam w panikę i uderzyłam go dość mocno. Przestał. Jednak zaczął mi mówić, że on dłużej tak nie może, że mnie pragnie, że kochając się z żoną, ciągle wyobraża sobie mnie, bo inaczej nie daje rady, że przecież miło spędzamy ze sobą czas i że może trzeba by coś zmienić między nami. Absolutnie byłam na nie. Nigdy w życiu nie chciałabym zrujnować komuś małżeństwa. Tłumaczyłam, że tak nie można, że ja potrzebuję miłości, a nie seksu, więc nie dam rady z nim nic robić. Powiedziałam, że nie potrafiłabym przespać się z facetem, który ma już rodzinę. Nie zrozumiał, na siłę mnie "wziął", pomimo tego, że się rozpłakałam. Potem radośnie odwiózł mnie do domu i powiedział "do jutra kochanie". W czasie drogi ja milczałam, a on mówił o "nas", że jest szczęśliwy. Nie płakałam po tym wydarzeniu wcale. Byłam po prostu zła, że to się stało. Unikałam go w pracy, nie odbierałam telefonu, ale gdy ludzie zaczęli się pytać, co się stało, postanowiłam się z nim zmierzyć i go niszczyć zawodowo. Jednak codziennie przy mnie był, przepraszał, kupował prezenty, chciał naprawić to, co zepsuł. Idiotka mu uwierzyłam po dłuższym czasie. Dziś sytuacja wygląda tak, że po tych jego gierkach i praniu mózgu, jakie mi zafundował codziennymi telefonami bądź esemesami,  w końcu się w nim zakochałam. Ale co najdziwniejsze, nie chcę ani rozpadu jego małżeństwa, ani bycia z nim. Chciałabym wiedzieć jedynie, kim dla niego jestem i czy kiedyś pozwoli mi odejść, zapomnieć. Ciężko mi żyć ze świadomością, że kocham kogoś, kto po prostu na to nie zasługuje. Nigdy mu tego nie powiedziałam oczywiście, ale boję się, że on to widzi. Widzi, jak na niego patrzę. Każdy kolejny dzień sprawia mi ogromny ból. Jestem sama. Nie potrafię z nikim być. Jestem monogamistką, nie mogłabym grać na dwa fronty. Nawet nie wiem, czy on mnie kocha? Być może ta wiedza by mi pomogła w walce. Nic tak nie podcina skrzydeł jak miłość nieodwzajemniona do kogoś, kto nie jest wart złamanego grosza. Poczucie własnej wartości leci na łeb i na szyję. Co mam robić? Nie chcę skandalu i nie chcę, żeby jego małżeństwo na tym ucierpiało. Więc milczę. Z każdym dniem trudniej funkcjonować... Nigdy nie byłam zakompleksiona, raczej wierzę w siebie, staram się nie pokazywać swoich uczuć i udaję każdego dnia, że jest okej. Ale wewnątrz płonę i nie chcę nikomu o tym mówić. Nikt by się nie spodziewał, że cierpię. Potrafię oddzielać moją prywatność od obowiązków i pracy, staram się być obiektywna. Ale nie widzę rozwiązania. Zwolnienie z pracy mi nie pomoże, proszę uwierzyć na słowo. Brałam już urlopy i starałam się uciec. Nie da się... pomocy...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Potrzebuję pomocy. Mój mężczyzna cierpi i myśli o samobójstwie...

Witam, bardzo potrzebuję pomocy, nie wiem, co robić... Mój ukochany najprawdopodobniej wpadł w depresję. Niemal zupełnie się ode mnie odsunął. Nie widujemy się już pół miesiąca - ja chcę, on nie. Przestał odbierać moje telefony. Pisze SMS-y, często są one...

Witam, bardzo potrzebuję pomocy, nie wiem, co robić... Mój ukochany najprawdopodobniej wpadł w depresję. Niemal zupełnie się ode mnie odsunął. Nie widujemy się już pół miesiąca - ja chcę, on nie. Przestał odbierać moje telefony. Pisze SMS-y, często są one tak koszmarne dla mnie: oskarża mnie w nich, że pewnie mam już innego faceta, że go nie kocham, nie potrzebuję... Mnie to tak boli, że ledwo wyrabiam... Pisze do mnie często, że chce się zabić, że popełni samobójstwo... Wariuję z rozpaczy. Nie wiem, co robić. Proponowałam, że pójdziemy do lekarza - odmówił. Umówiłam go na wizytę - nie poszedł. Dzwoniłam do jego mamy - opowiedziałam pokrótce, co się dzieje, i że to są jakieś stany depresyjne wg mnie... Zaśmiała się i powiedziała, że w domu wszystko okej, że je, śpi, chodzi wesoły, rozmawia ze wszystkimi... Poczułam się jak wariatka... Pytałam go potem, czy tak udaje przed rodziną... Przyznał, że tak... Nie wiem kompletnie, co robić... Nie daję sobie z tym rady... Jestem w ciąży. Z nim. 2 miesiąc. Nie uniosę już tego dłużej. Potrzebuję, by i o mnie ktoś się zatroszczył, ostatnio o wszystkim zapominam, bo liczy się wyłącznie on, tak strasznie chcę mu pomóc, tak strasznie go kocham... Ile przykrych słów na swój temat od niego usłyszałam ostatnio... I wciąż, że albo mnie rzuca, albo że odejdzie i tak, bo się zabije... Ja nie wiem, co robić...

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Moja dziewczyna mówi, że się zabije - jak mam jej pomóc?

Mam 20 lat i dziewczynę o rok młodszą. Jesteśmy ze sobą pół roku, ale już planujemy wspólną przyszłość. Mi zostało pół roku szkoły, a jej półtora. Mieszka w rodzinie zastępczej w mieście obok, widujemy się tylko w szkole, w piątek...

Mam 20 lat i dziewczynę o rok młodszą. Jesteśmy ze sobą pół roku, ale już planujemy wspólną przyszłość. Mi zostało pół roku szkoły, a jej półtora. Mieszka w rodzinie zastępczej w mieście obok, widujemy się tylko w szkole, w piątek i w sobotę wieczorami od 18 do 22, bo tylko tyle czasu jej dają. Miała trudne przeżycia w dzieciństwie. Teraz bardzo na mnie naciska i chce już w tej chwili ze mną zamieszkać. Ale póki nie napiszę matury i nie będę miał pracy, to nic niestety nie mogę zrobić. Moja ukochana mówi, że już nie ma siły czekać i chce się zabić. Staram się ją od tego odwieść, już nawet szukamy jakiegoś taniego mieszkania, ale na próżno. Cały czas mówi mi, że to zrobi. Już raz się cięła, bo nie mogła beze mnie wytrzymać. Podejrzewam, że chce zajść już teraz w ciążę, bo i o tym była mowa, a kiedy myślała, że będziemy mieli dziecko, to była szczęśliwa i nawet była gotowa mnie pocieszać, ale kiedy test wyszedł ujemnie, to znów się załamała i powiedziała, że niedługo to zrobi, czyli się zabije. Ja wcale nie mówię, że nie chcę dziecka, ale najpierw wolałbym, żebyśmy znaleźli mieszkanie, pracę i wzięli ślub. Ona przeklina Boga i los, że nie pozwala nam być razem. Nie wiem, czy naprawdę nie może, czy raczej nie chce już czekać. Co mam zrobić? Jak jej pomóc? Proszę, pomóżcie, bo jak Ona się zabije, to ja też to zrobię zaraz po niej...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Kwiatkowska
Mgr Joanna Kwiatkowska

Internetowa miłość

Witam serdecznie. Mam duży problem z pewnym facetem :( Jestem atrakcyjną kobietą i nie mogę narzekać na brak powodzenia u mężczyzn, jednak ostatnio przechodzę ciężki okres w życiu. Od wielu miesięcy jestem sama. I tak pewnego, zimnego wieczoru weszłam na...

Witam serdecznie. Mam duży problem z pewnym facetem :( Jestem atrakcyjną kobietą i nie mogę narzekać na brak powodzenia u mężczyzn, jednak ostatnio przechodzę ciężki okres w życiu. Od wielu miesięcy jestem sama. I tak pewnego, zimnego wieczoru weszłam na jeden z portali randkowych, gdzie poznałam JEGO. No właśnie, sama nie wiem kogo. Bo zdjęcia (2) miał niczym model, ale pytany o to przeze mnie dwukrotnie był... Raz powiedział, że to jego, a za drugim, kiedy prosiłam, by mi wysłał jakieś trzecie, to odparł, że to nie komisariat i on nie będzie udowadniać ciągle swojej tożsamości. Zaczęliśmy gadać na gadu gadu i jego elokwencja i czułe słówka powoli zawróciły mi, sceptyczce, w głowie. Zauroczyłam się, a on napisał mi, że mnie kocha (kilkukrotnie to potwierdzał, pytany przeze mnie) i że nie flirtuje na tym portalu, mimo że widziałam, że codziennie tam wchodzi, także na komunikator, gdy ja już tam nie miałam konta. Ale wierzyłam mu, przymykałam oczy. Chciał wirtualnego seksu, ale ja byłam przeciwna, najpierw się wkurzał, a potem napisał, że mnie kocha jak dziewczynę i że to normalne, że mnie pragnie, ale dla mnie to imitacja seksu. No ale jakoś to szło, gadaliśmy na różne inne tematy. I tak sielanka trwała kilka tygodni, ale w końcu zaczęłam myśleć o przyszłości tego wirtualnego związku. Prosiłam, by usunął konto z tego portalu, bo ja to zrobiłam, gdy przeszłam z nim na gadu gadu, nie zrobił tego, a wiem, że podoba się kobietom i wiele do niego pisze. Napisałam mu, że mi go brakuje przy mnie, że za nim tęsknię itd. On odpisał, że tylko by mi przeszkadzał w moich ambitnych planach (wyznałam mu, że piszę książkę) i że wszystkie moje tajemnice, jakie mam przed nim, by się ujawniły. Zupełnie nie wiedziałam, jak to rozumieć. Uznałam, że tylko się ze mną bawił. Do tego dowiedziałam się, że od pięciu lat siedzi na tym portalu i z tego, co wiem, to codziennie. Bardzo się zdenerwowałam, usunęłam gadu gadu wcześniej, pisząc mu w ostrych słowach, co o nim myślę i o tym, jak mnie potraktował. Bo co to za miłość, gdy on nie chce się spotkać? Minęło kilka tygodni, on dalej ma konto na tym portalu. Nie mogę wyrzucić z głowy jego słów, jego zapewnień o miłości, zdjęć jego i jego dwóch kotów. Sama nie wiem, co o tym myśleć, mam naprawdę mętlik w głowie, nie mogę spać w nocy, piję leki uspokajające, często płaczę, przez jakiś czas nawet mi się śnił:( Powinnam myśleć o sobie, skończyć książkę i być wydajna w pracy, a on i jego słowa ciągle mnie prześladują:( Posunęłam się nawet do tego, że znowu weszłam na ten portal i czasem wchodzę popatrzeć na jego profil, bo nie mogę się powstrzymać:( Słowem - sama siebie torturuję. Bardzo proszę... pomocy...

Pomocy! Ten związek mnie niszczy...

Jestem ze swoim chłopakiem 2 lata. Dużo razem przeżyliśmy, ale było mnóstwo pięknych chwil. Jednak od jakiegoś czasu on w ogóle nie ma dla mnie czasu... ma zespół muzyczny i nawet nie chce mnie już zabierać z nim :( Sylwester...

Jestem ze swoim chłopakiem 2 lata. Dużo razem przeżyliśmy, ale było mnóstwo pięknych chwil. Jednak od jakiegoś czasu on w ogóle nie ma dla mnie czasu... ma zespół muzyczny i nawet nie chce mnie już zabierać z nim :( Sylwester też spędziłam sama, płacząc w łóżku. Nazywa mnie szmatą, mówi mi brzydkie słowa, nie liczy się z moim zdaniem, tylko raczej ze zdaniem kolegów. Jeździ sam na zabawy, pisze z innymi, nie mówi mi prawdy, okłamuje mnie ciągle i nie dotrzymuje obietnic. Mówił nawet, że przez wakacje chciał mnie zdradzić i nawet umawiał się z innymi dziewczynami w barze. Bolało mnie to wszystko bardzo i boli nadal. Teraz powiedział, że z nami koniec i wyjechał... Z wściekłości spakowałam jego rzeczy i wyrzuciłam wszystko od niego... Co ja mam robić ;( Ciągle chodzę i płaczę. Nie chcę znowu zaczynać wszystkiego od początku, całe 2 lata już to robiłam i... kocham go. Ale on ciągle traktuje mnie jak szmatę i coraz to częściej się kłócimy. Mówi, że mnie kocha, ale nie minie godzina i już się kłócimy ;( Pomocy...

Czy mogę być jeszcze szczęśliwa?

Witam. Jestem 25-letnią kobietą, a na swoim koncie już tyle przeżyć.... Postanowiłam do Was napisać, gdyż nie do końca rozumiem, jak dalej mam postępować w tym swoim życiu i jak odzyskać nadzieję na lepsze jutro. Może przejdę do opisu swojego...

Witam. Jestem 25-letnią kobietą, a na swoim koncie już tyle przeżyć.... Postanowiłam do Was napisać, gdyż nie do końca rozumiem, jak dalej mam postępować w tym swoim życiu i jak odzyskać nadzieję na lepsze jutro. Może przejdę do opisu swojego problemu... Spotykam na swojej drodze mężczyzn, z którymi nie potrafię się dogadać.... W wieku 18 lat poznałam swoją wielką (i jak się okazało), jedyną miłość. Byliśmy ze sobą 4,5 roku, ale niestety brak perspektyw, brak kąta, szkoła i chęć poznania czegoś nowego, zabiła tę miłość. Mój chłopak oświadczył mi się po 2 latach wspólnego bycia, a chodziliśmy ze sobą kolejne 2,5 roku. Czułam, że ten związek nie przechodzi przez kolejne etapy (tj. zamieszkanie, ślub itp.). Rozstaliśmy się. Weszłam prawie natychmiast w kolejny związek, który trwał pół roku, a po 3 miesiącach ten chłopak mi się oświadczył i ja, o dziwo, nie wiem czym kierowana, zgodziłam się:( może chciałam zapomnieć... Skończyło się, gdyż zauważyłam, że mój partner ma bardzo ciężkie podejście do pieniędzy, właściwie tylko o nich mówi, a związek z nim wiązałby się z wyjazdem z miasta i przeprowadzenia się w jego strony - w góry. Po tym związku byłam sama... zaledwie przez... miesiąc:( Wpakowałam się w kolejny związek, który trwał zaledwie 3 miesiące. Zakończył się z chwilą, jak ten chłopak zadzwonił do mnie i wydzwaniał cały czas o 2 w nocy, będąc pod wpływem alkoholu. Zakończyłam to. I znowu przerwa, która trwała tym razem... 2 miesiące. Kolejnym chłopakiem, którego poznałam, był hokeista. Nasza znajomość trwała 6 miesięcy i zakończyła się w momencie, gdy zauważyłam, że ten chłopak właściwie nigdy nie ma dla mnie czasu, no i że nie traktuje mnie należycie. Cały czas porównywałam te związki do tego mojego pierwszego, w którym miałam wszystko... a traktowana byłam w sposób wyjątkowy (kwiaty, upominki, praktycznie spędzanie każdej wolnej chwili w swoim towarzystwie). Adam odszedł pod koniec lutego... a ja zrezygnowana zrobiłam sobie spokój od związków na blisko 4 miesiące. Po tym czasie poznałam swojego obecnego męża... Maćka poznałam pod koniec czerwca, w lipcu pojechaliśmy na wczasy wspólne, a pod koniec sierpnia Maciek mi się oświadczył... Chciałam tego, było mi z nim cudownie, rozumieliśmy się, a sama sobie powiedziałam: może do 3 razy sztuka, no i zgodziłam się. W październiku wzięliśmy ślub. Zamieszkaliśmy razem, no i zaczęły się problemy... W czasie trwania związku Maciek powiedział mi w czasie drobnej kłótni, że nie powiedział mi o 2 kredytach, które miał, mówił to z uśmiechem i satysfakcją, jakby cieszyło go to, że mnie rani... Zaczęły się częste kłótnie, straciłam poczucie bezpieczeństwa, myśl o dziecku, o większym mieszkaniu rozmyła się w jednej chwili. Mój mąż okłamał mnie nie tylko w tym... wspólnie spędzone wczasy, które ja załatwiłam do Bułgarii spowodowały kłótnie, on kazał mi oszczędzać na wszystkim, ustalił po ślubie, że będziemy mieli oddzielne karty bankomatowe, nie dawał mi pieniędzy. Seks stał się w ogóle rzadkością, brak przytulania, straciliśmy ze sobą kontakt, wszystko to narastało... Maciek straszył mnie często, że się wyprowadzi i nie robi tego tylko ze względu na to, iż mu się nie chce spakować. Więc 10 grudnia spakowałam mu ciuchy i postawiłam przy drzwiach, powiedziałam: droga wolna... Myślałam, że nie pójdzie, czułam się strasznie:( Wyszedł... mimo wszystko przeszła mi złość bardzo szybko... Widziałam swoje błędy, że cały czas mu wypominałam pewne sprawy, ale postanowiłam, że może warto coś naprawić, w końcu to mój mąż, że może warto sobie dać jeszcze jedną szansę. Odezwałam się do niego, wyciągnęłam rękę, a on... powiedział, że dobrze mu u rodziców, że on się nie nadaje do małżeństwa, że właściwie to mnie nie kocha, że nie chciał mieć dziecka, że właściwie dla niego liczy się tylko samochód, bo kocha samochody, i chce być sam... że traktował mnie jak koleżankę, że go męczy mieszkanie w bloku, że mam dać mu spokój:( Strasznie to przeżyłam... 14 grudnia połknęłam garść tabletek, popiłam winem, chodziło o to, że nie mogłam sobie z tym poradzić. Trafiłam do szpitala z próbą samobójczą na koncie....podczas leżenia na szpitalnym łóżku i odtruwania mojego organizmu kroplówkami, które schodziły 4 godziny, dużo myślałam... Ze szpitala wypisali mnie rodzice. Pytano mnie, czy poinformować męża, ale ja już go nie chciałam widzieć. O dziwo, on wiedział, że jestem w szpitalu, i nawet do mnie nie przyszedł :( Wróciłam do domu dopiero po kilku dniach bycia u rodziców, gdyż bardzo się o mnie martwili:( Wiem, że postąpiłam głupio, że mam dla kogo żyć, ale strasznie się załamałam... Później przyszły święta, sylwester, Nowy Rok i próbowałam dalej, żeby Maciek wrócił, poniżałam się :( Jednakże po Nowym Roku coś we mnie pękło... Przestałam się odzywać, zrozumiałam, że to już koniec. Od wyprowadzki Maćka minął ponad miesiąc, jestem gotowa i chyba już nawet przekonana do rozwodu :( Boję się, ponieważ w trakcie tej przerwy zdążyłam znowu kogoś poznać i znowu wydaje mi się, że jest fajny, że mnie rozumie, że fajnie mi się z nim spędza czas. On mnie słucha, stara się jak może, zabiera mnie w różne miejsca, jest mi bardzo dobrze w jego towarzystwie. Boję się jednak. Ja się raczej już nie zaangażuję, boję się po prostu... Nie chcę tego faceta zranić, naprawdę przy nim jest mi dobrze, dużo ze sobą rozmawiamy... Jestem jeszcze żoną Maćka, ale myślę, że niedługo ta kwestia zostanie rozwiązana... Zupełnie nie wiem, co robić... Czy skreślić tego faceta, który tak bardzo się stara, w którym mam takie oparcie, czy po prostu dać sobie znowu szansę? Ja już sama nie wiem... Nie chcę myśleć w kółko o swoich niepowodzeniach, a on mi to ułatwia.... Pomocy!!! Ja się boję załamania w końcu nerwowego :(

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Patronaty