Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje z partnerem: Pytania do specjalistów

Jak o nim zapomnieć?

Witam. Bardzo trudno mi o tym pisać, ale spróbuję. Mam 30 lat. Prawie 4 lata temu zakochałam się w koledze z pracy. Przez kilka miesięcy to ukrywałam, myśląc, że to zauroczenie i szybko minie. Wiedząc, że tak nie jest, postanowiłam...

Witam. Bardzo trudno mi o tym pisać, ale spróbuję. Mam 30 lat. Prawie 4 lata temu zakochałam się w koledze z pracy. Przez kilka miesięcy to ukrywałam, myśląc, że to zauroczenie i szybko minie. Wiedząc, że tak nie jest, postanowiłam powiedzieć mu prawdę. Zrobiłam pierwszy krok, wysyłając anonimową walentynkę do niego. Jak się okazało, po 5 minutach domyślił się od kogo. Przeprowadziliśmy bardzo szczerą wówczas rozmowę, podczas której powiedział, że bardzo mnie lubi, a co będzie to czas pokaże. Zaczęliśmy się spotykać. Mój świat runął, kiedy moja przyjaciółka powiedziała mi, że był widziany z dziewczyną na mieście. Trzymali się za ręce. Nie mogłam w to uwierzyć. Spotykał się jednocześnie ze mną i z nią. Mój świat się zawalił. W pracy weszłam do jego pokoju i powiedziałam mu, co o tym myślę i jak mógł mi to zrobić. Był zaskoczony, niewiele mówił. Przestaliśmy się do siebie odzywać. Uznałam jednak, że razem pracujemy i tak nie można. Powoli nasze relacje zaczęły się więc poprawiać. Wiem, że mi ufa, że wie, iż może na mnie liczyć i że jestem dla niego w pracy najbliższą osobą. Podczas wielu wyjazdów służbowych połączonych z galą wieczorną zawsze siedzieliśmy obok siebie, tańczyliśmy ze sobą najczęściej (przypominam, że on w tym czasie był z tamtą), ciągle do mnie dzwoni służbowo, jak coś potrzebuje. Wiem, że mu się podobam, że go pociągam. Nie wiem tak naprawdę, co do mnie czuje, ale na pewno to wyjątkowa, duchowa więź. Wszelkie próby rozmowy nie powiodły się. Więc poddałam się i po prostu staram się być sobą, ale to bardzo trudne. On zamieszkał w ubiegłym roku ze swoją dziewczyną, w 2010 planuje ślub. Śmiem przypuszczać, że jej nie kocha, a ślub to presja mamy, otoczenia, obawy przed samotnością. Ja nie wiem, co mam robić, jak odnaleźć się w tej sytuacji. Staram się być dobrą aktorką, przyklejać uśmiech do twarzy, aby on i inne osoby pracujące z nami nie wiedziały, jak mnie to boli, ale ja już dalej nie mogę. Wiem, że to prawdziwa miłość i boję się, że już nigdy nie potrafię się odblokować na kogoś innego. A pracy nie mogę zmienić. Wiem, że piszę chaotycznie, ale targają mną emocje.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Kwiatkowska
Mgr Joanna Kwiatkowska

Obawy przed ślubem po rozmowie z koleżanką

Witam, mam 23 lata. Jestem z narzeczonym 21 miesięcy. Mieszkamy ze sobą większość tego okresu. Za 9 miesięcy wychodzę za mąż. Sala, kościół itp. już zamówione. Do niedawna żyłam tylko i wyłącznie tym ślubem. Byłam przeszczęśliwa. Jakiś miesiąc temu spotkałam...

Witam, mam 23 lata. Jestem z narzeczonym 21 miesięcy. Mieszkamy ze sobą większość tego okresu. Za 9 miesięcy wychodzę za mąż. Sala, kościół itp. już zamówione. Do niedawna żyłam tylko i wyłącznie tym ślubem. Byłam przeszczęśliwa. Jakiś miesiąc temu spotkałam się ze znajomą, którą kiedyś uważałam za przyjaciółkę. Po rozmowie, od słowa do słowa, powiedziała mi, że nie jestem szczęśliwa i że jeżeli nie znajdę dla siebie jakiejś pasji, to się wypalę. Jestem osobą niezwykle emocjonalną i, niestety, po tej rozmowie zaczęłam myśleć. A raczej zadręczać się myślami. Aktualnie doszło do tego, że mam huśtawki nastrojów. Raz wszystko jest dobrze, a za chwilę jestem roztrzęsiona i płaczę. Nachodzą mnie myśli, że może jednak go nie kocham, boję się tego, mam uczucie wielkiego ciężaru w żołądku. Byłam u lekarza pierwszego kontaktu, dostałam leki uspokajające i poprosiłam o skierowanie do psychologa. Do tej pory myśl o ślubie jest dla mnie odskocznią od myśli, ale kiedy dostaję np. maila z czułymi słowami od narzeczonego, zaczynam płakać. Błagam o pilną odpowiedź. POMOCY!

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jak żyć z kimś takim?

Jestem kobietą, mam 19 lat. 5 lat chodziłam z chłopakiem. Było mi z nim dobrze. Razem uczyliśmy się poznawać życie. Mój chłopak pochodzi z rodziny, gdzie ojciec jest alkoholikiem, a awantury to codzienność. Ja byłam jego oparciem. Pewnego razu, gdy...

Jestem kobietą, mam 19 lat. 5 lat chodziłam z chłopakiem. Było mi z nim dobrze. Razem uczyliśmy się poznawać życie. Mój chłopak pochodzi z rodziny, gdzie ojciec jest alkoholikiem, a awantury to codzienność. Ja byłam jego oparciem. Pewnego razu, gdy poszłam na urodziny do koleżanki, przeholowałam z alkoholem i zrobiłam sobie zdjęcia, z których nie jestem dumna, chociaż to były tylko wygłupy. Kiedy jednak on dowiedział się o tym, wpadł w furię, wyzwał mnie od dzi***, że mnie zniszczy itd., poszedł także pod mój dom i na śniegu napisał DZI***. Nigdy nie sądziłam, że tak mnie zrani... był zawsze wybuchowy, ale jakoś dało się go uspokoić. Od kiedy moi rodzice się o tym dowiedzieli, odradzają mi bycie z nim... Ja jednak jestem rozdarta emocjonalnie, nie wiem, co robić, już nawet brak mi łez do płaczu. Moje życie powoli traci sens. Mama powtarza, że jeśli raz się tak zachował, to w przyszłości będzie tylko gorzej. Ja chcę wrócić do niego mimo wszystko. Proszę o pomoc, bo moje myśli są coraz gorsze.

Moja dziewczyna jest za nerwowa - co robić?

Witam! Mam poważny problem w związku. Jestem z moją dziewczyną pół roku. Ostatnio kiepsko się dogadujemy, bo moja dziewczyna ciągle ma zły humor i się denerwuje. Na początku wszystko było OK, tzn. widziałem to, że moja dziewczyna jest nerwowa, ale... Witam! Mam poważny problem w związku. Jestem z moją dziewczyną pół roku. Ostatnio kiepsko się dogadujemy, bo moja dziewczyna ciągle ma zły humor i się denerwuje. Na początku wszystko było OK, tzn. widziałem to, że moja dziewczyna jest nerwowa, ale ogólnie była dla mnie miła i wszystko było w porządku. Wszystko zaczęło się około 1,5 miesiąca po tym jak się poznaliśmy. Moja dziewczyna wzięła sobie urlop, a gdy wróciła do pracy, szybko zauważyłem, że coś jest nie tak. Denerwowała się o wszystko i na wszystkich, ciągle była zła, o nic nie było można zapytać czy powiedzieć, bo zaraz gniew, jakby nie wiadomo co się stało. Oczywiście po jakimś czasie straciłem cierpliwość i powiedziałem jej o tym, że przesadza i nie po to do niej przyjeżdżam, żeby wysłuchiwać jej humorków, że jest za nerwowa i niemiła. Niestety, to odwróciło się przeciwko mnie, ponieważ moja dziewczyna stwierdziła, że się czepiam i burzę o głupoty. Ja rozumiem, że można czasem nie mieć humoru, ale nie tak często. Z czasem było coraz gorzej, chociaż prosiłem, by się zmieniła. Rozmowy na ten temat zawsze kończyły się kłótnią, bo stwierdzała, że jestem nienormalny, bo ciągle się czepiam. Mnie to też drażniło, że nawet nie zauważa, że jest nie w porządku. Problem jest już na takim etapie, że walczy w pewien sposób ze mną, mając się za poszkodowaną, bo niby ja się jej biednej tylko ciągle czepiam o nic. Tłumaczyłem mojej dziewczynie, że ja wcale nie muszę się czepiać, tylko niech się zmieni, bo nie mam ochoty na taki związek, w którym nie wolno mi nic powiedzieć, bo zaraz jestem zły i że nie potrzebuję oglądać jej wiecznych nerwów. To oczywiście nie przyniosło skutków, bo nadal twierdzi, że jest poszkodowana, bo ja ciągle mam do niej pretensje. A jest o co mieć pretensje, bo jest wulgarna, złośliwa, nerwowa, mściwa, kąśliwa i chamska. Ma dwa oblicza - potrafi być naprawdę miła i przyjemna, za co bardzo ją kocham, tylko że teraz to oblicze ukazuje coraz rzadziej. Przykład jej zachowania: ostatnio byłem z nią na solarium. Przyjechałem prosto po pracy, żeby nie musiała taki kawał iść, nawet nie zjadłem obiadu, tylko pojechałem głodny, żeby zdążyć. To zamiast usłyszeć jakieś dzięki chociaż, to gdy wyszła, jak zapytałem, czy jej wytrzeć plecy, to uniosła na mnie rękę w geście: nie wku****j mnie, bo ci przyj***e. Wkurzyło mnie to, ale opanowałem się i nic się nie odezwałem. Usiadłem i czekałem. Założyła bieliznę i zaczęła zapinać łańcuszek. Widziałem, że się męczy, klnie i się wkurza, więc pytam "pomóc Ci Kochanie?" - "NIEE!!!" rzuciła od razu, jakbym nie wiadomo co powiedział. Zaśmiałem się i powiedziałem sobie pod nosem "Zosia samosia" i wtedy zaczęła się akcja. Takie sytuacje są na porządku dziennym. Do tego moja dziewczyna nie potrafi już powiedzieć nic miłego, słowo kocham cię wychodzi z jej ust raz na miesiąc. Nawet nie odpowiada, gdy ja jej to mówię, a robię to codziennie. Stała się dla mnie jak starsza siostra dla brata, którego nie lubi. Czuję się oszukany, odrzucony i niepotrzebny. Proszę o pomoc!!! Czy to jest nerwica jakaś, czy depresja spowodowana monotonną, nudną pracą? Czy da się jakoś samemu jej pomóc, czy tu już jest potrzebny lekarz? Jak jej wytłumaczyć to, że jest nie w porządku i że powinna się zmienić? Na moje prośby, żeby kupiła sobie jakieś krople na uspokojenie, reaguje oczywiście nerwami, twierdząc, że ich nie potrzebuje i że robię z niej psychicznie chorą. Nie wiem, co mam robić, bo męczę się z tym bardzo. Zastanawiam się, czy starać się dalej, czy dać spokój i znaleźć inną dziewczynę. Kocham ją, ale to mnie przerasta. Moje uczucie wygasa i mam coraz mniej nadziei na zmianę na lepsze. Pozdrawiam i liczę na szybką odpowiedź. Piotrek

Błąd? A może jednak nie?

Witam. Nazywam się Monika, mam 16 lat. Od razu zaznaczam, że sprawa może wydawać się błaha, jednak dla mnie jest ona bardzo ważna... Otóż trzy, prawie cztery lata temu poznałam chłopaka przez internet. Jakub napisał do mnie wiadomość na pewnym...

Witam. Nazywam się Monika, mam 16 lat. Od razu zaznaczam, że sprawa może wydawać się błaha, jednak dla mnie jest ona bardzo ważna... Otóż trzy, prawie cztery lata temu poznałam chłopaka przez internet. Jakub napisał do mnie wiadomość na pewnym portalu, zaciekawił mnie swoją osobą, tym, że w ogóle się do mnie odezwał. Zaczęliśmy rozmawiać na gadu-gadu. Rozmawialiśmy o wszystkim, o swoich problemach, szkole, uczuciach. Mogłam zwierzyć mu się ze wszystkiego i wiedziałam, że mnie zrozumie i spróbuje pomóc. Był moim najlepszym przyjacielem. Codziennie czekałam tylko, aż skończy lekcje i do mnie napisze. Bardzo się do niego przywiązałam. Kiedyś miałam wątpliwości, czy internetowe znajomości mają sens, ale przecież dobrze nam się rozmawiało, to dlaczego miałabym przerywać tę znajomość? Czułam się szczęśliwa. Po tych kilku latach klikania, Jakub powiedział, że czuje do mnie coś więcej niż przyjaźń. Ale jak to, myślałam? Miłość przez internet? Nie, to niemożliwe... Jak można zakochać się w kimś, kogo tak naprawdę nigdy się nie widziało? Nie mogło poczuć jego obecności, dotyku? Mówiłam, że ja nie odwzajemniam jego uczuć, bo nie wierzę w taką miłość. Jednak on się nie poddawał. Ale tu zaczynają się schody - powiedział, że chciałby się ze mną kochać. Miałam 15 lat, on niecałe 18. Nigdy się nie widzieliśmy! Mieliśmy spotkać się we wakacje, jednak spotkanie się nie odbyło. Kilka miesięcy wcześniej przestałam do niego pisać. Odcięłam się. Myślałam, że mówił, że mnie kocha tylko dlatego, bo chce uprawiać ze mną seks. To przecież niezbyt normalne, żeby chcieć zrobić to praktycznie z nieznajomą osobą... Przed moim "zniknięciem" często się kłóciliśmy. On zawsze zwalał całą winę na mnie, że niby mi na nim nie zależy, że rzadko się odzywam, że to on ciągle coś pisze, a ja nic. Ciągle musiałam go przepraszać, bo to przecież zawsze ja byłam winna kłótni. On nie przeprosił mnie nigdy, mimo że wiele razy mnie zranił i mówiłam mu o tym. Nie odzywam się już 7 miesięcy, lecz on nie daje o sobie zapomnieć. Dziś przykładowo wysłał mi życzenia świąteczne. Zaczęłam się zastanawiać, czy do niego napisać... Niesamowicie za nim tęsknię. Był dla mnie wszystkim, co miałam. Nie posiadam żadnej przyjaciółki, nie mam z kim porozmawiać. Nigdy nie byłam bardzo lubiana. W zeszłym roku byłam w związku, myślałam, że uda mi się zapomnieć o Kubie, jednak nie... Może... on miał rację? Może miłość przez internet istnieje? Może powinnam do niego napisać, przeprosić za zniknięcie? Tylko że... na pewno nie będzie tak jak dawniej... Od tych siedmiu miesięcy, kiedy się nie odzywam, czuję się smutna. Brakuje mi go. Brakuje mi osoby, z którą mogłabym porozmawiać, nieważne, że przez internet. Potrzebuję kogoś, komu mogłabym zaufać... W zeszłym roku zmarł mój tata, Kuba podtrzymywał mnie na duchu, wierzyłam, że będzie lepiej. Teraz w ogóle nie widzę sensu... życia... Nienawidzę samej siebie, jak mogłam zrobić coś takiego osobie, na której mi zależało?! Nie chciałam go stracić, on odgarniał chmury z nieba, dzięki niemu świeciło słońce! Dzięki niemu się uśmiechałam... Dlaczego tak musiało się stać...

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Chorobliwa zazdrość - czy to może być depresja?

Od kiedy pamiętam, byłem chorobliwie zazdrosny o żonę, tylko tłumiłem to dość skutecznie. Od czasu kiedy żona zmieniła pracę, moja zazdrość zdecydowanie się ujawniła. Żona o wszystkim mi mówi, np. o tym, że pisze koleżeńskie SMS-y z kolegą, który jest...

Od kiedy pamiętam, byłem chorobliwie zazdrosny o żonę, tylko tłumiłem to dość skutecznie. Od czasu kiedy żona zmieniła pracę, moja zazdrość zdecydowanie się ujawniła. Żona o wszystkim mi mówi, np. o tym, że pisze koleżeńskie SMS-y z kolegą, który jest w szpitalu. Ja dostałem obsesji na tym tle, zadręczam ją pytaniami, nie wierzę, że chce go wesprzeć. Sprawdzam SMS-y, uważam, że mnie okłamuje. Jestem przez to zdekoncentrowany, nic mi się nie chce, często płaczę, a później strasznie się denerwuję, czuję bezsens życia, nie mam siły, boję się, że to nerwica albo depresja. Czy jest możliwe wyleczenie takiego stanu farmakologicznie? Od czego zacząć?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak sprawdzić, czy chłopak naprawdę się zakochał?

Mam problem... :( Na początku roku szkolnego zakochałam się w pewnym chłopaku i on się o tym dowiedział. Nie wiem, co do mnie czuł... Wiem tylko, że na niektórych przerwach przychodził i chichotał z kolegami... Chyba mnie olał. Gdy już...

Mam problem... :( Na początku roku szkolnego zakochałam się w pewnym chłopaku i on się o tym dowiedział. Nie wiem, co do mnie czuł... Wiem tylko, że na niektórych przerwach przychodził i chichotał z kolegami... Chyba mnie olał. Gdy już sobie odpuściłam, zakolegowaliśmy się i było między nami bardzo dobrze. Poszłam do niego na pewną imprezę i tam tańczyłam z nim, przytulał mnie itd. Nie czułam do niego już tego, co wcześniej, ale nadal mi się podobał. W grudniu napisał do mnie kolega z klasy - jego przyjaciel, o tym, że ten mój boski (bo nie wiem, jak go inaczej nazwać) się we mnie buja i bardzo chce, żebym przyszła na sylwestra, którego organizują. Ja się bardzo ucieszyłam. Pisałam z nim potem i wszystko układało się po mojej myśli. Niestety - Sylwek okazał się klapą ;/ Na początku wszystko zapowiadało się dobrze. Przyszły nowe dziewczyny, poznałyśmy się z nimi. Z moim boskim prawie w ogóle nie rozmawiałam (może raz czy dwa się do mnie uśmiechnął). Byłam jeszcze zazdrosna, bo wśród nowych dziewczyn była jego była laska :( W miarę gdy Sylwek się rozkręcił, dziewczyny poszły i zostałyśmy z nimi same (jeszcze było kilku chłopaków). Posiedziałyśmy z nimi godzinę. Żartowaliśmy, śmialiśmy się i było nawet fajnie, ale wybiła 22, a oni nam oznajmili, że idą do tamtych lasek! - "bo za mało osób przyszło". Zdenerwowałam się, myślałam, że oni sobie żartują, ale to była prawda. Co prawda chłopak, w którego domu była impreza zabujał się w jednej z tych dziewczyn i to nie boski ani nie jego przyjaciel decydowali... mimo to byłam śmiertelnie zdenerwowana... Do tego boski nawet nie przeprosił. Jedynie ten jego przyjaciel (nasz kolega z klasy). Zapytałam go zdesperowana, po co mówi mi, że boski się we mnie buja, jak ten ani do mnie nie zagada, ani nie poprosi do tańca, ani nic?! Wtedy on odpowiedział mi, że boski się wstydzi i że buja się we mnie na pewno, bo mu tak powiedział... Dodał jeszcze, że on wcale nie chodził z tą dziewczyną, która była na imprezce. To wszystko było dla mnie ciosem. Poszłam po prostu, płacząc. Ludzie wychodzili z domów, a my (ja i moja przyjaciółka) wracałyśmy :( Nie mam pojęcia, co mam teraz zrobić... Jak się zachować... I jak mam odebrać zachowanie boskiego. Czy on się we mnie naprawdę zabujał? A jak nie, to co on czuje? Bo ja po prostu już się pogubiłam :( Proszę o odpowiedzi na te wszystkie pytania...:(

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Łukasz Dubielecki
Lek. Łukasz Dubielecki

Wirtualny związek - czy on coś do mnie czuje?

Nie wiem, czy napisałam na dobrym forum, w dobrym temacie, ale borykam się z tym problemem ponad rok. 15 miesięcy temu poznałam w internecie mężczyznę. Zaczęliśmy rozmawiać codziennie. Nagle zaczął pisać do mnie co miesiąc, ale zawsze jak pisał, przepraszał,...

Nie wiem, czy napisałam na dobrym forum, w dobrym temacie, ale borykam się z tym problemem ponad rok. 15 miesięcy temu poznałam w internecie mężczyznę. Zaczęliśmy rozmawiać codziennie. Nagle zaczął pisać do mnie co miesiąc, ale zawsze jak pisał, przepraszał, że długo się nie odzywał. W tym czasie zaczęłam coś do niego czuć. W poprzednim roku w wakacje mieliśmy się spotkać, ale nie mógł przyjechać. Powiedział, że w tym roku na pewno mnie odwiedzi. Zawsze, gdy mówię mu, że tęskniłam, on mówi to samo. Ostatnio napisał coś mojemu koledze, co mnie zdenerwowało. Nie było to nic takiego, ale jednak mnie uraziło, i postanowiłam zerwać kontakt. Lecz... naprawdę bardzo za nim tęskniłam przez ten miesiąc. Powiedział, że próbował się ze mną skontaktować, ale nie miał jak, więc dał spokój... Potem napisał, że szkodza, że nie starał się dalej, bo beze mnie było mu smutno. Zawsze mówi, że mnie lubi, ale co to ma znaczyć? Kiedyś mówił, że mógłby się we mnie zakochać, ale miałam chłopaka. Nie wiem, co o tym myśleć. Zależy mi na nim, a ostatnio zaczął mnie traktować inaczej, zrobił się jeszcze milszy niż normalnie, mówi, że chciałby mnie przytulić, że jestem najpiękniejsza. Boję się odzucenia, tego, że nic z tgo nie będzie, a nie chcę go tracić. A przede wszystkim nie wiem, czy naprawdę coś do mnie czuje.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Czy on nie chce już być ze mną?

Jestem z Nim 4 miesiące. Na początku było pięknie i w ogóle. Przyjeżdżał do mnie w weekendy. Mieliśmy do tej pory jedną kłótnię. Teraz wyszła następna. Nie widziałam się z nim dwa i pół tygodnia. Nie piszę z nim...

Jestem z Nim 4 miesiące. Na początku było pięknie i w ogóle. Przyjeżdżał do mnie w weekendy. Mieliśmy do tej pory jedną kłótnię. Teraz wyszła następna. Nie widziałam się z nim dwa i pół tygodnia. Nie piszę z nim dużo - 2 czy 3 SMS-y góra... Proszę Go, żeby przyjechał, a on nie przyjeżdza. Co najważniejsze, dziś napisał, że ma tego dość (bo wyżaliłam się koledze i koleżankom - powiedziałam im, że to koniec, chociaż bez niego wytrzymać nie mogę). Pojechał do stolicy na święta. A ja w święta piłam. Piłam, żeby zapomnieć. Noce zawsze mam przepłakane. Czy on mnie jeszczcze kocha, czy mu na mnie zależy? I czy mam stany depresyjne?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Co zrobić, żeby mieć jakąkolwiek chęć do życia?

Nie chce mi się nic, nie chce mi się chodzić do szkoły, wychodzić z przyjaciółmi, siedzę w domu i zadaję sobie pytania, na które nie ma odpowiedzi... Jestem od kilku lat zakochany w pewnej osobie, lecz ona nie chce być...

Nie chce mi się nic, nie chce mi się chodzić do szkoły, wychodzić z przyjaciółmi, siedzę w domu i zadaję sobie pytania, na które nie ma odpowiedzi... Jestem od kilku lat zakochany w pewnej osobie, lecz ona nie chce być ze mną. Może bym już dawno to zakończył, ale czasami sam, czasami ona daje mi nadzieję... Dzisiaj Święta, wczoraj się z nią pokłóciłem z mojej winy, i powiedziałem za dużo... Ona się obraziła, odebrała mi wszelką nadzieję... Nie potrafię sobie dać teraz z tym rady... Kocham Ją... ;/ Próbowałem nawet z inną, ale jak byłem z inną, chciałem się zabić. Wiedziałem, że tylko z nią potrafię być... W sumie 3 lata starania się o nią i wczoraj odebrano mi chęć do życia, marzenia i sens istnienia... Próbowałem ją przeprosić, ale to na marne, zresztą nie chcę nic na siłę... Niedługo sylwester, cały rok się cieszyłem, a teraz nie chce mi się nawet z opcją, że się upiję... Nawet na alkohol chęci nie mam w tym stanie...

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jak uciec z toksycznego związku?

Nie będę się rozwodzić nad moją sytuacją długo. Jak znaleźć tyle siły, żeby odejść? Przeszłam już przez momenty "prawie końca" i bardzo źle to znoszę. Muszę raz na zawsze odejść od człowieka, który mnie rani. Jakie są sposoby wytrwania w...

Nie będę się rozwodzić nad moją sytuacją długo. Jak znaleźć tyle siły, żeby odejść? Przeszłam już przez momenty "prawie końca" i bardzo źle to znoszę. Muszę raz na zawsze odejść od człowieka, który mnie rani. Jakie są sposoby wytrwania w odejściu, wiecznego milczenia? Wiem, że jak wytrzymam około 2 miesięcy, to zapomnę, ale muszę przekroczyć tę magiczną ilość czasu. Proszę o pomoc.

Nie wiem, czy o niego walczyć?

Witam! Chciałabym opisać swoją historię życiową! Jestem młodą, 22-letnią dziewczyną, ale nigdy nie miałam szczęścia w miłości! Pierwszy raz się zakochałam w podstawówce, a dokładnie jak byłam w 6 klasie! Była to miłość od pierwszego wejrzenia, na początku Dawid...

Witam! Chciałabym opisać swoją historię życiową! Jestem młodą, 22-letnią dziewczyną, ale nigdy nie miałam szczęścia w miłości! Pierwszy raz się zakochałam w podstawówce, a dokładnie jak byłam w 6 klasie! Była to miłość od pierwszego wejrzenia, na początku Dawid o tym nie wiedział, ale z czasem się wydało. Moje koleżanki powiedziały mu o tym. Kochałam się w nim prawie 8 lat, ale jednego razu poprosiłam go, czy nie możemy spróbować razem, czy nam wyjdzie, ale on po kilku dniach dał mi odpowiedź, że nic z tego, nigdy razem nie będziemy i nigdy nas nic nie będzie łączyć. Trudno było mi się z tym pogodzić, ale z latami już do dziś pogodziłam się z tym! Na imprezy typu dyskoteki nie ciągnie mnie, nie chodzę, nie lubię tego towarzystwa! Jak w rodzinie jest jakaś uroczystość typu wesele, to idę, ale znowu tu się nasuwa kolejny problem. Na wesele nigdy nie mam z kim iść. Nie będę opisywać wszystkich sytuacji, tylko przedostatnią, jedną najważniejszą. Otóż w tamtym roku w lipcu dostałam zaproszenie na ślub do mojej koleżanki jeszcze z lat szkolnych. Głupio było mi nie iść, nie miałam kompletnie z kim pójść. W ostatniej chwili wpadł mi do głowy jeden z kolegów, Paweł. Poprosiłam go, czy by nie poszedł ze mną na to wesele. Zgodził się od razu, ale zapytałam, czy jego dziewczyna nie będzie miała nic przeciwko temu. On odpowiedział, już nie pamiętam dokładnie, ale powiedział, że nie ma laski! Gdy zbliżała się data ślubu, 19 września, przyszedł do mnie na kawę, aby omówić gdzie i kiedy się spotykamy. Gdy przyjechał, pogadaliśmy o tym ślubie, ustaliliśmy wszystko, potem trochę pogadaliśmy o tzw. pierdołach. W dzień ślubu przyjechał po mnie. Wesele było cudne, orkiestra świetnie grała, a z nim cudnie się tańczyło, aż nie chciało się odrywać od wolnych kawałków. Było miło i przyjemnie. Wiadomo, jak to na weselu, lubi sobie partner wypić. Mój wypił trochę za dużo i przez nieporozumienia ze strony moich kolegów posprzeczaliśmy się, ale na krótko, potem wróciło wszystko do formy. Moja osoba towarzysząca trochę wypiła, a ja byłam trzeźwa. On mnie poprosił, abyśmy wyszli na chwilę na dwór. Poszłam z nim, już prawie nie mógł ustać na nogach, aż w pewnym momencie zaczął się do mnie przytulać. Obejmował mnie, dotykając po całym ciele. Byłam w letniej sukience na ramiączkach. Aż w pewnym momencie nasze usta zbliżyły się do siebie, a ja się odsunęłam od niego, bałam się pocałunku, że mnie zaboli! Całe wesele tulił się do mnie. Na poprawiny pojechaliśmy, ale już nie pił. Podziękowałam mu za tę imprezę i zaprosiłam go na kawę kiedyś. Po imprezie pisaliśmy ze sobą prawie coodzienie, odwiedził mnie dokładnie 23 października, ale to spotkanie już nie było takie, jak bym chciała. Rozmowa nam się już nie kleiła. Po tym spotkaniu pisał, ale już nie często. Ostatniego SMS-a dostałam 4 listopada. Potem już się nie odzywał, ale przedtem, jak z nim pisałam, to powiedziałam mu, że byłam o niego zazdrosna na weselu, jak bawił się z inną, a on napisał mi, że nic z tego, bo ma dziewczynę, o której wcześniej nie wspomniał. Wysłałam do niego od 4 listopada prawie 10 SMS-ów, a on mi dopiero odpowiedział 10 grudnia, że nie mógł odpisać, bo miał uszkodzoną klawiaturę. Oczywiście mu nie wierzę, bo w pracy jakoś odpowiadał na SMS-y, i napisałam kiedy wpadnie, a on napisał, że postara się w grudniu. Zaskoczyło mnie, że zapytał, co planuję w sylwestra? Jak on ma laskę! Oczywiście nie wpadł w grudniu, jak mi pisał. Teraz to nawet na SMS-y nie odpisuje, tylko mi odpisał na życzenia świąteczne i noworoczne, a na pozostałe ani śladu! Co mam robić, jak się nie odzywa? Czy mam jeszcze do niego pisać, żeby wyjaśnił, o co mu chodzi? Najgorsze jest to, że go zwolnili z pracy - czy to może być ten powód? Co mam zrobić, jak może nawet się w nim zakochałam? Mam o niego walczyć, jak jest z inną, choć wiem, że on dziewczyny zmienia, bo jakoś szczęścia do nich nie ma? Pomóżcie mi, co mam zrobić? Zapomnieć, choć trudno mi? Czy się odezwie? Czy dać mu spokój i czekać na sygnał?

To mój problem czy jego?

Jestem w związku od 5 lat. Od roku borykamy się z pewnym problemem. Po napiętej sytuacji w jego domu (jego rodzice dają mu nieźle popalić, mówią, że jest złym człowiekiem, nie wspierają go, mama ma jakieś niespełnione ambicje, pokładzione w...

Jestem w związku od 5 lat. Od roku borykamy się z pewnym problemem. Po napiętej sytuacji w jego domu (jego rodzice dają mu nieźle popalić, mówią, że jest złym człowiekiem, nie wspierają go, mama ma jakieś niespełnione ambicje, pokładzione w nim, przy kłótni z nim potrafi wyzwać go od najgorszych), powiedział mi, że skoro jego rodzice mówią mu tak okropne rzeczy, to on wątpi w miłość do nich… Potem stwierdził, że nie wie, czy mnie kocha. Że w ogóle nic nie czuje w środku. Do nikogo. Tylko pustka. Nie rozstaliśmy się jednak. Potrzebował pomocy. Prosił o nią. Więc namówiłam go na wizytę u psychologa. Myślałam, że to depresja… naprawdę wszystko na to wskazywało…Poradził sobie jednak z problemami. Poukładał sobie w głowie niektóre rzeczy. Myślałam, że będzie już teraz tylko lepiej… I faktycznie. Troszczy się o mnie, dba bardziej o mnie niż o siebie, spędzamy razem każdą wolną chwilę, rezygnuje dla mnie z wielu rzeczy, które lubi. Stara się! To dużo, po tym czasie przestoju, jaki mieliśmy. Nie mówi jednak, że kocha, nie zwraca się tak często do mnie pieszczotliwie… Na ulicy częściej chwyta mnie za rękę, choć czasem mam wrażenie jakby się bał, że ktoś może nas zobaczyć razem... Prawda jest taka, że on oprócz mnie nie ma do kogo zadzwonić w ciągu dnia, podzielić się radością, smutkiem... Znam każdy jego problem, każdą tajemnicę.... Nie napisałam jeszcze najważniejszego... Dużo myślałam nad tym, skąd wzięły się nasze problemy… Dziś wiem, że to od momentu jego stałej obecności w internecie, mam jego hasło do poczty mailowej i tym samym do wielu różnych portali. Walczę ze sobą za każdym razem, żeby nie wchodzić na jego konta… Ale jak tego nie robić, jak wtedy dowiaduję się strasznych rzeczy. Przerabiałam już zdjęcia innych dziewczyn na jego profilu, wypowiedzi na różnych portalach, na których szuka „osób, przy których mocniej bije serce”, albo jak to bardzo chce się „w końcu prawdziwie zakochać”… Znam go i wiem, że prawdziwie zakochany był we mnie! 5 lat temu! To powtarza mi i każdemu, kto się zapyta o taką miłość… w Internecie pisze co innego. Mi nie mówi, że kocha, mimo że razem nam jest jak w niebie – jego słowa. I jak mam się czuć? Co czuć? Czuć bardziej źle, że naruszam jego prywatność, czy bardziej źle z tym, że mnie oszukuje, okłamuje? Wiem, że związek dwojga ludzi to nie związek dwojga szpiegów. Tak mi źle, że patrzę tam, gdzie nie powinnam… Ale co? Nie zaglądać? Bić się ze swoimi myślami? Przecież nie mogę mu powiedzieć, że czytam jego pocztę. Przecież to on bardziej krzywdzi! Więc to on musi mieć poczucie winy, że to, co się dzieje, to przez niego, a nie przez to, że czytałam jego pocztę. Pomóżcie. Bo nie wiem, co robić;(

Nie potrafię się zdecydować, jaki jest mój stosunek do byłego chłopaka...

Właśnie zakończyłam pełną emocji znajomość, nie z mojej winy ani chęci, tylko drugiej strony (chłopaka). Tak zdecydował. Starałam się wpłynąć na zmianę jego decyzji, ale na nic. Teraz ciągle słyszę jakieś historyjki na mój temat od innych, jakie on o...

Właśnie zakończyłam pełną emocji znajomość, nie z mojej winy ani chęci, tylko drugiej strony (chłopaka). Tak zdecydował. Starałam się wpłynąć na zmianę jego decyzji, ale na nic. Teraz ciągle słyszę jakieś historyjki na mój temat od innych, jakie on o mnie mówił. Chciałabym już zapomnieć o tych chwilach, pomimo tego, że wszystkie chwile, jakie dotychczas spędzałam, są związane z nim. Ogólnie, jak mówię o nim, to mówię, że chcę o nim zapomnieć i nie chcę. Ale jak już mam mówić, co naprawdę czuję, to określę to tak: chciałabym chcieć o nim zapomnieć, ale nie chcę. I to jest trudne. Bo chciałabym za wszelką cenę zmusić się do tego, że on jest okropny dla mnie teraz i nie jest warty mnie i wszystkiego, ale wcale tak nie myślę, bo serce mną kieruję (tylko go lubię). I nawet jak się dowiaduję, co on o mnie mówi, lub jak powie coś mi, to pozłoszczę się, pozłoszczę, coś mu powiem głupiego, co na mój temat mówi, ale potem mi przechodzi i wychodzi, że dalej mi zależy. Nawet nie wiem, czy zależy, bo gdy o nim myślę, to tylko myślę, ale jak jest jakiś inny problem, to już nie myślę. I z jednej strony chcę zechcieć o nim zapomnieć, a z drugiej chcę sprawić, by mnie przeprosił i zaczął się starać odnawiać tę znajomość. Niech Pani mi nie radzi porozmawiać z nim, bo robiłam to nieraz i również niech Pani mi nie radzi, żebym to przemyślała, bo nie potrafię. Mam jakby dwie chęci, chcę to i to, nie potrafię wybrać... Jedynie proszę Panią o to, by poradziła mi Pani, jak mam zechcieć o nim zapomnieć? Co zrobić, bym czuła do niego taki uraz i smutek, by nie chcieć go już widzieć? Ale również proszę o poradę: co zrobić, by on zechciał znów się kolegować? Dodam, że to była prawie przyjaźń. Mówiliśmy sobie bardzo wiele, widzieliśmy się praktycznie codziennie i kiedyś mu bardzo zależało. I pomimo tego, jaki on jest teraz, dalej go uważam za wspaniałego chłopaka. Pozdrawiam :)

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Łukasz Dubielecki
Lek. Łukasz Dubielecki

Były chłopak nie daje mi spokoju. Co robić?

Mam 18 lat. Jakiś czas temu rozstałam się z chłopakiem, byłam z nim ponad rok. On dalej sprawdza mnie na każdym kroku, wie gdzie byłam, z kim, o której godzinie. Dosłownie wszystko! Mam już tego dość. Co najgorsze, on...

Mam 18 lat. Jakiś czas temu rozstałam się z chłopakiem, byłam z nim ponad rok. On dalej sprawdza mnie na każdym kroku, wie gdzie byłam, z kim, o której godzinie. Dosłownie wszystko! Mam już tego dość. Co najgorsze, on ciągle pisze do mojej mamy, z każdym problemem idzie do niej. Ona już też ma tego dość, ale do niego to nie dociera. Ostatnio, jak się z nim spotkałam, próbował spowodować wypadek, bo powiedział, że on nie chce już żyć, a ja zginę razem z nim. Gdy mu powiedziałam, że mogę być z nim tylko dlatego, żeby on był szczęśliwy (myślałam, że zrozumie aluzję), powiedział, że dobrze, że on się z tego bardzo cieszy, nie myślał o mnie. Chciałabym, żeby dał mi w końcu święty spokój. Chcę zacząć żyć swoim życiem. Co mam robić?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Był ze mną 2 lata i odszedł bez słowa...

Był ze mną 2 lata. Pokochałam go od pierwszej randki. Chciałam go kochać, ale on na to nie pozwalał. Miał 32 lata, ja 28. Chciałam stabillizacji, wspólnego życia… po prostu zasypiać i budzić się przy nim. Tak po prostu,...

Był ze mną 2 lata. Pokochałam go od pierwszej randki. Chciałam go kochać, ale on na to nie pozwalał. Miał 32 lata, ja 28. Chciałam stabillizacji, wspólnego życia… po prostu zasypiać i budzić się przy nim. Tak po prostu, bo kochałam z nim przebywać, pomagać mu w trudnych chwilach. Nigdy nie powiedział, że mnie kocha. Tłumaczył się jedynie, że nie umie tego mówić, że w dzieciństwie nie zaznał miłości i pewnie dlatego nie wie, co to znaczy “prawdziwa miłość”. Kiedy ja wspominałam o wspólnym życiu, zaraz się irytował i rozmowa kończyła się kłótnią. W końcu po 2 latach doczekałam się półki w jego szafie i usłyszałam, że mogę zostawać u niego, kiedy tylko chcę, ale na razie nie zamieszkamy razem. Było to dla mnie niepojęte i bolesne. Takie wieczne życie na walizkach. Przez 1,5 roku chciał, żebym zostawała u niego tylko w weekend. W tygodniu wolał być sam. Po 3 tygodniach od jego niby jakiegoś małego kroku do wspólnego mieszkania i po ostrej kłótni, zostawił mnie. Powiedział, że wypalił się, że tak naprawdę tylko wymagałam, a sama nic nie dawałam. Przykro było mi to słyszeć, bo tak naprawdę to ja dbałam o niego, a teraz już wiem, że za mocno. Powiedział też, że spotkał się z kimś i teraz czuje się adorowany. Długa w ogóle to jest historia. Wstydzę się, że nie widziałam tego, co wszyscy wkoło widzieli. Wstydzę się tego, że nie widziałam, jak mnie nie kocha. Jak ciągle musiałam prosić o jego miłość. Źle zaczęło się dziać od naszych pierwszych wakacji, kiedy po 3 dniach urlopu i przebywania nad morzem powiedział mi, że po powrocie chce w spokoju kawę wypić. Odstawił mnie do domu. I zamiast 4 dzień urlopu spędzać przy nim, spędziłam w domu, płacząc. Zaznaczę, że na wakacjach było miło, ale widocznie kiedy on jest z kimś dłużej, to już się męczy. Dodam, że przede mną także odszedł od kobiety po 2 latach (pięknej i niezależnej zresztą) i po roku wspólnego mieszkania. Zostawił ją, a teraz zostawił mnie. Czy on potrafi kochać? Po 3 tygodniach od rozstania i przeżywania rozpaczliwie tego (spać nie mogłam, jeść nie mogłam, pracować nie potrafiłam, bolał każdy milimetr ciała), wiedziałam, że aby zacząć normalnie żyć, muszę wziąć się w garść i zacząć uczyć się życia na nowo - bez niego. Kiedy odszedł, to oczywiście nie powiedział, że to definitywnie koniec, że może kiedy przemyśli i na nowo zaczną wracać uczucia, to przyjdzie sam do mnie, ale że teraz mam dać mu spokój. No i wystarczyło, że przez 10 dni nie odezwałam się do niego ani słowem i nie odpisałam na jego 2 SMS-y - zadzwonił do mnie i poprosił o spotkanie. No i spotkaliśmy się. Wtedy usłyszałam, że zrozumiał już, że aby budować związek, trzeba być razem, że dosyć już spotykania się, że chce ze mną zamieszkać już w święta (spotkaliśmy się 11 grudnia 2009 r.). Byłam tak naprawdę szczęśliwa, kiedy usłyszałam to, co zawsze chciałam od niego usłyszeć. Powiedziałam mu, że bardzo cierpiałam, że boję się, że znowu mnie zostawi i będę cierpiała, ale o wiele bardziej. Powiedział, że wie jak cierpiałam, że jest mu bardzo przykro, że przez to musiałam przejść i tak cierpieć, ale miał już tak zatruty łeb, że nie wiedział, co zrobić z naszym związkiem, że wyszło tak, ale on oczyścił się bardzo, nie wie jak ja. Nie wie też, czy jest jeszcze tym, którego chcę widzieć do końca swoich dni. Dlatego poprosił o spotkanie. Wiedział, że chcę spróbować. Powiedziałam, że na święta to niemożliwe, żebyśmy razem zamieszkali, ale w nowym roku byłoby miło. Zaczął się wycofywać ze swoich deklaracji. Oprócz tego spotkania, na którym powiedział mi takie słowa, nie dążył do spotkania. Wyczuł, że chcę wrócić i że chcę spróbować. W pierwszy dzień świąt usłyszałam, że nie jest pewien uczuć do mnie, że się pogubił, że wie, że krzywdzi ludzi wkoło, że musi się wziąć w garść i że myśli, iż niedługo będzie lepiej. A ja zaczęłam cierpieć na nowo. Jak bardzo, nawet nie wspomnę. Sylwestra też nie wiedział, czy ze mną spędzi. Spotkaliśmy sie dzień po świętach, było miło, kochaliśmy się, a potem powiedział, że nie jest pewien uczuć, że nie wie, czy spędzimy sylwestra i za godzinę powiedział, że musi się szykować, bo jest umówiony. No i 3 stycznia, przejeżdżając koło jego domu, widziałam jak wychodził z kobietą i odwoził ją do domu (bo miał jej torby). Nocowała u niego, spędzili razem weekend, a mnie pozostawił bez słowa wytłumaczenia. Dlaczego dorosły mężczyzna tak postępuję? Nie umiem sobie poradzić. W przyszłym tygodniu zaczynam terapię u psychologa, bo nie radzę sobie... KOCHAM cały czas i boli mocno :( Mam teraz tylko dwa obrazy. Pierwszy - jego słowa do mnie o wspólnej przyszłości :) Drugi - przed jego domem z inną kobietą :( Nie umiem teraz żyć. Załamana i zakochana, ale nie kochana.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Rozstanie z dziewczyną - co robić?

Witam! Mam 22 lata, od 3 lat jestem, a raczej byłem w związku, byliśmy zaręczeni. Wczoraj moja partnerka oznajmiła mi, że mnie tak naprawdę nie kochała na 100%, jak ja ją, tylko na 90%, i powiedziała, że nie ma...

Witam! Mam 22 lata, od 3 lat jestem, a raczej byłem w związku, byliśmy zaręczeni. Wczoraj moja partnerka oznajmiła mi, że mnie tak naprawdę nie kochała na 100%, jak ja ją, tylko na 90%, i powiedziała, że nie ma sensu dalej tego ciągnąć. Znam tę dziewczynę od 15 lat, razem chodziliśmy od podstawówki, do końca liceum do jednej klasy. Zakochałem się w niej 4 lata temu, gdy ona była w związku z innym chłopakiem. Po miesiącu go zostawiła i była z następnym przez 6 miesięcy. Ja cały czas ją adorowałem, jednak ona mówiła, że jej się nie podobam. Po 2 miesiącach po rozstaniu powiedziała mi, że chce ze mną spróbować się związać. Następnego dnia zerwała ze mną. Po 2 miesiącach postanowiliśmy spróbować jeszcze raz i również klapa (trwało to 3 dni). Minęły kolejne 2 miesiące, zaprosiła mnie na wesele i zaczęliśmy po raz trzeci. Od tamtej pory zaczęliśmy się dogadywać. Ja studiowałem w Białymstoku, a ona w Warszawie. Chcieliśmy być razem. Przeprowadziłem się do Warszawy, znalazłem kawalerkę dla nas, znalazłem pracę, a do szkoły dojeżdżałem co 2 tygodnie. Pracowaliśmy nieraz razem, np. w supermarkecie na kasie czy jako kelnerzy na weselach. Ja studiowałem zaocznie, a ona dziennie. Nazbieraliśmy na samochód niby 5 tys. zł, ale to był nasz wspólny, bez pomocy rodziców. Zresztą ja od 17 roku życia sam się utrzymuję, jako że moi rodzice nie należą do zamożnych, odwrotnie do jej. Ja utrzymywałem się z własnych środków, a ona otrzymywała 1000 zł + dodatkowe pieniądze na wydatki. Było super. Razem, jako młodzi ludzie, w ciągu 6 miesięcy dorobiliśmy się wielu doświadczeń życiowych. Było nam dobrze ze sobą. Mówiliśmy miłe słówka itp. Potem się zaręczyliśmy. Ja na wakacje wyjeżdżałem za granicę, żeby coś więcej zarobić, wiadomo, wszystko kosztuje — szkoła, mieszkanie, rachunki itd. Po jakimś czasie dowiedziałem się, że jej mama mnie nie akceptuje, np. mówiła, żeby mnie zostawiła i znalazła jakiegoś lekarza z odpowiednim statusem itp. Przeszkadzało mi to, jej zresztą też, i od tego czasu się zaczęło. Ja po 3 latach chciałem, żeby magistra robiła w Białymstoku, bo byłoby nam lżej. Jej mama odradzała jej to, to powodowało kłótnie. Jak byliśmy razem, zgadzała się, że woli być ze mną w Białymstoku, a jak była w domu, to mówiła, że chce w Warszawie. 24 grudnia powiedziała, że chce dalej mieszkać w Warszawie, a ja jej na to, że musi podjąć decyzję, jako że nie może ciągle zmieniać zdania, bo chcę konkretu. Potem była wigilia, opłatek, poszliśmy na pasterkę, następnego dnia oglądaliśmy filmy itp. Chcę jeszcze dodać, że ja jestem katolikiem, a ona prawosławna, choć nigdy to nam nie przeszkadzało, najwyżej jej mamie. 25 zadzwonił do mnie mój brat i powiedział, żebyśmy do nich wpadli. Pojechaliśmy i tam brat mój powiedział, że musi mi powiedzieć jak dalej myśli ze szkołą, gdzie. Po kilku zdaniach powiedziała mi, że mnie jednak nie kocha i mnie zostawia.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Nie potrafię zaakceptować przeszłości mojego chłopaka, którego bardzo kocham

Witam! Obecnie jestem z mężczyzną, którego bardzo mocno kocham, nie potrafię tego określić (tego uczucia, jest ono bezwarunkowe, w którym kocham sercem, a nie oczami, bo w końcu niewidoczne jest dla oczu). Ale nie w tym sęk, mój chłopak mówi...

Witam! Obecnie jestem z mężczyzną, którego bardzo mocno kocham, nie potrafię tego określić (tego uczucia, jest ono bezwarunkowe, w którym kocham sercem, a nie oczami, bo w końcu niewidoczne jest dla oczu). Ale nie w tym sęk, mój chłopak mówi mi często o swojej przeszłości, o tym, że jego życie było, można powiedzieć, dość rozwiązłe. Po prostu, za przeproszeniem, się nie szanował i sypiał z kim popadnie. Cenię go za jego szczerość i za to, że mi mówi. Ale w końcu są przecież jakieś granice. Ostatnio wybraliśmy się do jego znajomych (pary gejów, będących ze sobą około 10 lat, tak, my też nimi jesteśmy, ale przecież problem można przedstawić zarówno w związku hetero, między kobietą a mężczyzną). I podczas jego rozmowy z jednym z nich wynikło, iż mój chłopak po prostu przespał się z nim 2 lata temu. Nie było to wprost powiedziane, ale wyłapałem to między słowami. Kiedy wyszliśmy, spytałem mojego chłopaka, czy to prawda, że przespał się z nim. Na co on potwierdził, że tak, ale to było dawno i nieważne. Fakt, mówi mi, że jest wierny i mnie nie zdradzi, jednak mam dosyć już tej niepewności. To wszystko mnie zbyt bardzo rani, a ja nie mam zamiaru cierpieć wiecznie. Myślałem nawet nad tym, aby go zostawić, lecz nie potrafię, bo zbyt mocno kocham bezwarunkowo, tak jak wspomniałem wcześniej. Do tego często mówi o swoim byłym, którego bardzo kochał. Opowiada swoim znajomym, że jestem tym jedynym, który po wielkiej męce i udręce po kilku latach, od kiedy nie są już ze sobą, go wyleczył. Bo była to jego jedyna i prawdziwa miłość. Do tego wszystkiego, dowiaduję się ostatnio na imprezie z jego znajomymi, że jak był na studiach, to nawet z zajęć się urywał, aby iść z eksdziewczyną, wiadomo na co. Jednak niepewność wielką mam, kiedy powiedział mi, że jego pierwszy raz z mężczyzną był z jego kuzynem, który był żonaty. I tak się oto dowiedział o sobie. Nie wiem już, co mam o tym wszystkim myśleć. Boję się, że nie będę już tak dalej potrafił sobie poradzić z tym wszystkim i popadnę w depresję (a akurat pod tym względem łatwo jest, abym wpadł, nie raz już leki brałem, czy wizyty u psychologa miałem, aby się wyleczyć, i jakoś się udawało dotychczas. Ale teraz boję się, że nie dam sobie już rady z tym). Nie wiem, jak z nim o tym porozmawiać. W końcu chcę, aby to był związek oparty na zaufaniu, a przez to jak opowiada i poznaje mnie z osobami, za przeproszeniem, z którymi przespał się na jedną noc, tylko podkopuje moje zaufanie. Bardzo proszę o poradę...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Kwiatkowska
Mgr Joanna Kwiatkowska

Jak się rozstać, by ta druga osoba cierpiała jak najmniej?

Chcę zerwać z dziewczyną, z którą jestem od dwóch lat. Od prawie półtora roku mieszkamy razem. Chcę, żeby to rozstanie sprawiło jej jak najmniej bólu. Tym bardziej, że wiem, iż ma kłopoty z depresją i ciężkie problemy w rodzinie. Byliśmy...

Chcę zerwać z dziewczyną, z którą jestem od dwóch lat. Od prawie półtora roku mieszkamy razem. Chcę, żeby to rozstanie sprawiło jej jak najmniej bólu. Tym bardziej, że wiem, iż ma kłopoty z depresją i ciężkie problemy w rodzinie. Byliśmy ze sobą naprawdę blisko. Zawsze starałem się być dla niej wsparciem i wiem, że w ten sposób mogłem zrobić jej krzywdę, uzależniając ją po części od siebie i odzwyczajając od samodzielności i odpowiedzialności. Zastanawiam się też, w jaki sposób namówić ją, aby zdecydowała się pozostać w wynajmowanym przez nas mieszkaniu (wynajmujemy je stosunkowo tanio i wiem, że coś takiego jej się przyda, a ja jakoś sobie poradzę). Kiedy pół roku temu mieliśmy kryzys, upierała się, że ona się wyprowadzi, a wiem, że taka sytuacja będzie dla niej trudniejsza.

Zdrady, powroty i rozstanie. Czy moje odczucia są normalne?

Witam, mam 23 lata. Niedawno - 3 tygodnie temu - rozstałam się z chłopakiem, z którym byłam 5,5 roku. Ten związek od jakichś 3 lat zaczął się psuć. On pokazał swoje prawdziwe oblicze. Był chorobliwie zazdrosny, odciął mnie od...

Witam, mam 23 lata. Niedawno - 3 tygodnie temu - rozstałam się z chłopakiem, z którym byłam 5,5 roku. Ten związek od jakichś 3 lat zaczął się psuć. On pokazał swoje prawdziwe oblicze. Był chorobliwie zazdrosny, odciął mnie od znajomych, złościł się, kiedy ubrałam się ładnie do pracy. "Ładnie" wg jego oceny, to normalne obcisłe jeansy... Potem zaczęły się zdrady. Tak naprawdę nie wiem, ile ich było. Ja wiem o 2. Odeszłam, ale po 3 miesiącach wróciłam, bo uwierzyłam, że się zmienił. Prosił, bym wróciła, bo on zarzekał się, że mnie kocha... Wykorzystywał to, że byłam wrażliwa bardzo... i jak to się skończyło, w święta tego roku - miały być zaręczyny, był już pierścionek, rodzice już wiedzieli i 2 tygodnie przed wszystkim on się przestraszył. Powiedział, że musi przemyśleć to, bo jemu czegoś brakuje w tym związku, że chciałby, by było idealnie, a nie było, bo nie miałam do końca zaufania do niego. Liczył się tylko on, to, czego on potrzebuje, i odszedł ode mnie, bo miał wątpliwości, czy będzie ze mną szczęśliwy... To, co się ze mną teraz dzieje, to jakaś czarna otchłań, która mnie pochłania. Mam pretensję do siebie, że mogłam bardziej się starać, by zaufać, ale to chyba nienormalne? Nie daje mi to spokoju... święta całe przepłakałam. Jak budzię się rano, nie wiem, czy warto wstawać, no bo po co? Czy kiedyś od tego wszystkiego się uwolnię, czy potrzebny mi jest specjalista? Bardzo proszę o poradę i z góry dziękuję.

Patronaty