Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje z partnerem: Pytania do specjalistów

Jestem chorobliwie zazdrosny - co robić?

Witam, jestem z swoją partnerką 7 miesięcy i bardzo mocno się kochamy, ale mam problem: jestem o nią zazdrosny. Ciągle myślę, że mnie oszukuje, sprawdzam jej telefon, wykasowane smsy. Gdy ktoś do niej dzwoni, wychodzi do drugiego pokoju lub...

Witam, jestem z swoją partnerką 7 miesięcy i bardzo mocno się kochamy, ale mam problem: jestem o nią zazdrosny. Ciągle myślę, że mnie oszukuje, sprawdzam jej telefon, wykasowane smsy. Gdy ktoś do niej dzwoni, wychodzi do drugiego pokoju lub rozmawia, gdy mnie niema w domu. Wydaje mi się, że zaczęło mi odbijać, sprawdzam bilingi, telefon, gdzie jeździ itd. Zaczęliśmy się mocno o to kłócić i czuję, że nasz związek może się rozpaść. Co mam zrobić?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak pozbyć się zazdrości w małżeństwie?

Witam! Mam 30 lat i mam 3 dzieci. Od 5 lat jestem w związku, a od kilku miesięcy jestem po ślubie. Mam problem z zazdrością. Jestem zazdrosna o obce kobiety lub seksistowskie reklamy. Wcześniej nie byłam zazdrosna...

Witam! Mam 30 lat i mam 3 dzieci. Od 5 lat jestem w związku, a od kilku miesięcy jestem po ślubie. Mam problem z zazdrością. Jestem zazdrosna o obce kobiety lub seksistowskie reklamy. Wcześniej nie byłam zazdrosna o innych partnerów, dziś jest inaczej. Byłam wielokrotnie pobita przez obecnego męża, bił mnie nawet za to, co robiłam, kiedy z nim się jeszcze nie znałam, za przeszłość. Wyobrażał sobie mnie z innymi, za co potem mną gardził i mówił, że się mnie brzydzi. Nie byłam zazdrosna do momentu, kiedy po raz pierwszy mnie pobił, od tego czasu walczę z demonami w mojej głowie i mam koszmary, w których widzę go z innymi kobietami. Z tego co się orientuję to mnie nie zdradził, ale on sam jest po rozwodzie z kobietą, którą zdradzał, bo jak twierdzi, zaniedbywała go bardzo w łóżku. Nasz sex jest rewelacyjny, potrafimy wspólnie robić bardzo wiele rzeczy, za co go kocham. Jest dobrym ojcem i widzę, że się stara dbać o dzieci. Ja mam do niego żal o wyrządzone mi krzywdy, a najbardziej o to, że po pijanemu pobił mnie w 5 miesiącu ciąży. Trudno mi o tym zapomnieć, choć bardzo się staram. Pracuję nad sobą poprzez czytanie odpowiedniej literatury, rozmowę z koleżankami czy czytanie o konkretnych problemach w Internecie.

On sam pochodzi z domu, gdzie ojciec go dosłownie katował i w wieku 12 lat odepchnął na rzecz nowo narodzonej siostry. Ja nigdy nie miałam problemów z nawiązywaniem nowych znajomości, miałam wiele koleżanek i kolegów. Jestem otwartą i uczynną osobą, bo mam wewnętrzną potrzebę niesienia pomocy innym. Jestem opiekunem osób starszych, chorych i niepełnosprawnych i kocham opiekować się innymi, a szczególnie naszymi dziećmi i moim mężem, pomimo wyrządzonych mi krzywd. Ale kiedy najdą mnie zmory to nie daję sobie rady i się czepiam męża, czego jak on sam to mówi, ma dość. Mam żal do niego o to, że tak mało się stara zadośćuczynić. Mało mi okazuje współczucia, kiedy dorwą mnie zmory z przeszłości. Co mam zrobić, by ta zazdrość minęła, bo sama mam jej już dość. Pomóżcie, proszę.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak odbudować małżeństwo po zdradzie męża?

Witam! 2 miesiące temu dowiedziałam się, że mąż mnie zdradził. Od dawna czułam, że coś jest nie tak, więc pytałam i pytałam co się dzieje i w końcu się przyznał. Mamy dwoje dzieci, jesteśmy 13 lat po ślubie, 18 razem....

Witam! 2 miesiące temu dowiedziałam się, że mąż mnie zdradził. Od dawna czułam, że coś jest nie tak, więc pytałam i pytałam co się dzieje i w końcu się przyznał. Mamy dwoje dzieci, jesteśmy 13 lat po ślubie, 18 razem. Mąż pozostał w domu, jak mówi, dla dzieci. Jest uparty, ciągle daje mi do zrozumienia, że jest ze względu na dzieci i firmę, którą mamy wspólnie i zobowiązanie, które musimy spłacić. Ja chcę wierzyć, że mówi tak, ponieważ jest zły, że dowiedzieli się rodzice i rodzeństwo, i mnie o to obwinia, a ja tylko szukałam u nich wsparcia. Zawsze uważałam nas za bardzo dobre małżeństwo, inni także. Teraz mąż jest pełen frustracji, ciągle zły i obraża się o wszystko o co zapytam. Kocham Go bardzo, ale już pomału brak mi sił. Mąż zawsze był dobry i uczynny. Teraz mówi, że nikt go nie obchodzi poza nim samym.

Chcę wierzyć, że jego zachowanie ma związek z tęsknotą za tym czymś cudownym co mu się wydarzyło, a w domu żona taka sama od 13 lat. Mówi, że chyba już mnie nie kocha. Chcę go na nowo rozkochać, aby znów był ze mną szczęśliwy. Jak to zrobić? Proszę o rady i wskazówki psychologa, bo wiem i wierzę w to, że każdy kryzys do się zakończyć, że nie ma drogi bez wyjścia. Jak mam postępować, aby mu udowodnić, że przyjaźń, wspólne rozmowy, problemy, małe gesty to także miłość, a nie tylko górnolotne uniesienia, których on doświadczył z inną kobietą. Proszę o pomoc, jak mogę uratować nasze małżeństwo i naszą rodzinę? Jak zachowywać się w stosunku do niego? Czy mam z nim sypiać? On twierdzi, że na razie jedyne czego ode mnie chce to seksu, a czy będzie chciał czegoś więcej, tego mi nie może zagwarantować. Proszę o rady i z góry dziękuję.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak podnieść się po zdradzie męża?

Od dwóch lat choruję na depresję reaktywną. Przyczyną była zdrada mojego męża, jesteśmy małżeństwem 25 lat i po tylu latach mąż miał romans, o którym dowiedziałam się od detektywów. Od tej pory leczyłam się w szpitalu, potem próba samobójcza i...

Od dwóch lat choruję na depresję reaktywną. Przyczyną była zdrada mojego męża, jesteśmy małżeństwem 25 lat i po tylu latach mąż miał romans, o którym dowiedziałam się od detektywów. Od tej pory leczyłam się w szpitalu, potem próba samobójcza i znowu łykanie prochów. Jestem psychicznie wyczerpana. Chociaż mąż zakończył romans, to wszystko wraca do mnie jak zły sen, nie potrafię o tym zapomnieć, a tym bardziej, że w nikim nie mam wsparcia. Mąż mnie jeszcze dołuje, że to moja wina, że tak się stało, bo gdy były problemy z dorastającą córką, odsunęłam się od męża na jakiś czas. Byłam wtedy pochłonięta problemem z córką, ale to minęło, bo to było 10 lat temu. Obecnie córka ma 26 lat i mieszka w Anglii, więc zadaję sobie pytanie - dlaczego wtedy mąż nie znalazł sobie kogoś, jeżeli było mu ze mną źle, tylko teraz, kiedy mieszkamy sami, nie mamy problemów finansowych (mąż ma własną firmę). Znalazł sobie kobietę w wieku naszej córki i to boli, zostawił mnie jak stary zużyty materiał.

Obecnie mąż mieszka ze mną i twierdzi, że mnie kocha, ale co to za miłość, kiedy nie ufam mu, bo wciąż mnie zawodzi. Lata sam na urlopy, nie pytając mnie o zdanie, bo w wieku 48 lat odkrył nową pasję - nurkowanie - i wciąż lata do Egiptu. Nawet był tam z kochanką. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że cokolwiek on coś zrobi źle, czyli krzywdząc mnie, mówi, że to moja wina. Już nie mam siły. Nigdy nie był ze mną, gdy byłam chora, bo twierdzi, że nie jest lekarzem i nic mi nie pomoże. Nie wspiera mnie ciepłym słowem. Obecnie siedzę zamknięta w jednym pokoju z zasłoniętymi oknami bez perspektyw na jutro, wszystko straciło dla mnie sens, łykam tylko leki na spanie, by przespać to całe życie, bo inaczej już nie potrafię. Wiem, że kocham męża, ale też nie umiem definitywnie zakończyć małżeństwa. To jest bardzo trudne po 25 cudownych latach. Z terapii psychologa też korzystałam, ale wszystko na nic.

Nie wiem jak mam sobie poradzić, pracowałam u męża w firmie bez zatrudnienia, bo nie chciał mnie zatrudnić ze względu na koszty ZUS-u i tak przepracowałam u niego 10 lat. Dziś nie mam nic, nie pracuję, bo w stanie w jakim jestem nie dam rady, więc nie mam pieniędzy. Kompletnie nic mi się nie należy i wciąż jestem zależna od męża, bo mówi, że to też moja wina, bo mogłam zadbać o swoją przyszłość, a nie liczyć na jego pomoc. Błagam, proszę o jakąkolwiek pomoc, może ktoś mi doradzi, jak się pozbyć tej choroby i zacząć cieszyć się życiem, bo jak na razie to od dwóch lat jestem martwą duszą i wciąż tylko leki. Chyba były już wszystkie podawane, obecnie biorę P***, P*** i E*** i S***. Proszę o poradę i pomoc, bo dalej nie wytrzymam tej całej sytuacji.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak pozbyć się niepewności w związku?

Zacznę od początku. Mam 19 lat, jestem ze swoim facetem od prawie 10 miesięcy. Jest ode mnie 3 lata straszy. Myślałam dużo i nie daję sobie rady, postanowiłam więc zwrócić się o pomoc do jakiegoś specjalisty, chociażby w taki sposób....

Zacznę od początku. Mam 19 lat, jestem ze swoim facetem od prawie 10 miesięcy. Jest ode mnie 3 lata straszy. Myślałam dużo i nie daję sobie rady, postanowiłam więc zwrócić się o pomoc do jakiegoś specjalisty, chociażby w taki sposób. Wszystko było ładnie, pięknie, aż pewnego dnia pokłóciłam się z chłopakiem, w sumie o to, że poszłam na spacer z koleżanką, że nie mogę usiedzieć jednego dnia w domu. Wspomniałam mu zaraz jego byłą, chociaż już od dawna nie ma nic wspólnego z naszym życiem, to ja ciągle mu wypominałam. Zdenerwował się tak, że powiedział, że to koniec i w pewnej chwili ja pomyślałam, właśnie, czy ja chcę tak żyć? Mam dość... Zaraz potem pomyślałam, że jestem jakaś głupia, bo tak chcę, poprosiłam, żeby przyjechał i jak się spotkaliśmy, to przeprosiłam i tak dalej. Powiedział, że mnie kocha, ale ma dość już mojego płaczu ciągłego i wytykania przeszłości i że chce jechać do domu. Wszystko jest ok, ale spotkamy się jutro jak ochłonie. Było ok, spotkaliśmy się, zostałam u niego, panowała jakaś dziwna atmosfera, zanim usnęliśmy, marudziłam i marudziłam, mimochodem rzucił do mnie spadaj spać, odwróciłam się obrażona i usnęłam.

Obudziłam się rano z takimi cholernymi wątpliwościami, że nie wiem czy kocham, nie mogłam nawet przy nim być. Musiał mnie odwieźć, serce mi waliło jak młotem, nie mogłam przestać płakać, trzęsły mi się ręce, nie radziłam sobie, to trwało jakiś tydzień. Pisałam, że nie możemy się spotykać, a chciałam się z nim widzieć, nawet raz jak przyjechał to sam powiedział, że koniec, że tak być nie może. Ja wpadłam w płacz, błagałam, żebyśmy wszystko naprawili, zgodził się, bo powiedział, że jest pewien tego co czuje, że kocha. Teraz jestem w trochę lepszej sytuacji, czuję się strasznie, prawie cały czas o tym myślę, ale nie mam tak częstych napadów płaczu jak wcześniej, dalej nie wiem co czuję? Czy można przestać kochać z dnia na dzień? A jeśli tak, to czemu nie umiem odejść? Nie wyobrażam sobie mojego życia bez niego, pragnę tylko jego. Są chwile, że nie myślę, że jest źle, nawet się kochaliśmy. Pociąga mnie fizycznie, ale są też momenty, że wpadam w jakąś furię. On kolejny raz po kłótni mówi koniec, a ja jak w jakimś szale, ty nie możesz mnie zostawić. Jak jest bardzo źle, to jestem nawet niemiła, w ogóle jestem sztuczna i taka jakbym była w innym świecie. Chciałabym się zakochać jeszcze raz w nim, od nowa, jeśli to koniec. Ale czy to koniec? Czy przeszła mi miłość? Czy to minie? Wiem, że powinnam dać sobie czas, ale ja się wykończę. To trwa już 3 tydzień. Chcę, żeby było jak dawniej! A nie wiem co czuję, nie mogę się zdecydować, co jakiś czas zmieniam zdanie. Wiem jedynie, że nie chcę odchodzić, ale jak będzie tak dłużej to nie mogę go tak ranić, to straszne uczucie! I są chwile, kiedy na niego patrzę i myślę: „mój misiek, mój kochany, kocham Cię” albo on mówi „kocham”, a ja chciałabym odpowiedzieć, ale powstrzymuje się, żeby nie robić nikomu nadziei.

Mam też wrażenie, że mój związek stał się nudny, że nie mam w nim żadnych uniesień, zaczęliśmy żyć trochę jak małżeństwo. Jak myślę o rozstaniu to płaczę, chcę to przeciągnąć z nadzieją, że będzie ok, minie mi, bo tak w sercu gdzieś tam czuję. Gdy on mógł poderwać mnie ponownie, ja nie wiem co mam robić. Szukam w ogóle przyczyny tego co poczułam, nie zwalczę problemu, jak nie znajdę przyczyny. Czy to nuda? Czy miłość się skończyła? Czy jestem taka zła? Może teraz to jakaś wewnętrzna bariera? Wydaje mi się nawet, że jeśli odejdę, to za jakiś czas okaże się, że chcę wrócić, że nie umiem bez niego! Wcześniej byłam taka pewna, jeszcze miesiąc temu chciałam mieć z nim dzieci, wziąć ślub. To było jeszcze miesiąc temu. Jestem w takim szoku i żalu, że w ogóle myślałam już nawet, że jeśli zaszłabym teraz w ciążę to bylibyśmy już zawsze razem i zniknęłyby moje wszystkie wątpliwości. Nie umiem odejść i zrezygnować, nie umiem! Chcę właśnie jego! Może to przyzwyczajenie? Czy to się da naprawić, czy to możliwe, że to minie? Zachowuję się ostatnio jak dzieciak.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Szantaż emocjonalny męża

Witam! Bardzo proszę o pomoc, bo już jestem na skraju załamania. Od trzech lat jestem mężatką i od samego początku nam się nie układa, mąż cały czas mi zarzuca, że jestem głupia, że myślę jak małe dziecko i przede wszystkim,...

Witam! Bardzo proszę o pomoc, bo już jestem na skraju załamania. Od trzech lat jestem mężatką i od samego początku nam się nie układa, mąż cały czas mi zarzuca, że jestem głupia, że myślę jak małe dziecko i przede wszystkim, że mi na nim nie zależy. Cały czas chce, żebym mu pokazała i udowodniła, że go kocham i mi na nim zależy. Już od pół roku się do mnie nie odzywa i powiedział, że zacznie się odzywać, jak zobaczy moje starania. Ja nie wiem, jak mam mu to pokazać, on jest dla mnie całym moim życiem i nie chcę go stracić. W jaki sposób ja mam mu to pokazać? Bardzo proszę o pomoc!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Co zrobić żeby dziewczyna dała mi drugą szansę ?

Witam. Ostatnio zerwała ze mną dziewczyna. Powodem zerwania było to że przestaliśmy sobie ufać. A dlaczego? Ponieważ zrywała ona ze swoim byłym przez parę ładnych miesięcy, mówiąc mi podczas tego okresu, że z nim zerwała, a potem okazywało się, że...

Witam. Ostatnio zerwała ze mną dziewczyna. Powodem zerwania było to że przestaliśmy sobie ufać. A dlaczego? Ponieważ zrywała ona ze swoim byłym przez parę ładnych miesięcy, mówiąc mi podczas tego okresu, że z nim zerwała, a potem okazywało się, że potrzebuje kolejnej rozmowy z nim. Takie sytuacje miały miejsce kilka razy, ale ja jej wybaczałem to i dalej czekałem. Ostatecznie w sierpniu postawiłem ją pod ścianą i zażądałem dojrzałej decyzji. Po tym zerwała z nim, ale po tych wszystkich sytuacjach ciężko mi było uwierzyć w to. Ostatnio nie wytrzymałem, ponieważ gdy to ja chciałem być wsparciem dla niej podczas egzaminów poprawkowych ona była przy nim, tłumaczyła to wszystko tym, że pomagała mu w zadaniach. Nie czułem się osobą od której chce wsparcia. To wszystko spowodowało we mnie straszne emocje, przez które uciekłem się do kłamstwa, czego strasznie żałuję. Także zacząłem rozmawiać o tym z dobrym kolegą, który wtrącił się do tego wszystkiego. To właśnie przez to wtrącenie się kolegi jak mi powiedziała postanowiła ze mną zerwać. Tak ta cała sytuacja wyglądała. Ja dalej ją kocham, i nie chcę jej stracić, chcę walczyć o nią. 2 dni po rozstaniu pojechałem do niej. Niestety nie spotkałem jej, podobno wyjechała gdzieś do koleżanki tak mi powiedziała jej siostra. Umówiłem się wtedy z jej siostrą i z nią porozmawiałem. Powiedziała mi żebym dał dziewczynie trochę czasu. Siostra dziewczyny powiedziała mi, że mam w niej wsparcie (ale nie wiem o co chodzi). Chciałem wtedy przeprosić dziewczynę za wszystko i prosić o druga szansę. Tak jak już pisałem nie spotkałem jej, miałem wtedy kwiaty dla niej i przekazałem je jej przez siostrę, chociaż nie chciałem żeby to tak wyszło. Proszę o porady, co zrobić żeby to wszystko ułożyło się pozytywnie. Chcę dalej z nią być.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Co się dzieje z moim chłopakiem: jak mu pomóc?

Jestem ze swoim chłopakiem prawie 3 lata. Od tych 3 lat zauważam u niego pewne "fazy". Nazywam to tak ponieważ jednego dnia wszystko jest dobrze i układa nam się przez pewien czas. Potem przychodzi czas kiedy nagle coś w niego...

Jestem ze swoim chłopakiem prawie 3 lata. Od tych 3 lat zauważam u niego pewne "fazy". Nazywam to tak ponieważ jednego dnia wszystko jest dobrze i układa nam się przez pewien czas. Potem przychodzi czas kiedy nagle coś w niego wstępuje, zaczyna denerwować się o byle co, każde pytanie jakie zadam czy zdanie jakie powiem jest złe. Mówi też, że to ja prowokuje te zachowania. Często mówi wtedy przykre dla mnie rzeczy. Wiem, że to wszystko ze złości bo wielokrotnie mnie za to przepraszał. Ale nie wiem jak się zachować w takiej sytuacji i jak mu pomóc. Czasami boję się powiedzieć cokolwiek, bo nie chce żeby dochodziło do kłótni. To trwa tak długo, a ja wciąż nie wiem jaka mam być kiedy tak się dzieje. Z góry uprzedzam, że nie chce go zostawiać. Tylko jak mu pomóc? Jak się zachować?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Rozstanie po latach - co dalej?

Witam. On 58 lat, ja 50 od 13 lat razem, 12 lat po ślubie. W momencie poznania on i ja wolni, bez zobowiązań wobec osób trzecich. Wspólnych dzieci brak. Początek jak zawsze, poznanie miłość, ślub, zapewnienie o wielkich...

Witam. On 58 lat, ja 50 od 13 lat razem, 12 lat po ślubie. W momencie poznania on i ja wolni, bez zobowiązań wobec osób trzecich. Wspólnych dzieci brak. Początek jak zawsze, poznanie miłość, ślub, zapewnienie o wielkich uczuciach. On w ocenie znajomych i przebiegu związku wierny, domator, postrzegający małżeństwo konserwatywnie, zaangażowany, pełen planów. Ja porzucam pracę zawodowa, angażuję się w realizacje naszego wspólnego celu remontu domu w odległej części Polski i na odludziu. We wspólnych planach to nasza przyszłość. Z czasem samotność na odludziu zaczyna mi ciążyć, przechodzę kryzys, jeden, drugi, trzeci. Proszę, żeby usiąść i porozmawiać o naszym życiu, tłumaczę, że wspólne urlopy (on pracuje) to za mało, że takie życie to zagrożenie dla naszego związku. Reakcji brak, sytuacja się przeciąga, samotność mi ciąży, prezenty nie cieszą. Mówię o tym otwarcie, ale trafiam na całkowity brak zrozumienia. Dla niego liczy się dom, a ja marudzę. W czerwcu tego roku coś się zmienia. Niepokoi mnie jego brak zainteresowania rzeczami, które były jego życiem. Nie mogę wyjechać ze swojej pustelni. Czuję, że dzieje się coś złego. W końcu kończę rozpoczęte sprawy i jadę do domu, do niego. Dwa dni temu dzwonię do drzwi. Jest zaskoczony, wygląda źle, nie cieszy się. Wiem, że coś się wydarzyło. Po powrocie zaczyna rozmowę. Bolesna, trudna dla mnie zabójcza. W czerwcu spotkał kobietę, którą kochał będąc młodym człowiekiem. Wtedy, w młodości ich drogi się rozeszły. Oboje założyli rodziny, w jej przypadku 2 nieudane małżeństwa (obecnie jest w separacji z mężem), on założył rodzinę, żona zostawiła go dla innego, potem nieudany związek, rozstanie i ślub ze mną. Twierdzi, że odrodziło się uczucie sprzed lat, że właściwie nigdy w nim nie wygasło. Proponuje rozstanie, bez rozwodu, na dotychczasowych warunkach finansowych. Wyprowadza się z sypialni, przeprasza, że tego nie przewidział, że jego uczucie do mnie wygasło. Lubi mnie, wesprze mnie, mogę na niego liczyć, ale nasz związek jest skończony. Pytam dlaczego? Za długo rozdzieleni i to moje ciągłe marudzenie, że samodzielne prowadzenie tego domu mnie przerasta. Chce sprzedać nasz dom, podzielić się pieniędzmi i zachować dobre stosunki. Z drugiej strony mówi: „dbaj o nasz dom.” Nie chce zrywać kontaktów z naszymi znajomymi, boli go, gdy mówię o naszych szczęśliwych chwilach. Nie krzyczałam, nie ubliżałam, poczułam się jak zbity pies. Pytałam, jak może nie walczyć o związek, gdzie są wartości, które deklarował, jak może mi zadać taki ból. Mówi: „przepraszam, nie planowałem tego.” Nie chce iść do poradni małżeńskiej, nie chce ratować naszego związku. Trafiam na beton. Jest zakochany i koniec. Deklaruje, że nie przeprowadzi się do niej, ani ona do niego. Ale to kwestia czasu...wiem to. Nowe ciuchy, wspólne obiady itd. Nie wiem, co mam robić. Najchętniej wsiadłabym w samochód i wpakowała się w pierwsze drzewo na mojej drodze. Poświęciłam wszystko temu związkowi. Nie potrafię się znaleźć w tej sytuacji. Chcę ratować, ale czy jest jeszcze co ratować? Zachował się niewątpliwie jak szczeniak, ale ja nie potrafię lekką ręką przekreślić 12 lat życia, marzeń, planów. Wiem, że nie ma gotowej recepty, ale czy jest szansa uratowania tego związku? Jak postępować?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Kłamstwo w związku

Witam! Mam 31 lat, jestem po rozwodzie. Pół roku temu poznałam Michała (31 lat). Spotykaliśmy się i uznaliśmy, że chcemy ze sobą być, byliśmy ze sobą pół roku. Poznałam jego rodziców, bardzo mnie polubili. Zaprosił mnie do swojego brata...

Witam! Mam 31 lat, jestem po rozwodzie. Pół roku temu poznałam Michała (31 lat). Spotykaliśmy się i uznaliśmy, że chcemy ze sobą być, byliśmy ze sobą pół roku. Poznałam jego rodziców, bardzo mnie polubili. Zaprosił mnie do swojego brata na ślub i wesele, już po miesiącu oboje czuliśmy się tak, jakbyśmy znali się kilka lat. Dużo rozmawialiśmy, na różne tematy. Psuć się zaczęło, gdy mój były mąż zaczął wydzwaniać do Michała. On uważa (wcześniej nic nie mówił), że nic z tym nie robiłam. A ja robiłam, ile mogłam. Straszyłam eks kuratorem, ponieważ mamy córkę (6 lat), prosiłam, żeby dał nam spokój, że już nic nie zmieni się, że kocham Michała. Wyprowadziłam się ze wspólnego mieszkania, wynajęłam mieszkanie i zamieszkałam z córką. W dniu przeprowadzki eksmąż zadzwonił do Michała i znowu robił wywody, że to przez niego, że mu rodzinę popsuł. Michał powiedział, że tak nie może, że potrzebuje czasu. Ja powiedziałam, że jest to dla mnie jednoznaczne, że się rozstajemy i oddałam mu połowę serduszka, które dostałam od niego na Mazurach (wtedy też spędziliśmy piękne chwile).

Nie mogłam sobie z tym poradzić. Nie dostawałam miesiączki przez 4 tygodnie po odstawieniu antykoncepcji. Michał stwierdził, że jestem w ciąży i wrócił do mnie, ja nie wyprowadziłam go z błędu, okłamałam go. Zerwał ze mną, a ja bardzo go kocham. Żałuję, że tak postąpiłam. Dodam, że wysłałam mu skan usg koleżanki. Jak mam to naprawić? Kocham go bardzo i nie potrafię bez niego żyć. Jest mi źle, że tak bardzo cierpi przeze mnie. Czy mogę poprosić jego rodziców o pomoc, przeprosić ich?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Ile czasu musi minąć od rozstania z partnerem, żeby rozpocząć nowy związek?

Dziś mam 24 lata. W marcu 2009 rozstałam się z partnerem, czułam do niego sympatię, może i poczułabym coś więcej, ale on swoim zachowaniem mi na to nie pozwolił. Kochał mnie mocno, przynajmniej tak twierdził, wg mnie on nie odróżniał...

Dziś mam 24 lata. W marcu 2009 rozstałam się z partnerem, czułam do niego sympatię, może i poczułabym coś więcej, ale on swoim zachowaniem mi na to nie pozwolił. Kochał mnie mocno, przynajmniej tak twierdził, wg mnie on nie odróżniał kochania od posiadania własności, którą chciał zaszufladkować tylko dla siebie... Czułam się przy nim jakbym żyła bez tlenu, osaczał mnie na każdym kroku, w końcu stało się tak, że nie miałam czasu nawet spokojnie się rano umyć albo dojechać na studia, bo on ciągle dzwonił, a sam nie wyręczał mnie w tym. Nie wychodziliśmy nawet nigdzie razem, np. do jego znajomych, bo on bał się, że któregoś wieczoru go zostawię i wyjdę zamiast z nim to z jego kolegą. Bał się odrzucenia, ale jednocześnie nie naprawiał siebie, tylko dalej brnął.. Po roku związku (nie mieszkaliśmy razem, ale ciągle przesiadywał u mnie w domu) nie wytrzymałam tego i powiedziałam mu, że ma zabrać swoje rzeczy i się wynosić, myślał, że nie mówię poważnie, nie docierało to do niego.. Po paru miesiącach po rozstaniu dalej to do niego nie docierało, próbował wrócić, ale nie zadał sobie trudu, żeby mnie przeprosić za swoje zachowanie osobiście, pozostały tylko maile i SMSy. Nie utrzymuje z nim kontaktu, ale dalej twierdzi, że jak będę potrzebowała pomocy, to on mi zawsze pomoże itd. Nawet raz z jego pomocy skorzystałam, ale on nie może zrozumieć, że nie chcę z nim być jako partnerem i nigdy już tak się nie stanie. Dzisiaj mamy wrzesień 2011, a ja nadal jestem sama, nie wiem dlaczego tak się dzieje, skoro całkowicie odcięłam się od kontaktu z nim. Chciałabym sobie ułożyć życie na nowo z innym partnerem, ale całkowicie mi to nie wychodzi. Znajomi mówią mi, że powinnam otworzyć się na nowy związek, ale jak mogę się otwierać, skoro nie ma nikogo na horyzoncie? A jeśli znajdują się jakimś cudem to kończy się to po 1 spotkaniu, mówią, że jesteś taka fajna po czym spławiają mnie bez podania powodu. Czy coś jest ze mną nie tak? Co powinnam w sobie zmienić lub co robić? Czy to zbyt mało czasu, żebym zasłużyła na swoją miłość?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Chorobliwa zazdrość - czy to tylko mój wymysł?

Witam. Mam 22 lata. Jestem z moim chłopakiem od 4 lat. Opiszę swój problem. Zaczęło się niewinnie. Raz niechcący zalogowałam się na jego profilu społecznościowym i zauważyłam wiadomość do pewnej atrakcyjnej kobiety, jego koleżanki. Dałam sobie spokój, a po rozmowie...

Witam. Mam 22 lata. Jestem z moim chłopakiem od 4 lat. Opiszę swój problem. Zaczęło się niewinnie. Raz niechcący zalogowałam się na jego profilu społecznościowym i zauważyłam wiadomość do pewnej atrakcyjnej kobiety, jego koleżanki. Dałam sobie spokój, a po rozmowie z nim stwierdził, że faktycznie przesadził i mnie przeprasza, że to nie było w porządku w stosunku do mnie. Przeżywałam w tym czasie 100% zmianę mojego ciała. Przytyłam bardzo dużo. Czułam się okropnie i wyglądałam strasznie. W tym czasie polecieliśmy do Polski na urlop i mój facet spędzał dużo czasu ze mną. Nie odwiedzał swoich znajomych ze mną, tylko sam. Po urlopie okazało się, że na jednej takiej imprezie koleżanka M. robiła sobie z nim zdjęcia. Wiem tyle o tych zdjęciach, że na pewno były uściski i całusy. Dowiedziałam się od jego brata, że owa M. chce mojemu chłopakowi przysłać prezent na urodziny i mój facet się przestraszył, że to te zdjęcia i mi o tym powiedział. Byłam bardziej nieufna i zaczęłam go sprawdzać. W tym czasie już zaczęłam o siebie dbać, podniosła się moja samoocena, bo znalazłam pracę i miałam zajęcie. Ostatnimi czasy byliśmy w Polsce i mój facet pisał ze swoją dawną wielką miłością. Wspominał o dniu kobiet, jak kwiatki jej kupił itp., wypytywał się o jej hobby. Miałam o to straszne pretensję, bo ani o moich urodzinach nigdy nie pamięta, ani o rocznicy, którą właśnie dziś obchodzimy. Zrobiłam mu straszną awanturę. Powiedziałam, że chcę, żeby wracał do kraju, że mam dosyć jego oglądania się za kobietami, za portalami erotycznymi, które przegląda. Zaczęłam sprawdzać historię w komputerze, podglądać strony, które ogląda. Dziś udało mi się rozgryźć jego hasło na portalu i zobaczyłam coś, co mną wstrząsnęło. Napisał wiadomość do tamtej M., o którą jestem strasznie zazdrosna i powiedział jej o tym, że jestem o nią zazdrosna i ona odpisała, że nie mam powodów być zazdrosną, a na koniec poinformował ją, że leci za 2 tygodnie do kraju i zaprasza ją na koncert. Naprawdę się oburzyłam. Czuję się zdradzana, oszukiwana i poniżana tym, że on uważa, że to ja nie znam słowa prywatność. Kocham go nad życie, ale nie dam się oszukiwać. Nie potrafię sobie pomóc. Jak będzie lepiej - czy rozstać się, czy walczyć ze sobą i o nas? Może przesadzam, tak jak on mówi, że nawet nie pozwalam mu mieć koleżanek i do nikogo nie może sie odezwać, ze śledzę go na każdym kroku, ale ja inaczej chyba nie potrafię. Czy ja zwariowałam na jego punkcie? Jak sobie pomóc? Błagam o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak zareagować na zdradę męża?

Witam. Od roku zażywam J*** i zauważyłam ogromny spadek libido. Mam 35 lat i straciłam ochotę na sex, dotyk mnie denerwuje, unikałam zbliżeń za wszelką cenę. Mój mąż ma 52 lata i zachowuje się tak jakby kończył mu się...

Witam. Od roku zażywam J*** i zauważyłam ogromny spadek libido. Mam 35 lat i straciłam ochotę na sex, dotyk mnie denerwuje, unikałam zbliżeń za wszelką cenę. Mój mąż ma 52 lata i zachowuje się tak jakby kończył mu się czas i stało się... korzysta z płatnego seksu. Miałam tego namacalny dowód, kiedy wróciłam dwa dni wcześniej z wakacji z dziećmi. Potem były bilingi, kilkanaście telefonów dziewczyn - prostytutek (średni wiek 23-26 lat). Mimo dowodów na papierze mąż wypiera się, brak mi sił już udowadniać mu, że zdradza. Oboje prowadzimy firmy. Mamy dzieci. Małżonek oskarża mnie, że mimo iż jestem zadbaną 35-latką i chętnie chwali się mną przed klientami, to ja cyt. nie rozkładam się na żądanie. Mogłabym wybaczyć mu płatne panienki, ale niech się przyzna. Doprowadza mnie do furii, bo wypiera się, wymyśla bzdurne alibi, urąga to mojej inteligencji. Dla mnie to zwyczajny tchórz. Nie pomagają moje argumenty - że ryzykuje małżeństwo, firmę, dzieci dla dziwek. Znajomi, kontrahenci często traktują Nas jak ojca i córkę, bo różnica wieku jest spora, ale wizualnie wydaje się jeszcze większa. Co robić? W tej chwili nie mogę podjąć działań rozwodowych (przez najbliższe 3 lata). Dziękuję. Pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak odbudować zaufanie po rozstaniu?

Witam! Potrzebuję pomocy psychologa z dwóch powodów: po pierwsze osoba o właściwym wykształceniu, po drugie osoba postronna, stojąca z boku. Wiem, że mój problem nie jest nie do rozwiązania, ale sama nie mogę sobie poradzić od 6 m-cy. Chodzi o...

Witam! Potrzebuję pomocy psychologa z dwóch powodów: po pierwsze osoba o właściwym wykształceniu, po drugie osoba postronna, stojąca z boku. Wiem, że mój problem nie jest nie do rozwiązania, ale sama nie mogę sobie poradzić od 6 m-cy. Chodzi o mnie, a właściwie moją przyszłość i możliwość klęski, którą mogę kolejny raz ponieść, wracając do swojego byłego narzeczonego. Zanim przejdę do sedna sprawy, chciałabym pokrótce opisać nas i nasz związek, który trwał ponad 6 lat. Poznaliśmy się 7 lat temu, On młodszy ode mnie o 2 lata. Początkowo byliśmy przyjaciółmi - na zawsze, na dobre i na złe. Nie było sprawy, o której nie mogliśmy porozmawiać, ale On po czasie pół roku przestał na mnie patrzeć jak na koleżankę. Zauroczył się, miał wówczas tylko 16 lat. Byliśmy ze sobą krótko - może miesiąc, może dwa. To co było między nami kompletnie odchodziło od definicji związku. Ja byłam przed maturą, nie miałam dla Niego czasu, unikałam spotkań, poszłam na studniówkę (nie swoją) z kolegą. On nie miał nic przeciwko. Rozstaliśmy się. Rzadziej się widywaliśmy, rzadziej rozmawialiśmy ze sobą. Ja przeżyłam krótki związek z R., a potem zaczęłam spotykać się z Markiem. Nie kochałam go, nawet nie byłam zakochana. Ale on powodował, że wierzyłam, ze jestem wyjątkową dziewczyną, mimo że on był kompletnie chłopakiem nie dla mnie. Ja chodziłam do najlepszego Liceum Ogólnokształcącego w mieście, miałam dalekosiężne plany - medycyna, a on miał zatargi z prawem, nie chodził do szkoły. W końcu przestaliśmy się spotykać.

Wyjechałam na studia do Warszawy, w grudniu 2004 roku (czyli rok od poznania Jego), spotkaliśmy się w okresie bożonarodzeniowym. Po kilku spotkaniach znowu byliśmy parą. Widywaliśmy się rzadko, 2 dni w tygodniu, ze względu na moje studia w stolicy, ale przede wszystkim na Jego treningi i mecze. Dużo rozmawialiśmy przez telefon, ale nie pamiętam, abym była szczególnie szczęśliwa. Dalej w ukryciu przed Nim utrzymywałam kontakt z Markiem. Myślę, że On wtedy bardzo cierpiał. Tłumaczyłam sobie wtedy, że Marek jest tylko kolegą, z którym tak naprawdę mnie nic nie łączyło. Powiedziałam wtedy Jemu, że jeśli mu nie pasuje, że utrzymuję z Markiem kontakt to nie musimy być razem. On znosił to „dzielnie”. Dziś wiem, że bardzo go bolało... Po pierwszym roku studiów wyjechałam do pracy, do Anglii na 3 miesiące. On dzwonił co 3 dni, pisał codziennie, tęsknił. Ja natomiast myślałam o Marku. Myślę, że przez te pierwsze 8 m-cy naszego związku źle Go traktowałam - nie miałam czasu, ochoty na spotkania, poniżałam, a przede wszystkim byłam nie w porządku, utrzymując kontakt z Markiem. Wróciłam z Anglii - On czekał. Nie pozwoliłam mu odebrać mnie i przyjaciółki z lotniska i „zakazałam” przychodzić przez pierwszy tydzień do siebie. Umówiłam się z Markiem na imprezie, On został w domu. Dowiedział się o tym, od kolegów z drużyny. Powiedział, że to koniec. Wtedy zrozumiałam co tracę, zrozumiałam, że Go kocham...

Nie pamiętam dobrze naszych relacji na drugim roku studiów. Na trzecim roku moich studiów On wyjechał do innego miasta grać do lokalnej drużyny. Ale pamiętam, że wtedy zależało nam na sobie. Jak tylko mógł, a ja byłam w naszym rodzinnym mieście wsiadał w ostatni autobus przed 24 i przyjeżdżał, rano wstawał przed 7 i wracał z powrotem do Krakowa. Pierwszy raz poczułam się strasznie nieszczęśliwa w trakcie wizyty w Krakowie. Przyjechałam do Niego na weekend - kochaliśmy się, potem zaczęłam płakać - byłam przekonana, że On mnie oszukuje, że ma tu kogoś. Potem było już tylko gorzej, zaczęliśmy się często kłócić, ja często zrywałam, ale po dwóch dniach godziliśmy się, ale zaraz było tak samo. Kolejny raz czułam się skrzywdzona jak On odwiózł mnie na dworzec PKP na pociąg do Warszawy, a potem pojechał spotkać się z nią - koleżanką z dzieciństwa Anką. Dowiedziałam się przypadkiem. Oboje zapewniali, że znają się już tyle lat, że nic się nie stało. A mimo to bolało, byłam zła, wściekła. Przyszłam do Niego pogadać – pamiętam, był po meczu, leżał w łóżku. Zaczęłam płakać, krzyczeć, a on powiedział w********. Wyszłam. Za moment napisał, przeprosił. Pogodziliśmy się. Ale żal został jeszcze długo. Za każdym razem, kiedy jego telefon był zajęty, dzwoniłam do Anki sprawdzić, czy może przypadkiem nie rozmawiają razem.

Od tamtej pory straciłam właśnie dobrą samoocenę. Uważałam, że jestem brzydka, wstydziłam się przed Jego kolegami, nie chciałam, aby usłyszał, że On - sportowiec - ma nieatrakcyjną kobietę. On zaczął częściej kłamać - ciągle się o to kłóciliśmy, czasem myślał, że jak skłamie uniknie kłótni, ale zawsze kłamstwo wychodziło. Przestał mieć dla mnie czas - mecze, treningi, szkoła w naszym mieście i Żywcu drugi kierunek i w dodatku moje studia sprawiły, że w ogóle nie widywaliśmy się, a jak już mieliśmy okazję to kończyła się kłótnią. Kolejny raz czułam się skrzywdzona, gdy po jego weekendowej wizycie w Warszawie, on na drugi dzień umówił się z koleżanką ze studiów. Ja wróciłam do domu, on odebrał mnie z dworca, powiedział dziś już się nie spotkamy, jadę na trening, a potem uczyć się, bo mam kolokwium. Coś jednak nie dawało mi spokoju, pojechałam pod stadion - jego auta nie było. Zadzwoniłam - nie odbierał, napisałam SMS - nie odpisał. Potem wyłączył telefon. Wiedziałam, że jest z inną. Nie przyznał się. Po kilku dniach spotkaliśmy się - ja chciałam wrócić, bo nie miałam dowodów, a on definitywnie powiedział KONIEC. Mówił, że nie da się ze mną żyć, że ciągle się z nim kłócę, ciągle zrywam. To było ponad 2 lata temu. Po 2 tygodniach od tego zdarzenia miałam dowód na jego winę. Napisałam mu, a on w odpowiedzi napisał S*** z mojego życia. Nie umiesz rozstać się z klasą. Bolało jak nigdy, to był dzień ślubu kuzyna. Nie mogłam oddychać... Potem było lepiej, ale On po kilku dniach zaczął szukać kontaktu. W końcu złapał mnie na parkingu osiedlowym - przepraszał, żałował, płakał. Potem były kwiaty, list, wspólna podróż do Warszawy i powrót....

Po miesiącu On oświadczył się. Nie wiedziałam co robić, ale nie było innej rzeczy, której tak bardzo pragnęłam. Byliśmy zaręczeni. Myślałam, że wszystko się zmieni. Było gorzej. Pierścionek na ręku, ale żadnych planów. Zaczęłam naciskać, zaczęliśmy załatwiać. Pamiętam, że salę, orkiestrę, suknię oglądałam setki razy. On nie miał czasu. Raz mówił, że chce wesela, za chwilę, że może za 2 lata. Na dzień przed spotkaniem z rodzicami w listopadzie zeszłego roku – powiedział, że musimy przełożyć wesele, bo on nie ma stałej pracy, a sport jest kontuzjujący i pieniądze raz są z niego, raz nie, zresztą ma jeszcze studia. Świat znowu mi się zawalił - zerwałam z Nim, po tygodniu spotkaliśmy się. Obiecał, że teraz będzie inaczej, że znajdzie pracę, że szybko skończy studia i ślub zaplanujemy na rok później niż data, którą odwołaliśmy, bo już przecież wszystko za wyjątkiem kościoła było uzgodnione i zaliczki zapłacone... Minęły kolejne miesiące, On nic nie załatwiał. Znowu były kłótnie, zrywanie zaręczyn i kolejne powroty. W marcu tego roku doszło do spotkania z rodzicami. Wszystko było na dobrej drodze. Myślałam, że się uda, znowu się pomyliłam. Załatwiliśmy salę, potem cisza. Znowu nacisk, kłótnie. Potem zespół, fotograf, a potem On powiedział KONIEC. Powiedział, że ma dość, ze ciągle się kłócimy, że ja nie akceptuję jego pracy, bo on nie ma czasu. Fakt, myślę, że mój powrót ze studiów i praca w miejscu zamieszkania dużo zmieniła. Jego treningi, praca w firmie farmaceutycznej i w dodatku studia sprawiły, że przestaliśmy się widywać. To znaczy fizycznie tak, ale ogólnie byliśmy daleko od siebie. On nie miał ochoty na spotkania. Skracał je do minimum, czasem miałam wrażenie, że od******* fuszerę, bo musi. Coraz częściej był nieobecny. Walczyłam o niego. On jednego dnia mówił - dam nam szansę, za moment - to koniec. To był koniec maja tego roku. Pamiętam, że jednego dnia zniknął na cały dzień, telefonów nie odbierał, dwa dni później spotkaliśmy się, mówił, że da nam szansę, chciałam zadzwonić po spotkaniu, żeby pokazać mu, że będzie lepiej, ale nie odbierał - pojechałam pod jego dom - jego auta nie było - a przecież mówił, że jedzie do domku robić raporty z wizyt w aptekach. Czekałam do 2 w nocy. Wrócił jakiś taki zadowolony. Powiedział, że przemyślał, że szkoda tych 6 lat, że ma być wesele, ale na drugi dzień powiedział, że to definitywny koniec.

To był ciężki okres, dziadek był po operacji, musieliśmy znaleźć dla niego jakieś miejsce, gdzie będzie miał całodobową opiekę. Przez tydzień walczyłam o Niego. Rzadko odpisywał, w końcu napisał, że „już nigdy nie wróci, że mam uszanować jego decyzję” - tak zrobiłam. Po 2,5 tygodniach od rozstania zmarł dziadek. W tym dniu dostałam wiadomość, że On był u właścicieli sali, chciał zerwać umowę, ale ze względu na fakt, że p. Ola nie odda mu zaliczki powiedział, że urządzi imprezę z nową narzeczoną. Podwójnie cierpiałam. Po pogrzebie dziadka zadzwonił do przychodni, w której pracuję jako lekarz. Oddzwoniłam - długo rozmawialiśmy, w końcu przerwał rozmowę – mówił, że ma mecz w Opolu i musi jechać na zbiórkę. Nie musiałam długo czekać, żeby zrozumieć, że kłamie - spotkaliśmy się w parku na rolkach - ja byłam z przyjacielem i jego rodzicami, on z dwoma dziewczynami. Nawet nie bolało już... Na drugi dzień był u mnie w pracy, powiedział to nie jest tak jak myślisz, to kuzynka mojego kolegi z drużyny i jego żona. A było dokładnie jak myślę... Nie miałam mu za złe – wiedziałam, że rozstaliśmy się, może upłynęło dopiero 3 tygodnie, ale przecież miał prawo spotykać się z kim chce. Potem był w przychodni co tydzień - zachowywał się jakby chciał wrócić... Zapytałam go co robimy, bo nie może być tak dalej - ja cierpiałam, kochałam go nad życie, a on ciągle nie wiedział czego chce – powiedział, że koniec, że nie chcę wracać, że mu dobrze, że już nie będzie się odzywał. Długo nie czekałam, jakiś tydzień później były kwiaty i list z przeprosinami. Pojechałam do niego oddać kwiaty, prosił, abym dała mu szansę. Całą noc nie spałam, miałam przeczucie, że On kolejny raz zostawił mnie dla innej, może dla tej co był z nią na rolkach. Zadzwoniłam na drugi dzień, ale On powiedział, że przemyślał, że nie chce być ze mną.

Zdecydowałam, że muszę żyć bez niego, że przecież nie zasługuję, aby ktoś mnie tak traktował. Na tydzień przed wylotem do Turcji na wakacje, przyszedł po raz kolejny (zresztą ciągle dzwonił na numer przychodni i przychodził, bo po rozstaniu zmieniłam numer telefonu komórkowego). Spotkaliśmy się po mojej pracy. Zaczęliśmy się całować. On mówił do mnie przyjaciółko. Serce mi pękło. Przyszedł na drugi dzień – mówi, że jak wrócę z Turcji to zaczniemy się spotykać i zobaczymy co z tego będzie. Przed wylotem do Turcji pojechałam na 2 dni do Krakowa do znajomych, po powrocie poszłam z koleżanką na imprezę. Błagałam Boga, aby kogoś poznać, żeby do Niego nie wracać. Poznałam Damiana, jest 3 lata młodszy, studiuje i pracuje, jest całkiem inny od Niego. Szczery, wrażliwy, delikatny, ciągle uśmiechnięty. Spotkaliśmy się przed Turcją raz. Zdecydowałam, nie chcę wrócić do Niego, że tyle było łez, tyle razy chciałam przez Niego umrzeć, tyle razy czułam się źle, tyle razy myślałam, że jestem beznadziejna... Napisałam maila, że to koniec. Wróciłam z Turcji - miałam nadzieję, że może powalczy mimo wszystko. Nie napisał nic. Napisałam, że poznałam kogoś - chcę spróbować i nie chcę, aby już kiedykolwiek pojawił się w moim życiu. Nie czekałam długo, dwa dni później był u mnie w domu - rodzice akurat wyjechali na wakacje. Spieszyłam się na spotkanie z Damianem. Mówiłam Mu, że idę się z kimś spotkać - nie wierzył. Wyszedł wcześniej ode mnie. Śledził mnie, ale go zgubiłam. Spędziłam miły czas z Damianem, po wyjściu z parku Jego auto stało naprzeciw nas. Wyjaśniłam Damianowi sytuację - a On jechał za nami. Zadzwoniłam do niego - po dłuższej rozmowie odpuścił. Wróciłam przed 23 do domu, kilka minut po moim przyjściu, przyszedł On. Początkowo wyzywał mnie, krzyczał, był wciekły. Zrobiło mi się go żal. Wiedziałam, że cierpi. Nie wiem jak dopuściłam do tego - został na noc. To był najlepszy wieczór, noc i ranek jaki z nim spędziłam od ponad 6 lat bycia w związku... Nie chodzi o sex. Nigdy tak mnie nie dotykał, nie przytulał, a przede wszystkim nigdy tak nie rozmawialiśmy. Chyba przestaliśmy się kochać, bardziej była to nienawiść, chyba dlatego już dawno przestaliśmy tak naprawdę rozmawiać. On, wyszedłszy rano, jechał do stolicy na szkolenie, powiedział, że kocha, ale nie mówił co dalej, powiedział wpadnę w czwartek z winem, jak wrócę to porozmawiamy. Ale ja musiałam wiedzieć - zadzwoniłam - ale on nic nie mówił, czy chce być ze mną, czy nie. Przyjechał w czwartek. Chciał wrócić, ale ja nie byłam pewna czego chcę. Pamiętałam jak bolało i dalej to przeczucie, że ta dziewczyna z rolek nie była żadną kuzynką jego kolegi żony... Nie odzywałam się do niego - przyszedł w sobotę do przychodni (to był początek września) – powiedziałam, że nie chcę wracać, że tak będzie lepiej. Spotykałam się w tym czasie z Damianem - on się zaangażował. Ja nie chciałam i nie umiałam. Przyszedł na drugi dzień – zapewniał, że się zmieni, że nie będzie kłamał, że nie oszuka mnie, że chce się żenić, że zamieszkamy razem. Powiedziałam mu, że jeśli udowodni mi, że ta dziewczyna z rolek jest tym kim zapewniał, to wrócę.

Wyjechałam do Włoch na 4 dni. Wróciłam - dał mi jej numer telefonu - ale wiedziałam, że to kłamstwo, a on upierał się, że nie. Z Damianem przestałam się spotykać – zdecydowałam, że nie chcę go zranić, a wiedziałam, że już jestem nie w porządku ;/ On próbował dalej mi udowodnić, ale ciągle było coś co sprawiało, że byłam już pewna, że to kłamstwo. Przychodził, śledził mnie i ciągle sprawdzał czy moje auto stoi pod domem od 5 miesięcy. W końcu przyszedł, płakał i błagał, abym wróciła. Aha - był nawet u Damiana w domu - nie wiem skąd wziął i miał jego adres - podczas gdy ja nawet nie wiem i nie mam. Zdecydowałam, że wracać nie chcę... Ale On dalej przychodził... W tym czasie spotykałam się z kolegą Michałem, ale między nami układ był jasny. Spędzałam wiele miłych chwil, ale 2 tygodnie temu zdecydowałam, że Michał się angażuje, a ja wciąż nie jestem gotowa, bo myślę o Nim. Tyle miłych gestów zafundował mi Michał, rozumieliśmy się bez słów, rozmawialiśmy godzinami. Był inny niż Damian - miał więcej planów i możliwości ich realizacji, może dlatego, że więcej w życiu przeszedł. Dziś nie utrzymujemy kontaktu. 3 tygodnie temu przyszedł On – mówił, że powie mi całą prawdę. Spotkaliśmy się – mówił, że ta dziewczyna z rolek to jednak nie Sandra tylko Magda, że nie z Gdańska tylko Wrocławia i że jest koleżanką kolegi z drużyny, ale jak doszło co do czego, żeby udowodnić, to nie dało się. W końcu wyprowadził mnie z równowagi - miałam dość kłamstw - dostał w twarz - wysiadłam z auta i poszłam do domu. Potem było kilka niemiłych maili - ostatecznie napisałam, że nie chcę już walczyć, że mam dość licytowania kto komu wyrządził większą krzywdę, że nie chcę tak żyć, że my już dawno przegraliśmy, że po tylu latach powinniśmy się szanować. Tydzień temu przyszedł. Właściwie nie pamiętam po co. Zaczęło się chyba od jakiejś niewinnej wiadomości. Chce wrócić znowu - a ja już nie wiem co robić...

Wiem, że jeszcze go kocham, wiem, że wiele razy mnie zranił, wiem, że nie jest już człowiekiem, za którym szalałam, praca go bardzo zmieniła, zmieniły go pieniądze. Byliśmy na obiedzie, był przedwczoraj w przychodni, wczoraj pod domem rano jak wychodziłam na kurs angielskiego. Mamy w sobotę się spotkać i porozmawiać co dalej... Nie chcę tak dłużej żyć, mam 26 lat, pragnę mieć rodzinę i cieszyć się nią każdego dnia. On mnie zapewnia, że się zmieni, że nie będzie kłamać, że się ułoży. Starałam się bronić od powrotu do niego - boję się kolejnej klęski i rozczarowania - potrzebuję pomocy. Rady - nie pytań bez odpowiedzi...

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak odbudować szczerość i zaufanie w związku?

Trzy lata temu poznałam chłopaka. Po pół roku zostaliśmy parą. Wcześniej miał dziewczynę, z którą się rozstał. Na początku nie dawała mu spokoju, zadręczała esemesami. On odpisywał, mówiąc mi, że ma dość tej sytuacji. Przestał to robić. Ale ona nie...

Trzy lata temu poznałam chłopaka. Po pół roku zostaliśmy parą. Wcześniej miał dziewczynę, z którą się rozstał. Na początku nie dawała mu spokoju, zadręczała esemesami. On odpisywał, mówiąc mi, że ma dość tej sytuacji. Przestał to robić. Ale ona nie dawała mu spokoju. Zażądała od niego pieniędzy, które straciła, będąc z nim 5 lat w związku. W międzyczasie wymyśliła, że jest śmiertelnie chora. Zapłacił jej część pieniędzy, lecz za pół roku upomniała się o pozostałą część. Podobno mu groziła, że pojedzie do Jego rodziców, przyjdzie do pracy i zrobi mu awanturę. Zapłacił resztę. I do września tego roku utrzymywał, że dała spokój, nie pisze, nie dzwoni.

We wrześniu przejrzałam jego telefon, w połączeniach był numer - który podejrzewałam, że może być jej. Zapytałam go czy się odzywała - powiedział, że nie. Stwierdziłam, że musiało mi się coś przewidzieć. Po tygodniu sprawdziłam znowu, były esemesy - bardzo miłe, co słychać i w ogóle. Zadzwoniłam pod ten numer, by się upewnić czy to ona - ona. Przytoczyłam mu treść ich esemesów. Przyznał się, że trwa to od 2 tygodni. (W ciągu tego roku zmienił numer telefonu - i ona pisała na ten nowy numer). Ona zaczęła go męczyć esemesami co słychać, a on dla świętego spokoju odpisywał, bo chciał mi zrobić na złość, bo podejrzewał mnie o zdradę. Miał się za chwilę do wszystkiego przyznać i powiedzieć prawdę. Czy rozmawiali przez telefon? Tylko raz - na początku. I choć zauważyłam, że był jej numer w połączeniach wybranych dzień wcześniej - uwierzyłam mu (bo może przypadkiem się tam znalazł).

Po 2 tyg. sprawdzam telefon - wszystko usunięte, nawet nie wiem jak, ale znalazłam historię połączeń i esemesów. A tam wszystkie połączenia wykonane od miesiąca i treść ich rozmów esemesowych. Nie tylko odpisywał, ale aktywnie interesował się co słychać u niej. Pisał czy może zadzwonić, i dzwonił. Rozmawiali po kilka minut dziennie, po kilka esemesów dziennie do siebie wysyłali. Rozmowa, mówię mu, że przeglądałam jego telefon i znalazłam wszystko i znam prawdę jak to było. On na początku z uśmiechem na twarzy mówi, że niemożliwe. Nawet daje mi telefon, bo myśli, że oszukuję go. A ja mu pokazuję historię i czytam esemesy. Już nie jest zadowolony, nie chce, bym mu czytała. Mówi, że już wszystko wiem, on się bał mi przyznać, nic do niej nie czuje, ona się nie liczy, liczę się tylko ja. Nie wie czemu to robił, trochę ze złości na mnie, trochę z innych powodów. No dobra, wybaczam, może rzeczywiście się bał, że go zostawię. A przy okazji złość na mnie jak ja mogłam mu tel. przejrzeć.

2 tyg temu pożycza mi samochód. A ja nie potrafię się oprzeć, by nie przeszukać go. W bagażniku znajduję rachunek telefoniczny z wyciągiem połączeń. Grudzień/styczeń ubiegłego roku. Te miesiące kiedy to miał być spokój, kiedy to miała się już nie odzywać. Połączenia, esemesy, rozmowy 40-minutowe, kilka esemesów dziennie. Mówię mu o tym. Znowu, jak ja mogłam mu przeglądać rzeczy. Wyprowadził się, choć to ja miałam zamiar to zrobić. Dzwonił, pisał, że kocha, że tylko ja i w ogóle. Po kilku dniach rozmowa. Wyjaśnienia. Ona mu wtedy nie dała spokoju, chciała więcej pieniędzy, straszyła, a że jego rodzice to starsi ludzie, nie mógł pozwolić, by zrobiła im krzywdę. No i niby pisał, prosił, przekonywał. Jakiś czas miał spokoju, no i odezwała się w sierpniu i on postanowił się jak najwięcej o niej dowiedzieć, by móc odpłacić jej się tym samym, stąd te esemesy i rozmowy. Za pierwszym razem uwierzyłam, choć nie do końca, za drugim też, choć nie do końca, po trzecim nie wiem co myśleć. A dlaczego? Bo kilka pytań nasuwa mi się do głowy. 1. Po co daje się osobie, która grozi, swój nowy numer telefonu? 2. Po co mówi się takiej osobie gdzie się pracuje? 3. Czemu się pisze w esemesach, że jest między nami kiepsko, pisze się co się robi itp? 4. Nie pisze się pożegnalnego esemesa w stylu: Jestem na siebie zły za całą tę sytuację.

Ja mam taki mętlik w głowie, że nie wiem już co myśleć. Prawdopodobieństwo, że mnie oszukał kolejny raz jest bardzo duże, ale zawsze jest szansa, że powiedział prawdę. Gdy go pytam o rzeczy, które mi się wydają niespójne, to złości się, że znowu go pytam, czy ja nigdy nie skończę. A nie pytam go często. To było pierwszy raz od czasu, gdy to wyjaśniał mi. Ja nie wiem co robić. Nie mogę się poradzić bliskich, bo nie powinno się o problemach tak poważnych rozmawiać z osobami z zewnątrz, z tymi, które nas znają. Dlatego proszę o pomoc, co ja powinnam zrobić. Tak naprawdę to nie wierzę, że skończyły się te ich telefony. Korzysta teraz tylko i wyłącznie z telefonu służbowego, tam nie ma historii, więc jak skasuje, to raz na zawsze. W pracy ma jeszcze stacjonarny, więc jak chce ukryć, to zrobi to.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Miłość do młodszego mężczyzny

Proszę o radę. Jestem świeżo po rozwodzie i byłam pewna, że nie jestem obecnie zdolna do wyższych uczuć. Że się wypaliłam... I wtedy pojawił się On. Znałam go już od pół roku, bo uczęszczamy na ten sam kurs. Podobał mi...

Proszę o radę. Jestem świeżo po rozwodzie i byłam pewna, że nie jestem obecnie zdolna do wyższych uczuć. Że się wypaliłam... I wtedy pojawił się On. Znałam go już od pół roku, bo uczęszczamy na ten sam kurs. Podobał mi się zawsze, ale nigdy nawet z nim nie rozmawiałam. Patrzyłam tylko czasem w jego stronę i myślałam, że miło by było kiedyś spędzić z nim trochę czasu. Od września coś się zmieniło. Zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Kiedyś powiedziałam mu o rozwodzie. Rozmawiało nam się świetnie i zaprosił mnie na spacer. Od tego czasu zawsze gdzieś sobie jechaliśmy, zwalniając się z zajęć. Nawet nie pomyślałam, że zakocham się w nim od razu. Najpierw była radość, poczułam, że mam skrzydła. Ale bardzo szybko przyszedł i ból. I ciągłe oczekiwanie, czasem przez 2 tygodnie, na kolejne spotkanie. Nic nie zostało powiedziane, nigdy nie zaproponował mi spotkania w innym terminie, ale zawsze, kiedy były zajęcia, spędzaliśmy czas po nich tylko we dwoje. Mamy wiele wspólnych pasji, rozmowa z nim jest dla mnie czymś wyjątkowym. Tylko, że po ostatnim dniu mam wrażenie, że zaczyna mnie to przerastać. Czuję do niego zbyt wiele, a on do mnie... Właśnie tego nie wiem i nie chcę o to pytać, bo jeżeli moje wyobrażenia są nieprawdziwe, zepsułabym to, co jest między nami. Przyjaźń. Bez żadnych podtekstów z jego strony. Choć parę razy usłyszałam coś miłego.

Od początku wiedziałam, że on ma dziewczynę. Zdaję sobie sprawę z tego, że zapewne nic trwałego z tego nie wyniknie, bo moim zdaniem on nie jest zdolny do zdrady i pocieszam się, że i tak to, co udało mi się z nim przeżyć, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Ale nie umiem sobie poradzić i nie wyobrażam sobie, co będzie, kiedy nasz kurs się skończy, a ja będę musiała pozwolić mu odejść z uśmiechem na twarzy... A niestety on mnie traktuje jak miłą starszą koleżankę, bo dzieli nas różnica wieku (7 lat). Tylko serce nie słucha rozumu, zresztą sądzę, że przeszkodą tutaj jest nie tyle jego wiek, co dziewczyna, na której na pewno mu zależy, ale o której nigdy mi nie mówi. Tak więc nie ma chyba rady innej niż ta, żeby pogodzić się z rzeczywistością i uznać, że i tak warto było go poznać. Razem patrzeć w gwiazdy i słuchać muzyki, i robić zdjęcia nieba i drzew...

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak uratować małżeństwo?

Jestem w małżeństwie od 7 lat. Mamy 2 wspaniałych synów - 4 i 8 lat. Od dłuższego czasu w naszym małżeństwie jest źle i zrozumiałem, że to moja wina. Ostatnio wspominałem nasze całe małżeństwo i nie mogę sobie przypomnieć naprawdę...

Jestem w małżeństwie od 7 lat. Mamy 2 wspaniałych synów - 4 i 8 lat. Od dłuższego czasu w naszym małżeństwie jest źle i zrozumiałem, że to moja wina. Ostatnio wspominałem nasze całe małżeństwo i nie mogę sobie przypomnieć naprawdę szczęśliwych chwil. Jedyne dobre wspomnienia kojarzą mi się z dziećmi, np. narodziny, pierwsze kroki, pierwsze słowa „tata” itp. Co do związku, zrozumiałem, że nie dawałem żonie tego czego chciała, nie mogła się wygadać, nie było spontaniczności, nie wychodziliśmy za dużo, ponieważ jestem strasznie zazdrosny, a moja żona jest naprawdę piękną kobietą. Przeze mnie straciła najpiękniejsze lata swego życia. Przez to wszystko nie była szczęśliwa, a przy jej braku szczęścia i ja nie byłem, a kryzys się pogłębiał. Mówiła mi o tym, ale ja tego nie rozumiałem (to były tylko słowa). Teraz, gdy oddaliła się ode mnie do granic możliwości, zmusiło mnie to do przemyśleń i dostrzegłem swoją głupotę, bezmyślność, egoizm i brak zrozumienia dla jej potrzeb. Gdy teraz jej to wszystko mówię, że zrozumiałem swoje błędy, odpowiada, że: „w końcu mam czego chciałem”, że już nie ma sił, że już tego wszystkiego nie potrzebuje.

Strasznie ją kocham, tak jak i dzieci i nie wiem już, co zrobić, by uratować tę rodzinę, by byli szczęśliwi. Może już za późno dla nas, ale chcę wierzyć, że jest jeszcze jakaś szansa. Nie chcę żyć obok siebie, bez radości, uczuć itp. Nie chcę na starość (jeśli jej dożyję) nie mieć żadnych szczęśliwych wspomnień, tylko myśl, że to wszystko zepsułem. Jedynym moim marzeniem życiowym było mieć szczęśliwą rodzinę, teraz przez swoją głupotę ją tracę, a z nią sens życia. Parę razy rozmawialiśmy o rozstaniu (rozwodzie), może tak by było lepiej dla niej, ale utrata jej to śmierć. Po rozwodzie dzieci zostają z mamą, to tracę i ich. Myślę również o samobójstwie, ponieważ żona byłaby wolna i może znalazłaby lepszego partnera i ojca dla dzieci, który dałby im szczęście. Dzieci z racji wieku wydaje mi się, że dałyby sobie radę, ponieważ nie będą mnie pamiętać za dużo. Myślałem również o rodzicach i bliskich, których nie mam zbyt wielu. Po moim samobójstwie na pewno by rozpaczali i byli załamani, ale dla mnie najważniejsze jest dobro mej rodziny (żony) i jej szansa na prawdziwe szczęście. Proszę o jakąś radę. PS. Przepraszam za formę i składnię. Przelewałem po prostu myśli na papier.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak odbudować związek po rozstaniu?

Witam, mam 25 lat. Skończyłam studia i rok temu zakończył się mój 8-letni związek. W międzyczasie cierpiałam na chorobę na tle pokarmowym, co nie ukrywam trwało długo i odbiło się na psychice mojego partnera. Rozstaliśmy się, nie widywaliśmy kilka...

Witam, mam 25 lat. Skończyłam studia i rok temu zakończył się mój 8-letni związek. W międzyczasie cierpiałam na chorobę na tle pokarmowym, co nie ukrywam trwało długo i odbiło się na psychice mojego partnera. Rozstaliśmy się, nie widywaliśmy kilka miesięcy. Czasem się kontaktowaliśmy, ale wszystko bez emocji, które po pół roku wróciły. Nie ukrywam, że poczułam zazdrość, bo dowiedziałam się, że się z kimś spotykał. Od tamtej pory częściej się widywaliśmy. Ja się zmieniłam na lepsze. Starałam się i dbałam o siebie, a przede wszystkim starałam się go bardziej rozumieć i słuchać, bo wcześniej raczej przypominałam wściekłego choleryka. Tak się złożyło, że moje zmiany poprawiły nasze relacje. On sam nie ukrywał, że jestem świetna, niesamowita, że lepszej nie znajdzie, że mnie kocha, ale na swój sposób, że to już coś innego, że to nie to samo. Zaczęliśmy bardzo szybko znajomość i dość długo trwała. On kiedyś wspominał, że brakuje mu wolności, że nie miał nigdy takiego beztroskiego życia, że zawsze czuł się za kogoś odpowiedzialny. Rozumiem, ale też jak było między nami dobrze, była miłość, to po co od siebie odpoczywać?

Dziś jestem załamana, w stanie skrajnej depresji. Płaczę codziennie, nic mi się nie chce, bo czuję, że go tracę, choć straciłam go rok temu. Łudziłam się, że odbudujemy to uczucie, że damy radę. Zwłaszcza, że spotykamy się i rozmawiamy. On wie jakie jest moje podejście, a ja wiem, że on na chwilę obecną cieszy się wolnością i jest mu tak dobrze, niczego mu nie brak. Ale czy to nie dlatego, że ja ciągle jestem obok? Chciałam pokazać jak mogłoby wyglądać nasze życie i liczyłam, że mu się spodoba. I spodobało mu się, ale nie chce się wiązać. Czuję się wykorzystywana emocjonalnie. Czuję, że on kogoś pozna i ja nie będę już mu potrzebna. Czuję się samotna, mimo że naprawdę nawet wysłuchuje moich żali, jakie mam do niego, przytula jak płaczę, ale ja nie daję mu już więcej tej motywacji do życia - tego co on mi daje. Nie jestem już jego oczkiem w głowie, które boi się stracić. Miałam wiele pomysłów, żeby cieszyć się chwilą, ale nie wychodzi, bo stale o nim myślę. By cieszyć się jak spędzimy razem dzień, ale płaczę, że to do niczego nie prowadzi. Chciałam też raz na zawsze zapomnieć i nigdy więcej go nie spotkać. Albo on, albo ja. Po jakimś czasie znów się kontaktowaliśmy. Planowałam wyjechać. Dam mu i sobie czas, ale wciąż się boję, że to tylko zaprzepaści moją szansę, że on o mnie zapomni. Może lepiej być tu obok i czekać aż dorośnie do jakiejś decyzji. Sama nie wiem, co mam zrobić, ale wiem, że do uczucia go nie zmuszę, a tak długo nie pociągnę.

Czy jego zachowanie na coś wskazuje, czy on kieruje się tylko sentymentem? Czy jest szansa, że on zatęskni, gdy ja odpuszczę? Tylko proszę nie odpisujcie, że będzie dobrze, że życie mi się ułoży, bo już tyle się nasłuchałam, a to w niczym nie pomaga. Wiem, że kiedyś będzie lepiej, ale wiem też, że zapowiada się na moją cichą życiową tragedię. Proszę o pomoc. Jak mam ją znieść?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak pozbyć się zazdrości o przeszłość partnera?

Jestem ze swoją dziewczyną od niedługiego czasu. Bardzo się kochamy, świetnie dogadujemy i wzajemnie czujemy, że to właśnie ta osoba. Problem zaczął się pojawiać, gdy podczas rozmowy spytałem czy miała kiedyś kogoś. Okazało się, że była w czterech ok. rocznych...

Jestem ze swoją dziewczyną od niedługiego czasu. Bardzo się kochamy, świetnie dogadujemy i wzajemnie czujemy, że to właśnie ta osoba. Problem zaczął się pojawiać, gdy podczas rozmowy spytałem czy miała kiedyś kogoś. Okazało się, że była w czterech ok. rocznych związkach, co dla mnie jest dość dużą liczbą i doznałem lekkiego szoku, gdyż byłem przekonany, że nikogo przede mną nie było, a już na pewno nie tylu. Ja przed nią byłem w związku z jedną dziewczyną, po którym do teraz nie miałem nikogo przez trzy lata. Nie szukałem nikogo, nie utrzymywałem żadnego kontaktu z kobietami (poza szkołą, pracą), planowałem kawalerstwo do końca życia, do czasu aż poznałem ją. Fakt, że miała przede mną kogoś stał się dla mnie problemem. Zdaję sobie sprawę i doskonale rozumiem, że każdy ma swoją przeszłość, w której dążył do szczęścia, mimo tego w różnych momentach nachodzą mnie myśli, że kogoś kochała przede mną, ktoś ją dotykał, spędzał z nią czas, co natychmiastowo zmienia mi humor o 180 stopni, odrzuca mnie to, czuję się zdegustowany. Nie potrafię ukrywać emocji i od razu to po mnie widać, co wyłapuje moja dziewczyna i atmosfera skutecznie się psuje, co jeszcze bardziej mnie dołuje, gdyż chcę dla niej jak najlepiej, a przeze mnie roni łzy.

Wielokrotnie o tym rozmawialiśmy, zapewnia mnie, że nie spotkała nikogo takiego jak ja, że jestem dla niej najważniejszy i gdyby mogła, to zmieniłaby przeszłość (żałuje swoich poprzednich związków). Złe myśli przychodzą mi do głowy w przeróżnych chwilach, od zwykłego pójścia na lody (była z czterema, to pewne, że z którymś robiła to samo), przez planowanie sylwestra (również coś na nim z byłymi robiła), na seksie skończywszy. W takich momentach w mojej głowie pojawia się ona, a na moim miejscu jakiś obcy facet. Przykładowo pewnego dnia podczas rozmowy zaproponowała mi spanie u niej w domu, gdy będziemy ze sobą dłużej i gdy poznam bliżej jej rodziców, ucieszyłem się. Potem naszła mnie myśl, że pewnie jeden z jej byłych również spał u niej, spytałem ją o to - potwierdziła moje podejrzenie. Standardowo zrzedła mi mina, humor zniknął i na dzień dzisiejszy nie mógłbym się przełamać, żeby zostać u niej na noc, mimo że w głębi duszy chciałbym. Staram się unikać tych myśli, tłumić je, ignorować - z różnym skutkiem, na pewno teraz o wiele lepiej mi to wychodzi niż z początku. Razem stwierdziliśmy, że nie chcemy, żeby tak dłużej było, bo jest to dla nas dwojga bardzo bolesne i męczące (dla mnie zawłaszcza to, że nie chcę tak myśleć, a nie mogę przestać). Załamuję już ręce, nie wiem jak sobie poradzić z tym problemem, chcę się go całkowicie pozbyć i dać mojej dziewczynie 100% szczęścia. Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Joanna Gładczak
Lek. Joanna Gładczak
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak poradzić sobie ze zdradą męża?

Witam. Jestem 37 lat po ślubie. Mamy dwoje dorosłych dzieci, mieszkają 500 km od nas.
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Patronaty