Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje z partnerem: Pytania do specjalistów

Czy jest to depresja, a może faktyczny koniec związku?

Mam 27 lat, mój partner jest 9 lat starszy. Jesteśmy ze sobą ponad 2 lata. Przede mną był związany z kobietą 10 lat, w tym małżeństwem byli niecałe 2 lata. Mój mężczyzna pochodzi z trudnej rodziny - niby porządna, szanowana...

Mam 27 lat, mój partner jest 9 lat starszy. Jesteśmy ze sobą ponad 2 lata. Przede mną był związany z kobietą 10 lat, w tym małżeństwem byli niecałe 2 lata. Mój mężczyzna pochodzi z trudnej rodziny - niby porządna, szanowana itp., ale jego rodziców łączy bardzo niewiele. Jego matka była zdradzana, jego ojciec stosował terror psychiczny - niestety matka za mężem powtarzała dzieciom, że do niczego się nie nadają, a mojemu M rodzice wypominali, że są przez niego razem (był wpadką). Jego 10 letni związek się nie ułożył, dziewczyna była znienawidzona przez jego rodzinę, a on początkowo wybrał ją, ale i tak chodził do rodziców, kiedy ona miała zakaz wstępu do ich domu. Z tego co wiem to ona go zostawiła, ale on o nią nie walczył. Ze mną było troszkę inaczej, ponoć jego mama mnie lubiła, brat akceptował. M wyznał mi miłość po 1.5 roku, bo jak sam powiedział chciał, aby to uczucie było "z głowy", a nie tylko z serca. Mieliśmy wspólne plany, co prawda na początku było to kupno mieszkania (po tym jak sprzedał swoje i przeprowadził się do rodziców, żeby zaoszczędzić i zobaczyć), następnie był to remont drugiego domu na działce jego rodziców. Miał być to nasz dom. Brałam udział w planowaniu pomieszczeń, rozmowach z architektem i wiem, że to nie podobało się jego rodzinie. Pracowaliśmy razem w jego firmie. Po uroczystości rodzinnej, na którą polecieliśmy z jego mamą dowiedziałam się, że wiele rzeczy nie pasuje jego matce i się rządzę, chce wszystko zagarnąć. Poprosił mnie o przerwę w połowie czerwca. Pozwolę sobie przytoczyć fragmenty jego emaila do mnie: "Mam dla Ciebie morze pozytywnych uczuć, sympatii i zrozumienia – wiesz to. Pamiętaj, że z całej głębi serca, chcę abyś była szczęśliwa i abym ja mógł być szczęśliwy z Tobą, dlatego muszę mieć czas na przemyślenie, zrozumienie, wyprostowanie pewnych spraw związanych z nami i całą sytuacją uciążliwą dla nas, a związaną z moją obecną lokalizacją. Chcę Cię doceniać i być dla Ciebie dobry, walczyć o nas – zacznę jednak od siebie, z nadzieją, że wszystko się dobrze ułoży. Wiem, że większość ludzi, to osoby powierzchowne – one oceniają Cię inaczej niż ja. Myślę, że nie mam chorobliwie - zbyt dużo dobrych intencji w stosunku do Ciebie, ale wiem, że jest w Tobie prosta miłość i radość, którą uwielbiam. Te cechy są rzadkie, piękne i najwartościowsze. Chcę aby między nami wszystko się ułożyło, ale muszę złapać oddech i odnaleźć siebie w tym zamieszaniu. Oprócz tego będę się starał popracować nad tym co dzieje się w domu, bo serce krwawi jak bliscy mi ludzie, nie są dla Ciebie życzliwi. Nie wyobrażam sobie, że mógłbym Cię stracić. Dobrze się czuję w Twoim towarzystwie, obdarzam uczuciem i mam nadzieję, że moja stabilność psychiczna poprawi się na tyle, że będę mógł być dla Ciebie lepszy. Liczę za zrozumienie i dziękuję. Jestem przekonany, że najlepsze chwile są przed nami i wszystko skończy się po naszej myśli - zresztą sam z tym wszystkim sobie już nie poradzę :)" Mieliśmy się widywać, z tym że firma też jest zlokalizowana w domu jego rodziców, ja miałam mieć wolne. Sytuacja miała się rozwiązać do połowy lipca. Od tego czasu widzieliśmy się 10 razy, rozmawialiśmy o nas - mówił, że za mało mnie kocha, że boi się że mnie zdradzi, wyrzucał mi to że 5 -8 lat temu chodziłam na piwo i prowadziłam studenckie życie, że rodzice uważają, że kalkuluję małżeństwo - dom - dzieci, że poleciałam na jego kasę (lubię zaradnych mężczyzn, ale pieniądze nie są najważniejsze dla mnie, poza tym obroty są różne i faktycznie ponad średnią krajową). W międzyczasie nie odzywał się do mnie 2 tygodnie, później widzieliśmy się 3 razy, za każdym razem chce próbować być ze mną. Ale znów nie widzimy się ponad tydzień, odpisuje na SMS, z tym że dziś po tym jak napisałam, że tęsknie odpisał, żebym nie czekała bo nie warto. Ja bardzo go kocham, chciał rozstania zgodziłam się, chciał zamieszkać u rodziców (rok mieszkaliśmy razem) zgodziłam się, nic na siłę nie można zrobić. Jeżeli sam mówił o ślubie i dzieciach, ja się cieszyłam w głębi ducha, ale go nie naciskałam. Dodam, że ma objawy depresji zresztą sam mówił, że ma depresję. Jest zamknięty w sobie, "nie lubi ludzi", wszystkie problemy bardzo długo trawi w sobie i się gryzie, tracąc od razu kilka kilogramów. Ma problemy z zasypianiem i gdy już mu się to uda ok 5 rano, to spokojnie może przespać 10 - 13 godzin. Według mnie powinien iść na terapię choćby ze względu na swoje dzieciństwo, był już kiedyś u lekarza i dostał x… w związku z rozwodem jego rodziców (którzy się nie rozwiedli, a rozwiódł się mój M.). Nie wiem co mam robić, zależy mi na nim, chcę mu pomóc, ale nie mogę robić tego też kosztem swojego zdrowia psychicznego. Od dwóch miesięcy szukam pracy, płaczę, choć wiem, że to mi nie pomoże. Nie potrafię się skupić na niczym, wyrzucam sobie, że mogłam zadzwonić wcześniej, inaczej coś powiedzieć itp. Chce walczyć o nas, ale proszę o wskazanie drogi jaką mam to czynić. Dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mąż ciągle staje po stronie teściów - jak postępować?

Witam. Od 5 lat mam ten sam, powtarzający się problem. Mam dopiero 23 lata. Mąż jest jedynakiem, jego rodziców zaliczam do grona ludzi patologicznych. Chory ojciec pije, matka jest wulgarna, dwulicowa, agresywna. Oboje układali życie mężowi od początku do końca...

Witam. Od 5 lat mam ten sam, powtarzający się problem. Mam dopiero 23 lata. Mąż jest jedynakiem, jego rodziców zaliczam do grona ludzi patologicznych. Chory ojciec pije, matka jest wulgarna, dwulicowa, agresywna. Oboje układali życie mężowi od początku do końca i gdy wyszłam za niego za mąż chcieli układać również i moje. Na początku mieszkaliśmy u nich, co tylko pogorszyło sytuację. Zawsze byli przeciwko mnie. Często dochodziło do kłótni przez ich notoryczne wtrącanie się. Niestety mój mąż zawsze stawał po ich stronie i próbował tłumaczyć ich zachowanie. Myślałam, że po ślubie się zmieni. Co prawda mąż po moich prośbach, kłótniach i tłumaczeniach na trochę się od nich odciął, ponieważ mieszkamy 200 km od nich i widzi się z nimi 2 razy w miesiącu. Ostatnio jednak teście zadzwonili do mojej mamy i przez ok. godzinę przez słuchawkę wyzywali mnie od najgorszych. Okazało się, że nie pasuje im, że jestem ich syna żoną, a nawet, że chodzę w słoneczny dzień w okularach przeciwsłonecznych. Powiedzieli, że nie mam wstępu na podwórko do nich, ale mąż mój oczywiście jest mile widziany.  Moja mama wzięła nas na rozmowę i całą sytuację przedstawiła po kolei. Powiedziała, że niektórych słów teścia nawet nie powtórzy, ponieważ do tej pory to do niej nie może dotrzeć, jak tak można się zachować. Mało tego, przy tej rozmowie obok siedziała teściowa i ją też było słychać. Przytakiwała odnośnie wyzwisk na mnie, a nawet dopowiadała swoją negatywną opinie. Myślałam że mój mąż stanie za mną murem, a on jak zwykle stwierdził, że nie będzie im nic mówił na ten temat, ponieważ to i tak nic nie da, mimo że nigdy nawet nie spróbował. Nawet nie zadzwonił wyjaśnić dlaczego mnie tak obrażają! Przecież jestem jego żoną! Teściowa wydzwania do męża udając, że nic się nie stało z tekstami "Cześć Maciuś". Proszę o pomoc. Co mam zrobić z mężem? Przez teściów nie mam życia. Myślę już nad tym, żeby odejść od męża, ponieważ zaczęłam już chorować na nerwicę przez to, mam codziennie koszmary. Nie chcę z nimi utrzymywać kontaktów. Co zrobić, żeby mąż zrozumiał, że musi się odciąć całkowicie od nich, bo inaczej mnie straci?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Problemy z jedzeniem - czy powinnam się leczyć?

Witam. Od około pół roku żyję ciągle w stresie, przez co mam problemy z jedzeniem. Nie mogę jeść, nie mam apetytu i nie potrafię się zmusić. Ważę 45 kg przy wzroście 159 cm. Powodem moich stresów jest ciągłe dręczenie mnie...

Witam. Od około pół roku żyję ciągle w stresie, przez co mam problemy z jedzeniem. Nie mogę jeść, nie mam apetytu i nie potrafię się zmusić. Ważę 45 kg przy wzroście 159 cm. Powodem moich stresów jest ciągłe dręczenie mnie przez męża. Mam roczne dziecko i duży dom do utrzymania. Nie pracuję, zajmuję się tylko dzieckiem i domem. Niestety mąż mnie ciągle o coś nęka. Opadam przez to z sił. Często wstaję rano z okropnym nastrojem i tylko płaczę. Nie potrafię przez to żyć normalnie.

Dawniej tak nie było. Nigdy nie byłam gruba, ale apetyt miałam dobry. Teraz nie przełknę nawet tego, czym przed ciążą się zajadałam. Wiem, że powinnam się wziąć za siebie i zacząć normalnie żyć i funkcjonować, ale to dla mnie trudne. Zawsze w pierwszej kolejności myślę o dziecku, które też jest niejadkiem, potem o mężu, który mnie wykańcza. Mam mnóstwo stresów. Rozmowa z mężem nie pomaga, próbowałam wielokrotnie. Mąż nawet nie chce rozmawiać. Ma mnie dość, a ja jego. Mamy kryzys, a on nie chce nic z tym zrobić. Wiem, że żeby wyzdrowieć i odzyskać siły on mi jest potrzebny - bo tylko on może mnie uszczęśliwić poprzez miłe gesty, przytulanie, zwykłe wsparcie i zrozumienie. Niestety mąż mnie nie szanuje i nie docenia. To przez niego wpadam w ten coraz większy dół.

Myślę, że może poza tym mam też problemy emocjonalne, bo potrzebuję bliskości i ciepła drugiej osoby cały czas. Nie wiem, czy "normalni" ludzie, czyli zdrowi i bez takich problemów, też cierpią z takich powodów, jak brak miłości? Może powinnam udać się do psychologa z tym problemem? Czy może zacząć brać jakieś leki na łaknienie albo coś na poprawienie nastroju? Skoro mąż nie jest w stanie mi pomóc, muszę sama sobie pomóc, tylko jak? Dodam, że mój mąż ma twardy, bezwzględny charakter, czyli przeciwny do mojego - delikatnego, uczuciowego i wrażliwego. Niestety pod tym względem nie dobraliśmy się w ogóle. On nie potrzebuje tyle ciepła, co ja. Poza tym jest pracoholikiem, a ja lubię odpocząć i spędzić miło czas z rodziną. Nie mogę liczyć na wsparcie rodziny. Nie mam już przyjaciół, ani znajomych. Mąż powiedział, że z chwilą, kiedy wychodzi się za mąż, to kończą się znajomości z koleżankami. Mam 20 lat i jestem 1,5 roku po ślubie.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Co zrobić kiedy chłopak przestaje się odzywać?

Witam! Pewnie nie będzie to żadna nowa sprawa, ale dla mnie jest bardzo ważna. Mam 22 lata, jestem z chłopakiem od 1,5 roku. Wszystko układało się świetnie. Planowaliśmy wakacje, wyjazdy, wspominaliśmy czasami o naszej wspólnej przyszłości. Jak to w związkach...

Witam! Pewnie nie będzie to żadna nowa sprawa, ale dla mnie jest bardzo ważna. Mam 22 lata, jestem z chłopakiem od 1,5 roku. Wszystko układało się świetnie. Planowaliśmy wakacje, wyjazdy, wspominaliśmy czasami o naszej wspólnej przyszłości. Jak to w związkach bywa kłóciliśmy się czasami, ale zaraz wyjaśnialiśmy sobie wszystko. On twierdził, że nie wyobraża sobie życia bez swojej kochanej dziewczyny itp. Ostatnio wyszło nieporozumienie o tzw. "głupotę". Po tym zdarzeniu przestał się do mnie odzywać   (nigdy nie było takiej sytuacji wcześniej). Mija dzisiaj tydzień i cisza. Napisałam do niego następnego dnia SMS, w którym nie pisałam o tym co się wczoraj stało, bo stwierdziłam, że nie ma to jakiegoś znaczenia, w ogóle nie było do czego się "przyczepiać"- cisza. Później drugiego i nic. Nie wiem co mam zrobić, chciałabym wyjaśnić po prostu tą sprawę. Kocham go ale nie wiem teraz co on myśli, co czuje, co będzie dalej z nami.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Dziwne zachowanie chłopaka - dlaczego nie powiedział, że to koniec?

Witam. Mam ogromny, ale to ogromny problem. 5 miesięcy temu poznałam pewnego chłopaka. Jest dosyć zamknięty w sobie, dusi w sobie wiele rzeczy i pod żadnym względem nie jest fałszywy. Podobno spodobałam mu się już za pierwszym razem, więc zaczął...

Witam. Mam ogromny, ale to ogromny problem. 5 miesięcy temu poznałam pewnego chłopaka. Jest dosyć zamknięty w sobie, dusi w sobie wiele rzeczy i pod żadnym względem nie jest fałszywy. Podobno spodobałam mu się już za pierwszym razem, więc zaczął działać. Zaczęliśmy się spotykać wraz z jego kolegą i jego dziewczyną. Po prostu tak było nam raźniej i lepiej czuliśmy się spotykając się w czwórkę. Bardzo się starał, uciekał dla mnie z lekcji, żeby mógł się ze mną zobaczyć. Zasypywał mnie smsami i zależało nam na sobie. Jak już wcześniej wspominałam, poświęcał się dla mnie w wielu rzeczach. Podobno wszystkim ciągle o mnie mówił i gołym okiem było widać, że jest we mnie zakochany. Niczego od niego nie wymagałam, akceptowałam wady, bo skoro kogoś się kocha, to po co coś w nim zmieniać? Nigdy się nie kłóciliśmy. Jednym słowem, czuliśmy się przy sobie jak w niebie. W czerwcu zostałam jego dziewczyną. Pierwszą dziewczyną. Od połowy wakacji trochę zaczęło się między nami psuć. Nie byłam temu winna ani ja, ani on - przynajmniej tak mi się wydaje. Od kiedy poszedł na wesele przestał do mnie pisać i jakkolwiek się ze mną kontaktować, ale nic się tam nie wydarzyło. Odzywał się tylko, jeśli naciskała jego siostra. 2 tygodnie temu, gdy się spotkaliśmy, przeprosił za swoje zachowanie i powiedział, że wie, że mu odbija i że wie, że coś się z nim dzieje. Dodał również, że nie chciało mu się pisać, nie miał sił, był zmęczony i dużo pracował. Było wyraźnie widać, że nadal mu zależy. Kilkadziesiąt razy, dla upewnienia, pytał, czy jestem zła i prosił abym się nie gniewała. Ja ulegałam i mówiłam, że nic się nie dzieje. Po tym dniu znowu nie pisał. Gdy ostatnio zobaczyłam go na koncercie, był z kolegami i przywitał się ze mną podając rękę. Chyba chciał mnie pocałować, ale odwróciłam od niego wzrok, ponieważ bardzo mnie to zdenerwowało. Nawet nie napisał, że idzie i od niechcenia się przywitał. Powiedział, że musi iść, bo ma jakąś sprawę do załatwienia. Następnego dnia napisałam do niego pytając, o co w tym wszystkim chodzi i czy uważa, że to koniec, a w odpowiedzi dostałam: ''dla mnie to już dawno się skończyło i nie umiem ci tego wytłumaczyć.'' Nie wiem, dlaczego tak postąpił i nie umiem się pogodzić z tą sytuacją. Chciałabym prosić o pomoc. Nie wiem, co mam zrobić. Wszyscy mówią, że coś ostatnio się z nim dziwnego stało. Jest inny niż dawniej. Przecież tak z dnia na dzień nie mogło mu przejść. Myślę, że nadal może trochę mu zależeć, ale nie powie co jest grane. Po prostu bez słowa mnie zostawił. Jaki może być tego powód?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Brak stabilizacji w związku - jak temu zaradzić?

Witam! Mam problem z chłopakiem i nie wiem co o tym myśleć. Nasze problemy zaczęły się od momentu, kiedy spotkaliśmy się ze znajomymi. Na imprezie był alkohol i trochę za dużo wypiłam. Na następny dzień powiedział, że po tej sytuacji...

Witam! Mam problem z chłopakiem i nie wiem co o tym myśleć. Nasze problemy zaczęły się od momentu, kiedy spotkaliśmy się ze znajomymi. Na imprezie był alkohol i trochę za dużo wypiłam. Na następny dzień powiedział, że po tej sytuacji wszystko się zmieniło i nie jest pewien, czy mnie kocha, bo nie chce mieć dziewczyny, która tak się zachowuje. Uważam, że każdemu może się zdarzyć przesadzić z alkoholem i moi znajomi wcale na mnie krzywo nie patrzyli, ale rozumieli to. Postanowił, że zrobimy sobie przerwę (nie to, że zerwiemy, tylko nie będziemy się przez jakiś czas odzywać), żeby rozwiązać ten problem. Na początku nie chciałam się zgodzić, lecz on nalegał, więc nie miałam innego wyjścia. Nie odzywał się cały dzień (w tym czasie nie mogłam przestać o nim myśleć i bardzo chciałam, żeby się odezwał, bo nie mogłam znieść tej ciszy). W końcu to zrobił. Odezwał się wieczorem z zapytaniem, czy się spotkamy. Odpowiedziałam mu na to, że możemy się spotkać, ale jeśli mi obieca, że nie chodzi tu o nic złego (że nie chce ze mną zerwać). Powiedział, że nie (strasznie mi ulżyło). Przyjechał i zachowywał się jak gdyby nigdy nic (tyle że nie mogłam się do niego przytulić ani go pocałować). Minęło trochę czasu i wróciło wszystko do normy, jednak nadal nie mógł mi powiedzieć, że mnie kocha. Minęły może 3-4 miesiące (pojechaliśmy wtedy do Łodzi na noc ze znajomymi) i w końcu mi powiedział, że jest wszystkiego pewien, że mnie kocha, jest ode mnie uzależniony i nie może beze mnie żyć. Wtedy sobie pomyślałam, że już nic złego się nie może z nami stać. Jednak myliłam się, bo po 5 dniach było to samo. Znowu powiedział mi, że nie jest pewien i nie może tak być. Postanowił nam dać ostatnią szansę, więc znowu stwierdził, że zrobimy sobie przerwę (tylko ta była z trybem natychmiastowym i tym razem nie odzywaliśmy się praktycznie wcale). Przerwa miała trwać 2 tygodnie (po 2 tygodniach mieliśmy się spotkać w pewnym miejscu o danej porze). Oczywiście odzywaliśmy się, ale w końcu już nie mogłam wytrzymać tej niepewności i powiedziałam, że już nie mogę dłużej czekać i chcę, żeby to się już wyjaśniło. Prosił mnie jednak, żebym nie podejmowała żadnych decyzji i jeszcze trochę poczekała, mówiąc, że na pewno się wszystko ułoży, że przynajmniej chce żeby tak było. Zgodziłam się , ale powiedziałam, że teraz musimy zrobić taką prawdziwą przerwę - zero kontaktu. Trwała ona tydzień. Spotkaliśmy się po tygodniu i powiedział, że jednak to nie ma sensu , że nie brakowało mu mnie przez ten czas. Zerwaliśmy, rozstaliśmy się w zgodzie i nadal regularnie się spotykaliśmy. Zachowywaliśmy się jak para (mimo że już nią nie byliśmy). Rozmawialiśmy czasem o tym, że jeszcze może kiedyś wszystko się ułoży, że jeszcze może być dobrze. To podtrzymywało mnie na duchu, było mi lepiej, bo miałam jeszcze jakieś nadzieje, że możemy być razem. Jakiś czas później znajomy zrobił ognisko, poszliśmy (można powiedzieć) na nie razem. Był tam jego dawny przyjaciel X (dawny dlatego, że X zerwał z nim kontakty twierdząc, że to przez niego się kłócimy) i mój chłopak nie chciał, żebym utrzymywała z nim kontaktu. Nie słuchałam go i rozmawiałam z nim o naszych problemach. Dowiedział się o tym i był na mnie bardzo zły, obiecałam mu, że już tego nie zrobię, ale właśnie na tym ognisku, na jego oczach z nim rozmawiałam. Powiedział na mojego chłopaka (byłego) coś złego, ale ja na to za bardzo nie zareagowałam, tylko nadal z nim rozmawiałam. Powiedziałam to mojemu byłemu i wtedy powiedział, że już na pewno między nami się nic nie zmieni, bo nie jestem po jego stronie, a powinno być inaczej. Mówił, że gdyby nie ta sytuacja, to mogłoby się jeszcze między nami ułożyć, a teraz kompletnie stracił do mnie zaufanie. Wcześniej proponował mi chociaż przyjaźń, a teraz powiedział, że nawet nie możemy być przyjaciółmi. Podobnie jak w poprzednich sytuacjach wcale nie było tak, jak mówił, że będzie. Nadal spotykamy się regularnie, codziennie mamy ze sobą jakiś kontakt (nawet kilka razy dziennie). Czasem dochodzi do innych sytuacji, chodzimy razem do kina, trzymamy się za ręce. Tylko właśnie nie wiem co mam o tym myśleć, bo na następny dzień jest znowu tak samo i udaje, że nic się nie stało. Dlaczego tak jest? Proszę o odpowiedź. Dodam, że byliśmy razem ponad rok.  

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Rozpad związku po wielu latach - co mam ze sobą zrobić?

Witam. Po 8 latach zostawiła mnie kobieta mojego życia, zerwała zaręczyny i odeszła. Z początku mówiła, że nie wie, czy mnie kocha, ale teraz już mówi, że nie. Mieliśmy jeden powód do kłótni, ciągle ten sam - mieszkanie. Ja...

Witam. Po 8 latach zostawiła mnie kobieta mojego życia, zerwała zaręczyny i odeszła. Z początku mówiła, że nie wie, czy mnie kocha, ale teraz już mówi, że nie. Mieliśmy jeden powód do kłótni, ciągle ten sam - mieszkanie. Ja ze swoich powodów chciałem żebyśmy zamieszkali z moim ojcem. Mamy na to warunki 120 m² mieszkania. Kasia w końcu zgodziła się na to i po zaręczynach zamieszkaliśmy razem. Wyprowadziła się po paru miesiącach. Od tego momentu spotykaliśmy się ze sobą, a ona twierdziła, że nie wie, czy mnie jeszcze kocha. Pod koniec lipca, gdy już nie byliśmy ze sobą, przyszła na moje urodziny i powiedziała, że czuła, że musi tu być w ten dzień. Wlała w moje serce mnóstwo nadziei i wiary, że uda mi się ją odzyskać. Później był olbrzymi "strzał" - wyjechała na delegację do Szwajcarii. Powiedziała, że tam kogoś poznała i mnie nie kocha, że chce uciec ode mnie i wyjechać na stałe za granicę. Za niedługo urlop, który mieliśmy spędzić razem. Nie pojedziemy na niego. Nie wiem, co ze sobą robić. Nie śpię, płaczę, nie jem. Straciłem kogoś, kogo kocham ponad życie i nie umiem sobie wyobrazić życia bez niej. Czuję, że gdyby tylko pozwoliła się do siebie zbliżyć, rozpaliłbym jej serce ponownie, ale ona ciągle mówi, bym zapomniał o niej, że tak będzie lepiej. Nie umiem do niej dotrzeć, nie umiem z nią porozmawiać. Ciągle tylko słyszę: "bo nie, zapomnij o mnie". Wypalam 60 papierosów dziennie, straciłem sens życia, nie umiem się z tym pogodzić i nie chcę dać jej odejść. Kocham ją i wiem, że zrobiłbym dla niej wszystko. Jestem na dnie. Nie umiem się podnieść. Nie pomagają spotkania z innymi, szukanie zajęć. Ona ciągle siedzi mi w głowie. Myślę o niej cały czas. Jestem załamany i zdruzgotany. Proszę ją o to, aby dała mi te dwa tygodnie wakacji, aby dala mi/nam szansę, abyśmy mogli to poukładać, bo 8 lat to kawał czasu. Nie umiem się pozbierać.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Napady agresji i przemoc w związku

Witam, proszę mi powiedzieć jak mam ze sobą walczyć co robić by zapanować nad agresją. Nigdy dotąd tak nie miałam jedynie w tym aktualnym związku, nawet nie przypuszczałam, że jestem zdolna do czegoś takiego. Jesteśmy razem od 8 m-c, z...

Witam, proszę mi powiedzieć jak mam ze sobą walczyć co robić by zapanować nad agresją. Nigdy dotąd tak nie miałam jedynie w tym aktualnym związku, nawet nie przypuszczałam, że jestem zdolna do czegoś takiego. Jesteśmy razem od 8 m-c, z czego znamy się od 2 lat w tym czasie on rozstał się z dziewczyną z którą był 10 lat wiem że ona była dla niego złai też w ich związku było dużo agresji. Nasz związek jest dość skomplikowany, znałam jego byłą, w okresie po zerwaniu spotykał się ze mną na początku na relacjach koleżeńskich później robił do mnie podchody, a ja miałam dużo wątpliwości. Gdy zdecydowałam się w końcu na związek z nim zaczęły wychodzić różne sytuacje o których się dowiedziałam (m.in. to, że w tym samym czasie spotykał się z kilkoma innymi, do tego ze swoją byłą i mną), dodatkowo z nimi wszystkimi sypiał w tamtym okresie, co do tej chwili budzi we mnie gniew i nie umiem tego mu wybaczyć, choć bardzo go kocham i wiem, że on też kocha mnie. Bardzo się dla mnie zmienił przez ten czas odkąd jesteśmy razem, ale nie potrafię mu zaufać. Głównie przez to, że przez cały okres naszego związku ciągle mnie okłamywał po to tylko by utrzymywać kontakt ze swoją byłą, czego ja nie tolerowałam i od tego momentu ilekroć o tym się dowiadywałam dochodziło między nami do kłótni. W oczy mi się wypierał mimo, że tamta mnie zawsze o ich spotkaniach informowała i drwiła za każdym razem ze mnie jaką to ze mnie robi kretynkę (uciekał się nawet do takich kroków by mieć dwa telefony lub wymyślić dodatkowa pracę, by tylko skontaktować się z nią, choć zarzeka się na wszystko, że to ze mną chce być a nie z nią. Tak było jeszcze do czerwca tego roku myślę, że to że na razie przestał, ma związek z tym, że wie że go na każdym kroku pilnuję i kontroluję. Oboje mamy ciężkie charaktery, jesteśmy uparci. Mamy też swoje lata ja 32 on 29. Mój pierwszy wybuch agresji gdzie zaczęłam go okładać pięściami, szarpać itp. był po którymś z kolejnych razów jak dowiedziałam się, że znowu się spotkał ze swoją byłą i zapierał się za wszelką cenę, że tak nie było choć miałam na to dowody od niej zresztą. Miliony razy mi obiecywał, że zakończy ten kontakt i ani razu nie dotrzymał słowa. Ja nie wiem co się ze mną dzieje, czasem mam wrażenie że robie to już z bezsilności, bo nie wiem jak mam do niego już dotrzeć. Od tamtego momentu każdy wybuch był spowodowany czymś co miało związek z nią. Ostatnio ciągle słyszę, że to w takiej a to w innej sytuacji ona była dla niego lepsza, dobra itp. A ja staram się jak mogę by był szczęśliwy, w życiu tak bardzo się nie starałam dla nikogo, dbam o niego, nie wiem czego może mu jego brakować. Jego rodzina jest mną zachwycona, a on im bardziej się staram tym bardziej czuję, że on tego nie docenia i to mnie bardzo boli. Jak się kłócimy czuje jakby mnie lekceważył, daje mi do zrozumienia, że jeśli powiem żebyśmy się rozstali to on zrobi tak jak sobie tego niby życzę. Co mi jest? Ja naprawdę nigdy tak nie miałam a na samą myśl, że może mnie zdradzić, oszukać, okłamać tak jak dotąd lub jak mi mówi ze tamta była lepsza dla niego dostaje szału i od razu lecę z rekami. Co się ze mną dzieje? Jak mam z tym walczyć. Nie chce go stracić, za bardzo mi na nim zależy. Proszę mi pomóc. Dodam jeszcze, że zawsze jak jest po alkoholu jest agresywny choć nigdy mnie jeszcze nie uderzył, ani nie oddał ale znęca się nade mną w pewien psychiczny sposób i na siłę szuka zaczepki. Bardzo mi to przeszkadza, zwłaszcza jak muszę go pijanego od znajomych prowadzić do domu, a on się ze mną na całą ulicę kłóci. Ale to już zdarza się  rzadziej niż kiedyś. Nie umie pię z umiarem tylko aż padnie. I jeszcze coś kilka razy w takich awanturach jak mi wykrzykiwał, że tamta bardziej dbała o niego i była dla niego 100 razy lepsza ode mnie kazałam mu do niej wrócić, ale on nie che tego zrobić, a mimo to ciągle mi to wykrzykuje. To nie jest tak, że ja mu nie mówię co mi przeszkadza, co mnie boli, dlaczego tak reaguje. Wprost przeciwnie, od początku staram się rozmawiać, by nie dusił pewnych rzeczy w sobie, ale nie widzę z jego strony żadnej zmiany w tym kierunku (chociażby wtedy gdy zauważył, że psuje się miedzy nami, a także gdy wiem, że ma kontakt ze swoja byłą, wie że mnie to doprowadza do szału). Czuję się taka bezsilna i tak mi wstyd, że go bije. Nie wiem może ja powinnam się leczyć. Błagam proszę mi pomóc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Nie jestem szczęśliwa - czy to toksyczna miłość, czy tylko kryzys w związku?

Swojego pierwszego mężczyznę w życiu poznałam mając 23 lata. Był bardzo przystojny, wysoki, elokwentny, spokojny. Czułam, że chwyciłam Pana Boga za nogi. Od początku pytał się, czy lubię przejmować w łóżku inicjatywę - ja tymczasem byłam dziewicą. Rozdziewiczyłam się za...

Swojego pierwszego mężczyznę w życiu poznałam mając 23 lata. Był bardzo przystojny, wysoki, elokwentny, spokojny. Czułam, że chwyciłam Pana Boga za nogi. Od początku pytał się, czy lubię przejmować w łóżku inicjatywę - ja tymczasem byłam dziewicą. Rozdziewiczyłam się za pomocą wibratora, ponieważ mój partner twierdził, że nie chce się "babrać" z dziewicami – romantyczne "hocki klocki" i te sprawy to nie dla niego. Nigdy mu nie powiedziałam prawdy, a on się nie domyślił. Odtąd zawsze miałam wątpliwości, czy jestem na tyle aktywna w seksie, że jest zadowolony. Byłam szczęśliwa, ale jednocześnie wciąż czułam niepokój. Gdy przychodził do mnie do domu, czytał wiadomości w Internecie albo przysypiał. Gdy zamieszkaliśmy razem było jeszcze gorzej. On jest muzykiem - rock’n’rollowcem. Ma specyficzne poglądy, specyficznych przyjaciół. Nie czułam się w ich towarzystwie komfortowo. Są to ludzie bardzo silni, inteligentni, mający skrajną ideologię i twardą powłokę "macho". Mój partner starał się mnie zabierać na koncerty, próby. Początkowo chodziłam, ale później nie czułam się tam dobrze i zostawałam w domu. Gdy on wychodził, nie czułam się bezpiecznie i oczekiwałam punktualnych powrotów do domu. Gdy bywał w domu, prawie ze sobą nie rozmawialiśmy, on zazwyczaj siedział z nosem w komputerze. Gdy chciałam się zwierzyć z przeżytego dnia, twierdził, że mnie słucha, a jednocześnie pisał maile do zespołu. Gdy widziałam jego energię i uśmiech na twarzy wśród innych ludzi, zaczęłam być zazdrosna. Ograniczyłam jego kontakty towarzyskie do minimum. To ja chciałam być powodem tej energii i uśmiechów. On przy mnie zawsze był senny, małomówny, zmęczony, marudny. Bolało mnie to i o to były zawsze kłótnie. Były tez sytuacje, gdy mój partner po wypiciu alkoholu stawał na głowie na dachu, bił się z przypadkowo spotkanymi osobami, budził mnie w nocy wygadując niestworzone rzeczy. Gdy wychodził, to bałam się o niego, o jego życie. Kochaliśmy oboje góry. Jeździliśmy w sezonie dość często. Nie rozumiałam, dlaczego w te góry musi też jechać z zespołem. Dlaczego wtedy też jestem mniej ważna? Przecież wiedział, że góry kocham bardzo. Nie mógł wybrać innego miejsca? Trzeba przyznać, że jest bardzo dobrym organizatorem. To u niego w domu odbywają się grille, ogniska na 40 osób. Tymczasem bardzo rzadko organizował czas specjalnie dla mnie. To ja proponowałam kino, spacer, kolację i zawsze wszystko było na czas. Szedł ze mną na ten spacer, ale "15 minut wystarczy". Widziałam, że obcowanie ze mną go męczy. Powiedziałam do niego pewnego dnia, że bardzo lubię, gdy on aranżuje nasz wspólny dzień. To on wg zasady "baba mną rządzić nie będzie" jeszcze rzadziej dawał propozycje na wspólne spędzanie czasu. Owszem, organizował nasze wyjazdy, lubił kino takie, jak ja, chodziliśmy razem na zakupy, ale zazwyczaj była to moja inicjatywa. Postanowiłam odejść. Bardzo dużo mnie to kosztowało. Wyprowadziłam się. Miałam nadzieję, że zrozumie, że jestem miłością jego życia (jak zresztą twierdził) i że zacznie mnie w końcu tak traktować. Obecnie czuję się spokojniejsza. Robię rzeczy, na które nie miałam czasu w związku. Wciąż mamy kontakt. Pisze do mnie smsy codziennie, przyjeżdża. Pomaga w sprawach męskich, ale stał się jeszcze większym "macho". Jest oschły, surowy, niby mu zależy na mnie, skoro chce kontaktu, ale wszystko jest na jego życzenie. Muszę być w 100% uległa. Jest zazdrosny o mnie, gdy mówię mu, że umawiam się na wyimaginowane spotkania z moimi kolegami. On twierdzi, że jest renegatem i takie życie chce prowadzić. Nie chce dzieci, bo to problem, ślubów, kredytów. Nie liczy się z moim zdaniem. Bardzo dużo pije, bywa, że zapali trawkę. Wcześniej też tak bywało, ale zawsze starałam się go ujarzmić. Twierdzi, że się stara o mnie, ale że się odzwyczaił od związkowych zachowań. Mówi, że jest złym człowiekiem, a ja jestem dobra. Dużo płaczę, zwłaszcza przy nim - czasem zupełnie bez powodu. On wtedy mówi: "czego buczysz?", a ja "buczę" tym bardziej. Teraz, jak mieszkamy oddzielnie, to bardzo często myślę co robi. Martwię się, gdy długo się nie odzywa. Chyba boję się, że go stracę na zawsze, a jednocześnie, że się nigdy nie zmieni. W jaki sposób się zachowywać? Cały czas myślę sobie, że się jeszcze nie wyszumiał, że może za rok dwa, będzie bardziej dojrzały. Zdaję sobie sprawę, że jest między nami wiele różnic. Nie lubię alkoholu i innych używek. On z kolei twierdzi, że trzeba się bawić i cieszyć życiem, korzystać. Kocham cieszyć się życiem, ale w inny sposób, nie potrzebny mi alkohol. Czy jesteśmy jeszcze w stanie stworzyć coś wartościowego? Jeśli zdecyduję się zostać z nim, to mam obawy, czy będzie lepiej, czy nadal tak koszmarnie egoistycznie? A jeśli odejdę, to czy dam sobie radę? Nie mam tu rodziny, bliskich znajomych, nie zarabiam dużo. Mam już swoje lata, a mieszkam w mieszkaniu studenckim. Boję się, że nikogo nie poznam, bo gdzie, skoro tylko praca-dom?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Chorobliwa zazdrość o narzeczoną

Witam, mam problem z zazdrością o moją narzeczoną i znajomego z pracy. A więc zaczęło się to kilka miesięcy temu u niej w domu, siedzieliśmy sobie razem rozmawiali o czymś, a tu nagle sms od tego znajomego, wiedziałem że wcześniej...

Witam, mam problem z zazdrością o moją narzeczoną i znajomego z pracy. A więc zaczęło się to kilka miesięcy temu u niej w domu, siedzieliśmy sobie razem rozmawiali o czymś, a tu nagle sms od tego znajomego, wiedziałem że wcześniej pisał nie raz do niej, ale nie zwracałem na to większej uwagi, więc się jej spytałem czy często pisze i sygnałki puszcza to odpowiedziała, że czasami tak. Dało mi to trochę do myślenia i prosiłem ją żeby mu nie odpisywała i nie puszczała sygnałków bo taka przyjaźń damsko-męska różnie się potem kończy, odpowiedziała że nie będzie to się uspokoiłem. Dało mi to trochę spokoju bo jej ufałem więc nie myślałem potem o tym. Z narzeczoną pracuje od kilku lat, a formalnie 2 lata jesteśmy razem, na co dzień się w pracy się widujemy. Nawiązując do tematu, pewnego dnia poszedłem pracować na stanowisko tego znajomego i co zauważyłem, że on ciągle do niej chodzi i się śmieje, żartuje z nią i tu właśnie mnie coś dotknęło zacząłem jej pisać smsy w tym samym momencie. Powiedziałem jej, że jeśli on do ciebie tak goni i jest ci tak dobrze z nim to się umówcie razem na kawę, ona się zezłościła i napisała, że to on do niej goni, a nie ona do niego i że go nie wygoni od stanowiska. Jakoś potem z tego wyszliśmy pogodziliśmy się i dało mi to znów chwilę spokoju. Aż tu nagle tydzień temu zacząłem ją obserwować, zauważyłem że on do niej ciągle chodzi, co przeszedł koło jej stanowiska to od razu do niej szedł na pogawędkę, naliczyłem chyba z 50 razy. Od razu mnie myśli naszły, że jej to odpowiada, że może jest zabawniejszy, normalnie aż trzęsło mną z nerwów. Pisałem jej, zwracałem uwagę, a ona potem mi tłumaczyła znów, że to on do niej chodzi. Pytałem się co ci takiego mówi odpowiedziała, że tylko nawiązuje do sexu itp. Spytałem czy to ją jakieś myśli nie naszły z nim związane, powiedziała że raz 6 miesięcy wcześniej ale się opamiętała i oddaliła te myśli od siebie. Nie daje m to spokoju, po głowie mi to wszystkim non stop chodzi. Gdy widzę jej stanowisko i jego obok to mi nogi się miękkie robią. Jestem tak zazdrosny o nią, boje się że ją stracę, że on jej w głowie zawróci, że z tych częstych odwiedzin jego u niej coś wyniknie. Na okrągło o tym myślę i o niej, rok nam został do ślubu i się boje, że to nie przetrwa, a nie może mi to dać spokoju wydaje mi się, że ona jest na tą sytuacje obojętna nie przeszkadza jej, że on do niej goni, dawała mi do zrozumienia, że go lubi. Jak o tym myślałem głowa zaczynała mnie boleć, ciągle z nią o tym rozmawiam, ona mówi że nie w głowie jej inni faceci, że to ze mną chce spędzić resztę życia i że to mnie kocha. Mówiła, że jak mnie coś gryzie to żebym z nią rozmawiał o tym, rozmawiam non stop o tym ale myślę że ją to już męczy i złości, normalnie takie głupoty mi do głowy przychodzą wyobrażenia z tym związane, że aż głupio mówić. Nie chce jej też tym ciągłym gadaniem o mojej zazdrości denerwować, ona mówi, że nie mam powodu do zazdrości, a ja tak jakbym nie słyszał co ona mówi, dalej jestem zazdrosny. Proszę pomóżcie ja chce ratować ten związek nie chce żeby przeze mnie coś się złego w nim stało, a wiem że sam nie dam sobie rady z tym problemem. Proszę o radę i pomoc. Z góry dziękuję. P.K

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak radzić sobie z chorą zazdrością?

Mam spory stres związany z ojcem córki, nie ukrywam. Mam też partnera, któremu wierzę, ale potrafię coraz częściej zrobić aferę z niczego i nie kontrolować się w słowach. Nie umiem mówić o sobie. Jak się zmienić, wyleczyć coś tak okropnego?
odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
mgr Magdalena Rachubińska
mgr Magdalena Rachubińska

Chcę zmienić swoje życie - od czego mam zacząć?

Mam 18 lat, nie mam szkoły, zmarnowałem 2 lata (powtarzałem klasę i po raz drugi zawaliłem rok). Moje życie diametralnie się zmieniło, na jeszcze gorsze. Rodzice nie wiedzieli co się ze mną działo, nie mówiłem im o moich problemach. Były...

Mam 18 lat, nie mam szkoły, zmarnowałem 2 lata (powtarzałem klasę i po raz drugi zawaliłem rok). Moje życie diametralnie się zmieniło, na jeszcze gorsze. Rodzice nie wiedzieli co się ze mną działo, nie mówiłem im o moich problemach. Były to problemy z samym sobą, kiedyś, jeszcze w gimnazjum bardzo bałem się kontaktów z rówieśnikami. Byłem zamknięty w sobie i często agresywny w stosunku do innych. Mam 18 lat a jest mi trudno załatwić wiele życiowych spraw. Ostatnio wydawałoby się, że zaczynało mi się układać, znalazłem pracę, załatwiłem sobie szkołę, zakochałem się... i wszystko byłoby pięknie, gdyby moja dziewczyna nie musiała przeze mnie cierpieć. Wydaje mi się, że wszystko robię źle, jestem dla niej ciężarem. Ona jest cudowna, naprawdę nie wiem czy mógłbym trafić na kogoś lepszego. Oddałbym za nią życie, poświęciłbym zdrowie dla niej. Problem w tym, że to mój pierwszy, tak naprawdę poważny związek. Ona mi zaufała, zobaczyła we mnie coś czego inni ludzie nie potrafili dostrzec. Jestem bardzo agresywny, często mówię rzeczy, których potem bardzo mocno żałuję i cierpię na tym. Wyładowuje swoje emocje na innych, często się biłem, w szkole i poza nią. Ona pozwoliła mi na to bym mógł pokazać się z innej strony, z tej lepszej, o której nawet nie miałem pojęcia. Nie wiedziałem, że ja mogę być kimś takim, kimś uczuciowym, radosnym, romantycznym. Chciałbym dla niej szczęścia, ale chcę, żeby otrzymała je ode mnie. Nie chcę pisać tutaj szczegółowo co się z nami teraz dzieje, bo boję się, że ktoś niewłaściwy to przeczyta a internet jest "wielki". Nie widzimy się od miesiąca, jest na wakacjach i czeka mnie jeszcze drugi miesiąc bez niej. Odkąd jest tam, wszystko mi się sypie, nawet powiedziała mi, że jej uczucie do mnie wygasło. Ja nie wiedziałem co mam robić, myślałem o najgorszym. Po tygodniu, miałem wypadek, wylądowałem w szpitalu. Straciłem pamięć na kilka dni. W chwili wypadku, miałem jeszcze siłę napisać jej sms'a, że miałem wypadek. Nie myślałem wtedy o tym że ona mnie nie kocha... po prostu nie pamiętałem tego. W szpitalu zabrali mi telefon, kazali mi odpoczywać, powiedziałem mamie, żeby zadzwoniła do niej i powiedziała jej wszystko, by nie martwiła się o mnie. Mama zapomniała, a ona całą noc denerwowała się i płakała, bała się o mnie. Następnego dnia przywieźli mi telefon, napisałem jej co się stało. Wieczorem rozmawiałem z nią i z rozmową wszystko zaczynało mi powoli wracać do pamięci. Wiedziałem już wszystko, ale nie chciałem o tym mówić, bo to była bardzo miła rozmowa. Śmialiśmy się, rozmawialiśmy o drobnych rzeczach, było naprawdę miło. Następnego dnia bałem się, że ją stracę. Miałem najgorsze myśli, nie było mi łatwo z myślą, że dziewczyna którą kocham, nie kocha mnie. Nie zerwaliśmy, bo ona chce dać nam szanse, chce żeby wszystko w niej odżyło. Mówiła mi wiele razy, że dla niej jestem idealny i że nawet gdy się rozstaniemy to będę tym najlepszym. Ja nawet nie chciałem myśleć o tym, nie wyobrażam sobie życia bez niej, myśleć o tym że kiedyś nie będzie już nas. I faktycznie wszystko zaczynało powoli wracać do normy, aż w końcu zaczęliśmy się ze sobą kłócić. To nie była pierwsza kłótnia, ale po raz pierwszy poczułem coś takiego, że kłótnia może zepsuć wszystko. Powiedziała mi, że szukam problemów na siłę, było dobrze, ale ja znów zacząłem wracać do tego wszystkiego, do tego co było złe, ona miała tego dość. Obiecałem jej, że się zmienię, że teraz nie będę jej mówił tego co zrobię, bo za każdym razem, gdy to robiłem, tak naprawdę nie zmieniałem nic i nadal było tak samo. Mam dość tego, że ona przeze mnie cierpi, nie chce tego bo bardzo ją kocham. Najbardziej boli mnie myśl, że ona po takiej kłótni, ma mnie dość i momentalnie zmienia o mnie zdanie. Wtedy tracę szacunek do siebie, nie widzę nic dobrego w życiu, czasami nawet płaczę, choć wcześniej raczej bardzo rzadko mi się to zdarzało i to raczej w dzieciństwie. Naprawdę bardzo mi na niej zależy, chcę się dla niej zmienić. Nie wiem co mam robić, boję się następnego dnia. Nie rozmawiamy ze sobą od 5 dni, a czuję się tak jakbym nie słyszał jej głosu od miesiąca. Codziennie myślę o tym jak ona może się przeze mnie czuć. Wydaje mi się, że powoli ma mnie już dość... Boli mnie to i chcę to zmienić. Proszę o pomoc kogoś kto mnie zrozumie, i naprawdę szczerze od serca doradzi mi co mam zrobić, by moja dziewczyna czuła, że ma przy sobie kogoś z kim mogłaby iść na koniec świata i nie oglądać się za siebie. Z góry dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co powinnam dalej zrobić, kogo wybrać?

Czuję obecnie wielką beznadziejność. Jestem w związku małżeńskim 4 lata, mamy córkę 2,5-roczną. W naszym związku pojawiają się co jakiś czas problemy. Od około 8 miesięcy jest totalnie źle. Ja jestem osobą bardzo emocjonalną, potrzebującą uczuć, on za to jest...

Czuję obecnie wielką beznadziejność. Jestem w związku małżeńskim 4 lata, mamy córkę 2,5-roczną. W naszym związku pojawiają się co jakiś czas problemy. Od około 8 miesięcy jest totalnie źle. Ja jestem osobą bardzo emocjonalną, potrzebującą uczuć, on za to jest bardziej oziębły i skąpy w uczucia. Ja widzę szklankę do połowy pełną, a on do połowy pustą. Mąż moim zdaniem zbyt często pije. W październiku 2010 stało się to już poważnym problemem. Mąż pił w ukryciu i wmawiał mi, że wypił tylko 3 piwa, a następnie odkrywałam butelkę po wódce. Było wiele rozmów z mojej strony i próśb. Byłam załamana. Ciągle to ja wyciągałam rękę, a teraz miałam tego dosyć. Przestałam już rozmawiać, bo nie miałam już na to sił, miałam dość płaczu. Przychodziłam z pracy, odbierałam dziecko, czekałam jak mąż zaśnie i oglądałam filmy, aby oderwać się od rzeczywistości, aby uciec. Pewnego dnia postanowiłam napisać do starego znajomego. Zaczęło się. Stałam się obojętna na starania męża, który rzucił palenie, starał się nie pić i obiecywał poprawę. Było mi łatwiej, bo z drugiej strony inna osoba obdarzała mnie miłością i doceniła to, czego nigdy mąż nie docenił. Wiem, stereotyp, normalka. Dzięki temu wyszłam z tego jakby obronną ręką, z tego załamania. Zaczęłam ponownie dostrzegać świat. Teraz znowu stan załamania powrócił. Sytuacja z mężem jest oschła; rozmowy na temat dziecka, pogody, a potem to już tylko rozgrzebywanie. Znajomy znowu liczy na coś więcej. Ja pewnie jestem w jakiejś iluzji lub pod wrażeniem tego nowego, bo wrażliwy taki sam jak ja, ale czy faktycznie. Poprzednio też myślałam, że jest ok i jak wyszło! Znowu ogarnia mnie bezradność, strach przed ruchem. Nie chcę krzywdzić dziecka - dla być może czegoś, co się rozpadnie. A z drugiej strony chcę być szczęśliwa. Od czego zacząć, ogarnia mnie duża niemoc. Płaczę cały dzień, nic mi się nie chce, coraz częściej szybko irytuję się na córkę. Jak sobie pomóc? Od czego zacząć? Proszę o szybką odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy mam dalej walczyć o męża?

Mam na imię Agata, mam 28 lat i wykształcenie wyższe. Jestem mężatką od 2 lat, a wcześniej przed ślubem mieszkaliśmy ze sobą 2 lata. Nie mamy jeszcze dzieci i póki co się o nie nie staraliśmy. Mąż 4 miesiące temu...

Mam na imię Agata, mam 28 lat i wykształcenie wyższe. Jestem mężatką od 2 lat, a wcześniej przed ślubem mieszkaliśmy ze sobą 2 lata. Nie mamy jeszcze dzieci i póki co się o nie nie staraliśmy. Mąż 4 miesiące temu powiedział mi, że chce rozwodu. Stwierdził, że to wszystko moja wina, przez "zakazy, nakazy i czepianie się, strojenie fochów" co mnie bardzo zraniło, ponieważ na 5 dni w tygodniu jestem poza domem (służę w Wojsku Polskim) i praktycznie widzimy się tylko w weekendy, więc jak to możliwe. Mąż ma dużo swobody, nigdy nie zabraniałam mu spotykania się z kolegami, realizowania własnych pasji a do tego pracuje do późnych godzin wieczornych. Wiem, że czasem okazywałam mu swoje niezadowolenie ale to dlatego, że tak bardzo chciałam z nim być jak przyjeżdżałam do domu. Od 4 miesięcy jest strasznie mimo, że tak bardzo się staram być dla niego miła, czuła itp. Jak jestem w miejscowości, w której pracuję to dzwoni do mnie, rozmawia ze mną normalnie jak kiedyś, a gdy przyjeżdżam do domu jest "awaria". Cały czas słyszę od niego, że chce rozwodu, że już mi nie wierzy, nie ufa i że ja nigdy się nie zmienię. Jest przy tym bardzo przykry, rani mnie słownie do granic możliwości a ja to znoszę. Jeszcze się nie wyprowadził ale w końcu to zrobi bo remontuje mieszkanie po babci. Jestem już tą sytuacją bardzo zmęczona bo ciągle walczę o nas a nie ma żadnych rezultatów, ciągle go kocham i nie chcę końca naszego związku. Dodam, że nie mamy żadnych problemów finansowych i oboje dobrze zarabiamy. Czy jest sens dalej o to walczyć? Co mam robić?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Płaczliwość - jak poradzić sobie z zachowaniem męża?

Mój mąż ciągle się nad sobą użala. Ja jestem osobą wrażliwą i czasem zdarza mi się płakać z bardzo błahych powodów, a on często obsypuje mnie smsami, że jest mu źle, jest głodny, nic sobie do pracy nie wziął, nie...

Mój mąż ciągle się nad sobą użala. Ja jestem osobą wrażliwą i czasem zdarza mi się płakać z bardzo błahych powodów, a on często obsypuje mnie smsami, że jest mu źle, jest głodny, nic sobie do pracy nie wziął, nie ma pieniędzy itp. Ja to wszystko biorę do siebie. On wie, że jestem bardzo wrażliwa (pewnie problem leży również po mojej stronie, ale nie potrfię go nazwać). Mąż wstaje w ostatniej chwili przed pracą, po czym mówi, że nie zdążył nic zrobić. Ja nie potrafię się bronić przed takimi atakami. W zamian za to płaczę i krzyczę, że to nie moja wina i że to ja potrzebuję opieki a nie on. Kiedy ma wolne, siedzi ciągle w pokoju albo przed komputerem albo leży i nic nie robi. Kiedy ja mówię, on się nie odzywa, ale widzę, że nie dociera to, co mówię. Jeśli już odpowiada to mówi "ty też"; "tobie też"; "oj daj mi spokój". Kiedy wraca z pracy od razu włącza komputer (przy czym nie robi nic ważnego), a ze mną się nawet nie przywita. Czuję się odtrącona. Mam wrażenie, że musi mi się coś stać, żeby zwrócił na mnie uwagę. Jesteśmy dopiero rok po ślubie, a on już nie ma o czym ze mną rozmawiać. Czasem wydaje mi się, że byłam bardzo zaślepiona i mogłam ze ślubem poczekać. Nie wiem co robić. Kocham go, ale prędzej czy później nie wytrzymam. Nie chcę zrobić jakiegoś głupstwa. Moja rodzina zauważyła, że przestałam się uśmiechać, że często płaczę. Czuję, że nie jestem teraz szczęśliwa. Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Ciągłe kłótnie z żoną - czy powinienem się rozwieść?

Codziennie kłócę się z żoną. Mamy dwójkę małych dzieci. Kocham je bardzo, ale nie wiem, czy kocham żonę. Czasami myślę, że tak, ale tak samo często myślę, że mnie po prostu wykańcza nerwowo. Jestem, tzw. DDA, ona jest osobą z...

Codziennie kłócę się z żoną. Mamy dwójkę małych dzieci. Kocham je bardzo, ale nie wiem, czy kocham żonę. Czasami myślę, że tak, ale tak samo często myślę, że mnie po prostu wykańcza nerwowo. Jestem, tzw. DDA, ona jest osobą z nerwicą, kiedyś leczyła się na depresję. Nie wiem, czy lepiej się rozwieść (dla mnie, dzieci, żony), czy ciągnąć sytuację. Ostatnio chodziliśmy na terapię małżeńską. Ona chodziła na terapię indywidualną, ale wydaje się, że nie ma efektów. Mam wrażenie, że co nie zrobię, będzie na pewno źle. Żona często jest agresywna wobec mnie, nawet ostatnio podczas kłótni prawie wybiła mi oko. Mówi, że powinienem sam pójść na terapię jako DDA, ale ponieważ tego jeszcze nie zrobiłem, to przez to nasz związek cierpi. Strasznie się z tym męczę. Dodatkowo utrudnia mi sprawę fakt, że jestem głęboko wierzącym katolikiem (mamy ślub kościelny) oraz bardzo kocham dzieci. Sam wychowywałem się bez ojca, więc chcę tego zaoszczędzić dzieciom, ale nie wiem, czy to tak naprawdę jest dla nich dobre.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Dlaczego tak zmieniłam się w ostatnim czasie i jak wyleczyć chorobliwą zazdrość o partnera?

Witam! Ostatnie kilka miesięcy mojego życia usłane było wieloma zmianami. Skończyłam studia, jednak nie pracuję w zawodzie, za to po 3 latach pracy, która dawała mi sporo satysfakcji, zmieniłam ją na taką, która daje mi spore profity materialne - za...

Witam! Ostatnie kilka miesięcy mojego życia usłane było wieloma zmianami. Skończyłam studia, jednak nie pracuję w zawodzie, za to po 3 latach pracy, która dawała mi sporo satysfakcji, zmieniłam ją na taką, która daje mi spore profity materialne - za to brak zadowolenia. Udało mi się za to nawiązać fajne kontakty i "na boku" rozwijam się w tym, co za parę miesięcy będzie - mam nadzieję - moją pracą docelową. Tuż przed zmianą pracy poznałam mężczyznę. Któregoś dnia mój poprzedni partner zapytał, czy nie mogłabym pomóc jego koledze w pracy papierkowej. Zgodziłam się. Kiedy weszłam do biura i został mi przedstawiony od razu zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Uśmiech, charyzma, podejście do życia - taki prawdziwy facet! Mimo, iż wszyscy byliśmy rówieśnikami wydał mi się zdecydowanie bardziej dorosły niż mój partner. Kilka spotkań a ja czułam, że wyrosły mi skrzydła. Czułam pewnego rodzaju przynależność, taką wzajemną. Wiedziałam, że to dobry kolega mojego chłopaka, nie mogłam traktować go jako potencjalnego partnera - zresztą jego podejście było takie samo, ale zawsze wchodząc do biura czułam ten znaczący ból brzucha, dziwny stres, On czerwienił się na mój widok, czasem miałam wrażenie, że atmosfera jest tak gęsta, że można ciąć ją nożem. Wiele rozmawialiśmy, opowiedział mi o swoich związkach, relacjach z kobietami, małych grzeszkach. Tak jak ja jemu. W zasadzie zaprzyjaźniliśmy się. Zwierzaliśmy z trudnych przeżyć z dzieciństwa, które nie ominęły ani jego, ani mnie. Wiedziałam, że jest typem faceta, który nie zdradza, ale gdy jest wolny - korzysta, zresztą w tym byliśmy podobni. Przez 3 miesiące sytuacja wyglądała tak, że ja potajemnie do niego wzdychałam ciągle tkwiąc w związku, który coraz częściej wydawał mi się infantylny i zmierzający donikąd. On opowiadał mi o relacji z której próbuje się wyplątać, gdyż był to związek z zajętą dziewczyną, która okłamywała go, że jest już wolna. Byłam trochę zazdrosna, ale czułam, że jest już bardziej mój niż jej... zresztą na tamten moment cała historia nie miała dla mnie większego znaczenia. Ja zostawiłam faceta i dosłownie rzuciliśmy się na siebie! Wiedziałam, że pokocham jak nigdy i tak się stało. Po 3 miesiącach, gdy przeglądał przy mnie telefon zobaczyłam SMS-y od tamtej dziewczyny. Nie chciałam się ujawnić, ale wybiegłam do łazienki i zwymiotowałam ze strachu, pomyślałam, że mnie oszukuje. Przyszedł do mnie i zapytał co się stało, musiałam powiedzieć, że kątem oka zobaczyłam jej imię, gdy przeglądał skrzynkę odbiorczą. Pokazał mi wszystko - nic się nie stało, wiadomości stare jak świat, nie skasował i już. Ochłonęłam, ale na chwilę... Po tym wydarzeniu, w którym tak naprawdę nie złapałam go na niczym, dostałam obsesji na punkcie tej dziewczyny, średnio raz w tygodniu poruszam ten temat, męczę siebie, jego przede wszystkim, nie umiem zrozumieć, dlaczego był w takiej relacji - nie pasuje mi to do mojego obrazu jego osoby. Mało tego, zaczęłam się zastanawiać, jaką ona miała wartość, przypomniałam gdy opowiadał mi, że między nimi jest jeszcze gorąco. Męczyłam się pytaniami, czy kochał bardziej niż mnie, czy wybrałby ją, gdyby zostawiła tamtego faceta, itd. Powraca do mnie w snach, czasem zaczynam myśleć o niej, śledzę ją na portalach społecznościowych - generalnie jest strasznie. Nigdy wcześniej nie robiłam takich rzeczy, gardziłam chorobliwą zazdrością, nie rozumiałam jej, potrafiłam z luzem i uśmiechem pokazać chłopakowi atrakcyjną dziewczynę, a teraz? Teraz panicznie boję się, że to mi go zabierze, że znajdzie kogoś lepszego. On już traci cierpliwość, mówi, że zacieram to co jest między nami takie piękne, że wracam obsesyjnie do czegoś co dla niego nie ma znaczenia, odpowiada przy tym na wszelkie pytania jakie mu zadaję, po to, żeby mnie uspokoić. Zapewnia, że wszystko co robi jest dla nas, dla mnie - że stara się jak nigdy, bo wreszcie ma dla kogo żyć. Wierzę mu, ale przychodzi chwila słabości i bach! Co się stało?   Byłam pewna siebie, przebojowa, nigdy nie dopytywałam, nie okazywałam takiej zazdrości, a teraz... tak jakby ktoś spuścił ze mnie powietrze.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Dlaczego się posypało?

Witam, jestem 24-letnim chłopakiem, dziewczyna zostawiła mnie po ponad 4 latach związku, nie mieszkaliśmy razem, ale spędzaliśmy ze sobą prawie każdą wolną chwilę. Aktualnie spotyka się z kolegą z pracy, zaczęła po tygodniu od zerwania ze mną. Zdaje mi się,...

Witam, jestem 24-letnim chłopakiem, dziewczyna zostawiła mnie po ponad 4 latach związku, nie mieszkaliśmy razem, ale spędzaliśmy ze sobą prawie każdą wolną chwilę. Aktualnie spotyka się z kolegą z pracy, zaczęła po tygodniu od zerwania ze mną. Zdaje mi się, że chłopak jej imponuje, wcześniej często o nim wspominała i porównywała nas na jego korzyść. Coraz częściej się kłóciliśmy i oddalaliśmy się od siebie, ona coraz częściej łamała nasze wewnętrzne zasady związku. Zaczęła pod koniec związku mówić o tym, czy do siebie pasujemy i czy nie warto nas przemyśleć. Poświęcała mi coraz mniej czasu, coraz lepiej czując się w pracy. Zaczęły się telefony i SMS-y z kolegą z pracy, mówiła, że to tylko kolega i nic więcej. Od ponad miesiąca nie jesteśmy razem, próbowałem wrócić, dzwoniłem, SMS-owałem i jeździłem do niej. Powtarzała, że taką podjęła decyzję i już jej nie zmieni. Tłumaczyła, że zawsze była względem mnie w porządku, że dawała mi sygnały, że coś jest między nami nie tak, a prawda jest taka, że ciężkie mieliśmy tylko 1,5 miesiąca... Po zerwaniu była dla mnie strasznie chłodna i obojętna, teraz też zdaje się w ogóle mną nie interesować, dzwoniła tylko raz, żeby zobaczyć, czy nic sobie nie zrobiłem. Powtarzała, że to moja wina, bo nie potrafiłem się zmienić i że do mnie na pewno nie wróci. Ja strasznie to przeżyłem, psychicznie i fizycznie. Dalej mam problemy z sercem, koncentracją, apetytem, snem i ciągle o niej myślę. Rozumiem, że nie ma szansy na to, że za mną zatęskni, że wróci. Dlaczego po tylu wspólnych latach postanowiła odejść i jeszcze tak szybko kogoś znalazła?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

W jaki sposób poradzić sobie z rozstaniem z mężem?

Witam serdecznie! Jestem załamana. Krótko spróbuje opisać moją tragiczną sytuację. 9 lat temu weszłam w związek z pierwszym facetem w moim życiu, nigdy z nikim nie byłam. Po 5 latach pojawiło się dziecko. 3 razy mieszkaliśmy w 3 różnych mieszkaniach...

Witam serdecznie! Jestem załamana. Krótko spróbuje opisać moją tragiczną sytuację. 9 lat temu weszłam w związek z pierwszym facetem w moim życiu, nigdy z nikim nie byłam. Po 5 latach pojawiło się dziecko. 3 razy mieszkaliśmy w 3 różnych mieszkaniach i 3 razy się wyprowadzałam. To 3 ostatnie było nasze kupione, wszystko w nim było wspólne, teraz gdy postanowiłam się wyprowadzić, bo mąż ciągle i tak nas stamtąd wyrzucał. Czuję, że zrobię dziecku krzywdę, ja zostałam z nim sama bez pracy, bez tv, pralki, mebli, samochodu. Nic nie mam. Miłości to miedzy nami nie było, ale jest dziecko, nie wiem czy powinnam wrócić. Tak strasznie się boję samotności i biedy. Proszę o pomoc!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak mam porozmawiać z mężem, aby wziął się do pracy?

Mam 34 lata, jestem w związku małżeńskim 9 lat, mam 2 dzieci. Mąż ma 39 lat, od 2 lat nie pracuje, nie ma żadnego dochodu i co najgorsze wcale do pracy nie zamierza iść. Wcześniej pracował dorywczo, ale od momentu...

Mam 34 lata, jestem w związku małżeńskim 9 lat, mam 2 dzieci. Mąż ma 39 lat, od 2 lat nie pracuje, nie ma żadnego dochodu i co najgorsze wcale do pracy nie zamierza iść. Wcześniej pracował dorywczo, ale od momentu kiedy otworzyłam działalność, zrezygnował z pracy (pracował 2,5 roku w delegacjach i nawet dobrze zarabiał). Otworzyłam działalność z 1 tys. zł w portfelu, nawet przez myśl mu nie przeszło z czego będziemy żyć. Początkowo szło bardzo źle, było mało zleceń, zapożyczyłam się u rodziny, aby nie umrzeć z głodu, do tej pory mam długi. Średnio zarabiam 1- 2,5 tys.zł/ m-c, choć są i takie miesiące, że nie mam nic po opłaceniu ZUS-u. Mamy kredyt mieszkaniowy, na wszystkie opłaty, utrzymanie domu zarabiam ja. Mąż się nie przejmuje niczym,leży całe dnie przed telewizorem,udaje, że szuka pracy. Dom jest zaniedbany, bo ja nie mam czasu sprzątać, a bardzo lubię porządek. W weekend sprzątam całą noc, aby jakoś wyglądał. Mam jeszcze działkę, na której uprawiam warzywa i mały sad, aby zaoszczędzić. Wstaję codziennie o 4.00, z pracy wracam 21-22.00. Nie mam siły, ledwo żyję, nie wiem jak długo wytrzymam tą harówkę, robię to tylko dla dzieci. Mam dosyć utrzymywania tego darmozjada, kiedy on przewala się na drugi bok ja siedzę jeszcze w pracy. Pomimo jego zapewnień, że chce iść do pracy nic się w tym kierunku nie zmienia od 2 lat. Cały czas słyszę, że przesadzam, żeby jeszcze coś zrobił w domu, ale on zawsze ma czas i ciągle słyszę "jutro". Nie wiem co mam dalej zrobić, jestem zmęczona fizycznie i psychicznie, zdarza mi się zasypiać na krześle albo przed komputerem nad niedokończoną praca. Moje życie to ciągły pęd, bieg, strach, że co będzie jak mi się nie uda, jak mi nie zapłacą w terminie za usługę, z czego zapłacę rachunki, czy będę miała na jedzenie dla dzieci, czy mi nie odetną prądu? Dużo pytań bez odpowiedzi. Ciągła szamotanina i walka o lepsze jutro. Wiem, że nie mogę zawieść. Mam ochotę zakończyć, to moje bezsensowne życie, ale nie mogę, nie mogę zostawić dzieci. One są sensem mojego życia. Do męża czuję jedynie żal i wielkie rozczarowanie. Wychodziłam za mąż z nadzieją, że we dwoje zbudujemy dom i razem będziemy dokładać do jednego garnka. Czuję do niego wstręt, marzę aby mnie zostawił i żebym nigdy nie oglądała jego gęby i nie słyszała jego szyderczego śmiechu. Wiem, że na niego nie mogę liczyć. Muszę liczyć sama na siebie. Co mam zrobić? Jak dalej żyć?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Patronaty