Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 9 0

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Depresja: Pytania do specjalistów

Dlaczego nie mogę znaleźć sensu życia i ciągle zmagam się z depresją?

Mam 55 lat, dobrze mi się powodzi - mam dom, dobrego zaradnego męża, zdrowe dorosłe dzieci, naprawdę niczego mi nie brakuje, oprócz odrobiny poczucia szczęścia. Prawdę mówiąc i aż wstyd się przyznać, ale ja nie umiem się nawet ''budować'' tym...

Mam 55 lat, dobrze mi się powodzi - mam dom, dobrego zaradnego męża, zdrowe dorosłe dzieci, naprawdę niczego mi nie brakuje, oprócz odrobiny poczucia szczęścia. Prawdę mówiąc i aż wstyd się przyznać, ale ja nie umiem się nawet ''budować'' tym co mam, jakbym tego nie doceniała i uważała, że mi się wszystko należy! Ale tak nie jest - ja po prostu tego nie potrafię zrobić mimo dobrych chęci i nie wiem dlaczego tak się dzieje. Do urodzenia 1-go dziecka pracowałam zawodowo, potem, za namową męża, zrezygnowałam z pracy, następnie było 2 dziecko i scenariusz powtórzył się. Cały czas było mi z tym źle, ale nie oponowałam zbytnio, gdyż pozwoliłam innym na wmówienie mi, że to dla dobra dzieci, a ponieważ wychowałam się w rodzinie patologicznej więc nigdy swoich potrzeb nie miałam (nie mówiąc już o marzeniach, zainteresowaniach, pasjach czy nawet gronie znajomych). Po drodze mojego małżeńskiego życia zaczęły się depresje - najpierw nierozpoznane poporodowe, a potem na tle nerwicy obsesyjno-kompulsywnej. Nie muszę wiele pisać jak w tym okresie przebiegało wychowywanie dzieci, ponieważ łatwo sobie wyobrazić matkę wiecznie płaczącą jak małe dziecko, izolującą się aby nikt nie rozpoznał jej stanu, wiecznie niezadowoloną, agresywną (bo nie potrafiłam wyrażać emocji, ani też o nich rozmawiać). Mąż ciągle nieobecny, zarabiający na luksus dla mnie - a ja w tym wszystkim sama, pogubiona, mimo swoich 30 wtedy lat bez wsparcia, pomocy, a wręcz pomagająca innym, bo tego ode mnie oczekiwała matka i chory od alkoholu ojciec. Totalna trauma. Wreszcie wylądowałam u psychologa, gdy na któreś święta nie wstałam z łóżka. Terapia trwała 14 lat, po drodze włączał się psychiatra na 2 lub innym razem 3 lata z psychotropami z czego p. psycholog nie była zadowolona, ale może dzięki niemu jeszcze żyję - tylko co to za życie! Ja nie potrafię żyć, cieszyć się, podnosić swojej niskiej samooceny nawet odnosząc nieraz sukces, mąż jest przerażony, ponieważ nic z tego nie rozumie, więc zaczęłam przed nim ukrywać swoje emocje, stałam się nijaka - kiedyś to chociaż płakałam, wpadałam we wściekłość, a teraz palę te swoje śmierdzące papierosy, popatrzę w tv, zrobię coś w domu, ale nie za wiele, gdyż mi się po prostu nie chce, zresztą już nie muszę i tak dzień w dzień. Do minimum ograniczam kontakty z ludźmi, gdyż nie chcę im opowiadać o sobie, a u nich wszystko zawsze OK, po amerykańsku, ale upojne w alkohol imprezy po polsku. Od 10 lat wpadam w obsesję, że się starzeję i nie chodzi tu bynajmniej o urodę, ale oto, że nic konkretnego nie robię, że nic nie zrobiłam dla siebie, że nawet nie jestem do końca zdrowa (nadal biorę psychotropy) nie mówiąc o szczęściu, które nie jeden człowiek odczuwałby będąc na moim miejscu. Ciągle czegoś szukam, potrzebuję, ale nie wiem co to jest, nie umiem nazwać. Ja chyba już sfiksowałam naprawdę. Nie chcę powtórki z psychologiem za dużo mnie to kosztowało, a leki zapewne nie wiele pomogą bez terapii. Jestem naprawdę zmęczona takim życiem i w dodatku w ciągłym lęku. Lęku nie tylko przed starością, bo tej mam nadzieję nie doczekać, ale lękiem wynikającym ze świadomości jak dalece pokancerowałam swoje dzieci, czym to w przyszłości trąci, jak długo mój mąż ze mną wytrzyma, oraz wiele innych zapewne irracjonalnych lęków, które mi na co dzień towarzyszą.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Nic mnie nie cieszy i cały czas płaczę - czy to depresja?

Od jakiegoś czasu nic mnie nie cieszy, cały czas plączę, kaleczę swoje ciało i kłócę się ze wszystkimi. Mam problem ze swoja psychiką - uważam, że nic mi się w życiu nie udaje, nie mogę znaleźć pracy, przez co kłócę...

Od jakiegoś czasu nic mnie nie cieszy, cały czas plączę, kaleczę swoje ciało i kłócę się ze wszystkimi. Mam problem ze swoja psychiką - uważam, że nic mi się w życiu nie udaje, nie mogę znaleźć pracy, przez co kłócę się z chłopakiem, który mnie utrzymuje, uważa że to moja wina, że jej nie mam. Cały czas czuję się gorsza od innych. Mam koszmary w nocy i coraz częściej myśli samobójcze. Naprawdę się staram, ale nic mi nie wychodzi, przynajmniej inni tak twierdzą. Nie chcę iść do psychologa, bo wstydzę się swoich obaw... Błagam, niech mi ktoś pomoże.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy mężczyzna może mieć depresję?

Witam, czy mężczyzna może mieć depresję? Mam 16 lat chodzę do technikum, ale od jakiegoś czasu mam tak, że ciągle odczuwam zmęczenie, potrafię rozmawiać tylko z osobami, które dobrze znam, z nowymi znajomymi trudno mi się rozmawia, zaczynam się jąkać, często boli mnie głowa.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Zmęczenie życiem - jak sobie poradzić?

Witam, mam prawie 20 lat. Odkąd pamiętam miałem myśli samobójcze, które pojawiały się ot tak. Jakieś 3 lata temu w wypadku zginął mój ojciec, a niedawno matka. Dzieciństwo miałem raczej nieciekawe, ponieważ ojciec był alkoholikiem, co wiązało się z...

Witam, mam prawie 20 lat. Odkąd pamiętam miałem myśli samobójcze, które pojawiały się ot tak. Jakieś 3 lata temu w wypadku zginął mój ojciec, a niedawno matka. Dzieciństwo miałem raczej nieciekawe, ponieważ ojciec był alkoholikiem, co wiązało się z awanturami w domu itd. Od jakiegoś czasu znowu mam takie dni kiedy myślę o śmierci, tylko teraz doszło do tego przygnębienie, mam np. tak, że przez parę dni myślę o najgorszych rzeczach, chce mi się płakać no i ciągle powracający temat śmierci. Myślę jak bym to zrobił - czy rozbijając się o drzewo motorem czy po prostu przedawkowanie leków/narkotyków (których nie biorę). Te dni są naprawdę ciężkie, nie odzywam się do nikogo, jak ktoś chce pogadać to dosłownie musi mnie ciągnąć za język. Po takich dniach przychodzą lepsze, ale nie na długo, bo za 2-3 dni znowu powracają te myśli. Mam tak od ok pół roku. Czy to jest normalne? Jestem już chyba za stary żeby myśleć, że jest to spowodowane okresem dojrzewania. Jak sobie z tym poradzić? Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Dlaczego wróciła depresja?

  Mam 32 lata jestem kobietą. 6 lat temu leczyłam się na depresję, a konkretnie nękały mnie lęki na temat śmierci, lęk przed śmiercią. Uczęszczałam na terapię dzienną i łykałam lek około 3 lat, nawet jak lęki już ustały. 3...

  Mam 32 lata jestem kobietą. 6 lat temu leczyłam się na depresję, a konkretnie nękały mnie lęki na temat śmierci, lęk przed śmiercią. Uczęszczałam na terapię dzienną i łykałam lek około 3 lat, nawet jak lęki już ustały. 3 lata temu wyjechałam z moim chłopakiem, z którym jestem od prawie 7 lat, za granicę - dwa razy do roku jestem w domu rodzinnym, na początku roku jestem ok. 2-3 miesiące i do tej pory nic się nie działo, ale w tym roku, po 3 tyg. od powrotu, znów mnie dopadło - jestem smutna, płakać mi się chce, popłakuję jak nikt nie widzi i mam ten cholerny ucisk, jakby dławienie ni to w żołądku ni to w brzuchu jak tylko dopada mnie myśl, że kiedyś trzeba będzie umrzeć wpadam w panikę… Strasznie mnie to męczy, czy ja już zawsze tak będę miała, czy muszę stale brać leki? Sytuacja rodzinna też nie jest za ciekawa - mama pracuje, brat (16 lat) się uczy i siostra (30 lat) bezrobotna, uczy się wieczorowo.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Co zrobić z nadwrażliwością na dotyk?

Od dłuższego czasu odczuwam nadwrażliwość na dotyk, nie odczuwam przyjemności z dotyku mojego partnera, za każdym razem jak próbuje mnie dotknąć odpycham jego dłoń gdyż przeżywam katusze, jakby milion gwoździ ktoś wbijał mi w ciało. Nigdy czegoś takiego nie odczuwałam,... Od dłuższego czasu odczuwam nadwrażliwość na dotyk, nie odczuwam przyjemności z dotyku mojego partnera, za każdym razem jak próbuje mnie dotknąć odpycham jego dłoń gdyż przeżywam katusze, jakby milion gwoździ ktoś wbijał mi w ciało. Nigdy czegoś takiego nie odczuwałam, co może być tego powodem? Dodam, że 20 miesięcy temu urodziłam dziecko, od 1,5 roku mam wszczepionego implanta antykoncepcyjnego, ostatnio też mam lekką depresję związaną z ciągłymi niepowodzeniami, ale nie sądzę żeby było to spowodowane depresją, bo co jakiś czas przechodzę depresję zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym i nigdy nie miałam takiej nadwrażliwości, zresztą żadnej. Proszę mi napisać co może być tego powodem? Ja wiem, że może ludzie mają większe problemy, ale mój wcale mi życia nie ułatwia :(. Za pomoc z góry dziękuję.  
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Czy pewnego dnia poczuję znów chęć do życia?

Witam, Mam 20 lat i jestem studentką II roku. Postanowiłam poprosić o poradę, gdyż ostatnio nie radzę sobie, zupełnie nie wiem co się ze mną dzieje... Zacznę od początku. Zawsze byłam pogodną, otwartą osobą, z ambicjami, tysiącami pomysłów na minutę,...

Witam, Mam 20 lat i jestem studentką II roku. Postanowiłam poprosić o poradę, gdyż ostatnio nie radzę sobie, zupełnie nie wiem co się ze mną dzieje... Zacznę od początku. Zawsze byłam pogodną, otwartą osobą, z ambicjami, tysiącami pomysłów na minutę, gotową by próbować realizować nawet te najbardziej szalone. Stawianie czoła trudnościom sprawiało mi swego rodzaju przyjemność, lubiłam wyzwania, moje życie towarzyskie było bogate, ciekawe. Tak było do sierpnia, wtedy poznałam chłopaka, w którym zakochałam się tak, jak jeszcze nigdy w nikim. Spędziliśmy całe 2 tygodnie razem, potem, ze względu na dzielącą nas odległość, kontakt ograniczał się do spotkań raz w miesiącu i tak jest aż do teraz. Jednak od sierpnia właśnie towarzyszy mi ciągły lęk - ze względu na dość rzadki kontakt, niepewność kiedy znów się zobaczymy i czy w ogóle... wiem, ze coś nas łączy, jednak żadne z nas do końca nie wie jak to dalej ma wyglądać, on wciąż boryka się z przeszłością - byłą dziewczyną, która wciąż chce do niego wrócić i nie daje mu o sobie zapomnieć. On z kolei mówi, ze chciałby być ze mną, ale boi się znów zaangażować. Wciąż się zastanawiam, czy taki lęk rzeczywiście istnieje? Czy to jakaś wymówka, bo sam nie wie czy chce ją czy mnie, więc stawia się w komfortowej sytuacji mając nas obie... To okropne, ale nie potrafię o nim zapomnieć, odizolować się od tej wyniszczającej mnie znajomości, ciągłej niepewności. Dziwi mnie też moja reakcja na tą sytuację, gdyż nigdy nie byłam tak wrażliwą osobą. Potrafiłam powiedzieć sobie „nie ten, to następny”, smutek utrzymywał się parę dni i szłam znów z uśmiechem przed siebie, czując że jeszcze wiele dobrych rzeczy może mnie w życiu spotkać. Teraz natomiast jestem kłębkiem nerwów. Nic mnie nie cieszy, mogłabym cały dzień przeleżeć i rozmyślać i płakać. Najprostsze rzeczy sprawiają mi problemy, nie mogę się nad niczym skupić, jestem niemiła dla znajomych, dla rodziny. Wiem, że sprawiam im przykrość, ale ja nie mam często nawet siły żeby się uśmiechnąć... Na pytania co się ze mną dzieje reaguję płaczem lub zamykam się w pokoju. Opuściłam się w nauce, przede mną sesja a mi jest wszystko obojętne - czy zdam egzaminy czy nie, przestało mieć to dla mnie znaczenie. Uczę się, bo wiem, że powinnam, wiem, że rodzice byliby zawiedzeni. Zawsze byłam jedną z lepszych uczennic - nie, rodzice nigdy nie zmuszali mnie do niczego, zawsze wspierali i wspierają, to ja sama zawsze chciałam być dobra we wszystkim co robię... Teraz marzę tylko o tym, żeby przespać to wszystko, spać i nie myśleć o niczym. Patrząc wstecz myślę, że pomimo tego, że zawsze chciałam wiele, ostatecznie nigdy nic nie szło po mojej myśli, wszystko okazywało się porażką. Wiec jeśli nigdy nic się nie udaje to po co próbować... Wydaje mi się nieprawdopodobne, że taka lawina negatywnych uczuć spowodowana jest tylko stanem zakochania i niepewności, a jednak od tego wszystko się zaczęło. Nie wiem co mam robić, czy ten stan sam przejdzie? Czy pewnego dnia obudzę się i znów poczuje chęć do życia? Znów będę osobą, którą byłam jeszcze pół roku temu? Chciałabym nie czuć tego co czuję teraz. Proszę o poradę i pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Boję się, że wraca depresja - co robić?

Od kilku dni, góra dwóch tygodni, dzieje się ze mną coś, czego nie potrafię zrozumieć. Ciągle łapię doły, płaczę zupełnie bez powodu. A jeśli już to powód jest niewielki. Czasem zamulam się, nic do mnie nie dociera, nic mi się...

Od kilku dni, góra dwóch tygodni, dzieje się ze mną coś, czego nie potrafię zrozumieć. Ciągle łapię doły, płaczę zupełnie bez powodu. A jeśli już to powód jest niewielki. Czasem zamulam się, nic do mnie nie dociera, nic mi się nie chce. Szybko się denerwuję, a potem boli mnie głowa... Ciągle jest mi smutno. Miałam tak kiedyś, tzn. jak miałam depresję ;(, ale od półtora miesiąca nie mam, od kiedy mam cudownego chłopaka było okej. Tylko teraz boję się, że depresja wraca.. ; /. Nie wiem co o tym myśleć, jak sobie z tym radzić. Bo jak na razie nie jestem jakoś w stanie się ogarnąć. Nie umiem podnieść się z dna. Czuję się znowu taka bezradna totalnie... Emilia, 15 lat.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Jak pomóc koleżance, która ma myśli samobójcze?

Witam, Mam 16 lat i chodzi o moją przyjaciółkę, która jest moją rówieśniczką. Prawdopodobnie ma ona depresję, a przynajmniej jej zachowanie na to wskazuje. Na pozór wszystko wygląda w porządku. Rozmawia z ludźmi, uśmiecha się, zachowuje się całkiem normalnie...

Witam, Mam 16 lat i chodzi o moją przyjaciółkę, która jest moją rówieśniczką. Prawdopodobnie ma ona depresję, a przynajmniej jej zachowanie na to wskazuje. Na pozór wszystko wygląda w porządku. Rozmawia z ludźmi, uśmiecha się, zachowuje się całkiem normalnie w towarzystwie innych. Jednak kiedy rozmawia ze mną na osobności zaczyna mówić, że pomimo tego, że nie jest sama, w jej życiu nie dzieje się nic aż tak strasznego, i tak czuje się nieszczęśliwa. Czegoś jej brakuje, a ona nie potrafi nic zmienić i nie liczy, że coś się polepszy. Czasami całkiem nie ma ochoty nikogo widzieć, twierdzi, że sobie nie radzi i tylko płacze po pokoju. Miewa także myśli samobójcze, wychodząc z założenia, że w sumie i tak wszystko jest bez większego sensu, i nawet jeśli chwile jest dobrze, zaraz się zepsuje. Wiem również, że, aby choć chwilę nie myśleć i męczyć się psychicznie, jako rozwiązanie tego, potrafi się samookaleczać, robiąc sobie np. siniaki. Twierdząc, że nie potrafi wytrzymać i musi jakoś rozładować tą wściekłość na siebie. Mogłabym pisać i pisać, podając co inne przykłady. Jednak myślę, że ten zarys wystarcza. Dodam jeszcze, że nie ma ciekawej sytuacji z rodzicami. Ojciec wyjechał za pracą do Anglii, a matka została tutaj, jakby nie patrzeć, przez córkę, bo ta nie chciała tam jechać. Dlatego czasami potrafi jej wypomnieć, że przyczynia się do rozpadu rodziny i ogólnie niespecjalnie mają ze sobą dobry kontakt, zazwyczaj ich rozmowy kończą się tylko pogorszeniem stanu koleżanki. Matka twierdzi tylko, że koleżanka swoim stanem stwarza tylko problemy i ich na siłę szuka, więc raczej na jej pomoc nie można tu liczyć. Straszna jest również ta jej huśtawka nastrojów i stan jakbym miała 2 koleżanki w jednej. Jednego dnia ma ochotę się zabić, a drugiego mówi, że jest fajnie, rozmawia z ludźmi, jakby nigdy nic. A za chwilę znowu to samo. Nic z tego nie rozumiem, całkiem 2 sprzeczne sytuacje. Zdecydowałam się napisać, ponieważ czuję się całkiem bezsilna w tej sytuacji. Staram się ją pocieszać, spędzać z nią czas, interesować się i w miarę możliwości pomagać. Jednak na dłuższą metę to nic nie daje. Wręcz gorzej pogarsza i mój stan. Przykładowo wezmę ją na spacer, rozśmieszam ją, staram się jakoś doradzić, pomoc, niby jest dobrze. Jednak za kilka godz chwile słyszę, że to i tak bez sensu, że nikt by się nie przejął jakby po prostu zniknęła. I jak ja mam się z tym czuć? staram się, tyle robię, i wszystko na nic? Jakby to w ogóle nie było ważne i dostrzeżone. Żebym nie wiem, co robiła i tak to na marne. Jednak jeszcze gorzej, jak całkiem nic nie zrobię. Dlatego proszę o pomoc, mam dość świadomości, że coś dzieje się z nią złego, a ja o tym wiem i nic mi się nie udaje zrobić. Męczy mnie to psychicznie, to ciągle zamartwianie, analizowanie i sama już mam tego też dość. Skoro ja nie umiem, to może jakiś psycholog? Mogłaby się tam udać bez wiedzy rodziców? Co robić? Z góry dziękuje za pomoc i przepraszam za tak długą wiadomość :)

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak rozmawiać z drugą połową, która ma depresję?

Witam, Moja druga połowa choruje od paru lat na depresję, zaczęło się mniej więcej 8 lat temu. Jesteśmy ze sobą 3 lata, mieszkamy ze sobą, o chorobie dowiedziałem się 1,5 roku temu nie wiedziałem. Choć wiedziałem, że było jej ciężko...

Witam, Moja druga połowa choruje od paru lat na depresję, zaczęło się mniej więcej 8 lat temu. Jesteśmy ze sobą 3 lata, mieszkamy ze sobą, o chorobie dowiedziałem się 1,5 roku temu nie wiedziałem. Choć wiedziałem, że było jej ciężko w życiu (rozwód rodziców, molestowanie i brak akceptacji przez mamę) teraz wiem wszystko, ale depresja jest cały czas w naszym związku. Nie potrafię jej pomóc. Jest mi ciężko też, ale pragnę zdrowia i szczęścia jej osoby. Potrzebuję pomocy. Uczęszczała na psychoterapię jak była na studiach, ukończyła ją (bo jak pani terapeutka powiedziała, była już gotowa). Choroba powróciła, wzięła leki, do tego czasu nic nie robiła ze swoim życiem - szukała kogoś, kto ją pociągnie dalej w dobrym kierunku, kto się nią zajmie. Myślałem, że byłem to ja, ale co się okazuje? Nadal coś jej nie tak. Boi się, nie czuje bezpieczeństwa :(. Parę razy chciała odchodzić, w końcu oprzytomniałem, skonsultowałem się z lekarzem - czekamy na wizytę i psychoterapię, ale do tej pory muszę mieć wskazówki jak z nią rozmawiać i podtrzymywać na duchu, pokazać, że chcę z nią rozmawiać i pragnę jej zdrowia, ale czasem już nie wiem co mam robić, a muszę utrzymać wszystko...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak sobie poradzić z przygnębieniem i myślami o śmierci?

Witam, mam prawie 20 lat. Odkąd pamiętam, miałem myśli samobójcze, które pojawiały się ot tak. Jakieś 3 lata temu w wypadku zginął mój ojciec, a niedawno matka. Dzieciństwo miałem raczej nieciekawe, ponieważ ojciec był alkoholikiem, co wiązało się z...

Witam, mam prawie 20 lat. Odkąd pamiętam, miałem myśli samobójcze, które pojawiały się ot tak. Jakieś 3 lata temu w wypadku zginął mój ojciec, a niedawno matka. Dzieciństwo miałem raczej nieciekawe, ponieważ ojciec był alkoholikiem, co wiązało się z awanturami w domu itd. Od jakiegoś czasu znowu mam takie dni kiedy myślę o śmierci, tylko teraz doszło do tego przygnębienie, mam np. tak, że przez parę dni myślę o najgorszych rzeczach, chce mi się płakać no i ciągle powracający temat śmierci. Myślę jak bym to zrobił - czy rozbijając się o drzewo motorem czy po prostu przedawkowanie leków/narkotyków (których nie biorę). Te dni są naprawdę ciężkie, nie odzywam się do nikogo, jak ktoś chce pogadać to dosłownie musi mnie ciągnąć za język. Najchętniej nie wychodził bym ze swojego pokoju, nic mi się nie chce. Nawet rodzina chyba to zauważyła, bo się pytali czy coś się stało, czy się może zakochałem itp., ja odpowiadam, że wszystko ok i jakoś leci dalej. Po takich dniach przychodzą lepsze (np. w szkole normalnie się zachowuję, ale może to z obawy przed innością?), ale nie na długo, za 2-3 dni znowu powracają te myśli. Mam tak od ok pół roku. Jak sobie z tym poradzić? Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Często płaczę i nic mi się nie chce - czy to początki depresji?

Jestem kobietą, mam 19 lat. W październiku zaczęłam studia i wyprowadziłam się od rodziców. Wydaje mi się, że od początku wakacji straciłam dobry humor, którego nigdy mi nie brakowało. Na początku to były tylko gorsze jakby dni, teraz rzadko mam...

Jestem kobietą, mam 19 lat. W październiku zaczęłam studia i wyprowadziłam się od rodziców. Wydaje mi się, że od początku wakacji straciłam dobry humor, którego nigdy mi nie brakowało. Na początku to były tylko gorsze jakby dni, teraz rzadko mam jakieś lepsze. Wspominając te wakacje, myślę, że były najgorsze ze wszystkich pod względem mojego samopoczucia, bo dostałam się na wymarzone studia. Schudłam wtedy dość znacznie, bo około 5 kg. Mam problem ze wstaniem rano z łóżka, nie chce mi się po prostu, i jak nie mam zajęć na uczelni, to nie wstaje przed 12, bo wtedy już najczęściej jestem głodna. Teraz zbliża się sesja, więc jakoś sobie rano powtarzam, że muszę i wstaję. Kiedyś nigdy nie płakałam. Teraz wieczorami często mam na to ochotę, czasami są dni, że cały dzień czuję się jakbym się miała zaraz rozpłakać. Staram się szukać dobrych stron, zajmować się nauką żeby nie myśleć o rzeczach przygnębiających na przykład, że nie mam chłopaka. Jestem dość zadowolona ze swojego wyglądu i z charakteru, ale fundamenty mojego dobrego zdania o sobie cały czas są naruszane przez to, że żaden chłopak się mną nie interesuje. Wydaje mi się to żałosne... Nie mam samych czarnych myśli, widzę często dobre strony życia, ale tak częste uczucie przygnębienia i obojętności trochę mnie martwi, zastanawiam się czy to się nie pogłębi... Macie dla mnie jakąś radę?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Depresja małżonków - jak sobie poradzić?

Witam, mam 24 lata i od trzech lat jestem mężatką. Mamy z mężem córeczkę, która jest dla mnie najcenniejszą i najbardziej kochaną osobą na tym beznadziejnym świecie. Moi drodzy, od pewnego czasu zaczęliśmy się z mężem strasznie kłócić. Przyczyną naszych...

Witam, mam 24 lata i od trzech lat jestem mężatką. Mamy z mężem córeczkę, która jest dla mnie najcenniejszą i najbardziej kochaną osobą na tym beznadziejnym świecie. Moi drodzy, od pewnego czasu zaczęliśmy się z mężem strasznie kłócić. Przyczyną naszych kłótni są często sprawy związane z naszą trudną sytuacją finansową, a jeszcze częściej całkiem przyziemne sprawy, że tak powiem pierdoły... Bardzo oddaliliśmy się od siebie. Nie doceniamy siebie nawzajem. Czuję się sama, nie mam na nic siły ani ochoty, widzę w sobie same wady, mam wrażenie, że nie sprawdzam się w roli żony ani matki i przez to ze mąż mnie nie docenia... Ostatnio stwierdził, że ma depresję. Wszystkie swoje zawodowe niepowodzenia odreagowuje na mnie, co często odbija się na dziecku, bo staję się bardziej nerwowa, mąż czasem zagląda również do kieliszka. Wcześniej miałam wrażenie, że nie dorósł do bycia ojcem, ani do tego żeby założyć i utrzymać rodzinę. Jednak teraz wydaje mi się, że sobie z wieloma rzeczami nie radzi, że ma problem, którym jest depresja. Przez przypadek natknęłam się na Wasz portal i po uważnym przeczytaniu każdego artykułu wydaje mi się, że ze mną również jest coś nie tak. Mąż nie ma we mnie wsparcia, bo wszystko mnie zaczęło przytłaczać, z niczym sobie nie radzę. Staram się być silna ze względu na córeczkę, ale już nie daję rady. Co w takim przypadku? Jak mamy sobie na wzajem pomagać, wspierać się w tych trudnych chwilach, skoro żadne z nas nie może sobie poradzić ze sobą? Proszę pomóżcie mi, nam :(

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy poprawa stanu syna jest spowodowana przez leki?

Umieściłam swego 19-letniego syna w szpitalu wbrew jego woli, diagnoza brzmi: „epizod depresyjny i zaburzenia schizotypowe”, przebywa tam już ponad miesiąc. Widać poprawę - rozmawia, na przepustkach włącza się do życia domowego, wcześniej przez ponad miesiąc nie wychodził ze...

Umieściłam swego 19-letniego syna w szpitalu wbrew jego woli, diagnoza brzmi: „epizod depresyjny i zaburzenia schizotypowe”, przebywa tam już ponad miesiąc. Widać poprawę - rozmawia, na przepustkach włącza się do życia domowego, wcześniej przez ponad miesiąc nie wychodził ze swego pokoju, nie rozmawiał, nie utrzymywał żadnych kontaktów towarzyskich. Doceniam to, co się dzieje, ale czy to tylko wpływ leków? Obawiam się, że syn pogodził się z tym gdzie jest, bierze co dają, ale nie jestem pewna czy ma świadomość swojej choroby - próbowałam z nim o tym rozmawiać, ale chyba nie jestem odpowiednią osobą. Syn ma do mnie dużo złości i żalu. Problemy zaczęły się od zwykłych konfliktów domowych, kiedy zorientowałam się, że to nie tylko bunt i złość było już źle. Ciągle trudno nam się rozmawia, więc nie wiem w jaki sposób i jaką wiedzę mam mu przekazać, skoro on sam niczego nie jest ciekaw. Chyba się zaplątałam, ale chodzi mi o to na ile ważna i potrzebna jest mu wiedza o tych zaburzeniach, jak pomóc mu pogodzić się z myślą, że to nie mój wymysł, tylko faktycznie choroba, i jak sobie z tym radzić? On o nic nie pyta, niczego nie szuka, a przed rokiem był jeszcze bystrym i ciekawym człowiekiem.

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy to, że mam złe wyniki w nauce i nie mogę się skupić może być spowodowane depresją?

Więc mam 14 lat i szczerze mówiąc to załamały mnie moje oceny na 1 semestr. Rodzice pewnie mnie okrzyczą. Mama już nie raz mówiła, że nie ma zamiaru się za mnie wstydzić, a teraz znowu musi. Chce, żeby moi rodzice...

Więc mam 14 lat i szczerze mówiąc to załamały mnie moje oceny na 1 semestr. Rodzice pewnie mnie okrzyczą. Mama już nie raz mówiła, że nie ma zamiaru się za mnie wstydzić, a teraz znowu musi. Chce, żeby moi rodzice wreszcie mogli mi z uśmiechem na twarzy powiedzieć "Córko jestem z ciebie dumny/a". Tak bardzo tego chcę, ale nie umiem się przyłożyć do nauki, próbuję dawać z siebie wszystko, ale to na nic. Nie mam zapału, po prostu nie mogę wstać i zajrzeć do książki, mimo że nie mam co robić. Chcę również iść na medycynę, jednak moje oceny pozastawiają wiele do życzenia... Powoli nie wiem czego chcę, a swoje marzenie o byciu lekarzem chyba porzucę. W dodatku moja przyjaciółka zmienia szkołę i ogólnie się wyprowadza, powiedziała, że nie chce z nikim utrzymywać kontaktu, również ze mną. Nie chcę stracić przyjaźni z nią, natomiast chłopak, który mi się podoba ma dziewczynę. Dręczy mnie nie mal wszystko, ale najbardziej mina zawiedzionych rodziców. Od wczorajsza mam myśli samobójcze - uważam, że osób takich jak ja jest wiele i to czy umrę nie zrobi wielkiej różnicy, chce mi się płakać. Jutro mam zamiar iść do szkolnego psychologa. Czy jest możliwość depresji? Wiem moje powody są błahe, jednak nie daję rady...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Dotyczy: Neurologia Depresja

Czy można pokonać depresję bez porady specjalisty?

Witam, nie wiem od czego zacząć... Czuję się taka beznadziejna, zmarnowana, stracona, szkoda, że żyję - nie wiem po co właściwie. Moje problemy zaczęły się od kilku tygodni. Kompleksy, niska samoocena, zaczęłam udawać kogoś, kim nie jestem, aż...

Witam, nie wiem od czego zacząć... Czuję się taka beznadziejna, zmarnowana, stracona, szkoda, że żyję - nie wiem po co właściwie. Moje problemy zaczęły się od kilku tygodni. Kompleksy, niska samoocena, zaczęłam udawać kogoś, kim nie jestem, aż w końcu poczułam się nikim. I poznałam ją, moją przyjaciółkę - fobię społeczną. Miewam myśli samobójcze, nie wiem jak sobie radzić z depresją, chodzę non stop przybita. Najbardziej mnie dobija szkoła i to, że mam 19 lat i mi nic nie wychodzi - nie mam wzrostu, urody, rozumu, głosu, mam wadę wzroku, czuję się źle z tym. Nie wiem co robić, nie chcę iść do specjalisty. Jak mogę sobie z tym sama poradzić? Czy są na to jakieś leki?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Chcę popełnić samobójstwo - czy jest jakaś rada na moje problemy?

Nikt mnie nie kocha! Nie mam prawdziwej rodziny :( Dokładnie mieszkam z dziadkami. Moja mama żyje, ale opiekuję się moją siostrą. Mam też brata, który mieszka już sam. To było tak: Moja mama miała mnie z moim tatą. Gdy się...

Nikt mnie nie kocha! Nie mam prawdziwej rodziny :( Dokładnie mieszkam z dziadkami. Moja mama żyje, ale opiekuję się moją siostrą. Mam też brata, który mieszka już sam. To było tak: Moja mama miała mnie z moim tatą. Gdy się urodziłam, chcieli mnie zostawić, ale dziadkowie od strony mamy mnie przygarnęli. Potem moja mama wyszła za innego. Teraz rozwiodła się z tamtym i wyszła za znowu innego. Rafał jest spoko, ale... Moi dziadkowie zaczęli starać się o prawa do mnie, by dostawać na mnie kasę. A moja mama, gdy podrosłam, zaczęła mnie znowu chcieć. Ja też wolałabym z nią mieszkać, ale nic nie mówiłam, bo nie chciałam sprawić dziadkom przykrości. Moja babcia ma straszne huśtawki humoru. Niby mówi, że mnie kocha, ale się mnie wypiera, a ja to widzę/odczuwam. Ma "kochanka", mój dziadek nic o tym nie wie, ale ja wiem. Lubię nawet tego faceta, bo daje mi kasę itp. Ale dziś przyszedł do mnie kumpel. Wiedziałam, że przyjdzie też ten "pan", więc spławiłam go jak najszybciej. Ale mam taką naturę, że jestem strasznie miła. I jak on poszedł, to ona mi wylatuje: - Po coś go sprowadzała?! Robisz to specjalnie, żeby nikt nie przychodził do mnie?! Jak do mnie we własnym domu nie mogą przychodzić, to do ciebie nikt nie przyjdzie, bo go wywalę! Ona robi tak zawsze. Ja po prostu mam już tego dość. Miałam takie ambitne marzenia, a cała moja rodzina je psuje. Oni wmawiają mi okropne irytujące rzeczy. Albo to: -Masz się uczyć! - Przecież mam same 4 i 5. - Powinnaś mieć 5 i 6! Nie będą przychodzić do ciebie "przyjaciele", tylko won do lekcji! A później zaczęła mnie przytulać i mówić: - Nie płacz, ja cię kocham. Mam tego dość. Teraz marzę już tylko o samobójstwie. Zamierzam się powiesić na dworze :<  

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Jestem przygnębiona - czy to już depresja?

Mam 16 lat, jestem dziewczyną. W ciągu ostatnich dwóch czy trzech miesięcy moje podejście do świata nieco się zmieniło. Wcześniej byłam bardzo ambitna, zawsze w centrum wydarzeń, organizowałam wszelkie wyjścia ze znajomymi i na każdym się zjawiałam. W październiku zaczęłam...

Mam 16 lat, jestem dziewczyną. W ciągu ostatnich dwóch czy trzech miesięcy moje podejście do świata nieco się zmieniło. Wcześniej byłam bardzo ambitna, zawsze w centrum wydarzeń, organizowałam wszelkie wyjścia ze znajomymi i na każdym się zjawiałam. W październiku zaczęłam mieć problemy z chłopakiem, równocześnie nieco pogorszyły się moje wyniki w nauce, miałam też sprzeczki z przyjaciółmi. Na początku grudnia mój związek ostatecznie się rozpadł, sytuacja w szkole nie poprawiła się, ograniczyłam kontakty z dotychczasowymi znajomymi i zaczęłam więcej rozmawiać z chłopakiem, który jest wiecznie przygnębiony, bo rozmowy z nim wydawały mi się "głębsze". Koniec grudnia przyniósł mi kolejne rozczarowania - przyjaciółka próbowała popełnić samobójstwo, sylwester nie udał się, podobnie jak święta, których "magii" w ogóle nie czułam. W tym miesiącu opuściłam już dwa dni szkoły, co nigdy mi się nie zdarzało - przebywałam z niedoszłą samobójczynią. Po jednym z takich spotkań nie mogłam zrobić nic innego oprócz płakania, mimo że nie miałam żadnego konkretnego powodu. Teraz mam problemy ze snem, w nocy nie mogę zasnąć, a po południu nie mogę się obyć bez drzemki. Nie mam ochoty spotykać się ze znajomymi, denerwuje mnie ich śmianie się ze wszystkiego. Wydaje mi się też, że najbardziej wartościowych przyjaciół straciłam. Często czuję, że w jakiś sposób zaniedbuję rodziców, że mogłabym więcej z nimi przebywać. Na lekcjach nie widzę sensu robienia notatek i nie mogę się skupić na słowach nauczycieli. Czuję, że dawno nie było ze mną tak źle. Warto dodać, że w mojej rodzinie problem depresji jest bardzo często spotykany. Mój ojciec, jego matka i jej siostra - wszyscy cierpieli na tę chorobę. Spotykam się z różnymi opiniami - niektórzy twierdzą, że skłonności depresyjne są dziedziczne, inni, że można "zarazić" się złym humorem od chorego członka rodziny, jednak teraz mój ojciec czuje się dobrze. Nie wiem, co się ze mną dzieje. Czy to zwykłe przygnębienie, czy może coś poważniejszego? Czy może to być spowodowane wcześniejszymi problemami tego typu w mojej rodzinie? Jak sobie z tym poradzić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Czy mąż wyleczy się z lęków, które go nękają?

Mam 29 lat i jestem mężatką od 10 lat. Mój mąż jest ode mnie starszy. Przez ostatnie dwa lata miał pewne ataki, typu zawroty głowy lub ucisk. Po wizycie u lekarza przyjęliśmy do wiadomości, że ma problemy z kręgosłupem, co...

Mam 29 lat i jestem mężatką od 10 lat. Mój mąż jest ode mnie starszy. Przez ostatnie dwa lata miał pewne ataki, typu zawroty głowy lub ucisk. Po wizycie u lekarza przyjęliśmy do wiadomości, że ma problemy z kręgosłupem, co jednak później okazało się nieprawdą. Mąż coraz częściej zaczął narzekać to na głowę, to na żołądek, jak i również serce. Po zrobieniu wszystkich badan (również tomografii głowy) i po paru wizytach pogotowia w naszym domu okazało się, że choruje na depresję lekową. Skierowaliśmy się do specjalisty i zaczęło się leczenie - co miesiąc zmiana leku, ponieważ mąż przeważnie pod koniec miesiąca czuł się źle i nadal tak jest. Trwa to już 8 miesięcy, wiem, że potrzeba na to czasu. Jestem bardzo cierpliwa, ponieważ bardzo go kocham i wspieram jak tylko mogę i on o tym wie. Jednak w tym problem, że nie wiem czy w ogóle z tego wyjdzie, co jakiś czas ma załamania i wtedy jest bardzo źle, bo ma urojenia, typu, że to już koniec, wylew, zawal itp. Nie wiem co mam dalej robić w złych momentach sama się zastanawiam, czy mu coś nie jest mimo dobrych wyników badań. Nie wiem tez jak to długo potrwa i na jak długo mi starczy sił. Czy z tej choroby można się naprawdę wyleczyć, czy będziemy mogli kiedyś żyć jak dawniej?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy depresja jest przyczyną wątpliwości?

Witam, mam 24 lata, a moja dziewczyna ma 25 lat (będę ją oznaczał inicjałem K.), jesteśmy razem już od 5 miesięcy. Poznaliśmy się na studiach i przez cały czas studiów byliśmy znajomymi. Wychodziliśmy na piwo (w grupie) itp. Ona miała...

Witam, mam 24 lata, a moja dziewczyna ma 25 lat (będę ją oznaczał inicjałem K.), jesteśmy razem już od 5 miesięcy. Poznaliśmy się na studiach i przez cały czas studiów byliśmy znajomymi. Wychodziliśmy na piwo (w grupie) itp. Ona miała chłopaka, z którym była 7 lat. Pod koniec studiów coś pękło i zaczęliśmy się wzajemnie przyciągać. W jej związku zaczęły się znaczne komplikacje, z powodu różnych celów życiowych. Wkrótce postanowiła się rozstać ze swoim chłopakiem i w niedługim czasie zaczęliśmy się spotykać. Było świetnie, oboje czuliśmy jakbyśmy się znali od zawsze. Przedstawiliśmy się nawet swoim rodzinom. Ale od pewnego czasu coś się zmieniło. Przed Sylwestrem, gdy byłem w jej domu rodzinnym (pochodzimy z różnych miejscowości) powiedziała mi, że ma depresję. Był to nawrót choroby, gdyż na początku ubiegłego roku miała ją po raz pierwszy po śmierci ojca. Pani doktor przepisała K. inne leki niż za pierwszym razem i chyba nie bardzo się sprawdziły, bo jej się pogorszyło zamiast poprawić. W momencie gdy jej się pogorszyło K. zaczęła myśleć o swoim byłym chłopaku (dodam, że mają ze sobą kontakt). W rozmowie ze mną powiedziała, że zaczęła mieć wątpliwości odnośnie naszego związku, że nie wie czy coś do niego jeszcze czuje i że nie wie czy to przez tą depresję. Wcześniej mówiła, że jest ze mną szczęśliwa i że bardzo się zaangażowała w ten związek. Moje pytanie brzmi następująco: czy powodem tych wątpliwości może być właśnie depresja? Poprzedni związek trwał dosyć długo bo 7 lat, więc jej były chłopak był z nią także w trudnych sytuacjach i może przez to właśnie teraz w trudnej sytuacji o nim myśli? Rozmawialiśmy oczywiście o wszystkim i ona mówi, że teraz niczego nie jest pewna i ciężko jej podejmować jakiekolwiek decyzje. Bardzo mi na niej zależy i chciałbym jej pomóc zmagać się z tą chorobą. Dodatkową przeszkodą jest oddzielająca nas odległość, ponieważ K. wróciła do domu, aż jej się polepszy. W jaki sposób powinienem walczyć o ten związek? A może nie powinienem teraz wywierać żadnego nacisku i dać jej czas? Zupełnie nie wiem jak się zachowywać w stosunku do niej. Zetknąłem się z depresją po raz pierwszy. Proszę o poradę

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty