Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 9 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Depresja: Pytania do specjalistów

Jestem na granicy wytrzymałości - może to depresja?

Witam, mam taki problem: bardzo się przejmuję uwagami ludzi, ktokolwiek na mnie spojrzy krzywo, np. w sklepie, od razu biorę to do siebie, że coś jest ze mną nie tak. Chciałabym mieć chłopaka, ale z drugiej strony boję się odrzucenia,...

Witam, mam taki problem: bardzo się przejmuję uwagami ludzi, ktokolwiek na mnie spojrzy krzywo, np. w sklepie, od razu biorę to do siebie, że coś jest ze mną nie tak. Chciałabym mieć chłopaka, ale z drugiej strony boję się odrzucenia, poniżenia i wszelkich form urazu. Jak patrzę na związki mojej siostry z mężczyznami to tym bardziej boję się podjęcia decyzji o poznaniu kogoś. Ją np. ostatni facet oszukiwał, że ją kocha, ona zamieszkała z nim przez niecały rok gotowała, prała mu, aż w końcu przyznał się, że nigdy jej chyba nie kochał. Zresztą nie wiem gdzie spotkać fajnego chłopaka, w mojej miejscowości same menele. Na portalach internatowych niby są, ale nie mam odwagi spotkać się z nimi osobiście. Często użalam się nad sobą, płacze bez powodu. Jest mi ciężko. Zwłaszcza w ostatnim czasie gwoździem do trumny był dla mnie po raz kolejny niezdany egzamin. W takich chwilach porażek powtarzam sobie, że jestem do niczego, nic nie osiągnęłam i nie osiągnę i znowu płaczę. Z moją matką też nie dogaduję się najlepiej, obydwie na siebie krzyczymy, a ja jeszcze trzaskam drzwiami, boję się, że pewnego dnia zrobię krzywdę jej lub sobie. Ma do mnie pretensje, że jej w czymś nie pomogę, tylko leże i płacze. No i ma rację pewnie, a ja nie mam motywacji by coś zrobić. Może to depresja? Proszę, pomóżcie! Jestem na granicy wytrzymałości.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Nic mnie nie cieszy - jak odnaleźć sens życia?

Mam piętnaście lat. Nic w moim życiu nie ma sensu. Już od dawna nic mnie nie cieszy. Albo mało co. Czytam dużo książek i często oglądam filmy. Wykreowałam sobie wizję wspaniałego, pełnego przygód i nadzwyczajnego życia, która nijak się ma...

Mam piętnaście lat. Nic w moim życiu nie ma sensu. Już od dawna nic mnie nie cieszy. Albo mało co. Czytam dużo książek i często oglądam filmy. Wykreowałam sobie wizję wspaniałego, pełnego przygód i nadzwyczajnego życia, która nijak się ma do rzeczywistości. Przypuszczam, że zwykłe życie prostego człowieka nigdy nie będzie mi się wydawało dosyć atrakcyjne. Wiem jednak, że żyją tak miliony ludzi. Na świecie nie ma superbohaterów i marzenia bardzo rzadko się spełniają. A jeżeli już się spełnią, to tylko te najbardziej realne. To nie fair, że dostałam tylko jedno życie i nie mogę być nikim innym. Jestem w pierwszej liceum. Nie ma pojęcia, na jakie pójdę studia. Może to z lenistwa, a może z powodu depresji nawet nie chcę myśleć o przyszłości. Nie chcę jej mieć. Często myślę sobie, że chciałabym umrzeć. Gdyby tylko od mocnego "chcenia" śmierci można było umrzeć! I to w takim momencie, w którym nie żałowałabym już tego świata, który jest może i piękny, ale nie dla mnie. Nie dogaduję się z normalnymi ludźmi. Najwyżej z rodziną. Niewiele jest osób, z którymi mogę szczerze porozmawiać. W klasie z koleżankami jedyne tematy to użalanie się na szkołę i na nauczycieli. Z jedną dziewczyną mogę obgadywać ludzi. W sumie to ja wycofuję się z życia społecznego. Chciałabym zamknąć się w sobie i nie musieć już walczyć z całym światem. Przypuszczam też, że nie da się mnie wyleczyć. Korzystam z "usług" pani psychiatry. Po części skutkują. Rzadsze są moje natręctwa. Myśli typowo samobójczych nie mam - i tak nie miałabym odwagi się zabić. Po prostu bardzo często nie chcę już żyć. I tu jest pytanie: Czy da się wyleczyć moje myślenie? Moje postrzeganie świata? Jego odbiór i moje uczucia? Nie. Ciekawe, czy osoby rzekomo wyleczone z depresji zmieniają się diametralnie i cieszą się wszystkim. Pewnie nie. Na pewno pozostaje ten lęk. Lęk przed świadomością. Mój lęk przed świadomością jest czasem bardzo silny. Niestety, zdaję sobie sprawę z tego, że postacie z książek są nierealne i nie są ludzkie. I nie mam szans być żadną z tych postaci. Szkoda, że nie da się zmienić osobowości. Myślę, że postawa pesymisty jest lepsza niż optymisty. Pesymista widzi wiat bardziej realnie, bowiem bliższy jest on wyobrażeniu zła. Optymista zaś widzi świat przez pryzmat... w sumie nie wiem czego. Chyba własnej radości. Proszę o odpowiedź na nurtujące mnie pytania, której udzielenie, mam nadzieję, ułatwi mój "wywód": 1. Czy mój problem nie jest raczej natury filozoficznej lub duchowej niż psychicznej? 2. Czy moje życie ma sens, mimo iż go nie dostrzegam? A może, jeżeli nie czuję się na tym świecie dobrze, jestem niezamierzonym przez Boga lub siłę wyższą dziełem przypadku? 3. Czy kiedyś wyjdę na prostą, czyli czy kiedyś coś będzie mnie prawdziwie cieszyć bez zatracania świadomości, że istnieją rzeczy złe i że świat nie jest do końca piękny? 4. Czy kiedyś zrozumiem lub choć zauważę, że są rzeczy lepsze niż te, które odrywają mnie od rzeczywistości, czyli komputer, telewizja, książki i sen? Bo na razie właśnie uciekam od rzeczywistości, która mi się w ogóle nie podoba. A w szczególności szkoła. Z góry dziękuję za choćby najmniejszą, ale wartościową poradę.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Chcę żyć, lecz nie mam ochoty - co robić?

Jestem Marek, mam lat 14 i chodzę do II kl. gimnazjum. Bardzo proszę o pomoc - nie wątpię, że mam coś w stylu depresji albo czegoś innego. "Chcę żyć, ale nie mam ochoty" - tak czuję, myślę, nawet nie mam...

Jestem Marek, mam lat 14 i chodzę do II kl. gimnazjum. Bardzo proszę o pomoc - nie wątpię, że mam coś w stylu depresji albo czegoś innego. "Chcę żyć, ale nie mam ochoty" - tak czuję, myślę, nawet nie mam na to wpływu o czym myślę, to naprawdę jest trudne, nad niczym nie mogę się skupić, skoncentrować nawet na najprostszej czynności. Zbyt wiele rzeczy mi chodzi po głowie. Nie mam ochoty wstać z łóżka, cieszyć się pogodą albo szkołą - wiem, że na pewno nic dobrego mnie nie czeka. Jeśli miałbym opisać swój "typ" charakteru to by było bardzo ciężko określić i napisać. Ogólnie jestem pesymistą, osobą bardzo wrażliwą, takim jakby życiowym nieudacznikiem. Te cechy wykształciły się w dzieciństwie pod wpływem otoczenia, mediów, nawet od rodziców. Choć mam tylko 14 lat niebawem 15, ale zaczynam przekonywać się, że dla mnie życie będzie do niczego. Raczej mam problemy z własną osobowością, zaczynam się gubić i jak powyżej - nie mam ochoty żyć. Lubię muzykę i co jest moją ogromną pasją, ale i też takim jakby negatywnym ciężarem dla mojej duszy. Pisałem, że jestem bardziej wrażliwy niż inni na otaczający świat, bardziej się przejmuję niektórymi rzeczami niż inni. Słucham w większości smutnych piosenek, głównie o śmierci, złości, nieudanym życiu - tym, co oddaje mnie. Przykładowo Evanescence, Nightwish, Epica, Lacuna Coil i tym podobne - może dziwne, ale bardzo do mnie trafia. Nie pamiętam kiedy byłem kiedyś "na serio" szczęśliwy albo uśmiechałem się, bo po prostu "moje ja" tego chciało. Tyle co ja przeżyłem to było życie na pokaz. Nienawidzę mówić o sobie tym bardziej się otwierać przed kimś. Nienawidzę siebie, mam siebie dość. To by było na tyle co czuję. Chcę powiedzieć, że chodzę do psychologa, tak, tylko że mam wrażenie, że nie chce pomóc, tylko zarobić - chcę z tym skończyć, bo to więcej mi złych rzeczy to dało niż pożytku. Dostałem przez to wszystko kuratora i sprawę w sądzie, że jestem niby jakiś inny - możliwe, że niezrównoważony psychicznie. Wychowany w pijackiej rodzinie. Załamałem się, nie potrafię żyć tak jak inni. http://portal.abczdrowie.pl/pytania/trudne-dziecinstwo-jak-przetrwac-i-byc-normalnym - tu już opisywałem swoją sytuację w domu, ale poszedłem do "psychologa" - tak, mam pretensje do samego siebie. Ja już nie wytrzymuję. T odwiedzanie kuratora - rodzice próbujący zrobić ze mnie kozła ofiarnego, że zniszczyłem im życie (jakby oni mi tego nie robili swoim piciem, prawda?). Próbowałem sobie pomóc, ale jeszcze bardziej zaszkodziłem. Już kilka lat temu byłem w tak zwanej depresji, teraz się męczę życiem. Nachodzą mnie myśli typu: „co ja takiego zrobiłem?” - zawsze starałem się być najgrzeczniejszy, najbardziej pomagałem, starałem się być wzorowy i serdeczny tylko, że to też mi niszczy życie. W szkole wyzywają mnie od pedałów, ciot idiotów - to już mnie wykańcza, chcę się zabić, ale wciąż mam taką głupią "nadzieję". Własny ojciec mi powiedział: "nadzieja matką głupich, a matka bardzo kocha swoje dzieci" i do tego się coraz bardziej przekonuję. Jestem osobą wierzącą zaczynam tracić wiarę w to, że będzie lepiej, że będzie cud. Chciałem się zabić bez bólu tabletkami, ale pomyślałem co sobie Bóg pomyśli o mnie i co będzie potem? Sam już nie wiem co myśleć, wszyscy mnie wyzywają, denerwują - mam wrażenie, że mnie nawet Kościół nie chce, a czemu? Moja orientacja - to, czego najbardziej mam dosyć i czego się wstydzę. Jestem biseksualny nie chcę wypowiedzi w stylu „jesteś młody, dojrzewasz, co ty tam wiesz”. W szkole nie dają mi żyć przez to, widzą, że to mnie rozbraja, że powiedzą kilka razy pedał albo gej. Kolejny powód mojej szczęśliwej historii. Żeby wszystko sprostować, męczy mnie to wszystko, że od 2 lat nie wierzę w to, że będzie normalnie - musiałby stać się cud. Chciałbym uciec gdzieś, być sam, bo lepsze to niż być w otoczeniu takich ludzi jak np. w Polsce - prosto z mostu homofobia i homofobia to mnie też strasznie dołuje, że nie widzę swojej przyszłości w szczęśliwym związku. Sądzę, że fajnie byłoby mieć kogoś bliskiego, bo muszę radzić sobie z tym sam, a szczęśliwe życie np. osoby homoseksualnej w Polsce to bajka. Tyle. Zastanawiałem się po co się zabijać jak i tak nie wiadomo czy zechcą mnie w niebie? A może geje i lesbijki idą do piekła? Nie wiem co mówić, nawet się zabić nie mogę. A może będę w piekle za to, że starałem się jak najlepiej być dobrą osobą i naprawdę się zagubiłem? Jestem uwięziony w sobie, we własnej duszy - nie wiem jaki jest cel mojej marnej egzystencji. Mam przesra*e w życiu i będę miał przesra*e po śmierci - OK, i co? To puste nic. Mnie już nic nie zdziwi. Co mam zrobić? Jak żyć? Po raz setny zadaję sobie pytanie: czy mam szansę na normalne życie?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy moje dolegliwości wskazują na obecność depresji?

  Witajcie! Od jakiegoś czasu mam notoryczne problemy, to jest dość długi czas, lecz dopiero od mojego ślubu zauważyłem, że to wszystko się nasila - problemy w pracy, w domu - jednym słowem: w całym moim życiu! Przez przypadek znalazłem...

  Witajcie! Od jakiegoś czasu mam notoryczne problemy, to jest dość długi czas, lecz dopiero od mojego ślubu zauważyłem, że to wszystko się nasila - problemy w pracy, w domu - jednym słowem: w całym moim życiu! Przez przypadek znalazłem artykuł jakiś o depresji, poczytałem więcej na ten temat i niestety moje zachowanie, samopoczucie, a ostatnio nawet zdrowie fizyczne i psychiczne, wszystko to pasuje do większości objawów depresji: brak mi siły do życia, nie mam na nic weny, ciężko mi się rano wstaje, jestem ciągle spięty, nerwowy, czasami nadużywam alkoholu :(. Skończyłem właśnie 25 lat, od 2-3 lat mam takie problemy - wszystko, jak wiecie z doświadczenia, przekłada się na moją żonę i córeczkę, a są to 2 najdroższe mi na świecie osoby, których nigdy nie chciał bym stracić, lecz jeżeli nie wyzdrowieję tak się to pewnie skończy. Powiedziałem dziś żonie w smsie, że chyba mam depresję, napisała, że muszę z tym coś zrobić - nie stać mnie chyba na psychiatrę, psychologa - czy są jakieś tabletki? Co mam zrobić? Brak mi już sił. Nawet teraz, kiedy to piszę czuję się jak ostatnia sierota, nieudacznik, łzy stoją w oczach i tak co dzień - brak mi rozmów, brak mi radości z życia, brak mi nawet słońca! W gestii wyjaśnienia: moja żona ze mną rozmawia, lecz ja odnoszę wrażenie, że jest to płytka rozmowa, czuję, że tak naprawdę mnie nie rozumie, wyczuwam w jej głosie każdą jedną zmianę nastroju, wahanie itp. Powiedzcie, czy ja sobie wmawiam to, że jestem chory, czy tak naprawdę jest? Czy może tylko sam siebie próbuję usprawiedliwić jakoś? W głowie mam taki mętlik, że już nawet na takie pytanie nie potrafię sobie odpowiedzieć sam, wokół mnie jest tylu bliskich, a ja jestem taki samotny… Proszę, pomóżcie mi…

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy można się wyleczyć z depresji, która trwa wiele lat?

Witam, jestem Marta. Moje dzieciństwo nie było wesołe, tata często chorował (ma schizofrenię), mama wiecznie rozpaczała nie mogąc dojść z nim do porozumienia. Jeszcze wtedy obydwie nie rozumiałyśmy tej choroby. Całymi dniami potrafił nas psychicznie męczyć swoimi problemami, do... Witam, jestem Marta. Moje dzieciństwo nie było wesołe, tata często chorował (ma schizofrenię), mama wiecznie rozpaczała nie mogąc dojść z nim do porozumienia. Jeszcze wtedy obydwie nie rozumiałyśmy tej choroby. Całymi dniami potrafił nas psychicznie męczyć swoimi problemami, do czego dochodziły wieczne kłótnie rodziców. Ja jestem dzieckiem adoptowanym, także nie mam predyspozycji do odziedziczenia po nim choroby. Ale wracając do tematu: mimo tego, że od kiedy pamiętam byłam najlepszą uczennicą w szkole, miałam wiele sukcesów to płaciłam za to zdrowiem psychicznym. Nie ze względu na wysiłek, gdyż z nauką nie miałam problemów, a ze względu na chorą ambicję. W wieku około 14 lat pojawiły się u mnie zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne, które w przeciągu roku znacznie doleczyłam. Potem przyszedł okres dojrzewania ok. 17 roku życia, kolejne choroby taty i przestawałam sobie dawać ze sobą radę. Szukałam pomocy u specjalistów, odrzucałam leki, po czym z powrotem do nich wracałam. Tragiczność mojej natury objawiała się tym, że wiecznie utrudniałam sobie życie, gdyż, np. ze względu na kompleksy i problemy ze samą sobą nie mogłam się nauczyć na klasówkę w terminie takim jak pisali inni, bo w dany dzień nie byłam w stanie się skoncentrować na niczym innym niż moje problemy. Teraz studiuję na dobrej uczelni, pracuję, żeby na nie zarobić, ale nadal mam problemy ze sobą, ludzie po części je zauważają, ale potrafię dobrze się ukrywać. Gdy przychodzą jakieś cięższe chwile w życiu lub mam natłok egzaminów powracają w nieznacznym stopniu zaburzenia kompulsyjno-obsesyjne, przesadne przejmowanie się opinią, otaczającą rzeczywistością, Mając w danym momencie jakiś problem z wielkim trudem skupiam się nawet na czymś co muszę wykonać na za 5 minut. W natłoku studenckich obowiązków zdecydowałam się powrócić do terapii farmakologicznej, ale w tym czasie po wzięciu leków antydepresyjnych zaczęły pojawiać się u mnie wysypki, dosłownie po wzięciu każdego leku przez okres ostatniego roku. Czy jest to spowodowane tym, że kiedyś nadużywałam leków, dziś brałam jedne, a jutro drugie? Może to dowód na to, że mój organizm jest już nimi na tyle zatruty, dlatego reaguje wysypką? Gdzie mam szukać pomocy? Czy istnieją jakieś dobre psychoterapie, bo w pomoc psychologa nie wierzę? Chciałam jeszcze dodać, że od jakiś kilku miesięcy zrobiłam się strasznie płaczliwa. Łatwo się wzruszam. Codziennie rano wstając nie mam ochoty wstać, nie mam motywacji i tak już od kilku lat. Nie czuję radości życia. Szybko się złoszczę, zrobiłam się strasznie impulsywna, mimo że kiedyś byłam dobra i bardziej ułożona. Pozdrawiam i liczę na podpowiedź jakąś, ponieważ z wiekiem jest mi co raz ciężej… :)
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Dawid Karol Kołodziej

Nagła zmiana nastroju - czy to może być depresja?

Witam, Mam 21 lat. Od roku mój nastój i nastawienie do życia uległy zmianie. Od ponad roku mam chłopaka, jest nam dobrze, powinnam być szczęśliwa i rozkwitać, jednak jest przeciwnie. Ciągle płaczę. Wszytko sprawia mi przykrość,wszystko biorę do siebie, strasznie...

Witam, Mam 21 lat. Od roku mój nastój i nastawienie do życia uległy zmianie. Od ponad roku mam chłopaka, jest nam dobrze, powinnam być szczęśliwa i rozkwitać, jednak jest przeciwnie. Ciągle płaczę. Wszytko sprawia mi przykrość,wszystko biorę do siebie, strasznie cierpię z tego powodu i to mnie wykańcza, czuję się bardzo samotna, mimo że mam znajomych i bliskie mi osoby. Zauważyłam, że dzieje się tak od 7 miesięcy. Strasznie wszystko zaczęłam przeżywać. Nie chcę by wszyscy myśleli, że lubię się nad sobą użalać, bo przecież tak nie jest. Nie chcę, by cierpiało na tym też moje otoczenie. Lubię się śmiać i zawsze byłam osobą tryskającą energią, która teraz gdzieś uszła. Bardzo chcę być taka jak przedtem, czuć radość życia. Znajomi zaczęli sugerować, że to może depresja. Leczę się też hormonami, obecnie antykoncepcją, zastanawiam się czy owa zmiana nie wynika może z tego? Chciałam iść do psychologa, ale sama nie wiem jak określić bliżej mój problem. Bardzo proszę o pomoc, bo to mnie już wykańcza. Z góry serdecznie dziękuje.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Co zrobić, gdy mam dość życia i myślę o śmierci?

  Mam dość, nie mam chęci do życia, codziennie kładę się spać i proszę Boga żeby zabrał mnie z tego świata, ale rano znowu się budzę… Mam dość…
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy opisane objawy mogą mieć podłoże chorobotwórcze czy tylko winna jest moja głowa?

Witam! Mam 33 lata i jestem kobietą. Mam dwoje dzieci w wieku 3 i 6 lat. Największym moim problemem jest wybuchowość, zmienne nastoje, wieczna posępność, bardzo silne bóle głowy i bardzo sucha skóra to jest takie uczucie szczypania a czasem...

Witam! Mam 33 lata i jestem kobietą. Mam dwoje dzieci w wieku 3 i 6 lat. Największym moim problemem jest wybuchowość, zmienne nastoje, wieczna posępność, bardzo silne bóle głowy i bardzo sucha skóra to jest takie uczucie szczypania a czasem jakby ktoś wbijał mi igiełki np. ostu głównie na nogach, dłoniach przedramionach i pośladkach. Nie mam zbyt ładnej cery ale nie mam też żadnego uczulenia nawet w wymienionych wcześniej miejscach, skóra wygląda na normalną. Jedynie od około 3 lat mam problem z kolanami i łokciami gdzie skóra wymaga więcej pracy ponieważ rogowacieje. Zaznaczę że używam masła kosmetycznego aby nawilżenie skóry było większe niż przy balsamach. W przypadku mojego nastroju to kiedyś tak nie było, często się uśmiechałam byłam stanowcza i zawsze musiałam wszystkim udowodnić, że "właśnie że sobie poradzę". Od kilku już lat nie potrafię określić od kiedy po prostu nic mi się nie chce. Mam chwile, że najchętniej usiadłabym z książką w fotelu żeby nikt mnie nie ruszał. W jednej chwili jestem spokojna a następnie złoszczę się z byle powodu i nakręcam się jeszcze bardziej, a potem mam wyrzuty sumienia że bez powodu robię awanturę. Zauważyłam też spadek libido który może wynikać z zażywania leków, które dostałam od psychiatry. Do psychiatry udałam się 2 lata temu ponieważ po trzeciej ciąży nie mogłam poradzić sobie ze strachem przed szpitalem, przed chorobą dzieci i jadąc samochodem z pracy miałam często myśli aby na zakręcie jechać prosto. Pani Doktor przepisała mi leki antydepresyjne (niestety nie podam nazwy), których obecnie nie zażywam oraz lek który był stosowany u osób chorych na padaczkę na wyciszenie i bóle głowy(te zażywam nadal). Jednak od pewnego czasu po małej poprawie widzę, że wszystko wraca może lęki mniej i umiem sobie z nimi radzić lecz wybuchowość, zmienne nastroje i ogólna wściekłość. Nie wiem czy należy zmienić psychiatrę czy może zrobić badania. Dodam, że robiłam wynik hormonu tarczycy TSH i lekarz rodzinny stwierdziła, że jest w dolnej granicy ale jest dobrze. Moja mama niedawno przeszła operację usunięcia 7 guzów tarczycy, a wyniki hormonu przed usunięciem miała dobre. Dodatkowo w okresie połowy cyklu miesiączkowego spada mi poziom białych krwinek, a jestem w tym okresie jeszcze bardziej podatna na zmiany nastroju. Bardzo proszę o pomoc ponieważ nie wiem co robić a to wszystko odbija się na dzieciach co powoduje jeszcze większe u mnie poczucie winy. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie
Dotyczy: Neurologia Depresja

Jestem senna i mam dość życia - co się ze mną dzieje?

Witam, mam rocznikowo 17 lat, chodzę obecnie do I klasy liceum i od jakiegoś czasu borykam się z pewnymi problemami. Nie umiem dokładnie określić czasu, kiedy to wszystko się zaczęło, ale na pewno w gimnazjum. Ciągle chodzę ospała, boli mnie...

Witam, mam rocznikowo 17 lat, chodzę obecnie do I klasy liceum i od jakiegoś czasu borykam się z pewnymi problemami. Nie umiem dokładnie określić czasu, kiedy to wszystko się zaczęło, ale na pewno w gimnazjum. Ciągle chodzę ospała, boli mnie głowa, nic mi się nie chce, gdybym mogła to bym nie robiła nic innego a tylko spała, izoluję się od ludzi, najchętniej bym nigdy i nigdzie nie wychodziła z domu. W szkole i innych miejscach staram się tego nie okazywać, uśmiecham się itp., ale w środku nie jest zbyt dobrze. Jak mam te jeszcze gorsze dni to nawet myślę sobie, że nie chce mi się żyć, ale samobójstwa nie popełnię, bo wiem, że moi rodzice by tego nie przeżyli. Momentami mogłabym tylko płakać... Nie widzę miejsca dla siebie w tym świecie ani teraz, ani w przyszłości. Nie mam żadnych perspektyw, nie wiem co chcę zrobić ze swoim życiem, po prostu nie wiem... Chodzę na dwa języki po szkole, niby chcę je umieć, ale po prostu nie mam siły dać z siebie więcej niż niezbędne minimum. Chciałabym wiele rzeczy, ale do niczego nie umiem się zabrać. Z jednej strony zazdroszczę ludziom, że mają tylu znajomych, że wychodzą ciągle i się bawią, ale z drugiej strony nie potrafię zrobić nic, aby sama znaleźć jakąś paczkę znajomych itp. - po prostu mi się nie chce i nie mam ochoty. Te objawy przeplatają się z niektórymi lepszymi dniami - zdarza się, że coś mi się chce, że jest fajnie, ale potem zaraz powraca to samo... Po weekendzie czy jakimś wolnym mam świadomość, że cały ten czas zmarnowałam i potem pojawia się strach, że nic nie zrobiłam, nic się nie nauczyłam, itp. Mam już dość swojego życia, nie wiem co z nim zrobić. Chciałabym być normalną nastolatką, mającą marzenia i umiejącą je realizować. Chciałabym, żeby nawet najdrobniejsze rzeczy mnie cieszyły i żebym na wszystko nie odpowiadała tak jak teraz - ''nie chce mi się...''. Co się ze mną dzieje? Co mam ze sobą zrobić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak rozmawiać z załamanym chłopakiem?

Witam serdecznie! Jestem w związku, który trwa ponad rok. Mój chłopak od około 4 miesięcy bardzo się zmienił. Chodzi o sposób jego reakcji na sytuacje stresowe i problemy. Kiedyś był osobą pełną energii i optymizmu, co by się nie działo...

Witam serdecznie! Jestem w związku, który trwa ponad rok. Mój chłopak od około 4 miesięcy bardzo się zmienił. Chodzi o sposób jego reakcji na sytuacje stresowe i problemy. Kiedyś był osobą pełną energii i optymizmu, co by się nie działo umiał sobie poradzić i pocieszał nawet innych. Teraz mówi, iż tamten okres to było błogie dzieciństwo bez prawdziwych problemów. Oboje studiujemy (jak i mieszkamy w innych miastach), mimo odległości nasz związek kwitł. Niestety gdy skomplikowała się sytuacja rodzinna mojego chłopaka, doszło wiele pracy na uczelni i drobne kłopoty finansowe - podłamał się. Pragnę podkreślić, że kłopotów było dużo, ale poszczególne nie były jakoś wyjątkowo poważne (oczywiście to moja perspektywa). Jego rodzice przespali mu dużo ziemi, zmartwił się, co teraz, czy nie będą chcieli by wrócił w rodzinne strony. Nie porozmawiał z nimi gdyż, jak mówi, u nich kłopoty = milczenie. Mama bywa nadopiekuńcza a tata bierny. Mój chłopak w tym roku dostał się na drugi kierunek studiów. Oba kierunki są naukami ścisłymi, obowiązków ma teraz dwa razy więcej. Jest bardzo ambitny i gdy coś mu się nie udaje, zaczyna bardzo się tym dołować i wręcz odcinać czasowo ode mnie i znajomych. Jak kilka razy wspomniał, tylko czeka, aż coś jeszcze się nie powiedzie. Natomiast gdy coś mu się uda, ogromnie go to motywuje i potrafi zmienić sposób myślenie o 180 stopni - powoli już nad tym nie nadążam. Ma jakby wahania nastrojów. Nieduże kłopoty finansowe, które naprawdę były do rozwiązania, przedstawiał wyjątkowo dramatycznie, nie widział możliwości poprawy. Gdy napotyka na problem, mówi, że potrzebuje czasu na przemyślenie go i jakieś rozwiązanie - chce działać, ale jak sam mówi, nie umie, nie wie jak. Chce też abym wiedziała jak się czuje psychicznie i co go martwi, jednak nie chce abym ja też się martwiła, ale gdy nie powie mi prawdy lub zacznie okrajać informacje - będzie się z tym czuł źle. To nie daje mu spokoju. Nie wiem jak do niego trafić. Staramy się sobie pomagać jak tylko możemy, z resztą to związek zbudowany na wieloletniej przyjaźni od dzieciństwa. To też sprawia, że jest to osoba wyjątkowo mi bliska. Nie chcę by w takich momentach się separował, jednak rozmowa, jak mówi, go jeszcze bardziej dołuje, na pewno nie pomaga. W ciągu dnia zakłada "maskę" i udaje, że wszystko jest dobrze, w nocy myśli... Ostatnio sam zauważył, iż unika rozmów z kimkolwiek by nie dzielić się tym co przeżywa, niestety unika też kontaktu ze mną. Nie chce mnie martwić, nie chce grać, nie chce by doszło do różnicy zdań, wtedy jest też bardzo małomówny i jakby obrażony. Jestem cierpliwa, staram się dawać mu czas, gdy te "doły" mijają, jest świetnie. Dogadujemy się idealnie. Zaczynam obawiać się o nasz związek. Tym bardziej w obliczu dzielącej nas odległości (od 2 lat) kontakt jest bardzo istotny. Czy to może być epizod depresyjny? Jak mogę mu pomóc? Jak rozmawiać z osobą o takim nastawieniu? Będę ogromnie wdzięczna za odpowiedź!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czym różni się załamanie nerwowe od depresji?

Witam! Obecnie mam 14 lat, uczęszczam do I gimnazjum. Nowe towarzystwo, nauczyciele i tok nauki. Od groma zmian. Wiem, to nie powód do załamania, mimo wszystko bardzo się staram. Sama nie wiem - niby jestem szczęśliwa, a nie, że czegoś...

Witam! Obecnie mam 14 lat, uczęszczam do I gimnazjum. Nowe towarzystwo, nauczyciele i tok nauki. Od groma zmian. Wiem, to nie powód do załamania, mimo wszystko bardzo się staram. Sama nie wiem - niby jestem szczęśliwa, a nie, że czegoś mi brakuje, po prostu sama nie wiem ; (. Wydaje mi się, że zaczęło się to w wakacje 2010 w lipcu, byłam wtedy w górach. Poznałam bardzo fajnego znajomego. Nie zakochałam się w nim, ale polubiłam. Po powrocie do domu (Łódź) czułam się nie tyle co nieswojo, a smutno, jakbym tutaj nie miała celu do życia. O niebo lepiej czuję się w górach (Małe Ciche, Tatry). Bardzo często tam jeżdżę. Nie mogłam się odszukać, nocami płakałam, chodź sama nie wiedziałam i do tej pory nie wiem dlaczego, gdy myślałam o górach, powrocie do rzeczywistości i o nowym koledze. Każde drobne wydarzenie sprawiało, że łatwo było mnie zdenerwować, ciągle miałam ochotę płakać. Nie miałam na nic ochoty, nic mi się nie chciało. Teraz po około pół roku (6 miesięcy) to trochę minęło, ale mimo wszystko wiele rzeczy mnie irytuje, doprowadza do szału, płaczu. Przy byle czym mam ochotę płakać, krzyczeć i rzucać rzeczami. Teraz moje 2 pytania: 1. Czym różni się załamanie nerwowe od depresji? 2. Czy mam depresję, załamanie nerwowe, albo coś w tym stylu? Proszę o szybką odpowiedź, pozdrawiam ; ).

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mam depresję - jak się z niej wyleczyć?

W wieku 15 lat urodziłam dziecko, ma już roczek i było dobrze, nic mnie nie dręczyło, ale od paru miesięcy czuję się źle, zerwałam z chłopakiem, później, w wakacje, poznałam nowego, który po 2 miesiącach bycia razem zginął w wypadku...

W wieku 15 lat urodziłam dziecko, ma już roczek i było dobrze, nic mnie nie dręczyło, ale od paru miesięcy czuję się źle, zerwałam z chłopakiem, później, w wakacje, poznałam nowego, który po 2 miesiącach bycia razem zginął w wypadku i wtedy chyba się właśnie zaczęło obwinianie się, że to moja wina, częste płakanie... Później po tym miałam wypadek samochodowy. Niedawno trafiam do szpitala z powodu chudnięcia, bólu żołądka, braku apetytu i wtedy wykryli u mnie depresję i teraz jest mi gorzej - lepiej żyło mi się w nieświadomości o tym, a teraz mi ciężko, mam myśli samobójcze, ale jednak później odbiegam od nich, bo bym nie potrafiła tego zrobić. Mam teraz 17 lat, rozmowa z psychologiem i psychiatrą mi wcale nie pomogła, bo się wstydzę, nie potrafię o tym wszystkim mówić - mam umówić wizytę, ale nie chcę iść bym się zamknęła, odizolowała od wszystkich. Mam też bezsenne noce - ciągle krążenie myśli o stracie tej bliskiej osoby, wszystko mnie drażni, nie mogę się skopić na niczym, ciężko mi podejmować jakieś decyzje, zrobiłam się zobojętniła na wszystko, te wszystkie smutki i nie tylko maskuję uśmiechem, a jak jestem sama nie potrafię tego robić - jak mam się z tej depresji wyleczyć?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak radzić sobie z szarą rzeczywistością?

Cześć, Mam 24 lata i problem, z którym młoda osoba nie powinna się zmagać. Powinnam się cieszyć życiem, młodością i związanymi z nią możliwościami. Chodzi właśnie o brak tych możliwości - jestem osobą bezrobotną. Nie sądzę by to wynikało z...

Cześć, Mam 24 lata i problem, z którym młoda osoba nie powinna się zmagać. Powinnam się cieszyć życiem, młodością i związanymi z nią możliwościami. Chodzi właśnie o brak tych możliwości - jestem osobą bezrobotną. Nie sądzę by to wynikało z mojej niezaradności, ponieważ studiując dziennie już pracowałam i to nie na umowę zlecenie, tylko o pracę. Obecnie studiuję zaocznie, robię mgra i studia podyplomowe i mam 3-letnie doświadczenie zawodowe - zostałam zwolniona i od pół roku szukam pracy. Niestety wszędzie, w jakiejkolwiek branży wymagają doświadczenia, chciałam już nawet pójść na produkcję, ale tam też mnie nie przyjmą, bo nie mam doświadczenia. Na staż nie mogę, ponieważ otrzymuje rentę rodzinną, która przekracza dopuszczalny dochód uprawniający do prawa do zasiłku i stażu. Z renty nie mogę zrezygnować, bo z tego płace za studia, a to co zostanie idzie na życie. Ręce opadają. Biegam na rozmowy i zawsze dostaję telefon z informacją, że jednak wybrali kogoś innego, oczywiście o ile zadzwonią. Nie wiem co jest nie tak, rozmowy moim zdaniem przebiegają bardzo dobrze, zawsze jestem dobrze przygotowana - może to dlatego, że okazuję, że mi zależy na pracy? Już sama nie wiem. Dostałam takiego doła, że gdyby nie mój chłopak to nie wiem co by było, na prawdę czuję się nic niewarta, nieprzydatna. Chciałam nawet skorzystać z pomocy psychologa, ale jedyny lekarz, który przyjmował w przychodni już nie pracuje, a nie mam pieniędzy na wizyty prywatne, bo przecież płacę za szkołę. W dodatku złapałam się na tym, że stała się ze mnie okropna materialistka, bo wszytko się dla mnie wiąże z pieniędzmi - zastanawiałam się nad związkiem z innym mężczyzną, który jest bardzo zaradny życiowo i posiada swój interes. Wiem, że to okropne, ale już nie wiem co robić, jednak zdaję sobie sprawę, że nie tędy droga. W dodatku ciągle w domu są awantury o to, że nie mam pracy i jak ja dalej będę żyła. Zdaję sobie sprawę, że moja mama chce dla mnie jak najlepiej, ale już nie mogę i nie mam siły ciągle znosić krytyki, już nie umiem, a tak bardzo bym chciała, żeby była ze mnie zadowolona, żeby wiedziała, że może na mnie liczyć, ale przez tę sytuację nasze relacje są fatalne. Mam dość siedzenia w domu, przeglądania w kółko ofert pracy z czego i tak nic nie wynika. Aha i żeby było jasne, mieszkam na Dolnym Śląsku, gdzie z pracą jest ciężko, chyba że się ma znajomości (ja nie mam), a mentalność ludzi dołująca. Może rzeczywiście jestem beznadziejna? Musi być jakiś powód.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Depresja czy zwykłe lenistwo?

Mam 23 lata i mam dwójkę kochanych dzieci. Jednak od dłuższego czasu nie potrafię żyć jak dotąd. Codziennie rano ciężko jest mi wstać z łóżka, gdyby nie dzieci nie widziałabym innego powodu, potem gdy wypełnię swoje obowiązki przy dzieciach, najchętniej...

Mam 23 lata i mam dwójkę kochanych dzieci. Jednak od dłuższego czasu nie potrafię żyć jak dotąd. Codziennie rano ciężko jest mi wstać z łóżka, gdyby nie dzieci nie widziałabym innego powodu, potem gdy wypełnię swoje obowiązki przy dzieciach, najchętniej bym usiadła cały dzień i nic nie robiła. Ale to nie jest tak, że do końca sprawia mi to przyjemność, bo patrzę na moje dzieci wtedy i myślę, że chciałabym się z nimi pobawić, wyjść na spacer, ale po prostu mi się nie chce. Mam czasami pomysły żeby zrobić coś nowego, spotkać się może z kimś, ale kończy się to tylko na myśleniu. Nie wiem czy to tylko czyste lenistwo, czy to chodzi o coś innego. Strasznie się też meczę wszystkim i nudzę, nie mam ochoty na nic, brak mi zainteresowań. Już bardzo długo nie spotykałam się z ludźmi, około 2 lat, odkąd urodziłam pierwsze dziecko i teraz nie potrafię rozmawiać z ludźmi, boję się kontaktów z nimi. Kiedy muszę wyjść coś załatwić lub iść z dzieckiem do lekarza jest to dla mnie ogromny problem, boję się takich sytuacji. Jest wile takich zachowań, gdzie nie potrafię sobie radzić z prostymi rzeczami. Wiem, że nie mogę być dalej w takim stanie, bo moje dzieci mnie potrzebują, a ja sama nie wiem jak sobie z tym poradzić. Chcę też cieszyć się życiem i doceniać to co mam, a tego nie potrafię - czy da się to zmienić?

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Nerwica, deprsja, fobia społeczna - jak z tego wyjść?

Mam 24 lata. Dwukrotnie byłem hospitalizowany z powodu depresji. Podczas ostatnich lat los doświadczył mnie dość srogo (jak na moja wytrzymałość). Aktualnie mam poważne kłopoty finansowe, w wypadku została uszkodzona moja dłoń. Czuję się jak jakieś dziwadło. Popadłem w... Mam 24 lata. Dwukrotnie byłem hospitalizowany z powodu depresji. Podczas ostatnich lat los doświadczył mnie dość srogo (jak na moja wytrzymałość). Aktualnie mam poważne kłopoty finansowe, w wypadku została uszkodzona moja dłoń. Czuję się jak jakieś dziwadło. Popadłem w fobię społeczną z silnymi lękami. Boję się wychodzić z domu. Nie potrafię podjąć żadnej pracy. Buduję masę obaw przed jakimkolwiek działaniem. Wstydzę się swojej uszkodzonej dłoni. Obawiam się, że przerodzi się to w jakiś socjopatyzm... Może już nawet jestem jakimś marginesem społecznym? Biorę leki na depresję. Zapisałem się na psychoterapie. Tylko co ja zrobię jak to nie pomoże? Jestem bliski dna. Proszę o pomoc. Wiem, że społeczeństwo nie jest tak delikatne i pomocne, a ja jestem człowiekiem dosyć wrażliwym. Czasem wydaje mi się, że gdyby tylko coś mi się powiodło w życiu wyszedł bym z tego doła, ale jak tu zrobić w lękach i strachu pierwszy krok?
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Kryzys czy depresja?

Witam! Jestem kobietą, mam 18 lat. Od kilku miesięcy dzieje się ze mną coś dziwnego. Jestem bardzo zrezygnowana i nie mam na nic siły. Nie chcę spotykać się ze znajomymi, co jest dziwne, gdyż od zawsze lubiłam spędzać czas w...

Witam! Jestem kobietą, mam 18 lat. Od kilku miesięcy dzieje się ze mną coś dziwnego. Jestem bardzo zrezygnowana i nie mam na nic siły. Nie chcę spotykać się ze znajomymi, co jest dziwne, gdyż od zawsze lubiłam spędzać czas w dobrym towarzystwie. Niestety teraz najchętniej prosto po szkole wracam do domu i już nigdzie nie wychodzę, no może oprócz spaceru z psem. Nie mam nawet siły na naukę. Muszę się bardzo długo zbierać do otworzenia jakiejkolwiek książki, dlatego nauka ostatnimi czasy nie idzie mi najlepiej. Mam również problemy z zaśnięciem, pomimo tego iż wykonuję ćwiczenia oddechowe. Staram się dostarczać mojemu organizmowi jak najwięcej witamin, pomimo tego iż stosuję dietę wegetariańską. Czy jest to depresja? Czy powinnam podjąć jakieś leczenie? A może jest to tylko kryzys i nie powinnam się tym przejmować? Proszę o pomoc. Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy w depresji bywają "normalne" dni?

Witam, mam pewne pytanie: czy wpadając w stan depresyjny mamy go stale o różnym nasileniu, czy miewa się też tzw. ''normalne dni"?
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy anemia może powodować depresję?

Mam 28 lat. Objawy depresji są mi znane od dziecka. Trudno w to uwierzyć, ale to prawda. Po wielu latach dopiero poznałem jedną z jej przyczyn - była nim bakteria helicobacter pylori. Zniszczyłem ją na jakiś czas, ale może powrócić. Czy anemia może być przyczyną depresji?
odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Myślę o śmierci - czy to depresja?

Witam, Jestem 20 letnią studentką. Od jakiegoś czasu zaczęłam zastanawiać się, czy nie powinnam wybrać się do psychologa, ponieważ moje zachowanie zaczęło mnie niepokoić. Na co dzień jest zazwyczaj wszystko w porządku, czasem jednak bywają takie chwile/dni (nawet kilka...

Witam, Jestem 20 letnią studentką. Od jakiegoś czasu zaczęłam zastanawiać się, czy nie powinnam wybrać się do psychologa, ponieważ moje zachowanie zaczęło mnie niepokoić. Na co dzień jest zazwyczaj wszystko w porządku, czasem jednak bywają takie chwile/dni (nawet kilka pod rząd - ok. Tygodnia i więcej), kiedy nie chce mi się żyć - dosłownie! Nie raz myślałam o śmierci, choć na myśleniu się kończyło, bo wiem, że z mojej strony byłby to czysty egoizm. W takich chwilach przygnębienia, nie potrafię nad sobą zapanować i choć często powtarzałam sobie, że trzeba wziąć się w garść i ludzie mają gorsze problemy, nic to nie pomagało. Ogarnia mnie niesamowity smutek wypełniający całe ciało, nadchodzą łzy, a najgorsza jest ta samotność - chociaż mam kochanych rodziców, przyjaciółkę i chłopaka wiem, że ze swoim problemem i smutkiem zostanę sama, ponieważ nikt mnie nie zrozumie. Parokrotnie próbowałam rozmawiać ze swoim chłopakiem, powiedzieć mu, co we mnie siedzi, to usłyszałam, że zachowuję się tak, jakbym tylko ja miała problemy, że jestem pesymistką i że przesadzam. Od tego czasu zamknęłam się w sobie jeszcze bardziej i, choć być może to głupie, jako postanowienie noworoczne obiecałam sobie, że już nikomu nie będę się żalić. Niestety nie do końca mi to wychodzi, bo jak wspomniałam wcześniej, nie potrafię panować nad swoim zachowaniem, więc byle kiedy się rozbeczę, albo siedzę wpatrzona w jeden punkt. Na koniec dodam, że jeszcze kilka lat temu było wszystko w porządku, byłam wesołą dziewczyną i, jak mi się wtedy wydawało, optymistką. Wszystko zaczęło się psuć, kiedy rok temu zmarła moja kochana babcia, do dziś mnie to męczy i nie mogę pogodzić się z jej śmiercią, potem dołączyły problemy z chłopakiem, brak zrozumienia z jego strony, oschłość, nieczułość… Mogłabym jeszcze pisać i pisać, ale kto by chciał czytać taki monolog? Proszę tylko o odpowiedź: czy powinnam udać się do psychologa? Jest to dla mnie ważne, chciałabym normalnie żyć, tak jak dawniej, cieszyć się życiem i być szczęśliwa.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy mąż wyleczy się z lęków, które go nękają?

Mam 29 lat i jestem mężatką od 10 lat. Mój mąż jest ode mnie starszy. Przez ostatnie dwa lata miał pewne ataki, typu zawroty głowy lub ucisk. Po wizycie u lekarza przyjęliśmy do wiadomości, że ma problemy z kręgosłupem, co...

Mam 29 lat i jestem mężatką od 10 lat. Mój mąż jest ode mnie starszy. Przez ostatnie dwa lata miał pewne ataki, typu zawroty głowy lub ucisk. Po wizycie u lekarza przyjęliśmy do wiadomości, że ma problemy z kręgosłupem, co jednak później okazało się nieprawdą. Mąż coraz częściej zaczął narzekać to na głowę, to na żołądek, jak i również serce. Po zrobieniu wszystkich badan (również tomografii głowy) i po paru wizytach pogotowia w naszym domu okazało się, że choruje na depresję lekową. Skierowaliśmy się do specjalisty i zaczęło się leczenie - co miesiąc zmiana leku, ponieważ mąż przeważnie pod koniec miesiąca czuł się źle i nadal tak jest. Trwa to już 8 miesięcy, wiem, że potrzeba na to czasu. Jestem bardzo cierpliwa, ponieważ bardzo go kocham i wspieram jak tylko mogę i on o tym wie. Jednak w tym problem, że nie wiem czy w ogóle z tego wyjdzie, co jakiś czas ma załamania i wtedy jest bardzo źle, bo ma urojenia, typu, że to już koniec, wylew, zawal itp. Nie wiem co mam dalej robić w złych momentach sama się zastanawiam, czy mu coś nie jest mimo dobrych wyników badań. Nie wiem tez jak to długo potrwa i na jak długo mi starczy sił. Czy z tej choroby można się naprawdę wyleczyć, czy będziemy mogli kiedyś żyć jak dawniej?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Patronaty