Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Emocje: Pytania do specjalistów

Załamałem się, ale nie chcę brać leków

Witam, Nazywam się Daniel, mam 26 lat. Przed chwilą założyłem tu konto i mam nadzieję, że piszę w odpowiednim dziale. Ostatnio zastanawiam się czy nie dopadła mnie mała depresja.Zaczęło się w zeszłym roku, kiedy po skończeniu studiów zdecydowałem się...

Witam, Nazywam się Daniel, mam 26 lat. Przed chwilą założyłem tu konto i mam nadzieję, że piszę w odpowiednim dziale. Ostatnio zastanawiam się czy nie dopadła mnie mała depresja.Zaczęło się w zeszłym roku, kiedy po skończeniu studiów zdecydowałem się na kontynuowanie edukacji w innym mieście.Miałem wtedy dziewczynę, czułem coś do niej, ale nigdy nie potrafiłem jej o tym powiedzieć, cały czas zwodziłem ją że może jednak nie wyjade na studia, ale jednak stało się, pewnego dnia powiedziałem jej, że wyjeżdzam, że będziemy się rzadziej spotykać.Na poczatku zamieszkałem w innym mieście z dwoma znajomymi, ale tak to całkowicie nowe środowisko, nowi ludzie, nowi miejsca.Jako, że zostałem przydzielony na studiach do istniejącej już grupy, był problem z integracją, wszyscy się już znali, a mnie traktowano z góry jako "nowego" i raczej ciężko było mi nawiązać z kimkolwiek kontakt.Czułem ogromną presję otoczenia, rówieśnicy na studiach cały czas starali się udowodnić mi, że jestem gorszy, ja natomiast wcześniej studiując troche inny kierunek starałem się za wszelką cenę im dorównać, ambicja nie pozwalała mi być gorszym.Przez to moje stosunki z dziewczyną się pogorszyły.Pewnego dnia mocno pokłóciliśmy się i stwierdziliśmy, że to koniec.Po opadnięcu kurzu stwierdziłem jednak że ją kocham i za wszelką cenę starałem się do niej wrócić, jak się później okazało nieskutecznie.Od tamtej pory zauważyłem że wszystko leci w dół po równi pochyłej.Za wszelką cenę starałem się odreagować odrzucenie przez dziewczynę, wplątując się w krótkie związki z góry skazane na porażkę, w pewnym momencie zauważyłem że moje życie zrobiło się strasznie schematyczne: na codzień uczelnia, praca i nauka, w weekend picie na umór z kumplami i imprezy.Byłem niedawno temu w jednym związku, ale całkowicie nie potrafiłem się zaangażować, a przykro jest mi tym bardziej, że druga osoba jednak się zaangażowała.Nie potrafiłem tak funkcjonować, musiałem z nią zerwać przez co miałem ogromne wyrzuty sumienia.Zauważyłem, że w ogóle nie potrafię się zaangażować w związek, w chwili kiedy staje się on poważny o prostu uciekam, lub od razu blokuje uczucia i szukam w dziewczynie na siłę wad, tylko po to żeby się nie angażować, bo z góry zakładam, że to się nie uda i że będę cierpiał.Ostatnio praca bardzo mnie męczyła, czułem że się wypaliłem i nie mogę dalej tego robić, rzuciłem to.Obecnie mieszkam sam, właściwie nie mam znajomych (2 z nich nie ma nigdy czasu i spotykamy sie co najwyżej co któryś weekend żeby się napić), nic nie robię, semestr na uczelni się skończył, szukam bezskutecznie pracy i prawdę mówiąc całymi dniami nic nie robię, bo nie mam nic do roboty.Wiem z góry jak będzie wyglądał kolejny dzień, właściwie to nawet nie chce mi się wstawać z łóżka, na niczym mi nie zależy, nie odczuwam przyjemności z niczego i nic nie sptawia mi radości.W dodatku odcinam się od ludzi, unikam kontaktów z rodziną, czasem bez powodu jestem niemiły dla ludzi.Obecnie moim jedynym marzeniem jest znalezienie pracy lub jakiegokolwiek zajęcia, żeby dzień szybciej mi mijał. Njagorsze jest to, że kiedyś tak nie było a teraz nie wiem co ze sobą zrobić.Wszystko mnie dołuje, jestem pesymistą, z góry zakładam że nic się nie uda, w dodatku coraz trudniej jest mi się dogadać z kimkolwiek, odtrącam od siebie ludzi i boję się, bo to się pogłębia. Nie wiem za bardzo co mam robić, raczej nie zdecydowałbym się na wizytę u specjalisty, nie potrafię rozmawiać o moich emocjach z nikim, duszę wszelkie emocje w sobie i później rozładowuje to na różny sposób, druga sprawa to to, że chyba ego nie pozwoliłoby mi udać się na "terapię".Czy można sobie jakoś samemu z tym poradzić?Leków też raczej starałbym się unikać, bo i tak prowadzę niezdrowy tryb życia, więc nie chciałbym się "truć" jeszcze bardziej. Z góry dziękuję za wszelką pomoc. Pozdrawiam.

Mam 17 lat i nie radzę sobie z życiem. Czy będzie gorzej?

Mam 17 lat, od kilku lat mam lekką nadwagę. Do tego przyłączyły się jeszcze inne problemy jak: stres związany z nauką, problemy zdrowotne, wypadanie włosów. Od kilku lat też jestem bardzo zakompleksiona. Zawsze starałam się zostawać w cieniu,...

Mam 17 lat, od kilku lat mam lekką nadwagę. Do tego przyłączyły się jeszcze inne problemy jak: stres związany z nauką, problemy zdrowotne, wypadanie włosów. Od kilku lat też jestem bardzo zakompleksiona. Zawsze starałam się zostawać w cieniu, nie wypowiadać się publicznie. Z roku na rok jestem coraz bardziej zamknięta w sobie. Kiedyś ubierałam się kolorowo, jak normalna nastolatka. Teraz zazwyczaj noszę czarne ubrania, w nich czuję się mniej "widoczna". Bardzo chciałabym ubrać się w jakiś wyrazisty kolor, coś co przykułoby uwagę, ale nie potrafię. Tak samo nie potrafię porozmawiać z kimś o swoich problemach. Mam sporo dobrych koleżanek, w tym grubsze ode mnie, na które mogę liczyć. Ja jednak zamykam się w sobie coraz bardziej... Jak i czy mogę sobie z tym poradzić?

Nie mogę siebie zrozumieć

Jest mi ciężko, moje małżeństwo właśnie się rozpada z mojego powodu. Będąc z mężem, ciągle szukam kogoś innego, a kiedy mam już odejść, to zaczynam się bać tak panicznie, że chcę wracać i próbować jeszcze raz. Już myślę, że to...

Jest mi ciężko, moje małżeństwo właśnie się rozpada z mojego powodu. Będąc z mężem, ciągle szukam kogoś innego, a kiedy mam już odejść, to zaczynam się bać tak panicznie, że chcę wracać i próbować jeszcze raz. Już myślę, że to choroba. Mam trochę problemów, ponieważ mąż ma obecnie problemy z prawem, ale wydaje mi się, że to nie o to chodzi. Z mężem rozmawia mi się dobrze, tylko niestety nie układają nam się sprawy intymne. Mam wrażenie, że jest dla mnie jak brat i to wszystko. Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik

Chęć manipulacji innymi

Mam 21 lat. Mam ze sobą problem. Nie mam chęci do życia, nic mi się nie udaje. Nie mam skończonej szkoły (mając 21 lat, tylko gimnazjum), przez co nie mogę znaleźć dobrej pracy i muszę pracować na budowie. Nie...

Mam 21 lat. Mam ze sobą problem. Nie mam chęci do życia, nic mi się nie udaje. Nie mam skończonej szkoły (mając 21 lat, tylko gimnazjum), przez co nie mogę znaleźć dobrej pracy i muszę pracować na budowie. Nie cierpię tej pracy, męczy mnie, ale muszę pracować, bo moja mama wzięła ogromną ilość pieniędzy w kredyt i nie dała rady ich spłacić, teraz jest zamknięta w szpitalu psychiatrycznym, a nam (mojej rodzinie) komornicy chcą zabrać dom i problem spadł na nasze barki, a ja boję się, że też wyląduję w dziekance. W pracy nikt mnie nie lubi, a ja zresztą za nimi też nie przepadam, chociaż chciałbym żyć z resztą załogi w zgodzie, to nie potrafię.

Nie potrafię rozmawiać z ludźmi, czasami nie umiem znaleźć tematu i siedzę w ciszy zamyślony nad tym, jak po raz kolejny coś schrzaniam. Chciałbym wtedy gdzieś uciec. Ogólnie rzecz biorąc, mam problem z kontaktem z ludźmi. Staram się, aby było wszystko dobrze, ale i tak zawsze coś się zepsuje i nie obarczam za to winą tylko siebie, ale również wszystko dookoła. Nie jestem lubiany, nie jestem duszą towarzystwa, jestem wieczne zaspany i wyczerpany, chociaż śpię dość dużo. Chyba że po alkoholu, wtedy gadam jak najęty, śmieję się, więc ostatnio piłem dość dużo. To wszystko jednak tylko fałszywa maska.

Nie mam dobrych kolegów, wszyscy komentują moje zachowanie, dogadują złośliwie, plotkują na mój temat. Czasami czuję się wtedy tak źle, że chce mi się wymiotować. Zresztą nie ma co się dziwić, cały czas kłamię, chcę przestać, ale nie mogę, nawet w sprawie nieistotnych rzeczy potrafię kłamać. Żeruję na innych, bo nie mam pieniędzy, a jeśli je mam, to natychmiast je tracę. Słyszę, co ludzie mówią na mój temat, ale nie potrafię wtedy nic powiedzieć i zamyślam się w ich słowa i nic nie robię, przyjmując na siebie kolejną serię ataków. Są chwile, w których chcę od nich uciec, pójść w swoją stronę, ale nie potrafię, a gdybym nawet to zrobił, to po kilku godzinach albo dniach znowu odbiorę od nich telefon albo sam się odezwę.

Czasami układa się wszystko dobrze, ale to rzadkie i pod względem ogółu nieznaczące przypadki. Manipuluję trochę ludźmi, a właściwie próbuję manipulować i to w bardzo nieudolny sposób, jak się okazuje. Nie chcę tego, ale tak robię - nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego tak się dzieje, wykorzystuję ludzi, czasami nie szanuję. Jestem złym człowiekiem. Chcę od września wrócić do szkoły i wreszcie skończyć III klasę liceum i zdać maturę, ale na pewno znowu coś źle pójdzie, nie będę mógł dogadać się z resztą klasy i poddam się jak zwykle. Mam wiele pasji, ale żadnej nie pielęgnuję, jeżeli za coś się zabieram, to szybko tracę zapał do działania. Nie umiem sam znaleźć swojej drogi i się jej trzymać. Zaprzepaszczam wszystkie szanse. Co mam zrobić? Jak sobie z tym wszystkim poradzić?

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik

Problem z panowaniem nad emocjami

Od dłuższego czasu czuję się beznadziejnie. Potrafię cały dzień płakać, wydaje mi się, że nic nie potrafię, całymi dniami potrafię nie wychodzić z domu, tylko siedzieć sama. Jestem często przemęczona, mogłabym całymi dniami spać, często myślę o śmierci oraz nie...

Od dłuższego czasu czuję się beznadziejnie. Potrafię cały dzień płakać, wydaje mi się, że nic nie potrafię, całymi dniami potrafię nie wychodzić z domu, tylko siedzieć sama. Jestem często przemęczona, mogłabym całymi dniami spać, często myślę o śmierci oraz nie potrafię zapanować nad emocjami. Czasami śmieję się, a za chwilę jestem zdenerwowana, rzucam różnymi przedmiotami, płaczę.

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik

Brak sensu życia i niewychodzenie z domu

Mam na imię Ania, mam 20 lat. Nie widzę sensu życia, wszystko wydaje mi się puste i bez sensu, nie mam w ogóle przyjaciół, ludzie mnie drażnią i denerwują, czy to normalne? Z jednej strony czasem potrzebuje kogoś, a z...

Mam na imię Ania, mam 20 lat. Nie widzę sensu życia, wszystko wydaje mi się puste i bez sensu, nie mam w ogóle przyjaciół, ludzie mnie drażnią i denerwują, czy to normalne? Z jednej strony czasem potrzebuje kogoś, a z drugiej uciekam od ludzi. Nie wiem. Do tego kocham się w kimś nieszcześliwie, kto w ogóle mnie nie chce. To już 3 lata. A ja nie potrafię zakochać się w kimś innym. Wiem, że to chore, ale jak można na siłę się zakochać w kimś innym? Do tego mam straszne kompleksy. Jestem wysoka (178 cm) i jak wychodzę na ulicę to wydaje mi się, że wszyscy na mnie patrzą. Boję się iść do pracy, na studia, właśnie przez te straszne kompleksy. Zamknęłam się w domu i potrafię nieraz tydzień nie wychodzić. Co robić?

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik

Jak poradzić sobie z autoagresją?

Mam 20 lat, nienawidzę siebie i nie wiem, jak z tym sobie radzić. Od ok. 3 lat się tnę. To dobre nie jest, ale inaczej nie umiem poradzić sobie z emocjami, nienawiścią do siebie. Nienawidzę swojego charakteru, nie umiem dopasować...

Mam 20 lat, nienawidzę siebie i nie wiem, jak z tym sobie radzić. Od ok. 3 lat się tnę. To dobre nie jest, ale inaczej nie umiem poradzić sobie z emocjami, nienawiścią do siebie. Nienawidzę swojego charakteru, nie umiem dopasować się do ludzi i otoczenia, izoluję się od ludzi, nigdzie nie wyjeżdżam, w ogóle nie wychodzę ze swojego pokoju, no chyba że już naprawdę muszę, a do tego nienawidzę swojego wyglądu. Chciałabym jakoś przestać to robić - tak samej bez psychologa, ale nie wiem jak.

Co mam zrobić?

Witam serdecznie!!! Nigdy tego nie robiłam, ale może to i błąd... mam poważny problem ze sobą, zawsze byłam niezwyciężona, pełna energii i uśmiechu na twarzy, od jakiegoś czasu przestałam taka być, nawet nie wiem czemu, wszystko ze starej mnie zanikło....

Witam serdecznie!!! Nigdy tego nie robiłam, ale może to i błąd... mam poważny problem ze sobą, zawsze byłam niezwyciężona, pełna energii i uśmiechu na twarzy, od jakiegoś czasu przestałam taka być, nawet nie wiem czemu, wszystko ze starej mnie zanikło. U ludzi widzę tylko zawiść i fałszywość, a sama taka się robię, w domu cały czas się wyżywam na bliskich, a przede wszystkim na mężu, przeprowadziliśmy się do moich rodziców i od tego momentu nie da się ze mną wytrzymać!!! ja już ze sobą też nie...

Doszło nawet do tego, że wczoraj mąż się wyprowadził, bo zrobiłam kolejną bezsensowną awanturę. Nie widzę sensu w śmianiu się ani w potrzebie bycia z innymi ludźmi, tęsknię za tamtą ja, a nie potrafię do niej wrócić, choć tak bardzo chcę... Nie wiem już co mam robić ze sobą, żeby wszystko było jak kiedyś. Jak mam w siebie uwierzyć? Jak mam wierzyć w cały świat, który tak bardzo kochałam, nie wiem nawet czemu się tak ze mną stało? I kiedy? Pozdrawiam serdecznie, benunia.

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik

Wszystko mnie denerwuje

Witam. Agnieszka, 31 lat. Od ośmiu lat jestem mężatką wychowującą córkę. Niedawno straciłam pracę i zaczęłam kłócić się z mężem o p******, np. że źle położył kubek z herbatą itp. Wpadam w szał. Wszystko mnie dookoła denerwuje. Nie radzę sobie...

Witam. Agnieszka, 31 lat. Od ośmiu lat jestem mężatką wychowującą córkę. Niedawno straciłam pracę i zaczęłam kłócić się z mężem o p******, np. że źle położył kubek z herbatą itp. Wpadam w szał. Wszystko mnie dookoła denerwuje. Nie radzę sobie sama ze sobą. Dla mnie życie jest w szarych barwach. Nic mnie nie cieszy. Zamkęłam się w swoim małym świecie i ciężko mi samej z niego wyjść. Proszę o radę.

Jak mam sobie z tym radzić?

Witam, od pewnego czasu nie widzę sensu w swoim życiu, tzn. nie widzę w nim perspektyw na przyszłość i cały czas prześladuje mnie lęk przed samotnością. Jest co prawda pewna osoba, na której mi zależy, ale ona niedawno zaczęła...

Witam, od pewnego czasu nie widzę sensu w swoim życiu, tzn. nie widzę w nim perspektyw na przyszłość i cały czas prześladuje mnie lęk przed samotnością. Jest co prawda pewna osoba, na której mi zależy, ale ona niedawno zaczęła się spotykać z kimś. Ja się z nią widuję codziennie, ale jakoś nie jestem w stanie powiedzieć jej, co do niej czuję, boję się okazać jej swoje uczucia, bo nie wiem jak ona to odbierze. Co mam w takiej sytuacji zrobić? Jak sobie radzić? Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik

Jak wyzwolić swoje emocje?

Nie wiem jak zacząć, więc napiszę, jak się czuję. Boję się obudzić, gdy wstaję rano, ogarnia mnie strach tak duży, że nie mogę wstać, ciężko mi zrobić cokolwiek, nie mogę się wyrazić, boję się, że mam schizofrenię, jestem nerwowy i...

Nie wiem jak zacząć, więc napiszę, jak się czuję. Boję się obudzić, gdy wstaję rano, ogarnia mnie strach tak duży, że nie mogę wstać, ciężko mi zrobić cokolwiek, nie mogę się wyrazić, boję się, że mam schizofrenię, jestem nerwowy i gdy kładę się spać, chciałbym obudzić się martwy, wtedy wszystkie problemy by zniknęły. Boję się iść do pracy, czuję zagrożenie ze strony innych ludzi, nie lubię z nimi obcować, chociaż bym chciał. Ciężko jest mi wyrazić się, wątek, który podejmuję np. w rozmowie umyka mi, w kontaktach z ludźmi jestem nerwowy (gdy jestem w towarzystwie, chciałbym się rozluźnić i odpocząć, dobrze bawić się, ale nie mogę, więc wycofuję się, nie rozmawiam z ludźmi, wydaje mi się, że z mojego powodu panuje cisza, którą powinienem przełamać, ale nie umiem, gdyż nie mam nic ciekawego do powiedzenia).

Mam problemy z koncentracją, z podejmowaniem i kończeniem zadań. Czuję się samotny. Dla mnie relacje międzyludzkie to ciągła walka, kto jest lepszy, a ja tę walkę przegrywam. Napiszę jeszcze, że pomaga mi diazepam, po nim czuję się dobrze, lęki znikają, ale przecież nie o to chodzi, żeby być na lekach. Po zapaleniu marihuany moje lęki wyolbrzymiają się i nie jestem w ogóle w stanie funkcjonować. Po extasy jestem duszą towarzystwa, potrafię każdą laskę poderwać. Ogólnie mam problem z pamięcią, podskakuję na dźwięk dzwonka, trzaśnięcie drzwiami. Gdy spotykam znajomych, ogarnia mnie strach, gdyż na pytanie, co słychać, ja chciałbym powiedzieć "gówno". Gdy słyszę niektórych ludzi, miałbym ochotę co najmniej ich skrzyczeć. Czasami nakręcam się tak, że nie mogę skończyć robić czegoś, mimo że mnie to męczy, czytam szybko i bez zrozumienia, po paru linijkach zpominam, co było na początku.

Często napalam się, żeby coś zrobić i naprawdę mam na to ochotę, ale za chwilę wątpię, ogarnia mnie poczucie bezsensowności tego (po co to robić) i rezygnuję. Boję się wyzwań, trzęsą mi się ręce, nikt mnie nie lubi, rodzice się na mnie zawiedli, jestem w beznadziejnej sytuacji, w takim jakby zawieszeniu, z którego nie mogę się wyrwać. Często myślę nad swoim życiem i po prostu nie mogę, s****** je po prostu. Jestem nikim, nie mam niczego, nikogo, jestem sam, to chyba dlatego boję się rano wstać. Moje emocje są raz na wielkim minusie, łagodnie mówiąc, a raz nie ma ich wcale. Ogólnie jestem pełen wątpliwości na temat wszystkiego, chciałbym znaleźć ujście tych emocji, ale nie wiem jak to zrobić, normalnie chce mi się wrzeszczeć, niszczyć, mordować. Duszę w sobie emocje. Dziękuję za odpowiedź i przepraszam za niepoukładany list.

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik

Napady wściekłości i smutku oraz problemy ze snem

Nie mogę usnąć... usypiam o 3-4, czasami nawet 5-6 w nocy... mam takie napady wściekłości, smutku i wielkiej radości... nie chce mi się wychodzić z domu nigdzie... mogłabym cały dzień przeleżeć i nic nie robić... mam też tak, że się...

Nie mogę usnąć... usypiam o 3-4, czasami nawet 5-6 w nocy... mam takie napady wściekłości, smutku i wielkiej radości... nie chce mi się wychodzić z domu nigdzie... mogłabym cały dzień przeleżeć i nic nie robić... mam też tak, że się wszystkiego boję... nie wiem co się dzieje, co robić i w ogóle... to się dzieje już z miesiąc albo więcej... chcę prosić o jakąś poradę, wskazówkę, co bądź...

Zadręczanie siebie i bliskich osób

Wciąż coś mi nie pasuje , zadręczam siebie i mojego partnera. Wybucham czesto wyrzucam swoje nerwy na bliskich. Często płacze i popadam w zalamanie nerwowe. Chce umrzec ale boje sie tego boje sie zycia bez Mojego partnera tak dlugo o...

Wciąż coś mi nie pasuje , zadręczam siebie i mojego partnera. Wybucham czesto wyrzucam swoje nerwy na bliskich. Często płacze i popadam w zalamanie nerwowe. Chce umrzec ale boje sie tego boje sie zycia bez Mojego partnera tak dlugo o niego walczylam . Mam zal do siebie .. ze kiedys oszukiwalam rodzicow .. Że bralm narkotyki... teraz czesto nie dogaduje sie z partnerem boje sie ze mnie zostawi . Niewiem czy potrrafie ufac.

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik

Jak zacząć wierzyć w siebie?

Mam 15 lat i jestem dziewczyną. Od 4 miesięcy czuję się inaczej... Z jednej strony jest super, a z drugiej niezbyt przyjemnie. Wszystko zaczęło się w maju ubiegłego roku. Nie pamiętam dokładnie, co się wydarzyło, ale nie umiałam sobie z...

Mam 15 lat i jestem dziewczyną. Od 4 miesięcy czuję się inaczej... Z jednej strony jest super, a z drugiej niezbyt przyjemnie. Wszystko zaczęło się w maju ubiegłego roku. Nie pamiętam dokładnie, co się wydarzyło, ale nie umiałam sobie z tym poradzić i się cięłam. Gdy pojechałam na obóz, historia się powtórzyła. Tam pomogła mi dziewczyna mojego trenera. Rozmawiała ze mną i w ogóle. Gdy przyszłam do szkoły po wakacjach, codziennie rozmawiałam z moimi przyjaciółkami. Układało się super. No ale jak u każdego bywały kłótnie, przez co i bywały nowe rany na moim ciele... Zaczęłam rozmawiać z nauczycielką, która bardzo mi pomogła. Ale w marcu moje przyjaciółki podeszły do mnie i powiedziały, że chcą zakończyć przyjaźń.

Po tej sytuacji poszłam na trening karate. Dopiero po jakiejś godzinie dotarło do mnie, że straciłam coś bardzo cennego. Nie chodziłam do szkoły i w ogóle... W maju br. podpisałam taką umowę z jedną koleżanką z klubu. Ja nie będę się okaleczała, a ona mi pomoże inaczej. Jest to dorosła osoba, ale nie wiem, czy mi można pomóc. Jeszcze jest taka sytuacja, że ja się nie potrafię zaakceptować. Było tak: przez 3, 4 dni nic nie jadłam, żyłam na energetykach, żeby schudnąć. Ale wszyscy wkoło mówią, że dobrze wyglądam... Jednak ja tak się nie czuję... Mam 162 cm wzrostu i ważę 53,5 kg. Moje BMI wynosi 20,2, czyli niby jest w normie... Ale ja widzę, że mam za grube uda, brzuch i w ogóle... Czy mogę uzyskać jakąś radę, jak z tym walczyć... Jak się zmienić??? Chcę zacząć w siebie wierzyć, ale nie potrafię...

Niekontrolowane zmiany nastroju

Mam 19 lat i jestem mężczyzną. Dawniej byłem szczęśliwym, pełnym życia człowiekiem, całe dnie spędzałem na malowaniu obrazów, a radość, jaka z tego płynęła, była nie do opisania. Od 3 lat cierpię na niezależne zmiany nastroju - codziennie czuję w...

Mam 19 lat i jestem mężczyzną. Dawniej byłem szczęśliwym, pełnym życia człowiekiem, całe dnie spędzałem na malowaniu obrazów, a radość, jaka z tego płynęła, była nie do opisania. Od 3 lat cierpię na niezależne zmiany nastroju - codziennie czuję w sobie pustkę, a rzeczy, które kiedyś mi sprawiały radość odeszły, moje wszystkie pasje stały się źródłem cierpienia, całe dnie spędzam, leżąc na łóżku, często płacząc i obwiniając się, a małe sprawy doprowadzają mnie do płaczu bądź furii. Tak wygląda dzień, a wieczorem często tryskam przez około godzinę energią i odzyskuję wiarę w siebie - ten stan jest swego rodzaju odurzeniem, po czymś takim jestem totalnie wyczerpany, i do tego dochodzi przytłaczające uczucie straty po przebudzeniu następnego dnia, utrzymujące się cały dzień.

Nie jestem w żaden sposób w stanie kontrolować swoich uczuć, nawet kiedy spotykam się z ludźmi, których kocham. Jestem totalnie zdołowany, wszyscy to zauważają, nieważne, co robię, nie mogę odnaleźć szczęścia, wcześniej wystarczyło zrobić coś, co sprawia przyjemność, a teraz nawet nic nie czuję, poza swoim ciałem, które mnie uwiera i sprawia tylko ból - po prostu nie mam życia emocjonalnego. Teraz tylko przypominam sobie, jak było kiedyś, zostało mi tylko wspomnienie tego, jaki kiedyś byłem. Wizyty u psychologa nie pomogły. Nieważne jakbym się starał, próbował czy wierzył w lepsze jutro, zmienił nastawienie, epizody szczęścia i rutynowego smutku są niezależne od mojej woli i bardzo wyniszczające, zarówno psychicznie, jak i fizycznie.

Problemy z kontrolowaniem emocji

Witam! Z tego, co widać, chciałabym się doradzić w pewnej sprawie. Mam 15 lat i jestem dziewczyną. Od 1,5 miesiąca nie zachowuję się tak jak zwykle. Obawiam się, że mogę mieć depresję, jednak nie jestem w tej dziedzinie fachowcem,...

Witam! Z tego, co widać, chciałabym się doradzić w pewnej sprawie. Mam 15 lat i jestem dziewczyną. Od 1,5 miesiąca nie zachowuję się tak jak zwykle. Obawiam się, że mogę mieć depresję, jednak nie jestem w tej dziedzinie fachowcem, dlatego proszę o pomoc. Od dłuższego czasu jestem zmęczona, nic mi się nie chce, rzadko chcę widywać się ze znajomymi, ponieważ wolałabym siedzieć w domu, zasypiam zwykle ok. 3.30 nad ranem, ponieważ wcześniej nie chce mi się spać. Od mniej więcej miesiąca mam napady strasznego głodu, bardzo dużo jem, i choć chcę to ograniczyć, to nie jestem w stanie tego zrobić. W ciągu 3 tygodni przytyłam 2 kilogramy.

Dodam, że jestem osobą otyłą, i to ciągłe jedzenie oraz wzrost wagi dołują mnie jeszcze bardziej. Czasami po zjedzeniu czegokolwiek czuję wręcz, jak to jedzenie mnie "powiększa", jak rozchodzi się po ciele, zadomowiając się w różnych jego częściach. Czasami jestem też strasznie nadwrażliwa, mam problem z kontrolowaniem emocji i szybko popadam w złość. Nie konsultowałam się jeszcze z żadnym specjalistą, ponieważ nie wiem, czy warto narażać się np. na jakieś niepotrzebne badania. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik

Co tak naprawdę jest moim problemem?

Dzień dobry. Jestem 19-letnią dziewczyną. Coś złego się ze mną dzieje. Niestety, ale aby wyjaśnić, o co konkretniej mi chodzi, będę musiała się rozpisać, więc zrozumiem, jeśli nikt nie odpowie na moje pytanie. Zanim odważyłam się tutaj napisać, musiałam wszystkie...

Dzień dobry. Jestem 19-letnią dziewczyną. Coś złego się ze mną dzieje. Niestety, ale aby wyjaśnić, o co konkretniej mi chodzi, będę musiała się rozpisać, więc zrozumiem, jeśli nikt nie odpowie na moje pytanie. Zanim odważyłam się tutaj napisać, musiałam wszystkie najważniejsze głupoty z mojego życia nakreślić na kartce - wypiszę je teraz: 

*1995-96: Niedowaga i 'motywacje' ze strony rodziny - "zejdź mi z oczu, bo mam wrażenie, że się zaraz połamiesz", "jesteś niejadkiem!", "jak ty wyglądasz!", karmienie mnie na siłę biovitalami i nutellami. [Przez ten okres śniło mi się głównie, że matka z bratem zamykają mnie w klatce i porzucają, tłumacząc swoje zachowanie tym, że gdybym ich posłuchała i jadła więcej, nie doszłoby do takiej sytuacji].

*1998-2002: Molestowanie seksualne [ale nie ma co przesadzać, bo tylko sporadycznie w wakacje, kiedy X do nas przyjeżdżał bądź my ich odwiedzaliśmy]. W 2002 roku odważyłam się poinformować o tym kobietę mojego brata, która zagroziła mi, że jeżeli nie powiem matce, ona to zrobi. Powiedziałam więc. Reakcja była i tak lepsza niż się spodziewałam: "Zapomnij o tym, bo ja chcę mieć normalne, szczęśliwe dziecko". Wytłumaczyłam sobie więc to tak: "X musiał mieć jakieś problemy i tylko tak sobie z nimi radził, a ja głupia poruszyłam temat i teraz będzie miał przeze mnie kłopoty, może mi się to tylko przyśniło? nie ma co przesadzać, mama dobrze radzi". I jeszcze coś, pomimo że obiecała mi, że nie powie o tym żonie X, zrobiła to, napisała do niej list, od tamtej pory rodzina się rozleciała, tak jak zapewniał X.

*Od 1999 do dziś: nadwaga -> otyłość. Odkąd zapisałam się na zajęcia pozaszkolne i nie miałam czasu na utrzymywanie przyjaźni z pierwszych lat szkolnych ani na regularne jedzenie, zaczęłam przybierać na wadze. Moja aktualna waga osiągnęła 103 kg przy wzroście 175 cm. Chociaż uwielbiam aktywnie wypoczywać [rower, b. długie spacery, pływanie, quady, gokarty, jazda konna itd.], niestety 2 lata temu zrezygnowałam z tego, ponieważ coś się we mnie złamało i od tamtej pory unikam wychodzenia z domu jak ognia, wstydzę się pokazywać pośród ludzi. Od 4 miesięcy nie wychodzę do sklepu, ponieważ słyszę wręcz myśli sprzedawczyń "taka gruba świnia i kupuje jeszcze np. chrupki!?" Zresztą nie widzę sensu w jedzeniu.

Kiedy zaczęłam wstydzić się swojego ciała, od rówieśników słyszałam obelgi, a od najbliższych jedynie "nie przesadzaj!". Teraz od całej rodziny słyszę "Dziewczyno, co ty z siebie robisz?!", "Jak ty wyglądasz!?", "Żryj więcej, to na pewno chłopaka znajdziesz", "Może ciasteczko?". Przez 1,5 roku byłam pod kontrolą endokrynologa. Pani doktor po przeanalizowaniu mojej dotychczasowej diety stwierdziła, że to nie tu leży problem [poza drobną kwestią, że nie jem warzyw]. Oczywiście miałam zrobiony cały komplet badań krwi itd., wyniki były dobre, nie miałam problemów z tarczycą. Pani doktor stwierdziła, że w moim przypadku najważniejszy jest ruch i wysłała mnie do sanatorium.

Po 1,5-miesięcznym pobycie przyjechałam ze zwiększoną masą ciała o bodajże 4 kilogramy, więc lekarka zagroziła mi, że jeśli nie schudnę chociaż 2 kg do następnej wizyty, umieści mnie w szpitalu. Miałam wtedy 14 lat i moment, kiedy musiałam się do bielizny rozebrać w gabinecie lekarskim był koszmarem, tym bardziej że podczas badania obecna była moja matka, a pani doktor lubiła mówić do niej, dotykając np. brzucha [który był przecież najchudszą częścią mojego ciała, bo jestem typem gruszki], że z takim sflaczałym brzuchem nigdy nie znajdę sobie chłopaka i za 3 lata będę płakała, niestety z perspektywy czasu muszę przyznać, że miała rację, jestem zamknięta na inne osoby, nie pozwalam się dotknąć. Od tamtej pory postawiłam się matce i nie pozwoliłam się do niej ponownie zawieźć.

*2003 bądź 2004: rozwód rodziców, nie wiem czemu o tym piszę. Nie przeżyłam tego źle, ponieważ ojciec nie mieszkał z nami, odkąd się urodziłam. Wiem, że byłam ich dzieckiem na zgodę. Jak widać, bez komentarza. Przez okres gimnazjum nie miałam do kogo otworzyć buzi, nie miałam kompletnie nikogo. Nie zostałam zaakceptowana przez klasę, a i ja w pewnym momencie przestałam o tę aktceptację zabiegać, jakoś przestało mi zależeć, przestałam odczuwać silniejsze emocje, jakby zeszło ze mnie powietrze. Liceum miało być dla mnie nowym lepszym okresem, i tak było. Aż do momentu, kiedy w połowie 1 klasy zostałam niemal siłą przez pedagog szkolną i wychowawczynię wysłana na terapię.

Powodem było to, że przez cały dzień w szkole nie robiłam nic oprócz gapienia się w okno, a zdaniem mojej byłej wychowawczyni to objaw depresji?! [byłam wtedy faktycznie w złej kondycji psychicznej, miałam okres myśli samobójczych, bardzo kaleczyłam i zatruwałam swoje ciało, ale na boga!, nikomu o tym nie mówiłam ani się nie skarżyłam, bo nauczono mnie, że nie wolno przesadzać i w pełni się z tym zgadzam]. Zrobiły przy tym bardzo duże zamieszanie, zabierały mnie z lekcji, żeby porozmawiać, wzywały moją matkę do szkoły, a ja i tak już za bardzo wyróżniałam się w tłumie, więc po raz kolejny nie dano mi możliwości zostać zaakceptowaną przez klasę.

Na terapię chodziłam przez 3 lata. Na początku dostałam leki uspokajające i nasenne. Na pierwszej wizycie - tej, w której psychiatra zadaje pytania, napomknęłam tylko o panu X, ale nie mówiłam ani nie opisywałam co robił, powiedziałam też o moim wyalienowaniu w środowisku szkolnym i rozwodzie. Na sesje chodziłam raz w tygodniu, na początku zawsze miałam opisać, co się działo przez ten tydzień i jak się czuję. Podczas terapii dostałam dwa inne leki - sulpiryd i ketrel, miałam też wykonywane jakieś durne badania, jak eeg itd.

Coraz więcej dziwnych rzeczy zaczęło się ze mną dziać, np. bałam się, idąc po schodach w domu, dotknąć barierki, bo wydawało mi się, że ktoś z góry odstrzeli mi rękę. Słyszałam, jak ktoś tłucze się na strychu, jakby mieszkała tam osobna rodzina. Potrafiłam też oskarżać brata o podłożenie kamerek do mojego pokoju [był to też okres, kiedy moja rodzina naruszała moją prywatność, czytała mojego bloga, wpadała nagle do pokoju, sprawdzając, co robię], siedziałam w nim jak na szpilkach.... bojąc się, że ktoś zaraz wpadnie i na mnie nakrzyczy nie wiadomo o co.

Nie wiem, jak ona to zrobiła, ale chyba wyczuła, że coś się dzieje, bo skierowała mnie do szpitala psychiatrycznego na dokładną diagnostykę - matka nie wyraziła zgody, a ja byłam niepełnoletnia. Zauważyłam, że pani doktor zainteresowała się bardzo moim ojcem, więc jako że nie potrafiłam jej zaufać, a temat ojca był dla mnie niebolesny, przez cały okres terapii mówiłam tylko o nim. W pewnym momencie usłyszałam "Robisz dwa kroki w przód i siedem w tył, od początku mówisz tylko o ojcu", przestałam więc mówić i więcej na terapii się nie pojawiłam. Nie sądziłam jednak, że tyle dawało mi to przychodzenie na sesje.

Zrobiło się niebezpiecznie, bo po raz kolejny zbierałam pieniądze na zakup odpowiednich leków itp., aby się zabić [miałam już przecież dawno opracowany plan, po co skorzystać z jednej opcji, jak można zrobić sobie kilka rzeczy naraz i mieć pewność, że się umrze]. Musiałam wyprowadzić się ze swojego pokoju i wtedy po raz kolejny przygasłam, osowiałam... straciłam znajomych. Teraz czuję się jakbym żyła za jakąś ścianą, jakby to moje ciało, moje myśli nie były moje, jakby to wszystko to był tylko film, a ja za jakiś czas sie obudzę i pójdę zrobić sobie herbatę.

Nie czuję się prawdziwa, często śni mi się, że przychodzę do domu, widzę, że są pootwierane drzwi, wszystko w środku jest spalone, zapłakana biegnę na górę, a tam jak gdyby nigdy nic siedzą moi bliscy, kiedy chcę ich przytulić i uścisnąć ze szczęścia, że nic im nie jest, oni się rozsypują jak taki proszek, coś takiego jak piasek mokry. Nie potrafię coraz częściej oddzielić prawdy od fikcji [snu], nie czuję złości, nie potrafiłam nigdy się złościć, ukazując to, ale teraz nawet nie przeżywam tego uczucia. Zrobiło się dziwnie i nieswojo. Nie chcę znowu przeżyć tego co w gimnazjum, idę teraz na studia, chcę zacząć od nowa. Co jest moim problemem, ja sama? Moja waga? Moje myśli? Moje chore interpretacje? Co się w ogóle dzieje? Może naprawdę przesadzam?

Proszę o pomoc! Dowiedziałam się, że moja mama ma raka

Dowiedziałam się, że moja mama ma raka, przez 2 tyg. miałam histerię, biegunkę nerwową, nie mam apetytu, schudłam 6 kg z nerwów, nie mogę się skupić i ciągle myślę o tej chorobie. Bez przerwy płaczę, nie widzę sensu życia...

Dowiedziałam się, że moja mama ma raka, przez 2 tyg. miałam histerię, biegunkę nerwową, nie mam apetytu, schudłam 6 kg z nerwów, nie mogę się skupić i ciągle myślę o tej chorobie. Bez przerwy płaczę, nie widzę sensu życia i panicznie boję się utraty mamy, ciągle widzę śmierć przed oczami, ogarnia mnie panika, nie radzę sobie z pozytywnym myśleniem, choć najblizsi ciągle starają się mi pomóc, ale do mnie nic nie dociera.

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Paweł Gosek
Dr n. med. Paweł Gosek

Co jest ze mną nie tak?

Mam 18 lat. Od około 3-4 lat mam często napady smutku, które powtarzają się co kilka dni, a czasami tygodni. Jednego dnia potrafię być wesoły i roześmiany, drugiego przygnębiony i załamany. W dzieciństwie zawsze wymagano ode mnie niemożliwego. Wspaniałych...

Mam 18 lat. Od około 3-4 lat mam często napady smutku, które powtarzają się co kilka dni, a czasami tygodni. Jednego dnia potrafię być wesoły i roześmiany, drugiego przygnębiony i załamany. W dzieciństwie zawsze wymagano ode mnie niemożliwego. Wspaniałych wyników w nauce, których nie potrafiłem osiągnąć. Rodzice są rozwiedzeni - bardzo często po spotkaniu z tatą byłem w domu pomiatany. Od około 2 lat zaczęły się napady agresji, potrafiłem rzucać przedmiotami w pokoju z byle jakiego powodu, zwykle szybko to przechodziło.

Przeszłość odciska piętno na moim życiu - bardzo często jestem załamany wieloma przeżyciami z wczesnego dzieciństwa oraz rzeczami, które na pozór są błahostkami (powiedzenie czegoś nietaktownego bądź nie na miejscu). Praktycznie jedyną przestrzenią życiową jest mój pokój - nie utrzymuję kontaktów towarzyskich poza internetem. Lękam się ludzi, czuję się przy nich bezsilnie. Często zdarza się, iż wchodzę we własny świat, w którym jestem kimś ważnym. Nie mam motywacji do robienia czegokolwiek - wszystko co zrobię wydaje mi się złe i bezwartościowe. Rodzice nie widzą we mnie nic dobrego - jedynie krytykują, iż nic ze mnie nie wyrośnie. Proszę o pomoc!

Częste wahania nastrojów

Witam,jestem monika,mam 31 lat.Zawsze byłam osobą o zmiennych nastrojach,dość nerwową,bardzo wrażliwą,ale zawsze lubianą ,często uśmiechnietą .Moje życie już od wielu lat( ok5,straciłam rachubę.....) dzieli się na okresy :ten w miarę dobry i ten okropny nie do wytrzymania( myśli samobójcze,drażliwość,brak uśmiechu,...

Witam,jestem monika,mam 31 lat.Zawsze byłam osobą o zmiennych nastrojach,dość nerwową,bardzo wrażliwą,ale zawsze lubianą ,często uśmiechnietą .Moje życie już od wielu lat( ok5,straciłam rachubę.....) dzieli się na okresy :ten w miarę dobry i ten okropny nie do wytrzymania( myśli samobójcze,drażliwość,brak uśmiechu,kołatanie serca itd) coraz częściej zastanawiam się czy to nie czasem depresja ale jak mam dobre dni to świat nalezy do mnie,mogłabym wtedy zrobić wszystko ,natomiast w te ''czarne dni'' chcę być sama,płaczę,niepotrzebnie denerwuję siebie i bliskich,którzy zresztą już mają dosyć moich nastrojów.Może to tylko zaburzenia chormonalne a nie objawy depresji( mam nadzieję).Pewnie powinnam iść do lekarza,sama już nie wiem,proszę o poradę.Z góry dzięki,pozdrawiam

Patronaty