Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 0 8

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Fobie społeczne: Pytania do specjalistów

Nie wiem, czy to fobia społeczna, czy nieśmiałość?

Witam, mam taki problem: jak jestem w grupie osób, nawet znajomych, ciężko jest mi zabrać głos lub coś więcej powiedzieć, a jak coś takiego się zdarzy, to albo robię się czerwony lub jak mówię, to robię to tak, aby jak...

Witam, mam taki problem: jak jestem w grupie osób, nawet znajomych, ciężko jest mi zabrać głos lub coś więcej powiedzieć, a jak coś takiego się zdarzy, to albo robię się czerwony lub jak mówię, to robię to tak, aby jak najszybciej skończyć. Mam opory z poznawaniem nowych osób, nie mówiąc o spotykaniu się z dziewczynami i rozmawianiem z nimi. Martwi mnie to, że po alkoholu część objawów znika. W szkole miałem podobne problemy, praktycznie nigdy nie chodziłem do tablicy, bo zawsze się bałem, że jak zrobię coś źle, każdy będzie się ze mnie śmiał. A w wojsku miałem podobnie - unikałem wszelkich kontaktów i ukrywałem się jak tylko to było możliwe. Teraz jest podobnie - wolę siedzieć w domu przed komputerem niż wyjść pobawić się ze znajomymi. I bardzo chciałbym to zmienić. Pomóżcie!

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Lęk przed jedzeniem w większym skupisku ludzi i podejściem do tablicy na wykładach

Witam. Jestem uczennicą szkoły zaocznej. Mój problem polega na lękach przed ludźmi, przed jedzeniem w większym skupisku ludzi, a nawet przed podejściem do tablicy na wykładach. Gdy sama jestem w domu, boję się, że ktoś przyjdzie i nie będę potrafiła...

Witam. Jestem uczennicą szkoły zaocznej. Mój problem polega na lękach przed ludźmi, przed jedzeniem w większym skupisku ludzi, a nawet przed podejściem do tablicy na wykładach. Gdy sama jestem w domu, boję się, że ktoś przyjdzie i nie będę potrafiła się zachować... Zaczęło się od lęków na praktykach w szkole zawodowej. Stałam na kasie i bałam się większych skupisk ludzi. Wtedy miałam te lęki - trzęsłam się, serce waliło jak szalone, miałam trudności z oddychaniem, były zawroty głowy, bolesne kłucie w klatce piersiowej... Koleżanka poleciła mi wizytę u psychologa. Poszłam, lekarz stwierdził, że mam nerwicę lękową i przepisał mi lek uspokajający, po którym czułam się otumaniona. Brałam go kilka miesięcy. Gdy nie przyniósł żadnych rezultatów, poszłam po raz drugi do lekarza. Stwierdził, że nie przepisze mi żadnych leków, ponieważ jestem za młoda. Miałam ok. 20 lat. Nic się nie zmieniło z lękami. Mam wrażenie, że raczej się nasilają... Od kilku miesięcy biorę lek uspokajający 2x dziennie. Czuję się po nim trochę lepiej, ale gdy tylko odstawię, wszystko wraca. CO ROBIĆ? JAK SOBIE RADZIĆ W ŻYCIU CODZIENNYM? GDZIE SZUKAĆ POMOCY? Moje życie kiedyś wyglądało normalnie, a odkąd mam te lęki, najprostsze rzeczy sprawiają mi problemy... Bardzo proszę o radę!

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak to zwalczyć?

Mam 39 lat, jestem kobietą. Nie jestem nieśmiała, lecz brak mi pewności siebie. Nie wydaje mi się, abym nie miała nic do powiedzenia, ale w chwilach, kiedy zadają mi pytania w pracy, mam pustkę w głowie i bredzę, odbierając nagrodę,...

Mam 39 lat, jestem kobietą. Nie jestem nieśmiała, lecz brak mi pewności siebie. Nie wydaje mi się, abym nie miała nic do powiedzenia, ale w chwilach, kiedy zadają mi pytania w pracy, mam pustkę w głowie i bredzę, odbierając nagrodę, czerwienię się jak piwonia, emocje wychodzą ze mnie i wstydzę się tego. Jestem znerwicowana, miałam nielekkie życie - męża alkoholika, robiącego w nocy awantury, dwoje małych dzieci, które musiałam bronić... Psycholog otworzył mi oczy, zerwałam ze swoją przeszłością. Od 3 lat jestem w związku z mężczyzną, z którym jest cudownie, kocha mnie, szanuje, dzieci akceptuje i kocha, one także. I choć wszystko jest wspaniale, jak w dobrych bajkach... we mnie coś złego tkwi. Jestem podejrzliwa, niepewna, poza tym bardzo nerwowa. Czasem dziwię się sama swojemu zachowaniu - mam spokój, poczucie bezpieczeństwa, dobrą pracę... a jednak nie umiem sobie z tym poradzić. Mam straszne huśtawki nastrojów, chociaż próbuję coś z tym zrobić, to jednak potrzebuję porady, jak sobie z tym radzić. Zaznaczę, że nie jest to częste, napada mnie raz na jakiś czas. Jeżeli natomiast chodzi o pracę, to boję się przełożonych, boję się odezwać, choć mam wiele do powiedzenia. Jak sobie radzić z tym stresem?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy brak wiary we własne siły trzeba leczyć?

Witam! Piszę do was, bo od dłuższego czasu zastanawiam się, czy nie potrzebuję przypadkiem konkretnej terapii. Myślę, że potrzebuję, by ktoś ocenił z dystansu to, co czuję, że się ze mną dzieje. Przez większą część mojego życia byłam chorobliwie...

Witam! Piszę do was, bo od dłuższego czasu zastanawiam się, czy nie potrzebuję przypadkiem konkretnej terapii. Myślę, że potrzebuję, by ktoś ocenił z dystansu to, co czuję, że się ze mną dzieje. Przez większą część mojego życia byłam chorobliwie nieśmiała. To zaczęło się po urodzeniu się mojej młodszej siostry, miałam wtedy 5 lat i zamknęłam się w sobie. Przez całą podstawówkę czułam potworny stres w kontaktach z ludźmi, miałam kilka koleżanek, przy których czułam się sobą, ale ogólnie szkoła była torturą. Stresowałam się ogromnie w rozmowach z przypadkowymi ludźmi, wstydziłam się nawet kupować w sklepie. Od tamtego czasu staram się to w sobie przełamać, i małymi krokami nawet mi się to udaje. Mam za sobą i większe sukcesy, kiedy w okresach szczególnego wyluzowania bywam uznawana za osobę pewną siebie. Niestety, wewnętrznie nie jest to prawdą, mam silne tendencje do zamykania się w sobie oraz lęku przed otwarciem się na znajomych spoza mojego ścisłego kręgu. Nie potrafię stworzyć żadnego związku, bo przez mój brak pewności siebie boję się być sobą. Boję się, że nie zostanę zaakceptowana, gdy ten ktoś odkryje, że za maską pewności siebie i lekkiego lekceważenia kryje się cała masa kompleksów. Dodatkowo, powraca ciągle moja fobia społeczna, mam okresy, kiedy w rozmowach z nawet super sympatycznymi ludźmi nachodzi mnie ogromny lęk... Nie potrafię sobie z nim poradzić, mimo że czuję, że jest nieadekwatny do sytuacji. Zamiast rozkoszować się przyjemną konwersacją, ja chcę ją jak najszybciej zakończyć i uciec. Albo tłumię na siłę strach, próbując kontynuować; jednak pozostaję bardzo "drewniana", bo jak tu można mieć polot, jak jest się przerażonym. Mam też wahania nastroju, jednego dnia silna ekstaza, innego depresja. Szczególnie źle się ze mną dzieje tuż przed okresem, kiedy potrafię spędzić 2 dni, zamykając się w mieszkaniu i płacząc. Proste rzeczy urastają do rangi problemów, a ja czuję się bezradna. Tłumaczę sobie, że nie jestem do niczego, bo mam wiele sukcesów, jestem zdolna i inteligentna, świetnie rysuję, jestem na dobrych studiach, potrafię być atrakcyjna, ale to nie pomaga mi wyjść poza moją szarą strefę postrzegania siebie i świata. Dramatyzuję, w wielu sytuacjach dziwnie reaguję, co sprawia, że ludzie odsuwają się ode mnie. To potęguje mój strach przed brakiem akceptacji. Często popadam w świat marzeń, myśląc, co mogłabym dokonać albo co mogłabym zmienić, co mogłoby się stać gdyby... a nie potrafię po prostu zacząć robić tego, na co mam ochotę. Marzenia zastępują mi życie. Meczę się ze sobą, meczę również rodzinę i znajomych moim narzekaniem. Ogólnie wszyscy radzą wziąć się w garść i działać. Łatwo powiedziane, kiedy ja nie wierzę w swoje siły. Tymczasem czytam kolejne opisy chorób i dolegliwości psychicznych, zastanawiam się, co mi dolega. I czy z tym da się radę poradzić samemu, w jakiś sposób, czy trzeba wybrać pomoc specjalisty...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Kwiatkowska
Mgr Joanna Kwiatkowska

Decyzja o porzuceniu studiów i cała reszta

Im dłużej siedzę w domu po rzuceniu studiów, tym więcej rzeczy mi się przypomina, które doprowadziły do tej decyzji, i dochodzę do wniosku, że to nie było chyba normalne. Bałam się pójść na egzamin, bo bałam się, co pomyśli o...

Im dłużej siedzę w domu po rzuceniu studiów, tym więcej rzeczy mi się przypomina, które doprowadziły do tej decyzji, i dochodzę do wniosku, że to nie było chyba normalne. Bałam się pójść na egzamin, bo bałam się, co pomyśli o mnie profesor. Bałam się wejść na zajęcia, bo wstydziłam się koleżanki, która też się na nie zarejestrowała. Bałam się przejść korytarzem, bo czułam, że wszyscy na mnie patrzą i myślą sobie, co za kretynka albo coś innego, negatywnego. Myślałam, że wszyscy oglądają ciągle mój profil na portalach społecznościowych, że interesują się moim życiem i śledzą je, i dlatego muszę się jak najlepiej zaprezentować. Ciągle się śmiałam i próbowałam udawać pewną siebie. Właściwie to nigdy nie jestem sobą, zawsze kogoś udaję, nie wiem, jaka jestem jako ja. Teraz siedzę od roku w domu. Boję się iść na studia albo do pracy, bo co będzie jak spotkam kogoś ze studiów? Mogę spojrzeć na to w ten sposób: a jeżeli oni wszyscy mają cię gdzieś, to dla kogo i po co się ukrywasz w domu? Ale jeżeliby tak było, jeżeli nikt się mną nie interesuje i nie przeżywa każdego mojego ruchu, to po co mam robić cokolwiek? Wszystko robiłam zawsze dla kogoś albo żeby się upodobnić, albo żeby coś komuś udowodnić, dla siebie samej to bym tylko leżała w łóżku lub siedziała przed komputerem. Już nic nie rozumiem z tego wszystkiego. Jeżeli ludzie się mną nie interesują, to po co mam żyć? Ale żyję, bo szczerze mówiąc, dalej myślę, że jednak się mną interesują i muszę im udowodnić, na co mnie stać. Ciągle myślę o tych wszystkich osobach. Czuję, że powinnam coś robić, że mam jakieś zadanie na świecie i denerwuje mnie, że nie robię tego, ale z drugiej strony, co mam robić?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Fobia społeczna?

Nie wiem od czego zacząć pisać, więc może zacznę od początku. Na początku 3 gimnazjum narodziła mi się jakaś fobia, tak bez powodu. Sądzę, że jest to fobia społeczna i szkolna, a także mam skłonność do stanów depresyjnych. Poza tym...

Nie wiem od czego zacząć pisać, więc może zacznę od początku. Na początku 3 gimnazjum narodziła mi się jakaś fobia, tak bez powodu. Sądzę, że jest to fobia społeczna i szkolna, a także mam skłonność do stanów depresyjnych. Poza tym od dawna cierpiałam na nerwicę żołądka [zespół jelita drażliwego]. Ani razu nie byłam u psychologa, ale za każdym razem, gdy mówię matce o moim problemie, ona po prostu to lekceważy i mówi 'to ci przejdzie', i tak od marca próbuję się wybrać do tego psychologa, no i jak widać, nie mogę. Ostatnia klasa gimnazjum była dla mnie okropna, mimo że z nauką nie miałam większych problemów, zdałam szkołę.

Od paru miesięcy zauważyłam, że coś się dzieje z moją psychiką, zaczynam wszystko inaczej odbierać i chyba mam początki depersonalizacji, a wahania nastrojów są momentami nie do wytrzymania, odbija się to na wszystkich dookoła. Nie wiem, czy to może być na skutek picia alkoholu, bo w 3 klasie dosyć często piłam i tu dochodzi też palenie, a słyszałam, że picie tylko pogłębia stany psychiczne itp. Teraz idę do liceum i kompletnie nie wiem co robić... po prostu boję się ludzi i tego, jak tam się zachowam. Że znów będę taka obojętna, chamska i w ogóle. A w klasie mam 35 osób. Dodam, że idę do szkoły, gdzie jest sama 'elita', na dodatek dochodzą też lęki i miewam czasem depersonalizacje.

Najbardziej to obawiam się, że problemy z jelitami nasilą się do takiego stopnia, że przed wyjściem do szkoły z 20 razy odwiedzę kibel. A w szkole nie będę mogła się skupić na niczym innym tylko na tym, że boli mnie brzuch, chce mi się wymiotować i ciekawe jak ja wyjdę z klasy, żeby pójść do łazienki, bo tak właśnie było w 3 klasie gim. Obawiam się, że to wszystko to początki jakiejś choroby psychicznej... najlepiej to bym chciała dostać jakieś dobre leki od psychiatry, albo nauczanie indywidualne... nie wiem też, czy wizyta u psychologa coś da, zresztą sama bym nie poszła, a z matką nie mam dobrego kontaktu.

Czy to depresja, czy coś innego?

Witam, mam na imię Sebastian i mam 27 lat. Nie wiem, co się ze mną dzieje, ale wydaje mi się, że to, co robię, nie jest normalne. Wychowałem się w niezbyt dobrej rodzinie, następnie w wieku 12 lat trafiłem do...

Witam, mam na imię Sebastian i mam 27 lat. Nie wiem, co się ze mną dzieje, ale wydaje mi się, że to, co robię, nie jest normalne. Wychowałem się w niezbyt dobrej rodzinie, następnie w wieku 12 lat trafiłem do domu dziecka, co mi na dobre wyszło. Wyszedłem z domu dziecka, ukończyłem średnią szkołę i wyrosłem na porządnego, wrażliwego faceta. Do 18 roku życia miałem straszny wygląd – miałem okropny trądzik, a w dodatku w młodości ludzie się ze mnie śmiali, bo straciłem 2 cm palca w wypadku. Przeprowadziłem się do dużego miasta po wyjściu z domu dziecka i siedzę już tu 8 lat. Mam pracę i jest OK.

Natomiast mój problem polega na tym, że pomimo tego, że dobrze wyglądam, wstydzę się ludzi. Kiedy jadę do pracy, unikam ludzi albo siadam gdzieś w kącie. Wracam do domu i zdarza mi się płakać. Ostatnio doszło do tego, że wszystko co zarabiam, tracę na bardzo drogie ubrania, nie potrafię wyjść z domu w niewyprasowanych ubraniach, a buty piorę codziennie, aby wyglądały jak nowe! Wiem, że przesadnie dbam o siebie. W Warszawie nie mam rodziny. Zdarza mi się, że jak mam gdzieś wyjść na dyskotekę, to musze się upić, bo bardzo źle się czuję. Jestem bardzo wrażliwym facetem, a w dodatku nikomu nie ufam i nie potrafię się zakochać, pomimo że potrzebuje kogoś. Nie wiem, co robić. Bardzo się z tym meczę. Nawet kiedy byłem w związku, moja zazdrość była okropna. W przeszłości leczyłem się psychiatrycznie, bo byłem nadpobudliwy, a teraz jest odwrotnie – zaszywam się w mieszkaniu i nie wychodzę nigdzie. Jestem bardzo spokojny, czasami nawet za spokojny. Mam dużo znajomych, ale ja niestety nie mam do nich zaufania, co powoduje, że nie odzywam się do nich. Moje życie to praca i dom. Bardzo proszę o poradę, bo czasami mam już dość wszystkiego. Miałem kilka razy myśli samobójcze, ale wiem, że nigdy bym tego nie zrobił. Nic mi nie sprawia radości. Nie potrafię się cieszyć.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak pozwolić sobie pomóc?

Z każdym dniem coraz ciężej wstać mi z łóżka i spojrzeć oczami optymistki. Czuję się z tym okropnie, bo przecież zawsze uchodziłam za tą roześmianą, dowcipną itd., dzisiaj nie potrafię już nawet udawać.. Mam dopiero 19 lat, zdałam maturę i... Z każdym dniem coraz ciężej wstać mi z łóżka i spojrzeć oczami optymistki. Czuję się z tym okropnie, bo przecież zawsze uchodziłam za tą roześmianą, dowcipną itd., dzisiaj nie potrafię już nawet udawać.. Mam dopiero 19 lat, zdałam maturę i czekam na wyniki, powinnam cieszyć się z życia, brać to co najlepsze, niestety, nie potrafię.. Dokładnie pamiętam (a raczej przypuszczam), kiedy całkowicie straciłam zaufanie do ludzi. W moim domu nigdy nie było kolorowo, tato często sięgał po alkohol, były kłótnie, awantury i nieprzespane noce. Zdarzało się, że podniósł rękę na mamę. Ja czułam się zawsze za wszystko odpowiedzialna. To przecież mi mama żaliła się jak jest jej ciężko, nawet wówczas gdy miałam może z 6 lat. To ja prosiłam tatę by już nie pił, by się położył, by nie krzyczał. Pilnowałam go gdy szedł do sklepu i udawałam ból brzucha, kiedy chciał iść do kolegów do baru. Czułam się także odpowiedzialna za mamę, uważałam, że muszę ją chronić. Przyszedł na świat mój młodszy brat i jego także chciałam chronić, aby nie miał takiego dzieciństwa jak ja, miałam nadzieję, że to właśnie on sprawi, że będzie lepiej. W końcu syn, duma każdego mężczyzny. Jednak bywało różnie. Kiedy miałam z 13 lat, zobaczyłam mojego tate w "sytuacji", w której nie powinnam była zobaczyć. Miał być rozwód. Nie było, mama wybaczyła bo ja pewnie źle zobaczyłam, może coś tam zaszło ale pewnie nie tak jak ja widziałam. Miało się zmienić na lepsze. Znowu bywało różnie. To właśnie wtedy straciłam całkowite zaufanie do ludzi, do moich rodziców, koleżanek czy kolegów. Byłam pewna, że nie warto nikomu ufać. Choć chyba zawsze byłam zamknięta a jedynie udawałam. Problemy z samopoczuciem zaczęły się w liceum (17lat), ale jakoś dawałam sobie radę.. Zmieniliśmy miejsce zamieszkania. Taki piękny początek dla szczęśliwej, odbudowanej rodziny. Niestety, przeglądając telefon taty natknęłam się na sms'y jego i jego koleżanki z pracy (niczym detektyw). Ale mama także wyczuwała, że coś jest nie tak. Zmieniła się. Zaczęła dbać o siebie, wychodzić z tatą na imprezy, zapraszać znajomych. No niby pomogło, przestał wychodzić i wisieć na telefonie, dziś widać, że za mamą jest i nie ma tych trzecich. Tato jest w domu tylko na weekendy. I każdy week. wygląda tak samo. Alkohol, moi rodzice, znajomi. Nie pamiętam już normalnych, rodzinnych świąt, week. A na pytanie, czy alkohol jest niezbędny, ta sama odpowiedź: wszyscy teraz piją, jedyna nasza radość." Nie ma awantur, fakt ale jest pijany ojciec i wcięta matka. Wraz ze zmianą mamy czuję, że utraciłam ją. A kiedyś miałyśmy świetny kontakt. Zawsze też byłam osobą, która słuchała innych, pomagała. Czy to rodzina czy znajomi. Teraz zaczyna mnie to męczyć, bo kiedy ja potrzebuję rozmowy, nie ma wokół mnie nikogo. Czuję się beznadziejnie bezwartościowa. Nie cieszy mnie juz nic, co wcześniej sprawiało radość. Jeszcze niedawno miewałam straszne burze nastrojów, potrafiłam zezłościć się na mojego chłopaka o to, że spóźnił się pięć minut i, że pewnie nie miał ochoty przychodzić. Krzywa uwaga kogokolwiek doprowadzała mnie do łez. Czasem miałam ochote wręcz wybuchnąć śmiechem, ironiczym np. przy rodzinnej uroczystości. Albo nagle dostawałam ochoty na seks, tak jakby cała energia szukała punktu wyjścia, rozpaczliwie szukałam jakiegoś momentu szczęścia ale po nim następowała pustka. Mój chłopak też zauważył, że nawet w tych sprawach się zmieniłam. Mój problem to chyba to, że za bardzo staram się wszystkim dogodzić, pomóc. Przejmuję się rodzicami, którzy mają problemy finansowe. Przejmuję się tatą, bo wciąż słyszę, że on pracuje a nic z tego nie ma i jest załamany. Przejmuję się mamą, bo ona jest też załamana a wszystko jest na jej głowie. Żalą mi się, ja ich słucham. I narasta we mnie wszystko.. A teraz już od dłuższego czasu czuję, że wegetuję. Ciągle smutek, płacz.. Czuję się całkowicie wypompowana ze wszystkich emocji. Potrafię leżeć kilka godzin, wpatrywać się w ścianę, zupełnie obojętna na wszystko co się dzieje. Nie docierają do mnie słowa innych osób, piosenek, filmów. Mam wrażenie, jak bym brała udział w jakimś przedstawieniu, jakby to nie dotyczyło mnie, jak bym obserwowała ten czarny spektakl z boku. Wczoraj, kiedy czułam, że już nie wytrzymam ze sobą, wzięłam tabletki, schowałam do szafki. Uspokoiło mnie to wewnętrznie, gdyż poczułam, że kiedy przyjdzie chwila, że ten ból zacznie mnie rozszarpywać, wezmę je i odejdę. Szukam pomocy, ponieważ te myśli są coraz częstsze. Próbowałam rozmawiać z mamą ("dziecko, jakie Ty możesz mieć problemy, to ja z tatą.. blabla"), chłopakiem ("nie wiem o czym Ty mówisz, przecież wszystko jest ok, każdy ma złe dni, daj spokój"). Ale to było jakieś 2-3 miesiące temu. Od tam tego czasu nie zwróciłam się o pomoc do nikogo. Zamknęłam wszystko we własnej duszy, i cierpiałam w ciszy. Ale czuję, że już tego wszystkiego w sobie nie pomieszczę. W dodatku zaczęłam palić jak opętana, aby się rozluźnić zaczęłam szukać wsparcia w alkoholu, a ja nie chcę tak żyć! W dodatku po wakacjach studia, praca i wspólne mieszkanie z chłopakiem. Kiedyś mnie to cieszyło, dziś napawa strachem, paniką. Przed życiem, przed tym, że nie poradzę sobie i, że bardziej beznadziejnym być nie można. Nawet fizycznie czuję się okropnie. Spadek wagi, chwilami brak apetytu a czasami wręcz wilczy apetyt. Potrafię tak się zdenerwować, że mam wymioty, biegunkę, ciągle mokre dłonie, bóle mięśni. A ostatnio dosyć często bóle w klatce piersiowej, chwilami jakby serce miało mi wyskoczyć albo zapadało się.. nie potrafię tego opisać. Napisałam tutaj, ponieważ w domu nauczyli mnie, że jeżeli masz problem to rozwiąż go sam. W dodatku zawsze czułam, że moje ewentualne "dołki" nikogo nie interesują, są większe zmartwienia. Być może dlatego nie potrafię rozmawiać o tym, co mnie boli bo od razu czuję, że przesadzam, że mój problem jest zbyt mały itd. Wiem, że potrzebny mi lekarz, ale ja mam wgarną blokadę do mówienia o tym, co mnie boli, wydaje mi się, że ktoś pomyśli, że użalam się nad sobą. A poza tym jak bym odeszła to i tak ludzie szybko zapomną, bo po co męczyć się z kimś, kto nie potrafi cieszyć się z życia.. Zwłaszcza, że nie wiem co mi jest.. i czuję się strasznie zagubiona. Ale została jeszcze we mnie ta malutka iskierka nadziei, że może warto żyć i, że może mi się uda. Chciałabym tylko, żeby ktoś pomógł mi ją rozpalić..

Jak sobie pomóc w obniżonym nastroju?

Witam. Jestem młodą, 27 letnią matką dwójki dzieci. Piszę zwracając się z prośbą o pomoc, ponieważ nie wiem czy mam się zglosić do psychiatry czy do psychologa. Otoz moje życie jest jednym pasmem nieszczęścia. Urodzilam się i wychowywałam w... Witam. Jestem młodą, 27 letnią matką dwójki dzieci. Piszę zwracając się z prośbą o pomoc, ponieważ nie wiem czy mam się zglosić do psychiatry czy do psychologa. Otoz moje życie jest jednym pasmem nieszczęścia. Urodzilam się i wychowywałam w bardzo toksycznej rodzinie, z problemem alkoholowym, przemocą fizyczną, psychiczną i ekonomiczną. Chcąc uwolnić się od rodziny wyszłam za mąz, zachodząc również w ciażę. Niestety mąż również stosował wobec mnie psychiczna przemoc, wyzywał od smieci, groził śmiercia. Rozwód przezyłam bardzo źle, powrót do rodziców też. Obecnie w mojej rodzinie nie ma problemu alkoholowego. Od rodziców czuje się bardzo uzalezniona kontrolują całe moje zycie, jednak za moim przyzwoleniem, nie potrafie się z tej petli wydostac. Wyszłam drugi raz za mąż (pierwszy raz w wieku 21 lat, drugi w wieku 25) mam drugie dziecko. Sytuacji traumatycznych było w moim życiu więcej opisuję tylko te, które moim zdaniem miały najwieksze znaczeniem Korzystałam z pomocy psychologa przy rozwodzie. Co do samopoczucia - zawsze miałam male poczucie własnej wartości i społeczne lęki Teraz jednak niemalże nie wychodzę z domu, płaczę niemalże codziennie, czuję się beznadziejna niepotrzebna, czuję, że nie zapewnię bytu mojej rodzinie, Nie dbam też o wygląd fizyczny, czuję, ze czeka mnie już tylko smierć, odczuwam silny wstyd przed ludźmi, wstydzę się za to kim jestem, nie potrafię sobie poradzić juz niczym. nie jestem w stanie samodzielnie załatwić prawie nic, a najgorsze jest to, że nic mnie praid nie cieszy i w zasadzie czekam niemalże na śmierć, choć wiem ze muszę wychować swoje dzieci Nadmienie że mam wyższe wykształcenie kontynuuję studia na doktoracie. Proszę o pomoc bo nie wiem czy mogę dac sobie radę sama bez leków.
odpowiada 2 ekspertów:
 Paulina Witek
Paulina Witek
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Dawid Karol Kołodziej

Fobia społeczna chorobą przewlekła - co to oznacza?

Co to znaczy, że fobia społeczna jest chorobą przewlekłą? Leczę się już długo, ciąglę wierzę, że z tego wyjdę i przeraża mnie taka opinia o tej chorobie. Odbiera mi nadzieję. A może jest tak, że wszystkie nerwice są chorobami przewlekłymi?

Problemy z zasypaniem, drżeniem rąk i potliwością

Zaczelo sie to na wakacjach jakies 6 miesiecy temu... Problemy z zasypaniem, drżenie rąk, potliwość, dziwne zaburzenia psychiczne (stres w wykonywaniu prostej czynnośći np zamawianie posilu w restauracji- to chyba od zawsze), spuchniete łydki, leki i nieszczęsne wypadanie włosów......

Zaczelo sie to na wakacjach jakies 6 miesiecy temu... Problemy z zasypaniem, drżenie rąk, potliwość, dziwne zaburzenia psychiczne (stres w wykonywaniu prostej czynnośći np zamawianie posilu w restauracji- to chyba od zawsze), spuchniete łydki, leki i nieszczęsne wypadanie włosów... Poszłam do lekarza i wykryto mi tarczyce od czasu jak biore leki jest juz lepiej chociaz niektore sytuacje sprawiaja,ze potrzebuje pomocy... Jestem studentka zaoczną pedagogiki, nie nawidze występów publicznych nie wiem czy też takie lęki moge usprawiedliwić tarczyca,czesto sie boje,boje sie nawet odezwac to jest straszne, bo przez to nawet na studiach mam slabsze wyniki. Ze wzgledu na to wszystko zaczynam postrzegac siebie jako nieudacznika, który nie potrafi czasem prostej czynności wykonac. Zastanawialam sie nad wizyta u psychologa ze wzgledu na to ze podejrzewam u siebie fobie spoleczna.U mnie sytuacja jest dziwna poniewaz ogólnie mormalnie funkcjonuje w spoleczenstwie,mam szerokie grono znajomych i nikt nie widzi ze cos ze mna nie tak..problem pojawia sie w szkole, albo jak ktoś na mnie patrzy wtedy sie zaczyna..drzacy głos,problem z formulowaniem wypowiedzi,zaczynam sie jakać.. .A to nie wypada na dziewczyne prawie 25 letnia,atrakcyjna - przez to tylko mozna narobić sobie wstydu! Potrzebuje pomocy ze wzgledu na to, ze koncze studia a z takim problemem ciezko bedzie mi znaleść prace, naprawdę źle mi z tym i okropnie się z tym czuje. Proszę o pomoc.Balerina

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Paweł Gosek
Dr n. med. Paweł Gosek

Fobia społeczna - co mam robić?

Jestem Julia i mam 14 lat. Od gimnazjum zauważyłam, że jest coś ze mną nie tak. Boję się chodzić do szkoły i boję się rozmawiać z osobami w klasie. Zwykle, gdy mam coś powiedzieć, trzęsą mi się ręce albo serce...

Jestem Julia i mam 14 lat. Od gimnazjum zauważyłam, że jest coś ze mną nie tak. Boję się chodzić do szkoły i boję się rozmawiać z osobami w klasie. Zwykle, gdy mam coś powiedzieć, trzęsą mi się ręce albo serce szybciej mi bije. Dosyć często w klasie mówią do mnie głupie uwagi na temat wyglądu lub po prostu śmieją się ze mnie. Jak mi dokuczają, to mam ochotę się popłakać. Ale jestem bardzo skryta i nie potrafię powiedzieć rodzicom o tym problemie. Zazwyczaj siedzę tylko na internecie i mam internetowych przyjaciół, ale chciałabym żyć normalnie i jak każdy rozmawiać ze znajomymi. Nawet gdy idę do sklepu, strasznie się boję, boję się także kupić coś w kiosku. Każdy w klasie traktuje mnie jak "śmiecia". Najgorzej jest, jak czekam na autobus. Zawsze w czwartek 3 chłopaków siada tam, gdzie ja, na ławce, i mówi głupie uwagi typu "Julia potwór" albo po prostu pokazują, że jestem najgorsza. Cała szkoła traktuje mnie inaczej.

Nie wiem już, co mam robić. Byłam u pani pedagog, ale powiedziała, żebym uwierzyła w siebie, ale ja nie potrafię. Czasami jak czytam czytankę na polskim, to się jąkam.. Potrzebuję pomocy. Wieczorami nie mogę spać, bo boję się następnego dnia w szkole. Proszę, odpiszcie mi, ja już nie mogę z tym żyć, doradźcie mi, co mam robić.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Strach przed ludźmi

Witam, mam pewien problem, który, niestety, bardzo utrudnia mi życie i nie wiem, co zrobić. Mam 21 lat i boję się ludzi. Bałem się ich od zawsze. Jakoś udało mi się skończyć gimnazjum, ale potem żadnej innej szkoły już nie...

Witam, mam pewien problem, który, niestety, bardzo utrudnia mi życie i nie wiem, co zrobić. Mam 21 lat i boję się ludzi. Bałem się ich od zawsze. Jakoś udało mi się skończyć gimnazjum, ale potem żadnej innej szkoły już nie mogłem skończyć - po prostu bałem się do niej chodzić, bo bałem się ludzi. Od kilku lat nic nie robię. Ponieważ nie chodzę do szkoły ani pracy, nie mam ubezpieczenia zdrowotnego, co dodatkowo mnie stresuje, i każda moja wizyta u lekarza musi być prywatna, a mnie na to nie stać. Chciałbym iść do pracy, ale boję się ludzi. Nie wiem, jak sobie poradzić z moim strachem przed ludźmi. Może pójść do psychoterapeuty lub psychiatry, ale na to mnie nie stać, a z braku ubezpieczenia nie mogę korzystać z lekarza na NFZ. Próbowałem nawet w Miejskim Ośrodku Pomocy Rodzinie, ale żadna zapomoga mi się nie należy. Lekarza (psychiatrę) bym miał, jakbym pracował, ale przecież gdybym był w stanie pracować, nie potrzebny byłby mi lekarz. Jestem bezradny, nie wiem, co zrobić.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy z fobii społecznej można się całkowicie wyleczyć? Jak długo to trwa?

Witam. Moim problemem jest fobia społeczna. Nie byłam jeszcze u lekarza, ale ze zdobytej wiedzy w Internecie wiem, że moje objawy świadczą o fobii społecznej. Depresji raczej jeszcze nie mam, ale bardzo mnie męczy ta sytuacja. Coraz bardziej utrudnia...

Witam. Moim problemem jest fobia społeczna. Nie byłam jeszcze u lekarza, ale ze zdobytej wiedzy w Internecie wiem, że moje objawy świadczą o fobii społecznej. Depresji raczej jeszcze nie mam, ale bardzo mnie męczy ta sytuacja. Coraz bardziej utrudnia mi to życie. Jestem zła sama na siebie, że złożenie podpisu w banku mnie przerasta. Zdaję sobie sprawę z tych lęków, ale nie potrafię nad tym zapanować. W sytuacjach społecznych trzęsą mi się ręce, jak alkoholikowi.To wszystko staje się męczarnią. Nie pracuję obecnie, choć mam pewne umiejętności i raczej szybko bym coś znalazła, ale niestety paraliżuje mnie lęk. Moje wcześniejsze życie to niestety pasmo zmartwień i nerwów. Obecnie wcale nie jest lepiej, gdyż mieszkam z alkoholikiem. Ze swojej strony zrobiłam wszystko, co tylko można było, by się go pozbyć z mieszkania, ale eksmisja dziś okazuje się wcale nie taka prosta. Czuję, że to właśnie ten człowiek zabrał mi połowę zdrowia, i stąd ta nerwica, i fobia społeczna. Powiem jeszcze, że boję się ludzi, choć wiem, że nic mi z ich strony nie grozi. Sama nie potrafię tego zrozumieć i jest to głupie dla mnie. I tu pytanie. Czy długo leczy się fobię społeczną? Czy to w ogóle można wyleczyć? Gdyby nie te objawy, których się wstydzę, moje życie byłoby całkiem znośne. Najbardziej dokucza mi drżenie rąk i ciała.

Czerwienienie się przy fobii społecznej

Witam. Mam 28 lat i przynajmniej od 7 lat cierpię na tzw. fobię społeczną. Odkryłam to stosunkowo niedawno, ale wszystkie czynniki na to wskazują. Zawsze byłam i jestem osobą śmiałą, otwartą, która lgnie do ludzi, a nie izoluje się...

Witam. Mam 28 lat i przynajmniej od 7 lat cierpię na tzw. fobię społeczną. Odkryłam to stosunkowo niedawno, ale wszystkie czynniki na to wskazują. Zawsze byłam i jestem osobą śmiałą, otwartą, która lgnie do ludzi, a nie izoluje się od nich. Co mnie martwi? Od długiego czasu cierpię na pewien lęk, który towarzyszy mi zawsze i wszędzie. Jest to zjawisko, które towarzyszy mi w sklepie, restauracji, pracy bądź innych miejscach, w których znajdują się ludzie. Nie jest to ważne, czy są to osoby zupełnie obce czy bliskie. Jest mi bardzo ciężko z tym funkcjonować, ponieważ w różnych, nawet błahych sytuacjach interpersonalnych, robię się czerwona jak przysłowiowy "burak", pocę się i dostaję wypieków na twarzy.

Problem jest o tyle niezręczny, gdyż widzą to inni, którzy się wyśmiewają z mojego rumieńca na twarzy lub patrzą jak na dziwoląga. Nie jestem w stanie spokojnie usiąść w restauracji i zjeść z mężem kolacji, bo czuję lęk, panikę, że zaraz będę czerwona, że może ktoś mnie o coś zapyta, a nie daj Boże, aby weszła znajoma osoba.Odczuwam wręcz paraliż całego ciała. Krępują mnie sytuacje związane ze sprawami męsko-damskimi, sprawy seksu itp. Na razie nie korzystałam z pomocy specjalisty, ale może to jest niezbędne. Proszę o informację i pomoc!

odpowiada 2 ekspertów:
 Paulina Witek
Paulina Witek
Lek. Agata Leśnicka
Lek. Agata Leśnicka

Jakie ćwiczenia przy fobii społecznej?

Witam. Mam 38 lat i wiem, że mam fobię społeczną. Moje objawy to trzęsące się ręce, gdy się podpisuję, suchośc w ustach i lęk w sytuacjach społecznych, zwłaszcza gdy jest dużo ludzi, a ja w centrum zainteresowania. Ta sytuacja... Witam. Mam 38 lat i wiem, że mam fobię społeczną. Moje objawy to trzęsące się ręce, gdy się podpisuję, suchośc w ustach i lęk w sytuacjach społecznych, zwłaszcza gdy jest dużo ludzi, a ja w centrum zainteresowania. Ta sytuacja mnie już wykańcza, bo pójscie do urzędu jest dla mnie koszmarem. U lekarza jeszcze nie byłam, bo wstydzę się iść do psychiatry, a poza tym chciałabym spróbować pokonać to bez leków. Biorę jedynie tabletki ziołowe. Dodam, że wymienione objawy nie mają miejsca, gdy jestem sama i nikt mnie nie obserwuje. Chciałabym wiedzieć, jakimi ćwiczeniami mogę pokonywać to sama. Na psychoterapię prywatną mnie nie stać i nie mam też z kim zostawić małych dzieci. Bardzo chcę z tego wyjść i jestem gotowa sama ćwiczyć. Proszę o pomoc.
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Przyczyny czerwienienia się

Mam okropny problem ze stresem. Nie mogę go opanować w najprostszych sytuacjach. Nawet gdy rozmawiam z przyjaciółką czy z matką, czyli z osobami, do których powinnam być przyzwyczajona, ręce mi się pocą i się denerwuję na samą myśl, że...

Mam okropny problem ze stresem. Nie mogę go opanować w najprostszych sytuacjach. Nawet gdy rozmawiam z przyjaciółką czy z matką, czyli z osobami, do których powinnam być przyzwyczajona, ręce mi się pocą i się denerwuję na samą myśl, że zaraz pewnie zrobię się czerwona i wtedy się zaczyna... Czy można to jakoś opanować? To okropne, gdy wszyscy na mnie patrzą, a ja mam ochotę zapaść się pod ziemię:(

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy powinnam poddać się psychoterapii?

Witam serdecznie! Jestem 20-letnią dziewczyną i od 5 lat cierpię (jak mi się wydaje) na fobię społeczną albo coś w rodzaju nerwicy... W każdym razie mam głębokie przeświadczenie, że mój stan nie jest normalny, że coś jest ze mną nie...

Witam serdecznie! Jestem 20-letnią dziewczyną i od 5 lat cierpię (jak mi się wydaje) na fobię społeczną albo coś w rodzaju nerwicy... W każdym razie mam głębokie przeświadczenie, że mój stan nie jest normalny, że coś jest ze mną nie tak, bo czuję się ze sobą bardzo źle i nie mogę już normalnie funkcjonować. Tych "dolegliwości", które uprzykrzają mi życie jest całkiem sporo. I choć są to z pozoru niewielkie sprawy, to jednak skutecznie zatruwają mi codzienność i odbierają chęć do życia. Chciałabym uzyskać informację zwrotną od specjalisty, czy moje problemy kwalifikują się do leczenia i jakie leczenie byłoby wskazane, gdzie mogę szukać pomocy. Postaram się opisać swoje problemy i dolegliwości, z którymi się zmagam: - Lęk przed mężczyznami, bardzo emocjonalne traktowanie mężczyzn - nawet obcych i obojętnych, szukanie podtekstów damsko-męskich w każdej relacji z mężczyzną (jako dziecko zostałam wcześnie 'uświadomiona' i wykorzystana przez starszego kuzyna, co jak sądzę odbiło się na moim postrzeganiu płci przeciwnej, myślę, że 'zawdzięczam' to także wpływowi mojego ojca, który zadał mi wiele ran, do dzisiaj niszczy mnie psychicznie, obraża, poniża, krytykuje na każdym kroku, podcina mi skrzydła...). Na dzień dzisiejszy nie byłabym w stanie stworzyć zdrowego związku z mężczyzną, bo nie akceptuję swojej seksualności, a w relacjach z mężycznami szukam wciąż ojca, a nie partnera). - Chorobliwy lęk przed śpiewaniem i tańczeniem (od najmłodszych lat), pomimo szczerej chęci i potrzeby, żeby to zmienić. Odczuwam fizyczne trudności przy wydobywaniu z siebie głosu w czasie śpiewania, spięcie. Podobnie z tańczeniem, nie potrafię się 'wyłączyć' mimo tego, że taniec sprawia mi przyjemność. Wciąż myślę o tym, że ktoś na mnie patrzy, ktoś mnie ocenia, że jestem śmieszna i przez to odczuwam lęk przed tego typu spontanicznością, emocjami... - Nie potrafię podtrzymywać relacji z ludźmi - rzadko przejmuję inicjatywę w relacjach z ludźmi, potrafię nie odpisywać długo na korespondencję, nie odbierać telefonów, unikać spotkań, pomimo chęci... obawiam się jednak odrzucenia, tego, że okażę się mało atrakcyjna towarzysko, że ktoś mnie pozna od złej strony... tracę przez to wiele wartościowych znajomości, jednak nie potrafię zaufać ludziom, uwierzyć w to, że ktoś może mnie autentycznie lubić, zmienić swojego irracjonalnego zachowania. Zwykle początek znajomości jest wspaniały, okazuję sympatię, daję się polubić... ale później uciekam od tych relacji, boję się bliższych kontaktów, odrzucenia... - Irracjonalnie zachowuję się również w życiu: wciąż się gdzieś spóźniam, zwlekam z załatwianiem ważnych spraw, odkładam spotkania, wizyty, zobowiązania... pomimo tego, że wiąże się to nieraz z przykrymi konsekwencjami i słuszną krytyką mojej nieodpowiedzialności. Chorobliwie planuję wszystko, ale wykazuję mało konsekwencji w realizowaniu tych planów. - Mam duże problemy w szkole z powodu częstych nieobecności - zwykle nie chodzę na zajęcia z obawy przed odpowiedzią ustną lub gdy nie przygotuję się na sprawdzian (to ciągnie się już od paru lat), panicznie boję się porażki w szkole... do tego stopnia, że ten lęk paraliżuje mnie już na początku nauki, mam możliwości, żeby się uczyć, nie mam trudności z nauką - trudność sprawia mi skupienie się na nauce i zabranie się za nią... Moje wyniki są przez to marne i nie udało mi się dostać na studia... - Nie akcpetuję swojej fizyczności, chorobliwie obgryzam paznokcie, na przemian odchudzam się i zajadam (teraz jestem na etapie jedzenia... zajadam problemy, stres, czas... Jem wszystko w dużych ilościach, aż jest mi niedobrze, robię to wbrew sobie, bo marzę o szczupłej sylwetce, do której nie jest mi znowu tak daleko, nie czuję się kobieco pomimo tego, że jestem postrzegana jako atrakcyjna. - Jestem dla siebie najsurowszym krytykiem, wciąż oceniam swoje zachowanie, analizuję wypowiedzi, reakcje, zachowania... moje poczucie wartości jest bardzo niskie, choć patrząc z boku, nie mam ku temu żadnych powodów. Czuję się nikomu niepotrzebna, niedojrzała jak na swój wiek, choć w głębi serca jest we mnie pragnienie, żeby być inną, czuję, że nie jestem sobą, przez chorobliwy lęk i stres marnuję swój potencjał, zdolności, możliwości... Odczuwam często przygnębienie, bezsilność i niemoc. Chciałabym pozbyć się tego wszystkiego, ale sama nie potrafię. Czuję, że jeśli nie zmierzę się ze swoją przeszłością, nie wyleczę zranień z dzieciństwa, nie uzdrowię relacji z rodzicami na tyle, na ile to możliwe... to nie mogę iść dalej, rozwijać się, być szczęśliwą. To się za mną ciągnie. Jeszcze 5 lat temu bałam się wychodzić z domu, pójść do sklepu na zakupy, odebrać telefon... teraz udało mi się nieco oswoić ten lęk, ale wciąż wiele 'normalnych' spraw spędza mi sen z powiek, a to odbiera mi życiową energię. Mam znajomych i bliskie mi przyjaciółki, które nie do końca zdają sobie sprawę z tego, jaka naprawdę jestem, ale czasami przez pewne moje niezrozumiałe zachowania (typu nieodbieranie telefonu czy odmawianie spotkań) tracę ich zaufanie i widzę, jak to psuje moje relacje. Czasem jestem normalna, a czasem uruchamiają mi się te lęki. Czuję się, jakby żyły we mnie dwie, zwalczające się osoby, zupełnie różne, nieakceptujące siebie nawzajem... Nie wiem, czy potrzebuję terapii indywidualnej czy grupowej? Czy wystarczy psychoterapia i zmierzenie się z bolesną przeszłością czy powinnam leczyć fobie? I gdzie szukać pomocy we Wrocławiu? Bardzo dziękuję za jakąkolwiek odpowiedź. Napisałam dużo, ale musiałam trochę też z siebie wyrzucić... Jak ktoś chciałby pogadać, to mój mail: neonufka@o2.pl.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak mam sobie poradzić z lękami i ogromnym wstydem?

Witam, kończę 23 lata w tym roku. Jestem osobą (tak mówi moja mama) straszliwie nieśmiałą i wrażliwą. Mam wrażenie, że boję się dosłownie wszystkiego :( Boję się iść do aquaparku, bo boję się, że woda wleci mi do uszu, czego...

Witam, kończę 23 lata w tym roku. Jestem osobą (tak mówi moja mama) straszliwie nieśmiałą i wrażliwą. Mam wrażenie, że boję się dosłownie wszystkiego :( Boję się iść do aquaparku, bo boję się, że woda wleci mi do uszu, czego nie cierpię, jak wejdę do ud, to już mi się w głowie kręci, i jak mówię to znajomym, to nikt mi nie wierzy i każdy przekonuje, że jest fajnie itp. Tak mnie to denerwuje! Czuję straszny lęk przed wodą... Rodzicie nie nauczyli pływać ani mnie, ani mojej siostry... Może dlatego, że mama topiła się 3 razy... I wpajała mi to od dziecka. Nie wiem. Boję się też wszelkich kolejek górskich, jakichś karuzel, wysokości, wind (boję się, że się urwie albo stanę w windzie i się nie wydostanę) - powód: kiedyś jak byłam mała, jechałam z mamą starą windą i się zacięła... od tamtej pory nawet nie ma mowy, żebym wsiadła do windy, wolę przejść 10 pięter schodami... Nie umiem się dogadywać z ludźmi, wstydzę sie rozmawiać, bo jeszcze się ośmieszę... a wtedy to robię się czerwona jak burak i nad tym nie panuję, język mi się plącze i gadam bez sensu. Mam chłopaka, który należy do rozrywkowych osób. Boję się go zawieść tym moim zachowaniem i lękami ;/ Nie lubię odbierać telefonów w pracy. Unikam tego jak ognia. Mam jakąś wewnętrzną blokadę, której nie mogę pokonać... :( Co mi jest?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Patronaty