Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Nerwica: Pytania do specjalistów

Biorę leki, chodzę na terapię - co jeszcze robić, by pokonać newricę?

Rozpoznanie zaburzenia lękowe z napadami lęku, zaczęłam terapię psychodynamiczną, bo innej z NFZ-u nie ma u mnie - czy to jest dobra terapia na nerwicę? Biorę antydepresanty starej generacji od 6 tygodni, odstawiam lek uzależniający, dokucza mi silne napięcie...

Rozpoznanie zaburzenia lękowe z napadami lęku, zaczęłam terapię psychodynamiczną, bo innej z NFZ-u nie ma u mnie - czy to jest dobra terapia na nerwicę? Biorę antydepresanty starej generacji od 6 tygodni, odstawiam lek uzależniający, dokucza mi silne napięcie i ciągle mam natrętne myśli samobójcze - co robić? Dodam, że jest to mój 8 lek w tym roku, bo nie działały, a na leku uzależniając byłam 4 miesiące, był o przedłożonym działaniu - co dalej robić? Depresji lekarz mi nie rozpoznał. Proszę o poradę.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Dolegliwości bólowe o niejasnym pochodzeniu - co to może być?

Mam 18 lat, od 13 lat choruję na chorobę, której nikt nie potrafi mi stwierdzić. Co mi jest? Objawy to ból karku pod kolanami, czasami omdlenia. Jeśli potrafisz mi pomóc proszę o kontakt, więcej informacji o chorobie dostaniecie w wiadomościach prywatnych. Z góry dziękuję za wysłuchanie.
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy to mogą być symptomy udaru?

Wstając dzisiaj rano z przerażeniem zauważyłam, że prawa noga i ręka są lekko zdrętwiałe, cały dzień meczy mnie strach przed udarem. Mam stwierdzoną nerwicę lękową, ale ja dalej w nią nie wierzę, podejrzewając, że te wszystkie symptomy, a jest ich cała masa, są symptomami udaru.
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

To depresja czy jakaś inna choroba?

Witam, 27. 09. 2010 ok godz 20. 00 zaczęło boleć mnie serce, myślałam, że mi przejdzie, ale po godzinie zabrało mnie pogotowie, miałem ciśnienie 200 na 165, puls nie wykryty. Parę dni było dobrze, ale 30. 09. 2010 było to...

Witam, 27. 09. 2010 ok godz 20. 00 zaczęło boleć mnie serce, myślałam, że mi przejdzie, ale po godzinie zabrało mnie pogotowie, miałem ciśnienie 200 na 165, puls nie wykryty. Parę dni było dobrze, ale 30. 09. 2010 było to samo, następnego dnia poszedłem do lekarza, stwierdził, że mam nerwicę lękową, przepisał mi X*** i R***, mam brać przez 2 tygodnie. Sam nie wiem czy te leki pomagają, co 5 minut czuję się inaczej, objawy mam takie, że przez moment przychodzi jakiś strach, tak jakbym się bał, ale nie wiem czego, i wtedy serce zaczyna mocno bić, ciśnienie się podnosi i nie wiem co ze sobą zrobić - tak było bez tabletek, po tabletkach jest trochę lepiej, ale czuję się nieswojo, trochę mam dziwne objawy. Może to depresja?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy nerwica lękowa może być powodem nadciśnienie lub skoków ciśnienia?

Witam serdecznie, nazywam się Paweł i mam 33 lata. Choruję na nerwicę lękową od 10 lat. Obecnie od pól roku uczęszczam na psychoterapię. O od pewnego czasu zauważyłem u siebie podwyższone ciśnienie tętnicze krwi (ok. 150/100) a czasami i...

Witam serdecznie, nazywam się Paweł i mam 33 lata. Choruję na nerwicę lękową od 10 lat. Obecnie od pól roku uczęszczam na psychoterapię. O od pewnego czasu zauważyłem u siebie podwyższone ciśnienie tętnicze krwi (ok. 150/100) a czasami i wyżej. Mam zrobione wszystkie badania, min. morfologię, echo serca a ostatnio nawet holter ciśnieniowy (śr. Ciśnienie 124/78). Wszystkie wyniki są prawidłowe. Lekarze twierdzą, że może być to przyczyna nerwicy. W związku z powyższym chciałem zapytać czy nerwica lękowa może być powodem nadciśnienie lub skoków ciśnienia? Czy powinienem się tym przejmować i zacząć przyjmować leki na nadciśnienie? Lekarze nie dają mi jednoznacznej odpowiedzi. Każą mi kontrolować ciśnienie. Nie ukrywam, że boję się zwłaszcza skoków ciśnienia. Jestem w kropce i nie wiem co robić. Proszę o pomoc

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

To nerwica czy obłęd?

Witam i bardzo proszę o pomoc i odp. Od bardzo długiego czasu cierpię na lęki i napady natłoku myśli, przy tym wszystkim mam wrażenie jakbym miał zwariować, ale jakoś na tyle sobie z tym wszystkim radziłem, bo wmawiałem sobie, ze...

Witam i bardzo proszę o pomoc i odp. Od bardzo długiego czasu cierpię na lęki i napady natłoku myśli, przy tym wszystkim mam wrażenie jakbym miał zwariować, ale jakoś na tyle sobie z tym wszystkim radziłem, bo wmawiałem sobie, ze to tylko nerwica, bo moja mama cierpi na depresje lękową stąd miałem jakąś wiedzę i takie wsparcie psychiczne, że nigdy nie poszedłem z tym do lekarza. Ale ostatnio to wszystko mnie przerosło. Od jakiegoś czasu pracuję w nowej firmie, przemysłowej, a dawniej jako instruktor nauk jazdy więc znacznie spokojniejsza praca. W tej właściwie tez nie pracuję jakoś tak ciężko bym był po niej zmęczony, jest to bardziej praca umysłowa, bo jako automatyk, ale mam tak wielki teraz problem - nie wiem czy przez hałas czy co się ze mną dzieje, ale od niedawna zaczął mi przeszkadzać robot, który jeździ w pobliżu mojego stanowiska i rozwozi materiał przy czym wydaje bardzo charakterystyczny dźwięk, a właściwie jest to melodia. Jeździ on nieustannie, a ja, nawet będąc dość daleko od miejsca, w którym przejeżdża, non stop go słyszę i wsłuchuję się nawet gdy on nie jedzie i doszukuję się wśród tego hałasu jaki wydają inne maszyny czy klimatyzacja nieustannie jego dźwięku. Mam wrażenie, że oszaleję, bo to trwa cały mój dzień roboczy i potrafię lecieć do ubikacji zwymiotować z tego stresu jaki mi się dzieje . Skąd w człowieku takie natręctwa i jako sobie z tym radzić? Podkreślam, że nie ma możliwości bym go nie słyszał, ponieważ to bardzo mała fabryka. Za odp. z góry dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Chyba mam nerwicę. Czy mogę jakoś sama z tego wyjść, bo to już się robi męczące?

Zacznę od tego, że moje samopoczucie się pogarsza. Nie mam czasami już na nic siły, cały czas jestem zmęczona i boli mnie głowa. Najgorsze jest to, że zaczyna mi być wszystko obojętne, a w tym roku zdaję maturę – wiem,...

Zacznę od tego, że moje samopoczucie się pogarsza. Nie mam czasami już na nic siły, cały czas jestem zmęczona i boli mnie głowa.

Najgorsze jest to, że zaczyna mi być wszystko obojętne, a w tym roku zdaję maturę – wiem, że takie podejście na pewno spowoduje iż jej nie zdam, ale czasami nie mam siły skupić się na tych wszystkich lekcjach. Cały czas zastanawiam się czy np. nerwica nie mogłaby się narodzić przez moje dzieciństwo - nie było łatwe, mama biła mnie za oceny poniżej 4, które raczej zdarzały się rzadko, ale jednak były, lub za to, że zapomniałam czegoś zrobić, miałam siniaki po ciele, a teraz mimo tego, że mnie nie bije, to cały czas krzyczy, że jestem zła, że nic nie umiem, że nic w życiu nie osiągnę, że nic nie robię (a staram się jak mogę). Czasami brakuje mi chociaż tych słów, że mnie lubi.

Czuję się dziwnie. Nigdy nie byłam u lekarza nie leczyłam się na nerwicę. Większość objawów nerwicy się zgadza. Czy mogę jakoś sama z tego wyjść, bo to już się robi męczące?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak się pozbyć tego bezpodstawnego lęku?

Cały czas boję się że spotka mnie coś złego, jakieś niepowodzenie. Jestem studentką, mam bardzo dobre oceny a mimo to całymi dniami myślę, że na pewno wkrótce przestanę sobie radzić i odpadnę ze studiów. Równie dobrze wiedzie mi się w...

Cały czas boję się że spotka mnie coś złego, jakieś niepowodzenie. Jestem studentką, mam bardzo dobre oceny a mimo to całymi dniami myślę, że na pewno wkrótce przestanę sobie radzić i odpadnę ze studiów. Równie dobrze wiedzie mi się w pracy, a mimo to całymi dniami drżę, że zaraz zadzwoni do mnie szef i mnie zwolni. Boję się też, że właścicielka mieszkania, które wynajmuje, nagle się rozmyśli i wyrzuci mnie na ulicę, mimo że wiem, że bardzo mnie lubi i jest związana umową. Boje się też np. że nie otrzymam stypendium z uczelni, mimo że mam je przyznane i zagwarantowane na 100%. Mogłabym tak wymieniać bez końca. Co to za lęk i jak się go pozbyć? Biorę leki przeciwlękowe, ale ostatnio lekarz zmniejszył mi dawkę. Może powinnam wrócić do tej większej dawki?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak pokonać przerażający lęk, który prześladuje mnie od dzieciństwa?

Witam. Mam bardzo poważny problem, który postaram się przedstawić najlepiej jak potrafię. Jako dziecko miałem czasami lęk, którego do dziś do końca nie potrafię wyjaśnić tzn. np. siedziałem sobie myślałem o czymś i nagle przychodziła mi myśl do głowy czy...

Witam. Mam bardzo poważny problem, który postaram się przedstawić najlepiej jak potrafię.

Jako dziecko miałem czasami lęk, którego do dziś do końca nie potrafię wyjaśnić tzn. np. siedziałem sobie myślałem o czymś i nagle przychodziła mi myśl do głowy czy to wszystko jest prawdziwe, czy ja jestem prawdziwy itp. i nagle czułem się tak bardzo przerażony faktem, że mogę być nieprawdziwy, albo, że to nie ja tylko ktoś inny siedzi w moim ciele i umyśle, że zaczynałem piekielnie płakać i biec do mamy aby się w nią wtulić i przy okazji krzyczałem, że chyba umieram. Ten stan był tak straszny, że nawet nie potrafię tego opisać. Lekarz stwierdził, że to jest na tle nerwowym, ale ja mu nigdy nie uwierzyłem.

Temat zacząłem poruszać, choć te napady czasami miałem, ale je tłumiłem w sobie aby nikt o tym nie wiedział. Starałem się o tym uczuciu nie myśleć, a gdy czułem, że nadchodzi to automatycznie zajmowałem myśl czymś innym aby to od siebie oddalić. Czasem jak już mnie dopadało to panikowałem i nawet musiałem się uderzyć w twarz, aby to odgonić (nigdy nie miałem żadnych okaleczeń, nigdy też nie próbowałem się skrzywdzić itp). Jeżeli mama bądź ktoś z bliskich starał się poruszać ten temat to unikałem go tylko po to, aby sobie tego uczucia nie przypominać i oby przypadkiem nie powróciło. Trwało to latami. Nieczęsto się zdarzało, ale miałem takie lęki momentami. Nadmienię, że mógłbym mieć je codziennie gdyby nie to, że oddalałem zawsze od siebie te myśli.

Minęło od tego czasu 14 lat.Obecnie mam 29. Lęk uderzył ponownie kilka dni temu z potężną siłą. Pierwszy dzień był tragiczny. Podpowiem tylko, że nie miałem żadnej paniki jak wcześniej, ale silny niepokój i fakt, że to wszystko może być nieprawdziwe, że może to być jeden wielki sen i że jestem nieprawdziwy - to było tak przerażające uczucie, że wręcz mnie zniewoliło. Optymistyczną rzeczą jest to, że powiedziałem sobie dość - muszę z tym walczyć (co zawsze wydawało mi się to absolutnie niemożliwe i wręcz byłem pewien, że tego problemu nigdy nie wyeliminuje). Okazało się, że nie jest tak tragicznie jak zawsze myślałem. Na silę staram się wywołać znowu to uczucie i ono albo nie przychodzi albo jeżeli już jest to bardzo słabe. Czuje, że chyba trochę je przezwyciężyłem, a może nawet i bardzo. Być może była to jakaś fobia itp. Mam ciągle dziwny stan (trwa to około5 dni), tzn. nadal czuję czasami, że może to jest sen itp., ale nie boję się tego i nie powoduje to paniki.

Mam za to inny teraz problem: ciągle płaczę obwiniając się za wiele rzeczy z mojego życia, za to, że słowami i czynami skrzywdziłem osoby, które mnie kochają itp. Raz potrafię czuć się dobrze, a za chwilę płakać i mieć wyrzuty sumienia i brak sensu życia. Nie myślałem, żeby popełnić samobójstwo. Przyszło mi to na myśl, ale tą myśl wyrzucam z siebie bo wierze, że nic nie trwa wiecznie i że nawet ten tragiczny stan musi w końcu ustąpić. Poza tym kocham wielu ludzi i wiem, że to im bym wyrządził największą krzywdę. Jestem katolikiem i wiem, że jeszcze bardziej bym cierpiał gdybym targnął na swoje życie i nigdy nie ujrzał najbliższych. Kiedyś czytałem, że samobójca pielęgnuje myśl o zabiciu się, a człowiek, który chce żyć też ma tą myśl czasem, ale ją od siebie oddala (ja tak robię) i to mnie podtrzymuje na duchu, że tego tak naprawdę nie chcę zrobić i chcę żyć.

Nie chcę mi się z domu wychodzić, bo nie mam na nic ochoty. Jestem przygnębiony i nie cieszę się niczym.Jedyną osobą, która dodaje mi otuchy jest moja żona na, którą czekam z utęsknieniem jak wraca z pracy, bo wtedy czuję się lepiej. Czuję, że każdy dzień jest lepszy od tego pierwszego i to mnie napawa optymizmem, że w przyszłości będę mógł normalnie funkcjonować. Ale tak jak napisałem wcześniej mam kilka razy dziennie dziwne nastroje tzn. płaczu, śmiechu, smutku, żalu, nadziei, beznadziejności, optymizmu, a wszystko to przez większość czasu otoczone jest tym moim lękiem, który prześladuje mnie przez wieki, lecz w minimalnym wydaniu, który kontroluje i jest on tylko wtedy, gdy o nim pomyślę. Dziwnie się z nim czasem czuję, tzn. tak jakbym był nieprawdziwy, ale to trwa chwilkę, bo później cieszę się, że nie odczuwam paniki i mogę z nim żyć w nadziei, że kiedyś o nim zapomnę.

I teraz mam pytanko do państwa: czy to są objawy głębokiej depresji? Czy to może jakaś fobia? Czy może po prostu jestem chory psychicznie i powinienem się poddać leczeniu? Starałem się przedstawić problem najlepiej jak potrafiłem, dlatego ten post jest taki długi. Przepraszam za błędy i czekam na odpowiedź. Pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Przed snem dręczą mnie wszystkie moje błędy i złe rzeczy jakie mi się przytrafiły. Jak temu zaradzić?

A więc zaraz po położeniu się do łóżka, zadręczam się różnymi błędami w życiu i sytuacjami złymi, które mi sie przytrafiły. Bardzo mnie to załamuje :/ Proszę o pomoc.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nerwica - lekarz ogólny, psycholog, psychiatria i co dalej?

Drodzy odpowiadający! Dostarczacie kilku praktycznych porad i jak trochę poczytać to wszędzie jest ciągle tak samo. Problemy z oddychaniem, stany lękowe, depresja, bóle brzucha potem wizyty u lekarzy nastu i naście badań, które wykluczają inne choroby. Wizyta u psychologa...

Drodzy odpowiadający! Dostarczacie kilku praktycznych porad i jak trochę poczytać to wszędzie jest ciągle tak samo. Problemy z oddychaniem, stany lękowe, depresja, bóle brzucha potem wizyty u lekarzy nastu i naście badań, które wykluczają inne choroby. Wizyta u psychologa i psychiatry, a na koniec – psychoterapeuta. Ze mną jest tak samo. Trwa to od 1 stycznia. Chcę zwrócić uwagę na dwa tematy: po pierwsze to nikt nie tłumaczy pacjentowi dlaczego jest w takim stanie, do tego stopnia żeby takowy mógł pojąć czego ma nie robić w teraźniejszości, żeby za krótszy lub dłuższy czas nie było gorzej. Tu liczę na Waszą pomoc (może być konkretny lekarz w Polsce, ale niech to będzie profesjonalista z powołaniem). Drugi temat to sposób leczenia. Psychoterapia, jaką mi zaproponowano, miła trwać co najmniej 3 miesiące, pięć dni w tygodniu po 8 godzin… Ludzie, kto ma na to czas?! Nawet proponowano L-4 na cały okres, czyli miałem się leczyć odcinając się od codzienności, zostawić wszystko - takie leczenie wg mnie jest chore! Druga opcja to pół roku, dwa razy w tygodniu, po 2 godz., ale to też za długa zabawa. Nie mam na to czasu. Finał jest taki, że jem minimalna dawkę psychotropu, a pomaga kiedy chce... No i co dalej?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Nerwica? Depresja? Co mi dolega? Czy konieczna jest wizyta u psychologa?

Witam. Mam 16 lat i chodzę do I klasy liceum (dodam, że jest to liceum, w którym poziom jest bardzo wysoki). Od kiedy zaczęłam tam chodzić, nie mogę sobie poradzić ze sobą. Nie wiem czy to przez to, że moje...

Witam. Mam 16 lat i chodzę do I klasy liceum (dodam, że jest to liceum, w którym poziom jest bardzo wysoki). Od kiedy zaczęłam tam chodzić, nie mogę sobie poradzić ze sobą. Nie wiem czy to przez to, że moje oceny są naprawdę słabe, a w gimnazjum i w podstawówce były bardzo dobre.

Nie umiem się za nic zabrać. Robię tylko zadanie. Bo mimo, że się uczę na kartkówkę czy sprawdzian to dostaję słabe oceny typu 3 albo 2. Teraz już kompletnie przestałam się uczyć, bo wiem, że i tak nie dostanę pozytywnej oceny. Nie mam w ogóle siły do życia. Zawsze byłam radosna, spontaniczna, wszędzie było mnie pełno. A teraz nawet moja mama stwierdziła, że jestem dziwna. Chciała nawet, żebym zmieniła szkołę. Ale nie w moim stylu jest poddanie się. Nie wiem jak mam sobie z tym poradzić. Co zrobić żeby uwierzyć w siebie i nabrać chęci do życia?! Ja już naprawdę nie daję rady. Zawsze rano budzę się 2h wcześniej z okropnym bólem brzucha. Trzęsę się i chce mi się płakać.

Mama chcę zabrać mnie do lekarza, ale ja mam nadzieję, że mi to jakoś samo z czasem przejdzie. Wszyscy mówią, że w I klasie zawsze jest ciężko... Proszę, powiedzcie mi co mi jest i czy wizyta u psychologa jest konieczna?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Źle się czuję po dopalaczu - co mi jest?

Witam! Jakieś 5 miesięcy temu zapaliłem małą ilość dopalacza i trochę alkoholu. Objawy były takie, jak wszyscy mieli. Wziąłem to tylko raz w moim życiu. Na drugi dzień objawy mi nie przeszły, takie jak problemy z koncentracją, czasami słabiej widzę - mam to do tej pory. Proszę o pomoc!
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Pożera mnie stres. Co mam z tym zrobić?

Dzień dobry! Mam 24 lata i jestem mężczyzną. Moja sytuacja wygląda tak: od dłuższego czasu miewam stany lękowe, tzn. czuje się dziwnie nieswojo, boję się kontaktów z innymi ludźmi.Wszystko dookoła mnie irytuje i drażni, jestem agresywny i wybuchowy, nie panuje...

Dzień dobry! Mam 24 lata i jestem mężczyzną. Moja sytuacja wygląda tak: od dłuższego czasu miewam stany lękowe, tzn. czuje się dziwnie nieswojo, boję się kontaktów z innymi ludźmi.Wszystko dookoła mnie irytuje i drażni, jestem agresywny i wybuchowy, nie panuje nad swoimi emocjami, potrafię nakrzyczeć na kogoś a za chwilę się popłakać, czuję się niedoceniony i niedowartościowany, miewam coraz częstsze bóle w klatce piersiowej oraz w brzuchu, bóle głowy.

2 lata temu rozpocząłem studia zaoczne na kierunku wychowanie fizyczne, jak się okazało, był to dla mnie jeden wielki stres:(, każda konfrontacja ze studentami na zajęciach fizycznych to była kompromitacja myślałem, że mam lepsze predyspozycje niż w rzeczywistości było. Każda moja porażka na basenie, zajęciach z ręcznej czy siatkówki kończyła się śmiechem ze mnie, przez co wpadałem w jeszcze większa nerwicę i stan przygnębienia, nie chodziłem do szkoły i wynikiem czego nie zaliczyłem semestru.

Kolejne pół roku w domu i brak pracy doprowadziły do tego, że teraz jest jak jest :( i nadal nie wiem czy wrócić do tej szkoły:( Chciałbym jeszcze wspomnieć, że trwam (jeszcze) w związku z kobietą, która jest młodsza ode mnie, wszystko jest pięknie i fajnie, ale do momentu kiedy się nie pokłócimy - nie panuje w tedy nad sobą, używam słów, których później się wstydzę, dochodzi do przepychanek, ta kobieta jest również bardzo nerwowa, rzekł bym ze mamy podobne charaktery - wszystko się nasila, a dla mnie jest to kolejny stres:(. Gdy jadę samochodem to dzieje się tak samo, mam dni, kiedy boję się jeździć samochodem, boję się otoczenia. Przeklinam wtedy i mam napady takiej agresji, że nie potrafię złapać oddechu, trzęsie mnie:(

Czuję, że coś mnie zżera od środka, chudnę i nie mam w sobie żadnej pozytywnej energii:( Jak ma sobie z Tym poradzić, co mi dolega? Z góry dziękuje i pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Ciągle żyję wspomnieniami - jak z tym walczyć i to pokonać?

Mam 20 lat, od dłuższego czasu dzieje się ze mną coś dziwnego, zamiast przechodzić mi to jest coraz gorzej. Powinnam być szczęśliwa, bo mam wszystko czego pragnę: kochającego chłopaka, przyjaciółkę, pracę. Ale to wszystko niszczy mój stan psychiczny. Wypominam...

Mam 20 lat, od dłuższego czasu dzieje się ze mną coś dziwnego, zamiast przechodzić mi to jest coraz gorzej. Powinnam być szczęśliwa, bo mam wszystko czego pragnę: kochającego chłopaka, przyjaciółkę, pracę. Ale to wszystko niszczy mój stan psychiczny.

Wypominam sobie rzeczy, które miały miejsce gdy miałam 14 czy 15 lat, np. że całowałam się z trzema chłopakami jednego dnia (oczywiście nic więcej), bo byłam pod dużym wpływem alkoholu czy różne inne rzeczy, głupoty, których żałuję i wstydzę się. Wiem, że nigdy nic złego nie zrobiłam, zawsze znałam granicę. Jak już napisałam, od około roku wypominam sobie wszystko, czego żałuję, to stało się moją obsesją. Mimo tego, że mój chłopak i przyjaciółka tłumaczą mi, że to jest po prostu chore, bo nic aż tak złego nie zrobiłam, że każdy przechodził ten wiek, oni też, to jest ze mną coraz gorzej.

Ostatnio nawet wmawiam sobie rzeczy, których nie zrobiłam. Nie potrafię myśleć o niczym innym, męczę się z tym. Moja psychika każe mi wypominać sobie to wszystko, karzę siebie samą. Są dni, że zaczynam płakać i nie mogę przestać, są minuty, podkreślam, minuty, że sama się z siebie śmieję, że wymyślam sobie problemy.Od miesiąca biorę leki na depresję, niestety nie widzę poprawy. Byłam nawet u psychologa, ale czekając na korytarzu zrezygnowałam, bałam się. Gdy tylko mam wolny czas, śpię, chociaż ciągle męczą mnie koszmary, w których nie mogę znaleźć mojego chłopaka lub widzę czyjąś śmierć. Ostatnio boję się ludzi, gdy widzę kogoś kto mnie zranił lub czuję wobec niego negatywne emocje, wpadam w panikę. Co robić?

Wszyscy mówią o mnie, że porządniejszej osoby ode mnie nie znają, że jestem dobra i mądra. Że jestem ostatnią osobą, która odwaliłaby głupotę. Wiem, że mają rację, bo staram się być idealna. Ale nie chcę dalej się męczyć, chcę być szczęśliwa i nie karać się, za to, że dwa czy trzy razy i to lata temu popełniłam błąd. Pozdrawiam i bardzo proszę o radę, może ktoś obcy przemówi mi do rozumu.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nie daję sobie rady, nie mam na kogo liczyć - co robić?

Bardzo proszę o pomoc chyba mam depresję albo nerwicę - nie mam pojęcia... Całe życie miałam pod górkę: dom dziecka, rodzina zastępcza, gwałt, w sumie na rodziców nie mam co liczyć do tej pory. Mam bardzo dużo problemów, z...

Bardzo proszę o pomoc chyba mam depresję albo nerwicę - nie mam pojęcia... Całe życie miałam pod górkę: dom dziecka, rodzina zastępcza, gwałt, w sumie na rodziców nie mam co liczyć do tej pory. Mam bardzo dużo problemów, z którymi sobie nie radzę, nie mam na kogo liczyć. Żeby zapomnieć chociaż na chwilę o problemach ćpałam, aż w końcu trafiłam do szpitala przed stanem zawałowym, wyszłam i w sumie było dobrze, ale po jakimś czasie pojawiły się duszności, ciężko złapać oddech, przełknąć ślinę. Nie potrafię myśleć o niczym innym tylko o tym, że coś możne mi się stać. Trzęsą mi się ręce, jestem niespokojna, nie wiem co mam robić - proszę o pomoc :(. Boję się, że w końcu się załamię...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Może naprawdę się nie nadaję na studia?

Witam. Mam 20 lat, teoretycznie powinnam być energiczną i pełną radości oraz życia dziewczyną, a czuję się jak wrak człowieka. Moja historia jest dość zawiła, więc od razu przepraszam za tak długi "list". Może zacznę od tego, że zawsze byłam...

Witam. Mam 20 lat, teoretycznie powinnam być energiczną i pełną radości oraz życia dziewczyną, a czuję się jak wrak człowieka. Moja historia jest dość zawiła, więc od razu przepraszam za tak długi "list". Może zacznę od tego, że zawsze byłam zamkniętą w sobie, skrytą i nieufną osobą, taką introwertyczką pełną buzią. Nawet w dzieciństwie zamiast szaleć godzinami na dworze z rówieśnikami wolałam być sama: czytałam książki, wymyślałam sama sobie zabawy, oglądałam tv, słuchałam muzyki. Większą frajdę od bycia z kolegami sprawiało mi nawet gapienie się na krajobraz za oknem. W podstawówce oczywiście wzorowa uczennica, paski na świadectwach itd. W gimnazjum, a zwłaszcza później w liceum, było gorzej, ale zawsze miałam jednak przyzwoite oceny. No i studia. Mimo, że w gimnazjum planowałam wybrać się na humanistyczny kierunek typu historia czy filologia, to dałam się namówić mamie na biologię (jako że mam dość podatną na wpływy innych osobowość). W szkole dobrze mi z nią szło i ją lubiłam. Po wielu perypetiach dostałam się na biologię. I nie byłoby tak źle, gdyby nie to, że ponad połowa zajęć to były różne chemie, fizyki i matma, a ja mam do nich stosunek jak ogień do wody. Na początku nieźle mi szło, przedmioty stricte biologiczne były nawet ciekawe i dość łatwo mi się ich uczyło. Kiedy jednak pojawiły pozostałe koszmary, zaczęło się psuć. Dołożyć do tego "wspaniałą" atmosferę świata studenckiego. Długo walczyłam, ale w końcu przegrałam - nie wytrzymałam psychicznie. Zrezygnowałam w połowie drugiego semestru. Świat mi się zawalił. Postanowiłam jednak spróbować na innym kierunku, bardziej humanistycznym, jak planowałam kiedyś. Ponieważ jednak maturę miałam z biologii i chemii, jedyną możliwością została pedagogika. W sumie myślałam o niej wcześniej. Znalazłam nawet pasującą mi bardzo specjalność: edukacja dorosłych. Zaznajomiłam się z planem przed zapisami, zrobiłam wywiad środowiskowy - wypytałam znajomych z tegoż kierunku. Wszystko było na tak. Cieszyłam się, że na humanistycznym może mi pójdzie znacznie lepiej. Tym sposobem od tygodnia uczęszczam na zajęcia z pedagogiki i ...znowu jest to samo co wcześniej. W ogóle nie mogę się odnaleźć na tych studiach. Zajęcia okazały się 100 razy gorsze niż myślałam, literatury do przeczytania mamy już chyba z 50 książek, których oczywiście nigdzie nie można dostać, a jak już, to 1 szt. na cały rok. Dobija mnie cała atmosfera wyścigu szczurów - kto pierwszy ten lepszy, kto lepiej się ustawi i pokombinuje, ten ma łatwiej. Nie mogę przyzwyczaić się do toku wykładów. Na biologii było tragicznie z chemią itd., ale jeśli chodzi o bardziej biologiczne zajęcia, to chociaż wykłady i ćw były prowadzone konkretnie: wystarczyło zapisać wszystko co było na slajdach i się tego wyuczyć (notatki, choć było ich mnóstwo wystarczały na zaliczenie sesji). A tu? Wykładowcy mało wiadomości przekazują, właściwie wszystko trzeba robić samemu. Tak, wiem, że to STUDIA więc teoretycznie się samemu uczy. Ja tak jednak nie umiem. Mój szwagier powiedział mi po porażce na biologii: "Wiesz, wydaje mi się, że po prostu nie jesteś typem osoby nadającej się na studia. Jesteś za mało cwana i przebiegła, a za bardzo wrażliwa, dokładna i bierzesz wszystko zbyt serio". I chyba ma rację. Bo w sumie sama nie wiem co ja chcę robić, czego chcę od życia. Właściwie... to chcę po prostu spokoju. Jak pisałam wcześniej, jestem samotniczką, stronię raczej od ludzi - chyba się ich boję. Nie jestem materialistką, nie wychodzę na imprezy, nie kupuje sobie kosmetyków, ciuchów, gadżetów. Nie potrzebuję tego. Nie potrzebuję pracy nie wiadomo jak dobrze płatnej. Z tym że nie oszukujmy się - dziś bez fakultetu szanse są marne, żeby znaleźć cokolwiek. Nie mam zawodu, skończyłam ogólniak. Mieszkam z mamą - tata zmarł 4 lata temu. Dostajemy rentę rodzinną (ja oczywiście tak długo jak się uczę - kolejny argument za studiami). Nigdy nie mieliśmy kokosów, do tego mama teraz dostała wypowiedzenie. Cały czas mi powtarza (i choć to niezbyt szczytny tok myślenia, to się z nią zgadzam): "Skończ cokolwiek. Bylebyś miała papier, że masz wykształcenie. Dziś prawie nikt nie pracuje w zawodzie, a bez studiów nigdzie się nie załapiesz". Z tym, że ja naprawdę się do studiów nie nadaję. Od jakiegoś czasu myślałam o swoich predyspozycjach i pragnieniach. W wakacje pracowałam (niestety tylko na sezon) przez 3 miesiące w antykwariacie z podręcznikami szkolnymi. I choć szef nie był za bardzo w porządku, klienci też często doprowadzali do szału i nie raz trzeba było zostać chwilę po godzinach, to jednak czułam satysfakcję. Mimo, że zdarzało mi się wrócić do domu bardzo zdenerwowaną, to ogólnie czułam wewnętrzny spokój. Wiedziałam, że po "odrobieniu" swojej pracy jestem wolna, nic mnie nie ogranicza, niczym się nie muszę przejmować. A na studiach? Zaczęły się tydzień temu, a już chodzę cała przygnębiona, płakać mi się chce, albo wyżywam się na Bogu winnej mamie, bo mam wrażenie jakbym była jakimiś łańcuchami skuta, albo była w klatce zamknięta. Co z tego, że wyjdę z wykładów czy ćwiczeń, skoro ciąży na mnie świadomość, że wcale nie jestem wolna - bo trzeba nawet w domu się uczyć, przygotowywać, jeździć po mieście i załatwiać? Rodzina zawsze mi powtarzała, jaka to ja jestem zdolna, że na pewno jakieś dobre studia skończę, jakąś "ambitną" pracę znajdę. Kuzynka nawet stwierdziła, że widzi mnie jako wykładowcę na uczelni. Ale ja stwierdziłam (już pod koniec liceum mi to świtało), że bardziej widzę się w roli... szarego, zwykłego pracownika jak np. praca w antykwariacie czy sklepie. Najbardziej zależy mi na tym, żeby iść na swoją zmianę, zrobić, co mam do zrobienia, a później mieć święty spokój i robić co mi się rzewnie podoba. Teraz nie mam pojęcia co z swoim życiem zrobić. Nie mam zawodu. Nic nie potrafię: ponieważ nigdy nie miałam zbyt wielu znajomych, to zawsze skupiałam się na nauce. Właściwie w moim dotychczasowym życiu nie było nic innego, jak rodzina i szkoła. Teraz okazało się, że studia są chyba jednak ponad moje siły, czyli nauka, połowa mojego życia się zawaliła. Do pracy też się nie nadaję, bo kto zatrudni nic nieumiejącą absolwentkę liceum? Co mam robić? Poczekać, jak sytuacja na studiach się potoczy? Nie chcę znowu rezygnować, ale czuję, że jestem za słaba psychicznie. Byle głupstwo mnie wytrąca z równowagi i doprowadza do płaczu. Myślałam o psychoterapeucie, ale po opowiadaniach sąsiadek i krewnych chodzących na terapie wiem, że same leki są za drogie jak na nasze możliwości. Mimo, że nie zależy mi za luksusach życia, to wiem że na leki nie stać mnie. Zwłaszcza, że mama też przechodzi załamanie z powodu pracy (i prawdopodobnie mojej osoby też) i też się leczy u psychologa. Zawiodłam mamę, siostrę, samą siebie. Nie mam chęci na nic. Do tego presja - moja starsza siostra skończyła wcale niełatwe studia (ochrona środowiska) mimo, że w trakcie, na 3 roku, urodziła dziecko. Udawało jej się godzić studia, macierzyństwo, pracę i małżeństwo. A ja nie daję rady na żadnym kierunku. Odechciewa mi się już żyć...

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak pokonać lęk i strach przed prowadzeniem auta?

Witam serdecznie. Mam prawo jazdy od roku, ale unikam prowadzenia auta jak tylko się da - jeżdżę jak muszę i z wielkim strachem lękiem, tak się boję, że muszę się ciepło ubrać do jazdy, bo trzęsę się jak galareta z...

Witam serdecznie. Mam prawo jazdy od roku, ale unikam prowadzenia auta jak tylko się da - jeżdżę jak muszę i z wielkim strachem lękiem, tak się boję, że muszę się ciepło ubrać do jazdy, bo trzęsę się jak galareta z zimna. Nie wiem czemu tak mi się zimno robi, panicznie boję się jeździć po mieście, wręcz nawet nie jeżdżę do miasta - jeżdżę po okolicach wsi, jest mi trochę łatwiej, mam straszne lęki, strach i panikę, której się boję, bo wiem, że w panice mogę coś niekontrolowanego zrobić. Tak już było wiele razy. Czy dać sobie spokój z jazdą? Może po prostu się nie nadaję, może lepiej się nie zmuszać do jazdy? Ja do tej pory się przymuszam, chciałabym bardzo jeździć, ale bez paniki, nerwów i strachu. Nie chcę żadnych leków brać. Jak można samemu sobie pomóc?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Stresuję się całym życiem - jak temu zaradzić?

Witam. Piszę ponieważ mam problem z którym sama nie potrafię sobie poradzić. Mam 20 lat a mam ze sobą taki kłopot, że aż czasami nie chce mi się żyć. Nie radzę sobie w codziennym życiu przeraża mnie dosłownie wszystko. Pójście...

Witam. Piszę ponieważ mam problem z którym sama nie potrafię sobie poradzić. Mam 20 lat a mam ze sobą taki kłopot, że aż czasami nie chce mi się żyć. Nie radzę sobie w codziennym życiu przeraża mnie dosłownie wszystko.

Pójście do sklepu, na pocztę czy gdziekolwiek sprawia że drżą mi ręce, pocę się, wali mi serce mam duszności… Kontakt z ludźmi też jest dla mnie strasznym problemem. Obecnie zaczęłam studia zaoczne nie potrafię się odnaleźć. Na tą chwilę jest to mój największy problem. Już raz korzystałam z pomocy psychologa, ale na wiele się to nie zdało :(. Szukam pomocy tutaj ponieważ nie mam oparcia nawet w bliskich.

Rodzice nie rozumieją mnie pomimo, że już nie raz odbywaliśmy rozmowę na temat mojego problemu - lęku. Uważają, że zachowuję się tak ponieważ nie chce mi się studiować ani pracować i nazywają leniem. Czasem nawet słyszę, że powinnam się ogarnąć i że jestem gorsza od innych, bo nie radzę sobie ze znalezieniem pracy czy studiami.

Całe dnie płaczę, bo stresuje się nawet najmniejszą rzeczą i czasem sama siebie za to nienawidzę. A ja po prostu nie potrafię nic poradzić na to, że wszystkiego się boję. Mój problem ze strachem zaczął się w liceum, wcześniej byłam odważną osobą.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty