Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Nerwica: Pytania do specjalistów

Boję się choroby psychicznej. Czy wszystko ze mną w porządku?

Dzień dobry. Chciałam się dowiedzieć czy jestem nienormalna czy wszystko ze mną w jako-takim porządku. Otóż mam 21 lat, akurat jestem w 3 miesiącu ciąży. Nie mam zajęcia, przed ciążą pracowałam bardzo mało z dużymi przerwami. Od jakiegoś czasu...

Dzień dobry. Chciałam się dowiedzieć czy jestem nienormalna czy wszystko ze mną w jako-takim porządku. Otóż mam 21 lat, akurat jestem w 3 miesiącu ciąży. Nie mam zajęcia, przed ciążą pracowałam bardzo mało z dużymi przerwami.

Od jakiegoś czasu stale mam pogorszony nastrój, czasami jedynie jeśli się czymś zajmę, np. rozmowa z kimś, to czuję się trochę lepiej. Ale najbardziej przerażają mnie myśli, które ciągle mnie nachodzą. Otóż nękają mnie myśli na temat czy byłabym w stanie komuś krzywdę zrobić, albo np. pojawiają mi się obrazy, że np. komuś krzywdę robię. Staram się o tym nie myśleć, bo nie chce o tym myśleć.

Odczuwam przy tym często lęk przed choroba psychiczną, zwłaszcza schizofrenią, tworzę nowe myśli związane z poprzednimi, boję się, że jeśli jestem schizofreniczką to moje życie już nie będzie takie jak kiedyś itp. Przy tym zachowuję się normalnie, mam kontakt z rzeczywistością, nie mam omamów, nie robię żadnych dziwnych rzeczy.

Mam też lęki, czasami irracjonalne. Np. demony. Ale nie są to konkretne lęki ani myśli, po prostu np. strach przed złymi duchami lub demonami, ale zauważyłam, że często doklejam sobie łatkę tego co np. posłyszeć w telewizji lub od kogoś (mam na myśli negatywne odczucia). Przedtem nigdy nie miałam objawów tego typu, raz może ze 2 lata temu też się zastanawiałam nad tym czy mogłabym kogoś zabić, ale tez np. ta myśl wracała kiedy np. czytałam artykuł w jakiejś gazecie o seryjnych mordercach. Nie wiem czy coś ze mną nie tak.

Często wmawiam sobie różne rzeczy. Wiem przecież, że nie słyszę głosów, nie widzę np. ludzi, którzy nie istnieją, ale potem zastanawiam się czy na pewno tak jest, czy może jednak moje myśli to są głosy itp. To straszne. Nie mam zajęcia, siedzę po prostu w domu, ew. gdzieś czasem pójdę. Proszę ocenić moje słowa obiektywnie.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Biorę leki, chodzę na terapię - co jeszcze robić, by pokonać newricę?

Rozpoznanie zaburzenia lękowe z napadami lęku, zaczęłam terapię psychodynamiczną, bo innej z NFZ-u nie ma u mnie - czy to jest dobra terapia na nerwicę? Biorę antydepresanty starej generacji od 6 tygodni, odstawiam lek uzależniający, dokucza mi silne napięcie...

Rozpoznanie zaburzenia lękowe z napadami lęku, zaczęłam terapię psychodynamiczną, bo innej z NFZ-u nie ma u mnie - czy to jest dobra terapia na nerwicę? Biorę antydepresanty starej generacji od 6 tygodni, odstawiam lek uzależniający, dokucza mi silne napięcie i ciągle mam natrętne myśli samobójcze - co robić? Dodam, że jest to mój 8 lek w tym roku, bo nie działały, a na leku uzależniając byłam 4 miesiące, był o przedłożonym działaniu - co dalej robić? Depresji lekarz mi nie rozpoznał. Proszę o poradę.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

To depresja czy jakaś inna choroba?

Witam, 27. 09. 2010 ok godz 20. 00 zaczęło boleć mnie serce, myślałam, że mi przejdzie, ale po godzinie zabrało mnie pogotowie, miałem ciśnienie 200 na 165, puls nie wykryty. Parę dni było dobrze, ale 30. 09. 2010 było to...

Witam, 27. 09. 2010 ok godz 20. 00 zaczęło boleć mnie serce, myślałam, że mi przejdzie, ale po godzinie zabrało mnie pogotowie, miałem ciśnienie 200 na 165, puls nie wykryty. Parę dni było dobrze, ale 30. 09. 2010 było to samo, następnego dnia poszedłem do lekarza, stwierdził, że mam nerwicę lękową, przepisał mi X*** i R***, mam brać przez 2 tygodnie. Sam nie wiem czy te leki pomagają, co 5 minut czuję się inaczej, objawy mam takie, że przez moment przychodzi jakiś strach, tak jakbym się bał, ale nie wiem czego, i wtedy serce zaczyna mocno bić, ciśnienie się podnosi i nie wiem co ze sobą zrobić - tak było bez tabletek, po tabletkach jest trochę lepiej, ale czuję się nieswojo, trochę mam dziwne objawy. Może to depresja?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy to agorafobia?

Witam serdecznie, mam 32 lata, 2 dzieci, szczęśliwy dom :) Byłoby jak w bajce gdyby nie lęk, który mnie męczy. Odkąd straciłam pracę (potem zdecydowaliśmy o 2 dziecku) "zasiedziałam się" w domu. Od 5 lat zajmuję się dziećmi, gotowaniem,...

Witam serdecznie, mam 32 lata, 2 dzieci, szczęśliwy dom :) Byłoby jak w bajce gdyby nie lęk, który mnie męczy. Odkąd straciłam pracę (potem zdecydowaliśmy o 2 dziecku) "zasiedziałam się" w domu. Od 5 lat zajmuję się dziećmi, gotowaniem, sprzątaniem. Wychodzę jak muszę. Zdecydowanie wole wyjść z mężem (lub inna osoba towarzyszącą) niż sama. Każdego dnia odprowadzam dziecko do szkoły. Nie mam z tym problemu. Ale, np. zrobienie zakupów w dalszym sklepie sprawia mi kłopot. Wchodzę do sklepu - o ile do niego dojdę - i w ogromnym pospiechu kupuję. Nie ma mowy o staniu w kolejce. Wręcz biegiem załatwię to co mogę i oby szybciej wyjść - ręce mokre, serce wali Staram się unikać takich sytuacji, "oswoiłam" pobliski sklep, do którego chodzę i nie odczuwam lęku. Z mężem jadę autem (to dużo daje - mniejsze prawdopodobieństwo napadu paniki) do każdego sklepu i jakoś daję radę, choć czuję, że to nie to. Nie robię zakupów beztrosko, mimo wszystko chcę to załatwić szybko. Najlepiej czuję się w domu. Jestem nieśmiała, lecz znajomi uważają inaczej. Boję się wystąpień publicznych, unikam ich jak ognia. Nie wiem jak wrócić do stanu sprzed lat. Chce wyjść na zakupy, sama, bez męża, dzieci i cieszyć się tą chwilą. Nie umiem tego dokonać. Staram się stawiać małe kroczki - pierwszy mały sklepik, potem większy, trochę dalszy, ale następny krok już mnie przeraża po prostu, boję się iść dalej, do dużego sklepu, czuję się jak wariatka :(. Kopiłam psa żeby wychodzić częściej. Czy można wyleczyć moją przypadłość? Dodam, że nie chcę leczyć się farmakologicznie.

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Czy moje ciągłe myślenie o pieniądzach to już obsesja?

Dzień dobry. Mam na imię Paulina i mam 20 lat. Nie wiem, czy mój "problem" nie jest zbyt błahy, żeby o nim tu pisać, ale bardzo cenię sobie tę stronę i mam nadzieję, że uzyskam jakąś odpowiedź gwoli uspokojenia :]....

Dzień dobry. Mam na imię Paulina i mam 20 lat. Nie wiem, czy mój "problem" nie jest zbyt błahy, żeby o nim tu pisać, ale bardzo cenię sobie tę stronę i mam nadzieję, że uzyskam jakąś odpowiedź gwoli uspokojenia :].

Jakiś czas temu zauważyłam, że bardzo ważne (może aż za) są dla mnie pieniądze. Może to śmieszne, ale ja non stop myślę o pieniądzach, w ciągu dnia, przed snem, zawsze... Zaczęłam niedawno grać w Lotto. Kiedy tylko kupię kupon, to od razu mam dobry humor, wstępuje we mnie nowa energia, jestem pełna nadziei, a kiedy po raz kolejny okazuje się, że nic nie wygrałam, to mam "doła", zaczynam myśleć, że życie nie ma sensu i jeśli w najbliższym czasie nie wygram przynajmniej 500 tysięcy to się zabiję, bo życie bez pieniędzy nie ma sensu... Póki co mieszkam u rodziców i jeszcze się uczę.

Nie chcę pracować, jedynym sposobem jaki widzę w życiu na zarobienie pieniędzy to wygranie w Lotto albo "upolowanie" bogatego faceta ;/ Mam obsesję? Przesadzam? ;/ Pozdrawiam i czekam na odp :)

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to mogą być symptomy udaru?

Wstając dzisiaj rano z przerażeniem zauważyłam, że prawa noga i ręka są lekko zdrętwiałe, cały dzień meczy mnie strach przed udarem. Mam stwierdzoną nerwicę lękową, ale ja dalej w nią nie wierzę, podejrzewając, że te wszystkie symptomy, a jest ich cała masa, są symptomami udaru.
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Z czym może być związane moje zachowanie?

Czy opowiadanie sobie samemu rożnych wymyślonych historii i wcielanie się w nich w różne postacie może być niepokojące? Zastanawia mnie także czy strach przed odrzuceniem i ciągły lęk może się łączyć z wyżej wymienionym problemem. Czy to wszystko możne być związane z porzuceniem po urodzeniu w szpitalu?
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Skąd bierze się mój strach przed szkołą?

Zacznę od tego, że mam 17 lat i chodzę do 1 klasy LO. W zeszłym roku porzuciłam szkołę, ponieważ nie radziłam sobie - koleżanki się na mnie uwzięły i naśmiewały, po paru miesiącach byłam już kompletnie załamana i powiedziałam...

Zacznę od tego, że mam 17 lat i chodzę do 1 klasy LO. W zeszłym roku porzuciłam szkołę, ponieważ nie radziłam sobie - koleżanki się na mnie uwzięły i naśmiewały, po paru miesiącach byłam już kompletnie załamana i powiedziałam rodzicom o wszystkim, szkoła praktycznie nic nie zrobiła z tą sprawą, więc postanowiłam zrezygnować.

Teraz wróciłam do szkoły, w klasie nic się nie dzieje, a ja nie chcę chodzić do szkoły - codziennie mam bóle brzucha, nie mam ochoty na nic, najlepiej bym siedziała tylko w domu i nikomu się nie pokazywała. Nie wiem skąd to się wzięło. Nie chcę chodzić do szkoły, kombinuję na wszystkie sposoby, żeby tylko tam się nie pojawić, taki mam strach przed tym miejscem.

Nie wiem jak o tym wszystkim powiedzieć rodzicom, boję się ich reakcji, a naprawdę nie wiem co robić - najlepiej bym zrezygnowała ze szkoły i w wieku 18 lat poszła do jakiejś zaocznej. Nie wiem skąd się bierze mój strach przed szkołą. Proszę o pomoc i radę co mam robić.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy nerwica lękowa może być powodem nadciśnienie lub skoków ciśnienia?

Witam serdecznie, nazywam się Paweł i mam 33 lata. Choruję na nerwicę lękową od 10 lat. Obecnie od pól roku uczęszczam na psychoterapię. O od pewnego czasu zauważyłem u siebie podwyższone ciśnienie tętnicze krwi (ok. 150/100) a czasami i...

Witam serdecznie, nazywam się Paweł i mam 33 lata. Choruję na nerwicę lękową od 10 lat. Obecnie od pól roku uczęszczam na psychoterapię. O od pewnego czasu zauważyłem u siebie podwyższone ciśnienie tętnicze krwi (ok. 150/100) a czasami i wyżej. Mam zrobione wszystkie badania, min. morfologię, echo serca a ostatnio nawet holter ciśnieniowy (śr. Ciśnienie 124/78). Wszystkie wyniki są prawidłowe. Lekarze twierdzą, że może być to przyczyna nerwicy. W związku z powyższym chciałem zapytać czy nerwica lękowa może być powodem nadciśnienie lub skoków ciśnienia? Czy powinienem się tym przejmować i zacząć przyjmować leki na nadciśnienie? Lekarze nie dają mi jednoznacznej odpowiedzi. Każą mi kontrolować ciśnienie. Nie ukrywam, że boję się zwłaszcza skoków ciśnienia. Jestem w kropce i nie wiem co robić. Proszę o pomoc

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Ciągle zamartwiam się o swoje zdrowie. Co robić?

Dzień dobry, od kilku miesięcy ciągle się zamartwiam , ciągle myślę, że jestem na coś chora, jak mnie zaboli w klatce to myślę, że to serce, jak głowa, ze to rak, jak z tylu głowy - że to ciśnienie. Miałam... Dzień dobry, od kilku miesięcy ciągle się zamartwiam , ciągle myślę, że jestem na coś chora, jak mnie zaboli w klatce to myślę, że to serce, jak głowa, ze to rak, jak z tylu głowy - że to ciśnienie. Miałam wszystkiego rodzaju wyniki i jestem zdrowa jak ryba, aczkolwiek i tak się dalej zamartwiam. Czasami są dni, że się nie martwię, ale zdarza się to rzadko. Jestem hipochondryczką i nie wiem jak sobie z tym poradzić.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Jaki może być powód odrealnienia?

Witam serdecznie. Przez okres pół roku paliłem marihuanę, prawię przy każdym paleniu miałem lęki, po odstawieniu czułem się czasami tak jakbym był na haju, później miałem ogromny napad lęku, bałem się o życie i uczucie haju się nasiliło. Następnego dnia...

Witam serdecznie. Przez okres pół roku paliłem marihuanę, prawię przy każdym paleniu miałem lęki, po odstawieniu czułem się czasami tak jakbym był na haju, później miałem ogromny napad lęku, bałem się o życie i uczucie haju się nasiliło. Następnego dnia zgłosiłem się do socjoterapeuty. Stwierdził, że te uczucie haju to derealizacja wywołana przez lęki, a lęki przez brak poczucia bezpieczeństwa (dorastałem w rodzinie z problemem alkoholowym, gdzie ciągle były kłótnie i cały czas się o coś bałem). Teraz wszystko się zmniejszyło, ale czuję się czasami taki odrealniony i często boję się o to, że zachoruje psychicznie - u psychiatry nie byłem, żadnych leków nie brałem. Czy to odrealnienie może być przez coś innego? Mam je od 5 miesięcy, oczywiście jest mniejsze, ale jest. Czasami zdaje mi się tak jakbym naglę się obudził, albo jak nagle zmienia się muzyka to tak jakbym śnił i wtedy pojawia się lęk. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Chyba mam nerwicę. Czy mogę jakoś sama z tego wyjść, bo to już się robi męczące?

Zacznę od tego, że moje samopoczucie się pogarsza. Nie mam czasami już na nic siły, cały czas jestem zmęczona i boli mnie głowa. Najgorsze jest to, że zaczyna mi być wszystko obojętne, a w tym roku zdaję maturę – wiem,...

Zacznę od tego, że moje samopoczucie się pogarsza. Nie mam czasami już na nic siły, cały czas jestem zmęczona i boli mnie głowa.

Najgorsze jest to, że zaczyna mi być wszystko obojętne, a w tym roku zdaję maturę – wiem, że takie podejście na pewno spowoduje iż jej nie zdam, ale czasami nie mam siły skupić się na tych wszystkich lekcjach. Cały czas zastanawiam się czy np. nerwica nie mogłaby się narodzić przez moje dzieciństwo - nie było łatwe, mama biła mnie za oceny poniżej 4, które raczej zdarzały się rzadko, ale jednak były, lub za to, że zapomniałam czegoś zrobić, miałam siniaki po ciele, a teraz mimo tego, że mnie nie bije, to cały czas krzyczy, że jestem zła, że nic nie umiem, że nic w życiu nie osiągnę, że nic nie robię (a staram się jak mogę). Czasami brakuje mi chociaż tych słów, że mnie lubi.

Czuję się dziwnie. Nigdy nie byłam u lekarza nie leczyłam się na nerwicę. Większość objawów nerwicy się zgadza. Czy mogę jakoś sama z tego wyjść, bo to już się robi męczące?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak sobie poradzić ze szkołą?

Witam mam na imię Karolina. Mój problem to nie chodzenie do szkoły. Boję się, ale nie tego, że ktoś mi coś zrobi, tylko presji nauczycieli. Jak mam iść do szkoły to wymyślam sobie milion powodów, dla których nie pójdę...

Witam mam na imię Karolina. Mój problem to nie chodzenie do szkoły. Boję się, ale nie tego, że ktoś mi coś zrobi, tylko presji nauczycieli.

Jak mam iść do szkoły to wymyślam sobie milion powodów, dla których nie pójdę i usprawiedliwień dla własnego sumienia. Ciągle kłamię koleżankom i nauczycielom. Najchętniej przestałabym chodzić do szkoły, wolałabym pracować. Nie wiem jak sobie z tym poradzić, jestem w 3 technikum i jak tak dalej ze mną pójdzie, to nie zdam. Wiem, że cześć nauczycieli mnie za to nie lubi i to mnie martwi, jestem dobrą uczennicą i zawsze się im kłaniam.

Inni nie maja problemu z chodzeniem, a nawet to lubią, bo się spotykają ze znajomymi. Nie przejmują się tak, jak ja. Za dużo rzeczy biorę sobie do serca. Proszę o pomoc. Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nerwica? Depresja? Co mi dolega? Czy konieczna jest wizyta u psychologa?

Witam. Mam 16 lat i chodzę do I klasy liceum (dodam, że jest to liceum, w którym poziom jest bardzo wysoki). Od kiedy zaczęłam tam chodzić, nie mogę sobie poradzić ze sobą. Nie wiem czy to przez to, że moje...

Witam. Mam 16 lat i chodzę do I klasy liceum (dodam, że jest to liceum, w którym poziom jest bardzo wysoki). Od kiedy zaczęłam tam chodzić, nie mogę sobie poradzić ze sobą. Nie wiem czy to przez to, że moje oceny są naprawdę słabe, a w gimnazjum i w podstawówce były bardzo dobre.

Nie umiem się za nic zabrać. Robię tylko zadanie. Bo mimo, że się uczę na kartkówkę czy sprawdzian to dostaję słabe oceny typu 3 albo 2. Teraz już kompletnie przestałam się uczyć, bo wiem, że i tak nie dostanę pozytywnej oceny. Nie mam w ogóle siły do życia. Zawsze byłam radosna, spontaniczna, wszędzie było mnie pełno. A teraz nawet moja mama stwierdziła, że jestem dziwna. Chciała nawet, żebym zmieniła szkołę. Ale nie w moim stylu jest poddanie się. Nie wiem jak mam sobie z tym poradzić. Co zrobić żeby uwierzyć w siebie i nabrać chęci do życia?! Ja już naprawdę nie daję rady. Zawsze rano budzę się 2h wcześniej z okropnym bólem brzucha. Trzęsę się i chce mi się płakać.

Mama chcę zabrać mnie do lekarza, ale ja mam nadzieję, że mi to jakoś samo z czasem przejdzie. Wszyscy mówią, że w I klasie zawsze jest ciężko... Proszę, powiedzcie mi co mi jest i czy wizyta u psychologa jest konieczna?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to nerwica neurasteniczna?

Witam, mam na imię Piotrek, podejrzewam u siebie n. neurasteniczną. Pamiętam, odkąd byłem dzieckiem, że nigdy nie mogłem się skupić, jednak prawdziwe problemy pojawiły się w gimnazjum - zacząłem opuszczać lekcje. W końcu nauczyciele nie byli tak pobłażliwi i...

Witam, mam na imię Piotrek, podejrzewam u siebie n. neurasteniczną. Pamiętam, odkąd byłem dzieckiem, że nigdy nie mogłem się skupić, jednak prawdziwe problemy pojawiły się w gimnazjum - zacząłem opuszczać lekcje. W końcu nauczyciele nie byli tak pobłażliwi i zostałem wyrzucony z technikum, a następnie po 2 latach z następnej szkoły. Zawsze wiedziałem, że robię źle nie chodząc na zajęcia, a jednak nie wiem dlaczego to robiłem, zawsze to sobie jakoś wytłumaczyłem.

Teraz mam 24 lata, jestem bez szkoły, co roku zapisuję się do zaocznej a i tak nie chodzę, tak samo z pracą - 5 dni to chyba max, nigdy nie mogłem wytrzymać dłużej. Nie pasują mi ludzie, zawsze szukam pracy z przyjaciółmi czas jaki tracę robiąc codziennie to samo, wstając z rana - często nie mam chęci do niczego, jestem zmęczony, chociaż nic nie robiłem no i najgorsze: natręctwa myśli.

Znalazłem to na stronie internetowej i w sumie jest to to co czuję: wątpliwości co do słuszności własnego postępowania, czy to, co się mówi i robi, jest właściwie rozumiane przez innych, czy aby na pewno właściwie zostały wykonane obowiązki, czy niczego się nie zaniedbało; myśli związane z zagadnieniami moralnymi, religijnymi - pseudofilozoficzne rozważań dotyczących sensu życia, spraw ostatecznych; długotrwałe poszukiwanie w myślach zapomnianej nazwy, nazwiska albo liczenia w myślach do określonej liczby przed wykonaniem czegoś (arytmomania - przymus liczenia).

Czy jest na to jakiś lek? Bo do wizyty u lekarza jakoś się nie mogę przekonać. No i może jeszcze dodam, że jest u mnie w w rodzinie osoba, która była leczona na nerwicę, co kilka lat trafia do szpitala. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

To derealizacja czy coś innego?

Witam serdecznie. Przez okres pół roku paliłem marihuanę, prawię przy każdym paleniu miałem lęki, po odstawieniu, czułem się czasami tak jakbym był na haju, później miałem ogromny napad lęku, bałem się o życie i uczucie haju się nasiliło. Następnego dnia...

Witam serdecznie. Przez okres pół roku paliłem marihuanę, prawię przy każdym paleniu miałem lęki, po odstawieniu, czułem się czasami tak jakbym był na haju, później miałem ogromny napad lęku, bałem się o życie i uczucie haju się nasiliło. Następnego dnia zgłosiłem się do socjoterapeuty. Stwierdził, że te uczucie haju to derealizacja wywołana przez lęki, a lęki przez brak poczucia bezpieczeństwa (dorastałem w rodzinie z problemem alkoholowym, gdzie ciągle były kłótnie i cały czas się o coś bałem). Teraz wszystko się zmniejszyło, ale czuję się czasami taki odrealniony i często boję się o to że zachoruje psychicznie, u psychiatry nie byłem żadnych leków nie brałem. Czy to odrealnienie może być przez coś innego? Mam je od 5 miesięcy, oczywiście jest mniejsze, ale jest. Czasami zdaje mi się tak jakbym naglę się obudził, albo jak nagle zmienia się muzyka to tak jakbym śnił i wtedy pojawia się lęk. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Nie chodzę do szkoły. Kto mi może pomóc?

Witam. Męczy mnie to już od dłuższego czasu i nie potrafię sobie z tym poradzić. Mam 16 lat, chodzę do 1 kl. technikum, ale czy chodzę - w sumie nie mogę tego powiedzieć, miesiąc szkoły już za nami, a ja...

Witam. Męczy mnie to już od dłuższego czasu i nie potrafię sobie z tym poradzić. Mam 16 lat, chodzę do 1 kl. technikum, ale czy chodzę - w sumie nie mogę tego powiedzieć, miesiąc szkoły już za nami, a ja byłam tylko ok. 2 tyg i to tak w kratkę, teraz w szkole nie było mnie tydzień i 3 dni.

Nie chcę tam chodzić, nie mogę się tam odnaleźć, nigdy nie radziłam sobie z nauką i może to mnie przygnębia jeszcze bardziej, wstydzę się jeśli dostanę jedynkę i to jest strasznie upokarzające przed nową klasą. Nawet nie ma takiej opcji żebym zaczęła chodzić, jednak muszę, bo jaka przyszłość mnie czeka? Mama mi to tłumaczy, rozumiem to i doceniam co dla mnie robi, ale u mnie zawsze jest tak, że zdecyduję się zacząć jeszcze raz, a jak przychodzi co do czego znów czuję ten lęk i nie idę - jak mam sobie z tym poradzić?

Kto ma mi pomóc żebym to zrozumiała, bo sama nie dam rady! Nie chce mi się uczyć, nie radzę sobie z tym, chce mi się płakać, nie chce mi się żyć, wstydzę się teraz iść do szkoły po tak długiej przerwie - jak mam się zachowywać? Co robić? Sama już nie wiem, może po prostu przestać istnieć? Help! :(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Stresuję się całym życiem - jak temu zaradzić?

Witam. Piszę ponieważ mam problem z którym sama nie potrafię sobie poradzić. Mam 20 lat a mam ze sobą taki kłopot, że aż czasami nie chce mi się żyć. Nie radzę sobie w codziennym życiu przeraża mnie dosłownie wszystko. Pójście...

Witam. Piszę ponieważ mam problem z którym sama nie potrafię sobie poradzić. Mam 20 lat a mam ze sobą taki kłopot, że aż czasami nie chce mi się żyć. Nie radzę sobie w codziennym życiu przeraża mnie dosłownie wszystko.

Pójście do sklepu, na pocztę czy gdziekolwiek sprawia że drżą mi ręce, pocę się, wali mi serce mam duszności… Kontakt z ludźmi też jest dla mnie strasznym problemem. Obecnie zaczęłam studia zaoczne nie potrafię się odnaleźć. Na tą chwilę jest to mój największy problem. Już raz korzystałam z pomocy psychologa, ale na wiele się to nie zdało :(. Szukam pomocy tutaj ponieważ nie mam oparcia nawet w bliskich.

Rodzice nie rozumieją mnie pomimo, że już nie raz odbywaliśmy rozmowę na temat mojego problemu - lęku. Uważają, że zachowuję się tak ponieważ nie chce mi się studiować ani pracować i nazywają leniem. Czasem nawet słyszę, że powinnam się ogarnąć i że jestem gorsza od innych, bo nie radzę sobie ze znalezieniem pracy czy studiami.

Całe dnie płaczę, bo stresuje się nawet najmniejszą rzeczą i czasem sama siebie za to nienawidzę. A ja po prostu nie potrafię nic poradzić na to, że wszystkiego się boję. Mój problem ze strachem zaczął się w liceum, wcześniej byłam odważną osobą.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Może naprawdę się nie nadaję na studia?

Witam. Mam 20 lat, teoretycznie powinnam być energiczną i pełną radości oraz życia dziewczyną, a czuję się jak wrak człowieka. Moja historia jest dość zawiła, więc od razu przepraszam za tak długi "list". Może zacznę od tego, że zawsze byłam...

Witam. Mam 20 lat, teoretycznie powinnam być energiczną i pełną radości oraz życia dziewczyną, a czuję się jak wrak człowieka. Moja historia jest dość zawiła, więc od razu przepraszam za tak długi "list". Może zacznę od tego, że zawsze byłam zamkniętą w sobie, skrytą i nieufną osobą, taką introwertyczką pełną buzią. Nawet w dzieciństwie zamiast szaleć godzinami na dworze z rówieśnikami wolałam być sama: czytałam książki, wymyślałam sama sobie zabawy, oglądałam tv, słuchałam muzyki. Większą frajdę od bycia z kolegami sprawiało mi nawet gapienie się na krajobraz za oknem. W podstawówce oczywiście wzorowa uczennica, paski na świadectwach itd. W gimnazjum, a zwłaszcza później w liceum, było gorzej, ale zawsze miałam jednak przyzwoite oceny. No i studia. Mimo, że w gimnazjum planowałam wybrać się na humanistyczny kierunek typu historia czy filologia, to dałam się namówić mamie na biologię (jako że mam dość podatną na wpływy innych osobowość). W szkole dobrze mi z nią szło i ją lubiłam. Po wielu perypetiach dostałam się na biologię. I nie byłoby tak źle, gdyby nie to, że ponad połowa zajęć to były różne chemie, fizyki i matma, a ja mam do nich stosunek jak ogień do wody. Na początku nieźle mi szło, przedmioty stricte biologiczne były nawet ciekawe i dość łatwo mi się ich uczyło. Kiedy jednak pojawiły pozostałe koszmary, zaczęło się psuć. Dołożyć do tego "wspaniałą" atmosferę świata studenckiego. Długo walczyłam, ale w końcu przegrałam - nie wytrzymałam psychicznie. Zrezygnowałam w połowie drugiego semestru. Świat mi się zawalił. Postanowiłam jednak spróbować na innym kierunku, bardziej humanistycznym, jak planowałam kiedyś. Ponieważ jednak maturę miałam z biologii i chemii, jedyną możliwością została pedagogika. W sumie myślałam o niej wcześniej. Znalazłam nawet pasującą mi bardzo specjalność: edukacja dorosłych. Zaznajomiłam się z planem przed zapisami, zrobiłam wywiad środowiskowy - wypytałam znajomych z tegoż kierunku. Wszystko było na tak. Cieszyłam się, że na humanistycznym może mi pójdzie znacznie lepiej. Tym sposobem od tygodnia uczęszczam na zajęcia z pedagogiki i ...znowu jest to samo co wcześniej. W ogóle nie mogę się odnaleźć na tych studiach. Zajęcia okazały się 100 razy gorsze niż myślałam, literatury do przeczytania mamy już chyba z 50 książek, których oczywiście nigdzie nie można dostać, a jak już, to 1 szt. na cały rok. Dobija mnie cała atmosfera wyścigu szczurów - kto pierwszy ten lepszy, kto lepiej się ustawi i pokombinuje, ten ma łatwiej. Nie mogę przyzwyczaić się do toku wykładów. Na biologii było tragicznie z chemią itd., ale jeśli chodzi o bardziej biologiczne zajęcia, to chociaż wykłady i ćw były prowadzone konkretnie: wystarczyło zapisać wszystko co było na slajdach i się tego wyuczyć (notatki, choć było ich mnóstwo wystarczały na zaliczenie sesji). A tu? Wykładowcy mało wiadomości przekazują, właściwie wszystko trzeba robić samemu. Tak, wiem, że to STUDIA więc teoretycznie się samemu uczy. Ja tak jednak nie umiem. Mój szwagier powiedział mi po porażce na biologii: "Wiesz, wydaje mi się, że po prostu nie jesteś typem osoby nadającej się na studia. Jesteś za mało cwana i przebiegła, a za bardzo wrażliwa, dokładna i bierzesz wszystko zbyt serio". I chyba ma rację. Bo w sumie sama nie wiem co ja chcę robić, czego chcę od życia. Właściwie... to chcę po prostu spokoju. Jak pisałam wcześniej, jestem samotniczką, stronię raczej od ludzi - chyba się ich boję. Nie jestem materialistką, nie wychodzę na imprezy, nie kupuje sobie kosmetyków, ciuchów, gadżetów. Nie potrzebuję tego. Nie potrzebuję pracy nie wiadomo jak dobrze płatnej. Z tym że nie oszukujmy się - dziś bez fakultetu szanse są marne, żeby znaleźć cokolwiek. Nie mam zawodu, skończyłam ogólniak. Mieszkam z mamą - tata zmarł 4 lata temu. Dostajemy rentę rodzinną (ja oczywiście tak długo jak się uczę - kolejny argument za studiami). Nigdy nie mieliśmy kokosów, do tego mama teraz dostała wypowiedzenie. Cały czas mi powtarza (i choć to niezbyt szczytny tok myślenia, to się z nią zgadzam): "Skończ cokolwiek. Bylebyś miała papier, że masz wykształcenie. Dziś prawie nikt nie pracuje w zawodzie, a bez studiów nigdzie się nie załapiesz". Z tym, że ja naprawdę się do studiów nie nadaję. Od jakiegoś czasu myślałam o swoich predyspozycjach i pragnieniach. W wakacje pracowałam (niestety tylko na sezon) przez 3 miesiące w antykwariacie z podręcznikami szkolnymi. I choć szef nie był za bardzo w porządku, klienci też często doprowadzali do szału i nie raz trzeba było zostać chwilę po godzinach, to jednak czułam satysfakcję. Mimo, że zdarzało mi się wrócić do domu bardzo zdenerwowaną, to ogólnie czułam wewnętrzny spokój. Wiedziałam, że po "odrobieniu" swojej pracy jestem wolna, nic mnie nie ogranicza, niczym się nie muszę przejmować. A na studiach? Zaczęły się tydzień temu, a już chodzę cała przygnębiona, płakać mi się chce, albo wyżywam się na Bogu winnej mamie, bo mam wrażenie jakbym była jakimiś łańcuchami skuta, albo była w klatce zamknięta. Co z tego, że wyjdę z wykładów czy ćwiczeń, skoro ciąży na mnie świadomość, że wcale nie jestem wolna - bo trzeba nawet w domu się uczyć, przygotowywać, jeździć po mieście i załatwiać? Rodzina zawsze mi powtarzała, jaka to ja jestem zdolna, że na pewno jakieś dobre studia skończę, jakąś "ambitną" pracę znajdę. Kuzynka nawet stwierdziła, że widzi mnie jako wykładowcę na uczelni. Ale ja stwierdziłam (już pod koniec liceum mi to świtało), że bardziej widzę się w roli... szarego, zwykłego pracownika jak np. praca w antykwariacie czy sklepie. Najbardziej zależy mi na tym, żeby iść na swoją zmianę, zrobić, co mam do zrobienia, a później mieć święty spokój i robić co mi się rzewnie podoba. Teraz nie mam pojęcia co z swoim życiem zrobić. Nie mam zawodu. Nic nie potrafię: ponieważ nigdy nie miałam zbyt wielu znajomych, to zawsze skupiałam się na nauce. Właściwie w moim dotychczasowym życiu nie było nic innego, jak rodzina i szkoła. Teraz okazało się, że studia są chyba jednak ponad moje siły, czyli nauka, połowa mojego życia się zawaliła. Do pracy też się nie nadaję, bo kto zatrudni nic nieumiejącą absolwentkę liceum? Co mam robić? Poczekać, jak sytuacja na studiach się potoczy? Nie chcę znowu rezygnować, ale czuję, że jestem za słaba psychicznie. Byle głupstwo mnie wytrąca z równowagi i doprowadza do płaczu. Myślałam o psychoterapeucie, ale po opowiadaniach sąsiadek i krewnych chodzących na terapie wiem, że same leki są za drogie jak na nasze możliwości. Mimo, że nie zależy mi za luksusach życia, to wiem że na leki nie stać mnie. Zwłaszcza, że mama też przechodzi załamanie z powodu pracy (i prawdopodobnie mojej osoby też) i też się leczy u psychologa. Zawiodłam mamę, siostrę, samą siebie. Nie mam chęci na nic. Do tego presja - moja starsza siostra skończyła wcale niełatwe studia (ochrona środowiska) mimo, że w trakcie, na 3 roku, urodziła dziecko. Udawało jej się godzić studia, macierzyństwo, pracę i małżeństwo. A ja nie daję rady na żadnym kierunku. Odechciewa mi się już żyć...

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Patronaty