Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 9 0

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Nerwica: Pytania do specjalistów

Nerwica a zmiana uczuć

Witam. Mam 23 lata, jestem kobietą. Moja obecna sytuacja jest bardzo skomplikowana, ale postaram się jasno ją przedstawić. Od 15 roku życia mam nerwicę lękową. Pierwszy "napad" lęku miałam w nocy. Obudziłam się ze ściskiem w gardle i panicznie się...

Witam. Mam 23 lata, jestem kobietą. Moja obecna sytuacja jest bardzo skomplikowana, ale postaram się jasno ją przedstawić. Od 15 roku życia mam nerwicę lękową. Pierwszy "napad" lęku miałam w nocy. Obudziłam się ze ściskiem w gardle i panicznie się bałam, sama nie wiem czego. Byłam u paru specjalistów, ale przerwałam leczenie, czego teraz bardzo żałuję. Mam za sobą nieudane związki, ale w końcu poznałam osobę, którą mocno pokochałam, wiązałam z nią dalsze życie, cieszyłam się, że w końcu coś mi się udało. Zawsze był przy mnie, wspierał mnie i nie wyobrażałam sobie życia bez niego. Ale pewnego dnia, dostałam podobnego ataku w pracy. Pewien chłopak zamienił ze mną parę słów, przyznam że wydał mi się interesujący, ale tego dnia odliczałam minuty do końca pracy, bo zaczynał się mój upragniony urlop i mieliśmy wyjechać nad morze. Niestety po powrocie do domu wpadłam w panikę, że w jakiś sposób go zawiodłam, że porozmawiałam z kimś i wtedy się zaczęło... Serce kołatało mi, jak szalone, nie wiedziałam, co się dzieje, ściskało mnie w gardle, znowu panicznie się bałam. I to zmieniło moje życie. Od pół roku jestem na lekach, ale moje uczucia nie wracają. Przez pierwsze dni nie mogłam spotykać się ze swoim chłopakiem, tak jakby wszystko, co kochałam, odwróciło się w drugą stronę. Nachodziły mnie myśli, których sama się bałam. I tak jest do dziś. Nie czuję już tego samego, choć tak bardzo bym chciała. Wiem, że nie można odkochać się z chwili na chwilę. Tym bardziej, że tamten chłopak w ogóle mi się nie podoba, nie chcę być z nikim innym. Walczę sama ze sobą, biję się z myślami, bo tak bardzo chciałabym, żeby wszystko wróciło, kiedy byłam najszczęśliwsza na świecie... Chłopak mnie wspiera, tłumaczy, że wszystko przetrwamy, ale ja nie umiem się pogodzić z tą sytuacją :( Proszę o pomoc... Nie wiem, czy choroba mogła tak na mnie podziałać, że wszystko się zmieniło? Nie umiem sobie sama z tym poradzić... :(

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Problem z zamyślaniem się

Mam 18 lat, jestem w klasie maturalnej. Zawsze byłam osobą niepewną siebie, a od początku gimnazjum miałam tendencję do wycofywania się. Jednak prawdziwy problem zaczął się od poł. 2 klasy liceum - problem z myślami. Często wyłączam się w czasie...

Mam 18 lat, jestem w klasie maturalnej. Zawsze byłam osobą niepewną siebie, a od początku gimnazjum miałam tendencję do wycofywania się. Jednak prawdziwy problem zaczął się od poł. 2 klasy liceum - problem z myślami. Często wyłączam się w czasie rozmowy, z powodu marzeń coraz gorzej idzie mi z nauką, trudno mi jest się skoncentrować na niej, przekładam ją na coraz później. Próbowałam robić plany tygodniowe, dzienne, lecz zwykle kończyło się to tylko zapisaniem kartki, więc z tego zrezygnowałam. W moich myślach główną bohaterką jestem ja, tylko ja, kompletnie odrealniona, idealna, triumfująca. Obawiam się, że to już nerwica, tylko czy mogę jeszcze w tym stadium poradzić sobie sama? Jeśli tak, to jak? Poza zamyślaniem się, nie mam żadnych większych problemów z relacjami z ludźmi, nie boję się też wychodzić z domu, jak opisują inni. Zwykle napady myśli mam w domu, rzadko poza nim, wśród ludzi z zewnątrz. Kontakty z rodziną mam w porządku. Jedyny stres związany jest właśnie z nauką, ale wcześniej dawałam sobie z nim lepiej rady. Wobec ludzi jestem nieufna, nie jestem towarzyska, jednak mimo to, potrafię się wśród nich odnaleźć. Swoje przeciwności losu, problemy wśród rówieśników mam już dawno za sobą, dlatego też mnie dziwi, że tego typu sytuacja spotyka mnie w liceum, gdzie wszyscy mnie akceptują.

Czy to depresja i czy powinienem zgłosić się do psychiatry?

Jestem trzydziestoczteroletnim mężczyzną. Od ok. 3 tyg. mam bardzo złe samopoczucie, któremu towarzyszą następujące objawy: uczucie lęku, niepokój. Odczuwam lęk przed przyszłością, chorobą itp.. Często wykonując prostą czynność domową, boję się jej skutków. W związku z tym sprawdzam na przykład...

Jestem trzydziestoczteroletnim mężczyzną. Od ok. 3 tyg. mam bardzo złe samopoczucie, któremu towarzyszą następujące objawy: uczucie lęku, niepokój. Odczuwam lęk przed przyszłością, chorobą itp.. Często wykonując prostą czynność domową, boję się jej skutków. W związku z tym sprawdzam na przykład po kilkanaście razy, czy prawidłowo wyłączyłem gaz. Zdaję sobie sprawę, że jest to bez sensu, lecz nie mogę się przed tym powstrzymać. Boję się tego, co może się wydarzyć. Budzę się bardzo wcześnie rano z uczuciem lęku i nie mogę już zasnąć. Do tego dochodzą jeszcze myśli, czy takie życie ma sens, jednocześnie boję się śmierci. Podobne objawy pojawiają się u mnie okresowo od kilku lat, ale nigdy nie trwały tak długo i z taką siłą. Stan, w którym się znajduję staje się nie do zniesienia i bardzo mnie męczy. Mam uczucie, że lęk zaczyna coraz bardziej kierować moim życiem. Zgłosiłem się do mojego lekarza rodzinnego, przepisał mi lek z grupy benzodiazepin, który jednak niezbyt mi pomaga. Zastanawiam się, czy to przypadkiem nie jest depresja i czy powinienem zgłosić się do jakiegoś specjalisty na przykład psychiatry?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Boję się tego slowa... samobójstwo...

Czy w nerwicy może występować lęk przed samobójstwem? Czy natrętne myśli mogą dotyczyć myśli samobójczych? Ja boję się tego słowa "samobójstwo". Wszystko zaczęło się od tego, że mój kolega popełnił samobójstwo w czerwcu 2009. Ja już leczę się na...

Czy w nerwicy może występować lęk przed samobójstwem? Czy natrętne myśli mogą dotyczyć myśli samobójczych? Ja boję się tego słowa "samobójstwo". Wszystko zaczęło się od tego, że mój kolega popełnił samobójstwo w czerwcu 2009. Ja już leczę się na zaburzenia lękowe od sierpnia 2008, byłam akurat w czasie odstawiania leków, gdy on to zrobił, więc u mnie pojawiła się też myśl, że i ja też mogę tak zrobić, że nie zapanuję nad tym itd.. Wtedy leki zostały zwiększone i było wszystko OK, ale gdy je odstawiłam, wszystko zaczęło wracać, no i znowu myśli o koledze, że to zrobił i że jak mogę znów nad sobą stracić kontrolę i coś narobić. Boję się być nawet sama w domu. Czy samobójstwa są podejmowane świadomie? Czy ludzie, którzy to robią, mają to zaplanowane, czy to jest impuls? Ja nie mam żadnych planów, tylko jakieś wizje, że np. widząc nożyczki mogę sobie nimi coś zrobić, no i od razu jest lęk. Jestem prawie 4 tydzień na paroksetynie, ale objawy dalej są, no i najgorzej jest rano, a wieczorem lepiej. Mam zaburzenia lękowe z napadami lęku, tylko otworze oczy, a te myśli już są, i tak do wieczora.

Zaburzenia lękowe - ile trwa ich leczenie

Witam. Chciałabym dowiedzieć się, ile czasu leczy się zaburzenia lękowe? Ile czasu trwa leczenie psychoterapią i ile czasu trzeba brać leki na te zaburzenia lękowe? I czy zaburzenia lękowe są całkowicie uleczalne? Ostatnio coś się też ze mną dziwnego...

Witam. Chciałabym dowiedzieć się, ile czasu leczy się zaburzenia lękowe? Ile czasu trwa leczenie psychoterapią i ile czasu trzeba brać leki na te zaburzenia lękowe? I czy zaburzenia lękowe są całkowicie uleczalne? Ostatnio coś się też ze mną dziwnego dzieje... Wystarczy, że przeczytam artykuł w gazecie, np. na temat jakiegoś wypadku czy np. o jakimś innym wydarzeniu złym, to zaraz cała się trzęsę, jestem poddenerwowana i niespokojna. To samo jest z tv, nie mogę oglądać wiadomości czy seriali, w których coś złego się wydarzyło, bo zaraz ogarnia mnie jakiś dziwny niepokój. Czy ten stan może być spowodowany właśnie zaburzeniami lękowymi? Wcześniej tak nie reagowałam na to wszystko mogłam normalnie oglądać dziennik i czytać w gazetach różne informację na różne tematy... A teraz nie potrafię.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Lęk przed wychodzeniem z domu

Mam 29 lat, jestem kobietą. Moja rodzina to dwójka dzieci i mój partner. Jedno z dzieci jest z wcześniejszego związku. Mieszkamy w Anglii, ja pracuję tylko jeden dzień w tygodniu. Oprócz depresji, którą u mnie stwierdzono, odczuwam paniczny strach przed...

Mam 29 lat, jestem kobietą. Moja rodzina to dwójka dzieci i mój partner. Jedno z dzieci jest z wcześniejszego związku. Mieszkamy w Anglii, ja pracuję tylko jeden dzień w tygodniu. Oprócz depresji, którą u mnie stwierdzono, odczuwam paniczny strach przed wyjściem z domu, przed ludźmi. Ponieważ codziennie muszę zaprowadzać moje dzieci do szkoły, codzienne życie staje się nie do zniesienia. Przed każdym wyjściem z domu szukam powodu, by z niego nie wyjść: np. nie mam ubrania, jest zimno, źle się czuję, dochodzi nawet do kłótni miedzy mną a moim partnerem z tego powodu. Nikomu o niczym nie mówię, ponieważ moja osobowość mi tego zabrania, wszyscy postrzegają mnie jako osobę samodzielną i to oni szukają u mnie wsparcia. Muszę dodać, że ten strach odczuwałam również w Polsce. Bardzo proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Obawa o przyszłość

Witam serdecznie. Mój problem jest dość złożony. Mam 24 lata. Od dziecka byłem wrażliwy na krytykę, odrzucenie i ośmieszenie. Wraz z upływem lat, kiedy doświadczałem niepowodzeń towarzyskich, traciłem zaufanie do ludzi. Pojawił się epizod depresyjny. Zawsze starałem się pomagać innym,...

Witam serdecznie. Mój problem jest dość złożony. Mam 24 lata. Od dziecka byłem wrażliwy na krytykę, odrzucenie i ośmieszenie. Wraz z upływem lat, kiedy doświadczałem niepowodzeń towarzyskich, traciłem zaufanie do ludzi. Pojawił się epizod depresyjny. Zawsze starałem się pomagać innym, a gdy doznawałem krzywd stawałem się coraz bardziej nerwowy. Lekarz neurolog powiedział mi, że przyczyną mojej niskiej odporności na krytykę, dużej wrażliwości są złe doświadczenia życiowe w kontaktach z ludźmi, ale także fizyczne uszkodzenie jednego z nerwów w trakcie porodu spowodowało, że stałem się słabszy psychicznie. Przejmowałem się wieloma rzeczami. Skończyłem studia, na razie pracuję dorywczo, ale mam kłopoty ze znalezieniem stałej pracy i to mnie także frustruje. Inna sprawa, to brak szczęścia do kobiet. Obawiam się samotności, że w życiu mi się nie ułoży. Potrafię rozmawiać z kobietami, ale mam trudność z nawiązaniem znajomości, chodzi o pierwszy kontakt. Przeważnie poznawałem dziewczyny przez Internet. Ale nie miałem szczęścia. Raz byłem z kimś związany. Na imprezy już teraz rzadko chodzę, a nie mam odwagi kogoś zagadnąć w miejscu publicznym, więc nie wiem, jak będzie wyglądać moja przyszłość. A bardzo mnie to martwi, bo czas nie stoi w miejscu. Mam przyjaciółkę, której nie wyszło w życiu, jest rozwódką, młodą dziewczyną, byłem nią zainteresowany, ale ona nie pragnie niczego innego poza przyjaźnią. Ostatnio udało mi się kogoś poznać, ale ta osoba ma mało czasu na spotkania, a ja nie chcę się narzucać. Boję się kolejnego niepowodzenia i nie wiem, jak podejść do tego. Obawa o moją przyszłość zaprząta mi głowę i nie wiem, co powinienem zrobić, czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji. Będę wdzięczny za odpowiedź. Pozdrawiam serdecznie.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Wszystkiego się boję, wyolbrzymiam - jak przezwyciężyć moje lęki?

Witam serdecznie, chciałam zapytać, co mam robić, jak przezwyciężyć moje lęki... W tamtym roku zaczęły mi wypadać strasznie włosy, miałam łysienie plackowate (miałam duży łysy placek na głowie, a zawsze miałam piękne włoski), źle się z tym czułam, sądziłam,... Witam serdecznie, chciałam zapytać, co mam robić, jak przezwyciężyć moje lęki... W tamtym roku zaczęły mi wypadać strasznie włosy, miałam łysienie plackowate (miałam duży łysy placek na głowie, a zawsze miałam piękne włoski), źle się z tym czułam, sądziłam, że każdy się na mnie patrzy, myślałam, że nie jestem atrakcyjna... Wypadanie trwało ponad pół roku, masa tabletek jakiś maści, kremów, trwało to, gdy poszłam studia (I rok, pierwsza sesja). Teraz włoski już nie wypadają, ale nie potrafię sobie poradzić ze sobą, ciągle się czegoś obawiam, nieustanny lęk mi towarzyszy. Nie umiem nabrać pełnego oddechu, szybciej oddycham, pełny oddech tylko przy ziewaniu mogę nabrać, pobolewa mnie serce czasem (byłam u kardiologa – EKG idealnie, u lekarza płucnego – spirometria, prześwietlenie płuc, testy alergologiczne idealnie, stwierdzeniem tych lekarzy było, że to jest na tle nerwów). Faktycznie, pierwsza sesja, nowi ludzie, nowe otoczenie, egzamin na prawo jazdy, niedogadywanie się z chłopakiem... Od kilku dni zauważyłam podwyższoną temperaturę do 37,1 st. (ale w ciągu dnia czasem spada do 36,6-38,8). Wszystkiego się boję, wyolbrzymiam, nie wiem, jak sobie z tym poradzić :( Nie mam ochoty widywać się ze znajomymi, nie umiem zasnąć wcześniej niż o 1 w nocy, a budzę się koło 7. Co mam zrobić, żeby wrócić z powrotem do czasów, jak było wszystko okej? Jak byłam wesołą, towarzyską i zawsze uśmiechniętą dziewczyną, która się zawsze dobrze czuła wśród znajomych?
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak uporać się z niewytłumaczalnym lękiem przed ciążą?

Witam. Mam 18 lat i straszny problem. Zacznę od początku. 25 stycznia straciłam dziewictwo, kochałam się z chłopakiem najpierw z prezerwatywą, lecz później juz bez (jednak wytrysk nastąpił poza mną). To był wielki błąd, ponieważ cały miesiąc żyłam w ciągłym...

Witam. Mam 18 lat i straszny problem. Zacznę od początku. 25 stycznia straciłam dziewictwo, kochałam się z chłopakiem najpierw z prezerwatywą, lecz później juz bez (jednak wytrysk nastąpił poza mną). To był wielki błąd, ponieważ cały miesiąc żyłam w ciągłym stresie. Nic nie sprawiało mi radości, byłam przygnębiona, powiedziałam partnerowi o moich podejrzeniach i on również bardzo się denerwował. Dodam, że widujemy się zaledwie co dwa tygodnie i od tamtego czasu już za każdym razem używaliśmy prezerwatywy. Okres pojawił się dwa dni po przewidywanym terminie, tj. 17 lutego (mam 28-dniowe cykle). Uspokoiło mnie to, lecz na krótką metę. Otóż na nowo zaczęłam wmawiać sobie to, że jestem w ciąży, mimo że po tamtej ''nauczce'' cały czas się zabezpieczaliśmy. Raz jednak było tak, że zbliżyliśmy się bez, ale to było zaledwie kilka ruchów, bo zdaliśmy sobie sprawę z tego, że znów będziemy niepotrzebnie się bać. Mam nadzieję, że przy tym prawdopodobieństwo zajścia w ciążę było bardzo nikłe? Dziś czekam na okres jak na boskie zbawienie. Z moich obliczeń wynika, że powinnam dostać go wczoraj, lecz na razie nie widać krwawienia. Pobolewa mnie brzuch, mam obolałe piersi, ale mimo to nic nie ma:(. Dodam, że od jakiegoś czasu mam zaparcia, strasznie burczy i tak jakby ''trzepocze'' i przelewa mi się w brzuchu. Czytałam, że to może być jeden z objawów ciąży. Ostatnio również częściej oddawałam mocz, lecz teraz juz tak nie jest (czytałam, że może być to z nerwów). Nie robiłam żadnych testów, nie byłam u lekarza. W głębi serca wiem, że raczej niemożliwe, żebym była w ciąży, ale mimo to panicznie się boję. Nie jestem gotowa na macierzyństwo. Martwię się, że przez ten lęk wpadnę w chorobę psychiczną. Kompletnie nie wiem, jak sobie z nim radzić. Nawet jeśli teraz dostanę okres, to boję się, że w przyszłości i tak moje obawy będą się powtarzać, a przez to przecież można się wykończyć... Proszę o jak najszybszą odpowiedź, z góry dziękuję i pozdrawiam.

Dlaczego samobójstwo nie miałoby być wyjściem?

Mam 26 lat. Od ósmego roku życia miałem nerwicę natręctw, zdiagnozowaną psychiatrycznie w wieku 23 lat. Od tego czasu chodziłem dość regularnie do psychiatry i psychologa, brałem leki i czytałem mnóstwo literatury przedmiotu (Horney, Fromm, Kępiński i in.), bardzo dużo...

Mam 26 lat. Od ósmego roku życia miałem nerwicę natręctw, zdiagnozowaną psychiatrycznie w wieku 23 lat. Od tego czasu chodziłem dość regularnie do psychiatry i psychologa, brałem leki i czytałem mnóstwo literatury przedmiotu (Horney, Fromm, Kępiński i in.), bardzo dużo myśląc o swoich życiu i psychice. Nie mam już większości natrętnych myśli i przymusowych czynności, ale tak naprawdę nie czuję, by coś się w moim zmieniło na lepsze. Od skończenia studiów wegetuję, nie będąc zdolnym do zorganizowania sobie życia. Sądzę, że mój obecny stan pasuje do opisu nerwicy depresyjnej Kępińskiego. Otóż elementem w mojej świadomości, który nie pozwala mi nic robić, jest poczucie bezsensu wszelkich działań, bezcelowości wszelkich wysiłków, braku sensu samego życia. Dopóki moim celem, narzuconym niejako z góry, było skończenie studiów, ten problem, choć przewijał się tu i ówdzie, nie był jednak pierwszoplanowy. Zawsze chciałem zrobić po nich karierę naukową. Ale gdy dostałem się na doktorat, straciłem dla tego zainteresowanie. Zrozumiałem, że moje życie, nawet z dr przed nazwiskiem, będzie dalej równie bezsensowne. Zresztą nie wierzyłem, żebym potrafił tego dokonać, i zrezygnowałem. Od tej pory siedzę w domu na wikcie rodziców, udając, że szukam pracy. Sądzę, że świadomość nieodwołalnego braku sensu życia samego w sobie jest w istocie moją strategią obronną przed: - poczuciem krzywdy za cierpienia w dzieciństwie i młodości z powodu choroby, i poczuciem niemocy, gdyż winą za to cierpienie nie mogę racjonalnie nikogo obarczyć i domagać się odeń zadośćuczynienia (a tylko tak jestem w stanie odzyskać równowagę) - poczuciem zmarnowania najlepszych lat życia i najlepszych okazji w życiu, czasu radości i spontaniczności, przyjaźni i miłości, czasu, w którym wykuwa się charakter człowieka i jego fascynacje na resztę życia - poczuciem wstydu i zapóźnienia w stosunku do rówieśników - nienawiścią i pogardą dla samego siebie - strachem przed ogromem wysiłku i dalszych cierpień, jakich wymagałoby ode mnie naprawianie tych prawie 20 lat z nerwicą - sztucznością i nieadekwatnością każdego celu, jaki mógłbym obrać w życiu, wobec tych cierpień i tych wysiłków. Każdy z tych problemów (i wiele pomniejszych) był dla mnie przez lata nierozwiązywalny z osobna i w splocie z resztą. Lecz jeśli nic nie ma sensu, to wtedy nie ma też krzywdy, winy, wstydu, nienawiści, strachu. Jeśli twoje problemy są nierozwiązywalne, musisz je usunąć z pola widzenia, sprawić by nie istniały, nawet jeśli ty przestajesz psychicznie istnieć, bo inaczej stają się nie do zniesienia. Teraz nie chce już nawet, by cokolwiek zyskało sens. Każdy możliwy sens jest niczym wobec ogromu cierpienia, nienawiści i lęku, które jego wątły miraż natychmiast uruchamia z całą mocą. Musiałby to być sens absolutny i niepodważalny, taki, który czyni drobiazgami wszystkie problemy jednocześnie. Ale takiej wartości nie ma, bo to człowiek sam sobie nadaje sensy. Nie jest nią Bóg, o którym nie wiem nawet, czy istnieje, i którego, w przypisywanej Mu wszechmocy i dobroci, musiałbym obarczyć winą za swój stan, gdyby istniał. Nie jest nią też Eros, miłość, do której zyskałem szczerą niechęć, gdyż moja nerwica miała od początku seksualne podłoże, a każda fascynacja kobietami była zawsze nieodwołalnie frustrująca. Tym bardziej nie jest nią praca czy zainteresowania. Pozostaje więc uczynić wartością brak wszelakiego głębszego sensu. I trzymam się tego w miarę solidnie od prawie roku... Niestety, okazuje się, że na dłuższą metę tak się nie da. Brak sensu staje się powoli równie niemożliwy do zniesienia, jak wszelki ułomny sens... Jeśli więc sens i jego brak są nie do zniesienia, czyż nie jest jedynym prawdziwie sensownym wyjściem zakończenie życia?

Czy to wszystko kiedyś minie?

Witam serdecznie Chciałabym podzielić się z moim problemem. Mam 22 lata jestem studentką pierwszego roku. Od dłuższego czasu mam problemy ze sobą. Jestem juz po wielu przejściach w życiu, m.in. zaburzenia depresyjno-lękowe w wieku 13 lat po śmierci taty,...

Witam serdecznie Chciałabym podzielić się z moim problemem. Mam 22 lata jestem studentką pierwszego roku. Od dłuższego czasu mam problemy ze sobą. Jestem juz po wielu przejściach w życiu, m.in. zaburzenia depresyjno-lękowe w wieku 13 lat po śmierci taty, później wykryto u mnie nowotwór i jestem po przeszczepie. Było dobrze, jednak od pewnego czasu mam problemy, zdiagnozowałam u siebie fobię społeczną, lęk który mnie paraliżuje podczas rozmowy z ludźmi: jest dobrze, rozmawiam z kimś, po chwili czuję się tak dziwnie, unikam zajęć w szkole, ponieważ bardzo się boję, że wszyscy zobaczą moją reakcję, strasznie stresuję się wystąpień publicznych i bycia w centrum zainteresowania, komputer to moja jedyna rozrywka. Jestem przewrażliwiona na swoim punkcie, nie mam chłopaka, choć mam adoratorów, ale się ich boję, mam bardzo niską samoocenę, pewność siebie - wręcz jej brak. Izoluję się od ludzi, unikam spotkań towarzyskich, nie potrafię rozmawiać z ludźmi, bo nie wiem, co powiedzieć, nie jestem w pełni wyluzowana, ciągle spięta. Mam mnóstwo objawów somatycznych: uderzenia gorąca, czerwienienie twarzy, przyspieszone tętno, drżenie ciała, pocenie się, płochliwość, oprócz tego bardzo skupiam się na mimice, jak z kim rozmawiam, co jest bardzo uciążliwe. Dlaczego tak się dzieje? Chciałabym nad tym zapanować, ale nie potrafię. Pięć dni temu byłam u psychiatry, dostałam lek - preparat citalopramu - brałam po pół tabl., czyli 5mg, ponieważ bałam się skutków ubocznych, ale będę stopniowo zwiększać dawkę. Dziś wzięłam 10 mg. Czeka mnie psychoterapia. Czy można pokonać tę chorobę i cieszyć się normalnym życiem? Dziękuję za odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Obsesja na punkcie rtęci

Rok temu miałam obsesję na punkcie rtęci, wszędzie ją widziałam, to dlatego, że jak byłam mała, kiedyś stłukłam termometr. Teraz mam 15 lat i uwolniłam się od tej obsesji - przynajmniej tak mi się wydawało. Od jakiegoś roku nękają mnie...

Rok temu miałam obsesję na punkcie rtęci, wszędzie ją widziałam, to dlatego, że jak byłam mała, kiedyś stłukłam termometr. Teraz mam 15 lat i uwolniłam się od tej obsesji - przynajmniej tak mi się wydawało. Od jakiegoś roku nękają mnie różne natrętne myśli. Na początku były one o Bogu - straszne, obraźliwe, nawet wulgaryzmy. To było dla mnie straszne... później było trochę lepiej, ale zaczęły pojawiać się natrętne myśli w postaci złorzeczeń, które pojawiały się w różnych sytuacjach, np. usłyszałam, że ktoś jest chory i zaraz pojawiała się zła myśl. Najgorsze jest w tym to, że bardzo się bałam o tych ludzi, modliłam i obwiniałam za ich krzywdę... Ostatnio bardzo mi pomogła spowiedź, która bardzo podniosła mnie na duchu, a teraz znów się wszystko posypało... Słyszałam o chorobie pewnej kobiety i też pojawiały się złe myśli, modliłam się za nią, później ona wyszła ze szpitala, a po jakimś czasie znów tam trafiła, potem okazało się, że znów jest w szpitalu i po jakimś czasie okazało się, że nie żyje. Obwiniam za to siebie, ponieważ dzień przed śmiercią nie pomodliłam się za nią... Wiem, że nie muszę się modlić za wszystkich i że nie chcę tych myśli, ale obwiniam się za jej śmierć, że gdybym się wtedy pomodliła, to ona by żyła... Proszę o pomoc!!! Dodam jeszcze, ze nigdy bym nikogo nie skrzywdziła...

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Czy częste myśli o samobójstwie jako forma uciszania niedających spokoju myśli i stresów są normalne?

Witam. Mam 30 lat. Problem, o który pytam, towarzyszy mi już od dawna. Jestem od niepamiętnych czasów osobą o bardzo zmiennym nastroju, z wewnętrznymi problemami, brakiem samoakceptacji oraz bardzo często natrętnymi myślami, dotyczącymi bieżących przeżyć. Owe dręczące myśli dotyczą zwykle...

Witam. Mam 30 lat. Problem, o który pytam, towarzyszy mi już od dawna. Jestem od niepamiętnych czasów osobą o bardzo zmiennym nastroju, z wewnętrznymi problemami, brakiem samoakceptacji oraz bardzo często natrętnymi myślami, dotyczącymi bieżących przeżyć. Owe dręczące myśli dotyczą zwykle - częstego wstydu z różnych powodów, poczucia kompromitacji albo strachu przed nią, myśli, że zrobiło się coś źle, że straciło się szansę, strachu przed najbliższą przyszłością, zwłaszcza gdy czekają mnie trudne wyzwania albo konieczność uczestnictwa w jakiejś zbiorowości (wiąże się to zapewne z jakąś formą fobii społecznej). Do tego oczywiście standardowe poczucie własnej beznadziei, refleksja nad swym życiem itp. Od dawna najbardziej kojącą, uspokajającą myślą w takich sytuacjach, gdy tamte myśli spokoju nie dają, jest wyobrażenie o samobójstwie. Nie jest to jednak skonkretyzowane myślenie, planowanie realnego samobójstwa, lecz tylko samo wyobrażenie o... Przy tym chodzi tu bardziej o wyobrażenie o tym, co po samobójstwie (reakcje otoczenia, czy i jak by to obeszło osoby spoza rodziny itp.), niż o samym akcie targnięcia się na swoje życie. Jednocześnie z różnych względów, mimo wzmiankowanych wcześniej psychicznych kłopotów z samym sobą, trudno mi jest uwierzyć, bym był zdolny do prawdziwej próby samobójczej, nawet, gdyby z jakichś powodów te problemy, które wyzwalają takie myśli, wyzwoliły skrajny stres albo dół. Chodzi jednak o to, czy takie myśli, które stają się niemal codziennością, są czymś zwykłym oraz czy są na dłuższą metę bezpieczne dla psychiki.

Czy to nerwica? Jak leczyć?

Witam. Od miesiąca mam kołatanie serca, bóle w klatce piersiowej, drżenie rąk, lekkie zawroty głowy, pocą mi sie dłonie i stopy, czasem też drętwieje mi lewa ręka, a bardziej opuszki palców, rzadziej stopy, uderzenia gorąca w twarz, jestem rozbita.
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Derealizacja - czy można ją pokonać?

Jestem kobietą, mam 23 lata, od ok. 7 lat cierpię na nerwicę lękową z objawami derealizacji. Na początku (czas ok. 5, 5 roku) zupełnie nie wiedziałam, co mi jest, byłam po prostu przerażona, kiedy pewnego razu na spacerze przestałam odbierać...

Jestem kobietą, mam 23 lata, od ok. 7 lat cierpię na nerwicę lękową z objawami derealizacji. Na początku (czas ok. 5, 5 roku) zupełnie nie wiedziałam, co mi jest, byłam po prostu przerażona, kiedy pewnego razu na spacerze przestałam odbierać świat jako "rzeczywisty". Przez około 5 lat rzeczywistość odbierana była przeze mnie jako coś "obok", coś arealnego, sztucznego.

Teraz jest o tyle lepiej, że wielokrotnie percypuję "jak należy", szczególnie gdy poruszam się blisko domu. Do tego dopadają mnie czasem ataki somatyczne (układ oddechowy, żołądek). Lęk towarzyszy mi nieustannie, każda najdrobniejsza rzecz, wydarzenie (negatywne ale i pozytywne) powodują ogromne nieadekwatne emocje. Bardzo często sytuacje "emocjonalne" powodują ogromne zmęczenie (nawet zwykłe spotkania z ludźmi) - ale to zależy "od dnia". Czasem czuję się nawet bardzo dobrze, ale tylko wtedy, gdy mam właśnie "dobry dzień", pozytywny nastrój - ale czuję, że nie zależy to ode mnie. Staram się dbać o siebie, wysypiać, zdrowo odżywiać, itd. - od pewnego czasu czuję się bardziej "wyporna". Już się do tych moich przypadłości nawet przyzwyczaiłam i nauczyłam zachowywać jakąś namiastkę wewnętrznego spokoju czy nie rozogniać sytuacji. W tej chwili doszedł mi jeszcze lęk w środkach komunikacji, czego wcześniej nie było (zawsze mogłam prawie wszędzie dojechać samochodem, gorzej było z chodzeniem, teraz jest jakby na odwrót). Nigdy nie wiem, na co się mój lęk przeniesie. Nerwica dopadła mnie w okresie kiedy przeżywałam wielkie napięcie związane z koszmarną atmosfera w szkole - wyszłam stamtąd z psychiką w kawałkach.

Diagnoza choroby jest moja, ale została potwierdzona przez jednego z psychologów. Byłam u dwóch psychologów, niestety, w tej chwili nie jestem w stanie po prostu dojechać na psychoterapię. Staram się jakoś "opanować" drogę, "wćwiczyć ją" tak, aby móc w jakiś sposób tam dotrzeć. Mam nadzieję, że w końcu mi się uda. Nie biorę leków, jedynie zioła. Brałam pewien lek, bardzo krótko, jednak po jego odstawieniu poczułam się niezwykle niekomfortowo, jak nigdy dotąd.

Jestem osobą fizycznie zdrową, nigdy nie miałam problemów z nauką, zapamiętywaniem itp. Studiuję (opanowałam mniej więcej drogę na uczelnię). Czuję się jak w klatce, bo nie mogę się normalnie przemieszczać/poruszać, jedynie w miejsca, które nie są mi obce (i to nie wszystkie). Boję się przyszłości, bo mogłabym godnie żyć i pracować, ale jak mam to zrobić, skoro do pracy nie dojadę? Poza tym nikt o tym nie wie, wszyscy myślą, że jestem zupełnie "zdrowa" i dziwią się, dlaczego unikam spotkań czy wielu okazji rozwoju (wiele takich propozycji mi już uciekło). Nie jestem w stanie zapanować nad "wadliwą percepcją", staram się jakoś do tego przyzwyczaić, ale jest to na tyle niekomfortowe, sprawia to tak wielkie cierpienie, że nie mogę udawać, że to nic takiego (jak napisałam - praktycznie nigdzie nie jeżdżę, mój świat jest bardzo "ograniczony"). Chciałabym się dowiedzieć, czy jest w ogóle szansa na wyzdrowienie, na normalną percepcję i pozbycie się lęków, rozemocjonowania, czy jest szansa na normalne życie? Bardzo proszę o odpowiedź. Pozdrawiam serdecznie - Kasia

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Pytanie odnośnie artykułu na stronie

Na waszym portalu wyczytałam: "Zaburzenia lękowe (nerwice) w pewnych sytuacjach predysponują do powstawania innych zaburzeń i chorób psychicznych. Pacjenci cierpiący z ich powodów częściej niż inni chorują na depresję i cierpią na choroby psychotyczne, tj.: schizofrenię, a...

Na waszym portalu wyczytałam: "Zaburzenia lękowe (nerwice) w pewnych sytuacjach predysponują do powstawania innych zaburzeń i chorób psychicznych. Pacjenci cierpiący z ich powodów częściej niż inni chorują na depresję i cierpią na choroby psychotyczne, tj.: schizofrenię, a także odczuwają problemy ze snem i dysfunkcje seksualne, takie jak znaczny spadek popędu seksualnego, impotencja. Częściej niż inni popadają w uzależnienie od leków uspokajających i przeciwlękowych oraz od alkoholu. Sytuacje takie są powodem wielkich trudności diagnostycznych, które napotyka na swojej drodze lekarz psychiatra. Dłuższa droga do rozpoznania powoduje często późne rozpoczęcie odpowiedniego leczenia, a to w wielu przypadkach skutkuje znacznym pogorszeniem rokowania lub nawet niemożnością wyleczenia. Dlatego też tak bardzo ważne jest szybkie zgłoszenie się ze swoim problemem do lekarza rodzinnego, który powinien pokierować dalszym postępowaniem." Czyli osoba z nerwicą jest narażona na wyżej wymienione choroby???

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki
Dotyczy: Neurologia Nerwica

Nerwica a studia psychologicze

Mam taką wewnętrzna ochotę iść na studia psychologiczne. Na nerwicę leczę się już 2 lata, w tym momencie występują tylko zawroty głowy oraz duszności, ale już rzadko, w sumie zależy to od pogody. Nie wiem, czy dobrym pomysłem byłyby studia...

Mam taką wewnętrzna ochotę iść na studia psychologiczne. Na nerwicę leczę się już 2 lata, w tym momencie występują tylko zawroty głowy oraz duszności, ale już rzadko, w sumie zależy to od pogody. Nie wiem, czy dobrym pomysłem byłyby studia psychologiczne i praca jako psycholog, bo boję się, że mi w głowie namiesza się. I nie dam rady psychicznie. Ogólnie znajomi ostrzegają mnie przed podjęciem tego kierunku .

Dotyczy: Neurologia Nerwica

Czy nerwica może zabić?

Czy nerwica może zabić? Nie mam na myśli samobójstwa, ale objawy somatyczne. Znacie takie przypadki? Często miewam napady lękowe, charakteryzują się silnym bólem głowy, niedowładem kończyn, zaburzeniami widzenia, przyspieszonym pulsem, zawrotami głowy itp. Mam zrobione wszelkie badania,...

Czy nerwica może zabić? Nie mam na myśli samobójstwa, ale objawy somatyczne. Znacie takie przypadki? Często miewam napady lękowe, charakteryzują się silnym bólem głowy, niedowładem kończyn, zaburzeniami widzenia, przyspieszonym pulsem, zawrotami głowy itp. Mam zrobione wszelkie badania, łącznie MR głowy i naczyń. Jestem zdrowy. Leczyłem się 2 lata preparatem paroksetyny. Niestety, rok po odstawieniu leku lęki powróciły. Są one tak silne, że już nie jednokrotnie wylądowałem na SOR. Oczywiście po podaniu benzodiazepiny lęk ustępuje. Mam obawy, że któregoś dnia ta choroba spowoduje zawał lub wylew i żaden lek tu nie pomoże. W związku z tym mam pytanie jak na wstępie. Czy nerwica może zabić? Czy niepodane leki uspokajające w porę mogą spowodować jakieś trwałe uszkodzenia narządów (mózg, serce)? Błagam o szybką odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Dotyczy: Neurologia Nerwica

Lęk przed ludźmi

Mam 27 lat i coś się ze mną dzieje, nie tak pracuje. Konsultowałem się z psychiatrą i stwierdził nerwice lękową, zażywałem leki, takie jak przeciwlękowe, przeciwdepresyjne i regulujące nastrój przez pół roku, następnie tylko regulator nastroju. W końcu przestałem brać...

Mam 27 lat i coś się ze mną dzieje, nie tak pracuje. Konsultowałem się z psychiatrą i stwierdził nerwice lękową, zażywałem leki, takie jak przeciwlękowe, przeciwdepresyjne i regulujące nastrój przez pół roku, następnie tylko regulator nastroju. W końcu przestałem brać leki i dobrze się czułem przez miesiąc i potem znów zacząłem się denerwować. Teraz biorę lek na uspokojenie. Chciałem powiedzieć, że mój problem polega na tym, że: denerwuję się, jak rozmawiam z ludźmi, serce mi strasznie bije, dławi mnie w gardle, wstydzę się do ludzi coś powiedzieć, czuję lęk przed zadzwonieniem z telefonu, jak i też przed jego odebraniem. Ogólnie mam lęk jak wstaję do pracy, zaczynam się denerwować, mam kłopoty z koncentracją, tak jakbym nie rozumiał prostych pytań, po prostu nie kumał, ale wiem to w sobie, że wcale tak nie jest, wszystko przez ten lęk i strach. To mnie wszystko uwstecznia i nie mogę iść do przodu. Czy mogę dostać jakąś poradę?

Zaburzenia lękowe a samobójstwo

Czy w zaburzeniach lękowych ludzie popełniają samobójstwo? I w którym zaburzeniu najczęściej? Czy mając zaburzenia lękowe jestem bardziej narażona na choroby psychiczne, np. schizofrenię?
Patronaty