Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 3 8

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Neurologia: Pytania do specjalistów

To depresja, fobia społeczna czy nerwica lękowa?

Witam, mam 18 lat. Od pięciu lat nie mogę sobie poradzić z napadami lęku, boję się ludzi, bardzo rzadko wychodzę z domu, stresuję się jak ludzie na mnie patrzą, nie mogę sobie poradzić na studiach, cały czas trzęsą mi się... Witam, mam 18 lat. Od pięciu lat nie mogę sobie poradzić z napadami lęku, boję się ludzi, bardzo rzadko wychodzę z domu, stresuję się jak ludzie na mnie patrzą, nie mogę sobie poradzić na studiach, cały czas trzęsą mi się ręce i nie jestem w stanie się skupić. Boję się wypowiadać na forum klasy. Wydaje mi się że wszyscy ludzie są fałszywi, wyśmiewają się ze mnie za plecami, nie potrafię nikomu zaufać. Gdy chodziłam do I klasy liceum przez długi czas nie odzywałam się do nikogo, dopiero po 6 miesiącach udało mi się nawiązać kontakt z paroma osobami. Jak ktoś zaczyna ze mną rozmawiać to uciekam, unikam kontaktu. Jestem bardzo wrażliwa analizuje każde swoje zachowanie i innych. Wieczorem często się załamuje i tracę chęć do życia, nie widzę swojej przyszłości.
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Mam fobię społeczną czy depresję?

Mam piętnaście lat i od jakiegoś czasu coraz częściej zastanawiam się nad tym, co się ze mną dzieje. Od zawsze jestem nieśmiała, choć to dotyczy bardziej sytuacji, gdy muszę nawiązać kontakt z nieznaną mi osobą. Ostatnio jednak udaje mi...

Mam piętnaście lat i od jakiegoś czasu coraz częściej zastanawiam się nad tym, co się ze mną dzieje. Od zawsze jestem nieśmiała, choć to dotyczy bardziej sytuacji, gdy muszę nawiązać kontakt z nieznaną mi osobą. Ostatnio jednak udaje mi się to pokonywać, nie mam już takich trudności, ale pojawiły się inne problemy.

Nie lubię wychodzić z domu, spędzać czasu z innymi ludźmi, po prostu nie widzę w tym sensu. Zawsze z góry zakładam, że to marnowanie czasu. Wolę poznawać ludzi przez internet, tak jest mi łatwiej. Poza tym, mam ogromne trudności w sytuacji, gdy jestem w większej grupie ludzi i muszę coś powiedzieć: czerwienię się, drży mi głos, trudno mi cokolwiek z siebie wydusić. Unikam takich sytuacji tak samo jak jedzenia i picia w obecności innych czy sprzeciwianiu się komukolwiek, gdy nie chcę się na coś zgodzić. Zawsze w takiej sytuacji do oczu napływają mi łzy i, nawet jeśli to nie jest nieprzyjemna sytuacja, po prostu zaczynam płakać albo godzę się na wszystko, by tylko nie kontynuować rozmowy.

Ostatnio bardzo szybko się denerwuję. Płaczę wtedy i mam ochotę głośno krzyczeć, a nawet nie potrzebuję do tego poważnego powodu: wystarczy, że mama zostawi włączony komputer czy nie dosunie firanki w moim pokoju... Najpierw ogarnia mnie złość nie do opisania, a po chwili nagle znika i wracam do wcześniej wykonywanej czynności. Myślałam, że to depresja. Dużo czytałam na ten temat i natrafiłam na opis fobii społecznej - idealnie obrazował moje życie. Zrobiłam znaleziony w internecie test Liebowitza i otrzymałam wynik powyżej 95, co oznacza "poważną fobię społeczną".

Do tej pory uważałam, że moje problemy związane są z nieśmiałością i że miną. Teraz martwię się o siebie, a najgorsze jest, że boję się o tym porozmawiać z mamą - zawsze mówi, że wyolbrzymiam. Boję się, że teraz by mnie wyśmiała. Chciałabym pójść do specjalisty, ale naprawdę bardzo obawiam się rozmowy z mamą. Mam z nią dobry kontakt, ale nie rozmawiamy na poważne tematy - mnie to krępuje i staram się tego unikać. Mój problem to fobia, depresja czy może tylko nieśmiałość? Co mam zrobić? Bardzo dziękuję za odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy można samodzielnie wyleczyć depresję?

Mam na imię Klaudia i mam 14 lat. Zachowania typu obniżone samopoczucie, niechęć do życia, zobojętnienie, problemy z komunikacją itd. nękają mnie już od 7-8 lat. Od rozwodu rodziców. Chyba właśnie to jest powodem choroby. Zazwyczaj zachowuje się...

Mam na imię Klaudia i mam 14 lat. Zachowania typu obniżone samopoczucie, niechęć do życia, zobojętnienie, problemy z komunikacją itd. nękają mnie już od 7-8 lat. Od rozwodu rodziców. Chyba właśnie to jest powodem choroby.

Zazwyczaj zachowuje się jak osoba, która ma depresję, ale czasami (2 razy na miesiąc lub rzadziej na krótki czas) zachowuję się jak normalna dziewczyna. Nazywam to napadami adrenaliny. Mam częste napady płaczu z głupich powodów, np. mama obiecała pójść ze mną do sklepu, ale nie dotrzymała słowa lub ktoś obiecał, że załatwi sprawę, a później nie dotrzymał słowa. Często wieczorem myślę sobie o całym moim życiu i zaczynam płakać. Nie myślę o samobójstwie, ale zastanawiam się nad tym co by było gdybym umarła. Mieszkam z mamą, tata się wyprowadził. Oni raczej nie mają pojęcia o mojej chorobie.

Nie chcę spotkać się z psychologiem, bo wtedy dowiedzieli by się o tym moi rodzice, a tego nie chcę. Chodzi mi o jakąś terapie ziółkami czy czymś takim na własną rękę, tak by nikt nie musiał o tym wiedzieć. Istnieje taka możliwość?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak możemy pomóc mamie?

Witam, mam problem z mamą. Ma 47 lat. Nie pracuje, nic nie robi. Mam wrażenie, że poddała że życiowo. Nic jej nie cieszy. Tak jest od kilku miesięcy. Starałam się z nią rozmawiać, ale nie odniosło to żadnych skutków. Mój...

Witam, mam problem z mamą. Ma 47 lat. Nie pracuje, nic nie robi. Mam wrażenie, że poddała że życiowo. Nic jej nie cieszy. Tak jest od kilku miesięcy. Starałam się z nią rozmawiać, ale nie odniosło to żadnych skutków. Mój tata nie żyje od 18 lat. Mama miewała już takie stany, ale z nich wychodziła sama. Na pomoc rodziny liczyć nie mogę. Wszystko jest dla niej problemem, nawet podstawowe czynności, które wykonuje się w domu. Z dnia na dzień mam wrażenie, że jest z nią coraz gorzej. Nie wiemy z siostrą co robić.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Dlaczego trzęsą mi się ręce?

Witam, mam dopiero 17 lat i od pewnego czasu dość mocno trzęsą mi się ręce. W szkole koledzy często robią z tego żarty, ale mnie to już przestaje śmieszyć, bo ręce trzęsą mi się nie tylko w sytuacjach stresowych,... Witam, mam dopiero 17 lat i od pewnego czasu dość mocno trzęsą mi się ręce. W szkole koledzy często robią z tego żarty, ale mnie to już przestaje śmieszyć, bo ręce trzęsą mi się nie tylko w sytuacjach stresowych, ale też kiedy jestem spokojny. Nie mogę robić wielu rzeczy wymagających precyzji, jak choćby lutowania, elektroniki czy rysowania. Jest to dla mnie bardzo niekomfortowa sytuacja. Proszę o informację co może powodować, że trzęsą mi się ręce? Jakie badania wykonać? Do tej pory nie robiłem żadnych badań i może pora, aby jakieś wykonać. Nie wiem jednak jakie i do jakiego lekarza zgłosić się z tym problemem. Bardzo proszę o pomoc. Pozdrawiam
odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
 Przemysław Zarzeczny
Przemysław Zarzeczny

Nie czuję tego, że chcę żyć. To da się zmienić?

Choruję na depresję od 2 lat, w międzyczasie stawiano mi diagnozy borderline, CHAD, DDA, SLAA... Miałam okres manii i poza nim regularnie brałam leki, od 2 miesięcy przechodzę terapię, stać mnie tylko na jedną wizytę w tygodniu, bo przez depresję...

Choruję na depresję od 2 lat, w międzyczasie stawiano mi diagnozy borderline, CHAD, DDA, SLAA... Miałam okres manii i poza nim regularnie brałam leki, od 2 miesięcy przechodzę terapię, stać mnie tylko na jedną wizytę w tygodniu, bo przez depresję coraz gorzej pracuję.

Mam ciężko chorą rodzinę, nie będę pisała co dokładnie im jest, ale jak na razie towarzyszę im w odchodzeniu i żegnaniu się z życiem i tu jest chichot losu, bo ja nie chcę żyć, a mam zdrowe ciało - oni chcą żyć, a są chorzy.... Mam chłopaka, cudownego czułego mężczyznę, który z całych sił o mnie dba i mimo tego, że się z nim spotykam, jestem, chodzę do pracy, normalnie spotykam się z ludźmi, rodziną coraz bardziej nie chcę żyć...

Od jakiegoś czasu w internecie szukam tylko informacji o samobójstwach, o sposobach, metodach, o tym jak inni to zrobili i coraz bardziej w mojej głowie kłębi się myśl o tym by to zrobić - wiem już nawet jak, tylko nie mogę skrzywdzić teraz i tak ciężko dotkniętej cierpieniem rodziny. Nie pomagają mi leki (zmieniane kilkakrotnie) ani terapia (za dużo problemów na raz, a we mnie to wszystko rośnie coraz bardziej) ani otoczenie kochających osób (chłopak, rodzina) ani praca, ani hobby, ani rzeczy którekolwiek cieszyły mnie wcześniej...

Nie mogę otwarcie sobie nic zrobić - pociąć się by dać upust swojej agresji względem siebie, więc robię to w inny sposób, bardzo się zaniedbałam w kwestii wyglądu i higieny, wokół mnie jest coraz więcej brudu i śmieci, coraz więcej rzeczy, które odkładam na bok na wieczne nie wykonanie i coraz gorzej mi z tym, bo nie umiem się wziąć w garść, bo po prostu tego nie chcę, czuję się taka zmęczona tym życiem, proszę niech ono już się skończy :( Co mam zrobić, by poprawić chociaż chwilowo ten stan, by nie rzucić się pod pociąg choć bardzo tego chcę?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Czy możliwe, że to początki depresji?

Mam 16 lat. Od pewnego czasu nic mi się nie chcę. Muszę się uczyć, ale nie potrafię, wiem że muszę, ale coś w środku mówi „nie”. Rano wstaję zmęczona chodź chodzę wcześnie spać (śnią mi się koszmary, niekiedy mam...

Mam 16 lat. Od pewnego czasu nic mi się nie chcę. Muszę się uczyć, ale nie potrafię, wiem że muszę, ale coś w środku mówi „nie”. Rano wstaję zmęczona chodź chodzę wcześnie spać (śnią mi się koszmary, niekiedy mam bezsenne noce) Nic mi się nie udaje, często z tego powodu płacze. Chodzę codziennie zła. Nie wiem co zrobić, żeby było lepiej... Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Chcę pokonać depresję. Co mam robić?

Witam, mam 18 lat i od mniej więcej 4-5 lat cierpię na coś rodzaju depresji, choć nie jestem do końca pewna czy to jeszcze choroba czy już część mojego charakteru, bo już nie pamiętam, jaka byłam wcześniej. Mam lepsze i...

Witam, mam 18 lat i od mniej więcej 4-5 lat cierpię na coś rodzaju depresji, choć nie jestem do końca pewna czy to jeszcze choroba czy już część mojego charakteru, bo już nie pamiętam, jaka byłam wcześniej.

Mam lepsze i gorsze dni, jednak od pewnego czasu przeważają te gorsze. Jest to głównie związane z tym, że jestem w klasie maturalnej i wszyscy, a przede wszystkim sama ja, wymagają ode mnie, abym wiedziała, co chcę robić w życiu, a przynajmniej po ukończeniu szkoły. Niestety nie znam odpowiedzi na to pytanie, gdyż nic mnie nie interesuje, nic nie sprawia radości, nie jestem w niczym dobra. To dodatkowo sprawia, że nie mam w ogóle motywacji i siły do nauki.

Chciałabym coś z tym zrobić, ale nie potrafię. Do tego czuję się bardzo samotna, nie mam osoby, z którą mogłabym szczerze porozmawiać. Nie stać mnie nawet na wizytę u psychologa czy psychiatry, a nie chcę prosić rodziców o pieniądze, gdyż sami są w nienajlepszej sytuacji materialnej, poza tym wolę im nie zawracać głowy moimi problemami, i tak już mam wyrzuty sumienia, że mają taką córkę jak ja.

Nie wiem, jak mam sobie pomóc, jak zmotywować się do nauki i jakoś zdać maturę, nie wiem, jak znaleźć w sobie choć trochę siły, żeby jakoś przetrwać to "życie". Ostatnio brakuje mi nawet sił, żeby płakać. Co mam robić?

odpowiada 4 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Urszula Sokalska-Goleń
Mgr Urszula Sokalska-Goleń
Dr n. med. Anna Błażucka
Dr n. med. Anna Błażucka

Czy to może być hipochondria i jak ją leczyć?

Wszystko zaczęło się od bólu w kręgosłupie. Cały czas zadawałam pytanie czy jak kuje pod lewą piersią czy to serce, czy jak kuje w okolicy żołądka to czy serce. Udałam się do lekarza rodzinnego, który stwierdził, że to na tle...

Wszystko zaczęło się od bólu w kręgosłupie. Cały czas zadawałam pytanie czy jak kuje pod lewą piersią czy to serce, czy jak kuje w okolicy żołądka to czy serce. Udałam się do lekarza rodzinnego, który stwierdził, że to na tle nerwowym. Ale dla mnie to nie było takie jasne. Zrobiłam wszystkie badania i wyszły ok. Udałam się do psychiatry, który stwierdził zaburzenia lękowe przechodzące w chorobę somatyczną. Teraz aby pomyślę, że coś mnie zakuje, że to poważna choroba. Często mam bóle napięciowe głowy, drżenia mięśni, uczucie guli w gardle. Proszę mi powiedzieć czy to nie jest czasem przesadne martwienie się o swój stan zdrowia? Czy to może jest nerwica hipochondryka?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak pomóc siostrze chorej na depresję?

Moja siostra od 4 lat mieszka z rodzicami w małym mieście. Ma 32 lata, nie jest w żadnym związku. Wróciła z Warszawy po studiach i po pracy i od 4 lat próbuje "dojść do siebie", ale wszystko się pogarsza. Siostra...

Moja siostra od 4 lat mieszka z rodzicami w małym mieście. Ma 32 lata, nie jest w żadnym związku. Wróciła z Warszawy po studiach i po pracy i od 4 lat próbuje "dojść do siebie", ale wszystko się pogarsza. Siostra przestała wychodzić z domu 2 lata temu.Zawsze była powolna, ma problemy z tarczycą, ale problemem jest wyjście z domu, tzn. wybranie się.

Zawsze była powolna i dokładna, ale to, co się dzieje teraz przerosło ludzkie pojęcie. Jej dzień wygląda tak, że wstaje około godziny 15, tzn. wychodzi ze swojego pokoju o tej godzinie, ponieważ budzi się wcześniej, ale ma gonitwę myśli. Siedzi i myśli, nie wiadomo o czym. Nie ma żadnych obowiązków, nie pracuje, nie pomaga w domu, nic. Ale musi wszystko przemyśleć. Około 15-16 schodzi do kuchni napić się kawy. Codziennie pije tyle samo i je to samo i w tych samych ilościach - tylko po to, by nie myśleć co ma wypić, co ma zjeść, ten problem jej wtedy odpada. Potrafi tak siedzieć w kuchni 3-4 godziny i myśleć. Czy kromka chleba jest równo postawiona, czy dobrze, że nalała 3/4 kubka czy może lepiej było nalać pół. Jeżeli już upora się z tym to idzie do siebie i myśli. I tak jej mija do 3-4 nad ranem. Zwykłe umycie głowy, to jest wyczyn, ostatnio zbierała się do umycia głowy ponad miesiąc - wstyd się przyznać, ale już zapach był nie do zniesienia.

Przepraszam, że tak piszę, ale chciałabym w sposób jak najbardziej obrazowy to wszystko napisać. Dodam, że siostra jest wszystkiego świadoma. Chciałaby się wyleczyć, ale nie radzi sobie z tym, by wyjść do lekarza. Dla niej wybranie ubrania to problem, który jest nie do pokonania. Jak ma ustalone coś na konkretną godzinę, to jeszcze problem się podwaja, dochodzi stres, trzęsące się ręce. W domu chodzi cały czas w tym samym ubraniu, żeby nie myśleć co ma ubrać. Jest złośliwa i opryskliwa, wszystko jej nie pasuje. Nie wiemy co robić. Ona wybiera się do lekarza, ale tak mija kolejny miesiąc i nie daje rady. Miała już umówione dwie wizyty, ale nie dała rady się wybrać. Mieszkamy w małym mieście, rodzice są oboje chorzy na raka i niestety oni sami wymagają opieki, a wychodzi tak, że to oni muszą się siostrą opiekować.

Ona jest w pełni sprawna, rozmawia się z nią normalnie, doskonale zdaje sobie sprawę, że musi się leczyć i jak sama mówi nie nawiedzi siebie za to jaka jest. I robi sobie na złość: jeśli np. coś sobie zaplanuje, a jej to nie wyjdzie, to jest na siebie wściekła, a z tej wściekłości rodzi się to, że dalej nic nie robi i z tego powodu jest wściekła jeszcze bardziej i tak kółko się nakręca. Siostra ma też zaburzenia miesiączkowania. Miała zrobić badania tarczycy, ale nie daje rady wyjść na te badania, to wszystko ją po prostu przerasta. Ja mieszkam w Gdańsku, chciałam tam jej znaleźć lekarza, ale wyjazd jej gdziekolwiek nie wchodzi w grę. Mam małego synka i nie mogę być u rodziców non stop, ale nie wiem jak jej pomóc.

Proszę o radę, czy spotkała się Pani z takim bądź podobnym przypadkiem. Jak jej możemy pomóc? Czy można w jakiś sposób zdiagnozować to, na co cierpi moja siostra? Przepraszam za bardzo chaotyczną wypowiedź, ale trafiłam tutaj na forum dopiero teraz, bo szukam, czytam i nie wiem co robić. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Moje życie jest beznadziejne. Jak to mogę zmienić?

Mam 16 lat. W tym roku poszłam do liceum. Nie wiem co robić z moim życiem. Zacznę od początku. Wszystko zaczęło się gdy poszłam do gimnazjum, z jedną koleżanką. Nie wiem dlaczego odgrodziłyśmy się od innych, stwarzając sobie nasz mały...

Mam 16 lat. W tym roku poszłam do liceum. Nie wiem co robić z moim życiem. Zacznę od początku. Wszystko zaczęło się gdy poszłam do gimnazjum, z jedną koleżanką. Nie wiem dlaczego odgrodziłyśmy się od innych, stwarzając sobie nasz mały własny świat. Już wtedy zaczęłam mieć myśli samobójcze, moje życie zaczynało tracić sens.

Wszystko zmieniło się w 3 klasie, zaczęłam być lubiana znalazłam przyjaciół. Teraz kontakt znów się urwał, po prostu olewają mnie. W liceum jestem roześmiana i lubiana. Należę do samorządu szkolnego, jestem wyznaczana do ważnych zadań. Lecz gdy nadchodzi weekend, nie mam co robić. W końcu ile się można uczyć? Siedzę sama w domu, i płaczę. A potem znowu zaczyna się tydzień. Znów jestem potrzebna, otaczają mnie ludzie, nie czuję się samotna. Nie mam żadnych zainteresowań. W niczym nie jestem dobra. Ostatnio zaczęłam myśleć o wolontariacie, może wreszcie zaczęłabym być komuś potrzebna. Kilka osób powiedziało mi, że dobrze dogaduję się z dziećmi. Tak naprawdę dobrze dogaduję się ze wszystkimi. Ludzie mnie lubią, ale chyba nie umiem stworzyć z nimi stałych związków. Przez tą samotność naprawdę czuję się pusta. Nie mam co robić. Nawet moja babcia, martwi się o mnie, powtarzając, że spędzam w domu najlepsze lata mojego życia.

A jeśli to prawda? Nie wiem czy to ze mną jest coś nie w porządku, czy po prostu nie znalazłam jeszcze ludzi, z którymi mogłabym się zaprzyjaźnić. Dodatkowo zdałam sobie sprawę, że mam zaniżone poczucie własnej wartości. Mój kolega z klasy uświadomił mi, że cały czas powtarzam, że jestem głupia. Również mniej zaczynam lubić ludzi, którzy mówią, że jestem bardzo ładna. Po prostu tracę do nich szacunek. Nie wiem co mam robić, nie mogę poradzić sobie z moimi myślami. Coraz częściej zaczynam myśleć o samobójstwie. Powstrzymuje mnie tylko myśl o mojej rodzinie. Naprawdę ich kocham i nie chcę ich zranić.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy mogę leczyć depresję na własną rękę?

Walczę z obniżonym nastrojem, brakiem chęci do życia już od 7-8 lat. Nie daję sobie rady z komunikacją międzyludzką. Powodem tego wszystkiego był rozwód. Myślę, że mam depresję, jednak kilka dni w miesiącu czuję się normalnie. Według... Walczę z obniżonym nastrojem, brakiem chęci do życia już od 7-8 lat. Nie daję sobie rady z komunikacją międzyludzką. Powodem tego wszystkiego był rozwód. Myślę, że mam depresję, jednak kilka dni w miesiącu czuję się normalnie. Według mnie są to napady adrenaliny. Często płaczę bez powodu albo z głupich przyczyn, np. mama nie dotrzymuje słowa albo ktoś czegoś nie robi, a obiecuje. Wieczorami płaczę i zastanawiam się, jak mam żyć. Wyobrażam sobie, że umarłam. Tata z nami nie mieszka. Nikt nie wie o mojej depresji. Szukam terapii ziołami, czy coś mi pomoże? Nie chce wizyty u psychologa, wtedy wszyscy się o mnie dowiedzą.




odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Gdzie może zadzwonić osoba chora na depresję z myślami samobójczymi?

Moja mama przyjmuje leki na depresję, czasem psychicznie bardzo źle się czuje. Wyznała mi, że ma myśli samobójcze, a ostatnio była blisko podjęcia tego kroku. Mieszkam 1.600 km od niej i martwię się, mówiła, że nie ma do...

Moja mama przyjmuje leki na depresję, czasem psychicznie bardzo źle się czuje. Wyznała mi, że ma myśli samobójcze, a ostatnio była blisko podjęcia tego kroku. Mieszkam 1.600 km od niej i martwię się, mówiła, że nie ma do kogo się zwrócić w tak kryzysowej sytuacji. Czy jest bezpłatna pomoc psychologa lub telefon zaufania dla dorosłych w związku z powyższym? Bardzo proszę o pomoc. Mama mieszka w Głogowie, woj. dolnośląskie. Dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

W jaki sposób mam pozbyć się fobii społecznej?

Od 3 lat choruje na fobie społeczną, zaburzenia depresyjno lękowe jak to określił mój lekarz psychiatra, dostałam lek, który mi faktycznie pomógł stanąć na nogi. Na samym początku było bardzo źle, bałam się wychodzić z domu, mimo że...

Od 3 lat choruje na fobie społeczną, zaburzenia depresyjno lękowe jak to określił mój lekarz psychiatra, dostałam lek, który mi faktycznie pomógł stanąć na nogi. Na samym początku było bardzo źle, bałam się wychodzić z domu, mimo że miałam partnera rodziły się konflikty, już wtedy mieliśmy, że sobą zerwać chodziliśmy pół roku, jeszcze wcześniej przed tym problemy w szkole w liceum z matematyka i chemią, egzamin komisyjny z matematyki.Wielkie rozczarowanie, nie zaliczyłam tego egzaminu gdyż długo czekałam w swojej kolejce do sali, bo były tez tam inne grupy klas, które zaliczały, więc rodziła się we mnie czarna rozpacz, tak to można określić, wielki szok. Mało tego, była przyjaciółka moja okazała się wredną osobą, oszustką, kolejna koleżanka była koleżanką z osiedla zaczęła mnie szantażować z głupiego powodu, jak się okazało - ona miała jakieś problemy, że sobą dowiedziałam się o tym od pewnych osób moich dalszych znajomych. Niezrównoważona osoba czasem jak ją widzę to mi się słabo robi, młodsza jest ode mnie o 4 lata, to już dłuższa historia, co ona miała do mnie nie wiem, ja jestem osobą zbyt ufną, naiwną może i zbyt dobrą, łagodną, więc znalazła sobie wtedy kozła ofiarnego. Później kolejny dla mnie szok - była przyjaciółka była ukrytą narkomanką, choć raz zdarzyło się jej przyjść na zajęcia w kiepskim stanie psychicznym:(:(na szczęście z tego co wiem znalazła partnera, założyła rodzinę teraz. Ale wracam do swojego problemu: od 2 tygodni mam problem z jazdą komunikacyjną, autobusem, troszkę też samochodem, jednak tym drugiem łatwiej mi się poruszać, nie jeżdżę sama, bo starszy kolega mnie często podwozi do domu z zajęć jeździmy we trojkę z koleżanka ze szkolenia, na które uczęszczam od niedawna - jest miło jestem zadowolona z tych zajęć, z tego otoczenia, ludzi w mojej grupie. Dotychczas pracowałam dorywczo, zajmowałam się starsza osobą z mojej rodziny itp. jeździłam o wiele dalej tym autobusem, to było jakieś 30 min jazdy i nic mi się nie działo, dopiero od 2 tyg. miewam problemy na przystanku i w autobusie - jakbym się czegoś bała, trzęsie mnie, duszności miewam, kołatanie serca. Mam już 26 lat, do niedawna było wszystko w porządku, więc mój lekarz tydzień temu zmienił mi lek, to lek dość drogi, zdziwiłam się w aptece, że nie ma na to refundacji niestety:(więc biorę 1/2 tabletki, biorę już parę dni na razie jest bez zmian, czuję się fatalnie psychicznie. Niby na zajęciach jest ok, zapominam o tym kłopocie, rozmawiam z ludźmi, śmieję się, gdy już jest czas aby wsiąść do tego autobusu na szczęście nie często muszę, ale kiedyś będę musiała przełamać ten lęk strach - miewam mdłości w autobusie, pocenie się, zimny pot oblewa, przechodzi to w parę sekund. Później, za jakiś czas mam to znowu i czuję, że muszę wysiąść i niestety często jest tak ostatnio, że musiałam, przejechać te 3,4 przystanki i wysiąść, bo bym zwymiotowała i trzęsła bym się, że strachu i zemdlałabym sama Pani pewnie rozumie. Nie rozumiem dlaczego znowu mnie to spotyka co 3 lata temu, dlaczego? Przecież już było dobrze, lekarz nie zalecił mi psychoterapii, twierdzi, że na razie muszę przyjmować te leki chyba, że poza poradnią mogę się zapisać na psychoterapie do kogoś innego, gdyż w tej poradni jest terapia płatna, która kosztuje 60 zł - dla mnie jednak to drogo, bo jestem osobą bezrobotną. Już nie wiem co mam robić, jestem świadoma tego, że jest, że mną źle, bardzo źle, ledwo daje rade robić zakupy, pomóc w domu, dziś ledwo wytrzymałam w małym markecie w kolejce, bo już duszności miałam dobrze, że było mało osób - proszę mi poradzić co robić? Bardzo się boję co będzie dalej, gdzie mam się udać? Jest dużo psychoterapeutów, ale nie wiem gdzie w Radomiu u mnie są bezpłatne terapie - czy taka bezpłatna terapia by mi pomogła? Czy lepiej może wybrać się na taką terapie płatną? agnieszka 26

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Obniżenie nastroju, nerwowość i niechęć do działania - jak się tego pozbyć?

Witam, mam 29 lat, jestem kobietą. Od kilku miesięcy mam problemy z koncentracją i rozwiązywaniem problemów, gdy zastanawiam się nad nowym zadaniem w pracy to ciężko zebrać mi myśli. Kiedyś tak nie było, skończyłam studia na kierunku matematyka, wymagały wielu...

Witam, mam 29 lat, jestem kobietą. Od kilku miesięcy mam problemy z koncentracją i rozwiązywaniem problemów, gdy zastanawiam się nad nowym zadaniem w pracy to ciężko zebrać mi myśli.

Kiedyś tak nie było, skończyłam studia na kierunku matematyka, wymagały wielu godzin "myślenia" nad zadaniami i dowodami - teraz gdybym miała usiąść do takich zagadnień chyba nie dałabym rady się skupić. Do tego dochodzi okropny nawyk, którego nie potrafię żadną siłą przezwyciężyć w sobie: cały czas mam ręce w ruchu, jeśli tylko nie są zajęte pracą to cały czas skubię paznokcie, drapię się, wyciskam krosty. Jest to irytujące dla otoczenia i dla mnie. I te 2 objawy mam już od długiego czasu (więcej niż rok).

Ostatnio doszło jeszcze coś, co niepokoi mnie najbardziej: mam problem ze zmobilizowaniem się do działania, nic mi się nie chce robić, najchętniej spędzałabym dzień przed komputerem. Jestem zmęczona, nawet na zwykłe zakupy nie mam siły, nie mówiąc o poważniejszych wyczynach czy decyzjach. Jeszcze wiosną umiałam się zmobilizować do działania, które wiązało się z pomocą innym. Teraz nawet nie umiem się zebrać i pójść zrobić porządki chorej mamie, słyszę jak sama sprząta chodząc o dwóch kulach i nie potrafię wstać i iść do niej. Wcześniej taka nie byłam.

Teraz, gdy muszę rozwiązać jakiś większy problem lub podjąć decyzję to jedną z pierwszych myśli jest to, że gdyby mnie nie było, to nie musiałabym się mierzyć z problemami, podejmować decyzji. Zdarza mi się mówić do siebie, szczególnie w sytuacjach gdy jestem zawstydzona czy poirytowana swoim zachowaniem, mówię głośno do siebie obraźliwe słowa. Nie wiem co robić, czekać aż mi przejdzie, może powinnam jakoś nad sobą popracować, ale nawet nie wiem jak. Z niechęcią myślę o wizycie u lekarza, bo pewnie uzna, że udaję.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak przezwyciężyć natrętne myśli i lęk?

Witam, jestem 22-letnią kobietą z zaburzeniami depresyjno-lękowymi, które trwają od jakichś 10 lat i do tej pory nie potrafię sobie z nimi poradzić. Obecnie mój stan określiłabym o wiele lepiej niż kilka lat temu, jednak nie do końca sobie...

Witam, jestem 22-letnią kobietą z zaburzeniami depresyjno-lękowymi, które trwają od jakichś 10 lat i do tej pory nie potrafię sobie z nimi poradzić. Obecnie mój stan określiłabym o wiele lepiej niż kilka lat temu, jednak nie do końca sobie radzę. Chodziłam na terapię, ale nie pomogła, ponieważ ją przerwałam - nie pamiętam dokładnie z jakiego powodu, prawdopodobnie dlatego, że czułam, że nie jestem zrozumiana. Tak było kilka razy. Psycholog, neurolog, psychiatra, psychoterapeuta... Każdy coś powiedział i starał się zrozumieć moje problemy i doradzić, jednak do tej pory czuję, że to nie koniec. Brałam leki, bywało lepiej. Ale wiem, że dopóki sama sobie nie pomogę - nikt mi nie pomoże. Tylko, że już nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Przez te kilka lat uświadomiłam sobie, że na pewno brakuje mi poczucia bezpieczeństwa i własnej wartości. Obecnie jestem w drugim związku i moje dolegliwości przekładają się na tę relację (albo odwrotnie...). Ale wiem, że wszystko co złe, pochodzi z mojej głowy i że to ja wyolbrzymiam i stwarzam te problemy. Trudność polega na tym, że nie umiem radzić sobie z natrętnymi myślami, nie potrafię normalnie funkcjonować i cieszyć się życiem oraz wykorzystywać w pełni swojego potencjału. Jest mi bardzo trudno streścić w kliku zdaniach moją historię, jednak mam nadzieję, że to co napiszę, da pewien obraz i pozwoli na udzielenie adekwatnej porady. Tak, jak już pisałam, obecnie jestem w moim drugim związku. Jest to relacja na odległość, gdyż mój chłopak mieszka w Niemczech (widujemy się raz na miesiąc, a niedługo zamierzam do niego dołączyć i tam zamieszkać). Już kiedy się poznaliśmy wiedziałam, że nie zwróciłabym uwagi na kogoś takiego jak on (chodzi o fizyczność), jednak po jakimś czasie korespondowania odkryłam w nim bratnią duszę oraz te same wartości, którymi ja kieruję się w życiu. Znajomość kwitła, mimo tego, że on nadal wiedział, że mnie nie pociąga tak, jakbym tego chciała. Po jakimś czasie zdecydowaliśmy się jednak na spotkanie. Bardzo tego chciałam. Okazał się wyjątkowym człowiekiem, to dzięki niemu bardziej uwierzyłam w siebie. Zawsze rozmawiał ze mną o moich problemach, podnosił na duchu, mówił komplementy. Postanowiłam zaangażować się w ten związek. Zawsze uważałam, że najważniejsze jest wnętrze człowieka i starałam się ominąć problem fizyczności. Po kilku kolejnych spotkaniach zdałam sobie sprawę, że jednak przeszkadza mi to, że są momenty, kiedy nie mogę się do niego przekonać. I wtedy budzi się we mnie lęk. Zaczynam porównywać nas z innymi parami, jego z innymi mężczyznami. I myślę, że skoro to robię, to znaczy, że go nie kocham... Bo jak się kogoś kocha, to także pomimo pewnych wad. Ale bardzo boję się tych myśli, bo to oznaczałoby, że po raz drugi popełniam ten sam błąd, co w przeszłości, z pierwszym partnerem. Nie potrafiłam od niego odejść. Mimo tego, że był to związek toksyczny, bardzo bałam się zostać sama. Jednak po wielu rozstaniach i próbach odseparowania się, kiedy udało się, okazało się, że kiedy jestem sama, jednak daję sobie radę (chociaż poczucie wartości nadal nie było zbyt wysokie). Mam wrażenie, że sytuacja powtarza się. Coś jest nie tak, a ja nie potrafię racjonalnie odpowiedzieć sobie co powinnam zrobić i czy faktycznie ten problem jest na tyle duży, żeby się aż tak zadręczać... Czy to ma sens, czy ja go właściwie kocham, skoro mam takie myśli, dlaczego czuję się mniej wartościowa i gorsza porównując nas z innymi parami, jego z innymi mężczyznami... Tak naprawdę chodzi tylko i wyłącznie o fizyczność. Cała reszta jest taka, jakiej bym sobie życzyła, ale lęk przed złym wyborem, podjęciem złej decyzji i życie w napięciu i z destrukcyjnymi myślami po prostu mnie wykańcza. Nie jestem sobą, unikam spotkań z ludźmi, bo ciągle się porównuję z innymi i czuję, że mam coś gorszego, że sama jestem gorsza. Nie potrafię także sama spędzać czasu, zamartwiam się o swoja przyszłość, czy sobie poradzę, mam wyrzuty sumienia z powodu złych myśli itp... A z drugiej strony, skoro coś mi się nie podoba, to mogę to po prostu zmienić. Problem w tym, że nie umiem i moje poczucie bezpieczeństwa przybiera niski poziom, co sprawia, że nie myślę i zachowuję się racjonalnie... Proszę o poradę. Cirilla

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

To depresja czy coś gorszego?

Witam. Mam 21 lat. Jestem ogólnie bardzo spokojnym, przyjaźnie nastawionym do świata człowiekiem. Od dłuższego czasu mam problem zdrowotny z moim samopoczuciem i spojrzeniem na świat. Czuję się beznadziejnie, przestało mnie wszystko obchodzić, straciłem pracę, bo zacząłem ją lekceważyć, psuł...

Witam. Mam 21 lat. Jestem ogólnie bardzo spokojnym, przyjaźnie nastawionym do świata człowiekiem. Od dłuższego czasu mam problem zdrowotny z moim samopoczuciem i spojrzeniem na świat.

Czuję się beznadziejnie, przestało mnie wszystko obchodzić, straciłem pracę, bo zacząłem ją lekceważyć, psuł mi się związek z ukochaną kobietą. Podobny przypadek miałem rok temu przez co wylądowałem w zakładzie psychiatrycznym w Tworkach. Niestety dano mnie do oddziału z pacjentami, z którymi nie mogłem wytrzymać oraz nie mogli mi dobrać odpowiednich leków. W końcu byłem zmuszony powiedzieć im, że dobrze się czuję i wszystko ok, bo tam nie mogłem wytrzymać.

I znów to samo. O dziwo przyszła wiosna i humor mi wrócił. Nie do końca, ale na pewno było o 60 % lepiej. Przyszła już jesień i znów to samo. Tym razem zaczęła mnie nękać jakaś mania prześladowcza. Boję się ludzi (z wyjątkiem tych najbliższych), a przedwczoraj zacząłem przy kolegach mówić sam do siebie po czym się popłakałem, zacząłem wrzeszczeć wszystko niszczyć, uderzać głową w mur... Czułem jakby coś we mnie siedziało.

Od dłuższego czasu praktykuję "świadome sny" i w sumie nie wiem czy to się nie wzięło od tego. Dodam jeszcze, że w dzieciństwie byłem bardzo prześladowany w szkole i mam wrażenie, że to się po części mogło od tego wziąć... Nie chcę wracać do Tworek, ale czy są jakieś leki, które w miarę szybko by mi pomogły? Czy to na pewno depresja? Z góry dziękuję za odpowiedź...

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jakie są przyczyny silnych, chwilowych bóli z tyłu głowy?

Jestem kobietą, mam 29 lat. Od 3-4 tygodni mam nieustające bóle głowy. Na początku bolała mnie cała głowa, po jakis dwóch tygodniach ból się zmienił, a raczej jego miejsce, a mianowicie boli mnie tył głowy, dokładnie lewa strona. To jest...

Jestem kobietą, mam 29 lat. Od 3-4 tygodni mam nieustające bóle głowy. Na początku bolała mnie cała głowa, po jakis dwóch tygodniach ból się zmienił, a raczej jego miejsce, a mianowicie boli mnie tył głowy, dokładnie lewa strona. To jest ból, który przychodzi nagle (coś w rodzaju jakby ktoś mnie bardzo mocno uderzył) i odchodzi, ale za kilka minut znowu wraca i tak w kółko, dzień i noc. Jakiś rok temu spadłam z krzesła, całą siłą uderzyłam czołem w podłogę, ale ból był tylko przez chwilę i później nic, nie wymiotowałam. Dopiero teraz zaczęła mnie tak boleć głowa. Co mi może być? Proszę o odpowiedź, nie wiem co mam robić.

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Czy to naprawdę jest autyzm, czy też inne zaburzenie rozwojowe?

Witam, Jestem mamą 22-miesięcznego chłopczyka. Mieszkamy w Anglii. Maciuś otrzymał diagnozę autyzmu w wieku 17 miesięcy przez tutejszego pediatrę. Diagnoza trwała bardzo krótko, ok. 40 min. i większość czasu pediatra spędził na rozmowie z nami. Ponowiliśmy diagnozę w Polsce...

Witam,

Jestem mamą 22-miesięcznego chłopczyka. Mieszkamy w Anglii. Maciuś otrzymał diagnozę autyzmu w wieku 17 miesięcy przez tutejszego pediatrę. Diagnoza trwała bardzo krótko, ok. 40 min. i większość czasu pediatra spędził na rozmowie z nami. Ponowiliśmy diagnozę w Polsce w specjalistycznym ośrodku. Stwierdzono tam opóźnienie rozwojowe, nie potwierdzili jednak autyzmu i radzili poczekać z diagnozą aż Maciuś skończy 2 latka. Od tego czasu Maciuś się bardzo zmienił, tzn. lubi się przytulać, reaguje na swoje imię, przychodzi zadowolony, przynosi nam książeczki, zabawki, lubi się z nami bawić, dobry kontakt wzrokowy, chce naszej uwagi, gaworzy, naśladuje, wykonuje proste polecenia, jest wesołym, spokojnym dzieckiem. Niepokoi mnie jednak brak mowy, brak zabawy symbolicznej, machanie różnymi przedmiotami: grzechotkami, smoczkiem, kręcenie kołami samochodu, nie pokazuje palcem tylko rączką, rozwija się wolniej niż inne dzieci i wielu rzeczy jeszcze nie umie. Ostatnio stwierdzono u Maciusia wadę wzroku. Jest też nadwrażliwy na niektóre dźwięki, zatyka uszy. Inne dzieci obserwuje, nie unika ich, ale też nie bawi się z nimi. Bardzo proszę o opinię. Czy to naprawdę jest autyzm, czy też inne zaburzenie rozwojowe?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Agata Majda
Mgr Agata Majda
Dotyczy: Neurologia Autyzm

Co mam zrobić, bym była taka jak kiedyś?

Od dłuższego czasu zastanawiam się nad swoim życiem. Jak patrzę w lustro to widzę całkiem inną osobę - nie poznaje się. Wszystko mnie drażni i denerwuje, kłócę się z wszystkimi domownikami - jedynie moje 3-letnie dziecko daje mi dużo radości...

Od dłuższego czasu zastanawiam się nad swoim życiem. Jak patrzę w lustro to widzę całkiem inną osobę - nie poznaje się. Wszystko mnie drażni i denerwuje, kłócę się z wszystkimi domownikami - jedynie moje 3-letnie dziecko daje mi dużo radości i przy niej zapominam o wszystkim.

Jakiś czas temu miałam dziwne objawy, tzn. biegunka, wymioty, kołatanie serca, wysokie ciśnienie, drętwienie kończyn, dreszcze, uczucie ciepła-zimna. Mój lekarz stwierdził, że to mogą być objawy nerwicy, przepisał mi tabletki uspakajające, które mi pomogły, ale stan przygnębienia nadal jest i te ciągłe myśli o śmierci ( zazwyczaj wieczorem) ciągłe płakanie po kryjomu ,uczucie gniecenia i "duszenia" się z członkami rodziny i zastawiam się co mi jest i czy to przypadkiem nie jest stan depresyjny.

W życiu troszkę przeszłam - musiałam się wyprowadzić z domu, bo byłam w ciąży, a nie z godziłam się na usunięcie ciąży. Kosztem mojej wyprowadzki jest to, że straciłam rodziców - nie odzywają się do mnie i wydziedziczyli mnie z rodziny. Po miesiącu od wyprowadzki poroniłam, też to bardzo przeżyłam. Obecnie mieszkam u rodziców mojego męża i jak już pisałam - duszę się i bardzo działają mi na nerwy, a nie ma takiej możliwości abyśmy mogli się wyprowadzić i wynająć coś, bo słabo stoimy finansowo. Jakieś 2 miesiące temu bardzo przeżyłam śmierć mojego wujka, a może dlatego, że nie spodziewałam się, że coś takiego mnie spotka, bo znalazłam go na ulicy jak już nie żył i to mną wstrząsnęło?

Wydaje mi się, że to wszystko co się stało w ciągu ostatnich 3 lat tak na mnie działa, a najbardziej brakuje mi moich rodziców. Proszę, napiszcie mi co ja mam ze sobą zrobić, aby wróciła dawna "Ja".

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Patronaty