Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 8 6

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Neurologia: Pytania do specjalistów

Myśli samobójcze - czy to poważne?

Witam. Mam 18 lat. Od pewnego czasu (3 lata) ciągle choruję przewlekle na anginę, anemię, ostatnio mam tez poważne problemy z nerkami (kamica). Od ok. 2 lat po prostu sobie nie radzę. Nie chce mi się nic robić, nic mnie...

Witam. Mam 18 lat. Od pewnego czasu (3 lata) ciągle choruję przewlekle na anginę, anemię, ostatnio mam tez poważne problemy z nerkami (kamica). Od ok. 2 lat po prostu sobie nie radzę.

Nie chce mi się nic robić, nic mnie nie cieszy. Myślę o samobójstwie. Najdziwniejsze jest to, że mam rodzinę, co jeść, gdzie spać. Nie rozmawiam ze swoimi rodzicami, ponieważ nie potrafię, i nie wiedzą oni o moich problemach emocjonalnych, gdy próbowałam im powiedzieć, wyśmiali mnie. Brak mi pewności siebie, winie się za wszystko, nawet za to, że chłopak, z którym byłam 2 lata, mnie zostawił, bo mu się znudziłam.

Ciągle mam myśli samobójcze. Chcę się zabić. Nic mnie tu nie trzyma, mam wszystko gdzieś. Nie obchodzi mnie, czy będzie ktoś za mną płakał, czy nie. Wszystko jest mi obojętne. Nie mam siły nawet spać. Leczyłam się na anemię, stosowałam różne diety, które miały mi poprawić również samopoczucie - nie pomagało.

Nie wiem nawet, dlaczego tu piszę. Może mam jeszcze za mało odwagi, żeby się zabić... Zostałam sama, nie mam ochoty nawet z nikim rozmawiać. Nawet nie wiem, czy chcę pomocy...

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak mam pomóc mamie chorej na nerwice lękową?

Witam!!! Mam 28 lat i nie mogę uwolnić się od mojej mamy:( Chodzi o to, że jest (moja mama) chora na nerwice lękową od 15 lat. Mam przez to z siostrą straszne życie. Wiem, że nerwica to choroba, ale powoli...

Witam!!! Mam 28 lat i nie mogę uwolnić się od mojej mamy:( Chodzi o to, że jest (moja mama) chora na nerwice lękową od 15 lat. Mam przez to z siostrą straszne życie. Wiem, że nerwica to choroba, ale powoli nie mamy już sił. Mama wymusza na nas wszystko, dyktuje nam jak mamy żyć, moja siostra ma już męża, ja jestem w stałym związku i obydwie mamy swoje dzieci, a ona dalej traktuje nas jak małe dziewczynki i wtrąca się we wszystko, a jak nie jest po jej myśli, to od razu ma napady i wtedy nie przebiera w słowach i strasznie rani nas i naszych partnerów. Moja siostra mieszka już na swoim, ja mieszkam z moja mamą, ale chcę się wyprowadzić do innego miasta i ona się nie może z tym pogodzić. Powiedziała mi, że czuje się bezpieczniej jak jestem w domu, ale ja przecież nie mogę poświecić mojej rodziny. Zagroziła, że jeśli wyjadę, to nie mam matki, żebym już nie wracała do niej i żebym się z nią nie kontaktowała, że nie jestem jej córką. Strasznie mnie to boli, bardzo ją kocham, ale jeszcze bardziej kocham mojego synka i partnera. Boję się, że jeśli wyjadę, coś jej się stanie, bo ma napady lękowe i tym mnie trochę szantażuje. Bardzo bym chciała się przeprowadzić, mamy tam super pracę i lepsze perspektywy. Proszę, pomóżcie, może mama powinna zmienić lekarza. Nie wiem, co mam robić, nie chciałabym jej zrobić przykrości, ale nie mogę rezygnować z własnego szczęścia.

Czy ktoś jest mi w stanie pomóc?

Witam. Mam 26 lat, od ok. dziesięciu mam nerwicę. Miałam agorafobię, ale to mi na razie ustąpiło. Miałam też różne bóle w klatce piersiowej, bóle żołądka, biegunki ze strasznymi bólami brzucha. Te ostatnie leczyłam u gastrologa...

Witam. Mam 26 lat, od ok. dziesięciu mam nerwicę. Miałam agorafobię, ale to mi na razie ustąpiło. Miałam też różne bóle w klatce piersiowej, bóle żołądka, biegunki ze strasznymi bólami brzucha. Te ostatnie leczyłam u gastrologa i przeszły. Dwa razy leczyłam się u psychiatry, brałam leki, ale nie szczególnie pomogły. Obecnie nauczyłam się z tym żyć, ale jeden objaw nie daje mi spokoju. Są to duszności, ale nie takie że jak np. te, które się czuję w dusznym pomieszczeniu lub przed burzą. Moje duszności są takie, że czuję ucisk w gardle, w klatce piersiowej i wydaje mi się, jakby powietrze nie mogło mi przejść dalej do środka, nie mogę złapać takiego głębokiego oddechu, nawet jak próbuję się "zachłysnąć" tym powietrzem, czyli je tak głęboko wciągnąć to nie zawsze mi się udaje. Ten objaw mam nie tylko wtedy, gdy się zdenerwuję, ale także potrafię się obudzić rano i już mieć duszność, praktycznie później przez cały dzień. Dodam jeszcze, że podczas snu duszności mi nie dokuczają i wtedy, gdy po prostu o tym zapomnę, ale tak naturalnie, nie na siłę. Chyba ważne jest też to, że gdy problemy z dusznościami się u mnie zaczęły (jakieś 3 lata temu), najpierw dusiło mnie po jedzeniu, potem przechodziło, do następnego posiłku. Teraz już praktycznie to czy coś zjadłam, czy nie, nie ma wpływu na moje duszności. Robiłam już praktycznie wszystkie badani – EKG, tarczyca, płuca, astma – wszystko zostało wykluczone. Robiłam też gastroskopię, też nic nie wyszło. Leczyłam się u psychiatry, nic to nie pomogło, bo nawet podczas brania leków duszności, choć słabsze, jednak były. Teraz chodzę na psychoterapię, na razie tylko były 2 spotkania więc może na poprawę za wcześnie. Ostatnio pani psycholog zasugerowała, że moja nerwica może mieć w pewnej części podłoże hormonalne. Mam zespół policystycznych jajników, za wysoki testosteron i prolaktynę (o innych hormonach nie wiem, bo lekarz nie zlecił ich zbadania). Od ok. 7 lat biorę leki antykoncepcyjne na tę właśnie chorobę. Około 7 miesięcy temu przestałam je brać, ale zrobiła się torbiel na jajniku i testosteron się jeszcze podwyższył i znów musiałam zacząć brać leki antykoncepcyjne. Biorę je od 3 miesięcy. Zauważyłam, że od tego czasu moje objawy nerwicowe się nasiliły. Pytałam swojego lekarza ginekologa o związek nerwicy z hormonami, ale to zbagatelizował, kiedyś gdy leczyłam się u psychiatry też pytałam go o to samo i jego reakcja była podobna. Nie wiem, gdzie się udać, co zrobić, aby ktoś mi pomógł i abym się już nie dusiła. Jestem już u kresu wytrzymałości, bo te duszności bardzo utrudniają mi życie i normalne funkcjonowanie i nikt nie potrafi mi pomóc. Każdy lekarz rozkłada tylko ręce. Dlatego bardzo proszę o pomoc i odpowiedź na moje pytanie – czy moja nerwica i duszności mogą mieć związek z nieprawidłowym funkcjonowanie jajników i z moimi hormonami? Co ja mam teraz zrobić, gdzie się udać po pomoc?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Samobójstwo chłopaka

Mam 21 lat, jestem kobietą. Ale moje pytanie nie będzie dotyczyło mnie, tylko mojego chłopaka. Miał 24 lata. Od dłuższego czasu cierpiał na depresję, brał leki, chodził do psychiatry. Spotykaliśmy się od pół roku. Zawsze mi powtarzał, że zanim...

Mam 21 lat, jestem kobietą. Ale moje pytanie nie będzie dotyczyło mnie, tylko mojego chłopaka. Miał 24 lata. Od dłuższego czasu cierpiał na depresję, brał leki, chodził do psychiatry. Spotykaliśmy się od pół roku.

Zawsze mi powtarzał, że zanim związał się ze mną było mu bardzo źle (później dowiedziałam się, że miał za sobą próby samobójcze), ale że teraz jest już lepiej. Naprawdę zaczął wychodzić na prostą, znalazł pracę, mieliśmy razem zamieszkać. Bardzo się kochaliśmy.

Zawsze był o mnie bardzo zazdrosny, czasem było to naprawdę absurdalne. Znosiłam tę jego zazdrość, starałam się nie dawać powodów, ale te oskarżenia bardzo mnie bolały. Z czasem powody do kłótni stawały się coraz błahsze. Potrafił bardzo agresywnie się zachowywać (krzyczeć, wyzywać, był wulgarny, chociaż na zwykle mu się to nie zdarzało). Zaczynałam się bać, że którymś razem na krzykach się nie skończy.

Nasza ostatnia kłótnia też wybuchła bez powodu. Chciałam rozmawiać, ale on bardzo krzyczał. W końcu coś we mnie pękło, uciekłam i napisałam mu, że jest beznadziejny i żałuję że go poznałam. Wiedział, że gdyby jeszcze zadzwonił, przeprosił, że wróciłabym do niego. Zawsze wracałam. Dwadzieścia minut później wyskoczył z okna.

Nigdy sobie nie daruję, że nie zauważyłam jak się zmienia. Że jego agresję i drażliwość tłumaczyłam sobie charakterem, a nie powracającą chorobą. Że uciekłam kiedy najbardziej mnie potrzebował, chociaż obiecywałam cierpliwość i wyrozumiałość. Poza tą zmianą w zachowaniu nie dawał żadnych sygnałów ostrzegawczych.

Nigdy nie mówił o śmierci, ani że sobie nie radzi. Poza tymi chwilami gniewu, był naprawdę cudownym człowiekiem. Ciepłym, czułym, kochającym. Nie planował tej śmierci, dzień wcześniej zachowywał się normalnie, snuliśmy plany na wakacje. Zrobił to bez namysłu, w przypływie emocji. Emocji, które ja wywołałam.

Chcę zrozumieć, dlaczego to zrobił (chciał mnie ukarać, a może bał się, że nad sobą nie panuje i kiedyś może mi coś zrobić). I chcę wiedzieć czy i w jaki sposób mogłam mu jeszcze pomóc.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Zmuszam się prawie każdego dnia, żeby wstać z łóżka - co mi jest?

Witam. Właściwie nie wiem od czego zacząć, bo nigdy nie korzystałam z pomocy psychologa. Może jednak zacznę od początku. Mam na imię Sylwia, mam 26 lat. Od dłuższego czasu coś się ze mną dzieje, a ja nie potrafię odpowiedzieć sobie...

Witam. Właściwie nie wiem od czego zacząć, bo nigdy nie korzystałam z pomocy psychologa. Może jednak zacznę od początku. Mam na imię Sylwia, mam 26 lat. Od dłuższego czasu coś się ze mną dzieje, a ja nie potrafię odpowiedzieć sobie co takiego. Od kilu miesięcy mam doła, jestem ciągle przybita, smutna, nie umiem cieszyć się z drobnych rzeczy.

Dzieciństwo wspominam niezbyt dobrze. W moim domu był alkohol - tato bardzo często był pijany i robił awantury, często uciekałam z domu wraz z mamą i rodzeństwem, chodziłam nieprzygotowana do szkoły, często bez jedzenia. W niedługim czasie, także mój starszy brat zaczął pić i robić awantury, także wspólnie z ojcem.

Ja bardzo marzyłam o tym, aby jak najszybciej uwolnić się z domu, poznałam chłopaka w wieku 15 lat, czułam się przy nim bezpiecznie, mogłam uciec do niego, gdy działo się w domu źle. Bardzo szybko wyszłam za mąż - w wieku 18 lat, urodziłam dziecko – dziewczynkę, ma na imię Klaudia.

W niedługim czasie wyjechałam wspólnie z mężem i córeczką do Anglii i wtedy zaczął się mój koszmar. Pojawiło się zupełnie inne towarzystwo, między mną a mężem coraz częściej dochodziło do kłótni, w końcu doszło do rozwodu. Kiedy wróciliśmy do Polski mój mąż pozbawił mnie wszystkich rzeczy w domu - zostały mi gołe ściany.

Zostały mi w głowie słowa męża - jesteś do niczego, jesteś beznadziejna, zniszczę cię, do niczego się nie nadajesz, powinnaś być mi wdzięczna, że wyciągnąłem cię z bagna. Próbowałam się bronić, krzyczałam, liczyłam na pomoc ojca, bo był akurat w domu, ale niestety wolał leżeć na łóżku. Nie zostało mi nic... Nie mogłam liczyć na niczyją pomoc, ciągłe osądzanie, że sama jestem sobie winna, że nie potrafię utrzymać faceta przy sobie itp.

Miałam tego dosyć, wyjechałam z powrotem do Anglii, aby móc zarobić jakieś pieniądze. W tym czasie mój były mąż ograniczył mi prawa rodzicielskie do mojej córki. Tego było dla mnie już za wiele - byłam tam zupełnie sama ze swoimi problemami, już wtedy nachodziły mnie straszne myśli, potrafiłam sama poparzyć sobie rękę lub nabić guza na czole.

Kontaktowałam się z dzieckiem bardzo często - mój były mąż powiedział, że nie ma dla niego znaczenia wyrok sądu, żebym niczym się nie martwiła, że Klaudia na pewno do mnie wróci jak będę w Polsce. Uspokoiłam się, wierzyłam mu strasznie. Gdy przyjeżdżałam do Polski, faktycznie córka była ze mną, a stosunki między mną a byłym mężem poprawiły się.

Parę tygodni później usłyszałam od byłego męża, że bierze ślub, do jego kobiety Klaudia mówi mamo. Czułam, jak pęka mi serce, to było dla mnie straszne. Wróciłam do Polski założyłam sprawę w sądzie o przywrócenie władzy rodzicielskiej - niestety bez skutku, a mój były mąż śmiał mi się prosto w twarz. Zaczęłam zamykać się w sobie, przestałam spotykać się z ludźmi, czułam się winna wszystkiemu, czułam się beznadziejną matką, miałam ochotę z sobą skończyć.

Pojawił się w moim życiu mężczyzna - Marek. Poczułam się trochę lepiej, ale nie na długo... spotykałam się z córką, był ciągle płacz i krzyk, bo ona zawsze chciała jechać ze mną do domu. Kłótnie i pretensje żony byłego męża, bo coś powiedziałam, zrobiłam nie tak, jak powinnam ich zdaniem. Kiedy jechałam do córki, odczuwałam ogromną radość, że ją zobaczę, a jednocześnie myślałam, o co będą mieli pretensje.

W niedługim czasie zachorowała moja mama - to w Niej miałam jakieś wsparcie - nie potrzebowałam koleżanek - Ona była moją przyjaciółką. Okazało się, że ma raka wątroby, byłam przy niej całe dnie w szpitalu, aż do chwili Jej śmierci... Świat dla mnie przestał istnieć... Od śmierci Mamy minęło dwa lata, a ja dalej nie mogę się z tym pogodzić...

Parę tygodni potem kolejna sprawa w sądzie o ograniczenie moich kontaktów z córką - sąd skierował nas do RODK - tam dowiedziałam się, że jestem niedojrzała emocjonalnie i nie powinnam zajmować się córką na co dzień, potem usłyszałam od Sędzi, że powinnam iść do psychologa, aby nauczył mnie jak być matką...

W domu miałam piekło, ojciec ciągle pił, robił mi wyrzuty z byle powodu, 3 miesiące po śmierci mamy ojciec sprowadził do domu inną kobietę, która bardzo ingerowała w spawy rodzinne - także moje - buntowała ojca przeciw nam. Wygonił mnie z domu. Wyprowadziłam się wraz z Markiem, który jest moim partnerem. Pojawiły się kolejne problemy. Marek zaczął dość intensywnie pić - wspomnienia z dzieciństwa się nasiliły, wiele razy Marek obiecywał, że się zmieni, że już nie będzie pił, ale nigdy nie dotrzymał słowa.

Bardzo chciałabym odzyskać Klaudię, ale jest to niemożliwe, wiele razy próbowałam dogadać się z byłym mężem, aby pozwolił Klaudii u mnie zamieszkać - co prawda obiecał, ale zaraz potem zmienił zdanie, nawet nie powiadomił mnie o tym, że zapisał Klaudię do przedszkola... Jest mi przykro, tym bardziej że zaczynają pojawiać się jakieś wymysły, że ja buntuję Klaudię, że każę jej bić swoją przyrodnią siostrę. NIGDY Z MOJEJ STRONY NIE PADŁY TAKIE SŁOWA. Lecz jeśli zaczynam się tłumaczyć, oczywiście nikt mi nie wierzy...

Wszystko to, co dzieje się wokół mojej osoby, spowodowało, że nie potrafię się na niczym skupić, w pracy jestem ciągle zamyślona i smutna - oczywiście pytają, co mi jest - ale ja udaję, że jest wszystko w porządku... Zerwałam kontakt ze znajomymi, zawsze ich spławiam, że jestem bardzo zajęta i nie mam czasu na spotkania.

Wydaje mi się, że wszyscy wiedzą o mojej sytuacji i śmieją się ze mnie, że uważają mnie za kogoś złego, beznadziejnego, kogoś z kim nie warto się zadawać... Ostatnio pojawił się problem mieszkania. Chciałam wrócić, chociaż na miesiąc do domu, lecz ojciec się nie zgodził. Był pijany i kazał mi wy... Ja już mam dosyć wszystkiego, w mojej głowie nie ma ani jednej pozytywnej myśli, kiedy patrzę na siebie, czuję niechęć, mam coraz większe myśli, że lepiej byłoby dla wszystkich, gdyby mnie nie było.

Coraz częściej płaczę bez powodu, może chciałabym się wygadać, ale nie mam komu... Marek kiedy zaczynam coś mówić, zaraz się denerwuje - krzyczy na mnie, nie mam żadnych koleżanek - NIKOGO. Nawet ostatnio wcale nie mam ochoty chodzić do pracy - zmuszam się prawie każdego dnia, żeby wstać z łóżka. W pracy chcę jak najszybciej stamtąd wyjść. Nie wiem już sama, co się dzieje, może ja przesadzam, może to normalne i jest wszystko w porządku?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Mam pytanie odnośnie opisu badań EEG

Mąż w marcu 2009 r. miał atak padaczki, jak dotąd tylko ten jeden. Zrobione miał badanie eeg, gdzie we wnioskach napisano: "zapis nieprawidłowy, zmiany pod postacią fal wolnych i theta o lateralizacji lewostronnej oraz napadowe zlok. w odp. czołowo-centralno-skroniowych po...

Mąż w marcu 2009 r. miał atak padaczki, jak dotąd tylko ten jeden. Zrobione miał badanie eeg, gdzie we wnioskach napisano: "zapis nieprawidłowy, zmiany pod postacią fal wolnych i theta o lateralizacji lewostronnej oraz napadowe zlok. w odp. czołowo-centralno-skroniowych po stronie lewej". W tym miesiącu, tj. w maju 2010 r. miał wykonane znów eeg, gdzie napisano: "zapis z asymetrią międzypółkulową pod postacią zwiększonej ilości fal theta w odp. lewostronnych oraz niewielkiego stopnia zmianami napadowymi w odp. czołowo-skroniowych po lewej stronie." Mam mętlik w głowie, bo nie wiem, czy poprawiły się te wyniki mężowi, czy nie? Mąż zażywa leki przeciwpadaczkowe 2x dziennie. Odczuwa obecnie, jak mówi, "kłucia", głównie w okolicach skroni, czoła, rzadko z tyłu głowy oraz czasem, jak długo patrzy w monitor komputera, to tak jakby go hipnotyzuje, jakby coś zbliżało się jakby atak czy coś, dlatego wtedy odchodzi od monitora. Takie odczucie zdarzyło mu się kilka razy, gdy patrzył dłużej na produkty w supermarkiecie, w dziale z chłodzonymi produktami (z nabiałem itp.), gdzie panuje duże, rażące światło umieszczone w tych chłodniczych urządzeniach. Odczucia te nie występują często teraz, gdy bierze leki. Proszę powiedzieć, czy obecne wyniki świadczą o polepszeniu jego stanu. Dziękuję bardzo.

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Czy leczenie przy nerwicy lękowej jest skuteczne?

Witam. Chciałabym dowiedzieć się, czy leki psychotropowe są w stanie skutecznie wyleczyć nerwicę lękowa? Czy po zastosowaniu leczenia lęk napadowy i wszelkie inne lęki zginą? Dodam też że odkąd stwierdzono u mnie nerwicę lękowa, stałam się bardzo nerwową osobą, czy...

Witam. Chciałabym dowiedzieć się, czy leki psychotropowe są w stanie skutecznie wyleczyć nerwicę lękowa? Czy po zastosowaniu leczenia lęk napadowy i wszelkie inne lęki zginą? Dodam też że odkąd stwierdzono u mnie nerwicę lękowa, stałam się bardzo nerwową osobą, czy to może być związane z tą właśnie nerwicą, ta moja nerwowość? Od niedawna uczęszczam na psychoterapię, lecz leczenia farmakologicznego jeszcze nie podjęłam. Chciałabym spytać także czy po skończeniu leczenia farmakologicznego istnieje szansa, że lęki znów wrócą po pewnym czasie? O wszystko się martwię o siebie, męża, o zdrowie dziecka, przesiaduje w internecie i szukam przeróżnych chorób, każda z nich mi pasuje, zamartwiam się potem, że jestem na coś poważnego chora:( Męczy mnie już to bardzo:( Bardzo bym chciała funkcjonować tak jak kiedyś, bez tego zamartwiania się i ciągłych lęków. Czy to jest możliwe? Z góry dziękuje za odpowiedź. Pozdrawiam-Aneta

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Przepraszam, czy ktoś wie co mi jest?

Jeszcze rok temu byłem w głębokiej depresji, trwała ona parę lat. Depresji zawdzięczam dwie tzw. próby samobójcze, a konkretnie próby zwrócenia na siebie uwagi. Udało się, ale tylko na jakiś czas. Rodzina albo nic z tego nie zrozumiała, albo nie...

Jeszcze rok temu byłem w głębokiej depresji, trwała ona parę lat. Depresji zawdzięczam dwie tzw. próby samobójcze, a konkretnie próby zwrócenia na siebie uwagi. Udało się, ale tylko na jakiś czas. Rodzina albo nic z tego nie zrozumiała, albo nie chce zrozumieć. Nieważne. Trwało to kilka lat aż do zeszłego roku, mniej więcej do lipca.

Wtedy też poznałem przez internet i w krótkim czasie spotkałem się z pewną kobietą. Dzięki spotkaniu moje samopoczucie nagle się poprawiło, praktycznie z dnia na dzień. Z dołka wpadłem w niekończącą się euforię, z każdym tygodniem było to coraz silniejsze.

Najlepiej czułem się chyba na jesieni zeszłego roku, później ten stan zaczął słabnąć i wpadłem w coś znacznie gorszego niż zwykła depresja (o tym niżej). Będąc w tym stanie nie czułem wyłącznie euforii, dopiero później, po jakimś czasie zacząłem się nad tym wszystkim zastanawiać, na początku po prostu się z tego cieszyłem.

Zauważyłem u siebie wiele zmian, oprócz euforii najdotkliwiej odczułem popęd seksualny. Masturbowałem się (nie mam stałej partnerki) nawet po kilka razy dziennie. W głowie były miliony myśli na minutę, potrafiłem wybuchnąć śmiechem znienacka, tak po prostu śmiać się z niczego. Miałem ochotę skakać w miejscu i głośno krzyczeć jak małe dziecko, nosiło mnie, tzn. nie mogłem usiedzieć na miejscu, musiałem coś robić, cokolwiek.

Dobrze, że wtedy pracowałem (dosyć ciężka praca, głównie fizyczna), ale mimo pracy cały czas miałem w sobie mnóstwo energii, jakby nic mi z niej nie ubywało. Przez cały ten czas byłem pobudzony, niepoważny, czasem gorszy niż małe dziecko, ale też i poddenerwowany, szybciej niż zwykle się irytowałem i było to silniejsze niż dawniej, potrafiłem się wściec bez powodu, a po chwili już z tego śmiać.

Czy to była (hipo)mania? Jak wyliczyłem, stan ten trwał jakieś 5 miesięcy, od połowy lipca do początku grudnia zeszłego roku. A teraz ten drugi stan, w którym obecnie jestem. Nie jest to czysta depresja, chociaż jeszcze nie dawno tak mi się wydawało. W depresji nastrój jest stale obniżony, a u mnie jest on raz delikatnie obniżony, raz w normie (taki obojętny stan, nic wtedy nie czuję), a raz delikatnie podwyższony. Każdego dnia zmienia się co najmniej kilka razy.

Codziennie wpadam w małego doła, codziennie mi się poprawia, co jakiś czas dopadają mnie też te obojętne stany, czuję się wtedy jak pozbawiona uczuć maszyna. Codziennie się złoszczę, dołuję, smucę, a po chwili nagle mi przechodzi i potrafię się tak jak dawniej śmiać z niczego, poczuć przez chwilę radość, wtedy wszystko jest takie piękne... do czasu aż znów nastrój mi spadnie do zera, albo i poniżej.

Nie ma już gonitwy myśli, jest za to uczucie, hmm, nie wiem jak to nazwać, odrealnienia? Przy tych chwilowych poprawach nastroju czasami czuję się jak w komiksie/filmie/bajce/śnie, zauważyłem, że wtedy mój wzrok jest jakiś inny, tj. widzę nieco ostrzej, wyraźniej, albo po prostu skupiam się na nieistotnych i wcześniej niezauważalnych drobnych szczegółach z otoczenia.

Może to być cokolwiek, wzorki na dywanie, obrusie, albo coś innego, drobnego, czego normalnie się nie zauważa. Prawie tak samo jak po paleniu marihuany. To właściwie tyle w wielki skrócie. Bardzo proszę o opinię kogoś znającego się na zaburzeniach psychicznych, nie daje mi to spokoju. Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak pomóc chłopakowi z depresją?

Witam. Mam na imię Anita i mam 18 lat. Od dwóch lat jestem z chłopakiem, który od roku choruje na depresję. Z początku było normalnie, były czasami smutne dni i wtedy się nie odzywał (nikt nie wiedział, co się z...

Witam. Mam na imię Anita i mam 18 lat. Od dwóch lat jestem z chłopakiem, który od roku choruje na depresję. Z początku było normalnie, były czasami smutne dni i wtedy się nie odzywał (nikt nie wiedział, co się z nim dzieje). Po jakimś czasie zaczął dziwnie się do mnie odzywać: "nie mam po co żyć, idę rzucić się z mostu". Traktowałam to jako zwykłe niepowodzenie w szkole i powtarzałam mu, żeby tak nie myślał i starał się to robić dla mnie, był bardzo kochany.

Z czasem zaczęło się to pogłębiać i występowały u niego takie dni, że pisał do mnie (problem w tym, że mieszkamy 500 km od siebie): " zostaw mnie, znajdź sobie kogoś lepszego ode mnie, kogoś silnego, zdrowego (choruje na astmę). Będę zawsze przy Tobie duszą".

Powiem szczerze, te dni były dla mnie najgorsze, bo czułam, że go straciłam i byłam zła na niego, usilnie próbowałam się z nim skontaktować, co było wielkim błędem ze względu na to, że potrzebuje dużo spokoju w takim stanie. Najczęściej odpisywałam mu: "odezwij się jak Ci przejdą humorki" i po tym wystarczył dzień, żeby wszystko wróciło do normy.

Ostatnio pojechałam do niego - jakieś ponad dwa tygodnie temu - na długi weekend majowy i byłam przy nim cały tydzień. Na początku był szczęśliwy, że przyjechałam potem chodził przygnębiony, więc zaproponowałam mu wzięcie tabletki, którą zapisała mu pani psycholog. Posłuchał mnie, zażył. Ciągle mówił mi, że mnie kocha i że nigdy nie zostawi, że za miesiąc się spotkamy (w czerwcu). Bardzo było widać jak mu na mnie zależy i co do mnie czuje.

Po tym jak wyjechałam, a było to 8 maja, jakieś dwa dni potem zaczął znów być smutny (od tamtej pory, kiedy prosiłam go o wzięcie tabletki, przestał w ogóle je zażywać). Znów się pogarszało ciągle słyszałam " znajdź kogoś innego", jego przyjaciel postanowił go porządnie opieprzyć i powiedzieć jaki jest.

I tu kolejny mój błąd. Wyzwałam go od najgorszych, powiedziałam, że jest beznadziejny i bez serca. On tylko napisał "fajnie", a po chwili zrozumiałam, że źle zrobiłam i go przeprosiłam, po czym dostałam odpowiedź, że tych słów nie da się już cofnąć. Błagałam go o przebaczenie lecz on napisał tylko "spadaj", więc się przestałam odzywać... Po paru godzinach odezwał się.

W ten weekend postanowiłam dać mu pewną nauczkę, bo w końcu powiedział, że się mną w ogóle nie martwi. Przestałam się odzywać tak na dwa dni. Wydzwaniał po 5 razy, aż w tę niedzielę nagrał mi wiadomość, żebym się w końcu odezwała, bo się o mnie martwi. Odezwałam się, a on znów taki sam... Kiedy pytam go czy tęskni odpowiada, że nie, a kiedy pytam, czy mnie kocha, słyszę tylko "no". Cały czas się martwię, że przestał mnie kochać. Powtarzam mu, że jego stan jest chwilowy, a on odpowiada, że mu się taki podoba i że może nie zniknie.

Nie chce go zostawiać, bo go bardzo kocham, pewnie większość dziewczyn w moim wieku zostawiłoby takiego chłopaka, ale ja nie mogę, tylko że on "stara" się mnie odepchnąć od siebie. Sprawia, żebym była zazdrosna, żebym ciągle mu pisała miłe rzeczy tylko, że jak to pisze albo mu mówię to on mi odpowiada "nie mów tak". Zadaje mi pytania "po co mnie kochasz?".

Denerwuję się bardzo, zamiast się cieszyć, że pisze to ja się denerwuję tak, że potem nie mogę ani spać, ani jeść. Wczoraj zadzwonił do mnie i powiedział, że zaraz zadzwoni, a ja "zadzwoń, jak Ci będzie na mnie zależeć" - zadzwonił zaczynając rozmowę zdaniem "nie wiem po co ja dzwonie". Dowiedziałam się, że jutro idzie do psychiatryka.

Nie wiem w ogóle jak ja mogę mu pomóc? Jak ja mam się zachowywać? Czy wierzyć, że mu się poprawi? Myślę, że pogoda ma tu jakiś wpływ na niego. Tracę nadzieje, że kiedykolwiek jeszcze od niego usłyszę coś miłego. A najbardziej tracę nadzieję, że mnie kocha. Dzisiaj jedynie napisał, że mnie kocha, a ja mu odpisałam, że może mnie kocha, a on: "to teraz rozpadło mi się serce". Nie wiem co to miało znaczyć. Proszę o pomoc.

Późna diagnoza autyzmu u dziecka

Moja córeczka Marcelinka ma teraz 6 lat. Od początku była dzieckiem pobudzonym, ale wszystko wskazywało na to, że rozwija się prawidłowo. Podejrzenia, że coś jest nie tak zaczęły się, kiedy Marcela nie zaczynała mówić, co również pani doktor pierwszego kontaktu...

Moja córeczka Marcelinka ma teraz 6 lat. Od początku była dzieckiem pobudzonym, ale wszystko wskazywało na to, że rozwija się prawidłowo. Podejrzenia, że coś jest nie tak zaczęły się, kiedy Marcela nie zaczynała mówić, co również pani doktor pierwszego kontaktu tłumaczyła raczej temperamentem niż jakimiś zaburzeniami, a nagłe wybuchy agresji rozpieszczeniem. Mimo wszystko zaczęłam wędrówkę od poradni Psychologiczniej i wizyty u Logopedy, tam zasugerowano mi wizytę u psychologa. Po pierwszej wizycie nic nie stwierdzono. Po roku poszłam z dzieckiem po raz drugi. Diagnoza : Zaburzenia rozwoju psychomotorycznego. Polecono mi stawić się na komisję lekarską o uzyskanie stopnia niepełnosprawności. Diagnoza: Upośledzenie umysłowe od urodzenia.

We wrześniu 2009 roku moja córka zaczęła przedszkole integracyjne i wczesne wspomaganie zasugerowano mi, żebym zbadała dziecko pod kątem autyzmu, ponieważ żadna z nauczycielek nie zgadzała się z wcześniejszymi opiniami. Moje kolejne kroki to lekarz neurolog, który na wstępie stwierdził Spektrum Autystyczne. Kolejna wizyta w Poradni Psychologicznej (tym razem innej) potwierdziła przypuszczenia pań z przedszkola oraz diagnozę neurologa. Obecnie czekam na termin do specjalisty (Ośrodek Celestyn Mikoszów), który na nieszczęście jest dopiero na 15 października. Wiem, że moja Marcela rozwija się inaczej, uczę się żyć z nią od nowa, jak z dzieckiem autystycznym, kierując się wskazówkami i poradami innych. Jest poprawa, Marcysia zaczęła mówić, choć jeszcze nie do końca potrafi się porozumieć. Stara się od kiedy widzi, że i my zaczęliśmy znajdować sposoby na kontakt z nią.

Niewiele wiem o autyzmie. Boję się za każdym razem kiedy pomyślę, co będzie dalej. Nie wiem gdzie dalej szukać pomocy? Mam jeszcze synka 11 miesięcy, nie chcę nawet dopuścić myśli, że mogłoby być coś nie tak, jednocześnie zwracając uwagę na każdy szczegół, żeby tym razem nic nie przegapić. Jeżeli ktokolwiek wie co i jak robić, albo choć trochę więcej orientuje się w tej sytuacji, proszę o kontakt.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę wszystkiego dobrego.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Agata Majda
Mgr Agata Majda

Choruję chyba na coś więcej niż na nerwicę natręctw

Witam. Nazywam się Marcin i mam 15 lat. Chciałbym opowiedzieć swoją historię. Więc zacznę od tego, że cierpię na nerwicę natręctw, tylko bardziej rozwiniętą, wiele czytałem na ten temat i dlatego tak stwierdziłem. Zauważyłem u siebie dziwne zachowania jakieś...

Witam. Nazywam się Marcin i mam 15 lat. Chciałbym opowiedzieć swoją historię. Więc zacznę od tego, że cierpię na nerwicę natręctw, tylko bardziej rozwiniętą, wiele czytałem na ten temat i dlatego tak stwierdziłem. Zauważyłem u siebie dziwne zachowania jakieś 2-3 lata temu jeszcze w podstawówce, ale nie zwracałem raczej na to uwagi. Nerwica daje mi nieźle w kość od roku. Zaczęło się od mycia rąk, przez ustawiania wszystkiego symetrycznie, prania wszystkich ubrań chociaż w nich nie chodziłem, liczenia wszystkiego i teraz do myśli samobójczych. Najbardziej mnie wykańcza ustawianie wszystkiego i sprawdzanie, czy czegoś nie zgubiłem. W szkole ustawiam plecak, trzepię go, ustawiam w nim książki i sprawdzam, czy wszystko mam. Tak samo jest na lekcjach, ale wtedy ustawiam wszystko na ławce i macam się, czy czegoś nie zgubiłem. Potem gdy wracam do domu, to milion razy sprawdzam, czy buty stoją na swoim miejscu, czy stoją prosto, czy ubrania ładnie poukładane w szafce, czy wszystko jest na swoim miejscu i tak w nieskończoność. To jest jak syzyfowa praca, czyli na darmo, bo po chwili znowu wszystko od nowa. Ręce już od 2 lat myje mniej więcej 15-20 razy dziennie. Mam tak wyniszczone i białe, że wyglądają jak u starca. Boję się czegokolwiek dotknąć, bo zaraz myje ręce. Natręctwa doprowadzają mnie czasami do szału, że chce mi się krzyczeć i płakać. A jak coś mi się nie zgadza lub stoi nie na swoim miejscu, to doprowadza mnie to do szału i złości, i wszystko jeszcze bardziej się nasila. Bardzo się też boję i mam lęk przed ludźmi. Nie lubię być tam gdzie są ludzie. Boję się wyjść z domu, pójść do sklepu i gdziekolwiek, gdzie są inni, a szczególnie obcy. Czuję straszny lęk przed ludźmi. Często przychodzę do domu, siadam na łóżku i marzę, jest gdzieś tam daleko w swoich myślach, nie lubię jak przychodzą do mnie koledzy, a szczególnie jak chcą, abym gdzieś z nimi wyszedł. Lubię przebywać sam, w samotności, lubię być smutny. Ostatnio myślę o śmierci i to często i intensywnie. Chciałbym się powiesić albo zginąć jak bohater, np. ratując jakąś dziewczynę. Źle uczę się w szkole. Mam straszny problem z nauką, a szczególnie angielskim i polskim. Nie mogę nauczyć się słówek lub zdań z angielskiego, żebym powtarzał je milion razy, to ich nie zapamiętam, a bynajmniej następnego dnia zapomnę. A z polskiego jak jest jakiś wiersz do nauczenia, to nawet nie podejmuję się go, bo tak i tak nie nauczę się go. Ale nie wiem, czy to ma jakiś związek z nerwicą. Wiem, że najlepszym rozwiązaniem by był jakiś psycholog, ale boję się o tym powiedzieć rodzicom, bo nie zrozumieliby tego. Jeżdżę do ortodonty co miesiąc i wizyta 150 zł kosztuje. Jak byłem mały, to chorowałem i też bywałem często w szpitalu, a teraz jeszcze ta krępująca nerwica. Ach... Może są jakieś inne sposoby radzenia sobie z nią, bo ledwo co wytrzymuję. Bardzo proszę o radę. Z góry dziękuję.

Proszę o wyjaśnienie wyniku badania elektroencefalograficznego. Co to za choroba?

Badanie wykonano w czuwaniu, senności i śnie spontanicznym - uzyskano stadium snu wolnofalowego. W czuwaniu zapis jest prawidłowo zróżnicowany przestrzennie, czynność podstawowa w okolicy ciemieniowo - potylicznej składa się z fal alfa 9 - 10 Hz o ampl. do 110...

Badanie wykonano w czuwaniu, senności i śnie spontanicznym - uzyskano stadium snu wolnofalowego. W czuwaniu zapis jest prawidłowo zróżnicowany przestrzennie, czynność podstawowa w okolicy ciemieniowo - potylicznej składa się z fal alfa 9 - 10 Hz o ampl. do 110 .Rz obecna. Cechy bioelektryczne senności i snu są wyrażone stosownie do wieku. W senności i śnie w prawej okolicy potylicznej ( poza falami typu POSTS ) zarejestrowano poj. fale ostre z następową falą wolną o ampl. do 100 uV.

odpowiada 2 ekspertów:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie
Dr n. med. Anna Błażucka
Dr n. med. Anna Błażucka

Dlaczego mój 3-letni syn często nie rozumie co do niego mówię?

Witam. Mój synek pod koniec czerwca skończy 3 lata. Od urodzenia różnił się trochę od innych dzieci, już w szpitalu po porodzie był bardzo spokojnym dzieckiem, w ogóle nie płakał, tylko jadł i spał. Pytałam o to lekarzy, a nawet...

Witam.

Mój synek pod koniec czerwca skończy 3 lata. Od urodzenia różnił się trochę od innych dzieci, już w szpitalu po porodzie był bardzo spokojnym dzieckiem, w ogóle nie płakał, tylko jadł i spał. Pytałam o to lekarzy, a nawet położne, bo miałam wrażenie, że bardzo różni się od innych dzieci. Odpowiadano mi, że taki ma temperament, że jeszcze będę chciała, aby był cicho. Mijały miesiące i synek był nadal nadzwyczajnie spokojny. Rozwijał się prawidłowo, bawił jak inne dzieci, ale późno zaczął gaworzyć około 8 miesiąca i nadal był nadzwyczajnie grzeczny. Ale nie był nieśmiały. Czasem miałam wrażenie, że ma swój zamknięty świat, bawił się gdzieś z boku samochodem, ale nie było to dla mnie, aż tak niepokojące, ponieważ gdy go wołałam, doskonale mnie słyszał i potrafił oderwać się od zabawy. Kontakt wzrokowy też zawsze był i reagował na swoje imię. Potrafiłam go także zainteresować innymi zabawkami, ale na chwilę, po czym i tak wracał do swojego ulubionego auta, ogólnie wtedy lubił auta (było ich wiele, nie jedno). Fascynacje do samochodów zaczęły się od ok 13 miesiąca, wtedy też zaczął chodzić, do momentu jak skończył 2 latka. Później pokochał zwierzęta. Wszędzie widzi zwierzęta, do aut także wraca, ale na 1 miejscu są zwierzęta, książki, figurki, bajki, po prostu wszystko.

Co mnie niepokoi to to, że ma już 3 lata i praktycznie nic nie mówi, zaledwie kilka słów, które zliczę na palcach, typu: mama, tata, daj, tu, tam, auto. Z naśladowaniem zwierząt też jest ciężko, chodź tak je kocha, naśladuje krowę, kurę i psa. Do czego dążę... Mam wrażenie, że syn nie rozumie co do niego mówię. Nie wiem czy w wieku 3 lat pewne rzeczy powinny być dla niego logiczne? Podam przykład: Jeśli mówię do niego "Podaj mi pilot ze stołu" zrozumie, bo wie, że stół to stół, że tak się nazywa, żeby jednak go w tym uświadomić, musiałam mu powiedzieć Karolku to jest stół i tak kilka razy, czyli nie wiem, czy to dla niego nazwa, której się nauczył na pamięć, czy logiczne myślenie też. Jeśli powiem "Karolku podaj mi pilot, który leży na szafce, na której stoi telewizor" widzę jego zagubienie, po pierwsze myślę, że zdanie jest zbyt długie, po drugie wie co to telewizor, dlaczego nie pomyśli logicznie tylko dlatego, że nie wie co to jest szafka? Czy on uczy się tylko nazw, a nie myśli? Za każdym razem, kiedy powiem do niego coś nowego widzę po nim, że mnie nie rozumie, a nawet jeśli chcę mu to wytłumaczyć i też pokazać mu jakiś nowy przedmiot, o którym mówię, a jeszcze nie wie, jak on się nazywa.

Ciężko go zachęcić do współpracy, a jeśli mi się to uda i tak tego nie zapamięta, bo po prostu nie chce, nie ma ochoty. W tym danym momencie ten temat go nie interesuje, bo co go obchodzi, że np. to jest okno, czy to jest futryna, owszem np. drzwi to tak bo lubi nimi trzaskać. Albo schody, zapomniałam dodać, że miał dosłownie obsesję na ich punkcie, odkąd tylko zaczął chodzić, jednakże na dzień dzisiejszy u siebie w domu już mu się znudziły, woli u kogoś, a najlepiej jakby były jak najbardziej strome i niebezpieczne. Czyli wynika z tego, że zapamiętuje tylko to, co chce, ale czy też rozumie to? Kolejne moje pytanie, czy dziecko w jego wieku powinno już rozumieć fabułę obrazka? Mam wrażenie, że dla niego nie ma, że "krowa stoi na łące obok drzewa, a u góry świeci słońce" tylko: to jest krowa, to drzewo, słońce itp. Nie umie skupić się na tym co mu opowiadam, bo widzę, że nie rozumie. Chce tylko, żebym nazywała to co widzi... i ciągle powtarza " a to, a to".

Jeśli próbuje czytać mu książkę, denerwuje się i próbuje wymusić przewracanie kartek i znowu pokazywanie np. wszystkich zwierząt i nazywanie i może tak w kółko. Czy dziecko w wieku 3 lat ma prawo się tak zachowywać? Dlaczego inne dzieci nawet młodsze jak usłyszą rozmowę rodziców np. jak mama mówi do taty podaj mi pilot zapamiętują to sami, myślą..."aha to się nazywa pilot" i kojarzą ten fakt i zapamiętają, a Karol nie? Czy może tu być jakiś mój błąd, może za mało do niego mówiłam?? Syn wychowuje się praktycznie tylko ze mną i mężem. Mały kontakt z dziećmi ma, ale ma. Babci i dziadka też nie ma. Czy jest to powód do niepokoju? Starałam się wytłumaczyć sytuację najlepiej jak potrafiłam i mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam:)

Bardzo proszę o szybką odpowiedż i z góry bardzo dziękuję.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Agata Majda
Mgr Agata Majda
Dotyczy: Neurologia Autyzm

Jak pomóc ukochanej osobie jednocześnie jej nie obciążając?

Nie jestem chora na depresję, ale jestem związana z osobą, która ma depresję i sama potrzebuję pomocy, wsparcia i jakiejś porady. Gdy przychodzą te gorsze dni (a ostatnio są same gorsze dni), jest mi ciężko i bardzo boję się o...

Nie jestem chora na depresję, ale jestem związana z osobą, która ma depresję i sama potrzebuję pomocy, wsparcia i jakiejś porady. Gdy przychodzą te gorsze dni (a ostatnio są same gorsze dni), jest mi ciężko i bardzo boję się o mojego ukochanego.

Poznałam go gdy był już chory, na początku nie wiedziałam, że ma depresję, dowiedziałam się po jakimś czasie gdy zbliżyliśmy się bardzo do siebie. Kocham go bardzo i bardzo mi na nim zależy. Staram się go wspierać tak jak tylko mogę, troszczę się o niego, martwię się, dzwonię, piszę.

Bardzo mnie boli, kiedy jest w gorszym stanie, czasami odtrąca mnie wtedy, woli być sam, bym na niego nie patrzyła i się nie denerwowała, ale to jest dla mnie bardziej bolesne niż patrzenie na to, jak on cierpi. Odtrąca moją pomoc.

Wiem i rozumiem, że to nie do końca "on", ale boję się, że odtrąci mnie zupełnie, chociaż wiem, że człowiek będący w takim stanie nie powinien podejmować takich decyzji, gdyż nie są one do końca przemyślane. Czasami boję się, że wkraczając w jego życie, zburzyłam mu świat, który zbudował sobie przez ten okres kiedy był sam i sam walczył z chorobą. Nikt go wtedy nie wspierał.

A może to przez starą miłość do kobiety, która go tak skrzywdziła, nie jest w stanie ułożyć sobie życia ze mną? Wiemy, że jesteśmy dla siebie stworzeni, że, gdyby nie depresja, bylibyśmy idealną parą. Możliwe, że to przeze mnie teraz mu się pogorszyło? Nie wiem co o tym wszystkim myśleć.

Czy to możliwe, że spotykając się ze mną, będąc ze mną, obciążam go i pogrążam go bardziej w tej depresji? Bo teraz musi nie tylko martwić się o siebie, ale i także o mnie. Może go zostawić samemu sobie? Przy mnie stara się nie pokazywać tego co przeżywa, ukrywa swoje myśli i uczucia by mnie nie ranić, ale ja i tak widzę i czuję kiedy on coś ukrywa.

Boję się, że wykończy go psychicznie ten nasz związek, zresztą chyba już wykańcza. Nie wiem co robić, kocham go i jestem w stanie wiele znieść by być z nim, ale jeśli on czuje do mnie tylko sympatię i nie jest w stanie wykrzesać z siebie nic więcej, w tym stanie w jakim jest? Bierze leki i chodzi na terapię, ale nie ma żadnej poprawy, raczej jest gorzej niż było.

Jak ja mam mu pomóc? Co zrobić? Zostawić go czy trwać i być przy nim, starać się i walczyć o niego?  A jeśli on mnie zostawi? Jak sobie wtedy poradzić z takim rozstaniem? Wiem, a raczej czuję, że nawet jak zrobimy sobie przerwę to do mnie już nie wróci...

Czy przyczyną depresji może być transfuzja krwi?

Witam, mam na imię Marcin-27 lat. Nie wiem czy mogę napisać? Wszystko spróbuje napisać krótko i na temat. Mam wszystkie objawy depresji. Generalnie od dziecka je czułem, ale nie wiedziałem co mi jest. Z resztą nikt o tym nie wiedział,...

Witam, mam na imię Marcin-27 lat. Nie wiem czy mogę napisać? Wszystko spróbuje napisać krótko i na temat. Mam wszystkie objawy depresji. Generalnie od dziecka je czułem, ale nie wiedziałem co mi jest.

Z resztą nikt o tym nie wiedział, że potrzebuję naprawdę pomocy. Co niektórzy pytali, co mi jest, czemu jestem smutny, taki zamknięty w sobie, czemu się boję, a ja myślałem, że te objawy miną z czasem, ale nigdy tak się nie stało. Cud, że żyje, bo było ciężko.

Teraz jestem na lekach psychotropowych i dopiero po tym lekarstwie czuję się lepiej, a dostawałem wiele innych, które mnie usypiały i pogarszały czasami mój stan. Próbowałem znaleźć przyczynę mojej depresji i doszedłem do wniosku, że czynniki zewnętrze nie mają z tym nic wspólnego.

Mam lęki, wpadam w panikę, czasami mam kłopoty ze snem, kłopoty z myśleniem i podejmowaniem decyzji, myśli samobójcze itd. Po urodzeniu miałem transfuzje krwi. Wiem, że depresja nie jest choroba dziedziczną, ale innego wytłumaczenia mojej sytuacji nie widzę. Proszę o odpowiedź:) MARCIN

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Problemy w domu i szkole

Witam. Mam 14 lat i obecnie chodzę do I klasy gimnazjum. Od kilku dni mam myśli samobójcze. Zaczęło się od choroby mojego ojca, który jest alkoholikiem. Robił awantury, miał kochankę, z którą ma dziś czteroletnią córkę. Ale prawdziwym...

Witam. Mam 14 lat i obecnie chodzę do I klasy gimnazjum. Od kilku dni mam myśli samobójcze. Zaczęło się od choroby mojego ojca, który jest alkoholikiem. Robił awantury, miał kochankę, z którą ma dziś czteroletnią córkę. Ale prawdziwym problemem jest szkoła.

Kiedyś byłam bardzo lubiana i każdy chciał mieć u mnie tak zwane plusy, więc miałam grono przyjaciół. Niestety dziś połowa się odwróciła, przezywają mnie, nawet nie znam powodu, przy każdej okazji chcą mi zadać cios. Dla wszystkich w ciągu kilku miesięcy stałam się zwykłą szmatą do pomiatania. Strasznie mi z tym źle.

Często zamykam się w pokoju i gdy nikt nie słyszy cicho płaczę, trudno jest mi się uśmiechać, ciągle czuję wewnętrzny smutek. Nawet mój dobry kolega odwrócił się dziś ode mnie i nazwał mnie małolatą, która myśli, że jest najlepsza, gdy raz udało mi się uśmiechnąć.

Często myślę, że nie mam po co żyć. Nikt by o mnie nie pamiętał, ani nawet jedna łza by nie poleciała. Zastanawiam się czy jesteś coś warta.

Dotyczy: Neurologia Depresja

Zmęczenie i ból głowy po próbie samobójczej - czy to minie?

Próbowałam się zabić. Przedawkowałam leki psychotropowe. Odratowano mnie, jestem w domu i ciągle mam zawroty głowy i bardzo źle się czuje. Czy to minie? Tamtego dnia wzięłam 60 różnych tabletek psychotropowych, wcześniej wypiłam dwa piwa. Straciłam przytomność, na oddziale...

Próbowałam się zabić. Przedawkowałam leki psychotropowe. Odratowano mnie, jestem w domu i ciągle mam zawroty głowy i bardzo źle się czuje. Czy to minie?

Tamtego dnia wzięłam 60 różnych tabletek psychotropowych, wcześniej wypiłam dwa piwa. Straciłam przytomność, na oddziale wewnętrznym byłam 3 dni. Teraz jestem w domu, ciągle boli mnie głowa, mam zaburzenia widzenia, przekrwione oczy, czuje się cały czas strasznie zmęczona.

Czy ten okropny stan minie? Zrobiłam to wszystko przez chłopaka, nie było warto. Teraz bardzo źle się czuję. Czy wrócę do zdrowia?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Od dwóch lat mam dość mocne bóle głowy, te bóle są prawie codziennie. Robiłam rezonans, który nic nie wykazał, zrobiłam również Rtg kręgu szyjnego.

To jest wynik rtg; zniesienie krzywizny fizjolog szyjnej. Na zarysach kregów bardziej od tyłu def-zwyrodnieniowe wyciągniecie zwłaszcza na wys.dyskopatii C4/5.Płytki graniczne tych kregów sa sklerotyczne. Chciałabym dowiedzieć się więcej, ponieważ nic nie rozumiem z tego. Byłam już u trzech...

To jest wynik rtg; zniesienie krzywizny fizjolog szyjnej. Na zarysach kregów bardziej od tyłu def-zwyrodnieniowe wyciągniecie zwłaszcza na wys.dyskopatii C4/5.Płytki graniczne tych kregów sa sklerotyczne. Chciałabym dowiedzieć się więcej, ponieważ nic nie rozumiem z tego. Byłam już u trzech neurologów z bólami głowy, pokazywałam wynik oraz zdjęcie rtg, ale żaden nawet nie zwrócił uwagi. Teraz biorę leki L****, który biorę raz dziennie po pól, a drugi lek to D**** trzy raz dziennie. Proszę o odpowiedź w miarę możliwości, dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Obsesyjne myśli na temat zadania komuś bólu

18, kobieta. Witam, od jakichś 2-óch lat borykam się z obniżonym nastrojem i typowymi, dla depresji przypadłościami; tj obniżony nastrój, poczucie bezsensu życia, utrata apetytu na zmianę z wilczym głodem, apatia, bezsenność wymiennie z niewyspaniem, pomimo nawet 13...

18, kobieta. Witam, od jakichś 2-óch lat borykam się z obniżonym nastrojem i typowymi, dla depresji przypadłościami; tj obniżony nastrój, poczucie bezsensu życia, utrata apetytu na zmianę z wilczym głodem, apatia, bezsenność wymiennie z niewyspaniem, pomimo nawet 13 [!!] godzin na dobę.

Pomimo wcześniejszych, dobrych kontaktów z innymi, a wręcz bycia duszą towarzystwa, stopniowo przestawało mnie to interesować. Jednakowoż, leczę się już u specjalisty psychiatry, właśnie w kierunku depresji, przyjmuję A***, 50mg 2x1. Leki przyjmuję od marca, na terapię uczęszczam od stycznia. Mimo że przyjmuję leki, to zamiast, teoretycznie być lepiej, ze mną, to w zasadzie, nie ma zmian. Może, czasami, chce się uśmiechać. Rzadko.

Zwracam się, jednak z pytaniem następującym- czy to normalne [podejrzewam, że nie], że mam obsesyjne myśli nt zadania komuś bólu? Czasami nie mogę się oprzeć i kiedy znajduję się z partnerem z sytuacji intymnej, zadaję mu ból. Ale nie tylko w takich momentach. Również, często mam ochotę, po prostu kogoś rozwalić. Coś nie, albowiem nie doznaję ulgi po zniszczeniu rzeczy.

Napawa mnie przyjemność, kiedy widzę ból i przerażenie w oczach drugiej osoby. Należę do szczupłych osób. Przy 168 ważę 56kg. Uwielbiam również sprawiać komuś ból poprzez nękanie, wbijanie tzw. 'szpileczek'. Zdaję sobie sprawę, że jest to sadyzm i chora sprawa.

Proszę o jakąkolwiek pomoc. Póki co, boję się z tym iść do mojej terapeutki. Dodam, że morfologia, ob, mocz, usg tarczycy oraz fT3 fT4, TSH są w normie. Ogólnie, poza wysokim mianem przeciwciał ANA 1:1280; oraz torbielą na szyszynce- 10mm. Wyniki mam w porządku.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Samobójstwo a szczęście...

Cztery lata temu miałam próbę samobójczą, po której miałam płukanie żołądka. Przez pół roku chodziłam do poradni psychologicznej co naprawdę mi pomagało, ale pewnego dnia powiedziałam sobie, że już tego nie potrzebuję. Teraz po tych czterech latach jestem szczęśliwa,...

Cztery lata temu miałam próbę samobójczą, po której miałam płukanie żołądka. Przez pół roku chodziłam do poradni psychologicznej co naprawdę mi pomagało, ale pewnego dnia powiedziałam sobie, że już tego nie potrzebuję.

Teraz po tych czterech latach jestem szczęśliwa, mam chłopaka, który mnie kocha, prawdziwych przyjaciół... Lecz wciąż myślę o śmierci, dokładnie planuję samobójstwo doskonałe... Czuję jakby moja dusza była rozerwana na kawałki, zaś mój umysł był bardzo szczęśliwy... Gubię się już w tej sytuacji...

Te uczucia są tak skrajnie sprzeczne, ale gdy już pojawi się ten zły stan nie jestem w stanie sobie poradzić i biorę tabletki na wyciszenie... Nikt z przyjaciół ani mój ukochany nie jest w stanie zrozumieć moich uczuć... Dlatego proszę o radę.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper
Patronaty