Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 8 6

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Neurologia: Pytania do specjalistów

Boję się swojej chorobliwej zazdrości, braku radości z życia...

Mam 20 lat. Od 17 roku życia myślę, że mam objawy depresji. Kiedyś myślałam, że to po prostu nuda i dlatego nic mi się chce, ale wraz z upływem czasu, cały czas brakuje mi chęci do życia. Półtora...

Mam 20 lat. Od 17 roku życia myślę, że mam objawy depresji. Kiedyś myślałam, że to po prostu nuda i dlatego nic mi się chce, ale wraz z upływem czasu, cały czas brakuje mi chęci do życia.

Półtora roku temu zakochałam się. Pierwszą miłość przeżyłam w gimnazjum, była nieodwzajemniona, nieszczęśliwa. Długo przeżywałam. W końcu poznałam mojego wymodlonego chłopaka, który jest dla mnie tak dobry, jak nikt inny na świecie. Jesteśmy razem 15 miesięcy, a On po 9 miesiącach oświadczył się. Ślub planujemy za ok. 2 lata. Mam też kochaną przyjaciółkę, która zawsze jest przy mnie, gdy jest mi smutno.

Czasami myślę sobie, że po prostu nie chce mi się już żyć i dla własnej wygody chciałabym zniknąć z tego świata. Nawet te szczęśliwe wydarzenia, które dzieją się w moim życiu nie dają mi maksymalnej radości, jaką powinny. Mój chłopak twierdzi, że z niczego się nie cieszę i nie doceniam niektórych rzeczy. Kocham go bardziej niż chłopaka z mojej pierwszej miłości. Wiem, że mam ogromne szczęście, że jest ze mną.

Często kłócimy się z powodu mojej zazdrości. Wystarczy, że powie, że poznał w szkole dziewczynę-mężatkę i z nią rozmawiał lub z koleżankami z pracy. Ja od razu doszukuję się zdrad albo tłumaczę mu, że wywołuje we mnie kompleksy, bo wydaje mi się, że nie jestem dla Niego wystarczająco atrakcyjna, skoro ogląda się za innymi dziewczynami.

On tłumaczy mi z kolei, że nie mogę zamknąć go w klatce i że styczność z kobietami jest nieunikniona. Tym bardziej, że pracuje na stacji benzynowej. Boję się swojej chorobliwej zazdrość, braku radości z życia.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Leki w leczeniu depresji - czy dobrze działają?

Witam. Mam 14 lat. Stwierdzono u mnie depresję umiarkowaną. Mój stan trwa od prawie 2 lat, ale leczenie farmakologiczne zaczęłam dopiero miesiąc temu. Biorę lek z grupy SSRI raz dziennie – rano. Przez pierwsze 3-4 dni przyjmowania leku byłam śpiąca...

Witam. Mam 14 lat. Stwierdzono u mnie depresję umiarkowaną. Mój stan trwa od prawie 2 lat, ale leczenie farmakologiczne zaczęłam dopiero miesiąc temu. Biorę lek z grupy SSRI raz dziennie – rano. Przez pierwsze 3-4 dni przyjmowania leku byłam śpiąca i spowolniona, ale to ustąpiło i wróciłam do stanu wcześniejszego (tj. zanim zaczęłam brać leki). Obecnie biorę je już 4 tygodnie i mój nastrój znacznie się poprawił, mam większy napęd do życia.

Nie jestem już stale przygnębiona, zobojętniała. Jednak codziennie wieczorami mam strasznego doła, bez powodu, bo w ciągu dnia wszystko jest w porządku. Czuję się wtedy fatalnie, właśnie tak jak wcześniej zanim zaczęłam brać leki i miałam takie gorsze dni. Ciężko jest mi wtedy nawet znaleźć siłę aby umyć się i pójść spać. Następnego dnia gdy wstaję, znów wszystko jest w porządku, aż do kolejnego wieczora... Czy jest to normalne w procesie leczenia?

Wiem, że na początku może pojawiać się senność, potem przez 3-4 tygodnie nastrój się nie poprawia, tylko zwiększa się sam napęd, a dopiero po ok.4 tygodniach poprawia się nastrój. Tylko dlaczego u mnie nastrój poprawia się w ciągu dnia, a wieczorem znacznie spada? Może lekarz powinien zwiększyć mi dawkę leku, np. żebym brała dwa razy dziennie czy coś...? I w ogóle jak mam sobie radzić, co ze sobą zrobić, kiedy wszystko wydaje się takie okropne i chce po prostu zniknąć, bo jest mi tak źle?

I jeszcze kilka pytań... Czy w leczeniu depresji lepsza jest pomoc psychologa czy terapeuty? Jeśli zalecono mi rozpoczęcie systematycznej terapii indywidualnej, to powinnam się zgłosić do psychoterapeuty czy psychologa, a może to bez różnicy większej dla mnie? Bo obecnie chodzę tu i tu (muszę chodzić do psychologa, abym mogła do psychiatry w poradni zdrowia psychicznego), ale nie wiem, czy nie zrezygnować z czegoś, bo bardziej pomaga mi chyba wizyta u terapeuty.

I kolejne, już ostatnie nurtujące mnie pytanie. Czy spotkanie z terapeutą raz na 3 tygodnie to wystarczająca ilość? Bo szczerze mówiąc, jak dla mnie to jest to trochę rzadko i nie wiem, jak ma mi to pomóc. Ostatnio, gdy powiedziałam terapeucie, żeby dał mi jakiś szybszy termin to dał mi za 2 tygodnie... W internecie czytałam, że najlepiej chodzić raz na tydzień. Co mam zrobić, żebym dostawała szybsze terminy bez upominania się o to jak ostatnio?

Tylko jest jeden problem... Nie chcę za bardzo mówić tego wprost, bo jakoś tak mi głupio :| Można by to jakoś zasugerować? Bo wydaje mi się, że mój terapeuta sam z siebie powinien mi dawać szybsze terminy, bo zna przecież moje problemy i chyba nie są one jakieś małe... częste myśli samobójcze, problemy z jedzeniem (na szczęście jakoś się tego pozbyłam, jednak myśli pozostały), ogólnie obniżony nastrój cały czas (no teraz już nie), niska samoocena, bezsens życia i wiele innych...

Z góry bardzo dziękuję za odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy to depresja czy biadolenie?

Cześć, piszę ponieważ nie wiem do kogo się zwrócić, a trudno mi to nawet zacząć opisywać jakoś jaśniej ;] Mam 20 lat i moim motywem przewodnim przez ten czas była samotność. Nigdy nie miałem dziewczyny, nie czułem się zakochany...

Cześć, piszę ponieważ nie wiem do kogo się zwrócić, a trudno mi to nawet zacząć opisywać jakoś jaśniej ;] Mam 20 lat i moim motywem przewodnim przez ten czas była samotność. Nigdy nie miałem dziewczyny, nie czułem się zakochany ani kochany. To sprawia mi największy ból. Świadomość tego, że omija mnie w zasadzie życie. Nie miałem pierwszego pocałunku, nikt nie powiedział mi nic na prawdę miłego, ja nie miałem o kim myśleć i komu coś dać z siebie i reszta takich ważnych szczegółów. Czuję przez to straszną pustkę.

Na tę stronę wszedłem, bo zastanawiam się, czy to jest też depresja. Z testu, jaki tu jest, wynika, że tak i to taka poważniejsza. Ja jednak nie wiem, co o tym myśleć już. Często jestem zmęczony, łapię doły, czasem tylko chwilowe załamania, a czasem może to trwać i tydzień takiego spustoszenia i natrętnych myśli. Czasem budzę się ze złością, że kolejny dzień nie będę miał się do kogo odezwać i w ogóle minie jak poprzedni.

Chodzę tylko na samotne spacery i to najlepiej wieczorem albo w nocy. Nie chcę iść spać, jeśli się nie znieczulę jakoś, bo tak mi łatwiej zasnąć. Jestem nieśmiały w większych grupach, nie mam takiej siły przebicia dużo łatwiej mi rozmawiać z kimś w cztery oczy. Nie wiem, z czego to wynika. Chciałbym czasem być przez dłuższą chwilę słuchany i uczestniczyć jakoś w grupie i zostać zapamiętanym. Poczucie humoru mam ponoć niezłe i w ogóle nie jestem jakoś chorobliwie nieśmiały, ale nie mogę się przełamać.

Czasem jak przykułem uwagę to bywało to jakimś zaskoczeniem dla mnie i traciłem pewność siebie. Koledzy jakich miałem, byli spoko ale nie miałem z nikim dobrego kontaktu. Miałem jeszcze przed rokiem dwóch przyjaciół, którzy dla mnie byli jak bracia, ale oni jednak to inaczej widzieli i teraz się nie odzywamy do siebie. Kiedy się trzymaliśmy razem, to było mi łatwiej, bo rozumiałem się z nimi i nie czułem się całkiem sam, miałem też taką żywszą nadzieję, że coś się zmieni w moim życiu.

Od kiedy zerwaliśmy kontakt, nie mam do kogo się odezwać i przez to całe to moje załamanie przechodzi apogeum. Jeśli chodzi o przyjaciół to dużo było ich wkładu, żebyśmy się nie odzywali, a z mojej strony to może byłem trochę natrętny, jak to bywają samotni, choć starałem się nie być. Nieważne z resztą, bo i tak nie wiadomo, jak było.

Symptomatyczne jest za to to, że oni bez rewelacji nad tym przeszli, a dla mnie to przeżycie i z tym mi głupio. Najbardziej dobija mnie to, że jestem w takim kręgu, w którym nie mam się do kogo odezwać i nikt się do mnie nie odzywa, dlatego każdy dzień mam dosłownie beznadziejny. Nie wiem, jak mam się do tego odnieść wszystkiego, a i tak olałem teraz rodzinne przygody.

To jak się czuję, odbiera mi siły, czasem przeraża, bo miewam siebie dość, mam jakieś wahania samooceny, różne lęki i nie mam w nikim oparcia, coraz bardziej nienawidzę ludzi, chociaż są mi potrzebni. Boli mnie też to, że większość tych którzy mnie znają uważa, że to część mojego charakteru i ja jestem bez życia, a to nie prawda.

Boję się, że tak będę odrzucał ludzi. A z drugiej strony to może po prostu biadolę i mało wiem. Nie wiem, co robić. Czuje, że jak bym miał bliska osobę to nie byłoby problemu, bo tylko tego chcę, ale nie widzę końca tego cyrku i nie mam już siły. Powinienem teraz zastanawiać się nad jakimś zajęciem albo studiami, a mam 3 miesiące samotnego upału w mieście w głowie. Proszę o jakąś podpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy mąż wyprowadził się z domu z powodu depresji?

Pytanie dotyczy mojego męża, który 3 tygodnie temu wyprowadził się z domu, podając jako powód "sprawiam za dużo kłopotów". Krótka historia naszego związku - ja jestem Polką, 42 lata, dwóch nastoletnich synów z poprzedniego małżeństwa. David,13 lat starszy, leczył się...

Pytanie dotyczy mojego męża, który 3 tygodnie temu wyprowadził się z domu, podając jako powód "sprawiam za dużo kłopotów". Krótka historia naszego związku - ja jestem Polką, 42 lata, dwóch nastoletnich synów z poprzedniego małżeństwa. David,13 lat starszy, leczył się na depresję zanim go poznałam 3 lata temu, bardzo niepewny siebie, o niskim poczuciu swojej wartości, z domu gdzie nie był kochany, kilka nieudanych związków w przeszłości, 4 dzieci z różnych związków (z żadnym nie utrzymuje kontaktu), nie ma również przyjaciół.

Kiedy się poznaliśmy, to ja pierwsza wyznałam miłość, w co nie mógł uwierzyć, bo czuł, że nie jest wart, aby ktoś go kochał. Zamieszkaliśmy razem i pobraliśmy się. Nasz związek był dość niestabilny ze względu na zaborczość Davida i zazdrość o moich dorastających synów, a także nasz lifestyle, t. praca na noce, przemęczenie, niezgodność zainteresowań (właściwie on nie ma żadnych poza telewizją). Ale pomimo wielu, wielu problemów, także finansowych, zawsze byliśmy razem, bo darzyliśmy się głębokim uczuciem.

Ale David stawał się coraz bardziej przygnębiony, czasem zdarzało mu się płakać, czasem wpada w złość, wydawało mi się, że jest ich dwóch - mój czuły, kochający mąż i ktoś obcy, kogo nie znam. Nasze życie seksualne na początku było wspaniałe, z czasem przestało istnieć, co bardzo mnie bolało, bo potrzebowałam jego bliskości, a oddalaliśmy się od siebie.

3 tygodnie temu odbyliśmy rozmowę i David zdecydował, że najlepiej będzie jak się wyprowadzi i tym sposobem ja odzyskam wolność, którą on mi odebrał i kontakt z moimi dziećmi (czuł, że nie okazujemy mu szacunku, rozmawiając po polsku w jego obecności, co zdarzało się rzadko, ale on zawsze podejrzewał, że mówimy o nim), ja dziś doskonale rozumiem jego obawy, ale czasem po prostu łatwiej jest się komunikować we własnym języku.

Tak więc wyprowadził się z domu, wynajmuje pokój u obcych ludzi i odchodząc stwierdził, że nie ma drogi powrotu. Spotkaliśmy się tydzień temu po raz pierwszy po wysłaniu do niego emaila, w którym mu opisałam, jak bardzo mi go brakuje i jak bardzo go kocham. Odpisał od razu, ciepłego, miłego SMS-a (wcześniej komunikował się ze mną wysyłając tekst typu: mam nadzieję, że u ciebie w porządku).

Spotkaliśmy się następnego dnia, było miło, porozmawialiśmy i mu obiecałam, że zrobię wszystko, żeby wrócił i żebyśmy mogli zacząć od nowa, wywołało to prawie łzy w jego oczach i stwierdził, że musi sobie poukładać w głowie i nauczyć się, jak sobie radzić i nie obiecuje niczego ,ale nie mówi nie. Po naszym spotkaniu przysłał znów parę miłych SMS-ów... następnego dnia znów zimne, nic nie znaczące "hope you are OK".

Wczoraj spotkaliśmy się ponownie i ta sama historia. Nie wiem, co jest powodem zmienności jego nastroju i chęci lub niechęci kontaktowania się ze mną. Podejrzewałam różne wersje, żadnej nie mogę wykluczyć, ale nie sadzę, by miał inną kobietę, mówi, że większość czasu śpi, był również u lekarza, który przepisał mu antydepresanty.

Czy Pan/Pani myśli, że to depresja? Jeśli tak, jak ja mam postępować? Czy dać mu czas i nie pisać do niego, nie chcę "naginać", nie chcę również stracić z nim kontaktu, bo jeśli jest chory, to chcę, żeby wiedział, że zawsze może liczyć na moją pomoc, a nade wszystko nie chcę przekreślić tego małżeństwa, bo uważam Davida za wspaniałego człowieka i bardzo go kocham. Ale jeśli to nie choroba tylko ma po prostu dość? Co mam robić? Bardzo się o niego martwię (nie wspominam o stanie mojego rozdartego serca). Proszę o jakąś wskazówkę - Dorota

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy to depresja? Jestem z tym sama...

Witam. Mam 29 lat, męża, synka, kończę studia i właściwie powinnam być szczęśliwa. Niestety nie jestem, a właściwie to jestem tylko czasami. Dwa lata temu, stwierdzono u mnie depresję poporodową. Poszłam do psychologa, dostałam leki i jakoś sobie z tym...

Witam. Mam 29 lat, męża, synka, kończę studia i właściwie powinnam być szczęśliwa. Niestety nie jestem, a właściwie to jestem tylko czasami. Dwa lata temu, stwierdzono u mnie depresję poporodową. Poszłam do psychologa, dostałam leki i jakoś sobie z tym poradziłam. Sama, bo na zrozumienie ze strony najbliższych nie mogłam liczyć.

Mój syn ma obecnie 2,5 roku, a ja znowu mogę poradzić sobie sama ze sobą. Przez jakiś czas było w porządku, bo z depresji poporodowej wyszłam, gdy mały miał pół roku. Od pól roku jest coraz gorzej. Mam takie dni, że nie wstawałabym z łóżka, moje dziecko, mąż i otaczający świat doprowadzają mnie do szału. Na niczym nie mogę się skupić, nie potrafię się uczyć.

Przede mną napisanie pracy magisterskiej, a ja nie potrafię tego zrobić, nie potrafię przygotować się do jednego egzaminu, chociaż na pierwszym roku studiów potrafiłam zdać w jednej sesji, bardzo dobrze pięć. Nawet już nie potrafię pisać, chociaż kończę filologię polską. Ten mój list, dlatego właśnie jest bez ładu i składu. Nie wiem, co mam robić, znowu jestem z tym sama.

Mój mąż mnie kocha, ale pochodzi z rodziny silnych kobiet i nie potrafi zrozumieć mojego stanu. Rodzina i znajomi, mąż też, myślą, że nie chce mi się uczyć i dlatego zawalam kolejne egzaminy, a obronę pracy przesunęłam na wrzesień. Co mam robić? Zapisałam się niedawno do psychiatry w mojej miejscowości, ale odwołałam wizytę.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak mogę pomóc mojej żonie w ciężkich chwilach?

Jestem mężczyzną w wieku 40-tu lat. Moja żona potrzebuje ode mnie wsparcia w chwilach ciężkich tzn. w momentach zachwiania emocjonalnego. Ja nie wiem co mam mówić w danych chwilach? Proszę o pomoc albo o lekturę gdzie mógłbym na ten temat poczytać? Dziękuję !
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Anna Ręklewska
Mgr Anna Ręklewska

Oziębłość w stosunkach z dziewczyną, brak sensu w życiu a depresja

Witam, nazywam się Maciek, mam 27 lat i od 9 lat leczę się na silne stany depresyjne i nerwicę lękową. Prawie cały czas brałem leki przeciwdepresyjne i przeciw lękowe - głównie preparat paroksetyny. Cała sytuacja zaczęła się od nerwicy lękowej,...

Witam, nazywam się Maciek, mam 27 lat i od 9 lat leczę się na silne stany depresyjne i nerwicę lękową. Prawie cały czas brałem leki przeciwdepresyjne i przeciw lękowe - głównie preparat paroksetyny. Cała sytuacja zaczęła się od nerwicy lękowej, która właściwie wyłączyła mnie całkowicie z życia - nie mogłem nigdzie normalnie wyjść, zawroty głowy, lęk, sprawy z sercem, zdawało mi się, że zemdleje itd.

Zaszyłem się w domu, straciłem znajomych, potem przez to wszystko przyszły straszne stany depresyjne, które mnie do końca rozłożyły. Z lękami sobie jakoś poradziłem i na tę chwilę jest w miarę w porządku, lecz depresja nie zniknęła i cały czas się pogarsza. Od miesiąca nie biorę już leku, bo i tak to nie wiele dawało.

Przez te stany depresyjne, stałem się cieniem człowieka, nic mnie w tej chwili nie cieszy i już nie widzę sensu życia, ciągłe myśli samobójcze, a najgorsze jest to, że stałem się osobą bez uczuć - jestem w związku z dziewczyną - myślałem, że jak sobie kogoś znajdę, to mi się poprawi, lecz wcale się tak nie stało. Nie umiem jej pokochać, ani nikogo innego nie mogłem, stałem się obojętny na wszystko i wszystkich, a kiedyś byłem człowiekiem pełnym życia. Moja sytuacja życiowa jest bardzo zawiła.

Moi rodzice są alkoholikami, ja swego czasu też miałem problem z alkoholem, ale teraz jestem osobą właściwie nie pijącą - jakieś piwko raz na 2 tygodnie. Wziąłem się też za sport. Chcę zlikwidować tę depresję - lecz to i tak nie pomaga. Seks też nie daje mi żadnej radości. Przez tę chorobę nie umiem również odnaleźć się w życiu zawodowym - ciągle tracę pracę.

Nie mam już planów i marzeń, wszystkie zostały zdeptane i zweryfikowane, bardzo brutalnie przez życie. Teraz moim jedynym celem jest jakoś przeżyć dzień. Stałem się zmierzły i zły na wszystkich i wszystko, nie umiem stworzyć normalnego związku, ludzie idą mi na nerwy i jak byłem osoba towarzyską, tak zamknąłem się na ludzi i stałem się samotnikiem, mimo że jestem młody to czuję się jak starzec.

Moje pytanie brzmi, czy jest jakaś szansa wyjścia z tej matni? Bo mam już dość takiego życia. Leki nie pomogły - i nie chce już brać, żadnych innych przymulaczy, związek z kobietą nie pomógł, sport nie pomógł. Czy może jakaś terapia grupowa jest rozwiązaniem? Byłbym bardzo wdzięczny za odpowiedź. Pozdrawiam serdecznie

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy ćwiczenia oddechowe pomagają?

1,5 roku miałam depresję z nerwicą. Zaczęło się od złych myśli, a potem stany lękowe, ale poszłam do psychologa. Pomógł mi bardzo. Wracała mi radość życia i przez jakiś czas było okej, a dziś znowu mam jakieś załamanie. Mam myśli,...

1,5 roku miałam depresję z nerwicą. Zaczęło się od złych myśli, a potem stany lękowe, ale poszłam do psychologa. Pomógł mi bardzo. Wracała mi radość życia i przez jakiś czas było okej, a dziś znowu mam jakieś załamanie. Mam myśli, których nie chcę.

Z mężem chcemy mieć dziecko, ale ja się boję, bo jak będę chora na depresję, to nie chcę zaniedbać dziecka przez swoje problemy psychiczne. Nie wiem, co mam robić? Czasem myślę, że oszaleję, że mam schizofrenię, ale oczywiście, że to myśli nawet mam takie, że nie kocham swojego męża.

Nie mam sił, ale staram się normalnie funkcjonować. Chodzę do pracy, spotykam się ze znajomymi, lubię się ładnie ubrać i mieć porządek w domu. Tak po prostu, to tylko te myśli mnie załamują. Myślę, że załamie się i że nie dam rady cokolwiek robić w życiu, a jednak wszystko robię, co do mnie należy.

Nie zaniedbuję obowiązków, ale przez te myśli przestaję być sobą, ba, nawet mam takie myśli, że jestem zła, a tak naprawdę to tak nie jest. Wiem, że przez ćwiczenia z oddechem można wrócić do normalności. Czy to prawda? Proszę o pomoc!

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy mam objawy depresji?

Mam 15 lat. Jak na swój wiek jestem dojrzała psychicznie, jednak od jakiegoś czasu straciłam ochotę do życia. Miałam takie plany, ale teraz czuję, że to już nie ma sensu. Wydaje mi się, że to co budowałam nagle się...

Mam 15 lat. Jak na swój wiek jestem dojrzała psychicznie, jednak od jakiegoś czasu straciłam ochotę do życia. Miałam takie plany, ale teraz czuję, że to już nie ma sensu. Wydaje mi się, że to co budowałam nagle się zawaliło.

Ciągle mam zawroty głowy, źle się czuję. Jestem nieszczęśliwa, czuję pustkę. Ostatnio wieczorem bez powodu dostałam jakiegoś ataku płaczu. Nie mogłam przestać. Wcześniej myslałam, że nic nie ma sensu, rozmyslałam nad moim życiem.

Dziś przez cały dzień płakałam. Jak już przestałam, przytuliłam się do przyjaciółki. To bylo tak mocne, że wtedy jeszcze bardziej wybuchnęłam płaczem. Nie mam na nic ochoty i siły. Jestem wykończona. Trudno rano się budzę. Czy może to być depresja? :(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Myśli samobójcze po rozstaniu z dziewczyną

Witam mam 18 lat... rzuciła mnie dziewczyna, kocham ją bardzo, ale ona najwidoczniej mnie już nie, nie podała jasnego powodu rozstania. Obwiniam się, za niektóre rzeczy. Od jakiegoś czasu jestem bardzo przygnębiony, nic mnie nie bawi, wszystko jest szare i...

Witam mam 18 lat... rzuciła mnie dziewczyna, kocham ją bardzo, ale ona najwidoczniej mnie już nie, nie podała jasnego powodu rozstania. Obwiniam się, za niektóre rzeczy. Od jakiegoś czasu jestem bardzo przygnębiony, nic mnie nie bawi, wszystko jest szare i bez sensu, a gdy jestem sam albo w nocy nachodzą mnie złe myśli...

Co się ze mną dzieje?!

Ostatnio jestem bardzo załamana nad sobą. Kłócę się ze wszystkimi, nie chce mi się jeść, nie mam zapału do nauki, nie chce mi się dosłownie nic, nawet czasem umyć! Powiedziałam mamie, że prawdopodobnie mam depresję, ale nie jestem tego taka...

Ostatnio jestem bardzo załamana nad sobą. Kłócę się ze wszystkimi, nie chce mi się jeść, nie mam zapału do nauki, nie chce mi się dosłownie nic, nawet czasem umyć! Powiedziałam mamie, że prawdopodobnie mam depresję, ale nie jestem tego taka pewna... Musiałam mamie się ostatnio wygadać, dlaczego tak myślę. To było straszne, ale dałam radę. Powiem tylko tyle, że moi rodzice się rozstali, kiedy miałam 6 lat, i od tego czasu (7lat) wszystko przeżywam x3.

Niedawno moje jedyne przyjaciółki się ze mną pokłóciły, bo stwierdziły, że na nie krzyczę, kiedy coś mi się nie podoba, oraz mówię i myślę tylko o sobie! Ja powiedziałam, że nad tym nie panuje, i żeby zrozumiały to co przeżywałam (i przeżywam)! Ale nie pomogło i dalej jesteśmy pokłócone. Mogę powiedzieć, że tak jakby tracę nad sobą kontrole. Świat wydaje mi się zły i taki dziwny, niezrozumiały. Najgorsze są moje uczucia, bo ja wszystko przeżywam!

Mama tłumaczyła mi, ze ona też tak przeżywała, kiedy była w okresie dojrzewania (w tej chwili mam 13 lat), ale jakoś mnie tym nie pocieszyła. Mówi mi żebym się nie patrzyła na ludzi tylko na przyrodę, kiedy jest mi smutno. Tylko, że mnie nie fascynuje przyroda! Pomocy, nie wiem co mam robić, by zapanować nad sobą. I jeszcze jedno: czy potrzebny jest mi psychiatra, czy coś w tym stylu i czy za to się płaci? I błagam, proszę odpowiedzcie szybko, bo gdy odpowiedź nie nadchodzi, mój dołek zamienia się w studnie! Z góry dziękuję za pomoc :*

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Dotyczy: Neurologia Depresja

Fatalne samopoczucie mimo prawidłowych wyników badań?

Witam. Joanna 30 lat, 160 cm wzrostu, 58 kg. Od kilku lat obserwuję u siebie następujące objawy: zmęczenie i bezustanna senność, trudności w obudzeniu, apatia, spadek libido, ogromne problemy z cerą, mimo, że wszystkie badania hormonalne...

Witam. Joanna 30 lat, 160 cm wzrostu, 58 kg. Od kilku lat obserwuję u siebie następujące objawy: zmęczenie i bezustanna senność, trudności w obudzeniu, apatia, spadek libido, ogromne problemy z cerą, mimo, że wszystkie badania hormonalne mam wzorcowe,c zęste uczucie zimna, sukcesywny wzrost wagi, podwójny podbródek, opuchnięta twarz, pieczenie oczu, osłabienie siły mięśni, wzdęcia, zaparcia, spadek koncentracji. Dodam, że nie przyjmuję na stałe żadnych leków. Po opisaniu tych dolegliwości lekarz podejrzewał problemy z tarczycą i skierował mnie na badania krwi. Oto wyniki: FT4 1,26, FT3 3,23, TSH 1,69. Pani doktor po obejrzeniu wyników stwiedziła, że są w normie i na tym sprawa się zakończyła. Bardzo proszę o radę, ponieważ objawy te uniemożliwiają mi normalne funkcjonowanie. Pomimo 12 godzin snu czuję się senna i nie mam siły na codzienne obowiązki. Jestem zrozpaczona, moi równieśnicy prowadzą aktywny tryb życia, a mnie na nogi nie są w stanie postawić nawet hektolitry kawy.

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie
Dotyczy: Neurologia Depresja

Nie chcę już żyć, co mam zrobić?

Witam, nie wiem, gdzie udać się z tym problemem. Nie powiem, jak mam na imię, nie powiem skąd jestem. Mam 19 lat, jeśli wszystko dobrze pójdzie to we wrześniu skończę 20. Byłem z dziewczyną przez prawie 4 lata, była to...

Witam, nie wiem, gdzie udać się z tym problemem. Nie powiem, jak mam na imię, nie powiem skąd jestem. Mam 19 lat, jeśli wszystko dobrze pójdzie to we wrześniu skończę 20. Byłem z dziewczyną przez prawie 4 lata, była to moja pierwsza dziewczyna i chciałem, żeby była tą ostatnią. Mimo że czasami się rozstawaliśmy, to zawsze do siebie wracaliśmy. Każde rozstanie wynikało z mojego małego wkładu w ten związek.

Teraz mam już prawie 20 lat, trochę spoważniałem i będąc z nią, chciałem wierzyć, że tak już zostanie na zawsze. Później przyszły kiepskie dni, moja dziewczyna była "nieznośna" przez około 2 tygodnie, ja niestety nic nie zrobiłem, a powinienem. Zamiast tego uniosłem się dumą, przez te 2 tygodnie znosiłem to, że była dla mnie nieuprzejma, aż w końcu nie wytrzymałem i role się odwróciły. Doszło do tego, że byłem dla niej strasznie chłodny, dodatkowo problemy jakie miałem w domu (popsute relacje z mamą) nie pomagały.

Poddałem w wątpliwość ten związek, powiedziałem jej, że chce się zastanowić, czy to ma jakikolwiek sens. Przez tydzień nie odzywałem się do niej, mimo, że ona pisała i chciała wszystko poukładać. Po tygodniu się z nią spotkałem, powiedziałem jej, że chcę zobaczyć co będzie dalej, jedyne czego nie zrobiłem, to nie zacząłem się starać, chłód pozostał i moja dziewczyna nie wytrzymała. Zostawiła mnie 4 maja. Na początku przyjąłem to ze spokojem, chociaż nie ukrywam, że byłem rozczarowany.

Dni mijały, a ja coraz to bardziej uświadamiałem sobie swój błąd. Doszło do tego, że próbowałem to naprawić, ale tym razem jest inaczej, niż poprzednim razem kiedy zrywaliśmy. Powiedziała mi, że nie chce teraz być ze mną, że boi się, że i tak się nie uda, i że nie chce się do niczego zmuszać. Ponoć mnie kocha, ponoć tęskni, ale po prostu nie chce. Niby nie skreśliła mnie na zawsze, ale nie jest w stanie określić kiedy do mnie wróci i czy w ogóle wróci.Przez to wszystko przestałem jeść i mało śpię. Zjadam jeden niepełny posiłek dziennie, schudłem już ponad kilogram, a z moim samopoczuciem jest coraz gorzej.

Trzy dni temu odechciało mi się zupełnie żyć, dziś przybrało to na sile i myślę o zakończeniu tego marnego żywota. Gdyby nie fakt, że się boje, dziś już by mnie nie było. Bez przerwy na zmianę myślę o niej i o samobójstwie. Bardzo chciałem uniknąć tego określenia, ale nie da się. Tak bardzo ją kocham, że z żalu nad sobą nie panuję, nie potrafię powstrzymać myśli. Kolega radził mi, żebym o niej zapomniał, ale tylko mnie to dodatkowo dobiło, po za tym nie chce. Jestem do niej tak mocno przywiązany, że nie wyobrażam sobie życia bez tej dziewczyny.

Wiem, że nie zmuszę jej do powrotu do mnie, nawet nie zamierzam tego zrobić, prośby i obietnice, których naprawdę chciał bym dotrzymać nie pomagają, a ja nie umiem czekać. Zbieram w sobie odwagę, żeby z sobą skończyć, nie wiem, czy mi się to uda. Czy jest coś, co jest w stanie mi pomóc? Jestem w totalnej rozsypce, proszę o pomoc ;(

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Dlaczego jestem nieszczęśliwy?

Mam na imię Jacek i mam 24 lata. Zawsze byłem dobrym, grzecznym dzieckiem, nie sprawiałem kłopotów wychowawczych. W szkole średniej byłem wzorem. Niestety, zawsze byłem zamknięty w sobie, nieśmiały. Pochodzę z biednej, wielodzietnej rodziny i nie mieszkam w luksusach. Wydaje...

Mam na imię Jacek i mam 24 lata. Zawsze byłem dobrym, grzecznym dzieckiem, nie sprawiałem kłopotów wychowawczych. W szkole średniej byłem wzorem. Niestety, zawsze byłem zamknięty w sobie, nieśmiały. Pochodzę z biednej, wielodzietnej rodziny i nie mieszkam w luksusach. Wydaje mi się, że to z tego powodu czułem się zawsze gorszy od innych. W dodatku mamy trudną sytuację finansową. Rodzice często się kłócą. Mój ojciec od paru lat znęca się nade mną psychicznie. Krzyczy na mnie, mówi że jestem do niczego.

W grudniu 2008 roku rozpocząłem swoją pierwszą pracę w banku. W lutym 2009 roku doznałem załamania. Zacząłem płakać, że jestem beznadziejny, samotny, biedny, że inni chłopcy jeżdżą samochodami i mają partnerki. Nie mogłem spać i budziłem się z bólami brzucha. W pracy chciało mi się płakać.

Moja mama postanowiła udać się ze mną do psychiatry. Zacząłem przyjmować leki. Lekarz po zdiagnozowaniu moich objawów przepisał mi silne leki przeciwdepresyjne, które powodowały, że pół dnia spałem (przyjmowałem benzodiazepiny). Udałem się do innego specjalisty, który zalecił mi łagodniejsze leki. Samopoczucie poprawiło się. W lipcu było już bardzo dobrze. Odstawiłem leki - niepotrzebnie.

Dodatkowo od sierpnia zacząłem spotykać się z dziewczyną. Byłem nią zafascynowany, dobrze mi się rozmawiało, spędzało czas. Pojechaliśmy razem w góry. Zakochałem się. Niestety, nasza znajomość trwała krótko. Zaledwie 1,5 miesiąca. Po powrocie z wymarzonych wakacji zostawiła mnie. Wtedy to uświadomiłem sobie, że to nie była dla mnie dziewczyna, ponieważ rozstała się wcześniej z narzeczonym po długim związku, a ja byłem dla niej tylko zabawką. Mówię, trudno - skończyło się.

Niestety, w połowie października znowu ogarnął mnie zły nastrój. Zacząłem płakać, że znów jestem sam, że jestem beznadziejny. Pojawiły mi się natrętne myśli natury agresywno-seksualnej. Nie mogłem się na niczym skupić. Oglądałem film i nie wiedziałem, o co w nim chodzi. W listopadzie udałem się do trzeciego specjalisty i zalecił mi lek przeciwdepresyjny i przeciwlękowy. Biorę go do dziś, już piąty miesiąc. Natrętne myśli zaczęły ustępować, ale strasznie zacząłem się pocić i pojawił się jakiś niedowład ruchowy.

Na nieszczęście w styczniu 2010 roku straciłem pracę, czyli jedyną rzecz, która tak naprawdę dawała mi sens życia, bo miałem zajęcie i byłem wśród inteligentnych, fajnych ludzi. Teraz siedzę w domu. Jestem załamany, że życie jest bardzo trudne i jestem nieszczęśliwy. Leżę do południa w łóżku, nie chce mi się rozmawiać. Nie potrafię żyć dla siebie - jakbym się poddał i zaczął nienawidzić siebie i cały świat. Zwalam winę na mojego ojca, który bardzo mało zarabia i który nie potrafi utrzymać rodziny.

Ogarnęła mnie jakaś bezradność, obojętność. Czuję się niepotrzebny na tym świecie, nie potrafię postawić sobie żadnych celów. Powtarzam sobie w myślach, że nie chce mi się żyć. Czuję, że zrujnowałem sobie życie i nie da się nic zrobić, że to psychika zaważyła na wszystkim, że się poddałem i teraz cierpię. Zawsze marzyłem, żeby mieć spokojną pracę biurową i dobrą, czułą, kochającą dziewczynę. Niestety nie mam ani pracy ani wspaniałej dziewczyny. Psychiatra stwierdziła, że po prostu jestem nieszczęśliwy.

Mnie się wydaje, że moja depresja wynika z bardzo słabej psychiki, która jest niszczona przez ojca i jest to depresja natury społecznej. Nie wiem, jak dalej mam żyć. Czuje się jak staruszek i nie widzę przyszłości. Często myślę, że chciałbym cofnąć czas i inaczej pokierować swoim życiem. Chciałbym spełnić swoje marzenia, ale nie wiem, czy to jest możliwe. Chcę pracować i być kochanym.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Opóźniony rozwój mowy u 2,5-letniego dziecka

Witam! Mój syn ma 2 lata i 8 miesięcy. Nie mówi - ostatnio troszkę zaczął np. mówi nie, tata, daj, cześć, papa. Ostatnio mieliśmy spotkanie z logopedą i psychologiem dziecięcym i oni mi powiedzieli, że widzą pewne cechy dziecka autystycznego,...

Witam!

Mój syn ma 2 lata i 8 miesięcy. Nie mówi - ostatnio troszkę zaczął np. mówi nie, tata, daj, cześć, papa. Ostatnio mieliśmy spotkanie z logopedą i psychologiem dziecięcym i oni mi powiedzieli, że widzą pewne cechy dziecka autystycznego, ale doradzili, że powinnam iść do neurologa, bo nie są pewni. A mianowicie: wącha jedzenie (zaczął to robić, gdy jak chcieliśmy go oduczyć od smoczka, maczaliśmy mu go w cytrynie - teraz o smoczku zapomniał i zaniknęło wąchanie), je tylko wybrane potrawy, trudno go namówić do czegoś nowego; czasami jak słyszy jakąś piosenkę, albo jak śpiewają dzieci w telewizji to zatyka uszka - chociaż od m-ca jakby już to robi coraz rzadziej i wygląda to tak, jakby się wstydził bardziej niż bał. Bawi się samochodami i ciuchcią - uwielbia to, lubi bawić się piłką, ogólnie wszystkie zabawki umie użyć zgodnie z ich przeznaczeniem. Tylko jak jesteśmy na dworze, to uwielbia bawić się patyczkami, kamykami - wrzucać je do wody, wszystko wrzuca do wody. Nie układa ich, nic z tych rzeczy. Jak widzi dzieci, to zaraz do nich biegnie i się cieszy, tylko nie bardzo wie jak się z nimi bawić, najchętniej to odpowiada mu jak on ucieka, a inne dziecko go goni.

Chodzi do przedszkola od m-ca i Pani mówi, że jest bardzo łatwym i grzecznym dzieckiem, cokolwiek mu mówi on to robi, jak mają zajęcia o czymś to przygląda się z zainteresowaniem. Mieszkamy w Stanach i przedszkolu ma tylko język angielski i nauczycielka mówi, że już podstawowe zwroty rozumie. Jestem zaskoczona, bo w domu to straszny łobuz, nic nas nie słucha. Martwi też to, że syn nie wszystko rozumie co do niego mówimy, takie rzeczy jak: gdzie jest tata, idziemy na spacer, siadaj, wracaj rozumie, jak mówię zobacz tam to patrzy, reaguje na imię. Zresztą ma problem. Jak go się pytam przynieś książeczkę, nie wie o co chodzi. Nie pokazuje obrazków. Chociaż cokolwiek chce pokazuje mi palcem i mówi daj. Naśladuje nas - bije brawo, wytyka język, jak mu śpiewam my jesteśmy krasnoludki" to wie co się po kolei robi - trąbi, robi nunu.

Dużo mówi po swojemu i bardzo często dyskutuje z nami, nawet zmienia barwę głosu, czasami się nawet z nami kłóci tą swoją paplaniną i patrzy przy tym w oczy. Ogólnie ma bardzo dobry kontakt wzrokowy. Lubi obcych ludzi, jak widzi ich na ulicy to podbiega, patrzy się im w oczy i uśmiecha. Bardzo lubi bawić się a kuku, w chowanego, jak się bawi ciuchcia to muszę przy nim być, przychodzi po mnie i mnie pcha. Nie przynosi zabawek, czasami przyniesie maszynkę do robienia bąbelków. Wiem, że synuś na pewno jest opóźniony, odbiega od rówieśników, byłam u pediatry swojego i powiedziałam mu o tym, co mi powiedzieli - a on na to, że Amerykanie mają bzika na punkcie autyzmu i on zna moje dziecko od urodzenia i absolutnie to nie to. Że po prostu wymaga więcej pracy, ale to nie autyzm. Dał mi skierowanie do neurologa, czekam do września (nic nie lepiej tutaj ze specjalistami). Ale wiem, że często pediatrzy się mylą.

Teraz mamy 10 godzin tygodniowo terapie behawioralną w domu - nie jestem zadowolona, syn więcej się uczy od nas niż od tych obcych ludzi, nie lubi ich, ogólnie mam wrażenie, że to studenci, nie mający doświadczenia. Mam pytanie, czy to może być autyzm? Jaka jest różnica w diagnozie autyzmu a "autism spectrum disorder" (z ang.)? Czy może być tak, że syn ma jeszcze nie rozwinięty układ nerwowy? Dodam, że u mnie w rodzinie dużo dzieci miało taki problem, ale po skończeniu 3 lat zaczynały rozumieć i mówić. Ja też byłam takim dzieckiem, mój brat, brata syn. Czy to może być genetyczne?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Agata Majda
Mgr Agata Majda

Krzywe widzenie, proszę o interpretację EEG

Zapis nieprawidłowy - rejestracja w odprowadzeniach czołowo-skroniowych z wyraźną przewagą lewej grupy i raz krótkiej serii fal delta, oraz w odprowadzeniach skroniowych i trójkątów głębokich, głównie okolic tylnych fal ostrych, na tle prawidłowej czynności podstawowej. Co to wszystko oznacza? Dziękuję za odpowiedzi, sues
odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Czy to jest początek autyzmu?

Witam, mój syn ma 7 lat, w szkole nie chce uczestniczyć w zabawach typu, śpiewanie piosenek, czy mówienia wierszyków, ma niezrozumiałą wymowę, mówi, lecz niewyraźnie, choć pani logopeda powiedziała, że jest duża poprawa. Jest zdiagnozowany w poradni psychologiczno-pedagogicznej jako dziecko...

Witam, mój syn ma 7 lat, w szkole nie chce uczestniczyć w zabawach typu, śpiewanie piosenek, czy mówienia wierszyków, ma niezrozumiałą wymowę, mówi, lecz niewyraźnie, choć pani logopeda powiedziała, że jest duża poprawa. Jest zdiagnozowany w poradni psychologiczno-pedagogicznej jako dziecko nadpobudliwe i procesy integracji wzrokowo-ruchowej są mocno zaburzone. Jeżeli robi jakieś zadanie to interesuje go co innego, ale wykonuje na początku roku szkolnego prawie nic nie umiał, a teraz widzę dużą poprawę.

Dziękuję za odpowiedzi.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Agata Majda
Mgr Agata Majda
Dotyczy: Neurologia Autyzm

Czy powinnam zrobić coś jeszcze?

Witam, mam 22 lata i jestem studentką. Od 4 lat biorę leki antydepresyjne (brałam już chyba wszystkie możliwe leki, lekarz już nie wie, co ma ze mną zrobić), kilka razy chciał mnie wysłać do szpitala, jednak ja nie chcę przerywać...

Witam, mam 22 lata i jestem studentką. Od 4 lat biorę leki antydepresyjne (brałam już chyba wszystkie możliwe leki, lekarz już nie wie, co ma ze mną zrobić), kilka razy chciał mnie wysłać do szpitala, jednak ja nie chcę przerywać studiów i wracać do rodziców.

Chodzę na terapię indywidualną od półtora roku, teraz będę mieć dość długą przerwę z powodu okoliczności ode mnie niezależnych. Czekam na rozpoczęcie grupowej terapii dla DDA. Jednak depresja nie daje mi spokoju, czuję się coraz gorzej (przerwa w terapii i zbliżająca się sesja), nic mi się nie chce, najchętniej bym tylko leżała i nie kiwnęła nawet palcem, a jak pomyślę o studiach i egzaminach, to mam ochotę sobie żyły popodcinać. Wszystko widzę w czarnych barwach, cały czas jestem zmęczona. Cały czas jestem na największej możliwej dawce leku. Nie wiem już, co mam robić, żeby się uspokoić nadużywam alkoholu i leków na uspokojenie.

Co powinnam zrobić, żeby sobie pomoc? Jest mi już wstyd iść do mojego psychiatry i znowu powiedzieć, że jest źle, że znowu mam myśli samobójcze i z niczym sobie nie radzę. Co robić? Jak sobie samej pomoc?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Co dolega mojemu dziecku?

Mój synek ma 22 miesiące. Jeszcze nie chodzi samodzielnie tylko przy meblach, dobrze raczkuje, jest bardzo ostrożny nigdy nie "ćlapnoł" na tyłek, zawsze bardzo ostrożnie wstaje i siada przytrzymując się mebli. RTG bioderek pokazuje na ich opóźniony rozwój (podobno wyglądają...

Mój synek ma 22 miesiące. Jeszcze nie chodzi samodzielnie tylko przy meblach, dobrze raczkuje, jest bardzo ostrożny nigdy nie "ćlapnoł" na tyłek, zawsze bardzo ostrożnie wstaje i siada przytrzymując się mebli. RTG bioderek pokazuje na ich opóźniony rozwój (podobno wyglądają jak u rocznego dziecka). Niepokoi mnie jeszcze, że nie mówi, kiedyś dużo gruchał i czasami mówił tata, mama, ale teraz nie chce mówić nic, nawet po swojemu. Często kręci główką na boki, pociera rączkami, tak jakby je mył (marszczy przy tym nosek). Robi tak, kiedy się cieszy, tak jakby chciał coś powiedzieć, ale nieraz robi tak bez powodu. Jest pogodnym dzieckiem, bardzo lubi się ze mną bawić w akuku itp. Gdy bawi się sam, to jego ulubioną zabawą jest rzucanie zabawkami po to tylko, żeby do nich poraczkować i znowu rzucić, bardzo lubi też zamykać i otwierać szuflady i szafki. Bardzo też lubi jeździć samochodem tylko nie lubi się zatrzymywać, na skrzyżowaniach zaraz krzyczy. To samo jest na spacerze wózkiem jechać-tak zatrzymać się- nie, chyba że kogoś spotkamy, wtedy się zabawi.

Byłam u dwóch neurologów: jeden stwierdził dziecięce porażenie mózgowe, nie zlecił żadnych badań, nie skierował do żadnej poradni, tylko kazał pokazać się za 5 miesięcy. Drugi powiedział, że ma opóźniony rozwój psychoruchowy, skierował na rehabilitację NDT, żadnych badań, za 2 miesiące kontrola. Mąż dopatruje się u niego objawów autyzmu i mnie straszy, czy to może być autyzm? Dodam, że bardzo lubił oglądać reklamy w telewizji, ale moje starsze dzieci też obsesyjnie oglądały reklamy, potrafiły przerwać drzemkę, by obejrzeć reklamę, a nic im nie dolega.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Agata Majda
Mgr Agata Majda

Czy jest to depresja dwubiegunowa, czy potrzebny szpital?

Witam. Nie sądziłam, że będę musiała zadać tutaj to pytanie. Mam 17 lat. Rok temu byłam pod opieką psychologa z powodu trudnej sytuacji w rodzinie. Może zacznę od początku. W 1999 mój Tato rozwiódł się z moją Matką. Został wrobiony...

Witam. Nie sądziłam, że będę musiała zadać tutaj to pytanie. Mam 17 lat. Rok temu byłam pod opieką psychologa z powodu trudnej sytuacji w rodzinie. Może zacznę od początku. W 1999 mój Tato rozwiódł się z moją Matką. Został wrobiony w pobicie, znęcanie się nad rodziną. Przed pierwszą wizytą ten okres pozostawał dla mnie czarną dziurą, natomiast po rozpoczęciu terapii wszystko zaczęło mi się przypominać. Pamiętam jak moja Matka buntowała mnie przeciwko niemu, jak mówiła, że jeśli będę go kochać, to ona nie będzie kochać mnie. Mówiła, że jest zły. Mama zawsze potrafiła wpakować się w problemy finansowe. Przez chwilę gdzieś pracowała, później kradła i szła na zwolnienie z powodu złego stanu zdrowia. To był jej plan. Do dzisiaj ciągną się za nią długi, jednak ona nic sobie z tego nie robi. Gdy skończyłam podstawówkę (ze średnią 5,1 - wtedy jeszcze nie miałam problemów z nauką), przeprowadziłyśmy się do Żyrardowa (50 km od Warszawy). Dla mnie był to szok, ponieważ wychowywałam się w Bieszczadach, duże miasto mnie przerażało. Po jakimś miesiącu wszystko wróciło do normy. Moja Matka znalazła pracę, ale wtedy zaczęło się moje małe piekiełko. Zaczęła na mnie wrzeszczeć z byle powodu, zostawiony kubek na biurku był wg niej doskonałym powodem do awantury. Zaczęłam unikać przebywania w domu. Dużo czasu spędzałam u brata (Wojtka), ale gdy u nich nocowałam (miałam też bliżej do szkoły), Matka groziła, że wezwie policję i cytuję "spieprzy mi kartotekę". Wracałam więc do domu, ale zaczęły pojawiać się myśli samobójcze. Chciałam skoczyć z okna, przedawkować leki (zakupiłam wtedy dużo leków, przygotowałam się), ale nie mogłam, bo było mi żal zostawiać niedokończone sprawy. Później mocno związałam się z instytucją Kościoła, chodziłam na spotkania Odnowy w Duchu Świętym. Jednak z tego też musiałam zrezygnować, bo Matka krzyczała, że to sekta, że mnie wciągnęli, że opuściłam się w nauce (już wcześniej byłam przytłoczona kłótniami, nie dawałam rady). Opuściłam Kościół – wtedy, jedno z nielicznych miejsc, gdzie czułam się dobrze, byłam akceptowana. Przez jakiś czas (w najtrudniejszym okresie) mój brat (Wojtek) chciał mnie odebrać Matce, ale później jak zauważył, że Matka być może chce mu przepisać mieszkanie (sami musieli wyprowadzić się z wynajmowanego i zamieszkać u rodziców bratowej), odwrócił się ode mnie, wyparł i od tamtej pory się do mnie nie odzywa. W lutym 2009 postanowiłam odzyskać stracone relacje z Ojcem. Pomogła mi w tym moja siostra, która przez cały czas miała z nim kontakt. Z tego, co mi powiedziała, to Tato doskonale wie, jak się uczę, co u mnie słychać i że we mnie wierzy, że jest spokojny. Przez cały czas "donosiła" mu informacje o moim stanie zdrowia itd. Postanowiłam pojechać do niego na ferie. Była to najlepsza decyzja w moim życiu. Nigdy tego nie żałowałam. Jednak moja Matka stwierdziła, że już mnie nie kocha. Przez cały czas wytykała mi to, że zaczęłam interesować się kontaktem z Tatą. W tym okresie ciężko zachorowałam na stawy, dwa razy byłam hospitalizowana, ciężko to przeżyłam. Tym bardziej, że miałam podejrzenia nowotworu, na szczęście okazało się, że to mały, najprawdopodobniej niegroźny guzek. Jest obserwowany. Moja Matka nie interesowała się jednak moim stanem zdrowia. W czasie, gdy leżałam w szpitalu odwiedziła mnie tylko raz, podczas pierwszego pobytu. Później stwierdziła, że to nie jej interes. W sierpniu 2009 po dużej kłótni, nie wytrzymałam. Coś we mnie pękło i wyprowadziłam się z domu. Pojechałam wtedy do siostry. Później wróciłam po resztę moich rzeczy. To był dobry czas w moim życiu. Trochę odpoczęłam, zaczęłam terapię u psychologa. Starał się zdiagnozować co mi jest, ale stwierdził tylko, że to może być depresja dwubiegunowa. Miałam wtedy okresy, gdy nie byłam w stanie wyjść z łóżka, a innym razem pracowałam 3 razy efektywniej niż normalny człowiek, nie spałam w nocy. Bałam się tego. Kilkakrotnie cudem uniknęłam wypadku (po prostu chwilowe zawieszenie, nic do mnie nie docierało, szłam i nie zwracałam uwagi na to co się działo dookoła). Długo dojeżdżałam do szkoły (ok. 3 h dziennie). Znowu zaczęłam rozmawiać z Matką, przez chwilę myślałam, że wszystko się ułoży. Postanowiłam wrócić do domu (nie musiałam także dojeżdżać 3 h dziennie do szkoły). Jednak okazało się, że moja Matka sprowadziła do domu nowego mężczyznę, a ja byłam jej potrzebna tylko ze względu na alimenty, które dostawałam wtedy na własne konto. Zbuntowałam się, nie chciałam mieszkać pod jednym dachem z obcym mężczyzną, a wiedziałam też, że jeśli oddam Mamie pieniądze, to nie będę mogła chociażby kupić książek czy nowych butów. Więc coraz częściej dochodziło do kłótni, jej mężczyzna podsłuchiwał moje rozmowy, przez całe dnie przesiadywał przed telewizorem (kiedyś musiałam wypraszać z mojego pokoju mężczyznę, którego Matka sprowadziła do domu, a on urządzał awantury, był alkoholikiem). Nie sprzątał po sobie. Znowu więc zaczęłam unikać przebywania w domu. Ale tym razem spotykałam się z przyjaciółmi, zaczęłam pracować w teatrze, rozpoczęłam współpracę z gitarzystą (śpiewam od 9 lat), napisałam własny scenariusz spektaklu, nad którym obecnie pracuję (a raczej pracowałam). Zaczęłam również malować obrazy, niektóre osoby pozamawiały u mnie kilka reprodukcji w zamian za inną pomoc (w zorganizowaniu sali do prób grupy teatralnej, albo za naukę gry na gitarze). Niestety zaczęłam również spotykać się z mężczyznami poznanymi na portalu randkowym. Nie wiem co mną kierowało, chyba poszukiwałam kogoś, kto mógłby mnie wspierać, kochać. Nie byli to mężczyźni w moim wieku (nigdy nie dogadywałam się z rówieśnikami, mam przyjaciół, którzy są na studiach). Zazwyczaj byli to chłopcy w wieku 23-24 lata. Jeden jedyny raz spotkałam się z mężczyzną 29-letnim. Zakochałam się, ale po krótkim czasie okazało się, że on kochał również inne kobiety, więc najzwyczajniej dałam sobie spokój. Minęło kilka tygodni i mój Tato wystąpił do sądu z pozwem o odebranie mojej Matce praw do mnie. Za moją zgodą (było to po prostu wcześniej ustalone). Matka wpadła w szał. Bałam się, że coś mi zrobi, ale zamknęła się w pokoju. Tamtej nocy nie spałam. Ostatnio zaczęłam się siebie bać. W szkole mi nie szło, czułam, że coś jest nie tak z moją psychiką. Zgłosiłam się po pomoc do szkolnego psychologa, ale ten nie jest w stanie zrobić nic więcej, niż wysłuchać. Poza tym niedługo kończy się rok szkolny, więc dałam sobie spokój. Przez jakiś czas chciałam się "na ochotnika" zgłosić do szpitala psychiatrycznego, ale nie wiem gdzie mogłabym... no i przecież potrzebuję zgody prawnego opiekuna, a moja Matka już podczas terapii u psychologa nazywała mnie wariatką. Nie wiem, co mam robić. Mimo wszystko dalej szukam pomocy. Wiem, że sobie nie radzę. Przerażające jest to, że jestem tak młoda, a moje życie już niejako jest wrakiem. Liczę na szybką odpowiedź, przepraszam za to, że tekst być może jest zbyt obszerny. Pozdrawiam, Małgorzata

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Patronaty