Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Problemy psychologiczne: Pytania do specjalistów

Jak pomóc synowi w podniesieniu samooceny?

Witam serdecznie! Jestem mamą 6-letniego chłopca, który już niebawem idzie do pierwszej klasy, a ja jestem pełna obaw. Igor jest chłopcem bardzo wrażliwym, strasznie się wszystkim przejmuje i zazwyczaj z góry mówi, że mu się na pewno nie uda, już...

Witam serdecznie! Jestem mamą 6-letniego chłopca, który już niebawem idzie do pierwszej klasy, a ja jestem pełna obaw. Igor jest chłopcem bardzo wrażliwym, strasznie się wszystkim przejmuje i zazwyczaj z góry mówi, że mu się na pewno nie uda, już teraz zakłada, że będzie złym uczniem. Igor jest zdolnym chłopakiem, szybko się uczy, jest bardzo lubiany w przedszkolu i zupełnie nie wiem skąd tak niska ocena. Od urodzenia był największym naszym skarbem i czasem sie zastanawiam czy nie za bardzo go tuliłam, całowałam i przytulałam, ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie innego zachowania w stosunku do swojego dziecka. Ostatnio odebrałam ocenę z przedszkola i była ona bardzo pozytywna, że jest chłopcem koleżeńskim, sympatycznych, chętnie opowiada o sowich przeżyciach, ale właśnie było wspomniane, że za łatwo się poddaje i ma niską samoocenę, nad którą powinniśmy popracować. I zwracam sie właśnie do Państwa z zapytaniem co mogłabym zrobić, żeby Igor bardziej odważnie szedł przez świat, by łatwiej było mu w szkole i by nabrał pewności siebie. Z góry bardzo dziękuję za poradę.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Dlaczego on się we mnie nie zakochał?

Mam 27 lat. W zasadzie będę miała niedługo 28 lat. Nie byłam nigdy w związku (też dodam, że jestem wymagającą osobą; mało kto mi się podoba). Nie rozumiem tego, jestem atrakcyjną osobą i też tak uważa otoczenie. Jestem miła, sympatyczna,...

Mam 27 lat. W zasadzie będę miała niedługo 28 lat. Nie byłam nigdy w związku (też dodam, że jestem wymagającą osobą; mało kto mi się podoba). Nie rozumiem tego, jestem atrakcyjną osobą i też tak uważa otoczenie. Jestem miła, sympatyczna, wykształcona, często może nie wierzę w siebie i swoje możliwości - mam słomiany zapał. Poznałam faceta, mieliśmy wspólną podróż po Stanach. Bardzo mi się podoba, ale on zupełnie nic - nie zakochał się we mnie. Ja naprawdę nie wiem, co mam jeszcze zrobić, bo o wiele gorsze i na niższym poziomie ode mnie znał dziewczyny. Szanuję siebie, mam zasady. Życie jest chore. Tracę wiarę we wszystko.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak zwalczyć potrzebę masturbacji?

Witam! Mam 18 lat. Z tym problemem borykam się już od jakiegoś czasu, ale wydaje mi się on dość skomplikowany, dlatego że łączy w sobie wiele wątków. Po pierwsze masturbacja. Masturbuję się od jakichś 10 lat, tyle że wtedy,...

Witam! Mam 18 lat. Z tym problemem borykam się już od jakiegoś czasu, ale wydaje mi się on dość skomplikowany, dlatego że łączy w sobie wiele wątków. Po pierwsze masturbacja. Masturbuję się od jakichś 10 lat, tyle że wtedy, jako dziecko, nie wiedziałam co to jest. Robiłam to, bo sprawiało mi to jakąś przyjemność. Z biegiem czasu zaczynałam dowiadywać się o masturbacji z gazet, Internetu, koleżanki w szkole coraz częściej rozmawiały o sprawach intymnych. Byłam nastolatką i myślałam sobie, że taka kolej rzeczy, że poznaję własne ciało itd., zresztą tak też pisało w gazetach - że masturbacja jest prawidłową formą rozładowania napięcia seksualnego młodego człowieka. Pasowało mi takie stwierdzenie i coraz częściej poddawałam się masturbacji. Po jakimś czasie doszły do tego filmiki pornograficzne w Internecie, ale nadal wszystko było dla mnie OK.

W drugiej klasie gimnazjum nastąpił dla mnie pewien przełom. Zaczęłam przygotowywać się do przyjęcia sakramentu Bierzmowania. Od dziecka byłam wychowywana w katolickiej rodzinie, ale dopiero wtedy w gimnazjum poczułam naprawdę silną więź z Bogiem i jednocześnie na spotkaniach do Bierzmowania, dowiedziałam się, że masturbacja i oglądanie pornografii w Internecie jest grzechem ciężkim. Wtedy poczułam się fatalnie. Jednak udało mi się to przezwyciężyć i poszłam do Spowiedzi Św. Niestety, nie udało mi się całkowicie odejść od masturbacji. I tak, co jakiś czas spowiadałam się z tego samego grzechu jakim jest samogwałt. Jednak mimo świadomości, że masturbacja jest grzechem, nadal to robiłam, ale jakoś nie czułam z tego powodu większego dyskomfortu. Z biegiem czasu zaczęłam zauważać, że coś jest nie tak. Zaczęłam szukać każdej możliwej okazji, by tylko zaspokoić swoje potrzeby. Cieszyłam się, gdy zostawałam sama w domu, bo mogłam wejść w Internet, włączyć film pornograficzny i uprawiać samogwałt. Tak było przez kilka miesięcy.

Odkąd poszłam do liceum, znów zaczęłam czuć się fatalnie, ale teraz już za każdym razem, gdy się masturbowałam. Czułam, że nie powinnam tak robić, ale mimo to, co jakiś czas do tego wracałam. Znów zaczęłam czuć, że wiara jest dla mnie ważna, i że to co robię jest z nią niezgodne, ale nadal co jakiś czas wracałam do masturbacji. I tak aż do teraz. Bardzo źle czuję się, kiedy to robię, ale czasami nie potrafię się opanować. Zauważyłam, że to jest dla mnie takie błędne koło - po masturbacji okropnie się czuję, ale gdy okropnie się czuję i mam zły nastrój - wracam do masturbacji. Tak wygląda mój pierwszy problem. Nie wiem, czy powinnam do państwa o tym pisać, może to bardziej pytanie skierowane do księdza, ale nie spotkałam jeszcze w Internecie strony, na której mogłabym w ten sposób zadać pytanie księdzu, dlatego zdecydowałam się napisać do państwa. Może jest jakiś sposób, by uwolnić się od masturbacji? Bo mimo że się staram, to nie bardzo mi to wychodzi.

Kolejnym moim problemem jest mój brak wiary w siebie. Nie wiem, czy to wynika z tego, co opisałam wcześniej, ale może w jakiś sposób się łączy... Otóż, nigdy nie należałam do osób szczupłych. W przedszkolu i szkole podstawowej dzieci wołały na mnie "grubas" itp. Było mi przykro, ale nic z tym nie robiłam, właściwie chyba nie do końca zdawałam sobie sprawę ze swojej sytuacji. Przełom nastąpił w 6 klasie szkoły podstawowej. Było to w 2007 roku, w styczniu zaczęłam się odchudzać. Jadłam tylko dwa posiłki dziennie - śniadanie i obiad, żadnych słodyczy ani dojadania między tymi dwoma posiłkami, a do tego codziennie ćwiczyłam na rowerku stacjonarnym. Chudłam w oczach, a ludzie zaczęli prawić mi komplementy itd. Przyznam, że bardzo mi to odpowiadało i byłam z tego bardzo zadowolona. Ale kiedy osiągnęłam wagę poniżej 50 kg, przestałam się odchudzać, dbać o swój wygląd. Zaczęłam jeść "normalnie", tzn. nie odmawiałam już sobie słodyczy, a zamiast dwóch posiłków dziennie, jadłam 7. Do gimnazjum udało mi się wejść jeszcze z dość fajną figurą, ale potem zaczął się efekt jo-jo i zaczęłam przybierać na wadze. Potem kilka razy jeszcze próbowałam się odchudzać, ale już nie udało mi się osiągnąć takiego efektu jak za pierwszym razem. Teraz znów jestem otyła, jest mi z tym źle, nie mam ochoty kupować ubrań (choć rodzice często chcą mnie zabierać na zakupy), bo uważam, że mam za duży rozmiar, czuje się źle, gdy widzę inne szczuplejsze dziewczyny oglądające ciuchy w tym samym sklepie co ja. Dlatego też unikam zakupów jak ognia. Zbliża się lato, wyjeżdżam z rodzicami nad morze na kilka dni i chciałabym wyglądać zgrabniej, ale już się tego boję, bo chyba już brakuje mi sił, aby się odchudzać. Może pomogą mi państwo dobrać jakąś dietę dla osób w moim wieku, abym mogła schudnąć?

Kolejny mój problem dotyczy nauki. Odkąd pamiętam byłam wzorową uczennicą. W przedszkolu pierwsza nauczyłam się czytać i pisać, a potem w szkole zawsze miałam najlepsze oceny z każdego przedmiotu, i tak było do 3 klasy gimnazjum. W liceum wszystko się zmieniło. Z bardzo dobrej uczennicy stałam się przeciętną. Zamiast 5 i 6 w moim dzienniczku zaczęły się pojawiać 3,2 a nawet kilka 1. Dodam, że przez całą podstawówkę i gimnazjum rodzice cały czas powtarzali mi, że mam się uczyć, bo w przeciwnym razie będę nikim itd. Nie wiem czy to właśnie to powodowało, że dobrze się uczyłam, ale faktycznie moje wyniki w nauce były wręcz fantastyczne, a koledzy i koleżanki z klasy bardzo mi tego zazdrościli. Bycie dobrą uczennicą mi pasowało, ciągłe pochwały, najlepsze oceny itd., wydaje mi się, że sama nauka jakoś bardziej wchodziła mi do głowy. Jak już pisałam - w licem się to zmieniło. Tłumaczyłam sobie to tym,że przecież to już wyższy poziom itd., ale zaczęłam kompletnie tracić wiarę w siebie. W podstawówce i gimnazjum rodzice wyzywali mnie, gdy zdarzało mi się przynieść ocenę niższą niż 5, na szczęście w liceum trochę przystopowali, ale mimo wszystko nadal katują mnie nakazami, że mam się uczyć. A ja czuję, że na to już też nie mam siły. Jestem beznadziejna, nie potrafię nauczyć się już tak dobrze jak kiedyś. Co mam robić?!

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze nieśmiałość. Chociaż właściwie nie wiem, czy można to nazwać nieśmiałością, no ale mam pewien problem w kontaktach z innymi ludźmi. Najpierw zauważyłam trudności w kontaktach z nauczycielami w szkole. Kiedy w liceum odpowiedzi ustne stały się codziennością, zupełnie nie potrafiłam się w tym odnaleźć. Niby uczyłam się na każdą odpowiedź ustną, ale kiedy nauczyciel brał mnie do odpowiedzi, po prostu zamierałam. Serce waliło mi jak oszalałe, robiłam się czerwona, zasychało mi w ustach, zaczynały dygotać mi nogi i ręce. Przy tym zapominałam połowy materiału i zawsze dostawałam gorsze oceny. Odpowiedzi ustne to dla mnie istna katorga. Już wolałabym codziennie pisać kartkówkę niż odpowiadać! Ale nawet w zwykłych kontaktach uczeń-nauczyciel, kiedy trzeba o coś zapytać, poprosić, mam z tym problem. Nie wiem jak zacząć rozmowę, i znowu zaczynam się denerwować, że muszę w ogóle się odezwać. Nawet w kontaktach z rówieśnikami odczuwam pewien dyskomfort. Koleżanki z klasy są odważne, bystre, a ja jestem taką cichą, szarą myszką. Mama mi mówi, że też mam taka być, bo inaczej niczego w życiu nie osiągnę, ale ja nie umiem być taka jak one. Co mam zrobić, że jestem taka nieśmiała?

Poza tym jestem zbyt nerwowa osobą. Ostatnio wszystko mnie denerwuje. Mam wrażenie, że nikt mnie nie rozumie. W domu często wybuchają jakieś niezrozumiałe kłótnie, bo rodzice w sumie też są nerwowi. Moja babcia ma 84 lata, mieszka z nami i ma kłopoty z pamięcią. Bierze dużo lekarstw, ale niektóre może brać tylko rano, inne tylko wieczorem. Chcemy jej z mamą w tym pomóc, bo wiele razy już zdarzało się, że myliła się w braniu tych lekarstw, chciała brać wieczorem, te które powinna brać rano i odwrotnie. Niestety, babcia nie potrafi przyznać się przed samą sobą, że ma problem z pamięcią i obwinia o wszystko nas. Krzyczy na nas, że mamy się nie wtrącać, że ona nie jest głupia... Mam już tego dosyć! Chcemy jej pomóc, a ona nie chce nam tego ułatwić. Co powinnam zrobić w takiej sytuacji?! Proszę o szybką odpowiedź, bardzo zależy mi na konsultacji.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak pozbyć się poczucia beznadziei?

Witam, mam 17 lat i w sumie od dłuższego czasu, jakiś 5 miesięcy nie mogę się skupić na nauce. Kiedy próbuję się uczyć myśli mi uciekają głównie do wszystkich negatywnych rzeczy, które mi się przytrafiły. Wtedy czuję się jak w...

Witam, mam 17 lat i w sumie od dłuższego czasu, jakiś 5 miesięcy nie mogę się skupić na nauce. Kiedy próbuję się uczyć myśli mi uciekają głównie do wszystkich negatywnych rzeczy, które mi się przytrafiły. Wtedy czuję się jak w jakimś amoku, kręci mi się w głowie i czuję się tak bardzo beznadziejna, że nic nie umiem, do niczego się nie nadaję. Czasem też tak mam po przeżyciu dużego stresu. Przeszło mi to na czas, kiedy miałam chłopaka i zapomniałam o przeszłości, w której zostałam w pewnym stopniu wykorzystana seksualnie właśnie 5 miesięcy temu. Ale chłopak mnie zostawił i to wróciło, ten brak skupienia, a teraz jest czas poprawiania ocen itp. A jest tak trudno...

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jąkanie, niska samoocena i smutek

Witam, mam problem, zaczęło się to od ostatniej klasy podstawówki. Wiedziałem wtedy, że coś dzieje się nie tak ze mną. Mój brat trochę się jąka. Nie zdawałem sobie sprawy, że mnie też może to czekać. Wówczas właśnie pierwszy raz się...

Witam, mam problem, zaczęło się to od ostatniej klasy podstawówki. Wiedziałem wtedy, że coś dzieje się nie tak ze mną. Mój brat trochę się jąka. Nie zdawałem sobie sprawy, że mnie też może to czekać. Wówczas właśnie pierwszy raz się zająknąłem, potem z biegiem lat było już coraz to gorzej. Bałem się cokolwiek zrobić, bo bałem się, że mi nie wyjdzie. Zaczęły mi się pojawiać męty ciała szklistego i jest ich coraz to więcej, a obecnie mój stan coraz to bardziej się pogarsza, jestem ciągle śpiący (mimo że sypiam od 7-8 godzin), zamyślony, mam problemy ze zrozumieniem tego co inni do mnie mówią, brak pamięci, zapominam słowa, które niedawno powiedziałem, brak koncentracji, myślenie jest fatalne i bardzo spowolnione, mam niskie mniemanie o sobie, czuję się bezwartościowy, niepotrzebny.

Czasami mam myśli typu: nie jestem potrzebny na tym świecie, tylko się męczę, a ponadto lęk przed jakimś zadaniem w pracy, gdyż od razu skazuję się na porażkę i gdy już mi coś nie wyjdzie, wówczas jest coraz to gorzej i cały dzień mam nieudany i smutny. Proszę o pomoc, bo ja naprawdę się męczę. :(

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak odnaleźć się w nowej szkole?

Witam, mam 16 lat, obecnie przeniosłam się z liceum, które znajduje się w szkole, gdzie chodziłam już do gimnazjum, do innej, dość prestiżowej szkoły. Mimo że miałam w klasie przyjaciółkę, byłam przewodniczącą i znałam prawie wszystkich, to nie czułam się...

Witam, mam 16 lat, obecnie przeniosłam się z liceum, które znajduje się w szkole, gdzie chodziłam już do gimnazjum, do innej, dość prestiżowej szkoły. Mimo że miałam w klasie przyjaciółkę, byłam przewodniczącą i znałam prawie wszystkich, to nie czułam się tam dobrze. Nie mieliśmy już takiej paczki, jaką tworzyliśmy w gimnazjum, brakowało mi nowych wyzwań, nie mogłam się zmienić, bo wszyscy mnie już znali. Wracałam do domu, czasami płakałam, bolał mnie brzuch.

W nowej szkole jestem od tygodnia. W pierwszy dzień było trudno, ale większość ludzi okazała się miła. W następnie 2 dni było wprost rewelacyjnie! Zakochałam się w nowej klasie. Jest tu grupa bardzo spokojnych dziewczyn, które są strasznie miłe i pomocne, ale spędzając czas w ich towarzystwie nie czułam się zbyt dobrze (z natury jestem osobą otwartą, pomysłową, zwariowaną, uśmiechniętą, wrażliwą, trochę dziecinną). Jest też grupa bardziej zwariowanych osób, z którymi czułam się świetnie i mogłam być sobą. Była też taka dziewczyna M., która ujęła mnie swoją otwartością i radością życia, przegadała ze mną chyba z 2 lekcje.

Co prawda są tam też grupki (tzw. elity), dość zmanierowane, które niezbyt mnie polubiły, ale specjalnie się tym nie przejęłam. No, może w 1 dzień, gdy usunęły mnie z grupy klasy na facebooku. Niestety, po 2 dniach M. zachorowała. Zachorowała również jedna z najbardziej sympatycznych osób z grupy zwariowanych, (I.), która chętnie mnie do nich zapraszała i sprawiała, że w klasie panowała atmosfera, bliska mojemu zachowaniu. Przyszła za to do szkoły jej przyjaciółka. Miła, ale jakoś niezbyt dobrze spędzało mi się z nią czas. Przytłoczyła mnie swoją pewnością siebie. Bardziej chciała mówić o sobie niż poznać mnie, ale przynajmniej była dość sympatyczna.

Przyszła jeszcze taka bardzo ładna dziewczyna, nie odezwała się do mnie ani słowem. Bez tych 2 osób (M. i I.) czuję się w szkole źle i samotnie. Inni już nie są dla mnie tak sympatyczni (chociaż byli, gdy były one). Niektórzy się mnie trochę wstydzą, boją się ze mną dłużej rozmawiać, a ja nie mogę być sobą. Nic prawie nie jem, nie uśmiecham się. Na początku miałam na wszystko ochotę, byłam w siódmym niebie, teraz nie mogę się nawet uczyć, ani robić coś innego. Ludzie, których wcześniej ubóstwiałam, stali się bardziej oddaleni i zdystansowani. Nie są już dla mnie tak mili. Bez I. na przerwach już nie śpiewamy, nie tańczymy, a bez M. czuję się samotna.

Teraz są ferie, więc trochę odpocznę. Mam nadzieję, że po feriach, gdy wrócą te 2 osoby znów będzie tak wspaniale. A jeśli się zmienią, gdyż to był tylko tzw. szał poznawania? A jeśli ta jedna zajmie się swą przyjaciółką? Czy atmosfera i moje samopoczucie w klasie może się tak radykalnie zmieniać przez 2 osoby? Czy ich nastawienie do mnie może się zmienić? Co zrobić, aby czuć się dobrze, a nie być zbyt nachalna? Błagam, o szybką i rzetelną odpowiedź. Pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Mówienie i poruszanie się przez sen

Witam! Mój problem to zaburzenia snu. Od dawna (nie każdej nocy) budzę się z kołtunami na włosach i to jest oznaką, że właśnie tej nocy, wykonywałam dziwne, nieskoordynowane ruchy (inaczej tłukłam się). Obecnie przy partnerze czuję mały dyskomfort, gdyż...

Witam! Mój problem to zaburzenia snu. Od dawna (nie każdej nocy) budzę się z kołtunami na włosach i to jest oznaką, że właśnie tej nocy, wykonywałam dziwne, nieskoordynowane ruchy (inaczej tłukłam się). Obecnie przy partnerze czuję mały dyskomfort, gdyż mogę go w nocy uderzyć z łokcia, gdy leży obok mnie, nieumyślnie, oczywiście (czasami również wypowiadam różne słowa przy tych odruchów, np. jęki, sapanie, mlaskanie itp.). Wiem, że czytając tego maila, brzmi to bardzo dziwnie, jednak zastanawiam się czy można temu zaradzić, przespać spokojnie całą noc przy boku bliskiej osoby. Pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Joanna Gładczak
Lek. Joanna Gładczak
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Trudności z obudzeniem się

Mój chłopak ma problem z organizacją swojego czasu, więc gdy w nocy nie kładł się długo spać, przez długi czas kładłam to na karb lenistwa raczej, a nie istotnego problemu. Ostatnio jednak, jeśli się go gwałtownie nie wybudzi, potrafi spać...

Mój chłopak ma problem z organizacją swojego czasu, więc gdy w nocy nie kładł się długo spać, przez długi czas kładłam to na karb lenistwa raczej, a nie istotnego problemu. Ostatnio jednak, jeśli się go gwałtownie nie wybudzi, potrafi spać praktycznie bez końca. Już tylko chyba ze względu na mnie wstanie około 19-20. Gdy już naprawdę trzeba gdzieś wyjść, muszę go budzić różnymi sposobami, często reaguje na to dość nerwowo. Od prośby do groźby, ustawiania różnych budzików, wycierania twarzy ciepłym ręcznikiem - już mnie to strasznie męczy. On ma świadomość, że utrudnia mu to życie, robi postanowienia - wszystko na nic. Jedną z metod, jakie ostatnio wymyślił, to że jeśli nie będzie spał dwa dni z rzędu, to wtedy zmęczony położy się o dobrej godzinie - zazwyczaj koło 8-9 rano zasypia jednak na fotelu. Czy może być to jakiś problem biologiczny czy po prostu brak charakteru?

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Joanna Gładczak
Lek. Joanna Gładczak
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak zwalczyć niechęć do ludzi?

Mam 28 lat, pracuję, jestem w związku. Ja również mam problem z ludźmi. Nie lubię ich po prostu. Mój chłopak z kolei jest bardzo towarzyski i często ma do mnie żal, że nie znoszę niektórych jego znajomych. On podchodzi bardzo...

Mam 28 lat, pracuję, jestem w związku. Ja również mam problem z ludźmi. Nie lubię ich po prostu. Mój chłopak z kolei jest bardzo towarzyski i często ma do mnie żal, że nie znoszę niektórych jego znajomych. On podchodzi bardzo bezkrytycznie do ludzi, ma różnych znajomych i w zależności od tego z kim się spotyka, zachowuje się inaczej. To mnie denerwuje, bo często udaje kogoś kim nie jest tylko po to, aby utrzymać daną znajomość. Ja z kolei nie lubię udawać, ludziom których nie lubię jawnie okazuję wrogość i nie mam ochoty spotykać się z osobami, które nie akceptują mnie takiej jaką jestem. Nie umiem odnaleźć się w towarzystwie nowych osób. Mam wrażenie, nie zaakceptują mnie i niestety często tak jest. Nie zawsze tak było, w czasach liceum i studiów byłam bardzo otwarta na ludzi, jeżeli dowiadywałam się, że ktoś mnie nie lubi to byłam zrozpaczona. Teraz sytuacja się odwróciła o 180 stopni - nie interesuję się ludźmi i ich problemami (chyba, że chodzi o wąskie grono moich przyjaciół i rodzinę). Taki też wrażenie miał mój chłopak, kiedy pierwszy raz mnie spotkał - że mam wszystko i wszystkich gdzieś.

Ostatnimi czasy mam nawet problem z wychodzeniem na imprezy i inne wydarzenia, gdzie mam spotkać dużo ludzi - mam poczucie zagrożenia (choć zupełnie nie rozumiem dlaczego). Nie chce mi się wychodzić z domu, jak tylko jest zaproszenia na wyjście np. na piwo, to od razu szukam wymówki, mimo że nie mam nic konkretnego do robienia. Jestem też apatyczna, kiedyś byłam też aktywna fizycznie, a teraz nawet wyjście na siłownie stanowi duży problem. Mam wrażenie, że jest coraz gorzej. Wpływa to negatywnie na mój związek, bo mój chłopak nie może pogodzić się z faktem, że nie znoszę kilku jego przyjaciół - osób bardzo mu bliskich, z którymi nie chcę się widywać, nie ma mowy o wspólnych wyjazdach weekendowych czy wakacjach. Z jednej strony on stara się szanować moje zdanie, z drugiej wiem że na dłuższą metę będzie to problemem i nasz związek może tego nie przetrwać. Od czasu do czasu twardo postanawiam sobie poprawę, staram się zmienić nastawienie, ale efekt jest albo mizerny, albo wręcz odwrotny od zamierzonego... i jest jeszcze gorzej. Czy ja potrzebuję jakiejś terapii, pomocy specjalisty? Ta sytuacja jest męcząca też dla mnie, czuję dużo złej energii i emocji w sobie przez co często dochodzi do konfliktów z moimi bliskimi. Nie wiem, co robić. Zawsze byłam trudna, ale mam wrażenie, że ostatnimi czasy wszystko się pogłębia.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak odnaleźć szczęście w związku przebywając za granicą?

Witam, mam 21 lat. Może zacznę od początku, w dzieciństwie w szkole miałam problem z rówieśnikami, często mnie prześladowali, przezywali ze względu na mój nietypowy wygląd. Przez cały okres szkolny, od podstawówki niemalże do liceum (choć tam najmniej) byłam przezywana...

Witam, mam 21 lat. Może zacznę od początku, w dzieciństwie w szkole miałam problem z rówieśnikami, często mnie prześladowali, przezywali ze względu na mój nietypowy wygląd. Przez cały okres szkolny, od podstawówki niemalże do liceum (choć tam najmniej) byłam przezywana i to bardzo mnie dotykało, miałam niską samoocenę. Przez to do teraz został mi taki odruch, że jak ktoś na mnie patrzy nieznajomy i się śmieje albo pokazuje mnie drugiej osobie, myślę od razu, że mnie wyśmiewają i mi bardzo przykro. W dzieciństwie dotknął mnie również rozwód rodziców, który też ciężko przeszłam. Rodzice rozstali się przez chorobliwą zazdrość i nerwowość mamy, które niestety odziedziczyłam. W późniejszym dzieciństwie żyło mi się bardzo dobrze, było nas stać na zagraniczne wakacje co roku i nie musiałam się o nic martwić, jeśli chodzi o sprawy finansowe itp. Jako nastolatka często byłam odrzucana przez chłopców i też myślałam, że to wina mojego wyglądu. Później poznałam kogoś, kogo pokochałam, z kim wyjechałam za granicę, żeby zarobić i odłożyć pieniądze. Niestety ten ktoś też ma ciężki charakter, jest uparty, czasem wydaje mi się, że w ciężkich chwilach, jak płaczę nie daje mi w ogóle ciepła, jest oschły wtedy. W Polsce mieszkałam w dużym mieście, miałam wiele możliwości jak spędzać czas, nie trzeba mi było dużo chodzić od pracy, ponieważ rodzice pokrywali koszta i wiedziałam, że mogę na nich liczyć, jednak przyszedł czas, kiedy chciałam sama coś odłożyć i pojechaliśmy z chłopakiem za granicę. Tutaj mieszkamy w miasteczku o wiele mniejszym niż w Polsce , poza pracą spotykamy się ze znajomymi i ciągle robimy te same rzeczy. Praca jest fizyczna, więc czasami mnie wszystko boli i nie mam na nic ochoty. Pracujemy na nocną zmianę, więc nawet jak wstajemy po pracy to wszystko jest już zamknięte. Anglia również ma swój specyficzny, przygnębiający klimat, który mnie zasmuca. Bardzo tęsknie za rodziną w Polsce, za beztroskimi czasami. Czasem myślę, że siedząc tutaj dużo mnie omija, boję się, że komuś się w Polsce coś stanie, a mnie przy nim nie będzie. Czuję się bardzo niepotrzebna. Mój chłopak ode mnie wymaga żebym większość rzeczy w domu robiła, tzn. sprzątała, gotowała. Niestety nie umiem gotować, co go denerwuje, a jak coś spróbuję zrobić i mi nie wyjdzie to i ja się załamuję i on jest zawiedziony i czuję się taka bezużyteczna, że nic nie potrafię. Jestem bardzo nerwowa, byłam o niego kiedyś zazdrosna, ale już mi troszkę przeszło. Między mną a chłopakiem też się od czasu wyjazdu pogorszyło. Ja nie jestem tu szczęśliwa, ale chciałabym jeszcze troszkę popracować i odłożyć pieniądze tym bardziej, że dostaliśmy tu stałą, dobrze płatną pracę, którą szkoda by było od tak rzucić. Z chłopakiem rzadko uprawiamy miłość fizyczną, ponieważ ja już nie czuję pożądania, jestem strasznie sztywna, nie umiem sie wyluzować, nigdy nie miałam orgazmu. Jak się kochamy to ja nic nie czuję. Po prostu czułości mnie drażnią. Rzadko kiedy się już dotykamy. Chciałabym żeby między nami było lepiej, ale nie umiem czasem zapanować nad swoimi nerwami, czuję się brzydka, nie czuję pożądania w sobie, namiętności nic. Czuję tylko smutek, tęsknotę, chęć dobrego, bogatego życia, chęć kochania i bycia kochanym, czuję że jestem bezużyteczna, niepotrzebna. Ostatnio często płaczę bez powodu, bardzo często. Nie potrafię sobie radzić z emocjami, potrzebuję pomocy. Niedługo jadę do Polski i chciałabym pójść do jakiegoś dobrego specjalisty i coś ze sobą zrobić, bo tak nie może być. Proszę o radę, co powinnam robić? jak sobie radzić? Do kogo się zwrócić w Polsce? Najbardziej chciałabym uzyskać odpowiedź z tym, co mam robić, żeby nie być już tak nerwowa i żeby odzyskać pewność siebie, pożądanie? Bardzo proszę o odpowiedź. Z góry dziękuję.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Życie w stresie i samotność

Witam! W tym roku skończę 41 lat. Aby przedstawić swój stan, muszę opowiedzieć o tym co się działo przez ostanie kilka lat. W marcu 2005 roku zwolniłem się z pracy w celu rozwijania własnej działalności gospodarczej. Działałem z wielką wiarą...

Witam! W tym roku skończę 41 lat. Aby przedstawić swój stan, muszę opowiedzieć o tym co się działo przez ostanie kilka lat. W marcu 2005 roku zwolniłem się z pracy w celu rozwijania własnej działalności gospodarczej. Działałem z wielką wiarą w sukces, co niestety nie przekładało się na korzyści finansowe. To z kolei powodowało, że pogrążałem się w długach. Największy kryzys przyszedł od połowy 2007 roku do połowy 2008 roku. Doszedłem do poziomu ogromnego zadłużenia około 120 tys. zł, ale z wielką wiarą na szybkie odbicie.

W 2008 roku działania marketingowe i zdobywanie rynku zaowocowało otrzymaniem dużej liczby zamówień do zrealizowania - aby się wywiązać z otrzymanych zadań, przez wiele tygodni pracowałem w wielkim napięciu, niewiele sypiając. Zasypiałem z bijącym sercem i po kilku godzinach 4-5 godzin budziłem się w stresie z koniecznością realizowania zadań, których się podjąłem. Trud się opłacił, odniosłem sukces - znalazłem uznanie klientów. Działalność zaczęła przynosić całkiem niezłe dochody. Mogłem pracować mniej za lepsze pieniądze, jednak praca odbywała się (i odbywa) zrywami. Jest okres intensywnej pracy - kilka tygodni i czas spokojniejszy. Myślę, że doprowadziłem się do stanu znerwicowania, co powoduje, że obawiam się podejmowania nowych wyzwań i brania na siebie zbyt dużej ilości pracy.

Moja skłonność do ryzyka zanikła, co z kolei może doprowadzić utraty niepewnych dochodów. A wizja utraty dochodów i powrót do problemów z początku 2008 roku powoduje lęk. Obawiam się, że w przypadku podjęcia takich zobowiązań jak w 2008 roku – nie byłbym w stanie teraz ich zrealizować. Przez cały czas utrzymuje mi się wysokie tętno, w zeszłym roku zacząłem mierzyć ciśnienie, które czasem przekracza normy. Byłem z tym u lekarza, zrobiłem badania, które wskazały, że jestem zdrowy. Miałem lekką otyłość, około 102 kg wagi przy 180 cm wzrostu, spowodowaną stresem i niewłaściwym odżywianiem. Przez wiele lat odkładałem na bok życie prywatne w nadziei na odmianę losu. Tzn. że jak już osiągnę pewien status finansowy/zawodowy to będę mógł żyć spokojniej i cieszyć się życiem z kimś, komu by na mnie zależało. Z początkiem 2011 roku zacząłem odczuwać rezygnację. Doszedłem do wniosku, że to, o co się tyle lat starałem i tak nie ma znaczenia. Straciłem pomysł na resztę życia. Czuję się zmęczony.

Znalazłem sobie nowy cel - zrzucić tłuszcz i zadbać o sylwetkę. Kuracja (latem ubiegłego roku) przyniosła skutek, obecnie mam w pasie mniej 10-11 cm, ważę 93 kg. Jednak myślę, że zrobiłem z tego cel alternatywny z braku celu życiowego. Najlepiej funkcjonuję w okresach umiarkowanego obciążenia pracą, ale są dni, w których nie mam nic pilnego do wykonania i które powinienem poświęcić na rozwój - a przynajmniej na planowanie przyszłości. Jednak zamiast tego - czas zajmuje mi użalanie się nad sobą i jednocześnie lęk, że wkrótce spadnie na mnie ogrom pracy do wykonania. Szczególnie ciężko jest w poniedziałki - często źle śpię w nocy z niedzieli na poniedziałek. Od dłuższego czasu nie pracuję w weekendy, robiąc sobie wolne, które przedłuża się na poniedziałek. Na pewno sytuacji nie pomaga fakt, że pracuję w domu. Gdy rozpoczynałem własną działalność - czasem stosowałem piwo, jako lek na stres, aby doznać odprężenia. Z czasem zażywałem więcej alkoholu - oczywiście kontrolując sytuację i nie pozwalając na to by zaniedbać pracę. Stąd też rozwój otyłości.

Stosując dietę i ćwiczenia fizyczne odstawiłem alkohol, co jednak nie poprawiło nastroju. Pracuję samodzielnie i nie mam za bardzo z kim rozmawiać o moich codziennych problemach, aby odreagować. Czy stan, w jakim się znajduję, wymaga interwencji? Czy i w jaki sposób można sobie z tym poradzić? Aby odzyskać wiarę przyszłość i chęć do działania.

odpowiada 2 ekspertów:
Dr n. med. Aneta Kościołek
Dr n. med. Aneta Kościołek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Co zrobić, by koleżanka przestała mi dokuczać?

Proszę pani mam problem, bo moja nie koleżanka ciągle mi dokucza. Raz gdy poszliśmy do parku bawiliśmy się w chowanego, ona uciekła i zostaje sama. A na obiadach ona zawsze siada obok mnie i zabiera mi jedzenie, a czasem jak...

Proszę pani mam problem, bo moja nie koleżanka ciągle mi dokucza. Raz gdy poszliśmy do parku bawiliśmy się w chowanego, ona uciekła i zostaje sama. A na obiadach ona zawsze siada obok mnie i zabiera mi jedzenie, a czasem jak pomylę się i powiem nie to słowo to się śmieje i rozpowiada całej klasie, wszyscy się śmieją. Już się skarżyłam do pani do wychowawczyni, a pani była po jej stronie i w ogóle cała klasa jest taka. Ja mam dopiero 10 lat. Jak sobie poradzić? Proszę o odpowiedź. Dziękuję z góry!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak pozbyć się poczucia niskiej wartości?

Witam, 26 i pół roku i od zawsze było ze mną coś nie tak. Obecnie mój stan na tyle się pogorszył, że poprzez kolejne irracjonalne decyzje i zachowanie niszczę sobie życie, przyszłość, współżycie z innymi ludźmi. Boję się, że to...

Witam, 26 i pół roku i od zawsze było ze mną coś nie tak. Obecnie mój stan na tyle się pogorszył, że poprzez kolejne irracjonalne decyzje i zachowanie niszczę sobie życie, przyszłość, współżycie z innymi ludźmi. Boję się, że to depresja, która objawia się ogromnym lękiem przed nowym, odpowiedzialnością, ugrzęzłam w mentalności dziecka - nie mogę (i chyba podświadomie też nie chcę) wyjść z tego stanu...

Wychowywałam się w normalnej rodzinie, na wsi, wiem, że rodzice bardzo mnie kochają, choć jako dziecko nie doznawałam pochwał, przytulania itp. - staromodny model wychowania (moi rodzice mogliby być moimi dziadkami). Gdy miałam 6 lat zmarł nagle mój 17-letni brat i od tego czasu mama odsunęła się od nas, przechodziła nieleczone stany depresyjne. Poprawiło się po kilku latach. Już w podstawówce czułam się gorsza, kiedyś tata porównywał mnie z moją koleżanką - sąsiadką (była ładniejsza, szczuplejsza itp.), że ona to jest pracowita itp. Nie potrafiłam nawiązywać kontaktów z chłopakami, byłam bardzo nieśmiała.

Jestem najmłodszym dzieckiem w rodzinie, od zawsze pokładane były we mnie największe nadzieje, że mam się uczyć, iść na studia itp. Poszłam do dobrego liceum z internatem, pomimo że rodzicom było wtedy nie najlepiej finansowo. Nie musiałam się martwić niczym oprócz nauki. Przez całe 4 lata odgradzałam się od kolegów z klasy (miałam kompleksy, że jestem ze wsi, nie mam takich zainteresowań itp.), jedynie w internacie czułam się dobrze i sobą. Zawsze jednak w stosunku do chłopaków miałam dziwny dystans, umyślnie unikałam bliższych relacji bojąc się, że ktoś mnie zrani itp.

Mijały lata, a ja nadal byłam sama - na granicy dziecka i kobiety. W towarzystwie nie mogłam nawiązać normalnych relacji, w głowie od razu rodziła mi się myśl, że nie mam zbyt wiele do zaoferowania itp. Przez licencjat mieszkałam u siostry i jej rodziny, potem przez 2 lata u rodziców w rodzinnej wsi (miałam raka tarczycy, 2 operacje, już jest ok) było mi tam dobrze w zasadzie, czułam się bezpiecznie zawieszona w czasoprzestrzeni. W 2011 r. zdecydowałam się na przeniesienie do Warszawy i skończenie studiów. I moje stany niepewności, lęków i braku pewności siebie zaczęły się drastycznie pogłębiać. Odgradzałam sie murem od ludzi z pracy, prawie z nimi nie rozmawiałam, bojąc się kompromitacji. Męczyłam się z sobą okropnie, non stop w głowie plątanina myśli, stany radości i skrajnego smutku, analizowanie po 1000 razy różnych spraw. Po 1 roku MSU rzuciłam je, uważając, że to nie to (podświadomie bałam się, że nie dam rady zaliczyć 2 poprawek, że to ponad moje siły), zmieniłam na inne studia, które miały być skrojone na mnie. Jestem na 2 semestrze, I MSU i chcę je rzucić (także rozczarowanie i lęk przez niepodołaniem w nauce), wrócić do rodzinnego domu, gdzie przecież nic mnie nie czeka.

W pracy, którą zmieniłam na gorzej płatną, (1/2 etatu) ale adekwatną do kierunku studiów, zawalam coraz gorzej. Szef dał mi szansę, choć nie miałam doświadczenia, a ja wracając do domu nic nie robię, nie dokształcam się do pracy, tylko jem i leżę pod kołdrą, bo przecież i tak się niczego nie nauczę i mnie zwolnią. Nie rozmawiam z ludźmi, często boli mnie głowa z lęku przed tym co będzie, nie lubię siebie w lustrze, mam masakrycznie niskie poczucie własnej wartości. Panicznie boję się oceny i krytyki. Stworzyłam w głowie swój własny świat, w którym czuję sie bezpieczna, ale realne życie zawalam kompletnie.

Podświadomie bardzo potrzebuję miłości, byłabym w stanie wziąć ślub z nowopoznanym facetem, gdyby tylko chciał, nie myśląc o konsekwencjach. Mam kompletnie poprzewracane priorytety życiowe, nie walczę o przyszłość. Momentami jest mi zupełnie obojętna. Czuję się głupsza, przerażenie ogarnia mnie, że mam zrobić pracę na studia, bo przecież nie dam rady. Chcę rzucić studia, pracę. Mam też myśli samobójcze momentami, ale nie są realne. Nie odważyłabym się. W ogóle nie płaczę, nie jestem w stanie zmusić się do łez, jakby wyschły bezpowrotnie. Byłam na dwóch konsultacjach u psychologa oraz warsztatach grupowych Pokochać siebie - o poczuciu własnej wartości, ale na zajęciach tych także czułam się gorsza, pominięta. Stawiam siebie w roli kozła ofiarnego. Z zazdrości zaczynam stawać się zawistna. To okropne. Co mi jest, proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Czy to było lunatykowanie?

Witam! W zeszłym tygodniu w nocy wstałam i poszłam do pokoju współlokatorów, położyłam się obok nich na łóżku i podobno byłam bardzo zdziwiona, gdy pytali się mnie co tu robię, po czym wróciłam do siebie i zasnęłam. Pamiętam jakieś przebłyski,...

Witam!

W zeszłym tygodniu w nocy wstałam i poszłam do pokoju współlokatorów, położyłam się obok nich na łóżku i podobno byłam bardzo zdziwiona, gdy pytali się mnie co tu robię, po czym wróciłam do siebie i zasnęłam. Pamiętam jakieś przebłyski, że wchodzę tam, kładę się, oni coś mówią, a ja wstaję. Potem ocknęłam się w pokoju i do rana byłam pewna, że to sen dopóki nie przyszła współlokatorka. To było moje pierwsze znane mi doświadczenie z lunatykowaniem. Dzisiaj w nocy natomiast, po około półtorej godziny snu obudziłam się i było mi strasznie zimno, okazało się, że okno poddaszowe w moim pokoju jest otwarte. Musiałam je sobie otworzyć, bo nikt inny tego z pewnością nie zrobił, ale nic nie pamiętam.

Dodatkowo od pierwszego z opisanych przypadków mam sny, które dzieją się w łóżku, w którym śnię. Tzn. są bardzo realistyczne, np. że śpię i nagle rozdzierają się mi spodnie, więc w pół śnie je zdejmuję, a rano okazuje się że to tylko sen. Nie wiem co się dzieje i czy to powód do zmartwień, więc pytam, tym bardziej, że często po alkoholu włącza mi sie dziwny tryb, żeby wychodzić z domu przez okna albo siadać na parapecie, nawet gdy jest to któreś piętro w bloku.

Mogę dodać, że trzy lata temu miałam atak padaczkowy z utratą przytomności wywołany przez światła stroboskopowe. Była to sytuacja pojedyncza, od tamtej pory unikam bardzo świateł, więc padaczki nie stwierdzono. Mam też torbiel w mózgu, ale jest ona bardzo mała i nie urosła od 3 lat, gdy po raz pierwszy zrobiono mi rezonans.

Czy może mi Pani powiedzieć, czy to jest normalne i czy powinnam z tym coś zrobić? Bo martwię się o swoje zdrowie i życie gdy kładę się spać, zastanawiam się nawet nad tym, żeby się przywiązać do czegoś, żeby mojemu uśpionemu mózgowi nie przyszedł na myśl skok z okna czy balkonu. Mam 20 lat i nigdy wcześniej nie zdarzało mi sie nic podobnego. Mój brat sporo lunatykował, gdy był mały, ale gdy podrósł to wszystko ustąpiło.

Pozdrawiam i czekam na odpowiedź z niecierpliwością.

odpowiada 2 ekspertów:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Czuję, że moje życie nie ma sensu

Witam! W tym roku kończę 20 lat. Moje życie mnie przytłacza, nie wiem co mam robić. Wszystko, co mnie otacza przeraża mnie. Codziennie rano wstaję i zadaję sobie pytanie, po co? Nie mam już siły od nowa się myć, malować,...

Witam! W tym roku kończę 20 lat. Moje życie mnie przytłacza, nie wiem co mam robić. Wszystko, co mnie otacza przeraża mnie. Codziennie rano wstaję i zadaję sobie pytanie, po co? Nie mam już siły od nowa się myć, malować, ubierać i wychodzić na studia. Studiuję położnictwo, jestem na 1 roku, chociaż tak naprawdę znalazłam się tu z przypadku, bo nie dostałam się na lekarski. Mam na roku ponad 60 dziewczyn i nie mam już do nich siły. Ciągle robią jakieś problemy, kłócą się, wyzywają, nikt nikomu nie pomaga, wszyscy pilnują tylko własnych spraw. Myślałam, że jak pójdę na studia to wszystko się zmieni, że ludzie będą dojrzali, serdeczni, szczególnie że jest to kierunek, gdzie będzie się pomagać ludziom. Więc przychodzę na te studia i właściwie z nikim nie rozmawiam, nie chcę się odzywać, bo ludzie uważają mnie za idiotkę, nie mam żadnych koleżanek, chłopaka. Siedzę cały dzień na uczelni, oczywiście śmieję się, uśmiecham, żeby nie odpychać od siebie ludzi potem wracam zmęczona do domu, gdzie słyszę od mojej rodziny, że jestem kompletnym nieudacznikiem, że jestem za głupia na lekarski i że wszyscy wiedzieli, że się tam nie dostanę. Dalej mówią mi, że jestem gorsza od mojego brata, że nic nie potrafię, wszystko robię źle. Zamykam się w swoim pokoju, włączam komputer, żeby sprawdzić, czy mam jakieś wiadomości, ale jak zwykle nikt się mną nie interesuje. Jestem już kompletnie zdołowana i włączam jakiś film, żeby choć na chwilę o tym wszystkim zapomnieć, przez chwilę nie czuć się tak strasznie samotną. Ale kiedy film się kończy wpadam w panikę, płaczę jakieś 2-3 godziny potem mi przechodzi i zaczynam brać się za naukę.

Nigdzie nie wychodzę, od roku nie widziałam swojego odbicia w lustrze, bo wiem, że jestem brzydka, omijam sklepy, bary i imprezy, żeby się nie dołować, żeby nie patrzeć na te wszystkie ładne dziewczyny, które mnie otaczają, na pary, szczęśliwych ludzi, którzy mają po co żyć, dla kogo. Moi przyjaciele, chłopak mnie zostawili, nikomu na mnie nie zależy. Wiem, że moje życie nie powinno tak wyglądać, już dawno zdałam sobie z tego sprawę, mój brak akceptacji siebie zaczął się już w podstawówce i cały czas żyłam nadzieją, że wszystko się zmieni, jak pójdę do gimnazjum, potem do liceum, na studia, ale z każdym rokiem jest coraz gorzej. Mam wrażenie, że wszystko co dobre mnie omija, że nigdy nie będę szczęśliwa. Mój cały tydzień jest przepełniony zajęciami, studiuję, chodzę na wolontariat, chór, pianino, ale to niczego nie zmienia, bo mam wrażenie, że nigdzie nie pasuję. Chodziłam już do psychologa (bezpłatnego), ale te spotkania nic mi nie dawały, miałam wrażenie, że on w ogóle nie rozumie o co mi chodzi, wychodziłam i dalej żyłam jak wcześniej, nic się nie zmieniło. Ja chcę to wszystko zmienić próbowałam już wszystkiego. Starałam się o tym nie myśleć, akceptować, robiłam już tak wiele. Na prywatnego psychologa mnie nie stać, nie wiem już co robić.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Życie w ciągłym stresie i lęku

Od lat mam problem ze stresem. Nigdy wśród ludzi nie mogłam go opanować. Czasami miałam okresy, ze mogłam być sobą. Byłam nieśmiała, z dobrymi wynikami w nauce. Problem zawsze miałam z asymilacją wśród rówieśnikami. Byłam płaczliwa, bałam się krytyki....

Od lat mam problem ze stresem. Nigdy wśród ludzi nie mogłam go opanować. Czasami miałam okresy, ze mogłam być sobą. Byłam nieśmiała, z dobrymi wynikami w nauce. Problem zawsze miałam z asymilacją wśród rówieśnikami. Byłam płaczliwa, bałam się krytyki. Jednak po jakimś czasie udało mi sie do niej przyzwyczaić. Gdy pojawiałam się w nowym towarzystwie, to jakieś pół roku byłam wygadana, potem nagle czułam, że nie mam już o czym rozmawiać. Odsuwałam się od nich. Po maturze poszłam na studia i tam znów pełna motywacji, zaaklimatyzowałam się wśród towarzystwa, ale znów po pół roku może trochę dłużej zacichłam. Jeszcze rzuciłam te studia. Poszłam do pracy, tu też na nowo się oswoiłam z nowymi ludźmi, jednak i tu tym razem znowu to samo, znowu zaczęłam się zamykać. Tym razem to i sie zakochałam i musiałam to utrzymywać w tajemnicy, jednak to się wydało. Potem gdy stwierdziłam, że znowu mój problem się pojawia, popadłam w depresję, przejmowałam się każdym błędem, w pewnym okresie czasu zaczęłam się z nich śmiać, ale to stało się głównym tematem, że coś mi nie wyszło.

Depresję miałam 4 lata temu, wyszłam z niej po ponad pół roku. Poszłam na inne studia, w międzyczasie pracowałam. Odnalazłam się w nowym towarzystwie i trwało to ponad 3 lata. Czułam się spokojnie, nie bałam się pójść do pracy. Jednak gdy skończyłam studia (za miesiąc mam obronę) dopadło mnie zmęczenie. Zaczynam zasypiać w pracy, plotę jakiegoś głupoty, mam problemy takie z pamięcią, że już nie wiem kiedy co mówiłam, jeśli w ogóle mówię. Mam obecnie chłopaka, nic nie stało na przeszkodzie by z nim układać sobie jakieś plany itp. Po prostu, by zmagać z problemami życia codziennego, a tu nagle nie pamiętam co mam mówić, przez ostanie miesiące nie potrafię już o niczym innym mówić, czuję że chyba wariuję, mam pustkę w głowie, chłopak próbuje nawiązać ze mną rozmowę a ja nic, spać nie mogę w nocy, często się budzę, jak już coś powiem to bełkoczę.

Idę za 3 dni na wesele z chłopakiem. Nie wiem jak mam tam się zachować, póki pamiętałam co mówić, to było ok, ale teraz to nie wiem o czym będę rozmawiała. Zaczęłam tylko mówić o sobie jak już co. Chciałabym poruszyć jakiś temat, ale już nie wiem jaki, po zaraz okaże, że nie pamiętam co o nim powiedzieć. Mam problemy z koncentracją, staję się drażliwa, ale staram sie to ukrywać, że jeszcze bardziej nie zrażać kogoś do mnie i tak wszyscy w pracy zauważyli, że coś ze mną nie tak. Czuję, że po tylu latach stresu, to już moja psychika tego nie wytrzyma. Chciałabym rozmawiać, ale nie mogę, czy ja już mogłam zgłupieć, znowu mam depresję. Dzieje się tak zawsze gdy nie mam już sił, pomysłu co dalej, o czym mówić, nie chcę stracić chłopaka, on w końcu uzna, że jestem po prostu głupia. Zatyka mnie i już nie wiem jak żyć dalej. Czuję, że tym razem to po proatu nie dam rady, bo sama nie wiem jaka jestem. Zawsze swoje zdanie uciszałam, inne było ważniejsze albo nie byłam wytrwała, by w nim trwać, może było wygodniej się podporządkować i robić jak druga osoba chcę, bo to już jest jakiś pomysł.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

W jaki sposób mogę podnieść poczucie własnej wartości?

Witam! Mam 20 lat i dość złożony problem. Kompletnie przestaję radzić sobie ze sobą i przestaję panować nad zamartwianiem się. Co chwilę moją głowę trapi nowy problem, przez co mam bardzo niestabilne samopoczucie. Na ogół jestem wesołą osobą, wrażliwą i...

Witam! Mam 20 lat i dość złożony problem. Kompletnie przestaję radzić sobie ze sobą i przestaję panować nad zamartwianiem się. Co chwilę moją głowę trapi nowy problem, przez co mam bardzo niestabilne samopoczucie. Na ogół jestem wesołą osobą, wrażliwą i empatyczną, choć ostatnio coraz rzadziej mnie cokolwiek cieszy. Wystarczy drobnostka by wyprowadzić mnie z równowagi i żebym wpadła w całodniowy "dołek". Moim problemem jest też niskie poczucie własnej wartości... Ciągle przyłapuję się na porównywaniu z innymi, pod każdym względem. Czy chodzi o wygląd, czy o sprawowanie w życiu, zawsze znajdę kogoś, kto jest lepszy. Mam też problem z wysłuchiwaniem krytyki na swój temat, często wtedy krzyczę bądź zamykam się w sobie. Ciągle myślę o tym, co inni myślą na mój temat, jak mnie osądzają... Boję się, że źle wypadnę w ich oczach. Dotyczy to szczególnie osób bliskich. Chcę być w ich oczach najlepsza, być bezbłędna, choć przecież sama wiem, że każdy ma prawo być niedoskonałym... Obwiniam się gdy na kogoś nakrzyczę, gdy powiem coś niemiłego. Staram się hamować swoją złość, ale ona i tak wychodzi, tylko w najmniej oczekiwanych sytuacjach. Smutkowi daję ujście, niestety w postaci całodniowego zamknięcia się w domu, płakania i łykania tabletek uspokajających.

Chciałabym lepiej radzić sobie z emocjami, w ogóle z życiem i mam wrażenie, że jestem w tym wszystkim beznadziejna, cokolwiek bym nie robiła, jakkolwiek bym nie walczyła o siebie. Wiem, że odnoszę wiele osobistych sukcesów, jak np. dostanie się na wymarzone studia, ale nie potrafię tego docenić(?). Wymyślam sobie za to inne rzeczy, w których dobra nie jestem. Mam tendencję do lękania się zrobienia czegoś po raz pierwszy, a później do wycofywania się z działania, poddawania się i uciekania od konfrontacji z problemem. Ostatnio podjęłam decyzję o zaniechaniu zdawania egzaminu na prawo jazdy (po raz kolejny). Stwierdziłam, że zrobię je kiedyś i znalazłam milion powodów, dla których była to dobra decyzja... Być może była, bo nie lubię jeździć samochodem, ale jak zwykle ulegam presji innych osób i tak bardzo chcę sprostać ich oczekiwaniom, nie patrząc na swoje własne. Możliwe, że decyzja, którą podjęłam, płynie z wnętrza mnie i jest zupełnie zgodna ze mną, ale nie czuję tego, bo zamiast myśleć o swoich potrzebach, myślę o tym, czego inni ode mnie chcą. Zupełnie nie wiem jak przestać, a jest to wyniszczające...

W te wakacje planuję podjąć swoją pierwszą pracę, ale mam okropnego stracha. Boję się, że sobie nie poradzę, wmawiam, że może się nie nadaję, choć nawet nie spróbowałam. Czuję jakbym zawodziła mojego chłopaka, że nie ma super dziewczyny, która jeździ samochodem, jest przebojowa i otwarta na ludzi i świat... On na to wcale nie narzeka, więc nie wiem skąd takie myśli w mojej głowie. Wiem też, że mam zalety, uwielbiam np. uczyć się języków i jestem w tym dobra, mam długoletnią przyjaciółkę i wielu znajomych. Nie jestem nietowarzyska, lubię się dobrze bawić. Ale mam wrażenie, że zalety, które posiadam, nie są wystarczające by być tym the best. Być może mój problem wynika z tego, że moi rodzice to tacy "nieregularni" alkoholicy. Mieszkam razem z nimi. Dobry dom, ich schludny wygląd, to tylko pozory. Wieczorami picie, weekendami picie, bywają tygodnie ciszy, a później tygodnie pijackich ciągów. Chowałam się w atmosferze awantur i strachu przed nimi i o nich. Zawsze zabiegałam o porządek w domu, czułam się bardzo odpowiedzialna za tą sytuację, za to żeby wszystko było wysprzątane, żeby oni nie zrobili sobie krzywdy. Teraz zmieniłam stosunek. Jeśli piją każę im przestać, bądź staję się obojętna i wychodzę. Nie robię nic za nich i staram się odpowiadać tylko za siebie. W zasadzie wydaje mi się wtedy, że ci pijani ludzie to nie są moi prawdziwi rodzice. Gdy nie piją są naprawdę dobrzy, zapewniają mi wszystko i za to bardzo ich kocham... Wiem, że ta sytuacja zepsuła we mnie poczucie bezpieczeństwa w związku.

Na ogół czuję się bardzo dobrze ze swoim chłopakiem, jestem z nim 3 lata, jednak w głębi bardzo boję sie odrzucenia. Dodam też, że matka od zawsze mnie krytykowała, porównywała do innych dzieci, pragnęła, żebym była najlepszą uczennicą w klasie. Nigdy nie dostałam żadnej pochwały za 5 czy 6, a przynosiłam ich wiele. Był za to ogromny zawód za oceny takie jak 4 czy 3... Jestem teraz na 1 roku studiów, to wszystko wydaje się być jak za mgłą, a jednak sprawia ból, gdy przypominam sobie o tym, co przeszłam... Chciałabym zaakceptować swoją niedoskonałą stronę, ale jest to takie trudne. Kiedyś miałam okres samookaleczania się i w ten sposób radzenia z napięciem, od dłuższego czasu tego nie robię. Jedyne co pozostało to sporadyczne myśli samobójcze, które jednak nie wchodzą w czyn. Zastanawiam się po prostu, czy warto żyć i czy innym by nie ulżyło, gdyby mnie nie było na tym świecie. Na ogół są to dosyć luźne myśli, których łatwo się pozbyć. M.in. z tego powodu chodziłam na terapię do psychologa. Było to 2 lata temu, przez okres ok. 8 miesięcy, ale przerwałam wizyty gdy poczułam się lepiej, zresztą rodzice nie chcieli dłużej wydawać na to pieniędzy. Jakiś czas stosowałam się do tego, czego nauczyłam się dzięki terapii, ale to wszystko znowu mi gdzieś uciekło... Jak mam nie poddawać się i jak zwiększyć pewność siebie oraz poczucie własnej wartości?

odpowiada 4 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dr Bartosz Piasecki
Dr Bartosz Piasecki
Dr Małgorzata Mazurek
Dr Małgorzata Mazurek

Uczucie ucisku w klatce piersiowej

Witam! Dzisiaj o ok. 22 siedziałam w łóżku i oglądałam telewizję, gdy nagle poczułam takie dziwne uczucie w środku klatki piersiowej, jakby mnie uderzono lekko pięścią i nagle oczy zaczęły mi się 'schodzić' jakbym robiła zeza. Bardzo się przestraszyłam, ale...

Witam! Dzisiaj o ok. 22 siedziałam w łóżku i oglądałam telewizję, gdy nagle poczułam takie dziwne uczucie w środku klatki piersiowej, jakby mnie uderzono lekko pięścią i nagle oczy zaczęły mi się 'schodzić' jakbym robiła zeza. Bardzo się przestraszyłam, ale ciśnienie mam 139/90, puls 89. Teraz czuję się już dobrze, ale bardzo się wystraszyłam. Podkreślam, że cierpię na bezsenność i mam bardzo stresujący tryb życia.

odpowiada 2 ekspertów:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak poradzić sobie z samotnością i lękiem przed odrzuceniem?

Witam! Jestem młodą dziewczyną, mam 21 lat, jednak jestem bardzo emocjonalna i wrażliwa. Chodzi o to, że bardzo boję się samotności. Dokładniej chodzi o partnera życiowego. Miałam chłopaka, który patrząc mi prosto w oczy mówił, że nikogo nigdy tak...

Witam!

Jestem młodą dziewczyną, mam 21 lat, jednak jestem bardzo emocjonalna i wrażliwa. Chodzi o to, że bardzo boję się samotności. Dokładniej chodzi o partnera życiowego. Miałam chłopaka, który patrząc mi prosto w oczy mówił, że nikogo nigdy tak nie kochał, że nie wyobraża sobie już beze mnie życia, planował ślub, dzieci, zerwał ze mną i po niecałym miesiącu miał już nową dziewczynę. Już nie chodzi o to, że po nim płaczę, bo już się pozbierałam, nie myślę, nie rozpamiętuję, nie mam z nim kontaktu, żyję dalej swoim życiem mam nowe cele, plany, zadania, więc ta faza żalu złości i depresji po rozstaniu mi przeszła.

Teraz problem polega na tym, że bardzo boję się kolejnego odrzucenia. Nauczyłam się, że mimo słów, deklaracji itp. mężczyźni są tacy, że z dnia na dzień może skończyć się ta ich wielka miłość. Poza tym mój tata odszedł od mojej mamy, nie mam z ojcem kontaktu. Boję się, że nie będę umiała stworzyć zdrowego, szczęśliwego związku, bo teraz pierwsze co to będę myślała czy on mówi prawdę, czy mnie nie zdradza, czy nie jest ze mną z jakiegoś konkretnego powodu np. tylko ze wzgledow materialnych, jakichś osobistych profitów itp. Boję się, że odejdzie po 3 latach związku lub po 10 latach małżeństwa, zostawiając mnie z dziećmi jak mój tata moją mamę. Wiem, że tego nigdy nie da się przewidzieć, ale przeraza mnie to. Zwłaszcza, że ex chłopak planował, deklarował, miłość wielka na całe życie, był starszy mówił, że jak nie ja to on już nikogo innego nie chce. Jak się wyleczyć z tego lęku? Jak żyć, żeby stworzyć zdrową relacje? Nie chcę popadać w paranoje szpiegowania i kontrolowania przyszłego partnera lub wymuszania od niego jakichś przysięgi i obietnic, bo to go odstraszy.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Justyna Sordyl-Grajcar
Mgr Justyna Sordyl-Grajcar

Co zrobić przy podejrzeniu molestowania?

Witam! Jestem nauczycielem i mam problem z uczennicą, której zachowanie mnie niepokoi. Dziewczynka ma 10 lat, jest zamknięta, nie potrafi się skoncentrować, zawsze wszystko wykonuje na końcu, wymaga ciągłego dyscyplinowania. Mam wrażenie, że jest trochę w innym świecie - zamyślona....

Witam! Jestem nauczycielem i mam problem z uczennicą, której zachowanie mnie niepokoi. Dziewczynka ma 10 lat, jest zamknięta, nie potrafi się skoncentrować, zawsze wszystko wykonuje na końcu, wymaga ciągłego dyscyplinowania. Mam wrażenie, że jest trochę w innym świecie - zamyślona. Sytuacja rodzinna dziecka nie jest dla niej korzystna. Rodzice (nie byli w związku małżeńskim) rozstali się. Dziecko chodziło do ojca w określonych terminach przez sąd. Tata dziewczynki był u mnie kilka razy na początku roku szk., nadawał na matkę i poprosił mnie o napisanie opinii o uczennicy. Napisałam, zasugerowałam w niej, że konieczna jest współpraca rodziców i tyle ojca widziałam. Matka natomiast jest na każdym zebraniu, często do mnie dzwoni, prosi o radę.

Niepokoiło mnie dziwne zachowanie tego tatusia, jakoś tak nienaturalnie obłapywał dziewczynkę, coś w nim było nie tak. Wczoraj matka przyszła do mnie z płaczem. Okazało się, że dziecko nie chce chodzić do ojca (nie była przez 3 mies. aż do ostatniej niedzieli, kiedy po powrocie z płaczem powiedziała, że nie chce tam chodzić). Matka zaczęła wypytywać córkę a ta w końcu wyznała, że tata ją dotyka i w czasie ostatniej wizyty mówił do niej pokaż cycki, co Ci tam rośnie. Skierowałam matkę oczywiście do psychologa. Zastanawiam się, czy ja jako pedagog-wychowawca mogę użyć jakiś narzędzi, aby sprawdzić, czy dziewczynka była molestowana. Czy mogliby mi Państwo pomóc?

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Patronaty