Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Problemy psychologiczne: Pytania do specjalistów

Niskie poczucie własnej wartości i lęki

Witam! Mam 19 lat, od pewnego czasu, trudno określić od kiedy, mam jakieś lęki. W wieku 17 lat dowiedziałam się, że mam pierwotny brak miesiączki. Byłam tak załamana, że zrezygnowałam z leczenia. Lęki polegają na tym, że nie...

Witam! Mam 19 lat, od pewnego czasu, trudno określić od kiedy, mam jakieś lęki. W wieku 17 lat dowiedziałam się, że mam pierwotny brak miesiączki. Byłam tak załamana, że zrezygnowałam z leczenia. Lęki polegają na tym, że nie lubię, jak ktoś na mnie patrzy, nie lubię ogólnie przebywać z ludźmi. Od gimnazjum uważano mnie za jakiegoś zmutowanego stwora i nazywano pokemonem. W technikum było jeszcze gorzej, bo nie rozwijam się tak jak normalna dziewczyna i byłam wyśmiewana za to jak wyglądam. Po prostu nie było w mojej szkole dziewczyny bez biustu. Postanowiłam uciekać i zmieniłam szkołę na zaoczną. W tej szkole jest fajnie, nikt mnie nie wyśmiewa, ale ja nadal nie czuję się atrakcyjna, ubieram najczęściej grube swetry albo szal, żeby nic nie było widać, przez to jestem nieśmiała tzn. zawsze taka byłam.

Jak już mówiłam w szkole jest fajnie, ale mam problemy z nauką. Nie to, że nie chce mi się uczyć, bo ja chcę się uczyć, ale mam strasznie niskie poczucie własnej wartości. Chcę się uczyć, ale uważam że i tak nie dam rady czegoś zaliczyć i nie uczę się, chciałabym od razu dostać 5, ale tak się nie da, nie jestem piątkową uczennicą, ale nie umiem sobie tego wbić do głowy. Ogólnie myślę, że do niczego się nie nadaję i nic nie osiągnę. Nie chcę podejmować nowych wyzwań, bo boję się, że się nie uda. Dużo kłopotu sprawiają mi także problemy, z którymi nie daję sobie rady. Każdy problem to jak koniec świata, jakby nic się nie dało już zrobić. I tak całe życie się boję wszystkiego, ośmieszenia, kompromitacji, ludzi. Najbardziej boję się, że nie dam rady, że nic mi się nie uda. Nie mam od nikogo wsparcia, bo nie mam przyjaciół, a moja mama jest alkoholiczką, skąd częste kłótnie w domu, czasem chcę stąd uciec i zostawić wszystko za sobą, boję się jednak, że się nie uda. Nigdy nie byłam u psychologa. Proszę o pomoc, co mam robić. Nie chcę się już dłużej bać.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Joanna Gładczak
Lek. Joanna Gładczak
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Żyję w ciągłym stresie

Dzień dobry! Piszę do państwa z prośbą o poradę oraz zdiagnozowaniu mojego przypadku. Więc sprawa wygląda tak. Mam 32 lata, normalną pełną rodzinę, pracę, w której właśnie nie jest za dobra atmosfera. Zasadniczo jestem osobą bardzo spokojną, ciężko mnie zdenerwować....

Dzień dobry! Piszę do państwa z prośbą o poradę oraz zdiagnozowaniu mojego przypadku. Więc sprawa wygląda tak. Mam 32 lata, normalną pełną rodzinę, pracę, w której właśnie nie jest za dobra atmosfera. Zasadniczo jestem osobą bardzo spokojną, ciężko mnie zdenerwować. Ogólnie tak jakby nerwy zbierały się we mnie, a po pewnym czasie wybuchałem. Brak agresji przy wybuchy nerwów. Z objawów zewnętrznych to biegunka praktycznie przy każdym wyjściu z domu. Przy sytuacjach mocno stresowych i nerwowych częste oddawanie moczu. Rano wychodząc z domu, mam kaszel, który w większości przypadków kończy się wymiotami, małymi, po których się uspokajam. Podejrzewam, że atmosfera w pracy, jak i samo nastawienie powoduje takie reakcje. Czasami w domu niepotrzebnie się denerwuję, nawet drobnymi sytuacjami, przy których raczej normalnie powinno się być spokojnym.

Na dzień dzisiejszy nie palę, ale wcześniej paliłem, przestałem i znowu zacząłem palić właśnie przez nerwy. Nie spożywam alkoholu w celu uspokojenia się. Ostatnio mimo przerwy świątecznej, więc braku impulsów z pracy, na przykład po seksie z żoną z rana mam wielki atak nerwów. Co akurat dla mnie jest niezrozumiałe. Leczę się na nadciśnienie. Leki teoretycznie nie powodują ataków nerwów. Teoretycznie mogą, ale zażywam leki od 9 lat, a nerwica zaczęła się 2 lata temu. Co to może być za przypadek? I jak go leczyć?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak zaakceptować bycie niechcianym dzieckiem?

Mam 30 lat i jestem kobietą. Mam duży problem ze sobą. Pochodzę z rodziny niewykształconej, mama skończyła podstawówkę, a tato z ledwością zawodówkę. Starsza siostra była planowanym dzieckiem, ja zaś drugim, niechcianym. Gdy mama po porodzie dowiedziała się, że urodziła...

Mam 30 lat i jestem kobietą. Mam duży problem ze sobą. Pochodzę z rodziny niewykształconej, mama skończyła podstawówkę, a tato z ledwością zawodówkę. Starsza siostra była planowanym dzieckiem, ja zaś drugim, niechcianym. Gdy mama po porodzie dowiedziała się, że urodziła dziewczynkę, podobno załamała się na kilka dni i nie chciała nawet na mnie spojrzeć (bynajmniej tak mi otwarcie opisuje pierwsze chwile mojego życia). Rodzice mieli do mnie uprzedzenie już od samego początku mojego istnienia. Rodzice ciężko pracowali, w związku z tym nie było ich w domu, a nami zajmowały się inne osoby. Siostrą opiekowała się emerytowana nauczycielka, mną zaś 70-letnia babcia, która nie umiała ani pisać, ani czytać. Na siostrę rodzice przeznaczyli dużo pieniędzy, aby mogła rozwijać się intelektualnie (korepetycje, kursy), ja natomiast byłam tym drugim dzieckiem, które jakoś sobie w życiu poradzi. Szkoła miała przygotować mnie do życia.

Pamiętam, że w szkole podstawowej miałam duże problemy przez cały okres nauki, naprawdę nie wiem jak ją skończyłam. Podejrzewam, że w szkole na wsi, po prostu nauczycielki przepuszczały nawet nieuków. Gdy byłam nastolatką i nadszedł czas wyboru szkoły średniej, rodzice nie przyjmowali do wiadomości, że ich córka może trafić do zawodówki, wiec załatwili mi liceum. To był kolejny ciężki okres w moim życiu. Z ledwością czytałam (raczej dukałam, łącząc sylaby). Nie wspomnę o pisowni i ortografii, które do dziś sprawiają mi ogromy problem. Nie mogłam sobie poradzić, czułam jak tonę. Brak mi było oddechu, no bo jak poradzić sobie z ogromem nauki, skoro z trudnością się czyta i pisze. To jak nauczyć się zawodowo jeździć na łyżwach, nie będąc ani razu na lodzie. W dodatku przytrafiła mi się niespełniona miłość. Chciałam popełnić samobójstwo. Wzięłam tabletki na sen. Obudziłam się w szpitalu otoczona podśmiewającymi się pielęgniarkami. Byłam wściekła na siebie, że się nie udało. Dobrze pamiętam rozmowę z rodzicami, po tym całym zajściu. Obwiniali mnie za wszystko, co ich złego spotkało i jaką ja im wyrządziłam krzywdę. Reasumując, nieźle mi się oberwało. Zniszczyli skierowanie do psychologa i zabronili chodzić do takiego specjalisty twierdząc, że to upokarzające. Wróciłam do szkoły. Nie zdałam. Przeniosłam się do liceum wieczorowego, w którym udało mi się zaliczyć jeden rok. Potem przeniosłam się do prywatnego liceum, w którym dwa lata zrobiłam w rok (nic się nie ucząc, bo to szkołą prywatna). Na prywatne liceum przeznaczyłam pieniążki jakie babcia przekazała mi na przyszły ślub.

Zakochałam się po raz drugi. Zaszłam w ciążę. Rodzice mego męża pomogli nam z mieszkaniem. Urodziłam synka. Byłam szczęśliwą mamą do czasu, aż zrozumiałam, że jestem nikim. Nie mam pracy, wykształcenia i w dodatku jestem na utrzymaniu męża wraz z chorym synkiem. Wpadłam na pomysł, by się usamodzielnić i otworzyć salon kosmetyczny, wiec udałam się na Studium Kosmetyczne. W naukę włożyłam bardzo dużo pracy i udało się, skończyłam, ale kierunek ten nie był najbliższy memu zainteresowaniu. Raczej bliski teściowej, która zawsze marzyła o zadbanej, wyedukowanej synowej. I co? Klapa. Szukam dalej, łapiąc dorywcze prace. Pomyślałam, ze problem leży w braku wykształcenia, więc wybrałam się na studia, co prawda do prywatnej uczelni, ale i tu się udało. Skończyłam studia licencjackie wkładem bardzo dużej pracy, bo nie tylko uczyłam się treści wykładu, ale także jak napisać bezbłędnie egzamin.

Poszłam dalej za ciosem i teraz aktualnie znajduję się na Uniwersytecie, ale mam straszny kłopot z nauką (pamięcią). Mam ogromną chęć skończyć te studia, chociaż dlatego, by pokazać i udowodnić rodzicom i wszystkim tym, którzy uważają mnie za kompletnie głupią i mało inteligentną dziewczynę, że stać mnie na więcej niż moją siostrę (siostra poprzestała na licencjacie, a miała skończyć medycynę). Jednak bardzo się boję, że się nie uda. Czuję w sobie duże obawy i strach przed tym, że jeśli sobie nie poradzę na uczelni, to będzie to dla mnie wielkim rozczarowaniem i upokorzeniem, a jednocześnie ogromną satysfakcją i potwierdzeniem mojej niedorozwiniętej inteligencji dla bliskich, u których zawsze byłam na językach. Proszę mi wierzyć, że nauka sprawia mi naprawdę duży problem.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak pomóc chłopakowi powrócić do normalności po wyjściu z więzienia?

Witam, mam pytanie w jaki sposób mogę pomóc mojemu chłopakowi. Kilka lat temu odbył 3-letnią karę wiezienia, w tym czasie zostawiła go żona. W tej chwili mieszka z rodzicami i siostrą, którzy za wszystko go krytykują i wyzywają od...

Witam, mam pytanie w jaki sposób mogę pomóc mojemu chłopakowi. Kilka lat temu odbył 3-letnią karę wiezienia, w tym czasie zostawiła go żona. W tej chwili mieszka z rodzicami i siostrą, którzy za wszystko go krytykują i wyzywają od kryminalistów, krótko mówiąc dołują go i nie pomagają wrócić do normalności. Ostatnio nawet powiedział, że skończy ze sobą, bo nie może już tego znieść. Dodam, że znamy się dopiero kilka miesięcy i chcę mu w tym wszystkim pomóc, bo tak naprawdę nie jest złym człowiekiem. Proszę o podpowiedź, jak pomóc mu wyjść na prostą. Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Samotność w dużym mieście

Witam serdecznie, wiem, że piszą do Państwa ludzie, którzy borykają się z naprawdę dużymi problemami ze zdrowiem bądź innymi dosyć poważnymi życiowymi przeszkodami... Ale nie mogę poradzić sobie z samą sobą. Kiedyś byłam uśmiechniętą dziewczyną, pełną pozytywnej energii, wiary w...

Witam serdecznie, wiem, że piszą do Państwa ludzie, którzy borykają się z naprawdę dużymi problemami ze zdrowiem bądź innymi dosyć poważnymi życiowymi przeszkodami... Ale nie mogę poradzić sobie z samą sobą. Kiedyś byłam uśmiechniętą dziewczyną, pełną pozytywnej energii, wiary w życie, ludzi, miłość i dobro. Pochodzę z małej miejscowości i zaczęłam się tam męczyć. Chciałam wyprowadzić się z domu, pomimo tego, że mam kochanych rodziców, którzy pomagają mi jak mogą. Chciałam się usamodzielnić i przenieść do większego miasta, żeby być bardziej anonimowa. Jak tylko skończyłam studia licencjackie przeprowadziłam się do Gdańska. Dostałam piękne, nowe mieszkanie od rodziców, opłacili mi studia magisterskie na prywatnej uczelni, znalazłam pracę. Na początku mieszkali ze mną znajomi, ciągle miałam towarzystwo, więc wszystko było okej. Wyprowadzili się (skończyły się wakacje i wrócili do naszego rodzinnego miasta) a ja poczułam się tu bardzo samotna. Mam tu ciotkę, kuzynkę, kilka koleżanek, jednak nigdy z nimi nie miałam jakiś super świetnych relacji. Boję się być sobą, bo obawiam się, że jestem zbyt wybuchowa i nie zaakceptują mnie.

Poznałam przez internet super chłopaka, spotykaliśmy się, szybko powiedział mi, że się we mnie zakochał. Ja też się zakochałam. Poświęcałam dla niego wszystko co miałam, czekałam aż będzie miał czas, aż do mnie przyjedzie, aż zadzwoni i teraz wiem, że to był błąd. Rozstaliśmy się miesiąc temu, bo stwierdził, że nie wie, co do mnie czuje. Czuję się okropnie samotna w tym wielkim mieście. Nie mam z kim porozmawiać, spotkać się, a jeśli mam, to nie czuję się z tymi ludźmi do końca dobrze. Codziennie zastanawiam się, dlaczego nie mogę się pozbierać, co ze mną jest nie tak, dlaczego nie mogę poznać tu kogoś, dlaczego ten chłopak nie chciał już ze mną być, skoro 2 dni wcześniej powiedział, że mnie kocha i chciał żebyśmy razem zamieszkali. Już nie jestem tą pełną życia dziewczyną, którą byłam jeszcze kilka dni temu. Nie chce mi się wstawać z łóżka, iść do pracy, odbierać telefonów. Nie wiem jak sobie z tym wszystkim poradzić... Proszę Państwa o pomoc...

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Czy lunatykowanie jest wskazaniem do konsultacji lekarskiej?

Witam, mam 26 lat i dziś w nocy po raz kolejny lunatykowałem. Nie był to pierwszy raz, kiedy zdarzyło mi się to, ale kolejny, o którym wiem. Zdarzyło się nawet, że pewnego razu wyszedłem z mieszkania, a dowiedziałem się...

Witam, mam 26 lat i dziś w nocy po raz kolejny lunatykowałem. Nie był to pierwszy raz, kiedy zdarzyło mi się to, ale kolejny, o którym wiem. Zdarzyło się nawet, że pewnego razu wyszedłem z mieszkania, a dowiedziałem się o tym rano, ponieważ drzwi wejściowe do domu były uchylone. Czy z moim problemem powinienem udać się do lekarza? Jeżeli tak, to do jakiego. Proszę o odpowiedź.

P.S. Mieszkam w Krakowie.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Magdalena Szymańska
Lek. Magdalena Szymańska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Przestałam kochać swojego chłopaka

Witam! Mam 17 lat, od dłuższego czasu mam problemy ze sobą. Mój Tata zdradził mamę pół roku temu, nigdy nie miałam z nim dobrego kontaktu, dlatego płakałam tylko podczas pierwszych dni - po prostu byłam w szoku. Jedyną rzeczą, którą...

Witam! Mam 17 lat, od dłuższego czasu mam problemy ze sobą. Mój Tata zdradził mamę pół roku temu, nigdy nie miałam z nim dobrego kontaktu, dlatego płakałam tylko podczas pierwszych dni - po prostu byłam w szoku. Jedyną rzeczą, którą tak na prawdę przeżyłam to załamanie mojej mamy. Minęło pół roku i wszystko wraca do normy. Do niedawna miałam tylko od czasu do czasu takie dni, kiedy cały czas płakałam, ponieważ zatraciłam kontakt z mamą, wszyscy w domu byli przeciwko mnie (przynajmniej tak mi się wydawało), bałam się cały czas że mojemu chłopakowi się coś stanie, a nie mogłam go stracić. Takie dni miałam rzadko, ale zdarzały się. Opisuję moje wcześniejsze sytuacje i problemy, ponieważ mogą być one źródłem mojego obecnego stanu.

W mojej rodzinie jest dobrze, w szkole świetnie mi idzie, z chłopakiem też było bardzo dobrze - do czasu. Zranił mnie i ja przez to się odsunęłam od niego. Wybaczyłam mu. Ale jednak coś we mnie siedziało, czułam jakby między nami była jakaś bariera, którą ja stwarzam, jakby coś we mnie wygasło. Przez ten cały czas, a trwało to 2 tygodnie, nie wiedziałam czego chcę, nie umiałam się skupić na niczym, płakałam cały czas, szczególnie, gdy robiło się już ciemno. Raniłam go, mówiąc o tym, jak mi źle, bo sądził, że to wszystko z jego winy. Pewnego dnia obudziłam się rano i niewidzialna bariera zniknęła, bez przyczyny. Nie umiałam tego pojąć i racjonalnie wytłumaczyć. Byłam szczęśliwa niespełna tydzień. I znów powróciło wszystko, cały czas myślałam o tym wszystkim, zastanawiałam się co czuję i nie potrafiłam sobie odpowiedzieć na to pytanie. To już 3 tydzień, a ja cały czas myślę o tym co czuję i myślę, i myślę, i myślę. Kocham go bardzo i wiem, że nie chciałabym nigdy nikogo innego, jest takim moim ideałem, ale wiem, że go ranię.

Nikt nie potrafi mnie zrozumieć. Nie wie, co ze mną jest nie tak, skoro między nami wszystko się układa, a ja jakby zatraciłam trochę miłość - to uczucie i nie potrafię go w sobie odnaleźć, mimo że mój chłopak robi wszystko i naprawdę się stara, i mnie wspiera, mimo swojego bólu. Sądzę, że ten moment, w którym mnie zranił, nie wpłynął na to, jak teraz się czuję. Sama nie mogę powiedzieć, jak się czuję, bo do końca nie potrafię tego określić. Nie tęsknię za nim tak jak kiedyś, nie jestem AŻ taka szczęśliwa, ale jednocześnie wiem, jak wiele dla mnie znaczy. Płaczę cały czas przez to wszystko. Płaczę dlatego, że jest mi ciężko i boli mnie to, że nie potrafię czuć do niego tego co kiedyś, wtedy gdy byłam przy nim tak naprawdę szczęśliwa. Jest idealny i cudowny, ciepły i czuły. Dlaczego gdzieś po drodze zgubiło się moje uczucie? Może to dziecinne, ale bardzo cierpię i jeszcze ranię. Nikt nie potrafi mi pomóc. Nie mam do kogo się zwrócić, proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Czy powiedzieć rodzicom o wykorzystywaniu seksualnym przez kuzyna?

Witam! Piszę tu, bo naprawdę nie wiem co mam robić. Kilka słów o mnie - mam 17 lat. Jestem ofiarą wykorzystywania seksualnego i tu zaczyna się mój problem... Odważyłam się napisać do Państwa, bo tylko tu mogę być anonimowa. Mam...

Witam! Piszę tu, bo naprawdę nie wiem co mam robić. Kilka słów o mnie - mam 17 lat. Jestem ofiarą wykorzystywania seksualnego i tu zaczyna się mój problem... Odważyłam się napisać do Państwa, bo tylko tu mogę być anonimowa. Mam nadzieję, że pomożecie mi podjąć decyzję, która na pewno wpłynie na moje przyszłe życie. Mam świadomość, że mój świat może stać się lepszy jeśli tajemnica, która skrywałam przez lata, ujrzy światło dzienne… Kilka lat temu, nie pamiętam dokładnie, może jak byłam w wieku od 7 do 11 lat byłam molestowana przez kuzyna. Jak to się zaczęło, on miał może wtedy jakieś 15 lat. Pamiętam kilka scen: jak leżał na mnie i wkładał mi rękę w spodnie, dotykał w miejsca intymne, obmacywał zimną drżącą ręką (nigdy nie zapomnę tego dotyku), a ja się wyrywałam, patrzyłam na stoper, ile jeszcze min. zostało. Druga scena to podczas zabawy w chowanego. Ukryliśmy się bardzo dobrze i wtedy padło pytanie, czy chce zobaczyć jego siusiaka? Nie pamiętam co mu odpowiedziałam, ale najprawdopodobniej tak, bo pokazał mi go. Trzecią scenę pamiętam jak przez mgłę, siedzimy razem na strychu i uczył mnie całować z języczkiem. Wiem, że to głupie, ale zawsze udało mu się mnie przekupić różnymi rzeczami, wmawiał mi że to jest zwykła zabawa - „przecież my nic takiego nie robimy, no proszę tylko 5 min.” - mówił, jak nie chciałam się zgodzić. Zawsze dawał mi różne przedmioty za to, że byłam „grzeczna” i że umiem dotrzymać tajemnicy. Wtedy cieszyłam się, że chce się ze mną bawić, był bardzo śmieszny i co najgorsze ufałam mu. Czasami był bardzo zboczony. Była też taka sytuacja, że za to, że będziemy się w to „bawić” on nagra mi grę The Sims. Zamiast tego otrzymałam pornosa, którego nie umiałam usunąć z komputera. Wstydziłam się, bo co by mama powiedziała jakby to zobaczyła?

Teraz gdy po 4 latach wszystko do mnie wróciło, może nie wróciło, ale zdałam sobie sprawę co się stało. Nadal nie mogę w to uwierzyć. Mam takie wrażenie, że to sen, boję się, że jeśli będę chciała to ujawnić, nikt mi nie uwierzy albo naprawdę to sobie zmyśliłam. Jest to możliwe? Bardzo chcę, żeby ktoś mi pomógł, ale nie mama ani tata, nie wiem dlaczego, ale nie chce z ich strony współczucia. I tu pojawia się następne pytanie, dlaczego? Poszłam z tym do pedagoga szkolnego. Podeszłam go tak, że obiecał, że nikt się o tym nie dowie i że on mi nie może pomóc, bo nie ma takich uprawnień, ale teraz żałuję, że to zostanie miedzy nami. W środku krzyczę, by mi ktoś pomógł, ale nikt mnie nie słyszy, nikt! Mam wrażenie, że mam wielkiego doła od kilku tygodni, nic mnie nie cieszy, moje myśli krążą tylko wokół scen, które przypomniałam sobie i nadal sobie przypominam. Zaczęłam się ciąć, mam myśli samobójcze, miałam je już gdy miałam ok. 10 lat. Jak mi coś nie wychodzi, powtarzam sobie, że jestem głupia itp. I że jeszcze chwilę w nocy mnie na tym świecie nie będzie, ale na szczęście na razie to tylko słowa... Co mam robić, co Wy byście zrobili na moim miejscu (od razu mówię, nigdy nie powiem tego mamie, na pewno nie ja). I jeszcze kogo musiałby zawiadomić pedagog, gdy dostanie takie zgłoszenie? I ile lat może dostać sprawca za to? Czy warto ujawniać „to”, robić to rodzinie? Wiem na pewno, że będą cierpieć. Proszę o szybką odpowiedź, bo z dnia na dzień jest coraz gorzej. 

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak pomóc przyjacielowi, który ma problemy rodzinne?

Mam przyjaciela. On ma 18 lat. Ma pewien problem, ale nie chce iść do psychologa. To się ciągnie od jego dzieciństwa. Jak był w podstawówce i gimnazjum, to gdy miał problem lub coś przeskrobał nie miał w rodzicach żadnego oparcia....

Mam przyjaciela. On ma 18 lat. Ma pewien problem, ale nie chce iść do psychologa. To się ciągnie od jego dzieciństwa. Jak był w podstawówce i gimnazjum, to gdy miał problem lub coś przeskrobał nie miał w rodzicach żadnego oparcia. Najpierw robili mu awanturę, a potem mówili, że jak sobie nawarzył piwa, to teraz sam musi je wypić. Był także (i jest) pewnym typem samotnika. Nie zawiera prawie żadnych bliższych kontaktów, bo jest mu ciężko je nawiązać. Kilka lat temu, gdy razem z jego ojcem coś robili, strasznie się pokłócili. Ojciec mówił mu, ze to kara Boża, że ma z żoną takiego syna- nieudacznika i wypominał mu różne rzeczy (to nie pierwszy raz był tak poniżany). Więc jego syn (czyli mój przyjaciel) mu wygadał, że może, jak się zabije, to kara Boża minie. A jego ojciec podał mu przedłużacz i powiedział, że ma drogę wolną i ma nadzieję, że przed śmiercią go prąd kopnie, bo być może wtedy zmądrzeje. Jego syn w tedy osłupiał, lecz nie miał powodu (według niego) żyć dalej, więc rzucił się do wody (gdyż było to na działce nad dużym jeziorem) i chciał przepłynąć wpław jezioro. Wiedział, że tego nie wytrzyma i utonie. Na szczęście rodzice w porę go uratowali.

Tłumiona przez wszystkie lata agresja sprawiła, że wstąpił do strzelców. Okazało się, że ma ogromną wolę walki, jest niezwykle agresywny. Już w gimnazjum, gdy ktoś na niego źle spojrzał, to miał ochotę go zamordować. Teraz studiuje. Ale po studiach chce iść na najkrwawszą wojnę. Chce zapomnieć o wszystkim, wyładować agresję... ma ogromną wolę zabijania. Nie chce być stale kawalerem, ale boi się mieć dziewczynę. Boi się powiedzieć przyjaciołom (gdyby ich miał oprócz mnie) wszystkiego o sobie, bo uważa, że zwialiby od niego. Bardzo chcę mu pomóc, bo to mój pierwszy prawdziwy przyjaciel i nie chcę, by tak marnował swoje życie. On nie chce iść do psychologa, bo myśli, że mu nie pomoże, dlatego ja piszę. Proszę o pomoc!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Natrętne myśli, spadki nastroju i rozczarowanie w przyjaźni

Od około półtora roku mam problem psychiczny, który bardzo mnie już męczy. Wszystko zaczęło się od pojawiających się nagle wspomnień, związanych z jakimiś sytuacjami w moim życiu, z których delikatnie mówiąc nie jestem dumna (typu upicie się na imprezie, ale...

Od około półtora roku mam problem psychiczny, który bardzo mnie już męczy. Wszystko zaczęło się od pojawiających się nagle wspomnień, związanych z jakimiś sytuacjami w moim życiu, z których delikatnie mówiąc nie jestem dumna (typu upicie się na imprezie, ale nie jakieś bardzo poważne błędy). Nagle wracały do mnie i nie mogłam o niczym innym myśleć, nawet jeśli minęło już sporo czasu i generalnie powinnam jakoś się z tym oswoić. Udało mi się sobie jakoś z tym poradzić, teraz zdarza się to już rzadko, chociaż wciąż się zdarza, ale pojawił się inny problem.

Mniej więcej od roku mam bardzo niestabilny nastrój, jednego dnia mogę przenosić góry, a już następnego czuję jakby, ktoś spuścił ze mnie powietrze. Zastanawiam się wtedy nad wszystkim, z czym nie mogę sobie poradzić, nad tym czy mój wysiłek ma jakiś sens, czy kiedykolwiek uda mi się być szczęśliwą, moje relacje z innymi ludźmi, szczególnie z kimś, z kim bardzo szybko wdałam się w intensywną znajomość, która na początku przynosiła dużo przyjemności, ale teraz nie potrafię zakwalifikować jej w żaden sposób, nie umiem jej zdefiniować, daję z siebie więcej niż dostaję w zamian, chciałabym umieć przestać się tak angażować, ale nie mogę. Co gorsza ta... przyjaźń (sama nie wiem co to) pochłonęła mnie do tego stopnia, że byłam blisko zaniedbania innych moich znajomych i nie wiem co by się stało, gdybym w porę nie zorientowała się co ja robię. Nigdy nie miałam nikogo na wyłączność, a ona nagle się pojawiła i z dnia na dzień stała się bardzo ważną osobą w moim życiu. Byłam gotowa do naprawdę sporych poświęceń w imię tej przyjaźni, teraz kiedy to wspominam to zachowywałam się jak ktoś do reszty zafascynowany. Nie zdawałam sobie z tego sprawy do czasu, aż ona zaczęła poświęcać mi coraz mniej uwagi, szczególnie na korzyść swojego chłopaka. Chcę, żeby była szczęśliwa i jak najbardziej im kibicuje, ale rozczarowanie to okropne uczucie. Przez chwilę być dla kogoś najważniejszym a potem nagle zostać zdegradowanym o kilka stopni w dół.

Sprawy w ostatnim roku toczyły się dla mnie stanowczo zbyt szybko. Do tego wszystkiego dochodził stres związany z maturą, rozpoczęciem studiów. Teraz też mam dużo napięć na uczelni. Nie umiem sobie tego wszystkiego w żaden sposób poukładać, kiedyś budziłam się pełna energii i wiary w każdy następny dzień, a dziś wszystkie te sprawy ciągle do mnie wracają i nie pozwalają cieszyć się życiem, szczególnie właśnie kiedy mam słabszy dzień. Gonitwa myśli sprawia że nie wiem co mam ze sobą zrobić. Czytałam na ten temat sporo w internecie i wpadłam na trop choroby afektywnej dwubiegunowej, ale moje wahania nastrojów są dość częste (co 2-3 dni), stany podwyższonego i obniżonego nastroju co prawda powtarzają się cyklicznie ale nie trwają długo. To wszystko bardzo mnie już męczy, chciałabym mieć w życiu jakiś punkt odniesienia, chciałabym, żeby ta relacja była normalna, bo wiem, że problem leży w mojej psychice. Nie wiem już sama, czy mój problem jest powodem do wizyty u specjalisty, jestem osobą, której ciężko przychodzi mówienie o swoich uczuciach i opowiadanie o mojej sytuacji psychicznej komukolwiek jest dla mnie trudne.

Ten rok sprawił że czuję się całkiem psychicznie wykończona i chciałabym tylko poczuć jakąś psychiczną stabilizację, bo emocjonalnie jestem bardzo rozchwiana. Zawsze wiele ode mnie wymagano, sama od siebie bardzo dużo wymagam i choć próbuję jakoś zagłuszać moje ambicje bycia najlepszą pod każdym względem, to dręczę się każdym swoim potknięciem, rozpamiętując je podczas okresów obniżonego nastroju w nieskończoność. Uwielbiam dni, kiedy budzę się z ochotą do życia i wszystko wydaje się proste i piękne, ale potem zawsze przychodzi załamanie. Domyślam się, że to co napisałam może być trudne w odbiorze, ale sama nie umiem do końca zdefiniować swojego problemu i opisanie go przychodzi mi z dużą trudnością. Nawet przyznanie się do niektórych spraw przed samą sobą sprawia że od razu napinają mi się wszystkie mięśnie i przyspiesza oddech. Kiedy ja w końcu będę mogła odpocząć i przez chwilę poczuć: tak, jestem na właściwym miejscu, z właściwymi ludźmi i wiem, że idę dobrą drogą. czy to się w ogóle kiedyś skończy. Z góry dziękuję za jakąkolwiek pomoc

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak poradzić sobie z niechęcią do nauki?

Witam! Jestem w klasie maturalnej, już za 3 miesiące są egzaminy, a ja jeszcze nic nie zaczęłam powtarzać ani się uczyć. Czuję straszną niechęć do nauki, a wręcz lęk. Niepokoi mnie to, bo pomimo tego, że wszyscy mówią, że matura...

Witam! Jestem w klasie maturalnej, już za 3 miesiące są egzaminy, a ja jeszcze nic nie zaczęłam powtarzać ani się uczyć. Czuję straszną niechęć do nauki, a wręcz lęk. Niepokoi mnie to, bo pomimo tego, że wszyscy mówią, że matura to bzdura i jest banalna, to trzeba się do niej przygotowywać. Wiem, że moje koleżanki regularnie od września powtarzają materiał, rozwiązują testy. Zawsze byłam dobrą uczennicą, miałam same piątki, wzorowe zachowanie, dużo się uczyłam. W zeszłym roku miałam w szkole bardzo dużo nauki, wiele przedmiotów i sprawdzianów i wiele godzin dziennie siedziałam nad książkami, bo bardzo wolno się uczę, wolno czytam, długo robię notatki, ale to był taki system, że po prostu w każdym tygodniu był jakiś sprawdzian, kartkówka. Notatki z każdego przedmiotu robiłam regularnie, bo nie trzeba się było na tym tak skupiać, wystarczyło przepisywać z książki i notatek z lekcji, ale do sprawdzianu zawsze uczyłam się na ostatnią chwilę, dzień przed albo rano od 6 i zdawało to u mnie egzamin, bo to wystarczyło, żeby dostawać maksymalną liczbę punktów. Ściągi nie były mi potrzebne, a koleżanki, które uczyły się cały tydzień dostawały gorsze oceny, tylko efekt był taki, że za parę dni nic już z tego nie pamiętałam, tylko przerabiałam już nową partię materiału do następnej kartkówki.

Mimo tej nauki miałam też czas dla siebie, spędzałam go z chłopakiem. Może łatwiej było mi się uczyć, bo cały czas spędzaliśmy razem, on jest o dwa lata starszy i zawsze gdy czegoś nie wiedziałam, to mi pomagał, uczył mnie matematyki, był taki wyrozumiały. Czasem zrobił za mnie jakieś mało ważne zadanie domowe, które jemu zajęło 5 minut, a ja straciłabym na to 2 godziny. Potem przyszły wakacje, w które powiedziałam sobie, że poświęcam je na naukę do matury, że ten rok trzeba się przemęczyć, pouczyć, żeby potem bez stresu zdać i dostać się na studia. Zrobiłam wokół tego mnóstwo szumu i do tej pory tak jest, cały czas mówię, że muszę się uczyć do matury, nakupiłam mnóstwo repetytoriów, testów i nic, nie potrafię się uczyć. Mam teraz mniej lekcji, bo zostały tylko podstawowe przedmioty, mniej sprawdzianów i owszem dalej mam same 5 w tym roku, bo jak jest jakiś sprawdzian, to uczę się tak jak w zeszłym roku, ale po za tym mam mnóstwo wolnego czasu. W tym roku było go wyjątkowo dużo, mało lekcji, dużo dni wolnych, jakieś święta, teraz ferie i mogłam naprawdę mnóstwo się nauczyć, a tak strasznie mnie od tego odpycha.

Nie potrafię się już tak uczyć jak w zeszłym roku, nic mi do głowy nie wchodzi, nic nie zapamiętuję, mam bardzo krótkotrwała pamięć. Wiem, że to głupi problem i że to kwestia mojej psychiki. Jestem bardzo nieśmiała, wszystkim się zawsze bardzo stresuję i jestem bardzo niezaradna i niesamodzielna (rodzice zawsze trzymali mnie pod kloszem), jestem najmłodszą córeczką. Na szczęście mam chłopaka, przy którym czuję się bezpiecznie, który mnie w pełni akceptuje, pomaga mi. Jesteśmy ze sobą dwa lata i wiemy, że będziemy razem, bo nie potrafimy bez siebie żyć. Ostatnio przez dłuższy czas często się kłóciliśmy, mi się wydawało, że jemu już mniej zależy, bo odeszła ta cała piękna otoczka (czułe słówka, komplementy, niespodzianki, każda wolna chwila spędzana razem) i bardzo się o to czepiałam, bo bardzo mi tego brakowało. On to wszystko cierpliwie znosił, teraz już w zasadzie wychodzimy na prostą, chociaż dalej mi tego brakuje, ale wiem, że on ma za dużo rzeczy na głowie - szkoła i dużo pracy. Wiem, że robi to dla mnie, że chce odłożyć coś na wspólną przyszłość i wiem, że on po prostu potrzebuje spokoju, ale ja teraz też potrzebuję jego wsparcia z nauką tak jak kiedyś, rozmowy, pomocy. Najbardziej brakuje mi takiej szczerej rozmowy z nim o wszystkim, bo to, że zniknęła ta cała piękna otoczka, to rozumiem, bo doszło dużo obowiązków i nie mamy dla siebie czasu. Zresztą mężczyźni raczej nie potrzebują takich rzeczy. Dla niego ważne jest to, że po prostu jesteśmy razem. Wprawdzie mówi mi często, że mnie kocha, ale nie ma takiego romantyzmu jak kiedyś.

Jeśli chodzi o związek to nie boję się, bo bardzo się kochamy i mam nadzieje, że jak się trochę przyluźni z obowiązkami, to wszystko wróci do normy. Wydaje mi się, że ten brak chęci do rozmowy może wynikać z tego, że ostatnio podczas rozmów o wszystko się czepiałam i zawsze marudziłam, np. jeśli chodzi o tą moją niechęć do nauki, to ma już dość tego mojego marudzenia i mówi, żebym się wzięła w garść, bo wszystko sobie wymyślam i jestem na dobrej drodze do niezdania matury, a takie coś mi nie pomaga. Wygadałam się o tym wszystkim mamie, ale to poza wsparciem niewiele mi pomogło. Nie wiem, co się ze mną dzieje, jeśli chodzi o tę naukę. Wiem, że to kwestia mojej psychiki, tylko czuję się bezradna. Myślałam o tym, żeby pójść do psychologa, ale tak naprawdę, jeśli sama się nie przemogę, to przecież nic to nie pomoże. Nie wiem, czy mam jakiś problem ze sobą, dlatego po prostu potrzebowałam się wygadać, żeby ktoś obiektywnym okiem na to spojrzał, czy wszystko ze mną w porządku i to jakiś stres. Czy może jest coś ze mną nie tak, jeśli chodzi o tę naukę i o to moje czepianie się chłopaka.

Wracając do tej nauki to mam tak, że wieczorem nie mogę zasnąć, bo bardzo się stresuję, że nie zdążę się przygotować do tej matury, że nie dostanę się na studia, a jak się dostanę, to sobie na nich nie poradzę. Planuje sobie, że następnego dnia już się zaczynam uczyć, że zrobię to, to i to, że jak tak codziennie się zacznę uczyć to sobie poradzę i będzie dobrze, że dam radę. Tylko jak już przychodzi do tego, że mam siąść do nauki to nie potrafię. Strasznie mnie od tego odpycha. Jak już siądę to nie mogę się skupić i po 5 minutach rezygnuję, zaczynam robić notatki i mówię, to teraz chociaż zrobię notatki a później się tego nauczę, ale już teraz nie ma czasu, później, bo zostały tylko 3 miesiące. Cały czas chodzę i marnotrawię czas. Odczuwam taki lęk i tęsknotę za chłopakiem. Cały dzień chodzę, nieraz płaczę i czekam na wieczór aż się spotkamy, a przecież mogłabym się w tym czasie pouczyć. Szybciej by czas zleciał i wieczór poświęcić jemu bez stresu o maturę. Nie wiem, czy chodzi o to, że nie potrafię bez niego funkcjonować, czy tak ta myśl o tym, że nie mogę się tylko nauczyć na sprawdzian, ale muszę wszystko zapamiętać do matury. Podejrzewałam nawet niedoczynność tarczycy, ale wydaje mi się, że to tylko kwestia mojej psychiki. Nie wiem czy po za tym, żebym się przemogła i jakoś zorganizowała jest jakaś rada? Proszę o oponie. Pozdrawiam!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Zaburzenia seksualne po gwałcie

Witam! Mam bardzo ważne dla mnie pytanie. Mam 28 lat, orientacja heteroseksualna. Dwa miesiące temu byłem ofiarą traumatycznego wydarzenia, a mianowicie gwałtu (homoseksualnego). Oczywistym jest, że odczuwam ciągle skutki PTSD. Rzeczą, która najbardziej nie daje mi spokoju są zaburzenia seksualne,...

Witam! Mam bardzo ważne dla mnie pytanie. Mam 28 lat, orientacja heteroseksualna. Dwa miesiące temu byłem ofiarą traumatycznego wydarzenia, a mianowicie gwałtu (homoseksualnego). Oczywistym jest, że odczuwam ciągle skutki PTSD. Rzeczą, która najbardziej nie daje mi spokoju są zaburzenia seksualne, które ta sytuacja wywołała. Dodam, że nie jestem teraz w żadnym związku. Na pewno spadek libido, problemy z osiągnięciem erekcji. Np. materiały pornograficzne nie działają już tak silnie jak przed tym wydarzeniem. Na wszelki wypadek dodam, że dalej czuję się wyłącznie istotą heteroseksualną. Moje pytanie: Jak najlepiej podejść do tego problemu? Czy to już tak może pozostać, czy takie metody jak psychoterapia, farmakoterapia czy działanie czasu mogą tutaj mieć jakieś pozytywne skutki? Jest to bardzo ciężkie doświadczenie, ale już zaakceptowałem, że się wydarzyło i na razie podjąłem terapię leczenia PTSD między innymi metoda EMDR. Sfera seksualna jest jakby osobnym zagadnieniem. Dziękuję.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak pomóc partnerowi w żałobie?

Witam, mam 21 lat a mój chłopak 24, jesteśmy razem pół roku. Co prawda dzieli nas sporo kilometrów, ale planujemy pod koniec stycznia razem zamieszkać. Przed świętami powiesił się tata mojego chłopaka, a dzień przed Wigilią odbył się pogrzeb. Mimo...

Witam, mam 21 lat a mój chłopak 24, jesteśmy razem pół roku. Co prawda dzieli nas sporo kilometrów, ale planujemy pod koniec stycznia razem zamieszkać. Przed świętami powiesił się tata mojego chłopaka, a dzień przed Wigilią odbył się pogrzeb. Mimo iż chciałam przyjechać na pogrzeb, mój chłopak nie pozwolił mi na to i nawet zakończył związek. Bardzo go kocham i chciałam mu pomóc, ale on mówił, że to jego problem. Mam się nie wtrącać w jego życie, mówił, że go nie rozumiem, bo ja mam rodziców, a on już taty nie ma. Bolały mnie te słowa bardzo, płakałam. Przez ten czas pisał do mnie, nie za często, ale pisał.

W końcu prosił, żebym dała mu jeszcze jedną szansę, że mnie kocha. Wróciliśmy do siebie, ale nie jest tak jak było wcześniej, tzn. nie pisze tak często jak do tej pory i ogólnie bardzo się zmienił. Zmienił nawet swoje podejście do mojej osoby, nie jest taki miły jak był wcześniej. Czuję się jakby mu w ogóle nie zależało na mnie, ale zapewnia mnie, że mnie kocha. Potrafi czekać godzinami aż odpisze mi na esemesa, a jak dzwonię, to bardzo często odrzuca moje połączenia. Chyba że sam mówi, żeby zadzwonić, to wtedy odbiera. Bardzo bym chciała mu pomóc, tylko nie wiem jak. Tłumaczę mu, że ma mnie, że może na mnie liczyć, że zawsze mu pomogę. Ale często słyszę z jego słów albo esemesów słowa, które bolą. Jednocześnie boję się, że związek się rozpadnie. Nie wiem, co robić. Pomóżcie proszę.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak pomóc synowi, który zamknął się w sobie?

Jestem matką 17-letniego chłopca, o którego boję się i nie wiem, jak mam mu pomóc. Od 5 lat byłam w separacji - obecnie czekam na rozwód. Ojciec często na niego krzyczał, wyganiał od stołu, bił, poróżnił z bratem. Syn...

Jestem matką 17-letniego chłopca, o którego boję się i nie wiem, jak mam mu pomóc. Od 5 lat byłam w separacji - obecnie czekam na rozwód. Ojciec często na niego krzyczał, wyganiał od stołu, bił, poróżnił z bratem. Syn wiele razy stawał w mojej obronie - mamy kilka obdukcji. Od roku mam problemy z kręgosłupem, przeprowadziliśmy się do przyjaciela, gdzie było wszystko dobrze i spokojnie aż do momentu, kiedy do syna zaczął dzwonić ojciec. Syn zmienił się niesamowicie. Po rozmowach telefonicznych krzyczy, robi awantury, podniósł 2 razy rękę na przyjaciela - na szczęście nie uderzył. Po takich sytuacjach zamyka się w sobie, z nikim nie rozmawia, zakłada w domu kaptur, chodzi bokiem, rysuje śmierć i diabły. Jak mam dotrzeć do Niego? Wcześniej był miłym chłopcem. Proszę o naprowadzenie, jak mam postąpić, by znowu się otworzył, by nie zostawał sam ze sobą. Czekam z niecierpliwością na poradę...

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak nabrać pewności siebie?

Witam, jestem młodą dziewczyną i mam dwadzieścia dwa lata, studiuję zaocznie, mam chłopaka i ogólnie mieszkam nadal z rodzicami. Mam problem, ponieważ nie mam pewności siebie. Z opinii ludzi jestem bardzo atrakcyjną dziewczyną, ale dla mnie nie jest wygląd najważniejszy,...

Witam, jestem młodą dziewczyną i mam dwadzieścia dwa lata, studiuję zaocznie, mam chłopaka i ogólnie mieszkam nadal z rodzicami. Mam problem, ponieważ nie mam pewności siebie. Z opinii ludzi jestem bardzo atrakcyjną dziewczyną, ale dla mnie nie jest wygląd najważniejszy, bo i tak uważam, że mam w domu lustro i sama sobie się nie podobam. Mój brak pewności siebie może być spowodowany też tym, że od małego co by się w domu nie działo mój tato zwracał się z tym do mnie, jeśli mój brat wagarował było na mnie, jeśli pokłócił się z mamą było na mnie. W szkole uczyłam się dobrze i nie mieli rodzice ze mną problemów, bardziej z moim bratem, ale i tak czułam się ta gorsza. Niestety moją mama piła alkohol dość często i sama miałam tego dość, przez co też rozumiem kłótnie rodziców, ale nie rozumiem czemu wszystko szło do mnie.

Jestem osobą, która bierze dużo rzeczy do siebie i to bardzo poważnie, a z drugiej strony nie jestem osobą zamknięta w sobie, lubię kontakt z ludźmi i jestem otwarta. Jednakże nie mam pewności siebie, np. gdy muszę gdzieś coś wygłaszać na uczelni to jest to wtedy dramat dla mnie, ponieważ bardzo się wstydzę. Dlatego też nie rozumiem siebie, bo z jednej str. jestem otwarta z drugiej jestem zamknięta. Następny problem stanowi mój chłopak, przez którego wydaje mi się, że straciłam pewność siebie. Może to się wydawać dziwne, ale jestem z nim ponad 5 lat, nie czuję z jego strony szacunku, nieraz mnie okłamał, raz mnie nawet zdradził, nie ufam mu, ale dalej z nim jestem, bo go kocham. Nie wiem co mam ze sobą zrobić. Na ogół nie dołuję się, bo wychodzę z założenia, że inni ludzie na świecie mają gorzej, że nie mają rodziny, nie mają co jeść bądź są śmiertelnie chorzy, a moje problemy to przy ich błahe sprawy. Bardzo bym chciała zmienić podejście do samej siebie i nabrać pewności siebie, bo wiem, że to zaplusowałoby w przyszłości. Proszę o jakąś radę...

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Zaburzenia snu utrudniające normalne funkcjonowanie

Witam! Zacznę od tego, że mam 19 lat. Zwracam się z pytaniem odnośnie do zaburzeń snu, których objawy coraz bardziej zaczynają mi przypominać to, co sam doświadczam. Wszystko zaczęło się w gimnazjum, kiedy zauważyłem, że największym możliwym problemem było dla...

Witam! Zacznę od tego, że mam 19 lat. Zwracam się z pytaniem odnośnie do zaburzeń snu, których objawy coraz bardziej zaczynają mi przypominać to, co sam doświadczam. Wszystko zaczęło się w gimnazjum, kiedy zauważyłem, że największym możliwym problemem było dla mnie poranne wstawanie (np. godzina 7.00). Zacząłem również ucinać sobie drzemki w dzień, czego wcześniej nigdy nie robilem i czego nie lubiłem. Na tym etapie nie odstawało to jeszcze od normy, gdyż uważałem, że spanie np. 9-10h w ciągu doby było normalnym objawem tego, iż dorastam i mój organizm potrzebuje zwiększonej dawki snu. Problem nasilał się w miarę upływu czasu, spanie jako moje hobby towarzyszyło mi przez całe liceum, przez co miałem dużo problemów w szkole, ponieważ nie raz wagarowałem w łóżku tylko i wyłącznie dlatego, że poprostu nie potrafiłem jak każdy normalny człowiek wstać i normalnie funkcjonować w ciągu dnia. Obiecałem sobie że w końcu coś z tym zrobię, lecz nadal myślałem, że może to być spowodowane wiekiem dorastania.

W chwili obecnej uważam, że coś jest zdecydowanie nie tak. Mój tryb życia uległ lekkiej zmianie, w związku z tym, iż podjąłem pracę w klubie, niekiedy kładłem się spać bardzo późno (czy nawet bardziej adekwatne było by powiedzenie bardzo wcześnie dnia następnego). Nie ukrywam również, że lubię poimprezować, napić się alkoholu i czasami zarywam noce, lecz zdarza się to nie częściej niż 1-2 razy w ciągu 2 tygodni. Od około 3 lat palę papierosy, zdarza mi się stosować inne używki lecz sporadycznie, nie częściej niż raz w miesiącu. Problem pojawia się przy życiu codziennym. Nawet jeżeli uda mi się rano o godzinie 7 zwlec z łóżka, po powrocie z zajęć o godzinie 12 od razu kładę się spać i budzę się dopiero koło godziny 18. Na co dzień tańczę, treningi mam 5 dni w tygodniu w godzinach wieczornych. Po powrocie z treningu zazwyczaj jem kolację, siedzę na komputerze lub robię inne rzeczy, który normalny człowiek robi w ciągu dnia. Kładę się spać około godziny 01.00 lub 02.00, lecz zazwyczaj zasypiam dopiero koło 03.00. Jeżeli jednak do szkoły się nie wybiorę, ponieważ nie potrafię się obudzić, nie jest mi obce wstawanie około godziny 16-17, co oznacza że śpię nawet 14 h dziennie! Na dodatek, jeżeli na przykład położę się spać wcześniej (godzina 00.00) i obudzę się po tylu samych godzinach, czuję się niewyspany i znów dosypiam.

Bardzo przeszkadza mi to, czego doświadczam, zdaję sobie sprawę, iż jest to w pewnej mierze uwarunkowane moim lenistwem, ale myślę, że jeśli byłby to jedyny powód, to z moją obecną frustracją i chęcią zmian, coś byłbym już w stanie zrobić. Niestety, skutków brak. Starałem się uregulować swój cykl dobowy, kłaść się o porze normalnej, spać książkowe 8 godzin, lecz po prostu chęć spania wygrywa i jeśli nie odbębnie swoich minimum (!) 10-12 h dziennie, czuję się zmęczony, ospały i wręcz nie do życia. Życie ucieka mi między palcami! Kiedy moi znajomi umawiają się do kina, czy idą się spotkać po szkole, ja przewracam się z boku na bok w łóżku...

Wydaje mi się, że warto również wspomnieć o tym, iż miewam dziwne ataki w nocy. Zdarzają się rzadko, bo nie częściej niż raz na 2 tygodnie, a polegają na tym, iż budzę się ni z gruchy, ni z pietruchy, zrywam i czuję okropny lęk i przerażenie. Zazwyczaj ustępuje to po kilku minutach. Czasem również (już bez tych lęków) zdarza mi się sytuacja, gdy w momencie jak zasypiam mam mimowolne ruchy, zazwyczaj kopię nogą w powietrze, co wybudza mnie ze snu i zazwyczaj rozbawia, bo jest to poprostu śmieszne :-). Tutaj po całych dywagacjach pojawia się moje pytanie: Co zrobić, żeby żyć jak normalny człowiek? Chcę spać 8 godzin dziennie, być wyspany, chodzić pełen energii i chęci do życia. Nie opuszczać szkoły tylko przez to, że nie mogę się zwlec z łóżka i oglądać słońce więcej niż godzinę dziennie... Nie byłem z tym u lekarza, lecz na pewno pójdę. Dlatego chciałbym również zapytać, do którego w moim przypadku udać się najlepiej i o jakich faktach powinienem go poinformować, na które zwrócić uwagę? Mam nadzieję, iż w miare obrazowo i mało chaotycznie opisałem mój problem, bardzo proszę o odpowiedź i wskazówki.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Joanna Gładczak
Lek. Joanna Gładczak
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Bóle w klatce piersiowej i podwyższone tętno z powodu stresu

Dzień dobry! W maju wpadłam w poważne tarapaty finansowe, nie z mojej winy. Wzięłam udział w projekcie, w którym uczyło się angielskiego. Nic nie zarobiłam, a muszę jeszcze ludziom zwrócić pieniądze. Są to ogromne sumy. Od tego czasu podupadłam na...

Dzień dobry! W maju wpadłam w poważne tarapaty finansowe, nie z mojej winy. Wzięłam udział w projekcie, w którym uczyło się angielskiego. Nic nie zarobiłam, a muszę jeszcze ludziom zwrócić pieniądze. Są to ogromne sumy. Od tego czasu podupadłam na zdrowiu. Jestem nauczycielem. To też stresująca praca. Mam często bóle w klatce piersiowej, raz jest mi ciężko na sercu, raz te bóle są kłujące, przechodzące do kręgosłupa, nie trwają cały czas. Boli też przy schylaniu się i oddychaniu. Oczywiście, są to bóle przejściowe. Od trzech tygodni nie mogę wyleczyć się z przeziębienia, mam podwyższone tętno, ciśnienie jest raczej w porządku. Miałam robione badania, morfologia wyszła dobrze, magnez, potas i sód mam w normie, aczkolwiek w dolnych granicach, EKG jest bardzo dobre, echo robiłam dwa lata temu - było dobre. Ciągle jestem zestresowana, lękliwa. Nie mogę przeżyć, że dałam się wciągnąć w takie kursy, a teraz zamiast na rodzinę i dzieci będę pracowała na spłacanie długów, oczywiście nie swoich. Chciałam zapytać, czy te moje dolegliwości to coś poważnego?

odpowiada 2 ekspertów:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Nocne koszmary, jęki i krzyki przez sen

Witam, jestem przeciętnym 17-latkiem, lecz od pewnego czasu zacząłem mieć problem, który występuje coraz częściej, a mianowicie jęczę przez sen, czasami nawet przeradza to się w krzyk, gdyż śnią mi się koszmary, które czasami bardzo mnie dotykają, a czasem...

Witam, jestem przeciętnym 17-latkiem, lecz od pewnego czasu zacząłem mieć problem, który występuje coraz częściej, a mianowicie jęczę przez sen, czasami nawet przeradza to się w krzyk, gdyż śnią mi się koszmary, które czasami bardzo mnie dotykają, a czasem mniej (jakieś historie z filmów, ew. moja bujna wyobraźnia). Boję się zasypiać, muszę robić to przy telewizorze, ponieważ wtedy zapominam o wszystkim. I tu jest właśnie problem, ponieważ zaczyna to się dziać coraz częściej. Zwróciła mi na to uwagę moja matka, która jest bardzo religijna, ja natomiast sądzę odwrotnie, więc powiedziała mi, żebym przestał oglądać horrory itp., ponieważ coś mnie jeszcze opanuje. Uważam to za dziwny sposób zmuszenia mnie do tego przez moją matkę, chociaż i tak wzbudziło to we mnie pewien niepokój, więc proszę o pomoc, co zrobić, żeby takie sny przestały nawracać i móc zasypiać bez żadnego lęku oraz żeby problem jęku zniknął. Z góry dziękuję za pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Joanna Gładczak
Lek. Joanna Gładczak
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak stać się człowiekiem podziwianym?

Witam jestem dziewiętnastolatkiem. Korzystając z natchnienia i refleksji, chciałbym przelać na kartkę papieru opis stanu, w którym się znajduję. Jest to dla mnie bardzo ważne, gdyż rozważania na jego temat, a dokładniej na temat tego jak się go pozbyć, pochłaniają...

Witam jestem dziewiętnastolatkiem. Korzystając z natchnienia i refleksji, chciałbym przelać na kartkę papieru opis stanu, w którym się znajduję. Jest to dla mnie bardzo ważne, gdyż rozważania na jego temat, a dokładniej na temat tego jak się go pozbyć, pochłaniają całe dnie, nieraz i noce. Jest ogromnie wykańczający i dysfunkcjonalny, gdybym miał opisać swoją kondycję psychiczną w tym momencie powiedziałbym, że czuję się jak wrak, którego kotwicą jest stres. Wywołuje on również nowe rodzaje lęków, których nie obserwowałem u siebie wcześniej, między innymi jednostajny, wolno płynący lęk przed śmiercią. Dlatego też teraz, będąc w domu i z dostępem do komputera pragnę – pisząc ten list – wykorzystać natchnienie i uwiecznić to co czuję.

Żeby prawidłowo go opisać, by dobrze poznała Pani/Pan jego istotę, na czym niezmiernie mi zależy, przedstawię jak wygląda w praktyce, czyli jak wygląda mój dzień. Mianowicie, od rana do samej nocy rozmyślam godzinami nad tym kim będę w przyszłości, aby wyjść z domu do znajomych. (Siedzę w domu półtora roku, po tym jak zaprzestałem aktywności z powodu problemów emocjonalnych opisanych w dalszej części listu, zdiagnozowana przez psychiatrę nerwica, połączona z obniżeniem nastroju i zaburzeniami lękowymi). Cały czas dodaję z różnych dziedzin cele do zrealizowania, dzięki którym powrócę jako ktoś do rówieśników. Ich lista jest przeogromna i cały czas rośnie, co sprawia, że są niemożliwe do zrealizowania. Są to podziwiane dziedziny muzyki, sportu, a także wyglądu, sposobów bycia, np. bycia osobą błyskotliwą. Przez całe życie moim marzeniem było nauczyć się grać na pianinie, spełniłem to marzenie, ponadprogramowo dołączyłem do zespołu i grałem koncerty. Teraz, nagle wyobrażam siebie w przyszłości jako wokalistę, showmana, osoby w centrum sceny, zabawnej, utalentowanej. Zastanawiam się, czy gitarzysta a może wokalista jest bardziej ceniony, jeśli któryś z nich to jakiego gatunku? Kontrowersyjnie ubrany, a może dość skąpo eksponujący wyrzeźbioną sylwetkę - na takie detale poświęcam swoje rozważania. Dzień w dzień. Są to także wymodelowanie sylwetki, lepsze, zdrowsze odżywianie się, co wpłynęłoby na kondycję skóry, cery, przeczytanie całych działów książek historycznych czy to z literatury pod kątem interakcji towarzyskich, obejrzenie setek filmów, których dotychczas nie widziałem, znajomość wszystkich pół miliona słów angielskich, ogólnie rzecz biorąc poznanie prawie wszystkiego co może się przydać.

Będąc w sklepach multimedialnych, godzinami zastanawiam się jakie książki, płyty, poradniki będą dla mnie najlepsze, które przydadzą mi się w interakcjach z innymi. Rozpaczam widząc całe półki książek czy płyt, myśląc, ile czasu z życia musiałbym przeznaczyć na ich przeczytanie, przesłuchanie. Oczywiście jest to niemożliwe. Dokładniej wygląda to tak: wyobrażam sobie jak dana umiejętność wpłynie na moje relacje ze znajomymi. Cały czas zastanawiam się, która profesja będzie dla mnie lepsza, a w praktyce imam się wszystkich, co wykańcza mnie psychicznie. Zazwyczaj ucieleśnieniem moich fantazji jest Michael Jackson. Wyobrażam sobie jako muzyka, który sprzedaje jeszcze więcej płyt, jest znany na całym świecie, wykonującego tak samo perfekcyjnie jak on taniec, śpiew i muzykę co spotkałoby się z podziwem znajomych – wszyscy mówiliby on jest niesamowity (choć wcale nie lubię śpiewać ani tańczyć). Jest to droga poszukiwania i wyrwania się z obecnego położenia, siedzenia w domu, chciałbym stąd uciec.

Obecne rozważania są tak wykańczające, że na ten moment chciałbym nauczyć się psychologii i przeprowadzić na sobie autoterapię, bo nie mogę już dalej tak funkcjonować, podczas gdy cały czas pamiętam oraz czuję, że moją prawdziwą pasją jest pianino. Od roku chodzę na psychoterapię połączoną z farmakologicznym leczeniem – widać przeogromne efekty – mogę pochwalić się zwalczoną nerwicą. W między czasie od pół roku odnowiłem kontakty ze znajomymi, ale także wtedy myślami jestem obecny w świecie moich fantazji – myślę sobie, że fajnie byłoby tu siedzieć jako nowy, podziwiany ja. Niemniej jednak chciałbym zadać pytania – jakie emocje/potrzeby mogą leżeć u podstaw tych fantazji? Co może powodować, że podziw jest jedyną przepustką do normalnego funkcjonowania? I jak ewentualnie, i w jakim kierunku pracować nad sobą? Pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Niskie poczucie własnej wartości i niezadowolenie z życia

Witam! Mam obecnie 25 lat i jestem mężczyzną, pochodzę z małej wioski. Wywodzę się z dobrej rodziny, w której raczej nie brakowało miłości, mówię raczej, bo rodzice chcieli mnie dobrze wychować - mnie i trojga starszego rodzeństwa. Wychowywała nas właściwie...

Witam! Mam obecnie 25 lat i jestem mężczyzną, pochodzę z małej wioski. Wywodzę się z dobrej rodziny, w której raczej nie brakowało miłości, mówię raczej, bo rodzice chcieli mnie dobrze wychować - mnie i trojga starszego rodzeństwa. Wychowywała nas właściwie matka, bo ojciec przez cały tydzień pracował poza domem. Ciężko pracowaliśmy na roli, dużo uczyliśmy się, no i chodziliśmy do kościoła. Z zainteresowań pozostawała telewizja, no i piłka nożna. Odkąd pamiętam byłem spokojny i bardzo wesoły, no i chorobliwie nieśmiały. W domu odkąd pamiętam była duża dyscyplina i wychowywano nas jak mamy się zachować wobec ludzi. Zawsze czułem się przez to inny wobec rówieśników, więc pewnie dlatego byłem taki nieśmiały i bardzo zależny od innych, zresztą raczej nie pozwalano opuszczać nam domu. W rodzeństwie zawsze faworyzowany był mój brat najstarszy, a ja za wszelką cenę chciałem mu dorównać. Brat dobrze się uczył i zawsze stawiany był na pierwszym miejscu.

Sięgając pamięcią wstecz wydaje mi się, że byłem molestowany przez mojego brata w bardzo wczesnych latach mojego życia. Daleko było mi do niego praktycznie w każdej dziedzinie, choć się dobrze uczyłem, ale odkąd pamiętam nie mogłem się skoncentrować, miałem bardzo niskie poczucie własnej wartości, starałem się przypodobać kolegom i tak było aż do ukończenia szkoły średniej. Dużo rozmyślałem i używałem wyobraźni. Zwykle byłem gdzieś z boku, w nic najlepiej bym się nie angażował, od wszystkiego uciekałem. Bardzo dużo stresu kosztowała mnie nauka, dużo się uczyłem, mimo to mało zapamiętywałem, bałem się odezwać na lekcji, nawet jeśli coś wiedziałem, zawsze chodziłem spięty i zakładałem jakieś maski. Cieszyło mnie niezmiernie jak coś udało mi się zrobić, dostawałem za to szczere pochwały od matki, by następnie po pewnym czasie usłyszeć od niej, że czegoś tam nie dam rady zrobić, mimo że wcześniej to zrobiłem, zbierałem również obelgi od brata, który był chorobliwie zazdrosny o mnie, mimo że nie mogłem się z nim równać. Można powiedzieć, że wszystko robiłem na siłę. I miałem ogromne problemy emocjonalne z tym związane, od ogromnego poczucia wartości i podniecenia do zaniżonej niemal do zera samooceny i ogromnego doła.

Pobyt w wojsku trochę odmienił moje zapatrywanie, trochę się wyluzowałem i choć miałem duże nadzieje i ambicje z nim związane (ojciec i brat byli podoficerami), niestety to były już schyłkowe czasy wojska i nadal moje ambicje nie mogły być spełnione. Zacząłem za to palić trawkę. Podczas jednego epizodu z marihuaną miałem ogromne lęki, które od tamtej pory trwały chyba 3 lata. Nie mogłem normalnie funkcjonować, miałem napady paniki, podwyższony nastrój na przemian z fazami depresji, ciągle byłem skoncentrowany na sobie. Gonitwy myśli, zawyżona samoocena, to wszystko przeszkadzało mi w pracy, w której nie mogłem znaleźć wspólnego języka z kolegami dużo starszymi. Od 5 lat pracuję w zakładzie lotniczym w trybie 3 zmianowym, gdzie na porządku dziennym jest hałas. Tak naprawdę to są najgorsze lata mojego życia, ciągłe dopasowywanie się do kolegów, porównywanie się z nimi, zaniżona samoocena, niepotrafienie znalezienia wspólnego języka, taki ciągły bunt, choć nie chcę, zawsze dochodzi do głosu. Można powiedzieć, że cały czas czułem się gorszy, choć wiem, mimo że wiedziałem, że tak nie jest, ja byłem bezsilny wobec siebie. Zacząłem zgłębiać książki psychologiczne o neurotyzmie i na siłę próbowałem być sobą, w wyobraźni chciałem stworzyć jakiś obraz własnego idealnego ja i pomimo że nie miałem dużych wymagań, ciągle nie potrafiłem normalnie funkcjonować.

Ciągle marnuję czas przeglądając internet. Odkąd pamiętam (od ok. 6. roku życia) masturbuję się, palę papierosy oraz piję alkohol. Nie sądzę, żebym był od nich uzależniony, raczej robię to z nudy albo żeby podtrzymać swoją normalność. Dużo myślę (mam duże mniemanie o sobie, choć teraz staram się tego nie okazywać). Mam dużo zainteresowań, ale boję się je wykonywać, bo wydaje mi się, że powinienem wydorośleć, że za bardzo jestem zdany na siebie, że inni normalni ludzie tyle nie potrafią co ja, że są jakieś ważniejsze rzeczy od tego (tylko jakie). Chciałbym w przyszłości założyć rodzinę, ale jak powtarza matka, nie radzę sobie nawet z samym sobą (mama od 16 roku była sierotą i zajmowała się młodszymi braćmi). Cały czas mieszkam z rodzicami, z którymi przez brak wspólnego języka przechodzę katorgi. Zacząłem blokować swoje emocje i dusić wszystko w sobie, zawsze starałem się coś robić, ale z ojcem niestety nie potrafiłem, ponieważ tak naprawdę to nie miał ochoty nic robić, tylko zawsze narzekał, że nic z nas nie będzie i do niczego nie dojdziemy (mieszkam jeszcze z dwiema starszymi siostrami). Jest to chyba okres poznawania życia przeze mnie i dokonania wyboru. Niestety przypadł on na taki okres wielkiego bumu na pracę za granicą, zazdrością, nieliczenia się z innymi (zawsze starałem się jak najwięcej dowiedzieć jak to funkcjonuje). Nie ukrywam, że też miałem chęć lepszego zarobku, wydoroślenia no i nie patrzenia na to co mi dyktują rodzice. Ale doszedłem do wniosku, że to oni, a szczególnie tata, miał rację. I od tej pory mam dla niego pełen szacunek.

Mam kilku zaufanych kolegów, ale moje relacje z nimi nie są w pełni otwarte, bo ja zawsze byłem kimś w roli mediatora, który wysłucha, nigdy nie powie złego słowa, wszystko zrozumie, zawsze powie coś mądrego. Byłem kilka razy u psychiatry, który przepisał mi jakieś leki i wskazywał na psychologa. Można powiedzieć, że cały czas moralizuję swoje życie i już tak na prawdę nie wiem, jak się w nim odnaleźć, co dla mnie dobre, a co złe, jak zachowywać się wobec innych, czy wyrażać własne zdanie, czy przeciwnie - być uległy. Można powiedzieć, że na temat kontaktów międzyludzkich wiem wszystko, cały czas właśnie to zaprząta mi głowę. Kiedyś były przejściowe okresy, kiedy strasznie cieszyłem się z kontaktów z i innymi, teraz myślę, że inni mają podobne problemy co ja, a nikt nie chce się otworzyć, przez co te kontakty są powierzchowne albo fałszywe. Jestem strasznie rozkojarzony, bo chciałbym jakoś funkcjonować, czuć się wartościowy, przynajmniej przez samego siebie, ale tyle razy zawiodłem się ludźmi albo nie potrafiłem sobie wytłumaczyć dlaczego.

Nie potrafię się otworzyć, choć w głębi duszy jestem dzieckiem, na siłę chcę być dorosły, coś osiągnąć, bo wiem, że mogę to zrobić, choć nie robię nic, co by mnie w jakiś sposób budowało. Nie wiem nawet, czy poważnie podejść do życia, czy się bawić i niczym się na razie nie przejmować. Boję się ofiarować i zburzyć obraz siebie, ale dlaczego miałbym to robić, jeśli wiem, że za niedługo nadal się zmienię (takie błędne koło). Nie wiem, jak mam myśleć, pracuję nad sobą, mam wielką chęć zmiany, ale nadal czuję się pusty i wypalony. Nie wiem, jak mam spoglądać na świat. Świat ludzi rozumiem nawet za dobrze, ale czuję jakbym się nie rozwijał, z jednej strony niczym się nie przejmuję, bo nie warto tak naprawdę, z drugiej nawet błahostki wyprowadzają mnie z równowagi. Żyję z dnia na dzień, najchętniej nie kierowałbym się swoim ego, bo wychodzą przez to nieporozumienia z ludźmi, z drugiej mam chęć współzawodnictwa, choć po pewnym czasie wychodzi, że mam niewiele do powiedzenia (rani mnie, gdy ktoś jest bardziej zaradny ode mnie, szczególnie jeśli ta osoba jest w jakiś sposób powiązana ze mną).

Mam od niedawna dziewczynę, którą pewnie kocham, ale nie potrafię się dla niej otworzyć, nic nie czuję. Czuję się natomiast ponad nadmiar sfrustrowany. Z natury dużo nie myślę, raczej mam nawyk do racjonalizatorstwa, ciągle jestem rozkojarzony, zawsze jakaś myśl wpadnie mi do głowy i zaczynam ją analizować, nieważne czy jest ona ważna, czy nie. Myślę, że za bardzo jestem zdany na siebie, na swoje myśli (potrafię bardzo dobrze sobie radzić, ale w pojedynkę), przez to nie mogę się skupić, dużo kombinuję, a za mało robię. Denerwują mnie ludzie, bo nie potrafię się skupić na tym, co w danym momencie mówią, tylko oceniam, czy to prawda czy nie. Poza tym często rozmowy te wydają mi się mało dorosłe, a ja kontroluję się, żeby nie urazić drugiej osoby. Mam chaos w głowie, bo nie wiem, co mną kieruje i nie czerpię żadnej przyjemności z życia, choć są momenty, że potrafię się cieszyć z najprostszych rzeczy, to ciągle się to burzy.

Myślę, że jestem normalny, a może mało zaradny. Tak naprawdę w każdym razie niezadowolony z siebie, tylko nie wiem czy z własnej natury, bo o osobowości jako takiej raczej mowy być nie może. Zawsze chodzę za to zdenerwowany i sfrustrowany. Często myślałem, że dążę do jakiejś świętości i że wszystko jest bez sensu oraz, że jest mnie stać na ofiarowanie swojego cierpienia dla dobra innych. Myślę, że mógłbym normalnie funkcjonować, ale raczej nie założyłbym rodziny, a nie chcę tak żyć. Czy powrócę jeszcze do normalności, czy będę mógł w jakiś sposób żyć z ludźmi i zachować siebie jednocześnie, radząc sobie w życiu i cieszyć się nim? Proszę powiedzieć, czy da się to jakoś zmienić czy żyjąc między podobnymi ludźmi zawsze będę podobny do nich? Może mam osobowość schizoidalną albo coś innego?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Patronaty