Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Problemy psychologiczne: Pytania do specjalistów

Czy powinnam przeprosić byłą nauczycielkę?

Jestem 15-letnią uczennicą trzeciej klasy gimnazjum. W podstawówce w klasach 4-6 miałam wychowawczynię, panią od angielskiego. Po jakimś czasie, jeszcze w tej samej szkole, całkowicie znienawidziłam ten przedmiot, a jeszcze potem również i swoją panią. Byłam bardzo niegrzeczna. Byłam niemądra....

Jestem 15-letnią uczennicą trzeciej klasy gimnazjum. W podstawówce w klasach 4-6 miałam wychowawczynię, panią od angielskiego. Po jakimś czasie, jeszcze w tej samej szkole, całkowicie znienawidziłam ten przedmiot, a jeszcze potem również i swoją panią. Byłam bardzo niegrzeczna. Byłam niemądra. Wagarowałam, pyskowałam, kłamałam, głupio popisywałam się, łapałam same słabe oceny, prawie nic nigdy nie umiałam. Sprawiałam jej tylko same kłopoty i pogarszałam jej nastrój. A na zakończeniu roku szkolnego, 6, ostatniej klasy, nasze stosunki były także bardzo złe. Ale jednak w tym roku, coś się stało takiego niezwykłego, że ja bardzo polubiłam angielski, chciałam się go uczyć jak najwięcej, i to z własnej woli, na własne życzenie. Poczułam wtedy takie wewnętrzne ciepło i miłość... I pokochałam także swoją byłą panią. I teraz bardzo żałuję, jest mi bardzo smutno i przykro, że byłam taka niedobra. Pani leży mi na sercu każdego dnia, tak więc zastanawiam się, czy nie powinnam jej przeprosić. Jeśli tak, to w jaki sposób powinnam to zrobić? Na same te wszystkie myśli, wspomnienia, zaczynam płakać. Tak, wiem, już dawno był najwyższy czas, by się pożegnać i podziękować za opiekę i naukę, ale ja nie zrobiłam wtedy nawet tego. Rozstałyśmy się więc w koszmarnych stosunkach. Byłam bezczelna. A ponieważ cierpię na depresję, pamiętam dobrze, jak jeszcze w 5 klasie mimo przeciętnych wyników w nauce pani była dla mnie bardzo dobra i sympatyczna podczas rozmowy na osobności w klasie. Teraz oddałabym wszystko, żeby tylko w nowej, następnej szkole, liceum, zobaczyć ją jako nową nauczycielkę w tej szkole, i równocześnie moją ponowną wychowawczynią. Proszę mi odpowiedzieć czy powinnam ją przeprosić. Bardzo cierpię.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak poradzić sobie z ojcem nadużywającym przemocy?

Mam problem z ojcem, dziś mnie złapał za tył szyi i popchnął. A o co? o to, że nie chciałam mu dać pilota do tv. I tak jest praktycznie codziennie - zawsze ja obrywam jak nie posprzątam po siostrze (4...

Mam problem z ojcem, dziś mnie złapał za tył szyi i popchnął. A o co? o to, że nie chciałam mu dać pilota do tv. I tak jest praktycznie codziennie - zawsze ja obrywam jak nie posprzątam po siostrze (4 lata). Jeśli przyniosę 3 ze szkoły to jest wielka awantura - "chyba zacznę cię bić, to będziesz miała same 5 ". Ostatnio jak mnie uderzył to zaczęłam płakać i krzyczeć, żeby mnie nie bił to on powiedział "jak cię pierdo*ne zaraz to wylecisz stad na zbity ryj". Kiedyś powiedział, że mi poprzecina skórę. Ja zaczęłam płakać, a na drugi dzień normalnie się do mnie odzywał tak jakby się nic nie stało. U niego oceny 4 się nie liczą, o nich nawet nie chce słyszeć. A ja i tak uważam, że źle się nie uczę, bo mam same 5, 4 i trochę 3. Nie mam samych 1, 2, 3. Nienawidzę go! Myśli, że mu wszystko wolno, bo jestem na jego utrzymaniu. Jeśli siostra bałagani to na nią nie krzyczy, a jak ja zostawię jakiś kubek, to zaraz awantura. Ja dostaję szału. Mój ojciec lubi sobie czasem wypić, ale nie jest alkoholikiem. Każde jego słowo wytrąca mnie z równowagi. Co mam zrobić? Mam 14 lat, za 4 lata mam ochotę się wyprowadzić, ale nie wiem, czy przez ten czas nie zwariuję.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Brak emocji, nadmierna szczerość - czy to jakaś choroba?

Witam, Mam 21 lat i mam pytanie dot. pewnych elementów mojego zachowania, które zaobserwowało moje najbliższe otoczenie. Mianowicie, znajomi zauważyli, że nie okazuje żadnych emocji. Podczas rozmowy mój głos jest spokojny, monotonny, jakby z syntezatora mowy. Nie denerwuję się...

Witam, Mam 21 lat i mam pytanie dot. pewnych elementów mojego zachowania, które zaobserwowało moje najbliższe otoczenie. Mianowicie, znajomi zauważyli, że nie okazuje żadnych emocji. Podczas rozmowy mój głos jest spokojny, monotonny, jakby z syntezatora mowy. Nie denerwuję się (nie krzyczę, nie gniewam się), ani nie smucę (czuję smutek w niektórych sytuacjach, ale szybko mi przechodzi, nie wiem czy to objaw czegokolwiek). Nie uzewnętrzniam radości, mimo że potrafię się cieszyć, po prostu tego nie pokazuję. Ciężko mi się postawić w czyjejś sytuacji, wszystko staram się obrócić w sytuację, w której rozbawię drugą osobę i raczej dobrze mi to wychodzi. Uchodzę w towarzystwie za "rozbawiacza", potrafię rozśmieszyć ludzi. Nie lubię rozmawiać o swoich uczuciach (czytałem w internecie, że tym akurat nie powinienem się martwić, bo wielu mężczyzn tak ma). Mam też problem z sugestiami. Nie potrafię zrozumień przekazu, w momencie kiedy ktoś coś sugeruje (chodzi mi tu bardziej o skomplikowane sugestie, nie bardzo wiem jak to wytłumaczyć). Osobiście nie potrafię sugerować, delikatnie przekazywać tego co myślę. Zawsze mówię prosto (taka nadmierna szczerość, co w niektórych przypadkach podchodzi pod zwyczajne chamstwo). Ogólnie nie przeszkadza mi nic z w.w., jednak jestem ciekaw czy jest to jakaś dolegliwość czy po prostu taki już jestem (w końcu ludzie są różni).

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Brak zainteresowania, napady zdenerwowania - co się ze mną dzieje?

Dzień dobry, mam 30 lat, mam męża i 1,5 roczną córeczkę. Prawie 3 lata temu straciłam dziecko (4 m-ce), potem poroniłam, a kolejna ciąża zakończyła się szczęśliwie - myślałam, że jak będę mieć zdrowe dziecko i szczęśliwa rodzinę to wszystko...

Dzień dobry, mam 30 lat, mam męża i 1,5 roczną córeczkę. Prawie 3 lata temu straciłam dziecko (4 m-ce), potem poroniłam, a kolejna ciąża zakończyła się szczęśliwie - myślałam, że jak będę mieć zdrowe dziecko i szczęśliwa rodzinę to wszystko się ułoży, niestety tak nie jest. Od ponad pół roku nie poznaję siebie - reaguje bardzo emocjonalnie na wszystko, wciąż mi się chce płakać, myśli o 1 dziecku wracają do mnie każdego wieczora, mimo że cieszę się z obecnego macierzyństwa to wciąż mi coś przeszkadza. Czasami chodzę rozdrażniona i czepiam się wszystkiego, krzyczę, potrafię nawet czymś rzucić, a czasami chodzę jak cień i mam wszystko w nosie, strasznie szybko się denerwuję (nawet na córcię, brakuje mi cierpliwości). Są dni, że wszystko jest dobrze, ale wystarczy jakieś małe zmartwienie (np. gorączka dziecka) i się zaczyna - nerwówka, kłócę się z mężem, nie potrafię racjonalnie ocenić sytuacji, zdystansować się do problemu, mały problem urasta do wielkiego… Do tego przez nocne pobudki córeczki nie śpię normalnie i jestem fizycznie zmęczona wstając codziennie do pracy. Ostatnio dołączył się bardzo niepokojące objawy - czasami przed oczami mignie mi jakaś czarna plama, jakby postać, ale nie widzę szczegółów, mam wrażenie, że coś przebiegło (jakaś mysz lub coś innego), a w rzeczywistości nic takiego nie ma miejsca, słyszę także w głowie dźwięk dzwoniącego telefonu (choć nie dzwoni - próbowałam go wyłączać, ale mimo to dźwięk nadal jest, pomaga jak włączę radio lub tv - wtedy nie dzwoni). Czy ja wariuję, czy to jakaś nerwica, co mi jest? Dziękuję za wszystkie pomocne porady.

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak poradzić sobie z nadwrażliwością prowadzącą do płaczu?

Witam! Mam 20 lat i moim ogromnym problemem jest nadwrażliwość. Ma ona wiele pozytywnych aspektów. Poruszają mnie do głębi ładne widoki, rozczulają drobne miłe gesty, generalnie w niepozornych sytuacjach odnajduję wiele radości niewidocznej dla innych. Niestety działa to także w...

Witam! Mam 20 lat i moim ogromnym problemem jest nadwrażliwość. Ma ona wiele pozytywnych aspektów. Poruszają mnie do głębi ładne widoki, rozczulają drobne miłe gesty, generalnie w niepozornych sytuacjach odnajduję wiele radości niewidocznej dla innych. Niestety działa to także w drugą stronę - często płaczę z nieistotnych tak na prawdę powodów. Mechanizm mojego umysłu działa w taki sposób, że zdaję sobie sprawę z nieistotności sytuacji, tłumaczę sobie w myślach, żeby się nie przejmować, jednak to nie działa, bo czuję, że i tak szklą mi się oczy… Strasznie mnie to zawstydza, bo nie chcę być postrzegana jako "beksa". To zupełnie jakby nagle oczy odmawiały mi posłuszeństwa. Dodam, że przejmują mnie jedynie sytuacje związane z bliskimi mi ludźmi. Nie działają na mnie jakoś mocno przykre incydenty związane z ludźmi, na których mi nie zależy. Bardzo chciałabym nauczyć się panować nad płaczliwością, tylko nie mam pojęcia co mogę w tym kierunku zrobić. Będę wdzięczna za każdą poradę! :-)

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Dziwne stany euforyczno-depresyjne - jak sobie poradzić?

Witam, Mam 19 lat. Studiuję. Mam dziewczynę. Czuję się pełni szczęśliwy od jakiegoś dłuższego czasu, ale zdarza się, że mam dziwne stany emocjonalne, od kiedy sięgam pamięcią. Chciałbym zachować poufność w tym poście, dlatego nie będę używał imion. W ubiegłych...

Witam, Mam 19 lat. Studiuję. Mam dziewczynę. Czuję się pełni szczęśliwy od jakiegoś dłuższego czasu, ale zdarza się, że mam dziwne stany emocjonalne, od kiedy sięgam pamięcią. Chciałbym zachować poufność w tym poście, dlatego nie będę używał imion. W ubiegłych latach wyglądało to tak, że pomimo tego, że miałem sporo kolegów, sporo znajomości, przyjaciół i tak czułem w głębi duszy samotność i niezrozumienie. Nie miałem szczęścia do kobiet. Zdarzało mi się "alienować" od otoczenia. Obecnie mam dziewczynę od ponad pół roku. Kocham ją. Pomimo tego, często zdarza mi się mieć stany smutku przepełnionego niechęcią do życia, świata, ludzkości. Myślę wtedy o śmierci - w ogólnym znaczeniu, ale też i samobójstwie. Mam przebłyski i obrazy w głowie zabijanych ludzi. Często przepełnia mnie nienawiść do ludzkości. W tej chwili czuję się w pełni samotny i nieporadny. Ten stan, który wyżej opisałem trwa przynajmniej raz w miesiącu jakieś 3 godziny. Potem wracam do normy. Otrząsam się z amoku, a potem przepełnia mnie euforia, szczęście. W czasie "euforii" nie pamiętam tego stanu, jakby go nie było. Chciałbym podkreślić, że nie uważam się za osobę normalną. Mam też często tak, że gdy patrzę na siebie mam ochotę się dosłownie "zachlastać" nożem, żyletką. A czasem zdarza się też tak, że jak na siebie popatrzę mówię w sobie w głębi ducha, że jestem z siebie dumny, że mogę góry przenosić. Jestem osobą wierzącą. Wiara w dużej mierze pomaga mi normalnie funkcjonować w społeczeństwie, pomimo hipokryzji "katolików" czy racjonalizmu i udowadniania "ateistów", że Boga nie ma. Staram się być dobrym człowiekiem w swoim życiu, pomimo trudów. Niestety, bardzo niepokoją mnie moje "dziwne stany". Możliwe, że wpływ na to miało środowisko szkolne, które niemiło wspominam z lat ubiegłych. Może lekkie odtrącenie z ich strony również miało wpływ na mój obecny charakter jak i również pierwsza niespełniona miłość, przez którą chciałem odebrać sobie życie. Kiedyś byłem osobą nieśmiałą. Obecnie, jeśli trzeba, przełamuje nieśmiałość różnymi środkami, jak np. alkohol i staram się mieć normalny kontakt z ludźmi. Nie wiem co mógłbym napisać jeszcze by bardziej rozwinąć mój problem - w gruncie rzeczy chodzi mi o ten "dziwny stan", który pojawia się bez powodu. Często mnie męczy i nie pozwala mi normalnie funkcjonować. Pojawia się najczęściej w domu - wtedy wiem, że nikt nie zapyta się "co Ci jest?". Wtedy nie jest to takie męczące i jakoś radzę sobie z tym sam. Ale jeśli ten stan napotyka mnie np. na imprezie, przy znajomym, trudno mi jest wyjaśnić co się ze mną dzieje. Przeważnie ludzie odbierają to tak, jakby impreza mi się nie podobała, albo towarzystwo. Również zdarza się tak, że ludzie odbierają to jakby coś źle powiedzieli w stosunku do mojej osoby. Wtedy, staram się nie pokazywać co się ze mną w aktualnej chwili dzieje. Gdy mam ten "dziwny stan" wstydzę się, ponieważ nie umiem sobie z nim poradzić. Nie tłamszę, nie niweczę. Staram się, wierzę w to że mi się uda, ale mi to nie wychodzi... Nie lubię tego robić, to jest zakładać maski sztuczności kiedy sobie z tym nie radzę. Bardzo cenię w swoim życiu szczerość, a udawanie, bycie sztucznym, nieprawdziwym, bardzo mnie denerwuje, nawet wprowadza w stan nienawiści do danej osoby, która jest sztuczna. Jestem osobą bardzo empatyczną. Lubię pomagać ludziom gdy mają problem. Gdy sam mam problemy, również proszę o radę, choć często bywa tak, że gdy proszę o pomoc, czuje się nieporadny, co mnie drażni. Nie cierpię nie radzić sobie z problemami i robić z siebie "fajtłapy". Bardzo mnie to krępuje. Mam długotrwałe przyjaźnie, które mogę zliczyć na palcach jednej ręki. Nie potrzebuję więcej przyjaciół. Dla mnie nie liczy się ilość, tylko jakość. Jeśli miałbym określić swój temperament jest to na pewno introwertyzm z pewną nutką ekstrawertyzmu. Bardziej staram się o dobro innych niż o swoje. Często przez to tracę życiodajną energię. Proszę o radę, mogę jeszcze coś dopowiedzieć, jeśli za mało streściłem mój problem.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak panować nad nerwami?

Witam, Mam 16 lat. Zawsze byłam nerwowa, ale gdy miałam wypadek samochodowy rok temu moje "nerwy" się zwiększyły. Najczęściej "wyżywam" się na najbliższych takich osobach jak mama i mój chłopak, czepiam się ich o byle co i od...

Witam, Mam 16 lat. Zawsze byłam nerwowa, ale gdy miałam wypadek samochodowy rok temu moje "nerwy" się zwiększyły. Najczęściej "wyżywam" się na najbliższych takich osobach jak mama i mój chłopak, czepiam się ich o byle co i od razu krzyczę i robię awanturę, np. rozmawiam z kimś przez telefon i coś powie ta osoba innego niż miałam w planach (jakaś mało ważna rzecz) to od razu robię awanturę. Jak się z kimś kłócę to zaczynam płakać. Nie wiem co mam z tym zrobić, czy mogę to jakoś hamować? Czy muszę brać jakieś leki (nie szkodzące zdrowiu), może są jakieś ćwiczenia na to? Z góry dziękuję za odpowiedź! Mam nadzieję, że mi pomożecie:)

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego śnią mi się koszmary?

Jestem trzynastolatką, każdej nocy dręczą mnie koszmary. Pewnej nocy śniło mi się, że jestem duszona, a gdy się obudziłam, nie mogłam oddychać i czułam jakby ktoś mnie trzymał za gardło. Być może panikuję. Moje sny dotyczą zazwyczaj mordowania. Występują...

Jestem trzynastolatką, każdej nocy dręczą mnie koszmary. Pewnej nocy śniło mi się, że jestem duszona, a gdy się obudziłam, nie mogłam oddychać i czułam jakby ktoś mnie trzymał za gardło. Być może panikuję. Moje sny dotyczą zazwyczaj mordowania. Występują tam moi przyjaciele, rodzina, zawsze jako ofiary. Tylko raz było tak, że moja mama była mordercą. Niedawno wyjechałam do Szwecji, wciąż uczę się języka, przez co mam problemy z komunikowaniem się z moimi rówieśnikami. Póki co, nie chcę martwić mamy. Wspominałam jej, że mam koszmary, ale było to dawno, gdy nie mogłam spać zaledwie dwie noce. Trwa to już prawie miesiąc.

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Co zrobić żeby mieć lepsze życie?

Mam pewien problem: moi rodzice bardzo często się kłócą, przez jakiś czas jest normalnie, ale później budzę się w nocy i słyszę ich awantury zazwyczaj o to, że mama przyjeżdża późno do domu i prowadzi auto pod wpływem alkoholu. W...

Mam pewien problem: moi rodzice bardzo często się kłócą, przez jakiś czas jest normalnie, ale później budzę się w nocy i słyszę ich awantury zazwyczaj o to, że mama przyjeżdża późno do domu i prowadzi auto pod wpływem alkoholu. W szkole idzie mi okropnie - z matmy uczę się na samych jedynkach, semestr już się kończy, a ja jeszcze nic nie mam poprawionego. Moja siostra jest strasznie wredna, nie mam sił się jej postawić, bo ona jest starsza i może zrobić mi krzywdę. Gdy kłócę się z nią wkracza mój tata i robi jej awantury, czasem dochodzi do rękoczynów - mam dość! Przestałam się uczyć, dbać o siebie, od 2 lat próbuję zmienić swoje życie, lecz nie potrafię - raz cięłam się nożyczkami tylko dla bólu, który mnie uspokaja. Nie chcę iść do psychologa, chcę sama wszystko załatwić, potrzebuję cennych rad, które zmienią moje życie. Błagam o pomoc - mam dopiero 15 lat, potrzebuję rodziny, w której mogę się kształcić i rozwijać. Chcę, aby było tak, jak jest w każdej rodzinie.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Skoki nastroju, napady płaczu - co się dzieje?

Witam, Mam 18 lat, płeć żeńska. Ostatnio mam silne zmiany nastrojów i okropne napady płaczu nie do powstrzymania. Może nakreślę sytuację wyraźnie (czyli niestety trochę długi "zarys biograficzny"): kiedyś byłam bardzo towarzyska i wesoła. W samotności opłakiwałam jakieś smutki, średnio...

Witam, Mam 18 lat, płeć żeńska. Ostatnio mam silne zmiany nastrojów i okropne napady płaczu nie do powstrzymania. Może nakreślę sytuację wyraźnie (czyli niestety trochę długi "zarys biograficzny"): kiedyś byłam bardzo towarzyska i wesoła. W samotności opłakiwałam jakieś smutki, średnio raz na dwa dni, ale odpowiadało mi to, bo te smutki nie miały rozsądnego podłoża (dołowałam się tym, czym w żadnym wypadku nie powinnam). Moi przyjaciele wiedzieli, że coś takiego mam i wiedziałam, że kiedy jest naprawdę źle, mogę się skontaktować. W zamian odpłacałam uśmiechem i pomocą w każdej sferze. Brałam też antydepresanty, chodziłam do psychiatry z okazji jedzeniowych problemów. W wakacje 2009 odstawiałam leki. Przestałam też chodzić do psychiatry. Miałam wtedy silne napady agresji, co spowodowało, że najbliższa mi osoba nie mogła ze mną wytrzymać - straciłam kogoś, komu mogłam powiedzieć dokładnie wszystko (inne dobre kontakty również oziębły, jednak nie takim stopniu). To sprawiło, że trochę odsunęłam się od społeczeństwa, bo już nie miałam osoby, której mogłam się dosadnie wyżalić. W trakcie nowego roku szkolnego wróciłam do głodówek, które znacznie wykluczyły ze mnie towarzyskość, co sprawiało, że coraz bardziej odsuwałam się od ludzi. Potem przychodziły momenty obżarstwa. W pewnym momencie zatrzymałam się tylko na obżarstwie i przytyłam 10 kilo. To sprawiło, że czułam się jako kompletne zero, poza tym nie miałam już na tyle dobrych znajomych, żebym mogła się wygadać, straciłam wiarę w człowieka i samą siebie (miałam wrażenie, że powinni mnie pocieszać, tymczasem odsuwali się ode mnie). Przestałam się odzywać. Chodziłam z tą samą miną publicznie, nigdy się nie śmiałam (nawet kiedy coś mnie rozbawiło, nie mogłam wydobyć z siebie choćby uśmiechu), miałam myśli samobójcze, cięłam się, w domu przepłakiwałam codziennie. W wakacje poznałam osobę, dzięki której na nowo chciałam zmienić siebie. Przeprowadzałam ze sobą długie dialogi, w których złe sytuacje próbowałam przekręcić na coś dobrego. Już pod koniec wakacji odbudowałam troszkę starych więzi, wróciłam do śmiechu. Przez chwilę zaczęłam czuć się lepiej. Miałam też już osobę, z którą mogłam porozmawiać o wszystkim. I teraz przejdę do rzeczy. Zaczął się rok szkolny. Na początku chyba było nawet w porządku. Ludzie zaczęli się przekonywać do mnie powoli na nowo, zaczęłam chudnąć. Nawet nie płakałam bardzo dużo. Jednak w mojej głowie rosło przeświadczenie, że coś jest nie tak. Zaczęłam nadużywać narkotyków. Kiedy z nich zrezygnowałam, miałam parę gorszych dni, ale powoli wróciłam do umiarkowanego nastroju. Ale któregoś dnia po prostu wybuchłam. Dostałam jakiegoś ataku szału, nagle w głowie zaczęły pojawiać mi się obrazy jakiś koszmarnych rzeczy, głosy wołające do mnie o bezsilności, ujemnej wartości, o tym że jestem gruba, zachęcające do skończenia ze sobą, rozmawiające o mojej głupocie i wmawiające mi dziwne rzeczy. Przepłakałam całą noc mówiąc sama do siebie, rozmawiając z głosami, widząc jakieś dziwne rzeczy dookoła. Następnego dnia czułam się zupełnie normalnie i noc była dla mnie jakimś abstrakcyjnym wspomnieniem. Jednak teraz, im częściej się śmieję w towarzystwie i naprawdę czuję się wspaniale, co zachęca mnie do działania i poprawia samopoczucie, jednocześnie częściej mam napady i są one coraz silniejsze i niekontrolowane. Potem czuję się naprawdę dobrze, ale przed jestem zestresowana. Poza tymi epizodami często mam dziwne napady agresji zupełnie zbędnej, w których patrzę na siebie jakby z boku, a na innych zza grubego szkła i nic nie mogę zrobić, a także dziwne napady śmiechu, do których też nie mam powodu i nie mogę go kontrolować. Zaczęłam mieć wiele dziwnych nietypowych dla siebie zachowań, w których sama ja nie uczestniczę (obserwuję się z boku i się dziwię, ale nie mogę tego powstrzymać). Poza tym czasem dostaję dziwnego ataku duszności, wpadam w niepotrzebną panikę i serce bije mi jak oszalałe (mam wrażenie, że to akurat jakaś pozostałość po narkotykach, bo wraz z nimi mi się to zaczęło). Pomiędzy rożnymi napadami dziwnych nastrojów (te pomniejsze występują krótko kilkanaście razy na dzień, te silne wybuchy raz na jakieś 4-5 dni) czuję się naprawdę w porządku, jestem taka, jaka byłam kiedyś dawniej.Czasem zdarzają mi się też „ciemne dni”, w których przybieram zeszłoroczną postawę udawanej apatii i braku wyrazu. Nie wiem, co robię źle w swojej "kuracji", mam teraz wsparcie innych i czuję się dużo silniejszą i szczęśliwszą osobą, ale te ataki nie są jakby mną samą i najgorsze, że zupełnie nie mam nad tym kontroli. Co powinnam zmienić? Czemu mimo, że naprawdę czuję się silniejsza i lepsza, miewam takie dziwne rzeczy?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Ból serca i dusznośći podczas zdenerwowania - co robić?

Ja mam 18 lat i również boli mnie serce. Gdy się denerwuję bardzo się nasila, do tego dochodzą duszności. Nie mam pojęcia dlaczego tak jest. Mam tak od około 2 lat. Gdy się zaczęło stwierdziłam, że nie muszę iść do...

Ja mam 18 lat i również boli mnie serce. Gdy się denerwuję bardzo się nasila, do tego dochodzą duszności. Nie mam pojęcia dlaczego tak jest. Mam tak od około 2 lat. Gdy się zaczęło stwierdziłam, że nie muszę iść do lekarza, bo po prostu przejdzie i rzeczywiście przez dłuższy czas nie bolało, miałam zatem spokój. Niestety zaczęło się znowu... Jeśli czymś się zdenerwuję zaczyna się uciążliwy ból i duszności, nie mogę normalnie oddychać...

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy te objawy wskazują na depresję bądź skutek stresu?

Mam 14 lat, od jakichś 5 dni mam dziwne bóle z tyłu głowy, lekarz powiedział, że mam nerwicę, ale ja się niepokoję, że to coś więcej. Mam dziwne przeczucia, bolą mnie powieki i mam lekkie zaburzenia widzenia - mówią też,...

Mam 14 lat, od jakichś 5 dni mam dziwne bóle z tyłu głowy, lekarz powiedział, że mam nerwicę, ale ja się niepokoję, że to coś więcej. Mam dziwne przeczucia, bolą mnie powieki i mam lekkie zaburzenia widzenia - mówią też, że to stresowe lub depresja zimowa, bo nie mam na nic chęci. Jak chodzę czuję taki ciężar, to mnie męczy, boję się - może mam jakiegoś guza w głowie? Mam nadzieję, że nie :(. Mam problemy ze spaniem, rano się budzę z bólem głowy, nie mam nudności ani wymiotów, ale raz mam apetyt, raz nie. Mam tabletki od bólu głowy - nie pomagają. Czy to mogą być objawy depresji lub stresu?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak poradzić sobie z wybuchowym charakterem?

Mam 18 lat i od pół roku jestem w związku. Strasznie męczę się ze swoim zachowaniem. Jestem zazdrosna o byłą dziewczynę, na początku wybucham strasznie. Krzyczę, nawet płaczę, bo zdarza mi się dopowiadać sobie historię, po chwili czasu zdaję...

Mam 18 lat i od pół roku jestem w związku. Strasznie męczę się ze swoim zachowaniem. Jestem zazdrosna o byłą dziewczynę, na początku wybucham strasznie. Krzyczę, nawet płaczę, bo zdarza mi się dopowiadać sobie historię, po chwili czasu zdaję sobie sprawę z tego co robię i staram się już tak nie zachowywać, jednakże nie zawsze mi to wychodzi. Do wszystkiego podchodzę strasznie emocjonalnie, nie umiem się pogodzić z myślą, że ktoś bliski może mnie okłamać. Oczekuję niby nic wielkiego od drugiego człowieka, bo tylko szczerości, szacunku, a czuję się jakbym oczekiwała od ludzi zbyt wiele, nie wiem co mam robić i jak się w końcu zachowywać. W domu to samo - wybucham, krzyczę, wyklinam, płaczę, kopię pod wpływem emocji. Proszę o pomoc, bo już nie wiem jak mam sobie z tym wszystkim radzić…

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak sobie poradzić z nerwowością i niską samooceną?

Cześć, Mam 16 lat i w sumie sama nie wiem, czy coś mi dolega, czy to zwyczajne dojrzewanie. Zaczęło się rok temu, mianowicie siedząc w jakimkolwiek miejscu publicznym zaczynałam się denerwować, byłam pewna, że zwymiotuję lub zaczynałam się dusić. Nie...

Cześć, Mam 16 lat i w sumie sama nie wiem, czy coś mi dolega, czy to zwyczajne dojrzewanie. Zaczęło się rok temu, mianowicie siedząc w jakimkolwiek miejscu publicznym zaczynałam się denerwować, byłam pewna, że zwymiotuję lub zaczynałam się dusić. Nie chodziłam wtedy do kościoła i nie znosiłam wolnych chwil na lekcjach - wtedy dopadał mnie ten problem. Aktualnie zdarza się to zdecydowanie rzadziej, ale czasami tak. Posiadam także uczucie swojej bezwartościowości. Nie mam się za mądrą, ładną, ani w jakikolwiek sposób interesującą, wręcz przeciwnie. Czasami czuję, że przyjaciele akceptują mnie z litości, a dla rodziców jestem tylko przeszkodą. Mało rzeczy mi wychodzi, uwierzcie. Pewnie można pomyśleć, iż to kolejna sfrustrowana nastolatka, może tak, ale piszę aby się dowiedzieć. Za każdym razem, gdy ktoś wypomina mi błąd czuje swoją beznadziejność, wiem, że nie wszystko musi mi wychodzić, ale to boli i już nie walczę w większości spraw. Wieczory w ciągu tygodnia spędzam przed komputerem, w weekendy czasem gdzieś wyjdę. Nie umiem się dobrze bawić, wszędzie wymagana jest pewność siebie, której nie mam. Jestem dość nieśmiała. Może faktycznie doszukuję się problemu tam, gdzie go nie ma? Chciałabym umieć cieszyć się tym co mam, zaakceptować siebie i żyć. Poradźcie, albo powiedzcie, że to minie z wiekiem…

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak odnaleźć sens własnego życia?

Przypuszczam, że jestem ciężko chora psychicznie. Nic mnie nie cieszy i brzydzę się niektórych pojęć związanych z normalnym życiem. Na przykład słowa "życie". Czasem brzydzę się swojego człowieczeństwa. Często chcę zasnąć i już się nie obudzić. Albo po prostu zasnąć...

Przypuszczam, że jestem ciężko chora psychicznie. Nic mnie nie cieszy i brzydzę się niektórych pojęć związanych z normalnym życiem. Na przykład słowa "życie". Czasem brzydzę się swojego człowieczeństwa. Często chcę zasnąć i już się nie obudzić. Albo po prostu zasnąć i bardzo długo spać. Chodzę do psychiatry. Jednak ta pani jedynie przepisuje mi leki. Zaproponowałam jej, że powinnam może iść na terapię grupową, ale nie wiem jak to będzie... Dała mi kartkę z telefonami różnych psychologów. Raczej nie będzie to grupowa terapia. Doszłam do wniosku, że nie chcę brać leków. Że mogłabym poświęcić się dla "dobra sztuki". Przez te leki (konkretnie antydepresyjne i na nerwicę natręctw oraz lżejsze, jak np. tran:)) przestałam cokolwiek czuć. Może i rzadziej płaczę, ale wcale nie czuję się lepiej. Wiem, że moje życie jest beznadziejne. Nie zadzwonię na żaden anonimowy numer, bo zeżre mnie wstyd. Z rodzicami mogę pogadać, ale tak naprawdę tylko z mamą, mogę jeszcze rozmawiać z siostrą i babcią, siostrą cioteczną i ciocią trochę mniej szczerze... Nie mam planów na przyszłość. Brzydzę się przyszłości. Wmawianie mi, że życie jest piękne nic nie da. Nie umiem niczego doceniać, bo jak to robić, kiedy nie wiem jak to jest być nieszczęśliwym? Z drugiej strony, nieszczęśliwi nie wiedzą czym jest szczęście. Nie chcę być nieszczęśliwa. Zazwyczaj po prostu chcę mieć spokój. Nienawidzę szkoły. Wiem, że plany na tzw. przyszłość jeszcze przyjdą, pojawią się, ale ja nie mam prawie żadnych zainteresowań. Chciałabym być aktorką, ale wiem, że nie mam wystarczającego talentu. Boję się grać. Wiem, wiem, że "normalne życie" może także być piękne. Ale ja w to nie wierzę. Nie chcę być zwyczajna. Chcę grać w dobrych filmach i cieszyć się sławą, a nie spędzać całe dnie w małym miasteczku w znienawidzonej pracy. Wiem, może być cudownie, ha ha. Ale nie dla mnie. Chcę żyć inaczej. Brzydzę się, jak już napisałam, słowa "życie". Także słowa "żyć". Ale jakoś to "przeżyję". Nie wiem co robić. Nie mam gdzie szukać pomocy. Niby mam talent literacki, ale to za mało - próbowałam pisać książkę, ale jest ona zbyt naiwna. Chciałabym schudnąć. Próbowałam sprowokować wymioty, ale mi się nie udało. Odchudzanie prawie nic nie daje. Nie umiem powstrzymać się od jedzenia, chyba, że mam takie postanowienie. I to rzadko mi się udaje. Słyszałam już, że każdy znajdzie miłość. Ale w moim przypadku to chyba niemożliwe. Mam już piętnaście lat i do tej pory nie miałam chłopaka. Wiem, to dziecinne... Ale już dużo młodsze dziewczyny mają tzw. "chłopaków". Kiedy znajdę miłość, nie będę wiedziała co robić, bo nie będę wiedziała jak to jest... Poza tym, nie chcę wzajemnej miłości z jakimś zwyczajnym, przepraszam za wyrażenie, lumpem. Wiem, pogardzam ludźmi. Ale tak jestem, wiem, powinnam próbować się zmienić. Nieważne. Chcę być kimś innym, mieć fajne życie z przystojnymi mężczyznami i chodzić na faje imprezy, choć tak naprawdę mnie to chyba nie bawi. Chcę czegoś, czego nie chcę. Dziwne, prawda? Zazdroszczę wielu osobom. Piszę nawet blog, na którym się wyżalam. Piszę też rzeczy pseudofilozoficzne. Ale to nieważne. To miejsce do zadawania poważnych pytań, na które jedyną radą będzie: powinnaś porozmawiać z psychologiem, poszukać gdzieś pomocy, zadzwonić pod anonimowy numer. Dlaczego na ziemi nie ma cudotwórców, którzy umieliby spełniać marzenia? Żeby ktoś zaradził jednym pstryknięciem na wszystkie problemy. Bo, jak ostatnio powiedziałam, chcę pozbywać się problemów, a nie je rozwiązywać. Dziękuję z góry za udzieloną pomoc. Nie zadzwonię nigdzie, bo się wstydzę. Po prostu czasem trzeba się gdzieś wyżalić, jeśli nie ma do kogo gęby otworzyć, bo każdy uważa cię za dziwaka. Bo nie każdy umie się wgryźć w ten udawany system i myśleć jak inni. Psychiatra mi nic nie da. Aha, już rozumiem: powinnam sama znaleźć sens swojego życia. Nie, ja wcale tego nie rozumiem! I wcale nie cieszę się, że mam świadomość! Na szczęście, niedługo pójdę spać i ją stracę. Co do szczęścia: mam szczęście, ale nie mam radości. To mój problem. Pewnie nigdy nie będę się cieszyć. Dziękuję też za to, że istnieją takie portale. Człowiek może choć na chwilę uwierzyć, że ktoś się nim interesuje i chciałby mu pomóc.

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Niewyspanie czy lenistwo?

Zasypiam około północy i budzę się około 9.00, ale nadal chce mi się spać, więc śpię do 9.45, budzę się na chwilę i nadal chce mi się spać, więc śpię do 10.30 i tak może się powtarzać do 12.00, a...

Zasypiam około północy i budzę się około 9.00, ale nadal chce mi się spać, więc śpię do 9.45, budzę się na chwilę i nadal chce mi się spać, więc śpię do 10.30 i tak może się powtarzać do 12.00, a ostatnio nawet do 14.00. Ta dolegliwość pojawia się cały czas (chyba że mam zajęcia o 9.00 czy 7.00, to niechętnie, ale budzę się z pomocą budzika i wstaję). Czy to normalne, że tak długo śpię (12 h), czy to może z lenistwa? Normalnie jak się budzę po tych 9 h snu, to nie powinno mi się chcieć spać dalej. Tym bardziej, że na studiach nie mam żadnego wysiłku (może umysłowy)? Mam 19 lat, jestem studentem.

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak zwalczyć zmienne nastroje?

Mam 14 lat. Ostatnio mam na tyle zmienne nastroje, że jednej chwili mogę się śmiać i cieszyć, a drugiej przypominać sobie to, że mój ukochany mnie ma gdzieś. Ja nie jestem taka jak inne dziewczyny - w swoim upatrzonym towarzystwie...

Mam 14 lat. Ostatnio mam na tyle zmienne nastroje, że jednej chwili mogę się śmiać i cieszyć, a drugiej przypominać sobie to, że mój ukochany mnie ma gdzieś. Ja nie jestem taka jak inne dziewczyny - w swoim upatrzonym towarzystwie jestem pogodna i szalona, a w towarzystwie chłopak-dziewczyna lub w stosunkach z dziewczynami, z którymi wcześniej nie miałam porozumienia jestem zagubiona, coś się we mnie gotuje i nie mogę wydusić ani słowa. Czemu tak mam? Błagam o choć jedną rade na ten temat! ;( Proszę o pomoc! Pozdrawiam, Karolina

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Znęcanie psychiczne - co robić dalej?

  Witam, Mam 17 lat i nie umiem sobie poradzić sama ze sobą. W domu mama znęca się nade mną psychicznie. Ciągle słyszę, że się do niczego nie nadaję, że ona chce, żebym się już wyprowadziła, że żałuje, że...

  Witam, Mam 17 lat i nie umiem sobie poradzić sama ze sobą. W domu mama znęca się nade mną psychicznie. Ciągle słyszę, że się do niczego nie nadaję, że ona chce, żebym się już wyprowadziła, że żałuje, że mnie urodziła. Często wyraża się do mnie w sposób wulgarny i czasami używa również przemocy fizycznej. Gdy byłam młodsza groziła mi oddaniem do domu dziecka. Przeszłam kilka prób samobójczych, z których nic nie wyszło, bo dwa razy uratował mi życie mój chłopak, z którym jestem 3 miesiące, a wcześniejsze nie przyniosły żadnego rezultatu. Byłam ostatnio u psychologa, ale wyjścia, które mi zaproponował nie były w ogóle dobre. Nie mam się do kogo wyprowadzić ani żadnych innych wyjść też nie ma. Na interwencję i zabranie mnie na rok do domu dziecka też się nie zgadzam. I nie wiem co mam teraz robić…

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Dlaczego traktuję siebie jak zbędny balast?

Witam, Mam 20 lat. Mogłabym powiedzieć, że jestem szczęśliwa, bo mam kochającą rodzinę, niczego w życiu mi nie brakuje, rodzice starali się jak mogli zapewnić mi bezpieczeństwo i dobre wykształcenie. Teraz, mimo iż jestem już na studiach, nie czuje radości...

Witam, Mam 20 lat. Mogłabym powiedzieć, że jestem szczęśliwa, bo mam kochającą rodzinę, niczego w życiu mi nie brakuje, rodzice starali się jak mogli zapewnić mi bezpieczeństwo i dobre wykształcenie. Teraz, mimo iż jestem już na studiach, nie czuje radości z życia, jaką czułam będąc jeszcze uczennicą szkoły podstawowej. W tedy tętniłam życiem, nie martwiły mnie drobne problemy, czy kłótnia z koleżanką. Teraz każdy taki bodziec doprowadza mnie do płaczu. Wszystko zaczęło się od drobnego incydentu w podstawówce, kiedy to zmieniłam szkołę. Nie byłam zbyt dobrą uczennicą, wykryto u mnie dysleksję, ale mimo tej ukrytej wady próbowałam sobie radzić z matematyką i polskim. Jedyną rzeczą, z którą nie potrafiłam sobie poradzić, było odtrącenie grupy. Byłam od nich wyższa, miałam inny sposób myślenia niż oni. To doprowadziło do tego, że uważali mnie za dużo starszą niż w rzeczywistości byłam (uważali mnie za "spadochroniarza", który nie poradził sobie w innej szkole) i za dziwoląga. Wytchnieniem było pływanie. Wkładałam w to całe serce, próbując nie myśleć o upokarzających komentarzach koleżanek co do mojego wyglądu, byciem kujonem. Cały czas dusiłam to w sobie, wieczorem wylewałam swoje żale w poduszkę. Nie powiedziałam o tym rodzicom, bo zawsze, kiedy wspominałam coś na ten temat uważali, ze coś kręcę, albo za bardzo się przejmuje tym wszystkim. W końcu zamknęłam się na tyle w sobie, że nauka nie poszła w las, ja byłam miła tylko dla nauczycieli, dla swoich rówieśników byłam taka jak oni dla mnie - chamska. Nie cieszyło mnie już nic, robiłam dobrą minę do złej gry. Jednak iskierka nadziei jakaś we mnie była, miałam nadzieję, że w szkole średniej to się zmieni, że spotkam normalnych ludzi, którzy zaakceptują mnie taką jaką jestem. Niestety przeliczyłam się. Za moimi plecami zawsze krążyły plotki, mój najlepszy przyjaciel odwrócił się ode mnie w najważniejszym dla mnie momencie w życiu (zdawałam w tedy maturę), przez co ja coraz bardziej zamykałam się w sobie, byłam nieufna dla ludzi. Nawet moja przyjaciółka (za którą ją uważałam) odwróciła się ode mnie kradnąc mi chłopaka, a potem udawała, że nic się nie stało. Cały ten zwrot wydarzeń, wspomnienia z gimnazjum powróciły jak bumerang. Chciałam uciec z tej szkoły jak najdalej, tylko gdzie? Nie miałam dokąd uciec, więc pogrążałam się coraz bardziej. Obiecałam sobie nawet, że będę bardziej ufna dla ludzi, że nie będę taką zamkniętą w sobie, zakompleksioną małolatą wkraczającą w dorosłość. Wzięłam się w garść i dusiłam w sobie smutne wspomnienia i wahania nastroju, jakie powodowały nowe plotki, komentarze na mój temat, lub złamane serce... Na początku studiów czułam, że żyję dopóki nie poznałam mojego ostatniego chłopaka. Jak to ktoś powiedział, serce nie sługa i starałam się zaufać temu człowiekowi, mimo iż czułam strach przed wykorzystaniem i odrzuceniem. Na samym początku było jak w bajce. Czułe słowa, kino, wyjście na spacer lub do kawiarni. Potem jakoś to zaczęło przycichać. Oczywiście uznałam, że każdy ma jakieś swoje złe dni, ale tych złych dni było za dużo. Czułam się odrzucona. Do tej pory taka się czuję, uważam, że jestem dla niego balastem, który gdzieś mu tam ciąży. Może i wydziwiam, może i jestem histeryczką, która z byle jakiej rozmowy z inną dziewczyną potrafi zrobić zdradę, ale bardziej woli rozmawiać z nią niż ze mną... Starałam się zostawić ten trudny okres w życiu za mną, jednak on powraca do mnie jak bumerang. Nie wspominam już o tym, że mu zaufałam. Powiedziałam wszystkie swoje doświadczenia życiowe, że mnie oszukano, wykorzystano, że byłam taką zabawką, która po pewnym czasie się nudzi. I mimo tego zaufania on to wykorzystał i teraz robi to samo co oni (lub ja już tak to postrzegam). Teraz, mimo iż są święta i powinnam się cieszyć, ja nie czuję radości. Czuję tylko narastający smutek, żal. Nachodzą mnie myśli, że może ja jestem tutaj zbędna, skoro wszyscy traktują mnie jak zabawkę, z wyjątkiem najbliższych. Co gorsza, nie potrafię zaakceptować siebie, mama wypomina mi moją wagę (mimo iż jest prawidłowa do mojego wzrostu, bo mam 170 cm przy 70 kg wagi). A ja zawsze sobie wtedy myślę : "I co z tego, że będę płakała, że nikt mnie nie zechce. I tak nikt mnie nie chce, nie traktuje poważnie, to po co mam się starać? Coś robić ?". Czasami myślę, że może mam kompleksy, że może wydziwiam i jestem całkiem normalną osobą, ale nie mam do kogo się z tym zwrócić i czuję, że zamiast iść po drabinie do góry, to ja schodzę w dół do tego, co chciałam pozostawić za sobą. A tak naprawdę to ja dużo nie chcę - ciepłego domu, osoby, która mnie zrozumie i pokocha taką, jaką jestem, bez wykorzystywania moich "bolących" mnie doświadczeń, które gdzieś tam na dnie serca leżą i ciążą jak kamień przywiązany do tonącego.

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Kamila Dziwota
Mgr Kamila Dziwota

Brak chęci do życia - co dalej?

Mam kilka przyjaciółek, dużo kolegów, a ciągle pragnę śmierci... Nie dokuczają mi, a oceny mam przeciętne, ale dla mnie są wystarczające. Ciągle mam chęć zabicia się, ale boję się, że to będzie boleć, a poza tym mama już straciła jedną...

Mam kilka przyjaciółek, dużo kolegów, a ciągle pragnę śmierci... Nie dokuczają mi, a oceny mam przeciętne, ale dla mnie są wystarczające. Ciągle mam chęć zabicia się, ale boję się, że to będzie boleć, a poza tym mama już straciła jedną córkę, więc nie chcę jej sprawiać przykrości i nie chcę aby się załamała. Nie boję się śmierci, a rozmowa z psychologiem nie wchodzi w grę. Ukrywam to przed rodzicami i bratem, a nawet przyjaciółką… Ciągle mam uczucie, że życie to tylko ból i że w życiu jest tylko kilka chwil szczęścia. To co kiedyś dawało szczęście teraz rani i nie chodzi o złamane serce, czy coś w tym stylu. Straciłam chęć do życia... Co Pani o tym sądzi?

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Dr n. med. Dariusz Pysz-Waberski
Dr n. med. Dariusz Pysz-Waberski
Patronaty