Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Problemy psychologiczne: Pytania do specjalistów

Jak zwalczyć napady złości i agresji?

Witam, Mam 24 lata i odkąd jestem w związku (ponad 3 letnim) totalnie nie radzę sobie z opanowaniem złych emocji. Mam manię kontrolowania wszystkiego i gdy tylko coś nie jest po mojej myśli zaczyna mnie to złościć, przez co...

Witam, Mam 24 lata i odkąd jestem w związku (ponad 3 letnim) totalnie nie radzę sobie z opanowaniem złych emocji. Mam manię kontrolowania wszystkiego i gdy tylko coś nie jest po mojej myśli zaczyna mnie to złościć, przez co staję się natrętna i złośliwa dla partnera. Znacznie gorzej jest gdy odkryję, że mój partner okłamał mnie - wtedy wpadam w furię i mówię co ślina na język mi przyniesie. Mówię rzeczy, których potem bardzo żałuję. Można by rzec, że są to rzeczy niewybaczalne. Totalne apogeum osiągam gdy on wychodzi i nie przychodzi na czas. Oczywiście zawsze ma dobrą wymówkę, ale ja i tak sadzę, że mnie okłamuje. Wtedy krzyczę, mówię straszne rzeczy, których potem piekielnie żałuję i dochodzi do rękoczynów. To zdarzało nam się już kilka razy w naszym związku. Ja zawsze dolewałam oliwy do ognia i to ja zawsze byłam ta zła. Bo taka jest prawda. Nie potrafię panować nad sobą i nad swoimi emocjami. Co zrobić? Nie chce tak dalej żyć. To niszy mnie i nasz związek. Proszę o poradę: czy nadaję się na pójście do psychologa, czy też po prostu mam kupić jakieś środki uspokajające? Z góry dziękuję za poradę!

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy można się wyleczyć ze złych snów?

Witam serdecznie, w chwili obecnej mam 25 lat, i jak mój podpis wskazuje jestem kobietą. Od około 7 lat noc w noc się nie wysypiam, ponieważ męczą mnie w nocy złe sny. Koszmary nie zawsze są realistycznie, nie zawsze...

Witam serdecznie, w chwili obecnej mam 25 lat, i jak mój podpis wskazuje jestem kobietą. Od około 7 lat noc w noc się nie wysypiam, ponieważ męczą mnie w nocy złe sny. Koszmary nie zawsze są realistycznie, nie zawsze mają cokolwiek wspólnego z moim życiem. Do tej pory bagatelizowałam sprawę, ponieważ nie miałam ciężkiej pracy. W chwili obecnej pracuję dosyć dużo, jestem wyczerpana po całym dniu, w nocy nie odpoczywam. Obawiam się, że odbije się to na moim zdrowiu. W chwili obecnej boli mnie jedynie głowa i czuję się przemęczona, przed podjęciem pracy czułam się całkiem nieźle, ale dopiero po 2 godzinach od przebudzenia.

Stosowałam domowe sposoby wyciszające przed snem, medytację, modlitwę - też relaksowały mnie, piłam ciepłe mleko, melisę, nie jadłam 3 godziny przed snem, nic nie pomaga. Czy powinnam leczyć te sny? Czy sny się leczy? Czego może to być objaw? Nie żyję w ciągłym stresie, nie miałam traumatycznych przeżyć. Dziękuję za pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy to jakaś choroba, a może jest to efekt rozstania rodziców?

Ostatnimi czasy mam duże problemy. Na co dzień zachowuję się świetnie, oceny mam piątkowe. Tylko czasami miewam potworne napady szału, ale nie takie zwykłe. Zaczynam wtedy okropnie krzyczeć, trząść się, dostaję wtedy niesamowitego ''kopa'' siły (raz rozwaliłam na kawałki deskę...

Ostatnimi czasy mam duże problemy. Na co dzień zachowuję się świetnie, oceny mam piątkowe. Tylko czasami miewam potworne napady szału, ale nie takie zwykłe. Zaczynam wtedy okropnie krzyczeć, trząść się, dostaję wtedy niesamowitego ''kopa'' siły (raz rozwaliłam na kawałki deskę grubości ok. 6 cm!) oczy mi strasznie czerwienieją i w ogóle nad sobą nie panuję. Głos potwornie mi się zmienia. Zazwyczaj wtedy krzyczę na wszystkich. Wszystkich! Mieszkam z babcią, rodzice się rozwiedli - do mamy jeżdżę tylko na weekendy z tatą tylko się spotykam. Czasami wystarczy, że babcią niedosłyszy co do niej powiedziałam i dostaję takiego napadu. Zamykam się wtedy w pokoju i wszystko co mam naokoło rozrzucam i psuję. Takie napady trwają u mnie ok. 30 minut, później zaczynam płakać, a następnie czymś się zajmuję. Przez to ostatnie mogę ochłonąć. Takie ochłonięcie zajmuje mi ok 2 godzin. Co się ze mną dzieje? Ja nad tym w ogóle się panuję, „przebudzam się” dopiero po fakcie''. Najlepsza przyjaciółka ostatnio poradziła mi, żebym skierowała się może do kościoła, może wyspowiadała, gdyż pewnymi czasy bardzo interesowały mnie nauki satanistyczne, a na dodatek jetem ateistką. Pomyślała ona pewnie, że ''coś'' mogło mnie opętać. Nie sądzę jednak, by to była prawda. Zastanawiam się więc, co mi się dzieje. Czy to jakaś choroba, a może jest to efekt rozstania rodziców?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Co wpływa na to, że podczas snu, często uciekam z łóżka?

Wielokrotnie budziłam się z guzem na czole bądź siniakami na kolanach. Przebudzenie nastąpiło zaraz po kolizji ze ścianą czy podłogą. W ostatnim czasie każdej nocy budzę się i staję na łóżku, dopiero po interwencji narzeczonego kładę się spać z powrotem....

Wielokrotnie budziłam się z guzem na czole bądź siniakami na kolanach. Przebudzenie nastąpiło zaraz po kolizji ze ścianą czy podłogą. W ostatnim czasie każdej nocy budzę się i staję na łóżku, dopiero po interwencji narzeczonego kładę się spać z powrotem. Z opowieści narzeczonego wiem, że w momencie zaburzenia snu zlękniona opowiadam (odpowiadam na pytania) o koszmarze. Mój sen zawsze jest bardzo mocny, czemu towarzyszą utrudnienia w porannym wstawaniu. Bardzo proszę o informację, do jakiego typu należą moje zaburzenia? Czy jest to problem na tyle zaawansowany, aby skonsultować go z lekarzem? Z góry dziękuję za pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Dlaczego mogłabym spać 24 godziny na dobę?

Mam 19 lat i cały czas czuję się zmęczona, niewyspana. Chodzę spać o 21-22 i śpię do 12-13 h. Nic mi się nie chcę, nie mam ochoty nawet na odwiedziny znajomych. Bardzo dręczy mnie ta sytuacja. Jak tylko położę głowę na poduszkę zasypiam w 5 min.
odpowiada 1 ekspert:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska

Wybuchy złości - jak sobie pomóc?

Jestem 28-letnią kobietą i od niespełna roku szczęśliwą mamą. Od trzech lat mam cudownego męża, który jest wspaniałym ojcem dla naszego synka. Nie mam żadnych powodów do narzekania, nie borykam się z większymi problemami. Mam szczęśliwą rodzinę i czuję się...

Jestem 28-letnią kobietą i od niespełna roku szczęśliwą mamą. Od trzech lat mam cudownego męża, który jest wspaniałym ojcem dla naszego synka. Nie mam żadnych powodów do narzekania, nie borykam się z większymi problemami. Mam szczęśliwą rodzinę i czuję się szczęśliwa. Największą moją udręką są moje nagłe i niekontrolowane wybuchy złości. Mówię wtedy wiele okropnych rzeczy, których za chwilę mocno żałuje. Ranię moich najbliższych. Po każdym takim napadzie obiecuję sobie, że był to ostatni raz, że dałam się tak ponieść. Niestety za parę dni sytuacja się powtarza. Mój synuś jest spokojnym, kochanym dzieciątkiem. Nie sprawia nam większych problemów. Wiadomo, jak każde małe dziecko, bywa czasem marudny, nie chce jeść, spać lub budzi się w nocy. Jak każdy człowiek ma prawo do gorszych dni, nastrojów. Ja to wszystko rozumiem w teorii. Niestety w praktyce jest już gorzej. Jak coś nie idzie po mojej myśli wpadam w złość. Ostatnio nakrzyczałam na moje dzieciątko, bo nie chciało spać. Od 2 godz. męczyłam się z nim wieczorem żeby w końcu zasnął. Był marudny, tarł oczy a coś nie pozwalało mu zasnąć. W środku mnie roznosiło, jak słuchałam tego marudzenia, zawodzenia. Musiałam jeszcze przygotować się na drugi dzień do pracy, chciało mi się już samej spać, a tu jak na złość wszystko na opak. W końcu wyciągam synka z łóżeczka i położyłam go do mojego łóżka. Po paru minutach kręcenia ulało mu się. Pobrudził całą piżamkę i trochę pościeli. Wtedy wybuchłam, zaczęłam krzyczeć, że teraz w czym będzie spał, że nie mam w co go przebrać, że mam na dzisiaj dosyć, że mógłby zniknąć na parę dni, żebym mogła sobie odpocząć, że oddam go do domu dziecka. Dobrze, że mąż był w domu to przebrał dzieciątko i położył do snu, po czym maleństwo od razu zasnęło, a ja leżałam i ryczałam w poduszkę, że jestem okropną matką, że nie zasługuję, żeby mieć dziecko. Po każdym takim napadzie dopadają mnie wyrzuty sumienia. Jest mi żal moich bliskich, że tak ich ranię. Najgorsze jest to, że nie mam nad tym wszystkim kontroli. Za bardzo się wszystkim przejmuję i stresuję. Od samego rana planuję już cały dzień. Potem chodzę zestresowana, czy uda mi się to wszystko zrealizować. Nie potrafię dać sobie na luz. Kocham moje maleństwo ponad życie, chcę dla nie go być kochaną mamą, która kojarzy się z ciepłem, do której można się zwrócić w każdej sprawie i która pomoże w najgorszych sytuacjach i która kocha bezwarunkowo. Chcę sobie pomóc, nie wiem czy mam iść z tym do lekarza pierwszego kontaktu, żeby przepisał jakieś tabletki uspokajające? Czy może od razu powinnam iść do psychiatry, psychologa? Będę bardzo wdzięczna za pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Częste wybudzanie się - jak dobrze spać?

Witam, mam 19 lat. Nie palę, alkohol spożywam tylko okazjonalnie. Moim problemem jest wybudzanie się co noc, najczęściej co godzinę (często są to zbliżone do siebie pory), w trakcie gdy już się obudzę, najczęściej np. korzystam z toalety, choć nie...

Witam, mam 19 lat. Nie palę, alkohol spożywam tylko okazjonalnie. Moim problemem jest wybudzanie się co noc, najczęściej co godzinę (często są to zbliżone do siebie pory), w trakcie gdy już się obudzę, najczęściej np. korzystam z toalety, choć nie czuję dużej potrzeby. Z ponownym zaśnięciem zazwyczaj nie mam większego problemu. Lecz niestety przez częste wybudzanie nie wysypiam się, co powoduje częste picie kawy. Nie wiem co zrobić, aby już się nie wybudzać? Jest to strasznie męczące, proszę o pomoc. Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Mam wiele potrzeb i pustkę, których nie zaspokoję, bo są nierealne. Mam złe myślenie?

Witam! Mam 20 lat, jestem mężczyzną. Od dłuższego czasu wydaje mi się, że popadłem w depresję, która często się powtarza. Mam straszne zmiany nastroju. Raz jestem szczęśliwy, potem mam straszną depresję, potem znowu normalny nastrój i tak w kółko....

Witam! Mam 20 lat, jestem mężczyzną. Od dłuższego czasu wydaje mi się, że popadłem w depresję, która często się powtarza. Mam straszne zmiany nastroju. Raz jestem szczęśliwy, potem mam straszną depresję, potem znowu normalny nastrój i tak w kółko. Głównym powodem mojej depresji jest porównywanie się do innych ludzi. Uważam, że inni ludzie są spełnieni, że osiągnęli coś w życiu, są szczęśliwi, mają drugą połówkę, są pożądani, potrzebni, mają powodzenie u innych, powodzi im się, że oni nie wiedzą co to problemy, mają o niebo lepsze ciało, są ładniejsi, posiadają talent. Szczerze mówiąc to przez to wszystko w jakimś stopniu im zazdroszczę udanego życia. Uważam, że mnie nic dobrego w życiu nie spotka. Mam niską samoocenę, mało wiary w siebie, jestem niezdecydowanym człowiekiem, nie jestem niczego pewien. W jakimkolwiek związku się nie widzę, też uważam, że nikt by mnie nie chciał i że się nie nadaję do niczego. Najważniejszym problemem jest to, że mam wielką potrzebę poznania wszystkich ludzi na świecie, bo jest na prawdę tyle wspaniałych ludzi, których się nie zna i nie pozna. Można byłoby z nimi przeżyć mnóstwo przygód, dobrze spędzić czas itp. Oczywiście nie wszyscy są tacy i też jest zasada, że wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. Wiadomo - życie to nie film i nie bajka, ale chęć takiego życia jest mocniejsza. Patrząc też na popularne osoby publiczne/gwiazdy, o których się mówi, można stwierdzić, że odnieśli wielki sukces na skalę światową. Oczywiście nic za darmo, tylko ja nie mam niestety takiego samozaparcia, aby do czegoś dążyć. Czuję, że potrzebuję co raz to czegoś nowego, aby korzystać z życia i czuć, że żyję. Przeszkodą do realizacji tego jest również sytuacja finansowa. Chciałbym być w końcu niezależny, ale trudno to osiągnąć. Mam wiele potrzeb i pustkę, których nie zaspokoję, bo są nierealne.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak poradzić sobie z odrzuceniem i osamotnieniem?

Witam, jestem młodą dziewczyną, mam dopiero 18 lat, a moje życie składa się z setek problemów. Sama nie wiem co mam już robić, pogubiłam się w połowie drogi. Aktualnie mieszkam razem z siostrą i matką, którą właściwie nie mogę nazwać...

Witam, jestem młodą dziewczyną, mam dopiero 18 lat, a moje życie składa się z setek problemów. Sama nie wiem co mam już robić, pogubiłam się w połowie drogi. Aktualnie mieszkam razem z siostrą i matką, którą właściwie nie mogę nazwać matką. Mój ojczym (ojca nigdy nie poznałam) zdradzał moją rodzicielkę, dlatego teraz mieszkamy oddzielnie. Problem w tym, że moja matka traktuje mnie jak „panią do pomocy”. Kiedy ona wychodzi do swojego nowego partnera to ja muszę zostać z młodszą siostrą i się nią opiekować. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie robiła tego w tygodniu. Nie potrafię tego zaakceptować... kiedy moja siostra wyjeżdża na weekend do mojego ojczyma, zawszę zostaję w domu sama, ponieważ mama wychodzi na całe noce i często też dnie do swoich znajomych lub do nowego mężczyzny. Ja nie mam do kogo wyjść, ponieważ wszyscy znajomi się ode mnie odwrócili, dlaczego? Tego nawet sama ja nie wiem, podobno za bardzo się od nich różniłam. Jestem dość trudną z charakteru osobą, przez wszystkie problemy stałam się bardzo zamknięta w sobie. Trudno mi zawierać nowe znajomości, a do tego ludzie często uważają mnie za kogoś z kim nie można się zadawać, kogoś z marginesu społeczeństwa. Moja mama nigdy nie zwracała uwagi na moje problemy, chyba że stało się na prawdę coś szczególnego (dla przykładu : kiedy jako jeszcze niepełnoletnia upiłam się do tego stopnia, że trafiłam do szpitala zauważyła, że coś jest nie tak i zapisała mnie do psychologa, nie chodziłyśmy tak razem tylko ja sama, a cała „terapia” trwała może jakieś 2 tyg., ponieważ była zbyt droga. Lub też przypadek kiedy podcięłam sobie żyły u rąk, również zostałam wysłana do psychologa, z takim samym efektem). Czuję się odrzucona przez najbliższą rodzinę. Jestem samotna i nie mam z kim rozmawiać. Wiele razy doszło do tego, że podcinałam sobie ręce i brałam garście tabletek. Moja mama uważa, że jestem chora psychicznie, wiele razy wyżywała się na mojej osobie. Teraz doszło do takiej sytuacji, że postanowiłam się wyprowadzić z domu. Nie mam już siły na rozmowy, które i tak nie przynoszą żadnych skutków. Czy mam jeszcze jakieś inne wyjście? Pomocy.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czuję się osamotniona - jak sobie radzić?

Witam, Zacznę od tego, że nie wiem co dalej ma być z moim życiem. Mam 22 lata, jestem kobietą, studiuję zaocznie i nic ponadto. Moim życiem są białe ściany domu, w którym sama się zamknęłam, przełykając wielki, metalowy klucz, prawie...

Witam, Zacznę od tego, że nie wiem co dalej ma być z moim życiem. Mam 22 lata, jestem kobietą, studiuję zaocznie i nic ponadto. Moim życiem są białe ściany domu, w którym sama się zamknęłam, przełykając wielki, metalowy klucz, prawie dławiąc się. Odkąd skończyłam liceum poszłam do pracy na pełen etat, co było wynikiem związku z dużo starszym partnerem i chęci włączenia się w finanse domowe. Jestem z nim nadal, ale już nie pracuję. Bo nie chcę, bo po co. On zarabia wystarczająco dużo, aby nas utrzymać na odpowiednim poziomie. Skupiłam się na studiach, ale mam wrażenie, że zbyt mocno. Otrzymałam wysokie stypendium, które nakręciło mnie jeszcze bardziej. Uczę się kilkanaście godzin dziennie. A potem sprzątam. Układam książki według kolorów ich okładek, układam kosmetyki według pojemności ich opakowań. Wpadam w panikę, gdy godziny mijają, a ja nadal nie ugotowałam obiadu. Trzęsą mi się dłonie. Czy to ma sens? Jednak najgorszym problemem, oprócz zbierania niewidzialnych pyłków ze stołu, jest mój wygląd. Przez ostatnie kilka miesięcy bardzo dużo schudłam. Wystają mi kości, które dziurawią wręcz ubrania. Jest to wynik kuracji, jaką zastosował mi lekarz, ale jest to wynik, którego zawsze pożądałam. Bo nigdy nie lubiłam swojego ciała. Jednak teraz jest naprawdę źle. Zemdlałam, uszkadzają sobie czaszkę. A potem kilka dni pulsowały w mojej głowie jęki innych pacjentów, gdy leżałam w szpitalu. Zostałam zmuszona przez rodzinę do wizyty u psychologa. Poszłam. Stwierdziła u mnie anoreksję, brak akceptacji siebie, pedantyzm, dążenie do ideałów. Co ze mną jest źle? Nie chcę chodzić do psychologa. Gdy u niego jestem, myślę tylko o tym, czy wyprać ubrania białe czy kolorowe, liczę w głowie zjedzone kalorie, myślę o tym, czego mam się znowu nauczyć, kiedy wypalę kolejnego papierosa, albo może już w końcu rzucę, czy jak siedzę to moje uda wyglądają grubo, czy rozmazał mi się tusz. A ona pyta: czy często płaczesz? A ja mówię: Proszę powtórzyć pytanie. Odpowiadam: nie. I znowu myślę: przecież płaczę, ja wręcz wyję - oczywiście, gdy nikt nie patrzy, chowam się pod ciężką kołdrą i liczę na to, że przestanę oddychać, ale nie przestaję, bo stopą uchylam rąbek materiału i wpada trochę powietrza. Często kręci mi się w głowie, często mam ochotę zwymiotować wszystkie moje rozterki, często rozpada mi się mózg, bo próbuję nim ogarnąć wszystko. A psycholog: zrób sobie dzień dziecka, ale nie tylko raz w roku. Ale kto wtedy będzie za mnie żył? Nie mam przyjaciół, bo po co mi oni? Wolę moją gorącą czekoladę i książkę. Jestem samotna. Jest jeszcze kilka osób, gdzieś tam, w tle, tworzą scenografię, a ja stoję na tej scenie zwanej życiem i wyję, ale tylko w myślach, bo fizycznie, czując ich wzrok na swoich plecach, jestem sparaliżowana. Nie sypiam wcale. Zasypiam na podłodze. A potem marzną mi policzki. Co począć ze sobą? Kim być? Jak znaleźć siłę, aby zrzucić z siebie kołdrę i krzyczeć?  

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Sen w śnie i trudności w wybudzeniu się - co robić?

Od pewnego czasu mam problemy ze snem, tzn. w trakcie snu, niezależnie czy śni mi się coś dobrego czy złego, zdaję sobie sprawę, że to sen i wtedy postanawiam się obudzić, zaczynam krzyczeć, rzucać się, błagać, żeby ktoś mi...

Od pewnego czasu mam problemy ze snem, tzn. w trakcie snu, niezależnie czy śni mi się coś dobrego czy złego, zdaję sobie sprawę, że to sen i wtedy postanawiam się obudzić, zaczynam krzyczeć, rzucać się, błagać, żeby ktoś mi pomógł, czuję, że zaraz oszaleję. Ostatnio w moim śnie wyskoczyłam z okna. Trwa to jakiś czas, tak naprawdę nie wiem ile, ponieważ śpię i wtedy zaczynam się przebudzać, słyszę jakieś wydawane przez siebie dźwięki, serce wali jak oszalałe, jestem strasznie wystraszona i szczęśliwa, że się obudziłam.

Dwa razy po takim przebudzeniu weszłam w następny sen, w którym byłam reanimowana, po czym dopiero się obudziłam całkowicie zdezorientowana i oszołomiona. Proszę o jakiś komentarz, bardzo się boję, nie wiem czy to sen czy dzieje się coś niedobrego z moim organizmem.

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Co jest z moim tatą?

Mój tata jest bardzo nerwowy. Wścieka się o byle co. Nic wielkiego się nie dzieje, a on się wścieka. Często przyjmuje tą swoją pozycję gdy się wścieka i zaciska ręce z byle powodu. Nie wiem co go tak denerwuje....

Mój tata jest bardzo nerwowy. Wścieka się o byle co. Nic wielkiego się nie dzieje, a on się wścieka. Często przyjmuje tą swoją pozycję gdy się wścieka i zaciska ręce z byle powodu. Nie wiem co go tak denerwuje. O coś się zapytam, a on już krzyczy. Mam też z nim jeszcze jeden problem. Nie chce chodzić do lekarzy. Jak już mama się za niego weźmie i coś mu na gada, że musi się zbadać to pójdzie, ale tak to nie chce. Jego tata zmarł na raka jelita grubego i powinien się badać co jakiś czas, a on nie chce. Ciągle mówi: dobrze pójdę, ale kiedyś indziej, albo, że oni zadzwonią. Jak o tym zaczynamy rozmawiać to zmienia temat. A ja się po prostu o niego boję. Nie chcę, żeby umarł z powodu za późno wykrytego raka. Co powinnam zrobić?

odpowiada 1 ekspert:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska

Czy są jakieś szanse, że pokocham kogoś lub zapłaczę za kimś?

Witam, mam 25 lat (więc problemy dojrzewania już za sobą), jestem facetem. Nie cierpię na bezsenność, nie spędziłbym całego dnia w łóżku, ogólnie jestem pozytywnie nastawiony do życia, ale o uczuciach takich jak miłość, zazdrość, gniew, nienawiść, smutek...

Witam, mam 25 lat (więc problemy dojrzewania już za sobą), jestem facetem. Nie cierpię na bezsenność, nie spędziłbym całego dnia w łóżku, ogólnie jestem pozytywnie nastawiony do życia, ale o uczuciach takich jak miłość, zazdrość, gniew, nienawiść, smutek, żal itp. czytałem tylko, bo jakoś nie czułem tego nigdy. Mam rodzinę (rodziców + rodzeństwo) i nie wiem czy płakałbym na ich pogrzebie. Nie, że źli są czy coś w tym stylu. Nie rozumiałem smutku rodziny 10 lat temu po śmierci babci i nie sądzę, że zrozumiałbym to teraz. 2 lata temu na pogrzebie kuzyna (nastolatka, który popełnił samobójstwo) też nie czułem się dobrze w śród tego smutku i żalu, bo nie rozumiałem tego. Zbliżają się kolejne święta i będzie to kolejna gwiazdka, którą najlepiej spędziłbym jak zwykły dzień. Nie jest mi z tym źle, zdążyłem się przyzwyczaić przez te lata. Nie przeszkadza mi to w kontaktach międzyludzkich (nauczyłem się dobrze maskować) i nie będzie mi przeszkadzać (chyba). W pracy właściwie pomaga mi ten stan rzeczy (jestem żołnierzem zawodowym), ale... no właśnie. Świadomość istnienia tego problemu miałem od zawsze (od kiedy byłem zdolny zauważyć, że różnię się trochę od innych), ale jego wagę poznałem dopiero rok temu, w czasie VI zmiany w Afganistanie w czasie jednego z patroli. Mieliśmy wymianę ognia, paru kolegów zostało rannych, sporo zabiliśmy, a ja czułem się jakbym jadł śniadanie. Adrenaliny miałem chyba więcej w obiegu niż krwi, ale samo zabijanie - jak śniadanie. Oglądaliśmy potem ciała - jak śniadanie - nie rozumiałem emocji kolegów - ich przejęcia i ogólnej zadymki w okół tego tematu. Wtedy właśnie uświadomiłem sobie, że zabiłem ludzi (głownie ja nie miałem problemów ze skutecznym celowaniem i strzelaniem) i nie zrobiło to na mnie żadnego wrażenia. Uniknąłem rozmowy z wojskowym psychologiem, bo bałem się konsekwencji, jakiekolwiek mogłyby być. Nie miałem nigdy problemów z prawem (nawet mandatów nie dostaję), ale nie miałem też nigdy skrupułów w naginaniu tegoż prawa dla moich korzyści (czasem ze szkodą dla innych). Wyrzutów sumienia do dziś nie odczuwam żadnych. Pytanie więc brzmi: czy to może być szkodliwe dla mojego otoczenia? Czy są jakieś szanse, że pokocham kogoś lub zapłaczę za kimś? Żyję i mam się dobrze, ale czy dane będzie mi coś poczuć?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak pozbyć się złych myśli związanych z przeszłością?

W dzieciństwie ojciec znęcał się nad nami psychicznie. Matka przyjęła postawę cierpiętnicy a my, dzieci, (ja i moja siostra) opowiedziałyśmy się po jej stronie. Można powiedzieć, że los mnie wynagrodził i poznałam wspaniałego człowieka, któremu nie przeszkadza, że czasami musi...

W dzieciństwie ojciec znęcał się nad nami psychicznie. Matka przyjęła postawę cierpiętnicy a my, dzieci, (ja i moja siostra) opowiedziałyśmy się po jej stronie. Można powiedzieć, że los mnie wynagrodził i poznałam wspaniałego człowieka, któremu nie przeszkadza, że czasami musi być dla mnie ojcem, którego nigdy nie miałam, opiekuńczą matką, której też nigdy nie miałam (przez postawę cierpiętnicy to nią zawsze trzeba było się opiekować, żałować, pocieszać, pomagać, a później już ewidentnie wyręczać) no i oczywiście mężem w wyjątkowo partnerskim tego słowa znaczeniu. A ja odwdzięczam się mu tym samym, co nie myślcie, że przychodzi łatwo, bo oboje pochodzimy z rodzin patologicznych i musimy duuuużo pracować nad stworzeniem samemu zdrowej rodziny. Niestety w początkowym etapie naszego wspólnego życia popełniłam błąd, który zaczął nam zagrażać. Otóż przeświadczona o nieporadności mojej matki i w pewnym sensie pod wpływem jej nieświadomej manipulacji zamieszkaliśmy u mnie w domu, razem z moim ojcem (uspokoił się pod wpływem mojego męża), i dalej "nieporadną" matką (siostra się wyprowadziła). Przyszły na świat dzieci, kochane, planowane, którym oboje z mężem staramy się zapewnić to, czego sami nie mieliśmy i wierzcie mi, nie chodzi tu absolutnie o sprawy finansowe. Mocno odpoczęliśmy psychicznie, poukładaliśmy to nasze życie, ale niestety ostatnio zaczęło prześladować mnie moje dzieciństwo. Otóż pod wpływem jakiegoś impulsu, już nie pamiętam jakiego (może zainteresowanie filozofią?) zaczęłam zastanawiać się nad zachowaniem moich rodziców w moim dzieciństwie i doszłam do przerażających wniosków! Otóż po długotrwałych analizach ich zachowań, przyczyn i skutków okazało się, że to moja matka była winna tego całego horroru. To jej klapki na oczach, jej chęć rządzenia wszystkimi i wszystkim, jej irytujące schematyczne zachowania niezmienne od x czasu i zero jakiejkolwiek krytycznej samooceny doprowadziły do choroby mojego ojca i szeregu tragicznych tego następstw. Skąd ten wniosek? Ja zaczynam reagować podobnie na jej zachowanie. I zaczynam się bać! Najcudowniejszym rozwiązaniem sytuacji byłoby odizolowanie się od jej toksyczności i wyprowadzenie, jednak sytuacja finansowa niestety nie pozostawia złudzeń. Co mam zrobić? Jak pomóc sobie w warunkach domowych? Do tej pory skutkowało niemyślenie, wyparcie, ale za każdym razem spotkania się z matką oko w oko dopada mnie wulkan chęci wykrzyczenia jej w twarz tego wszystkiego, co zrozumiałam, co wywnioskowałam i to byłoby chyba najbardziej oczyszczające. Pomogłoby mi wyzwolić się wyrzucić to z siebie i zacząć żyć, jednak niestety każda próba nawiązania bardzo spokojnej rozmowy kończy się wywołaniem u mnie poczucia winy, bo ona nie jest w stanie spojrzeć prawdzie w oczy. Nie jest w stanie zrzucić choć na chwilę tych klapek i odbyć szczerej rozmowy. Ona się nie boi. Ona po prostu nie zdaje sobie sprawy z tego, że może być inaczej niż ona myśli. I żadne podchody w stylu delikatnego zasugerowania przemyśleń nic tu nie dają. To ona jest ofiarą i już, a obie z siostrą bardzo tej rozmowy potrzebujemy, może nawet ona bardziej niż ja. Nie chcę tu bawić się w księdza i nawracać kogoś na siłę. Nie chce pomóc swoim dzieciom, to nie. To tylko świadczy o trafności moich wniosków. Chodzi mi o sposób pracy nad sobą, żeby tej irytacji nie wylewać na dzieci, męża. Żeby jej teraz nie znienawidzić, bo to już nie ma sensu. Jak wywalać na bieżąco złe myśli? Jak pozbyć się tej rozmowy z nią, która cały czas toczy się w moich myślach?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak poradzić sobie z presją otoczenia?

Nazywam się Joanna i mam 20 lat. Od około 2 miesięcy nic nie ma dla mnie sensu. Zaczęłam studia (które notabene są bardzo trudne) i chyba od tego wszystko się zaczęło. Przestałam sobie zupełnie radzić ze wszystkim. Presja jaką wywiera...

Nazywam się Joanna i mam 20 lat. Od około 2 miesięcy nic nie ma dla mnie sensu. Zaczęłam studia (które notabene są bardzo trudne) i chyba od tego wszystko się zaczęło. Przestałam sobie zupełnie radzić ze wszystkim. Presja jaką wywiera na mnie otoczenie jest zbyt duża, choć zawsze miałam silną psychikę (jeśli da się to tak określić). Każdy szczegół mojego życia mnie załamuje, nie mam ochoty na nic. Nie widzę sensu w niczym, ani w jedzeniu, ani w wychodzeniu gdziekolwiek. Z pewnością duży wpływ na mój nastrój ma również toksyczny związek. Na początku wszystko było pięknie i uroczo, a później szło ku schyłkowi. Kiedy zakończyłam tę znajomość było tylko gorzej, bo presję zaczął wywierać na mnie mój ex-partner. Obecnie znów jestem z nim w związku. Nie potrafię racjonalnie myśleć, ani podjąć jakiejkolwiek decyzji. Jestem załamana tym wszystkim. Chciałabym się jakoś z tym uporać. Dodam tylko, że nie jestem otwartą osobą, większość moich emocji trzymam w sobie, dlatego rozmowa "na żywo" z psychologiem raczej skutku nie odniesie. Proszę o pomoc, bo już nie mam siły z tym żyć.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Załamanie psychiczne, czy początki depresji?

Witam ponownie, 15-latek, ostatnio pisałem o mojej koleżance - z nią chyba jest już nieco lepiej, bynajmniej tak mówi, ale za to teraz ze mną dzieje się coś złego. Od kilku lat mam zaniżoną samoocenę, ale teraz doszło do tego...

Witam ponownie, 15-latek, ostatnio pisałem o mojej koleżance - z nią chyba jest już nieco lepiej, bynajmniej tak mówi, ale za to teraz ze mną dzieje się coś złego. Od kilku lat mam zaniżoną samoocenę, ale teraz doszło do tego złe samopoczucie. Od miesiąca prawe codziennie albo chociaż raz w tygodniu mam doła. Pogorszyłem się w nauce, ciągle myślę o sobie jako nieudaczniku. Mam dziwne myśli, od których nie mogę się uwolnić, chciałbym coś zmienić w swoim nędznym życiu, ale nie jest to możliwe, boję się zmian. Przede wszystkim chciałbym być zaakceptowany przez środowisko szkolne, bo teraz wiem że tak nie jest - ciągle gdzieś słyszę "ciota", "pedał" i wiele innych, nawet niecenzuralnych obraz. Może to przez to, że tak wyglądam, nie lubię siebie swojego głosu, wyglądu, no niczego normalnie, nie lubię się bić, ani przezywać to nie w moim typie. Codziennie spoglądam na siebie z pogardą. Mam dziewczynę, ale męczę się już z nią, a ona chyba ze mną (nie rozumie mnie i chyba nie chce zrozumieć) - obawiam się rozstania z nią, bo wydaje mi się, że świat się skończy, bo przecież do kogo się odezwę jak nie do niej? Chciałbym mieć więcej kolegów, ale obawiam się, że przeze mnie, tzn. przez to, że będę się z nimi kolegował oni będą wyśmiani, a wystarczy, że ja już jestem, no i myślę, że jakiś zacofany jestem ze wszystkim, dziwny, nic mnie nie bawi, nie lubię wielu przedmiotów na których kiedyś mi zależało, np. historii, olewam wf, ponieważ nie lubię piłki nożnej, ręcznej, koszykówki, siatkówki, lekkoatletyki no prawie wszystkiego, ciągle myślę, że ja naprawdę jestem jakiś wybryk natury. Teraz raczej chłopaki w tym wieku to się z chłopakami kolegują, a ja z moją dziewczyną, mam kolegę, z którym mamy zamiar iść do takiej samej szkoły ponadgimnazjalnej. Próbuję się upodabniać do innych, ale mi to nie wychodzi w żaden sposób, chociaż w szkole i tak nie jestem sobą. Któregoś dnia myślałem jakby wyglądała moja śmierć tzn. jakbym popełnił samobójstwo to co by się stało i doszedłem do wniosku, że nikt by nie rozpaczał poza rodzicami i najbliższą rodziną. Czasami przed snem wyobrażam sobie jak to by było gdybym się w ogóle nie narodził, albo coś sobie zrobił, czy daliby mi wszyscy spokój? Przestali wymagać? Ciągle o coś prosić? Piszę to tu, ponieważ zaczynam się obawiać siebie, swojego nastawienia do życia i boję się, że zrobię jakieś głupstwo. Jak dotąd największym moim głupstwem było samookaleczenie się. W mojej rodzinie były próby popełnienia samobójstwa aż w końcu to zrobiono, ja nie chcę tak skończyć, proszę o radę. Czy w trudnych chwilach mogę skorzystać z pomocy telefonu zaufania dla dzieci i młodzieży 116 111? Czy ten numer jest płatny, czy mogę mieć po zwierzeniu jakieś skutki, np. ktoś z tamtego biura zadzwoni do moich rodziców i powie, że ze mną rozmawiał i że jest coś nie tak? Ja nie chcę ich martwić, mają dość swoich problemów. Czasami korzystam z pomocy psychologa szkolnego, ale boję powiedzieć mu o swoich myślach i w ogóle, co będzie jeśli zawiadomi rodziców, wyjdzie to za jego pokój, doniesie się do nauczycieli, uczniów? Bardzo proszę o odpowiedź co mi jest, czy to już depresja, czy coś innego. Co mam robić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Skomplikowane relacje z mamą - czy grozi mi depresja?

Mam na imię Anna i mam 21 lat. Moja krótka historia opierać się będzie na skomplikowanych relacjach z Mamą. Na początku chciałam napisać, że bardzo Ją kocham, ale już nie mam siły poddawać się temu wszystkiemu. Kiedy byłam dzieckiem...

Mam na imię Anna i mam 21 lat. Moja krótka historia opierać się będzie na skomplikowanych relacjach z Mamą. Na początku chciałam napisać, że bardzo Ją kocham, ale już nie mam siły poddawać się temu wszystkiemu. Kiedy byłam dzieckiem byłam maltretowana, nie zdawałam sobie sprawy z powagi sytuacji - przestępstwa jakiego dotykają się moi rodzice. Wtedy jako 5-letnia dziewczynka myślałam, że tak po prostu jest, ze wszyscy tak mają i nieważne ile masz lat - takie jest życie i musisz w nim trwać niezależnie od tego czy czujesz tego potrzebę. Byłam bita do 14. roku życia. Co sobie myślałam o dorosłych? „Mają fajne życie - nie wiedzą jak to boli, kiedy jest się bitym - chciałabym być dorosła”. W szkole podstawowej zawsze dostawałam nagrody za dobre wyniki w nauce - no tak, nieświadome dziecko. Bicie i awantury równały się rutynie w postaci codziennego jedzenia, spania, poruszania się. Nie byłam planowanym dzieckiem. Moja mama urodziła mnie kiedy miała 19 lat - nie spełniła przez to swoich marzeń. rzadko słyszałam kocham cię, przepraszam, a kiedy już się doczekałam - nie wierzyłam. Odwieczne zapewnienia - kocham cię znaczyły dla mnie tyle co nienawidzę, bo zaraz pokrywały się kolejnymi pretensjami o dwa okruszki na stole czy niedomkniętą szafkę w kuchni. Tata był zupełnie inny - kochany, spokojny, opanowany. Pracował całymi dniami, więc zajmowała się mną tylko mama. Rażący ciężar wewnętrznego strapienia w małym, młodym ciele dziecka utrzymywał się z upływem czasu potęgując wynikającą rozpacz i urazę do tego wszystkiego co mi się przydarzyło spod ręki osoby, którą kochałam. Dzisiaj mam 21 lat. Studiuję. Codziennie przez 21 lat są u mnie w domu awantury, zdarzały się sytuacje, kiedy cały pokój był zdemolowany, była u nas policja. Mama bez przerwy krzyczy - firana źle wisi, szafa jest niedomknięta, zegar stoi 2 cm za daleko. Usłyszałam kilka lat temu: „żałuję, ze Cię urodziłam”. Pewnie gdyby istniał uniwersalny czerwony guzik - po naciśnięciu którego zniknęłabym razem z tatą - na pewno by go przycisnęła. Do matury musiałam się uczyć z zatkanymi uszami - własnych myśli nie słyszałam- nikt się nie przejmował oprócz taty, tak minęła cała szkoła. Ze wszystkimi problemami zawsze radziłam sobie sama, kiedy mama widziała, że płaczę mówiła z wyrzutem - „znowu płaczesz?”. Chciałam się zabić. Brakuje mi mamy, boję się, że nawet jeśli będę mogła, nie będę czuła potrzeby bycia z nią. Codziennie wyżywa się na mnie za to, że tak zmarnowała sobie życie. A ja sama dzisiaj - pomimo perspektyw, możności młodzieńczej swobody korzystania, egzystowania, urzeczywistniania fizycznych przyjemności, dokonywania wielkich zachodów - boję się zrobić krok, poruszyć głową, wstydzę się dotknąć brzydkiego ciała. Mam huśtawkę nastrojów. Teraz płaczę, a za 5 minut coś sprawi, że mam ochotę wykrzyczeć całemu światu jaka jestem szczęśliwa. Jednego dnia nie widzę sensu w moich studiach, a drugiego jestem w stanie siedzieć od rana do późnej nocy w książkach - czerpię z tego taką satysfakcję. Wieczorami czasami się upijam i jest OK - jest dobrze na 30 minut, dopóki nie zasnę i nie wstanę rano z bólem głowy. Nie chce mi się żyć. Mam dosyć. Co ja mam zrobić? Boje się, że nie wytrzymam.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Obwiniam się o śmierć brata - co mogę zrobić?

Jak mogę zmienić swoje życie? Mam 15 lat, a nie chce mi się żyć. Wszystko mnie denerwuje i wszyscy. Nie mogę się z nikim dogadać. Cały czas kłócę się z mamą, a z siostrami i braćmi się nie odzywam. Ze...

Jak mogę zmienić swoje życie? Mam 15 lat, a nie chce mi się żyć. Wszystko mnie denerwuje i wszyscy. Nie mogę się z nikim dogadać. Cały czas kłócę się z mamą, a z siostrami i braćmi się nie odzywam. Ze znajomymi jest tak samo, wiadomo każdy chce być lepszy od drugiego. Mnie nie stać na fajne ciuchy. Jestem sobą, a nie głupią naiwną idiotką. Mimo swojego wiek bardzo dużo rozumiem. Przeszłam poważną operację, dzięki której dopiero poczułam, jak ważną rzeczą jest życie. Tylko że rok temu zginął mój brat… Stało się to gdy właśnie byłam u siostry. Miałam wracać do domu za 2 dni, ale jednak los mnie wiódł. Bardzo brakuje mi brata. Wiem, że to moja wina, nie było mnie przy nim. On miał dopiero 24 lata. W dniu kiedy wrócił za granicy ja wyjechałam. Nie wiem co mogę teraz zrobić. Najlepiej jest popełnić samobójstwo, ale nie wiem czemu nie potrafię tego zrobić. Boję się. Mój rodzony brat powiedział mi, że to jest moja wina, a ja przecież wszystko bym zrobiła, żeby cofnąć czas. Czy warto jeszcze żyć? Już nie wiem co mam robić, a nie jest łatwo o tym mówić, z nikim o tym nie rozmawiam. Proszę mi powiedzieć jak mogę zmienić swoje życie? Czy jest to możliwe? Czy to moja wina, że mój braciszek zginął? Może jakbym była w domu to nic by się nie stało?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to niestabilność emocjonalna?

Mój mąż zachowuje się dziwnie. Jest osobą zamkniętą w sobie. Tłumi emocje. Nie potrafi się kłócić. Zamyka się w sobie. Nie rozmawia o problemach. Jak obrazi się, potrafi tak zapaść się na kilka dni. Nawet tydzień. Meczy się z...

Mój mąż zachowuje się dziwnie. Jest osobą zamkniętą w sobie. Tłumi emocje. Nie potrafi się kłócić. Zamyka się w sobie. Nie rozmawia o problemach. Jak obrazi się, potrafi tak zapaść się na kilka dni. Nawet tydzień. Meczy się z tym. Kładzie na łóżku zwinięty w pozycji embrionalnej i milczy. Ucieka w swój świat. Strajkuje i nie je, nie myje się. Czasami rano ma dobry humor, śmieje się, a wieczorem jest smutny, zamknięty w sobie. Tak dzieje się na zmianę. Jest strasznie zawzięty. Jak obrazi się tak solidnie, potrafi nie rozmawiać kilka lat, np. z ojcem. Nikt nie potrafi dotrzeć do niego. Moje życie jest koszmarem. Czytałam artykuł "Milczenie, które boli" - czy to są jakieś poważne zaburzenia psychiczne? Jak można tak zamykać się w sobie? Nie jest w stanie wyrzucić z siebie złych emocji, ale trudno mu okazać i te pozytywne. Może jest niedojrzały, pomimo swoich 36 lat? Co robić?Rozmowa nie jest rozwiązaniem, to mój monolog…

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak powstrzymać płacz przy okazywaniu emocji?

Oglądam program o czyimś nieszczęściu - mokre oczy, chcę coś radosnego przekazać - mokre oczy, mąż mnie ochrzani - płaczę, aż mi głupio. Sama jestem na siebie zła, że nie potrafię opanować tych emocji. Mam tak odkąd pamiętam. Ale...

Oglądam program o czyimś nieszczęściu - mokre oczy, chcę coś radosnego przekazać - mokre oczy, mąż mnie ochrzani - płaczę, aż mi głupio. Sama jestem na siebie zła, że nie potrafię opanować tych emocji. Mam tak odkąd pamiętam. Ale teraz to już mam 39 lat i głupio mi, że jestem taka beksa, szczególnie przy dzieciach, synu 17-letnim i córce 12-letniej. Nie wstydzę się oczywiście łez wzruszenia, kiedy jest to zrozumiałe, ale jak się pokłócę z kimś, albo przez telefon np. pani z urzędu nie jest miła i coś mi nie pójdzie tak - łzy w oczach. Myślę, że to już taka moja płaczliwa psychika, ale dokucza mi to, a raczej nie to, tylko że czasem nie może mi to przejść. Chce mi się płakać czasem do wieczora, albo przejdzie mi, a potem wystarczy jedno słowo nt. temat i znów płacz. A to jeden z przykładów: córka wpadła na auto rowerem uciekając przed innym autem i zrobiła ryskę no i pan policjant pytał się jak to się stało, czy ma już kartę rowerową itd., zwykła rutyna, a ja nie mogłam opanować emocji, zrozumiałabym, żeby to były mokre oczy, ale ja już nie mogłam słowa powiedzieć do dziecka, bo chciało mi się płakać, no aż głupio. Czy istnieją jakieś ćwiczenia, które pomogą mi, kiedy podczas rozmowy poczuję, że się zaraz rozpłaczę?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Patronaty