Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Psychoterapia: Pytania do specjalistów

Kiedy mi przejdą stany lękowe po odstawieniu marihuany?

Witam, mam 17 lat i uczęszczam do pierwszej klasy szkoły średniej. Wszystko zaczęło się około dziewięciu miesięcy temu, kiedy to po raz pierwszy spróbowałem marihuany. Na początku uznałem to za zwykłą rozrywkę, tak jak piwo, od czasu do czasu...

Witam, mam 17 lat i uczęszczam do pierwszej klasy szkoły średniej. Wszystko zaczęło się około dziewięciu miesięcy temu, kiedy to po raz pierwszy spróbowałem marihuany. Na początku uznałem to za zwykłą rozrywkę, tak jak piwo, od czasu do czasu z kolegami po prostu coś na wzór ucieczki od codziennej rutyny, ale właśnie z tej rutyny wpadłem w następną. Przez pierwsze dwa miesiące nie odczuwałem żadnych negatywnych skutków zażywania narkotyku, faktem jest to, że zacząłem powoli opuszczać lekcje i zamieniać się w bardziej cichą istotę, co było spowodowane paranojami, które wywoływała u mnie marihuana. Po 4 miesiącach przestałem całkowicie palić na około półtora miesiąca w wyniku wypadku, po którym znalazłem się w szpitalu. Po długiej kuracji w końcu wróciłem do szkoły, jednocześnie wracając do „kółka różańcowego”, z którym nie rozstawałem się aż do maja.

Moja pamięć znacznie się pogorszyła, co teraz poskutkowało na moich ocenach, ponadto nigdy nie miałem kłopotów z pamięcią, zawsze byłem świetnie przygotowany na sprawdziany z tematyki humanistycznej oraz pojawiło się już coś innego niż paranoja, coś co wywarło na mnie tak wielkie wrażenie (a raczej strach). Przez jakiś czas nie wychodziłem z domu, ponieważ bałem się być wyśmiany i obrzucony obelgami na ulicy. Teraz staram się, aby wszystko wróciło do normy, lecz tutaj właśnie kieruję moje pytanie do specjalisty - ile czasu minie, zanim wszystko wróci do normy? Psychika w miarę się ustabilizuje, a pamięć znów będzie w bardziej konkretnym stanie? Dodam, że mam teraz niemały problem z zaufaniem co do innych ludzi, nie mogę się przełamać i być do końca sobą w towarzystwie innych.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Psychoterapia grupowa - czy jest rozwiązaniem problemów nerwicowo-depresyjnych?

Witam. Od 29 grudnia 2010 roku, aż do chwili obecnej borykam się z objawami nerwicowymi, od 2-3 tygodni depresyjnymi. Na początku lęki były dość silne i występowały nagle, nie było to co prawda mocne pocenie się, strach przed śmiercią itp....

Witam. Od 29 grudnia 2010 roku, aż do chwili obecnej borykam się z objawami nerwicowymi, od 2-3 tygodni depresyjnymi. Na początku lęki były dość silne i występowały nagle, nie było to co prawda mocne pocenie się, strach przed śmiercią itp. jak wiele osób opisuje, ale uścisk w klatce piersiowej, mocne rozdrażnienie, bezsenność, napady lekkiej histerii (co się dzieje, co będzie dalej?!) strach przed chorobą psychiczną oraz szpitalem psychiatrycznym, brak apetytu, głodówka wręcz, suchość w ustach, spadek masy ciała - jednym słowem koszmar! Strach przed szpitalem psychiatrycznym i końcem wzmagał lęki i silny niepokój utrzymujący się cały czas. Przez pierwszy tydzień musiałem zwolnić się z pracy, ponieważ nie mogłem usiedzieć przed komputerem 8 godz. dziennie. W tym też czasie udałem się do lekarza rodzinnego, który przepisał mi Afobam. Nie brałem. Skierował mnie też do psychiatry, który przepisał mi Pramolan. Nie brałem. Stwierdziłem wytrzymam. Po tygodniu wróciłem, jednak na początku było ciężko wysiedzieć. Później w miarę upływu czasu niepokój malał i stawałem się z dnia na dzień "normalny". Coraz częściej miewałem dni, w których objawy już nie były odczuwalne. Inaczej mówiąc, gdyby ktoś mi wymazał z pamięci, że w ogóle taka sytuacja miała miejsce to bym nie odczuwał myśli, że gdzieś ten nie pokój się jeszcze czai. Po jakimś czasie, niepokój zaczął wracać, lekki wolnopłynący lęk w trakcie dnia. Po miesiącu udałem się do psychiatry, który jednocześnie jest psychoterapeutą - na moją prośbę, a nie sam od siebie przepisał mi Prozak (Fluo) i zalecił psychoterapię - raz w tygodniu - jestem po drugiej wizycie diagnostycznej, lecz mam wrażenie, że mój psychoterapeuta jest tylko nastawiony na branie kasy (co powoduje u mnie kolejny spadek nadziei). Przez ostatnie kilka dni silne objawy somatyczne i myśli powróciły. W pracy już od 3 tygodni, jak nie więcej zażywam Nervomix - doraźnie, jednego dnia w ogóle innego, np. 3 ampułki, czasem po 6-9 ampułek, do czasu pomagał. Jednak ostatnie kilka dni objawy się nasiliły znacznie, wczoraj cały dzień będąc w trasie samochodem wytrzymywałem aż do wieczora, kiedy spotkałem się z moją dziewczyną i pękłem, zacząłem się ostro żalić, dostałem lęku histerycznego, że trafię do szpitala, bo już dłużej nie wytrzymam, ciężko się opanować w takiej chwili. Czasami potrafię się skutecznie opanować i normalnie funkcjonować, a w inne dni dostaję silnych niepokojów, stresów, jakby ktoś trzymał i ściskał serce, szybsze tętno i nie mogę tego opanować. Wtedy też myślę, że jeżeli wszystkie sposoby na poprawę lub wyleczenie zawiodą, to jedynym wyjściem będzie samobójstwo. Co istotne - im dłużej się borykam z tymi zaburzeniami ( już 2 miesiące) i nie widzę poprawy, a wręcz czasem pogorszenie, tym bardziej popadam w panikę, co napędza we mnie fachowo nazywane "błędne koło" nerwicowe. Poza tym odczuwam braku sensu w życiu, nic mi się nie chce, przestaje mi na wielu sprawach kompletnie zależeć. Przede mną ostatni semestr uczelni, praca mgr, w pracy dużo obowiązków - mam wiele spraw, ale często nie widzę sensu w tym wszystkim. Nie widzę celu w życiu. Sądzę, że bardzo brakuje mi przekonania kogoś zaufanego, że z tego wyjdę i będzie wszystko ok. Brakuje mi wiary w swoje możliwości i wiary w siebie! Wiem, że muszę być silny i często jestem, walczę i nie pozwalam ulegać myślom, złym stanom, lękom, ale niestety raz wygrywam, raz przegrywam. Boję się, że za jakiś czas nie starczy mi sił na walkę. Wiem, że potrzebuje pomocy i chcę tą pomoc uzyskać, ale muszę komuś zaufać. W życiu kieruje się swoją drogą, jestem indywidualistą, bardzo wymagającym od siebie, od innych. Niestety opieram swój wizerunek na temat opinii innych osób, co czasem prowadzi do analiz swojego zachowania i cierpienia z tego powodu. Zawsze czułem, że jestem wyjątkowy - może i "lepszy" od innych, bardziej oryginalny, przez co w towarzystwie byłem odbierany jako pewny siebie człowiek który wie czego chce i wie jak działać, chciałem się czuć jako ktoś wyjątkowy. Tymczasem zauważyłem, że nie robię tego dla siebie, a dla innych, dzięki czemu sam czuje się dobrze. Zła opinia na mój temat mnie rozstraja. Przez ostatnie dwa miesiące analizuję siebie, swoje życie i otoczenie, czyli wszystko co mnie dotyczy bardzo dogłębnie i przez większość dnia. Czasem poprawi mi to nastrój, a czasem dochodzę do wniosków, które powodują, że znów popadam w lęki i niepokój. Znajduję w swoim charakterze dużo cech i popadam w panikę, że są to cechy albo przyzywczajenia złe, które są we mnie i nie mogę ich zmienić. Wtedy pogarsza mi się nastrój i sam się dobijam. Wiek 26 lat. Obecnie nie wiem, co robić dalej, zwolniłem się z pracy na tydzień, w końcu muszę się za "to" konkretnie zabrać i zacząć leczyć. Myślę nad psychoterapią grupową, bo na indywidualną mnie nie stać, boję się, że będzie to długa droga... jakie są rokowania w moim przypadku?

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Chorobliwa zazdrość oraz maltretowanie psychiczne i fizyczne – jak z tym walczyć?

Jestem osobą pewną siebie i swoich predyspozycji zawodowych oraz intelektualnych, do brzydkich również nie należę, jestem w związku od 3 lat. Od początku przeszkadzała mi chorobliwa zazdrość partnera. Do baru z koleżanką wyjść nie mogę, bo tam chodzą dziwki, jak...

Jestem osobą pewną siebie i swoich predyspozycji zawodowych oraz intelektualnych, do brzydkich również nie należę, jestem w związku od 3 lat. Od początku przeszkadzała mi chorobliwa zazdrość partnera. Do baru z koleżanką wyjść nie mogę, bo tam chodzą dziwki, jak twierdzi mój partner. Myślę, że odegrałam się mu agresją, dostawał w twarz za bzdury, przyjmował to z pokorą. Często również poniżałam go przy znajomych, wiem, to złe. Ja zmieniłam się, odkąd zaszłam w ciążę, natomiast z jego strony jest teraz odwet. Agresja zrodziła agresję. Mamy cudownego 8-miesięcznego synka, niestety, nie umiemy nawet przy nim się opanować, bijemy się, pomocy! On stał się wstrętnym, nieczułym maczo, nie śpimy w jednym łóżku już od 8 miesięcy, a w ciąży nie chciał mi nawet pleców pomasować, troszkę jednak hamował się, jeśli chodzi o przemoc, ale niestety i w ciąży dochodziło do agresji i szarpania... Teraz jest dużo gorzej, wyzywa mnie przy znajomych tekstami, typu: „do obiadu, już”, „do dziecka”... itp., w ogóle mnie nie szanuje, nie przytula. Maltretuje fizycznie i psychicznie, nic nie pomaga przy dziecku, tylko mnie goni, nie pracuje, bo wygodny jest, ja dobrze zarabiam. Nie wiem, jak mamy sobie pomóc, on niby już rozumie, co się z nami stało i dlaczego, ale co dalej?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Problem z agresją - jak sobie z nią radzić?

Witam! Mam bardzo duży problem z agresją. Od ponad roku jestem w małżeństwie i mam 4,5 miesięcznego chłopczyka. Od początku znajomości z moją żoną dochodziło do awantur, które kończyły się skrajną agresją. Moja żona jest osobą, która nie potrafi przyznawać...

Witam! Mam bardzo duży problem z agresją. Od ponad roku jestem w małżeństwie i mam 4,5 miesięcznego chłopczyka. Od początku znajomości z moją żoną dochodziło do awantur, które kończyły się skrajną agresją. Moja żona jest osobą, która nie potrafi przyznawać się do błędu oraz zawsze za wszelką cenę walczy o własne zdanie, na jeden argument odpowiada kilkoma, najczęściej niezasadnymi. Doprowadza mnie to najczęściej do skrajności, która kończy się właśnie przemocą (np. w momencie, gdy nie pozwala mi dojść do słowa). Przemoc ta objawia się najczęściej szarpaniem, próbą fizycznego uciszenia czy zniewolenia, co w mojej żonie również wzmaga agresję. Kilkakrotnie miały miejsce sytuacje, kiedy nie kończyło się na szarpaniu. Zawsze, gdy moja żona uderzyła mnie w szamotaninie, ja oddawałem jej. Niestety ta sytuacja miała miejsce w czasie ciąży. Zawsze starałem się unikać takich sytuacji, starałem się opanować nerwy, ale bez skutku. Gdy prosiłem moją żonę w czasie kłótni o spokojniejszy ton, aby nie doszło do większej awantury i rękoczynów, nie skutkowało. Zdarzało się również, że gdy dziecko płakało i chciałem je uspokoić wzbierała we mnie agresja, którą ledwie udawało mi się opanować. Niedawno po jednej z takich kłótni żona wyprowadziła się ode mnie wraz z dzieckiem. Bardzo chce się z tego wyleczyć, chciałbym umieć panować na tą formą agresji. Prawdopodobnie jest to już koniec tego małżeństwa, żona mimo moich próśb nie chce dać mi najmniejszego wsparcia, abym mógł się wyleczyć, abym miał siłę zwalczyć to dla naszego małżeństwa. Pozostaje oschła i pełna nienawiści do mojej osoby. Wyrzuty sumienia i perspektywa rozwodu doprowadzają mnie do skrajnego bólu psychicznego. Proszę mi powiedzieć, czy jest dla mnie szansa na wyleczenie tego, na pozbycie się tej agresji.

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Dawid Karol Kołodziej

Senność po marihuanie - czy to normalne i kiedy powinna przejść?

Witam. Palę marihuanę od około roku, ale bardzo rzadko. W sumie zapaliłem nie więcej niż 10 razy. Zauważyłem, gdy palę z innymi, że często podobna dawka THC ma na mnie dużo silniejszy wpływ niż na innych. Kilka dni temu skutki...

Witam. Palę marihuanę od około roku, ale bardzo rzadko. W sumie zapaliłem nie więcej niż 10 razy. Zauważyłem, gdy palę z innymi, że często podobna dawka THC ma na mnie dużo silniejszy wpływ niż na innych. Kilka dni temu skutki zapalenia około 0,2 grama odczuwałem aż 24 godziny (silnie około 3-4). Senność mnie jeszcze trochę trzyma do dziś (ale z dnia na dzień spada, paliłem 3 dni temu). Inni, którzy palili to samo zioło nie mieli takich problemów, więc nie była to marihuana zmieszana z czymś innym. Po tym incydencie postanowiłem, że nie będę palił, póki MJ nie będzie legalna w Polsce lub będę w kraju, gdzie jest legalna (wtedy będę mógł kontrolować to, jaki palę gatunek i będę dokładnie znał skutki). Czy mieliście podobne sytuacje (senność przez taki długi okres)? Kiedy senność powinna przejść całkowicie? Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Dr Izabela Dębicka
Dr Izabela Dębicka

Polidaktylia a nałogi męża

Witam. Mój mąż przez wiele lat palił marihuanę oraz okazjonalnie zażywał inne używki. Nasze dziecko urodziło się z wadą genetyczną, polidaktylią typu B (dodatkowy fałd skórny przy małym paluszku ręki, zarodek paluszka bez żadnych kości). Czy ta wada wystąpiła przez... Witam. Mój mąż przez wiele lat palił marihuanę oraz okazjonalnie zażywał inne używki. Nasze dziecko urodziło się z wadą genetyczną, polidaktylią typu B (dodatkowy fałd skórny przy małym paluszku ręki, zarodek paluszka bez żadnych kości). Czy ta wada wystąpiła przez nałogi mojego męża? Dodam, że w naszej rodzinie nie było takich przypadków jak polidaktylia, przynajmniej w ostatnich pokoleniach. Czy w sytuacji, kiedy mój mąż przestał palić, nie ma ponownego zagrożenia wystąpienia wad genetycznych przy drugim dziecku? Czy tutaj również istnieje ryzyko, że z powodu dawnych nałogów męża dziecko może urodzić się z polidaktylią albo inną chorobą genetyczną? A może polidaktylia nie ma wcale związku z dawnymi załogami męża i wystąpiła ona z zupełnie innego powodu? Będę wdzięczna za wyjaśnienie wszystkich moich wątpliwości. Pozdrawiam.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska

Stosowanie używek - czy może mieć związek z moimi bólami serca?

Witam, mam 15 lat. Od ponad roku palę weed, do tego dochodzą dwie paczki fajek na dzień, trochę alkoholu i bardzo małe ilości snu. Czy wymienione wyżej czynniki mogą mieć związek z moimi bólami serca? Z góry dziękuję za odpowiedź.
odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Jak zmusić alkoholika do leczenia?

Mam męża alkoholika, tzn. on tak nie uważa, wypija dziennie, od kilku lat, 10-15 piw, robi awantury, znęca się nad nami fizycznie i psychicznie, wyrzuca jedzenie, na które nie daje pieniędzy, gdyż uważa, że za dużo „żremy”, a on...

Mam męża alkoholika, tzn. on tak nie uważa, wypija dziennie, od kilku lat, 10-15 piw, robi awantury, znęca się nad nami fizycznie i psychicznie, wyrzuca jedzenie, na które nie daje pieniędzy, gdyż uważa, że za dużo „żremy”, a on za to płacić nie będzie. Niszczy wszystko i wszystkich, po wizycie policji jest jeszcze gorzej, niszczy meble, garnki, talerze i nas, wszyscy chodzą wystraszeni i znerwicowani. Jedzenie, które szykuję dzieciom wieczorem, potrafi wstać w nocy np. o 3 i wyrzucić psom, a dzieci są głodne. Syn chodził na praktyki zimą 8 km w jedną stronę pieszo, bo miał przebity rower przez tatę, w domu wyłącza nam telewizor, prąd, nikt nie ma prawa tu wejść, bo go wygoni, atmosfera jest gorsza niż na pogrzebie, a my nie wiemy, co kiedy wymyśli, obecnie zapowiedział, że taką nam urządzi Wielkanoc, że do końca życia zapamiętamy, więc już psychicznie wszyscy są załamani. Na leczenie nie chce iść, gdyż uważa, że nie jest alkoholikiem, pije tylko piwo i to dlatego, że chce, a pije, bo to nasza wina, bo zawsze znajdzie się jakiś powód. Gdzie mam zwrócić się o pomoc i jakie mogą być konsekwencje, gdy się dowie, boję się, że nas zabije, gdyż podczas ataku ma bardzo dziwne oczy, a z ust idzie mu piana.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Jakie mogą wystąpić skutki uboczne po odstawieniu dopalaczy?

Witam. Mam prawie 19 lat. Przez ok. rok zażywałem dopalacze w postaci proszku oraz do palenia. Wcześniej wdychałem klej i rozpuszczalnik. Nie biorę od zamknięcia dopalaczy, czyli prawie rok. Przez ten czas paliłem tylko marihuanę i piłem alkohol. Chodzi mi...

Witam. Mam prawie 19 lat. Przez ok. rok zażywałem dopalacze w postaci proszku oraz do palenia. Wcześniej wdychałem klej i rozpuszczalnik. Nie biorę od zamknięcia dopalaczy, czyli prawie rok. Przez ten czas paliłem tylko marihuanę i piłem alkohol. Chodzi mi o to, że z dnia na dzień tracę chęć do życia, bo nie jestem w stanie nic zrobić. Nie mam siły, jestem ciągle zmęczony i śpiący. Nawet od razu po przebudzeniu. Mam strasznie głupie i ograniczone myśli. Czuję jakbym cofał się w rozwoju. Tracę na masie, bolą mnie wszystkie stawy, głowa, często miewam migreny. Od jakiegoś czasu bardzo słabo widzę, nawet nie potrafię tego określić, po prostu źle, przez co często chce mi sie wymiotować. Nie potrafię nic zapamiętać ani logicznie myśleć, ciągle śmieję sie z byle głupot i mówię sam do siebie. Mam problemy z utrzymaniem równowagi, mową, czuję się jakbym był lekko przeziębiony poprzez wrażliwe ciało. Meczące kołatania serca, bezsenność, duszności, często też nie potrafię złapać powietrza lub też przy zasypianiu czuję się jakbym miał zaraz zapomnieć, że mam oddychać i po prostu czuję jakbym odpływał. Chaotyczność w myślach i mowie, cały czas brakuje mi słów, których potrzebuję użyć, czuję, że po prostu jestem nikim. Nie potrafię przedstawić czegokolwiek tak jakbym tego chciał.

Mam strasznie zmarnowaną twarz, opadnięte kąciki ust, otępiały wzrok, wory pod oczami. Czuję dziwne szmery w żołądku, napady zimna, jak i ciepła. Nie wiem po prostu co mam zrobić! Drętwienie dłoni, szyi, skurcze całego ciała, także prącia. Częste oddawanie jasnego kału. Kurczenie się jąder, swędzenie odbytu, rzadko skrzepy w kale oraz ostatnio parę razy biała wydzielina z odbytu. Tego jest tak dużo, a ja chcę po prostu normalnie funkcjonować i mieć swoje życie. Chcę wiedzieć, że robię coś dla siebie i wpływa to na moją przyszłość, że staję się mądrzejszy, a nie głupszy. Nie potrafię rozmawiać z ludźmi, unikają mnie, nie lubią ze mną rozmawiać, bo jestem strasznie nudny i dziwny. Byłem na badaniu krwi i moczu, gdzie wszystko podobno wyszło dobrze, na badaniach neurologicznych powiedziano mi, że nie ma potrzeby, żebym został na obserwacji. Lekarz pierwszego kontaktu powiedział, że mam się udać do poradni zdrowia psychicznego i uzależnień. Boję się, że jestem chory na coś poważnego i że to nie jest odwracalne. Czekam na konkretną odpowiedź. Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Jak mam pomóc mężowi i naszej rodzinie?

Dzień dobry, mam pytanie, jestem mężatką 12 lat. Mój mąż jest uzależniony od alkoholu i nie wiem, jak mu pomóc, ja i dzieci też jesteśmy już na wyczerpaniu. Nie mogę spać ani jeść. Jestem przygnębiona, a moje dzieci są bardzo...

Dzień dobry, mam pytanie, jestem mężatką 12 lat. Mój mąż jest uzależniony od alkoholu i nie wiem, jak mu pomóc, ja i dzieci też jesteśmy już na wyczerpaniu. Nie mogę spać ani jeść. Jestem przygnębiona, a moje dzieci są bardzo agresywne, niespokojne, a najmłodsza zaczęła się moczyć w nocy. Nie wiem, co mam robić i jak nam i jemu pomóc. Zaczynam się poddawać i załamywać, że nie dam rady. Proszę o radę, bo nie wiem, co robić. Dziękuję i pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Co zrobić, gdy chłopak lubi alkohol?

Witam! Mam 17 lat. Jestem z chłopakiem, który, nie oszukujmy się, lubi alkohol. Zanim się poznaliśmy, wraz z kolegami po szkole udawał się na jedno czy też dwa niezobowiązujące piwa. Później, jak byliśmy już razem, więcej mu się to nie...

Witam! Mam 17 lat. Jestem z chłopakiem, który, nie oszukujmy się, lubi alkohol. Zanim się poznaliśmy, wraz z kolegami po szkole udawał się na jedno czy też dwa niezobowiązujące piwa. Później, jak byliśmy już razem, więcej mu się to nie zdarzało, gdyż jak uważa, stawia mnie na pierwszym miejscu. Któregoś dnia wyjechał na warsztaty naukowe, na których upił się niemiłosiernie. Przyznał mi się do tego, gdy to usłyszałam, rozkleiłam się, postawiłam mu warunek, że jeśli jeszcze raz tak się 'schleje' to z nami koniec. Bardzo się stara, gdy idzie gdzieś, po imprezie dzwoni do mnie, by poinformować, ile wypił. Ogólnie wszystko jest ok, ale gdy mnie nie ma na horyzoncie, od razu ucieka się do kolegów. Nie wiem, jak mu delikatnie powiedzieć, by zajął się czymś pożytecznym po szkole, kiedy ja nie mam dla niego czasu, a nie udawał się z chłopakami na piwko. Boję się, że kiedyś może się to przeobrazić w uzależnienie, chociaż on gwarantuje mi, że tak nie będzie. Chłopak z niego dobry, dba o mnie, jest ambitny, chce iść na studia, a następnie pracować w wymarzonym zawodzie. Stara się, od tamtych felernych warsztatów jeszcze mnie nie zawiódł. Co robić? Proszę o pomoc. Z góry dziękuję za radę i pozdrawiam:)

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Czy moje dolegliwości to skutki narkotykowego maratonu?

Witam! Niedawno ukończyłem 22 lata. W wieku 19 lat zacząłem sporadycznie podpalać marihuanę i haszysz. Niestety częstotliwość zażywania narkotyków z miesiąca na miesiąc sukcesywnie rosła. Brałem przez niecałe 2 lata, przeważnie raz w tygodniu, lecz zdarzały się dwukrotne narkotykowe ekscesy...

Witam! Niedawno ukończyłem 22 lata. W wieku 19 lat zacząłem sporadycznie podpalać marihuanę i haszysz. Niestety częstotliwość zażywania narkotyków z miesiąca na miesiąc sukcesywnie rosła. Brałem przez niecałe 2 lata, przeważnie raz w tygodniu, lecz zdarzały się dwukrotne narkotykowe ekscesy w ciągu siedmiu dni. W większości były to środki, których sposób aplikowania polegał na paleniu (marihuana, także dopalacze). Epizodycznymi sytuacjami w moim życiu było zażycie cięższych narkotyków, takich jak amfetamina czy ecstasy. Niespełna pół roku temu przestałem brać, postanowiłem skupić się na studiach, staram się pożytkować swoje życie w sposób produktywny. Lecz niestety notorycznie udzielają mi się stany obniżonego nastroju, głębokiego zdenerwowania, lęku, wewnętrznego niepokoju. Źle się ze sobą czuję, moje reakcje są opóźnione, zdarzają się sytuacje, kiedy głowa mi „pęka”, nie posiadam wystarczającej pewności siebie. Doskonale zdaję sobie sprawę, że są to konsekwencje moich wcześniejszych, zupełnie irracjonalnych czynów. Obawiam się tylko jednego: mianowicie, że te minione eskapady kończące się stanami nietrzeźwości mogły doprowadzić do jakiegoś stałego defektu psychicznego. Czy mój lęk jest uzasadniony, czy jednak te objawy mogą być tylko etapem przejściowym i po jakimś czasie całkowicie „dojdę do siebie”? Z góry dziękuję i bardzo proszę o szybką odpowiedź.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Uzależnienie od marihuany, a uzależnienie od komputera

Witam. Jestem studentem, który poszukuje odpowiedzi na pytanie. Czy uzależnienie od marihuany można porównać z uzależnieniem od internetu, gier komputerowych czy słodyczy? Swoje pytanie kieruję do lekarza psychiatry. Hipoteza: Uzależnienie od marihuany można porównać z innym uzależnieniem psychicznym, takim jak...

Witam. Jestem studentem, który poszukuje odpowiedzi na pytanie. Czy uzależnienie od marihuany można porównać z uzależnieniem od internetu, gier komputerowych czy słodyczy? Swoje pytanie kieruję do lekarza psychiatry. Hipoteza: Uzależnienie od marihuany można porównać z innym uzależnieniem psychicznym, takim jak uzależnienie od gier komputerowych oraz zaklasyfikować je do tej samej kategorii uzależnień. Argumenty: - marihuana nie tworzy szlaków metabolicznych, tak jak alkohol czy opiaty; - zarówno uzależnienie od komputera jak i uzależnienie od marihuany opiera się na oderwaniu się od otaczającego świata; - przy obu uzależnieniach terapia nie wymaga podawania substytutów w odróżnieniu od terapii uzależnienia od opiatów (np. terapia metadonem); - przy żadnym z obu uzależnień nie jest wymagana detoksykacja. Założenie: w tej hipotezie nie rozpatrujemy wtórnych konsekwencji wynikających z danego uzależnienia. Bardzo prosiłbym o odpowiedź na powyższe pytania, a także o obalenie bądź potwierdzenie postawionej hipotezy oraz ewentualne przedstawienie źródeł. Z góry dziękuję i pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Dr Izabela Dębicka
Dr Izabela Dębicka

Bóle brzucha po zażyciu amfetaminy - co się dzieje?

Ostatnio na imprezie, na której wypiłem niemałą ilość alkoholu, wciągnąłem amfetaminę. Mija już tydzień, a mnie strasznie boli żołądek i ogólnie okolice brzucha. Nie mam apetytu, a kiedy coś próbuję zjeść, to nie czuję się najlepiej. Czy może to być skutek zażycia amfetaminy? Czy może być inny powód?
odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

W jaki sposób namówić męża, żeby zaczął leczyć się z uzależnienia od alkoholu?

Dzień dobry! Nie wiem od czego zacząć, więc zacznę od początku naszej znajomości. Problem dla mnie jest bardzo złożony, ale przyczyna chyba tylko jedna – alkohol (albo ja). Znamy się z mężem jakieś osiem lat, małżeństwem jesteśmy sześć, obydwoje jesteśmy...

Dzień dobry! Nie wiem od czego zacząć, więc zacznę od początku naszej znajomości. Problem dla mnie jest bardzo złożony, ale przyczyna chyba tylko jedna – alkohol (albo ja). Znamy się z mężem jakieś osiem lat, małżeństwem jesteśmy sześć, obydwoje jesteśmy po trzydziestce kilka lat. Przez rok, zanim zostaliśmy parą przyjaźniliśmy się jak kolega z koleżanką, jeździliśmy razem na imprezy dyskoteki, mieliśmy duże towarzystwo i zawsze wszystkiemu towarzyszył alkohol. Już wtedy mój mąż pił codziennie piwo wieczorem, nie licząc wyjść w wolne dni, kiedy to się upijał. Chyba nie przeszkadzało mi to, bo sama też nie stroniłam wtedy, bawiłam się jak wszyscy z naszego otoczenia, nie upijałam się może, ale zawsze jakiś alkohol sączyłam, zresztą nie mam głowy do picia i na drugi dzień źle się czuję co jest dla mnie argumentem, żeby nie przesadzać. Poza tym wtedy nie dało się nie pić, bo wszyscy pili i dzieżko by się z nimi rozmawiało bez "podkładu". Mój mąż już wtedy prowadził swoją firmę, a ja miałam dobrze dochodową pracę i na wiele było nas stać, pochodzę raczej z mało zamożnej rodziny, w moim domu raczej nie było na co dzień alkoholu, ale wieczne awantury, rodzice w ogóle się nie dobrali. Nie wiem później tę wieczną zabawę tłumaczyłam sobie chęcią jakiegoś odreagowania, po studiach, ciężkiej pracy i nieudanych ograniczających nas związkach. Zaznaczę tylko, że mój mąż wtedy jak i teraz bardzo ciężko i intensywnie pracował, zawsze po takich towarzyskich "występach" w dni wolne rano wstawał i szedł do pracy nie obijając się. Mój mąż ma firmę transportową i wtedy jeszcze sam jeździł zawsze tłumaczył, że musi odreagować po całym tygodniu pracy. Pierwszy niepokojący sygnał miał miejsce w sylwestra, który kojarzę raczej z tym, że zostaliśmy parą niż z tym zdarzeniem. Mój mąż wtedy, jak zwykle na tego typu przyjęciu upił się do nieprzytomności, tzn. on zawsze prosto idzie, z wszystkimi rozmawia, na różne tematy, tylko nie ma świadomości, czyli nic na drugi dzień nie pamięta i ma mętne prawie zamknięte oczy. Uciekał po jakichś lasach przed kimś, kto go podobno gonił po czym jeden silniejszy kolega go dosłownie przyniósł, a on wybił głową szybę w oknie (krew, rozbita szyba i głowa). Przeprosił, powiedział, że dla mnie się zmieni, co już wtedy świadczyło, że to nie pierwszy przypadek i że on wie, że coś jest z nim nie tak. Powiedział pierwszy raz, że mnie kocha (a mój mąż nie jest wylewny, chyba że dla dzieci), nawet chyba nie rozpatrywałam tego w kategorii wybaczania, po prostu przeszliśmy do porządku dziennego. W między czasie często były sytuacje, że z jakichś imprez, wesel itp. siłą musiałam go wyciągać, ale bez awantur, na co dzień byliśmy szczęśliwą parą, rozumieliśmy się bardzo dobrze, prawdziwa dojrzała miłość (tak mi się wydaje). Druga sytuacja miała miejsce na wczasach, (pół roku po tym sylwestrze) w dużym towarzystwie i bardzo zakrapianych, mężczyźni prawie nie trzeźwieli przez tydzień. Mój chłopak wtedy wsiadł do samochodu, prawie nie trzymając się na nogach (nikt tego nie widział), po czym jadąc dzwonił do mnie mówiąc, że goni go policja, następnie dawał mi do telefonu starszego aspiranta policji, którego sam udawał. Wrócił nad ranem, przepraszał, obiecywał, mówił, że nie jest mnie wart itd. Zaznaczam, że nigdy nie był agresywny wobec mnie, raczej wobec siebie. No i dalej żyliśmy, planowaliśmy, postanowiliśmy się pobrać, dzień przed zaręczynami oficjalnymi z rodzicami (bo w ogóle to oświadczył mi się w Wieliczce kilkaset metrów pod ziemią w kościele z soli) znowu miał wybryk po dużej ilości alkoholu z uciekaniem, dzwonieniem i wtedy na przeprosiny obrał już inną metodę. Chciał odejść, bo bał się, że zmarnuje mi życie, ale ja brnęłam w to dalej, chyba nawet sama go wtedy prosiłam, żeby został. Nie wiem, czy to wstyd przed rodziną, wszyscy go uważają za prawie wzór cnót (szczególnie z mojej strony), mądry, bogaty, wykształcony, pracowity (prawie na wszystko zapracował sam), dobry - wszystkim zawsze pomaga (finansowo i inaczej również). Na drugi dzień zaręczyny, wzruszenie, płacz szczęścia, ustaliliśmy datę ślubu. Dalej żyliśmy, szczęśliwi, dorabialiśmy żeby zapewnić sobie jakiś start. Mój mąż wiele w życiu od siebie wymaga, przyzwyczajony jest do dosyć wysokiej stopy życiowej, duże pieniądze, ogromny stres w firmie i nie bardzo chce przyjmować pomocy od innych. W między czasie nadal dosyć dużo imprezowaliśmy, alkohol w naszym życiu był zawsze, piwo pije codziennie odkąd go znam, nawet interesy twierdził, że nie da się inaczej załatwić jak przy alkoholu i faktycznie tak było. Ale jakichś szczególnych ekscesów nie było, chociaż faktycznie nie wiem kiedy, ale przybrałam metodę nie drażnienia go jak wypił (czyli nie mówiłam, żeby już nie pił, wracałam sama z tych imprez czy wesel, czy przyjęć rodzinnych on później wracał grzecznie kładł się spać). Nikt nie zauważa nic, oprócz jego taty (też alkoholik leczący się i nie pijący, bardzo dobry i mądry człowiek prowadzący dużą firmę), a może ktoś zauważa tylko nic nie mówią. Nie wiem, ja w każdym razie coś czułam, ale to wszystko zdarzało się później na tyle rzadko, a na co dzień wręcz sielanka, doskonale się rozumieliśmy, podobne plany, nauczyliśmy się kompromisów. I to też chyba był błąd z mojej strony. Ludzie uważali nas za przykładną parę, koledzy mojego męża podawali mnie za przykład, że potrafię tak bez awantury wyjść z imprezy i pozwolić mu zostać z kolegami i "upodlić" się do końca, a ja chyba gdzieś podświadomie czułam, że takie awanturowanie może źle się skończyć. Zmniejszałam ryzyko. Problem był, on sam teraz mówi, że to wraca ze zdwojoną siłą. Następnie był ślub, wesele, pierwsza córka. Mój mąż okazał się wspaniałym mężem i ojcem, bardzo dobry kontakt z dzieckiem. To ja jestem chyba nawet gorsza, mam mniej cierpliwości, on na co dzień jest wręcz aż za spokojny, wszystkich potrafi zrozumieć i wytłumaczyć, pomagamy sobie. Czasami wydaje mi się, że wyolbrzymiam, że przecież on ma tylko jedną wadę, że nie ma ludzi bez wad. I może to jest prawda. Nadal codziennie wieczorem piwo. Mało imprez, raczej tylko rodzinne i z przyjaciółmi. Dziecko zazwyczaj kładłam wcześniej, więc nie patrzyło na "upodlenie ojca", nigdy nie było awantur. Kiedy byłam w ciąży z drugą córką, a pierwsza miała ok. roczek, dwa i pół roku po ostatnim wybryku, wróciliśmy z zaręczyn od mojej kuzynki. Był bardzo pijany, położyłam córkę spać, zamknęłam ją w pokoju i chociaż zawsze często się budziła tę noc przespała całą. Ja poszłam się kąpać a mój mąż prawie śpiąc z butelką piwa oglądał coś w telewizji lub czytał gazetę, bo robi to i to po pijanemu, chociaż mnie się wydaje, że nie widzi na oczy. A zapomniałam, że chciał przenieść imprezę do nas łącznie z pijanym kuzynem, ja zabroniłam i jakimś cudem go przywiozłam samego, ale był zły. Kiedy wyszłam z łazienki, walił głową w szybę, ale szyba była wzmacniana i tylko nabił sobie guza, kiedy próbowałam go uspokoić wybił szybę od jednych drzwi zamknął się w łazience i straszył, że podetnie sobie żyły, pociął sobie tylko dłoń. Wezwałam wtedy sąsiada kolegę, pomógł nam i zabrał go do siebie, bo ja już się bałam z nim być w takim stanie. Nasza córeczka starsza, która już wtedy miała "szósty zmysł" nie obudziła się w trakcie tej awantury nawet na chwilę. Zresztą nasze dzieci nigdy nie widziały żadnej awantury, bo u nas nie ma awantur. Na drugi dzień nic nie pamiętał, próbował trochę mnie obwiniać, że go wygoniłam z domu. Spakował się, chciał się wyprowadzić dla naszego dobra, bo jak sam twierdził, nic nie pamięta i nie wie czy kiedyś nie zrobi nam krzywdy. Sama prosiłam, żeby został, ja z brzuchem i maleńkim dzieckiem. Dałam nam jeszcze jedną szansę, wtedy mówiłam, że ostatnią. Znalazłam lekarza, namówiłam mojego męża z ogromnym trudem i pojechaliśmy do niego, wszystko opowiedzieliśmy. Lekarz stwierdził, że nie jest alkoholikiem (przypominam, że codziennie pije piwo lub kilka i myślę, że od kilkunastu lat) i na terapię się nie nadaje. Jedynie, jak to on wytłumaczył, jest jakby uczulony na pewną ilość alkoholu, która odbiera mu normalne myślenie. Wtedy wydawało mi się to proste. Teraz mam żal, że tacy lekarze istnieją. Mój mąż nie pił "mocnego alkoholu" ok. roku, piwo codziennie (nie mógł się nim upić, bo ma dosyć mocną głowę, więc brzuch by mu rozsadziło, bo musiałby wypić ogromną ilość). Później wszystko wróciło do normy. Teraz już nie prowadzimy tak rozrywkowego trybu życia, mamy dwie cudowne córki (trzy i pięć lat), jesteśmy dosyć zamożni, mamy wiele planów, chcemy wybudować jeszcze jeden dom na starość, wyobrażamy sobie nasze córki kiedyś, staramy się zapewnić jakąś przyszłość. Wolne dni spędzamy razem. Mój mąż jest niesamowitym ojcem, dziewczynki go uwielbiają. Na co dzień jesteśmy przykładną rodziną, dzieci nigdy nie widziały awantur. Od ostatniej niebezpiecznej sytuacji minęło ponad trzy lata. Piwo jest nadal codziennie, nadal chodzę jak truś jak jest pod wpływem dużej ilości alkoholu i jakoś się udawało. Trochę życie jak na bombie. Cztery dni temu zrobiliśmy grilla, przyszła kuzynka z mężem i kolega z żoną, z którymi nie widzieliśmy się ok. roku. Dzieci biegały, my biesiadowaliśmy. Mężczyźni już prawie doszli do punktu krytycznego (dzieci położyłam wcześniej). Mój mąż chciał jechać z kolegą i jego ciężarną żoną do nich, nie wiem po co, bo chyba po drodze by usnął, ale postawiłyśmy się, pojechali. Nn pomógł mi posprzątać, pijany, zaczął podlewać trawę i przyszedł w którymś momencie do kuchni i zaczął mnie pytać grzecznie, dlaczego mu nie pozwoliłam jechać (jakby chciał mnie sprowokować do kłótni). Ja mu zaczęłam mówić, że musi myśleć w takich chwilach, że ma nas, córeczki. A on odebrał to tak, że ja mu zarzuciłam, że nie kocha dziewczynek. Zaczął płakać i krzyczeć, że kocha je nad życie, a ja jestem zła i mówię takie straszne rzeczy. Pobiegł z tyłu domu i zaczął kopać w drzwi od piwnicy, bo niby nie chciały się zamknąć, aż wypadły z zawiasów. Ja już nic nie mówiłam, tylko delikatnie krzątałam się po domu i z ukrycia obserwowałam co on robi. Uspokoił się, usiadł przed telewizorem, jadł cisto, a ja poszłam się kąpać (było ok. 23). Kiedy wyszłam on się krzątał, przyszedł do łazienki myć zęby, podałam mu pidżamkę i powiedziałam, że wyjdę przed drzwi na werandę zapalić. Kiedy siedziałam sobie i się odstresowałam, mój mąż wyszedł i mówi, że go gonią potwory. Ja na to, żeby się nie wygłupiał i poszedł na górę spać, a on zamknął drzwi i przekręcił zamek od środka. Wpadłam w panikę, on sam w takim stanie i dzieci, mam bujną wyobraźnię (tyle się słyszy o przykładnych ojcach albo matkach, którzy mordują swoje rodziny i sami popełniają samobójstwo). To była godzina koszmaru. Obleciałam cały dom czy czasami coś nie zostało otwarte, ale przecież ja mam manie zamykania wszystkiego przed snem. Nie chciałam walić w drzwi, żeby dzieci nie obudzić, skamlałam pod drzwiami jak pies, żeby mi otworzył, ale jego tam chyba nie było. Szczęście, że mam też manię noszenia telefonu przy sobie, nawet w szlafroku. Zadzwoniłam po siostrę, która pojechała po klucze do mamy (ma od naszego domu, bo zajmuje się dziećmi). Siostra dotarła w ciągu godziny, która była chyba najgorszą w moim życiu. Weszłyśmy do domu a on sobie spał na górze, nic nie zrobił, ale zrozumiałam, że mogło się stać wszystko, przecież sam mówi, że nie jest siebie pewien. Rano nie wytrzymałam, wyzwałam go od najgorszych świrów i wykrzyczałam, że albo leczenie, albo rozwód. On był na początku bardzo zdziwiony, nic nie pamiętał, a później jakby chciał mnie obwinić. Zły był, że zastał moją siostrę (co miałam zrobić, bałam się już z nim zostać). Spakował się i powiedział, że się wyprowadza, wtedy jeszcze dziewczynki spały. Mówił że on się nie będzie leczyć, bo wie, że to się nie uda i najgłupszy argument jaki słyszałam że "nie ma na to czasu", nie potrafię tego zrozumieć, mówi że kocha nas a nie chce spróbować. Ma wspaniałą rodzinę, jesteśmy na co dzień szczęśliwi. On chyba nas po prostu nie kocha, to wszystko to jakiś film. Prosiłam, błagałam, żeby się leczył, bo inaczej faktycznie tylko rozwód. Walizka stała już spakowana, dziewczynki powoli zaczęły się wybudzać i schodzić na dół, zalały go pytaniami o walizkę. Jakoś wytłumaczył, że jedzie w trasę. Myślałam, że z nimi jakoś się udało. Wywiozłam dzieci do mamy i próbowałam z nim jakoś rozmawiać, po raz następny mówiłam, że mu pomogę, ale on kategorycznie, że nie będzie się leczył, bo to nic nie da. Wróci za rok, dwa, pięć lub dziesięć lat ze zdwojoną siłą. Po prawie całym dniu rozmów chyba mu przyznałam rację, mój mąż nie chce nas krzywdzić. Powiedział, że dzieci zostają przy mnie (bo wie, że nie ma innej możliwości), wszystko co w kredycie on bierze a to co spłacone moje, że mam posprzedawać działki i kupić sobie mieszkanie, samochód jeden dostaje, na dzieci będzie dawał. Mam przecież pracę, jestem zdrowa, on się na razie wyprowadzi do hotelu. W ciągu tygodnia wynajmie coś, ja mogę zostać w domu do czasu, kiedy nie znajdziemy dla mnie mieszkania, wszystko będzie opłacał. No jakby nadal sielanka, przecież tyle jest strasznych rozwodów, powinnam to wszystko wziąć i spieprzać gdzie pieprz rośnie, ale ja go kocham, kocham moją rodzinę. Patrzę na twarze moich dzieci i jak ja im to powiem, przecież one nie widziały nigdy między nami awantury. Zdruzgotana przystałam na te wszystkie warunki, bo on ma racje z wszystkim, tyle że nie mogę zrozumieć czemu mając tak wspaniałą rodzinę nie chce się leczyć. Pojechałam, jeździłam po mieście, spotkałam się z jego ojcem, który zna temat, poradził żeby powstrzymać się z działaniami tydzień. Chciałam go posłuchać, wiem że powinnam mu dać spokojnie myśleć, że sam powinien do pewnych wniosków dojść, że powinien za nami się stęsknić. Miałam przyjechać dopiero z dziećmi, jak już go nie będzie, ale on jakby to wszystko przeciągał, dzwonił a to gdzie to jest, a to jak się bak otwiera, a to że tu dokumenty zostawił. W końcu wieczorem przyjechałam do domu, dzieciom naświetliłam, że tata na tydzień w trasę wyjeżdża, przecież często tak było. On mi powiedział, że w weekend zobaczy się z nimi, wszystko OK, ale jak już wcześnie wspomniałam, moja starsza córka ma "szósty zmysł". Jak jechałyśmy jeszcze w samochodzie, zaczęła bardziej niż zwykle dopytywać: czemu taty nie będzie, a czemu z nią się nie pobawi po kąpieli i takie tam, płakała, przecież mój mąż często wyjeżdżał. Ja już wtedy wiedziałam, że nie dam rady, jej smutna twarz. Łzy ciągle mi się cisnęły do oczu. Kiedy bawiły się w wannie, zadzwoniłam do niego, że tak nie damy rady, musimy to zrobić stopniowo, że ma przyjechać, pobawić się i położyć je jak zawsze, a jak będą spały to pojedzie. No i tak zrobiliśmy, ale moja starsza córcia, kiedy położył się koło niej (normalnie usypiają same), oplotła go rękoma tłumacząc, że robi to, żeby sobie nie poszedł. Usnęły, zszedł, powiedział mi to, a ja nie dałam rady, zaczęłam go błagać, żeby się leczył. On cały czas kategorycznie nie, tę noc został. Bez ustalenia żadnych konkretów, walizkę nadal wozi w samochodzie. Na następny dzień zobaczyłam, że nie ma obrączki, jakby mnie chciał ukarać, nie wiem za co, później założył. Wieczorem zaczął pić piwo, zwróciłam mu uwagę, że musi przestać, a on tylko cicho powiedział "dobrze". Nie wiem, czy dokończył. Jestem zdruzgotana, nie wiem co robić. Proszę o pomoc, bo nie wiem co nas czeka na następny raz albo jego, bo o to też się boję. Przecież to, że odejdzie to nic nie da, na ulicy może komuś coś zrobić albo sobie. Nie wiem czy jest niebezpieczny...

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Problemy z mówieniem - czy to skutek palenia marihuany?

Witam. Jestem mężczyzną, mam 21 lat. W wieku 16 lat po raz pierwszy miałem kontakt z marihuaną, a 1,5 roku później zacząłem ją palić nałogowo, praktycznie każdego dnia. Na początku wiadomo - bajer, śmiechawa, z czasem jednak przyjemne efekty...

Witam. Jestem mężczyzną, mam 21 lat. W wieku 16 lat po raz pierwszy miałem kontakt z marihuaną, a 1,5 roku później zacząłem ją palić nałogowo, praktycznie każdego dnia. Na początku wiadomo - bajer, śmiechawa, z czasem jednak przyjemne efekty wypalenia jointa zanikały, a jedynym rezultatem była zlasowana głowa przez kilka godzin. Zacząłem być wiecznie zmęczony, w kółko myślałem tylko i wyłącznie o "jaraniu", w końcu zacząłem się także izolować od ludzi, gdyż nie mogłem się z nimi dogadać, a w skrajnych przypadkach po "przepaleniu" często wymiotowałem.

Paliłem na okrągło przez ponad 3 lata, czasem, ale bardzo rzadko zastąpiwszy tradycyjne palenie (marihuanę) tymi wszystkimi świństwami z dopalaczy. Miałem także kilka razy styczność z amfetaminą, nielegalnymi "tabletami" oraz substancją DXM (acodin). Pewnego dnia jednak napaliłem się, położyłem na łóżku i naszła mnie refleksja, aby to wszystko rzucić i zacząć żyć normalnie jak każdy porządny człowiek. I tak też się stało - w tym roku nie zapaliłem jeszcze ani razu, przestało mnie w ogóle ciągnąć do marihuany i innych używek. Skutki uboczne palenia "trawki" (?) jednak pozostały. Zanik pamięci krótkotrwałej to normalka, brak skupienia się przy większych wyzwaniach umysłowych na studiach też jakoś szczególnie mi nie doskwiera.

Co jednak drażni mnie i to mocno to fakt, iż od pewnego czasu mam problemy z mówieniem (pierwsze objawy wystąpiły na rok przed rzuceniem palenia). Konkretnie to dość często "zacinam" się podczas mówienia, nie mogę z siebie wydusić słowa, a jeśli już się uda to z wielkim trudem i po kilku zająknięciach. Jest czas, że rozmawiam normalnie, są także momenty, kiedy zwyczajnie nie mogę z siebie wydusić żadnej kwestii. Mam zatem pytanie: Czy jest to skutkiem częstego i długotrwałego palenia marihuany? I jeśli tak, to czy ta dolegliwość z czasem minie, kiedy już THC całkowicie rozłoży się i zniknie z mojego mózgu? Czy może już do końca życia przez własną głupotę jestem skazany na wadę wymowy? Bardzo proszę o pomoc i z góry dziękuję za odpowiedzi na postawione przeze mnie pytania. Pozdrawiam!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Czy powinnam płacić za nieodbyte sesje?

Witam serdecznie, od dłuższego czasu zmagam się z nerwicą lękową. Po nieudanych próbach odstawienia leków psychotropowych zdecydowałam się na terapię psychodynamiczną. Psychoterapeutka zaleciła sesje 2 razy w tygodniu po 50 minut. Koszt jednej sesji to 80 zł. Wizyty kosztują mnie...

Witam serdecznie, od dłuższego czasu zmagam się z nerwicą lękową. Po nieudanych próbach odstawienia leków psychotropowych zdecydowałam się na terapię psychodynamiczną. Psychoterapeutka zaleciła sesje 2 razy w tygodniu po 50 minut. Koszt jednej sesji to 80 zł. Wizyty kosztują mnie 160 zł tygodniowo. To dla mnie spory wydatek, ale terapia jest dla mnie najważniejsza, dlatego bez oporów zgodziłam się na nią. Problem leży w sesjach, na które nie udało mi się przyjść z różnych powodów, np. pilnego wyjazdu, choroby czy innej sytuacji losowej. Za nieodbyte spotkania muszę płacić tak, jakby się odbyły. Budzi to we mnie sprzeciw i bunt, ale psychoterapeutka twierdzi, że w ten sposób chroni naszą relację. Czy taka postawa jest zgodna z kodeksem etycznym psychoterapeutów? Pobieranie opłat za nieodbyte sesje jest dla mnie niezrozumiałe. Czy w psychoterapii psychodynamicznej jest to norma? Będę wdzięczna za odpowiedź. Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Czy dopalacze mogły spowodować, że czuję się odrealniony?

Witam! Mam 15 lat, jakiś miesiąc temu naszedł mnie dziwny stan. Stałem z kolegami pod klatką, kolega dzwonił do drugiego kolegi, podczas wsłuchiwania naszedł mnie dziwny stan, tak jakby to się nie działo. Poszedłem od razu do domu, włączyłem komputer,...

Witam! Mam 15 lat, jakiś miesiąc temu naszedł mnie dziwny stan. Stałem z kolegami pod klatką, kolega dzwonił do drugiego kolegi, podczas wsłuchiwania naszedł mnie dziwny stan, tak jakby to się nie działo. Poszedłem od razu do domu, włączyłem komputer, wołała mnie mama i gdy zadawała mi jakieś pytania to się jąkałem itp. Byłem bardzo wystraszony. Na drugi dzień wstałem, ubrałem się, bardzo dziwnie się czułem, taki zmęczony. Poszedłem do sklepu i w drodze do sklepu poczułem się znów bardzo dziwnie, wydawało mi się jakbym nie wiedział gdzie idę, tak jakby mi się to śniło. Wróciłem do domu no i siedziałem przed komputerem, tylko tak mogę zapomnieć o tym co ze mną jest, nie myślę o tym. Na drugi dzień szedłem do szkoły, tą samą drogą co do sklepu bo, tak zawsze chodzę. Znów mi się wydawało, jakby mi się śniło to, takie nierealne. Ogólnie do tej pory tak mam. Jakiś rok temu doszedł mi do życia śnieg optyczny, na początku było ciężko się przyzwyczaić do tego, ale śnieg mi nie sprawia kłopotów z życiem codziennym. Nie wiem co mam robić, boję się powiedzieć rodzicom o tym, czy ma to związek z tym, że jakiś rok wcześniej paliłem dopalacze?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena BrudzyĹska
Mgr Magdalena BrudzyĹska

W jaki sposób poprowadzić terapię, żeby wyleczyć się z depresji i podnieść niską samoocenę?

Szanowni Państwo! Powodem mojego maila jest depresja, która towarzyszy mi już od kilkunastu lat życia. Zmieniałam lekarzy już kilkukrotnie i cały czas przebywam pod stałą opieką. Niestety mam nawroty, pomimo iż biorę lekisystematycznie. Mam odpowiedzialną pracę i w... Szanowni Państwo! Powodem mojego maila jest depresja, która towarzyszy mi już od kilkunastu lat życia. Zmieniałam lekarzy już kilkukrotnie i cały czas przebywam pod stałą opieką. Niestety mam nawroty, pomimo iż biorę lekisystematycznie. Mam odpowiedzialną pracę i w obecnym stanie trudno mi jej sprostać. Moja praca wymaga częstych kontaktów z klientem. Pracy tej nie chciałabym stracić. Jestem obecnie na skraju wyczerpania, ponieważ coraz gorzej się czuję. Coraz gorzej się wysławiam, zapominam się, nie mogę skoncentrować się na przeprowadzanych rozmowach telefonicznych z klientem, często jąkam się i nie potrafię klientowi pomóc jasno, jak ma jakiś problem. Ponieważ nawroty depresji zawsze utrzymują około 2 - 3 miesięcy w moim przypadku, tym razem postanowiłam podjąć walkę nie tylko poprzez środki farmakologiczne, tym bardziej, że biorąc je okazuje się, depresja wraca jak bumerang. Wiem na pewno jedno, że od dzieciństwa mam problemy z poczuciem własnej wartości, z odnajdywaniem się w grupie. Zawsze kiedy jestem w nowym środowisku pełnię rolę cichego słuchacza i nie umiem odważyć się cokolwiek powiedzieć. Powinnam nad tym popracować, szczególnie, ze moja praca również wymaga kontaktów z ludźmi. Nie wiem, jakich technik mogłabym zastosować, żeby sobie pomóc. Proszę o wskazanie godnych polecenia warsztatów, terapii w tym zakresie.   Za odpowiedź na mojego maila będę bardzo wdzięczna. Serdecznie pozdrawiam, Irena.
odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Hanna Markiewicz
Mgr Hanna Markiewicz

Niepokojące objawy - czy ustąpią samoistnie czy to oznaka jakiejś choroby psychicznej?

Witam. 5 miesięcy temu użyłem dopalacza, tzn. cherry Koko (wciągnąłem nosem), paliłem tego wieczoru marihuanę oraz piłem alkohol. Dopalacza użyłem raz, natomiast objawy odstawiennicze miałem takie, jakbym był uzależniony od benzodiazepin - czyli nic przyjemnego. Objawy ustępują, ale trwają...

Witam. 5 miesięcy temu użyłem dopalacza, tzn. cherry Koko (wciągnąłem nosem), paliłem tego wieczoru marihuanę oraz piłem alkohol. Dopalacza użyłem raz, natomiast objawy odstawiennicze miałem takie, jakbym był uzależniony od benzodiazepin - czyli nic przyjemnego. Objawy ustępują, ale trwają już 5 miesięcy, jest dużo lepiej, ale mam małe bóle w brzuchu - w różnych miejscach, napięcia w głowie, uczucie wewnętrznego drżenia, podatność na przeziębienia, lekkie stany depresyjne. Nie piję, nie palę i nie biorę żadnych narkotyków od 5 miesięcy. Chciałbym wiedzieć czy jest szansa, że ustąpi to co zostało czy raczej powinienem nastawić się na to, iż posiadam nerwicę lubi inną chorobę psychiczną?? Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski
Patronaty